Mimo, że kobieta go przytrzymywała, ogier i tak, próbował się wyrwać do przodu. Faktycznie miał, lekki motorek w zadku, ale nie przeszkadzało to, chyba nikomu. Puszczony do przodu, pewnie wyprzedziłby wszystkie grupy i zawiózł kobietę, pierwszą do miejsca ostatecznego. Mimo lekkiego szarpania się z dziewczyną, ogier nadal szedł stępem. Wałach który kroczył tuż obok, nie przeszkadzał mu już, choć nadal miał go na oku.Vivianne Feron - 2016-05-08, 14:02
Grupa 7
Vivianne także nie zaliczała się do grona osób, które wiedziałyby o talencie muzycznym Gerarda, choć ta kwestia z pewnością kolejny raz by ją zaskoczyła. Odkrywanie Wayforda kawałek po kawałku z każdym kolejnym spotkaniem robiło się coraz bardziej interesujące, a zarówno mężczyzna jak i historia jego życia stawały się intrygujące w jeszcze większym stopniu. Wzmianka o zamieszkaniu Tonego w Eastbourne zmusiła ją do krótkiego zastanowienia, w trakcie którego dziewczyna przeanalizowała wiek zarówno swój, Gerarda jak i młodego pana Wayforda, dochodząc do niechybnych wniosków, że Tony musiał plasować się w okolicach jej wieku. Z zadowoleniem uznała, że ten fakt nie obszedł jej w żadnym stopniu, dzięki czemu swobodnie kontynuowała rozmowę, puszczając w zapomnienie lekką dezorientację sprzed chwili.
- Jeżeli zależy Ci żeby to zmienić, to chyba nie bardzo Ci w tym pomogę – odpowiedziała, przybierając na ustach delikatny, zagadkowy uśmiech. Nie miała pojęcia jakie jego syn miał usposobienie, ale domyślała się, że fakt spotykania się ojca z dużo młodszą dziewczyną mógł być ciężkim do przyjęcia. Jasne – w ogóle nie musieli się do tego przyznawać. Pytanie tylko czy decydując się na nieukrywanie syna przed światem Gerard zdecyduje się także na nieukrywanie Vi. Ostatecznie nie mogę przecież obiecać, że jej rączki będą grzeczne, szczególnie po spożyciu alkoholu, który ostatnio jedynie wzmacniał jej popędy.
Jeżeli reszta grupy przyjęła propozycję Gerarda, Vivianne chętnie zakłusowała na siwku. Sama nudziła się powoli stępowaniem i doskonale zdawała sobie sprawę, że jej podopieczny również nie miał niekończącej się cierpliwości. W wyższym chodzie wzięła go na nieco mocniejszy kontakt i działała ograniczająco dosiadem, jeśli zachodziła taka potrzeba – bądź co bądź Friski jest ogierem, który kłusując w grupie mógł zachowywać się zupełnie inaczej niż wyłącznie z nią samą. Z zadowoleniem zauważyła dołączającą do ich grupy kobietę. Będąc dziś doprawdy otwartą osobą (nie wiem czy sprawiała jedynie takie pozory, czy to rajd i konie w ten sposób na nią wpływały), obdarzyła ją krótkim acz przyjaznym uśmiechem.
- Vivianne – przedstawiła się, kiwając do niej głową, aby w chwilę później obrócić się z powrotem w kierunku jazdy.Bastian Collins - 2016-05-08, 14:10
Grupa 2
- Kurwa mać – z jego ust wydobyło się soczyste przekleństwo, które wiązało się z ponownym dociążeniem grzbietu Amira i ograniczającym działaniem na jego boki. Mam wrażenie, że ogier z każdym postem jedynie znajduje właścicielowi większą ilość argumentów przemawiających „za” obcięciem tego czy tamtego, co zupełnie niepotrzebnie dyndało między jego nogami prowokując akcje widoczne na załączonym obrazku. W każdym momencie kiedy Amir próbował zakłusować, jeździec coraz bardziej stanowczo próbował nad nim zapanować, włączając w owe próby jak najmniejszą ilość działania rękoma. Sposób ten na razie zadziałał, więc zamierzał go kontynuować, mając przy tym nadzieję, że Amir całkowicie nie zeświruje i naprawdę nie dotrą nad jezioro pierwsi, w dodatku oczekując kilka godzin na całą resztę zgrupowania.
Postanowiwszy nie stwarzać mu więcej możliwości na bunt niż te, które miał w tej chwili, spróbował zepchnąć Amira gdzieś na bok, wciąż idąc wspólnie z grupą, a jednocześnie oddalony od niej na tyle by koń mógł w samotności się wyciszyć. W każdym momencie jednak widział inne konie, żeby nie panikował w drugim kierunku – a więc przez to, że zostali tu zupełnie sami. Z rozmów faktycznie musiał, póki co, zrezygnować. Trudno – nadrobi na ognisku.Delfinek - 2016-05-08, 14:14
Grupa 4
Pogłaskała Scho po szyi po czym spojrzała na jedynego mężczyznę w grupie z uśmiechem i odparła po jego przedstawieniu się.
-Delphine i Scho-następnie przytrzymała deczko ogierka by nie było problemów z wyprzedzeniem i spojrzała znów na swoją towarzyszkę.
-Miło mi Cię poznać Francesco! Ohh, jak mi te imię przypomina o ojczyźnie-zaśmiała się by następnie skinąć głową i odpowiedzieć.
-Dziękuję w imieniu kawalera, Twój wierzchowiec też jest niczemu sobie.-pogłaskała znów Scho po szyi rozczesała pasemko grzywy. No był urodziny, nie da się ukryć. A do tego wysoki jak diabli, umięśniony i wyrywny. Idealny facet nie? :D Zaśmiała się, a kiedy usłyszała nowy śpiewny (jak każdej kobiety) głos odwróciła głowę w jego kierunku i uśmiechnęła się szeroko na widok nowej towarzyszki.
-Bonjour, mów mi Delph-puściła jej oczko i poprawiła ramię plecaka. Następnie rozluźniła mięśnie i poprawiła dosiad, by dla 2latka było lżej i spojrzała na niebo.
-Mamy takie szczęście! Świetna pogoda!-odetchnęła głęboko i przymknęła na chwilę oczy z szerokim uśmiechem. Szczęściem było również doborowe towarzystwo, wszyscy mili, kulturalni i co najważniejsze bezkonfliktowi. Za czasów jeżdżenia w swojej rodzimej stajni wiele osób na rajdach dostawało jakiejś głupawki, i wszystko im się nie podobało. A to ogier w grupie z klaczą, a to dziecko na rajdzie, a to stajenny na najlepszym koniu, ughhh! Całe szczęście teraz tak nie było!Caroline Hathaway - 2016-05-08, 14:21
Grupa 2
Faktycznie ruch niczym, w Rzymie, zarówno w stajni jak i w miejscu, zbiórki. Dobrze, że zdecydowała się na bardziej ogarniętą klacz, a nie na konia którego ledwo kupiła. Kij wie, jakby się to potoczyło. Skupiała klacz na sobie, wysyłając jej krótkie półparady, po dołączeniu do grupy, uśmiechnęła się do zebranych.
-Caroline. - odparłam w jego kierunku, bo nie wiem czy się przedstawiła już czy nie Zawsze dobrze poznać nowe osoby. Nigdy nie wiadomo, do czego owa znajomość się przyda. Widząc poczynania achała, przewróciła tylko oczami, no cóż tak czasem bywa, kiedy się bierze, nieco narwane konie. Trzymała rudą na aktywnym stępie, w miarę luźnej wodzy, ale kontakcie. Chyba, że coś świrowała, to krótko sprowadzała ją, na ziemię. Każdemu się gdzieś spieszyło W końcu mamy się integrować, to trzeba nieco poprzeszkadzać.
-Chyba tak. - odparła do kobiety, ona również się cicho zaśmiała. Powtórzyła imię również do kobiety, mówiąc, że miło poznać i takie tam.
-Dziękuje, twój też jest ładny. Ma dość nie typową maść. - w końcu takich koni, raczej jest mało w Orchu, poza tym o ile wiem to wałach nie ogier To dobrze, że miała zróżnicowane konie, Caro na razie miała siwka i kasztana. Może z czasem się grono powiększy, może. A co masz chrapkę na geny Chaosa? Ona mimo rozmowy z kobietą, nadal pilnowała klaczy, w końcu trzeba było być czujnym. Współczuła nawet Bastianowi, ale to tylko jego sprawa, ne mają się prawa wtrącać.Friskey Whiskey - 2016-05-08, 14:27 Zawiedzony brakiem koleżeńskości Kaśka, odsunął się grzecznie na bok, niosąc luźno łeb na w dole. Szedł spokojnie od czasu do czasu podnosząc łeb, gdy któryś z koni zarżał lub zaczął robić jakiś cyrk. Jego uwadze nie umknęło salto wykonane przez Jess tam z przodu, sam chętnie dałby się ponieść fantazji, ale o tym w swoim czasie.
Poproszony o kłus ruszył energicznie do przodu, unosząc wyraźnie łeb i formując masywne szyjsko w rogal. Parskając krótko poruszał się u boku kumpla, od czasu do czasu podminowując się bardziej, gdy tylko do jego nozdrzy docierał słodki zapach rui, którejś z klaczy. Wtedy nieco mocniej napierał na wędzidło zaczynając rżeć głośnym basem.
Gęsty siwy ogon falował w rytm jego sprężystych kroków, które były tak miękkie i elastyczne, że Vivianne najpewniej mocno tego nie odczuła. Żałował jedynie, że nie mógł widzieć tych podskakujących pomarańczy .Nadya - 2016-05-08, 14:38 Wcale nie planowała wziąć udziału w rajdzie, więc gdy ostatecznie się zdecydowała, zgłosiła się jako jedna z ostatnich osób. Z mieszanymi uczuciami pojawiła się rano w stajni. Gdy zostawiła swoje niewielkie bagaże ruszyła pod inny boks jak zwykle. Zdecydowała się pojechać na innym koniu, na koniu, którego właściwie nie znała. Poszła na żywioł można powiedzieć. Była ciekawa Zetterholma, który okazał się być młodym wyścigowcem. Przywitała się z nim i zapoznała, zaprowadziła na myjkę, gdzie go wyczyściła i osiodłała. Cały czas obserwowała reakcje młodego ogiera. Następnie zabrała swój bagaż. Musiała przyznać, że trudno jej było spakować jak najmniej i tylko najpotrzebniejsze rzeczy, ale w efekcie wszystko co było niezbędne znalazło się w sakwach, które nie powinny przeciążyć Zetterholma. Pogłaskała go i zaproponowała kostkę cukru, po czym zaprowadziła do swojej grupy. Zbliżając się do miejsca zbiórki szóstki, uważnie przyjrzała się zebranym tam jeźdźcom i koniom. W końcu dołączyła do grupy, a nawet dość uprzejmie przywitała. Zatrzymała anglika w miejscu, upewniła się, że wszystko jest na swoim miejscu, po czym wsiadła na jego grzbiet i poprosiła o stęp.Blue Moon - 2016-05-08, 14:41
Grupa 7
O tam, nie warto przejmować się, takimi szczegółami. Zawsze mogła, w ogóle na niego nie zdążyć i byłoby gorzej. Klacz stała nieco znudzona w boksie, nic w jej życiu się nie działo ciekawego, do bani. Kiedy jakaś kobieta, zjawiła się pod jej boksem, żywo się nią zainteresowała. Bez problemu, dała się oczyścić poza boksem, potem nieco poruszała swoimi nogami, się rozgrzewając. Podczas siodłania, też nie sprawiała żadnych problemów, potem skierowała się z kobietą poza stajnie. Kara była świeżo po rui, hormony nieco jej buzowały, choć nie uderzały, do głowy. Po dotarciu do startu rajdu, postępowały chwilę, by dogonić resztę grupy kłusem. Parsknęła krótko do zebranych tutaj koni, które obecnie w większości, były w przewadze ogierów.Zetterholm - 2016-05-08, 14:51 Gr 6
Zetka wynudzony w swoim boksie do granic wytrzymałości, zareagował dość entuzjastycznie na to, że ktoś raczył się nim ponownie zainteresować. Obserwował uważnie dziewczynę, która wyraźnie miała zamiar z nim zrobić coś więcej niż pogłaskać i dać przysmak. Był grzeczny i nie stawiał oporu, no, może troszkę był jak zwykle ciekawski wszystkiego i zaczepił po drodze parę koni, ale poza tym było wszystko w porządku. Z chęcią przekąsił cukrową kostkę i dał się dosiąść kobiecie mimo, że siodło było inne niż to do którego był przyzwyczajony. Ruszył przed siebie, tam gdzie go kierowała, a gdy dotarli na miejsce parsknął do innych zebranych tu koni. Zdaje się, że był najmłodszy.Adele - 2016-05-08, 15:09
grupa 4
Chociaż z założenia rajd miał polegać na integracji i tym podobnych rzeczach, zauważyła śmieszną zależność polegającą na tym, że najwyraźniej jest najmłodsza z całego towarzystwa. Także osoby z grupy, do której trafiła nie wydawały jej się najlepszym materiałem na przyjaciół. Niegdyś bardzo sympatyczna, teraz przestała pałać miłością do każdej napotkanej osoby i tym razem stało się nie inaczej.
Była w stajni jako jedna z pierwszych i od świtu przygotowywała wszystko na rajd. Spędziła mnóstwo czasu w boksie swojego podopiecznego, mając nadzieję, że obecność koni go nieco uspokoi i powtórka z rozrywki którą zafundował jej pod McDonaldem nie będzie konieczna. Chcąc uniknąć siodłania się w "chwilach szczytu", zrobiła to wyjątkowo wcześniej, wsiadając również jako jedna z pierwszych - wolała dłużej postępować w okolicach stajni i zobaczyć jak Gortat reaguje na tak pokaźną grupę koni niż potem się niepotrzebnie martwić. Trochę go pogimnastykowała, bardziej na zasadzie sprawdzenia jak odpowiada na jej pomoce, by w ostateczności ruszyć wraz ze swoją grupą w obranym przez prowadzących kierunku. Trzymała się z daleka od Scho Can Do, który w przeciwieństwie do innych koni, wydawał jej się wyjątkowo nerwowy. Generalnie rzecz biorąc koncentrowała się przede wszystkim na kucyku, na samym początku przedstawiając się pozostałym, ale nie wykraczając poza krótką formułę dotyczącą tego, jak nazywa się ona i jej wierzchowiec.Hayley - 2016-05-08, 15:11 Grupa 1
Słysząc rozmowę toczącą się dookoła niej, niemal natychmiast poczerwieniała jeszcze bardziej na twarzy, mogąc przysiąc, że jej buzia przybrała już odcień buraka ćwikłowego. Chwilowo zamilkła jak obrażone dziecko, lecz dopiero słowa Mii wprawiły ją w niemałe osłupienie. Niemal natychmiast puściła jedną wodzę wyciągając dłoń przed siebie w obronnym geście.
- Ja... nie! – wydukała nieskładnie doskonale wiedząc, że to niczego nie zmienia. Jej przyjaciółki (i Aiden) były nie tylko uparte, ale zawsze wybierały ten rodzaj prawdy, który akurat był najwygodniejszy. Niemal postawiona pod ścianą nie miała więc szczególnie dużego pola manewru w kwestii przekonania ich do swojej racji, ale co mogła zrobić?
- Z nikim się nie przespałam – odchrząknęła w końcu, starając się by jej głos zabrzmiał poważnie. Nawet całkiem jej to wyszło, szczególnie teraz kiedy rzeczone słowa zabrzmiały jak wstęp do długiej tyrady na temat gejostwa Tonego.
- po prostu z nim rozmawiałam jak dwójka DOROSŁUCH ludzi – Zaznaczyła dokładnie w tym momencie, w którym koń Jess zwariował. Patrząc na kucyka z niemałym szokiem, ostrożnie z powrotem złapała drugą wodzę jakby spodziewała się po siwku tego samego, a potem dopiero zatrzymała konia. Na szczęście przyjaciółce nic się nie stało, co potwierdziła szybkim powrotem do tematu.
- To nie tak Anais! Ja i Tony jesteśmy tylko znajomymi, ale żadne z nas niczego od tego drugiego nie chciało. To tylko Jessie znów coś wymyśliła – wyjaśniła zbolałym głosem, dając Windsorowi łydkę do stępa.Windsor - 2016-05-08, 15:18 1
Ożywił się nieznacznie w odpowiedzi na zamieszanie, które powstało na samym początku zastępu. Kiedy jadąca przed nim klacz zakłusowała na polecenie jeźdźca, wałach zapragnął uczynić to samo; jakie jednak było jego zdziwienie, gdy dotąd bierny pasażer postanowił zareagować! Zatrzymany do stój, zwrócił łeb do boku, jedno ucho kierując w stronę Hayley. Cierpliwie poczekał, aż ta ponownie pozwoli mu ruszyć stępem, w którym to rozciągnął szyję z cichym parsknięciem. Nie miał pojęcia, czego dotyczyła ta gorączkowa rozmowa tocząca się między jeźdźcami, ale ich podniesione głosy prowokowały wałacha do ciągłego strzyżenia uszami.Strawberry Wine - 2016-05-08, 15:32 1
Rzuciła łbem niezadowolona, zaraz ruszając jeszcze parę kroków na bok w marnej próbie ucieczki. Niestety nie udało jej się to, toteż stanęła nareszcie spokojnie, czając aż Jessie wsiądzie na jej grzbiet, a potem na nowo zaczęła swoje tańce. Nie spodziewała się tylko, że dziewczyna posunie się do tak radykalnych środków, jakimi posłużyła się po Truskawkowej ignorancji wszelkich, pokojowych, prób rozwiązania ich wspólnego konfliktu. Istotnie, czując mocne, bolesne szarpnięcie połączone kopniakiem, kobyła przysiadła na zadzie, podrywając nieco przód do góry. Nie była to jednak wysoka świeca, a jedynie krótki bunt, po którym Strawberry nieco posłuchała próśb, grzecznie ruszając przed siebie. Taki stan rzeczy miał jednak utrzymać się tylko do pierwszego kłusa o czym świadczyło niezadowolenie klaczy i napięte do granic możliwości mięśnie.Nearly Perfect - 2016-05-08, 15:42 2
To, że póki co była dość ogarnięta, nie znaczy, że jej nie odpierdoli jak Chaosowi. Na wyczyny achała zareagowała tylko przewróceniem ślepiami. Właściwie był to jakiś cud, że przez zachowanie Chaosa, liczbę koni i ludzi i ogólne zamieszanie, nic jej nie spłoszyło jak dotąd. Miała pewne problemy z koncentracją, nie wiedziała na co patrzeć i na czym się skupiać, ale Caroline jakoś udawało się, skoncentrować ją na tym co trzeba, czyli na sobie. Czasem też na moment przesadzała ze stępem, ale wystarczył sygnał od Caroline i szła przykładnie, wyznaczonym stepem. Gdyby wiedziała, że została pochwalona za swa urodę, nawet jeśli nie bezpośrednio, pewnie starałaby się bardziej. Starała się dalej ignorować Bastiana i Chaosa, chociaż łypała w ich stronę od czasu do czasu. Tymczasem postanowiła nawiązać kontakt z innymi końmi, czego wcześniej zaniechała. Nieuprzejmie z jej strony, dlatego się zreflektowała i parsknęła na przywitanie w stronę Devon Heir'a, który chyba z wszystkich koni był najbliżej.Mia - 2016-05-08, 15:44 ....- To jest kucyk, Aiden - odpowiedziała, oglądając się przez ramię na niego, który najwidoczniej nie radził sobie z obsługą islanda. Dość komicznie wyglądał na takim kucyku, ale starała się nie zwracać na to uwagi. Zdecydowanie bardziej preferowała dokuczanie Jess <3 .
....- Żyjesz? - Spytała ją głośno, kiedy ta zebrała się z ziemi i zajęła ogarnianiem swojego wierzchowca. - Nie możesz mieć normalnych koni, prawda? - Mruknęła, będąc wystarczająco blisko kobiety.
....W oczekiwaniu, aż ponownie wejdzie na grzbiet swojego niezbyt niezadowolonego kucyka, zjechała na małą woltę, która miała nieco ożywić Capri, bo jak mniemam dalej miała wyjebane na wszystko.
....- Jaaasne! - Pisnęła swoim charakterystycznym głosem, kiedy Hayley próbowała zaprzeczyć. - Pasowalibyście do siebie. No dobra, może nie, ale miłości się nie wybiera - spojrzała na blondynkę, uśmiechając się szeroko i szczerze.