To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Arena zewnętrzna

Alexander - 2015-05-06, 20:47

Starał się zewnętrzną łydką utrzymywać równe tempo wałacha, ale pewnie do ideału jeszcze daleko ale nadrobi się spoko ! Wiedział że to nie wina wałacha była tylko jego musiał się w garść wziąć a nie odstawiać jakieś chocki klocki bo nawet profesor ma swoje granice cierpliwości. W końcu udało im się wypracować chyba to co przez chwilę im brakowało wejście na ustawienie co prawda to początek jednak widział zmianę a to już było coś. Odetchnął z lekką ulgą że jakoś im się w końcu się wejść na odpowiedni tor, pilnował swojego dosiadu co by wałach nie wypadł z ustawienia działając też nadgarstkiem. Kolejne ćwiczenie poprzedził pół paradą by wejść w końcu na tą nie szczęsną woltę, starał się by wałach wygiął się odpowiednio zewnętrzną łydką nadal pilnując tempa w którym jechali oraz by nie wypadał zadem, natomiast wewnętrzna została na swoim miejscu. Co do wodzy zewnętrzna wodza ograniczała wygięcie w szyi oraz pilnowała szerokości koła, wewnętrzną natomiast zachęcał siwka do zaokrąglenia wysyłając do pyska pół parady próbując kolejny raz spróbować by wałach nieco odpuścił w potylicy. Jego postawa także dużo mówiła wewnętrzne ramię powinno się lekko cofnąć, rotując cały kręgosłup i w efekcie komunikując wałachowi to, że powinien się w tym momencie wygiąć, tak jak on. Plecy pozostawały przy tym wyprostowane, ramiona otwarte, a biodra luźne, podążające za ruchem konia. Łydki nieustannie przyklejone do boków konia, z palcami zwróconymi do zwierzęcia.
Windsor - 2015-05-07, 19:09

Nić porozumienia, którą koń nawiązał z jeźdźcem, na ten moment była bardzo cienka. Zerwanie jej było dziecinnie proste... Chcąc nie chcąc poddawał się jednak stopniowo działaniu dosiadu, opuszczając także głowę, ale niechętnie, jakoby był zrażony do ręki Alexandra po jego wcześniejszych wybrykach. To jednak nie podniosło jego grzbietu ani nie rozluźniło go, w jego ruchu wciąż była wyczuwalna swego rodzaju sztywność.
W odpowiedzi na użycie zewnętrznej łydki podczas jazdy na śladzie ustąpił od niej, schodząc na drugi ślad. Swoje popędzające działanie miała wyłącznie podczas jazdy na kole.
Tak czy inaczej wszedł na woltę, na której w odpowiedzi na użyte pomoce wpisał się w koło. Zabrakło jednak trochę wewnętrznej wodzy, która w tym momencie była potrzebna - siwek szedł jeszcze zbyt sztywno, toteż koniecznie było nakierowanie go wewnętrzną wodzą, która na ten moment jedynie prowokowała do opuszczania łba. Z jednej strony łamał się powoli, ale z drugiej wyraźnie męczył, nie mogąc dojść do porozumienia tak sprawnie, jak czasami mu się to zdarzało. Po wyjściu z wolty szastnął ogonem, uszy utrzymując w ciągłym skuleniu, ale mimo to bawił się wędzidłem, często jednak otwierając pysk. Dla jednych mogło to być zadowalające, dla innych nie, ale różne są osoby i sposoby jazdy, czyż nie?

Alexander - 2015-05-07, 19:21

Może i była cienka co poradzić? Widać koń i jeździec mieli gorszy dzień lepiej to skończyć jednak za w czasu nim stanie się odpukać nie szczęście jakieś. Po zjechaniu z wolty wrócili po prostu na ślad, chłopak stopniowo zaczął odpuszczać w wodzach oraz w dosiadzie tak że wałach wrócił do normalnego chodu który był wcześniej.

Po rozstępowaniu po prostu wyszli z.t

To nie ma sensu się męczymy oboje.

Windsor - 2015-05-07, 19:29

Z głuchym parsknięciem wałach od razu wypuścił łeb do dołu, po czym podniósł go ponad wysokość kłębu. Momentalnie odebrał to jako wygraną - nie chciało mu się pracować i dostał wolne, chociaż już bliski był temu aby się poddać i swoje odbębnić, chociaż w nie najpiękniejszym stylu. Szastając ogonem, zrobił jeszcze parę okrążeń stępa, które w tym momencie nie miały żadnego znaczenia, bo nie zmęczył się nawet odrobinę. Wyszedł do stajni. /zt
Nicol Illas - 2015-05-25, 17:35

Kobieta chwilę chodziła z klaczą starając się znaleźć miejsce gdzie nie będzie bardzo zaludnione. Udało im się w końcu dotrzeć za maneże na arene zewnętrzną. Pogoda była całkiem ładna więc nie można było narzekać na brak warunków pogodowych, rzuciła okiem na arenę było pusto więc weszła z kasztanką do środka obeszły ją raz dookoła po czym podprowadziła ją pod schodki gdzie poprawiła jeszcze popręg, przełożyła wodzę i dosiadła jej miękko opadając w siodło. Nie wiedziała czy klacz jest bardziej tkliwa na pomoce czy mniej, czy szaleje pod siodłem więc odesłała ją na ślad najpierw na luźnej wodzy chyba że potrzebowała tego to weszła z nią jak na razie na lekki kontakt ale jednak. Pierwsze koła miały na celu przyzwyczajenie Ignis do kobiety, pracy pod siodłem oraz dobranie tempa którego kobieta pilnowała żeby nie było ślimacze ani za szybkie no i oczywiście w stępie na początek jeśli klacz zamierzała wcześniej czy teraz inny chód oczywiście wyhamowała ją do odpowiedniego. Dopiero po załóżmy nie całych 3 kołach pomału zaczęła nabierać wodzę na kontakt.
Salire In Ignis - 2015-05-25, 21:05

Idąc za kobietą nie ukrywała swojego podekscytowania. Wielokrotnie próbowała przyspieszać i wyprzedzać Nicole, nie zwracając na nią uwagi. Zdecydowanie za dużo sobie pozwalała, jednak jeśli nie sprowadzi jej do porządku klacz sama się nie uspokoi. Prychnęła tylko, widząc otwartą przestrzeń, do której zaraz została wprowadzona. Zastrzygła uszami, widząc zupełnie nowe miejsce, jednak nie zareagowała ns Arenę strachem. Bardziej lekką ciekawością, choć pozostawała niepewna dopóki kobieta nie oprowadziła jej dookoła. Poznawszy już teren na którym bedzie się odbywał trening poczekała, aż kobieta znajdzie się na jej grzbiecie. Ruszyła zatem stępem, utrzymując aktywne tempo. A to, że miała długie wodze podziałało tylko na to, że zaczęła się panoszyć i iść tam, dokąd jej się podoba. Dopiero kiedy poczuła pomoce poddała się im, choć dało się czuć opór przez chwilę.
Nicol Illas - 2015-05-25, 22:14

No raczej że nie pozwalała na samowolkę, pozwalała jej na poznawanie przedmiotów ale nie na wyprzedzanie czy się obijanie o czym jej kulturalnie przypominała. Potrafiła być równie uparta co nie które konie na których jeździła więc można rzec że będzie ciekawie :lol2: Skoro na długie wodzę reagowała tak a nie inaczej kobieta skorygowała to od razu wchodząc na lekki jak na razie kontakt ale jednak wracając z klaczą na ślad po którym miały iść. Jak wspominałam wyżej po tych nie całych trzech kołach pomału zaczęła ostatecznie skracać wodzę, zaraz zaczynali kręcić wolty, węże, serpentyny przeplatała zatrzymaniami. Wymagała od kasztanki skupienia co sygnalizowała pół paradami, przy figurach zewnętrzną łydką pilnował tempa w którym jechali oraz by nie wypadała zadem, natomiast wewnętrzna zostawała na swoim miejscu. Co do wodzy zewnętrzna wodza ograniczała wygięcie w szyi oraz pilnowała szerokości, wewnętrzną natomiast zachęcała klacz do zaokrąglenia. Na przekątnej zmieniły kierunek jazdy powtarzając wszystkie figury oraz przejścia tyle że w innej kolejności co by za nudno nie było. Jeśli coś poszło nie tak poprawiały lub powtarzały ewe skoryguje się w kolejnym poście jednak jak było wszystko na dobre wracając na ślad dołożyła jej łydki oraz wypchnęła do kłusa.
Salire In Ignis - 2015-05-26, 20:35

Dobrze, że postanowiła skrócić jej pole manewru dość szybko, bo byłaby skłonna pójść w całkowicie inną stronę niż amazonka by tego sobie życzyła. Jednak kiedy już poczuła inicjatywę ze strony kobiety poddała się pomocom, choć niechętnie, jak to miała przy pierwszym kontakcie. Zawsze sprawdzała jeźdźca ile mogła przed treningiem, żeby wiedzieć z kim ma do czynienia. Rude uszy mimo że krążyły po całym placu, co jakiś czas pozostawały zwrócone ku kobiecie, żeby skupić na nią część swojej uwagi.
Podczas rozgrzewki Nicol kilka razy mogła poczuć opór ze strony kasztanki co sygnalizowała zagryzaniem zębów na wędzidle. To, że było ono smakowe nie robiło na niej większego wrażenia - ważniejsze było dla niej teraz poznanie jeźdźca, niżeli jabłkowy smak w pysku. Choć był on przyjemny, trzeba przyznać.
Prychnęła donośnie, zwracając uszy ku amazonce, jakby chciała zwrócić na siebie jej uwagę i jakby przekazać, że "ją sprawdza". Po tym, zaczęła wykonywać figury, które narzucała jej dziewczyna. Wbrew pozorom robiła to dokładnie i z wyczuciem, pracując ciałem aby dobrze je rozciągnąć i uaktywnić mięśnie do dalszej pracy.
Wypchnięta do kłusa potrzebowała nieco mocniejszej zachęty by zmienić chód, jednak w końcu zrobiła i to. Miała bardzo lekki i delikatny krok, a jeździec mógł poczuć komfort jazdy na jej grzbiecie.

Nicol Illas - 2015-05-26, 23:17

No nie zamierzała za pobłażanie wylądować na ścianie np. na razie szukała jak to mówią wspólnego języka z klaczą co by odkryć pewne aspekty przyszłej ich pracy. Zamierzała na spokojnie przepracować początki głównie dosiadem, łydkę oraz kontaktem z pyskiem konia. Nikt nigdy nie powiedział że będzie łatwo ale nie zamierzała się poddać czy odpuścić, jeśli coś im nie wychodziło za pierwszym razem nie karała jej po prostu spokojnie po chwili wracała do tego ćwiczenia po zrobieniu innego. Lekka praca nadgarstków i pół parady cudów od razu nie zdziałają wiadome ale próbować trzeba było jeśli chciały się w ogóle oderwać od ziemi. Kobieta wcale nie ignorowała klaczy ani jej zachowania jak wspominałam starała się złapać jeden rytm, wolniejszymi kroczkami ale nie znaczyło że odpuszczała i robiła coś innego ignorując to gdzie klacz miała problem czy ją sprawdzała. Obie były jednocześnie nie ustępliwe ale z drugiej strony dążyły do kompromisu więc tragedii nie było przynajmniej według szatynki, klacz mimo prób i furkotania ładnie chodziła utrzymując aktywne tempo i pracując pod siodłem co działało pozytywnie na kobietę. W końcu udało im się przejść w wyższy chód przekłusowało najpierw ponownie z trzy koła pozostając na kontakcie i lekkim ustawieniu czyli lżejszy przód aktywniejsza praca zadem co sygnalizowała ciężarem ciała odchylonym bardziej do tyłu odciążając tym samym przód klaczy, jednocześnie pogłębiła pracę bioder bardziej do przodu. Po tym rozkłusowaniu ponownie zaczęli wjeżdżać na różne figury wolty, wężyki, serpentyny nawet doszły koła oraz oczywiście przejścia kłus-stęp-kłus-zatrzymanie-kłus. Oczywiście przed każdym nowym zadaniem posyłała klaczy pół paradę do pyska skupiając ją na sobie, na wygięciu pilnowała zadu i łopatki co by klacz nie wypadała, wygięcia szyi i kierunku w którym miały się poruszać. O ile im wszystko wyszło dobrze zjechały na ślad by w narożniku zagalopować na odpowiednią nogę przy tym wysłała jej odpowiednie sygnały lewą ręką pół parada, cofnięcie zewnętrznej łydki, a wewnętrzną docisnęła do jej boku.
Salire In Ignis - 2015-05-27, 00:25

Zajęła się więc dalej skupianiem na treningu, choć nie można okrywać, że to, co robiła amazonka nie było jej obojętne i nie do końca jej odpuściła. Jednakże skoro już ma okazję się poruszać to to zrobi, jednakże będzie się miała wciąż na baczności by nie przegapić niczego.
Z pracą jej zadu było już nieco lepiej, choć wciąż nie do końca potrafiła wykonać to, co od niej oczekiwano. Mimo wszystko wystarczy nad nią trochę popracować, a zapewne niedługo pojawią się efekty. Każdy potrzebuje czasu, a klacz była na tyle zdolna by pojąć czego się od niej oczekuje. Jednak jak każdy żeby się nauczyć potrzebuje lekcji.
Figury w kłusie wychodziły jej równie dobrze co w stępie. Jej ciało nie zastał się aż tak, jak sądziła, ujdzie. Starała się wykonywać łuki jak najciaśniej, owijając się wokół łydki jeźdźca. Co jakiś czas z jej chrap dało się słyszeć ciche parskanie, co oznaczało, że dobrze czuje się podczas tej pracy.
Skierowana w róg zagalopowała na sygnał a jej chód tak jak w przypadku poprzedniego był lekki i elegancki a także wygodny dla jeźdźca. Czekała na dalsze instrukcje Nicol, co jakiś czas kierując na dziewczynę swoje rude uszy.

Nicol Illas - 2015-05-27, 23:25

No wiadomo że nie odpuszczała kto by nie doszukiwał się błędów które można wykorzystać? Ale może uznajmy że dla bezpieczeństwa kobiety oraz konia nie pozabijają się więc kobieta wolała się przykładać do treningu w szczególności że siedziała na niej po raz pierwszy. Starała się delikatnymi krokami ale nie powolnymi czy przesadnie delikatnymi wprowadzić klacz na dobre ustawienie, nie taki jak do ujeżdżenia bo mają skakać ale jednak by zad był tym motorem jazdy. Nie chciała jej dokładać bacika wolała spokojnie krokami dochodzić do efektów, skinęła facjatą na stajennego i poinstruowała go co, gdzie, jak, po co i na co. Kiedy one rozgrzewały się w galopie on pomału budował tor, składał się z prostych przeszkód ale wymagających co jak co ale skupienia oraz pracy. Podobnie jak w poprzednich chodach wpierw rozgrzali się na figurach czy przejściach, zostając ostatecznie w środkowym chodzie. Po zrobieniu mniejszego koła pierwsze gdzie najechały to na leżące drągi było ich może cztery w równej odległości od siebie. Zamknęła ją w pomocach, wysyłając lekkie pół parady co do nowego zadania jednocześnie płynnie utrzymując kłus jakby planowała na przykład przejść do galopu oczywiście ją przyhamowała. O ile udało im się przejechać na czysto powtórzyły na drugą nogę kierując się na kolejną przeszkodę a raczej ich szereg na zasadzie skok wyskok ale na razie były jeszcze daleko albo na drągach więc ciąg dalszy będzie.
Salire In Ignis - 2015-05-28, 01:02

Oczywiście, przykładała się do pracy, jak i każdego zadania, przed którym stawiała ją amazonka. Jednakże wiele rzeczy było jeszcze do doszlifowania, bowiem nie była jeszcze u szczytu swoich możliwości. Jeszcze dużo pracy przed nią, ale była dobrej myśli, w końcu to jej pierwszy "poważny" trening skokowy, bo w starej stadninie nikt nie umiał się nią dostatecznie zająć i po jakimś czasie poszła w odstawkę.
Mieliła wędzidło w paszczy, ciesząc się jabłkowym smakiem, czasem do tego stopnia, że dopiero półparady ściągały ją na ziemię. Prychała wtedy, kierując swe uszy w stronę jeźdźca, by po chwili przejść do zadania które miała wykonać. Radziła sobie - miała ambicję, by poprawiać swą kondycję.
W galopie nie miała problemów z wykonaniem ćwiczeń, jednakże potrzebowała nieco większej średnicy do wykonania kręgów. Poza tym było w porządku.
Nie umknął jej uwadze fakt, iż stajenny zaczął przygotowywać dla niej przeszkody. Często skupiała na nim swoją uwagę, szczególnie wtedy, gdy przejeżdżały blisko niego. Wtedy delikatnie przekrzywiała łeb wbijając ślepia w człowieka i obserwując go, jak i wodząc uszami na dwunogiem.
Nie lubiła drągów od zawsze. Nie wiedziała, czemu, ale to rzeważnie na drągach dostawała najmocniej w kość od jeźdźców. Była skłonna wyłamać się tuż przed nimi, gdyby kobieta jej odpowiednio nie naprowadziła. Czując jednak opór i pomoce najechała na nie, wysoko podnosząc kończyny i zniżając łeb dla utrzymania równowagi. Przecinała wściekle ogonem powietrze, co jakiś czas szamocząc łbem. Łypała ślepią to na drągi, to na człowieka, który przechodził obok. Nie miała na to ochoty.

Nicol Illas - 2015-05-28, 17:59

No tak po prostu krótki rozruch na przeszkodach po dłuższym czasie odstawienia, aż dziwnie że nikt nie wykorzystał wcześniej potencjału klaczy. Ładnie chodziła pod siodłem z sporym zapałem do pracy co było widać na pierwszy rzut oka, starała się uprzedzać kasztankę o wszystkich ruchach przez to wysyłała owe pół parady co pozytywnie wpływało na ich pracę. Nie od razu wykonywały ciaśniejsze najpierw o większej średnicy potem o mniejszej, widząc że klacz miała problem z ciaśniejszą odpuszczała powiększając ją. Starała się jeździć po innej części niż kszątał się owy stajenny, udało im się przejechać te drągi choć widać było nie zadowolenie klaczy. Odjechała z nią wyhamowując delikatnie do stępa uspokoiła ją klepiąc delikatnie po szyi, chciała aby kasztanka wiedziała ze dobrze robiła. Postępowały chwilę w innej części areny by nie denerwowała się tak na widok drągów czy stajennego którzy po chwili zniknęli został tylko zwykły parkur. Kiedy już zostały same przeszły ponownie do kłusa, po prostej pokierowała klacz na zwykłą 50cm kopertę. Ponownie zamknęła ją w pomocach co by nie wpadło jej do głowy zwiać, po prostej na środek ją poprowadziła by dołożyć łydki w odpowiednim miejscu, wejść w półsiad, oddać wodzę. O ile przeskoczyły na gładko poprowadziła ją po łuku na ten skok-wyskok.
Salire In Ignis - 2015-05-28, 18:15

Każdy miał jakieś słabości. Jej przeszkadzały drągi, bo wyznaczały odległość między którą musiała się zmieścić ze stawianiem kroku, a nikt nie lubi być ograniczany. Przez chwilę jeszcze przecinała ogonem powietrze, łypiąc na stajennego znajdującego się na parkurze. Czując klepanie po szyi uspokoiła się nieco, stępując wokół areny. Przeżuwała wędzidło, na którym teraz niejako się wyżywała, mimo to dalej była gotowa do dalszego treningu i współpracy.
Kiedy jej fatum zniknęło z pola widzenia kasztanki, ta ruszyła odważnie przed siebie. Zakłusowała, a poprowadzona na przeszkodę nie potrzebowała zachęty by przez nią przeskoczyć. Tak więc będąc blisko koperty na znak amazonki wybiła się z tylnych kończyn, składając przednie i wyciągając daleko szyję. Jej baskil nie był idealny, jednakże to dopiero początki, wiele pracy przed nią.
Zafurkowała chrapami, by po chwili znów znaleźć się przed inną przeszkodą. Po raz kolejny wybiła się mocno od ziemi, układając ciało do skoku. Otworzyła się także zadem, by nie strącić tylnymi kończynami belki. Kiedy wylądowała, szybko złożyła ciało do kolejnego skoku, wybijając się by przeskoczyć kolejną ustawioną przed nią przeszkodę. Robiła tak za każdym razem, kiedy najeżdżały na nią, coraz pewniej czując się w powietrzu. Po wykonanym zadaniu zagalopowała kilka foulee, znów donośnie prychając i przeżuwając wędzidło, czekając na dalszy rozwój wydarzeń.

Nicol Illas - 2015-05-28, 23:42

No tak każdy miał własne gorsze i lepsze strony lepiej nie zmuszać nikogo do niczego bo ma się takie widzi mi się. Widziała że kasztanka ogólnie je przejechała ale miała jakieś opory do nich więc odpuściła, chciała dać klaczy chwilę odsapnąć po rozgrzewce poza tym w stępie wolniej przemierzały arene i nie zbliżały się do tamtego oraz drągów. Widziała poprawę jej stanu po zniknięciu "przeszkód" o których mowa wcześniej, oj tam początki nigdy nie były idealne ale jak po długim okresie bez treningu to i tak doskonale skakała. W sumie skok-wyskok było cztery więc kasztanka oddała cztery skoki, ładnie gładko szła do przodu, nawet bez specjalnej zachęty czy mocnych sygnałów na które zresztą szybko reagowała i bez trudu. W sumie dobrze że zagalopowała bo i tak miały nie jako do tego chodu przejść, sprawdziła amazonka tylko nogę czy się zgadza zakładając że tak pokierowała klacz po ciaśniejszym łuku na stacjonatę. Przed przeszkodą wyprostowała tor jazdy najeżdżając na środek, ponownie zamknięcie w pomocach, równe tempo, odliczanie foule, łydka, półsiad, oddanie wodzy. Jak wylądowały gładko pogłaskała ją w tym samym miejscu co wcześniej poklepała, klacz dobrze skakała i to było widać a ona była zadowolona z ich pracy.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group