To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Cecile Chaptal - 2017-11-17, 09:13

W jej oczach widać było odrobinę strachu, ale dziewczyna starała się tego nie pokazywać. To prawda, że Chaos miał bardzo wygodny galop, ale bardziej wdzięczna była mu za to, że nie próbował kombinować i za wszelką cenę pozbyć się jej z grzbietu. Łagodnie weszli w łuk, czego odrobinę się obawiała, a kiedy tekin zaczął zwalniać odetchnęła z ulgą i na kole przytrzymała go najpierw do kłusa, w którym pozwoliła poruszać się jeszcze przez jakić czas, a następnie do stępa, w którym ponownie wprowadziła gniadego między drzewa, pozwalając mu tym samym odsapnąć, ale także powoli kończąc teren.
Pokręcili się jeszcze trochę po okolicy, aż w końcu ruszyli w stronę stajni, już raczej w nieco spokojniejszym tempie.

zt

Chaos Amir - 2017-11-19, 23:02

Po unormowaniu tempa galopu, bez większych obiekcji wrócił do kłusa. Tym razem Cecile nie musiała się z nim szarpać, a wręcz przeciwnie - zmęczony Chaos był potulny niczym baranek i sam z siebie chciał zwolnić, by odrobinę odsapnąć. Można powiedzieć, że na dzisiaj wybiegał się już wystarczająco, a to z kolei zwiastowało znacznie spokojniejszą, dalszą część terenu.
Zniżył głowę i parskając co kilka kroków, starał się unormować przyspieszony oddech. Zajęło mu to dłuższą chwilę, podczas której sam z siebie stopniowo się wyciszał. Przejście do stępa poszło jeszcze gładziej, a Amir przestał wymyślać głupoty, zachowując się kompletnie do niego niepodobnie. I w takiej oto spokojnej atmosferze, po wszystkich chwilach grozy, przebiegła reszta dzisiejszego terenu.

z/t

Matthew - 2017-11-30, 14:14

Spokojnym stępem, na luźnej wodzy w towarzystwie trzech pięknych dam Matt docierał powoli do szlaku. Pochylił się by porządnie wygłaskać szyję Nemesis i zwrócił lekko lice do Elizabeth. - Jak ci się Petit sprawuje? - zagaił na temat jej rumaka. No na jaki inny temat mogą gadać koniarze, znajomi ze stajni, gdy wychodzą wspólnie w teren? :lol:
- Swego czasu bardzo spodobała mi się jej córka, Felicite. Rozglądałem się za koniem do jakiegoś klasycznego sportu - tutaj kiwnął głową na Nemesis odzianą w westowy sprzęt - a ojcem Feli jest mój ulubiony ogier w stajni, tak więc byłem mocno zainteresowany.
Wyprostował się w siodle i lekko odwrócił do tyłu, by oprzeć dłoń na karym zadzie. Zaczął się wyciągać do tyłu, by ostatecznie złapać lekko Nem za ogon. Troszkę trzeba się rozruszać!

Elizabeth White - 2017-12-04, 22:39

Stępem prowadziła Petit w kierunku lasu, który był miejscem docelowym ich dzisiejszej wyprawy. Na bieżąco sprawdzała, jak reaguje na Nemezis, w razie potrzeby zwiększając odstęp. Nie spodziewała się po gniadej jakichś nieoczekiwanych, niebezpiecznych zachowań, więc jeśli ta nie dawała jej powodów do niepokoju, to Elizabeth oddała jej trochę więcej wodzy i umożliwiła obniżenie szyi.
- Jest moim najlepszym jak dotąd zakupem. Z żadnym koniem nie dogaduję się tak dobrze jak z nią - pochwaliła klacz, dla potwierdzenia prawą dłonią głaszcząc ją po umięśnionej szyi.
- Wcale się nie dziwię, Felicite jest świetna! - odparła z entuzjazmem. W końcu nie tylko chwytała za oko urodą, ale również miała dobre papiery jak i talent.
- Wiesz, gdybyś chciał potomka po Petit to myślę, że możemy się dogadać - zaśmiała się i puściła Matthew'owi oczko. Rozmowa z nim kompletnie nie przeszkadzała Kanadyjce w kontrolowaniu swojej podopiecznej, na którą przez cały czas miała oko i pilnowała, by ta aktywnie maszerowała do przodu i nie skupiała się na głupotach.

Petit Coeur - 2017-12-07, 10:48

Petit co prawda przywykła do samotnych terenów, ale i towarzystwo zdawało się jej nie przeszkadzać, nawet jeśli była zmuszona iść jako druga, za czołowym koniem. Nie próbowała wchodzić Nemezis w zad, pilnując samą siebie w kwestii dochowania bezpiecznego dystansu. Wygląda na to, że nie próbowała też zaczepiać idącej przed nią klaczy. Była jej niemal obojętna, choć nie da się ukryć, że zupełnie odruchowo dopasowała tempo kroków do tego narzuconego przez fryzyjkę. Na tym etapie nie było to aż tak istotne, ale w kłusie i galopie pewnie trzeba będzie zwrocić na to większą uwagę, bo Petit mimo wszystko była tylko koniem, niepozbawionym wad, choć prawie idealnym.
Wyraźnie odprężona stępowała raźno przed siebie i korzystając z możliwości obniżenia szyi, uczyniła to i rozkosznie ziewnęła, najwyraźniej niczym się nie przejmując. Nawet rozmową o potencjalnym zostaniu mamą po raz trzeci, choć nawet nie miała świadomości, że miała więcej niż jednego potomka ze względu na bardzo innowacyjne poprowadzenie poprzedniej ciąży. :lol:

Elizabeth White - 2017-12-16, 18:00

Zakładając, że odłączyły się od Matthewa & Nemezis...

Po dłuższej chwili aktywnego stępa, wreszcie dotarły na skraj lasu. Co prawda tutaj drzewa nie były jeszcze gęste, ale spora ilość krzewów utrudniała manewrowanie pomiędzy nimi. Pomimo tego, Elizabeth zdecydowała się zejść z głównej ścieżki i zapewnić klaczy nieco urozmaicenia w postaci wygibasów pomiędzy naturalnymi, napomnianymi wcześniej przeszkodami. Wspierała ją w tym łydkami, zachęcając do efektywnego wyginania na boczki, a nie tylko ''opływania'' drzewek na odwal. Z czasem konary robiły się grubsze, a las coraz gęstszy, dlatego White wróciła na ścieżkę i poklepała Petit po szyi, dając jej jeszcze chwilkę na dłuższej wodzy.
Kłusem ruszyły dopiero po wyjechaniu na główny szlak, który był nie tylko długi i prosty, ale również nie był wysypany niczym nieprzyjemnym dla końskich kopyt. Kanadyjka już od pierwszej chwili zaczęła rytmicznie anglezować, rękę utrzymując na elastycznym kontakcie z pyskiem gniadej. Nie pozwalała jej na szaleńczy pęd przed siebie, ale jednocześnie zachęcała do odrobinę szybszego tempa niż zazwyczaj.

Lara - 2017-12-27, 18:47

Belvedere napisał/a:
...


Po trzecim potknięciu dawała mu lekkie sygnały poprzez wzmocnienie kontaktu przed nawet najmniejszym uszczerbkiem w podłożu, tym samym dając mu mentalnego kopa, że musi się skupić. Jak widać jednak, jego brak skupienia był także wskazany, na ten koński rozum - wszędzie myśliwi, zaraz go zjedzą!
- Csii, Bel. - Spowolniła ogiera paradą do stępa, następnie dając mu zachęcającą łydkę, by pokazać, że halo, ona tu jest, jego rycerz, wybawiciel i drogowskaz moralny. Pogłaskała ogiera po szyi i ruchem bioder skłoniła do kontynuowania ruchu, coby nie myślał za długo o tym o czym myślał. Nie strofowała go tutaj, iż ma iść, nie myśleć, nie oddychać czy coś, lecz też nie widziała sensu jego strachu, który jednocześnie także rozumiała. Jedyną normalną reakcją w tym momencie było po prostu zmobilizowanie go do olania tego, ale też pozwolenie by zbadał po swojemu teren.

Belvedere - 2017-12-27, 19:33

Pomimo wyraźnego pobudzenia, ogier grzecznie zwolnił do stępa. Uspokajany przez Larę, raz jeszcze przeżuł wędzidło w pysku, zaokrąglając szyję w rogal i cicho parskając. Po chwili ponownie ruszył galopem (? tak zakładam, skoro nim szli dopóki sam nie zwolnił do kłusa) i wciąż lekko nafukany galopował niespiesznie przed siebie, do czasu, aż jego strachy się ziściły i wyszły im na spotkanie we własnej osobie. Drogę przeciął im zbłąkany dzik, który na szczęście poszedł w swoją stronę, ale Belvedere na jego widok stanął jak wryty, hamując na ugiętych przednich nogach, trochę jak pies robiący ukłon do zabawy.
Petit Coeur - 2017-12-31, 23:49

Dość niechętnie weszła w las, zdecydowanie woląc spacerować po głównej ścieżce, co nie wymagało wysiłku. Poddała się jednak woli Elizabeth i już po chwili wyraźnie wzmogła swoją czujność, zwyczajnie nie chcąc się potknąć o żaden wystający korzeń ani nic takiego. Wyginanie się przychodziło jej o wiele łatwiej, szczególnie z pomocą Elizabeth, która zapewne wybierała najbardziej przystępne przejścia.
Mimo wszystko gniada z ulgą przyjęła powrót na główny szlak, na którym od razu nabrała pewności siebie oraz ogromnej swobody. Korzystając z długiej wodzy, rozciągnęła szyję i głośno parsknęła.
Następnie nieco się podniosła i ruszyła energicznym kłusem, oczywiście w odpowiedzi na łydkę, a nie samowolnie. Szła samym środkiem ścieżki, nie spiesząc się i nie potykając. Wiedziała już jak się zachowywać w samotnym terenie, więc Elizabeth mogła się w pełni odprężyć i cieszyć wyjściem poza stajnię, zupełnie jak jej podopieczna.

Elizabeth White - 2018-01-03, 11:46

Na Petit czuła się po prostu bezpiecznie, toteż takie wyprawy były czystą przyjemnością, a nie walką o przetrwanie. Bo tak w niektórych przypadkach również bywało.
Miękko anglezowała, nadając rytm aczkolwiek nie usiłując jakoś szczególnie hamować. Tempo z założenia miało być aktywne, a klacz miała się porządnie rozruszać i wyzbyć nadmiarów energii. Co kilka minut Elizabeth zmieniała nogę, na którą anglezowała, chcąc równomiernie obciążyć obie strony gniadej. Wkrótce jednak poruszanie się po głównym szlaku zaczęło robić się nudne, więc amazonka odbiła w jedną z bocznych ścieżek. Tutaj co prawda było dużo węziej i trzeba było uważać na niżej wiszące gałęzie, ale podłoże było dość równe i miękkie (usypane ziemią, a nie grząskie i błotniste w gwoli ścisłości). Nie musiały jednak długo czekać na pierwszą niespodziankę, bo przed nimi pojawiła się obszerna aczkolwiek płytka kałuża. Zajmowała calutką ścieżkę, więc ominięcie jej było niemożliwe, jako że po bokach rosły gęste krzewy - chyba jeżyny na dodatek. Na szczęście jeszcze nie tak dawno startowały w wysokich klasach crossu i to z sukcesami, więc taka przeszkoda powinna być dla Francuzki bułką z masełkiem. Dla pewności White zamknęła ją w korytarzu z pomocy, uniemożliwiając spłynięcie na którąkolwiek ze stron. Jednocześnie pewnie posyłała do przodu, nie chcąc wzbudzić w klaczy najmniejszych wątpliwości.

Petit Coeur - 2018-01-06, 13:03

W przeciwieństwie do Elizabeth, Petit nie nudziło się podróżowanie głównym szlakiem. Była szczerze zafascynowana światem zewnętrznym i chłonęła go całą sobą, jednocześnie nie dając amazonce najmniejszych powodów do obaw, jako że pozostawała zdyscyplinowana. Po prostu tak bardzo lubiła te wyjścia! Szczególnie teraz, gdy nie było much, a treningi odbywały się na hali.
Niemniej bez dyskusji skręciła w jedną z bocznych ścieżek, po której dalej biegła żwawym kłusem, najwyraźniej się nie męcząc za bardzo. Oparta miękko na ręce, niosła szyję zaokrągloną w lekki łuk i cały czas czujnie 'patrolowała' teren. Widząc na swej drodze kałużę, nie przelękła się, rzeczywiście nie mając oporów dzięki startom w WKKW z przeszłości. Jednakże dawno już nie miała z wodą styczności, więc przed samym wejściem do niej jakby zwolniła, co jednak lepiej oddaje chwilowe zamrożenie w ruchu czy zawieszenie w powietrzu tuż przed tym, jak z impetem wkłusowała do kałuży. Idąc przez nią, wysoko podnosiła nogi, tym samym rozchlapując wodę i już na suchym lądzie szła z mniej efektowną akcją kończyn. Wyciągnęła nos lekko do przodu, jakby domagając się dłuższej wodzy, choć w rzeczywistości miała ochotę już na galop.

Elizabeth White - 2018-01-06, 17:42

Pochwaliła kopytną za prawidłowe pokonanie kałuży poklepaniem po szyi i wtem na nowo skupiła się na omijaniu gałęzi, nie chcąc by przerysowały jej twarz. Na szczęście Petit była na tyle niska, że udawało im się uniknąć większych konarów, co oczywiście było ogromnym plusem.
Elizabeth również miała wielką ochotę zagalopować, ale nie mogła tego uczynić chociażby ze względu na zmianę terenu. Ścieżka bowiem przestała być już taka przyjemna, a stała się po prostu błotniska, grząska i śliska. Z tego powodu White usiadła w siodło i sprowadziła Coeur do stępa, prowadząc ją najdogodniejszą trasą i z niecierpliwością wyczekując jakiegoś skrzyżowania, które uwolniłoby je od tej męki. Nie miała bowiem ochoty się wracać, a doskonale wiedziała, że wszystkie boczne ścieżki i tak prowadzą do głównego szlaku. Wkrótce udało im się skręcić i wejść na suchą część trasy, co było idealną okazją do wznowienia kłusa. Na szczęście nie trwał on długo, bo tak jak Kanadyjka śmiała przypuszczać - wyjechały na główny szlak. Teraz już bez oporów wypchnęła gniadą do wyższego chodu, sama przechodząc w odciążający, nie za wysoki półsiad.

Petit Coeur - 2018-01-06, 21:10

Nawet nie zauważała wiszących nad głową gałęzi, które w żaden sposób nie mogły jej dosięgnąć. Co innego Elizabeth, ale gniadej też nieszczególnie przeszkadzało ciągłe schylanie się.
Kiedy podłoże stało się mniej przyjazne, klacz odruchowo zwolniła i chętnie przystała na przejście do stępa. W nim także nie czuła się do końca pewnie, gdy błoto ciągle "zasysało" jej nogi, a kopyta niekiedy ślizgały się po nim. Na szczęście udało im się stosunkowo szybko stąd uciec, co oznaczało powrót do kłusa, którym niebawem "wpadły" z powrotem na główny szlak... i wtedy dopiero zaczęła się prawdziwa zabawa. Petit energicznie ruszyła w przód po otrzymaniu łydki do galopu i zachęcona odciążającym dosiadem, podrzuciła wesoło zadem, na tym kończąc swoje wybryki, choć tempo generalnie miała słuszne. Mimo to Elce powinno pasować, skoro nie przeszkadzało jej skakanie wagonów na kucyku, a to zdecydowanie więcej adrenaliny niż szybki (ale kontrolowany) galop po leśnym trakcie. :lol2:

Elizabeth White - 2018-01-10, 00:31

Zignorowała bryknięcie, które na dodatek nie zdołało zaburzyć jej równowagi. Nie dziwiła się bowiem, że klacz ucieszyła się na możliwość prawdziwego rozprostowania nóżek, a i Elizabeth przyniosło to niemało frajdy. Adrenalina była czasami w życiu potrzebna i chociaż nie skakały już trudnych, crossowych przeszkód to przynajmniej takimi wypadami mogły umilić sobie życie.
Uwielbiała okolice Orchardu, bo były bardzo spokojne. W jej poprzedniej stajni naprawdę musiała się pilnować, by podczas spontanicznego wypadu w teren nie wpaść chociażby na crossowców, którzy uwielbiali ów tereny ze względu na liczne nierówności. Tutaj miały cisze i spokój, co zagwarantowało im dłuższy odcinek energicznego, niezaburzonego niczym galopu. Do kłusa wróciły dopiero, gdy gniada zdążyła się już odrobinę zmęczyć i po pokonaniu kawałka w tymże właśnie chodzie, zwolniły również do stępa. Kanadyjka oddała podopiecznej trochę wodzy i pozwoliła wyciągnąć szyję oraz odrobinę się zrelaksować. Jednocześnie ponownie zboczyły ze szlaku, w celu wykonania pętelki i zmienienia kierunku jazdy na ten w stronę stajni. Co prawda do Orchardu dzielił je jeszcze spory kawałek, ale był on w zupełności wystarczający jak na dzisiejszą wyprawę.

Petit Coeur - 2018-01-20, 23:01

Przez dłuższą chwilę poruszała się galopem i nawet nie pomyślała o tym, aby zwolnić. Miała bardzo dobą kondycję, którą teraz wykorzystywała w celu wyzbycia się nadmiaru energii i po prostu skorzystania z terenu, w którym mogła porządnie rozprostować nogi, w przeciwieństwie do hali, nawet tej największej... Co prawda jej foula była skromna więc na dużej hali była w stanie zrobić porządne dodanie, ale jednak w lesie to zupełnie co innego!
Wreszcie zaczęła zwalniać i chętnie przyjęła przejście do kłusa, a następnie do stępa, w którym głośno parsknęła i opuściła nisko łeb, korzystając z długiej wodzy. Przez kilka minut energicznie maszerowała we wskazanym przez Elizabeth kierunku, lecz w pewnym momencie coś ją mocno zaniepokoiło - jakiś trzask - i zakłusowała, wysoko zadzierając głowę i unosząc lekko nasadę ogona. Nieco zdezorientowana łypnęła dużym okiem na boki, ale do tego ograniczyło się jej "spłoszenie".



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group