Fleau de Baian - 2019-12-30, 00:07 Mimo tego że Fleau nie ciągnęła mocno do przodu i nie narzucała sobie szybkiego tempa, poruszała się aktywnie i całkiem zgrabnie, przez pierwsze okrążenia nie wysilając się jednak zanadto. Nie angażowała więc zadu tak bardzo, jakby można było tego od niej oczekiwać, bo skoro jeździec tego od niej nie wymagał, to po co miałaby się starać? W końcu nadgorliwość gorsza od nazizmu! Niemniej przez swoje lenistwo nie oponowała bardzo przed powrotem w typowy tryb pracy. Zastrzygła uchem wraz z półparadami, odzyskując pełne skupienie na jeźdźcu i wkrótce wyjechała na przekątną, gdzieś po drodze zapewne zmieniając nogę, którą wykonała karnie i bez zawahania. Wyjeżdżaniu koła towarzyszyły drobne wypadnięcia zadem czy łopatką, wywołane bardziej niedopracowaniem ze strony jeźdźca, gdyż znowu poruszały się na jej słabszą stronę i mimo wszystko było jej tak trudniej pracować. Drugie koło po kolejnej zmianie kierunku wyszło już bezproblemowo, Fleau miękko gięła się na całej długości ciała i pozostawała skupiona i pilna. Mniejsze koło stanowiło większe wyzwanie, ale ostatecznie je też można było zaliczyć do udanych, pod warunkiem, że została odpowiednio dopilnowana.
Serpentyna w galopie miała w sobie tę trudność, że wymagała dość częstych zmian nogi prowadzącej, bo Fleur nie była jeszcze na tyle dobrze rozgrzana, aby wykonać ją w kontrgalopie, podobny problem mają z lotną zmianą. W zależności więc od tego, jak ostatecznie Amelie zdecydowała się ją pokonać, tak karuska to wykonała - w jej przypadku najbardziej trafnymi miały być zwykłe zmiany nogi i wtedy też miała okazję przejechać serpentynę w miarę prawidłowo.
Z wyciągnięciem kroku na przekątnej nie było już większego kłopotu, dość mocno odpychała się od podłoża, wyciągając krok i sylwetkę. W ten też sposób jej zad znowu zaczął mocniej pracować, a po powrocie do galopu roboczego prezentowała już okrągły, całkiem wygodny galop, którym wyjechała kolejne koło, poparskując w rytm swoich kroków. Wraz z wypuszczaniem wodzy zaczęła schodzić z głową do dołu, uwypuklając i zaokrąglając grzbiet, niedługo potem w odpowiedzi na wstrzymujące pomoce przechodząc kolejno do kłusa i stępa z głośnym parsknięciem, łącząc to z potrząśnięciem łbem. Obserwowała uważnie pracę stajennego układającego drągi, przy każdym większym hałasie z tym związanym kuląc uszy i nieco spływając na zewnątrz.Vera - 2020-01-04, 21:02
Ukryj:
Cassiopeia napisał/a:
Impuls z łydek nie spowodował przyśpieszenia czy przejścia w wyższy chód, głównie dlatego że Peia rozróżniała te dwa sygnały naprawdę dobrze. Wyczuwając dociśnięte raz po jednej, raz po drugiej stronie łydki, początkowo jedynie skierowała w tamtą stronę uszy, przez kilka następnych kroków zastanawiając się co ma z tym faktem zrobić. Po szczegółowym przetrawieniu informacji zaczęła wolniej stawiać kroki, czyniąc je natomiast coraz dłuższymi, aż wreszcie zmiana ta faktycznie była widoczna. Mimo wszystko na ten moment nie zaczęła przekraczać zadnimi kopytami śladu przednich, ledwo równając je i będąc niezwykle oszczędną w takich sprawach, choć przecież tej energii miała nad stan. Wszelkie zmiany w niższych partiach ciała były dla niej bardziej problematyczne, bo o ile koordynowała swoje ruchy bez problemu to dołami wcześniejszy właściciel aż tak się nie interesował. Podstawowe skracanie i wyciąganie miała opanowane, chociaż nie aż tak jak konie typowo ujeżdżeniowe.
Do ręki "przyszła" nie zadzierając łba i pozostając mniej więcej rozluźniona w szyi, choć znowu nie zrobiła tego na pierwsze impulsy. Ciekawość otoczenia wygrywała czasami z Verą, co skutkowało właśnie tym krótkim opóźnieniem i momentami w których Peia sama wychodziła z tego ustawienia, interesując się czymś innym. Przy odrobinie chęci ze strony kobiety, klacz wracała jednak, zaokrąglając na powrót szyję bo było to dla niej wygodniejsze niż napieranie na wędzidło. Z wyżej wspomnianego powodu na pierwszych kołach czy serpentynach nie w pełni się wyginała, czasem próbując odwrócić łeb w zupełnie inną stronę, co skutkowało natychmiastowym wyprostowaniem, bo przecież nie dało się pogodzić wygiętego kręgosłupa w jedną stronę, a łba w przeciwną. Z czasem angażowała się coraz mocniej, dokładniej wpisując się w ślad koła i tylko nieznacznie zostając zadem lub łopatką.
Ilekroć uwaga klaczy umykała w inną stronę, sprawiając, że ta zadzierała łeb i zapominała o mnie, nie wahałam się przypomnieć jej o sobie wyraźniejszą półparadą, a nawet paroma pod rząd, na wewnętrznej wodzy. Dopiero po uzyskaniu oczekiwanej reakcji czyniłam rękę miększą, co oczywiście nie wiązało się z poluźnieniem wodzy, bo te wciąż były napięte. Jeśli Peia współpracowała, to kolejne półparady mogłam już wykonywać zaledwie małym palcem.
Wkrótce minęło około dziesięć minut, które przeznaczyłam na stęp i po których dałam izabelowatej łydkę do kłusa. Liczyłam się z tym, że w tym chodzie wszystko mogło się zacząć od nowa, dlatego przede wszystkim przypilnowałam przejścia - i nakłoniłam klacz do ponownego zaokrąglenia szyi, jeśli znowu wyprostowała ją w górę - i zwróciłam uwagę na tempo, które miało być aktywne, ale w żadnym razie spieszące się. Z tego względu trzymałam się ściany, zaś anglezowaniem wyznaczałam Pei oczekiwane tempo. Łydkami natomiast próbowałam zaktywizować jej zad, bo czułam, że mimo wszystko klacz nie pracuje nim tak, jak powinna, co przy odrobinie szczęścia miało się zmienić podczas pracy na drążkach, które już na nas czekały. Po wstępnym rozruszaniu "kucyka", dodałam duże koła i wężyki o jednym łuku, co miało nam urozmaicić jazdę w kłusie, gdyby same zmiany kierunku nie miały być ku temu wystarczające.Amelie - 2020-01-06, 16:50 Amelie uspokajała klacz lekko, jeśli tylko zaniepokoiły ją jakieś głośniejsze odgłosy, prowadząc ją po ścianach również w pobliżu stajennego (ale tak, aby mu nie przeszkadzać), żeby Fleur mogła się przekonać, że to nic takiego. Pomimo, że był to w zasadzie odpoczynek przed dalszą pracą wciąż wymagała aktywnego tempa, posyłając klaczy także półparady. W końcu stajenny zakończył na razie swoją pracę, więc po kolejnej półparadzie Amelie dodała jej łydki do boków i oddała nieco wodzy, prosząc o kłus, którym najpierw okrążyli maneż, po czym Amelie skierowała Baian na pierwszy, dosyć banalny zestaw drągów. Były one ułożone prosto, płasko na ziemi, w jednej linii, cztery drągi w odległości 3,5 metra od siebie. Kobieta zamknęła ją w łydkach, aby nie spływała na boki z linii, w której ustawione były cztery drągi, przed nimi lekko skróciła wodze, podczas pokonywania drągów dodając Fleau lekkie impulsy łydką. Kawałek za drągami zakręciły na nie powrotem, gdzie Amelie odpowiednio wsparła klacz na zewnętrznej wodzy podczas zakręcania z powrotem na drągi, aby pokonać je na drugą stronę. Kiedy udało im się w obu wypadkach pokonać ten zestaw bez problemów ruszyły dalej pod ścianami, aby w pewnym momencie odbić z narożnika w kierunku środka obiektu, gdzie ustawiony był kolejny, tym razem nieco bardziej skomplikowany zestaw, który uwzględniał cavaletti - taki. Gdy tylko odbili w stronę drągów znowu posłała Fleau półparadę, prosząc następnie o przejście do galopu i prowadząc ją na wolno stojący drąg, po jego zaś pokonaniu, na stojące w jednej linii n przemian cavaletti i drągi. W połowie dystansu do nich znowu zadziałała półparadą, dając jej impuls z pomocą łydki i ograniczając odpowiednim działaniem dosiadu i wędzidła, prosząc znowu o kłus, pilnując naprostowania na drągi, aby przed nimi nieco skrócić wodze i wspierać Fleau łydką. Po pokonaniu drągów i cavaletti, jeśli całkiem im to wyszło pochwaliła krótko klacz, zaraz skupiając się na tym, aby odesłać ją z powrotem do galopu i pokonać samotnie stojący drąg. Pogalopowały następnie ledwie kawałek po prostej, po czym zakręciły w lewo. Pilnowała cały czas aktywnego tempa galopu, jednak nie było sensu egzekwować u Fleau szczególnie energicznego tempa, ze względu na drągi. Tak więc podczas zakrętu na kolejny wolno stojący drąg posyłała jej półparady i wyginała odpowiednio od łydki, aby naprostować na wspomniany drąg, i przejechać nad nim w galopie. Gdzieś w dystansie pomiędzy pokonanym drągiem, a tymi leżącymi w linii znowu zwolniły do kłusu, dokładnie prostując na drągi i cavaletti, wprowadzając drobne poprawki, jeśli za pierwszym razem Baian miała z nimi jakieś problemy, aby znowu w połowie dystansu do drąga posłać jej półparadę i dodać łydki, wraz z oddaniem wodzy do galopu, po czym precyzyjnie najechały na drąg, aby i jego pokonać. Następnie Amelie poprowadziła Baian nieco po prostej, by po chwili zakręcić z powrotem na drągi, aby je pokonać w odwrotnej konfiguracji, co oznaczało, że drąg kończący (6) był drągiem, od którego zaczynały.
/wybacz, mam ślepotę postępującą i nie zauważyłam posta.Fleau de Baian - 2020-01-06, 18:27 Próby uspokojenia stawały raczej na niczym, bowiem hanowerka była w gorącej wodzie kąpana i pobudzała się przy każdym głośniejszym dźwięku. Na razie jednak Amelie szczęśliwie omijało doświadczanie tego, do czego karuska była zdolna pod wpływem emocji, nad czym było jeszcze trudniej zapanować, a o czym miał okazję przekonać się już jej właściciel. Z tego powodu mogła kroczyć w przerwie aż zbyt aktywnie, nieco spiesząc się, chociaż nie na tyle, aby amazonce miało to zanadto przeszkadzać i musiałaby ją spowalniać.
Wkrótce zakłusowała, w trakcie okrążania maneżu przyglądając się drągom i cavaletti ustawionym w środku, chociaż nie wydawała się bardzo podekscytowana ich pojawieniem się, bo wystarczająco zajmujące dla niej było znalezienie się na zewnątrz. Jadąc w kierunku pierwszego szeregu czterech drążków, skierowała w ich stronę oboje uszu i wyciągnęła nieznacznie nos do przodu, w trakcie ich pokonywania zaokrąglając i uwypuklając grzbiet. Domyślnie już podnosiła wyżej nogi, zgrabnie mieszcząc się w danych odległościach i unikając trącenia któregoś z nich. Podobnie było w przypadku powtórzenia tego samego ćwiczenia, lecz na drugą stronę, chociaż samo zawrócenie, najpewniej przez półwoltę nieco spłaszczyła, zwyczajnie swoją uwagę poświęcając bardziej drągom niż figurom ujeżdżeniowym, które były przed nią stawiane.
Po powrocie na ścianę parsknęła przeciągle, zdecydowanie nie wyglądając na zadowoloną z takiego obrotu spraw, bo tak prosty układ drągów nie sprawił jej większej trudności i była dość znudzona. Dlatego też pobudziła się trochę, kiedy znowu zjechały do wewnątrz, w kierunku nieco trudniejszego układu drągów. Zagalopowała i skierowała się w stronę pierwszego drąga, którego pokonanie nie wymagało od niej większego skupienia - w przeciwieństwie do kolejnego szeregu naprzemiennie ustawionych drążków i cavaletti. Jeszcze na łuku do nich zwolniła do kłusa, smolistymi uszami znowu wędrując do przodu. Jeżeli tylko Amelie jej to umożliwiła, obniżyła głowę, w ten sposób łatwiej łapiąc równowagę w trakcie pracy nad nimi. Tym razem nogi unosiła wyżej po tym, jak pierwszego koziołka delikatnie musnęła którymś tyłem, nie przesuwając ani nie zwalając go jednak. Ukończywszy ten szereg, obejrzała się dość niepewnie na "rozwidlenie" tej ścieżki, oczekując sygnałów od jeźdźca, w którym kierunku powinna skręcić, jednocześnie płynnie przechodząc w galop. W nim zjechała na lewo, żeby tam przejść przez pojedynczy drąg, po czym powtórzyła praktycznie tę samą ścieżkę, lecz na drugą stronę. Przy drugim podejściu do przechodzenia nad kombinacją drągów i cavaletti wykazała się już nieco lepszym refleksem i uniknęła kolejnego puknięcia o któryś z nich, kończąc ten przejazd bezbłędnie. Przy odwrotnym przejechaniu tego samego toru czuła się już pewniej, a więc i jej ruch ponad drągami był bardziej dynamiczny i efektowny, dając możliwość całkiem przyjemnego i wygodnego pokonywania ich.
Nic się nie stało, bez pośpiechu <3Cassiopeia - 2020-01-07, 18:33
Vera napisał/a:
...
Kiedy otrzymała łydkę do kłusa zastrzygła żywo uszami w kierunku Very, po czym szybko zebrała cielsko i ruszyła w wymagany kłus. Nie była złośliwa, tylko ciekawska i pobudzona, a na ten moment mogła dać chociaż niewielki upust swojej energii. Z tego względu nie szarpała kobiety i na chwilę przestała obserwować otoczenie tak dokładnie. Nie poderwała więc głowy, a pozostała w ustawieniu wypracowanym w stępie, co mogło pozytywnie zaskoczyć amazonkę. Szybko pojęła w jakim tempie powinna się poruszać, zwracając uwagę głównie na dosiad Veronicy. Przemieliła wędzidło, mocno wyciągając nogi w przód, tak jakby chciała mieć przynajmniej namiastkę szybszej jazdy. Jak widać była bardziej skora do wydłużania wykroku z własnej inicjatywy niż z polecenia jeźdźca, chociaż ciężko było powiedzieć czy źle odczytywała sygnał czy po prostu nie przepadała za tym elementem. Mimo wszystko i w takim wydaniu miękko niosła panią weterynarz, a lekko kołyszący się brzuszek nadawał jej uroku, którego nie powstydziłby się żaden kucyk. Nawet taki wyrośnięty.
Obszerne koła i wężyki zapobiegły nudzie, a dodatkowo wzbudziły w izabelowatej większe zaangażowanie. Przestała skupiać się na wykroku, teraz ulegając naciskom łydek i wpisując się w figury wedle oczekiwań, a nawet próbując uruchomić zadek.Vera - 2020-01-10, 11:04 Dopóki szerszy wykrok nie oznaczał, że Peia wyrzucała jedynie przednie nogi mocniej w przód, nie miałam nic przeciw tej popisówce. Właściwie taki kłus był nawet wygodniejszy, bliższy dużym koniom, ale właśnie tylko pod warunkiem, że klacz nie zapadła się w grzbiecie i nie zostawiła zadu w stajni. Jeśli tak było, od razu zabrałam ją na ciaśniejszą woltę, próbując na niej rozluźnić izabelowatą, albo wręcz przechodziłam na chwilę do stępa, robiąc to uparcie za każdym razem, gdy kobyłka bawiła się w dresażowca machającego przednimi nogami. Z czasem na szczęście Peia skupiła się na czym innym, więc osiągnęłyśmy porozumienie i resztę rozgrzewki w kłusie udało nam się przebyć po mojej myśli, co zapewne też niosło jakieś korzyści dla konia.
Na koniec zaproponowałam Pei galop, na który zapewne czekała cały czas, skoro miała w sobie tyle chęci do biegania. Zagalopowałam w pełnym siadzie, ale już po chwili lekko odciążyłam grzbiet pięciolatki, pozwalając jej na swobodniejszy ruch. Mimo wszystko starałam się, by zostało to pod kontrolą, więc egzekwując łydkami aktywny, w miarę okrągły galop, jednocześnie starałam się nakłonić Peię do tego, by galopowała na niższej szyi, a nie przypadkiem zaczęła udawać lamę i wozić mnie przy tym po całym placu. Rozgalopowałam ją w ten sposób na obie strony, przejście robiąc przez kłus, po czym wróciłam do pełnego siadu by mieć większy wpływ na to, jak wygląda galop. W tym celu zabrałam Peię na duże, pełnowymiarowe koło, na którym postarałam się ją bardziej podstawić, by potem - z tego samego miejsca - rozpocząć serpentynę o trzech łukach, której dodatkowym urozmaiceniem był fakt, że zamiast kontrgalopu zdecydowałam się na przejścia do kłusa i ponowne zagalopowania ilekroć znajdowałyśmy się w przecięciu linii środkowej.Amelie - 2020-01-13, 15:58 Co prawda przy pierwszym podejściu do drągów i cavaletti Fleau trąciła jeden z nich lekko, ale już gdy ponownie się na nie skierowały pokonując najpierw wolno stojący drąg nie miała z nimi najmniejszego problemu, tak też było po kolejnym powtórzeniu tej kombinacji, gdzie wyglądało to już naprawdę dobrze. Po ostatnim podejściu do tego ustawienia, poprosiła stajennego o ustawienie drągów i cavaletti według innego schematu, który mu z resztą podała, a także pierwszych przeszkód, które jednak miały sobie zostawić na później. Po pokonaniu tego ostatniego wolno stojącego drąga Amelie posłała klaczy półparadę, prosząc ją o zwolnienie do kłusa, gdzie też zasugerowała jej nieco spokojniejsze tempo, żeby klacz mogła sobie nieco odpocząć. Oczywiście wciąż było ono aktywne. Nie chciała też aby podczas tej przerwy Fleur się za bardzo nudziła, posyłała jej skupiające półparady, zwłaszcza kiedy jakieś odgłosy na nowo układanych drągów zwracały na siebie jej uwagę, po czym odbiły na przekątną zmieniając kierunek jazdy. W końcu drągi i cavaletti były gotowe, a wyglądały w ten sposób - klik. Amelie pozwoliła karej na nieco aktywniejsze tempo odbijając od ściany w stronę drągów i prostując tak, aby najechać prostopadle na kwadrat ułożony z 2 drągów i 2 cavaletti. Poprowadziła klacz tak, aby przejechały przez dwa czerwone drągi, przed którymi posłała jej półparadę, skróciła lekko wodzę i dała impuls z pomocą łydek. Gdy przejechały przez kwadrat poprowadziła ją kawałek po prostej, aby znowu nieco zwolnić i zakręcić z powrotem na ustawienie, tak aby wejść na odpowiednią figurę koła, na którego planie ustawione były zewnętrzne drągi odchodzące od kwadratu. Pilnując aktywnego, ale równego tempa zaczęła wyginać ją od wewnętrznej łydki, zewnętrzną cofając, aby pilnowała zadu i tak poprowadziła ją na ten wolno stojący drąg, tak aby pozostać w wygięciu, następnie ruszając na tunel ustawiony z dwóch poziomych drągów. Pamiętała o półparadach, starając się jak najbardziej precyzyjnie prowadzić Fleau po tym kole, dlatego, że pomiędzy pionowymi drągami musiały przejechać także w lekkim zdjęciu, potem był kolejny drąg i znowu "tunel". Kiedy dwukrotnie pokonały takie koło odbiły z niego, odjeżdżając kawałek w bok. Znowu Amelie posłała Baian półparadę, po czym dodała jej łydki, oddając odpowiednią ilość wodzy, aby przeszły do galopu, w którym to najpierw skupiła się znowu na aktywnym, ale nie tak energicznym tempie, aby znowu zakręcić na dwa czerwone drągi tworzące z cavaletkami kwadrat. Kiedy z zastosowaniem podobnych pomocy pokonały te dwa drągi znowu odjeżdżając kawałek od drągów, tak aby nawrócić na niego znowu, aby wyjechać to koło w drugą stronę, pokonując po drodze drągi. Zanim jednak wrócili do drągów Amelie znowu poprosiła hanowerkę o kłus, który najechały na jeden z wolno stojących drągów, znowu odpowiednio się wyginając, wpisując w rysunek koła. Dwukrotnie pokonali drągi na tą stronę, aby wrócić pod ścianę, podczas gdy stajenny zabrał się sprzątaniem drągów i cavaletti, które póki co nie będą im potrzebne.
Okrążyły maneź, co przy okazji było dobrym sposobem na przyjrzenie się przeszkodom. Nie były to na ten moment przeszkody wymagające, nie przy klasie, w której chodziła Baian. W jednej linii stała koperta o wysokości 70 centymetrów, 80 cm stacjonata, okser 80x85 i kolejna stacjonata o wysokości 70 cm. . W końcu Halley posłała jej półparadę, dodając następnie łydki do galopu, aby mogły ustalić sobie optymalne tempo i zakręcić w stronę przeszkód, aby finalnie naprostować do pierwszej z nich, koperty. Białowłosa doskonale zdawała sobie sprawę, że takie przeszkody to dla Fleur powinna być pestka. Klacz ponownie otrzymała półparadę po naprostowaniu do pierwszej przeszkody, czyli koperty, po czym pilnując także równego tempa Amelie usiadła głębiej w siodło, zamykając ją w pomocach, aby wspomóc ją w znalezieniu właściwego miejsca do wybicia, gdzie dodała jej łydkę. Fleau oczywiście miała mnóstwo doświadczenia ze skokami, dlatego jej pomoce były lekkie i zostawiały pole do manewru dla Fleau. Po wybiciu oddała jej wodze, zostając na kontakcie, przeszła do półsiadu i wyszła za jej ruchem, zaraz wędrując wzrokiem do stacjonaty, przy której zastosowała podobne pomoce, co zapewne pozwoliło im na pokonanie niewysokiej stacjonaty na czysto. Po odjeździe spod tej przeszkody nieco wcześniej wróciła w siodło i wzięła klacz bardziej na siebie, aby prowadząc ją na okser zamknąć ją w pomocach i znów lekko wspomóc w nieco wcześniejszym wybiciu się, aby podczas skoku oddać jej nieco więcej wodzy, wrócić do półsiadu a nawet zgrać się z nią w skoku. Wtedy pozostała im już tylko niższa ze stacjonat, której pokonanie pewnie nie sprawiło Baian najmniejszych problemów i klacz pokonałaby ją z przysłowiowym palcem w nosie.Cassiopeia - 2020-01-14, 14:40
Vera napisał/a:
...
Podczas swojego popisowego wykroku, lekko uwypukliła grzbiet, a co za tym idzie opuściła również głowę. Potylica stała się jej najwyższym punktem, a Peia skorzystała z oferowanego oparcia na wędzidle. Veronica nie miała więc powodów, aby przechodzić do stępa lub wjeżdżać na ciaśniejszą woltę, chociaż jeżeli zdecydowała się na taki zabieg kobyłka zrobiła się jeszcze lżejsza na ręku i mocniej uruchomiła zad.
Na sygnał do galopu izabelowata odpowiedziała niemal natychmiast, chociaż pozostała pod kontrolą amazonki, nie dając jej powodu do niepokoju. Pierwsze foule okazało się długie, ale niezwykle płaskie. Wraz z odciążeniem grzbietu, izabelowata chętnie zaokrągliła galop, aktywnie pracując również szyją. Jeżeli amazonka pracowała ręką, klacz nie uciekała od wędzidła. W innym wypadku zadarła łeb, dając do zrozumienia że metal w pysku na, który się nadziewa wcale nie jest przyjemny. Podejrzewam jednak, że pani weterynarz dołożyła starań, aby i Peia czuła się komfortowo, więc ta była skłonna do w miarę spokojnego ruchu, podczas którego rozluźniła się i zaczęła wjeżdżać zadnimi nogami pod kłodę. Na prawą stronę wyraźnie ciężej jej było wejść w dobre ustawienie, a podczas pierwszego sygnału weszła w kontrgalop. Sytuacja nie powtórzyła się, jeżeli Vera wykazała się odrobiną sprytu i powtórzyła sygnał czy to na wolcie, czy też na zakręcie. Po zagalopowaniu na dobrą nogę, potrzebowała czasu na prawidłowe wygięcie i pracę, ale z pewnością dała z siebie tyle ile potrafiła. Kiedy kobieta przeszła w pełny siad, Peia potknęła się, cudem ratując się przed zaryciem nosem w ziemię. Była doskonałym przykładem, że jazda w niskim ustawieniu ma swoje minusy, zwłaszcza przy 155 centymetrach wzrostu i nieuwadze. Ta chwilowa utrata równowagi została jednak wpisana w kroki galopu, więc po wyzbieraniu się kontynuowała jazdę, co najwyżej kichając jeszcze raz czy dwa. Wpisanie się w figury znów wypadło jej lepiej na lewą stronę, gdzie próbowała nawet pomyśleć za jeźdźca i zmienić nogę zamiast przejść do kłusa. Skarcona nie próbowała jednak powtarzać tego działania, uznając, że to amazonka chce sobie poćwiczyć, a ona, Cassiopeia powinna jej pomagać a nie przeszkadzać. ♥Fleau de Baian - 2020-01-21, 18:30 W odpowiedzi na sygnały od Amelie, zwolniła do kłusa, parskając przy tym głośno i potrząsając łbem. Oddychała już dość ciężko, przez zastanie straciwszy na kondycji, chociaż nie powodowało to prób zwolnienia czy przejścia do stępa. Utrzymywała stałe, wyznaczane przez jeźdźca tempo kłusa, ciągle żywo przyglądając się poczynaniom na maneżu. W trakcie układania drągów znowu była dość niespokojna i uciekała w bok za każdym razem, gdy ruchliwymi, kruczoczarnymi uszami wyłapywała głośniejsze dźwięki dochodzące z "placu budowy". Wkrótce zjechała na przekątną, z pomocą której zmieniły kierunek jazdy, skąd była już prosta droga do kolejnej kombinacji z drążków. Kłusując żywo w ich kierunku, Fleau zlustrowała je wzrokiem. Większa ilość drągów mogła być bardziej rozpraszająca dla niej, ale mimo to kara nie wykazała większego zawahania przed wejściem w szereg, do którego także nie wyrywała na siłę. Spokojnie przeszła przez pierwszą sekwencję drągów, z odpowiednią dbałością podnosząc zgrabnie nogi. Po ich przejściu poruszała się równie energicznie co poprzednio, chociaż do pomysłu wyjechania okręgu wokół danego kwadratu była już dużo mniej przychylna. Wraz z nieco bardziej niecodziennym najazdem na drążki, stała się bardziej niepewna, a to z kolei odbiło się też na jakości jej chodu, który stał się nieregularny i wolniejszy niż dotychczas, co najpewniej wybiło je obie z rytmu pracy. I tak jak pierwszy skośny drążek pokonała jeszcze prawidłowo, bo wygięcie wokół wewnętrznej łydki było bardzo subtelne i skromne, tak dalej nie było już tak kolorowo. O ile Amelie postanowiła poprawić kąt jej wygięcia, o tyle Baian zaczęła się gubić w nadmiarze bodźców i pomocy. W tunelu z drągów pozostała dalej wygięta, co zaowocowało tym, że felernie stanęła jednym przodem na wewnętrzny drąg, który pod wpływem jej ciężaru usunął się na bok, płosząc tym samym klacz. Prawie od razu z kwikiem "odbiła" w drugim kierunku, na zewnętrzny drąg, szczęśliwie unikając nadepnięcia na kolejny drąg i następnej fazy paniki. Zestresowana zatrzymała się przed kolejnym skośnym drągiem, a gdy tylko Halley próbowała ją ruszyć z miejsca, kara co prawda ruszyła, ale na wstecznym... To natomiast sprawiło, że zaraz tyłem wpadła na pozostawiony, zewnętrzny drąg, przez który poślizgnęła się i ostatkiem sił uratowała od upadku - tylko dlatego, że zaraz galopem oddaliła się od tych nieszczęsnych drążków, które zdecydowanie nie przypadły jej do gustu. Przy kolejnych próbach powtórzenia tego ćwiczenia stawiała wyraźny opór, mocno uprzedzona już przed tym, ale ostateczna decyzja należała nadal do Amelie i tego, czy zamierzała siłować się z hanowerką.
Potrzebowała dobrych kilka minut na ochłonięcie, dopiero wtedy będąc w stanie na powrót zagalopować i skierować swoje kroki na pierwsze pełnowymiarowe przeszkody - chociaż słowo "pełnowymiarowe" w tym przypadku mogło być niedopatrzeniem. Mimo że Fleau była odstawiona od pracy, to nadal spotykała się z dużo wyższymi przeszkodami, przez co do tych była nastawiona dość lekceważąco. Naprowadzona na pierwszą kopertę, odbiła się nieco szybciej niż oczekiwała tego Amelie, ale uratowała sytuację wydłużonym skokiem, który i tak jak na jej możliwości był wręcz leniwy. Można powiedzieć, że bardziej przeszła przez krzyżak niż przez niego przeskoczyła, chociaż przy kolejnych trzech przeszkodach nie mogła już sobie na coś takiego pozwolić. Zarówno przez stacjonaty, jak i okser, skoczyła prawidłowo i na czysto, nie wykazując się jednak zbyt dużym zainteresowaniem.Amelie - 2020-02-04, 20:22 Nowy zestaw drągów wywołał nieco zamieszania i nie przypadł do gustu Fleau, zaczęło się po nawrocie, aby wjechać na drągi, ustawione na planie koła, gdzie najpierw klacz potrąciła jeden drąg, potem odbiła w bok w panice i poślizgnęła się na następnym drągu, przy czym Amelie starała się pomóc jej w zachowaniu równowagi, po czym odbiły na razie, oddalając się od drągów, dziewczyna dała karej chwilę na uspokojenie się, po czym skierowały się z powrotem na drągi, tu jednak nastąpił opór ze strony hanowerki i pokonanie drągów według planu wiązałoby się z koniecznością przepychanek, więc zapewne skończyło się na tym, że znowu przejechali w najbanalniejszy sposób przez ustawiony kwadrat, aby zostawić drągi w spokoju. Jasnowlosa wiedziała, że te przeszkody nie stanowią żadnego wyzwania dla klaczy, a mimo to nie miała zamiaru pozwalać jej na całkiem byle jakie pokonanie ich. Drobne trudności wystąpiły jednak tylko na kopercie, a pozostałe przeszkody zostały pokonane już płynnie i bezproblemowo, chociaż bez widocznego zainteresowania. Następnie zwolniły do kłusa, a potem do stępa, aby w tym chodzie się pokręcić, podczas gdy stajenny konstruował ostatnią budowlę dzisiaj. Był to niezbyt zawiły tor, za to przeszkody były już słusznych rozmiarów i to miało być głównym wyzwaniem tego parkuru, który ustawiony wyglądał tak - klik. Gdy był już gotowy Amelie najpierw poprosiła Baian o kłus, a następnie o galop, którym okrążyły maneż pod ścianami, co dawało im wystarczająco dużo czasu, aby ustalić sobie tempo w galopie, odpowiednie do ustawionych przeszkód. W końcu spod ogrodzenia skręciły na prawo, ruszając na przeszkodę, która ten tor miała rozpoczynać. Byłą to przeszkoda o wysokości 120 cm, co jeszcze nie było, a przynajmniej nie powinno być wyzwaniem dla Fleur, ale miało sprawdzić, czy klacz jest gotowa na dzisiejszym treningu na wysokie skakanie.
Na początku dokładnie wyjechały ten mały zakręt w prawo, prostując jeszcze w sporej odległości spod przeszkody. Po drodze posłała jej półparady, aby siedząc w siodle zamknąć ją w pomocach, uniemożliwiając klaczy spłynięcie spod przeszkody, dokonując też minimalnej korekty w tempie, aby po doprowadzeniu ją pod przeszkodę wspomóc w wybiciu we właściwym miejscu, pamiętając o tym ze to nie jest już półmetrowa koperta. Dodała jej więc łydki do wybicia, po czym podczas skoku oddała wodze na kontakcie i przeszła do półsiadu, raczej bezproblemowo zgrywając się z klaczą w koku, wskazując jej lądowanie na prawo. W ten sposób na czysto i bez problemów pokonali stacjonatę, ale poziom trudności oczywiście miał tylko rosnąć wraz z każdą kolejną przeszkodą, od razu pozwalając klaczy na przyspieszenie w galopie, chociaż nie narzuciła sobie żadnych ograniczeń czasowych, postanowiła też nie bawić się w różnego rodzaju skróty, tak więc po lekkim łuku ruszyły, wyjeżdżając za ósmą przeszkodą, aby kontynuować galop po obszernym łuku, w którym wyginała ją od łydki, dając oparcie na zewnętrznych pomocach, po drodze posyłając Fleau półparady, aby naprostować na kolejną stacjonatę, o wysokości 130 cm. W końcówce zakrętu jednak tempo Fleur wyszło spod kontroli Amelki, która zwyczajnie się zagapiła, z opóźnieniem wyrównując tempo galopu do przeszkody, aby zamknąć klacz znowu w pomocach i odesłać do skoku, przez dodanie jej łydek. Wszystko to było jednak minimalnie spóźnione, dlatego, chociaż Niemka próbowała się zrehabilitować za swój błąd, podczas samego skoku , tak nieszczęśliwie trąciły drąg, że ten zleciał (rzut kośćmi). Amelie zaklęła cichutko pod nosem na własną głupotę, wskazując jeszcze lądowanie nadal na prawo. Trójka była bliżej, więc Amelie wyciągnęła wnioski ze swojego błędu, trzymając się bardziej stonowanego tempa. Pogalopowały najpierw po prostej, aby następnie lekko zakręcić w prawo na okser. I tym razem po drodze korzystała w półparad, w końcówce tego lekkiego łuku biorąc Baian bardziej na siebie, a po naprostowaniu na okser o wysokości 125x130 cm wróciła w siodło, zamykając klacz w pomocach i prowadząc pod przeszkodę, aby i tu wspomóc ją w znalezieniu najodpowiedniejszego miejsca do wybicia i dodać łydkę? Czy tym razem uda im się pokonać przeszkodę bez takiego blamażu?Fleau de Baian - 2020-02-08, 13:58 Po pokonaniu pierwszego szeregu posłusznie przeszła do kłusa z głośnym parsknięciem. W stępie miała okazję nieco odsapnąć i odetchnąć po tym z pewnością emocjonującym przejeździe, szczególnie przez poprzednie drążki, które ciągle były gdzieś z tyłu jej głowy. Co prawda tamten wypadek raczej nie miałby jej zrazić do ich, chociaż na tym treningu Amelie raczej nie mogła już liczyć na wiele z nimi. Fleur była dość pamiętliwym koniem, ale nie było to też na tyle groźne, aby odcisnąć na niej bardziej trwałe piętno. Na układanie przeszkód nie reagowała już tak nerwowo jak dotychczas, chociaż dalej uważnie obserwowała pracownika stajni. Kiedy przyszło co do czego, posłusznie zagalopowała przez kłus, a w galopie okrążyła maneż, pozwalając Amelie na dowolne modyfikowanie swojego tempa. Ogólnie rzecz biorąc, nie dało jej się zarzucić lenistwa czy innych oznak niechęci do dalszej współpracy - galopowała aktywnie, dość okrągło, a przy tym przede wszystkim utrzymywała równe tempo. Nareszcie odbiła lekko na prawo, na tym delikatnym łuku nie wytracając prędkości. Nie wyrywała także zanadto do przodu, kiedy została wyprostowana przed pierwszą przeszkodą, która swoim wzrostem budziła w niej nieco większy respekt od poprzedników. Byłaby w stanie skakać wyższe przeszkody, ale po przerwie od pracy takie stopniowe podwyższanie poprzeczki było wskazane.
Fleau odbiła się przed stacjonatą w wyznaczonym przez amazonkę miejscu, wykazując się przy tym szybką akcją przodów, które podsunęła pod siebie i dzięki temu uniknęła stuknięcia o któryś z zawieszonych drążków. Zaokrągliła szyję w trakcie lotu, po którym miękko opadła na ziemię, zgodnie z wskazówką od jeźdźca - na prawo. Kontynuowała galop na prawą nogę, wykonując przy tym dość lekkie dodanie. Najazd na drugą przeszkodę był prosty, ponadto Fleur należała do koni dokładnych i świetnie odnajdowała się w węższych zakrętach mimo swojego wzrostu. W zakręcie do dwójki wygięła się wokół wewnętrznej łydki kobiety, która najprawdopodobniej nie była świadoma tego, że hanowerka ze swoją płochliwością miała spore opory w jeździe w kierunku lub obok bandy. Z tego powodu znowu zaczęła robić się niespokojna w ostatnich odcinkach najazdu, a to z kolei wpłynęło na jakość jej galopu - prawie od razu zaczęła zwalniać, co w połączeniu ze zbyt późnym odbiciem się sprawiło, że zahaczyła przodami o konstrukcję przeszkody, powodując jej zniszczenie. Szczęśliwie nie utraciła przy tym równowagi i po wylądowaniu była w stanie dalej galopować, bo uderzenie w drąg nie należało do silnych. Po nieudanym skoku ponad dwójką nie miały zbyt dużego dystansu do kolejnej przeszkody, ale karuska wyjątkowo nie wydawała się być bardzo przejęta zrzutką, co jednak nie miało oznaczać, że były one u niej częstym zjawiskiem. Do oksera wzmocniła nieco swoje tempo, dzięki czemu miała szansę wykonać mocniejszy skok, a przede wszystkim dalszy. Zabrała się i Amelie do skoku, nos wyciągając do przodu i w ten sposób przeciągając fazę lotu.Amelie - 2020-02-12, 21:55 W ten sposób na czysto pokonały trzecią przeszkodę, rehabilitując się trochę po wpadce na poprzedniej. Podyktowała karej lądowanie na lewo i galop z tej właśnie nogi, po czym ruszyły na przeszkodę, a właściwie przeszkody - bo szereg 4ab. Odjeżdżając spod przeszkody delikatnie zasugerowała Fleau dodanie w tempie, pogalopowały kawałek po prostej, po czym zaczęły wykręcać obszerniejszy łuk na 4ab, na którym wyginała ją od wewnętrznej łydki, dając oparcie na zewnętrznych pomocach. W ten sposób wyminęły szóstą przeszkodę, a w końcówce tego łuku podniosła hanowerkę, pozwalając jej wcześniej zobaczyć nie tylko człon pierwszy, ale i 4b. Naprostowały, mając jeszcze sporo miejsca do stacjonaty o rozmiarze 140 cm, co pozwalało na spokojne i dokładne przygotowanie się do skoku, więc Amelie siedząc głębiej w siodle zamknęła klacz w pomocach, prowadząc na środek 4a, aby dodać jej nieco wcześniej łydkę do wybicia, a w skoku oddać wodze na kontakcie, przejść do półsiadu i wyjść za jej ruchem. Takie wybicie pozwalało na wcześniejsze lądowanie za 4a i zmieszczenie się w dystansie do drugiego członu, jednak sama odległość między nimi powinna im na to spokojnie pozwolić. Tak więc jasnowłosa podniosłą klacz po skoku, znowu prowadząc precyzyjnie na środek 4b, która była stacjonatą o identycznym rozmiarze, więc tak na logikę, jeśli nic by im nie przeszkodziło, Baian powinna sobie poradzić z 4b, skoro pokonały na czysto 4a. Posłała jej jeszcze skupiającą półparadę, zamknęła w pomocach i pomogła w znalezieniu miejsca do wybicia, dodając jej łydkę. Zgodnie z jej przewidywaniem oddały skok na czysto, w naprawdę niezłym stylu, przy czym jeszcze w końcówce skoku Halley podyktowała lądowanie na lewo. Zaraz też zostawiając za sobą szereg Fleau dostała zielone światło na kolejne dodanie w tempie, bo piąta przeszkoda znajdowała się nieco dalej. Najpierw kawałek pokonały po prostej, aby zacząć zakręt w lewo, ruszając po obszernym łuku na okser i w tym wypadku skupiając się na odpowiednim wyginaniu się na tym łuku, od wewnętrznej łydki, zewnętrzną cofając za popręg, korzystając też z kilku półparad. Tuż przed naprostowaniem wzięła hanowerkę bardziej na siebie, po czym naprostowały kierując się na piątkę. Amelie siadła głębiej w siodle, zamknęła klacz w solidnych półparadach, wyrównując również jej tempo, na nieco bardziej adekwatne do przeszkody, bo w kosmos nie musiały skakać. Okser miał wysokość 140x145, więc powoli wysokość szła w górę, nawet jeśli nie był to jeszcze sam szczyt możliwości Fleur. Doprowadziła ją pod przeszkodę, dodając łydkę do wybicia, w skoku oddając jej nieco więcej wodzy, przechodząc do półsiadu i nadążając za jej ruchem. Lądowanie ponownie wypadło na lewo, a po odejściu spod przeszkody Amelie dopilnowała tego, aby pozostały w dotychczasowym tempie, nie widząc na razie potrzeby na dodatkowe przyspieszenie, mając też na uwadze, że żadne limity czasowe ich nie obowiązywały, co też nie znaczy, że miały się obijać w tempie, które pozostawało (miejmy nadzieję) aktywne i równe. Zaraz odbiły lekko w lewo zakręcając na szóstkę, która była stacjonatą o wysokości 150 cm, więc tu już żartów nie było. Dlatego Amelie postawiła na dokładny dojazd, po naprostowaniu zamykając klacz w pomocach, doprowadzając pod stacjonatę, wspierając klacz w poszukiwaniu optymalnego miejsca do wybicia dodając klacz łydkę. W ten sposób wznieśli się nad przeszkodę, pokonując szóstkę na czysto i bezproblemowo, co mogło je jedynie nastroić pozytywnie, przy czym Amelie podyktowała Baian jeszcze lądowanie wciąż na lewo, na dwie ostatnie przeszkody.Fleau de Baian - 2020-02-16, 18:15 Galopując żywo na lewą nogę, zgodnie z prośbą w pewnym momencie zaczęła mocniej pracować zadem i dalej odpychać się nogami, co z kolei łączyło się z przyspieszeniem. Taki manewr wiązał się mimowolnie z utrudnionym wejściem w zakręt prowadzący do szeregu, ale amazonka dobrze zapanowała nad sytuacją i utrudniła Fleur potknięcie się w trakcie wykręcania przy szóstce, dając jej oparcie w pomocach. Hanowerka była momentami dość nieporadna, ale to wynikało głównie z jej niepewności i strachliwości niż braku doświadczenia. Zlustrowała wzrokiem pierwszą przeszkodę malującą się przed nimi, dostrzegając także za nią bliźniaczo podobną. W dystansie do szeregu zaczęła galopować bardziej pod górkę, angażując zad jeszcze bardziej, bo to w końcu z niego pochodziła cała siła jej wybicia. Wykorzystała więc swoją energię do odbicia się, odruchowo podsuwając pod siebie przednie nogi, a nos wyciągając nieco do przodu. Wcześniejsze odbicie nie sprawiło jej większego problemu, bo bez trudu dokryła przeszkodę, prezentując już całkiem widowiskowe umiejętności przy tej wysokości przeszkód. Jej wylądowanie za 4a sprzyjało prawidłowemu i wygodnemu dojazdowi do drugiego członu szeregu, więc i ten przeskoczyła pomyślnie i na czysto, ponownie wykonując lądowanie na lewo. W dystansie do następnej przeszkody poszerzyła swój krok, automatycznie mocniej podstawiając przy tym zad. W zakręt weszła gładko, delikatnie owijając się wokół wewnętrznej łydki Amelie przy zachowaniu równego, aczkolwiek mocnego galopu. Amelie tym razem najwyraźniej więcej uwagi przyłożyła do płochliwości Fleur, bo półparady zdążyły chociaż częściowo pomóc jej w jeździe na wprost bandy, co było jej nieodłącznym problemem. Jadąc już wzdłuż niej, po linii prostej do przeszkody, Baian czuła się nieco bezpieczniej, więc nie stawiała oporu przed oddaniem skoku. Okser wymagał co prawda więcej siły od niej, ale i temu zadaniu podołała bez zawahania, rozciągając się lekko nad szeroką konstrukcją, a przez to wydłużając także sam lot, dzięki czemu nie wpadła w drugą stacjonatę budującą okser. W ostatnich fazach lotu wyprostowała przody, żeby miękko wrócić na ziemię i kontynuować galopowanie.
Przez odstawienie od pracy Fleau nie była w swojej szczytowej formie i najlepszej kondycji, więc szybko zaczynała odczuwać zmęczenie. Na ogół nie spalała się za szybko, ale dzisiejszego treningu towarzyszyło jej wiele emocji, które też miały na to spory wpływ. Jej szyja oblała się więc potem, a oddech był już znacznie przyspieszony, a mimo to nie próbowała zwalniać na własną rękę. Z natury była dość karnym koniem i najpewniej starałaby się spełniać polecenia jeźdźca aż do upadłego, co tylko z pozoru było zaletą, a w rzeczywistości bardzo łatwo dało się przekształcić w wadę, zagrażającą również jej zdrowiu. Na razie jednak Amelie mogła być spokojna, również jeśli chodziło o kolejny skok. Fleur nie wyrywała do przodu ani nie próbowała spowalniać, a właśnie z takiego mocnego galopu oddała skok. Na tym poziomie nie mogła już sobie pozwalać na widowiskowe zapasy, bo kosztowałoby ją to za dużo. Niemniej uniknęła zahaczenia o drąg poprzez prawidłową, lekko zaokrągloną sylwetkę w locie.
Kończymy? Amelie - 2020-02-20, 15:42 Amelie zdawała sobie sprawę, że po odstawieniu od treningów Fleur nie miała najlepszej kondycji, dlatego nie bawiła się w jeszcze bardziej rozbudowane parkury, zauważając pot, gromadzący się na jej szyi. Z resztą ich trening był zdecydowanie bliżej końca niż oczątku. Po odejściu spod szóstki dała Baian okazję do lekkiego przyspieszenia, nawet jeśli jednak klacz z tej opcji skorzystała, kobieta byłą czujna, jeśli chodzi o tempo galopu, gdy ruszyły na siódemkę., najpierw kawałek po prostej, aby następnie lekko zakręcić w lewo i wyminąć w pewnej odległości trzecią przeszkodę. I w tym wypadku nie decydowała się na skróty, może dlatego, że za siódmą przeszkodą, w jednej linii stała ósma. Zaraz w tym łuku zaczęła ją wyginać od wewnętrznej łydki, dając jej oparcie na zewnętrznej wodzy, posyłając jej od czasu do czasu półparadę, zwłaszcza na tym krótkim odcinku, gdy ich trasa przebiegała dość blisko ogrodzenia. W końcówce zakrętu podniosła ją do przeszkody, po czym naprostowały, zmierzając na okser 145x150, więc to też już nie były przelewki. Halley zaraz siadła głębiej w siodle, prowadząc klacz dokładnie na środek przeszkody, aby posłać jej jeszcze półparadę i zamknąć solidnie w pomocach, doprowadzając pod okser, aby wspomóc ją w znalezieniu właściwego miejsca do wybicia, dodając jej łydkę, w locie oddając nieco więcej wodzy na kontakcie, przechodząc zgrabnie w półsiad i podążając za jej ruchem. Po wylądowaniu wzrok jasnowłosej od razu podążył na ósmą przeszkodę, stojącą nieco dalej w prostej linii. Ruszyły na nią, zachowując dotychczasowe, aktywne i (miejmy nadzieję) równe tempo, przy czym Niemka posyłała Fleau półparady. Gdzieś pośrodku tego najazdu zdarzyło im się drobne potknięcie, na chwilę ich dekoncentrując, ale dość szybko się pozbierały, w czym Amelie chciała jak najlepiej wspomóc karą, zaraz potem siedząc pewnie w siodle zamknęła ją w pomocach i już bez dalszych przeszkód prowadząc ją na stacjonatę 150 cm, którą udało im się na czysto pokonać. Jednak po pokonaniu ósemki nie zwolniły obrotów, bo jeszcze w skoku poprosiła ją o lądowanie na prawo i pogalopowały najpierw po prostej, aby zakręcić w prawo, zmierzając na dwójkę, na której przydarzyła im się ta zrzutka. Amelie tak dla spokoju ducha postanowiła podejść do niej jeszcze raz, tym razem od początku do końca kontrolując tempo Baian i posyłając jej półparady, radząc sobie z ewentualnymi strachami. Naprostowały do dwójki i na tym ostatnim odcinku najazdu białowłosa wspomogła klacz szeregiem pomocy, doprowadzając ją pod stacjonatę, dodając łydkę a w skoku oddając wodze, unosząc się z siodła w półsiadzie i wyciągając nadgarstki za jej ruchem. Zaraz po pokonaniu dwójki - już tym razem na czysto - pochwaliła klacz, pozwalając jej lekko zwolnić, i dając jej więcej luzu na wodzach, chociaż przez kilka okrążeń pozostały w galopie, potem przechodząc do kłusu, a po kolejnych krążeniach do stępa. Po takim rozstępowaniu Amelie zatrzymała ją w rogu, zgrabnie zeskakując na ziemię, aby pogłaskać hanowerkę po kości nosowej, poluzować jej popręg i w ręku wyprowadzić z powrotem do stajni.
ztFleau de Baian - 2020-02-20, 18:29 Mimo postępującego zmęczenia Fleur przystąpiła na pomysł kolejnego dodania w dystansie do następnej przeszkody. Ufnie dała się prowadzić Amelie przez parkur, samej rozglądając się bystrze za tym, która przeszkoda miała być kolejna, bo naturalnie nie była tego świadoma. Nie pędziła z tego powodu zanadto, poruszając się dość ostrożnie, dzięki czemu w zakręt weszły bezpiecznie mimo mocniejszego tempa galopu. Wygięła się delikatnie wokół wewnętrznej łydki kobiety, zginając się wyraźnie w kłodzie i nareszcie zostając naprowadzoną na odpowiednią przeszkodę. Zlustrowała wzrokiem malujący się przed nimi okser, skierowując w jego stronę oboje uszu, ale nie wahając się ani przez moment. Równym tempem doszła do oksera, spod którego odbiła się, wkładając w to odbicie resztki swoich sił, żeby uniknąć następnej zrzutki. Przednie nogi podciągnęła krótko pod siebie, żeby zaraz wyprostować i miękko wrócić na ziemię, już za okserem, w bezpiecznej odległości od drugiego członu szeregu 4ab. Co prawda Fleau początkowo wydawała się być nieco przytłoczona jego bliskością, przez co w pierwszym odruchu odskoczyła lekko na bok, a przez to z kolei niewiele dalej lekko potknęła się, gdy blondynka usiłowała przywrócić je na prawidłowy tor jazdy. Hanowerka dała się ostatecznie skorygować, głównie dzięki temu, że znalazły się już dalej od wspomnianej przeszkody, która zdecydowanie nie przypadła jej do gustu w takim położeniu. Do stacjonaty doszła już pewnie, odważnie odbijając się przed nią, wykorzystując do tego znaczną siłę zadu, przez co pozostawiła sobie lekki zapas i była daleka od dotknięcia górnego drążka. Kształtny łeb wyciągnęła bardziej do przodu, zaokrąglając grzbiet i uwydatniając mięśnie malujące się na spoconej szyi. Nieświadoma, że w zasadzie był to koniec ich parkuru, po wylądowaniu ruszyła jeszcze raz na poprzednią dwójkę, będąc przekonaną, że to po prostu kontynuacja ustalonej trasy. Niemniej tym razem udało im się pokonać ją już bez większych udziwnień, mimo poruszania się wzdłuż bandy, co ciągle było dla niej lekkim oporem. Półparady jednak sprawiły, że skupiła się na jeźdźcu, wraz z którym zaraz przeskoczyła stacjonatę, poprawiając nieco zadem dla pewności. Wypuszczona bardziej do dołu, ściągnęła nos bliżej ziemi, rozluźniając przy tym całą górną linię ciała i pozwalając, aby wszystkie emocje z niej zeszły. Po odpowiednim rozkłusowaniu i rozstępowaniu zatrzymała się gdzieś na uboczu, dając Amelie możliwość zejścia z jej grzbietu. Prawie od razu wyciągnęła w jej stronę czarny łeb, zgarniając głaskanie przy jednoczesnej próbie wytarcia się o nią, co najpewniej zostało skutecznie zbyte. W końcu jednak opuściły maneż, kierując się do stajni, gdzie po drodze Fleur zaczepiła kobietę jeszcze niejednokrotnie, domagając się zarówno pieszczot, jak i smakołyków.
/zt