To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Pub "Na strychu"

Aaren Wayford - 2016-06-14, 22:31

Zgodnie z umową, pojawiła się przed dwudziestą w okolicy pubu, który ostatnio stał się jeszcze częściej niż kiedyś uczęszczanym przez brunetkę miejscem. Od razu przystała na propozycję Gerarda, pragnąc przeprosić go za swoje zachowaniem w parku, wyjaśnić mu dlaczego zachowywała się tak absurdalnie. Rozmowy ze starszym Wayfordem pozwalały jej poukładać sobie to wszystko w głowie, choć nadal nie przynosiły upragnionej ulgi.
Nieświadoma tego, że przyjdzie jej spotkać kogoś zupełnie innego niż Gerard, osobę, której unikała jak ognia i której nie chciała zobaczyć nigdy więcej. Przystawiając do czerwonych warg fajkę, zaciągała się nikotyną z uwielbieniem, rozluźniona i w pewien sposób ucieszona z powodu wizji, spotkania z pubie, gdzie w miłym towarzystwie będzie mogła skosztować złocistego trunku, którego oboje z Gerardem byli koneserami.
Z dnia na dzień jej stan powoli się poprawiał, choć nadal jej zachowanie, a także styl życia znacząco odbiegały od normy. Po prostu zaczęła się przyzwyczajać, choć nie było to wcale takie łatwe, zdarzały się chwile takie jak ta w parku, gdzie kompletnie opuszczała gardę, pozwalając uczuciom i wspomnieniom brać górę.
Mając wzrok wbity w chodnikową kostkę szła przed siebie pewnym krokiem, ubrana w wytarte jeansy oraz czarną bluzkę z krótkim rękawkiem, podkreślającą mocno blady koloryt jej skóry, a także wychudzoną sylwetkę. Stawiając pewnie kroki na trzech stopniach które dzieliły ją od wejścia na taras stanowiący przedsionek pubu podniosła spojrzenie do góry, w jednym momencie zatrzymując się i zamierając w bezruchu.
Dostrzegła go i rozpoznała bez najmniejszego problemu, stała krótką chwilę sparaliżowana wpatrując się błękitnymi oczami w masywną sylwetkę młodszego Wayforda. Ciało odruchowo spięło się, a Aaren bez zastanowienia obróciła się w drugą stronę, zmieniając kierunek swoich kroków. Dopiero, gdy zaczęła się oddalać dotarło do niej to, że najwyraźniej to spotkanie nie było czystym przypadkiem. Przeklinając pod nosem Gerarda zmarszczyła brwi.

Anonymous - 2016-06-14, 22:48

Ze znudzeniem spoglądał po mijających go samochodach i przechodniach, ostatecznie tracąc zainteresowanie czymkolwiek. Wyciągnął telefon z kieszeni i to właśnie na jego wyświetlaczu zawiesił wzrok na dłuższą chwilę, przeoczając nadejście Aaren. Zorientował się o jej obecności dopiero gdy postawiła pierwsze kroki na stopniach. Wówczas podniósł wzrok znad telefonu i utkwił go w znajomej postaci, z początku nie dowierzając własnym oczom. Przez chwilę patrzył za Aaren całkiem zgłupiały, ale szybko uświadomił sobie, podobnie jak ona, że to spotkanie nie było przypadkowe. Po Gerardzie mógł się spodziewać wiele, ale akurat nie tego, że w tak mistrzowski sposób doprowadzi do spotkania tej dwójki. Musiał skądś wiedzieć, że ostatnio między nimi nie grało.
Kierowany impulsem wcisnął telefon do kieszeni i naraz ruszył za brunetką, pokonując po dwa stopnie naraz. W przeciwieństwie do niej nie był zły na ojca. Właściwie nawet nie myślał teraz o nim, całą uwagę poświęcając Aaren, którą dogonił podbiegając parę metrów truchtem. Złapał ją za ramię, ale natychmiast puścił, choćby się tylko szarpnęła i szła dalej. Bez względu na to, czy zmusiła go do podążania za sobą lub też zatrzymała się aby zamienić z nim słowo, odezwał się do brunetki.
- Co tu robisz? - Wolał się upewnić w swoich domysłach, dla własnego spokoju.

Aaren Wayford - 2016-06-14, 22:56

Te kilka sekund, podczas których ich spojrzenia napotkały się wzajemnie, skutecznie podniosły ciemnowłosej ciśnienie sprawiając, że niemal natychmiast odzyskała naturalne kolory na twarzy. Nie była w stanie pohamować emocji, które uderzyły w nią z impetem.
Miała cichą nadzieję, że brunet jej odpuści, ale odgłos jego kroków dotarł do jej uszu, przynosząc jednocześnie masę negatywnych emocji, prowokując do zachowania dystansu. Spięła się, zatrzymując momentalnie pod wpływem gestu na który odważył się Tony. Odwróciła się w jego stronę oddychając ciężko i niespokojnie, unosząc rozedrgane spojrzenie na twarz mężczyzny.
- Gerard.- niemal warknęła przez zęby, wypowiadając imię starszego z Wayfordów, była niemal w stu procentach pewna, że ten młodszy załapie, o co jej chodzi, w końcu oboje padli jego ofiarą. Podświadomość kazała jej iść dalej, ale ciało odmówiło posłuszeństwa zakotwiczając osobę Aaren na tą krótką chwilę w miejscu. - Coś jeszcze ?

Anonymous - 2016-06-14, 23:20

W odpowiedzi zacisnął na krótką chwilę usta. Czyli jednak miał rację, podejrzewając ojca o spisek. Będzie z nim musiał o tym porozmawiać, chociaż bardziej prawdopodobne będzie jeżeli postanowi się na nim odegrać w podobny sposób. To nie byłoby takie trudne.
Zmierzył brunetkę wzrokiem, nie zamierzając kwestionować jej złości. Doskonale znał jej przyczynę i na szczęście nie udzielała mu się. Przynajmniej na ten moment.
- Powinniśmy porozmawiać - zakomunikował spokojnie, będąc jednak gotowym do tego, aby... zmusić Aaren do rozmowy. Przez kilka dni namiętnie wypierał ewentualność rozmowy z dwudziestolatką, ale jak można było się tego spodziewać - z czasem przeszła mu złość. Wciąż nie poczuwał się do kajania przed nią, ale przestał ją też idiotycznie obwiniać. Gerard nie musiał mu mówić co miał na celu umawiając ich razem. Tony za dobrze znał Aaren by wierzyć w to, że jakoś sobie radzi. Nikt nie przekonałby go, że całkiem ją to obeszło. Było to zresztą widoczne po niej gołym okiem. Z jakiegoś powodu nie chciał jej zostawiać na pastwę losu, ale też nie dawał tego po sobie poznać. Strasznie było to wszystko zawiłe...

Aaren Wayford - 2016-06-14, 23:30

Nawet jeśli spotkanie z Tonym miałoby rozwikłać w jakiś sposób zaistniałą we Włoszech sytuację to w obecnej chwili miała Gerardowi za złe to, że umówił ich oboje w tym miejscu. Nie chciała spotkać Tonego, rozmawiać z nim, oglądać go. Świadoma swojej słabości do jego osoby, stanu w jakim się znajdowała i tego, że rozmowa nie będzie należała do najlżejszych, pragnęła unikać go jak ognia.
- Rozmawialiśmy, we Włoszech. - rzuciła oschle przywołując wspomnienia z wyjazdu, każde słowo, obelgę i cios jaki kierował w jej stronę, celowo zadając ból. I nawet jeśli od tego czasu minęło kilka tygodni, to rany wciąż były świeże. - Nie sądzę abyśmy mieli o czym rozmawiać.- w przeciwieństwie do niego, nie potrafiła tak obojętnie podejść do tego co wydarzyło się w Sardynii. Mocno się to na niej odbiło i było widoczne, nawet jeśli próbowała się z tym jakoś maskować. Marszcząc brwi odwróciła się do niego tyłem, ruszając z powrotem w swoją stronę. Zamierzała dostać się do mieszkania, spędzić kolejny dzień, zaszyta w jego czterech ścianach. Zdążyła już przyzwyczaić się do tej monotonii i do pustki jaką czuła po powrocie z Włoch.

Anonymous - 2016-06-14, 23:46

- To nie była rozmowa - ogromną zaletą Tonego było to, że trudno było postawić go w sytuacji, w której nie wiedziałby co powiedzieć. Niejednokrotnie ratowało mu to skórę, bo dzięki temu w oczach innych wypadał na zdecydowanego i pewnego siebie. To znacznie ułatwiało kontakty międzyludzkie.
- Nie uciekaj przede mną - zniżył głos, mimowolnie przybierając ostrzejszą barwę głosu, ale tym razem nie próbował jej zastraszyć. To zresztą nigdy nie przynosiło oczekiwanego rezultatu. Od razu ruszył jej śladem, ale nie próbował jej zatrzymywać choćby poprzez złapanie za rękę.
- Nie sądzę, aby Gerard to zrobił dla zabawy, więc może mi powiesz o co chodzi? - Od nikogo innego niż od niej starszy Wayford nie mógł wiedzieć o ich problemie, nic więc dziwnego, że właśnie u Aaren Tony szukał odpowiedzi.

Aaren Wayford - 2016-06-14, 23:57

- Dobrze, że w końcu to zrozumiałeś.- nie szczędziła mu uszczypliwości, jawnej niechęci do jego osoby. Obwiniała go o wszystko co tam zaszło, choć sama miała w tym swój udział. Niemniej jednak to on starał się ją zranić i udało mu znakomicie osiągnąć swój cel. Drażnił ją tym że na wszystko miał odpowiedź, dlatego też sama chcąc nie chcąc kontynuowała tą wymianę zdań.
- Bo co ? Znów zagrodzisz mi drogę, spróbujesz zatrzymać siłą ? - wyśmiała go, nie zaprzestając ruchu naprzód nawet na chwilę, uparcie poruszała się wzdłuż chodnika, kierując w stronę osiedla, na którym mieszkała.
- To nie Twoja sprawa, chciał pomóc ale mu nie wyszło.- nie mogła mu przecież wyznać, że brak jego obecności doprowadzał ją do szaleństwa, sprawiał, że stany lękowe powracały uderzając w osłabioną Aaren ze zdwojoną siłą. Potrzebowała go bardziej niż czegokolwiek, ale sama nie potrafiła przed sobą tego przyznać, a co dopiero wyznać to wprost.
- Sam z nim porozmawiaj. Chyba znasz adres.-nawet jeśli nadal szedł za nią, starała się ignorować ten fakt, przyśpieszyła jedynie kroku, mają nadzieję, że jeśli szybciej dotrze do mieszkania, to szybciej zamknie mu drzwi przed nosem i odzyska spokój.

Anonymous - 2016-06-15, 00:07

- Nie. Nie zrobię tego - udzielanie odpowiedzi wciąż uważał za lepszą metodę niż milczenie, dlatego odpowiadał jej nawet na zaczepki, chociaż nieco mijał się z prawdą. To było oczywiste, że jeżeli go zmusi, to wreszcie spróbuje nią "potrząsnąć" aby wreszcie skupiła się na nim, a nie swojej złości.
- Jeżeli chciał pomóc to na pewno nie dlatego, że zrobiło mu się przykro. Więc powiedz mi - naciskał w dalszym ciągu, także przyspieszając kroku. Nie dawał się zbyć. Oczywiście mógł te same informacje uzyskać od Gerarda i to bez najmniejszego problemu, ale nie miał na to teraz czasu. Czuł, że musi działać teraz - nie można było tego przekładać w nieskończoność. Było to ciężkie, musiał bowiem tłumić w sobie złość, bo nie mógł dopuścić do sytuacji, w której znowu puściłyby mu nerwy. To by go skreśliło na wieki.
- Co i komu próbujesz teraz udowodnić? - Zapytał, przeszywając ją wzrokiem i stale dotrzymując jej kroku, aczkolwiek idąc nieco w tyle.

Aaren Wayford - 2016-06-15, 00:18

Jego zapewnienia zdały się na nic, nie ufała mu w tej kwestii, właściwie stracił większość zaufania jakim go do tej pory darzyła. Dlatego też była niemal pewna, że jego cierpliwość niedługo się skończy i albo odpuści, albo w końcu da się sprowokować.
- Co mam Ci powiedzieć ? Mam Ci może uświadomić to, jak bardzo mnie skrzywdziłeś, czy może to jak bardzo pragnę Cię znienawidzić i nie potrafię ?- zatrzymała się na krótką chwilę, obracając przodem do niego i wyrzucając mu to wszystko w twarz, bez skrupułów i zastanowienia. Gerard to widział i najwyraźniej uznał, że pora działać.
- Próbuję się od Ciebie uwolnić, ale Ty znów pojawiasz się w najmniej odpowiednim momencie. - westchnęła przeklinając po raz kolejny Gerarda, który podsunął Tonemu tylko narzędzia, do pracy jaką młody Wayford musiał samodzielnie wykonać.
- Po co to wszystko ? Dlaczego wciąż za mną leziesz ? - dłonią potarła nieco zziębnięte ramię, wraz z upływającym czasem, temperatura powoli zaczynała spadać. A licząc na spędzanie czasu we wnętrzu klubu i powrót taksówką, Aaren nie zabrała ze sobą kurtki, wybierając opcję lżejszego ubioru na ten wieczór.

Anonymous - 2016-06-15, 00:47

Miała solidne podstawy ku temu aby mu nie wierzyć, ale powinna wiedzieć, że jeżeli bardzo czegoś chciał, to potrafił być mistrzem samokontroli oraz cierpliwości. Był to dla niego ogromny wysiłek i nierzadko ciężki proces, ale zwykle wychodził na tym dobrze. Nauczył się też, że zaufanie było bardzo prosto stracić i ciężko odzyskać. Niestety musiał przekonywać się o tym raz za razem... Zatrzymal się w półkroku i z zachowaniem pewnego dystansu zaczął słuchać. Na jego życzenie wkroczyła w obszar, w którym było mu o wiele ciężej manewrowac. Sam chyba nie do końca wiedział co nim kierowało. Nie chciał już przecież od niej nic. Poza tym, żeby było jak dawniej, ale to brzmiało tak patetycznie iż nie ośmielił się powiedzieć tego na głos.
- Idę za Tobą bo właśnie tego potrzebujesz. To nie w mojej obecności ale w jej braku leży problem. - Rzucił po raz kolejny decydując się po prostu na obnazenie jej słabości, choćby miała się na niego za to rzucic. - Myślisz, że mi tak fajnie z tym co się stało? Bedzie Ci lżej jak zacznę mówić dlaczego tak się dzieje? - Zapytał ironicznie, wcale nie mając ochoty tego wyjaśniać. Nie chciał aby odbierala to jako probe usprawiedliwienia się, nie szukał współczucia ani zrozumienia. Po prawdzie nie umiał nawet przeprosić, bo i to było nie na miejscu.

Aaren Wayford - 2016-06-15, 01:04

Wielokrotnie mu odpuszczała, najwyraźniej zbyt łatwo i bez oporu ulegając sprytnym zagraniom, umiejętnym sztuczkom i manipulacjom jakie zwykł stosować. Tym razem nie chciała po raz kolejny wybaczyć mu tylko po to, aby za kilka miesięcy znów cierpieć tak samo intensywnie jak teraz.
Jak dawniej ? Nadal chciał ją zwodzić, przychodzić tylko wtedy, gdy sam tego chciał i potrzebował. Dla niego stanowiła tylko zabawkę, wyjście awaryjne i kogoś, kto zawsze gotów był pójść za nim w ogień, chronić mu tyłek i obstawać za nim murem bez względu na wszystko.
Kochała go i była jego przyjaciółką, lecz to za to pierwsze tak bardzo samej siebie nie znosiła, to właśnie przez uczucie jakim go darzyła, nie była w stanie uwolnić się od niego.
- Właśnie próbuję się od niej uniezależnić, dlatego odpuść sobie łażenie za mną.- nie zaprzeczyła jego słowom, były strzałem w dziesiątkę, choć co raz mniej zdawała się za nim tęsknić, przynajmniej do dzisiaj, do teraz.
- Wydajesz się być tym nieporuszony, z resztą łatwo znajdujesz sobie pocieszenie, na pewno jakoś sobie poradziłeś.- perfidnie posunęła się do przywołania sytuacji, gdzie wrócił do hotelu wstawiony i ze śladami szminki na koszuli. Właściwie dotknęła też osoby Holly, nie mówiąc o tym jednak wprost, domyślała się, że do niej polazł, co jeszcze mocniej motywowało ją do tego, aby skończyć z Wayfordem raz na zawsze.
- Powiedz, może postaram się zrozumieć to dlaczego za wszelką cenę starałeś się mnie upodlić, co niewątpliwie Ci się udało Tony, jak nigdy dotąd.- zwilżyła językiem swoje wargi, nie miała dzisiaj dla niego litości, ani żadnej taryfy ulgowej.
- I może wreszcie się dowiem po co starasz się to wszystko naprawić skoro i tak prędzej czy później znów będzie to samo. - właśnie dlatego tak bardzo broniła się przed daniem nu kolejnej szansy. Nie oczekiwała nawet, że usłyszy od niego takie słowa jak "zależy mi", chciała po prostu odzyskać spokój i równowagę samodzielnie.

Anonymous - 2016-06-15, 08:32

Było w tym trochę racji, ale prawdę mówiąc radził sobie zarówno z Aaren jak i bez niej. Nie była niezastąpiona. Równie dobrze mógł się bawić kimś innym (chociaż jak na moje odszedł od tego już jakiś czas temu) czy gdzie indziej szukać wsparcia.
- Gdybyś nie robiła sobie przy tym krzywdy to wierz mi, że dałbym Ci ten pierdolony spokój - mruknął ponuro. Tak, byłby zdolny odsunąć na bok swoje własne zachcianki aby pod tym względem pójść jej na rękę. Kiedyś wydawało mu się to niemożliwe, ale na ten moment czuł, że mógłby ją puścić.
- To nie miało służyć pocieszaniu się - odparł, naraz mrużąc lekko oczy. Pewnie i tak jej nie przekona, ale pieprzenie się z przypadkowymi osobami i picie alkoholu nigdy nie służyło mu za środek pocieszenia. Nazwałabym to raczej wyrazem psychicznego bólu z jakim się zmagał w takich chwilach.
Dzisiaj nie chełpił się tym, że udało mu się jej dokopać. Świadomość, że nawet ją może poniżyć także nie była dla niego satysfakcjonująca. Z perspektywy czasu uważał to za całkowicie zbędne i bezsensowne, ale wówczas nie potrafił się powstrzymać. Nie i już.
- Wtedy wydawało mi się to właściwe. To było coś, co naprawdę chciałem zrobić. Tylko tamtego dnia, nigdy przedtem ani nigdy później. Wkurwiłaś mnie i chciałem żebyś zniknęła. Było podle, bo tak właśnie o Tobie wtedy myślałem - wyznał, nawet nie próbując skłamać, że było inaczej. Autentycznie uważał ją wtedy za puszczalską dziwkę, alkoholiczkę i wariatkę. Generalnie za wszystko co najgorsze na tym świecie. - Ale możesz mi wierzyć lub nie, że był to chwilowy impuls. Poniosło mnie. Wpadłem w jakiś amok by po wyrwaniu się z niego nawet nie być w stanie powiedzieć dlaczego stało się tak, a nie inaczej. Już tak mam, rozumiesz? Nie wiem o co chodzi ale okresowo popadam w jakiś popierdolony szał, którego przyczyna później wydaje mi się bezsensowna. I to mnie boli, wiesz? Nie umiem z nikim żyć w zdrowych relacjach bo prędzej czy później wszystko niszczę i nie wszyscy chcą abym to naprawił. Bo każdemu się wydaje, że w takich momentach dopiero jestem sobą. Że robię to specjalnie lub jak uważa mój ojciec, że poprzewracało mi się w dupie. Nawet nie wiesz jak bardzo tego nienawidzę. Z tej nienawiści robię to wszystko co nazywasz pocieszeniem. Wpadaniem w kłopoty. Chcę tylko ze sobą skończyć, inaczej nie umiałbym tego zrobić. Ukarać się - uciął, zaciskając lekko szczęki. W zasadzie cały czas ledwo cedził słowa przez zaciśnięte zęby, mając olbrzymie opory przed uzewnętrznianiem się, ale kiedy jeżeli nie teraz? Wyjaśnił jej nie tylko przyczyny swojego zachowania, ale również wyznał jedną z największych słabości. Naprawdę nie potrafiłby się zabić. Nigdy nie miał na to wystarczającej odwagi, dlatego wolał to zrobić pośrednio. Podpaść komuś pewnego dnia na tyle, aby już z tego nie wyjść albo złapać HIV lub inne świństwo, które zabiłoby go z czasem. W ten sposób nie czuł bliskości śmierci tak wyraźnie jak gdyby próbował odebrać sobie życie samodzielnie... Nie wpadał tak szybko w panikę, podczas której uświadamiał sobie, że tak naprawdę nie chciał ze sobą kończyć. Miotał się więc w taki sposób przez całe życie.
Niemniej nawet na chwilę się nie zająknął ani nawet nie załamał mu się głos. Nie było mu przykro. Okropnie bolało go to wszystko, ale nie przeżyłby głaskania po główce w tym momencie. Prawdopodobnie nie potrafiłby też przyjąć pomocy. Jakiekolwiek leczenie, sama myśl o nim sprawiała, że stawał się agresywny i niespokojny. Nie wierzył aby ktokolwiek potrafił mu pomóc, nie wierzył samemu sobie, że byłby w stanie nad sobą zapanować na tyle, aby leczenie przyniosło jakiekolwiek skutki. W takich chwilach jak ta teraz myślał trzeźwo, ale przez większość czasu było mu ze sobą całkiem dobrze. W końcu jakby nie patrzeć dzięki temu, jaki był, dostawał wszystko czego zapragnął. A to, że czasami wszystko tracił przez jeden głupi wybuch... Takie ryzyko.

Aaren Wayford - 2016-06-15, 11:17

Skoro była niezastąpiona to dlaczego próbował odbudować tą relację, nie pozwalał jej tak po prostu się wypalić ? Tego nie potrafiła pojąć ani zrozumieć, irytowała ją ta niewiedza jeszcze mocniej napędzając nienawiść rosnącą brunetce.
- Poradzę sobie sama, tak jak radziłam sobie przez całe życie. - zapewniła go choć sama w to nie wierzyła, potrzebowała go bardziej niż kogokolwiek. Był jej uzależnieniem, lekiem przeciwbólowym, który jako jedyny uśmierza ból istnienia z jakim zmagała się od najmłodszych lat. Wszelkie szczęśliwe chwile w dorosłym życiu wiązała właśnie z nim, jednocześnie będąc najbardziej podatna na krzywdę właśnie z jego strony.
Przemilczała jego słowa o pocieszaniu się, miała problemy z uwierzeniem w szczerość jest słów, po tylu kłamstwach ciężko jest wierzyć komu, kto przez cały czas posługuje się bezbłędnie sztuką manipulacji.
Słuchała go w skupieniu, gdy zaczął mówić, na ten moment, gdy wylewał z siebie wszystko, otwierał się przed nią, jej oblicze złagodniało. Starała się go zrozumieć, pojąć mechanizmy którymi rządziło się jego zachowanie, zauważała analogię do wielu sytuacji jakie miały miejsce w ich relacji, dopiero teraz będąc w stanie pojąć, to czego nie była w stanie wytłumaczyć sobie wcześniej. Jego wyznanie uderzyło w nią choć niejednokrotnie widziała jak potrafił się zachowywać, nie widziała w tym logiki i to wzbudzało jej czujność. A teraz, gdy wyjawił jej wszystko, tylko potwierdził jej obawy. Podobnie jak z jej psychiką, z jego też było coś nie tak.
- Tony, ja nigdy się od Ciebie nie odwróciłam. - powiedziała dużo łagodniejszym głosem od razu zastrzegając to, że na nią mógł liczyć bez względu na wszystko, choć nadal nie była skłonna przełamać się, na tyle by spojrzeć mu w oczy. - Nigdy nie potrafiłam tego zrobić ...- dokończyła nie ruszając się nawet o krok z miejsca, nie zamierzała go pocieszać nawet jeśli bolało ją to, że nie potrafi mu pomóc. Podobnie jak on, obnażała przed nim swoją słabość jaką była jego osoba.
Teraz była świadoma, że jego zachowanie rządzi się swoimi prawami, a sam brunet nie jest w stanie kontrolować się podczas takich sytuacji, jak ta we Włoszech. Nie usprawiedliwiała go, ale też próbowała zrozumieć to, że nie robił tego do końca świadomie. Jej umysł zdawał się przyjmować te informacje do siebie, ale wewnątrz wciąż czuła rozdzierający ból, zagubienie w tym wszystkim. Nie potrafiła ruszyć się z miejsca, powiedzieć nic więcej. Stała zakotwiczona w jednym miejscu, bijąc się z myślami. Szukając drogi wyjścia lub ucieczki, rozwiązania, które na tą chwilę byłoby najlepsze.

Anonymous - 2016-06-15, 12:17

Przemilczał słowa ciemnowłosej, patrząc na nią pustym i wypranym z emocji wzrokiem. To prawda, że nigdy się od niego nie odwróciła. Doceniał to na swój sposób. Nie zmieniało to jednak faktu, że równolegle darzyła go nienawiścią. W jej oczach widział pogardę, która nie znalazła się tam bez przyczyny. Z trudem przychodziło mu oddzielenie tych emocji od jeszcze jednej, bardzo istotnej - miłości idącej w parze z akceptacją. Dlatego teraz wcale nie palił się do tego, aby zbliżyć się do Aaren.
- Chciałem tylko żebyś wiedziała. Może jakoś Ci to pomoże. Zrób z tą wiedzą co chcesz - odezwał się wreszcie, najwyraźniej postanawiając wziąć odwrót. Nie miał jej nic więcej do powiedzenia i nie oczekiwał, że w parę minut podejmie decyzję co do kolejnego kroku. Ważne, że wiedziała już, że jego zachowanie nie było celowe. Może chociaż tym zdoła ją uchronić przed dalszym załamywaniem się, bo na siebie samego nic nie mógł poradzić.
- I nie gniewaj się za długo na Gerarda, chciał tylko być przyjacielem - mruknął na odchodne, po czym bez zbędnych pożegnań ustąpił, zawrócił i ruszył przed siebie. W nerwowym odruchu zaczął obmacywać kieszenie skórzanej kurtki w poszukiwaniu papierosów, które naturalnie były na swoim miejscu, ale ich zlokalizowanie okazało się trudne przez nerwy.

Aaren Wayford - 2016-06-15, 12:36

Pragnęła go znienawidzić wielokrotnie w swoim życiu, za każdym razem, gdy ranił ją i zadawał ból nawet sam nie będąc tego świadom i tak samo przy każdej ponownej próbie wymazania go ze swojego życiorysu, tym razem też poległa. Serce już dawno wybrało i jakikolwiek sprzeciw, walka ze samą sobą, nie przynosiły zamierzonych efektów. Nawet próba skierowania swoich uczuć w stronę kogoś innego, przyniosła marny skutek.
Milczała nadal, próbując odnaleźć się w tym wszystkim, podjąć decyzję. Z jednej strony miała okazję zakończyć to wszystko, nie cierpieć po raz kolejny, ale z drugiej strony czy naprawdę chciała pożegnać się z nim raz na zawsze? Czy była na to gotowa?
Gerard tak naprawdę w niczym nie zawinił, skonfrontował ich ze sobą jednocześnie pomagając w wyjaśnieniu tej chorej sytuacji. Ta rozmowa musiała się odbyć prędzej czy później i każde z nich o tym wiedziało.
Widząc jak odchodzi poczuła ból i tęsknotę, która przez cały czas trwania tej rozmowy zdawała się nie istnieć, kompletnie rozmyć w obecności mężczyzny. Kierowana impulsem, a właściwe emocjami i tym wszystkim, co składało się na jej obecny stan.
Ruszyła za nim, łapiąc go subtelnie za przedramię. - Tony...- szepnęła umacniając swój uścisk, czekając aż się obróci w jej stronę. Jeżeli tylko spojrzał jej w oczy, mógł dostrzec jak ich błękit zalewa się łzami. W tym momencie nie analizowała tego, co mówi i tego co robił. To wszystko działo się samo, tak po prostu. - Chcę żebyś wiedział, że nigdy przestanę o Ciebie walczyć...- wyznała zmniejszając pomiędzy nimi dystans, delikatnie unosząc podbródek spojrzała mu jeszcze raz głęboko w oczy, ustami muskając delikatnie jego wargi, cała tęsknotę, żal i smutek przelewając w krótki i ulotny pocałunek.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group