To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Mały maneż

Vera - 2019-09-16, 09:55

Korzystając z ładnej pogody, wybrałam się na zewnętrzny maneż, na którym zawitałam jeszcze przed wizytą w stajni. Przygotowałam go sobie do dzisiejszej jazdy, ustawiając na nim drążki w różnych konfiguracjach, co miało być dla Pei tą ciekawą częścią jazdy. Wyobrażałam sobie, że snucie się w kółko nie było tym, co by ją cieszyło, więc zdobyłam się na odrobinę kreatywności.
Pierw jednak wsiadłam, uprzednio podciągając popręg. Jeżeli Peia stała grzecznie podczas wsiadania, pogłaskałam ją po szyi przed odesłaniem łydką do stępa, w którym standardowo zaczęłam od wczucia się w jej ruch. Wodze zostawiłam póki co luźne, samymi łydkami obejmując boki klaczy i podtrzymując nimi tempo, zaś biodrami podążałam miękko za jej ruchem, ewentualnie lekko wypychając Peię, jeśli miała tendencję do snucia się.

Cassiopeia - 2019-09-16, 19:21

W drodze na maneż zajęła się szukaniem atencji u kobiety, z radością chwaląc się tym co potrafi i z jeszcze większą radością zgarniając za to pochwały. Jej popisową sztuczką na ten moment było oczywiście wywalanie języka bokiem, które opatentowała sama a widząc jak ludziom się to podoba, pokazywała to nawet przechodniom na korytarzu, w ten sposób mając z nimi jakiś kontakt. Cieszył ją niezmiernie sam dotyk człowieka i możliwość obcowania z nim, co było ciekawą odmianą wśród tylu koni w Orchardzie najczęściej nie wchodzącymi w interakcje z obcymi.
Na maneż wkroczyła pewnym krokiem, rżąc pół głosem jakby nie do końca wierzyła że są tutaj same. Przez chwilę strzygła uszami i nasłuchiwała odpowiedzi, wydając się być jak zawieszony filmik, ale ostatecznie filmik zbuforował się i klacz odżyła. Obrzuciła spojrzeniem rozstawione drągi w momencie dopinania popręgu, więc była na tyle zajęta aby nie kombinować niepotrzebnie. Czując obciążenie na lewym strzemieniu, odwróciła w tą stronę łeb kukając bystrym spojrzeniem na jeźdźca. W odpowiedzi na łydkę ruszyła stępem, od razu czyniąc ten chód energicznym. Nie wyciągała nóg, idąc jeszcze na ten moment na swój sposób, czyli stawiając na mniejsze ale szybsze kroki. Szyję wyciągnęła w dół, lekko potrząsając łbem i kierując uszy w stronę Veroniki, która naprawdę dobrze wpisywała się w jej ruch.

Vera - 2019-09-18, 21:07

Wystawiony bokiem język wywołał u mnie jednak samo rozbawienie, które nie pociągnęło za sobą chęci nakarmienia klaczy. Na kolejne smakołyki musiała sobie bardziej zasłużyć. :lol: Nie mogłam się jednak oprzeć przed 'podokuczaniem' Pei, które polegało na to, że palcem połaskotałam ją po tym języku, mając nadzieję, że nie będzie z nim tak chodzić podczas jazdy.
Siedząc już na grzbiecie Pei i jadąc stępem, postarałam się ją zmotywować do stawiania jednak nieco obszerniejszych kroków, robiąc to łydkami - wysyłałam jej zmienne impulsy, raz z lewej, raz z prawej strony, w zależności od tego, która noga klaczy wykonywała teraz ruch do przodu. To powinno ją zachęcić do lekkiego poszerzenia wykroku, a gdyby tak było, pochwaliłam ją głosem.
Po paru minutach stępa, podczas których przynajmniej dwa razy zmieniłyśmy kierunek, powoli zaczęłam nabierać wodze na kontakt, cały czas operując przy tym dosiadem i łydkami, by nie zablokować Pei przez złapanie wodzy. Mając ją już na kontakcie, upewniłam się, że jest oparta na zewnętrznej wodzy, po czym zaczęłam lepiej wykorzystywać plac, czyli kręcić po nim koła i serpentyny.

Cassiopeia - 2019-09-19, 19:50

Impuls z łydek nie spowodował przyśpieszenia czy przejścia w wyższy chód, głównie dlatego że Peia rozróżniała te dwa sygnały naprawdę dobrze. Wyczuwając dociśnięte raz po jednej, raz po drugiej stronie łydki, początkowo jedynie skierowała w tamtą stronę uszy, przez kilka następnych kroków zastanawiając się co ma z tym faktem zrobić. Po szczegółowym przetrawieniu informacji zaczęła wolniej stawiać kroki, czyniąc je natomiast coraz dłuższymi, aż wreszcie zmiana ta faktycznie była widoczna. Mimo wszystko na ten moment nie zaczęła przekraczać zadnimi kopytami śladu przednich, ledwo równając je i będąc niezwykle oszczędną w takich sprawach, choć przecież tej energii miała nad stan. Wszelkie zmiany w niższych partiach ciała były dla niej bardziej problematyczne, bo o ile koordynowała swoje ruchy bez problemu to dołami wcześniejszy właściciel aż tak się nie interesował. Podstawowe skracanie i wyciąganie miała opanowane, chociaż nie aż tak jak konie typowo ujeżdżeniowe.
Do ręki "przyszła" nie zadzierając łba i pozostając mniej więcej rozluźniona w szyi, choć znowu nie zrobiła tego na pierwsze impulsy. Ciekawość otoczenia wygrywała czasami z Verą, co skutkowało właśnie tym krótkim opóźnieniem i momentami w których Peia sama wychodziła z tego ustawienia, interesując się czymś innym. Przy odrobinie chęci ze strony kobiety, klacz wracała jednak, zaokrąglając na powrót szyję bo było to dla niej wygodniejsze niż napieranie na wędzidło. Z wyżej wspomnianego powodu na pierwszych kołach czy serpentynach nie w pełni się wyginała, czasem próbując odwrócić łeb w zupełnie inną stronę, co skutkowało natychmiastowym wyprostowaniem, bo przecież nie dało się pogodzić wygiętego kręgosłupa w jedną stronę, a łba w przeciwną. :lol: Z czasem angażowała się coraz mocniej, dokładniej wpisując się w ślad koła i tylko nieznacznie zostając zadem lub łopatką.

Amelie - 2019-12-15, 21:33

Amelie uznała, że mały maneż dla ich potrzeb całkiem wystarczy, dlatego przyprowadziła Fleau tutaj, aby oprowadzić ją po maneżu i zatrzymać w rogu. Tam docisnęła odpowiednio popręg i korzystając ze schodków znalazła się na grzbiecie klaczy. Chwyciła za wodze i zaraz dodała jej łydki, prosząc o stęp. Ich ostatni trening, czy jakakolwiek jazda na grzbiecie Fleur miała miejsce dawno temu, więc na początku Amelka dała im obu czas, aby się do siebie przyzwyczaić na nowo, pilnując jedynie tempa karej, posyłając jej czasem półparadę, aby nie usnęła przypadkiem, lub zmieniając kierunek jazdy przez przekątną. Po dwóch czy trzech okrążeniach poczuła się na tyle pewnie, że pozwoliła hanowerce na aktywniejsze i ciut żywsze tempo, a po chwili zasygnalizowała jej pierwszy zjazd w stronę środka maneżu, aby wykręcić spore koło. Na kole pilnowała równowagi i tempa, zaczęła też wyginać ją od wewnętrznej łydki na popręgu, zewnętrzną, którą cofnęła za popręg pilnowała ustawienia zadu. Wewnętrzną wodzą działała tak, aby zapewnić jej miękkie ustawienie do wewnątrz a zewnętrzną wodzą działała stabilnie i ograniczając wypadanie hanowerki łopatką na zewnątrz oraz nadmierne zgięcie. Przy tym nie pozwalała Fleau przysypiać, albo za bardzo się obijać, a po zamknięciu koła i powrocie pod ścianę kilka metrów dalej znowu zjechały na przekątną, zmieniając kierunek, aby pod długą ścianą wykonać podobne, ale mniejsze koło.
Fleau de Baian - 2019-12-15, 21:55

W drodze na maneż szła spokojnie, niemniej była podekscytowana możliwością wyjścia ze stajni. Zatrzymana w rogu, skuliła momentalnie uszy w reakcje na dopinanie popręgu, jednak pozostała w miejscu przez całe wsiadanie i ruszyła dopiero w odpowiedzi na adekwatny sygnał. Jeżeli było jej to dane, głowę niosła dość nisko, rozciągając mięśnie grzbietu i szyi, co zaczęło wpływać na to, że bardziej obciążała przody niż - jak to było oczekiwane - tył. Kroczyła aktywnie, ale nieobszernie, nieco drobiąc przez to. Wszystko to wynikało z przerwy od pracy, Fleur zwyczajnie potrzebowała chwili, żeby móc wrócić na właściwe tory, oczywiście z odpowiednią pomocą jeźdźca. Jeśli bowiem Amelie nie rozpoczęła pracy nad tym, to także na kołach karuska nie zmieniała swojego ustawienia. Na próby wygięcia w kłodzie reagowała usztywnieniem, mając dość spore problemy z odnalezieniem swojej równowagi i unormowania tempa stępa.
Amelie - 2019-12-16, 18:31

Początkowo pozwalała Fleur nieść głowę niżej, dopóki nie zaczęła przez to nadto obciążać przodów, co miało swoje efekty również podczas koła. Klacz po przerwie od treningów potrzebowała po prostu wdrożyć się na nowo w pracę i białowłosa to rozumiała. Dlatego po zamknięciu drugiego koła postanowiła dać Fleau więcej czasu na to wdrożenie, starając się ją wspomóc w znalezieniu regularnego tempa stępa, klepiąc klacz po szyi uspokajająco. Nadal wymagała od karej pewnego skupienia i zaangażowania, chcąc jak najbardziej jej pomóc w ponownym odnalezieniu się w tej sytuacji. Po chwili takiej pracy w stępie Amelie posłała karej znowu półparady, aby nieco skrócić jej wodze, dodając przy tym łydki, aby rozluźnić wodze i lekko zablokować dosiad, motywując klacz do przeniesienia ciężaru z przodu na tył, a gdy po pewnym czasie i to udało im się być może opanować zaczęła lekko nabierać wodze, licząc, że pod wpływem tych czynników de Baian przestanie się poruszać z łbem prawie przy ziemi. Zjechały na przekątną, aby zmienić kierunek a gdy po kilku chwilach klacz nadal trzymała łeb bardziej w wyższym ustawieniu Amelie posłała jej półparadę, po czym rozpoczęły wykręcanie koła. Na nim kobieta uważnie śledziła zachowanie hanowerki aby w połowie figury zacząć jej stopniowo odpuszczać wodze, zachęcając do wyciągnięcia łba i wyprostowania szyi, a następnie żucia wędzidła, a gdy zbliżały się znowu do ściany znowu zaczęła nabierać wodze na poprzednie ustawienie. Kiedy zamknęły koło Amelie pochwaliła czternastolatkę, jeśli mniej więcej poprawnie wykonała ćwiczenie.
Fleau de Baian - 2019-12-16, 22:07

Klepanie po szyi raczej na niewiele miało się zdać, bo dla hanowerki było oznaką tylko i wyłącznie pochwały i nagrody, a ku temu nie było podstaw. Nie rozpraszała się jednak jeszcze bardziej, co było dość pocieszające w tej sytuacji, która pewnie do najprostszych nie należała. Amelie miała bowiem dość ciężki orzech do zgryzienia, nawet jeśli Fleau była koniem niedominującym i prostym w "obsłudze". Półparady już były pierwszym krokiem w dobrym kierunku, bo kara przemieliła w pysku wędzidło, nieco bardziej potulnie akceptując jego działanie, chociaż o wejściu na kontakt raczej ciężko było jeszcze mówić. Potrzebowała przede wszystkim wyrazistego działania dosiadu, który miałby "zagarniać" jej zad i napychać na rękę oferującą kontakt - dopiero wtedy można było mówić o nieco lepszej pracy z jej strony, bo wręcz automatycznie zaczynała bardziej wykraczać nogami. O ile Amelie doszła do tego wniosku i zaczęła go wcielać w życie, o tyle Fleur nie sprawiała już takich problemów z wejściem w wyższe ustawienie w reakcji na skrócenie wodzy. Na przekątnej utrzymała w miarę równomierne tempo, chociaż nadal potrzebowała wspierania pracą łydek i dosiadu jeźdźca, które mogły być dzisiejszego treningu kluczowe, aby zwyczajnie nie wygasła. Na kole dość sprawnie odpowiedziała na działanie wewnętrznej łydki, wokół której zaczęła się okręcać, dzięki niemu zyskując też nieco więcej na rozluźnieniu. W trakcie żucia z ręki rzeczywiście zaczęła schodzić głową do dołu, intensywniej przeżuwając wędzidło i tym sposobem wyciągając wodze spomiędzy palców Amelie. Nawet rozluźniła przy tym mięśnie grzbietu i udało jej się zachować środek ciężkości przy zadzie, unikając w ten sposób kolejnego lecenia na przody. To zagwarantowało im bezproblemowe zebranie wodzy i powrót do poprzedniego ustawienia, za co pochwałę Baian zgarnęła z przeciągłym parsknięciem.
Amelie - 2019-12-20, 21:18

Uśmiechnęła się lekko, gdy powoli, powoli osiągała porozumienie z klaczą, zachęcając ją do prawidłowej pracy i lepiej rozumiejąc, czego kara potrzebuje, przez to dzięki odpowiedniej pracy dosiadem, napychającym ją na rękę, być może udało im się osiągnąć kontakt, niemniej Amelie nie pospieszała w tym Fleur, grunt aby koniec końców im to się udało, w koło z żuciem w ręku wyszło im już naprawdę całkiem nieźle, więc pochwała była zasłużona. Aby nieco utrwalić sobie te postępy przez jeszcze kilka minut pracowały na kołach, na początku większych, potem mniejszych, aby sprawdzić rozluźnienie Fleau. Po wykręceniu serpentyny o jednym łuku, na którym Mel dokładnie wyginała ją od łydki zmieniły znowu kierunek jazdy przez przekątną, na której to jednak przekątnej znowu zaczęła oddawać jej nieco wodzy, zachęcając do wyprostowania w przód i wyciągnięcia nieco w dół łba, aby przekątną pokonać stępem swobodnym, przy czym białowłosa pilnowała odpowiedniego tempa, zamykając klacz w łydkach, aby trzymałą się linii prostej i nie gasła. Wracając pod ścianę znowu nabrała wodze, a pokonując kawałek trasy pod ścianą znowu poćwiczyły stęp swobodny i w tym wypadku do momentu aż wszystko tutaj zadziałało jak trzeba. Kilka metrów dalej ze stępa pośredniego, dodałam jej łydki i oddałam nieco wodzy, prosząc o stęp wyciągnięty, w którym działałyśmy podobnie, dopóki Fleau nie opanowała przejść, w czym starałam się jej jak najbardziej pomóc. Powtórzyliśmy te ćwiczenia po czym posłałam jej półparadę, a następnie podałam jej łydki, prosząc o przejście do kłusa.
Fleau de Baian - 2019-12-21, 17:37

Wbrew pozorom Fleau nie potrzebowała wiele do poprawy swojej pracy, bo kiedy tylko Amelie zaczęła bardziej pracować właśnie dosiadem, klacz zaczęła zyskiwać odwagę do wejścia na kontakt. Coraz aktywniej przeżuwała wędzidło, miękko odpowiadając na jego działanie - między innymi dzięki temu koła były nareszcie rzeczywiście okrągłe, a nie kanciaste jak dotychczas. Wraz z tym zaczęła zyskiwać na płynności i rozluźnieniu, czego świetnym przykładem była serpentyna, w trakcie której zachowała rytmikę stępa, na odpowiednich odcinkach idąc wyprostowana lub wzdłuż łuku. Przede wszystkim nie gubiła tempa chodu, utrzymując go równomierny i w końcu odpowiednio angażujący ciało, głównie zad, a w końcu ten był kluczowy w skokach na takim poziomie, na jakim znajdowała się Baian. Również efekty tej pracy były widoczne przy przekątnej w stępie swobodnym, gdzie zachowała regularność i lekkie przody, głowę niosąc nisko i korzystając z możliwości rozciągnięcia mięśni. Nie oponowała też bardzo przed zebraniem wodzy i powrotem na kontakt, odzyskawszy już pełne zaufanie do ręki jeźdźca, z którym w końcu niegdyś regularnie trenowała.
Stęp wyciągnięty częściej był widziany w programach ujeżdżeniowych niż na rozgrzewkach skoczków, więc początkowo hanowerka nie odczytała dobrze pomocy i zaczęła się zwyczajnie spieszyć. Z natury miała dość obszerny stęp i jego wydłużenie przychodziło jej z większą łatwością niż skrócenie, ale nie od razu zrozumiała sygnały od Amelie. Zakłusowanie natomiast wykonała płynnie i bez jakichś przejawów ekscytacji, od razu narzucając sobie aktywne tempo kłusa.

Amelie - 2019-12-23, 15:21

Amelie była naprawdę zadowolona że Fleau udało się szybko pozbierać. Osiągnęły pewne porozumienie, a przede wszystkim dziewczyna chyba wiedziała jak ma działąć i czego potrzebuje klacz, trzymała się więc tego, za co Fleur odwdzięczyłą się naprawdę ładną pracą w stępie. Mogła nie od razu zrozumieć o co chodzi kiedy blondynka poprosiła ją o stęp wyciągnięty, ale w końcu to załapała. To ćwiczenie z resztą nie trwało długo, po czym przeszły dość płynnie do kłusa. Kobieta byłą przygotowana, aby w razie konieczności nieco przyhamować hanowerkę w tempie, ale jak się okazało, nie było takiej potrzeby, bo klacz właściwie od razu obrała aktywne tempo, które jednak w zupełności odpowiadało też Mel, tak więc pilnowała aby klacz w tym tempie pozostała. Przez pierwsze dwa - trzy okrążenia Halley jedynie posyłała Baian półparady, albo prowadziła po przekątnych, żeby zmienić kierunek jazdy. W końcu postawiła na ciut ambitniejsze zadanie, skręcając w stronę środka maneżu, na pierwsze, całkiem spore koło w kłusie. Na nim głównie koncentrowała się, aby Fleau zachowała dobrą pracę na kołach, jaką jej pokazywała w stępie, i zachowała równe, aktywne tempo w obecnym chodzie, wyginać ją od wewnętrznej łydki na popręgu, zewnętrzną, cofnęła za popręg, aby pilnowała ustawienia zadu. Wewnętrzną wodzą zapewniała jej miękkie ustawienie do wewnątrz a zewnętrzną wodzą działała stabilnie i ograniczając wypadanie łopatką na zewnątrz oraz nadmierne zgięcie. Po zamknięciu koła kawałek dalej na tą samą stronę wykręciły drugie, 10 metrowe koło, a gdy Niemka była zadowolona z tych figur zmieniły kierunek przez przekątną, aby podobne koła wykręcić na drugą stronę.
Fleau de Baian - 2019-12-24, 19:42

Przez pierwsze dwa okrążenia w kłusie Fleur miała okazję wypracować sobie odpowiednie tempo i przyzwyczaić się do stylu jazdy Amelie czy może bardziej - przypomnieć go sobie. Na jej pomoce odpowiadała poprawnie, pozostając wyprostowaną na danych odcinkach lub bardzo delikatnie wyginając się w narożnikach, utrzymując przy tym jednostajne, choć aktywne tempo. Przez coraz intensywniejsze żucie kiełzna zaczynała się mocniej pienić, nie mając już większego problemu z utrzymaniem kontaktu, a dzięki temu też wyjeżdżała dobrze kolejne koła, na których nie traciła impulsu ani rozluźnienia, a wręcz przeciwnie - stopniowo zaczynała rozgrzewać wszystkie partie mięśni, dzięki częstym zmianom kierunków robiąc to równomiernie. Poprzednie spięcia zaczynały odchodzić w niepamięć, wraz z kolejną woltą stawała się jeszcze bardziej przepuszczalna w łopatkach, a jej kroki zdawały się zyskiwać na lekkości, wychodząc wyraźnie od zadu. Nieco bardziej usztywniona wydawała się być przy jeździe na jej słabszą, lewą stronę, ale nie było to na tyle uporczywe, żeby Amelie musiała z tym walczyć dłużej niż używać nieco mocniejszych sygnałów.
Amelie - 2019-12-25, 19:53

Naprawdę była zadowolona z pracy jaką prezentowała w tej chwili Fleau, krocząc aktywnym, ale równym kłusem, na figurach dokładnie się wyginając, pokazując swoje rozluźnienie i przepuszczalność w łopatkach. Tak więc Amelie nie miała na co narzekać, a wręcz przeciwnie. Co prawda Fleur wydawała się bardziej usztywniona przy wyginaniu się na drugą stronę, ale Ameie przynajmniej kiedyś znała ją na tyle dobrze, by wiedzieć czemu to przypisać i jedynie zastosować nieco mocniejsze pomoce.
Po wykręceniu ostatniego koła na drugą stronę kawałek dalej znowu odbili w stronę środka obiektu na serpentynę o jednym kole. Wciąż pilnowała równego, aktywnego kłusa, nie zapominając o półparadach, prowadząc ją najpierw precyzyjnie po prostej, aby z równą dokładnością wygiąć karą na łuku od wewnętrznej łydki, zewnętrzną cofając za popręg. Jeśli serpentynę wykonały już bez żadnych usztywnień, to znowu zmieniły kierunek jazdy przez przekątną, a po powrocie pod ścianę blondynka znowu skorzystała z półparady, aby dodać łydki do jej boków, i oddać jej odpowiednią ilość wodzy, prosząc o kłus pośredni i oczekując od hanowerki lekkiego przyspieszenia i wyciągnięcia kroku, a gdy to ćwiczenie się udało, poprosiła ją z kolei na zasadzie podobnych pomocy o kłus wyciągnięty. Znowu zmienili kierunek jazdy, aby powtórzyć to ćwiczenie i ewentualnie uporać się z jakimiś błędami, lub trudnościami, które mogły się pojawić. Na koniec wróciły do roboczego kłusa, aby znowu odbić w kierunku środka maneżu. Halley znowu zaczęła wykręcać z Baian koło, tym razem większe, znowu będąc w jego połowie zaczęła odpuszczać wodze zachęcając klacz do pójścia za jej ruchem i przemielenia wędzidła w pysku, co na razie klacz czyniła dość chętnie, aby przed zamknięciem koło znowu stopniowo nabrać wodze na kontakt i wrócić do poprzedniego ustawienia, raz jeszcze sprawdzając jej rozluźnienie, po czym po kolejnej półparadzie dodała jej łydki do galopu.

Fleau de Baian - 2019-12-27, 21:29

Serpentyna była miłym urozmaiceniem w ich rozgrzewce, wymagającym zarówno od konia, jak i jeźdźca nieco więcej skupienia i umiejętności połączenia pracy w wygięciu i wyprostowaniu. Kosztowało ją to sporo skupienia, ale ostatecznie przeszła całą serpentynę poprawnie i bez usztywnień, zyskując zamiast tego na rozluźnieniu i podstawiając zad. W następnej kolejności wyjechały na przekątną, z pomocą której zmieniły kierunek jazdy, żeby na - zakładam - długiej ścianie przejść do kłusa pośredniego. Korzystając z aktywizujących pomocy, Fleur zapracowała mocniej zadem i wydłużyła stopniowo swój krok, zyskując przy tym nieco na prędkości, która wynikała wyłącznie z większego krycia terenu, a nie szybszego stawiania kroków. Na kolejnej długiej ścianie zaprezentowała już pełne wyciągnięcie, w którym nos wysunęła lekko do przodu, opierając się na ręce kobiety i pracując mocniej ciałem. Ślady tyłów przekraczały widocznie przednie, chociaż tymi nie wymachiwała niepotrzebnie, a jedynie bardziej akcentowała dłuższy wykrok. Wraz z końcem ściany skróciła się w miarę płynnie, a w trakcie powtórzenia całej sekwencji z przekątną zachowywała podobną karność, nie przywołując już większych kłopotów w pracy z Amelie, bo wyciągnięcia raczej nie stanowiły dla niej większego problemu, choć siłą rzeczy nie dało się ich zaliczyć do takich, jakie dało się zauważyć u ujeżdżeniowców.
Następnie zjechała na kolejne, obszerne koło, na którym wygięła się delikatnie wokół wewnętrznej łydki kobiety, a wraz ze stopniowym wypuszczaniem wodzy podążyła za nimi. Żując wędzidło w pysku, wyciągała głowę do dołu, a wraz z tym wodze spomiędzy palców Amelie, rozciągając górne partie mięśni. Zebranie wodzy z powrotem na kontakt miało być ostatecznym sprawdzeniem nastawienia klaczy na pomoce, ale wbrew pozorom uczyniła je płynnym i uniknęła kolejnych spięć ze swojej strony, gładko wchodząc z powrotem w wyższe ustawienie. Zagalopowanie wykonała bez większych emocji, które nawet jeśli jej towarzyszyły, zachowywała dla siebie.

Amelie - 2019-12-28, 20:48

Po całkiem udanej pracy w kłusie przeszły do galopu. Zagalopowanie wyszło płynnie, a kobieta byłą przygotowana na konieczność lekkiego wstrzymania Fleau w tempie, taka okoliczność jednak nie zaszła, bo klacz wydawała się w równym stopniu spokojna, co w niższym chodzie. Pierwsze dwa - trzy okrążenia w galopie poświęciła na luźny galop, pozwalając Baian na nieco aktywniejsze tempo, jeśli tylko miała ochotę, ale czuwała też nad zachowaniem zdrowego rozsądku przez klacz. Wysyłała jej półparady, po czym wyjechały na przekątną, na której pilnowała ją w łydkach, aby pod ścianą po kilku metrach znowu zakręcić na pierwsze, spore koło, przykuwając na nim więcej uwagi do równego tempa i harmonii, ale nadal odpowiednio wyginając karą od wewnętrznej łydki, by cofnąć zewnętrzną za popręg, tak aby pilnowała zadu. Po zamknięciu tego koła zmieniły znowu kierunek przez przekątną, aby tam wykręcić dwa kolejne, jedno duże, drugie małe. Rozgrzewkę na kołach dopełniło powtórzenie małego koła na drugą stronę. Oczywiście aktywnie posyłała jej skupiające półparady, a po jednej z nich zaczęły wykręcać serpentynę o jednym łuku w galopie, wiedząc, że ta wymagała od niej jeszcze więcej zaangażowania. Po udanej serpentynie pochwaliła krótko hanowerkę, a po chwili spokojnego galopu, znowu dodała jej łydki i oddała odpowiednią ilość wodzy, motywując ją do galopu pośredniego, z lekkim, ale zauważalnym wyciągnięciem kroku i jeszcze aktywniejszą pracą zadu, by po kilku metrach z zastosowaniem podobnych pomocy oprosić ją o galop wyciągnięty, aby na koniec, po wyjechaniu przekątnej powtórzyć te ćwiczenia i wyjechać na nowe koło, cały czas pilnując stałego tempa i zachowania odpowiedniego rysunku koła, aby i w galopie, w połowie koła zacząć odpuszczać wodze i zachęcając Fleur do zejścia w dół, wyciągnięcia i wyprostowania szyi, zachęcając ją do żucia wędzidła, aby przed zamknięciem koła nabrać wodze z powrotem na kontakt. Jeśli i tym razem całe to ćwiczenie poszło gładko, pochwaliła znów klacz, posłała jej nową półparadę i dodała impuls z pomocą łydek, a po podstawieniu przez klacz tylnych kłód pod nogę zaraz narzuciła jej barierę z odpowiedniego działania dosiadu i wędzidła, prosząc najpierw o zwolnienie do kłusu, a potem do stępa, na krótki odpoczynek po rozgrzewce. W tym czasie stajennego, który pojawił się na obiekcie poprosiła o ułożenie drągów, a gdy były gotowe odesłała Fleau do kłusa.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group