Z zadowoleniem przyjmował mizianie od właściciela, sam obdarowując go lekkim łapaniem w chrapy jego bluzki. Wykorzystał także możliwość sporego koła, idąc bardzo aktywnym tempem, z lekko podstawionym zadem, niosąc głowę bardzo, bardzo wysoko. Uszami skakał po wszystkim wokół, interesując się Heniem, Ruth i innymi, ale z drugiej strony reagował też na Setha, jego głos i sygnały.
Cicho prychał czasami, gdyż gorące powietrze i piasek drażniły jego chrapy, ale było to całkowicie naturalne i Amerykanin, jako weterynarz, nie powinien się tym martwić.
Miał piękny chód, lekki i skoczny, pełen energii. Reagował bardzo szybko na wszelkie pomoce, tym samym też szybko uspokoił swój temperament, idąc już spokojniej, ale dalej aktywnie.Audrey - 2019-08-13, 17:32 Mimo wszystko Audrey wolała zachować ostrożność, bo tego właśnie nauczyła jej praca - każdy koń był inny i po każdym mogła się spodziewać wszystkiego. To chociaż trochę zawężało możliwość upadku, a to z kolei w zupełności ją satysfakcjonowało i pozwalało spać w nocy.
Początkowo zapomniało jej się o przypominaniu klaczy o pracy zadu w kłusie, ale znowu spotykając się z tym problemem, wróciła do "zagarniania" go dosiadem, zaczynając też pracę na łukach. Początkowo po prostu przykładała większą uwagę do głębokiego wyjeżdżania narożników, potem angażując coraz mniejsze koła, zaczynając od 20 metrów. Aktywną pracą obustronnych pomocy nakłaniała ją do coraz ciaśniejszych figur, niedługo potem wprowadzając też pierwsze przejścia do stępa i zatrzymania z kłusa. Po kilku minutach takiej pracy skręciła na przekątną, poprzedzając to wyraźną półparadą, aby na samej prostej otworzyć nieznacznie palce przy aktywizującej pracy łydek mającej na celu zachęcić kasztanowatą do poszerzenia ram, na początku oczywiście nie oczekując od niej niczego spektakularnego. Ważne dla niej było to, żeby pracowała całym ciałem i wykraczała również tylnymi nogami. Wraz ze zbliżaniem się do narożnika zaczęła ją stopniowo skracać, chcąc zjechać na ścianę już w kłusie roboczym i tam poklepać ją lekko po szyi w ramach pochwały.Dies'irae - 2019-08-14, 15:52 Kiedy jej aktywność nie była podpierana, kasztanka zaczynała się stopniowo usztywniać w górnej linii, co dało się względnie szybko zażegnać właśnie działaniem łydki, postawy podczas anglezowania oraz łuków, na których musiała pracować. Stopniowo coraz lepiej i swobodniej wyginała się wokół wewnętrznej łydki amazonki, śmielej też opierała się na wędzidle które od czasu do czasu przeżuwała. Sunęła miękkim kłusem po rozmaitych figurach, na które prowadziła ją kobieta i przy tym utwierdzało się jej oparcie na pomocach. Przyjemnie dawała prowadzić się zewnętrzną wodzą i dzięki temu szła coraz bardziej rozluźniona, co pozytywnie wpłynęło na przebieg przejść, nawet jeśli pierwsze z nich wypadały lekko opóźnione. Dies bowiem potrzebowała na obudzenie się kilku naprawdę wprawnych, wyraźnych półparad zanim zaczynała wsłuchiwać się także w subtelniejsze sygnały - wtedy już schodziła do niższego chodu czy zatrzymania jak na wciśnięcie guzika, bo też niejako spodziewała się dalszych pomocy po lekko wstrzymującym uprzedzeniu.
Wychodząc z narożnika odczuła inny "nastrój" półparady, po której niejako oddała się aktywizującym pomocom, w efekcie wydłużając sylwetkę. Dłuższym krokom towarzyszyło też rozpoznawalne, choć nie za duże przyspieszenie, a kobyła pozostawała w równowadze opartej na tylnych nogach tylko, jeśli sylwetka bereiterki się nie rozpadła i o ile nie zostało Holenderce oddane zbyt dużo wodzy. Wtedy też była w stanie harmonijnie się skrócić do wyjściowego tempa. Jeśli jednak zabrakło konsekwencji i umiejętności ze strony rudowłosej, klacz rozlazła się i opadła ciężarem na przednie nogi, w efekcie tylko już spiesząc i mając problemy, aby się sprawnie pozbierać przed powrotem na ścianę bez wyraźnego spięcia.Audrey - 2019-08-15, 00:45 Rudowłosa starała się stosować kolejne sygnały w jak najbardziej klarowny sposób, a jednocześnie swoją postawą nie zagłuszać tego. W szczególności dbała o to w trakcie dodania na przekątnej, nie chcąc wybić z równowagi pracującą klacz, której oferowała oparcie na odpowiednio długich wodzach tak, żeby było jej zwyczajnie wygodnie. Audrey była całkiem zadowolona z efektu, ale na razie nie pozwalała sobie na przedwczesną radość. Chcąc mieć dobrze rozgrzanego konia w kłusie przed przejściem do galopu, zjechała na węzyk o dwóch łukach na długiej ścianie, znowu dbając na nich o adekwatne wygięcie i zachowanie równomiernego, regularnego chodu. W następnej kolejności skierowała ją na środkową linię, z której odbiła na serpentynę, gdzie już dużo większą uwagę przyłożyła do postawy ich obu. Kasztanowatą ustawiała z pomocą wewnętrznej łydki na popręgu zachęcającej do zgięcia i zewnętrznej cofniętej, pilnującej zadu, z podobną pomocą wodzy. Z kolei na prostych wyrównywała obie wodze i przestawiała łydki, przygotowując się do zgięcia w drugą stronę. Ze swojej strony uważała na to, aby nie przechylać się w siodle, w szczególności biodra trzymając stabilnie. Po bardziej lub mniej prawidłowym wyjechaniu figury i powrocie na ścianę, dała jej pół minuty w stępie na odsapnięcie. Kiedy oddech Dies nieco się unormował, zakłusowała, aby po paru krokach w narożniku przesunąć łydkę za popręg i wypchnąć ją do galopu na krótkiej ścianie. Głęboko wyjechała narożnik, zginając klacz w kłodzie i ustawiając delikatnie wewnętrzną wodzą, podobnie jak dalej, gdzie w połowie ściany zjechała na obszerne koło.Dies'irae - 2019-08-16, 12:09 Dzięki wcześniejszym łukom i częstym zmianom kierunku nie miała zbytnio problemów z odnalezieniem się na wężyku, podczas którego aż cztery razy musiała zmieniać kierunek wygięcia. Nieprzerwanie od skrócenia z powrotem do roboczego tempa prezentowała równy, sprężysty chód z lekką akcją przednich nóg, co sprawiało wrażenie, jakoby Dies płynęła po obiekcie. Odbiwszy na serpentynę spisywała się równie dobrze, nie mając problemu z płynnym prostowaniem się na odcinkach pomiędzy kolejnymi łukami serpentyny. Jedynie czasem, gdyby łuki te miały być nieregularne lub po prostu ciasne, wytracała lekko tempo i zaangażowanie, no chyba, że Audrey pozostawała czujna i obecna z podparciem od wewnętrznej łydki. Po zakończeniu figury miękko zeszła do niższego chodu i skorzystała z okazji na wydłużenie w dół szyi podczas gdy miała też okazję na spokojnie złapać nieco głębszy oddech. Do galopu, oczywiście po uprzednim zakłusowaniu w stylu już wcześniej wypracowanym, przeszła bardzo dynamicznie, niemal spiesząc się na początku. Miała predyspozycje do bardzo okrągłej i przy tym obszernej galopady, dlatego nie tak łatwo było ją na dzień dobry wcisnąć w narożnik. Kobyła owszem, szła w ustawieniu i delikatnym wygięciu, ale miała przy tym bardzo wyrazisty, mocny galop, którym sunęła najpierw po krótkiej ścianie a później po kole, początkowo na pewno znacznie kołysząc amazonką. Wynikało to z niejakiego spięcia klaczy w tym właśnie chodzie, bo trochę zbyt często była w nim trzymana, zamiast jechana do przodu i zbierana do bardziej zwartej sylwetki i spokojniejszego tempa prawidłową pracą dosiadu "od tyłu do ręki". Potrzebowałaby więc dłuższej chwili, ba, przynajmniej kilku sesji treningowych na porządne rozjechanie jej do przodu i późniejsze zbieranie jej ciałą do bardziej zwartej formy, aby móc mówić o wyraźnej poprawie. Na ten moment mała zmiana na lepsze była możliwa, ale też nie byłoby to zupełne rozwiązanie problemu.Audrey - 2019-08-17, 01:39 W rzeczy samej kobieta nie spodziewała się aż tak mocnej dynamiki galopu klaczy, przez co początkowo miała dość spore problemy z wysiedzeniem w siodle, bujana w rytm jej kroków. Mimo wszystko nie próbowała jej na siłę przytrzymywać, do nieco bardziej przyzwoitego galopu próbując dojść bardziej przez kreślenie łuków, które miały ją nieco wyhamować. Tutaj znowu pamiętała o tym, żeby upominać Dies o pracy zadu, który nijako podbierała biodrami, zachęcając ją też do tego, by bardziej ufnie opierała się na kiełźnie i szukała kontaktu. Pierwsze koła w rzeczy samej nie należały do wąskich, ale jeśli tylko udało im się wynegocjować nieco bardziej ludzkie tempo, ruda po jednym z kół odbiła na ósemkę. W jej środku zainicjowała lotną zmianę nogi, wyraźnie przestawiając pomoce na drugą stronę i w zasadzie przygotowana na to, że mogła przy tym być nieco bardziej wyrzucona z siodle. Na samym łuku aktywnie pracowała wewnętrzną łydką, motywując kasztankę do zgięcia się. Następnie z pomocą przekątnej zmieniła kierunek jazdy, na środku maneżu obciążając bardziej grzbiet konia z równoczesnym lekkim napięciem ud tak, aby zwolniła do kłusa. W nim wjechała na długą ścianę, na której paroma półparadami zaskarbiła sobie więcej skupienia Irae. Wszystko to po to, bo wraz z przekroczeniem połowy ściany zewnętrzną łydką zaczęła delikatnie wpychać kasztankę do wewnątrz, wodzami z kolei ustawiając głowę w stronę żywopłotu. Uważała na to, żeby sam koń pozostawał wyprostowany, a także krzyżował obie pary nóg. W razie potrzeby pomogła sobie batem, którego końcówką lekko musnęła jej zad, upominając o odpowiedniej pracy. Usatysfakcjonować miało ją chociaż parę prawidłowych kroczków, po których wyprostowała ją i poprowadziła na wprost.Dies'irae - 2019-08-17, 09:59 Można powiedzieć, że praca dosiadu i łydek na łukach skłaniała kasztankę do bardziej dokładnej pracy zadem, co przełożyło się na bardziej stonowane tempo oraz większe zaokrąglenie. Stopniowo Audrey mogła się przyzwyczaić do nadal jeszcze sztywnego galopu klaczy, aczkolwiek na pewno pchanie się tylnymi nogami przekładające się na okrągłość sylwetki na dłuższą metę przynosiło pożądane efekty. Może nie spektakularne, ale jak mówiłam, nie wszystkie zmiany możliwe są od razu. Zaraz miało się też okazać, że inne rzeczy też jeszcze nie są możliwe. Choć spokojniejsza, to jednak nadal trochę zblokowana Holenderka została niejako zaskoczona pomocami, na które do tej pory nie kazano jej odpowiadać z galopu. Głównie przez to, że nie szła w pełni luźno, nie zmieniła nogi, głową także nie będąc gotową na takie elementy. Przyspieszyła za to znowu mocniej się spinając i amazonka musiała ją prędko sprowadzić albo na łuk jednak nadal w tę samą stronę, albo prędko do kłusa, po uspokojeniu którego panie byłyby w stanie zagalopować na drugą nogę. Tak czy siak, jednym bądź drugim sposobem kobyła dała się doprowadzić do względnie podobnego stanu wewnętrznej równowagi jak jeszcze przed nieudaną próbą lotnej by po galopie na drugą stronę przejść z powrotem do niższego chodu, w którym to cechowała się większą plastycznością. Po kilku półparadach jej skupienie wzrosło i bezbłędnie odczytała intencje Audrey, choć może pomoce okazały się nie w pełni kompletne. Ruszyła w ustępowaniu do wewnątrz, idąc jednak dość sztywno i nierówno, bo brakowało jej pewnego prowadzenia łopatki wewnętrzną wodzą, która w nowym ustawieniu stała się dla Dies'irae tą zewnętrzną. Oczywiście element został wykonany i kasztanka wkrótce powróciła do ruchu przed siebie, ale gdyby kobieta zechciała ponawiać ćwiczenie, powinna była po kilku półparadach najpierw ją przestawić i za pomocą zewnętrznej łydki upewnić na prowadzeniu przeciwległej wodzy.Audrey - 2019-08-17, 18:16 Kobieta nie zraziła się tym, że zmiana nie wyszła, w zasadzie bardziej obwiniając się o to samą siebie niż kasztankę. Bardziej zatroskało ją nagłe spięcie, na które nie mogła pozostać obojętna. Tym razem zdecydowała się na dokończenie koła w tym samym kierunku, chociaż tym razem na nieco mniejszej średnicy, która miała nieco bardziej zająć klacz i utrudnić pędzenie do przodu. Ze swojej strony natomiast pilnowała tego, żeby zewnętrzna wodza pozostawała napięta i dawała jej oparcie, wewnętrzną działając bardziej rozluźniająco.
Po ustępowaniu zjechała na krótką ścianę, a następnie długą, żeby tutaj ponowić próbę z ustępowaniem, tym razem z głową przy ścianie i zadem do wewnątrz, nauczona poprzednimi błędami. Siedząc prosto, wykonała półparadę, chwilę po której zewnętrzną wodzą, która teraz stała się wewnętrzną, subtelnie pulsacyjnym działaniem zginała ją w potylicy, prawą utrzymując napiętą. Cofnęła lewą łydkę za popręg (przy założeniu, że jechały w prawo) i delikatnie prosiła o ruch w bok, a także nastawiać na prawą wodzę, drugą nogą z kolei ograniczając jego nadmierność. Tutaj znowu miała się zadowolić paroma krokami, nie chciała zafiksować klaczy na jednym ćwiczeniu i wyprostowawszy ją, przejechała parę metrów w kłusie roboczym. W połowie krótkiej ściany znowu zagalopowała, teraz już dobrze pamiętając o obszernej foule Holenderki, którą dalej jechała bardziej od zadu. Głęboko wyjechała narożnik i po wyprostowaniu po nim z pomocą kolejnej półparady przygotowała ją na następny element, jakim miał być wężyk o jednym łuku. Skupiła się jednak na tym, żeby przy powrocie na ścianę nie zmieniać nogi prowadzącej, co wyraźnie podkreśliła pozostawieniem zewnętrznej łydki lekko za popręgiem.Dies'irae - 2019-08-19, 11:31 Płynąc tak dalej sprężystym, lekkim kłusem, w reakcji na półparadę znów skupiła się na pomocach, które po chwili miały nadejść. Audrey mogła się wręcz zdziwić, jak płynnie i pewnie kasztanka przesunęła zad do środka, pozostając wyprostowana w kłodzie i wyraźnie krzyżując nogi, aby taki układ był możliwy. Lepsze prowadzenie na prawej wodzy zaowocowało równo idącą w przód-bok łopatką przy jednoczesnym swobodnym ustawieniu głowy w stronę przeciwną do ruchu. Wyglądało to tak, jakby obie panie się wcześniej umówiły na wykonanie elementu dokładnie w tym miejscu i posłuszna Dies momentalnie do niego przeszła, wyłapując pomoce. Było w tym coś z typowego dla niej zgadywania, skoro wcześniej już podeszły do ustępowania, aczkolwiek inne podejście, bo wzdłuż ściany, nie sprowokowało kobyły do samowolnej próby rozpoczęcia. Posłusznie powróciła zadem na ten ślad, po którym poruszały się jej przednie nogi i równym krokiem dotarła do miejsca, w którym została ponownie postawiona przed pomocami do zagalopowania. Chętnie i energicznie weszła w wyższy chód, zdradzając teraz trochę większe rozluźnienie. Dzięki temu też nie gotowała się przy spłynięciu ze ściany w wygięciu do wewnątrz ani nawet podczas wybrzuszenia łuku, na którym równowaga mogłaby jej podpowiadać zmianę nogi albo "upadek" do kłusa. Co to, to nie, Holenderka pozostała w galopie na tę samą nogę, dając sobą powodować bez spięcia, oczywiście wyczuwalnie wkładając więcej pracy w utrzymanie równowagi i lekko przyspieszając. Gdyby amazonka chciała tego uniknąć przy kolejnym przyspieszeniu, powinna myśleć wręcz o galopie zebranym, choć takiego od kobyły nie musiała wymagać, starczyło jedynie, aby skupiała się na utrzymaniu krótkiej, zwartej i okrągłej sylwetki u kasztanki przy wyraźnym podtrzymaniu wewnętrzną łydką, aby nie próbowała zgasnąć przy wzroście wymagań. Niemniej teraz, za wyjątkiem lekkiego tylko rozsypania i przyspieszenia, ćwiczenie zostało wykonane całkiem poprawnie i kobyła parsknęła przeciągle, powracając w galopie na ścianę.Audrey - 2019-08-19, 19:25 Książkowo wykonane ustępowanie nie zostało bez odzewu ze strony kobiety - entuzjastycznie pochwaliła Dies zarówno głosowo, jak i klepiąc po szyi z wewnętrznej strony, a na jej twarzy znowu pojawił się promienny uśmiech. Podobnie było po wężyku w galopie, chociaż ten nie wyszedł już tak perfekcyjnie. Mimo to po jego zakończeniu wjechała na krótką ścianę, dbając o głębokie wyjechanie narożnika, chociaż myślami już podążała dalej. Zaraz zjechała na przekątną, sygnalizując to następną półparadą. Tuż po wyprostowaniu kasztanowatej na linii, zaczęła mocniej działać dosiadem przy ciągłej aktywizującej pracy łydek. Jednocześnie odrobinę przesunęła nadgarstki do przodu, pozwalając Dies na delikatne wyciągnięcie szyi w trakcie wydłużenia kroku w galopie. Nie rzucała jednak rąk na oślep, uważając na to, aby utrzymać kontakt, przygotowana na to, że w trakcie tego ćwiczenia koń będzie się nieco bardziej opierał na nim. Parę metrów za środkiem maneżu zaczęła ją z powrotem skracać tak, żeby przed końcem przekątnej wrócić do galopu pośredniego, a w zasadzie kontrgalopu, bo znowu pilnowała niezmieniania nogi w trakcie zmiany kierunku. Dopiero po powrocie na krótką ścianę zwolniła ją do kłusa, a parę metrów dalej do stępa. Oddała jej wodze i znowu dała chwilę czy dwie na odpoczynek, słysząc już o tym, że nie była w regularnym treningu, tak więc nie chciała jej zanadto przemęczać.
Po upływie minuty czy dwóch zebrała wodze, ale nie decydowała się jeszcze na przejście w wyższy chód. Zamiast tego zjechała na linii środkowej kolejną ósemkę, wewnętrzną łydką aktywnie pracując nad wygięciem, podobnie jak wodzą, którą regulowała średnicę figury. Pilnowała jednak tego, aby nie nadużywać jej, prowadząc klacz głównie na zewnętrznej, która teraz za zadanie miała również pilnowanie zbyt mocnego zgięcia, które miałoby poskutkować wypadaniem łopatką. Będąc jeszcze na linii połówkowej, wróciła na ścianę ustępowaniem, gdzie pomoce w zasadzie nie zmieniały się od poprzednich.Dies'irae - 2019-08-21, 10:47 Słysząc i czując pochwałę odchyliła wewnętrzne ucho wyraźniej w stronę dziewczyny, w ten sposób dając znać, że nie ignoruje miłego gestu z jej strony. Nie wydawała się przyjmować tego z entuzjazmem, ale pewnym było, że sobie to zapamięta. Nadal w okrągłym galopie pozostawała całkiem spokojna i elastyczna, więc dała się wepchnąć do narożnika w którym wygięła się należycie wokół wewnętrznej łydki amazonki. Wyjeżdżając już na przekątną pozostawała czujna, po półparadzie oczekując kolejnych sygnałów. Czując więc pomoce mówiące wyraźnie "idź do przodu" niemal momentalnie popchnęła się mocniej zadem do poszerzenia galopady, odnajdując więcej miejsca dla szyi wyciągnęła ją nieznacznie, wychylając przy tym nos przed pion i tym samym pozostając przy tym oparta na wędzidle. Nie zatraciła tendencji pod górkę i nie uwiesiła się na ręce, dzięki czemu Audrey nie musiała aż tak intensywnymi sygnałami jej skracać, bo zareagowała poprawnie na już pierwsze skracające półparady. Pozwoliło to na wystarczająco płynny powrót do bazowego tempa, trochę jednak zbyt otwartego jak na kontrgalop w pełnej równowadze. Niemniej Dies nie zgasła, choć przez najbliższy narożnik trochę "przewiosłowała", a kiedy nadszedł czas na przejście do kłusa, można powiedzieć, że do niego spadła, na kilka pierwszych kroków opadając ciężarem na przednie nogi i trochę za bardzo spiesząc. Względnie się odnalazła jeszcze przed przejściem do stępa by w nim prawie od razu wrzucić na luz i wyciągnąć szyję przy oddaniu wodzy. Nie zwykła się nakręcać przy jakichś niepowodzeniach i dzisiejszy dzień nie stanowił wyjątku, bo kasztanka pozostała spokojna na głowie i skorzystała z przerwy na odpoczynek. Praca w galopie, dobrze przeprowadzona, potrafiła świetnie na nią działać, gorzej, jeśli była nie w pełni umiejętna, ale rudowłosej szło z nią naprawdę nieźle mimo, że nie wszystko wychodziło perfekcyjnie.
Kiedy wodze zostały ponownie nabrane, Holenderka już myślała, że "zaraz się zacznie" i przyspieszyła, na moment się spinając i chcąc już wejść w kłus. Audrey musiała ją jednak przystopować i przepracować jej spięcie wyraźniejszą łydką i dosiadem, jednocześnie czekając na ponowne dojście kobyły do przymkniętej ręki, aby jej sylwetka ponownie się zaokrągliła w uspokojonym stępie. Klacz zaraz płynnie zjechała na linię środkową i z niej na pierwszy łuk z ósemki, na nim odnajdując oparcie na zewnętrznej wodzy dzięki pracy wewnętrznej łydki. Raz bardziej nerwowo przeżuła wędzidło, zaraz jednak powracając do wyważonego przeżuwania, podczas kiedy kobieta kazała jej się dalej wyginać. Do ustępowania odbiła jak wystrzał z armaty, nie traciła impulsu a przy tym wyraźnie krzyżowała nogi, będąc wyprostowana w kłodzie i delikatnie ustawiona przeciwnie do kierunku ruchu. Odnalazłszy się na ścianie pewnie ruszyła przed siebie nie tracąc równowagi ani tempa czy zaangażowania w ruch.Audrey - 2019-08-21, 18:57 Treningi były od szlifowania umiejętności, tak więc Audrey również nie zrażała się tym, jeśli coś miało im nie wyjść, a cierpliwie dążyła do poprawienia. Może sama nie miała wielkich umiejętności, ale teraz zdawały się wystarczać na tyle, na ile potrzebowała. Z początku miały problem w ustępowaniu, tymczasem teraz szło im to wręcz wyśmienicie, a to wystarczało rudowłosej w zupełności. Wkrótce zakłusowała na powrót, w tym kłusie przejeżdżając połowę maneżu, po której zjechała na przekątną, tam również aktywizując ją dosiadem i łydkami. Tym razem jednak oczekiwała nieco mocniejszego wydłużenia, oferując wraz z tym nieco więcej wodzy na kontakcie. Sama pilnowała swojego wyprostowania i zgrania się z ruchem klaczy, którą skróciła przed zjechaniem z powrotem na krótką ścianę. Tam z kolei z pomocą kolejnych półparad zabiegła o jej dalsze skupienie, bo zaraz zaczęła bardzo delikatnie i z wyczuciem skracać wodze przy ciągłym impulsie łydek, oczekując skrócenia, naturalnie na krótkim odcinku, bowiem była świadoma tego, że Dies nie jest w najlepszej kondycji i nie chciała jej przemęczać. Po bardziej lub mniej udanej próbie kłusa zebranego pochwaliła ją i wyjechała narożnik, w połowie ściany zjeżdżając na dwudziestometrowe koło. Na nim bardzo stopniowo zaczęła wypuszczać wodze spomiędzy palców, jednocześnie wykonując drobne półparadki i w ten sposób zachęcając kasztankę do zejścia nosem do dołu. W trakcie koła także uważała na jego kształt, tym razem polegając głównie na swoim dosiadzie i łydkach. Nie przekrzywiała bioder, a jedynie mocniej obciążyła wewnętrzną stronę, tą samą łydką pracując nad delikatnym zgięciem. Po zakończeniu koła i żuciu trzymała już prawie za samą końcówkę wodzy, w tym niskim ustawieniu pokonując jeszcze dobrych kilkanaście metrów. Uważała przy tym na to, aby kłus Holenderki dalej był aktywny, choć raczej nie mogła liczyć już na takie zaangażowanie. Mimo to była zadowolona z tej pracy, a parę minut później zwolniła Dies do stępa i dała dobre pół godziny na rozstępowanie. Dla zwykłego urozmaicenia część tego wykonała już poza maneżem, także w ręku oprowadzając ją dobrych kilka minut dla własnej pewności, że odstawi klacz do stajni w stanie nienaruszonym.
/ztDies'irae - 2019-08-22, 10:04 Zakłusowała ponownie z pełną mobilizacją, wracając do krótszego kontaktu i zaokrąglonej, zwartej sylwetki sprzed przerwy bez najmniejszego mrugnięcia okiem, pod warunkiem, że kobieta jechała ją po prostu od tyłu do przodu. Niosąc miękko Audrey wyszła z narożnika na przekątną, zgodnie z jej pomocami po raz kolejny wyciągając się w ruchu do dłuższych kroków, dając przy tym wrażenie pełnego mocy płynięcia po czworoboku. Otwierała się łopatką bardzo elegancko, ale nieprzesadnie unosząc przednie nogi. Pozostawszy obecna i oparta na wędzidle nie miała obiekcji przed płynnym skróceniem się pod koniec linii, zachowując przy tym równowagę i koncentrację dźwiganego ciężaru na tylnych nogach. Wyczuwając zaraz półparady wytężyła swój "słuch" na pomoce, przy skróceniu wodzy niejako odczytując intencje większego zwarcia sylwetki, zaczęła więc stawiać krótsze kroki, nie gasnąc dzięki aktywności łydek. Do rzeczywiście zebranego kłusa zabrakło jej jednak wyraźniejszej pracy dociążającej dosiadu, dzięki której wiedziałaby, że powinna się bardziej unosić w ruchu niż do tej pory. Niemniej krótką próbę można było uznać za jakieś tam powodzenie, w końcu spotkała się z reakcją i chęcią współpracy mimo niepełnego wymiaru sygnałów do tego, co było głównym celem na ten krótki moment. Niezrażona po prostu się skróciła, do zebrania nie dochodząc, nie znała bowiem myśli amazonki i tak oto zaraz wróciła do normy, wyjeżdżając już w roboczym tempie narożnik a niebawem schodząc na miękki łuk koła. Pewnie zaczęła schodzić za wędzidłem w przód-dół, w żuciu pozostając oparta na kontakcie i nie tracąc równowagi. Zaczęła przy tym wyraźniej parskać podczas gdy cała górna linia grzbietu się swobodnie rozciągała. Wbrew obawom amazonki nadal szła chętnie aktywnie pchając się zadem, cóż, lubiła pracować, warunki miała komfortowe, zatem robiła, co umiała. W końcu, po jeszcze kilku rundach zeszła bez oporów do stępa, nie wiedząc, że czeka ją taka jego ilość. Może była w dość nieregularnym treningu, ale nie znaczyło to, że w ogóle nie miała kondycji, choć akurat długi stęp nigdy nie był czymś złym i klacz przynajmniej porządnie się rozchodziła, z zainteresowaniem rozglądając się po terenie innym niż obiekt treningowy. W końcu za kobietą udała się do stajni, zrelaksowana i może tylko nieco znudzona.
[ zt ]Seth - 2019-08-23, 21:29
Carcassonne napisał/a:
...
- No widzisz, zakup udany, a ty mi nawet porządnie nie podziękowałaś. - odpowiedział, udając naburmuszenie i rzeczywiście, przyglądając się pracy Henia, nie zapominając jednak całkiem o Carcu. Nie chciał teraz gadać, ani myśleć o atmosferze w ich domu i rodzinie. A ukrywał przed nią coś dlatego, że nie chciał, aby za bardzo się przejęła i robiła z igły widły. Maksymalne zabezpieczenie.
- Do widzenia później. - powiedział, gdy nieco później Ruth opuściła maneż z Heniem, starając się, aby jego ton głosu nie był obojętny i zimny. Następnie już całkowicie się skupił na siwku, który stępował na kole bardzo aktywnie i w wysokim ustawieniu łba. Nie przejął się natomiast tym, że wcześniej mu złapał koszulkę i ją wymemłał, pewnie obślinił. Końska ślina mu była nie straszna!
- Synek, spokojnie. - rzucił do ogiera, absolutnie nie w tonie przygany, a w obawy, żeby w tym tempie na kole Carcassonne w którymś momencie nie zobaczył swojego zadka. Jednocześnie z rozbawieniem przyglądał się, jak siwy rusza uszami na wszystkie możliwe strony. I oczywiście rozumiał jego palącą potrzebę ruchu. Przez chwilę kontemplował jego skoczny chód, obserwując jak jednak się uspokaja, nawet bez przesadnej interwencji ze strony Setha. Po kilku chwilach i okrążeniach w stępie, gdzie Seth z pomocą lonży i bata pilnował równego i aktywnego tempa, które z resztą Carcassonne prezentował i które zadowalało Setha. Następnie ściągnął stopniowo lonżę, przywołując go do siebie, aby mu zaproponować mały kawałek jabłka, zmienić stronę i ponownie odesłać do stępa.Unannounced Pleasure - 2019-09-15, 01:02 Anna była skora do chwalenia go, a gniady jedynie strzygł jednym uchem w jej kierunku, dając jej jakoby znać, że zauważa jej próby udobruchania go. Czy ona próbowała go w jakiś sposób przekabacić? Co prawda dobrze pracował i dawał z siebie wiele, ale jej chwalenie musiało mieć coś więcej w zanadrzu. Niemniej kobieta postawiła na porządne rozkłusowanie jego gniadego cielska. Na początku był to po prostu ruch do przodu, który charakteryzował się aktywnością i dążnością do przodu. Jedynym urozmaiceniem tego kręcenia się w kółko było zmienianie kierunku ruchu przez środek maneża. W pewnym momencie musiało się jej znudzić, ponieważ wyjechali kilka łuków, które przeradzały się w półkola. Następnie kręcili pełne koła, w które wpisywał się nawet poprawnie. Nie tracąc tempa czy ustawienia, co dawało poprawny jego rysunek. Blondynka nawet wplątała w to wszystko przejścia, w których był przygotowywany. Przejścia nie były aż tak piękne, ponieważ z przejściem do niższego chodu się niezbyt śpieszył przeciągając ten moment o dwa kroki, a w przypadku przejścia do wyższego wręcz się śpieszył - wychodząc na chwilę z ustawienia, co by nie utracić nagle swojej równowagi. I nagle się zdziwił, bo poprosiła go również o zatrzymanie się, w którym stanął jak ostatnia sierota. Nie dość, że nie równo to jeszcze jego uwaga była skupiona gdzieś indziej i zaspał moment ruszenia do przodu. Więc powrót do poprzedniego tempa była nieco opóźniona, nie mógł być przecież idealny cały czas, prawda? Ale trzeba zauważyć, że z każdym gorzej wyjechanym elementem, kolejny był lepszy. W międzyczasie jeden ze znajomych mu stajennych postawił kilka przeszkód, ale zanim przystąpili do ich pokonywania - dostał chwilę dla siebie w stępie. W tym czasie unormował oddech, który się przyśpieszył mimowolnie z racji wysiłku fizycznego. Po tym czasie został poproszony o przejście do kłusa, a następnie został poprowadzony na trzy drągi położone na płasko w równej odległości od siebie. Będąc w korytarzu pomocy, najechał na sam środek kolumny. A następnie uważnie stawiał kopyta pomiędzy nimi, wyciągając nieco łeb ku nimi. Musiał je w końcu widzieć, prawda? Zaokrąglił się tym samym, pokazując nawet dobrą technikę ich pokonywania. Zdziwiona, proszę pani?! Chyba jednak była, ponieważ kobieta pochwaliła gniadego, jednak cisnęła go dalej i kilkanaście kroków dalej para zakręciła półowoltę i najechała raz jeszcze na te drągi, ale tym razem z drugiej strony. Nie mógł jej zawieść i pokonał je również w dobrym stylu, nie tracąc tempa jak i koncentracji.