Oj tam to nie było tak dosłownie. W końcu siwy był jego ulubieńcem <3 No dobra chociaż z drugiej strony, to można powiedzieć że ogólnie miał słabość do siwych. Alex nie katował go przecież pomocami ani korektami, działał z wyczuciem, subtelnie i tak żeby wiedział o co mu chodzi. Ja tam nie jestem do końca pewna, czy on jest taki idealnie idealny. No dobra - żartowałam. Wracając jednak faktycznie do sedna sprawy czyli treningu, rozgrzewali się na obie strony, we wszystkich chodach i starając się robić to naprawdę niemalże perfekcyjnie w każdym calu. Alex wspomagał go wszystkimi pomocami, wskazówkami i nie karał go za błędy. Jeśli coś im tylko minimalnie nie wychodziło, to to olewał. Kiedy błędy były jednak znacznie większe, to starał się to przepracować w dalszej części treningu. Po wykręceniu wszystkich przejść, figur i zmian kierunków zwolnił go stopniowo do stępa i dał mu luz na dłuższy moment. W tym czasie stajenny ustawił kopertę oraz kilka przeszkód w szczególności oksery i stacjonaty, a także ułożył kilka drągów. Kiedy wszystko było dopięte na ostatni guzik, wysłał ogiera wpierw do kłusa i po odbyciu pół koła wokół parkuru, skierował go na drągi cztery ustawione na kłus. Naprowadził go i naprostował na nie, zamykając w pomocach i regulując tempo. Po dojechaniu do nich oddał mu nieco wodzy i łydką zasugerował mu unoszenie nóg nad nimi. Po ich prawidłowym pokonaniu Alex go krótko pochwalił, by najechać trzy razy jeszcze na każdą ze stron. Kolejno pojechali po łuku na 40cm kopertę, gdzie po naprostowaniu zamknął go znowu w pomocach. Doprowadził do miejsca wybicia, które wskazał jednoznacznie łydką. Alex zaraz przeszedł do półsiadu i oddał mu wodzę podczas skoku, by również i ją powtórzyć po trzy razy na każdą ze stron. Potem wypchnął go do galopu, by skierować go już na tor prawdziwych przeszkód. Ich trasę rozpoczynał okser, więc Alex po najechaniu na prostą do niego znów zamknął siwka w pomocach. Wyregulował tempo i wziął go nieco na siebie, by doprowadzić do miejsca wybicia. Łydką odesłał go ponownie do skoku, przechodząc zaraz w półsiad i oddając mu wodzę.Delfinek - 2017-04-21, 16:52
Whatever Impossible napisał/a:
....
Ogier się starał i to się ceni. Po jeszcze kilkunastu minutach wszelakich wolt, serpentyn ósemek i zatrzymać we wszystkich chodach pozwoliła sobie na rozpoczęcie prawdziwego treningu. Wpierw pomocami parady spowolniła go z galopu do kłusa, w którym to wyjechała w narożniku i skierowała ogiera w aktywnym tempie na stacjonatę. Przed nią wysłała ogierowi półparadę oraz dodała aktywizującą łydkę. Już w miejscu wybicia dodała mu łydkę po raz kolejny, następnie wypchnęła go z krzyża i pozwoliła mu na pokonanie przeszkody z pomocą oddania wodzy i przejścia w półsiad. Fazę lądowania przeczekała odchyleniem do tyłu oraz powolnym zbieraniem wodzy, aby po dodaniu łydki wypchnąć ogiera miednicą do galopu. W tym chodzie skierowała go na okser o takiej samej wysokości jak stacjonata - czyli 40 centymetów. Łydki pracowały nad równą linią biegu a kontakt działał na pysk Łocza stymulująco, aby ten bez problemów zajął się żuciem wędzidła. Przed samą przeszkodą wypchnęła go do skoku a podczas lotu obciążyła mu prawe strzemię prosząc o galop na wskazaną nogę. Po okserze poprowadziła go prosto, na narożniku pomogła mu go wyjechać i w stałym, aktywnym ale nie zabójczym tempie galopu roboczego prowadziła go na dwie kolejne stacjonaty, które pokonali - z lekkimi problemami, ale jednak. Następnie wykręciła z nim na kolejną przeszkodą - kopertę, na której również pomogła mu wypchnięciem z krzyża, dodaniem łydki i oddaniem wodzy. Samymi pomocami w równych biegach starała się pracować nad jego zadem oraz pyskiem. Są przecież rzeczy, których nie da się odziedziczyć a to jedne z nich. Nie miej jednak papiery ogier miał dobre co było widać w pracy z nim.
Następnie, kiedy z pomocą kobiety karosz pokonał wcześniej wspomnianą kopertę Delphine wykręciła nim na prawo, skupiając go na sobie półparadą oraz wyrównując jego linię na przeszkodę łydkami. Tempa nie przybrali morderczego, dlatego znajdujący się na ich drodze okser nie był dla What'a problemem. Dodała mu aktywizującą łydkę podczas gdy kontakt został lekko skrócony. W odpowiednim miejscu wybiła go do skoku w krzyża oddając mu jednocześnie wodzę, gdy podążała ciałem za ruchem jego szyi i tułowia. Po pokonaniu poklepała go po szyi zadowolona z efektu i poprowadziła dalej - na niziutki szereg złożony z oksera i stacjonaty. Dodała mu aktywizującą łydkę na lekkim zakręcie po pokonanym okserze oraz łydkami pomogła pokonać parkur. Natomiast wodzą ustabilizowała mu tempo kierując wprost na dwie przeszkody, które zaraz mieli pokonać.
Ojejejejejejejeeee <3 Słabość do siwych to jednak nie same uwielbienie ogiera <3. W końcu nawet gdyby był karoszem, to Carcassonne nie da się nie kochać <3. Wracając w każdym razie do treningu. Pokonywali kolejne stawiane przez mężczyznę wyzwania. Angażował w pracę zad oraz żuł wędzidło skupiając się na pomocach mężczyzny. Co prawda, to prawda, otoczenie lekko go rozpraszało, lecz myślę, że Alex to subtelnie nastawiał na prawidłowy tor. Na różnorakich łukach wykręcał się wokół łydki właściciela nie wypadając łopatką oraz elastycznie ustępując każdej jego pomocy. Przejścia były czyste, bez zbędnego ciągania kończyn a ruch miał pełną lekkość i grację. W stępie spuścił swobodnie łeb przyglądając się zaciekawiony poczynaniom na parkurze. Ciekawiło go te stukanie i machanie drągami, i oczywiście nie omieszkał tego ukryć. Przejechali półkole gdzie na narożnikach ogier ładnie się wyginał aby odpowiednio wyjechać wskazane miejsce i skierować się na drągi. Jego uszy i czujność skupiły się na pomocach mężczyzny, podczas gdy pokonywał drągi. Unosił zgrabnie nogi nie zahaczając kopytem o żaden, a jego ruch był płynny. Wyciągnął lekko szyję rozciągając się nad przeszkodą, lecz wrócił do poprzedniego stanu z pomocą Alexa. Podobnie, jeśli nie tak samo pokonał je jeszcze 3 razy. Następnie skierowali się na kopertę. Łuk został lekko zaniedbany, lecz sam skok na kopercie wyszedł przyzwoicie. Nie ma co tu co prawda mówić o baskillu, bo przecież nad taką przeszkodą to prawie że zwykłe unoszenie nóg, lecz jednak ciało ogiera ładnie wychodziło w łuk podczas fazy lotu a szyja rozciągała się. Kolejnym punktem treningu był galop, który zwykle ogierowi gdzieś uciekał. Tym razem w początkowej fazie zaniedbał pracę zadu, lecz naprawił to z pomocą jeźdźca i pokonał sprawnie okser. Wybił się na niego bardziej płasko niżeli wysoko, aby bez problemu pokonać przeszkodę na szerokość, w końcu tego od niego się wymaga. Tutaj również przyjął ładny łuk podczas skoku a lądowanie przyjął bardzo miękko.Caroline Hathaway - 2017-04-21, 18:56
Nearly Perfect napisał/a:
[...]
No już trochę czasu minęło od kupna kasztanki przez kobietę. Nawet rzekłabym że więcej niż trochę. Kobieta też do świętych i najgrzeczniejszych nie należała, więc spoko dogadały się. Starania się to czasem mało, bo trzeba w pracę włożyć całego siebie i iść mocno do przodu. Na zawodach klacz powinna się prezentować jak najlepiej, bo tam do ogrywało większą rolę. Klacz na szczęście nie należała do typów księżniczek, więc Caro nie musiała się obawiać o ich pracę. Drągi niepozornie wyglądają, ale problemy zawsze mogą spowodować. Spokojnie udawało im się wykonywać kolejne ćwiczenia, a każdym zbliżały się do konkretów. Oj już niech nie marudzi tak, bo zawsze mogła stać w boksie i nic nie robić, a to dopiero jest nużące. Fakt przeszkody nie były zbyt wysokie, bo najwyższa 9 miała 100cm. Klacz jednak była oskakana do znacznie wyższych, ale na trening na pewno im starczą takie. Po pokonaniu oksera wylądowały na lewo, by po lekkim łuku skierować się na przeszkodę numer dwa. Była to zwykła stacjonata, więc nic nie zwykłego. Po naprostowaniu klaczy do niej, zamknęła ją w pomocach i doprowadziła do miejsca wybicia. Tam łydką odesłała klacz do skoku, by przejść zaraz w półsiad i oddać jej wodzę do skoku. Lądowanie na lewo i kierunek długa ściana, by przy niej po łuku wyjechać na trzecią przeszkodę. To również była stacjonata, więc po naprostowaniu i zamknięciu w pomocach rudej, doprowadziła ją do miejsca odbicia i odesłała do skoku. Pokonanie przeszkody okazało się nie problematyczne, więc po lądowaniu na prawo skierowały się na długą ścianę. Tam wykręciły po łuku na prostą do szeregu, gdzie wzięła ją nieco na siebie osadzając na zadzie i unosząc na przodach. Chciała ją też nieco skrócić, by klacz wyrobiła się między pierwszym a drugim członem. Doprowadziła ją ponownie do miejsca wybicia przed pierwszym członem, by łydką odesłać ją do skoku i zgrać się z jej ruchem w locie. Podczas lądowania ją krótko przytrzymała i od razu uniosła, by zaraz znów odesłać ją do skoku i na czysto skoczyć drugi człon szeregu. Wylądowały na prawo i skierowały się po krótkiej ścianie na łuk do kolejnej przeszkody, naprostowała ją i doprowadziła do stacjonaty numer pięć. Po odesłaniu do skoku przeszła kolejno do półsiadu i oddała jej wodzę podczas skoku.Nearly Perfect - 2017-04-21, 22:13 Perfect bez trudu pokonała okser, który był pierwszą przeszkodą na torze. Wylądowała bardziej na lewo, po czym Caroline poprowadziła ją ku drugiej przeszkodzie po lekkim łuku. Rzeczywiście była to zwykła stacjonata, która nie budziła w kasztance najmniejszych obaw. Kobieta naprostowała ją na przeszkodę, zamknęła w pomocach i doprowadziła do przeszkody, by odesłać ją do skoku. Perfect wybiła się we wskazanym miejscu, dostosowując skok do przeszkody, prawidłowo ułożyła się w locie, zgrała z Caroline i miękko wylądowała za stacjonatą. Znów wylądowała na lewo. Ruszyły w stronę ściany parkuru by tam skierować się po łuku, na trójkę, która również była stacjonatą. Tak jak to przewidziała kolorowowłosa stacjonata nie stanowiła najmniejszego problemu dla klaczy. Wybiła się w zasugerowanym miejscu, dźwigając najpierw przody potem tyły i ładnie baskilując nad przeszkodą. Tym razem lądowanie na praw, po czym selle ruszyła w stronę długiej ściany, pozwalając sobie na n nieznaczne przyspieszenie. Tam odbiła po łuku na pierwszy człon szeregu. Przed nim właścicielka osadziła ją bardziej na zadzie i doprowadziła do przeszkody. Skoncentrowana klacz wybiła się we właściwym miejscu, zgrywając z kobietą w skoku. Tak jak Caroline tego chciała zmieściła się miedzy dwoma członami szeregu, by ten drugi również pokonać ładnie i na czysto. Siedmiolatka zakończyła szereg lądowaniem na prawo, następnie została poprowadzona przez dwudziestosiedmiolatkę do krótkiej ściany i po łuku na kolejną z ustawionych przeszkód. Nie były to nadal przeszkody, które mogłyby sprawić jej jakieś kłopoty, radziła sobie z wyższymi i bardziej skomplikowanymi. Miała nadzieję wypróbowania swoich sił przy właśnie takich przeszkodach, ale na razie skupiała się na poprawnym pokonywaniu przeszkód i podobnie było z kolejną stacjonatą. Odesłana do skoku wybiła się nad przeszkodę, ułożyła w skoku i zgrała z kolorowowłosą.Whatever Impossible - 2017-04-22, 15:42
Delphine napisał/a:
[...]
No to z pewnością że się ceni. Po kilkunastu minutach wszelakich wolt, serpentyn i ósemek i zatrzymań we wszystkich chodach zaczęli przygotowania do prawdziwego treningu. Wpierw zwolnili z galopu do kłusa, gdzie wyjechali narożnik i skierowali się w tym tempie do stacjonaty. W sumie to były jego pierwsze poważne skoki z kimś na grzbiecie, więc ciekawe jak mu wyjdą. Starał się polegając na genach i kobiecie dojechać poprawnie do przeszkody, by się do niej odbić w wyznaczonym do tego miejscu. Udało mu się może nie z perfekcyjnym baskilem, ale na czysto przeskoczyć przeszkodę. Podczas lądowania nie posypał się w ustawieniu, a zaraz po nim przeszedł do galopu. W tym chodzie skierowali się na okser o tej samej wysokości jak stacjonata czyli 40cm, ogier starał się poprawnie jechać ale wiadomo miewał z tym jeszcze problemy. Dojechał ponownie do miejsca wybicia, by wraz z sygnałami od kobiet unieść się do skoku. Udało muś jakoś poprawnie przeskoczyć, by pojechać po lądowaniu prosto i zaraz wrócili na ścianę. Tam postarali się o poprawne wyjechanie narożniku, zachowując dobre tempo i ustawienie. Kolejno skierowali się na dwie kolejne stacjonaty, które pokonali z lekkimi problemami ale jednak im się to udało. Ogier nie od razu perfekcyjnie będzie skakał, potrzebował zdobywać w tym doświadczenie i obycie. W końcu to mógł zdobywać jedynie przez treningi i start w zawodach, więc czas miał na wdrażanie się stopniowe. Kolejno skierowali się na kopertę, gdzie po dojechaniu do miejsca wybicia uniósł się do niskiego skoku. Ładnie składał się i wyciągał w locie nad przeszkodami, by lądować jak na razie na czysto po drugiej stronie. Pewna jesteś że się nie dziedziczy? ;> Starał się wsłuchiwać w jej pomoce i wykonywać to, co od niego oczekiwała. No geny ojca sporo dawały, a matka też nie był wcale najgorsza i potrafiła to i owo. Nie miej Weltstar'a znał każdy i większość doceniała jego geny oraz umiejętności. Karosz nie bez powodu został powołany na ten świat, a przynajmniej takie należało mieć wrażenie. Po wylądowali wykręcili na prawo, by przygotować się do kolejnych zadań. Jechał nadal dość skupiony i zaangażowany w pracę, dlatego pokonania kolejnego na jego drodze oksera nie było super trudne. Poprawnie wykonał baskil nad przeszkodą, ale do ideału i tak mu nieco brakowało. Po pokonaniu przeszkody parsknął w odpowiedzi na pochwałę, by się skierować kolejno na szereg stacjonata-okser. Wyjechali do niej po lekkim zakręcie, by zaraz dojechać stopniowo do tych przeszkód.Alexander - 2017-04-22, 16:15
Carcassonne napisał/a:
[...]
No tak słabość jest, ale on ma dwa siwe konie i oba jakoś muli uwielbiać. Dlatego jego uwielbienie w sumie jest podzielone na dwa jakby nie patrzeć. Taki pewny był że nie da się go nie kochać? Można się zdziwić właśnie na tym, że ludzie nie którzy jakoś nie podchodzą właśnie emocjonalnie do koni. Cieszył się z zaangażowania ogiera w pracę, bo to dobrze o nim świadczyło i wróżyło na przyszłość. Starał się pewnie prowadzić ogiera przed siebie, Crack na szczęście idealnie niemal wpisywał się w każde stawiane przed nim zadanie. Dobrze że go ciekawiło, a nie np. stresowało i płoszyło nie daj boże. Alex ie zapominał o pochwałach w kierunku ogiera, bo one też były dość ważne. Postarał się o dobre zebranie ogiera w galopie, zanim ruszyli do pokonywania przeszkód. Pokonali jednak na czysto pierwszą z przeszkód, by pojechać w sumie nieco prostej do kolejnej przeszkody. Lekko go wykręcił na prawo, by doprowadzić w zamkniętych pomocach do stacjonaty oznaczonej numerem drugim. Doprowadził go do miejsca wybicia, by łydką odesłać do skoku i zgrać się z jego ruchem w locie. Lądowanie podyktował mu na prawo, by pojechać blisko barierek na trzecią przeszkodę. Naprostował tor jazdy na kolejną stacjonatę, by doprowadzić go znowu w zamkniętych pomocach do miejsca wybicia. Tam ponownie odesłał go łydką do skoku, by przejść do półsiadu i znów oddać mu wodzę. Do czwórki pogalopowali na wprost, jedynie nieco unosząc przody i bardziej aktywizując zad w pracę. Obierając ponownie miejsce do odskoku odesłał Cracka łydką do lotu, by zaraz zgrać się z jego ruchem w locie. Wykręcił na lewo zakręt dość ciasny do szeregu, utrzymując skrócenie i zaangażowanie zadu z lekkimi przodami po lądowaniu za okserem nadal. Naprostował ogiera do pierwszego członu szeregu, by zaraz odesłać go do skoku. Podczas lądowania wziął go na siebie i podniósł do drugiego członu, którego również pokonali na czysto.Brian - 2017-04-22, 20:36 załóżmy, że są tu sami
Tego dnia zjawił się w stajni z zamiarem przeprowadzenia treningu z Chaosem. W stajni Brian oporządził go i osiodłał, po czym ruszyli na parkur. To był w sumie ich chyba drugi trening, więc nie spodziewał się fajerwerków, chciał po prostu lepiej poznać się z Chaosem Oprowadził go w ręku po obiekcie by zatrzymać go w narożniku. Tam poprawił sprzęt i upewniając się, że gniady stoi spokojnie w miejscu, brunet korzystają ze schodków znalazł się na jego grzbiecie. Poklepał go po łopatce i zgarnął wodze, po czym dodał mu łydkę do ruszenia stępem, na razie na luźnej wodzy, która dawała mu możliwość wyciągnięcia i obniżenia łba. W ten sposób okrążyli parkur po trzy razy na każdą ze stron, zmieniając kierunek jazdy przez przekątną. Brytyjczyk starał się, żeby ogier utrzymywał równe ale aktywne tempo. Po pierwszych okrążeniach nabrał wodze stopniowo na lekki kontakt i odbili na pierwszą figurę: koło o średnicy 20 metrów. Nadal starał się o równe tempo podczas wykręcania koła. Zewnętrzną łydkę cofnął za popręg pilnując ustawienia, starał się wyginać ogiera od wewnętrznej, wodzami nadając kierunek jazdy i zgięcie w potylicy. Po zamknięciu koła wykręcili jeszcze jakiś wężyk, czy serpentynę na podobnej zasadzie. Następnie wrócili do okrążania parkuru: po jednym okrążeniu na każdą ze stron. Podczas okrążania parkuru jednocześnie ćwiczyli przejścia stęp - stój - stęp. Następnie Brytyjczyk dodał achałowi łydki, prosząc o kłus, a jeśli pomyślnie przeszli do tego chodu zaczął anglezować. Analogicznie do ćwiczeń w stępie po trzy okrążenia na każdą ze stron, po czym znów przejście na wyraźniejszy, ale wciąż lekki kontakt i zabrali się za wykręcanie kół na podobnej zasadzie, lecz ze zmniejszonymi średnicami, np koło miało średnicę 15 m. Donney starał się o zachowanie równego, aktywnego kłusa, a gdy wrócili do okrążania parkuru wplótł w to także przejścia kłus - stój - kłus. W końcu Brian dodał łydki i ewentualnie wypchnął Chaosa do galopu, starając się ograniczyć do zrównoważonego tempa w tym chodzie.Caroline Hathaway - 2017-04-22, 23:59
Nearly Perfect napisał/a:
[...]
Na szczęście klacz nie miała zbytnio trudności z pokonywaniem przeszkód na torze. Kiedyś podobny parkur już pokonywały, więc nie powinna mieć tutaj super trudności z nim. Stopniowo planowała z klaczą startować w zawodach jeszcze wyższych i trudniejszych klas, ale jeszcze wszystko było przed nimi. Po pokonaniu piątki wylądowały na tą samą nogę co skakały poprzednią przeszkodę, by po prostej skierować się na stacjonatę numer 6. Nie rozpędzała jej po pokonaniu piątki, bo mogłoby się to dla nich źle skończyć. Sprawnie ją doprowadziła do miejsca wybicia, by tam odesłać ją do skoku i zgrać się z jej ruchem w locie. Lądowanie na lewo, by pojechać blisko ścian po łuku na ósmą przeszkodę. Kobieta jeszcze w zakręcie znowu wzięła klacz bardziej na siebie, dociążając jej zad i otwierając bardziej jej przody. Krótko po minięciu dwójki zaczęła wykręcać z rudą na okser, zamykając ją w pomocach i ponownie doprowadzając do miejsca wybicia. Tam znowu odesłała ją łydką do skoku i zgrała się z nią w locie. Lądowanie na którą nogę było im w sumie wygodniej, by po prostej bez rozpędzania się najechać na dziewiątą przeszkodę. Była to również zwykła stacjonata, więc Caroline nie spodziewała się problemów wielkości nie wiadomo czego. Równym tempem i w korytarzu pomocy doprowadziła ją do miejsca wybicia, by łydką odesłać ją do skoku w nim. Zaraz przeszła kolejno do półsiadu i oddała jej wodzę, by po lądowaniu zwolnić stopniowo do kłusa i stępa. Poklepała ją po szyi i po rozstępowaniu wróciły do stajni.
z.tDelfinek - 2017-04-23, 09:54 Przed samym okserem skupiła go poprzez krótką półparadę i dodała łydkę. Przed okserem ułożony był drąg, dosłownie kilka centymetrów. Mogło to ogiera zdziwić, jeśli zwracał uwagi na takie drobnostki. W każdym razie w odpowiednim momencie oddała go do skoku z pomocą wypchnięcia z krzyża, łydki i oddania wodzy. Jej ciało podążyło za potężną (w porównaniu z jej gabarytami) szyją gdzie już podczas lądowania zaczęła zbierać kontakt. Było to zdecydowanie wygodniejsze w następnej fazie, gdyż do kolejnej przeszkody dzieliły ich dwie foule. Dodała mu lekką łydkę oraz wzmocniła kontakt i po dosłownie półtorej fouli oddała karego ponownie do skoku. Cały czas jej pomoce były takie same i oddziaływały tam samo czytelnie. Nie był w końcu pierwszym koniem, którego wprowadzała do skoków czy w ogóle do jazdy. Najważniejsza była tutaj nauka reakcji, z czasem dopiero poleganie na koniu i jego intuicji, a co za tym idzie ,,spłaszczenie'' pomocy, jak to miewa mój trener. Teraz jej pomoce były nachalne, choć zauważała, że ogier tego nie potrzebuje aż tak bardzo jak inne konie.
Nad kopertką obciążyła go z lewego strzemienia, dlatego galop prawie że do przekątnej prowadzili właśnie na tą nogę. W odpowiednim miejscu, na wysokości oksera i stacjonaty wykręciła przy pomocy łydek i wodzy na środek oksera. Przed tym wzięła ogiera bardziej na siebie, uaktywniła mu zad o ile było to potrzebne oraz poprosiła go o większe unoszenie przodów w ciągle tym samym tempie. Dopiero na 3 foule przed wybiciem skróciła mu wykrok, aby oddać skok z większą siłą. O ile się to udało pogłaskała ogiera po szyi i naprowadziła na kolejną przeszkodę. Przed nią takie same wybicie, czyli łydka, dosiad i kontakt aby poprowadzić ogiera lekko wyżej niż dalej. Obciążyła mu po raz kolejny lewą stronę, aby nie zapomniał młodzik o tym i dodała aktywizującą łydkę już po lądowaniu. Przejechali 2/3 długiej ściany parkuru kierując się na biało-czarny okser.
Lekka półparada na 7 fouli przed okserem, wtedy też zaczęła unosić mu przody i robić lekko mniejszy wykrok, dzięki czemu wybicie nad przeszkodę było silne. Pomogła mu w nim wypchnięciem z krzyża, podczas gdy jej ciało przechodziło w półsiad. Dołożyła do tego oddanie wodzy poprzez przesunięcie nadgarstków po szyi i tak po raz kolejny pokonali prawidłowo przeszkodę. Po niej skierowała go na kilka luźnych wolt w kłusie, do którego zwolniła obciążając mu zad i ściągając wodzę.Chaos Amir - 2017-04-23, 12:36 Kopytny ucieszył się z możliwości wyjścia poza stajnię, bo ludzie dość rzadko zabierali go pod siodło. Niestety fakt, że jego imię szło w parze z charakterem był dość zniechęcający dla potencjalnych jeźdźców, szczególnie o niskim poziomie zaawansowania. I może to i lepiej, bo ogier potrafił być bezlitosny, ale gdy znalazło się z nim wspólny język, to stawał się najlepszym kopytnym pod słońcem. O tym Brian być może będzie miał szansę się przekonać, o ile włoży w tą współpracę trochę serca i czasu. Póki co był dla Amira obcym człowiekiem, co z pewnością będzie miało przełożenie na parkurze.
Podczas zabiegów stajennych był dość grzeczny. Po za pojedynczymi zaczepkami nie dokuczał zbytnio swojemu właścicielowi, grzecznie czekając na koniec. Dopiero po dotarciu na miejsce docelowe znacznie się ożywił, co z pewnością nie zwiastowało nic dobrego. Nie mniej jednak dał się dosiąść, po chwili zaczynając aktywnie stępować.
Zważając na dość nietypową budowę, achał stosunkowo niechętnie obniżał głowę, bo żyrafia szyja była dla niego sto razy wygodniejsza. Dlatego z oferty rozluźnienia nie skorzystał, będąc zbyt mocno zaaferowanym porozstawianymi dookoła przeszkodami.
Szedł sztywno, stawiając krótkie i szybkie kroczki. Najmniejsza, niewłaściwie zastosowana łydka mogła skłonić go do ruszenia kłusem albo galopem, na co gniadosz szczerze powiedziawszy czekał. Jego postawa nie ulegała zmianie wraz z upływającym czasem, a narzucone figury nie wydawały się w ogóle atrakcyjne w jego mniemaniu. Poruszał się bardzo sztywno, dość topornie wyginając swoje cielsko. Brian musiał bardzo się postarać, by Chaos nie wypadał/nie wpadał zadem lub łopatką, bo ten po prostu nie przykładał do tego większej uwagi. Jeśli chodzi zaś o przejścia, to te na płaszczyźnie stój-stęp nie wypadały wcale najgorzej. Skoczek dość chętnie się zatrzymywał, bardzo łatwo na nowo rozpoczynając marsz. Jedno było pewne - nie był wierzchowcem do pchania, co z jednej strony miało swoje plusy, a z drugiej liczne minusy. Mężczyzna mógł jedynie zaufać jego doświadczeniu i zamiłowaniu do skoków, bo na tym etapie znajomości nie można było mówić o wzajemnym zrozumieniu. A do poskromienia Chaosa trzeba było mieć sposób - wyegzekwowany metodą prób i błędów oraz licznymi treningami.
Przejście do kłusa było błyskawiczne, aczkolwiek nie można było mówić tu o płynności czy gracji. Ogier po prostu zerwał się do biegu, od samego początku obierając zbyt dynamiczne tempo. Brian mógł próbować zwolnić go swoim anglezowaniem, aczkolwiek najlepsza w tym przypadku była ciasna wolta, która z pewnością nieco ostudziła zapał Amira (no przynajmniej na chwilę). Tak czy siak póki odpowiednio nie zareagował, nie było mowy o jakiejkolwiek dalszej pracy.
Figury w kłusie wypadły podobnie - a może nawet i trochę gorzej - niż w stępie. Kopytny ignorował jeźdźca, skupiał się tylko na parciu naprzód, bardzo niechętnie wpisując się w łuki. Elementem utrudniającym była tutaj również jego sztywność i ogólna nadpobudliwość, która trzymała się go od samego początku treningu. To był jednak pikuś w porównaniu do galopu. Czując pomoce do przyspieszenia, Chaos wypruł przed siebie, na dzień dobry serwując swojemu właścicielowi soczystego barana. Od razu obrał zabójcze tempo, z dużą intensywnością wyrzucając przed siebie nogi. Na wszelakie próby przytrzymania go na pysku reagował próbą wyszarpnięcia wodzy, będąc bardzo wrażliwym.Carcassonne - 2017-04-23, 12:58
Alexander napisał/a:
....
Oj tam, podzielą się może jakoś. Tak, jest tego pewny! Jego się nie da nie kochać <3.Na pochwały reagował przyjaźnie i dostawał sporego zastrzyku energii co widać było po nim gołym okiem. Pierwsza przeszkoda była na czysto, miał ładny baskill oraz wybicie oraz był skupiony w 100% na pomocach właściciela. Po wykręceniu lekko na prawo wybił się w odpowiednim, wskazanym przez właściciela czasie do skoku, tym samym zgrywając się z nim w ładnym łuku ciała oraz wyciągnięciu szyi. Wylądował na prawą nogę i na nią galopować na trójkę. Odesłany do skoku wybił się w większości z zadu, przyjmując odpowiedni łuk ciała oraz pracując aktywnie zadem już po lądowaniu, więc w drodze do czwórki jedynie uniósł przody na wskazanie mężczyzny. Naprostowany nabrał lekko tempa, lecz myślę, ze mężczyzna to ogarnął i finalnie skok wyszedł ładny. Lądowanie na lewą stronę kontynuował zakręt w lewo pomiędzy ciasnym szeregiem. Ustępował pomocom mężczyzny dzięki czemu okser był pokonany prawidłowo i mogli znów skierować się na przeszkody.
Pierwszy człon szeregu wyszedł mu dobry, prawidłowo uniesiony zad dał ładny łuk również w grzbiecie, a szyję odpowiednio wyciągnął. Po lądowaniu szybko się skupił i bez większych problemów pokonał także drugi człon.Brian - 2017-04-23, 16:22
Chaos Amir napisał/a:
...
Brian nie liczył na fajerwerki i na to, że Chaos zaakceptuje go od razu, obdarzy go zaufaniem i będzie chciał z nim w stu procentach współpracować. Na to trzeba zapracować i Brian miał taki właśnie cel.
Kiedy gniadosz zerwał się do biegu, gdy po prosił go o kłus, Brian w końcu ściągnął go na ciasną woltę. Zdawał sobie sprawę z braku rozluźnienia ogiera, co też rzutowało na wykręcane przez nich koła. Inna sprawa, że tekin nie przykładał się do tych ćwiczeń. Kiedy poprosił go z kolei o galop spodziewał się takiego obrotu spraw. Dlatego zamiast wyhamować go do bardziej adekwatnego tempa dopilnował po prostu, by nie szarżował na łeb na szyję, tak, żeby nagle nie wylądowali na ogrodzeniu. O ile to mu się udało pozwolił mu trochę pobiegać, pilnując jednocześnie kierunku jazdy, czasem go zmieniając. Zwolnił go do spokojniejszego, ale nadal aktywnego tempa dopiero kiedy ogier zaczął zwalniać sam z siebie , lub objawiał pierwsze oznaki zmęczenia. W końcu będzie miał jeszcze na co spożytkować swoje siły. Następnie zabrał go na pierwszą z figur, licząc, że okazja do wybiegania się wpłynęła pozytywnie na jego rozluźnienie. Po zamknięciu koła wykręcili z kolei serpentynę, czy wężyk, Brytyjczyk zmieniając średnicę kół i łuków, która raz była mniejsza, raz większa. Następnie wrócili do okrążania parkuru, jednocześnie ćwicząc przejścia galop - stój - galop. Następnie zwolnił go do stępa, licząc tym razem na rozsądniejsze tempo. Potem zaczęli ćwiczyć przejścia pomiędzy chodami, a także przejścia do zatrzymania i ruszenie z powrotem. Na końcu Donney dodał achałowi łydki do kłusa, a pierwsze drągi już na nich czekały. Na razie były to cztery drągi ustawione w równych odległościach, które nie powinny sprawić tekinowi najmniejszego problemu, ale od czegoś trzeba zacząć. Nakierował go prosto na jeden z drągów, wcześniej posłał półparady, chcąc skupić Chaosa na zadaniu, nawet tak nieskomplikowanym, zamknął go w łydkach i zasugerował wyższe unoszenie nóg. Po pokonaniu drągów zrobili nawrót z powrotem na drągi, gdzie Brian zastosował wyraźne pomoce. Po pokonaniu drągów wrócili pod ścianę w kłusie i ewentualnie wykręcili jakąś średnią woltę, podczas gdy wkroczył stajenny i ustawił drągi i cavaletti w nowy, nieco bardziej skomplikowany tor. Składał się on z kilku pojedynczych drągów i jednego koziołka, jednak większość najazdów polegała na wykręcaniu mniej i bardziej obszernych łuków.Okrążyli parkur w kłusie, Brian cały czas starał się o równe, ale nadal aktywne tempo. Miał nadzieję, że Chaos już nie zrywał się do szybszego tempa. Skierował go z krótszej ściany w stronę pierwszego z drągów z najazdem po lekkim łuku. Znów posłał mu półparadę i zamknął w łydkach, by przeprowadzić go przez pojedynczy drąg. Następnie znowu po lekki łuku skierowali się na cavaletti w średnim ustawieniu, które stanowiło centrum nowego toru. Tu dokładniej zasugerował Chaosowi wyższe ponoszenie nóg. Po pokonaniu koziołka skręcili bardziej w prawo na kolejny pojedynczy drąg, który zapewne udało im się pokonać bez jakichś problemów. Chociaż kto wie.
Obszerny łuk i nawrót na cavaletti z zastosowaniem podobnych pomocy. Następnie ruszyli w stronę ogrodzenia, by odbić na lewo i skierować się na kolejny pojedynczy drąg. Tak jak przy pozostałych nakierował Chaosa na jego środek, zamknął w łydkach i przeprowadził przez pojedynczą i niezbyt wymagającą przeszkodę. Następnie znów skierowali się na cavaletti, by odbić na kolejny pojedynczy drąg. Następnie po raz ostatni nawrócili na cavaletti a po jego pokonaniu wrócili pod ścianę, gdzie Brian zwolnił Amira do stępa na lekkim kontakcie.Nearly Perfect - 2017-04-23, 16:47
Caroline Hathaway napisał/a:
[...]
Cóż, Perfect też miała ambicję by skakać i startować lepszymi wynikami i w konkursach coraz wyższych klas, chociaż do tego czeka ich chyba jeszcze trochę pracy, co też kasztance odpowiadało, bo treningów się nie bała. Wylądowały za piątką, po czym pogalopowały po prostej na szóstkę, utrzymując obecne tempo. Caroline doprowadziła ją do przeszkody, by odesłać ją do skoku. Wybiła się we wskazanym miejsc,ładnie układając w skoku i zgrywając z właścicielką.. Wylądowała tym razem bardziej na lewo i pogalopowała blisko ściany, by wykręcić na kolejną przeszkodę. Jeszcze w zakręcie kobieta wzięła ją bardziej na siebie, dociążając jej zad. Zbliżając się do przeszkody zamknęła ją w pomocach i odesłała do skoku. Klacz wybiła się z siłą zadu i lekkimi przodami, popisała się baskilem i znów zgrała z nią w locie, by wylądować na tą nogę, która była dla niej wygodniejsza i po prostej ruszyła na stacjonatę, utrzymując równe, aktywne tempo. Kolorowowłosa znowu doprowadziła ją do przeszkody w korytarzu pomocy i odesłała do skoku. Nearly poderwała przody, potem tyły pokonując stacjonatę z bezpiecznym zapasem i w ładnym stylu, by miękko za nią wylądować. Następnie Caroline zwolniła ją stopniowo do stępa. Kasaztanka parsknęła zadowolona z klepnięcia. Rozstępowały się i wróciły do stajni.Chaos Amir - 2017-04-23, 19:54 Zużycie nadmiaru energii, która rozsadzała tekina od środka, było najlogiczniejszym i zarazem najłatwiejszym sposobem by nieco go ujarzmić. Co prawda na początku jeszcze przez pewien czas z dużą zaciętością pokonywał parkur, z czasem coraz bardziej słabnąc i zwalniając. W końcu zszedł z łebkiem w dół, uwypuklił grzbiet i ogólnie stał się bardziej przyjemny do jazdy. Nie leciał też na łeb na szyję, co dawało nijakie światełko w tunelu, że jeszcze może coś dzisiaj podziałają bez zbędnej szarpaniny.
Kolejnym ów bieganiny było to, że trochę się rozluźnił i przestał iść jak z trzonkiem od miotły w tyłku. To z kolei zaowocowało ładniej pojechanymi figurami, z których Chaos przestał usilnie uciekać. Co prawda do ideału było jeszcze daleko, ale małymi kroczkami do celu.
Z przejściami nie było już tak kolorowo, bo utrata części energii nie zmieniła nastawienia achała, który w dalszym ciągu był ,,do przodu''. Zagalopowywał od razu, ale sprowadzenie go do stój było już dużo, dużo trudniejsze. Amir nie tolerował nadużywania kontaktu, przez co Brian nie mógł przytrzymać go na pysku, bo ten od razu zaczynał machać głową jak opętany. Trzeba było rozpracować tą kwestię w inny sposób, ale to raczej był temat na cały, oddzielny trening. I to nie jeden.
Na chwilę odpoczynku w stępie zareagował bardzo ochoczo, bo jednak taka dawka galopu była dość męcząca. Tym razem samowolnie zszedł z głową w dół, głęboko oddychając. Dłuższą chwilę zajęło mu unormowanie oddechu, a gdy już przestał ziać, z powrotem wrócił do wysokiego ustawienia. Pojawiła się jednak jedna znacząca różnica - stawiał dłuższe, spokojniejsze kroki i swobodnie bujał głową na boki. Niestety jego pierwotne nastawienie wróciło z momentem, kiedy na horyzoncie pojawiły się drążki. Tempo najazdów było dość energiczne, ale skoczek w dalszym ciągu miał duże poszanowanie do przeszkody i wysoko unosił wszystkie cztery nogi, w efekcie przechodząc przez nie bez najmniejszego puknięcia. Druga konfiguracja również nie sprawiła mu najmniejszego problemu, bo był już dość obytym koniem i nie mógł się doczekać, aż zaczną się prawdziwe skoki.