To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Shockwave - 2017-03-12, 22:39

Stępując leśną ścieżką niósł wysoko i czujnie głowę, rejestrując każdy najmniejszy szmer towarzyszący im podczas tej wycieczki. To nie tak, że szukał powodu do ucieczki lub kombinowania, zwyczajnie zachowywał czujność. Odwaga była jedną z mocnym stron siwego, dlatego dziarskim krokiem pokonywał kolejne metry, tym razem Jo nie musiał go nawet zachęcać do aktywniejszego tempa, koń sam z siebie prezentował wydajny stęp. Ze stępa przechodząc w kłus, ruszył energicznie sprężystym krokiem, poruszał się z lekkością, choć ciężko było w tym momencie o jakikolwiek kontakt, ale nie oznaczało to, że Shock się wyryjał. Niósł spokojnie głowę z nosem przed pionem, powoli zaczynając żuć wędzidło i szukać oparcia na ręce. W miarę robienia przejść i kręcenia wolt, które dodatkowo zajmowały siwego zaczynał się rozluźniać i wchodzić na kontakt, co prawda wyraźny, ale nieprzypominający w żadnym stopniu uwalania się na ręce.
Po przejściu do stępa wyciągnął nos w dół, przy okazji nadal pozostając uważnym i skupionym zarówno na jeźdźcu jak i na otoczeniu, które cały czas miał na uwadze. Daleko było mu do paniki czy udawania, że się boi.

Jonah Wrens - 2017-03-19, 19:21

Tzn. pętla nie była na zasadzie wolty, a raczej jakiejś odnogi od głównej drogi, która z powrotem doprowadzała nas do głównej. Także przejścia nie były typowe dla pracy skokowej czy ujeżdżeniowej, a były na zwykłym chilloucie. Tak samo ręka dawała oparcie, ale nie wymagała niczego specjalnego, żeby koń mógł sobie psychicznie odpocząć od ciągłej pracy. Więc mniej więcej tak wyglądał nasz teren - Shockwave miał iść do przodu w dobrym tempie i tyle.
Dlatego gdy już chwilę postępował i odsapnął po ostatnim kłusie, ponownie zaprosiłem go do tego chodu. Spokojnie anglezując przemierzaliśmy kolejne metry, a gdy dopadliśmy ścieżkę, którą znałem pozwoliłem sobie wsiąść na krótko w siodło i zaprosić go do galopu na lewą nogę. Zacząłem tak jak typową pracę, jednak od razu przeszedłem w półsiad, zostawiając elastyczną rękę. Interweniowałem jedynie w momencie gdy ogier naprawdę próbował za bardzo przyśpieszyć, a wymagałem aktywnego ale równego tempa i jeszcze robiłem coś w sytuacji kiedy przebiegł już spory dystans, to wtedy zrobiłem lotną zmianę nogi, by też popracował na drugą nogę.

Shockwave - 2017-03-20, 17:15

Co do wolt to sobie wyjaśniłyśmy co i jak. :lol2:
W każdy razie każde wyginanie go od łydek dawało pozytywny rezultat, dzięki czemu Shock pozwalał się prowadzić zaledwie samymi palcami, bez użycia siły i wyraźnego kontaktu.
Po chwili stępa ochoczo przeszedł w kłus, poruszał się zrównoważonym tempem, aktywnie i chętnie prąc do przodu. Z niecierpliwością czekał na galop, ale nie pozwalał na to, aby ekscytacja znalazła przedwcześnie ujście.
Dopiero czując przykładaną łydkę kwiknął głośno i podbił zadem, wchodząc w galop. Nie napierał na wędzidło zbyt mocno, ale od samego początku przyjął dość mocne tempo. Zwyczajnie potrzebował spuścić z siebie parę, lekki dosiad Jonaha i jego stabilność pozwalały mu na swobodne obniżenie szyi i powolne uspokajanie się w galopie.
Przy zmianie nogi, ponownie sobie bryknął raczej w wyrazie radości niż robiąc to złośliwie. Przy tym wszystkim wciąż pozostawał pod kontrolą bruneta, miękki i przyjemny w kontaktach z ręką.

Jonah Wrens - 2017-03-20, 17:39

Miałem mocniej elastyczną granicę tolerancji w terenie pozwalając mu na te spokojne i długie wracanie do wolniejszego tempa. Nie ingerowałem specjalnie, dopóki nie próbował mnie ponieść lub zasuwać jak głupi, gubiąc po drodze nogi. Dlatego gdy zwolnił, lewa wodze na chwilę zrobiła się luźna, a ja poklepałem dłonią jego szyję. Obserwowałem drogę, szukając ścieżki, która prowadziła do łagodnych górek i dołków, nie wymagających przejść do stępa. Dlatego gdy zobaczyłem upragnioną drogę, zrobiłem półparadę tym samym trochę wycofując siwka i jednocześnie łagodnie zbaczając z głównego szlaku, na rzecz wcześniej wspomnianych górek. Ponownie poprosiłem o lotną zmianę nogi, kompletnie nie przejmując się bryknięciami, które nie były złośliwe. Poklepałem go po zmianie nogi i zostawiłem ogierowi tylko zewnętrzną wodzę do oparcia, a wewnętrzna nawet lekko sobie wisiała. Nawet gdy podjeżdżaliśmy pod górkę nic się w mojej postawie nie zmieniało, chyba że siwy postanowił przyśpieszyć, wtedy zwalniałem go łagodnie i znowu wracałem do mocno luźnego bycia na jego grzbiecie. A przy zjazdach z górek, cofałem ramiona i troszeczkę zmieniałem środek ciężkości, by Shock nie musiał gonić swoich nóg. Dopiero po chwili takiego solidnego galopu, zwolniłem go do kłusa używając jeszcze dodatkowo, a może nawet głównie głosu. Wypuściłem go nosem w stronę ziemi i po przejechaniu kilkudziesięciu metrów zwolniłem go do stępa na kompletnie luźnej wodzy. Przy okazji mogłem odpocząć od półsiadu, relaksując się o ile było to bardziej możliwe.
Shockwave - 2017-03-22, 18:32

W miarę kontynuowania galopu sam się wyciszał po spuszczeniu pierwszego nadmiaru emocji i ekscytacji. Parskając głośno przyjął niższe ustawienie swobodnie i obszernie kryjąc kolejne metry terenu. Równe tempo, okrągły i zrównoważony galop, chociaż nadal w dynamicznym wydaniu.
Niosąc się sam przy pomocy aktywnego zadu, nie tracił ani ustawienia ani równowagi, podczas, gdy Jo zaoferował mu luźną jak mniemam wewnętrzną wodzę, choć poruszając się po linii prostej ciężko mówić o wewnętrznej i zewnętrznej stronie.
Widząc z daleka górki przyglądał im się z uwagą, ale nie sądził, że Jonah skieruje go właśnie w tamtą stronę. Zmuszony galopować pod górę tuż po zmianie nogi, musiał nieco bardziej zaangażować zad, aby utrzymać nie tylko równowagę, ale też w miarę równe tempo. Przy zjazdach, zachowywał nieco więcej ostrożności, przez co nie rozpędzał się nadmiernie i cały czas pozostawał pod kontrolą.
Taka praca na górkach nie tylko wzmacniała mięśnie, ale też wyrabiała kondycję i uczyła równowagi, lekko zdyszany chętnie przeszedł do kłusa nosem nurkując w dół. Wypuszczając nos w kierunku ziemi rozciągnął masywną szyję równie ochoczo przechodząc do stępa, gdzie obszernym krokiem poruszał się dalej trasą wyznaczoną przez jeźdźca.

Jonah Wrens - 2017-03-22, 20:41

-Chyba dojrzałeś chłopie.
Odezwałem się rozbawiony i poklepałem jego szyję. Dałem mu więcej stępa niż planowałem na początku, nie chcąc go za bardzo przemęczyć całym terenem. Dlatego gdy znalazłem drogę, która zbaczała z górek, skierowałem tam ogiera z zamiarem powrotu do głównego szlaku. Dopiero na nim, więc po dziesięciu minutach zaprosiłem go do kłusa, powoli zbierając wodze. Znowu jechałem luźno jak wcześniej, spokojnie sobie anglezując w takt kłusa. Zerknąłem na zegarek i ponownie zaprosiłem siwego do galopu. Prowadząc go po głównym szlaku na lewą, bądź prawą nogą zależnie od tego jak biegła droga. W między czasie zerkałem na zegarek, sprawdzając czas żeby ten ,,trening" kondycyjny jednak miał sens. Więc po pięciu minutach galopu zaprosiłem go ponownie do kłusa, a następnie stępa dając mu dwie minuty przerwy i znowu zagalopowaliśmy, tym razem już powoli zawracając jakąś ścieżką w stronę stajni.

Shockwave - 2017-03-22, 22:40

Był co raz starszy, a lat mu przybywało zamiast ubywać, taki koński los, gdy starzejesz się szybciej niż swój ludzki towarzysz. Nie był jednak znów taki stary by móc nazywać go emerytem, zwyczajnie ufał Jonahowi, znał go i mógł pokusić się o odrobinę uprzejmości i dobroci ze swojej strony. Jak widać nawet taki koń jak Shock, gdy ufa potrafi być naprawdę oddanym wierzchowcem.
Ruszając kłusem, zaczął spokojnie bez zbytniego spieszenia do przodu, na równym kontakcie, w równym tempie poruszał się z lekkością i swobodą. Przechodząc z kłusa w galop zachowywał niskie ustawienie, gdzie zwyczajnie mógł się sam równoważyć i odpoczywać w takiej pozycji, gdzie mięśnie szyi pracował adekwatnie do mięśni grzbietu.
Nie wyrywał ani nie próbował przyśpieszać, dzięki czemu przejście z powrotem do kłusa i do stępa wypadły bez zbędnej walki o przytrzymanie konia. Shock sam z siebie chętnie przechodził w górę jak i w dół.
Kierując się powoli w stronę domu czuł, że poruszają się w tym kierunki dlatego w galopie zaczął iść do przodu znacznie agresywniej jednocześnie mocniej zaczynając napierać na wędzidło.

Jonah Wrens - 2017-03-22, 22:45

Gdy tylko zaczęliśmy już wracać w stronę domu i siwek zmienił swoją postawę, moja zewnętrzna ręka czyli ta uzależniona od nogi prowadzącej w galopie wycofała się, hamując ogiera. Wewnętrzną go nie ruszałem, jedynie przeruszając wędzidło, gdy ten się podnosił lub zapierał na wędzidle. Gdyby mnie zmusił do większej ,,walki", wtedy wsiadłem w siodło i zaparłem się lekko na zewnętrznej wodzy. Jeśli zwolnił pochwaliłem go i znowu przeszedłem w półsiad, o ile musiałem z niego zejść. Kolejne pięć minut minęło i ponownie zwolniłem, uprzedzając go półparadką i przechodząc od dosiadu i zewnętrznej wodzy. Poklepałem jego szyję i zwolniliśmy do stępa, żeby miał trochę więcej stępa do samego domu.
Shockwave - 2017-03-24, 23:01

Przytrzymany mocniej wszedł na wędzidło jednocześnie z szyi formując potężny rogal, nieznacznie zwolnił, choć nie było mowy o powrocie do normalnego tempa. Parskając wściekle przeżuł metal w pysku próbując wysunąć nos przed pion. Podstawił się mocniej zadem całą sylwetkę formując w postać zgrabnej okrągłej piłeczki. Pozwolił się delikatnie sprowadzić do niższego tempa, choć zrobił to niechętnie. Schowane w grzywie uszy miał przytulone do potylicy nawet, gdy przechodzili do stępa.
Wyraźnie był pobudzony, co Jonah mógł poczuć poprzez nerwowe żucie wędzidła i szastanie mlecznobiałym ogonem. Potrząsając łbem szedł aktywnym tempem walcząc sam ze sobą w tym momencie, rozsądek podpowiadał mu, że powinien pomimo wszystko podporządkować się właścicielowi. Ale paskudna natura i pewna przekorność charakteru siwego popychała go w kierunku nieczystych zagrań, chwilowo jednak podporządkował się brunetowi będąc jak tykająca bomba.

Jonah Wrens - 2017-03-27, 21:18

Nie zamierzałem go prowokować, więc tak dla zajęcia głowy siwki zacząłem bawić się ustawieniem jego głowy na lewo i prawo. Najpierw po zgięciu w jakąś ze stron prostowałem jego głowę, a dopiero po tym wyginałem na drugą stronę. Gdy już wychodziło nam to dobrze wtedy od razu z jednego ustawienia pakowałem go w drugie i na końcu poklepałem jego szyję, odpuszczając całkiem wodzę. Stępowaliśmy tak jeszcze kawałek nim pojawił się przed nami widok stajni. Na siwym podjechałem, aż pod samo wejście do budynku nucąc pod nosem jakąś melodię dla zajęcia głowy ogiera.
/zt

Shockwave - 2017-03-27, 21:38

Zmiany ustawienia zajęły go na tyle skutecznie, że po paru powtórzeniach popuścił w potylicy, żując przyjemnie dla ręki jeźdźca wędzidło. Parskając głośno, spuszczał z siebie nadmiar negatywnych emocjami, zaczynając się wyciszać i uspokajać.
Na luźnej wodzy maszerował chętnie do przodu, słuchając jednocześnie mruczenia Jonaha, które w pewien sposób pomagało mu się skupić i wyciszyć.

/zt

Elizabeth White - 2017-05-15, 19:43

Spod stajni ruszyły stępem prosto w kierunku pobliskiego lasu. Było to ulubione miejsce Elizabeth do samotnych wycieczek – wszędzie zieleń, cisza i świeże powietrze. Szczególnie teraz, gdy była wiosna i wszystko budziło się do życia. Ponadto pogoda sama w sobie zachęcała, by wyjść z hal i popracować odrobinę na zewnątrz. Słońce delikatnie muskało swoimi promykami skórę Kanadyjki, co było doprawdy przyjemne i koiło jej zmęczone ciało. Dziewczyna zdecydowanie bardziej wolała taki klimat, niżeli skwar panujący w Madrycie, do którego po prostu nie była przyzwyczajona.
Chciała, żeby ten wyjazd był przyjemny zarówno dla niej, jak i dla Petit. Pilnowała jedynie, by ta maszerowała ładnie do przodu, nie wymagając od niej niczego więcej. W taki sposób przeszły przez pastwiska, by wreszcie wjechać piaszczystą, wąską ścieżką pośród drzewa. Chcąc dojechać do głównego szlaku musiały trochę pomanewrować między konarami, dzięki czemu Coeur mogła się odrobinę powyginać. Dla White było to zdecydowanie bardziej uciążliwe, bo musiała wykonywać częste uniki przez wiszącymi nisko gałęziami, nie chcąc dostać nimi prosto w twarz. Na szczęście wkrótce dojechały do szerszej drogi, która w dalszym ciągu była miękka i przyjemna dla końskich kopyt. O ile klacz nie dawała jej żadnych powodów do niepokoju, kobieta dała jej więcej luzu, dzięki czemu mogła się również trochę porozciągać. White w między czasie gładziła ją po umięśnionej szyi, delektując się błogim spokojem, który panował dookoła. Co jakiś czas tylko było słychać melodyjny śpiew ptaków, a spokojny wietrzyk poruszał czubkami drzew.

Petit Coeur - 2017-05-15, 20:19

Po minięciu dobrze znanego klaczy dziedzińca stajni, zachowanie Petit uległo drobnej, aczkolwiek widocznej i korzystnej zmianie. Idąc po „obcym” (bo nie do końca, wszakże czasem jednak wychodziła w tereny) terenie, kroczyła żywiej i obszerniej niż zwykle, choć na treningach też nie można było jej zarzucić ospałości. Najwyraźniej dobrze na nią działała bliska obecność natury, była bowiem wyraźnie podniecona tym faktem, co nie przejawiało się jednak w żadnym niebezpiecznym lub niewłaściwym zachowaniu. Wręcz przeciwnie – krocząc „bujała” łbem w rytm kroków, bystrymi ślepiami lustrowała najbliższe otoczenie, strzygła uszami i od czasu do czasu głośno parskała. Elizabeth mogła pewnie się poczuć na jej grzbiecie, ponieważ Petit nie wyglądała na przejętą w najmniejszym stopniu tym, co działo się dookoła. Być może nie chodziła często w tereny, ale nie można było jej odmówić uwagi. Poza tym, takie wyjście zwyczajnie sprawiało jej radość i dawało tyle chęci do pracy, co nic innego, więc nie mogło być mowy o spięciu czy niezadowoleniu. Teraz był czas na przyjemności. Podobnie jak Elizabeth, gniada o wiele lepiej czuła się w tym klimacie i także rozkoszowała się padającymi na jej sierść promieniami ciepłego, wiosennego słońca. Z chęcią przemykała między drzewami, samodzielnie wyginając się wokół tego naturalnego slalomu. Było to dobre ćwiczenie, które poprawiało elastyczność klaczy, w dodatku przynosząc owe korzyści samo z siebie. Prawdę mówiąc Petit nawet nie spostrzegła, że musi to robić – jej celem był ruch naprzód, a że przy okazji musiała się trochę pogimnastykować… To nic takiego. Małymi kroczkami do celu. Po wyjściu na szeroką drogę skorzystała z długiej wodzy, lekko opuszczając łeb na prostej, rozluźnionej szyi. W dalszym ciągu szła energicznie i całkiem swobodnie, miękko niosąc na swoim grzbiecie.
Elizabeth White - 2017-05-15, 21:49

Nie żałowała sobie stępa, traktując go jako najlepszy masaż na świecie. Starała się przy tym maksymalnie rozluźnić, leniwym spojrzeniem lustrując jednolity krajobraz, który rozciągał się dookoła. Przez cały ten czas poruszały się głównym szlakiem, który był wyjątkowo rzadko uczęszczany, wygodny zarówno dla jeźdźca jak i konia, ale zarazem nudny. Elizabeth w końcu upatrzyła ścieżkę odbijającą w bok i od razu nabrała ochoty, by w nią skręcić. Ta jednak nie była tak ciasna i zarośnięta jak ta, którą wjechały do lasu. Wydawała się być długa, prosta i piaszczysta, więc Kanadyjka postanowiła ją wykorzystać do odrobiny kłusa. Wpierw jednak nabrała elastycznego kontaktu i zastosowała półparadę, by następnie wypchnąć klacz do wyższego chodu. Od samego początku zaczęła rytmicznie anglezować, w ów sposób chcąc narzucić gniadej odpowiednie tempo. Nie pozwalała na pędzenie przed siebie bez opamiętania, ale wymagała odrobinę aktywniejszego kłusa niżeli podczas treningów. Po za tym starała się po prostu nie przeszkadzać, dając Petit odrobinę się rozruszać w luźniejszej atmosferze. Co jakiś czas zmieniała nogę i robiła uniki przed niższymi gałęziami, na bieżąco rejestrując to, co znajdowało się przed nimi. Na szczęście była to całkowicie bezpieczna okolica, dzięki czemu nie obawiała się raczej bezdomnych, błąkających się psów. W końcu – nie oszukujmy się – znajdowały się aktualnie na odludziu, a ostatnie domy zostały daleko w tyle. To z kolei wcale nie przeszkadzało Kanadyjce, która przy każdej nadarzającej się okazji starała się nawiać z miasta i zwyczajnie odpocząć od cywilizacji.
Petit Coeur - 2017-05-16, 13:14

Chociaż główny szlak rzeczywiście nie był szczególnie bogaty w widoki i przez to interesujący, to Petit nie wykazywała najmniejszych oznak znudzenia. Jej fascynację można było przyrównać do radości małego dziecka, które się cieszy z najmniejszych, pozornie nieznaczących rzeczy. Mimo to chętnie przyjęła propozycję ruszenia kłusem. Pierw przeżuła krótko wędzidło, reagując w ten sposób na ruch wędzidła, po czym ochoczo i energicznie odpowiedziała na łydkę do kłusa. Od pierwszego kroku wyraźnie wyżej unosiła nogi, jednocześnie mocniej wyrzucając je w przód, co wiązało się z bardziej efektownym ruchem. Z początku rzeczywiście szła nieco za szybko, ale po chwili dostosowała się do rytmu wyznaczonego przez Elizabeth anglezowaniem. Nie mogąc przeć do przodu, zaczęła iść nieco pod górę, co wiązało się z naturalnym zaokrągleniem sylwetki. Szyję wciąż niosła wysoko, ale na zaokrąglonej szyi i na elastycznym kontakcie. Uniosła też grzbiet na wskutek przepływającej od podstawionego zadu energii. To wszystko przychodziło jej zupełnie bez wysiłku, bowiem chęci do pracy – którą w tych warunkach ciężko było nazwać pracą – dosłownie ją rozpierały. Cały czas była mocno zaoferowana i czujna, ale to nie znaczy, że głucha na pomoce amazonki. Wszystko wręcz idealnie ze sobą współgrało sprawiając, że wyjazd do lasu zapowiadał się naprawdę dobrze, w miłej atmosferze. W końcu kogo nie cieszy radość własnego konia, widoczna gołym okiem? Petit była zachwycona, co prawda nie musiała unikać gałęzi jak jej właścicielka, ale też nie reagowała gdy pojedyncze obijały się o jej boki.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group