To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Parcour - Parkur piaszczysty

Pandemonium - 2015-05-12, 20:27

PRZEJAZD CZ. 2


Udało mi się przeskoczyć stacjonatę, bez strącenia, mimo sporych problemów podczas najazdu. Na szczęście mieli to już za sobą, Pandemonium się uspokoił i skupił na pozostałej im części parkuru. Demon wylądował na lewą nogę i od razu skręcił w tą stronę, na dobre wracając do rytmu i ustawienia. Karosz skręcił z Diegiem po ciasnym łuku, gdzie przed przeszkodą numer 5 facet go naprostował, przed stacjonatą dał łydkę do wybicia tym razem wszystko potoczyło się bez problemów, ogier reagował błyskawicznie na pomoce od jeźdźca. Oderwał kończyny od podłoża, przeskakując nad przeszkodą i zgrywając się z jeźdźcem, wylądował miękko, po czym dał się poprowadzić ku następnej przeszkodzie.
Nadal poruszał się aktywnym i stabilnym tempem w galopie. Pojechali po prostej, dalej wyprostowali przed przeszkodą numer 6: okserem 105 x 80 cm. Tu wszystko odbyło się podobnie; łydka skutkująca dynamicznym wybiciem, ładne ułożenie się w locie i miękkie lądowanie,
Demon parsknął cicho i zaciął ogonem okazując w ten sposób radość i zadowolenie, zaraz też za pomocami od jeźdźca pojechał ku przeszkodzie numer 7, po drodze nieco przyśpieszając, by nie tracić czasu. Przy przeszkodzie numer 7 wszystko odbyło się podobnie: Diego dołożył łydki do wybicia, na co folblut zaraz zareagował, oderwał kończyny od podłoża, przeleciał z zapasem nad przeszkodą i dość miękko wylądował.
Ponownie przyśpieszając po lekkim łuku pokierowali się ku przeszkodzie numer 8: stacjonacie 100 cm z imitacją wody. Widząc tę przeszkodę sześciolatek parsknął nerwowo i na chwilę przytulił uszy do potylicy, bo chociaż przeszkoda nie była najwyższa, to była trudna, z powodu imitacji wody. Kiedy jednak przed stacjonatą znów dostał łydkę do wybicia, nie wyłamał się, skoncentrował, odbił się od podłoża energicznie i również na czysto pokonał tą przeszkodę. Póki co nie mógł specjalnie okazać swej radości, chociaż bardzo chciał, zadowolił się jednak pochwałą od trzydziestolatka, po czym opuścili parkur, a Diego rozstępował skoczka, gdzie wyjątkowo Demon nie sprawiał problemów, bo zeszło z niego sporo energii.

zt

Mistrz Gry - 2015-05-13, 09:57


    54; Trącenie przeszkody podczas skoku;
    b) powodujące konieczność odbudowy przeszkody; Naruszenie lustra wody podczas skoku.

    Opis
    Niemal do samego końca wszystko szło po waszej myśli, aż na samym końcu - na ostatniej przeszkodzie - wasz dotąd bardzo dobry wynik uległ pogorszeniu. Prędkość najazdu w stosunku do tego rodzaju przeszkody była za mała, przez co ogier nie oddał zbyt silnego i dalekiego skoku, co przy lądowaniu poskutkowało naruszeniem rowu i czterema punktami karnymi.

    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Petit Coeur - 2015-05-13, 09:58

Przygotowana do zaprezentowania się na parkurze została wyprowadzona ze stajni prosto na rozprężalnię przy parkurze, gdzie odbywały się zawody. Zatrzymana we wskazanym miejscu cierpliwie czekała, aż Jonah dopnie wszystko na ostatni guzik, a gdy już siedział na jej grzbiecie, ruszyła po łydce charakterystycznym dla siebie energicznym krokiem. Jako stosunkowo niewielki koń robiła więcej kroków niż jej więksi pobratymcy, ale mimo to nie drobiła, od początku dość znacznie wyciągając nogi. Była pełna zapału i ambicji, co zdradzało się w każdym jej ruchu. Stępując na luźnej wodzy niosła głowę uniesioną ponad wysokością kłębu, z zainteresowaniem rozglądając się dookoła. Po siedmiu minutach, które równały się zebraniu wodzy, skierowała uszy w stronę jeźdźca, na niego przenosząc swoją uwagę. Od samego początku starała się spełniać jego oczekiwania, tak więc na łukach nie kładła się do środka, a wpisywała się w nie należycie. Po kwadransie takiego wyginania się, przeszła do kłusa, który był równie energiczny co stęp. Zaraz dostosowała się do tempa narzuconego przez jeźdźca i utrzymywała je przez cały czas jazdy dookoła rozprężalni na obie strony, a także podczas wykonywania wszelakich figur. W następnej kolejności przeszła z powrotem do stępa, nie próbując wyciągnąć wodzy. Nie była zmęczona, ani też rozleniwiona, zatem kontynuowała wykonywanie ćwiczeń bez najmniejszego oporu. Przyzwyczajona do różnych oczekiwań, niemal od razu zrozumiała, o co chodzi Jonahowi w wyginaniu, które pomogło gniadej w odpuszczeniu potylicy.
Powtórnie wróciła do kłusa, wcześniej ustawiając się tak, jak życzył sobie tego mężczyzna. Od razu ustaliła aktywne, równe tempo kłusa, ponownie włączając w kłus różnego rodzaju wolty, na których przechodziła do stępa zarówno na początku, jak i na końcu koła. Błyskawicznie reagowała na wszelkie sygnały nie spóźniając się z wykonywaniem poleceń. Z czasem zaczęła wykonywać to samo ćwiczenie z tą różnicą, że z kłusa przechodziła do stój, a zaraz potem z powrotem do kłusa, bez zbędnych kroków stępa. To pomogło jej w zaangażowaniu zadu, zdecydowanie.
Później wróciła na pierwszy ślad i w odpowiedzi na zmianę ustawienia łydek, przeszła do galopu, nie rozpędzając się. Bez problemu zagalopowała na właściwą nogę pomimo zagalopowania na wprost. Nie próbując przyspieszać, trzymała równe tempo, w którym zrobiła parę okrążeń w galopie oraz kilka wolt, po których przeszła z powrotem do stępa po to, aby złapać oddech przed skokami.


Mruknąłem, zbierając wodzę po dobrych pięciu minutach odsapki. Ustawiona była stacjonata gdzieś z 70cm, więc postanowiłem rzucić ją trochę na głęboką wodę. Jednak nie mieliśmy czasu na oddanie miliard skoków, miało być ich kilka, ale konkretnych na rozgrzewkę. Dlatego też po zebraniu wodzy, ustawiłem klacz i dałem sygnał do zagalopowania, tym razem na lewo. Po wolcie od razu wyprowadziłem ją na sam środek przeszkody, pozwalając sobie na tej wysokości jedynie na pilnowanie tempa gniadej. Zadbałem o to, aby dojechała do końca i bez problemu odbiła się przed przeszkodą, we wskazanym przeze mnie miejscu. Bez zbędnej walki z pyskiem, jeśli coś nie pasowało, zrobiłem woltę i najechałem jeszcze raz.
W każdym razie po oddanym pierwszym skoku, poklepałem ją i poprosiłem o podniesienie przeszkody. Było to ciężkie zadanie dla klaczy, gdyż od razu ustawiono 100cm, jednak jak wspomniałem - nie chciałem marnować skoków.
Ponownie ruszyliśmy galopem, tyle że na prawo. Postanowiłem zaatakować przeszkodę z drugiej strony. Również tym razem pilnowałem tempa klaczy, za pomocą dosiadu, ew. krótkiego przepuszczenia przez wędzidło, bądź zmyłkowego oddania ręki. Mimo tego, iż nie robiłem jej korytarzu z wodzy, łydki cały czas czuwały nad prostą linią klaczy. W razie czego, byłem gotów przybliżyć do siebie nadgarstki. I znowu, doprowadziłem ją możliwie najbliżej i dałem sygnał do skoku. Zrobiłem półsiad i oddałem wodzę zależnie od tego ile dziewczynka tego potrzebowała.
Krótkie przejście do stępa i podniesienie, wraz ze zmianą przeszkody. Okser 100x110. Ponowne ruszenie, znowu z prawej strony. Tutaj bardziej sprawdzałem jak chętnie klacz idzie na przeszkodę i czy w ogóle woli skakać od kombinowania. Mieliśmy chwilę na zapoznanie, więc wykorzystywałem to jak najbardziej mogłem.
Prowadząc ją w światło przeszkody, dosiadem kontrolowałem jak wcześniej tempo. Starałem się doprowadzić ją jak najbliżej przeszkody i dopiero wtedy dać sygnał do skoku. Półsiad, oddana wodza i poklepanie po przeszkodzie. Od razu bez przejścia do stępa, nawrotka i powtórka skoku. Jeśli wszystko było w porządku, rozkłusowałem ją trochę, a następnie poprosiłem o przejście do stępa i dałem luz na wodzy.
Kiedy wyczytano moje nazwisko, pozbierałem klacz i ruszyłem z nią na parkur.
-Spokojnie mała, będzie dobrze.
Na miejscu poklepałem ją, kręcąc się wokół przeszkód. Szczególną uwagę zwracając na przeszkodę numer osiem i szeregi.

Mistrz Gry - 2015-05-13, 12:27


    36; Bolesny skurcz;
    Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała.

    Opis
    W połowie pierwszej części parkuru Petit dopadł nieprzyjemny skurcz w mięśniach prawego tyłu, który w pewnym stopniu wpływał na jakość ruchu. Mimo to determinacja zwierzęcia okazała się na tyle silna, by uporać się z kolejnymi skokami, choć niewiele brakowało do tego, aby doszło do niepowodzenia.

    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Champagne - 2015-05-13, 13:42

Gniada chętnie wkłusowała na parkur furcząc niczym rasowy ogier, naprężyła się, by nienaturalnie wysoko w trakcie poruszania się po parkurze podnosić kończyny, co mogło wyglądać dość komicznie; jakby klacz parzyło podłoże na placu. Po przejściu do stępa ciekawsko patrzyła na przeszkody pod które prowadziła ją Jess, by w akcie znudzenia - jeśli trwało to za długo - caplować pod nią nerwowo. Wiedziała co się święci, więc rosnąca adrenalina i napięcie w klaczy ukazywało się tak jak zawsze, takie delikatnie adhd.
Zatrzymała się tylko na chwilę, by nerwowo przed zagalopowaniem się cofnąć, a kiedy jednak otrzymała znak do galopu mocno weszła w niego, przez pierwsze foule nieco drobiąc, galopując stanowczo za mocno pod górkę, tak jakby chciała wyrwać się z trzymających ją pomocy. Jednak kontrola pomocy dziewczyny w trakcie całej wolty, płynne wyciszające ją półparady doprowadziły do tego, że spłaszczyła nieco galop na bardziej prawidłowy, jadąc mocną i szeroką foulą. Po wyjeździe z wolty kontrolowana na dwóch równych pomocach wyprostowała się stawiając uszy przed siebie. Gdy tylko wypatrzyła przeszkodę na którą się kierowali zadarła dość mocno pysk, do momentu aż nie zablokował ją przypięty do napierśnika wytok. Zazwyczaj trudno było ją rozluźnić do pierwszych dwóch/trzech przeszkód, podchodziła do nich nerwowo, na żyrafę, dając jednak możliwość kontroli. Tak było tym razem, parę fouli przed znów zaczęła mocniej wybijać w galopie, przedstawiając galop w miejscu (ale w ruchu), czyli mocne wybicie z zadu co krok + wysoka akcja przodów. Zapewne nie było to wygodne dla Jess, ale udało jej się to wysiedzieć aż do miejsca wybicia, w które klacz pewnie skoczyła, gdy tylko dostała taką możliwość. Dynamicznie weszła w punkt wybicia od razu mocno wybijając się z przodów. Jak przystało na jej styl na początku, przesadnie poszła w górę, pokazując nienaganne +30 cm zapasu. Pewnie zanurkowała pyskiem nad przeszkodą, jako, że umożliwiała to ręka dziewczyny, ogólnie jej prawidłowa równowaga w skoku dała jej możliwość zaprezentowania wręcz książkowego baskilu. W trakcie ostatniej części lotu mocno poprawiła zadem, naturalnie prawidłowo pracując nim w skoku. Lądowanie i od razu energiczne wejście w mocne tempo, na które pozwalała dziewczyna dając się prowadzić do kolejnej przeszkody, jak na razie znów prawidłowo wypłaszczając przesadny galop pod górkę.
Lubiła skakać, co było widać na parkurze, ale każdy błąd jeźdźca wychodził tylko, gdy się pojawił mimo tego atakującego stylu jazdy była naprawdę typem delikatnego konia, wystarczyły lekkie sygnały (ale prawidłowe) by ją zgasić. Bała się też stojaków, stąd konieczne było prowadzenie jej jak najdalej od nich - czyli na środek przeszkody. Ciężka rzecz w przypadku dogrywek, gdyż skróty musiały kończyć się idealnie prostopadle, ale nadganiała tempem, więc dawała radę.
Kiedy więc parę fouli przed dwójką dziewczyna zaczęła wycofywać klacz ta niechętnie zwolniła, nieco źle interpretując pomoce, przez co znów zaczęła przesadnie atakować przeszkodę specyficznym "podskakującym galopem", jednak dziewczynie znów udało się wysiedzieć i prawidłowo ją podprowadzić, więc ponownie chętnie zaatakowała wybicie, oddając nad stacjonatą trochę bardziej ekonomiczny, znów weszła w skok prawidłowo pracując szyją i plecami, mocno podkurczając przody, tak, że prawie odbiła się podkowami od popręgu z fartuchem, w trakcie lądowania mocno podbiła zadem, by przypadkiem nie trącić niczego tyłami i wejść dobrze w lądowanie. Na początku treningu była dość często barowana - nie zniechęciło jej to jednak do skoków, a jedynie powiększyło respekt do nich. Dla niektórych koni to dobry patent, dla innych... Niekoniecznie.
Jak na razie bardzo dobrze jej się jechało z siedzącą na niej dziewczyną, po lądowaniu znów weszła w swoje dość mocne tempo, gdy jednak poczuła, że dziewczyna ją skraca i kieruje w ostry zakręt weszła w korytarz z pomocy jak na razie chętnie idąc na "takie skróty". Nadal chciała mocno galopować, pewna swojej równowagi, jak jednak się okazało - dziewczyna niekoniecznie. Nadziała się na jej przesadne pomoce na ręce, automatycznie odbijając ryjem do góry, trudne do zrobienia, ale klaczy się udało - zatrzymała się z tak agresywnego galopu do stój, by od razu podbić przodami nieco w górę jako oznaka buntu i niechęci do dalszej kontynuacji jazdy w takim stylu. Położyła uszy po sobie, nerwowo się spinając. Cofnęła się o krok czy dwa, w momencie kiedy opadła na ziemię, ale kiedy ta zaczęła działać łydką/batem/ostrogami od razu zagalopowała, już przy pierwszym kroku (mimo, że byli może 3 foule przed przeszkodą!) bryknęła agresywnie, chcąc się jej pozbyć. Kiedy okazało się, że ta wysiedziała od razu poszła na przeszkodę, tym razem jednak ignorując pomoce do skoku - bała się ich. Sama wybrała miejsce wybicia, nieco za bliskie, ale wyszła z tego tym, że znów wysadziła w górę prawie w miejsca siląc się na +40/50 cm zapasu. Bardzo ciężki skok do wysiedzenia tym bardziej, że klacz znów wzięła tyle ręki ile chciała dodatkowo wytrącając dziewczynę z równowagi. Prawidłowo jednak oddali skok lądując blisko za przeszkodą, ale paniczna walka klaczy o nie strącenie przeszkody zaowocowała tym, że nawet jej nie tknęła. Od razu położyła uszy po sobie przez pierwsze foule po nieszczęsnym okserze pobrykiwując, by następnie znów wejść w swoje mocne tempo i pójść na czwórkę. Od początku leciała zaryjona, bojąc się o swój pysk i tak podeszła spięta i niechętna do stacjonaty, akceptując jednak miejsce wybicia wybrane przez Jess i w tym miejscu wchodząc w skok. Od razu zanurkowała pyskiem w stronę lądowania, prawidłowo się składając i wykonując technicznie prawidłowy skok, do tego tym razem ekonomiczny - może dlatego, że klacz miała chwilową niechęć. Po lądowaniu powrót do swojego tempa, tym razem bez bryknięć i pomału ponownie schodząc do ręki dziewczyny.

Jonah Wrens - 2015-05-13, 14:27

Po dokładnym obejrzeniu najważniejszych w moim mniemaniu przeszkód, wróciłem do ósemki. Nie tracąc już więcej czasu, ukłoniłem się i zebrałem klacz, od razu wymagając od niej solidnego ustawienia i podstawienia zadu. Ruszając ze stępa galopem na lewą nogę, dałem jej dosłownie chwilę na oswojenie się z sytuacją. Poprowadziłem ją tuż za ósemką, by wyprowadzić klacz na sam środek pierwszej przeszkody. Zamknięta w łydkach, pilnowana dosiadem gniadoszka miała zostać w równym tempie galopu. Wiadome, dawałem jej trochę więcej luzu niż większym koniom. Tak czy inaczej, doprowadziłem Petit do końca, by w odpowiednim miejscu dać jej sygnał. Wraz z nim wszedłem w półsiad, a rękę oddałem na tyle, aby klacz swobodnie mogła wyciągnąć głowę. Po skoku, zostałem w półsiadzie, oczywiście dostosowanym do dystansu, nie tym "skokowym". Nie zamierzałem jej męczyć, a dodatkowo chciałem wykorzystać jej wzrost i zwinność, którą niezaprzeczalnie miała w sobie. Postawiłem na ryzykowny przejazd, ale czasami się to opłaca.
Po mocno ściętym łuku do dwójki, wsiadłem w siodło i wycofałem klacz na tyły, dojeżdżając jeszcze do środka przeszkody. Wtedy dałem jej kolejny sygnał do oddania skoku, od razu w locie prócz oddania wodzy zasugerowałem jej dalszą jazdę w lewo. Po wylądowaniu poprowadziłem ją po ciasnym zakręcie do trójki, po drodze czując coś niepokojącego od strony tyłów. Nie mogłem teraz na to zareagować, gdyż byliśmy zbyt blisko oksera. Jedyne co w tej sytuacji mogłem zrobić i zrobiłem to prócz sygnału łydką, pomogłem jej niejako zmobilizować się, poprzez stuknięcie palcatem jej łopatki. W czasie lotu naparłem bardziej na prawe strzemię, by zasygnalizować zmianę nogi prowadzącej. Po oddanym skoku, zostałem w półsiadzie i jako że mieliśmy długi dystans do przegalopowania, puściłem ją, przy okazji zerkając na jej zad od prawej strony. Sprawdzałem czy klacz przypadkiem nie zaczęła kuleć, bo gdyby tak - nasz przejazd skończyłby się na trzeciej przeszkodzie. Na szczęście okazało się, że nie jest to tak poważne, więc kontynuowałem przejazd. W ostatnim odcinku przed czwórką, wsiadłem w siodło i wycofałem nieco klacz, by nie wyłożyła się na stacjonacie z płaskim skokiem. Lekko zamykając ją w korytarzu z wodzy zadbałem o dobry najazd i w odpowiednim momencie dałem jej sygnał do skoku. Oddając wierzchowcowi rękę, jedynie zasugerowałem lądowanie na prawą nogę. Po skoku zamierzałem wykorzystać jej zwinność i wybrać trasę bez objeżdżania ósemki.

Mistrz Gry - 2015-05-13, 14:35


    65; Trącenie przeszkody podczas skoku;
    a) bez naruszenia przeszkody;

    Opis
    Pokonanie całego parkuru wymagało od pary sporego wysiłku, wynikającego głównie z drobnego niezgrania. Mimo to udawało się wam wykonać przejazd na czysto, choć w pewnym momencie niewiele brakowało do zrzutki; podczas pokonywania szeregu, Champagne skacząc drugi człon otarła się kopytami o drąg, który niebezpiecznie się zachwiał, ale ostatecznie pozostał na swoim miejscu. Co za fart!



    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Carthago Z - 2015-05-13, 15:24

Siwek ni jak się nie spodziewał tego co miało się stać dnia kolejnego, jego dni wyglądały tak samo. Boks - pastwisko - boks i tak w koło Macieju, a ona przypadkiem na nim odznaki nie jechała? Kiedy młoda osoba zjawiła się pod jego boksem zmierzył ją czujnym spojrzeniem, nie miał okazji pracować jeszcze z młodymi ale pierwszy raz nigdy nie zaszkodzi nie? Ogier bez trudu dał się wy lonżować nieco brykał ale by spalić energię której miał ostatnio nadmiar, ogier do ludzi był spokojny, podobnież do koni jednak pracując z nim trzeba było go trzymać krótko bo potrafił zaszaleć. Zabiegi pielęgnacyjne mu się szczególnie podobały, potem trawka i powrót do boksu.

p r z y g o t o w a n i e

Następnego dnia rano dziewczynka znowu się pojawiła w stajni, dobrze że stajenni mieli oko na siwka bo inaczej byłby już cały brudny i pewnie szlag by ją trafił. Za to Carthago był nie zadowolony że musiał być czysty więc był lekko naburmuszony z rana. Po ubraniu go ruszyli wspólnie na rozprężalnie choć on nadal nie widział powodu wyjścia ale pewnie się dowie.

r o z p r ę ż ę n i e

Adel dosiadła jeszcze go przed wjazdem na rozprężalnie na co się zdziwił ale nie protestował, po poprawieniu wcześniejszym osprzętu w końcu go dosiadła co przyjął krótkim parsknięciem. Dziewczyna raczej musiała wejść z nim choćby na lekki kontakt gdyż inaczej koń ni jak jej nie słuchał. Po skróceniu nieco gwałtownym jak dla niego wodzy podrzucił pyskiem ale zaraz się uspokoił wracając do ustawienia. Jednak zamiast na hale rozprężeniową udali się na łąkę obok co miało swoje plusy akurat, w im mniejszym gronie pracują tym lepsza szansa ze szybciej się dogadają. Stępowali z 20 minut, gdzie po kilku zaczęli pomału przepracowywać pysk siwka. Po czym skierowali się na rozprężalnie w końcu, nawet już było mniej par. Pojechali do jednego z wolnych miejsc na hali gdzie ćwiczyli dalej, dopóki nie przeszli miękko do kłusa. Wtedy już jeździli po całej długości hali, ostatecznie po dwóch kołach zaczęli pracować na innym ustawieniu w kołach oraz innych figurach co by się porządnie rozgrzać. Początku o wyższych średnicach by z czasem je zacząć zmniejszać, wykonywali wszystkie znane sobie figury. Przeplecione były zmianami kierunku, przez przekątne, wolty oraz koła. Jednym z ważniejszych elementów ich pracy były przejścia kłus-step i na opak, on nie miał zegarka więc ona musiała pilnować czasu ale przynajmniej wiedziała że ogier potrzebuje już przytrzymania oraz mocniejszych sygnałów do czego szybko się dostosowała. W końcu przeszli płynnie do galopu wpierw na lewo, najpierw dwa koła na luzie po czym po nich znowu różne figury koła, serpentyny, wężyki, lotne zmiany nogi i łopatką do wewnątrz. Jak już się rozgrzali w tym chodzie najechali na jedną z pierwszych stacjonat do rozgrzewki, po dojechaniu oraz sygnale odbił się od ziemi, składając w locie oraz wyciągając by zaraz miękko wylądować po drugiej stronie. Powtórzyli skok jeszcze na drugą nogę co oczywiście nie sprawiło mu trudności, nawet po podwyższeniu przeszkody siwek płynnie jechał pod nią oraz przeskakiwał. Wszystko powtarzali dwa razy na każdą z nóg, by kolejno przeskoczyć tą samą stacjonatę o wysokości 115 i skierować się do oksera 110 x 100 którego przeskoczyli tak samo tyle że na płasko bardziej. By na koniec przeskoczyć stacjonatę 120cm finalnie i przeszli do kłusa potem stępa i czekali na wezwanie.

Petit Coeur - 2015-05-13, 15:26

Stępując po parkurze nie zdradzała po sobie najmniejszych oznak stresu, które po prostu nie występowały. Co najwyżej była mocno zainteresowana wszystkim dookoła, ale też nie wymykało się to spod kontroli. Zebranie było dla niej sygnałem do rozpoczęcia pracy, toteż z powrotem skupiła się wyłącznie na jeźdźcu, o chwili przechodząc ze stępa do galopu na lewą nogę. Wpisując się w łuk za ósemką, po wyjściu z zakrętu postawiła uszy na przeszkodę rozpoczynającą parkur, na którą kierowali się teraz równym galopem. Musieli naprawdę zabawnie wyglądać w takim połączeniu i w zestawieniu z pełnowymiarowymi przeszkodami jak na tę klasę. Mimo to odwaga i determinacja Petit były wyczuwalne na odległość. Zdawała się nie zauważać jakichkolwiek trudności, bo w gruncie rzeczy znacznie wyższy jeździec nie był jakimś wielkim problemem, dopóki potrafił to zrekompensować wierzchowcowi. A Jonah umożliwił jej to, pozwalając na nieco mocniejsze tempo i dając jej trochę więcej swobody. Tak więc w trakcie najazdu na okser, zawczasu uniosła nieco głowę, aby uważnie przyjrzeć się konstrukcji przeszkody, co jednak nie oznacza, że "wylamiła" się przesadnie. W wybranym miejscu oddała silny skok, w samo odbicie wkładając sporo energii i siły. Wbrew temu jak to wyglądało, Petit pokonywała przeszkody z łatwością - odbijała się jak piłeczka pingpongowa. W trakcie lotu nad okserem rozciągnęła się nad drągami, starannie składając przody i dociągając je do mostku, otwierając się zadem. Wyciągnęła mocno szyję, chwytając równowagę i już teraz wyglądając kolejnej przeszkody. Wylądowała daleko, amortyzując lądowanie na stawach pęcinowych i błyskawicznie zbierając się w sobie po oddanym skoku i wyrażając gotowość do dalszego działania. W dystansie utrzymała wcześniej uzyskane tempo, kierując się do kolejnej przeszkody skrótem, który zapewniał im kilka zaoszczędzonych sekund. Petit dzięki swojemu wzrostowi była bardzo szybka i zwrotna, a przy tym wystarczająco silna - miała duże szanse na to, aby przy odpowiednim treningu pokonywać z powodzeniem większe i trudniejsze parkury niż ten.
Tak więc nie zrażając się ryzykowanym najazdem, w odpowiedzi na działanie dosiadu wycofała się nieco na tył, tym samym kumulując w sobie więcej energii, którą uwolniła przy odbiciu. Po raz kolejny oddała silny i poprawny skok, nie mając żadnych problemów z równowagą ani szybkością reakcji. Jej dodatkowym atutem było to, że nie nakręcała się przesadnie takim sposobem jazdy i pozostawała w pełni sterowna. Wylądowała na lewo, tak jak zasugerował jej to Jonah już w trakcie lotu,
Tuż po wylądowaniu weszła w ostry, ścięty zakręt do przeszkody oznaczonej numerem trzecim. Prawdopodobnie odrobinę za mocne zaangażowanie w ten manewr sprawiło, że mięśnie klaczy chwilowo odmówiły jej posłuszeństwa. Czując nieprzyjemny skurcz w jednej z tylnych kończyn, skuliła uszy, wyraźnie tracąc na jakości ruchu. O wiele słabiej pchała się zadem, ale adrenalina również robiła swoje i w pewnym stopniu tłumiła ból. Tak więc nie licząc drobnego upośledzenia ruchu, zdołała wyjść z zakrętu tuż na wprost oksera, dodatkowo zmobilizowana przez Jonaha. Nie mając innego wyjścia niż odbicie się tuż po wyjściu z zakrętu, uczyniła to, starając się to zrobić jednakowo mocno jak przy pełnej sprawności. Nie do końca jej to wyszło, ale widocznie szczęście także miało to swój wpływ, bo mimo nieco ryzykownego lotu, udało się jej nie zahaczyć o drągi. Z głuchym stęknięciem wylądowała po drugiej stronie, szastając ogonem, bo skakanie wcale nie miało zbawiennego wpływu na skurcz. Dlatego też pierwsze parę kroków galopu było dość sztywne, Petit zdawała się próbować oszczędzać nogę. To wprowadziło w jej ruch odrobinę nieregularności, ale wyraźnie nie przeszkadzało to gniadej w dalszym pokonywaniu parkuru. Potrząsając łbem i wciąż nieco kuląc uszy, pogalopowała do czwartej przeszkody, w miarę pokonywanych metrów czując, że skurcz powolutku odpuszcza. Przed samym oddaniem skoku została powtórnie wycofana, skupiając się już nie na bólu, ale na przeszkodzie. Wyczekując momentu, w którym Jo pozwoliłby jej skoczyć, kumulowała w sobie coraz więcej energii. Po otrzymaniu sygnału do skoku, skorzystała z podstawionego zadu, który pozwolił jej na oddanie pionowego skoku nad stacjonatą. Także nad tą przeszkodą poskładała się, tym razem jednak nie tak starannie jak wcześniej. Skurcz jednak niemalże ustąpił, toteż po wylądowaniu na prawo Petit bez żadnych bolesności weszła w kolejny, mocny zakręt do piątej przeszkody.

Mistrz Gry - 2015-05-13, 15:32


    82; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.

    Opis
    Skurcz całkowicie ustąpił po pierwszej połowie parkuru, zwracając klaczy pełną swobodę ruchów. Wszystkie zaplanowane przez Jonaha skróty powiodły się, co okazało się sporą oszczędnością czasu przy jednoczesnym zachowaniu poprawności. Pokonaliście parkur na czysto, a publiczność pożegnała was brawami - w końcu dzięki temu mieliście szansę na podium!


    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-05-13, 15:44


    77; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.

    Opis
    Ulewy, które cyklicznie przechodziły dnia dzisiejszego sprawiły, że podłoże momentami było dość grząskie pomimo tego, że było wysokiej jakości. Przez to stało się nierówne, co poskutkowało tym, że ogier w trakcie najazdu na tripplebarre 4a zahaczył parokrotnie kopytami o ziemię, tym samym wybijając się z rytmu. To z kolei miało wpływ na odległość, która przestała się zgadzać i mało doświadczony koń odmówił skoku w ostatnim momencie, wyłamując.


    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Adele - 2015-05-13, 15:59

Małej Adele stres póki co nie dawał się we znaki. Bacznie obserwowała przejazdy innych, uznając, że ma stosunkowo niewielkie szanse, ale mimo wszystko nie zamierzała rezygnowac. Słysząc charakterystyczne słowa - 'przygotowuje się Carthago', skróciła wodze, zakłusowała i chwilę pokręciła się po rozprężalni, by z momentem ukończenia przejazdu przez ostatniego zawodnika, wjechac z ogierem na parkur.

p r z e j a z d


Krążąc po parkurze rozglądała się uważnie, decydując się na to, że nie będzie pokazywac Carthago przeszkód. To mogłoby wywołac niepotrzebne nerwy, których trzynastolatka nie chciałaby tłumic. Gdy już wstępnie objechała parkur, skierowała się w stronę budki sędziowskiej; w odległości kilkunastu metrów od komisji zatrzymała konia, a następnie chwyciła obie wodze w lewą dłoń i ukłoniła się, posyłając im promienny uśmiech. Następnie złapała pewnie obie wodze, skracąc je do właściwej długości i zagalopowała. Wprowadziła ogiera na koło, na którym pozostała do otrzymania sygnału. Usłyszawszy dźwięk dzwonka podniosła konia, wprowadzając go w wyższe ustawienie i odszukała wzrokiem pierwszej z przeszkód. Najazd na nią był stosunkowo przyjemny, więc pilnując, by koń ani do niej nie gonił, ani się nie ociągał, weszła w lekki siad i wprowadziła Carthago na linię prostą do przeszkody. Weszła na nią po łagodnym łuku, dopiero w zakręcie siadając w siodło. Dystans na szczęście obu pasował, więc niczego nie musieli przypłacac zrzutką. Trzynastolatka w wyliczonym przez siebie, optymalnym miejscu odbicia posłała ogierowi krótki, klarowny sygnał do oddania skoku. Podążyła za ruchem konia, bez kłopotu zabierając się z nim i wchodząc w półsiad; wysunięte nadgarstki zapewniły ogierowi możliwośc wyciągnięcia szyi, a odciążenie grzbietu przez jeźdźca prawdopodobnie umiliło mu lot. Po wylądowaniu szybko się 'ogarnęła', znów odszukując właściwej przeszkody - w tym wypadku oksera. Dziś nie stawiała na wygraną, więc mocnym, ale nie rozgrywkowym tempem, w dobrym stylu wyjechała zakręt i wyprostowała konia. Ograniczone pomoce wskazywały siwkowi na to, że omijanie przeszkody nie jest fajne ( :lol: ). Tu także nie było problemu z dystansem, więc we właściwym czasie Adele poinformowała siwka o tym, że powinien oddac skok i razem z nim zabrała się do lotu, prawidłowo składając - wysunęła biodra do tyłu, a nadgarstki przed siebie, 'przyklejając się' do szyi konia. edit. Zaraz po lądowaniu posłała Carthago krótką łydkę, zachęcającą do lekkiego, wręcz minimalnego dodania - chciała nadrobic nieco czasu w dystansie. Na całe jej szczęście koń nie zawisał na długo nad przeszkodami, ale mimo wszystko nie chciałaby byc tą, która pokonywała parkur najdłużej ze wszystkich. Uniosła głowę do góry, jak zawsze mierząc parkur bardzo uważnie i znajdując następną przeszkodę, okser. Zdecydowała się na wykonanie skrótu, więc skręciła stosunkowo wcześniej, bowiem tuż obok ósmej przeszkody, dosyc ciasnym, ale bardzo precyzyjnym łukiem kierując ogiera w stronę stacjonaty. Do samego końca utrzymała mocne tempo, prawą wodzą ograniczając siwemu możliwośc ucieczki - bo jeśli miałby wyłamac, to tylko na prawo. Z drugiej strony ograniczało ich ogrodzenie, ewentualnie mógłby się tylko zatrzymac, acz z tego, co wiedziała Adele, nie miał ku temu powodów. Procedura skoku wyglądała tak samo, jak kilkanaście sekund temu: łydka na wybiciu, cofnięte biodra, nadgarstki wysunięte wzdłuż szyi i złożenie się z koniem do lotu. Bez kłopotu pokonali ów przeszkodę, przy czym na lądowaniu dziewczyna bardzo szybko wróciła w siodło i skierowała konia na kolejną przeszkodę, mianowicie tripplebarre. Od początku trzymała jedno tempo, w którym pasowało wszystko - plany jednak pokrzyżowało... nierówne podłoże. Nieco wybita z równowagi, nie mówiąc już o koniu, nie była w stanie przewidziec tego, że dystans nie będzie kompletnie pasował. Mimo wszystko instynktownie nie złożyła się do lotu sama, czekając z tym na konia - i słusznie, bo gdyby to zrobiła, wylądowałaby po drugiej stronie przeszkody. Gdy tylko koń zatrzymał się, poklepała go delikatnie po szyi i wycofała z pod przeszkody; nie mogła winic ani jego, ani siebie za to, co właśnie miało miejsce. Zagalopowała na nowo, objeżdżając dookoła jedynkę i dopiero kierując się w stronę tripla. Starała się ograniczyc przejeżdżanie przez nierówności, omijanie ich niekiedy przypłacając 'wężykiem' przy najeździe. Mimo to, ta strategia dała im możliwośc bezproblemowego pokonania przeszkody. Ze świstem wypuściła powietrze, będąc wdzięczna tej nieznanej sile, która sprawiała, że do tej pory siedziała w siodle - czytaj swojej własnej równowadze. Do drugiego członu szeregu dojechała spokojnie, aczkolwiek nie gubiąc przy tym swojej charakterystycznej pewności siebie.

Anonymous - 2015-05-13, 19:24

W narożniku płynnie przeszła do miękkiego galopu, nie rozpędzała się ani nic takiego. Nie w głowie było jej ścinanie narożników, jako WKKW'istka była nauczona ich wyjeżdżania. W figurach ładnie się zginała, na początku nieco sztywno, jednak kiedy Augustus wymagał tego od niej to się z czasem rozciągnęła. Zwolniła do kłusa i wjechała na przekątną, a wtedy poczuła uczucie niepewności u jeźdźca. Sama jednak spokojnie kłusowała, a następnie zagalopowała płynnie, robiąc wszystko jakby dokładniej, żeby się biedak nie stresował. Przeżuła wędzidło, czując co rusz odpuszczający kontakt na wewnętrznej wodzy, a sama skierowała uszy w stronę jeźdźca, jakby chciała powiedzieć "stary, co ty wyrabiasz?"
Jonah Wrens - 2015-05-13, 22:39

Na szczęście podjąłem dobrą decyzję nie narażając klaczy na poważniejszą kontuzję. Po czwartej przeszkodzie, mogłem śmiało stwierdzić, iż zażegnaliśmy nasz kryzys. Pozostało trzymać kciuki za to, aby dalsza część przejazdu poszła po mojej myśli. W końcu grzechem byłoby nie skorzystać z takiego konia.
W każdym razie, po czwórce tak jak zaplanowałem, postawiłem ciasny zakręt na piątkę, przebiegający przed ósmą przeszkodą. Dopiero na ostatnim zakręcie wsiadłem w siodło, nieco zwalniając gniadą, by skupiła całą siłę na mocnym i ładnym parabolicznym skoku. Na nic nam był w tej sytuacji daleki i płaski skok, zważywszy na to, że nie mieliśmy zbyt wiele miejsca, a dodatkowym utrudnieniem było to, że drugi człon szeregu leżał na łuku. Niby prosta sprawa, a jednak tak łatwo było się pomylić w liczeniu fouli. Skupiając się jednak na pierwszym członie piątki, wyprowadziłem klacz możliwie najbliżej środka przeszkody, starając się aby najazd był prosty, a nie pod kątem. Co nie było proste z drogi, która wybrałem jako najazd. Zrekompensowałem to klaczy wszelkim staraniom, by zaangażowała zad jak najbardziej było to możliwe. Dałem jej sygnał do skoku i nie przeszkadzałem. Mogłem już jedynie oddać rękę i zrobić półsiad, resztę pozostawiając w jej rękach.
Po udanym skoku, galopowaliśmy na lewo po łuku do drugiego członu. Na szczęście organizator był łaskaw i ustawił stacjonatę, a nie drugiego oksera, więc byłem mocno zadowolony. Mogłem na spokojnie doprowadzić klacz do drugiej przeszkody, z którą na pewno bez problemu sobie poradziła.
Wyjeżdżając z szeregu, prosiłem klacz o kontynuowanie galopu na lewo. Tym razem nie zamierzałem schrzanić sprawy, więc pozostawiłem Petit ze trzy foule prostego galopu na sam środek triple. Tutaj jedynie zachowałem korytarz z wodzy, nie próbując jej zwalniać. Wręcz przeciwnie, dałem jej mocniejsze tempo, by mogła oddać daleki skok. Tym samym doprowadziłem ją możliwie jak najbliżej pierwszego członu, by najwyższy punkt lotu był na ostatnim drągu. Oddając jej całą rękę, utrzymałem dłużej półsiad z racji dalekiego skoku. Od razu po skoku dalej prowadziłem ją w lewo, pozostając w półsiadzie. Jako że czekał nas galop w dystansie, nieco ją rozpędziłem, by zyskać trochę cennych sekund. Dopiero chwilę przed szeregiem usiadłem w siodło i wycofałem klacz. Nie robiłem tego wcześniej, nie widząc żadnych problemów w prowadzeniu wierzchowca. Po daniu sygnału przed stacjonatą, oddałem na spokojnie wodze robiąc przy tym półsiad. Wróciłem w siodło i doprowadziłem ją do drugiej stacjonaty, po czym znowu dałem jej sygnał do skoku. Po przedostatniej przeszkodzie, znowu wszedł mój ryzykancki plan skracania trasy. Odciążyłem zad klaczy i ruszyłem mocno na skróty. Ścinając dobre metry, usiadłem nim zacząłem skręcać, gdyż zaraz po tym klacz wypadła foule przed przeszkodą. Nawet nie miała czasu na zawahanie, ponieważ od razu dostała sygnał do oddania skoku. Wraz z lekkim puknięciem palcata w łopatkę.
Ostatni raz zrobiłem półsiad i wysunąłem rękę do przodu, aby oddać jej wodzę. Wraz z zetknięciem się kopyt Petit z ziemią, puściłem luźno wodze i wyklepałem solidnie jej szyję. Powoli łapiąc i zwalniając klacz do stępa, dałem się jej nacieszyć owacjami, na które jak najbardziej zasłużyła. Wyjeżdżając z parkuru od razu zeskoczyłem z jej grzbietu, poluzowałem popręg i podciągnąłem strzemiona. Prowadzałem ją w ręku, by mogła sobie odpocząć. A kiedy już złapała oddech, wróciliśmy. Zająłem się nią należycie, chłodząc całe ciało, nie zapominając zadbać o jej "podniebienie". Dorzuciłem jakieś smaczki w postaci marchwi i jabłek, dbając też o solidną kolacje dla małej.
/zt

Christian Levrull - 2015-05-14, 01:20

Jak na razie całkiem dobrze prowadziło mu się Bad, mimo tego, że czuł iż próbuje przejmować kontrolę w trakcie dojazdu i szukania miejsca wybicia, potrafiło się ją odpowiednie skrócić i działaniem pomocy zwrócić uwagę na siebie. Co nie zmienia faktu, że nie można było "spuścić z niej ręki", pełna kontrola cały czas, wystarczyła chwila by wykorzystała chwilową nieuwagę. Dlatego skupił się na stałym działaniu swoich pomocy, tak jednak, by potrafiły zadziałać zawczasu. Kiedy podbiła zadem w trakcie jazdy do piątki jedynie wszedł w półsiad od razu dając łydkę do tempa, by jej takie rzeczy były w głowie, nawet jeśli to z radości, ale każde takie zachowanie wybijało z równego dotychczas rytmu. Przed piątką usiadł w siodło, parę fouli przed ponownie podnosząc przód półparadami, na stałym kontakcie rozmawiał z jej pyskiem pulsującą wodzą, trzymając wodze aż do końca. Podprowadził karą do miejsca wybicia. Przed okserem łydka do wybicia, bez uciekania resztą pomocy, wraz z nią wejście w półsiad, mocne oparcie nogi w strzemieniu dla poszukiwania równowagi, ręka idąca za ruchem klaczy. Przy lądowaniu powrót w siodło bez utraty krótkiej wodzy na kontakcie od razu podniesienie klaczy i bez utraty impulsu (cały czas działanie aktywizującą łydką) podprowadzenie do drugiego członu, pomoce do wybicia ponownie wejście z nią w równowadze do skoku, miękkie lądowanie i od razu mocna łydka do przodu, do nadrobienia tempa, jak i uniemożliwienia jej pobrykiwań - by skupić jej uwagę cały czas rozmawiał pomocami z nią.
Zakręt na lewo i w korytarzu z wodzy, pilnującej łydki i pewnego dosiadu prosta jazda w stronę tripla. Nie dawał jej chwili zawahania cały czas kontrolując jej manewry, gdy próbowałaby spłynąć "odbijał" ją łydką wraz z przytrzymaniem wodzy i skręceniem ponownie na trasę. Jeśli przesadnie atakowała, półparadami gasił ją, kontrolując też w hamującym dosiadzie, jeśli zwalniała wahając się od razu mogła poczuć pomoce aktywizujące do ruchu na przód. Znów szukanie miejsca wybicia i podprowadzenie klaczy w wybrany punkt. Bez utraty kontaktu z pyskiem wejście w skok łydkami, przejście do półsiadu w locie zachowując równowagę w skoku, tak by karej nie przeszkadzać, lądowanie na lewo i kontynuacja jazdy mocno do przodu.
Pogoda jednak ich nie rozpieszczała, kiedy zaczęło po prostu w sekundę lać. Od razu czuł dekoncentrację klaczy, a i samemu teraz było trudno ją ratować, gdyż zaczęła się minimalnie ślizgać. Bardzo trudne było podprowadzenie klaczy do szeregu, gdyż w ucieczce przed śliskim podłożem zaczęła przesadnie gonić do przodu co poskutkowało zignorowaniem jego powstrzymujących pomocy, gdyż po prostu by wyrżnęła jak długo, sam więc w myślach przeżegnał się i starał się pomóc jak mógł. Pierwszy skok okazał się jednak za płaski (przez tempo) przez co zrzucili pierwszego drąga, po lądowaniu po nieszczęsnej przeszkodzie znów skorygował jej przód, by go unieść i jakoś się wyratować. Drugi człon pokonali bez problemów, dlatego po lądowaniu wyregulował tempo do ostatniej przeszkody.
Znów korytarz z wodzy/łydki, korekcja pomocami do lekkiej jazdy od zadu i podejście do odpowiedniego miejsca wybicia. Półsiad, ręka idąca za jej pyskiem umożliwiająca rozciągnięcie się nad imitacją wody, lądowanie i ostry finisz w błocie! Następnie obfita pochwała, jako, że i tak kobyła zachowała się świetnie jak na pierwsze ich wspólne zawody, mimo fatalnego przez pogodę podłoża. Przeszedł z nią do kłusa opuszczając parkur, a następnie rozstępował. Wrócił do stajni wraz z klaczą, gdzie odpowiednio zrekompensował oraz wynagrodził wcześniejszy wysiłek.

{zt}



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group