To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Sonja - 2017-02-06, 23:39

Sonja zlustrowała spojrzeniem siwego wierzchowca. Faktycznie, wyglądał na kompletnie wyluzowanego. Dziewczyna uśmiechnęła się, wypuściła swobodnie powietrze z płuc i poluzowała wodze, umożliwiając swojemu koniowi przywitanie się z towarzystwem.
Przygryzła wargę na pytanie mężczyzny. Zdała sobie sprawę, że wciąż jeszcze nie obdarowała go swoim spojrzeniem. Ciągle przyglądała się jego rumakowi. Cóż, biorąc pod uwagę jej nagle spięte barki można stwierdzić, że jednak nie jest tak silną i niezależną kobietą, co?
Przełknęła ślinę, zamknęła oczy i odetchnęła głęboko. Już po raz kolejny. Otworzyła powoli oczy, przyglądając się twarzy Chrisa. Uśmiechnęła się, choć był to uśmiech wymuszony. Niemniej wyglądał bardzo niewinnie,
- Z przyjemnością - odparła, co dziwne, szczerze. Może i uśmiech był wymuszony, ale tak naprawdę ulżyło jej. Niby myślała, że jest wyluzowana, ale jakoś miała mimo wszystko stresa. Nasłuchała się opowieści o zimowych jeździeckich wypadkach na skutych lodem leśnych ścieżkach i mimo wcześniejszego poznania trasy, strach ją obleciał. Choć starała się go wykurzyć. Cóż, paranoje bywają silniejsze niż zdrowy rozsądek.
Posłała konia przed siebie, a Chris na swoim siwym rumaku pewnie podążył obok niej. Sonja pozwoliła swojemu gniadoszowi iść lekko wysuniętemu do przodu, bo konie idące równo mogłyby się chcieć zacząć ścigać, a w takim ustawieniu wydawały się dobrze akceptować swoją pozycję. Plus dzięki temu Sonja nie musiała się okręcać na maksa do tyłu, by usłyszeć Chrisa. Wystarczyło tylko, by lekko obróciła głowę. Toteż uczyniła to, zerkając przelotnie na chłopaka. I zaraz odwróciłaby wzrok z powrotem, gdyby nie to, że twarz chłopaka zatrzymała na sobie jej spojrzenie. Finka przygryzła wargę. Czy na go nie znała?
Taaaak, to może być to.
Uśmiechnęła się, tym razem już spokojniej, ze szczerością. Odwróciła głowę ponownie przed siebie. - Czy to nie z tobą lepiłam śniegowego konia na pastwisku?

Chris Moore - 2017-02-07, 20:39

Był aż nadto wyczulony, więc nie umknęło mu lekko przydługie spojrzenie brunetki. Starał się unikać jej wzroku, zaschło mu w ustach. Paranoja dała o sobie lekko znać, jak gdyby nie mogła dać o sobie zapomnieć na dłużej niż kilkanaście minut, tak... To ciężkie do wypędzenia demony! Poczuł więc, że musi chociaż oględnie wybadać sytuację - amazonka wyglądała na tak samo zestresowaną spotkaniem, jak i on, więc może nie jest zagrożeniem? Odetchnął głęboko, starając się doprowadzić samego siebie do porządku.
Zaczekał spokojnie aż gniadoszka ich wyprzedzi, wtedy dopiero spokojnie poprosił siwka o zwrot na przedzie i dojechał do nowych towarzyszy podróży. Od razu zauważył, jak Sonja wyprowadza swojego kopytnego na prowadzenie - starał się więc prowadzić wałacha tak, by łbem nie przekraczał łopatki idącej obok kobyły. Zostawił też sporo przestrzeni po boku, ot, dla komfortu. Pytanie sprawiło, że zmarszczył lekko brwi, wkraczając głębiej w sferę wspomnień.
-A tak, tak... Ze mną, madame.
Skłonił lekko głowę, na naprawdę długi czas porzucił tego rodzaju grzecznościowe formy, gentlemańską mowę, bo obawiał się, że zbyt szybko go zdradzi - że będzie jego cechą charakterystyczną, a uciekający takowych mieć nie powinni! Teraz jednak poczuł ulgę, że nie musi się hamować w tak błahym aspekcie, przypominał sobie powoli ich pierwsze spotkanie - chyba okrył ją płaszczem, rozmawiali o jej koniach... I chyba o niczym więcej?
-To był najlepszy bałwan, jakiego zrobiłem w życiu!
Posłał jej szczery, promienny uśmiech. Pamiętał jednak, jak bardzo była przytłoczona jego obecnością wtedy, na pastwisku... Przynajmniej na początku; dlatego też na razie nie zasypywał jej pytaniami i nie wciągał w niepotrzebny dialog, cieszył się jedynie tak szczęśliwym zbiegiem okoliczności.

Sonja - 2017-02-07, 23:55

Uniosła lekko jedną z brwi, słysząc, jak Chris się do niej zwraca. Można by pomyśleć, że zastanowiło ją to, jak ją nazwał - madame. Jednakże pamiętała, że i podczas ich ostatniego spotkania Chris używał dość specyficznego słownictwa. Wyrafinowanego. Tak, był wyrafinowany. Ale właśnie to o nim zapamiętała, bo było to dość charakterystyczne. Dlatego też bardziej zastanowiła się nad czym innym. To, jak powtórzył pierwsze słowa oraz ton jego głosu. To, jak mówił, było bardziej interesujące od tego, co mówił. Jego zdawał się być bardzo lekki, jakby był papierem, który może porwać byle podmuch wiatru. Może to kwestia tego, jaki Chris miał charakter? Budował wokół siebie fortecę, niby dając radę w społeczeństwie, ale wydawał się być jednocześnie dość kruchy. Próbował się wpasować, ale jego 'ja' należało gdzieś zupełnie indziej. Nie było możliwe, aby sam dał sobie radę w tym świecie, ciągle ukrywając swoją prawdziwą tożsamość. Jednakże nie wszystko da się ukryć, bo wszystkie te nerwowe spojrzenia, spięte mięśnie i kryjące się za nimi paranoje były stety bądź niestety dobrze widoczne dla oczu innych ludzi. Choć i tak niewielu potrafiło je dostrzec. Ale Sonja często czuła się podobnie, może dlatego tak bardzo zwróciła uwagę na ten niepokój, który niósł wokół siebie Chris, choć bardzo dobrze go krył. Wydawał się być pogodzony ze swoim losem, z biegiem życia, ze wszystkim, co nadchodziło. To było inspirujące odczucie; właśnie ono dotknęło Sonję i ją zastanowiło.
Uśmiechnęła się szeroko. - Tak! - zaśmiała się krótko - Mój też, był fantastyczny! Bardzo szczegółowy - odparła wyraźnie ucieszona tym miłym wspomnieniem. Była chyba teraz dość odprężona. Jeszcze trochę czasu minie i może całkowicie się rozluźni. Była w swoim żywiole, siedziała na koniu - to była pierwsza rzecz, która dodawała jej pewności siebie. Poza tym, te wszystkie odczucia, które nosił wokół siebie Chris, wpłynęły na nią dość... hm. Te odczucia sprawiły, że poczuła mały urywek sympatii do chłopaka. No a poza tym pamiętała, jaki był miły i kulturalny ostatnim razem. Po pierwsze z wychowania, a po drugie z tego tytułu, że sam wolał trzymać dystans. Czyżby dystans zbliżał...?

Chris Moore - 2017-02-08, 14:50

W dzisiejszych czasach tego rodzaju wyrafinowanie i elegancja były na tyle niespotykane, przynajmniej wśród przeciętnej klasy średniej, że potrafiły całkowicie odróżnić człowieka a czasem i go napiętnować. Tego rodzaju język ginął. A on chyba nawet nie zauważał, jak powoli ginie wraz z nim albo może inaczej... Jak oddaje swoje życie za kilka słów, kilka miernych głosek.
Być może kiedyś można było jeszcze mówić o nadziei - że będzie sobą, choć specyficznym, że prędzej czy później zrezygnuje ze swojego niespełnialnego marzenia i pokrętnej wizji przyszłości, że wyobraźnia przestanie płatać mu figle i wkradać się do rzeczywistości, ale teraz? Dzielił umysł z ogromnym lękiem, którego nie mógł uspać lekami, z pragnieniem odezwania się do kogoś, nawiązania nawet błahej relacji, wychylenia się z tej właśnie samotnej fortecy, zza grubego muru samotności i ciągłych ucieczek, konwersacji, które istniały tylko pozornie, bo nic z siebie w nich nie dawał. Może gdyby w końcu opuścił twierdzę i stanął na własnych nogach, stałby się silniejszy, może życie by go zahartowało, ale na razie wychodził z niej tylko na krótkie spacery, które pozwalały mu uśmiechnąć się do życia i z tą odrobiną radości wrócić do ukrywania się.
Sonja zdawała się mieć może więcej odwagi, zdawała się pokazywać światu co naprawdę czuje, wycofywała się dopiero, gdy stanęła przed potencjalnym zagrożeniem, tak wielkim, że miała pewność, że może sobie z nim nie poradzić. Tak przynajmniej to widział po ich pierwszym spotkaniu... Była widocznie spięta, i to zapewne nie tylko z powodu przytłaczających ją wtedy problemów, ale także przez obecność Chrisa. Przynajmniej dopóki chłopak nie zrozumiał, jak powinien z nią postępować. Tak! Choć to wręcz paradoksalne dystans zbliżył ich do siebie - dla nich obojga bliskość była niebezpieczną, niepewną strefą. A oni nie naciskali na siebie nawzajem, nie serwowali sobie przesłuchań ani przesadnej fizycznej bliskości, szanowali swoją przestrzeń.
-Owszem, wyglądał jak żywy.
Siwus kroczył pewnie naprzód, nie próbując podważać sygnałów bruneta. Christopher omijał wiszące niżej gałęzie, nie chcąc obsypać się śniegiem. Musiałby spędzić wtedy trochę czasu w stajni na suszenie ubrań i opóźniłby się jego powrót do domu!
-Myślisz, że jest tu gdzieś w okolicy jakieś wzgórze, z którego możnaby podziwiać widoki?
Z pewnością niedaleko był klif, ale jakieś wzgórze w lesie? Cudownie byłoby spojrzeć na to wszystko z góry, skorzystać z pogody i nakarmić się pięknymi widokami. Chris nie śmiał zaproponować powrotu nad jezioro - owszem, krajobraz zapierał dech w piersiach... Ale może tylko w jego przypadku? Zresztą nie chciał niczego Sonji narzucać.

Sonja - 2017-02-10, 23:16

Tak, Sonja rzeczywiście mogła mieć więcej odwagi. Odnajdywała ją w sobie dzięki jeździe konnej. Wiedziała, że koń posłucha się tylko konsekwentnej, pewnej siebie osoby - nie mogła być więc byle jaka. Oczywiście, że jej się to zdarzało, ale gdy koń już dłuższy czas znał człowieka, to jeden gorszy dzień nie ważył o ich całej znajomości. Finka często więc upadała, głównie dlatego... Że też była samotna. Nie zaprzyjaźniła się tu z nikim na dobre, miała tylko znajome ze stajni. Nie miała komu zdradzać swoich lęków i paranoi, chowała je więc w sobie. Opowiadała o nich Aferze, a ona zdawała się to doskonale rozumieć i akceptować. To było jedyne ujście dla emocji dziewczyny - wygadanie się koniowi. Ale często to nie wystarczało. Gdy co kilka dni płacze się, bo wieczory wydają się tak paskudnie nudne i samotne, człowiek powinien zacząć się zastanawiać, co należy z tym zrobić. Ale jeśli jest mało odważny i tkwi w takim stanie rzeczy już długi czas, ciężko jest to ruszyć. Sonji było bardzo ciężko coś z tym zrobić. Codzienność dziewczyny opierała się na treningu koni, pracy, czytaniu książek i rzadkich zrywach artystycznych. Żadna osoba trzecia nie zajmowała w codzienności Sonji stałego miejsca. I pewnie długo by się to jeszcze nie zmieniło. Ale dzisiejszy teren okazał się bardziej niezwykły niż miał być - w końcu miał być samotny, a tymczasem dziewczyna napotkała towarzysza w kruchej ludzkiej egzystencji. I to nie byle jakiego towarzysza - znała go już i pamiętała dość dobrze, kojarzył jej się miło, dość bezpiecznie. Obiecała sobie, że nie będzie ulegać szybkim nadziejom, ale mimo wszystko pomyślała, że skoro już los spreparował im to dzisiejsze spotkanie - postara się trochę otworzyć. Jeśli będzie okazja. Jeśli nie, to trudno. Ale byłoby warto coś zmienić. Ale to kwestia bardzo sporna. Uda się? Brwi Finki zmarszczyły się lekko podczas jej rozmyślań.
Złapała się na tym, jak jej myśli zaczęły galopować i ugryzła się lekko w język tak dla oprzytomnienia. Odwróciła lekko twarz na bok, słuchając Chrisa. W zamyśleniu wydęła wargi.
- Niestety muszę zaprzeczyć - odparła smutno. - Kojarzę tylko klif nad wodą, ale to jeszcze kawałek stąd - dodała zaraz. Przeszukiwała umysł w poszukiwaniu innych lokalizacji, ale niestety nic nie wymyśliła. Odwróciła głowę, spoglądając na mężczyznę. - A ty nic nie znasz? - zapytała.
Po uzyskaniu odpowiedzi usłyszała i poczuła, jak jej koń obniża głowę i głośno prycha. Sonja spojrzała na niego z uśmiechem. Pochyliła się do przodu i przytuliła do szyi konia. Był taki spokojny! Finka pozwoliła sobie zamknąć oczy, ufając zwierzakowi. W tym momencie wpadła jej do głowy taka myśl, że gdyby Chris miał złe zamiary, jego koń by to okazał. Zdecydowanie by tak było. No, chyba że był bardzo udanym psychopatą, który umie perfekcyjnie zakamuflować swoje emocje. Pozostawało mieć nadzieję, że jest inaczej. Lepiej było Sonji złapać się myśli, że konie pokażą jej, gdy coś będzie nie tak. No właśnie, a przecież gdyby poczuła się niekomfortowo, miała pod sobą szybkiego rumaka - mogłaby prędko uciec do stajni.
Te przemyślenia dodały jej otuchy, wobec czego dziewczyna rozluźniła się jeszcze bardziej. Wyprostowała się powoli w siodle, wyciągając ręce do góry i przeciągając się.

Yukio - 2017-02-20, 21:58

Ruszyło dwóch mężczyzn do lasu. Na ich szczęście główny szlak był odśnieżony i zdatny do poruszania się po nim w każdym chodzie, dlatego też od głowy Yukia odeszła myśl, że może pod śniegiem czaić się lód. Od dwóch par jadących przed nim był daleko, także nawet ich nie widział, mogli sobie spokojnie jechać. Mężczyzna i tak wybrał inną drogę niż oni, jednak sprawiającą wrażenie równie bezpiecznej.
Skupiał się na Ramzesie, nie wiedząc w sumie czego tu się po nim spodziewać. Jednak zachowywał stoicki spokój, na razie na rozgrzanie pozwalając mu na trochę luzu w postaci długiej wodzy i brak nacisku łydek wymagających wydłużenia albo skracania kroku. Po prostu szli sobie żwawym stępem i o. Kiedy ogier był niespokojny, Yukio mówił do niego spokojnym głosem, aby zająć czymś jego myśli. Nieważne, czy mówił o śniegu na drzewie czy o swoich wewnętrznych uczuciach, ważne żeby Ramzes mu się nie dekoncentrował. Jeśli przyspieszał z jakiegokolwiek powodu mówił uspokajające "prrr" głosem spokojnym i opanowanym, odchylał się do tyłu i blokował biodra, aby zwolnił i żeby nie przyspieszał bez jego konkretnego polecenia. Nie ma samowolki, nawet podczas rozgrzewki. Jakikolwiek przejaw spokoju po wcześniejszym spięciu mięśni był nagradzany drapaniem jego szyi oraz głosem.

Ramzes - 2017-02-21, 09:05

Od kiedy Yukio na niego wsiadł, był bardzo uważny. Ale gdy już wyszli poza teren obiektów stajni... nie był po prostu uważny, był spięty. Dał się doprowadzić do leśnego szlaku, ale po wejściu na niego zatrzymał się i zaczął odwracać w kierunku stajni. Tak, nie był nigdy w Orchardzie w terenie. A w życiu? Cóż, też nie za dużo. Zdecydowanie był konikiem halowym.
Jeśli Yukio go odwrócił i zachęcił dosiadem do pójścia naprzód, spróbował mu zaufać. Jednak oczy miał szeroko otwarte, uszy postawione tak sztywno na sztorc, że jasne było, że nie jest wyluzowany. Poza tym ciało miał spięte. Blondyn mógł mieć wrażenie, jakby siedział na tykającej bombie. Ogier szedł przed siebie, ale kiedy wybuchnie?
Mizianie po szyi było miłe, ale w tym wypadku siwy nie zwracał na niego niestety uwagi. Inne bodźce zbyt go rozpraszały. Myślał o wszystkim, tylko nie o człowieku. Zaczął machać głową, poirytowany luźną wodzą. Potrzebował wsparcia, a jak go nie dostanie, to zaraz stąd spieprzy. Niestety, nikt go nie nauczył samodzielności i tego, że chodzenie na luźnej wodzy w mniej przyjemnych sytuacjach jest możliwe. Ogier kompletnie nie wiedział, jak sobie z tą sytuacją poradzić.
Za kilkanaście metrów odwrócił głowę na bok, dopatrując się czegoś w lesie. Zaczął iść lekko wygięty, ustawiając się bardziej przodem do ściany lasu. Chody boczne na leśnej ścieżce? Machał przy tym głową.

Yukio - 2017-02-21, 15:46

Ogier był bardzo niepewny, dlatego też skrócił wodze tak, aby był chłopak na kontakcie i jedziemy dalej. Pozwalał mu się na początku rozglądać, aby zobaczył, że w lesie nie ma nic takiego złego, jak się na początku wydaje, jednak kiedy przeradzało to się w chody boczne, zaczął chłopaka prostować, wydając delikatnie bardziej wyraziste sygnały łydką do normalnego chodzenia po szlaku. Aby zająć czymś jego myśli, zaczął zaciskać i rozluźniać pięści trzymające wędziło, aby pobudzić Ramzesa do żucia. Kiedy cokolwiek zaczął odwalać, konsekwentnie pchał go do przodu, będąc przy tym spokojny i pewny siebie. Skupiał się przy tym na koniu, próbując przewidzieć jego ruchy, aby być na nie przygotowanym. Wiedział, że jak z jakiekolwiek powodu glebnie to Ramzes nie będzie czekał, aż na niego wsiądzie tylko pełnym galopem popędzi do stajni. Alee starał się o tej mrocznej wizji nie myśleć tylko robić wszystko tak, aby Ramzes zdobył trochę pewności siebie. Nawet jeśli to będzie oznaczać przejście całego lasu w stępie. Jeśli na końcu ma się choć trochę rozluźnić to... Będzie warto. Cały czas starał się drapać go po szyi (oczywiście jak nic nie odwalał), mówić do niego, a także zajmować go zabawą wędzidłem. Jeśli pobudzi go do żucia to jest spore prawdopodobieństwo, że się rozluźni.
Ramzes - 2017-02-22, 13:44

Łydki blondyna całkiem całkiem wyprostowały konia. Ramzes zaczął iść prosto, choć co chwilę znów próbował ustępować łopatką bądź zadem. A czy to co robił z wędzidłem można było nazwać żuciem? Cóż, memłał całym pyskiem, otwierając go i zamykając. Schował głowę za pion, ze zdenerwowania zaczynając machać pyskiem. Może był zbyt zdenerwowany, by dobrze odpowiedzieć na starania Yukia, a może Yukio bawił się wędzidłem troszkę za mocno?
Ramzes szedł już prosto, ale ze schowaną głową. Dodatkowo zaczął rwać się do kłusa, a zwalnianie dosiadem podziałało jedynie tak, że utrzymywał się w bardzo wolnym kłusie. Był strasznie mocno naładowany.

Yukio - 2017-02-22, 19:03

Zaczął troszeczkę delikatniej się bawić wędzidłem, a widząc, że go nosi chwilę go powstrzymywał. Widząc jednak, że to jest bezcelowe i że ogiera za bardzo roznosi, dał mu delikatny sygnał do kłusa. Po paru wysiedzianych krokach zaczął anglezować w spokojnym tempie, nie pozwalając ogierowi na przyspieszanie ani zwalnianie. Jeśli przyspieszał, działał anglezowaniem hamująco, zamykając go pomiędzy łydkami i wędzidłem, jeśli było trzeba to usiadł w siodło i podziałał bardziej dosiadem. Jak ponownie zaczął go nakierowywać z powrotem na ścieżkę. Wkładał we wszystkie czynności dużo cierpliwości i spokoju, aby Ramzes również miał szansę się wyciszyć i delektować cudowną przejażdżką po orchardowskich terenach. Ponownie za każde objawy spokoju chwalił.
Ramzes - 2017-02-24, 21:27

Na ten delikatny sygnał ogier zareagował nad wyraz przesadnie, wyrzucając ciało do przodu. Co prawda od razu zareagował na wstrzymujące pomoce Yukia, skracając krok i poniekąd zwalniając, ale wciąż szedł bardzo mocno. Głowę niby ustawioną miał poprawnie, bo już jej nie chował za pion, ale cała jego szyja była mocno spięta. Tak jak i reszta ciała - niczym tykająca bomba. Siwus mocno drobił, gdy człowiek tak go wstrzymywał w wybranym przez siebie tempie. Ramzes machał nerwowo ogonem, a uszy ani razu nie nastawił do przodu. Nie robił tego wszystkiego złośliwie, po prostu się bał. Mało tego, był przerażony. Nigdy nie był w Orchardzie poza kompleksem stajni, a tu od razu wyjazd do lasu i jeszcze oczekują od niego, że będzie delektować się spokojem tego wyjazdu w teren... Niestety, niespokojny, nieznający terenu i niepewny siebie koń nie da rady się czymś takim delektować. Ramzes wyraźnie to pokazywał. To, co robił Yukio, nie było złe, ale nie było odpowiednie na tego konia, a przynajmniej nie na tę chwilę.
Yukio - 2017-02-24, 21:50

Chyba jednak dla ogiera to było za wcześnie. Widocznie nie był brany w ogóle nigdzie indziej niż na treningi... Smutne. Jednak już miał plan na to, jak będzie wyglądać ich drugi teren, na który zapewne sami nie pojadą. A teraz, żeby zakończyć teren pozytywnym akcentem... Miał już pomysł. Może nie skończy się tak nieprzyjemnie jak wyprawa do lasu. Kiedy szlak się rozszerzył zwolnił ogiera do stępa, a następnie dał sygnały do skrętu, aby ten wykonał półwoltę i zmienił przez to kierunek. Uniósł przy tym wewnętrzną rękę, ograniczając ruchy ogiera zewnętrzną, wewnętrzna łydka dawała podparcie, aby się wokół niej mógł okręcić, a zewnętrzna ograniczała jego zad. Wypychał przy tym go delikatnie dosiadem, obciążając bardziej wewnętrzne biodro, a wypychając zewnętrznym. Nie ciągnął go i starał się, aby sygnały były na tyle dyskretne, aby konisko mu nie wybuchło i przez przypadek nie popędziło galopem. Delikatny sygnał łydką do ruszenia kłusem, a kiedy już znaleźli się w tym chodzie to kontrolował tempo Ramzesa, aby było takie, jakie on mu narzucił, a nie jakie sobie ogr wymyślił. Kiedy zobaczył, że jak się zbliżają do znajomych terenów ogier się uspokaja, zwolnił go do stępa. Jednak nie kierowali się do stajni~

zt

Chris Moore - 2017-02-25, 16:05

Co ją tak naprawdę hamowało przed zawarciem jakiejś głębszej znajomości? Może jej lęk przeniósł się niezauważalnie, subtelnie i na inne dziedziny jej życia, zaszczepiając w niej nieufność albo wymuszając na niej przysięgę milczenia. A jak ciężko uwierzyć, że taka przysięga już nieobowiązuje! Że jej już po prostu nie ma.
Wygadanie się kopytnemu mogło nie działać z tego względu, że Sonja nie dostawała odpowiedzi. Może jakąś namiastkę emocjonalnego wsparcia, ale czy coś więcej? Nadal nie wiedziała, jak rozwiązać swój problem i łatwo było pewnie przekonać siebie samą, że choćby to emocjonalne wsparcie może być ułudą, bo czy koń mógłby zrozumieć jej opowieści? Christopher z pewnością zapomniał już jak się ufa i czasem potrzebował, by ktoś najpierw się przed nim odsłonił i otworzył, by i on mógł podzielić się swoimi lękami, choć i one niechętnie przechodziły przez jego gardło, raczej częściej utykały tam jako męcząca gula, powodująca wewnętrzne, duchowe duszności. Może faktycznie przeznaczenie pchnęło ich na tę samą ścieżkę już kolejny raz?
Kto by pomyślał, że "choremu" czasem może pomóc skuteczniej i chory...Faktycznie, las naokoło Orchardu nie obfitował we wzgórza...
-Byłem dziś rano nad jeziorem, piękne widoki.
Nie wiedział, czy słońce nadal świeci dość mocno, by nadać tym widokom tej magicznej poświaty, którą miał okazję zobaczyć rano, ale chyba warto spróbować? Nie miałby nic przeciwko wybraniu się tam jeszcze raz, ale w zasadzie wybór drogi chciał pozostawić amazonce.
-Pomyślałem, że warto skorzystać z pogody i zobaczyć coś pięknego, ale właściwie do was dołączyłem, więc wybór trasy pozostawię Tobie. - z trudem zatrzymał cisnące się na usta 'pani'. Skinął Sonji lekko głową.
Być może już wracali do stajni i są zbyt zmęczeni na jakieś krajoznawcze wycieczki? Nie wiadomo! Chris był jedynie pewny, że chciałby im towarzyszyć. Siwek, którego wybrał na dzisiejszy "marsz" nie wyglądał jeszcze na zmęczonego, dostał po drodze sporo stępa, bo mężczyzna nie miał szczególnego parcia na utrzymanie tempa wyższego niż spacerowe.
Uśmiechnął się tylko lekko na widok tego ciepłego gestu wobec kopytnego. O ile zawsze spodziewał się ze strony drugiego człowieka jakiegoś spisku i zagrożenia to z jej strony... Po prostu nie mógł tak o niej myśleć, intuicja podpowiadała mu, że jest chyba inna niż cała reszta. Czy nie myliła się?

Ramzes - 2017-02-25, 18:07

Chętnie zawrócił na poleceni chłopaka, wyrzucając się w stronę powrotną do stajni. Chłopak ku uciesze konia pozwolił mu kłusować, ale jednak ograniczył tempo. Ramzes jakoś się z tym pilnował, choć póki nie zbliżyli się do Orchardu, parł na wędzidło jak szalony, chcąc się z nieznanego miejsca jak najszybciej zabrać.
    zt.

Jonah Wrens - 2017-03-12, 18:15

Od razu skierowałem siwego w stronę lasu, chcąc uniknąć podmokłych i śliskich łąk z racji, że na piach, który był w lesie nie potrzebowałem haceli - stąd brak decyzji o wkręceniu ich. Po jakichś dziesięciu minutach, może więcej na lekkim kontakcie zaprosiłem go do kłusa, nie wymagając od niego żadnego ustawienia. Relaksowałem się i chciałem, żeby ogier odpoczął od pracy choć, zapewne sam się naturalnie zaokrąglał bo było mu tak wygodniej. Co było pocieszające, gdyż gdyby chciał iść z odwróconymi plecami to jednak interweniowałem. Kłusując spokojnie, nawet pozwoliłem sobie na rozglądanie się po lesie i zbaczanie na jakieś mniej uczęszczane ścieżki, tylko po to, by zrobić pętle i wrócić do głównej drogi. Urozmaicałem mu teren, co jakiś czas robiąc przejście do stępa, gdy zakręt robił się ciaśniejszy, lub gdy uznawałem, że jednak trzeba odpocząć. Nie chciałem go przemęczyć, gdyż planowałem mu zrobić jeszcze interwały, do czego przydawał mi się zegarek na ręku. Mieliśmy podkręcić kondycję i szybkość ogiera, stąd taki, a nie inny teren. Dlatego teraz aktualnie stępując dałem mu złapać oddech i prawidłowo rozgrzać mięśnie przed właściwym treningiem. Zresztą musiałem zobaczyć jak się Shock zachowa w lesie, gdy jego sceneria się zmieniła, a siwy dawno nie był poza murami stajni.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group