To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Mały maneż

Audrey - 2019-07-23, 19:14

Praktycznie zerowe zaangażowanie tyłów ogiera nie ominęło Audrey, która szybko to zauważyła. Nie mogła zostawić tego bez zareagowania, a skoro przejścia i wolty nie pomagały, musiała wykorzystać inne elementy. Słyszała o tym, że ogier jest na poziomie klasy N i zamierzała dobrze to wykorzystać, nie chcąc mu odpuścić tego tak łatwo. Jadąc wzdłuż długiej ściany, zadziałała wyraźną półparadą, która miała na celu obudzić jego czujność i przygotować do kolejnego ćwiczenia, jakim w tym przypadku było ustępowanie od łydki. Jedną łydką zaczęła go wyraźnie spychać w stronę linii ćwiartkowej, przy czym zewnętrzną uważała na to, aby jechał równomiernie w przód i w bok. Jego głowę ustawiła delikatnie w kierunku przeciwnym do tego, w którym się poruszali, zapewne musząc sobie pomagać batem, którym delikatnie popukała go po zadzie, chcąc przypomnieć o jego pracy i wyraźnym krzyżowaniu obu par nóg. Nie próbowała przeciągnąć go w ten sposób przez cały maneż, zadowolona z choćby kilku prawidłowych kroków, po których go wyprostowała. W tym czasie przestawiła pomoce na drugą stronę i w ten sam sposób wróciła na ścianę. Wyraźnie działała łydkami i dosiadem, chcąc w ten sposób nieco uruchomić jego zad, który nieznacznie obciążyła.
Lysander - 2019-07-24, 14:03

W pewnym momencie, jadąc wzdłuż dłuższej ze ścian i spodziewając się kolejnego koła, półwolty lub podobnej figury, otrzymał półparadę, która wskazywała na prawdopodobnie nieco trudniejsze ćwiczenie. Skierował jedno ucho w stronę dziewczyny, która mogła poczuć, jak ogier jest pełen skumulowanej energii, gotowej do wykorzystania w czymś ważniejszym od kółeczek czy zakrętów. Nie spodziewał się teraz pomocy do ustępowania. A to ci dopiero. Nie spodziewał się takiego ćwiczenia, jednak była to w pewnym stopniu miła niespodzianka. Wygiął lekko szyję do wewnątrz, pozwalając ustawić tę część ciała, jak tylko dziewczyna chciała, pomagając sobie rozbudowanymi mięśniami w utrzymaniu równowagi podczas poruszania się jednocześnie do przodu i w bok. Kończyny zręcznie krzyżowały się przed fryzyjczykiem, a tył został w końcu zaangażowany i zdecydowanie lepiej pracował przy tym ćwiczeniu. Nie był jednak wystarczająco dobrze rozciągnięty po braku treningów ujeżdżeniowych, dlatego też nie była ta figura wykonana zniewalająco, jednak w wystarczającym stopniu poprawnie. Szczególnie że jeszcze dziewczyna przypomniała o większym zaangażowaniu zadu w tym ruchu, co znacznie poprawiło końcową jakość, jaką otrzymała. W drugą stronę było nieco gorzej, tamta zdecydowanie potrzebowała dłuższej rozgrzewki i lepszego rozciągnięcia, będąc słabszą stroną ogiera. Początkowo próbował oszukać jeźdźca, krzyżując jedynie przednie nogi, tylne już sobie odpuszczając, ale widocznie Audrey nie zamierzała mu odpuszczać, chcąc uruchomić ponownie motorek. No i został on ostatecznie uruchomiony na parę kroków przed wejściem na ślad, co wymagało od Lysandra nieco większego wysiłku niż poprzednio. Skierował jedno ucho w stronę dziewczyny, czekając na kolejny ruch z jej strony i w napięciu oczekując sygnałów do następnego ćwiczenia. Spodziewał się powtórki na następnej ścianie, bo z tego, co pamiętał z zamierzchłych czasów, nikt mu nie odpuszczał tak wykonanego ćwiczenia. Wszystko musiało być doskonałe.
Audrey - 2019-07-25, 17:52

Świadoma tego, że Lysander pewnie od dawna nie widział czworoboku, na razie nie stawiała przed nim wielkich wymagań. Cieszyła się z tego, że pierwsze ustępowanie wyszło tak dobrze, bo najważniejsze dla niej było krzyżowanie i zachowanie równowagi, co ogierowi udało się zachować. Gorzej było z powrotem na ścianę i ustępowaniem na drugą stronę, kiedy przy pierwszych krokach zignorował pracę tylnych nóg. Przypomniała mu o tym kolejnym muśnięciem bata o zad oraz lekko cofniętą łydką, nią także upominając go o poprawę. Za tę pochwaliła go, klepiąc lekko po szyi. Niestety jej plany były nieco inne od tego, co on przewidywał, bo tuż po przejechaniu krótkiej ściany znowu skorzystała z półparady, z pomocą której miała przygotować go na kolejne ćwiczenie, jakim było dodanie na przekątnej. Głęboko wyjechała narożnik, dbając o to, aby na niej wykonać lekkie dodanie. Stęp wyciągnięty był elementem klasy N, w której ogier startował, więc zasadniczo nie powinien mieć z tym problemu, tym bardziej, że kobieta nie szykowała się na pełne wyciągnięcie przez początek rozgrzewki. Mocniejsza praca dosiadu i zamknięte łydki przy stopniowym, lekkim oddawaniu wodzy miało zmotywować go do obszerniejszego stawiania kroków, których ślady powinny się lekko przekraczać. Jeśli fryzyjczykowi znowu zdarzyła się powtórzyć tendencję do zostawienia zadu w lesie, kolejny raz upomniała go batem, w tym momencie ciesząc się z jego zabrania, mimo że na ogół nie przepadała za ich użytkiem. Wraz ze zbliżaniem się do końca przekątnej zaczęła go na powrót skracać, subtelnie skracając wodze i zmniejszając działanie dosiadu, którym do tej pory mocno pchała go do przodu. Dzięki temu jeszcze przed zjazdem z przekątnej mieli wrócić do poprzedniego ustawienia. Dopiero wtedy na długiej ścianie powtórzyła ustępowanie, po zmianie kierunku rozpoczynając od jego słabszej strony. Przez to była bardziej uważna, łydką spychając jego ciało na bok z końcówką bata lekko dotykającą jego zadu. Dbała o to, aby siedzieć prosto w siodle i nie przekrzywiać się, łydkami dając sygnał i od razu odpuszczając.
Lysander - 2019-07-29, 12:08

Skierował swoje kroki na przekątną, zgodnie z tym, co polecił mu jeździec, zaznajomiony bardzo dobrze z taką zmianą kierunku. Machnął gęstym ogonem podczas półparady, głęboko i z charakterystyczną dla siebie dokładnością podczas wykonywania elementów pod niektórymi ludźmi, wyjechał narożnik, a następnie dziewczyna zaczęła dawać mu odpowiednie sygnały łydkami. Jako że był nauczony rozróżniania gestów jeźdźca, które wymagają od niego przyspieszenia, a które oczekują czegoś zupełnie innego, zrozumiał, o co Audrey chodzi i wydłużył krok. Zaangażował przy tym zad, którego mięśnie pracowały, aby zadnie nogi wsuwać głębiej pod kłodę, stopniowo rozciągając się podczas dobrze przeprowadzonej rozgrzewki. Na razie nie było to nic widowiskowego, jedynie lekkie dodanie, w którym ślady tylnych kopyt lekko przekraczały ślady przednich, jednak czego tu wymagać od konia, który jakiś czas stał? Do osiągnięcia maksimum swoich możliwości pozostało jeszcze dużo, jednak na razie zarówno dziewczyna, jak i ogier musieli się zadowolić tym, co mieli. Podążył głową za kontaktem, lekko ją opuszczając, gdy kobieta dała mu nieco luzu w wodzach, nie ustawiając jego głowy w sztywnych ramach i pozwalając jej pracować podczas czterotaktowego chodu. Tym razem obyło się bez upominania i używania mocniejszych pomocy, dodatkowo fryzyjczyk był skupiony na pomocach jeźdźca, co pokazywał poprzez natychmiastowe odpowiadanie na wyuczone dawno temu gesty, a także od pewnego czasu, jedno z uszu było cofnięte w stronę tego, kto siedzi na jego grzbiecie. Nie przyspieszał podczas dodawania, a zmiana sposobu pracy u Lysandra była dość zauważalna. Podczas zbliżania się do końca przekątnej, jego głowa powróciła do wcześniejszego ustawienia, a krok zaczął być mniej wyciągnięty, powracając do pierwotnego stanu. Ślady kopyt karego wkraczały na siebie praktycznie idealne, a zad się obudził i nie został gdzieś z tyłu. Ustępowanie od słabszej strony nie było perfekcyjnie. Zaczęło się z lekką niechęcią i ociągnięciem, pomimo że końcowo ogier oderwał się od śladu i zaczął kierować się równocześnie w bok i do przodu. Być może nieco za bardzo do przodu, jednak Audrey mogła zauważyć, że zaczął krzyżować również tylne nogi, wyginając szyję nieco do zewnętrznej strony i zaokrąglając ją. Pomagał sobie wyrobionymi w niej mięśniami przy utrzymywaniu równowagi i stopniowym rozgrzewaniu mięśni. Pod koniec wykonywanego ćwiczenia, zdarzyło mu się postawić parę kroków w sposób idealny.
Audrey - 2019-07-30, 18:52

Cieszyła ją widoczna poprawa w ustępowaniu od łydki, ale i także w dodaniu ogier się wykazał całkiem nieźle, jak na początek rozgrzewki. Przede wszystkim jego zad się w końcu zaczął uruchamiać, co było dla niej najlepszą motywacją do kontynuowania tego treningu. Nie omieszkała go za to pochwalić, klepiąc lekko po łopatce i dając chwilę na dłuższej wodzy w ramach przerwy. Chwilę, bo zaraz wróciła na kontakt do wyższego ustawienia i mocno wypchnęła go biodrami z połączonym impulsem łydek, chcąc przejść do kłusa. W nim od razu zaczęła anglezować po upewnieniu się, że robi to na dobrą nogę, chcąc odciążyć jego grzbiet. Może i była drobną kobietą, ale wolała dmuchać na zimne i siadała w siodło w zasadzie tylko na wyjeżdżanie łuków, które od razu zaczęła wcielać, oczywiście na obie strony. Początkowo były do tylko obszerne koła i ósemki, ale z czasem zaczynała zacieśniać ich średnice, a także dodawać serpentyny jako sposób sprawdzenia tego, czy fryzyjczyk poradzi sobie z wyginaniem się i prostowaniem na zmianę. Wszędzie przede wszystkim oferowała mu odpowiednie, wyraziste i wyraźne pomoce, wewnętrzną łydką zachęcając do zgięcia się w kłodzie i ewentualnie poprawiając go zewnętrznymi pomocami. Sama pilnowała się o nieprzekrzywianie się w siodle, a na prostych równomiernie jego obciążanie, aby koń pozostał rzeczywiście prosty. Z czasem też próbowała pojedynczych łuków z ustawieniem głowy w kierunku przeciwnym do zgięcia się, a więc na zewnątrz, gdzie przede wszystkim dbała o jego rozluźnienie i równowagę. Było to już nieco trudniejsze zadanie niż samo kręcenie kół i wolt, dlatego Audrey wykazała się większą dozą cierpliwości i zrozumienia, będąc gotową zadowolić się chociaż paroma kroczkami zrobionymi w odpowiednim ustawieniu i rozluźnieniu i wyprostować go.
Lysander - 2019-07-31, 13:23

Z przyjemnością przyjął pochwałę za nienaganne zachowanie, podążając głową nieco do przodu i do dołu, potrząsając swoją bujną grzywą. Chwila przerwy była naprawdę doskonałą nagrodą dla fryzyjczyka, który nieco mógł rozluźnić rozgrzewające się mięśnie, jednak zaraz potem musieli wracać do treningu. Zaokrąglił łagodnym ruchem szyję, stawiając głowę niemal pionowo do ziemi, z nosem wysuniętym nieco za linię, a sam stęp stał się nieco żywszy i bardziej widowiskowy, niż ten przy chwili przerwy, gdzie Lysander wiedział, że było to w ramach nagrody za dobrze wykonane polecenie. Płynnie przeszedł do wyższego chodu, na który było co popatrzeć. Kłus był jego najlepszym chodem, który był okraszony mnóstwem niewymuszonej gracji i pewności siebie. Zaczęli od dość energicznego chodu roboczego, gdzie nogi fryzyjczyka nie unosiły się zbytnio do góry, ale krok był dość zamaszysty. Zauważalna też była wyraźna faza zawieszenia, a wyczuwalna praca zadu, który popychał ogiera do przodu. Łuki starał się wyjeżdżać dokładnie, do czego przygotowała go wcześniejsza rozgrzewka. Gdy przychodziło do zakrętów na słabszą stronę, nieco wypadał zadem przy początkowych próbach, jednak z postępem czasu i pomocą dziewczyny, było coraz lepiej. Koła i ósemki, które miały szerokie średnice, wyjeżdżał bez zarzutu, wpisując się w łuk praktycznie perfekcyjnie. Gorzej było z ciaśniejszymi, które sprawiały fryzyjczykowi nieco kłopotów, głównie z powodu konieczności mocniejszego rozciągnięcia. Był to dopiero początek rozgrzewki dla niego, dlatego z czasem bywało coraz lepiej i coraz dokładniej udawało mu się wyjeżdżać i koła, i ósemki. Z serpentyną nie miał problemów, jeśli chodzi o prostowanie się i zakręcanie. Tuż po wjeździe na prostą, ciało ogiera było idealnie wpisane w linie, nie odchodził nigdzie na bok i wykonywał posłusznie polecenia jeźdźca bez ociągania i najszybciej, jak potrafił. Coraz bardziej się rozgrzewał, dlatego Audrey chciała pewno wplątać bardziej wymagające ćwiczenia. Ze wszystkich wybrała takie, które ogier wykonywał dawno temu, a nikt z Orchardu tak z nim nie ćwiczył. A przebywa tu już dobre parę lat. Przez moment w umyśle ogiera powstało spięcie, dlatego też odmawiał wykonywania ćwiczenia, uciekając głową i skręcając w normalny sposób. Jego mięśnie się nieco bardziej spięły, potrzebował chwili, aby odetchnąć i dopiero wtedy mogli powtórzyć ćwiczenie. Za drugim razem było nieco lepiej, chociaż nadal fryzyjczyk niezbyt ufał jeźdźcowi na górze i nie chciał wyginać szyi w taki sposób, jaki mu poleciła, machając przy tym ogonem w zdenerwowaniu. Cofnął uszy, opuszczając nieco bardziej głowę, by po chwili powrócić do normalnego ustawienia i spróbować jeszcze raz za sprawą pomocy dziewczyny. Machnął ogonem, tym razem będąc nieco bardziej skłonny do współpracy, bo dziewczyna widocznie nie odpuszczała. Jak byli na dłuższym łuku, ogier odpuścił spięcie szyi, odchylając minimalnie głowę w przeciwną stronę, niż prowadził łuk, co kosztowało go część zachowywanej równowagi podczas normalnych ćwiczeń. Krok stał się nieco bardziej niepewny podczas pierwszego razu, jednak wyrobione na wcześniejszych treningach mięśnie i poczucie równowagi pozwalało mu zakończyć łuk w odpowiednim ustawieniu, przez co dziewczyna nagrodziła go za dobre zachowanie. Parsknął przy tym, rozluźniając wcześniej spięte w stresie mięśnie i czekając na nowe zadania.
Audrey - 2019-08-01, 22:24

Musiała przyznać, że rzadko miała okazję jeździć na koniach fryzyjskich, na dodatku z tak efektownym kłusem jak Lysander i przez chwilę nie mogła wyjść z zachwytu, ale trwało to zaledwie parę sekund, bo musiała wrócić do pracy. Starała się stopniować poziom trudności łuków, a także nie chciała zafiksować go na punkcie jednego ćwiczenia, w tym głównie właśnie głowy do zewnątrz na kole. Była przygotowana na to, że ogierowi nie wyjdzie ten element od razu, niemniej pozostawała cierpliwa, każde ewentualne spięcie próbując wypracować działaniem wodzy, które miało zmotywować go do intensywniejszego żucia wędzidła. Poza tym zadowalało ją chociaż parę kroczków wykonanych w rozluźnieniu, za które chwaliła go i prostowała. Wkrótce pojawiły się też pierwsze zatrzymania i przejścia, które poprzedzały półparadą lub pełną paradą, wymagając od niego szybkiej reakcji i płynności. W zatrzymaniach uważała na to, aby wytrzymał w nieruchomości te parę sekund. Przede wszystkim chciała wyczulić go na pomoce, aby skupił się w pełni na niej. W przerwach między kolejnymi łukami, teraz już w normalnym ustawieniu, zaczynała też wplatać zad do środka. W tym celu przesunęła zewnętrzną, dajmy na to prawą łydkę, za popręg, prosząc o przesunięcie zadu do wewnątrz, jednocześnie uważając na swoją postawę: chciała mocniej dociążyć lewą nogę, ale nie przekrzywiać się w siodle. Wewnętrzna łydka wspomagała jego delikatne wygięcie, z kolei wodza pulsacyjnym ruchem zachęcała do zgięcia głowy w tamtą stronę, zewnętrzną uważając na zbyt mocne przegięcie. Skupiała się przede wszystkim na tym, aby poruszali się po linii prostej po trzech śladach, tak więc jego zewnętrzna zadnia noga miała być na tej samej wysokości, co przednia wewnętrzna. Chciała przede wszystkim powoli i stopniowo przypomnieć mu wszystkie (albo raczej choć znaczną część, bo ciężko było załatwić wszystko za jednym razem) elementy jego klasy, tak więc niedługo potem wyprostowała go. Po przejechaniu krótkiej ściany znowu zjechała na przekątną, upominając to wszystko kolejną półparadą, bo tuż na pojawieniu się na prostej zaczęła delikatnie wypuszczać wodze spomiędzy palców przy aktywizującej pracy łydek i dosiadu, zachęcając go do lekkiego dodania do kłusa pośredniego. Wraz z końcem przekątnej wrócili do kłusa roboczego, aby na długiej ścianie tym razem zaprezentować zad do zewnątrz, gdzie pomoce były odwrotne do trawersu.
Anna Ross - 2019-08-04, 18:57

Ona tam wcale nie narzekała na to, że są sami na tym maneżu. Przynajmniej ogier nie miał większych powodów to jakiś nie przewidywalnych zachowań, a i ona wolała trenować w mniejszym gronie. Anna uwielbiała tego szatana, chociaż czasem miała ochotę go udusić. Pisząc się jednak na syna Unexa po mało delikatnej matce, to wiedziała na co się piszę. O ja, tęsknił za nią? Przecież nie karała go za jego przyzwoite zachowanie, a co sobie w duchu mówiła to i tak on nie wiedział. Z nim ile razy miała doświadczyć spokojnej jazdy? Trudno jasno stwierdzić, bo ogier był zmienny jak pogoda. Dodatkowo niczego nie można było być przy nim pewnym. Po kopytkach będzie pana całować <3 Ale to po treningu, jak je wpierw umyje. Wiedziała że gniadosz jest młody, pełny energii i zapału i zamierzała to skrzętnie wykorzystać na parkurze już za jakiś momencik za jakąś chwilę. Kobieta jak na razie była bardzo zadowolona z pracy Unannounced Pleasure, który dawał z siebie bardzo dużo i był skupiony oraz zaangażowany na zadaniach. Jak mu nie starczy zapału czy energii do końca treningu, to i na to znajdą jakąś radę. Jeśli nawet początki były ciężkie, to nie zrażało to kobiety. Dawała mu wtedy chwilę na odsapnięcie po którymś razie, by po oczyszczeniu umysły spróbować raz jeszcze. Po wykonaniu jakiegoś nowego ćwiczenia w dobrym stylu, nie omieszkała się go pochwalić i od czasu do czasu również od tak, by wiedział że nadal jest z niego bardzo zadowolona. Nie ważne że jak osioł, ważne że w ogóle. Postawiła na początek na porządne rozkłusowanie ogiera, bez konieczności wykonywania jakichkolwiek figur. Jedynym urozmaiceniem było zmienianie kierunku ruchu, poprzez środek maneżu. W końcu jednak wyjechali wpierw na kilka łuków, a raczej takich półkola. Potem już kręcili pełne koła o całej średnicy, by wykonać również kilka przejść między chodami kłus-stęp-kłus i wplatając w to od czasu do czasu zatrzymania. W między czasie zgodnie z jej prośbą, jeden z kręcących się tutaj stajennych ustawił im kilka przeszkód potrzebnych do dalszego treningu. Po jednym z przejść zostali na moment w stępie, gdzie kobieta dała mu chwilę luzu i odsapnięcia. Po tym czasie powrócili do kłusa, by skierować się w pierwszej kolejności na trzy drągi położone na płasko w równej odległości od siebie. Anna po naprostowaniu Unna do nich, zamknęła go w korytarzu z pomocy i wraz z półparadami do nich doprowadziła. Łydką zasugerowała mu podniesienie nóg nad nimi, unosząc się przy tym do lekkiego półsiadu i oddając mu nieco wodzy. Po miejmy nadzieję ich udanym przejściu nad nimi, kobieta pochwaliła ogiera i kilkanaście kroków dalej zakręciła z nim półowoltę i najechała na nie jeszcze raz z drugiej strony tym razem.
Ruth - 2019-08-05, 21:18

/Uznając, że nikogo nie ma./

Przyprowadziła Henia na mały maneż, by sprawdzić jak się rusza, jak zachowuje. Po drodze pozwalała mu rozglądać się, wąchać i poznawać wszystko wokół, jednocześnie wyznaczając mu jednak granice w tym, jak daleko może się posunąć. Już na miejscu obeszła z nim w ręku wzdłuż całego maneżu, gdzieś z brzegu powoli posyłając go na koło, wpierw w stępie. Sama zataczała małe koło, obserwując dokładniej jego ruch, prezencję. Skłaniała go tylko do ruchu dalej, kontrolując by nie kłusował, a nawet jeśli chciał przyśpieszyć, to tylko na kilka kroków. Skupiała się wpierw po prostu na jego chęciach ogiera, później obserwując jego ciało, jakość chodów, gdy po prostu nikt go nie zmusza.

His Highness - 2019-08-05, 23:19

Rozejrzał się po maneżu, z lekkim zawiedzeniem odnajdując fakt, że znajdowali się tutaj sami, bo przecież dużo raźniej byłoby z kimś w towarzystwie! Co prawda samotność gwarantowała kobiecie, że ogier będzie musiał skupić się na niej, nie mając innych obiektów zainteresowania. Na razie jednak był pochłonięty przez otoczenie, do którego miał się dopiero zaczynać przyzwyczajać. Na pewno pierwsze, co zauważył po przeprowadzce, to niższe temperatury, tak kompletnie różniące się od tych, do których przywykł. Z tego powodu chodził dość aktywnie, równie żywo rozglądając się na boki już bez potrzeby zatrzymywania się co parę metrów. Odesłany na koło, szedł całkiem przyjemnym dla oka stępem, przynajmniej jak na sam początek treningu. Jego cechą charakterystyczną było to, że nogi unosił nieco wyżej niż inne konie, a przy tym już odruchowo pamiętał o pracy umięśnionego zadu. Z tego powodu dało się też zauważyć to, że z każdym kolejnym krokiem wykraczał tyłami coraz bardziej pod kłodę, głowę na razie niosąc dość nisko, co było dla niego najwygodniejsze, bo dzięki temu mógł rozluźniać mięśnie grzbietu, zdecydowanie potrzebując takiego rozruszania po długiej podróży.
Ruth - 2019-08-06, 00:24

Była zadowolona z tego widoku, chwaląc ogiera słownie, wraz z wypowiadaniem jego imienia, by bardziej się skupiał. Skazała go wpierw na dość długi stęp w jedną stronę, następnie przywołała ogiera do siebie, a raczej sprowadziła na lonży. Z kieszeni wyniosła mały smakołyk, darując go na dłoni dla Henia, zaraz zaś posyłając na stęp w drugą stronę. Wszystko bardzo spokojnie, długo, by mogła obserwować jego ruch na każdy możliwy sposób. A to co widziała, bardzo jej się podobało.
Skłoniła Henia do ruszenia kłusem, używając do tego sygnału z lonży i machnięcia batem. Kiedy ogier przeszedł w kłus, kontrolowała jego tempo zarówno użyciem bata/cmoknięciem, jak i manipulowaniem wielkością koła, w końcu jak mniejsze, to był zmuszony iść wolniej. Trzymała go sporo w aktywnym kłusie, nie katując jednak, bo doskonale zdawała sobie sprawę, że kilka godzin wcześniej był szczepiony.

His Highness - 2019-08-06, 14:48

Jak po swoich średnio utalentowanych rodziców, Highness miał dużo lepszy ruch od nich, mimo dużych gabarytów zachowując stosunkową lekkość. Stęp był jego najgorszym chodem, szczególnie, kiedy było wokół niego tyle czynników niewspółgrających z odpowiednią pracą: zaaferowanie nowym miejscem, początek treningu czy sama lonża, która zwyczajnie nie pozwalała na takie manewry jak trening z siodła. Dało się to zauważyć przy stępie na drugą stronę, która była jego gorszą, chociaż nie była to bardzo zauważalna różnica. Szczęśliwie nie były przed nim stawiane trudne ani wymagające zadania, a średnica koła była na tyle duża, aby nie musiał przykładać wielkiej wagi do wygięcia.
Ożywił się dopiero z zakłusowaniem, w pierwszym odruchu oddając mocno z kłębu, po czym ruszył nieco zbyt aktywnym chodem, będącym blisko zagalopowania. Jednak zwolnienie go do bardziej przystępnej prędkości było dość proste, wystarczyło tylko zmniejszyć koło albo ograniczyć batem. Zaczął wtedy poruszać się dużo bardziej sprężystym, obszernym kłusem z dalekim wymachem nóg, również tylnych, a nie tylko przednich jak to często miało miejsce. Nie pokazywał jeszcze pełni swoich umiejętności, ale była to kwestia czasu.

Ruth - 2019-08-06, 15:22

Obserwowała ten kłus z szerokim uśmiechem na twarzy, bo w istocie bardzo jej się podobała żywotność i wyrafinowanie w tym chodzie. Pozwalała ogierowi kłusować bez oporu, ważne, by nie przechodził samoczynnie w galop, ale też aktywność i chęci, były mile widziane.
Po kilku kołach w kłusie nie zmieniła kierunku jazdy, zaś wpuściła go w galop ponownie cmoknięciem i batem. W galopie zmniejszyła nieznacznie koło, by nie pozwalał sobie na zbyt szybki galop. W tym wszystkim przede wszystkim dawała mu luz i obserwowała, zarówno chęci jak i jakość chodów, prawie że naturalnych.
Była niezmiernie szczęśliwa z nowych dzieciaków, szczególnie, gdy rzeczywiście chciała się rozwijać w ujeżdżeniu. Zarówno Romek jak i Heniek były dla niej powiewem świeżości i możliwością rozwoju od niższych klas, z końmi, które były już totalnie plastyczne i dopasowywane pod nią. Pod każdym względem, łącznie z urodą, imionami i różowymi czaprakami!! <3

Lysander - 2019-08-06, 17:13

Audrey napisał/a:
...


Kłus był jednym z najbardziej ulubionych chodów Lysandra, dlatego też bardzo lubił w tym chodzie pracować. Nie spinał się przy nim niepotrzebnie i wymagał od niego mało pracy, chociaż dużo serca wkładał w samo poruszanie się. Ponownie jeździec wymagał podobnego ćwiczenia, co poprzednio, co nieco mu się nie spodobało, jednak był skłonny spróbować. Na początku szło opornie, fryzyjczyk nie pozwalał ustawić sobie odpowiednio głowy, co ruda musiała znieść z cierpliwością. O ile by oczywiście chciała. Gdyby pracowała z nim dalej na tym ćwiczeniu, mięśnie wyćwiczone do wpisywania się w łuk, zaczęły pracować w drugą stronę, pozwalając na minimalnie odgięcie głowy. Niestety, przy tym ćwiczeniu krok się stał bardziej ostrożny i krótszy, dodatkowo pozwolił sobie na zwolnienie tempa dwutaktowego chodu. W końcu, po paru powtórzeniach, ruch ujeżdżeniowca został na takim poziomie, jaki był na początku ich pracy w tym chodzie, a on sam nawet w rozluźnieniu wykonał powierzone mu ćwiczenie. Gdy go Audrey wyprostowała i pochwaliła, mógł przez moment odetchnąć z ulgą. Na dzień dzisiejszy może mają już te ćwiczenie za sobą, o ile kobiecie nie przyjdzie do głowy powtarzać je w galopie. Po krótkiej chwili, zaczęły pojawiać się elementy, które fryzyjczyk perfekcyjnie znał. Na zatrzymanie odpowiadał praktycznie natychmiastowo po rozpoznaniu sygnałów, przechodził płynnie do stój i oczekiwał w nieruchomości na kolejne sygnały od jeźdźca, poruszając bujnym ogonem. Stanie w bezruchu było dla niego najłatwiejsze, stał prosto, z zaokrągloną szyją i nosem skierowanym w dół, od czasu do czasu strzygąc uszami w kierunku grzbietu, czekając w cierpliwości. Przejścia wykonywał płynnie, ze starannością zmieniając stawianie nóg w poszczególnych chodach, aby wszystko wyglądało jak najbardziej efektownie. Wraz z wyjechaniem z łuku, dostał sygnały, aby zejść zadem ze śladu, co uczynił z dużo większą ochotą, niż odgięcie szyi w drugą stronę. Szyję lekko wygiął ku środkowi, pozwalając manewrować swoim tyłem jak tylko dziewczyna sobie tego życzyła. Wzrok utkwił w kierunku jazdy, jego przednie nogi poruszały się po śladzie, zaś tylne znajdowały się w środku, a zewnętrzna zadnia chowała się za przednią wewnętrzną, co czyniło element wykonany praktycznie perfekcyjnie. Był zaznajomiony z takimi figurami, dlatego nie sprawiały mu one problemu. Po wykonaniu ćwiczenia, wyprostował się bezproblemowo, poruszając się teraz całkowicie po śladzie. Zjechał na przekątną, wyjeżdżając łuk odpowiednio wygięty, uruchamiając bardziej zad, by tylne nogi zaczęły wkraczać za ślad z przednich. Krok stał się bardziej wyciągnięty, chociaż jego kończyny nie unosiły się zbyt wysoko, co było modne w świecie ujeżdżenia, tak jak najbardziej był poprawny. Szybkość konia w kłusie się nie zmieniła, jedynie mocniej pracował tylnymi nogami, aby mocniej wchodziły pod kłodę. Z zadem na zewnątrz miał trochę problemów, troszkę się usztywnił w szyi i początkowo ćwiczenie było wykonywane tak, jakby miał kija wiadomo gdzie, jednak po pewnym czasie odpuścił, wyginając się wokół zewnętrznej łydki, szanując ograniczające go pomoce i nie przesadzając. Szyję wygiął w kierunku ściany tak, aby jego ciało tworzyło lekki łuk. Jego wewnętrzna zadnia noga była ustawiana za przednią wewnętrzną, tworząc tym samym jedynie trzy ślady, po których się poruszał. Dbał o szczegóły wykonywania ćwiczenia, ustawiając się niemal książkowo.

His Highness - 2019-08-06, 17:33

Mimo że już od początku jego kłus był dość efektowny, to z kolejnymi metrami zyskiwał na jeszcze większej elastyczności i przepuszczalności - karus sam zaczął nieść głowę w nieco wyższym ustawieniu z najwyższym punktem w potylicy i nosem ustawionym lekko przed pionem. Zamaszyście wymachiwał nogami z zachowaniem odpowiedniego rytmu i równowagi, a także fazą zawieszenia - widać było, że chciał się pokazać przed obcą osobą z jak najlepszej strony i miało to rzeczywiste przełożenie na jego pracę.
Zagalopowanie wywołało w nim krótki wybuch ekscytacji, przez co zadarł łeb z parsknięciem i po serii baranków odepchnął się mocniej zadnimi nogami od ziemi, dość płynnie przechodząc w wyższy chód. Przez mniejszy promień okręgu rzeczywiście nie mógł pozwolić sobie już na pędzenie na łeb na szyję, bo przy tym musiał skupić się na tym, żeby zachować wygięcie. Nie było ono co prawda odpowiednio mocne, bo korekta tego była najłatwiejsza z siodła, ale z pewnością nie dało mu się zarzucić braku zaangażowania. Mocno odpychał się od zadu, galopując typowo "pod górkę" z bardzo zaokrągloną foulą - jego przednie nogi zataczały swego rodzaju okręgi, z czego prowadząca nieco większy.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group