Oliver Pelerieux - 2016-09-04, 17:52 Sukcesywnie zbliżał się do końca treningu, przechodząc do jego ostatniego etapu, którym - jak można było się tego spodziewać - było zagalopowanie. Zanim jednak wydał komendę do galopu, ponownie zatrzymał konia i podszedł doń w celu skrócenia wewnętrznego wypinacza o dziurkę. Miało to pomóc młodemu ogierowi w zagalopowaniu na właściwą nogę.
Z powrotem odesłał go na koło, po dwóch okrążeniach stępa poprosił o zakłusowanie, zaś po pełnym okrążeniu w kłusie, wydał komendę do galopu. Jeżeli Whatever ruszył na dobrą nogę, od razu został pochwalony; jeśli jednak miał z tym problem - a miał ku temu prawo - Oliver od razu przerwał galop i ponowił próbę, aż do uzyskania pożądanego efektu. W galopie pozwolił mu zostać na dwa okrążenia, po których poprosił o przejście do kłusa na pół okrążenia i ponowne zagalopowanie, po każdym poprawnie wykonanym zadaniu od razu chwaląc konia głosem. Wkrótce ponownie go zatrzymał w celu zmiany kierunku (nie zapominając o zmianie w ustawieniu wypinaczy) i powtórzył wcześniejszy schemat.
Wreszcie uznał, że na dzisiaj wystarczy Whateverowi i zatrzymał go. Podszedł do niego i całkowicie poluźnił wypinacze, po czym pochwalił konia głaszcząc go po szyi, a także częstując go kostką cukru. Dobrze się spisał, zatem następnym razem będzie mógł go sprawdzić pod siodłem. Tymczasem występował konia w ręku, nie chcąc już go zmuszać do chodzenia po kole. Po dziesięciu minutach wyszedł z nim do stajni. /ztWhatever Impossible - 2016-09-10, 22:40
Oliver Pelerieux napisał/a:
[...]
Zbliżali się pomału do końca treningu, przechodząc do ostatniego etapu, którym jak się okazało był zagalopowanie. Jednak facet miał jeszcze coś w zanadrzu, poproszony o zatrzymanie oczywiście to zrobił. Poczekał cierpliwie aż facet poprawi wypinacz, by zaraz ponownie wrócić na koło. Po dwóch okrążeniach stępu i po komendzie od faceta, przeszedł do kłusa. Wtedy wykonał jedno pełne okrążenie w kłusie, a potem dostał sygnał od galopu. Udało mu się jakimś cudem zagalopować na właściwą nogę, choć miał drobny problem z ogarnięciem właściwej postawy. Dopiero po chwili się ogarnął, wracając do poprzedniego ustawienia. Przegalopował kolejne dwa koła, po których zwolnił do kłusa na pół okrążenia. Chwilę później znów galopował i już nie miał takiego problemu z ustawieniem, przynajmniej nie takich jak poprzednio. Parsknął krótko po każdej pochwale i skupiał się na dalszym zadaniu, a potem Whatcz się w końcu zatrzymał. Zmienili kierunek i wypinacz na drugi, by wykonać to samo ćwiczenie na drugą stronę. W końcu się ponownie zatrzymał i dostał luz, co przyjął z nie ukrywaną ulgą. Delikatnie tyrpnął chłopaka w ramię i zjadł ze smakiem kostkę cukru, był mu wdzięczny za udany trening. Rozstępowali się po treningu i ruszyli do stajni.
z.tJessie - 2016-09-14, 00:58 W drodze na maneż dosiadła grzbietu Bloo, oczywiście wcześniej sprawdzając popręg aby uniknąć przekręcenia się siodła. Stępem dojechała na maneż, na który wjechała przez otwartą bramę, nie kłopocząc się jej zamykaniem. Zachowanie się bez obecności innych koni mieli już chyba na tyle przerobione, aby Bloo jej nie zaskoczył ucieczką. Chyba...
W każdym razie kontynuowała stęp po maneżu, wodze trzymając za samą sprzączkę i całą kontrolę nad koniem sprawując dosiadem oraz łydkami. Pilnowała nimi tempa oraz kierunku ruchu, jednocześnie siedząc na tyle głęboko i pewnie, by nawet przy gwałtowniejszym ruchu konia nie stracić równowagi.Bloo - 2016-09-14, 16:40 Nie robił najmniejszych problemów przy wsiadaniu jak i przy ostatnich poprawkach w jego sprzęcie. Stał grzecznie, obserwując kątem oka poczynania Jess.
Dalej ruszyli w stronę maneżu, a Bloo z wyraźnym zaciekawieniem obserwował otoczenie. Był rozkojarzony, aczkolwiek nie dawał kobiecie powodów do niepokoju. Maszerował aktywnie, swobodnie bujając głową na boki.
Sam plac nie zrobił na nim większego wrażenia. W dalszym ciągu jednakże chłonął wszystkie bodźce z zewnątrz, zawzięcie strzygąc swoimi uszyskami.
Trzeba przyznać, że obok otwartej bramki nie przechodził całkiem obojętnie. Ta zawsze była zamykana, toteż nie mógł pojąć dlaczego tym razem została otwarta. Dosyć szybko stwierdził, że może już stąd wychodzą i mijając przejście, próbował skręcić. Zrobił to ze stoickim spokojem, na dobrą sprawę nie zaskakując Jessie żadną złośliwością.
/wybacz za ten chujowy post, ale muszę się na nowo wdrążyć w pisanieJessie - 2016-09-16, 12:04 Zareagowała od razu, dosłownie w półkroku odwodząc konia od tego pomysłu przede wszystkim poprzez odciągnięcie wewnętrznej wodzy, ale też przyciśnięcie zewnętrznej do szyi. Odruchowo przycisnęła też wewnętrzną łydkę, ale nie ukrywajmy, że w takich sytuacjach wodze odgrywają największą rolę. Poza tym nie karała konia, po prostu wróciła na ślad i kontynuowała stęp. Mijając otwartą bramkę po raz kolejny, była już gotowa na taką ewentualność i zanim znaleźli się na wysokości bramki, półparadą przypomniała ogierowi o sobie i zamknęła go w łydkach, zdecydowanie prosząc o to, by dalej szedł naprzód, a nie skręcał do wyjścia. Kręcąc się w ten sposób po placu, z czasem zaczęła skracać wodze by ostatecznie nabrać je na kontakt, ale w dalszym ciągu umożliwiający srokatemu chodzenie z niemalże wyprostowaną szyją. Stopniowo też zaczęła go zachęcać do przyjścia do ręki, w łydkach pilnując aktywnego tempa, zaś dosiadem dojeżdżając do ręki, która stale oferowała przyjazny dla Bloo kontakt. Po paru minutach takiego żywego stępa pozwoliła sobie na zakłusowanie, od razu zaczynając anglezować i wymagać od ogiera roboczego, luźnego tempa.Bloo - 2016-09-18, 12:00 Zaskoczony działaniem Jess skulił uszy, posłusznie wracając na ścieżkę. Poczuł się trochę zdezorientowany zaistniałą sytuacją, ale dosyć szybko wrócił myślami na ziemię. Przy kolejnym okrążeniu znowu znacząco spoglądał w kierunku bramki. Półparada i zamknięcie w łydkach zaowocowało jednakże tym, że srokacz pozostał na ścieżce. Więcej razy nie próbował uciekać Amazonce z obiektu widząc, że i tak w tej sprawie nic nie ugra.
Dzisiaj Bloo był nieco mniej pobudzony niż na ostatnim crossie, ale i tak nie można było mu zarzucić ospałości. Utrzymywał optymalny, roboczy stęp. Z zakłusowaniem również nie było problemów, bo kopytny niemalże od razu zareagował na pomoce Amazonki. Podbił lekko łbem i ruszył określonym chodem, bardzo miękko i płynnie odbijając się od podłoża. Pierwsze kroki jak zwykle były odrobinę za szybkie, ale interwencja Brunetki była tutaj zbędna. Bloo bowiem sam się ogarnął i osiadł na roboczym tempie. Łba nie zadzierał jakoś wybitnie w górę, ale też nie schodził z nim w dół. Póki co skupił się jedynie na biegu, który swoją drogą był bardzo przyjemny dla oka jak i samego jeźdźca, zważając na miękkie chody ogiera.Jessie - 2016-09-21, 01:10 Z zadowoleniem zauważyła, że Bloo nauczył się dostosowywać do jej tempa, które wyznaczała rytmicznym anglezowaniem. Nie rozpraszała go jednak na tym etapie pochwałami, których zresztą jeszcze się dzisiaj nasłucha, o ile wszystko pójdzie po myśli Jess.
Na początek postawiła na luźne rozkłusowanie Bloo w roboczym tempie, często zmieniając tor jazdy przez wykonywanie wolt oraz półwolt, na których dbała o właściwy rysunek. Operując wewnętrzną łydką nie tylko nadawała ogierowi zgięcie w kłodzie, ale również pomagała mu się ustawić na zewnętrznej wodzy i osiągnąć rozluźnienie. Oczywiście nie skupiała się wyłącznie na wewnętrznych pomocach, te zewnętrzne także miały swój udział, ograniczając nadmierne wygięcie i pilnując tempa.
Następnie zaoferowała ogierowi przejścia z kłusa roboczego do kłusa pośredniego i z powrotem, zawsze wykonując je na prostej i pilnując poszerzenie ram, a nie dodania większej ilości, krótszych i szybszych kroków.Bloo - 2016-09-25, 22:08 Bloo faktycznie dopasował się do tempa anglezowania dziewczyny, nie próbując w nachalny sposób przejąć kontroli nad rytmem chodu. Poruszał się bardzo swobodnie, z naturalną płynnością i lekkością. Był dzisiaj wyjątkowo łatwy do prowadzenia i skory do pracy, toteż na wszystkie figury wchodził bez żadnego przymusu. Poruszanie po łukach nie wychodziło mu jeszcze idealnie, zważając na niewyrobioną równowagę, ale starał się podążać za pomocami Jessie. Co prawda wypadał a to zadem, a to łopatką, ale to akurat było do dopracowania. Za jakiś czas z pewnością będzie koniem nie do poznania, a Amazonka będzie mogła być wreszcie z niego dumna.
Gdy przyszedł czas na kłus pośredni, Bloo niechcący przedobrzył i próbował zagalopować. Nie mniej jednak już przy drugim podejściu było widać znaczną poprawę i niepewnie zaczął wyciągać kroki, spełniając tym samym oczekiwania swojej właścicielki.Jessie - 2016-09-29, 15:34 Pomagała ogierowi we wpisaniu się w koło, jeżeli łydka nie była wystarczająca, by uchronić zad przed wypadaniem, niejako "przedłużyła" ją za pomocą bata ujeżdżeniowego.
Naturalnie przy próbie samodzielnego zagalopowania zareagowała od razu, blokując ogiera dosiadem i podejmując po chwili kolejną próbę przejścia do kłusa pośredniego. Za prawidłową reakcję nagrodziła go głosem, po czym przeszła do stępa i naprowadziła konia na drągi ułożone w taki sposób, na kole o średnicy dwudziestu metrów. Było to zaledwie pięć drągów, ale dla konia była to wystarczająco wymagające ćwiczenie. Dlatego właśnie zaczęła od najniższego chodu, nie chcąc go przeciążyć. Pokonując drągi na łuku musiał zaangażować zad o wiele mocniej niż idąc na wprost, utrzymanie równowagi też było znacznie trudniejsze, dlatego na spokojnie podeszli do tego ćwiczenia zaczynając od stępa. Jess starannie prowadziła go w łydkach, delikatnie ustawiając jak do jazdy po łuku i pilnując przed wpadaniem łopatką lub wypadaniem zadu. Po pokonaniu drągów chwila jazdy na wprost, półwolta i powtórka.Bloo - 2016-10-01, 13:19 Starał się jak mógł, ale pomimo tego nie wszystko wychodziło mu idealnie. W każdym bądź razie respektował bat i starał się subtelnie od niego uciec. Dzięki temu nie wypadał już tak mocno, ale w dalszym ciągu nie uzyskał idealnej formy swojej sylwetki.
Zastrzygł uszyskami, zaintrygowany pochwałą i posłusznie wrócił do stępa. Parsknął krótko, na sekundę kierując łeb do dołu. Już po chwili na nowo ładnie maszerował, oczekując od kobiety dalszych poleceń.
Pokonywanie łuku w stępie było dużo łatwiejsze, toteż dosyć sprawnie wygiął się w ''banana'', skrupulatnie podążając za łydkami Jessie. Taka forma drążków była dla niego nowością, więc nastawił uszy na sztorc i z wyraźnym zaciekawieniem zaczął lustrować je przenikliwymi ślepiami. Podczas pierwszego przejazdu poruszał się nieco niepewnie, wyciągając szyję do dołu i dokładnie obserwując ową konstrukcję. Zwolnił też nieco, ale w dalszym ciągu miał dozę szacunku do przeszkody i starał się nie stuknąć w żadnego z drągów.
Za drugim razem było już odrobinę lepiej - Bloo wyraźnie się ośmielił i bez zawahania maszerował po figurze, ładnie angażując zad do pracy.Jessie - 2016-10-07, 18:22 Za każdą pomyślnie wykonaną próbę pokonania drągów chwaliła ogiera, przede wszystkim głosem, nie chcąc co rusz tracić kontaktu z pyskiem poprzez klepanie po szyi. Naprowadzała Bloo na leżące drągi z obu stron, chcąc wygimnastykować konia jednakowo na obie strony. Kiedy ogier szedł już pewnie w obu kierunkach, podjęła pierwszą próbę przejścia drągów kłusem, przy paru pierwszych próbach zostawiając pewien margines błędu. W kłusie to ćwiczenie było znacznie trudniejsze, ale Jess cierpliwie nakierowywała srokatego na właściwe rozwiązanie, chwaląc go za każde powodzenie i ignorując nieudane podejścia. W tym chodzie wykonała o wiele mniej powtórzeń, poszczególnie robiąc też w większych odstępach czasowych, w trakcie których jechała chwilę na wprost, prostując wierzchowca przed kolejnym zaokrągleniem sylwetki. Kiedy zaczęło im wychodzić to ćwiczenie, brunetka przeszła od dosiadu do stępa i dała Bloo chwilę przerwy na dłuższej wodzy. Po dwóch minutach ponownie je zebrała, ustawiła konia na pomoce i przeszła do kłusa, by w najbliższym narożniku zagalopować i pozostać w pełnym siadzie. Do zagalopowania dała precyzyjne pomoce, ciekawa czy srokacz pamiętał ich ostatnią lekcję dotyczącą właściwych zagalopowań - jeżeli tak, mógł się spotkać ze słowną aprobatą. Jeżeli jednak nie, czekało go natychmiastowe przejście do niższego chodu i ponowna próba zagalopowania.Bloo - 2016-10-12, 15:06 Strzygł uszami w reakcji na każdą, drobną pochwałę, które swoją drogą bardzo go podbudowywały. W stępie drążki wychodziły mu już naprawdę dobrze, a Bloo czerpał z ów ćwiczenia sporo radości. W końcu uwielbiał, gdy coś się działo, a przez koncentrację na podnoszeniu nóg, nie miał czasu myśleć o głupotach.
W kłusie - wiadomo - było mu dużo ciężej. Początkowo nie potrafił połączyć prawidłowego wygięcia z poruszaniem się po drągach, angażowaniem zadu i wszystkich kończyn. Albo mimowolnie spływał z figury, wpadał/wypadał z niej łopatką bądź zadem, albo stukał kopytami o przeszkodę. Za każdym powtórzeniem było jednak lepiej, a ogier powoli łapał jak połączyć wszystkie potrzebne elementy do kupy. Co prawda nie wychodziło mu to jeszcze idealnie, ale progress był widoczny gołym okiem.
Po przejściu do stępa, samoistnie zwiesił łeb, korzystając z chwili odpoczynku. Nie był co prawda jeszcze zmęczony, ale taka przerwa na złapanie oddechu była mu bynajmniej potrzebna. Na nowo ożywił się dopiero, gdy Amazonka pozbierała wodze. Był dzisiaj wyjątkowo skupiony, toteż bez problemu zakłusował, utrzymując ładne, robocze tempo. Po wejściu w narożnik i otrzymaniu stosownym pomocy lekko się zawahał, by następnie ruszyć galopem. Nie był to galop ''byle do przodu'', ale tempo bynajmniej nie było ospałe. Srokacz poruszał się po prostu tak, jak było mu wygodnie.Jessie - 2016-10-28, 13:23 Po paru foule galopu poklepała konia wewnętrzną dłonią po zewnętrznej stronie szyi, dosiadem cały czas podtrzymując galop i dbając o prawidłowy przepływ energii od zadu w przód. Nie galopowała długo, po przejechaniu połowy okrążenia wróciła do kłusa, by po paru metrach powtórzyć zagalopowanie. Chodziło jej o ten konkretny moment ruszenia, bo na poprawienie jakości galopu samego w sobie miała zaplanowane inne ćwiczenia. W rezultacie wykonali kilka przejść kłus-galop-kłus, czyniąc je zarówno na lewą, jak i prawą stronę, by zachować symetryczność.
W pewnym momencie pozostała w galopie i nakierowała konia na cavaletti ustawione na galop. Prowadząc go w zamkniętych łydkach i na równym, stabilnym kontakcie, nie spodziewała się by ten miał spłynąć nieoczekiwanie z linii najazdu. Cavaletti stało w ilości sztuk pięciu. Zadbała o to, by podczas każdego "skoku" lekko podążyć ręką za ruchem pyska konia, by nie ograniczać swobody jego szyi, której praca była przecież wysoce istotna na wyższych poziomach wyszkolenia. Przechodziła też do niskiego półsiadu, zwyczajnie nie chcąc się obijać po końskim grzbiecie.
Na tak ustawione cavaletti najeżdżała w różnych sekwencjach - z lewej i prawej strony, na lewą i prawą rękę, w międzyczasie przeplatając ćwiczenie woltami lub przejściami do kłusa, by Bloo musiał cały czas myśleć. Na pewno nie mógł narzekać na nudę.Bloo - 2016-10-31, 01:10 Pierwsze przejście było nieco szarpnięte, a pierwsze kroki kłusa zdecydowanie zbyt szybkie. Bloo jednak bardzo szybko ogarnął o co się rozchodzi i z każdym kolejnym powtórzeniem wychodziło mu coraz lepiej. Był bardzo czuły na pomoce, aczkolwiek nie napalał się tak, jak to miał w zwyczaju. Po pewnym czasie zaczął się jednak nudzić i wprowadzenie go na cavaletti było wręcz idealną odmianą.
Zainteresowany przeszkodą nastawił uszy na sztorc i lekko się spiął, z uwagą obserwując kolorowe drążki. Pierwsza próba nie wyszła mu najlepiej. Za bardzo zaaferował się ćwiczeniem, przez co pogubił nogi i potknął się już na samym początku, szarpiąc Jessie w dół. Dosyć sprawnie odzyskał jednakże równowagę, starając się dokładniej odmierzać foule. Dalej było już tylko lepiej, bo ponownie oswoił się z ćwiczeniem i zaczęło mu ono sprawiać nie małą frajdę. Na szczęście brunetka nie zapominała o urozmaicaniu mu jazdy, a wszelakie figury sprawiały, że ogier musiał myśleć na bieżąco. Dzięki temu nie tracił zainteresowania współpracą z jeźdźcem i przez cały czas wykazywał zapał do pracy.Jessie - 2016-11-03, 12:57 Przy kolejnym przejściu do kłusa pozostała w tym chodzie na dłużej, biorąc konia na koło o średnicy dwudziestu metrów. Poruszając się po nim zachęciła srokacza do wyżucia wodzy z ręki, a co za tym idzie rozciągnięcia górnej linii i jeszcze mocniejszego podniesienia grzbietu. Po takiej rozgrzewce powinno być mu zdecydowanie prościej to osiągnąć, w końcu praca na drągach nie tylko poprawiała jakość chodów, ale również pracę grzbietu. Osiągnąwszy zadowalający stopień rozciągnięcia, zatrzymała konia do stępa i całkowicie oddała mu wodze, chwytając je za sprzączkę. Skierowała go z powrotem na ślad i dała chwilę odpoczynku, podczas której mógł złapać oddech, a także rozluźnić mięśnie, dotąd całkiem intensywnie pracujące.
Po dwóch minutach aktywnego stępa, z powrotem wzięła wodze na kontakt i ustawiwszy konia na pomoce, przeszła do typowo ujeżdżeniowej roboty. Licząc się z młodym wiekiem konia postawiła pierw na solidną rozgrzewkę, w której trakcie i tak poddawała Bloo rozwojowi. Dopiero po niej mógł nadejść czas na szlifowanie elementów - w tym przypadku ustępowań od łydki w lewo i w prawo. Ogier powinien już je znać, ale nie widziała przeciwwskazań do powtarzania poszczególnych elementów co jakiś czas. Zgodnie z tym zamysłem zrobiła parę powtórzeń w taki sposób, by odejście od łydki zawsze było od ściany lub do ściany, co miało Bloo pomóc w zachowaniu odpowiedniej sylwetki. Zwykle prosiła go tylko o parę kroków, po których następowało wyprostowanie i dopiero wtedy kolejne ustępowanie, motywowane precyzyjnymi pomocami - przede wszystkim przesuniętą, dociśniętą łydką i zmianą środka ciężkości dosiadu. Wykonawszy to ćwiczenie parokrotnie, dała srokatemu spokój na dziś i rozstępowała go na długiej wodzy, choć dość krótko, z tego względu iż ostatnie ćwiczenia wykonywali wyłącznie w stępie.
Wyjechała na jego grzbiecie przez otwartą bramę do stajni. /zt