Jak dotąd szło im świetnie. Połowę przeszkód pokonały, unikając błędów i Amelie była dumna z Deadii, nie omieszkała jej też pochwalić. Po pokonaniu przeszkody numer 4, Mel pokierowała karą po linii prostej, a następnie skręciły w prawo, ku przeszkodzie oznaczonej jako 5a. Nadal starała się utrzymać klacz w aktywnym galopie, chciała, by cały czas była zaangażowana. Od siebie jasnowłosa też dawała wszystko.
Naprostowała hanowerkę przed okserem, tak aby najechały bezpiecznie prostopadle na środek przeszkody 5a. Przed przeszkodą zamknęła lekko hanowerkę w pomocach, dała jej łydkę do wybicia, a gdy jej podopieczna oderwała się od ziemi oddała jej wodzę zostając na kontakcie i przeszła do półsiadu, zgrywając się w skoku z dziewięciolatką. Po wylądowaniu dziewczyna pokierowała dumę ku następnej przeszkodzie: stacjonacie 110 cm, oznaczonej jako przeszkoda 5b. Pomiędzy okserem a stacjonatą liczyła foule, nakierowała klacz na przeszkodę i wszystko odbyło się jak poprzednio: łydka do wybicia, oddanie wodzy przy szyi karuski, półsiad, lądowanie. Po udanym skoku pochwaliła Deę i nakierowała na tripplebarre, kolejną przeszkodę.
Pokierowała klacz przez chwilę po linii prostej, a gdy zbliżyły się w stronę barierek, poprosiła ją o skręt w lewo. Najechały prostopadle na tripplebarre 115 x 80. Stres o którym od rozpoczęcia przejazdu zapomniała, przed tą przeszkodą nieoczekiwanie o sobie przypomniał, dziewiętnastolatka jednak nie pozwoliła sobie na dekoncentrację. Nakierowała Dumę na środek tripplebarre'a, pomogła w ocenie miejsca do odbicia, dodała łydkę, a podczas skoku oddała stosowną ilość wodzy zostając na kontakcie, uniosła się na strzemionach, pochylając nieco do przodu. Gdyby miała wolną dłoń pewnie zacisnęłaby kciuki, jednak i bez tego udało im się bez błędu pokonać tripplebarre, Mel nie wpadała jednak w przedwczesną euforię, skupiła się na przeszkodach, które pozostały im jeszcze do pokonania.
Pokierowała Deadię na następną przeszkodę, nadal utrzymując ją w aktywnym galopie w pośrednim tempie.
Pojechały kawałek prosto, po czym skręciły, kierując się ku przeszkodzie 7a: stacjonacie 110 cm. Przed stacjonatą wszystko odbyło się podobnie: lekkie zamknięcie w pomocach, łydka do wybicia, oddanie wodzy, przejście do półsiadu i lądowanie. Gdy bezpiecznie znalazły się po drugiej stronie stacjonaty, białowłosa pokierowała karą naprzód ku identycznej stacjonacie, oznaczonej jako 7b. Między stacjonatami wyliczała foule, pomogła klaczy znaleźć odpowiednie miejsce do wybicia i wszystko odbyło się jak wcześniej.
Została im już tylko jedna przeszkoda do pokonania: okser z rowem z imitacją wody. Dziewiętnastolatka pokierowała hanowerkę prosto, po czym skręciły i ruszyły ku ostatniej przeszkodzie. I właśnie kiedy Mel już myślała, że uda im się pokonać parkur bezbłędnie, zaczęły się prawdziwe schody. Podczas najazdu na przeszkodę numer 8 Duma potknęła się kilkakrotnie o nierówności na parkurze, co skutecznie zdekoncentrowało i wybiło z rytmu je obie, jasnowłosa jednak wzięła się w garść, starając się uspokoić Deę, zwłaszcza, że okser był już blisko. Tak jak przy kolejnych przeszkodach dała łydkę do wybicia przed okserem, jednak tym razem zamiast odbicia się od ziemi, hanowerka wyłamała przeszkodę i uskoczyła w bok, co jasnowłosej zdarzyło się na grzbiecie klaczy pierwszy raz. Starała się jednak zachować zimn krew. Rozumiała, że wyłamanie było spowodowane potknięciem, które dodatkowo dekoncentrowało dziewięciolatkę, a przeszkoda z imitacją wody często jest problematyczna.
Nie poddała się i poprosiła klacz o ponowny najazd na przeszkodę. Po drodze starała się uspokoić i rozluźnić Deę, jednocześnie chciała, żeby hanowerka skoncentrowała się na przeszkodzie, ale żeby jej się nie bała. Wróciły do aktywnego galopu, powtórzyły najazd na przeszkodę. Tym razem jasnowłosa zamknęła Deadię w pomocach, dała jej łydkę do wybicia, oddała wodzę zostając na kontakcie, przeszła do połsiadu, zgrywając się z klaczą w skoku. Przez kilka sekund była kłębkiem nerwów, jednak tym razem ku uldze dziewczyny, klacz się nie wyłamała. Zwolniła ją do kłusa i pokierowała się ku wyjściu z parkuru. Po drodze zatrzymała się przy budce sędziowskiej i ukłoniła sędziom, po czym opuściły parkur. Mel pogłaskała hanowerke i pochwaliła ją.
- Byłaś najlepsza. - zapewniła ją.
ztDiego Montana - 2015-05-07, 22:50 Chłopak stępując po rozprężalni w końcu usłyszał jak ich wzywają na parkur, zebrał wodzę wchodząc z ogierem w kłus i pokierował go w właściwym kierunku.
PRZEJAZD
Po wjechaniu na parkur objechali go raz dookoła by ogier zapoznał się z przeszkodami dłużej oglądali ostatnią z przeszkód z imitacją wody. By podjechać pod budkę sędziowską gdzie zatrzymał karosza, ukłonił się sędzią i posłał mu sygnał do galopu. Mieli nieco więcej szczęścia niż poprzednie pary bo pogoda przynajmniej nie była tak zła jak wcześniej, wzdłuż ściany po dwóch delikatnych łukach z lewo najechali na pierwszą z przeszkód stacjonatę. Wyprostował ogiera jeszcze przed dodaniem łydki w odpowiednim miejscu do wybicia, wszedł wpół siad, oddając ogierowi wodzę podczas lotu. Trochę po prostej gdzie nieco dodał z ogierem by nie trwało to wieki no i czas był lepszy, gdzie kolejno najechali na delikatny łuk w lewo na okser, ponownie naprostował konia przy dojeździe do przeszkody by dodać łydkę w optymalnym miejscu, wszedł ponownie w półsiad, podążając rękoma za jego pyskiem oddając wodzę, skok wyszedł im wysoki i płaski by swobodnie karosz mógł przelecieć nad przeszkodą. Lecąc jeszcze nad przeszkodą nacisnął na prawe strzemię by na tą nogę wylądowali i od razu skręcili, przejechali między przeszkodami 7 a 8 ku 3. Jadąc koło barierek ponownie nieco przyspieszył z ogierem nadrabiając czas szybko go naprostował dojeżdżając do stacjonaty którą pokonali w ten sam sposób co wcześniej dodanie łydki, półsiad, oddanie wodzy, nacisk na prawę strzemię. W myślach obliczał foule które mieli przejechać przez szereg, pokierował ogiera po prostej do tripplebarre który nie okazał się żadnym wyzwaniem dla ich pary pokonali go jak poprzednie po sygnale, odbili się od podłoża on wchodząc w półsiad koń się składając i wyciągając po oddaniu wodzy by wylądować na podłożu jednak nie wszystko było takie gładkie jak miało być. Koń się potknął o nie równość wypadł z ustawienia przez co lądowanie i pierwszy krok to był chaos, facet próbował na szybko wrócić do ustawienia dosłownie w pół kroku wracając na kontakt starając się ustawić ogiera do pionu by skrócić jednocześnie wykrok przed samą przeszkodą dając mu łydkę do wybicia i jednocześnie wypychając. Starał się uratować sytuację tu zaistniałą czy mu się udało? To się okaże oddał jednakże wodzę karoszowi wchodząc w półsiad i naciskając na lewe strzemię w locie.Christian Levrull - 2015-05-08, 01:24 Po stacjonacie pozwolił sobie nieco wejść w lekki półsiad, który miał trwać w dystansie przez jakiś czas, aż nie dotrą do przeszkody nr 5, trochę chciał nadrobić czasu, jako, że i tak szli technicznie (i chwała Rudemu za to!) dość dobrze, to chciał go trochę otworzyć w galopie. Miał w tym pomóc nieco odciążone teraz plecy, choć jego dosiad był na tyle kontrolowany, by w razie czego usiąść od razu i wycofać go lub wysiedzieć ew. bryknięcie czy inną oznakę nadmiaru energii. Cały czas też utrzymywał kontakt na elastycznej dłoni z jego pyskiem, by przypadkiem go (już za pierwszym razem) do swojej ręki ze zrazić, a w skoku to nie wspomnę. Przytulił się z nim nieco do ósemki (rowu) by nadrobić sekundy, ale już w tym momencie przysiadł go, wycofując bardziej na tył i podnosząc, nadal prowadząc w korytarzu z wodzy i łydek. Przed szeregiem naprostował go regulując nieco przyśpieszone tempo, skrócił go półparadami cofając również dosiadem, na kontakcie celował w odpowiednie miejsce, motywując jednak ogiera łydkami, by przypadkiem nie stracił teraz energii przy wjeździe w te dwie przeszkody. W odpowiednim miejscu wybicie, wejście w półsiad i idąca za ruchem konia ręka. Wzrok utkwiony był już w oddaloną o parę fouli stacjonatę, stąd przy lądowaniu od razu pewnie wrócił w siodło automatycznie działając łydką, by przygotować ogiera do kolejnego skoku bez niepotrzebnej utraty "pędu" z którym weszli w szereg. W miejscu wybicia sygnał do skoku, w trakcie półsiad z mocnym oparciem w strzemieniu, lądowanie również w nich i wycofanie ciała, tymczasowo wracając w wysiadywany galop, by przygotować go do szóstki.
Pozwolił sobie na szerszy najazd - w mocnym jednak tempie - jako, że przed nimi miało stać coś innego. Już parę fouli przed wyprostował go na dwie równe wodze i łydki, pewnie siadając w siodle i pracując biodrami. Jeżeli czuł wahanie nie zmieniał dosiadu (by przypadkiem nie wytrącić go z równowagi), a jedynie motywował łydką (jeśli trzeba było ostrogą), starał się swoim dosiadem i działaniem innych pomocy nie pokazywać mu, że w nim coś się zmienia. Przekaz miał być "przeszkoda jak reszta, nie przejmuj się". W takim stylu doprowadził go pod sam triple, cały czas rozmową z jego pyskiem dając mu do zrozumienia, by poszedł na jego miejsce wybicia nadal pewnie trzymając go w zamkniętych pomocach. W miejscu odskoku konkretny sygnał do wybicia i od razu umożliwienie ogierowi rozciągnięcie się nad szeroką przeszkodą. Ręka na kontakcie idąca za jego pyskiem, a dosiad chłopaka pewnie opart w skoku w strzemieniu. Lądowanie i od razu powrót w siodło i mocniejszy galop do kolejnego szeregu.
Jak na razie prowadziło mu się Orchida bardzo dobrze, miał nadzieję, że tak dobrze będzie współpracował do końca, stąd skupił się na dalszej części przejazdu. Tak jak wcześniej z kumulującą się energią podprowadził go pod pierwszy człon szeregu, wiedząc, że ten przez mniejszą ilość fouli jest technicznie trudniejszy. Dlatego znów zamykając go w pomocach podprowadził do miejsca wybicia, wszedł razem z nim w skok, skupiając się mocno na tym by nie utracili równowagi w trakcie lądowania. Wracając w siodło od razu dał sygnał do dalszego pewnych fouli galopu do kolejnej 110'tki, po dwóch (? strzelam) foulach sygnał do mocnego skoku drugiego członu. Znów wejście w półsiad za Rudym, następnie lądowanie ze stałym utrzymywaniem kontaktu z pyskiem konia.
Mocny galop, ale w szerokim łuku do ostatniej przeszkody, jako że przed nimi wizualnie dość trudna przeszkoda, tym bardziej dla młodych koni, które dopiero napotykają coraz to nowsze dziwactwa na parkurze. Ponownie przysiadł go, wycofując się ciałem bardziej w tył i podnosząc go, nadal prowadząc w korytarzu z wodzy i łydek. Przed okserem w rowem naprostował go regulując nieco za mocne tempo jak na tą przeszkodę, skrócił go półparadami wycofując również dosiadem, działał tak pomocami jak w przypadki tripla, gdy tylko czuł wahanie od razu działał pomocami aktywizującymi, nie przesadzając jednak z kombinowaniem w dojeździe, by go nie prowokować. Podprowadził go pewnie do przeszkody, by następnie dać sygnał do skoku i wejść z nim w niego. Spodziewając się wysokiego lotu (by być jak najdalej wody ;d) mocno złapał równowagę w siodle, dając mu możliwość wyciągnięcia się w skoku. Lądowanie i dofiniszowanie z Rudym do końca.
Po przekroczeniu czujek wyszedł z nim do życia w galopie chwaląc (klepiąc) obficie. Odpukać, miał nadzieję, że kolejne zawody będą równie pomyślne, bo dzisiejszy czysty przejazd w dobrym stylu naprawdę go ucieszył. Przeszedł do kłusa i opuścił w tym chodzie parkur kierując się na ścieżki Orchardu. Tam przeszedł do stępa i stępował z nim aż do ochłonięcia. Następnie skierowali się do stajni, gdzie odpowiednio się nim zajął.
{zt}Christian Levrull - 2015-05-08, 17:48 Musiał nieco skorygować jego zapał, gdyż w takim tempie i z takim wykorzystywaniem energii jak on to robił, mógł pod koniec po prostu się wypalić, stąd starał się go wyciszyć pomocami bez utraty tempa. Cały odcinek przejechał w lekkim półsiadzie, chcąc umożliwić mu jak największą swobodę grzbietu, nadal utrzymując sporą ekspresję i dynamikę i przede wszystkim aktywny zad. Naprostował go przed pierwszym członem szeregu. Jako, że pierwszy był okser minimalnie rozszerzył mu foule, przed nią zamknął go w elastycznych pomocach, jak najbardziej wygodnych, pilnując by przypadkiem nie spłynął, a przed skokiem przypomniał się trochę bardziej zaakcentowanymi pomocami, by następnie za nim podążyć w półsiad, jak najpłynniej. ponownie dając możliwość zapracowania szyją, grzbietem, przez idącą za niego ręką oraz półsiadem skoncentrowanym na strzemionach. Po lądowaniu skrócił go, by w szeregu zrobić do stacjonaty 3 (chyba ;d) trochę ciaśniejsze foule, następnie skumulowaną przez skrócenie energię wykorzystał do siły odskoku przed członem B. Półsiad i lekkie lądowanie na lewo.
Pokusił się o ścięcie zakrętu w prawo, w stronę szóstki wspomagając ogiera w zakręcie pilnując jego wewnętrzną stronę i korygując ewentualnie łydką, podniesieniem wewnętrznej i tym samym wyrównanie środka ciężkości ogiera. Zewnętrzną korygował zakręt, a swoim dosiadem dostosowywał się do jego ruchu, jednak tak, by go w którąś stronę nie przeciążyć, również skrócił trochę mu krok, by w zakręcie za mocno go nie poniosło. Naprostował go wreszcie na tripla poszerzając trochę krycie powierzchni przez ogiera i szukając wzorkiem dobrego miejsca odskoku. Jednak dobra passa minęła, gdyż w trakcie korekcji karosza do przeszkody ten potknął się wypadając z ustawienia, a sam jeździec stracił wcześniej utrzymywaną równowagę, nieco rzucony do przodu. Szybko jednak wycofał się ciałem z kontaktem, jako, że w sumie już byli w miejscu wybicia dał sygnał do skoku po tej wpadce. Na szczęście Loczek odpowiedział na jego pomoce, niestety wybił się za płasko, przez co drąg runął z nimi na ziemię.
Trudno, od razu jechał dalej, nie dając po sobie poznać, że coś jest nie tak. Mieli niezły czas, więc teraz tylko utrzymać do końca czysty przejazd. Dojeżdżając do szeregu ponownie bardziej obciążył jego grzbiet dosiadem, gasząc go u "źródła" przez dodatkowo skracany przez niego przód półparadą; jeśli w trakcie przejazdu to nie pomagało nie bał się wstrzymać go mocniej i dłużej sygnałami, nie przesadzając jednak, to nie miała być walka a upomnienie. Znów kumulując jego energię podprowadził go pod pierwszy człon szeregu. Podprowadził go do miejsca wybicia, dając tam sygnał do skoku, wszedł razem z nim w skok, skupiając się mocno na tym by nie utracili równowagi w trakcie lądowania. Wrócił w siodło od razu dając sygnał do dalszego ruchu na przód, do kolejnej stacjonaty 110, po dwóch (strzelam) foulach sygnał do mocnego skoku drugiego członu. Znów wejście w półsiad za Loczkiem, następnie lądowanie ze stałym utrzymywaniem kontaktu z pyskiem konia i wycofaniem ciała dla złapania równowagi.
Automatycznie dodanie w dystansie do ostatniej przeszkody, sam zrobił półsiad odciążając mu na tą chwilę grzbiet i dając możliwość dodania w zupełnej harmonii. Ku zaskoczeniu (zapewne) widowni pokusił się o dość trudny najazd, za to nadrabiający sporą ilość czasu w parkurze. Dość ciasnym łukiem jechał na przeszkodę z rowem, utrzymując ustawionego na pomocach jak i idącego w odpowiednim tempie ogiera. Sam siedząc w siodle półparadami oraz pracą dosiadu pomagał mu odpowiednio wyjechać zakręt, a skumulowaną w nim energię oddał mu w momencie podejścia pod "straszną przeszkodę", sam starając się nadążyć z półsiadem. Idąca za nim ręka, stabilny półsiad i lądowanie, po którym wrócił w siodło, od razu dając mi możliwość do mocnego finiszu, po którym obficie go pochwalił, jako, że prowadził się rewelacyjnie, a potknięcie mogło wynikać z wcześniejszych opadów deszczu i tym samym nieco rozmiękczonego podłoża. Przeszedł z nim do kłusa opuszczając parkur, a następnie rozstępowując go w zaciszu drzew. Wrócił do stajni wraz z karym, gdzie odpowiednio zrekompensował (i nagrodził!) mu wcześniejszy wysiłek.
{zt}Augustus - 2015-05-08, 19:56 Kiwnął głową, słysząc pochwałę, bo w głębi duszy lubił takie skromne nagrody, o ile można to tak nazwać. Zrobili może jeszcze kilka metrów w kłusie, a kiedy czternastolatek był już pewny, że może przyspieszyć, na narożniku zewnętrzną łydkę cofnął za popręg, a wewnętrzną lekką docisnął do niego. Wypchnął klacz biodrami, tym samym prosząc o zagalopowanie. Także uważał, żeby zrobić to na dobrą nogę oraz płynnie, bez rozpędzania się w kłusie.
Gdy to się udało posłuchał pozostałych wskazówek, a podczas tych dwóch okrążeń przybrał postawę odpowiednią do tego chodu, także starając się nie stracić kontaktu na wodzach. Na narożnikach używał pomocy, żeby ich nie ściąć. Tych samych pomocy używał na następnych woltach, które robił praktycznie w niespecjalnie wymierzonym miejscu, można powiedzieć byle jakim. Tak jak poprzednio starał się, żeby skarogniada ładnie się wpisywała w rysunek figury, nie wypadała łopatką i zginała się w żebrach.
Wraz z takim poleceniem, zablokował swoje ruchy miednicą, zwalniając do pośredniego tempa. Najechał na przekątną, żeby zmienić kierunek. Przez ułamek sekundy stracił swoją pewność, lecz szybko ją odzyskał i na najbliższym narożniku znowu zagalopować na, w miarę możliwości, dobrą nogę. Znowu zrobili dwa okrążenia, lecz tutaj Gus miał już lekki problem, bo w przeciwieństwie do galopów na drugą stronę, wewnętrzna dłoń cały czas się opuszczała. Choć był tego świadom i starał się tego uniknąć, dłoń znowu uciekała i traciła kontakt.Contendro Boy - 2015-05-09, 15:15 Biegł chaotycznie przed siebie, kolokwialnie mówiąc po prostu rollując mordę i gubiąc nogi w morderczym tempie. Można by rzec, że galopował niemal na oślep, z czego wyrwały go tylko zbyt krótkie, nieczytelne sygnały jeźdźca. Przed nosem siwka niespodziewanie wyrosła stacjonata, do której nie był w żaden sposób przygotowany, co oczywiście było równoznaczne z podejmowaniem decyzji na szybko. Jeździec nie pomógł mu w wycenie dystansu, więc wykonał wyjątkowo daleki skok, przodami zgarniając dwa górne drągi. Słysząc charakterystyczny dźwięk spadającego na ziemię drąga stulił uszy, lądując twardo i bardzo nieprzyjemnie, a przynajmniej dla jeźdźca. Ponowił mocne tempo, zwyczajnie nie mając pojęcia, co robic. Tym razem Boy zupełnie nie rozumiał zadania, nie był w stanie samodzielnie znaleźc właściwego dystansu, a więc nie do końca cierpliwie czekał na sygnał jeźdźca. Był gotów wybic się spod przeszkody czy też na nią wpaśc, ale tym razem nie potrafił podjąc decyzji. Jako zbyt młody i niedoświadczony koń nie umiał sobie potrafic w takiej sytuacji, to wszystko. We właściwym momencie, na całe szczęście, mężczyzna nie zapomniał przyłożyc łydek, więc odbił się precyzyjnie, zostawiając po sobie spory zapas, na długo zawisając w powietrzu. Oddychał ciężko i szybko, po pokonaniu oksera nadal galopując ciutkę za mocno, ale tym razem już minimalnie wolniej. Półparady w dystansie były nieco nie na miejscu, bo koń zamiast właściwie na nie reagowac, chował się za wędzidłem, tym samym ograniczając sobie widocznośc. Zakładam, że skoro skok był udany, Theo w porę podniósł siwego - jeśli tak właśnie się stało, holsztyn oddał czysty, przyjemny skok, wyciągając szyję i składając podwozie. Wykonał bardzo dynamiczny zakręt w stronę ostatniej stacjonaty, niemal ścinając łuk i pogalopował do niego w bardzo mocnym, pewnym tempie, co też zagwarantowało dwudziestolatkowi, że się nie zatrzyma. Wszystko się zgadzało, a więc bez chwili zastanowienia odbił się od ziemi, wyskakując nieco wyżej, niż powinien, to jest zostawiając spory zapas. Po lądowaniu początkowo odmówił przejścia do kłusa, 'wożąc' moment jeźdźca po parkurze, ale zmęczenie dało się we wzanki, więc niechętnie skierował się w stronę budki sędziowskiej, przed którą się zatrzymał.
Zmęczony, niemal zlany potem wytrzymał rozstępowanie bez wybryków, a następnie udał się z mężczyzną do stajni. /zt.Fleau de Baian - 2015-05-09, 15:43 Energicznie galopowała na kolejną przeszkodę, to jest szereg złożony z oksera i stacjonaty. Będąc w odpowiednim miejscu przed pierwszą odbiła się mocno z obu nóg, składając nogi i zaokrąglając się w grzbiecie. Oddała skok z dużym zapasem, więc i nawet nie drasnęła przeszkody. Wylądowała na obie nogi, w miarę miękko, zaraz też znowu odrywając się od ziemi, żeby przefrunąć nad stacjonatą. Znacznie obniżyła szyję o dziwo nie strącając znowu drąga - takich wysokości jeszcze nie skakała, a i nawet nie drasnęła żadnego z nich! Była wyraźnie z siebie zadowolona, co okazywała przez szybką reakcję na pomoce i podstawianie zadu.
Kierowała się tam, gdzie chciała Amelie, na każdej prostej linii w miarę nie spływając na boki i ustawiając się prostopadle do przeszkód. Co prawda tripplebarre ciutkę ją zniechęciło, bo wydawało się jej, że jak na jej możliwości jest za szeroki, ale ostatecznie nie poddała się i ufając dziewiętnastolatce oddała daleki skok, starając się stawiać jak najmniejszy opór powietrzu, nawet uszy przyklejając do potylicy. Pomimo tego, że ciutkę zwątpiła w to, znowu nie strąciła, a wylądowawszy uderzyła mocno ogonem o tyły, nie umiejąc inaczej okazać swojej radości. Pewnie gdyby nie wytok i sytuacja o nazwie "zawody" zarzuciłaby łbem i zarżała szczęśliwie, lecz ograniczyła się właśnie do tego machnięcia ogonem, chociaż podobnie jak dziewiętnastolatka nie traciła skupienia na dalszym przejeździe.
Skręciła w lewo na drugi szereg, którego akurat niespecjalnie się obawiała – pomimo że były to duże wysokości to poradziła sobie z okserami o podobnym „wzroście”, więc wierząc w siebie najechała na środek stacjonat. Mocno odbiła się przed pierwszą, zaraz też wyciągając i obniżając szyję. Wpatrywała się przed siebie, żeby zaraz po wylądowaniu i jednej foule znowu przeskoczyć bliźniaczą przeszkodę. Tak jak poprzednio nie było żadnego strącenia, a koniec był coraz bliższy.
Jednak nie miała świadomości jaka to przeszkoda, chociaż na początku obejrzała parkur to nie zwróciła większej uwagi na tę wyróżniającą się z tłumu. Dopiero zauważyła ją po naprowadzeniu na dany okser z imitacją wody. Na chwilę zamarła, chociaż oczywiście nie przerywała pośredniego, nieco już wolniejszego niż poprzednio, galopu. Skupiona na ogarnięciu wzrokiem tego potwora nie zauważyła bruzd na ziemi, przez które parokrotnie się potknęła, tracąc równowagę i lecąc do przodu wypadła z ustawienia. Założywszy jednak, że białowłosa zareagowała w miarę szybko i pomogła w odzyskaniu równowagi, kara ruszyła dalej w stronę oksera, chociaż lekko rozproszona przez potknięcie i przestraszona nie chciała tego zbytnio. Tuż przed okserem chamsko wyłamała się na lewo, wiedząc, że w tym momencie nie umiałaby jej pokonać. Poza tym uszy przyklejone płasko do potylicy sugerowały, że hanowerka boi się tej przeszkody. Nawet próba uspokojenia ze strony Amelie były nieskuteczne, ale po zawróceniu i kolejnej próbie skoku wbrew strachu nie odskoczyła na bok i odbiła się przy linii brzegu. Miała większego pietra niż przy poprzednim tripplebarre, ale zmotywowana skoczyła na tyle wysoko, żeby nie strącić drąga ani ruszyć tafli wody.
Wylądowawszy rozluźniła się nieco, bowiem wiedziała, że to była ostatnia przeszkoda. Odzyskała humor i co chwila parskając przeszła do kłusa, potem też zatrzymała się w wyznaczonym miejscu, a po ukłonieniu się białowłosej zjechała z parkuru. /ztOrchid of Rohan - 2015-05-09, 19:50 Po wylądowaniu wyciągnął się odrobinę w galopie, tym samym zaoszczędzając cenne sekundy. Co prawda czysty przejazd powinien im z góry zagwarantować zwycięstwo niezależnie od czasu (dopóki mieścił się w normie), jako że w dniu dzisiejszym drągi spadały często podczas innych przejazdów. Im póki co udało się pominąć tę wątpliwą atrakcję. Tak więc pogalopował żwawo w stronę kolejnej przeszkody, nawet nie myśląc o brykaniu, chociaż energii rzeczywiście miał sporo. Robert skutecznie oduczył go brykania, szczególnie na parkurze i po oddanym skoku; zapamiętał tę lekcję do dziś. W każdym razie póki co bardzo przyjemnie szło mu się pod Christianem. Nie miał wobec niego najmniejszych zażaleń, toteż i nie sprawiał żadnych problemów. Mijając przeszkodę z rowem, skierował na nią prawe ucho, zaraz jednak koncentrując się na jeźdźcu w odpowiedzi na działanie dosiadu. Uniósł przód, przenosząc już wzrok na zbliżający się szereg. Będąc na wprost przeszkody, skrócił nieznacznie krok, nie tracąc jednak na zebranej w ciele energii. Stawiając uszy na sztorc i przyglądał się uważnie przeszkodzie rozpoczynającej szereg, szedł na nią bez zawahania. Nie zmieniając swojego wykroku, do samego końca czekał na wskazówkę jeźdźca, samemu będąc jednak gotowym do reakcji w razie potrzeby. Mimo młodego wieku radził sobie z samodzielnym wymierzaniem odległości, toteż i tym razem zgrywając się z oczekiwaniami Christiana oddał skok w wybranym miejscu. Skacząc ekonomicznie i daleko, rozciągnął się nad okserem, prezentując wyraźny baskil. Tuż po wylądowaniu w paru foule w lewą stronę dopadł kolejnej przeszkody, nawet nie tracąc wcześniej uzyskanego tempa i zaraz oddał kolejny, czysty skok. Tym razem nieco bardziej pionowy, chociaż prędkość którą miał przy oddawaniu skoku sprawiła, że ten wypadł dość płasko. Mimo to rudy bez problemu pokonał stacjonatę, będąc dalekim od zrzucenia. Przy tych wysokościach mogli sobie pozwolić na takie loty, jako że Orchid sam w sobie miał mnóstwo siły, którą wkładał w każdy skok bez wyjątku. Po wylądowaniu błyskawicznie odzyskał równowagę, przechodząc w równy, okrągły galop od zadu. Biegnąc we wskazaną stronę, podczas pierwszych paru kroków zaokrąglił nieco szyjsko, zawzięcie mieląc wędzidło i w rezultacie pieniąc się jeszcze mocniej. Zaraz jednak rozprostował sylwetkę wraz z wyciągnięciem kroku, dzięki czemu krył pod sobą jeszcze więcej terenu. W krótkim czasie znalazł się na wprost pierwszej przeszkody, która jako pierwsza wzbudziła w rudym pewne wątpliwości. Na widok tripplebarre'a wyraźnie się ożywił, furkocząc chrapami wciąż szedł odważnie na wprost, trzymając tempo. Mimo to jeździec mógł wyczuć, że Rohan zaczyna się koncentrować na czym innym. Doświadczenie Christiana pomogło mu w doprowadzeniu ogiera pod samą przeszkodę oraz w przekonaniu go, by jednak ten skok oddał. We wskazanym miejscu odbił się mocniej niż dotąd, bardzo wyraźnie podciągając i składając kończyny, a także wyciągając szyję i lekko uwypuklając w locie grzbiet. Wylądował po drugiej stronie z głuchym stęknięciem i od razu wszedł w mocny galop, zapominając o minionej przeszkodzie. Pogalopował przy barierkach, ani razu nie płosząc się szeleszczących bannerów. Jakiekolwiek hałasy nie robiły na nim żadnego wrażenia, całą swoją uwagę poświęcał jeźdźcu i kolejnym przeszkodom. Na wprost szeregu znowu uniósł przód ciała, rzucając uważne spojrzenie pierwszej przeszkodzie. Dostosowując się do wskazówek zawodnika, w oczekiwanym tempie dotarł pod samą przeszkodę, spod której wybił się na tyle, aby oddać ekonomiczny skok nad stacjonatą. Duże znaczenie miała tu równowaga Christiana, więc skoro nie zakłócał on równowagi Orchida, to ogier po wylądowaniu prędko się pozbierał, będąc gotowym do kolejnego skoku. W dwóch równych foule dopadł drugiej stacjonaty, przed którą wybił się równie mocno, wyraźnie idąc w górę i oddając pionowy skok. Wysiedzenie żadnego z nich nie powinno być trudne, jako że koń postępował bardzo przewidywalnie, najzwyczajniej w świecie stosując się do poleceń oraz wskazówek jeźdźca. Nie robił niczego po swojemu, w czego efekcie pokonał parkuru w dobrym, technicznym stylu, póki co bez niespodzianek ani najmniejszych problemów. Nawet zmęczenie tak bardzo nie dawało mu się we znaki.
Wylądował na lewo, wchodząc w szeroki łuk mocnym galopem do ostatniej, kończącej parkur przeszkody. W odpowiedzi na działanie dosiadu i pozostałych pomocy ponownie uniósł przód, ciężar osadzając na zadzie, którym mocno pchał się w galopie. Strzygąc naprzemiennie uszami i furkocząc chrapami wyraźnie zaczął się wahać przed dalszą jazdą na wprost, w pewnym momencie galopując z wyraźniejszą fazą zawieszenia. Złamał się jednak pod wpływem popędzających pomocy i podszedł pod samą przeszkodę, by we wskazanym miejscu oddać silny skok, któremu jednak towarzyszyła wyraźna rezerwa. Rzeczywiście wybił się wręcz przesadnie mocno, co poskutkowało zarówno wysokim jak i szerokim lotem, co odrobinę zakłóciło jego równowagę już przy samym lądowaniu, toteż poprawił nieco zadem i zaraz mocno wylądował, w paru mocnych foule galopu mijając metę i tam przechodząc już do spokojniejszego galopu, wyciągając łeb do dołu. Następnie przeszedł do kłusa, w którym opuścił parkur i wyszedł na rozprężalnię, gdzie przeszedł już do stępa.
Po rozstępowaniu wyszedł do stajni. /ztLockhard - 2015-05-10, 00:35 Wbrew temu, jak teraz wyglądał - lśniący od potu, spieniony i z siateczką żył widoczną pod skórą - miał jeszcze mnóstwo energii, więc nawet gdyby Christian nie postanowił ostudzić jego zapału, ogier raczej bez problemu sprostowałby pozostałym przeszkodom. Zresztą prawdopodobnie sam w pewnym momencie by się uspokoił, na ten moment wciąż jednak uparcie atakując przeszkodę za przeszkodą.
Korzystając z większej swobody, śmiało i ochoczo galopował do kolejnych przeszkód, które składały się w szereg. Coraz mniej walczył z jeźdźcem, w szczególnie w dystansie, by na wprost pierwszej przeszkody w szeregu powtórnie się ożywić. Mimo to nie wymykał się spod kontroli; będąc naprzeciw przeszkody, nieznacznie poszerzył wykrok, by w paru skokach galopu dopaść przeszkody i w wybranym miejscu odbić się od podłoża niczym sprężyna. Skakanie sprawiało mu wyraźną przyjemność, niezależnie od rodzaju przeszkody czy trudności parkuru. Oddawał całego siebie w tych krótkich momentach. Po niespełna chwili, w której wyciągnął się nad przeszkodą, starannie składając 'podwozie', wylądował po drugiej stronie. Tuż po wylądowaniu mocno skrócił swój krok, w trzech sprężystych, równych foule dopadając kolejnej przeszkody. Skrócenie poskutkowało jeszcze mocniejszym zaangażowaniem zadu, co pomogło mu w oddaniu kolejnego, silnego skoku ze sporym zapasem. Mimo tego, że wkładał w to wszystko sporo siły, wciąż sprawiał wrażenie jakby doskonale się bawił. Po wylądowaniu, które w pełni zamortyzował na stawach pęcinowych, pogalopował w lewą stronę, odnajdując się w zastosowanym skrócie. Mocniej podstawił na nim zad, jednocześnie utrzymując otwarty przód i zachowując równowagę pomimo stałej, dość dużej prędkości. Po raz kolejny nieoceniona okazała się zwrotność karusa, który potrafił wyjść cało z nawet najciaśniejszego zakrętu. Galopując na wprost tripplebarre'a nieszczęśliwie potknął się niewiele przed przeszkodą. Gubiąc równowagę na przodzie, pochylił się i zaraz gwałtownie poderwał do góry, łapiąc równowagę na napiętej wodzy i wspomagając się na zachowaniu ciała Christiana. Niestety zbyt późno, co nie pozwoliło mu na odpowiednie przygotowanie się do skoku, w czego efekcie odbił się zbyt płasko, ścinając najwyższy drąg z głuchym hukiem. Stuliwszy uszy, wylądował po drugiej stronie, naraz szastając ogonem w wyrazie frustracji. Nie lubił takich sytuacji, ale zdarzały się nawet najlepszym. Mimo to nie rozpamiętywał sytuacji, nie miało to dla niego dużego znaczenia. Byli już grubo za połową parkuru, toteż ogier wyraźnie się uspokoił, nie tracąc jednak na energii i chęci działania. Utrzymując dobre, mocne tempo wkrótce znalazł się na wprost szeregu, aby podczas najazdu do owej kombinacji poddać się wskazówkom Christiana bez walki. Wycofując się, uważnie przyjrzał się przeszkodzie i bez zawahania podszedł do niej, aby wreszcie oddać swobodny skok nad stacjonatą, czysty i ładny technicznie. Pomimo całej tej swojej wybuchowości i temperamentu nie wykonywał dziwnych akrobacji w powietrzu, nie przy takiej jeździe jaką dziś zaoferował mu zawodnik. Tuż po wylądowaniu błyskawicznie odzyskał równowagę, myśląc już o kolejnej przeszkodzie, do której dotarł po dwóch foule galopu. Zachęcony mocniejszą łydką, odbił się silniej niż przy pierwszym członie, kolejną przeszkodę pokonując bezpiecznie i bez problemu. Była to już przedostatnia przeszkoda parkuru, który pomimo tamtej jednej zrzutki mogli zaliczyć do udanych.
Po skoku czekała go mała, ale jakże ekscytująca niespodzianka. Wchodząc w mocny galop, który po prostu był jego żywiołem, zaraz został dość ciasno zawrócony na ostatnią przeszkodę. Odnajdując oparcie w korytarzu pomocy, nie zagubił się na zakręcie, wychodząc z niego mocnym skokiem galopu. Trzymając taki krok, ochoczo zaatakował ostatnią przeszkodę, zupełnie nie zrażając się jej niecodziennym wyglądem. Były to jego ulubione przeszkody, bo zawsze stanowiły dlań niejakie wyzwanie. W odbiciu do owej przeszkody uwolnił skumulowaną energię, oddając bardzo daleki, ale też wystarczająco wysoki skok nad okserem, nie zahaczając o rów. Także tutaj zaprezentował nienaganny baskil, szczególnie widoczny właśnie podczas tego skoku, który chyba był dziś jego najbardziej widowiskowym i spektakularnym. Po skoku wręcz wypruł do przodu galopem, zaraz mijając linię mety i dopiero wtedy stopniowo zwolnił do kłusa, w którym opuścił parkur. Na rozprężalni, już w stępie, parsknął z zadowoleniem i wypuścił łeb do dołu, ogonem obijając swoje boki. Po rozstępowaniu wyszedł do stajni. /zt
Brian - 2015-05-11, 12:31
PRZEJAZD
Stępował z Saverem po rozprężalni, kiedy ich wywołali. Brian sprawdził, czy wszystko jest zapięte na ostatni guzik, poprosił karosza o kłus, który poprzedził półparadą, po czym wszedł na kontakt z pyskiem ogiera. Wjechali na parkur w kłusie, okrążyli obiekt, żeby Saver mógł się zapoznać z przeszkodami. Zatrzymali się przed budką sędziowską, gdzie Brian dał znać, że są gotowi, po czym wrócili do punktu wyjścia, skąd mężczyzna nakierował hanowera na pierwszą z przeszkód: okser 100 x 100 cm. Pod czzas okrążania parkuru miał nawet chwilę słabości, gdzie zaczął się stresować, najpewniej przez niesprzyjającą aurę pogodową,ale po nakierowaniu Savera na okser, musiał się skupić na innych rzeczach, i zapomniał o stresie.
Podczas najazdu znowu zrobili półparadę i Brytyjczyk przyśpieszył siedmiolatka do galopu. Utrzymywał go w tempie pośrednim, ale aktywnym. Nakierował go prostopadle na okser, przed przeszkodą dając mu łydkę do wybicia, a po wybiciu oddał stosowną ilość wodzy przy szyi karusa, przeszedł do półsiadu, ładnie zgrywając się z koniem w skoku, a po lądowaniu nakierował na przeszkodę numer dwa: stacjonatę 110 cm. Cały czas pilnował aktywnego tempa i zaangażowania oraz skupienia WKKWisty, co nie było łatwe przez tą pogodę, jednak póki co nie dekoncentrowała ona Savera. Przed stacjonatą znowu ocena miejsca do wybicia, dodanie łydki, po wybiciu oddanie wodzy na kontakcie, półsiad i lądowanie.
Po lądowaniu pochwalił krótko ogiera i pokierował ku okserowi 110 x 100 cm. Pojechali chwilę prosto, po czym skręcili i najechali prostopadle na okser, gdzie wszystko odbyło się podobnie: ocena miejsca do wybicia, łydka, oderwanie od ziemi, oddanie wodzy przy szyi karusa, półsiad i zgranie się z wierzchowcem, lądowanie i najazd na następną przeszkodę - stacjonatę 115 cm. Przeszkody, może poza tripplebarre'm i okserem z imitacją wody nie były skomplikowane, chociaż Brytyjczyk rzadko skakał przeszkody powyżej 100 cm.
Znów najazd po linii prostej, skręt i naprostowanie na środek przeszkody, łydka do wybicia, oddanie odpowiedniej ilości wodzy, mężczyzna zostając na kontakcie pochylił się do przodu, stając w strzemionach i zgrywając się z hanowerem w skoku. Po lądowaniu pochwalił Savera i pokierował ku szeregowi. Na razie był naprawdę zadowolony z siedmiolatka, do tej pory pokonali parkur czysto i miał nadzieję, że tak pozostanie, starał się wystrzegać błędów. Chociaż pogoda była niesprzyjająca Saver na razie się nie dekoncentrował.Pandemonium - 2015-05-11, 14:19 Stępowanie po rozprężalni zaczęło się Pandemonium już serdecznie nudzić, przez co coraz częściej uskuteczniał swoje złośliwe sztuczki. Na szczęście wtedy coś się zmieniło, Diego wszedł z nim na kontakt i poprosił o kłus, do czego Demon się dostosował, a potem wjechali na parkur.
PRZEJAZD
Po wjeździe na parkur jednak wszystko się zmieniło. Demon od razu zrozumiał, że wcześniejsze ćwiczenia były tylko wstępem do zawodów, co całkowicie zmieniło jego nastawienie: o ile karus na rożnego rodzaju treningach nie potrafił się powstrzymać od złośliwych sztuczek, takich numerów nigdy nie wywijał na zawodach, gdzie był skupiony i zaangażowany, sportowa ambicja kazała mu, żeby się starał, dawał z siebie wszystko. Tak było i tym razem. Zastrzygł uszami i parsknął, z miejsca skupiając się i angażując. Gdy okrążyli parkur uważnie przyglądał się przeszkodom, po czym podjechali pod budkę sędziowską, gdzie Diego się ukłonił, a następnie ruszyli galopem kierując się na przeszkodę. Ogier tym razem nie wyrywał się do przesadnie szybkiego tempa, jego galop był dynamiczny, ale elegancki, trzymał stałe tempo.
Po dwóch łukach w lewo najechali na stacjonatę 100 cm, pierwszą przeszkodę. Jeździec naprostował go przed przeszkodą, po czym po otrzymaniu łydki do wybicia, anglik odbił się energicznie, płynnie i bez problemów pokonał przeszkodę i miękko wylądował. Miał ochotę zrobić baranka, podrzucić łbem, w jakikolwiek sposób okazać radość, ograniczyć się jednak do szastnięcia ogonem. Dalej pojechali trochę po prostej, gdzie nieco przyśpieszyli, kolejny łuk w lewo i najazd na drugą przeszkodę: okser 105 x 80. Tu wszystko odbyło się podobnie: folblut ani myślał wyłamywać przeszkód, czy w ogóle stosować jakieś swoje stare sztuczki. Na parkurze był w pewnym sensie najspokojniejszy Naprostowali przed okserem, sześciolatek błyskawicznie zareagował na łydkę, odrywając kończyny od podłoża i swobodnie pokonując przeszkodę w płaskim i wysokim skoku. Pandemonium wylądował na prawą nogę i od razu po lądowaniu skręcił ku kolejnej czekające ich przeszkodzie. Przejechali pomiędzy przeszkodami 7 a 8, koło barierek przyśpieszając znowu. Przed przeszkodą Diego naprostował ogiera. Przeszkodą numer 3 była stacjonata 105 cm, którą pokonali w podobny sposób co poprzednie, bez problemów. Dalej czekał ich szereg triplebarre i stacjonata. Gdy jeździec nakierował Demona prostopadle na tripplebarre wszystko wyglądało podobnie: karus nadal był skupiony i zaangażowany, chcąc pokazać się z jak najlepszej strony. skok wyglądał dobrze, kolejna bezproblemowo pokonana przeszkoda. Prawie..
Przy lądowaniu ogier potknął się o nierówność na podłożu, co sprawiło, że całkowicie się zdekoncentrował i wypadł z ustawienia, a cały najazd na stacjonatę był próbą ponownej koncentracji i powrotu do ustawienia i rytmu. Anglik spłoszył się tym wszystkim trochę, przyklejając uszy do potylicy, jednak zaraz, dzięki pomocy jeźdźca przyłożył wszelkie starania, żeby wrócić do ustawienia i skupić się ponownie jednak przez to wszystko najazd na stacjonatę był za krótki i ryzykowny. Mimo wszystko skrócił wykrok przed przeszkodą, a po łydce odbił się od ziemi, nie było jednak wcale pewne czy uda im się na czysto pokonać stacjonatę, przez problemy wynikłe po pokonaniu tripplebarre'a.Saver - 2015-05-11, 15:31
PRZEJAZD
Stępowali po rozprężalni czekając na wywołanie, w końcu ten moment nadszedł. Przeszli do kłusa gdzie karosz zaczął mielić wędzidło w pysku, obkrążyli parkur dla ogiera nie było to nic nowego spokojnie obejrzał przeszkody gotowy do działania. Zatrzymali się przed budką sędziowską gdzie chłopak dał znak że są gotowi do startu po czym ruszyli galopem. Pierwsza przeszkoda to okser 100 x 100. Ogier był cały czas skupiony wiedział już czego od niego wymagano i z takim nastawieniem jechał na tą przeszkodę oraz każdą inną jaką dane będzie mu przeskoczyć. Jechał aktywnie równo na okser prostopadle, po łydce oderwał przody od ziemi składając je by wybić się z zadnich, wyciągnąć się nad przeszkodą i miękko zaraz wylądować po drugiej stronie. Nie miał problemu z utrzymaniem tempa oraz koncentracji bo był w pełni skoncentrowany na tym co robił. Kolejna była stacjonata po najechaniu na nią i otrzymaniu sygnału karosz ponownie oderwał się od ziemi, składając w locie, wyciągając by zaraz wylądować po drugiej stronie. Pochwalony szastnął ogonem o boki, pokierowali się ku kolejnemu okserowi. Najpierw nieco po prostej by kolejno skręcić na ową przeszkodę, już na wprost najechali na nią by w odpowiednim miejscu ponownie odbić się od podłoża, szybko złożyć przody oraz tyły by niewiele przelecieć nad przeszkodą się wyciągając nad nią i zaraz ponownie wyciągając kończyny wylądować. Ponownie najazd na kolejną przeszkodę najpierw po prostej, potem lekki skręt, wyprostowanie, odbicie się od podłoża, złożenie i wyciągnięcie, przelecenie nad przeszkodą i lądowanie. Sam był z siebie zadowolony wszystko na czysto po prostu cud, miód i orzeszki.Mistrz Gry - 2015-05-11, 15:32
80; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
Opis
Druga część parkuru na czysto. /przepraszam, nie mam za bardzo czasu na opis teraz.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Diego Montana - 2015-05-11, 16:32
PRZEJAZD CZ.2
Na szczęście udało im się na czysto przeskoczyć czwórkę choć było gorąco prawdę powiedziawszy. Jak wspominałam podczas lotu nacisnął lewe strzemię by ogier skręcił od razu na tą stronę po ciasnym łuku pokierował go na piątkę. Szybko naprostował karosza by w odpowiednim miejscu dodać łydkę do jego boku by odbił się od podłoża, wszedł w pół siad, podążył nadgarstkami za jego pyskiem by mógł swobodnie się rozciągnąć. Po lądowaniu poprowadził go na wprost na szóstkę która była okserem, nieco skręcił go w prawo ale dosłownie minimalnie by skoczyć go na prosto. Ponownie dodał mu łydkę do boku, wchodząc w pół siad, oddanie wodzy, lądowanie przy którym poprowadził karosza po prostej by potem lekko wykręcić w prawo by na prosto na środek najechać na siódemeczkę warto dodać że dodał nieco tempa nadrabiając czasu który stracili przy utracie równowagi między 4a a 4b. Facet był bardzo zadowolony z ich występu, mimo drobnej wpadki między przeszkodami wcześniej wymienionymi szli ładnie, dogadywali się bez większych trudności a to było najważniejsze w tym wszystkim. Po dojechaniu dołożył kolejny raz łydki do jego boku, by zaraz wejść w półsiad, oddać wodzę, nacisnął lekko prawe strzemię by nie wpadli na ścianę zaraz po wylądowaniu. Dodał nieco do tempa wchodząc w spokojny łuk na ósemkę by wyprostować ogiera i dojechać aktywnym tempem do ostatniej przeszkody. Ponownie dodanie łydki, półsiad, oddanie wodzy, lądowanie to była jedna z najgorszych przeszkód by z imitacją wody dlatego pozwolił sobie wcześniej na przyspieszenie by tu na spokojnie do niej dojechać i przeskoczyć. Poklepał ogiera chwalaco po czym zjechali z parkuru, gdzie go rozstępował i ruszyli do stajni.
z.tJonah Wrens - 2015-05-11, 23:53 Dzień przed zawodami, tradycyjnie odwiedziłem stajnie, by przygotować sobie cały osprzęt. Wypastowałem ogłowie, siodło, wyczyściłem ochraniacze i inne pierdoły. Żeby nie stresować niepotrzebnie nieznanego mi wierzchowca, zajrzałem do Petit tylko po to, by mogła się ze mną zapoznać. Podarowałem jej marchew i zająłem się oględzinami, niezbyt wyrośniętego zwierzęcia. Sprawdziłem stan jej kopyt, zębów o ile klacz nie miała z tym problemu i dodatkowo przejrzałem całe jej ciało, by wykluczyć ewentualne zranienia. Po wspomnianych oględzinach, zadbałem o to, by gniada dostała odpowiednią kolację i wyszedłem.
Dopiero następnego dnia, wyczyściłem porządnie klacz i zaplotłem koreczki, ktoś musiał. Założyłem przygotowany poprzedniego dnia osprzęt, przebrałem się i ruszyliśmy w stronę rozprężalni.
Rozgrzewka
Zatrzymując klacz gdzieś na uboczu, podciągnąłem popręg i opuściłem strzemiona. Musiałem chyba dzisiaj jechać z podciągniętymi pod brodę nogami, no ale. Najważniejsze, aby koń okazał się skuteczny. Dlatego też nie marudząc zbyt wiele, wsiadłem na gniadą. Od razu uraczyłem ją lekką łydką, tym samym pozostawiając swobodę na wodzy. Pozwalałem się jej porządnie rozgrzać w stępie, dopiero po siedmiu minutach zbierając wodzę na lekki kontakt. Dla uzupełnienia stępa, dorzuciłem jej mnóstwo wolt, ósemek i zmian kierunków kierowanych głównie dosiadem. Wodza miała pokazywać się jedynie gościnnie w całym przejeździe jako kierownica. Dlatego zależało mi na doskonałym zrozumieniu z Petit.
Po około piętnastu minutach, zrobiłem krótką półparadę i dałem klaczy sygnał do zakłusowania. Zostawiając rękę na miejscu, dałem jej swobodę w pierwszych krokach. Dopiero po chwili skróciłem jej krok, lub wydłużyłem - zależnie od jej tempa. Prowadząc ją po drugim śladzie na rozprężalni, stąd dałem jej dwa pełne koła w jedną i drugą stronę, po czym uzupełniłem je tak jak wcześniej, wszelkiej maści figurami i zmianami kierunku. Co jakiś czas nagradzałem kobyłkę klepnięciami czy też głosem za dobrze wykonaną robotę.
Po krótkim, acz w miarę intensywnym kłusie, poprosiłem ją o przejście do stępa. Tym razem nie oddałem Petit wodzy, pozostając z nią na kontakcie. W przerwie dociągnąłem do końca popręg, o ile była taka potrzeba i pobawiłem się trochę wygięciami. Ustawiałem głowę klaczy do zewnątrz i wewnątrz, utrzymując jej krok w prostej linii, niezależnie od głowy. Jeśli się spisała, szybko dałem jej spokój i na chwilę oddałem jej trochę wodzy. Gdyby miała problemy z wygięciami to na spokojnie w stój, wytłumaczyłem o co mi chodziło.
Wracając ponownie do roboty, zebrałem wodzę i tym razem poprosiłem gniadą o ogólne ustawienie się i podstawienie zadu. Tutaj znowu dosiad odgrywał ogromną rolę, zamykając klacz w łydkach, a ręką delikatnie zamykając w stworzonym przez pomoce korytarzu. Półparada i zakłusowanie. Teraz wymagałem odpowiedniego tempa, czyli niezbyt szybkiego, ale też nie za wolnego. Wyjeżdżając starannie łuki drugiego śladu dołączyłem Petit wolty połączone z przejściami do stępa na środku i zejściu z wolty. Jeżeli dobrze jej poszło w jedną i drugą stronę, to przejścia zamieniły się w zatrzymania do stój. Wymagałem od niej ruszenia ze stój do stępa, lub kłusa. Pilnując dobrego tempa, choć nie blokowałem jej na pierwszych krokach - wiadomo, musiała użyć zadu.
Po dobrych minutach zabawy w kłusie, zepchnąłem wewnętrzną łydką i zewnętrzną wodzą kobyłkę na pierwszy ślad. Usiadłem w siodło i przesunąłem zewnętrzną łydkę za popręg, dając sygnał do zagalopowania (załóżmy na prawo). Specjalnie zacząłem galop od środka ściany, by sprawdzić jak wierzchowiec reaguje na sygnały. W końcu zawsze łatwiej wejść na dobrą nogę z łuku. Wracając jednak do galopu.. Prowadziłem ją w równym tempie, nie pozwalając zbytnio się rozpędzać. To nie była pora na spuszczenie pary, a rozgrzewkę. Musiała zachować sporo energii, więc i galop nie był z byt długi. Zaledwie dwa koła w jedną i drugą stronę plus wolty na co drugim narożniku. Po tym stęp i luźna wodza.
-No to zobaczymy co umiesz.
Mruknąłem, zbierając wodzę po dobrych pięciu minutach odsapki. Ustawiona była stacjonata gdzieś z 70cm, więc postanowiłem rzucić ją trochę na głęboką wodę. Jednak nie mieliśmy czasu na oddanie miliard skoków, miało być ich kilka, ale konkretnych na rozgrzewkę. Dlatego też po zebraniu wodzy, ustawiłem klacz i dałem sygnał do zagalopowania, tym razem na lewo. Po wolcie od razu wyprowadziłem ją na sam środek przeszkody, pozwalając sobie na tej wysokości jedynie na pilnowanie tempa gniadej. Zadbałem o to, aby dojechała do końca i bez problemu odbiła się przed przeszkodą, we wskazanym przeze mnie miejscu. Bez zbędnej walki z pyskiem, jeśli coś nie pasowało, zrobiłem woltę i najechałem jeszcze raz.
W każdym razie po oddanym pierwszym skoku, poklepałem ją i poprosiłem o podniesienie przeszkody. Było to ciężkie zadanie dla klaczy, gdyż od razu ustawiono 100cm, jednak jak wspomniałem - nie chciałem marnować skoków.
Ponownie ruszyliśmy galopem, tyle że na prawo. Postanowiłem zaatakować przeszkodę z drugiej strony. Również tym razem pilnowałem tempa klaczy, za pomocą dosiadu, ew. krótkiego przepuszczenia przez wędzidło, bądź zmyłkowego oddania ręki. Mimo tego, iż nie robiłem jej korytarzu z wodzy, łydki cały czas czuwały nad prostą linią klaczy. W razie czego, byłem gotów przybliżyć do siebie nadgarstki. I znowu, doprowadziłem ją możliwie najbliżej i dałem sygnał do skoku. Zrobiłem półsiad i oddałem wodzę zależnie od tego ile dziewczynka tego potrzebowała.
Krótkie przejście do stępa i podniesienie, wraz ze zmianą przeszkody. Okser 100x110. Ponowne ruszenie, znowu z prawej strony. Tutaj bardziej sprawdzałem jak chętnie klacz idzie na przeszkodę i czy w ogóle woli skakać od kombinowania. Mieliśmy chwilę na zapoznanie, więc wykorzystywałem to jak najbardziej mogłem.
Prowadząc ją w światło przeszkody, dosiadem kontrolowałem jak wcześniej tempo. Starałem się doprowadzić ją jak najbliżej przeszkody i dopiero wtedy dać sygnał do skoku. Półsiad, oddana wodza i poklepanie po przeszkodzie. Od razu bez przejścia do stępa, nawrotka i powtórka skoku. Jeśli wszystko było w porządku, rozkłusowałem ją trochę, a następnie poprosiłem o przejście do stępa i dałem luz na wodzy.
Kiedy wyczytano moje nazwisko, pozbierałem klacz i ruszyłem z nią na parkur.
-Spokojnie mała, będzie dobrze.
Na miejscu poklepałem ją, kręcąc się wokół przeszkód. Szczególną uwagę zwracając na przeszkodę numer osiem i szeregi.