To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Dame Noire - 2016-12-09, 16:19

Karuska postanowiła dać z siebie na tym treningu wszystko, a conajmniej to, co było w tym momencie dla jej małej, młodej główki wykonalne. Co jak co, ale ambicji Noire nie można odmówić, między innymi dlatego praktycznie zawsze każdy był z niej zadowolony.
Ruszyła żwawym stępem, naturalnie mocno angażując zad i podstawiając nogi pod kłodę. Pierwsze kilka kroków było ciut za szybkie, z głową w chmurach, ale było to raczej tym, że klacz dawno nie była w terenie, a tych orchardowskich w ogóle. Ostatni trening w lesie miała jeszcze u poprzedniego właściciela, kiedy ten jeszcze ją trenował...
Opuściła w końcu szyję i zaczęła mocno pracować plecami. Potakiwała głową, rozluźniona po sam koniuszek ogona.

Eviline - 2016-12-12, 15:00

Złapała klacz na kontakt, by jako tako przeprowadzić jej rozgrzewkę. Wiedziała, że na szlaku jest kilka kłód i potencjalnych przeszkód, więc postanowiła ją przygotować jak najlepiej. Zgrała się z nią w rytmie i zaczęła wspomagać łydkami do żwawego stępa. Rozejrzała się, by sprawdzić, czy mogą tutaj spokojnie iść, ponieważ czasami spacerowali tu ludzie, a że Ev często ignorowała otoczenia, to wolała się upewnić za wczasu.
Gdy nastał odpowiedni moment wypchnęła klacz do kłusa z dociśnięciem łydek. Nie używała bata, nawet go ze sobą nie wzięła, tutaj zdecydowanie nie był jej potrzebny, a nawet jeśli, to postawiła sobie za cel poprowadzenie tego terenu bez użycia takiego upomnienia. Jeśli klacz zakłusowała, to kobieta zgrała się z jej rytmem i przeszła do anglezowania. Im dalej, tym głębiej w las i bliżej przeszkód.

Dame Noire - 2016-12-13, 19:15

No cóż, w przypadku Dame bat nie był potrzebny, zwłaszcza po takiej długiej podróży i staniu w boksie. Jej stary właściciel używał tego udogodnienia tylko właściwie na trudniejszych (dla klaczy, były to zapewne treningi o stosunkowo niskim poziomie, nie zapominajmy jednak, ze kobyła jest młoda) elementach, aby podstawiła bardziej konkretną mogę pod kłodę.
Gdy poczuła łydki na swoich bokach zarzuciła łbem i podcaplowała parę kroków, pamiętając, że nie powinna zakłusowywać na takiej później wodzy. Po małej korekcie, która zapewne nadciągnęła ze strony Evi kara szła spokojnie, potakując i falując grzbietem.
Pierwsze kroki kłusa były bardzo sprężyste i energiczne. Był to moment, który można albo wykorzystać, robiąc jakieś wymagające ekspresji rzeczy albo rozgalopowując klacz, albo zepsuć sobie trening za wielkim ego i energią księżniczki.

Eviline - 2016-12-14, 13:43

W jednej chwili zmieniła cały swój plan terenowy pod klacz. Zdecydowanie wolała wyścigowce, one miały cały czas niezużyty pokład energii, rwały do przodu i wbrew pozorom galo p dla nich nie by najważniejszy, by wyrobić kondycję. Jednak ta klacz była młoda, dopiero co przykładano ją do przyszłości na którą będzie musiała ciężko zapracować i zapewne będzie miała wielu jeźdźców. Stanowczo potrzebowała solidniejszych treningów niż spontaniczny teren z jakąś furiatką. Kobieta usiadła w ćwiczebny na lekkim zakręcie, co podziałało na nią prawie jak płachta na byka z powodu kontuzji biodra. Uchyliła łeb klaczy lekko do wewnątrz, jedną nogę dała ostrożnie za popręg, drugą na jego linię i mocniej przyłożyła do zagalopowania. W tym momencie jakieś specjalne wypychanie powinno być zbędne, choć kto wie na ile klacz była wyuczona podstaw, w końcu widzi ją pierwszy raz. Jeśli zagalopowała, to poprowadziła ją w stronę daleko położonej kłody, niskiej i nie wyglądającej na jakąś specjalnie straszną. Jeśli nie, to cóż, dalej próbowała.

/Nie wiem, czy pisałaś to z telefonu i autokorekta dziwnie Ci zadziałała w wielu miejscach, czy po prostu błędów narobiłaś, jednak było to dla mnie trochę nieczytelne i dlatego masz wyważony post ode mnie :)

Dame Noire - 2016-12-14, 18:34

//wybacz, autokorekta zaszalała. Post już poprawiony :)
Przy zagolopowaniu pełna emocji klacz trochę sobie z nimi nie poradziła i strzeliła leciuteńko z zadu. Zapewne dziewczyna nawet tego nie poczuła, a nawet jeśli, był to bryk zupełnie łagodny i nieszkodliwy. Spontaniczny baranek z radości sprawił, że klacz siłą rzeczy musiała opuścić głowę, aby utrzymać środek ciężkości i się po prostu nie wyrżnąć :lol2: . Nie podniosła jednak łba od razu, pozwalając przez kilka fouli nacieszyć się kobiecie jej świetnym teraz, elastycznym i pełnym impulsu galopem, z rozciągniętą szyją i doprawdy imponującą akcją nadgarstków.
Niestety również przez to klacz nie zobaczyła przeszkody wtedy, kiedy powinna. Jej podniesienie głowy było bardzo gwałtowne, połączone z szybkim postawieniem uszu na storc. Miała do wyboru albo odbić się bardzo daleko, nadrabiając to pół fouli, którego jej zabrakło albo podejść do przeszkody, faktycznie drobiąc w miejscu. Jako koń mało doświadczony, ale myślący wiedziała, że może nie poradzić sobie z tak bliskim wybiciem z powodu mało rozbudowanego zadu, wybrała więc pierwszą opcję. Mocno odbiła się tyłami, szczęśliwie opadając dopiero za przeszkodą a nie na niej. Nie zraziła się jednak i przyspieszyła galop, mając głowę wysoko w poszukiwaniu kolejnych przeszkód.

Eviline - 2016-12-15, 23:41

Wow, nie tak to miało wyglądać, faktycznie strzelenie baranka nie wzbudziło w Evi jakichkolwiek emocji, bardziej cieszyła się razem z kobyłką, jednak klacz za szybko się rozpędziła i nawet spora odległość od przeszkody nic im nie dała, a kara nawet nie próbowała wyhamować, czy uciec w bok. Kobieta pokręciła tylko głową i ściągnęła lekko klacz. Sama w tym czasie uchyliła się do półsiadu, by łatwiej jej się siedziało, w końcu pełen dosiad nie jest dla niej, a to teren, nie zawody. Trzymała klacz mocną ręką, jednak nie chciała jej też niczego ograniczać, ale wiadomo, że popuści jej, gdy będzie odpowiedni moment. Wtedy właśnie dziewczyna dojrzała kolejną, trochę wyższą przeszkodę. Popuściła od razu klaczy, łydkami zmobilizowała ją do żwawszego tempa i rura w stronę kolejnej kłody. Dopiero w odpowiedniej odległości przed przeszkodą zaczęła zwalniać klacz i pozwoliła jej dokładniej zobaczyć to, co ma do przeskoczenia. Oczywiście jeśli obyło się bez udziwnień, to wypchnęła klacz do skoku z oby odpowiednim pochyleniem i odchyleniem się w siodle, a kilka metrów za przeszkodą znowu ją spowolniła.

/ Nie ma sprawy :D

Dame Noire - 2016-12-19, 14:45

Dame w galop na crossie wkładała całe swoje serce. Rozszerzyła chrapy i parskając w rytm fouli, przebierała nogami w stronę, którą pokazała jej Eviline. Na dodanie zareagowała pozytywnie - usiadła nieco bardziej na zadzie i odpychając się tylnymi kopytami, wybiła się bardziej do przodu, przyspieszając. W odpowiedniej odległości podniosła wyżej głowę żeby ocenić odległość dzielącą ją od przeszkody, kiedy poczuła półparady. Trochę ją to zdekoncentrowało i wybiło z rytmu, wolała jednak oddać nieco dalszy, ale szybszy i bardziej płaski skok. Zgubiła tylko rytm na parę kroczków i z nieco tylko większym wysiłkiem odbiła się przed kłodą. Noire miała jedną zaletę - słuchała się jeźdźca, bo jeszcze nie próbowała się nigdy nie słuchać :lol2: .
Eviline - 2016-12-27, 17:30

Po przeszkodzie pozwoliła klaczy iść jej własnym rytmem i musiała przyznać, że potrzeba jej było takiego wypadu, by się odprężyć, choć ciągle z tyłu głowy myślała o kleszczach :lol2:
Dalej prowadziła Dame przez szlak, starała się ją wymęczyć, a przede wszystkim rozruszać, ponieważ siedzenie w boksie nie jest najlepsze dla mięśni, które w końcu się zastoją. Trzeba też powiedzieć, że kara nie będzie miała takiego pecha, ponieważ Ev nie dopuści do niechcianego lenistwa, co to, to nie! :-D
Usiadła w końcu tyłkiem w siodle, by nie obciążać tak bardzo swojego kolana, więc jej efektywność mogła z lekka spaść, ale wiadomo, że czasem trzeba coś zmienić. Zastanawiała się gdzie teraz poprowadzić karą i przypomniała sobie że gdzieś po drodze znajdzie dwie przeszkody w typie niskich żywopłotów, jedna po drugiej w bliskim rozstawieniu i zastanawiała się, czy pokierowanie klaczy w ich stronę będzie dobrym pomysłem. Oczywiście odpowiedź nasunęła się sama, gdy obiekt zamyślenia został przez kobietę dostrzeżony. Trzymała klacz tak, by w odpowiednim momencie zareagować i nie spaść w przypadku jej ewentualnej ucieczki od pojawiającej się bardzo powoli przeszkody i jednocześnie wspierała klacz pomocami.

/Mam chwilę oddechu po ostatnich dniach, ale jeszcze do 2017 może być z tym ciężko ;)

Dame Noire - 2016-12-27, 17:49

Po chwili klacz spuściła trochę z pary, rozluźniła się, zaczęła żuć wędzidło i parskać rytmicznie głównie ze względu na bardzo pasujące jej pomoce kobiety, które nie pozwoliły jej na pomyłkę. A i faktycznie - jeśli miała mieć takie treningi regularnie, na pewno będzie to zdrowe nie tylko dla jej mięśni, ale także stawów i serca.
Przy wróceniu przez Evline w siodło z powrotem skupiła się na niej. Odchyliła jedno z uszu do tyłu, słuchając, czy ma jej coś do powiedzenia albo zakomunikowania dosiadem. Skręcona lekko nie zgubiła gdzieś koncentracji, tylko dalej poruszała się równym tempem. Drugi żywopłot zobaczyła faktycznie dopiero, kiedy podjechała do przeszkody blisko. Zastanawiała się przez chwilę czy nie ma tego przeskoczyć jako jednej przeszkody, jednak zrezygnowała z tego planu. Zamyślenie objawiło się tylko lekkim zawachaniem, po nim jednak Dame podniosła uszy i postawiła je na sztorc, wykonując oba skoki prawie że perfekcyjnie. Czekała na dalsze instrukcje, wracając do starego tempa.

Eviline - 2016-12-31, 00:26

Skrzywiła się podczas tych skoków ze względu na swoje kolano i chyba jeszcze bardziej ucierpiało niż się dziewczyna spodziewała. Z pewnością będzie potrzebowała trochę czasu na rekonwalescencję, tylko kiedy? W końcu ciągle gdzieś coś ma do zrobienia i nie może tak zostawić wszystkiego na pastwę losu. Westchnęła i pokręciła głową, a następnie poklepała klacz po szyi, w końcu dobrze się spisała. Po kilku wykonanych przez klacz foulach postanowiła zwolnić klacz do kłusa, w pełni postawiła na roboczy, nie miała zamiaru już bardziej zmęczyć klaczy, a sama zaczęła lekko anglezować, jednak czuła, że więcej tu dzisiaj nie wyczyni przez kolano (ach ta loteria :lol2: ) i trzeba będzie zakończyć wyjście z nową końską znajomą. Zdążyła tylko zrobić koło w jedną i drugą stronę, gdy trafiły na pętlę ze ścieżki, tam też skierowała ją do powrotu.
Gdy już widać było tereny stajenne, to niejako odetchnęła. Las nie był dla niej najlepszym miejscem do spędzania czasu, choć zawsze lepsze to niż miejski tłok. Usiadła w siodle i wstrzymała klacz do stępa, by zaczęła się rozluźniać. Nie poluźniła jej jednak z początku wodzy, dopiero jak minęły bramę stajni, wtedy też wyjęła swoje stopy ze strzemion i swobodnie wyprostowała nogi.
Prz stajni zsiadła z klaczy, dała jej jakiegoś smaczka, który był ukryty w jej kieszeni i poklepała ją spokojnie po boku. Poluźniła tez popręg, podciągnęła strzemiona i wprowadziła do stajni, by pozbyć się z karej całego sprzętu.


/zt
/Puszczę Cię już, bo strasznie blokuję i siebie i Ciebie, a jeszcze przez kilka dni będę prawdopodobnie tak robić ;)

Dame Noire - 2016-12-31, 18:55

Kiedy poczuła sygnał zwalniający, dostosowała się do polecenia, aczkolwiek niechętnie. Myślała, że czeka ją dzisiaj więcej galopu, skoków czy też ogólnie pracy, a tu zonk :lol2: . W końcu u poprzedniego właściciela, gdzie była w stałym treningu, jeździła długie, prawie że "dorosłe" tory.
Opuściła łeb, parskając rytmicznie. Była przyjemnie rozpracowana - nie była zmęczona, ale też jej mięśnie nie były już zastane. Na prośbę przejścia do niższego chodu nieco straciła równowagę, a przez napięte wodze nie mogła wyciągnąć delikatnie szyi, więc trochę pociągnęła dziewczynę. Potem już patrzyła pod nogi, pamiętając nieprzyjemne szarpnięcie za wędzidło. Kiedy dostała szansę na wyciągnięcie szyi, chętnie skorzystała z niej, rozglądając sie łagodnie na boki. Po tym, jak stanęła w sposób swobodny, bez podstawienia zadu i innych dupereli, spojrzała na właśnie zsiadającą z niej blondynkę. Po tym dostała cukierka, którego przeżuwała przez całą drogę do stajni.
Zt

Sonja - 2017-02-06, 20:40

Zza linii drzew wychyliła się postać długowłosej dziewczyny na gniadym koniu. Cóż to był za koń? Jeśli userka Afery jeszcze odżyje, to można by po cichutku uznać, że to na Aferce Sonja pokonuje las. Równie dobrze może to być jakikolwiek inny spokojny koń profesor. Sonji niepotrzebne były wariactwa, miała ochotę na luźny, powolny spacer na końskim grzbiecie. A las był piękny tej zimy. Mroźny, suchy, ale piękny. Raz jakaś gałąź zadrżała, gdy ptak z niej uleciał. Przez to trochę śniegu spadło z drzewa, ale koń Sonji jedynie podniósł na to uszy. Dziewczyna była ucieleśnieniem spokoju, więc i koń z tego czerpał, pozostając całkowicie wyluzowanym.
Dreptała powoli leśnym szlakiem, głęboko wdychając zimowe powietrze.

Chris Moore - 2017-02-06, 20:58

Od czasu do czasu Chris musiał po prostu zająć się sobą - w końcu był niczym spłoszone zwierzę, nieustannie oczekiwał zasadzki, zagrożenia i nie był w stanie zauważyć, że pogoń już dawno straciła trop. Żeby jakoś się odciąć od tej wizji spacerował po lasach czy, tak jak dzisiaj, pozwalał sobie śnić na jawie. Z samego rana osiodłał sobie wierzchowca, spokojnego siwka i ruszył z nim w las, nie miał ochoty na użeranie się ze sportówkami, młodymi końmi. Chciał odpocząć.
Poprowadził wałacha mniej znanym szlakiem, chciał bowiem przyjrzeć się jeziorku i bardziej zarośniętym leśnym kątom. W końcu od wielu dni słońce nie wychodziło zza chmur, dopiero dziś nieśmiało zza nich wyjrzało i sprawiło, że las zabłyszczał. Chris nadal wspominał oświetlone słońcem jezioro i migoczące, zaśnieżone sosny na drugim brzegu, gdy wjeżdżał na główny szlak, nie spodziewając się towarzystwa.

Sonja - 2017-02-06, 21:25

Tak jak jej gniady koń pozostał spokojnym nawet wobec spadającego z gałęzi śniegu, tak wobec obecności innego konia się sfrustrował. I to wyczuł go z daleka, jak to koń, także od jakiegoś czasu dawał swojej amazonce znać, że coś tu jest nie halo. Gdy w końcu z naprzeciwka dał się dojrzeć siwy koń z mężczyzną na grzbiecie, gniadosz Sonji przestał panikować. Dziewczyna jednak wciąż go uspokajała. Wstrzymała go na chwilkę, próbując z daleka rozpoznać towarzyszy oraz ich nastawienie.
- Czy twój koń jest spokojny? - spytała głośno, by napotkany osobnik ją usłyszał. - Możemy przejść lub się zbliżyć? - dodała od razu, obserwując siwego konia. Wiadomo, jeśli konie się za dobrze nie znały - w tak dużym ośrodku z oddzielnymi padokami byłoby to jak najbardziej możliwe - albo nie przepadały za sobą, mógłby z tego wyniknąć jakiś konflikt. Wobec tego Sonja utrzymywała dystans, uspokajając swojego rumaka i czekając na odpowiedź oraz decyzję mężczyzny.
Nawet jeszcze nie dotarło do niej, że to z mężczyzną rozmawia. Gdyby spotkali się od taki w lesie bez koni, oj, pełna byłaby obaw i lęków. A na koniu? Inna kobieta, silna i niezależna! Czy jakoś tak. Cóż, w każdym bądź razie czuła się pewnie, przynajmniej na razie, gdy wyznaczone było konkretne zadanie - ocenić sytuację i odpowiednio dla zdrowia zareagować.

Chris Moore - 2017-02-06, 22:53

Chris z kolei nie bardzo się swojemu wierzchowcowi przyglądał. Wolał raczej szukać na niebie smoków i delektować się jazdą, wiedział, że w krytycznej sytuacji zauważyłby spięcie wierzchowca - jego sztywniejszy krok, elektryczność czy stulone uszy. Na strzyżenie uszami czy rozglądanie się nie reagował, podejrzewał, że siwus dostrzegł po prostu w pobliskich zaroślach kilka saren. Znajomy głos wybudził go więc ze swego rodzaju letargu.
-Tak, jest bardzo spokojny - odkrzyknął, spoglądając spokojnie na wałacha.
Wybrał go właśnie ze względu na bezproblemowy charakter, spotkanie z drugim kopytnym nie powinno na nim zrobić większego wrażenia. Mimo wszystko zjechał jednak na pobocze i zapewnił parze dość miejsca na spokojne przejechanie obok. Skąd wiedział, że już skądś zna brunetkę? Och, po prostu nie zareagował na jej głos przesadnym niepokojem czy lękiem. Do tego pamiętał większość ze swoich dłuższych rozmów na przestrzeni ostatnich lat, bo i niewiele innych, unikatowych wspomnień kolekcjonował. Po prostu coraz rzadziej mógł sobie pozwolić na szczerą i tak udaną rozmowę. Nie pamiętał jednak okoliczności ich spotkania i nie był pewien czy to nie tylko intuicyjne urojenie, toteż dodał spokojnym głosem:
-Możemy do was dołączyć? Będzie nam raźniej i bezpieczniej.
W wielu stajniach samotne tereny były zabronione - obawiano się po prostu, że wierzchowiec zrzuci jeźdźca i poleci w las, a przy upadku może dojść do złamania, zwichnięcia nogi i jak tu wrócić? Dlatego zawsze lepiej jechać z kimś, z ewentualnym ratownikiem.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group