Rozalia - 2018-06-10, 16:18 Ogier widząc aprobatę klaczy popędził w jej kierunku, robiąc przy tym koci grzbiet i atakując mnie salwą baranów. I tak w ciągu kilku sekund zobaczyłam przed oczami piękno kryształków piasku, zaś na brzuchu, miednicy i brodzie ich twardość. Chwilę nie docierało do mnie co się stało, zaraz zaś podniosłam się z lekkim jękiem i przeecierając krwawiącą ranę na brodzie rękawiczką, pobiegłam w stronę pedzacego ogiera. Nie patrzyłam na osobę siedząca na klaczy, skupiając się na ogierze, którego złapałam za wodzę wycofując od obwąchiwania zadu klaczy i przetrzymując z trudem podejście do podrywów. Dopiero teraz spojrzałam na drugiego jeźdźca i jak Boga kocham - pobledłam o wiele bardziej.Christopher Verendal - 2018-06-13, 18:43 Jego klacz nadal była niespokojna i co rusz zerkała do tyłu gwałtownie strzygąc uszami. Chris był również poddenerwowany, ale nie zamierzał zawracać, żeby opierdzielić parę jadącą za nim, a poczekać aż z nim wyrównają. Nie musiał długo czekać, bo kiedy gładził swojego wierzchowca po szyi, to poczuł, że owa para już za nim stoi. Odwrócił głowę w tamtym kierunku i już mając się odezwać dostrzegł, że ogier nie ma jeźdźca. Foblutka natomiast nie patyczkowała się z nim i znów wierzgając, wysadziła samcowi kopa, skutecznie - choć na chwilę - powstrzymując jego chęci do amorów.
Dopiero po chwili dotarł do nich jeździec wcześniej zrzucony przez ogiera i gdy tylko Christopher mógł się mu lepiej przyjrzeć, to w zasadzie przez chwilę nie wiedział co ma zrobić. Przekrzywił lekko głowę jak to miał w zwyczaju i delikatnie się uśmiechnął. - Wiesz, nie sądziłem że aż tak Ci zależy na tym treningu, żeby zaraz mnie śledzić. - stwierdził uśmiechając się mocniej i przyglądając się drobnej dziewczynie siłującej się z ogierem. - Wszystko ok? - spytał wskazując na jej krwawiący lekko podbródek nie będąc pewnym jak mocno przysadziła w ziemię. Zeskoczył lekko z klaczy i pomógł jej nieco z większą siłą przytrzymać ogiera, aby mogła w spokoju w jakiś sposób porządniej tę ranę sprawdzić.Rozalia - 2018-06-17, 22:48 Nawet nie skomentowałam jego pierwszych słów, nie mając teraz głowy do żartów. Złapałam silniej za wodze ogiera i przetrzymałam go przed nachalnym pchaniem się na klacz Chrisa, odpuściłam dopiero, kiedy panowanie nad ogierem przejął wcześniej wspomniany mężczyzna, co przyjęłam z widoczną ulgą. Zdjęłam rękawiczkę, by dotknąć dłonią dość sporej rany na brodzie. Bolało piekielnie podobnie jak krwawiło, nie wspomnę już o obolałej głowie, która mimo kasku oberwała podczas lądowaniu, oraz o brzuchu na który finalnie wylądowałam.
- Tak, już dobrze. - Rzuciłam wymijająco i zamknęłam oczy starając się opanować szum w głowie poprzez napływ emocji i bólu z kości, która tak bardzo ucierpiała i omal co została otarta przez grunt. Mimo to starałam się tego po sobie nie pokazać - pochwyciłam zaraz za wodze ogiera i spojrzałam na Chrisa z widocznie przepraszającą miną.
- Wybacz, nie dałam rady go powstrzymać. - Wzruszyłam zaraz po tym lekko ramionami i położyłam dłoń na dłoni Kanadyjczyka, by rozłożyć palce z wodzy i przejąć od niego tupiącego i prychającego ogiera, który już dawno pokazał na co go stać. Ta chwila była dla mnie całkowicie naturalna do momentu, gdy zdałam sobie sprawę z faktu, że wcale nie musiałam go dotykać - wstarczyło powiedzieć. Spiekłam więc z własnej głupoty raka i spuściałm wzrok.
- Przejmuję go. Christopher Verendal - 2018-06-18, 23:19 Obserwował ją uważnie ciemnymi oczami, patrząc na wszystko wokół tylko nie w jej oczy. I to nie dlatego, że się krępował, co to to nie, po prostu ona wyglądała obecnie jak siedem nieszczęść. Niepewnie przyglądał się ranie na brodzie, która krwawiła dość obficie i raczej nie zapowiadało się, aby zamierzała przestać, szczególnie że dziewczyna ciągle próbowała coś przy niej majstrować, badać i sprawdzać jak głęboka była. No głęboka. Kobieto, rozwaliłaś sobie brodę, tylko palce i uszy są zapewne bardziej ukrwione. On przy sobie apteczki nie miał, więc za wiele nie mógł tu zdziałać, ale był pewien, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi to ona mu tu zemdleje, albo co gorsza dostanie wstrząsu mózgu o ile już go nie ma. Ewentualnie się wykrwawi, choć akurat nie przesadzajmy, tak źle nie było, bo musiałaby chyba urwać żuchwę żeby organizm zaczął wylewać krew w takiej ilości. W każdym razie Christopher nie zamierzał na to czekać kiedy tylko przejęła od niego wodze ogiera podszedł do niej bezceremonialnie i urwał kant jej koszulki nawet nie zważając na protesty. Zwinął bawełniany materiał w coś co przypominało wacik i przyłożył jej do brody próbując zatamować tę strużkę krwi dopóki choć trochę nie skrzepnie. - Trzymaj i spróbuj nie zemdleć. Do szpitala daleko. - stwierdził, zabierając od niej ogiera i patrząc spojrzeniem nie znoszącym sprzeciwu. Taa... teraz miał dwa konie na ręku, ciekawe jak to się skończy. Machnął głową w kierunku jakiegoś bardziej stałego gruntu niż twardy piasek zalewany średnio co trzy sekundy falami i ruszył w tamtą stronę prowadząc za sobą zwierzęta, a przy okazji obserwując czy Białorusinka za nim idzie. Niedaleko była niewielka knajpka i tam też skierował swoje kroki, przywiązując do bardziej solidnych bali konie. Miał jedynie nadzieję, że ogier nie zacznie szaleć, choć z drugiej strony raczej siądą blisko. Pomógł Rosalie w znalezieniu jakiegoś siedzenia, a sam usiadł naprzeciw przyglądając się jej uważnie. - Mamy wezwać karetkę? - spytał z lekką obawą w głosie mając za support kelnerkę stojącą za nim z tyłu i czekającą wyraźnie na decyzję bardziej sugerującą czy coś zamawiają, aniżeli wzywanie pomocy.Rozalia - 2018-06-19, 00:24 /Najbardziej ukrwiony jest język swoją drogą, zaraz po tym pachwiny i dalej palce i uszy! Wybacz, wewnętrzny biolog się obudził./
Lekkie zawroty głowy nie ustępowały w żadnym przypadku, zaś krwawienie było coraz lżejsze. Pozwoliłam mu na urwanie koszulki, niezbyt świadoma tego, kiedy jednak zdążyłam trochę pomyśleć domyśliłam się, że nie chcąc robić jeszcze większej szkody wybrał materiał bliższy mojemu ciału.
- Jest dobrze. - Przytaknęłam delikatnie i bez żadnego sprzeciwu ruszyłam za mężczyzną, ślepo całkowicie, patrzyłam jedynie na swoje nogi, czasami zerkając na jego, obuwnie, by się upewnić, gdzie idzie. Szłam jak skazana, w dłoni trzymając kask, który uratował mnie przed jeszcze gorszym wynikiem upadku. Westchnęłam cichutko człapiąc noga za nogą, by finalnie dotrzeć do jakiejś knajpy, gdzie zajęłam miejsce z głębi duszy znów dziękując mężczyźnie za to, że był w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu.
- Nie, już lepiej. - Uśmiechnęłam się niemrawo, patrząc tylko i wyłącznie na mężczyznę, by zaraz uciec wzrokiem w kierunku przyczepionych koni. Sama nie sądziłam, że spotkam go tak szybko i to znów w tak uwłaczających okolicznościach. A co, jeśli to jeszcze nie koniec?
- Mam nadzieję, że w tym przypadku to nie do trzech razy sztuka. - Uśmiechnęłam się delikatnie i zamknęłam oczy starając się opanować zawroty głowy i ból. Podobno da się powstrzymać ból poprzez zajęcie mózgu myśleniem o czymś innym, nie udawało mi się to jednak na razie.
/i chujowy, bo z telefonu i późno Christopher Verendal - 2018-06-25, 14:03 Przyglądał się uważnie dziewczynie z dość zaniepokojonym wyrazem twarzy. Uśmiech, który zwykle na niej gościł tym razem zniknął, wskazując na to, że mężczyzna bierze tę sytuację całkowicie na poważnie. Naprawdę nie chciał, żeby coś jej się stało, a póki co wyglądała naprawdę marnie i nie zapowiadało się, żeby jej stan miał się tak od razu poprawić, stąd też tym razem nie spuszczał jej z oka ani na chwilę, co musiało być dość krępujące. Nie za bardzo ufał jej, kiedy powiedziała mu, że rzekomo już jej lepiej, natomiast nie miał zamiaru się z nią kłócić, bo byłoby to dość dziecinne zachowanie, choć może było i w tym nieco prawdy, nie wyglądała jakby miała dostać zaraz jakiegoś wstrząsu i jakoby byłaby potrzeba wzywania jakichś służb ratowniczych.
Christopher spojrzał na kelnerkę i poprosił o szklankę wody, którą kobieta przyniosła już po kilkunastu sekundach, jakby dostając jakieś dodatkowej energii życiowej, bo jeszcze chwilę wcześniej jakby w ogóle nie interesowała się sytuacją jaka miała tu miejsce. Męzczyzna podał szklankę dziewczynie, coby upiła łyk i zerknął niepewnie na konie. - Dasz radę wsiąść? Będzie chyba lepiej jak położysz się do swojego łóżka - stwierdził. - I bezpieczniej, jak pojedziesz na klaczy. - dodał z przekąsem, patrząc jak ogier nadal zaczepiał jego wierzchowca, mimo, że ta znajdowała się jakieś półtorej metra od niego.Rozalia - 2018-06-28, 00:23 Zmarszczyłam brwi i nabrałam łyk wody, uspokajając się trochę i przeczesując włosy na obolałej głowie. Przytrzymałam mocniej materiał przy brodzie i przytaknęła na jego słowa. Po chwili uspokojenia się i opanowania bólu nie miałam już problemu. Nie był to mój pierwszy wypadek, miewałam o wiele gorsze ale najwięcej jednak działa stres. Po prostu strach przed obcym terenem i obcym koniem.
- Możemy wracać. - Uśmiechnęłam się lekko i odetchnęła głęboko, upijając jeszcze łyk wody i wstając, jakbym nabrała dodatkowych sił. W istocie bolało mnie bardzo, zaś kroki miałam delikatne i obolałe, ale szłam w stronę koni w zaparte, korzystając z możliwości jazdy na klaczy. Jeszcze przed tym zatrzymałam się na chwilkę i spoglądając na Chrisa z lekkim uśmiechem zaproponowałam nagle nadlatującą do mnie myśl.
- Pozwól mi zaprosić się na kolację. - Musiałam się mu jakoś odwdzięczyć, miałam tak wiele mu do przekazania za te ratowanie mnie. Za to, że był w idealnym, najgorszym momencie. Głupio byłoby mi odpuścić mu to bez szczególnego podziękowania.Christopher Verendal - 2018-06-28, 19:18 Kiwnął głową kiedy uznała, że powoli mogą wracać. Podniósł się więc z miejsca, aczkolwiek nie ruszył się dopóki ona go nie wyprzedziła i nie mógł zrównać z nią kroku w celu lepszego kontrolowania sytuacji. Pomógł jej wskoczyć na klacz, a sam po chwili wsiadł ogiera i jak najszybciej skrócił mu wodze starając się doprowadzić go do porządku.
Kiedy odezwała się ponownie odwrócił się w jej stronę z lekko zdziwionym wyrazem twarzy. - Daj spokój, to drobiazg, każdy by tak postąpił. - stwierdził, machając reką. - Ale w sumie cięzko powiedzieć nie dla takiej propozycji. - mruknął uśmiechając się do niej, kiedy jego wewnętrzny głodomorzyzm się obudził. Dał lekką łydkę zwierzęciu i kłusem ruszył w kierunku powrotnym do Orchardu co jakiś czas zerkając czy dziewczyna nadążą [zt x2]Drew Pascail - 2018-07-20, 21:47 Drogę na plażę pokonaliśmy zapewne stępem, bez zbędnego pośpiechu, co chyba było dobrą rozgrzewką dla Hanky. Cały czas zwracałem sporo uwagi na jej nastrój i humor, więc przynajmniej na to nie mogła narzekać. Po drodze prowadziłem ją w bezpiecznej odległości od Aventadora, tak żeby mu nie zrobiła krzywdy, gdyby ogier jej się narzucał, jednocześnie nie na tyle daleko, żebym musiał podnosić głos w rozmowie z Caroline, tak aby go usłyszała. Nawet jeśli humor związany z gorszym dniem nie opuścił klaczy to jak dotąd chyba czerpałem samą przyjemność z tej jazdy. Pomijając przyjemność płynącą z wyprawy w teren, wynikało to również z doborowego towarzystwa.
W końcu znaleźliśmy się na piaszczystej, malowniczej plaży, już z daleka dało się słyszeć szum fal. Mimo, że lato było w pełni akurat nie było tu dużo ludzi, co uznałem za czynnik korzystny. Jedyne co mogłoby spłoszyć kasztankę, lub działać jej na nerwy to krzyki mew, szum fal, ewentualnie zachowanie Aventadora, o ile w międzyczasie mu nie przeszło.
- Chodź, podjedzmy bliżej do wody. - zaproponowałem, bo byłą to też możliwość przekonania się, jak zareaguje na to Hanky. O ile Caroline się zgodziła - co pewnie nastąpiło, ruszyłem bliżej brzegu, cały czas obierając wygodny, ale nieco odciążający dosiad. Tu jeszcze donośniejszy stawał się szum fal, które lekko rozbijały się o morski brzeg. Przed nami był wolny kawałek plaży, który idealnie nadawałsię na to, by można było nieco przyspieszyć. Jeszcze Hanky się stęp znudzi, a dzisiaj może lepiej było nie igrać z jej humorkami?Hanky Panky - 2018-08-01, 23:01 Stępowałam przed siebie w kierunku który wybrał Drew z Caroline, a była to konkretnie plaża. Należałam do spokojnych koni, które nie szaleją z charakterem czy hormonami. Jednak że miałam czasem gorszy dzień jak ten i do tego szedł niedaleko mnie koń, który nie do końca przypadł mi do gustu. Lubiłam swojego właściciela i dobrze się czułam w jego towarzystwie, aczkolwiek nie lubiłam jego wiecznego braku czasu i rzadkich wizyt. Odchyliłam jedno ucho bardziej na właściciela, a drugie miałam postawione bardziej naprzód. Rzucałam od czasu do czasu baczne spojrzenie na Aventadora, który na szczęście kroczył w bezpiecznej odległości ode mnie. Nie miałam ochoty na bliższe znajomości z nim, ale miałam do tego prawo nie? Nie byłam zbyt skora do posiadania obecnie potomstwa, a jego zachowanie zwyczajnie mnie irytowało. Ze względu na dość ciekawe widoki, zawieszałam od czasu do czasu wzrok również na nich. To się nazywa samolubstwo, bo on czerpał z tego przyjemność a ja nie. Współczułabym Caroline gdybym to lepiej rozumiała. Ostatecznie jednak może ten teren przerodzi się w coś dobrego, nie ma co skreślać na samym początku w końcu dopiero się zaczął. Kiedy dotarliśmy do plaży, podekscytowana zarżałam do otoczenia. Nawet mi nieco bardziej humor się poprawił. Nawet ucieszył mnie fakt że nie było tu zbyt dużo ludzi, nie lubiłam dzikich tłumów. Zdawałam się olewać ogiera, o ile ten nadal nie był taki natrętny i namolny. O ile mnie pamięć nie myli, to mieliśmy przyjemność obcować wspólnie z wodą na poprzednim rajdzie. Nie miałam obiekcji przed podejściem do morza, aczkolwiek faktycznie zaczęło mi się nieco nudzić.Caroline Hathaway - 2018-08-04, 15:18 Tego nie wiesz, może porucha ale jeszcze nie teraz? Teraz to ona musiała go doszlifować i nieco wynieść w skokach wyżej, bo jak na razie nie miał zbyt wiele osiągnięć. Jednak jego papier po prostu aż krzyczał, żeby go tylko nie zmarnować. Jeśli przesadnie szalał zdecydowanie ukrucałam jego wybryki, nie tolerowałam zachowań niepożądanych. Może i był roztrenowany i miał koło siebie damę, ale no niech nie przesadza. Jak to mówią co za dużo to nie zdrowo. Wraz z wyjściem ze stajni prowadziłam ogiera konsekwetnie naprzód. Podobnie jak Drew prowadziłam gniadego ogiera w stępie przed siebie, bo na wyższe chody nadejdzie jeszcze odpowiedni czas. Miał okazję się rozgrzać, a także zapoznać z otoczeniem. Cieszyłam się z racji jego kupna, bo był pierwszym ogierem w mojej stawce odkąd się tutaj przeprowadziłam. Jak do tej pory zawsze były to klacze, a teraz taka powiedziałabym wisienka na torcie. Podobnie jak z Perfect zamierzałam rozwijać go w skokach, a był naprawdę obiecujący. Po prostu aż dziw że nikt nie interesował się nim wcześniej.
-Swoją drogą jaki papier ma Hanky? Dość ciekawie malowana. - rzekłam do Drew, intrygowała mnie ta klacz ze względu na dość ciekawe malowanie na pysku. Kojarzyłam tylko że była stosunkowo długo w jego stawce, no na pewno dłużej w porównaniu do karego ogiera którego zobaczyłam po raz pierwszy pod nim na rajdzie który odbył się niedawno. Utrzymywałam ogiera w bezpiecznej odległości od kasztanki, nie chcąc dopuścić do większych spięć. Jednocześnie kroczyliśmy z Drew na tyle blisko, by nie musieć krzyczeć do siebie. Z pewnością nie pomogłoby nam to. Wraz z zejściem już na plażę, obserwowałam nieco czujniej ogiera z racji nowych dźwięków które do niego docierały, wolałam nie zostać poniesiona w siną dal.
-Jasne chodźmy. - odparłam kierując Aventadora w tamtą stronę. Sama byłam ciekawa jak ogier zareaguje na wodę. Miałam nadzieję że nie będzie miał przed nią obiekcji, kąpiel w wodzie w upalne dni jest super <3Aventador - 2018-08-05, 14:04 W drodze na plaże emocje nie opuściły go ani na moment, mając dodatkowy powód do nerwów - nieznany mu teren. Niezbyt widziało mu się prowadzenie zastępu, zdecydowanie wolał poruszać się przed zdecydowanie spokojniejszym i bardziej doświadczonym. Będąc więc postawionym w niewygodnej sytuacji, czuł się bardzo niepewnie i widocznie stawiał opór przed dalszym poruszaniem się naprzód. Bardzo wyczulony na wszelkie bodźce, ogier reagował na każdy nieznany mu dźwięk, obawy wzbudzały w nim nawet latający gdzieś motyl, który był dla niego latającym potworem! Z tego wszystkiego przestał chwilowo zwracać uwagę na stępującą za nim klacz, nie mając po prostu czasu na patrzenie w tył, kiedy to przed nim działo się tyle rzeczy. Spięty cały czas zagryzał nerwowo wędzidło, fukając na wszystko wokół i niekiedy nawet odskakując w bok, płosząc się sporadycznie.
Dopiero gdy dotarli na piasek, Aven czuł się przytłoczonym otwartym terenem, który nęcił, żeby wystrzelić wzdłuż plaży, jednak Caroline panowała nad kontrolą i zdołała oderwać go od tej myśli i zepchnąć do brzegu notorycznie obijanego przez fale. Nie był zaniepokojony obecnością wody, aczkolwiek był przyzwyczajony raczej o takiej w postaci rowów na parkurze lub na crossie. Ruchoma ciecz wzbudziła w nim wyraźną ciekawość, gniadosz powoli zbliżał się doń i nastawił uszy naprzód, bacznie się jej przyglądając. Gdy był już wystarczająco blisko, Aven zniżył maksymalnie pysk i zatrzymał się jeszcze na suchej części, głośno furgocząc przez nadęte nozdrza. Wkrótce bardziej przekonał się do tego dziwacznego zjawiska i z powrotem uniósł pysk, jednak na wysokość kłębu. W tamtym momencie Caroline mogła się mocno zaskoczyć, bo ogier postanowił zrobić dużego susa z czterech do przodu, zapewne chwilowo zaburzając jej równowagę. Pozostała trójka mogła być tym zdziwiona, ale gniady kierował się instynktem i wolał postawić na takie pierwsze spotkanie z morską wodą Możliwe, że ochlapał kobyłkę i jego właściciela, rozpryskując sporą ilość wody na boki przy lądowaniu. Jeśli różowo włosa mu na to pozwoliła, to po prostu krążył po płyciźnie, zabawnie unosząc przy tym nogi.Drew Pascail - 2018-08-19, 19:00 Oczywiście, że jeszcze może z tego terenu wyjść coś dobrego. Po pierwsze trochę zmiana otoczenia - zwłaszcza, że ostatnio to właśnie Volano zabrałem na rajd, a Hanky została w stajni, więc można powiedzieć, że postanowiłem jej to zrekompensować. Po drugie trochę ruchu. Obecność ogiera może być tylko drobnym nieudogodnieniem przy tych korzyściach, z resztą kto wie, może dojdą ze sobą do ładu i składu.
- Zgadzam się. - odpowiedziałem Caroline, nadal prowadząc Hanky w odpowiedniej odległości od Aventadora, odległość ta jednak pozwalała na swobodną rozmowę. Swoją drogą malowanie klaczy zwróciło na samym początku również moją uwagę. Co tu ukrywać Hanky była ślicznotką, dodatkowo z doskonałym papierem. - To córka Plot Blue i Happy Appy. - odpowiedziałem. Zwłaszcza jej ojca nikomu, kto siedział w temacie końskich dyscyplin sportowych nie trzeba było przedstawiać.
Znajdując się już bezpośrednio nad morskim brzegiem oczywiście na tym nie poprzestałem, zachęcając kasztankę, aby weszła do wody, z resztą staliśmy w takim miejscu, że prędzej, czy później fale dotarłyby do jej kopyt, niech więc korzysta z tego, że przynajmniej ona może się tu schłodzić. Nie spodziewałem się raczej tego, żeby Hanky miała problem z wejściem do wody, jeśli miała jednak jakieś obiekcje to oczywiście jej do tego nie zmuszałem, ale kto wie może się jeszcze przekona. Natomiast też nie zachęcałem jej do tego, żeby wchodziła głębiej do wody, chyba lekkie popluskanie się przy brzegu nam obu wystarczy. O ile rzeczywiście Hanky nie miała nic przeciwko lekkiemu schłodzeniu się w wodzie, to pozostaliśmy w niej nieco dłużej, zostając jednak na samym brzegu, nie oddalaliśmy się też jednak za bardzo od Caroline i jej wierzchowca.Hanky Panky - 2018-08-27, 20:41 Ja nie narzekałam z wyjścia z boksu, była mega zadowolona. Nudziło mi się siedzenie w boksie i tylko siedzenie i siedzenie. Szczególnie jak właściciel nie miał dla mnie za dużo czasu, bo dzielił go pomiędzy pracą, mnie i Volano. Nie wspominając o Caroline, po prostu dzielenie się panem właścicielem nie było wcale takie fajne. Jednak co można poradzić jak nic nie można? Ja byłam z nim na poprzednim rajdzie i było całkiem fajnie, pewnie teraz też nie szczególnie się nudził. Ze mną wypady na rajd czy w teren jednak zdecydowanie spokojniejsze są i nie musiał się martwić specjalnie ani o mnie, ani o moje zachowanie. Cieszyłam się z faktu że tym razem Drew postawił na mnie i mogłam się ruszyć z boksu. Zaczęłam w miarę ignorować ogiera, skoro on robił to samo. Szłam niedaleko niego i miewałam go na oku, ale nie zaczepiałam go i byłam skupiona na swoim zadaniu. Malowanie odziedziczyłam zdecydowanie po ojcu, aczkolwiek charakter podobno mam matki. Po Plot Blue zyskałam z pewnością ogromny talent skokowy i możliwości, a po Happy Appy łagodniejszy charakter i odpowiedni ruch i nie ograniczone możliwości na czworoboku. Zdecydowanie mojego ojca nikt nie musiał przedstawiać, choć był już na sportowej emeryturze to jego sława ciągnęła się za nim nadal. Posiadał jak na razie nie wielkie grono dzieci, ale te które już pojawiły się na świecie były dość niezłe. Zresztą mojej całej strony ze strony ojca nie trzeba było szczególnie przedstawiać, same sławy. W końcu dotarliśmy nad brzeg morza, któremu się bacznie przyjrzałam. Jednak nie powodowało ono u mnie lęków czy strachów. Kiedy pierwsza fala obmyła moje kopyta podrzuciłam łeb ku górze i parsknęłam z lekkim niezadowoleniem. Zaraz jednak zostałam znacznie bardziej ochlapana wodą przez ogiera, który do niej wskoczył z impetem. Wydałam z siebie krótki kwik i zrobiłam krok w bok, nie oddalając się jednak z miejsca zdarzenia. W końcu i ja się weszłam nieco dalej w głąb wody, ale nie zamierzałam wchodzić dalej niż po brzuch. Nawet zbliżyłam się do gniadego, obserwując jego zabawy w wodzie.Caroline Hathaway - 2018-08-27, 22:12 Byłam nadal mocno pod jarana wypadem w teren. Nawet nie pewność która mnie trzymała z powodu jazdy na nowym koniu, nie była wstanie tego zagłuszyć. Można powiedzieć że obojgu nam było ciężko, ale jednak warto było to zrobić i mieć z tego ogrom frajdy. Ale on wcale nie szedł na czele ich grupy, szli w jednej linii z drugą parą tylko w bezpiecznej dla nas wszystkich odległości. Był starszy od Hanky, więc obstawiam jednak że z tej dwójki to on ma więcej tu doświadczenia. Acz kowlwiek mogłam się mylić, ale tak sądziłam. Poklepałam go po szyi w geście dodania otuchy.
-Nie dramatyzuj Aventador, bo nic się nie dzieje. - odparła, nakłaniając go mimo wszystko do ruchu naprzód. Udało mi się na szczęście to osiągnąć, bo jakoś w końcu dotarliśmy na plażę. Uczyliśmy się dopiero siebie nawzajem, ale chyba na razie nie było tragedii. No przynajmniej na to wyglądało. Musiał przywyknąć do tego, że teraz będzie wiódł intensywne życie. Treningi, zawody nie tylko tutaj w Orchardzie ale i poza nim. Często brałam konie w tereny i inne eventy, gdzie tylko się w zasadzie dało. Cieszyłam się że przestał napastować Hanky, bo mogłoby to być dla nas uciążliwe. Dla nas wszystkich. Przewracała oczami na zachowanie ogiera, normalnie jak dziecko wrzucone na obcy teren.
-Czasem się zastanawiam czy trafię na normalnego konia. Jedna to chodzący humorek, dwa konie strachliwe i jeden jakiś zobojętniały. Czy w tej stajni to brakuje koni pokroju Hanky? - odrzekłam. Wolałabym jednego spokojniejszego, niż za dużo lekko nawiedzonych. Z dwojga złego wolałam lekko strachliwego, niż stukniętego jak Volano. Jak uznawałam że nieco za bardzo mu odbijało, to nieco mocniej sprowadzałam go na ziemię. Mógł trochę przesadzać, ale za bardzo jak przesadzał to była zdecydowana przesada. Mógł brać przykład z spokojnej kasztanki o ! Skoro potrzebował jakiegoś autorytetu. Na szczęście jego obawy przerzucił w ciekawość na widok wody, a kąpiel powinna mu się spodobać. Znaczy właśnie taplanie się w wodzie, bo to fajna zabawa.
-Córka Plot Blue? No to faktycznie można się domyśleć po kim takie malowania. Do tego niezły papier i możliwości, trafiła ci się idealnie. Niewiele chyba jest jego dzieci jak na razie, a szkoda bo wychodzą naprawdę fajne. - odparłam pełna podziwu, Lubiłam konie o ciekawym papierze, sama takowe posiadałam. Nie zmuszałam go do podejścia do cieczy, czekając aż sam się zdecyduje. Kiedy szarpnął się w przód, odchyliłam się do tyłu i lekko zaparłam w strzemionach w celu utrzymania się w siodle. Może i szarpnęło, może i równowaga zachwiana ale przynajmniej w siodle zostałam. To było doświadczenie związane z pracą przy koniach takich jak on. Udało mi się nie szarpnąć też ogiera za pysk, co mogłoby nie być fajne w skutkach. Wyprostowałam się w siodle i zaśmiałam się z jego zachowania. Pozwalałam mu na chwilą zabawę w wodzie, czekając na ruszenie ponownie wzdłuż plaży naprzód. Może go chwilowa zabawa przynajmniej na chwilę zrelaksuje i nie będzie się tak strachał.