Christian Levrull - 2015-05-05, 00:32 Kiedy usłyszał, że wraz z Bad mają się przygotować, przymknął klacz w pomocach, by następnie ruszyć efektownym kłusem w stronę parkuru. Po przekroczeniu wjazdu od razu zagalopował od samego początku jadąc ją pewnym, głębokim dosiadem, rozmawiając z jej pyskiem (pulsacja wodzy, elastyczna ręka) - jeśli trzeba było reagował mocniej, posyłając jeden, mocny i konkretny sygnał, by następnie ręka znów stała się przyjemna. Jeżeli taka korekcja dawała skutki od razu mogła poczuć przyjemną dla jej pyska, elastyczną dłoń Chrisa. Cały czas kontrolował jej tempo, nie przebierając w łydce jeśli było trzeba.
Póki para przed nimi była w trakcie przejazdu on wykorzystał to by objechać trochę między przeszkodami, by trochę karą wyczuć. Zaklnął cicho kiedy pogoda zaczęła się psuć, a w ich stronę poszła fala deszczu z wiatrem. Nie zmienił nic w swojej pracy jednak, mimo niedogodności, bardziej skupiając się na wybadaniu jej reakcji na takie rzeczy. Na szczęście dane mu było zobaczyć jej koncentrację i ignorowanie szeleszczących pierdółek, co niezmiernie go ucieszyło, przynajmniej na razie.
Kiedy tylko zadzwonił dzwonek przeszedł do stępa, ukłonił się i w zamkniętych pomocach zagalopował z klaczą. Od razu narzucił dość mocne tempo, czując już po rozgrzewce, że w dystansie się ją raczej ciśnie, a przed przeszkodą pilnuje (by nie wyrwała/by nie zwolniła). Pieścił więc jej boki łydką, jadąc też dość aktywnie dosiadem. Ten przejazd miał należeć do tych bardziej defensywnych, tak jak później ma zamiar jechać z Orchidem, jako, że obu koni nie zna, a zależy mu na parkurze szkoleniowym - czyli na czysto w dobrym stylu.
Tak jak z Lockhard'em wybrał dość szeroki najazd za ósemką z lewej nogi. Już obok rowu naprostował klacz na dwóch pomocach przymykając we wszystkich na prostą, mocną jazdę do przodu. Mimo pogody nie dawał jej pretekstu do zawahania, zapewne dość dosadnie przelewając na nią swoją pewność siebie - nie snobizm jednak, bez przesady. Podniósł jej przód aktywną łydką pilnującą zadu, pulsującą na wędzidle ręką oraz wypchnięciem w dosiadzie, automatycznie odciążając jej przód i przenosząc trochę na zad. Ujeżdżeniowce miały do siebie to, że często lubiły nieco przesadnie obciążać przesadnie przód, stąd musiał kontrolować jej lekkość mocną jazdą do przodu. Parę fouli przed już mierzył do dobrego wybicia cały czas przymykając ją na pomocach, by w razie czego mocniej ją przytrzymać lub mocniej ją docisnąć. W miejscu wybicia mogła poczuć konkretny sygnał łydką do skoku, w trakcie skoku idącą na kontakcie za jej pyskiem rękę i "lżejsze plecy" przez półsiad amortyzujący się w strzemieniu. Lekkie lądowanie i od razu sygnał do kontynuacji galopu. Znów mniej półsiadu w dystansie, więcej siedział w takim "półpełnym" nie widząc czego się spodziewać. Nie znaczy to, że nie dawał jej pretekstu pomocami do mocnego galopu przed siebie, nadal zamkniętą w pomocach.
Do dwójki pojechał trochę szerszym łukiem niż z wcześniej wspomnianym Lock'iem, by mieć nad klaczą lepszą kontrolę, a ona by poczuła się jak na razie z nim pewniej na początku współpracy. Tak jak wcześniej parę fouli przed naprostował ją, korygując tempo jeśli było za szybkie/za wolne. Działając półparadami tak, by klacz płynnie reagowała na jego pomoce wchodząc chętnie na kontakt i dobrze działając na pomoce aktywizujące. Znów wymierzył tak, by bez problemu pokonać stacjonatę 110. Mierzył w nie za daleki odskok, tak by zachować parabolę skoku. Znów łydka w odpowiednim miejscu na przymkniętych pomocach, półsiad, lądowanie i wycofanie klaczy z aktywizującą łydką, jako, że od razu po skoku czekał ich zakręt.
Tu nie poniosło go jak z Loczkiem i pozwolił sobie na okrąglejszy najazd (mimo to dość ciasny) do oksera. W zakręci mocno pilnował oparcia na zewnętrznej wodzy, lekkości na wewnętrznej, dobra odejście od wewnętrznej łydki i "odbicie" się od zewnętrznej. Do tego płynna jazda dosiadem, by nie zakłócić jej równowagi. Mocne tempo do oksera, znów korekcja pomocami do lekkiej jazdy od zadu i podejście do odpowiedniego miejsca wybicia. Półsiad, ręka idąca za jej pyskiem umożliwiająca rozciągnięcie się w skoku nad okserem 110. Lądowanie i lekki powrót w siodło w raz z pomocami do mocnego wejścia w galop przez karą.
Pozwolił sobie nieco ściąć dojazd do stacjonaty 115, pewnie trzymając ją w dość mocnym tempie, a nawet lekko wchodząc w półsiad w dystansie. Dopiero parę fouli przed znów zadziałał pomocami do "wyprostowania" jej, siadając w siodło, rozmawiając (subtelnie lub nie) z jej pyskiem, przymykając i pilnując ją w łydce. Znów wybicie we wcześniej wybranym miejscu i jak na razie pokonania czwartek przeszkody bez problemów, mimo fatalnej aury pogodowej. Po lądowaniu ponownie nieco otworzył ją w galopie do kolejnych przeszkód.Jessie - 2015-05-05, 15:39 Champagne okazała się być typem konia, za którym Jess szczerze mówiąc nie przepadała, co chyba wynikało ze swego rodzaju rozleniwienia. W swojej stawce koni nie posiadała takiego, który choćby w połowie zachowywał się tak, jak gniada (albo jeszcze tego nie wiedziała, bo kto wie, co wyrośnie z najmłodszych). Mimo to nie zrażała się, na rozprężeniu radząc sobie z temperamentem klaczy; dlaczego miałoby być inaczej już na parkurze?
Kiedy nadeszła ich kolej, pozbierała z powrotem konia i przeszła do kłusa, w tym chodzie wjeżdżając na parkur. Czekając na ukończenie przejazdu poprzedzającej ich pary, pokazała gniadej przeszkody, samej ustalając plan przejazdu. Zawsze miała jakiś sposób na pokonanie danego parkuru, uwzględniając indywidualne predyspozycje konia. Następnie zatrzymała gniadą, aby ukłonić się sędziom, po czym wzięła Champagne na woltę, na której zagalopowała. Zapewne galop na wolcie był jeszcze spokojny, co zmieniło się w trakcie najazdu na pierwszą przeszkodę. Wspomnianą woltę wykonała wokół oksera z rowem, a więc po wyjechaniu z niej na wprost na pierwszą przeszkodę, tak naprawdę nie zostawiła wiele miejsca. Było to jak najbardziej zamierzone działanie; odległość do przeszkody była wystarczająca, aby porozumieć się z klaczą, ale też na tyle mała, aby nie nakręcać zwierzęcia i nie szarpać się z nim niepotrzebnie. Tak więc celując na wprost oksera rozpoczynającego parkur, nieustannie kontrolowała Champagne. Pozwalając klaczy na mocne tempo, aczkolwiek utrzymane pod kontrolą, być może postępowała dość ryzykownie. Niemniej czuła się na tyle pewnie, aby móc tak postąpić. Do samego końca prowadziła gniadą zamkniętą w pomocach, półparadami przypominając o swoim istnieniu i komunikując się z klaczą. Dopiero ostatni skok galopu przed odbiciem umożliwiła Bubbles wykonać nieco bardziej dynamiczny, by następnie wskazać jej miejsce odbicia mocniejszą łydką. Na samym odskoku otworzyła nieco rękę, umożliwiając klaczy swobodne oddanie skoku, bez nieprzyjemnego szarpnięcia za pysk. Niemniej w trakcie samego skoku utrzymała kontakt, nie zaburzając równowagi konia i mogąc nad nim zapanować tuż po wylądowaniu po drugiej stronie. Dodatkowo podążyła za ruchem wierzchowca, przechodząc w półsiad z solidnym, równym oparciem na obu strzemionach, co zapewniło jej bezpieczeństwo i równowagę. Kończąc skok, szybko wróciła w siodło, niezwłocznie powracając do kontrolowania Champagne. Wciąż pozwalając jej na mocne tempo, swobodnie pokierowała ją na dwójkę, tym razem nie mając zbyt wielu możliwości na skrócenie trasy. Tak więc będąc już na przeciw przeszkody w odległości paru foule, mocniej usiadła w siodle, biorąc klacz na siebie. Uniosła jej przód, przytrzymała nie pozwalając wyrwać do stacjonaty, ale też swoimi pomocami nie odbierała gniadej zapału. Po chwili umożliwiła jej oddanie kolejnego skoku, odbicie poprzedzając wyraźną, czytelną dla konia łydką. Także tutaj zgrała się z ruchem klaczy, co nie stanowiło dla niej trudności wbrew temu, że znała ją dopiero od niedawna. W pewnym stopniu dostosowała swój styl jazdy do temperamentu konia, nie zapominając, że do każdego wierzchowca powinno podchodzić się indywidualnie.
Problemy napotkała dopiero w momencie, gdy po wylądowaniu postanowiła się podjąć dość ryzykownego manewru. Chociaż do pewnego momentu wszystko szło po jej myśli - bez większego kłopotu wprowadziła klacz w ciasny zakręt, choć może nie było to najsubtelniejsze w odbiorze zważywszy na przewidywalną chęć konia do parcia naprzód - to już po wyprostowaniu na okser zabrakło im tego porozumienia. Jess niechcący zbyt mocno przytrzymała Champagne na wodzy, co wynikało z nie najlepszej znajomości konia. Mogło się zdarzyć każdemu. Co zaskakujące, bo tego nie spodziewała się w najmniejszym stopniu, klacz gwałtownie zatrzymała się, odmawiając ruchu. Szczęśliwie nie wytrąciło to Jess z równowagi, która mimo tego, że myślała już o przeszkodzie, była gotowa na każdą ewentualność. Czując, że gniada cofa się, a także podejmuje próby wspięcia się, zadbała o to, aby nie pomóc jej w tym. Tak więc nie tracąc kontaktu, wręcz zmusiła ją do ruchu na wprost, dając mocną łydkę i pchając gniadą do przodu. To z kolei poskutkowało gwałtownym wystrzeleniem do przodu, na co była gotowa, nie dając się wytrącić z równowagi. Siedząc głęboko, mocno w siodle, nie odciążała zadu i jednocześnie półparadami dążyła do uspokojenia klaczy, rezygnując z chamskiego złapania za pysk, co nie odniosłoby skutku. Najważniejsze w tym wszystkim było to, że nie wystraszyła się - wciąż pozostawała pewna swoich działań doskonale wiedząc, co chce osiągnąć. W dodatku panowała nad reakcjami swojego ciała i nie ulegała nerwom, co pomogło jej w zapanowaniu nad sytuacją. Nie zdecydowała się wziąć klaczy na woltę, a od razu postanowiła kontynuować przejazd, co być może było ryzykowne - ale jak się okazało, opłaciło się. Najazd być może był odrobinę chaotyczny ze względu na podniesione emocje i mnogość reakcji, ale w rezultacie zawodniczce udało się bezpiecznie doprowadzić Champagne pod samą przeszkodę, a tam umożliwić i pomóc jej w oddaniu skoku. Nie wyprzedzając reakcji konia, z wyjściem ciała do przodu poczekała na odbicie, dopiero wtedy przechodząc do stabilnego półsiadu połączonego z oddaniem wodzy, co umożliwiło gniadej zachowanie równowagi i rozciągnięcie się nad przeszkodą. Po drugiej stronie wszystko wróciło do normy, Jess pozostając w półsiadzie poprowadziła klacz do kolejnej przeszkody, tym razem odpowiednio wcześniej przygotowując ją do kolejnego skoku i regulując tempo. Siadając w siodle po wyprostowaniu przed stacjonatą, ponownie wzięła Champagne na siebie, nieco skracając jej krok, ale nie zwalniając. Tym razem uważała na siłę używanych pomocy, nie chcąc mieć powtórki z rozrywki. Wtedy straciły trochę czasu na tamtym przepychaniu się, ale to jeszcze nie przekreślało ich szans. Nawiązując z gniadą nić współpracy z koniem, udało się jej kolejną z rzędu przeszkodę pokonać na czysto, choć nie ukrywajmy, że powoli zaczęło jej dokuczać zmęczenie wynikające z tej brawurowej jazdy. Także tutaj procedura postępowania była jednakowa; jak zawsze najtrudniejszym elementem było samo doprowadzenie Champagne do przeszkody i oddanie skoku w oczekiwanym momencie. Cała reszta przychodziła Jessice wręcz naturalnie, co prawdopodobnie miało spory wpływ na tymczasowy wynik tego przejazdu.Theo - 2015-05-05, 21:42
.....Nie dało się nie zauważyć, że ten przejazd to jedna wielka katastrofa. Teraz, gdy mężczyzna myślał o tym, co zrobił, zaklinał się i zaczął wymieniać wszystkie lepsze sposoby. Ale było minęło, trzeba było patrzeć dalej, bo czekało ich jeszcze kilka przeszkód.
.....Wyczuł, że siwy niezbyt reaguje na jego pomoce, co wyszło na jaw przy stacjonacie. Już, już miał dać łydkę do odbicia, gdy tu niespodzianka - Contendro postanowił zrobić to przed nim. Kolejna seria przekleństw na siebie w głowie, lecz nie zdążył zareagować na tyle szybko, żeby wycofać holsztyna. Mógł jedynie przejść w półsiad i oddać mu wodze oraz słuchać wspaniałego dźwięku strącania drągu. Zacisnął mocniej zęby i dał wylądować siwemu. Ku zdziwieniu Theo, koń znowu nie reagował na sygnały od jeźdźca, bo galop był nadzwyczaj mocny i nie do ogarnięcia. Wziął głęboki wdech, żeby zaraz nie wybuchnąć z tego pecha, a nie zostało mu praktycznie nic innego jak naprowadzać konia na poszczególne przeszkody, których liczba była coraz to mniejsza.
.....Parę metrów później już czekał ich okser, w drodze do którego Theo dalej próbował jakoś ogarnąć sprawę, wywołać reakcję na pomoce. W każdym bądź razie znowu dał łydkę do odbicia, starając się zrobić to w najlepszym miejscu. Wraz z odbiciem podniósł się z siodła i podążył nadgarstkami za pyskiem konia, oddając mu wodze na kontakcie. Na szczęście tym razem nie było zrzutki, a Contendro chyba zaczął zwalniać. Zamknął go w pomocach, żeby lekkim łukiem skręcić w prawo na przedostatnią przeszkodę minimalnie wyższą od poprzedniej. Zrobił półparadę, których przez ostatnią minutę chyba ciutkę nadużywał, ale obawiał się, że znowu wszystko schrzani. "Odmierzył" wzrokiem miejsce do wybicia, gdzie wsparł ogiera łydką, a kiedy tamten znów nienagannie przeszedł w fazę lotu, dwudziestosiedmiolatek pochylił się nad jego szyją, tym samym dając swobodę do baskilowania.
....."Ostatnia przeszkoda, damy radę" powtarzał w myślach, kiedy tylko para wylądowała na podłożu. Za brak strącenia nagrodził holsztyna, ale nie tracił skupienia na przypadkowym zejściu z ustawienia czy innych problemów.
.....Znów lekki łuk, chociaż teraz wymagał obrotu prawie o 180 stopni mężczyzna zrobił to przekształcając w coś na miarę koła czy wolty. Wyprostował prostopadle konia do ostatniej przeszkody, której chyba najbardziej się obawiał. W każdym bądź razie przy linii "brzegu" posłał subtelną łydkę, sugerując wierzchowcowi odbicie. I to samo co wcześniej i przy każdym innym skoku: półsiad+oddanie wodzy. Robił to już z całkowitego przyzwyczajenia, może nawet zostawiając wodze ciutkę za luźne. Wylądowawszy dał siwemu jeszcze kilka metrów galopu, potem jednak zablokował podążanie za jego ruchem i tym samym przeszedł do kłusa. Zaraz też zatrzymał konia przy budce jury, tam ukłonił się ze sztucznym uśmiechem i stępem zjechał z parkuru.
>>> ZAKOŃCZENIE <<<
.....Tuż po przekroczeniu parkuru teatralnie otarł pot z czoła. Nie miał nic innego do roboty jak rozstępować konia, więc zaraz też do tego przeszedł, poświęcając na to dobre kilkanaście minut. Zaraz też zsiadł z siwego, poklepał go po łopatce i odprowadził do stajni, gdzie kolejno go rozsiodłał, wyczyścił i odprowadził do boksu, do żłobu jeszcze wrzucając parę smakołyków. /zt
Christian Levrull - 2015-05-05, 23:26 Trochę celował w ciemno na styl ich przejazdu, ale zdecydował, że będzie to tak jak z Bad, przejazd treningowy, gdzie skupi się na dokładności, technice. Na wygrywanie przyjdzie jeszcze czas, a młodego konia typu Orchid trzeba trochę wyrobić, tym bardziej, że jego niepewność jeszcze trochę pokazywała się momentami. Słysząc swoje nazwisko w zamkniętych pomocach ruszył kłusem z ogierem w stronę parkuru. Po jego przekroczeniu od razu zagalopował, siadając głęboko w siodło i już od samego początku rozpoczynając pracę nad skupieniem jego uwagi na sobie.
Kiedy para przed nimi była w trakcie przejazdu on wpierw skupił się na wyregulowaniu jego tempa i reakcji na pomoce. Stąd aktywnie pracował dosiadem pewnie przesyłają nim sugestie do ruchu naprzód czy ten wycofania się ogiera bardziej na tył. Do tego stała praca półparadami, skupiając się na przesyłaniu informacji "zabawą wędzidłem" w dość przyjemny acz wyraźny sposób. Do tego płynna, podążająca za jego ruchem ręka, która w razie czego potrafiła zadziałać mocniej, skorygować. Łydka przy jego boku nie wahająca się zareagować mocniejszym sygnałem aktywizującym (włączając w to ostrogę) czy też puknięciem skorygowanie jego ciała, gdyby wykręcał się przesadnie w którąś ze stron. Kiedy udało im się dojść w miarę do porozumienia skierował się z ogierem pod dwie konkretne przeszkody, które mogły sprawić problem swym "wyglądem". Wpierw na chwilę zatrzymał się z nim pod triplem dając możliwość obejrzenia i w razie czego zachęcał go pomocami do podejścia jeśli czuł opór, a potem pochwalił odchodząc od niej. Nie chciał by ten czuł się przytłoczony, bo to nie o to chodziło. Miał się poznać z przeszkodą i tyle, zostawić sobie w głowie myśl "że to nic mi nie zrobiło". Następnie pokazał imitację rowu i tu postąpił tak samo jak wcześniej.
Usłyszawszy dzwonek przeszedł z nim do stępa, ukłonił się i od razu zagalopował na lewo pozwalając sobie zrobić woltę wokół stacjonaty ze straszącym rowem - świadomie zresztą. Na wolcie dopilnował, by wyczulił się na pomoce. Od początku narzucił mocne aktywne tempo, które jednak miało być mocno rytmiczne, stąd korygował każde zwolnienie/przyśpieszenie. Jeżeli widział niepewność ogiera w trakcie jazdy wokół rowu starał się pomocami dodać mu śmiałości - czyli działał tak, jakby się nim nie przejmował, tylko nie dał mu patrzeć, korygował to w razie czego, nie dał mu zwalniać czy odchodzić od razu mógł wtedy poczuć jak śmiało mieści go łydką działając do tego odpowiednio wodzami.
Po wyjeździe z wolty nie tracił wcześniej wyrobionego tempa. Naprostował go na obu wodzach, łydkach oraz powodował odpowiednio dosiadem. Zamknął go w pomocach tak, by nie dać możliwości do przesadnego myślenia. Podprowadził go pod przeszkodę nie zmieniając nic w swoim działaniu, chyba, że tego wymagało tego jego zachowanie. W miejscu wybicia od razu mógł poczuć konkretną pomoc do skoku. Został na kontakcie wchodząc w półsiad dopiero w momencie wybicia, ręka podążyła za jego pracą szyi, a półsiad pewnie trzymał w strzemieniu, nie przesadzają w przesadnym kładzeniu mu się i tym samym prowokowaniu do zrzutki. Lądowanie mocno w strzemieniu i od razu kontynuacja wcześniejszej jazdy do kolejnej przeszkody.
Musiał przyznać, że rudy był całkiem wygodny zarówno w dystansie jak i w skoku, stąd wysiedzenie go nie sprawiało większych problemów, tak samo odpowiednia równowaga w skoku też nie powinna być utrudniona. Zobaczymy jak będzie dalej. Stąd parę fouli przed dwójką, czyli stacjonatą nieco wycofał go na zad, dając możliwość oddania mocniejszego skoku, a co za tym idzie łatwiejszego do oddania dla niego. Starał się mu maksymalnie pomagać w trakcie przejazdu, w końcu tak jak wspomniałam jazda miała być defensywna, techniczna, tymczasowo bez szaleństw. Zamknął go w stabilnych pomocach mierząc do odbicia. Dodawał mu pewności siebie swoimi pomocami, czyli aktywną łydką i dosiadem i stabilną ręką. W miejscu odbicia konkretne sygnały do skoku, Christian skupił się na swoich prawidłowych pomocach i dosiadzie w skoku oraz lądowaniu, gdzie następnie wycofał ogiera z aktywizującą łydką, jako, że od razu po skoku czekał ich zakręt.
Zakręt chciał pokonać "asekuracyjnie", podobnie jak z Bad pozwolił sobie na okrąglejszy najazd do oksera. W zakręcie mocno pilnował oparcia na zewnętrznej wodzy, lekkości na wewnętrznej, dobrego odejścia od wewnętrznej łydki i "odbicie" się od zewnętrznej. Do tego płynna jazda dosiadem, by nie zakłócić jego równowagi w zakręcie. Mocne tempo do oksera, znów korekcja pomocami do lekkiej jazdy od zadu i bez wahania z jego strony podejście do odpowiedniego miejsca wybicia. Półsiad, ręka idąca za jej pyskiem umożliwiająca rozciągnięcie się w skoku nad okserem 110.
Po lądowaniu powrót w siodło i powrót do wcześniej wyrobionego mocnego, acz rytmicznego tempa. Musiał przyznać, że był bardzo przyjemny w prowadzeniu, gdyż dość szybko i płynnie reagował na ew. korekcje z jego strony. Działało to na ogromny plus. Pozwolił sobie nieco ściąć dojazd do stacjonaty 115, utrzymując tempo. Dopiero parę fouli przed znów zadziałał pomocami do "wyprostowania" rudego, siadając w siodło, rozmawiając z jej pyskiem, przymykając i pilnując go w łydce. Znów wybicie we wcześniej wybranym miejscu i jak na razie pokonania czwartej przeszkody bez problemów w całkiem niezłym stylu. Tym samym tempem kierowali się pomału do szeregu.Orchid of Rohan - 2015-05-06, 00:33 Takie podejście do sprawy powinno korzystnie wpłynąć na ich dalszą przyszłość. Ogier był wyraźnie zainteresowany sytuacją, ale nie dekoncentrował się bardziej niż było to dopuszczalne. Nie wyglądał na zestresowanego, będąc już stosunkowo obytym z dużą ilością ludzi oraz koni. Nie były to jego pierwsze zawody, co niestety nie równało się obyciu z różnym rodzajem przeszkód. Ten element zdecydowanie u niego kulał, co zdradzało się w czytelnej niepewności podczas skakania niektórych przeszkód. Poza tym trudno było mu cokolwiek zarzucić. Był dobrze zrobiony, karny i pojętny, co czyniło go przyjemnym wierzchowcem do jazdy. Gdyby dodać mu trochę pewności siebie i umocnić w tym, że jazda może być dobrą zabawą, miał naprawdę spore szanse na stanie się niezłym kąskiem. Niestety nikt nie zdążył jeszcze tego zrobić, a była to zapewne kwestia częstszego trenowania.
Przeszedł do kłusa, w którym dziarsko wkroczył na teren parkuru, mimiką swojego pyska sprawiając dość rezolutne wrażenie. Z chwilą minięcia 'progu', przeszedł swobodnie do galopu, nie próbując narzucić prędkości światła. Prędko dostosował się do rytmu wyznaczonego przez jeźdźca, do jego ruchów dostosowując swoje tempo, na ten moment okrągłe i równe. W odpowiedzi na pozostałe pomoce, jeszcze wyraźniej się zebrał i lekko zganaszował, uszy wciąż mając sztywno nastawione do przodu. Nie wymagał używania mocniejszych pomocy, wystarczały mu te nawet najsubtelniejsze. Nie był rozproszony i prowadził łagodną 'rozmowę' z Christianem, pokornie odpowiadając na jego sygnały, dążąc do rozumienia. Nie powinien był sprawiać mu najmniejszych kłopotów, chociaż jak ten zdążył zauważyć - były takie momenty, w których rudy nagle odmawiał współpracy. Robił to jednak na tyle sprytnie, że teraz gdy jeździli dookoła przeszkód, niczego po sobie nie zdradzał, nawet w pobliżu tych elementów parkuru, które mogły budzić w nim wątpliwości. Nawet jeśli, to były to niemal nic nie znaczące, trudne do wychwycenia sygnały - jedno drgnięcie ucha więcej, jedno niepotrzebne łypnięcie białkiem w stronę "strasznej" przeszkody. W jego chodzie nie dochodziło do żadnych zmian, bo widok przeszkody samej w sobie nie był dla niego problemem. Problem stwarzał się dopiero w trakcie najazdu na takową, często w ostatnim, najmniej wyczekiwanym momencie. Czasami zdawał się wręcz wyczekiwać momentu, w którym jeździec chociaż odrobinę odpuści, aby móc go wtedy wykorzystać i wrosnąć w ziemię. Rzadko do tego dochodziło z dwóch względów: po pierwsze rzadko stawiano przed nim takie przeszkody, a po drugie, gdy już to robiono - siedział na nim jeździec znający jego numery i nawet jeśli dał się złapać pierwszym razem, to za drugim umiał go pocisnąć tak, by później już na wszystko poszedł nie ośmielając się wyłamać, choćby miał iść chwiejnie i niepewnie. Przy tym wszystkim Orchid był bardzo skoczny i sprawny, miał w sobie sporo siły, co pozwalało na przymknięcie oka na te jego wybryki. Możliwe, że niekiedy wynikały one z samej chęci sprawdzenia jeźdźca... Chociaż był przy tym do bólu przewidywalny, bo kombinował zawsze przy tym samym rodzaju przeszkód, do reszty nie mając żadnych obiekcji dopóty zgadzały mu się odległości i najazdy.
Tak więc przy kontakcie z tripplebarre'm i przeszkody z imitacją rowu nie zawahał się, spokojnie do nich podchodząc i oglądając czujnym okiem. Niewielkie napięcie w mięśniach mogło wskazywać na to, że miał do tych przeszkód jakieś "ale", ale równie dobrze mogło ono odpowiadać za ogólne podekscytowanie.
Po dzwonku przeszedł do stępa dosłownie na chwilę, po której wrócił do galopu na wolcie wokół przeszkody z rowem, na którą spoglądał z uwagą, nie dając się jednak całkowicie pochłonąć. Utrzymanie go w mocnym tempie mogło być początkowo problematyczne, bo najchętniej dalej szedłby swoim tempem. Szybszy galop w pewnym stopniu ograniczał jego szanse na kombinowanie, a więc w zasadzie był dobrą decyzją. Tak więc wkrótce dostosował się, zapominając o tej nieszczęsnej przeszkodzie i wreszcie został wyprowadzony z wolty. Utrzymując wcześniej ustalone tempo galopu, odważnie pogalopował w kierunku oksera rozpoczynającego parkur. Przyglądając mu się z daleka, ale też nie unosząc przesadnie wysoko głowy, bez cienia zawahania podszedł pod samą przeszkodę by w optymalnym miejscu odbić się od ziemi przy wykorzystaniu siły mięśni umięśnionego zadu i tylnych kończyn. Instynktownie podciągnął przednie nogi pod mostek, równo składając je ze sobą, a także wyciągnął daleko szyję, chwytając niezbędną równowagę. Jeździec mu nie przeszkadzał, toteż nie denerwując się gładko pokonał pierwszą przeszkodę, zaraz lądując po drugiej stronie daleko, bez problemów z zachowaniem równowagi koniecznej do swobodnego kontynuowania jazdy. Nie tracąc prędkości skierował się w stronę kolejnej przeszkody, na wprost której w odległości paru foule wycofał się na zad, mocniej go angażując, co przy odbiciu poskutkowało większym użyciem siły w oddanie skoku. Tym razem miejsce wybicia było dalsze, dostosowane do pionowej budowy przeszkody, jaką była stacjonata, co miało swój wpływ na bardziej wysoki, aniżeli szeroki skok. Także tutaj poskładał się przyjemnie dla oka, będąc dalekim od rozbudowania przeszkody. Po skoku wręcz natychmiastowo oddał się w ręce jeźdźca, będąc gotowym do sprostowania kolejnym oczekiwaniom. Spokojna, asekuracyjna jazda jak na razie sprawdzała się doskonale, bo i Orchid pozostawał opanowany i rozluźniony. To na pewno pomogło mu w wejściu w zakręt i w niepogubieniu się na nim. Wpisując się w łuk, nie tracąc równowagi ani przesadnie prędkości, już po chwili wyszedł z zakrętu i wszedł w mocne tempo do oksera. Nie zastanawiając się za wiele, po raz kolejny bezstresowo pokonał przeszkodę od początku do końca, wliczając w to wszystkie fazy składające się na skok. Nie uwalając się na przodzie podczas najazdu, zapewnił sobie lekkość przodu i siłę do odbicia nieocenione w prawidłowym oderwaniu się od ziemi. Potrafiąc nawet samodzielnie ocenić miejsce odbicia, przynajmniej w przypadku stacjonat i oksera, poradził sobie także z tym, chociaż nie pozostawał głuchym na wskazówki Christiana. Ot, zgadzał się z nim. Lubił skakać przez oksery, wydawały mu się najprzyjemniejszymi przeszkodami, a ich pokonywanie przychodziło mu z wrodzoną naturalnością. Rozciągając się nad drągami, z lekkością i swobodą balansował swoim ciałem. Po skoku utrzymał mocny galop, nawet niespecjalnie zmuszając Christiana do przypominana sobie o tym. Do momentu postawienia się przed czwartą przeszkodą nie zakrzątał swojego umysłu zbędnymi informacjami. Na parę foule przed stacjonatą wznowił polemikę z Christianem, znowu wykazując się lekkością działania i reagowania. Wycofał się, nie tracąc jednak niezbędnej energii i w wybranym miejscu po raz wtóry prężnie odbił się od piaszczystego podłoża, składając się w trakcie lotu i zaraz bezpiecznie lądując po drugiej stronie. Skakał bardzo starannie i technicznie, raczej nie miał duszy fightera, który atakował i często skakał byle jak. Jak na swój wiek postępował rozważnie, ale to pewnie kwestia czasu aż nabierze pewności na parkurach.Mistrz Gry - 2015-05-06, 00:39
99; Czysty przejazd; Niczym nie zakłócona pierwsza połowa przejazdu, zero błędów, zero komplikacji. ; do kolejnego postu MG.
Opis
Pomimo tego, że nie nastawiałeś się na wygraną, wszystko wskazywało na to, że miałeś ją już w zasięgu ręki. Koń do końca pozostawał posłuszny i przyjemny w prowadzeniu. Nawet w obliczu przeszkód, które mogły wam pokrzyżować plany, dał przekonać się twojemu zdecydowaniu i oddał kolejne, czyste skoki. Ukończyliście przejazd z czystym kontem i przy gromkich brawach publiczności.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Naomi Eaton - 2015-05-06, 13:21 - Bardzo dobrze, tak trzymaj! - pochwaliła go, wiedząc, że akcentowanie pozytywów miało duże znaczenie w rozwoju trenowanej pary. - Wróć teraz na ścianę i jak będziesz gotów, zagalopuj w narożniku - poprosiła, chcąc się przyjrzeć także temu elementowi. Początkującym trudno było dobrze usiąść w siodle, często też - nawet podświadomie - kulili się w irracjonalnym strachu przed galopem, nawet jeśli nie potrafili przyznać tego przed sobą. Bardzo często powtarzało się także gubienie kontaktu i cofanie czy przekładanie nóg do przodu, a to wszystko wpływało niekorzystnie na równowagę jeźdźca, ale i konia.
Tak więc uważnie przyglądała się zagalopowaniu Augustusa, w razie czego podpowiadając mu, co powinien zrobić, aby je poprawić. Jeśli klacz nie przechodziła od razu do galopu, a rozpędzała się w kłusie, bezwzględnie kazała Gusowi zwolnić, uspokoić kłus i dopiero wtedy raz jeszcze próbować. Sprawdziła też, czy udało mu się zagalopować na dobrą nogę, bo jeśli nie - również prosiła o natychmiastową zmianę poprzez przejście do kłusa i ponowne zagalopowanie. A jeśli wszystko było w porządku, to oczywiście pochwaliła i poprosiła o dwa pełne okrążenia w galopie, a następnie o parę wolt w dowolnym miejscu. Później przejście do kłusa, zmiana kierunku przez przekątną i ponowne zagalopowanie aby i na drugą stronę wykonać to samo.Pandemonium - 2015-05-06, 14:16
PRZYGOTOWANIE
Coś wisiało w powietrzu tego dnia, Pandemonium wyczuł to wkrótce po przebudzeniu się. Ludzie krzątali się po korytarzu jeszcze bardziej intensywnie, podniecenie udzieliło się nawet koniom, a Demon nie byłtu wyjątkiem. Po zaspokojeniu głodu i pragnienia, zrobił kilka rund po boksie, po czym podszedł do drzwiczek swojego boksu i zaczął wyglądać na korytarz licząc, że w końcu ktoś się zainteresuje jego końską osobą. Kary był koniem pełnym energii, która szybko się w nim kumulowała i nie należał do cierpliwych, którzy czekają na swoją kolej, nic więc dziwnego, że był zdolny do wielu rzeczy, w tym do demolki własnego boksu, po to tylko, by zwrócić na siebie uwagę dwunogów. I tego ranka sprzedał drzwiczkom jednego, czy dwa kopniaki. Drzwiczki były już trochę zmaltretowane przez ogiera.
Wysiłki jednak w końcu się opłaciły, przed jego boksem pojawił się nieznajomy facet. Z początku folblut ograniczył się do obserwacji, zachował dystans, zapoznał się jednak z zapachem nieznajomego, gdy ten wyciągnął do niego dłoń. Po usłyszeniu komendy do cofnięcia się, anglik cofnął się prawie pod tylną ścianę boksu, robiąc Diego mnóstwo miejsca w środku. Kiedy jednak trzydziestolatek znalazł się w boksie, Demon zaraz zmniejszył odległość, napierając na "intruza", co wymagało od Diega odrobiny gimnastyki. Dał sobie założyć kantar już przy drugiej próbie i pozwolił się wyprowadzić na korytarz, na którym oczywiście próbował przyśpieszać i wyprzedzać faceta. Stare, dobre sztuczki nigdy się nie nudzą. Na myjce był raczej spokojny, o ile Diego pokazywał mu przedmioty, których używał i odstawiał je poz zasięg jego kopyt. Dał się wyczyścić, sprawiają jedynie trochę problemów przy czyszczeniu kopyt, jednak ostatecznie został wyczyszczony, a kara sierść znowu lśniła. Podczas siodłania też nie sprawiał większych problemów, poza momentem, kiedy trzeba było założyć mu wędzidło. Sam go nie przyjął, nie ma mowy.
Tak naprawdę wyczekiwał dalszych wypadków, bardzo chciał się rozruszać, ale i tak nie mógł się wyrzec swoich złośliwych trików, dlatego kiedy wyszli ze stajni nie przestawał próbować wyprzedzić prowadzącego, albo przyśpieszyć, dopóki nie weszli na rozprężalnię.
ROZGRZEWKA
Pandemonium swoim zwyczajem przez całą drogę próbował wyprzedzać i przyśpieszać, to z kolei celowo wlókł się za Diegiem. Kiedy weszli na rozprężalnię uspokoił się trochę, zastrzygł uszami i rozejrzał się po obiekcie, pozwolił się spokojnie po nim oprowadzić, potem Diego zatrzymał go i wsiadł na jego grzbiet, po czym ruszyli na ślad, gdzie zrobili trzy okrążenia na "luzie". O dziwo Demon był spokojny i chwilowo nie sprawiał żadnych problemów, okrążał rozprężalnię wedle pomocy od mężczyzny. Utrzymywał stałe tempo o jakie prosił go Diego, a gdy po trzech okrążeniach trzydziestolatek wszedł z nim na lekki kontakt i zjechali do figur, Demon poprawnie wykręcał koła, wężyki, serpentyny i wolty. Miał odpowiednie wygięcie i nie wypadał, był skupiony, a nawet nieco zaangażowany, chociaż z pewnością było go stać na więcej, być może po prostu stwierdził, że na łażenie w kółko nie ma co marnować talentu. Niemniej powstrzymywał się od swoich złośliwych sztuczek, co już było sukcesem. Być może wyczuwał, że nie jest to zwykły trening, w końcu był już w swoim życiu na wielu zawodach wyścigowych, czy też skokowych.
Po powrocie na ścianę odbili w drugim kierunku, gdzie powtórzy te same ćwiczenia, tylko w innym kierunku. Znowu powrót na ślad i kolejne koło na luzie. Na kolejnych dwóch okrążeniach ćwiczyli przejścia stęp - zatrzymanie - stęp. Jeszcze jedno koło na luzie, wejście na przekątną i przeszli do kłusa. Jak zwykle przy przejściach do wyższego chodu ogier nieco się zagalopował, ale po chwili pozwolił się skorygować do pośredniego tempa w kłusie, utrzymując nawet aktywne, ale stałe tempo. Zrobili dwa luźne koła w kłusie, po czym ćwiczyli przejścia kłus zebrany - wyciągnięty - pośredni, a także kłus-stęp-kłus-stęp-zatrzymanie-kłus. Folblut dobrze reagował na pomoce od ciemnowłosego, czasem mu "odbijało" i przyśpieszał, albo spływał na boki, mimo to takie sytuacje należały do rzadkości. Kiedy po ćwiczeniu przejść wrócili do kłusa wykonali jeszcze powtórkę ćwiczenia figur. Powtórzyli wszystko dwa razy, na każdą stronę. Kolejne dwa luźne koła i w końcu przejście do galopu, gdzie wedle swoich zwyczajów sześciolatek wszedł w galop dynamicznie, ale ze stanowczo za dużą szybkością. Po połowie okrążenia w końcu zwolnił, parskając z zadowoleniem, jakby udał mu się jakiś żart. Diego udało się spuścić z anglika trochę energii, która jednak szybko się regenerowała. Przejechali w sumie trzy luźne koła w galopie, następnie znowu ćwiczyli przejścia galop-kłus-galop-stęp-galop-zatrzymanie-galop. Kolejne luźne okrążenie i wyjazd na środek do figur, które nie sprawiały Pandemonium problemu. Poza chwilowymi wybrykami utrzymywał stałe, aktywne tempo, był dość skupiony, a nawet nieco zaangażowany, chociaż nadal nie były to szczyty jego możliwości. Po powrocie na ślad zwolnili do stępa, oczekując na ustawienie przeszkód. Okrążając obiekt Demon zerkał ku ustawianym przeszkodom.
W końcu Diego dał mu sygnał do przejścia do kłusa i nakierował na pierwszą przeszkodę, kopertę 40 cm. Przeszkoda o takiej wysokości nie sprawiała Demonowi problemów, toteż po otrzymaniu łydki do wybicia odbił się od ziemi w ładnym stylu i z dużym zapasem przeleciał nad lilipucią przeszkodą i miękko wylądował. Skręcił w lewo na stacjonatę 50 cm, przed którą zagalopował. Stacjonatę tak jak i następną przeszkodę - okser pokonał bez problemów.
Zastrzygł uszami postawionymi na sztorc i parsknął w samozadowoleniu, słysząc pochwalę Przeszedł stopniowo do stępu, w którym poruszali się, dopóki ich nie wywołano.Mistrz Gry - 2015-05-06, 14:47
78; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca); Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
Opis
Do momentu pokonywania szeregu wszystko szło jak najbardziej po waszej myśli, bez najmniejszych komplikacji. Niestety po pokonaniu pierwszego członu koń po wylądowaniu stracił równowagę, potknął się o nierówność w podłożu, co znacząco wpłynęło na odległość do drugiego członu - zwyczajnie przestała pasować (stała się za mała), co groziło zrzuceniem przeszkody, o ile jeździec nie zareagował odpowiednio.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Krakatau - 2015-05-06, 15:29 Korzystając z wolnej chwili, wodził spojrzeniem po otoczeniu. Co jakiś czas zatrzymywał wzrok na którymś ze zgromadzonych tu wierzchowców, jednak żaden nie przykuł jego uwagi na dłużej. Zebrane tutaj tłumy nie wywierały na nim wielkiego wrażenia, aczkolwiek powoli dawało wyczuć się napięcie związane ze stresem i chęcią jak najlepszego zaprezentowania się na parkurze. Na całe szczęście Krak nie był koniem, który niepotrzebnie się napalał i zaczynał odwalać głupoty. Do sytuacji podchodził na całkowitym luzie - trzeba to trzeba. Oka nie wydłubiesz, nogi nie wyrwiesz.
Gdy tylko amazonka podebrała wodzę, skupił się wiedząc, że zaraz dostanie kolejne polecenie. I faktycznie się nie mylił - posłusznie ruszył energicznym, sprężystym kłusem, by następnie zatrzymać się przed budką sędziowską. Odczekał chwilę po czym ponownie zakłusował i wjechał na figurę, na której przyśpieszył do galopu. Tym właśnie chodem skierował się na pierwszą z przeszkód, którą była 100-centymetrowa stacjonata. Najazd był długi, achał miał czas by dokładnie się jej przyjrzeć i co nieco z nią oswoić. Zarówno kolorowe drążki jak i straszaki nie robiły na nim większego wrażenia, dlatego też oddał czysty, miękki skok. Podobało mu się. Wylądował na lewą nogę i próbował zwiększyć nieco tempo, ale skutecznie ogarnięty przez Naomi po chwili odpuścił. Naszedł równym, rytmicznym chodem na okser i czując dociśnięte łydki wybił się podobnie jak wcześniej. Odpowiednie tempo sprawiło, że cremello nie zrzucił żadnego z drążków, a sam skok nie był płaski. Wylądowawszy na prawo, zarzucił łbem i poprowadzony przez kobietę pokonał kolejną stacjonatę. Tu również nie było problemów. Silna ręka dziewczyny dawała mu poczucie bezpieczeństwa i nie próbował nawet kombinować jakby tu wywinąć się od skoku. Dzisiaj czuł się wyjątkowo na siłach. Dzięki dobremu zgraniu ze swoją amazonką, robił dokładnie to, o co go prosiła. Był całkowicie skupiony na przejeździe, nie zwracał uwagi ani na odgłosy dobiegające z głośników, ani na wiwatujący tłum.
Po trzeciej przeszkodzie nie było czasu na zastanawianie się. Ostry zakręt w prawo nie wytrącił ogiera z równowagi aczkolwiek zaburzył nieco rytm jego chodu. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu nie zadecydowało to jednak o zrzutce i co za tym idzie - puntach karnych. Do pierwszego członu podszedł trochę za blisko co zaowocowało mocnym, wysokim wybiciem z zadu. Zapewne było to dość niewygodne dla Angielki, lecz ta niczym nie wzruszona odpowiednio poprowadziła tekina do drugiej przeszkody, którą pokonali wzorcowo. Krakatau musiał wyciągnąć nieco krok, lecz wybił się w odpowiednim momencie, przyciskając przednie nogi do klatki piersiowej i mocno angażując przy tym zad. Zadowolony z siebie parsknął przeciągle, oczekując dalszych wskazówek.Mistrz Gry - 2015-05-06, 15:36
83; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
Opis
Dobra passa ciągnęła się za wami nieprzerwanie. Nawet jeśli po drodze dochodziło do drobnych nieporozumień wynikających z nieznajomości siebie nawzajem, to ostatecznie udało wam się dogadać i wykonać przejazd z czystym kontem, przy brawach publiczności.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
Naomi Eaton - 2015-05-06, 17:51 Po skoku poprowadziła konia na lewą stronę. Jeśli po wylądowaniu po poprzedniej przeszkodzie nie kontynuował galopu właśnie na lewą nogę, w trakcie dystansu do następnej przeszkody wykonała lotną zmianę nogi, aby ułatwić Krakatau zadanie. Nie chcąc ryzykować poprzez wykonywanie trudniejszych manewrów, zdecydowała się na obszerniejszy zakręt, po którym wyjechała na wprost przeszkody oznaczonej numerem piątym. Właśnie po wyprostowaniu zadecydowała, aby nadrobić utracone na zakręcie sekundy i poprosiła ogiera o nieco mocniejszy galop w dystansie, wycofując go dopiero w odległości paru foule przed przeszkodą. Uniosła jego przód, ciężar przenosząc na tył i tym samym sprowokowała mocniejsze zaangażowanie zadu, które miało mu ułatwić pokonanie stacjonaty. Doprowadziła go pod samą przeszkodę zamkniętego w pomocach, na samym odskoku, gdzie podparła go mocniejszą łydką, lekko otwierając rękę, nie tracąc przy tym kontaktu z pyskiem. Podążyła za ruchem konia, nie wyprzedzając go, co pomogło im w zachowaniu równowagi. Po wylądowaniu od razu wróciła do powodowania koniem, aby tym razem bez problemu odnalazł się w sytuacji, nie jak przy minionym szeregu. Korygując jego tempo w razie potrzeby, tudzież po prostu je trzymając, zaraz wskazała mu wybrane miejsce odbicia, akcentując je łydką. Gdy Krakatau już oderwał się od podłoża, ona zgrała się z jego ruchem, przechodząc w stabilny półsiad i oddając po szyi dostateczną ilość wodzy. Po wylądowaniu utrzymała tempo, w których podeszli do przeskoczonego przed chwilą oksera i poprowadziła w nim konia do kolejnej, przedostatniej już przeszkody. Nie ścinając zakrętu, zapewniła achałowi swobodny najazd na okser. Wyprostowała go przed przeszkodą, celując w jej środek po czym dając mu oparcie w stałych, czytelnych pomocach, znowu podprowadziła go pod samą przeszkodę i posłużyła wskazówką co do miejsca odskoku. Bardzo dobrze współpracowało się jej z achałem; w końcu jakby nie patrzeć, już prawie cały parkur pokonali na czysto, co jeszcze nie oznaczało, że mogą sobie odpuścić. Tak więc po pokonaniu wspomnianego oksera, wciąż wymagała od ogiera dość mocnego tempa galopu. Prowadząc go przy granicy parkuru, znowuż zagwarantowała im swobodny najazd do ostatniej przeszkody. Na zakręcie podparła konia wewnętrzną łydką i pomogła mu w utrzymaniu równowagi na zewnętrznej wodzy, po czym utrzymując tempo, wyprostowała go na ostatnią przeszkodę. Siedząc głęboko w siodle, pracą dosiadu wzmagała pracę zadu Krakatau, zdecydowanie prowadząc go do stacjonaty. W wybranym miejscu wysłała go do przeszkody i czekając aż zbierze się do skoku, w owym momencie podążyła za jego ruchem przechodząc w półsiad i oddając wodze. Po wylądowaniu wróciła w siodło i jeszcze chwilę utrzymywała galop, po którym przeszła do kłusa. Oddając koniowi wodzę, poklepała go z uśmiechem po szyi, dziękując za dobrą robotę. Zatrzymała, ukłoniła się sędziom, po czym ruszyła ponownie kłusem i zjechała z parkuru. Rozstępowała konia na rozprężalni, po czym zsiadła i wyprowadziła do stajni. /ztUnexpected - 2015-05-06, 20:01 Klepnięty w okolice grzebienia parsknął tylko skupiając się na dalszym przejeździe nie mogli pozwolić sobie obecnie na żaden błąd. Kolejno najechali na stacjonate po ciasnym łuku w który ogier dość gwałtownie wszedł miał dobry zmysł równowagi przez co utrzymali się w pionie nieznacznie wykrzywiając się w bok po przyspieszeniu dojechali do owej przeszkody. Po ponownej łydce ogier mocno ugiął tyły by podnieść przody ładnie je pod siebie zbierając by i tyły w końcu oderwać od ziemi. Przeleciał miękko nad przeszkodą by zaraz wyciągnąć przody i na nie wylądować. Kolejny był okser odchylił nieznacznie uszy do tyłu obijając ogonem o stawy skokowe, pewnie najechał na przeszkodę prowadzony przez Tay weszli nieco inaczej w miejsce odbicia bo musiał dość płasko przelecieć nad nią by wyrobić się z cielskiem. Po wybiciu się z zadnich nóg ogier złożył przody oraz tyły by przelecieć nieco dłużej nad przeszkodą nie zahaczając o drągi, w odpowiednim momencie wyłożył przody ponownie na nie lądując może nieco zbyt twardo ale bez problemów. Faktycznie para dość dobrze się spisywała może dlatego że powstała między nimi już nić porozumienia? Ogier ładnie pracował pod nią nie sprawiając żadnych trudności przynajmniej jeśli chodziło o zawody, chyba zrozumiał w końcu że tutaj zyskał nowego właściciela i szansę na dalsze udane życie. Kolejna przeszkoda to o oczko większy okser od poprzedniego, ogier nie tracił tempa wykonując wszystkie polecenia od kobiety, w odpowiednim miejscu ogier ponownie odbił się dość mocno z zadnich nóg by oderwać przody od ziemi, wyciągnął się nad przeszkodą krótką nad nią lecąc by ponownie zaraz wystawić przody na które wylądował. Pokierowany na ostatnią przeszkodę stacjonatę z imitacją wody ogier parsknął, dawno takich nie skakał ale nie panikował nagle na ich widok. Najechali na nią po zwykłym łuku, potrzebował tu nieco mocniejszego przytrzymania i mocniejszego sygnału ale zareagował odpowiednio odchylając lekko uszy wybił się z zadu składając przody, wyciągając się, by zaraz wylądować po drugiej stronie. Po zjeździe z parkuru bryknął sobie skoro nikt nie widział i wyszedł za nią.
z.tI So Bad - 2015-05-06, 23:08 Wkraczając na parkur skąpana w świetle reflektorów kara bystrym i żywym okiem obserwowała otoczenie. Stąpając odważnie i pewnie, zatapiała twarde kopyta w miękkim kwarcowym podłożu. Na jej ciele widoczne były niewielkie oznaki wysiłku, w niektórych miejscach pomimo krótkiej i zgolonej sierści pojawił się pot. Na kondycję oboje narzekać nie mogli jednak emocje robiły swoje, całe szczęście Bad należała do tych koni, które potrafią na czas przejazdu zupełnie zignorować otoczenie skupiając się w całości na jeźdźcu, tutaj kolejna cecha ujeżdżeniowca mocno plusowała.
Przejście z kłusa do galopu było płynne i bez zachwiania równowagi, okrągły niczym podskakując piłeczka galop był również przy tym obszerny i elastyczny, co zapewniało jeźdźcowi doskonałą równowagę, a przede wszystkim komfort. I choć z boku mogło wyglądać to na lekkie i przyjemne w praktyce Bad była koniem raczej trudnym do prowadzenia w parkurze. Przez swoje ogromne ambicje lubiła napalać się na przeszkody. Dobrym sposobem, więc było rozluźnianie jej w galopie i skupianie uwagi na sobie, co właśnie robił Chris.
Popuszczając w potylicy i uelastyczniając się z jednoczesnym skróceniem sylwetki i podstawieniem zadu gniada była gotowa na kolejne wyzwania, jakie na nich czekały.
Wiejący wiatr i deszcz nie rozproszyły uwagi klaczy, pozostając zamknięta w pomocach wciąż była uważna i skoncentrowana na jeźdźcu, po dzwonku i sygnale do zaczęcia przejazdu Bad nadal prezentowała ten okrągły galop. Tym razem jednak mniej obszerny i wymagający od Chrisa poszerzenia wykroku gniadej.
Potraktowanie przejazdu, jako treningu było dobrym rozwiązaniem, bez zbędnego pośpiechu i dokładne przejechanie gwarantowało sprawdzenie konia w zupełnie nowych warunkach.
Najazd z lewej strony i okrągłe wpisanie się sylwetką w wyjechany łuk dały parze czas na ustawienie się prostopadle do przeszkody i przygotowanie przez Chrisa klaczy do wykonania skoku. Aktywne narzucone tempo, wyraźnie pobudzające łydki i uniesienie ku górze łba gniadej dały jej czas na przyjrzenie się i odmierzenie odległości. Podchodząc do przeszkody pobudzona wykonała w skok w odpowiednim momencie, gdy tylko otrzymała sygnał ze strony bruneta. Galopując w równym i dynamicznym tempie była w stanie wykonać solidny skok i rozciągnąć się pokaźnie nad przeszkodą z wyraźnym zapasem. Wylądowała nieco dalej niż oboje przewidywali, gdyż skok oddany z takim impetem, był równoznaczny z długim lotem, jaki klacz musiała wykonać. Ciężar ciała podczas zetknięcia się przednich kopyt z podłożem oparła na silnych i wytrzymałych stawach skokowych dodatkowo wzmocnionych ochraniaczami, które częściowo zamortyzowały lądowanie.
Lekko siedzący na grzbiecie Chris i zapewniający klaczy dużą swobodę ruchu ułatwiał gniadej zadanie, nakierowując ją i przygotowując do pokonywania przeszkód, nie przeszkadzał i jednocześnie dawał wskazówki, przez co gniada chętnie podejmowała współpracę. Po oddanym skoku entuzjastycznie zdarzyło się bryknąć Badzilcowi, która była wyraźnie podekscytowana przejazdem i emocjonowała się skokami.
„Półpełny” dosiad gwarantował mężczyźnie stabilność podczas wybryków gniadej potwory, która lubiła sobie pobrykać podczas przejazdów.
Przed stacjonatą korekcja bardzo pomogła, bowiem pędząca i rozhukana Bad z pewnością w zawrotnym tempie pokonałaby stacjonatę. Zwalniając znacznie i magazynując energię, podeszła odpowiednio pod stacjonatę wykonując skok bardziej ku górze niż w dal. Ładnie i poprawnie pracująca szyja oraz grzbiet zapewniały wygodę podczas lotu jak i lądowania. Zapas na wysokości 110 cm nadal pozostał, silne zadnie kończyny pomagały gniadej uzyskać ogromną siłę wybicia, dzięki czemu para mogła wystrzegać się zrzutek. Lądowanie przebiegło pomyślnie, klacz nie miała z tym najmniejszych problemów, jednie jeździec mógł odczuć siłę oddanego skoku.
Teraz czekał ich kolejny dość ciasny zakręt w lewo, gniada ponownie będąc wstrzymywana przez dosiad oraz wodze, zwolniła znacznie, aby móc się na nim wyrobić. Z pyska klaczy skapywała piana na jej skarogniadą spoconą już sierść. Kończyny wysoko unosiły się ku górze zagarniając pod siebie kolejne metry terenu do pokonania. Wyraźnie uniesiony przód i aktywnie pracujący zad pomagały w utrzymaniu sprężystości kroku i zachowaniu tempa. Rozczesany dokładnie ogon falował wraz z pędem klaczy, gniada bomba zegarowa uważnie skupiała się na sygnałach dawanych przez jeźdźca.
Przed okserem zwiększenie tempa i oddanie solidnego skoku niezachwianego wyjechaniem zakrętu, Chris w odpowiednim momencie zdążył wyprostować klacz i przygotować ją pokonania przeszkody.
Tym razem okser był solidniejszy niż ostatnio i wymagający więcej wysiłku od pary, wybijając się mocno gniada poszybowała do góry, zbyt przesadnie mierząc w górę, przez co zapas był widowiskowy tak jak siła, z jaką został oddany skok. Rozciągając sylwetkę nad przeszkodą i pięknie baskilując, Bad mocno schowała pod siebie podwozie, gdy przednie kończyny dotknęły podłoża gniada pięknie wykończyła zadem skok, zarzucając tym samym kitą do góry. Odjazd od przeszkody nastąpił szybko i bez żadnych trudności. Przechodząc mocno i pewnie w galop po przeszkodzie, gniada galopowała żwawo przed siebie parskając przy tym głośno. Nadal pozostawała czujna na to, co działo się wokół, o czym mogły świadczyć postawione na sztorc ku przodowi włochate radary na głowie klaczy.
Wzmożenie tempa spowodowało konieczność mocniejszego przytrzymania kobyły przed przeszkodą numer 4, pokonanie wysokiej stacjonaty wymagało zmagazynowania konia i trzymania go w pomocach aż do momentu wykonania odbicia.
Spowalniając znacznie i mocno podstawiając zad pod kłodę chwilę walczyła z podtrzymującą ręką bruneta, aby w ostatnim momencie solidnie wystrzelić ku górze nad stacjonatę, mocna praca szyi i podciągnięcie przednich szkitek uchroniło ich przed zrzutką. Pomimo słuchania jeźdźca i odpowiadania na sygnały, gniada była koniem trudnym w prowadzeniu, często sama próbowała przejmować kontrolę, co jednak nie zawsze wychodziło na dobre, poza tym lubiła napalać się na przeszkody.
Po wykonanym skoku i gładkim lądowaniu wyraźnie poszerzając galop w momencie, gdy brunet na to pozwolił, gniada podrzuciła zadem ku górze radośnie. Galopując pewnie i uważnie przed siebie.Mistrz Gry - 2015-05-07, 00:18
39; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu;
Opis
Niestety złe warunki pogodowe wzmogły się, co poza hulającym wiatrem, poskutkowało nagłym oberwaniem chmury. Znacznie pogorszyło to koncentrację klaczy, co zaowocowało niefortunnym wejściem w szereg. Także jeźdźcowi trudno było zorientować się w sytuacji, toteż nie zdołał poprawnie wprowadzić I So Bad w szereg. Weszła w niego zbyt mocno, w czego wyniku zrzuciła drąg w pierwszym członie, szczęśliwie ratując sytuację na drugiej przeszkodzie.
UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!