Latte Macchiato - 2016-09-03, 15:23 Naturalnym czynnikiem warunkującym takie zachowanie jest to, że wszystkie te zwierzęta są w jakiś sposób spokrewnione. Wszystkie mają też instynkt. Ruszyć ruszyła, lecz przed dobre 4 kilometry cała drżała wstrzymując powietrze a jak już zaczęła oddychać to bardzo głośno. Strach ją przerastał, bo w końcu kogo w takiej sytuacji by nie ruszył. Dopiero mniej więcej po połowie drogi w miarę się uspokoiła by móc galopować czy też cokolwiek innego. Chody za to miała niepewne, bardzo wolne i nerwowe więc zapewne zrezygnował z dalszego poganiania jej.
Oczy i uszy obserwowały każdy możliwy kawałek trasy a nos czujnie badał zapachy. Nie widziała ani nie słyszała już szelestu, lecz panicznie wręcz bała się, że znów coś na nią wpadnie. No dobra, prawie na nią.
Na skórze już dawno pojawiły się już żyły oraz biała piana a z ust kapała podobna, pomieszana jedynie delikatnie z czymś zielonym, jak gdyby resztkami trawy. Starała się jeszcze jakoś podskubywać, jeśli pozwoliła to momentami coś tam ugryzła. To ją uspokajało, w końcu wbrew pozorom lubiła jeść.
Ma bardzo ładne mięśnie i figurę, że tak to określę ale głodomorem jest ogromnym. Nie raz potrafiła w ciągu godziny wpałaszować całą porcję siana aby zagryźć to masą jabłek i cukierków od dzieci. Potem trafiła na porządny treningi i nabrała mięśni zamiast masy no i graacji też nie zabrakło. Dlaczego ją sprzedali? W sumie ona wiedzieć tego nie wiedziała, lecz poprzedni właściciel likwidował hodowlę i zostawił jedynie 4 koni z całego stada. Ona jako pierwsza poszła na sprzedaż, lecz ze względu na problemy z jej kupnem cena spadła rekordowo nisko no i tak.
No i finalnie dotarli do stajni, juhu!
/ztHell No - 2016-09-08, 20:11
Dominik napisał/a:
O nienienie NEIN on nie pozwoli na podjadanie trawy ani nawet kebabusia podczas mocno podciągniętego popręgu! Nie chciał być potem odpowiedzialny za kolki i tym podobne gunwa. Ale powracając. Gdy klacz galopowała już po głównym szlaku, do "mózgu" chłopaka dotarła pewna myśl... co on kurwa odpierdala? Serce podskoczyło mu do krtani gdy zorientował się, że siedzi na grzbiecie pędzącego - nawet jeśli niespiesznie - konia. Nigdy dotąd nie galopował na koniu samodzielnie za niego odpowiadając. Zawsze pod czyimś okiem, chociażby Kai która mogłaby ewentualnie złapać klacz gdy chłopak wyląduje na ziemi... Owszem, znał wszystkie podstawy i teorie, ale żeby pokusić się na samotny galop w lesie, w dupie świata? Ufał Hell i wiedział, że może na nią liczyć, ale nie wiedział czego może się spodziewać po samym sobie. Gdy zaczął myśleć o tym, co robi, wszystko zaczęło się psuć. Stracił rytm i zachwiał się. Wiatr szumiący mu w uszach nagle stał się jakiś dziwnie obcy i przerażający.
- Dominik kutafonie jebany skakałeś z balkonu na przystanek autobusowy a boisz się siedzieć na koniu przodem? Bo gdyby chociaż tyłem... - mruknął do siebie, a to spowodowało, że zebrał się w sobie. Poprawił się na siodle dzięki czemu klacz mogła poczuć się bardziej komfortowo i mniej chwiejnie. Dominik tak samo, poczuł się jakoś... jakoś tak zajebiście.
Nie popędzał jej ani nie spowalniał, pozwolił klaczy biec swoim tempem, aby było to dla niej przyjemnością.
Ta galopada mogłaby się skończyć źle, ale na początku ich znajomości - czyli dobre kilka lat wstecz. Dzisiaj klacz także nie była doskonale ujeżdżona, ale pozbyła się nawyków, które były zwyczajnie niebezpieczne. Chociaż Dominik nie sprawował nad nią najmniejszej kontroli, nie rozpędzała się coraz bardziej i bardziej. Uspokoiła się pod tym względem, chociaż wciąż nie można było jej odmówić tego, że była szybka i lubiła biegać...
Wyczuła jego zawahanie równowagi, na to psychiczne nie zwracając raczej uwagi. Nie było jej wygodnie z telepiącym się po siodle jeźdźcem, ale nie zaczęła z tego powodu brykać tudzież próbować go zrzucić. Dopóki nie próbował jej zatrzymać, nie zamierzała zrobić tego z własnej woli.
Były jednak zdarzenia, na które nie miała najmniejszego wpływu. Gdy Dominik już siedział pewniej w siodle, na ich drodze pojawiła się... kłoda. Już z daleka dobrze widoczna. Hell nigdy nie nauczyła się skakać. Może inaczej - skakała, i to całkiem zadowalająco, ale szczerze tego nienawidziła i z własnej woli na pewno nie pokonałaby przeszkody. Dlatego też na widok drzewa uniosła wyżej łeb i decyzję o zatrzymaniu się zostawiła niemalże na ostatnią chwilę, sprawiając, że Dominikowi mogło być trudno utrzymać się na jej grzbiecie. Nie zahamowała chamsko w ostatniej chwili, bo zaczęła przyhamowywać już kilkanaście metrów przed, ale takimi gwałtownymi, rwanymi seriami. Zobaczmy na ile chłopak był wysportowany i czy przeskoczy przeszkodę sam, czy może jednak zostanie na grzbiecie albo zawiśnie na szyi .Dominik - 2016-09-08, 20:24 On naprawdę starał się utrzymać na siodle podczas galopu. Nawet mu to wychodziło. Rzucił się na głęboką wodę. Poczuł ulgę na sercu. Brak dzików, szalonych galopad, ptaki śpiewają, trawa szumi, kłoda na ziemi... Dominik miał wolny refleks, od zawsze. Kłodę widział kilka sekund, pomyślał "hm, wypadałoby się zatrzymać, albo chociaż zwolnić", jednak jakoś nie zareagował. Im kłoda była bliżej, tym bardziej o tym myślał.
- Hell, prr. - powiedział spokojnie, byli jeszcze daleko. -Prr. - dodał po chwili. - HELL PRRRR!!!!! - no cóż nie wyszło. Rwane spowalnianie spowodowało, że brunetowi wypadły nogi ze strzemion, jakoś się gibnął i oparł dłońmi o przedni łęg. W ostatecznym momencie nie utrzymał równowagi i, że tu zacytuję pewnego spikera z oglądanych przeze mnie niegdyś zawodów "koń skacze, a nie koń nie skacze, jeździec skacze" - Pan De. wyleciał przed klacz, zsunął się ostro po jej szyi lądując barkiem na ziemi z głuchym hukiem. Ale wodzy z ręki nie puścił! Nie zdążył nawet zarejestrować lotu, poczuł tylko ból, który szybko przeszedł. Dominik podniósł się z ziemi z wtf na twarzy i spojrzał z wyrzutem na kłodę. - Hell, zaliczymy to jako trening skokowy? - spytał otrzepując sobie dupę z ziemi.Artemida - 2016-09-19, 13:07 Wbiegła wprost na szlag, potykając się jeszcze o przybrzeżne grubsze gałęzie. Noga bolała coraz bardziej i momentami wyrzucała ją na bok. Zarżała głośno, kuląc uszyska. Zwolniła do kłusa, aż się całkowicie zatrzymała. Serce waliło jej jak młot a dzikie spojrzenie, błądziło po okolicy. Rozerwała nozdrza jak najbardziej, aby pochłonąć jak najwięcej powietrza. Była zmęczona, ale miała jeszcze dużo energii. W pewnym momencie skręciła ze ścieżki, idąc w głąb lasu. Usłyszała w pewnym momencie jakiś dźwięk, który oczywiście ją wystraszył. Ruszyła z kopyta, biegnąc na oślep. Kulejącą nogą, wpadła w jakiś dołek i normalnie pobiegła by dalej, ale ból zmusił ją do zgięcia kończyny, co przyczyniło się do bolesnego upadku. Zarżała, albo raczej kwiknęła... Nie miłe dla ucha... Już się chciała zerwać, aby wstać, gdyby nie fakt, że uzda zaplątała się o pobliski korzeń. Szarpała ile mogła, ale w końcu się poddała i położyła na ziemi. Była wykończona, obolała i cała podrapana.Seth Cherone - 2016-09-19, 14:49 Rudy szedł ścieżką, spacerując z Royem. (okej, załóżmy, że gdzieś sobie biega) W uszach miał słuchawki, brzmiały stare kawałki Bryana Adamsa. Z racji miejsca pobytu, w pysku nie trzymał zapalonej fajki, on należał do gatunku ludzi myślących, nie chciał puścić lasu z dymem. Na nogach miał czarne trampki z czarnymi sznurówkami, ciemne, przetarte jeansy, które lata świetności mają już dawno za sobą, ale niezbyt go stać na jakieś nowe, zresztą - są wygodne, czy potrzeba coś więcej do szczęścia? Na górze czarna koszulka z logo Alter Bridge i czerwono-czarna, rozpięta koszula. Nonszalancko po kołtunione rude kłaki podrygiwały na jesiennym wietrze. Szedł już ponad godzinę w głąb lasu, był tu sam jak palec w dupie. Roy zniknął gdzieś w lesie, ale Seth wiedział, że ten wierny kudłacz się pilnuje. Wszystko byłoby wspaniałe, gdyby nie fakt, że ziemia zaczęła nagle dudnić. Rudy pomyślał w pierwszej chwili, że w jego stronę biegnie stado jeleni albo łosi, o ile w tych okolicach takie występują. Dopiero po chwili ujrzał biegnącą w jego stronę, jasną klacz. Biegła od strony stadniny. Eh, dawno tam nie był, ale doskonale wiedział, którą drogą do niej dojdzie. Pewnie jakiś nieporadny jeździec zleciał z klaczy wybierając się w teren. Ale coś mu tu nie pasowało. Spojrzał na zbliżającą się klacz. Była podrapana, wycieńczona i kulała, aż w pewnym momencie padła na ziemię. Poza tym, kojarzył ją.
- Artemida! - zacmokał głośno wyciągając słuchawki z uszu i wyłączając muzykę. Roya nie było w pobliżu, Temi nie miała się czego bać. Kojarzył klacz, kiedyś dała mu się nawet pogłaskać. - Spokojnie piękna. Znasz mnie, a ja znam Ciebie. Nie masz się czego bać, zaraz wrócimy do domu. - przemawiał do niej spokojnie, podchodząc kilka kroków bliżej.Artemida - 2016-09-19, 18:56 Nieporadny jeździec... Pięknie nazwane
Temi po prostu wyminęła chłopaka, nie chcąc zrobić komuś krzywdy. Momentalnie, jednak o nim zapomniała skupiając się nad tym co jest przed nią. Gdy padła po raz drugi, położyła łeb ciężko oddychając. Powieki same zaczęły opadać jej na oczy. Nie wyglądało to najlepiej. Na kulejącej nodze pojawiła się dość spora opuchlizna... Jeżeli to była w ogóle tylko opuchlizna. Podniosła ociężale łeb, słysząc czyjś głos. Gdzieś już go widziała... Jednak strach nie odpuścił. Ostatkiem sił się podniosła i znów zaczęła się szarpać z korzeniem, on jednak nie odpuścił. Zarżała przeraźliwie nie mogąc stanąć, nawet niskiego dęba. Ostatecznie znów padła nie mogąc się utrzymać. Prychnęła do chłopaka z rezygnacją.Seth Cherone - 2016-09-19, 20:14 Niebezpieczna sytuacja podniosła Sethowi adrenalinę na bardzo wysoki poziom. Nie miał numeru do żadnego weterynarza czy też kogoś pracującego w stajni, aby mogli mu pomóc. Był zdany tylko na siebie, a to nie polepszało jego humoru.
- Dobry koń. Artemido, spokojnie, wszystko będzie, kurwa, dobrze. - przemawiał doń spokojnie. Podszedł do jej pyska i zorientował się w sytuacji. Wodze zaplątały się o konar, dzięki Bogu. Gdyby nie konar, klacz gnałaby przed siebie do utraty sił i padłaby z wycieńczenia. Z łatwością odplątał wodze i mocno trzymał je w dłoniach. - Wstawaj, raz dwa trzy - powiedział jednym tchem motywując ją do podniesienia się. Nie chciał dopuścić do sytuacji, w której klacz leży i nie ma zamiaru się podnieś. Jakoś musi ją odprowadzić do stajni.Artemida - 2016-09-19, 23:32 Temi w pewnym momencie przestała słuchać Seth'a. Chciała zamknąć oczy i zasnąć, taki odpoczynek zrobiłby jej dobrze. Widząc jak odplątuje wodze już chciała wstać i pędzić dalej, jakby dopiero co otworzyli bramki na gonitwie. Na szczęście była już zmęczona i trochę uspokojona, więc szybko zrezygnowała z tego pomysłu. Uniosła tylko na chwilę łeb, aby przyjrzeć się mężczyźnie. Najwyżej ją zabije. Z takimi wnioskami, położyła go z powrotem, rozglądając się dookoła. Gdzie ona w ogóle jest?Seth Cherone - 2016-09-20, 11:21 - Kurwa, nie za dobrze. - mruknął sam do siebie i wyciągnął telefon z tylnej kieszeni jeansów. Przeszukał kontakty, wybrał jakiś numer, dzwonił, dzwonił,dzwonił... Nikt nie odebrał. Rudy siarczyście zaklął pod nosem. Nie ma numeru do weterynarza, a też nie może iść do stajni go sprowadzić, bo przecież nie zostawi Artemidy samej w lesie, wykończonej. Musi, choćby skały srały, zaprowadzić klacz do stajni, aby ktoś udzielił jej fachowej pomocy. W sumie, miał przy sobie działkę heroiny, mógłby jej zaaplikować w dupsko, ale nie wiedział, jakby się to mogło skończyć. Z pewnością szybko by się pobudziła! Niestety, nie miał nic, czym mógłby przekupić klacz, czyli marchewek bądź miętusów, jak to robi mistrzunio Dominik.
- Trudno, nie musisz mnie lubić. - powiedział do niej, po czym odsunął się nieco od klaczy i pociągnął za wodze. Machnął energicznie ręką, aby ją pobudzić, może i spłoszyć - cokolwiek, byle Temi podniosła tą swoją ciężką dupę i mogli wrócić do stajni. - Wstawaj, japierdole! - podniósł głos i zacmokał. Odpierdalał różne dzikie szajsy, aby zmotywować palominkę do wstania, na czym bardzo mu zależało. Ostatecznie poszczuje ją Roy'em!Artemida - 2016-09-20, 11:36 Temi skierowała ucho w jego stronę, wyłapując co niektóre słowa. Klacz nie będzie miała nic przeciwko, jak się podzieli działeczką Jakby go nie lubiła to choćby nie wiem co, użarłaby go w dupę Uniosła łeb, gdy zaczęła być ciągnięta, ale nie miała sił by się z nim szarpać. Najchętniej to by tu leżała jeszcze jakiś czas, aby nabrać trochę sił. Spięła się, gdy próbował ją spłoszyć. Oj nie ładnie! Lekko przestraszona, podniosła się z ziemi, ale trzeba przyznać, że trochę jej to zajęło. Uniosła do góry, najbardziej obolałą nogę, chociaż nadal nie zdecydowałam się, na którą kuleje Obniżyła łeb tyle ile mogła, jakby ponownie chciała się położyć i pewnie zaraz, znów to zrobi.Seth Cherone - 2016-09-20, 11:49 - O nie nie nie nie nie, nie kładziemy się. - powiedział z nadzieją w głosie, prowadząc ją po lekkim okręgu. Przemawiał do niej spokojnie, ale wtedy zobaczył kulawiznę. Którejś nogi. Spojrzał z daleka, czy rana jest poważna (serio to nie wiem?), czy może jest to tylko naciągnięte ścięgno, spowodowane wysiłkiem bez rozgrzewki? Nie był weterynarzem i nie wiedział, co to może być, ale wykluczył złamanie. Rudy naprowadził klacz na drogę prowadzącą w stronę stajni. Ile mieli do stajni? Kilometr, dwa? Dadzą radę. Seth gwizdnął na Roy'a, żeby ogarnął, w którą idą stronę i poprowadził klacz drogą. Nie spieszyło mu się, dobrał tempo do kroków konia. Przemawiał do niej spokojnie, a kiedy ta nie chciała iść, lekko motywował ją poprzez ciągnięcie za wodze, czy klapsa w dupala. Stał na wysokości jej łopatki, dzięki czemu nie miał jak oberwać kopniaka. Starał się tylko omijać jej zęby...Artemida - 2016-09-20, 14:33 Klacz raptownie uniosła łeb, jakby wybudzona ze snu i powoli ruszyła za mężczyzną, robiąc kółeczka. Dobra, załóżmy, że to jest prawa przednia noga. Złamanie to na szczęście nie było. Jednak już kulała od momentu wypadku z Dominikiem a teraz dołożyła sobie zmartwień kolejnym upadkiem tutaj. Temi grzecznie szła u boku Seth'a, momentami ocierając się o jego ramię, jakby dziękując a zarazem jakby chciała uzyskać jakieś wsparcie. Od czasu do czasu chciała się zatrzymać, ale miała to uniemożliwione, więc czasami atakowała go zębami. Miała po prostu czasem konieczność zatrzymania się.Seth Cherone - 2016-09-20, 16:09 Cieszył się z powodzenia jego akcji ratowniczej. Starał się pocieszać biedną klacz, od czasu do czasu przejeżdżając dłonią po jej zmęczonej i spoconej szyi. Przemawiał doń cicho, nie pozwalając się zatrzymać. Ich tempo było powolne, nie szło się zmęczyć, a trasę do stajni, czyli około dwóch kilometrów pokonali w czasie ponad pół godziny. Zdawał sobie sprawę ze zmęczenia i przerażenia klaczy, dlatego nie wymagał od niej wiele. Podczas drogi powrotnej do stajni nie spotkali na drodze żywej duszy - może to i lepiej, w końcu wiadomo jak Artemida reaguje na ludzi. Stres powoli zaczął z niego schodzić, gdy ujrzał zabudowania stajni, do której zmierzali. Zacmokał zachęcająco na klacz i zaprowadził ją do stajni.
/ztArtemida - 2016-09-20, 17:08 Niby dwa kilometry i trochę ponad pół godziny, ale dla klaczy to była wieczność. Słysząc cmokanie, spojrzała przed siebie i ujrzała stajnię. Nawet nie wiecie jak się ucieszyła
Zt.Eviline - 2016-12-09, 14:03 Po wyjściu z terenów stajni zatrzymała klacz i dociągnęła jej ponownie popręg. Ustawiła sobie na spokojnie strzemiona i poklepała karą po szyi. Przełożyła wodze przez jej łeb uważając na uszy, złapała je mocno i z lekkiego obunożnego wyskoku dosiadła klacz. Nawyk wzięty od zbyt częstego przebywania z wyścigówkami spowodował jej niezgrabne wsiadanie, ale przynajmniej nie robiła jej krzywdy poprzez przeważanie jednej strony. Rozsiadła się jak przystało, wsadziła stopy w strzemiona i odetchnęła z ulgą.
- I jak? - Spytała retorycznie swojej towarzyski. O ile nie utrudniała, to pchnęła ją na rozgrzewkę do stępa przez leśną ścieżkę.