To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Morze - Plaża

Anthony Wayford - 2018-03-19, 23:53

- Czemu? - Zapytał, nie ulegając jej smutnemu spojrzeniu. Wciąż pozostawał zdystansowany, a także miał delikatnie napięte brwi, zdradzające jego nastawienie. Był teraz obok bardziej niż kiedykolwiek, zamiast udzielić Aaren wsparcia, którego tak rozpaczliwie w nim szukała. Nie robił tego specjalnie, po prostu taki już był. Czasami zdarzało mu się zachować czy postąpić doprawdy cudownie, ale na ogół nie był dobrym pocieszycielem. Nigdy nie wiedział jak się zachować, nawet samemu sobie nie potrafił pomóc gdy jedyną rzeczą, jakiej potrzebował, była właśnie rozmowa lub bliskość drugiej osoby. Lubił udawać, że wszystko jest w porządku. W końcu tak było prościej.
Aaren Wayford - 2018-03-20, 00:02

- Mam wrażenie, że znów się na mnie zamykasz. Nie rozmawiasz ze mną, a ja widzę, że coś jest na rzeczy. Przy każdej okazji, gdy proszę cię o drobny gest i próbuję pokazać, czego potrzebuję, aby było ci łatwiej mnie zrozumieć, stajesz się zimny. Nie oczekuję wiele bo wiem, jakie to dla ciebie trudne, ale po prostu już sama nie daję rady.- Wyznała nie owijając w bawełnę. Nie chciała go spłoszyć, ale pod skórą czuła, że ta rozmowa może nie skończyć się dobrze.
- Jesteśmy nie tylko parą, ale też przyjaciółmi i powinniśmy stawiać czoła wszelkim problemom razem. Wiem, że nie wszystko zawsze wygląda kolorowo, ale chciałabym czuć, że jesteś przy mnie, gdy cię potrzebuję. A czuję jakbym była z tym wszystkim sama, zupełnie jakbyśmy byli razem, ale jednak osobno.- Nad tym zakończyła swój wywód, starając się jak najprościej wyjaśnić mu to co czuje i jak się czuje.

Anthony Wayford - 2018-03-20, 00:36

Musiał jej przyznać jedno - wybrała sobie doskonały moment na przedstawienie mu tych "zażaleń". Chcąc nie chcąc musiał się z nimi zmierzyć, nie mogąc przed tym uciec. Gorszymi okolicznościami byłoby chyba tylko szpitalne łóżko. :lol:
- Jakim problemom? Jak coś się dzieje, to powiedz, nie umiem jeszcze czytać w myślach - odpowiedział, coś podejrzewając, że problemów jako takich nie było, poza tym, że Aaren dręczyła jego oziębłość. On sam nie postrzegał tego w kategoriach problemu i szczerze mówiąc, był teraz poirytowany tonem tej rozmowy. Gdyby rzeczywiście miała jakieś realne problemy, był gotów o tym porozmawiać i znaleźć jakieś rozwiązanie, ale jeśli chodzi o naprawę rzekomo nadszarpniętej relacji, to już zamykał się na współpracę. Takim zachowaniem być może pogłębiał jej obawy, ale chwilowo nie miał siły z tym walczyć. Wydawało mu się, że dobrze sobie z tym radzi, że jakoś kontroluje swój gorszy ostatnimi dniami nastrój, ale widocznie starał się za mało. Problem w tym, że im bardziej stawał na rzęsach, to odczuwał tym większą niechęć.

Aaren Wayford - 2018-03-20, 00:49

- Nadal nie rozumiesz....- mruknęła tracąc jakąkolwiek nadzieję, na to, że w końcu uda jej się do niego dotrzeć. To było jak usilnie uderzanie w ścianę małą białą piłeczką pingpongową, im mocniej rzucisz tym z mocniejszą siłą się odbije. Problem nie leżał w tym, że coś się działo, a tym, że nie działo się nic. Wiedziała, że się starał i próbował, ale momentami po prostu czuła się osamotniona nawet w jego towarzystwie. Zagryzając nerwowo wargę spięła się cała z trudem nabierając na nowo powietrza do płuc.
- Mówię, ale to chyba nie ma sensu.- Szepnęła mówiąc bardziej do siebie niż do bruneta. Z trudem powstrzymywała cisnące się do jej oczu łzy, uczucie całkowitego rozbicia i tak ogromny żal. Żal do samej siebie o to, że nie potrafiła sama stawić temu czoła i wciąż szukała problemu w Tonym, gdy tak naprawdę sama problem ze sobą.
- Przepraszam, już nie ważne... Chyba po prostu wymyślam.- Przyznała na głos podejmując odwrót, wolała nie zaogniać sytuacji, która z minuty na minutę stawała się co raz cięższa do zniesienia.

Anthony Wayford - 2018-03-20, 13:21

Naprawdę nie pozwalał jej się zbliżyć do siebie bardziej, więc akurat pod tym względem miała rację i nie były to tylko wyssane z palca oskarżenia. Jednak to, jaki był, nie pozwalało mu przyznać jej racji i nakłonić do pracy nad sobą. Swoim zachowaniem zupełnie bez kontroli dążył do tego by uwierzyła w to, że sama stwarza sobie problemy i co więcej - sama jest ich przyczyną.
W takim stanie jakim była nawet nie chciało mu się kiwnąć palcem, dlatego przeproszony uniósł nieznacznie brew, nie czując się ani bardziej zirytowanym, ani spokojniejszym. Miał taki parszywy nawyk kopania leżącego, o czym Aaren już zdążyła się niejednokrotnie przekonać - lubił podsycać te negatywne emocje, jakby dla zabawy, choć w rzeczywistości miało to związek jedynie z cyklicznymi napadami choroby, po których czasem żałował pewnych słów i czynów.
Można powiedzieć, że całkowicie ją zignorował, bo po prostu spojrzał ponownie przed siebie i darował sobie jakikolwiek komentarz do jej zachowania. Nie posiadł jeszcze sztuki radzenia sobie z tym, że inni też czują i nie zawsze są idealni, co Tonego niezmiernie irytowało. Zachowywał się tak samo przy wszystkich, nieważne czy była to Aaren, Holly czy ktokolwiek inny - kiedy coś nie szło po jego myśli, potrafił się tylko wkurwiać, tym samym pogarszając sytuację.

Aaren Wayford - 2018-03-20, 13:35

Jego obojętność przyniosła zamierzony skutek doprowadzając do tego, że brunetka zaczęła szukać problemów w sobie. Zaniżone poczucie własnej wartości i niska samoocena dodatkowo podsycały lęk i niepewność sprawiając, że Aaren zaczynała obwiniać się o wszystko.
Pragnęła po prostu odrobiny więcej czułości i zainteresowania ze strony bruneta, a skończyło się na tym, że czuła się upodlona przez swoje prośby wobec niego. Bo tak naprawdę prosiła i próbowała z nim rozmawiać jednak bez skutku.
Nie potrafiła być wiecznie idealna i non stop szczęśliwa, na ogół starała się ignorować brak zainteresowania ze strony bruneta lub wszelkie próby ucieczki od konfrontacji. Czasami jednak coś w niej pękało i dzisiaj właśnie był ten moment. Nie obwiniała go o to, jedynie prosiła o zrozumienie, którego nadal nie otrzymała.
Przymykając oczy odwróciła spojrzenie od bruneta, starała się być w tej chwili silna i twarda, jednak to również miało swoje drugie dno. Zamykając się na emocje i uczucia robiła się zimna i oschła, a to mogło już tylko prowadzić do kłótni, której nie chciała prowokować.
Dłonią sięgnęła do szyi Otella głaszcząc go po niej uspokajająco, choć tak naprawdę jej samej przydałoby się takie głaskanie. :lol2:

Anthony Wayford - 2018-03-20, 19:52

Jeszcze przez chwilę jechał wzdłuż morza, po czym nieoczekiwanie zawrócił, zajeżdżając Aaren drogę. - Wracamy - poinformował ją, nawet nie podejmując próby spytania jej o zdanie. Nie widział w sensu kontynuowania tego terenu, mimo że sam mógłby jeszcze jechać daleko. Nie wyobrażał sobie jednak żeby Aaren miała mu towarzyszyć w takim stanie, więc podjął decyzję za nią i zrezygnował z dalszej drogi, wracając z powrotem do stajni. /zt
Soendergaard - 2018-03-20, 19:59

Stępował spokojnie wzdłuż można idąc u boku swojego młodszego kompana. Nie wiedział, co dzieje się tam na górze, ale nerwowa atmosfera zaczynała się udzielać także jemu. Przeżuwał coraz częściej wędzidło napierając na nie momentami, a ogonem niespokojnie smagał swoje stawy skokowe.
Skręcając nagle wprost na Otella naparł na niego ciałem mimo wszystko poddając się decyzji właściciela. Wyminął Aaren wraz z wierzchowcem i skierował się w stronę stajni nieco zaskoczony takim obrotem sytuacji.
/zt

Aaren Wayford - 2018-03-20, 20:00

Zaskoczona nagłym zajechaniem drogi wstrzymała konia nie do końca rozumiejąc, co się dzieje. Spojrzała pytająco na bruneta, ale nie zadała pytania po prostu odpuszczając. Zawróciła Otella i podążając za Tonym udała się w kierunku stajni. Tak naprawdę odetchnęła z ulgą nie będąc mimo wszystko w stanie jechać dalej w teren.
/zt

Otello - 2018-03-27, 20:12

W towarzystwie Soendergaarda Otello skupiał się przede wszystkim na nim, więc mimo nerwowej atmosfery na górze, jego zachowanie o dziwo nie uległo znaczącym zmianom. Co prawda jego również zaskoczyła zmiana kierunku, tym bardziej, że musiał gwałtownie przystanąć, żeby nie zderzyć się z gniadym, ale nie zamierzał dyskutować z tą decyzją i po chwili udał się w drogę powrotną, znowu trzymając się za swoim końskim kumplem. /zt
Christopher Verendal - 2018-06-06, 23:01

Czarna polówka powiewała przy morskim wietrze w te i we w te, miotana przez momentami większe smagania żywiołu, który dzisiaj zdawał się momentami nie mieć zamiaru przestać dokuczać. Kanadyjczykowi niespecjalnie przeszkadzał fakt, że wiatr był zimny, słońce schowało się za chmurami i w ogóle pogoda nie była specjalnie przyjemna. Najbardziej wskazywał na to fakt, że polówka była na krótki rękaw, a pod spodem nie było nic, spodenki również były niespecjalnie długie, a na dodatek nie miał ze sobą żadnego grubszego okrycia. Mimo wszystko nie było mu zimno, a z drugiej strony nie był szaleńcem. Wychowywanie się z niedźwiedziami polarnymi w Kanadzie zrobiło swoje - wolał chłód niż otwarte słońce.
Delikatne szuranie piasku o końskie kopyta było praktycznie niesłyszalne dla ludzkich uszu, zwierzę z kolei bardzo interesowało się tym jak poruszają się jego nogi i jak brzmią w otoczeniu, w którym dawno się nie znajdowało. Klacz angielska na której znajdował się Christopher była już dojrzała, natomiast wciąż bardzo ciekawska i zainteresowana wszystkim prócz jazdą prosto. Z racji, że nie było tu nikogo, to nie miał problemu z tym, by co jakiś puścić jej nieco wodze i pozwolić na samowolkę. Powoli jadąc w jej towarzystwie napawał się przyjemnym, chłodnym powietrzem, prawie kładąc się na jej grzbiecie. Poza tym, że przeszkadzał mu tylny łęk, to było wszystko w jak najlepszym porządku. Nie, tak naprawdę wcale nie było. Nienawidził klasycznych siodeł, ale wyścigowe niespecjalnie się tu nadawało. Mimo, że miał wyżej strzemiona to nie było mu ani trochę wygodnie. Może to kwestia tego, że dawno w nich nie jeździł.
Jak tak dalej pójdzie to pojedzie na oklep.

Rozalia - 2018-06-09, 22:02

Miałam chwilę wolnego do karmienia, chwilę dość długą, gdyż 3 godzinną. Postanowiłam wykorzystać ten czas na małe co nie co w postaci przejażdżki na jednym z prywatnych ogierów, które wymagały rozruszania. Objechałam nim już kilka kilometrów, by finalnie dojechać na plażę. Pozwoliła ogierowi na spokojny kłus dla rozgrzania, sama zaś ukryta byłam pod warstwą cieplutkiej kurtki i bluzy, zaś ręce okryłam rękawiczkami, dzięki czemu mimo chłodu nie było mi źle.
Zauważyłam w tle postać na koniu, nie zareagowałam na to jednak, póki ogier na którym jechałam zaczął rżeć i prężyć się do przodu. Początkowo po prostu go przetrzymałam, zaraz jednak przestało to działać. Zimno wiatru sprawiło, że miałam zdecydowanie mniejszą siłę, zaś potężny ogier wiedział, że ma przewagę pod tym względem. Mimo to na razie jej nie wykorzystywał, dzięki Bogu, dlatego kierowałam się szybkim, stępem, widać naciąganym przez ogiera. Obserwowałam postać będącą przede mną, powoli odnajdując z niej coś znajomego, na razie jednak nie rzucałam słów na wiatr, dosłownie, starając się po prostu minąc konia na przeciwko na spokojnie.

Christopher Verendal - 2018-06-09, 22:34

Naprawdę zaczął wymyślać różne pozycje w tym siodle, bo było mu iście niewygodnie. A to chciał się położyć, a to jechał na damkę, po czym już był święcie przekonany, że zaraz to siodło zdejmie i będzie śmigał sobie na oklep, co będzie dużo wygodniejsze. Może faktycznie powinien zabrać ze sobą wyścigowe... gdyby jeszcze wziął ze sobą łuk, to może by sobie poćwiczył strzelanie, względnie różne pozycje na koniu, ale teraz to jedynie może sobie gdybać.
Koniec końców postanowił się jednak spróbować rozluźnić, uprzednio skracając sobie jeszcze bardziej strzemiona i położył się na szyi grzecznie stępującej klaczy przyglądając się falom oO

Rozalia - 2018-06-09, 22:46

Obserwując pozycję osoby w siodle zmarszczyłam brwi z mimiką ''wtf?''. Podjeżdżałam coraz bliżej, ogier zaś zaczynał coraz bardziej szaleń. Świsnął ogonem i zarzucił zadem, na co zareagowałam uniesieniem się w strzemionach i ściągnięciem wodzy, to zaś sprowadziło go do machania łbem i usilną walką o podejście do konia, który z bliska okazał się klaczą. Skróciłam ogierowi wodzę i przetrzymałam go obciążeniem zadu i ściągnięciem wodzy przed ruszeniem na folblutkę, nie spoglądając przy tym na osobę na klaczy ani razu i jedynie rzucając ostrzegawcze.
- Proszę uważać. - Zaraz po tym ogier zarżał silnie i uniósł przody, machając jednym z kopyt w powietrzu, aby za wszelką cenę dostać się do klaczy. Na razie udawało mi się powstrzymywać te próby,ale ile to potrwa - nie wiem.

Christopher Verendal - 2018-06-10, 15:33

Człowiek przyjeżdża sobie na spokojnie pojeździć, a tu się okazuje, że nawet w tak nieprzyjemny dzień jak dzisiaj samemu się nie da. Zdawało mu się, że coś słyszy, ale był tak rozleniwiony, że nawet nie chciało mu się odwracać. Zrzucił więc wszystkie dźwięki na żarty wiatru, który hulał w najlepsze i nie zamierzał przestać. Mężczyzna nadal leżał na grzbiecie klaczy gładząc do jakiś czas jej szyję i popuszczając wodze, całkowicie nie będąc przygotowanym na to, że za chwilę folblutka się zerwie do nagłego kłusa i o mało nie wysadzi go z siodła próbując strzelać barany przed nagłym i niespodziewanym agresorem w postaci innego konia. Kanadyjczyk szczerze wątpił, że klacz jest w okresie, który stawia ogiery w takim a nie w innym zachowaniu, no ale jak widać się POMYLIŁ i chwilę później wisiał już z boku siodła próbując nie spaść na piach i nie oberwać kopytem. Szybko udało mu się uspokoić zwierzę i jakimś-cudem wspiąć się z powrotem na grzbiet i całkowicie je zatrzymać. Serce jednak waliło mu nieco szybciej niż zwykle. Odwrócił się w kierunku niespodziewanej pary, jednakże na tę chwilę byli zbyt daleko by cokolwiek wywnioskować. A niech tylko podjadą bliżej, to jak boga kocham, nogi z tyłka powyrywa za płoszenie konia.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group