Oliver Pelerieux - 2019-01-13, 21:08 Też lubiłem ten rodzaj pracy, więc pod tym względem dobraliśmy się idealnie. Shockwave ogólnie mi odpowiadał, ale starałem się do niego nie przywiązywać wiedząc, że jestem tylko jego jeźdźcem. Nie wiadomo kiedy ta współpraca miała dobiec końca.
Na rozgrzewkę poprosiłem luzaka u ustawienie dwóch zestawów drągów - jedne w ilości sztuk cztery leżące na kole i drugie układające się w zigzag. Był to dobry sposób na zajęcie Shockowi głowy oraz porozciąganie go, czego nigdy nie było za wiele. Gdy już odbębniliśmy pierwszy kłus, najechałem na pierwszy drąg zigzaka, po przejściu przez niego od razu zaczynając kręcić woltę 10 metrów w lewo, po której pojechałem na wprost, prostując konia w łydkach. Za moment przeszliśmy przez kolejny drążek, po którym zrobiłem woltę w prawo i po przejściu przez trzeci drążek - jeszcze jedną woltę w lewo, po której opuściliśmy zigzaka przez czwarty drążek. Pochwaliłem konia i przez chwilę jechałem na wprost, by następnie najechać na koło, na którym stały cavalettki, prowokując konia do wyższego podnoszenia nóg przy jednoczesnym utrzymaniu wygięcia wokół łydki, co czyniło to ćwiczenie odrobinę trudniejszym.Shockwave - 2019-01-13, 21:33 Ogier także nie przywiązywał się do nowego jeźdźca nadal tęskniąc za właścicielem, który najwyraźniej po raz kolejny postanowił go zwyczajnie zostawić. Nie znał przyczyny nieobecności Jonaha, ale już raz mu wybaczył taką rozłąkę i teraz czuł się jeszcze gorzej przez to, że mężczyzna ponownie go opuścił.
Na drągach Shock wyraźnie angażował zad i uruchomił jeszcze wyraźniej plecy nos wyciągając do dołu z jednoczesnym uniesieniem pleców. Pracując w ten sposób był mocno skupiony, ale też wyraźnie popuszczał w potylicy i pienił się w trakcie przeżuwania wędzidła.
W trakcie pokonywania zigzaga przyjemnie reagował na pomoce zginające nie spóźniając się z wykonaniem wolty czy samą reakcją na drąg, który miał za zadanie pokonać w równym tempie. Dzięki takiej pracy mężczyźnie udało się osiągnąć duże skupienie u ogiera, co było niemałym wyczynem w przypadku Shocka. Na ogół ogier lubił dyktować swoje własne warunki, ale jak na razie w kłusie pozostawał w pełni podporządkowany jeźdźcowi, także w trakcie pracy na drążkach po kole.Oliver Pelerieux - 2019-01-17, 19:33 Jeszcze przez jakiś czas pracowałem z Shockiem na drążkach w kłusie, po czym w ramach przerywnika zrobiłem pierwsze zagalopowanie. Dopóki jeździliśmy po płaskim nie czułem jakoby Shock zamierzał forsować swoje zdanie, bo prawdopodobnie pozostał przyjemny w prowadzeniu i skłonny do współpracy, co pozwoliło nam na zrobienie dwóch krótkich zagalopowań, po jednym na stronę, podczas których pobawiliśmy się w trochę w dodania/skrócenia.
Potem, po krótkiej przerwie w stępie, kontynuowaliśmy rozgrzewkę w galopie, która polegała na jeździe przez krótki szereg gimnastyczny, zbudowany z dwóch krzyżaków, stacjonaty oraz oksera. Przeszkody nie były duże, celem tego zadania było raczej rozgrzanie się przed prawdziwymi skokami oraz poćwiczenie kontroli. Najeżdżając na szereg po raz pierwszy kontrolowałem tempo galopu, przy tej wysokości chyba nie mając jednak problemu z Shockiem, który raczej atakował wyższe przeszkody. Przez te maleństwa mógł równie dobrze przegalopować. Jeśli jednak mimo to się nakręcił, to konsekwentnie go przytrzymałem, po czym dałem łydkę do skoku, oddałem w nim lekko rękę i odciążyłem grzbiet ogiera, po chwili cofając się by dosłownie od razu wyjść do kolejnego skoku (krzyżaki na skok-wyskok). Po wylądowaniu przytrzymałem go lekko, żeby nie przyszło mu do głowy kolejnej przeszkody brać na skok-wyskok, i dopiero po jednej foule znowu wysłałem go do skoku. Po nim, po dwóch foule galopu, kiedy to pilnowałem go w łydkach i nie pozwalałem się przesadnie rozciągnąć, skoczyliśmy także przez okser.
Na tym ostatnim skoku zmieniłem nogę by zawrócić i całość pojechać raz jeszcze, ale z drugiej nogi, oczywiście chwaląc siwego za pierwszy i drugi raz, o ile nie wydarzyło się nic, co by na pochwałę nie zasługiwało. Shockwave - 2019-01-17, 23:48 W trakcie pracy na drągach Siwy był maksymalnie skupiony, co jednocześnie przekładało się na jego rozluźnienie. Żuł chętnie wędzidło i pienił się w pysku, dzięki czemu Oliver nie musiał dźwigać ogromnego ciężaru na ręce, takiego który pojawiał się w momencie, gdy koń zapierał się na wędzidle. Oprócz osiągniętego rozluźnienia ogier uruchomił wyraźnie plecy i aktywnie pchał się zadem, co dawało poczucie, że praca na drągach jest niezwykle efektywna.
Dopiero przy zagalopowaniu dotąd ugodowy Shock pokazał rogi. Mocno oddał z zadu celując nim wysoko do góry, często tak robił, ale tym razem zwyczajnie sprawdzał jeźdźca, od czasu do czasu lubiąc podnieść komuś ciśnienie i poziom adrenaliny.
W trakcie samego galopu również pozostał przyjemny i elastyczny poza tym jednym małym wybrykiem, dzięki czemu jazda przez szereg gimnastyczny była dużą przyjemnością. Ogier pozostawał lekki i miły w prowadzeniu wykazując się dużą elastycznością i swobodą w trakcie zabawy na tych niewielkich przeszkodach.
Daleki był od nakręcania się na te niewielkie przeszkódki, chociaż linie i szeregi od zawsze budziły w nim duże emocje. W zasadzie to galopowanie poprzez kopertki oraz stacjonatę i okser ciężko było nazwać skokiem, dlatego Shock w pewnym stopniu je olewał, niechętnie podnosząc nogi, ale też nie trącając drągów, dzięki czemu mogli powtórzyć to ćwiczenie parokrotnie w ramach rozgrzewki.Oliver Pelerieux - 2019-01-18, 22:12 Podświadomie spodziewałem się takiego wybryku ze strony Shocka, bo był to jego stały numer. Nigdy jednak nie siedziałem jak na szpilkach i nie czekałem na bryknięcie, więc chcąc nie chcąc, wytrąciło mnie to lekko z równowagi, a już na pewno z rytmu, ale raczej nie zagroziło mojej pozycji w siodle.
Po parokrotnym przejechaniu przez szereg gimnastyczny przeszedłem do kłusa i zrobiłem na kole żucie z ręki, po którym sprowadziłem Shocka do stępa i dałem mu odpocząć przed skokami. Odpoczywając czekaliśmy też na to, aż parkur zostanie ustawiony do końca, a gdy się tak stało, ponownie pozbierałem konia do roboty i ruszyłem kłusem. Przeszkody nie były aż tak wysokie - większość miała 135cm, czyli sporo poniżej rzeczywistych możliwości Shocka, ale nie miałem co do nich żadnych wątpliwości. Natomiast co innego wymagało treningu i mowa tu oczywiście o kontroli i współpracy podczas skoków. Nie potrzebowałem do tego wagonów, choć wtedy zgrzytów zdawało się być odrobinę więcej.
Wkrótce zagalopowałem i jeśli Shock uznał to za zapowiedź skoków i zaczął się od razu nakręcać, pierw okrążyliśmy cały maneż, parokrotnie dodając i skracając w galopie, aż wreszcie skierowałem siwego na pierwszą przeszkodę, przejeżdżając przez środek leżącego na ziemi samotnie drąga, za którym zacząłem kręcić w prawo na stacjonatę. "W domu" zwykłem jeździć na łagodniejszym wędzidle, ale z Shockiem wciąż byliśmy na etapie dogadywania się, więc pracowaliśmy na mocnym, co znacznie ułatwiało mi kontrolowanie ogiera podczas najazdu. Mimo to starałem się nie walczyć z nim ręką, tylko raczej operować dosiadem. Z większym lub mniejszym trudem doprowadziłem Shocka do przeszkody i dałem mu łydkę do skoku, po czym postarałem się z nim zgrać w locie.Shockwave - 2019-01-18, 22:35 Przeżuwając wędzidło pienił się obficie i wyraźnie wyciągnął nos do dołu zaokrąglając przy tym szyję oraz linię pleców. Wciąż był przyjemny w prowadzeniu i przepuszczalny, co pozwalało mężczyźnie na czerpanie przyjemności z pracy.
W trakcie odpoczynku stępował aktywnie przyglądając się jednocześnie stawianym przez pomocników przeszkodom. Ich wysokość nie była zawrotna i z pewnością miała służyć jedynie dopracowaniu dojazdów, a nie wzbudzaniu ambicji ogiera. Oczywistym faktem było to, że emocje rosły w miarę zwiększania się wysokości przeszkód, ale nawet na przeszkodach mierzących 135 cm, panowie mieli, co szlifować.
Zaproszony do galopu ruszył nim aktywnie już od samego początku zaczynając się wyraźnie nakręcać i tym samym usztywniać. Wiedział, że za chwilę będą skakać i właśnie z tego powodu Oliver okrążył najpierw maneż, a dopiero po chwili nakierował ogiera w stronę stojącej stacjonaty rozpoczynającej szereg.
Przegalopowując przez drąg skręcił subtelnie w prawo i widząc przed sobą przeszkodę zaczął galopować znacznie mocniej. Na szczęście mocne wędzidło umożliwiało Oliverowi przytrzymanie go, przez co nie wpadł z impetem w przeszkodę i oddał czysty mocny skok, pokonując przeszkodę z łatwością.
Po wylądowaniu skorzystał z okazji i mocno przyśpieszył próbując forsować tempo w dystansie do kolejnej przeszkody.Oliver Pelerieux - 2019-01-19, 00:54 Jadąc na drugą przeszkodę w pełni świadomie poprowadziłem konia trasą, która przebiegała przez kolejny samotnie leżący drąg, co być może wytrąciło go z tego transu polegającego na ciągnięciu do przeszkód. Przynajmniej na krótką chwilę, która dała mi szansę na podjęcie dialogu, prawdopodobnie przerwanego wraz z wyjściem na wprost oksera, będącego drugą przeszkodą. Shock znowu nie tylko forsował tempo do przeszkody, ale również za nią, kiedy to wręcz wjechałem na woltę, wcale nie musząc traktować tego parkuru jak sytuacji na zawodach. Wręcz przeciwnie, szukałem okazji by siwy trochę ochłonął i dopiero po wolcie kontynuowałem jazdę do trzeciej przeszkody. Niestety, moje działania na niewiele się zdały bo problem z wyrywaniem do przeszkody się powtórzył. Miałem w ręku ostre narzędzie, ale przecież nie chodziło o to, by się szarpać, choć właśnie takim mocniejszym przytrzymaniem niechcący wybiłem konia z rytmu, a to spowodowało zrzutkę na trójce, a później wyraźną eskalację złości po skoku, przez co najazd na czwórkę był lekko mówiąc... emocjonujący. Niemniej, ten skok wypadł dobrze - nawet się ze sobą zgraliśmy, pomimo ogólnych błędów z komunikacją podczas jazdy między przeszkodami. Dalej zacząłem kręcić na lewo, gdzie czekała na nas kolejna linia przeszkód, czyli coś, co najbardziej emocjonowało Shocka.Shockwave - 2019-01-20, 17:04 Po wylądowaniu za jedyną nadal galopował aktywnie i być może odrobinę za szybko. Leżący na ziemi drąg faktycznie sprawił, że ogier musiał nieco bardziej skoncentrować się nim, przez co nie miał czasu na to, aby zacząć się rozpędzać. W zakręcie do dwójki również musiał nieco wytracić prędkość by móc płynnie go wyjechać.
Dopiero przed okserem zaczął wyraźnie forsować tempo, tym samym pokonując przeszkodę jednym potężnym skokiem. Po niej nadal był mocno nabuzowany, przez co doprowadzenie go do trójki było wręcz niemożliwe. Strategiczna wolta sprowokowała go do wytracenia tempa, ale tuż po wyjściu z niej ogier znów wystrzelił jak z procy. Mocniejsze działanie wędzidła sprawiło, że skupił się w pełni na pysku i zbyt późno wyszedł do skoku, przez co na trójce zaliczyli niefortunną zrzutkę. Wściekły i niezadowolony z tego powodu oddał z zadu i zaczął się niekontrolowanie rozpędzać stąd też najazd na czwórkę był trochę walką o życie.
Na szczęście odległość pasowała podobnie jak miejsce odbicia i para pokonała okser w naprawdę dobrym stylu, dzięki czemu po przeszkodzie mogli spokojnie skierować sie do stojącej w samym sercu parkuru, linii przeszkód.Oliver Pelerieux - 2019-01-20, 17:57 Spokojnie, jak spokojnie, bo jednak po takim szaleństwie jakiego doświadczyłem podczas najazdu na czwórkę, wiedziałem, że nie może być tak dalej i z tego względu wybrałem najdłuższy z możliwych dojazdów. Zyskany w ten sposób czas wykorzystałem na dogadanie się z ogierem, uspokojenie i zaokrąglenie galopu, a także rozluźnienie go, przede wszystkim na ręce, na której zdarzało mu się zagryźć, co prowadziło do utraty kontroli. Wreszcie zwróciłem go ku przeszkodzie, tym razem odnajdując złoty środek jeśli chodzi o wstrzymujące pomoce podczas najazdu. Spotkałem się z natychmiastową reakcją na łydkę, kiedy to Shockwave odbił się w odpowiedzi na mój sygnał, tym samym pozwalając mi przewidzieć odbicie i zgrać się z ruchem siwego podczas skoku, po którym od razu zareagowałem, uprzedzając konia przed wyrwaniem do oksera stojącego w linii. W rezultacie obie przeszkody pokonaliśmy dobrze, zaraz zyskując też szansę na przekonanie się, czy był to jednorazowy fart, czy jednak coś więcej... Mianowicie czekała na nas kolejna linia przeszkód, z trochę większą ilością foule pomiędzy jedną, a drugą przeszkodą. Pierw wyregulowałem tempo galopu w dystansie, a zaraz potem zacząłem kręcić na siódemkę, już w zakręcie siedząc w siodle by siwemu nie było tak łatwo postawić na swoim. Taka ciągła walka była trochę męcząca, ale nie widziałem innego sposobu na to, by Shock mi wreszcie zaufał, mi i temu, co robię, niż właśnie robiąc konsekwentnie swoje. Ta upartość pozwoliła nam na dobranie poprawnego miejsca odbicia, a to pozytywnie wpłynęło na całość skoku, podczas którego mierzyłem już wzrokiem ósemkę. Po wylądowaniu podniosłem konia i wziąłem go na siebie, pod kontrolą prowadząc go pod sam okser, gdzie wysłałem go do skoku i zgrałem się z jego ruchem. Pochwaliłem go, bo na tym odcinku nie było aż tak źle, ale zanim skończyliśmy parkur, raz jeszcze najechałem na linię, gdzie ostatnio mieliśmy zrzutkę - czyli złożoną z przeszkód 3 i 4. Tym razem obyło się bez takich niespodzianek, więc chyba mogliśmy mówić o pozytywnym akcencie na koniec treningu. Zjeżdżając na ścianę po ostatnim skoku, zacząłem stopniowo zwalniać, jednocześnie klepiąc konia po wewnętrznej stronie szyi, a nie odpuszczając na zewnętrznej wodzy. Wreszcie sprowadziłem go do stępa, w którym już śmiało oddałem mu wodze, pozwalając zasłużenie odpocząć. Podczas stępa okryłem go derką i po około 15 minutach skierowaliśmy się w stronę stajni. ztShockwave - 2019-01-20, 18:27 Spokojnie było jedynie przez pierwsze parę metrów do momentu, kiedy ogier nie dostrzegł stojących przed nim przeszkód. W dystansie do przeszkody zaokrąglił galop, ale nadal był on odrobinę pędzący i mało spokojny. Pozostał jednak przyjemny w pysku i nie próbował zapierać się na wędzidle, dzięki czemu Oliver miał szansę wtrącić swoje trzy grosze i najazd na piątkę nie był już próbą samobójczą.
Dokładnie dogalopował do stacjonaty i od razu reagując na sygnał oddał skok nad przeszkodą składając się sprawnie w locie. Tuż po niej wylądował swobodnie i szybko pozbierał się do następnego skoku, do którego Oliver cierpliwie go przytrzymał i nie pozwolił mu wyrwać do przodu.
Po pokonaniu linii w dobrym stylu skierowali się do kolejnej stojącej przy ścianie, gdzie odległość między przeszkodami była już zdecydowanie większa. Przytrzymany znów zaczął się wściekać, ale mimo to nie było mu zbyt łatwo przyśpieszyć i dzięki czemu poprawnie odbił się do siódemki pokonując ją gładko i bez żadnego problemu. Po wylądowaniu od razu spojrzenie wbił w ósemkę śmiało do niej galopując, ale nie próbując też forsować tempa. Dzięki temu również okser pokonali bezproblemowo i z lekkością.
Przy poprawianiu linii przeszkód 3 i 4 ogier podjął współpracę z Olim, dzięki czemu cały parkur mogli uznać za udany. Po oddaniu ostatniego skoku Holsztyn przeszedł najpierw do kłusa, a następnie do stępa zbierając w tym czasie pochwały z ust bruneta.
Początek treningu może i był trudny, ale finalnie zakończyli go satysfakcjonującym wynikiem zarówno dla konia jak i jeźdźca. Po rozstępowaniu razem z mężczyzną udał się do stajni.
/ztKeenashaw - 2019-02-20, 21:46
Delfinek napisał/a:
[...]
Oger lekko się denerwował, ale miał twardy i zdecydowany charakter i nie obawiał się byle czego. Był bardziej zaciekawiony i zainteresowany tym, co kobieta może mu zaoferować. Po odpięciu jednej z lonż został nadal na tej drugiej, gdzie jeszcze wykonał kilka kół dookoła. Ćwiczyli ćwiczyli i jeszcze raz ćwiczyli w stępie, kłusie i galopie. Ogier dość nieźle reagował na sygnały, czasem trzeba było wzmocnić albo go nieco nawet przyhamować jak za bardzo szalał. W stępie koła o mniejszym łuku sprawiały mu nieco więcej problemów, bo nie nauczony i nie przyzwyczajony jeszcze. W kłusie na większych kołach było mu zdecydowanie łatwiej, podobnie w przejściach. Nieco gorzej w dół, bo wolał mocniejsze tempa. No ale to chyba jak każdy wyścigowiec obecny lub przyszły, bo to jednak miał w genach czy krwi jak zwał tak zwał. Starał się choć w jakimś stopniu spełniać jej wymagania i zadowalać ją, oczywiście wszystko idealne nie było. Po uwolnieniu się od lonż, ogier kłusem z szerokim wykrokiem poruszał się po maneżu. Po jakimś krótszym czasie bo i tak już był mocno zmęczony, chętnie podszedł do kobiety i po chwili dał się wyprowadzić w kierunku stajni z obecnego miejsca już byłego treningu.
z.tVera - 2019-03-11, 11:55 Wybrałam się z Versace na mały maneż, akurat pusty, co idealnie się składało. Nie chciałam nikomu przeszkadzać i ceniłam sobie ciszę i spokój podczas jazdy, zwyczajnie źle się czując na zatłoczonej hali czy między osobami, które jeździły "agresywnie", a takich przecież nie brakowało.
Weszłam z wałachem na plac, po czym opuściłam strzemiona z obu stron, podciągnęłam popręg w razie potrzeby, założyłam kask i podeszłam z gniadym do schodków. Wsiadłam z nich na jego grzbiet, po czym pogłaskałam go po szyi z lekkim uśmiechem i dałam mu lekką łydkę, spodziewając się, że jest raczej wrażliwy na pomoce. Wodze zostawiłam póki co luźne i tylko samym dosiadem oraz łydkami skierowałam Versace na ścianę, prosząc go o energiczny stęp. Chciałam pierw wyczuć wałacha i dobrze go rozstępować, cały czas myśląc o tym, co dalej. W końcu miałam sprawdzić, czy w ogóle pasuje mi taki koń i czy sobie z nim radzę. Trochę żałowałam, że nikt na nas nie patrzy, co mogłoby być pomocne.
Po około pięciu minutach stępa na prawo, zmieniłam kierunek by drugie tyle postępować na prawo, z każdą minutą czując się w siodle coraz swobodniej i pewniej. Dawno nie jeździłam, ale pewnych rzeczy się chyba po prostu nie zapomina.Sambuca - 2019-03-13, 15:40 Nie tylko ona ceniła sobie ciszę i spokój. Wałachowi też znacznie łatwiej się pracowało w takim otoczeniu. Chociaż nawet jakby byli wśród innych koni to bardzo by się starał je ignorować. Parsknął cicho, wchodząc na pusty maneż. Nie ekscytował się, tylko oglądał dookoła, wdychając świeże powietrze.
Podczas dosiadania stał w miejscu i ruszył dopiero jak uzyskał do tego dokładny znak. Nigdzie się nie spieszył, nawet zdawał się być nieco zaspany. Ziewnął krótko, przeciągając się podczas stępa. Ale dziewczyna zaczęła go poganiać, więc chcąc nie chcąc musiał podkręcić tempo i przeszedł w energiczny stęp, parskając cicho i szastając ogonem o swoje boki. Szedł chętnie zarówno na jedną, jak i drugą stronę. Nie wyglądał na konia, który miałby zaraz zacząć coś odwalać. Skupiony byl na pracy.Vera - 2019-03-14, 23:52 Jako, że była to jazda testowa, nie miałam w planach typowego treningu. Ba! Nie zamierzałam wchodzić Jess w kompetencje i próbować szkolić jej konia, chciałam tylko sprawdzić, co ten potrafi i czy jestem w stanie się z nim dogadać. Być może nie czyniło to jazdy atrakcyjną, ale wiedziałam też, że raczej nie będę chciała jeździć po placu. Zdecydowanie bardziej wolałam tereny...
Wracając jednak do jazdy - po tym, jak rozstępowałam Versace w obu kierunkach, półparadą uprzedziłam go o przejściu do kłusa, o który poprosiłam go po chwili dając wałachowi łydkę. Gdy ruszył wyższym chodem, zaczęłam anglezować i w razie potrzeby znowu lekko ożywiłam go łydka, żeby szedł aktywnie. Miałam całkiem dobrą równowagę w siodle, więc chyba nie przeszkadzałam mu w żaden sposób, delikatnie siadając z powrotem w siodle i nie wstając z ręką, która wciąż oferowała gniademu stabilny kontakt. Wkrótce zjechałam na pełnowymiarowe koło, po którym z kolejnego narożnika zmieniłam kierunek przez przekątną, w jej połowie siadając na chwilę w siodle by zmienić nogę, na którą anglezowałam. Po zmianie kierunku ponownie wykonałam koło, a potem wróciłam na ścianę, na której po kilkunastu minutach wykonałam przejście do stępa. Półparadą przygotowałam konia na zmianę, a potem usiadłam w siodle, niestety lekko się przy tym usztywniając, co mogło zaburzyć przejście. Mimo to raczej udało mi się osiągnąć zamierzony skutek po tym, jak przytrzymałam konia dosiadem. Po paru krokach stępa wykonałam zatrzymanie, całkowicie blokując ruch bioder, domykając konia w łydkach i zamykając na końcu rękę.Sambuca - 2019-03-18, 11:35 Przeszedł do kłusa bez większych niespodzianek, jedynie znowu zrobił się leniwy, więc musiała go co rusz budzić do życia. Trafiła na jego leniwy dzień, wałach zapewne liczył na coś więcej niż tylko bieganie w kółko. Nie mógł jednak nic z tym zrobić, chyba, że nagle postanowiłby się porządzić, a nawet na to nie miał zbytniej ochoty. Szastnął ogonem o swoje boki, wpisując się dobrze w każdy łuk. Nie wyglądał na mocno spiętego, był rozluźniony, może nawet za bardzo. Patrząc na to, jakie tempo miał momentami.
Zmienili kierunek i poza tym nic się nie zmieniło. Wałach dalej kłusował i wjechał na koło, wyginając się tak, żeby niczym z niego nie wypadać. Przemielił wędzidło w pysku, cofając uszy do tyłu. Wrócił na ścianie, na której przeszedł już do aktywnego stępa. Na sam koniec zatrzymał się całkowicie, parskając głośno.