To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Eva - 2018-06-27, 19:40


Drugiego dnia miała się odbyć próba crossowa. Eva mimo raczej średniego startu w ujeżdżeniu, była stosunkowo zadowolona z ich wyniku jako pary. To ich pierwsze wspólne zawody, więc nie spodziewała się cudów ale także nie zamierzała narzekać i tym bardziej się poddawać. Z rana odjechała pod stajnię, by po krótkim pobycie w socjalu udać się pod boks ogiera. Przywitała się z nim z nadzieją, że dobrze ją po wczorajszym dniu zapamiętał i nie będzie sprawiał ogromnych problemów. Nie spodziewała się w tej kwestii cudów, ale może chociaż troszeczkę? Wytachała go na myjkę, gdzie ponownie zabrała się jego dokładne wyczyszczenie. Potem go osiodłała i ponownie jak dzień wcześniej wysłała z luzakiem na rozprężalnie w czasie kiedy ona, przygotowała się do crossu pod swoim kątem. Wkrótce potem dołączyła do nich, a oni w tym czasie sobie stępowali. Odebrała go od faceta i zabrała się ponownie za rozprężenie z siodła. Rozgrzałago odpowiednio w wszystkich trzech chodach, przykładając się do tego. Nie zamierzała doprowadzić do kontuzji ogiera. Na koniec popracowali na kilku przeszkodach które skoczyli dla rozgrzewki, miała nadzieje że też skoki bardziej mu do gustu przypadną niż deptanie kapusty. W końcu w stępie czekali na wezwanie na tor crossowy.

W końcu nadeszła ich kolej, więc dociążyła jego zad starając się zaangażować go bardziej w pracę i powróciła z nim na kontakt. Wypchnęła go do kłusa, kierując jednocześnie w kierunku linii startu. Wraz z dojechaniem do niej usłyszała dzwonek, który dał sygnał do rozpoczęcie startu. Na szczęście obyło się bez większego szarpania, bo ogier chętnie przeszedł w wyższy chód i galopował naprzód. Pierwsza przeszkoda była stosunkowo blisko od linii startu, więc nie należało się przesadnie rozpędzać. Poza tym należało też zachować siły na cały tor, bo nie chciała aby opadł z sił w połowie. Odchyliła się nieco bardziej w siodle dociążając bardziej jego zad i cofając nieco ramiona, wysłała mu jednocześnie kilka półparad z skupieniem go na jedynce. Zamknęła go w łydkach i korytarzu z wodzy, by doprowadzić do miejsca wybicia. W nim wysłała Luxa do skoku nad przeszkodą dokładając łydki do jego boków, podążając za jego ruchem przeszła do półsiadu i oddała mu wystarczającą ilość wodzy do skoku. Od jedynki do dwójki był niewielki acz jednak dystans, postarała się o to aby ogier zachował energiczne acz nie przesadzone tempo. Czy jej się to udało? Pewnie średnio znając porywczość ogiera. Dwójka była zwykłą kłodą do której Eva podobnie go przygotowała jak do pierwszej przeszkody, aczkolwiek już go tak nie podniosła na przodach przesadnie. Uprzedziła go półparadami o skoku i zaraz doprowadziła w korytarzu z pomocy do przeszkody, by w miejscu odbicia odesłać go do skoku i zgrać się z jego ruchem w locie. Po lądowaniu na prawo, pojechali kawałek na wprost i skręcili we wcześniej wspomnianą stronę by po łuku wyjechać na prostą do trójki. Przeszkoda wyglądała jak płotek z krzakiem połączony, krótko przed przeszkodą siadła w siodło głębiej i wzięła o bardziej na siebie. Nie skracała go jednak przesadnie, jednak chciała aby przy aktywizował bardziej zad i wysłała mu skupiającą półparadę. Doprowadziła go w zamkniętych łydkach do miejsca wybicia, gdzie odesłała go łydką do skoku. Na szczęście na gładko przelecieli na czysto nad tą przeszkodą, by po krótkim dystansie pojechać do kolejnej przeszkody. Tym razem bardziej go osadziła na zadzie, dociążając mocniej zad przy tym i cofając ramiona i ponownie skupiła go na sobie. Doprowadziła go do miejsca wybicia w korytarzu z pomocy, by w wybranym miejscu odesłać Luxa do skoku nad drewnianą przeszkodą, która przypominała budową nieco domek. Na szczęście karosz chętnie skakał i utrzymywał nawet jeśli mocniejsze tempo to jednak dobre, więc Eva była pełna nadziei. Po pokonaniu i tej przeszkody na czysto, postarała się skupić karego na sobie za pomocą półparad i nie rozpędzić go do piątki, która stała w bliskiej odległości od poprzedniej przeszkody. Na szczęście udało im się bez większych zgrzytów dojechać i pokonać tą przeszkodę, która była żółto jaskrawa i taka nieco beczkowata. Do szóstki która była zarazem szeregiem był ponownie kawałek, a przeszkody były nieco zdradliwe. Starała się ustalić z nim nieco tempo i skupić za pomocą półparad na sobie, by spokojnie podprowadzić go do wejścia do zbiornika wodnego. Miała cichą nadzieję że nie spanikuje na jej widok i wejdzie do niego. W razie co wspomogła te wejście łydką czy nawet ostrogą, jeśli wyczuła większe wahanie u niego. Na szczęście udało im się to zrobić, a więc po galopowali jak najbardziej się dało równo po zbiorniku w kierunku wyjścia z niego. Półparada i łydka w miejscu wyskoku na ląd, by skierować się aktywnym tempem do siódmej przeszkody. Większość trasy utrzymywała niski półsiad, siadając w siodło dopiero na kilka foule przed przeszkodą. Nie inaczej było w przypadku siódmej przeszkody, która wymagała większego skupienia i odpowiedniego acz nie niezwykłego przygotowania przed skokiem. Osadziła go ponownie na zadzie poprzez dociążenie go i podniosła go na przodach, wysyłając mu kilka skupiających półparad. Przeszkoda mogła nieco go spłoszyć, ale miała nadzieję że obędzie się bez spin. Udało się jej go doprowadzić do miejsca wybicia, gdzie ściśnięciem łydkami jego boków odesłała go do skoku. Podążając za jego ruchem przeszła do półsiadu i oddała mu wodzę podczas lotu. Po lądowaniu czekał ich kolejny szereg 8ab, który również był dość zdradliwy. Postarała się przytrzymać go w tym lekkim zebraniu, bo teraz czekał ich dwukrotny wskok pod górkę. Postarała się zachować też jedno tempo, ale nie było to takie łatwe. Za równo przy pierwszym jak i drugim podskoku odesłała go łydką do wskoczenia na górkę. Na szczęście udało im się to wykonać nawet całkiem dobrze. Jednak Eva zrobiła tutaj poważny błąd, popuszczając go nieco w przód bardziej. Ogier poczuł więcej swobody i wyrwał się w przód, ona się tego zupełnie nie spodziewała. Do dziewiątki było dość blisko, a ona nie zdążyła nad nim zapanować nie wspominając o tym że jej w ogóle nie słuchał. Sam z siebie dojechał do dziewiątki bez kontroli i wyszedł do skoku, ale zbyt daleko od przeszkody i nie dał rady jej do kryć. Zahaczył podwoziem o przeszkodę, co spowodowało jego przekrzywienie i upadek na pysk dosłownie. Evie cudem udało się wyciągnąć na czas nogi ze strzemion i skulnąć z jego grzbietu, a potem przekulać po podłożu. Szybko pozbierała się na nogi, łapiąc karego zanim sobie większą krzywdę zrobi lub złapała go potem z pomocą obsługi toru. Po wszystkim dla pewności odwiedzili weta, a po wszystkim wrócili do stajni na zasłużony odpoczynek.

z.t
Clair de Lune - 2018-06-27, 20:54

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Clair ostatnio była w świetnej formie, mogła się poszczycić dobrą kondycją i prawidłowo rozwiniętą masą mięśniową. Częste treningi i starty tylko jej sprzyjały, bo dzięki nim kasztanka stawała się bardziej jezdna i przystępna. Podczas rozgrzewki jak na nią zachowywała się całkiem przyzwoicie, nie próbując nawet atakować innych koni. Wyraźnie była w dobrym humorze, co przekładało się także na ogólny obrazek.

Po krótkiej przerwie sprawnie powróciła na kontakt, wchodząc w ustawienie, zaokrąglając szyję oraz grzbiet. Była przyjemnie oparta na ręce, nie ciągnęła do przodu i sama niosła się, nie wymagając dodatkowego pchania łydką. Jej kłus był elastyczny, z dość mocną akcją nadgarstka, co dodawało trochę efektowności. Poprowadzona przez Vivianne wjechała na linię środkową, prostując się pomiędzy pomocami. Ślady tylnych kopyt wkraczały równo w ślady przednich, kłoda była wyprostowana. Lekko zdziwiona minęła punkt środkowy, w którym to zazwyczaj była proszona o zatrzymanie, ale dostosowała się do pomocy amazonki i skierowała do krótkiej ściany. Tam oparła się na lewej wodzy, zaokrąglając od prawej łydki i układając całe ciało w odpowiedni łuk. Wpisała się poprawnie w narożnik, cały czas utrzymując równe tempo i rytm kłusa.
Trzeba przyznać, że dzisiaj starała się być wyjątkowo grzeczna, gdzieś w ruchach można było dostrzec jej nerwowość, ale odpowiadała na wszelkie sygnały płynące z góry i pozostała w rozluźnieniu.
Za narożnikiem wyjechała na przekątna, gdzie ponownie wyprostowała się, obierając linię prostą do litery K. Początkowo spodziewała się poszerzenia wykroku i trochę chciała "zgadnąć", ale szybko zorientowała się, że musi pozostać w roboczym tempie.
Zastrzygła uchem w stronę Kanadyjki, starając się skoncentrować na poleceniach. Rozpoczęły serpentynę o trzech brzuszkach, podczas której kasztanka nie zmieniła tempa kłusa. Z dużą łatwością zmieniała stronę oraz wygięcie, płynnie i miękko przechodząc pomiędzy pomocami. Następnie wyjechała na przekątną, gdzie po chwili niepewności poszerzyła wykrok, mocno pchając się zadem pod siebie, stawiając widocznie obszerniejsze kroki ale też niestety spiesząc się trochę. Pozostała jednak w ustawieniu, co można było zaliczyć na jej korzyść.
Przy zagalopowaniu zgubiła się lekko, nie będąc odpowiednio przygotowaną. Nie zareagowała na pierwszy sygnał Kanadyjki, dopiero po chwili ruszając wyższym chodem i przez pierwszych kilka foule nie mogła złapać odpowiedniego rytmu. Dzięki pomocy Vivianne zaraz jednak ustaliła tempo, zaokrągliła foulę i zaczęła się poprószać nieco lepiej. Dość dobrze pracował jej zad, będąc motorem całego ruchu, a przód pozostał lekki.
Na środku długiej ściany wjechała na koło, podczas jego wykonywania nieznacznie wypadając łopatką na zewnątrz. Zabrakło jej przypilnowania zewnętrzną wodzą, przez co nie ułożyła ciała tak jak powinna. Utrzymując regularność chodu została pokierowana na przekątna. Przejście do kłusa odbyło się przy lekkim wyjściu z ustawienia, ale kasztanka szybko powróciła do niego po korekcie. Po dotarciu do narożnika ustawiła się w drugą stronę, a w A zagalopowała, tym razem już bez opóźnienia ale za to przy nadmiernej reakcji Clair. Trochę zdenerwowana wystrzeliła za szybko do przodu i wymagała sprowadzenia do porządku. Dobrze wpisała się w koło, wyginając jak rogalik wokół wewnętrznej łydki. Na pomoce do przejścia w dół zareagowała wręcz odwrotnie, napinając szyję i napierając na wędzidło, próbując jeszcze przeciągnąć moment galopu. Przez to całe przejście było mało eleganckie, a narożnik upłynął paniom na próbie powrotu do ustawiania. Ostatecznie Lune podporządkowała się niechętnie swojej właścicielce. Kolejne ćwiczenie jednak bardzo ją relaksowało, więc zaraz po wjechaniu na koło i rozpoczęciu żucia z ręki, klacz wyciągnęła szyję i nos do dołu, mocno pracując przy tym okrągłym grzbietem, nie spiesząc przy tym i nie zmieniając tempa. Gładko wróciła też do góry, nie okazując w tej kwestii żadnych oporów.
W A zatrzymała się dość dobrze, w ostatnim momencie dostawiając wewnętrzną zadnią nogę. Ciężko było jej jednak wystać w miejscu przez dłuższy moment i to trochę ją zdenerwowało. Ruszyła obszernym stępem, ale nieco usztywniona w odcinku szyjnym, a po zatoczeniu pół koła zakłusowała już w lepszym humorze. Wyjechała na linię środkową gdzie wyprostowała się pomiędzy pomocami i zatrzymała w obranym miejscu, równo w dwóch śladach.
Chwilę potem obie panie opuściły czworobok.

Vivianne Feron - 2018-06-27, 21:24

PRÓBA TERENOWA


Zachęcona całkiem niezłym startem we wczorajszej próbie, Vivianne pojawiła się drugiego dnia w stajni, mając w planie przygotować kasztankę do próby terenowej tych zawodów WKKW. Zapamiętawszy dość dobrze ich ostatni trening crossowy była pełna wiary w to, że powiedzie im się z naprawdę dobrym wynikiem – Clair nie bała się przecież przeszkód i szła na nie dość odważnie, nie ważne czy były zabudowane czy nie. Oczywiście różne rzeczy po drodze mogły się wydarzyć, ale brunetka z góry nie zakładała nic złego, wypełniona wolą walki i dobrymi myślami. Kiedy już uporała się z czyszczeniem i siodłaniem Clair, ruszyła wraz z Holenderką na rozprężalnię, gdzie dużo czasu poświęciła po prostu na rozruszanie jej w trzech chodach i rozluźnienie, a już nieco mniej na oddanie próbnych skoków. Wiedziała, że pięciolatka uwielbia skakać, a przed nimi było sporo przeszkód na torze, więc po prostu nie chciała jej zmęczyć, prosząc jedynie o kilka lotów. Kiedy na liście startowej przed nimi pozostało już naprawdę niewiele osób, pozwoliła klaczy złapać oddech w stępie, spokojnie czekając na swoją kolej.

Gdy została wyczytana do startu, przekazała podopiecznej półparadę, chcąc ponownie skupić na sobie jej uwagę, a już w chwilę później poprosiła ją o przejście do kłusa, a następnie galopu. W tym przez chwilę poruszała się na wolcie, aby w chwilę później ustalić z pięciolatką odpowiednie tempo i rozpocząć przejazd, gdy dostała do tego sygnał. Pierwsza przeszkoda majaczyła niemalże od razu po przekroczeniu linii startu, a więc brunetka nie szczędziła półparad, chcąc by Clair w pełni poświęciła się pierwszemu skokowi. Nie wyglądał on na trudny, ani wizualnie ani technicznie, więc po prostu prowadziła ją, zamkniętą w korytarzu z pomocy, na sam środek obalonych kłód, do których wkrótce wypuściła Clair, mocniejszym ściśnięciem łydkami jej boków. Sama przysiadła w siodło na dwie foule przed, a gdy klacz uniosła się w powietrze, podążyła swym ciałem za jej, nie pozwalając sobie ani na sekundę spóźnienia. Po wylądowaniu ponownie kierowała ją na wprost, do przeszkody numer dwa, do której tym razem dzielił je długi dystans, w którym brunetka pozwoliła na podkręcenie tempa. Zachęciła Clair do szybszego poruszania się, by urwać kilka sekund, i wyciszyła ją dopiero na kilka foule przed przeszkodą, kiedy to też usiadła w siodło, by wziąć ja nieco bardziej na siebie. Półparadami skupiała uwagę klaczy na skoku i prowadziła ją na sam środek dwójki, nie pozwalając na spłynięcie w którąkolwiek ze stron. W wybranym miejscu odskoku posłała jej łydkę i już w chwilę później szybowała wraz z kasztanką przez obalone kłody.
Znalazłszy się ponownie na ziemi ponownie pozwoliła klaczy na odrobinę szybsze tempo, w obszernym zakręcie, który następował chwilę później, chętnie oferując jej oparcie w swoich łydkach, którym ograniczyła możliwość utraty równowagi i wypadnięcia z ustawienia, co prowadziło także do zachowania przez Holenderkę ustalonego tempa. Klacz póki co spisywała się naprawdę dzielnie i Vivianne nie miała jej nic do zarzucenia, szczególnie kiedy ładnie pokonała nieco „bardziej straszną” trójkę i bez żadnych problemów kierowała się ku kolejnym wyzwaniom. Widać było w niej hart ducha i wolę walki, kiedy przychodziło do skakania – kasztanka wprost uwielbiała ten sport i Vivianne była niemal pewna, że to własnie w stronę skoków skieruje ją w przyszłości. Póki co sprawdzała jeszcze umiejętności i możliwości Clair, aby nie popełnić błędu w jej przyszłym przeznaczeniu, ale póki co jej domysły były jednoznaczne.
Do czwórki poprowadziła ją nieco spokojniej, nie chcąc nadwyrężać kondycji klaczy i w każdym dystansie pędzić na łeb na szyję, wypracowując sobie wstępną przewagę i chcąc zachować nieco sił na końcówkę toru. Domek, którym była kolejna przeszkoda, miały okazję ostatnio przetrenować, więc Vivianne pewnie naprowadziła klacz na tenże, wkrótce puszczając go w niepamięć i dużo bardziej skupiając się na przeszkodzie numer pięć. Ten Minionek mógł wystraszyć podopieczną, w szczególności, że z takim czymś spotykały się po raz pierwszy, a więc Vivianne, zapobiegawczo, prowadziła klacz zamkniętą w korytarzu z pomocy i zachęcała cmokaniem do pokonania tego dziwactwa. Była wyczulona na każdy, nawet najmniejszy niepokój klaczy, który chciała zdusić w zarodku reakcjami ze swojej strony, a wkrótce posłała ją do lotu, samej także przechodząc w półsiad i oddając jej nieco głębiej rękę. Domyślała się już wcześniej, że kasztanka może skoczyć nazbyt wysoko, chcąc mieć pewność, że nie dotknie żółtego wymysłu, ale najważniejszym było, że znalazły się po drugiej stronie przeszkody, już teraz – po prostej – kierując się do kolejnego wyzwania.
6AB było oczywiście wodą – wodą, której najczęściej obawiali się jeźdźcy. Kanadyjka nie przypominała sobie momentu, w którym kasztanka prezentowałaby strach przed wejściem do mokradła, a więc i po sobie nie chciała dać poznać, że ma na ten temat jakieś dziwne myśli. Pewnie wprowadziła ją do środka „członu A”, dziarsko galopując naprzód i nie zwracając uwagi na wodę, która rozbryzgała się, w dosłownie, każdym kierunku, aby w chwilę później wypuścić ją do skoku, który mógł być odrobinę trudniejszy niż poprzednie. Pięciolatka poradziła sobie z nim jednak bardzo dobrze i teraz już kontynuowały ku kolejnemu punktowi programu, złożonemu z dwóch, wielkich rur. Ten, mimo, że Clair próbowała odrobinę kombinować, udało im się pokonać w całkiem niezłym stylu, a teraz już mogły się skupić na dwuczłonowej ósemce.
Vivianne usiadła w siodło na kilka foule przed skokiem, głównie po to, aby nieco wyciszyć tempo i z łatwością przebrnąć przed dwie, niskie przeszkody. W dystansie do B przymknęła klacz nieco bardziej, by nie mieć żadnych wątpliwości, co do zmieszczenia się pomiędzy człony, a już wkrótce owa przeszkoda została puszczona w zapomnienie, pozwalając skupić się na dziewiątce, która oddalona była wyłącznie o kilka sekund.
Ta była nieco wyższa i zabudowana, więc Vivianne pozostała w siodle po wylądowaniu, dociążając zad kasztanki i chcąc by ta nieco aktywniej poszła na ten domek. Jednocześnie skupiała jej uwagę półparadami na skoku i zamykała w korytarzu z pomocy, prowadząc ją na sam środek przeszkody. Posłaną łydkę wzmocniła cmoknięciem, które miało zachęcić Clair do skoku, a sama zaparła się w strzemionach i przeszła w półsiad, oddając klaczy rękę na tyle, na ile jej potrzebowała, by swobodnie się wyciągnąć. Za przeszkodą skróciła ją ponownie i szybko wytraciła tempo, gdyż czekał ich zeskok na przeszkodzie numer dziesięć, a nie chciała przecież się zabić, więc spokojnie podprowadziła pod niego klacz, łagodnie pozwalając na „zejście” z członu A i szybki przelot nad „B”, który wystawał tylko nieco ponad ziemię. Do jedenastki prowadziła ją później spokojnie, korzystajac z odrobinę dłuższego dystansu i przygotowując klacz do kolejnego, nieco bardziej wymagającego, lotu.
Ponownie półparadami skupiała jej uwagę na locie, przyspieszyła odrobinę, aby nabrać odpowiedniej siły do przekroczenia palet i poprowadziła ją blisko prawej strony przeszkody, która była nieco węższa, a tym samym miała stanowić łatwiejsze wyzwanie dla Holenderki. Jak się okazało, kasztanka pokonała przeszkodę bez większego problemu, podkręcając nieco tempo w dystansie do dwunastki.. którą stanowiła przeszkoda z ziemniakami! Piękny ogródek ktoś sobie zrobił na środku toru, nie ma co!
Przeszkoda ta szybko poszła w zapomnienie, lecz zaraz po wylądowaniu za nią zdarzyło się coś nieoczekiwanego. Vivianne złapał skurcz w nodze, przez co dziewczyna na moment straciła kontrolę nad koniem, a to doprowadziło do tego, że Clair odrobinę się zniechęciła i zagubiła w wykonywanych zadaniach. Choć Kanadyjka szybko starała się doprowadzić wszystko do ładu i składu, to z bolącą nogą i pędzącym koniem, wcale nie było to takie proste zadanie. Starała się wyciszyć jej tempo, skupić na sobie uwagę klaczy, ale ta z tulonymi uszami szła przed siebie, wyrywając jej z rąk wodze i unosząc łeb w górę. To wszystko doprowadziło do tego, że gdy Vivianne odzyskała paski w rękach i chciała uspokoić Clair przed samą przeszkodą, ta zatrzymała się tak gwałtownie, że jej amazonka po prostu zleciała z jej grzbietu, pięknie przywalając pośladkami o ziemię. Cały czas trzymała w ręku wodzę, której nie zamierzała wypuścić, mimo szamoczącego się przy niej konia i chwilę jej zajęło, zanim podniosła się z ziemi. W tym też momencie podbiegł do niej sztab obsługi. Jedni odebrali konia, inni zajęli się nią samą i odprowadzili dziewczynę do ambulansu, gdzie została dokładnie obejrzana. Poprosiła kogoś o rozstępowanie konia po konkursie i pokręciwszy głową odprowadziła Clair do stajni, niezbyt zadowolona z uzyskanego wyniku. A przecież szło im tak dobrze!
Następnym razem będzie musiała brać więcej magnezu.

Christian Levrull - 2018-06-28, 15:36



Po bardzo udanym debiucie z Kauczukiem zdecydował się na znacznie odważniejszą próbę, nieco na głęboką wodę – WKKW. Debiut miał być przełomowy jeśli chodzi o wstępną decyzję o ukierunkowanie ogiera. Rodowód zobowiązywał, a teraz czas zobaczyć czy chłopak faktycznie ma ku temu predyspozycję. Treningi były na tyle udane, że nie uważał tego startu za jakiś nieosiągalny cel. Miał to być znów przejazd typowo treningowy, pokazujący czy gniady jest gotowy na starty i przy okazji miał nabyć nowe doświadczenie i coraz bardziej z otoczką zawodów się obejść.
Pierwszego dnia standardowo czekało ich ujeżdżenie, dlatego po odpowiednim przygotowaniu Vemme udał się z nim na rozprężalnie w celu przygotowania go do startu. Biorąc pod uwagę jego młody wiek wiedział, że znów przejazd przejedzie w anglezowanym, nie chcąc przesadnie obciążać jego budujących się pleców wysiadywanym. Po długiej chwili stępa na luźniejszej wodzy rozpoczął pracę w strzech chodach, często zmieniając tempo, wplatając sporą ilość przejść oraz wolt i zmian kierunku. Sporo też wplatał w pracę żucia z ręki traktując to jako nagrodę i zachęcenie go do rozluźnienia górnej linii. Czując, że są gotowi przeszedł z nim do stępa oczekując wywołania na czworobok.
Chwilę później zostali wyczytani, więc na przyjemnym, lekkim kontakcie skierował się z ogierem w stronę czworoboku. Objechał pół okrążenia wokół w stępie pewnie prowadząc go między pomocami, chcąc pokazać mu straszne rzeczy jakim były szranki i sędziowie, wolał to zrobić, mimo, że Kauczuk dobrze sprawował się na ostatnich zawodach ujeżdżeniowych, był odważny, ale Christian wolał dmuchać na zimne. Czując, że ten pewnie kroczy przy płotkach zakłusował z nim objeżdżając w kłusie anglezowanym czworobok, znów jeśli poczuł jakieś zawahanie przepchał go pomocami odważnie do przodu, a jeśli było wszystko w porządku stopniowo rozluźniał go w delikatnym zebraniu, podpierając go w czytelnej łydce domykał w nich rząd półparad, które miały uwydatnić jego i tak dobry kłus. Czując, że są gotowi wjechał z ogierem między szranki bardzo skrupulatnie przekazując sygnały w pomocach, tak by jego sylwetka była do samego końca prosta. Kłusem w dobrej kadencji, sprężystym krokiem dojechali do samego końca linii środkowej następnie w C zakręcając w prawo. Pilnował go, by wpisał się poprawnie w zakręt prowadząc na zewnętrznej wodzy i ograniczając zewnętrzną łydką. Wewnętrznymi natomiast prosił o zgięcie do wewnątrz.
Podobnie zadziałał w narożniku, by następnie wprowadzić go na przekątną, gdzie pozostał w kłusie roboczym ponownie pilnując jego prostej sylwetki w trakcie pokonywania prostej trasy. Wpisując go poprawnie w narożnik w A rozpoczął z Vemme serpentynę o trzech łukach, skupił się na zmianie ustawienia w trakcie zmian ręki prowadzącej. Dokładnie dojeżdżał z nim do ściany chcąc zachować odpowiedni rysunek. Stale pilnował go w łydce uniemożliwiając zmianę tempa, zależało mu na aktywności i pozostaniu w równowadze w trakcie wykonywania łuków. Po zakończeniu serpentyny w C od razu po wyjechaniu narożnika wjechał z nim na przekątną, gdzie mocno zamykając go dołem posłał go do poszerzenia w kłusie, na ręce starał się nic nie zmieniać, chcąc pozostawić go krótkiego górą, a poszerzającego ramy, wykrok, co egzekwował właśnie w łydce. Przed zakończeniem przekątnej wziął go na siebie wracając do roboczego, by przed A usiąść głębiej w siodło i czytelnie posłał go do galopu cofając zewnętrzną łydkę i przy działaniu obydwoma posłał go z biodra do galopu. Od razu skupił się nad zaprezentowaniem jego mocnej strony – czyli okrągłego, lekkiego galopu pod górkę, gdzie naturalnie dobrze krył teren przy zachowaniu swego rodzaju gracji w chodzie.
Utrzymując tą jakość chodu wjechał z nim na duże koło w E pilnując go na pomocach, by nie wypadał z rysunku, poprawnie wpisując się całym ciałem w łuk koła. Egzekwując tempo udało im się zachować galop ze ściany również na kole, następnie powrót na ścianę i chwila galopu po śladzie, by w M skierować się na przekątną. Od samego początku skupił się na prostej sylwetce ogiera, prowadząc go w galopie aż do X, przed którym posłał czytelne sygnały wraz z półparadą do przejścia do chodu w dół. Po wzięciu go na siebie i przejściu do kłusa od razu obudził go w pomocach, wracając do wcześniejszej jakości kłusa roboczego. Po wyjechaniu narożnika, przed A znów usiadł w siodło i posłał ogiera do galopu tym razem na drugą nogę. Od razu głęboko siedząc w siodle aktywizował jego krok nie tylko w łydce, ale również dosiadem. Następnie wjechali na duże koło w B, gdzie znów pilnując aktywności chodu pozostali w dobrej jakości galopadzie, dobrze wpisując się w ślad koła. Po powrocie na ścianie pozostali w galopie objeżdżając nim po ścianie aż do C, w gdzie biorąc go na siebie z łydką przeszli płynnie do kłusa.
Pozostając w kłusie na ścianie w E wjechał z nim ponownie na duże koło, tym razem jednak od pierwszego kroku zachęcając go do niższego ustawienia szyi i pulsacyjnie działając na wodzy również i do żucia, w celu wyciągnięta całej długości szyi. Ponadto domykając go w łydce pilnował dalszej aktywności kłusa przy okazji subtelnie w razie czego poprawiając jego sylwetkę do wpisania się w łuk koła. Przed powrotem na ścianę wrócili do roboczego dalej anglezując, dojeżdżając tak aż do A, przed którym mocno usiadł w siodło domykając go w pomocach i biorąc na siebie, by płynnie zatrzymać się w literze. Po odczekaniu chwili ruszyli stępem na kontakcie, gdzie Zawodnik od pierwszego kroku pilnował aktywności stępa. Praktycznie od razu wjechali na pół koła do K pozostając w stępie pośrednim, by następnie zakłusować i po dojeździe do A ponownie skierować się na linię środkową.
Bardzo dokładnie prowadził go w równych pomocach po linii środkowej, przed X posyłając parę zwracających na siebie półparad, by następnie zamykając go w pomocach zatrzymać się z nim w literze. Ukłonił się, następnie oddając mu całkiem wodze i opuszczając bardzo zadowolony czworobok. Ogier był jak na razie bardzo jezdny i dokładny, zachowując przy tym rewelacyjną jakość chodów. Stąd pochwalił go sowicie, obdarowując również w trakcie rozstępowania smaczkami, by później udać się z nim do stajni.

[zt]

Naomi Eaton - 2018-06-28, 16:22


Ujeżdżenie było nieodłączną częścią WKKW, więc niestety albo stety - preferencje Siviento po raz kolejny musiały zostać pominięte. Naomi jednak nigdy nie zaniedbywała tej kwestii i na pracy na płaskim spędzała nie mniej czasu niż na skokach, więc ogier był dobrze przygotowany do tej próby. Zawodniczka szczerze mówiąc nie spodziewała się, żeby miała ona pójść im źle - i jak się miało okazać, jej przypuszczenia były słuszne.
Rozprężywszy konia cierpliwie czekała na swoją kolej, a gdy wreszcie została wyczytana na czworobok, udała się w jego stronę, w międzyczasie ponownie nabierając wodze na kontakt i ustawiając Siviento na pomocach. Chwilę później zakłusowała wokół czworoboku, decydując się na jego okrążenie przed zjechaniem do środka; wykorzystała ten czas na dokonanie ostatnich poprawek, czy może raczej na zniwelowanie ewentualnych spięć, jeżeli jakiekolwiek powstały.
Następnie skręciła na linię środkową w literze A, przejechała przez podniesione szranki i podniosła wzrok na budkę sędziowską z naprzeciwka, w której to stronę prowadziła Siviento, pilnując go w pomocach. Równomiernie obciążając obie kości kulszowe, nie prowokowała konia do krzywienia się w żadną ze stron, jednocześnie obustronnie domykając go w łydkach i prowadząc na dwóch równych wodzach.
W przeciwieństwie do czworoboków na zawodach ujeżdżeniowych, ten program nie przewidywał zatrzymania w połowie linii środkowej, toteż Naomi jechała na wprost do końca. Ustawiła konia na prawo, po czym skręciła w literce w tę właśnie stronę, w dalszym ciągu siedząc w równowadze. Następnie z narożnika poprowadziła gniadego przez przekątną czworoboku, przez którą zmieniła kierunek; dopiero u końca tej linii przestawiła pomoce, wewnętrzną łydką zapraszając Siviento na zewnętrzną wodzę, która była dla niego oparciem. Mając go postawionego na pomocach, przepuszczalnego w potylicy i chętnego do pracy, nie miała też problemu z wykonaniem kolejnego punktu programu, jakim była serpentyna o trzech łukach. Prezentowała się z ogierem nad wyraz elegancko - koń cały czas szedł lekko, równo, pozostając w ramach kłusa roboczego. Ona z kolei bez trudu wysiadywała jego ruch, a także ułatwiała koniowi wyginanie się na łukach, zawsze owijając go wokół wewnętrznej łydki, a pilnując zewnętrzną; zachęcając do zaokrąglenia się wewnętrzną wodzą, a prowadząc na zewnętrznej.
Ukończywszy serpentynę w literze C, dalej jechała wzdłuż ściany, by z najbliższego narożnika - tuż po kontrolnej, rozluźniającej półparadzie - ponownie zjechać na przekątną, na której dla odmiany zachęciła Siviento do wydłużenia kroku w kłusie. Otworzyła się nieco w biodrach i zmiennymi impulsami od łydki zachęciła konia do łagodnego otwarcia się w tym chodzie, w stopniu, który nie wywoływał w nim usztywnienia. Po kolejnej półparadzie skróciła ogiera do roboczego kłusa, jednocześnie wracając na ścianę, na której to wkrótce ruszyła galopem. Naomi przygotowała swojego podopiecznego do tego przejścia już w narożniku, ale dopiero na moment przed literką A przesunęła zewnętrzną łydkę za popręg i "musnęła" (delikatnie, ale jednak czytelnie dla konia) nią bok konia, jednocześnie biodrami wypychając go do galopu. Galop Siviento z natury miał mocny, więc Nao przede wszystkim starała się utrzymać go pod kontrolą, a także lekko zaokrąglić, operując przede wszystkim dosiadem, a na ręce tylko rozluźniając. Wkrótce zjechała na duże koło, po zamknięciu którego kontynuowała galop wzdłuż płotków aż do litery M, skąd po raz kolejny zjechała na przekątną czworoboku. Zmieniła przez nią kierunek, w połowie przechodząc do kłusa; przejście poprzedziła półparadą, po której zblokowała na chwilę dosiad, od razu jednak podpierając Siviento łydką, co by uzyskać harmonijne, zrównoważone przejście.
Następnie wróciła na ścianę, zaś po przekroczeniu narożnika, ponownie zagalopowała w połowie krótkiej ściany, tym razem z lewej nogi. Na długiej ścianie, a konkretnie na samym jej środku, powtórzyła rysunek koła o średnicy dwudziestu metrów. Jadąc po nim, jedynie lekko cofnęła ramię po zewnętrznej stronie, zaś sam dosiad ułożył się niemal instynktownie; zewnętrzną łydką pilnowała zadu konia, zaś wewnętrzną podtrzymywała galop i nadawała wygięcie, prowadząc przy tym Siviento na zewnętrznej wodzy. Po zamknięciu koła wróciła na ścianę, myślami będąc już przy kolejnym punkcie programu, jakim było przejście do kłusa w literze C. Wykonawszy go, chwilowo skoncentrowała się na wyrównaniu tempa, a potem w literze E rozpoczęła kolejne koło, po którym jadąc zaczęła anglezować, oczywiście na dobrą nogę (co do czego upewniła się krótko zerkając na łopatkę konia). Jednocześnie zachęciła ogiera do obniżenia szyi, wydłużając lekko wodze i ich pulsacyjnym działaniem zachęcając Siviento do wyżucia ich, podążenia za oddającą ręką. Zamykając koło, wróciła do pełnego siadu i po wyjściu z narożnika, po półparadzie zwolniła do stępa. Dopiero po czterech krokach w stępie wykonała pełną paradę w literze A, uznając, że przejście do stój będzie dla Siviento prostsze, jeżeli wykona je właśnie poprzez stęp. Nie pomyliła się - ogier pozostał rozluźniony, a zatrzymując się we wskazanym miejscu, nie przeniósł środka ciężkości na. przód. Odczekała trzy sekundy, po których dała gniademu łydkę do stępa, a potem z narożnika rozpoczęła półkoła w stępie. Jadąc po nim, pilnowała w łydkach właściwego wpisania się w rysunek koła, zaś po powrocie na ścianę energicznie ruszyła kłusem. Już po paru krokach zakręciła na linię środkową, w której połowie wykonała eleganckie zatrzymanie - ciężej i głębiej usiadła w siodle, blokując ruch miednicy i spinając krzyż. Zatrzymanie podparła łydką oraz wykończyła domknięciem ręki, dzięki czemu Siviento równo się ustawił, pozostając w ustawieniu. Naomi ukłoniła się sędziom, a następnie zjechała z czworoboku na długiej wodzy, stępem, klepiąc gniadego po szyi za dobrze wykonaną robotę. Naprawdę się spisał!
Vemmekeshoeve - 2018-06-28, 18:13



Trzeba przyznać, że poprzednie zawody w wykonaniu tego gniadego ogiera były bardzo dobrym debiutem. Możliwe, że to tylko było szczęście początkującego. Niemniej Christian, jego pan, postanowił postawić go przed próbą, która pokaże czy w jakimś stopniu wdał się w swego ojca czy też nie. Na pierwszy rzut czekało go ujeżdżenie, czyli coś, co już zdążył obyć w poprzednich zawodach. Tutaj nie powinno być większych problemów. Zwłaszcza, że na czworobokach nie ma zbyt wiele dekoncertujących rzeczy, które wzbudzałyby niepokój u konia. Christian podczas rozprężenia Kauczuka postawił na jakość, wszak to właśnie rozprężenie dawało wyniki w pracy ujeżdżeniowej. Jak każdy sportowiec musi się porządnie porozciągać, a jako koń dobrze popracować w trzech chodach. Gdzieniegdzie wplątywał jeszcze zmienianie tempa czy sporą ilość przejść oraz wolt i zmian kierunku. A żucie z ręki sprawiało, że ogier mimowolnie rozluźniał górną linię, kiedy to podgryzał sobie z radością swe wędzidło. Kiedy jeździec uznał, że jest gotów, wtedy czekało ich oczekiwanie na swój przejazd. Na szczęście długo czekać nie musieli, stąd będąc na lekkim kontakcie swobodnie ruszyli w stronę czworoboku. Pół okrążenia przejechali w stępie, pozostając uważnym na pomocach. Ponownie łypnął okiem w stronę sędziówki, w której ukrywali się sędziowie. Szranki nie były takie straszne jak właśnie oni, lecz stoicki spokój swojego właściciela wskazywał, że w sumie w razie czego rozprawią się z tym gangiem w ciemnościach. W końcu przeszli do kłusa, stopniowo wchodząc do delikatnego zebrania. Przemielił swe wędzidło raz jeszcze, kiedy to swym czarnym jak smoła ogonem przeciął powietrze ze świstem. Chwilę potem wyginał się w zakręcie prowadzącym na linię środkową czworoboku. Szedł o stosunkowo prostym ciele, nie klucząc niepotrzebnie. Prezentował kłus o dobrej kadencji z naturalną sprężystością, którą spił w genach od swych rodziców. Dojechali tak do końca linii środkowej, by w C zakręcić w prawo. Wpisał się należycie w zakręt, nie wypadając przy tym zadem czy łopatką (na zewnątrz bądź do wewnątrz). Został wprowadzony na przekątną, gdzie na chwilę później już dojeżdżali do kolejnego narożnika w punkcie A. Tutaj ponownie poprawie wpisał się w wygięcie, podczas pokonywania tego manewru. To pozwoliło na harmonijne rozpoczęcie figury takiej jak serpentyna o trzech łukach. Każda serpentyna niezależnie od ilości wykonywanych łuków (a w tym przypadku były trzy) jest wielokrotnością półwolt lub półkół połączonych odcinkiem prostym, podczas którego następuje zmiana kierunku i zgięcia konia. Vemme skrzętnie wykonywał swoją pracę, będąc czujnym na zmiany, które zaproponował jeździec. Zwłaszcza podczas zmiany ustawienia, na które nie miał zbyt wiele czasu, by się jeszcze o to kłócić. Nie tracił tempa, wciąż kłusował kłusem o dobrej kadencji. Po zakończeniu serpentyn w C i po wyjechaniu z narożnika ponownie wjechał na przekątną, gdzie został zachęcony do poszerzenia swych ram, co uczynił z miłą chęcią. Jego wykrok widocznie się poszerzył, a ogier wciąż pozostawał pod kontrolą. Przed zakończeniem się przekątnej, nastąpiło ponownie pozbieranie się do kupy, skracając się automatycznie niczym automatyczna smycz dla jamnika. Nastąpiło to tylko dlatego, by w punkcie A wyskoczyć swobodnie do galopu, zmieniając tym samym chód na wyższy. Podczas przejścia pozostał w ustawieniu, a w swym galopie zaprezentował widoczne koliste ruchy. Naturalnie krył teren z nieukrywaną gracją. Był to galop typowy pod górkę, który zdecydowanie mógł cieszyć oko. W punkcie E wjechali utrzymując tą jakość chodu na duże koło, dobrze rysując jego kształt. Jak na młody wiek zaskakująco dobrze sobie radził z własnym ciałem, co zdecydowanie punktowało w ujeżdżeniu. Następnie wrócili na ścianę, by w punkcie M wejść na przekątną. Szedł po niej o stosunkowo prostym ciele, choć było to niebywale trudne dla młodego konia. Wszak było tyle miejsca, gdzie mógł galopować, a Christian akurat wybrał jazdę po przekątnej aż do X. Tam przeszedł niechętnie do kłusa, choć poprawnie. Już miał zgasnąć w kłusie, ale jego jeździec uprzedził go w jego zamiarach i pobudził do kłusa roboczego, próbując zachować jego jakość, a zwłaszcza tempo. Po wyjechaniu narożnika A, ogier ponownie wyskoczył do galop, ale na drugą nogę na prośbę swego pana. Nie wyrywał się, choć można było wyczuć jego chęć do przejścia do chodu wyżej. Ponownie zaprezentował okrągły galop, dobrze kryjąc teren. Ponownie wjechali na duże koło, gdzie dobrze się wpisał, zachowując rysunek tego koła. Nie utracił też swojego tempa. Dopiero w punkcie C przeszedł płynnie do kłusa, będąc już nieco zmęczonym skupieniem. Dobrze kłusując, angażując przy tym odpowiednio swoje kończyny, Christian zachęcił Vemme do niższego ustawienia szyi w ramach żucia z ręki. Figura ta miała pokazać porozumienia, zbudowane zaufanie do kontaktu z jego ręką oraz utrzymanie równowagi u ogiera. Z tym ostatnim nie zawsze jest tak jak powinno. Gniadosz powolnym ruchem rozciągnął szyję w dół i do przodu, rozluźniając mięśnie szyi i grzbietu. Zachował przy tym stały kontakt z ręką Christiana i co najważniejsze nie zmienił rytmu ani tempa – czyli nie przyspieszył i nie zwalnił. Ogier opuścił szyję do wysokości guza barkowego, wciąż dobrze wpisując się narzucone mu koło. Przed powrotem na ścianę, wrócili do poprzedniego ustawienia. W punkcie A został kategorycznie zatrzymany. Obciążył równo swoje wszystkie kończyny, pozostając gotowy do dalszego polecenia, wszak zazwyczaj się pojawiało. Jego gdybania się sprawdziły, bo jeździec wysłał go do stępa, pozostając na kontakcie. Kauczuk widocznie przekraczał swoje ślady, szastając luźno ogonem. Praktycznie od razu wjechali na pół koła do K, pozostając w stępie pośrednim, a dopiero potem ponownie zakłusować, a po dojeździe do A ponownie skierować się na linię środkową. A po co na linię środkową? Jak to po co? Aby zatrzymać się punkcie X, gdzie ponownie zatrzymał się obciążając wszystkie kończyny na równi. Jego ciało wciąż okazywało gotowość do dalszej pracy, jednak to był już koniec. Christian ukłonił się, a następnie oddał mu całkowicie wodze. Naturalnym zachowaniem każdego konia było skorzystanie z tej hojnej propozycji, co Vemme również uczynił. Został sowicie pochwalony, kiedy to wyjeżdżali z czworoboku, a podczas rozstępowania dostawał jeszcze smaczki. Czyli jego pan jest zadowolony! Warto dla smaczków się tak poświęcać. Dopiero potem wyjechali do stajni.

KONIEC PRÓBY UJEŻDŻENIOWEJ

Clair de Lune - 2018-06-29, 00:08

PRÓBA TERENOWA


Clair w pełni zdążyła wypocząć po wczorajszej próbie ujeżdżeniowej i powitała swoją właścicielkę rano całkiem dobrym humorem i nastawieniem. Rozprężenie minęło im bez niespodzianek, kasztanka wykazywała duże skupienie i standardową radość ze skoków. Oczekiwanie na start jednak trochę ją zdenerwowało, bo przecież chciała biec już, teraz, natychmiast! Kiedy w końcu została poproszona o zagalopowanie ruszyła mocno naprzód, unosząc głowę do góry i ciągnąc Vivinne do przodu. Amazonka musiała więc poświęcić chwilę, aby odzyskać kontrolę i prowadzenie, co stało się dość szybko, aczkolwiek niechętnie ze strony kasztanki. Dlatego trochę spięta zbliżyła się do pierwszej z przeszkód, która była jednak łatwa i po odpowiednim najeździe Holenderka po prostu oddała ekonomiczny skok, nie wysilając się ani nie wkładając w niego zbyt wiele siły.
Dystans dzielący je od dwójki pozwolił kasztance na poszerzenie wykroku i podkręcenie tempa, mogła więc poruszać się szybciej, mocno kryjąc przy tym teren. Nie zwracała zupełnie uwagi na otoczenie, w pełni skupiona na poruszaniu się naprzód i skokach (czasem też na Viv :lol: ). Delikatnie osiadła na zadzie, uspokajając tempo ale dalej poruszając się aktywnie. Równo dogaloipowała do dwójki, ponownie oddając bardzo ekonomiczny skok. Chętnie skorzystała znowu z możliwości podkręcenia tempa. Trójka dała jej też trochę większe możliwości wykazania się, Clair mogła wybić się trochę wyżej i mocniej złożyć nadgarstki. Po lądowaniu machnęła łbem zadowolona, że w końcu zaczyna się coś dziać (bo umówmy się, że takie kłody jak na początku to nuda!).
Widząc przed sobą znowu trochę otwartej przestrzeni chciała ponownie wejść na wyższe obroty, ale została powstrzymana. Było to mądrym posunięciem, bo rzeczywiście poruszając się tak szybko przez cały tor mogło jej nie starczyć siły na ostatnich przeszkodach. Po obraniu najazdu na przeszkodę z numerem cztery uniosła nieznacznie głowę. Zabudowana przeszkoda budziła w niej trochę większy respekt, przez co wybiła się dalej i zachowała bezpieczny zapas, mocno podciągając nadgarstki i na skoku pracując szyją, którą pociągnęła do dołu. Żółta piątka rzeczywiście wywołała u niej lekką konsternację, ale była z natury odważna, więc nawet przez myśl jej nie przeszło aby odmówić skoku. Pomimo wszystko jednak podczas najazdu gapiła się w przeszkodę i pozostałą lekko wycofana, a zachęcona do oddania skoku wystrzeliła w górę, aby czasem nie dotknąć straszka którąś z nóżek.
Utrzymując równe tempo galopu zbliżyła się do wody, przed którą to nie zawahała się ani na moment. Gdyby tylko Vivainen jej pozwoliła to nawet chętnie potaplałaby się chwilę w jeziorku, ale skoro trzeba było galopować dalej to kasztanka śmiało przebrnęła przez wodę. Samo wyjście okazało się nieco trudne, a Clair wykonała je pokracznie i potykając się, ale najważniejsze, że pokonały całość bezbłędnie. Widoczne na horyzoncie rury wzbudziły u Holenderki mały niepokój, "przyczaiła się" do skoku nie do końca wiedząc co z tym dziwadłem zrobić. Dzięki pomocy właścicielki oddała jednak skok, zapominając aby zapracować grzbietem, ale za to podciągając pod siebie nogi.
Szereg z numerem 8 był dla nich bułką z masłem, pokonały go w dobrym tempie i bez żadnych przeszkód. Clair wyraźnie cieszyła się z możliwości skoków, a mając już coraz większe zaufanie do Kanadyjki respektowała jej pomoce i sugestie. Niemal od razu odpowiedziała na wysłanie do przodu, atakując dziewiątkę. Szybsze tempo pozwoliło jej na mocne odbicie się do góry i bezproblemowe dokrycie przeszkody. Tym razem zaprezentowała bardzo ładną sylwetkę, z okrągłymi plecami i ciągnącą się do dołu szyją. Jak na nią nieźle zareagowała też na skrócenie, uważnie podchodząc do zeskoku i równie bezproblemowo pokonując człon B. Chętnie przyspieszyła ponownie, przyglądając się paletom przed nią, nie do końca wiedząc jak sobie poradzić z doborem miejsca odskoku. Zaufała więc w pełni Vivainne i odbiła się w wyznaczonym przez nią miejscu, dzięki czemu 11 poszła w zapomnienie.
Zachęcona dobrą passą kasztanka namierzyła dwunastkę, tym razem sama decydując o miejscu wybicia i trochę wciągając w przeszkodę swoją właścicielkę. Skok był dobry, ale zarz po nim wydarzyło się coś co wytraciło klacz z równowagi. Oczywiście nie mogła wiedzieć, że to skurcz w nodze Kanadyjki to spowodował, ale odczuła zmianę prowadzenia. Zestresowało ja to, położyła uszy po sobie i zaczęła nabierać tempa, a z każdą próbą opanowania sytuacji nakręcała się coraz bardziej, zadzierając pysk do góry i przyspieszając jeszcze bardziej. Ostatecznie przeszkoda pojawiła się przed nią bardzo niespodziewanie, a Clair nie wiedząc co ma zrobić zwyczajnie zatrzymała się z impetem, prawie wpadając w białe rury. Jakie było jej zdziwienie kiedy spostrzegła leżącą na ziemi Viv. Zaczęła wyrywać się i szamotać, ale przytrzymana po chwili stanęła w miejscu. Dyszała mocno, rozwierając chrapy i furkając głośno. Ostatecznie została zabrana przez kogoś na rozstępowanie, gdzie po kilkunastu minutach zdołała się uspokoić.

Vivianne Feron - 2018-06-29, 10:22

PRÓBA SKOKOWA


Pomimo wczorajszego startu na crossie, który nie był zbyt udany, lekko poobijana Vivianne ponownie przyszła do stajni. Oceniając stan swojego zdrowia na dobry z plusem nie zamierzała wycofać się z ostatniej próby, mimo trochę obitych pośladków, na które niefortunnie wylądowała z całym impetem, na jakichś kamykach. Przywitała się z Clair, jak zawsze, częstując klacz kawałkiem jabłka, a następnie wzięła się za jej oporządzanie i siodłanie, by wkrótce znaleźć się z kasztanką na rozprężalni. Mogła założyć sobie na siodło jakąś futerkową nakładkę, która choć trochę dbała by o jej pupkę.. No, ale nic. Będzie musiała przez to jakoś przejść! W trakcie rozgrzewki zadbała o rozciągnięcie i rozluźnienie klaczy, pracując z nią we wszystkich chodach, aby na końcu oddać kilka skoków i przejść do stępa na chwilę przed rozpoczęciem przez nie przejazdu. Holenderka była dziś w bardzo dobrym humorze, a jazda na niej była samą przyjemnością! Sprawdźmy, czy tak samo będzie jak rozpoczną przejazd!

Wkrótce zostały wywołane na plac konkursowy, na który weszły podczas przejazdu innej pary. Brunetka oprowadzała Clair w stępie, pokazując pięciolatce przeszkody, które jej zdaniem mogły ją w jakikolwiek sposób wystraszyć, a gdy przyszła ich kolej, ukłoniła się i rozgalopowała klacz, od razu próbując ustalić z nią równe, aktywne tempo, którym zamierzała przejechać przez plan konkursu. Mapa nie była jakoś specjalnie skomplikowana, a przeszkody miały wysokość, z którą Clair spokojnie potrafiła sobie poradzić. Ostatni głęboki wdech i można zaczynać!
Na jedynkę najeżdżały z lewej nogi. Miały do dyspozycji naprawdę długi najazd, na którym Vivianne pilnowała odpowiedniego tempa i prowadziła klacz zamkniętą w korytarzu z pomocy, aby ta nie spływała na żadną ze stron. Na kilka foule przed stacjonatą, zaczęła upominać klacz półparadami, o swojej obecności na jej grzbiecie i skupieniu na przeszkodzie, a gdy pod tą podjechały, Kanadyjka odliczyła w myślach od trzech do jednego, by w odpowiednim miejscu posłać klaczy mocniejszą łydkę, a tym samym zachęcić do lotu. Sama, bez spóźnienia, podążyła za jej ciałem, przeszła w półsiad i oddała klaczy delikatnie rękę, by mogła wyciągnąć się w trakcie skoku. Odchyliwszy się, sprawnie wróciła w siodło by po szerokim łuku poprowadzić ją do kolejnego punktu programu. W zakręcie chętnie podpierała klacz w łydkach, nie pozwalając jej na utratę tempa i równowagi i prowadziła ją na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną delikatnie pulsując i zachęcając do wygięcia. Na przeszkodę odbiła dopiero w momencie, kiedy najazd na nią wypadał prostopadle i przyspieszyła delikatnie, by kasztanka złapała lepszą siłę wybicia z prędkości, ale także by miejsce odskoku wypadło w odpowiednim miejscu a na to Vivianne wybrała nieco bardziej oddalony punkt. Kiedy nadeszło jego miejsce, ścisnęła boki klaczy łydkami i posłała ją do skoku, tym razem przechodząc w nieco głębszy półsiad i bardziej oddając jej rękę.
W trakcie lotu zmieniła także ustawienie pomocy i przeniosła ciężar swojego ciała na prawe strzemię, w które nadepnęła nieco mocniej, aby zasugerować Clair wylądowanie na przeciwną nogę prowadzącą. Kiedy to się udało, kontynuowała do trójki, którą szybko udało im się pokonać, a wkrótce wpisała ją w kolejny łuk, prowadzący do następnej stacjonaty. Tutaj ponownie zachowała wszelkie środki ostrożności, skrupulatnie owijając klacz wokół wewnętrznej łydki. Półparadami skupiała jej uwagę na skoku, który miał odbyć się zaledwie kilka kroków od długiej ściany, i prowadziła klacz w korytarzu z pomocy, nie pozwalając spłynąć na żadną ze stron. Prostopadły najazd, półparady, łydka i wkróce czwórka poszła w zapomnienie, nie pozwalając jednak na jakąkolwiek utratę skupienia, gdyż za nią majaczyła kolejna przeszkoda.
Odkąd tylko Vivianne wylądowała w siodle, ponownie prowadziła klacz w korytarzu z pomocy, przekazując jej półparady i skracając nieco, by bez problemu zmieściły się w dystansie. Do oksera ponownie wybrała nieco dalsze miejsce odskoku, a wkrótce, zaparłszy się w strzemionach, powiodła swoim ciałem za sylwetką konia, przechodząc w półsiad i głęboko oddając ręce. W tym manewrze zmieściła także przeniesienie ciężaru ciała, tym razem na lewo i zmianę ustawienia pomocy, by tym razem Clairka wylądowała na przeciwną stronę, gdyż to własnie w tym kierunku miały kontynuować przejazd.
W łuku do szóstki ponownie podpierała klacz w łydkach, ale kasztanka potknęła się delikatnie, przez co szybko trzeba było ratować sytuację. Niestety odbiło się to na jakości skoku i poskutkowało puknięciem w drąg, ale poza tym szóstka została pokonana poprawnie, a Paniom udało się nie zdobyć żadnych punktów karnych. Feron odetchnęła z ulgą, choć zbyt długo nie cieszyła się triumfem, szybko skupiając swoją uwagę na siódemce, która była jedynym szeregiem podczas dzisiejszego wystąpienia. Kanadyjka wiedziała, że kasztanka radzi sobie z takimi trudnościami, więc pewnie naprowadziła ją na pierwszy człon, do którego wybrała odrobinę dalsze miejsce wybicia, które miało zapewnić im bezproblemowe zmieszczenie się w dystansie do B. Skróciła ją więc delikatnie, a wkrótce posłała do lotu, oddając tylko tyle wodzy, ile potrzebowała by się wyciągnąć i by nie ciągnąć jej za pysk. Odchyliwszy się wróciła w siodło, a tu jej reakcje były bardzo szybkie i sprawne – wzięła klacz nieco bardziej na siebie, przytrzymała delikatnie, a następnie ponownie posłała w powietrze, głębiej oddając rękę i przechodząc w większy półsiad. Po wylądowaniu za szeregiem uśmiechnęła się do siebie i już wprowadzała klacz w łuk, by po dłuższej chwili znaleźć się na prostopadłym najeździe na ósemkę. Póki co szło im naprawdę nieźle, a brunetka miała nadzieję, że w takim stylu dobrną do końca przejazdu, co z pewnością potwierdzi jej domysły o przyszłym ukierunkowaniu klaczy na skoki :D
Ósemkę pokonały bardzo sprawnie i już na niej zmieniły nogę galopu, aby wkrótce puścić w zapomnienie także przeszkodę numer dziewięć, mając przed sobą tylko dwa punkty trasy do końca przejazdu. Po lądowaniu za stacjonatą Vivianne wprowadziła klacz w obszerny łuk, ponownie oferując jej podparcie w swoich łydkach i prowadząc na zewnętrznej wodzy, a następnie wyprowadziła ją na prostopadły najazd, wkrótce posyłając w powietrze nad dziesiątką. Zaparła się w strzemionach, przeszła w półsiad i oddała rękę, aby wkrótce odchylić się i wrócić w siodło. Na dziesiątce ponownie zmieniły nogę galopu, aby teraz po bardzo łagodnym łuku dojechać do oksera kończącego cały przejazd. Kanadyjka wzięła klacz nieco bardziej na siebie, skracając ją delikatnie do przeszkody i zamkniętą w korytarzu z pomocy, półparadami skupiała jej uwagę. Wyczekała, odliczając w myślach i dopiero w odpowiednim miejscu odskoku ścisnęła jej boki i posłała klacz w powietrze, podążając za nią swoim ciałem. Chętnie oddała klaczy wodze i przeszła w głębszy półsiad, już za moment przecinając linię fotokomórek i zakańczając przejazd bez punktów karnych.
Jeszcze przez moment utrzymywała klacz w galopie, aby wkrótce przejść do kłusa, w którym opuściła plac, dziękując klaczy za występ klepaniem po szyi. Spisała się naprawdę świetnie i właścicielka nie zamierzała oszczędzać na nagrodach dla niej! Wkrótce, na rozprężalni, przeszła do stępa by po kilkunastu minutach udać się z Clair do stajni, a tam porządnie się nią zająć i podziękować za wspólny występ końskimi smaczkami.

Christian Levrull - 2018-06-29, 14:23



Kolejną próba jaka ich czekała miał być cross. Nie obawiał się go jakoś mocno, biorąc pod uwagę, że klacz bardzo dobrze się na próbach terenowych spisuje, mimo jeszcze nie do końca obejścia się z nimi. Przed startem rozgrzał ją we wszystkich trzech chodach skupiając się przede wszystkim na przepuszczalności i rozluźnieniu. Pod koniec oddał trochę skoków zarówno na przeszkodach parkurowych, które stałe na rozprężali, jak i jednej przeszkodzie stałej. Tu pilnował szybkości jej reakcji na pomoce, tak by odpowiadała na sugestię do skoku w momencie kiedy tego od niej oczekiwał. W razie czego skorzystał z drąga przed przeszkodą, wskazówki, ułatwiając jej na początku znacznie zadanie. Kończąc pozytywnie rozgrzewkę przeszedł z klaczą do stępa na kontakcie oczekując swojego startu.
Słysząc wreszcie swoje imię i imię Imag ruszył w stronę bramki startowej, gdzie wszedł czekając na sygnał startowy. Chwilę później dało się go słyszeć, więc ruszyli aktywnym galopem przed siebie. Już chwilę później mieli przed sobą przeszkodę nr 1, która była fajną alternatywą do pierwszego skoku. Pewnie prowadził ją na przyjemnie wyglądającą przeszkodę, zamykając ją w łydkach, stworzył korytarz z wodzy, celując w środek przeszkody, co miało ułatwić klaczy zadanie. Nie dał jej pływać ani zmieniać tempa w dojeździe, przez co równo podjechali do miejsca wybicia oddając bezproblemowy skok nad przeszkodą. Zawodnik wszedł w swobodny półsiad umożliwiając jej swobodę w trakcie skoku, by po lądowaniu w strzemionach pogalopować aktywnie dalej, wszedł w półsiad odciążając jej plecy w trakcie jazdy w dystansie, co znacznie powinno ułatwić jej zadanie.
Już chwile później pojawiła się przed nimi dwójka, wyglądając równie przyjemnie co wcześniejsza przeszkoda, tu również pewnie poprowadził ją w środek przeszkody, uniemożliwiając w korytarzu z wodzy zastanawianie się nad skokiem, domykając ją w łydkach w odpowiednim miejscu wybicia posłał ją do skoku, samemu nie spóźniając półsiadu. Znowu wrócili w galop w dystansie, gdzie w lesie minęli „flagę” po piasku. Na szczęście klacz nie zwracała uwagi na zmianę podłoża galopując dalej. Następnie pojawiła się przed nimi trójka, czyli standardowa przeszkoda z gałązkami. Nie obawiał się jej pewnie galopując z klaczą do odpowiedniego miejsca wybicia, by następnie posłać ją do skoku z odpowiedniego miejsca. I tą przeszkodę zostawili nienaruszoną, wracając do aktywnej galopady.
Galopując chwilę w półsiadzie po chwili pojawiła się przed nimi czwórka, do której usiadł w siodło, lekko wziął ją na siebie dojeżdżając do przeszkody, tak by nie wpadli w nią za mocnym tempie. Lekko podniósł ją w dojeździe, by pod przeszkodą posłać ją do odważnego skoku, samemu wchodząc w półsiad nad drewnianą przeszkodą. Przy lądowaniu wrócił w siodło, by chwilę później na chwilę pogalopować przed siebie w półsiadzie. Chwilę później pojawiła się przed nimi oczo-jebna piątka, której nie dało się zauważyć. Poczuł lekką niepewność klaczy, dlatego głęboko siedząc w siodło bardzo starannie podprowadził ją do przeszkody w razie czego wspierając się bacikiem/ostrogą/cmoknięciem. Pilnował by nie wyjść przed nią i nie sprowokować do wyłamania/zatrzymania. Na szczęście klacz została na pomocach przez co bez problemu udało się podjechać pod przeszkodę i posłać do skoku, gdzie klacz zaprezentowała całkiem niezły zapas, który na szczęście wysiedział. Po wylądowaniu od razu ją pochwalił, by wrócić do półsiadu i skierować się na pierwszą kombinację.
Już po chwili galopu pojawiła się przed nimi kombinacja nr 6, czyli woda, pewnie do samego końca prowadził ją w pomocach głęboko siedząc w siodle. Dał jej patrzeć w lustro wody, ale nie pozwalał przy okazji zwalniać/kombinować. W odpowiednim miejscu posłał ją do zeskoku w wodę, by od razu posłać po wylądowaniu łydkę do galopu na wprost do wyskoku z wody. Na szczęście klacz została odważna, dając się prowadzić „po sznurku” przez co gładko i bez problemu wyskoczyli w członie B z wodzy, by pogalopować dalej w lekkim półsiadzie. Mieli trochę dystansu, więc zachęcił ją do dodania, by po zauważeniu przed nimi nr 7 wziąć ją znów ponownie nieco na siebie i w zamkniętych pomocach podjechał do niepozornej przeszkody, spod której posłał ją łydką do skoku samemu wchodząc w niespóźniony półsiad. By po wylądowaniu pogalopować w dalszą część trasy.
Kombinacja 8AB nie była niczym innym jak niepozornym wskoczeniem o dwa poziomy niżej dlatego nie przesadnie hamował ją, bardzo dokładnie kierując w środek i dając jej wymierzyć samej, w razie czego wspierając ją pomocami. Nie mogło tak być, że zawsze będzie ratował jej tyłek, dlatego dał jej możliwość pomyślenia samej. Ta bez zawahania wskoczyła zarówno na człon A i B, więc chwilę później skierowali się na 9’tkę, do której nieco poszerzył foulę, umożliwiając klaczy dokrycie całej przeszkody. Pozostawili ją bez problemu za sobą, galopując znów dalej przed siebie.
Przy 10AB znów dał jej sporo swobody, uważając tylko, by zobaczyła zmianę terenu, by następni równym galopem dojechać do zeskoku A, a po fouli wskoczyć wraz z klaczą na B. Nie sprawiło im to żadnego problemu, więc po chwili skierowali się na widoczną już 11’nastkę. Światło nieźle dało im po oczach, przez co Christian nieco za późno wybrał środek przeszkody prowadząc klacz na najszerszy odcinek przeszkody. Nie chcąc klaczy zniechęcić po prostu zrobił woltę, by tym razem lekko mrużąc oczy poprowadzić klacz bardziej na prawo umożliwiając jej bardzo prostu skok nad tą techniczną przeszkodą. Klacz bez zawahania pokonała ją, dlatego po jej pokonaniu pochwalił ją głosem i poklepaniem, by kontynuować dalszą jazdę do przodu.
Chwilę później pojawiła się przed nimi dwunastka, która nie była aż tak straszna, stąd pewnie Zawodnik zagalopował do końca, by spod przeszkody, w odpowiednim miejscu posłać karą do skoku. Po wylądowaniu znów czekało ich trochę galopady, by po jakimś czasie przed ich oczami pojawiła się biała kombinacja. Nakierował klacz na człon A, nieco biorąc ją na siebie, tworząc korytarz z pomocy uniemożliwił zawahanie i pewnie posłał do skoku spod pierwszej przeszkody. Po wylądowaniu kierując ją na wprost na człon B lekko przytrzymał ją chcą zmieścić się w odpowiedniej ilości fouli, by następnie znów łydką dając sygnał do skoku i tą przeszkodę zostawiając na czysto. Christian lądując wrócił do wcześniejszej, aktywnej galopady, by widząc 14’nastkę naprowadzić klacz pewnie na środek przeszkody i posyłając ją do skoku, pilnując, by nie spóźnić z półsiadem nawet jeśli ta za mocno wybije w górę ze swoim zapasem. Po pokonaniu przeszkody chwilę później zobaczyli przed sobą piętnastkę do której podniósł nieco klacz, dając jej zobaczyć całość szerokiej przeszkody. Na szczęście ta zaufała Zawodnikowi dając się równo doprowadzić do miejsca wybicia, a następnie weszli razem w dobry technicznie skok, gdzie po lądowaniu skierowali się na kolejny odcinek trasy.
Zarówno 16 i 17 nie sprawiło im problemów, nawet pierwsza z nich z lekkim rowem pod spodem nie namieszała klaczy w głowie przez co na czysto mieli za sobą obie przeszkody. 18’nastka była równie podobna co jedna przeszkoda temu, dlatego pewnie i bez zawahania poprowadził Imag do niej, by spod przeszkody posłać ją do soczystego skoku. Lądując wzrokiem widział już przed ostatnią przeszkodę do której poprowadził ją łagodnym łukiem, by płynnie pokonać i ją. Aktywnym galopem na tyle ile jeszcze dawała radę kara poprowadził ją do bramki nr 20, korzystając z ułatwienia, którym było ograniczenia trasy ucieczki koniu po prawej i lewej stronie. Domykając ją dołem posłał ją do skoku, pozostawiając za sobą ostatnią przeszkodę, gdzie po wylądowaniu dofiniszował z klaczą do mety. Po jej minięciu od razu sowicie ją pochwalił, bo nie zrobiła żadnego błędu – a wolta była tylko i wyłączenie z jego winy i winy światła. Prócz tego bardzo dobrze mu się ją prowadziło w trakcie tej próby. Porządnie ją rozstępował nagradzając również smaczkami, by ostatecznie udać się z nią do stajni.

[zt]

Christian Levrull - 2018-06-29, 14:54



Kolejnym koniem, z którym miał się pojawić na crossie był Kauczuk, gdzie przed startem Zawodnik skupił się na odpowiednim rozgrzaniu go i przygotowaniu do tej ciężkiej I mającej go sprawdzić próby. Czekał ich mało wymagający cross, o ile nie brać tego, że ogier pierwszy raz wystartuje na crossie w zawodach, stąd w trakcie rozprężenia nie męczył ogiera zanadto - zmęczył go na tyle, by jak na niego przystało, nie wpadło mu nic głupiego do głowy. Skupił się tylko na tym, by rozgrzać go w trzech chodach i wykonać elementy, które go porozciągają, co będzie potrzebne w trakcie skoków na różnorodnym terenie. Do tego parę razy skoczyli coś niższego, na adekwatnych wysokościach kończąc i usadowili się na starcie. Na sygnał ruszyli galopem, który od początku został skorygowany przez Zawodnika - pozostawił go dość mocno do przodu, póki nie mieli przed sobą żadnej przeszkody, co by z czasem się w normie zmieścić - choć to nie było jego priorytetem na tych zawodach. W końcu był to ich wspólny debiut, postanowił, więc po prostu ukończyć go bez problemów, niekoniecznie w normie czasu. Pilnował w miarę okrągłej fouli jak na to tempo, by przez spłaszczenie się ogier nie potknął się na nierównościach, galop na równych wodzach, w pomocach, tak, by bez problemu móc kontrolować go w każdej sytuacji.
Do jedynki nie mieli daleko, już przed nią poczuł, że klimat zawodów nieco wycofał ogiera, przez co stał się ciężki do prowadzenia. Wiedział, ze jest raczej z tych odważnych, aczkolwiek tak było na treningach, niekoniecznie w trakcie zawodów, tego jeszcze nie próbowali, dlatego zachęcił go ostrogą, by pozostał w aktywnym galopie i takim tempem dojechał z nim do jedynki, gdzie parę fouli przed wsiadł w siodło (jako, że wcześniej poruszał się półsiadem) i domykając go dołem wymusił niejako skok nad straszną przeszkodą. Na szczęście ogier odpowiedział na pomoce pokonując przeszkodę z dużym zapasem. Po lądowaniu powrót do docelowego galopu choć odcinek do dwójki nie był za duży.
Przed nimi pojawiła się dwójka o dość złudnym wyglądzie (nie mam pojęcia czy ten worek tam jest specjalnie xD) ze względu na worek po środku przeszkody (?), stąd Christian skupił się, by dać czytelny sygnał do skoku przed przeszkodą, siadając w siodło i nieco cofając ramiona. Wykonali poprawny skok nad tą techniczną przeszkodą tym razem wracając już do galopu w dobrym tempie. W lesie przejechali przez „flagę” pomiędzy którymi mieli trochę piasku na szczęście na ogierze nie zrobiło to różnicy. Trójka była dość standardowa jeżeli chodzi o crossy, dlatego Zawodnik chętnie galopował z karym do końca aktywnie, przed skokiem jedynie podnosząc go i domykając tym samym dołem zachęcił do oddania skoku nad krzakami. Sam zresztą skupił się w locie, by mu nie przeszkadzać mocno szukając oparcia w strzemieniu i oddając rękę w skoku na tyle ile potrzebował. Powrót w siodło w równowadze i dalszy galop przed siebie.
Zbliżając się do "krzywego pudła" zwanego Rolltop usiadł w siodło nieco podnosząc ogiera przy domknięciu go dołem i umożliwiając ocenę przeszkody, która z daleka była złudna, by z bliska okazać się dość wymagającą zapewne. Dlatego odważnie jechał go do samego końca, by swobodnie dokrył całość. W miejscu odbicia posłał ogiera do skoku samemu wchodząc w poprawny półsiad, by po lądowaniu wzrokiem już wyłapać kolejne przeszkody na horyzoncie. Piątka nie zachęcała raczej koni do skoku, dlatego dojeżdżając do tej przeszkody lekko wycofał się ramionami domykając ogiera dołem i pewnie doprowadzając go do miejsca wybicia posłał do skoku, w trakcie dojazdu pilnując, by nie skradał się do przeszkody tracąc nie tylko tempo, ale poprawną sylwetkę. I tym razem ogier pokonał przeszkodę bez problemu, przez co pojechali galopem dalej.
Na nich czekało już pierwsze spotkanie z przeszkodą wodną, której nie obawiał się aż tak bardzo, tym bardziej, że zeskok do wody nie był za wysoki. Do tego ogier bardzo dobrze i odważnie pokonywał przeszkody w wodzie, więc odważnie, ale nie za mocno jechał z ogierem do zeskoku, który był członem A. Ogier chyba wziął za poważnie jednak te zawody, gdyż po dojeździe do miejsca wybicia wyskoczył bardzo wysoko w górę (zamiast po prostu zeskoczyć), by zgubić równowagę przy wylądowaniu w wodzie i przy próbie pierwszego kroku galopu po prostu wyłożyć się wraz z Christianem do wody. :lol: Tym sposobem Zawodnik szybko otrzeźwiał próbując ewakuować się spod ogiera i trzymając dalej wodze pomóc mu wstać z wody. Od razu zaczął go uspokajać i jeśli już nie panikował chwile po chodził z nim w wodzie chcąc go przyzwyczaić do strasznej wody. Jako jednak, że zostali wyeliminowani po chwili puścili cross, gdzie standardowo zostali obejrzani przez lekarza i weterynarza. No trudno, bywa i tak. :lol:

[zt]

Imagination ST - 2018-06-29, 15:18

Próba terenowa.

Imagination odbyła dość dużo wnoszący trening z Brianem, który przełamał jej pierwsze lody i obawy przed crossem. Wręcz przeciwnie - klacz zdawała się przeć na przeszkody, być chętną do takiego ruchu i starała się pokazać jak najlepiej. Po tatusiu odziedziczyła chęć skoków i baskill, nie była jednak koniem szczególnie zwinnym - potrafiła skoczyć wysoko, nie bała się tego i zwykle wykonywała ładne technicznie skoki, lecz jej problemem było tempo. Można określić, że nadawała się świetnie do potęgi skoku, gorzej z konkurencjami na czas. Być może się jeszcze wyrobi?
Podczas rozgrzewki chodziła jak nabuzowana, pełna werwy i rwąca się do biegu i skoków, co o ile mogło być momentami kłopotliwe, to budowało pozytywne wrażenie dotyczące jej późniejszego startu.
Stała spokojne w bramce, lekko się rozpraszając, mimo to momentalnie zareagowała na najdrobniejszy sygnał do galopu. Ruszyła z kopyta, pchając się wręcz w przód, jak i do skoku. Przed jedynką nastawiła w jej kierunku uszy i cicho prychnęła zaraz wybijając się do skoku z ładnym baskillem i sporym zapasem, niewymuszonym przez lęk. Po dość płynnym lądowaniu ruszyła z kopyta, silnie wybijając się z zadu i rozciągając w galopie, prąc na przód z siarczystym machaniem ogona.
Zauważając dwójkę ponownie skupiła się na jeźdźcu, by po dostaniu sygnału prawie od razu wybić się z kumulacją siły w zadzie, lekko przesadzając z odległością od przeszkody, nie było to jednak na tyle rażące ani przeszkadzające, by szczególnie zwrócić na to uwagę. Trójka wydawała się jej mniej przyjemna, przynajmniej w pierwszej chwili klacz miała lekkie obawy, mężczyzna mógł wyczuć jej spięcie, oddała się jednak w jego ręce i zgodnie z sugestią wybiła nad przeszkodę, odpychając silnie tylnymi i uzyskując lekko przesadzony skok z ucieczką nogami ku górze, coby nie dotknąć przeszkody choćby lekko. Lądowanie było mniej przyjemne do poprzednich, nie wysadziła jednak Chrisa z siodła i pozwoliła się dalej prowadzić. W przerwach między przeszkodami lekko się dekoncentrowała, lecz przy najdrobniejszej sugestii mężczyzny zaraz skupiała się na nim. Podobnie było przed czwórką, na którą spojrzała z lekką dezaprobatą, spięła kłodę i delikatnie przyhamowała, mimo to pozwoliła się wprowadzić w skok, wpierw mocno odbijając się z przodów, by poprawić to skumulowaną w zadzie siłą. Przed czwórką nabrała odwagi, jakby chcąc sprostać oczekiwaniom mężczyzny, gorzej zaś z piątką, która zdecydowanie ją zdenerwowała. Nastawiła uszy i cicho prychnęła, spinając się i zwalniając. Zaraz jednak posłuchała się pomocy Chrisa i wybiła do skoku, spłaszczając go jednak lekko. Mimo to podbudowana na duchu dzięki pochwale pogalopowała z werwą i chęcią dalej.
Kombinacja jaka ją czekała była problematyczna. Klacz obawiała się zeskoku, spinała i zdawała się zwalniać, mimo to poddała się pomocom Zawodnika i wskoczyła w lustro wody idąc już odważnie przed siebie, jedynie lekko strzygając uszami przed kolejną, pokonaną przeszkodą. Spokój i pomoce jeźdźca dawały jej odwagi i werwy, nie ukrywając było to potrzebne w crossie, który mimo dobrej jazdy zdawał się nie być jej przeznaczonym. Brakowało jej odwagi samej w sobie, nie tylko polegającej na jeźdźcu.
Siódemkę pokonała gładko, kumulując siłę w zadzie, który pchnął ją do ładnego baskillu i odpowiedniej odległości od góry przeszkody, zaraz za tym była kombinacja, która wymagała od Imagination działania samodzielnego. Skupiła się na niej, nastawiła uszy i dość celnie pokonała oba człony, idąc dalej już bardziej odważnie i pewnie, jakby ta chwila swobody upewniła ją, jaka to ona jest super.
Dziewiątka wymagała poszerzenia fouli, to jednak nie było problematyczne, gdyż klacz wyuczona z czworoboku bez większych obiekcji reagowała na pomoce i wykonywała polecenia od ręki. Tym samym udało im się pokonać przeszkodę bez większych problemów, nie ustając w tempie w którym skierowali się na dziesiątkę. Skupiła na obiekcie swoją uwagę, lekko się denerwując, zaraz jednak jej to przeszło gdy zobaczyła, że nic jej nie zje. Lądowała ładnie, nie wywaliła się będąc stabilną w swoim ruchu, dzięki temu z kopyta ruszyli na jedenastkę. Tutaj, klacz będąc już gotową do skoku nad wymagającą przeszkodą została naprowadzona na woltę, co ją wybiło, lecz pozwoliło na pokonanie dalej przeszkody. Zniżyła łeb mimo to wybiła się na przeszkodę, mimo trudności pokonując ją bez zawahania.
Dwunastka jak i trzynastka pokonana była bez problemu, wykonując całkiem ładny baskill nad wszystkimi przeszkodami. Nie miała problemów ze skróceniem fouli czy wybiciem po krótkim najeździe, co powinno zdecydowanie umocnić Chrisa w wyborze jej dyscypliny. Radziła sobie, bardzo sobie radziła.
Kierując się na czternastkę uległa pomocom Chrisa idąc idealnie na środek przeszkody, by silnie się wybić. Mimo lęku podobnie poszło z piętnastką, a sama technika skoku i baskill był lepszy niż w czternastej. W tamtej przeszkodzie brakowało lekkości i chęci, tutaj jak i w kolejnych przeszkodach 16 i 17 było bardzo dobrze.
Przed osiemnastką nie obawiała się ani trochę, gdyż niedawno skoczyła podobną przeszkodę. Skumulowała siłę w zadzie i wybijając się wpierw przodem, dopełniła zadem skok z ładnym baskillem i płynnym lądowaniem, prowadzącym do ostatniej przeszkody, którą pokonali gładko. Zaraz po tym dobiegła do bramek i na sygnał mężczyzny zwolniła, z przyjemnością odbierając zarówno pochwały, jak i odpoczynek.
zt

Tate - 2018-06-30, 00:41



Ten post trzeba zacząć jednym - Tate nie była mistrzem ujeżdżenia. Nie lubiła tej dyscypliny, nie znała się na niej wybitnie, zaś wszelkie zawody były dla niej czymś pobocznym - bardziej przygotowywała się do skoków, niż do ujeżdżenia.
Pierwszego dnia były jednak czworoboki. Wzięła to na klatę, przybyła do swojego nowego supi kolegi, Fallinga, który był ogierkiem równie uroczym co jej księżniczka. Przygotowała go na myjcie, zaplatając grzywę i ubierając w piękny komplecik, aby następnie udać się na rozprężalnię. Początkowe pół godziny poświęciła na stęp, zaraz jednak przeszła do ambitniejszego chodu jak kłus, czy galop. W kłusie postawiła na wygnanie, w tym przede wszystkim wolty i narożniki, których starała się pokonywać jak najwięcej, z jak największą dokładnością. Pingwinem nie była, lecz miała swoją wiedzę i umiejętności.
Przechodząc do galopu obciążała zad, który gdzieś im zanikał i pozostawał bierny w porównaniu do reszty ciała. Z czasem zaczęło to skutkować, ale wydaje mi się, że bardziej dzięki chęci Fallinga, niż Tate, która na tej rozgrzewce miała jedno wielkie bajabongo z kaktusami. Pozostawała bierna, skupiając się na robocie sekundę przed tym, jak usłyszeli wezwanie sędziów. Brawo Vardas!
Odetchnęła głęboko i skupiła ogiera na sobie, skracając kontakt i przyjmyjąc pełny siad, w którym czuła się pewnie. Ogier miał bardzo przyjemny ruch, niewybijający, dzięki czemu nawet tak roztrzepana osóbka jak Tate potrafiła wyglądać profesjonalnie. Delikatnie poruszyła wędziłem w pysku ogiera poprzez ruch małych palców, przypominając mu o żuciu go, w końcu stary, zaczyna się zabawa! Dojeżdżając do A wzmocniła dosiad, usiadła głębiej i ustabilizowała tempo lekkim przetrzymaniem na kontakcie, łydkami wyrównując tor jazdy po prostej. Kierowali się stałym tempem, ponownie jednak ogier tracił na rozluźnieniu poprzez opieszałe żucie wędziła, tym samym usztywniając kłodę i utrudniając Tate kontakt. Delikatna stymulacja kontaktem działała tylko wtedy, kiedy Tatka Łopatka sobie o tym przypominała, a patrząc na jej podejście do tej jakże pięknej dyscypliny... no kiepsko. Nie chcę tutaj używać tutaj wulgaryzmów, ale nic nie opisałoby tego jak określenie ''opierdalanie'', czy nawet ''wyje*anie''. Miała w głębokim poważaniu wynik tego przejazdu, ratował to przede wszystkim Falling, który miał całkiem ładny chód i dzięki drobnym wskazówkom Tate, jak ułożenie łydek podczas skręcania w stronę prawego narożnika, czy obciążenie zadu szedł prawidłowo. Oczywiście trochę tam brakowało, ale mówimy tu o nikim innym jak o Vardasównej, nie oczekujmy cudów.
Na narożniku pomogła biednemu Away'owi w ładny łuku, wzmacniając wewnętrzną wodzą skręt a zewnętrzną potylicę, zaś łydkami wspierając dobry ślad zadu. Zaraz po narożniku na moment go zatrzymała, przechodząc w M do przekątnej. Łydki kobiety wspomagały równą linię ruchu, z drugiej zaś strony działała trochę za blisko popręgu, działając na ogiera stymulująco. Tracili równe tempo, co odbiło się na notach z pewnością. Wjeżdżając na ścianę spowolniła ogiera dopiero na narożniku, zdając sobie sprawę ze swojego błędu i strzelając face palma w myślach. Dojeżdżając do A była serpentyna. Podstawą była komunikacja na łukach, dojeżdżanie do ścian i stałość tempa. Ponownie Tate gdzieś gubiła swoje łydki, albo to łydki gubiły ją. Traciła przede wszystkim na stałości, ogier gibał się w niestabilnych łydkach, tracąc na jakości kłusa w zdecydowanej części. Kontakt był stabilny i przyjemny, Falling spokojnie żuł wędzidło, zawadzały głównie łydki dość wysokiej Instruktorki.
Zaraz po serpentynie skierowali się ponownie na narożnik, wyjeżdżając go ze zgubieniem śladu zadu, lecz przejście na przekątną było już obiecujące. Amerykanka zaczęła powoli zdawać sobie sprawę ze swoich błędów, wspomogła więc ogiera na łuku, umocowując wewnętrzną łydkę bliżej popręgu, zaś zewnętrzną zaokrąglając zad. Ruchem bioder pchnęła go do poszerzenia ram, zaś wzmocnieniem kontaktu powstrzymała przed nadmiernym przyśpieszeniem. Przesunęła łydki dalej, mniej więcej o dłoń od popręgu, utrzymując równą linię. O Pani, to leci już do Watykanu jako znak cudu. Przed F rzuciła ogierowi półparadę i obciążyła zad, oddziałowując spowalniająco, aby zwolnić do kłusa roboczego, którym dotarli do A. Przy tej literce rzuciła półparadę i pchnęła ogiera do galopu, aby utrzymując go na łydkach przejechać wzdłuż ścian do E. Wzmocniła wewnętrzną wodzę, kontrolując galop na prawą nogę i przetrzymując wewnętrzną wodzą potylicę, aby wjechać na koło od E do B i z powrotem.
Zjeżdżając z koła jechała spory kawałek ściany galopem roboczym, aby także w nim pokonać połowę przekątnej, przed literką X rzucając półparadę i obciążając zad wraz z hamującą łydką i mocniejszym kontaktem. Po przejściu w kłus przejechali nim do końca przekątnej, skręcając w kierunku literki A. Przy niej usiadła głębiej w siodło, wzmocniła łydkę i wypchnęła ogiera ruchem miednicy do galopu, tym razem odziałowując na lewą nogę. W galopie a lewą pokonali bliźniacze koło BEB, na którym Tate straciła jednym - brakiem stałości w łydkach. Ogier kiwał się pomiędzy jej sygnałami, nie utrzymując równego toru i zaokrąglenia, co zdecydowanie obniżyło im noty. Dojeżdżając do B skierowała Fallinga prost do M a następnie C, kontrolując równy ruch na ścianach, oraz łuk na narożniku. Tutaj wspomogła się łydką, która nadal gdzieś traciła jakość chodu ogiera - bez niej to by mu nawet lepiej wyszło.
Dojeżdżając do C ze strony Instruktorki polecała ponownie półparda, następnie zaś obciążenie zadu i wzmocnienie nacisku wodzy, aby spowolnić Away'a do kłusa. W nim przejechali ponownie kawałek ściany, aby dojeżdżając do E wjechać na koło. Amazonka zaczęła powoli unosić się w rytm kłusa, delikatnie popuszczając wodze. Ogier jednak zniżył głowę nieznacznie, tym samym większość figury poszła fatalnie. Rozdenerowana Tate straciła na stałości kontaktu podczas ponownego go zbierania, tym samym ogier spiął kłodę i zaprezentowali fatalne koło, którego kontynuacją był równie słaby kłus po ścianie. Dojeżdżając do A wystąpiło problematyczne zatrzymanie, będące o połowę długości konia dalej od literki, to było spowodowane zagapieniem się Tate - gdy zawalczyła pełną półparadą było za późno. Po 3 sekundach wypchnęła gniadosza delikatnie z bioder, kierując się w kierunku F. Wzmocniła wewnętrzną wodzę, zewnętrzną kontrolując potylicę i delikatnie popuściła kontakt, popychając ogiera ruchem dosiadu do aktywniejszego stępa. Same pół-koło wyszło zmniejszone, 20 metrów średnicy to ono nie miało, uznajmy jakieś... 17? Ładnie zaś wyszło zakłusowanie przy K, na którym ogier zaprezentował momentalne zadziałanie na pomoce Tate, czyli łydkę i dosiad. W kłusie jechali po ścianie, dojeżdżając do A a w tej literce ruszyli na linię środkową. Przed X Instruktorka sprowadziła Fallinga do pełnej parady, ukłoniła się i wyjechała z czworoboku na długiej.
zt

Brian - 2018-07-02, 13:49

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Nie miałem zamiaru przepuszczać sobie startu w zawodach WKKW, któe miały odbyć się w Orchard Stable. Co więcej postanowiłem wystartować n jednym z orchardowskich lub prywatnych koni. Szybko wpadłem na Elusive, której właściciel chętnie oddawał ją na zawody. Oczywiście fakt, że się nie znaliśmy mógł nam utrudnić współpracę na zawodach i stanowił pewne ryzyko, ale mówimy o mnie, takie ryzyko podejmuję bez zająknięcia się. Kto wie, może wyjdzie z tego coś dobrego. Pierwszego dnia zawodów tradycyjnie miała miejsce próba ujeżdżeniowa, więc wcześniej w tym dniu stawiłem się w stajni, by wszystko przygotować i zapiąć na ostatni guzik. Zostawiłem rzeczy w socjalu, dopilnowałem, aby niezbędny tego dnia sprzęt trafił na myjkę. Wyczyściłem go poprzedniego dnia. Gdy te sprawy miałem już odhaczone ruszyłem pod boks Elusive, by się z nią przywitać. I na tym polu starałem się jak najbardziej przygotować i nieco poznać klacz - na tyle, na ile pozwalał mi czas. Traz wyprowadziłem ją z boksu na myjkę, a następnie na korytarz, okazując jej przy tym, że jej ewentualne humorki mnie nudzą. Przywiązałem ją na myjce, po czym dokładnie wyczyściłem i równie pieczołowicie osiodłałem. Następnie zostawiłem ją pod okiem stajennego i zniknąłem na chwilę w socjalnym, by samemu się przygotować. W odpowiednim stroju wróciłem na myjkę i zabrałem Elusive na rozprężalnię. Tam poprawiłem sprzęt i znalazłem się na jej grzbiecie. Rozgrzaliśmy się w każdym chodzie, początkowo na lużnej wodzy, chyba, że przyszło jej do głowy coś odwalić. Do tego poćwiczyliśmy kilka figur, przejść i zatrzymań. Starałem się jak najlepiej przygotować Elusive (i siebie) do tej próby. Na koniec zwolniłem ją do stępa i dałem luz na wodzach. Pozostało nam czekać na naszą kolej.

Kiedy nas wywołano dodałem Elusive łydkę, prosząc ją o kłus roboczy, a po przejściu do tego chodu nabrałem wodze na kontakt, poprawiając się w siodle, tak aby prezentować prawidłową sylwetkę i dosiad, po czym skierowałem klacz w stronę szranek. Od początku starałem się uzgodnić z nią aktywne, ale równe i zrównoważone tempo, z czym miałem problemy od początku naszej rozgrzewki. Ogólnie rzecz ujmując starałem się o to, żeby udało nam się dogadać , a nasz przejazd wyglądał płynnie i chyba na chwilę obecną mi się to udało, chociaż o tym tak na dobrą sprawę miałem się dopiero przekonać. Od czasu do czasu posyłałem jej też półparady, aby utrzymać jej koncentrację. Wjechaliśmy na czworobok w A, na linię środkową, na której pilnowałem jej w łydkach, by nie spływała mi z prostej, jednocześnie cały czas poświęcając sporo uwagi temu, by gniada była możliwie zaangażowana i skupiona, oraz rozluźniona - co nie udawało mi się tak do końca. Wyczuwałem niej spięcie i lekkie usztywnienie, czemu starałem się przeciwdziałać. Posyłałem jej półparady, podstawiając zadnie nogi pod kłodę z pomocą łydek, wychylałem się nieco do przodu napinając krzyż i zamykając ręce na wodzach. Po linii środkowej skierowaliśmy się do przeciwległej krótkiej ściany, gdzie w odpowiednim momencie zasygnalizowałem jej skręt w prawo, obciążając tą stronę.
Ładnie wyjechaliśmy zakręt i znajdowaliśmy się teraz pod krótką ścianą. Dogadanie się z oldenburką było pracochłonne, ale póki co mi się to udawało, mimo to nie mogłęm całkowicie zniwelować jej spięcia, co rzutowało trochę na jakość kłusa roboczego. Nie obawiałem się wyzwań. ścięliśmy dość precyzyjnie narożnik, by zjechać z kolej pod długą ścianę. Cały czas starałem się panować nad jej tempem, a po wyjeżdzie z narożnika od razu ponownie wysłałem jej półparady, przygotowując ją do nowego elementu. Mianowicie w M odbiliśmy na przekątną przez środek czworoboku, zmieniając kierunek jazdy. Na przekątnej cały czas prowadziłem ją kłusem roboczy,. ponownie pilnując ją łydkami na obranej linii i działając od czasu do czasu półparadami. Wróciliśmy na ślad w K, pod równoległą długą ścianą. Zaraz czekał nas kolejny narożnik, który prawidłowo wyjechaliśmy, by znależć się na krótkiej ścianie.
Tam, nadal starając się, żeby klacz utrzymała równe tempo ponownie wysłałem jej półparady przez podstawienie zadu pod kłodę, właściwą pozycję w siodle i działanie wodzami, starając się ją uprzedzić o kolejnym punkcie programu. Dokładnie w A odbiliśmy w stronę środka czworoboku. Mieliśmy wykonać serpentynę o trzech łukach. Prowadziłem ją pewnie, a przynajmniej się starałem o niezmienne, aktywne tempo kłusa, równowagę i zachowanie ustawienia, na łukach wyginałem Elusive od wewnętrznej łydki, zewnętrzną, która pilnowała zadu i ustawienia cofając za popręg, wodzami nadając jej kierunek jazdy i prawidłowe zgięcie w potylicy. Dwa pierwsze łuki pomimo lekkiego usztywnienia klaczy wyszły nam dość dobrze, jednak na trzecim nastąpił pierwszy zauważalny problem z tym, żebyśmy się dogadali, przez co ostatni łuk został wykonany nieco chaotycznie, a jego rysunek został zaburzony. Starałem się to poprawić jeszcze na serpentynie, ale gdy byliśmy już pod krótką ścianą pozostało mi skupić się na dalszych punktach programu. Zaraz ścięliśmy przyzwoicie narożnik i zjechaliśmy na długą ścianę, gdzie znowu rzuciłem jej półparady, by przygotować ją, zanim w H odbiliśmy na przekątną, jednocześnie zachęciłem ją do wydłużenia kroku w kłusie przez dodawanie stabilnych łydek, jednocześnie odzdiałując dosiadem, a moje ręce pilnowały, aby klacz została w ustawieniu. Zdaje się, że nasze nieporozumienie na serpentynie jeszcze do końca nie "wyparowało", bo pierwsze wydłużone kroki w kłusie były ponownie nieco chaotyczne, ale zadziałałem stosując dokłądniejsze pomoce i do końca przekątnej prezentoaliśmy ten element całkiem nieżle, jednocześnie pilnowałem, aby Elusive nie próbowała za bardzo przyspieszyć. Zbliżając się do drugiej długiej ściany ponownie otrzymałą ode mnie półparady, po czym gdy w F wróciliśmy pod ścianę, wróciliśmy również do poprzedniego ustawienia. Zaraz też ścięliśmy kolejny narożnik, by znależć się na krótkiej ścianie. Tam znowu wusłałem jej półparady, chcąc aby pozostała skupiona, gdyż czekało nas przejście.
Następnie w A cofnąłem zewnętrzną łydkę nieco za popręg, dodałem obie do jej boków, jednocześnie ewentualnie lekko wypchnąłem ją z bioder i przesunąłem nadgarstki nieco do przodu, obciążając przy tym bardziej prawe strzemię, prosząc gniadą o galop roboczy z prawej nogi. Zaraz też skupiłem się na właściwym tempie w galopie, tak aby było ono aktywne, ale rozsądne i stałe. O ile sam element przejścia dp galopu roboczego nam się udał, to póżniej znowu nawiązanie porozumienia z Elusive było utrudnione. Oldenburka była spięta i chyba strasznie jej się gdzieś spieszyło. Oczywiście starałem się wyhamować jej zapędy i znależć jak najlepszy sposób by nawiązać z nią i utrzymać porozymienie. Wyjechaliśmy kolejny narożnik i znależliśmy się z kolei pod długą ścianą, na której nadal pracowałem nad właściwym tempem i tym, by nasz galop roboczy sprawiał jak najlepsze wrazenie. Zbliżając się do E ponownie podstawiłęm jej zad pod kłodę i napiąłem krzyż, posyłając jej półparady. W E odbiliśmy na koło w prawo o średnicy 20 metrów. Starając się by na wolcie Elusive zachowała równe tempo i ustawienie cofnąłem zewnętrzną łydkę za popręg, wewnętrzną zostawiłem na nim, wyginając klacz od tej łydki na kole, wodzami nadając kierunek jazdy w prawo i wygięcie w potylicy. Znowu przez większość wykonywania elementu udawało nam się to płynnie, w równowadze i porozumieniu, by zbliżając się z powrotem do E wraz z moją chwilową dekoncentracją to porozumienie stracić, co zaowocowało wypadnięciem klaczy łopatką z rysunku koła. Szybko się zmobilizowałem, aby zapobiec dalszej zmianie prawidłowego rysunku koła, co mi się udało, chociaż nadal nie wyszło ono w stu procentach takie jakie powinno. Usztywnienie i spięcie klaczy dołożyło swoją cegiełkę. Po zamknięciu koła w E ruszyliśmy dalej po prostej pod ścianą. Jeszcze na długiej ścianie klacz otrzymała półparadę, po czym wygiąłem ją od wewnętrznej łydki, by wyjechać narożnik, przez co znależliśmy się na krótkiej ścianie. Przejechaliśmy pod nią bez żadnych wpadek, które mogłyby negatywnie wpłynąć na naszą ogólną ocenę. Wyczuwałem, że gniada nadal jest nieco spięta i starałem się ją rozlużnić, co z pewnością zaważyłoby pozytywnie na jakość chodu i wykonywanych figur. Ścięliśmy narożnik i byliśmy znowu na długiej ścianie, gdzie oldenburka od razu otrzymała skupiające półparady, zanim w M odbiliśmy na przekątną. Na niej starałem się o zachowanie obecnego tempa, jednocześnie pilnując jej w łydkach, by nie spływała na boki. Zbliżając się do środka czworoboku ponownie otrzymała półparady, po czym wyprostowałem się, siedząc w siodle, ściągnąłem pięty w dół, dodałem lekko łydki do jej boków i zamknąłem palce na wodzach, prosząc ją o kłus roboczy w X. Przejście wyszło nam całkiem nieżle, po czym w K zjechaliśmy pod długą ścianę.
Tam, starając się o utrzymanie dotychczasowego równego i aktywnego tempa ponownie wysłałem jej półparady przez podstawienie zadnich nóg pod kłodę z pomocą łydek, wychyliłem się nieco do przodu, napiąłem prawidłowo krzyż i działając wodzami. W ten sposób chciałem ją przygotować do kolejnego punktu programu, by we właściwym momencie cofnąć zewnętrzną łydkę nieco za popręg, dodać Elusive obie łydki i ewentualnie wypchnąć ją z bioder, przy tym wyciągnąłem ręce bardziej do przodu i obciążyłem tym razem lewą stronę, prosząc klacz o galop roboczy z tej nogi. O ile powrót do galopu powinien raczej ucieszyć gniadą, to nie oznaczał on poprawy jakości wykonywanych elementów. Na wykonaniu przejścia zaważyło spięcie klaczy. Jeszcze pod krótką ścianą podjąłem staranie o aktywny, żwawy, ale równy i rozsądny galop, co momentami niezbyt przypadało oldenburce do gustu. Wyjechaliśmy narożnik i znależliśmy się pod długą ścianą, gdzie kontynuowałem swe starania, chcąc uniknąć częstych nieporozumień, które jednak nam się zdarzały. Zbliżając się do środka długiej ściany posłałem Elusive skupiające półparady, chcąc ją przygotować przez kolejnym elementem, zanim w B odbiliśmy spod ściany w lewo na koło. Od razu skupiłem się na tym, by na wolcie klacz zachowała dotychczasowe tempo galopu, pozostała w równowadze i ustawieniu. Dodatkowo cofnąłem zewnętrzną łydkę za popręg, gdzie miała pilnować zadu gniadej, podczas gdy pracując wewnętrzną łydką na popręgu wyginałem ją od niej, wodzami nadając kierunek jazdy i odpowiednie zgięcie w potylicy. Przez większość koła nam się to udawało i chociaż na szczęście udało nam się uniknięć jakichś poważniejszych, ewidentnych błędów, po naszym kole było ewidentnie widać usztywnienie oldenburki, co oczywiście starałem się możliwie skorygować jeszcze na kole. Wróciliśmy w B pod ścianę, zamykając koło i ruszyliśmy dalej po prostej galopem roboczym, kierując się w stronę narożnika, który po chwili wyjechaliśmy przyzwoicie, by znależć się pod krótką ścianą. Tam dalej stałem na straży jej równego, ale aktywnego tempa, starając się jak najlepiej z nią porozumieć, by uniknąć kolejnej wpadki. Psłałem jej też półparady, chcąc aby była skoncentrowana i zaangażowana. Następnie w pobliżu C wyprostowałem się siedząc w siodle, wyciągnąłem stopy w dół, dodając do jej boków lekki łydki i zamknąłem palce na wodzach, prosząc ją o przejście do kłusa roboczego, które odbyło się płynnie i bez żadnych trudności. Ścięliśmy kolejny narożnik i zjechaliśmy pod długą ścianę, gdzie znowu skupiałem się na stałym tempie, starając się wyeliminować spięcie Elusive. Ponownie skorzystałem z półparad, podstawiając jej zadnie nogi pod kłodę z pomocą łydek, wychyliłem się nieco do przodu i napiąłem krzyz, zanim w E ponownie odbiliśmy na woltę. Od razu zacząłem anglezować, bez trudu odnajdując wspólny rytm z gniadą, dbając o niezmienne tempo, jednocześnie podobnie jak na poprzednich woltach zewnętrzna łydka pza popręgiem pilnowała ustawienia, wewnętrzna na popręgu wyginała klacz na figurze. Ponadto zacząłem popuszczać ręce do przodu, zachęcając Elusive do obniżenia i wydłużenia szyi, co jednak wymagało pewnego rozlużnieni i chęci ze strony oldenburki, a ponieważ ani pierwszego, ani drugiego przez całe koło nieudolnie się z nią "kłóciłem", aby osiągnąć obniżenie i wydłużenie jej szyi, co jeśli mi się udało, to w sposób nieznaczny. Koniec końców po nakreśleniu figury koła wróciliśmy pod ścianę w E, gdzie dalej próbowałem coś osiągnąć jeśli chodzi o rozlużnienie oldenburki. Wykręciłem ją na narożniku i znależliśmy się pod króką ścianą, gdzie zacząłem ponownie wysyłać jej kilka półparad, po czym dałem jej pełną półparadę i zablokowałem dosiad prosząc o zatrzymanie. Zatrzymaliśmy się idealnie w punkt, ale tym razem trochę podstawienie zadu zaszwankowało. Mimo to odstaliśmy w nieruchomości określony czas, po czym dodałem jej łydki, prosząc o stęp, zaraz też poświęciłem sporo uwagi izachowaniu dobrego, równego tempa, po czym ścięliśmy narożnik. Zaraz po wyjeżdzie na długą ścianę Elusive otrzymała kolejne przygotowujące półparady, po czym w F rozpoczęliśmy pół koła o średnicy równej szerokości czworoboku. I tym razem, pilnując utrzymania dotychczasowego tempa, starałem się o prawidłowe wygięcie na łuku, oraz ustawienie, a także o to, by klacz możliwie rozlużniła się na półwolcie, tak aby nie zaważyło to na jej wykonaniu, a raczej wpłynęło na nie pozytywnie. Jednocześnie zasygnalizowałem jej stęp pośredni, pilnując aby gniada kroczyłą energicznie, ale spokojnie, wyrażnie zaznaczając kroki, tak aby ślady tylnych kopyt nieco przekreślały ślady przednich. Nawet jeżeli ten element nie można było uznać, za w stu procentach idealny, to nie wyszedł nam żle. Zbliżając się do K, gdzie nasza półwolta miała się zakończyć, znowu zadziałałem półparadami, po czym w K wróciliśmy pod ścianę i do kłusa roboczego, który zasygnalizowałem przez dodanie jej łydki i wyciągnięcie nieco nadgarstków do przodu. Zaraz wyjechaliśmy prawidłowo narożnik i zjechaliśmy pod krótką ścianę. Na niej nadal czuwałem nad stałym tempem, a oldenburka od czasu do czasu otrzymywała ode mnie półparady. W A ładnie wyjechaliśmy zakręt na linię środkową, kierując się do środka czworoboku. Na linii środkowej pilnowałem dotychczasowego ustawienia i tempa, a także trzymałem ją na linii prostej, zamkniętą w łydkach, aby mi z tej linii nie spływała. Zbliżając się do X posłałem jej kilka półparad, po czym, tym razem lepiej dbając o podstawienie zadu posłałem jej pełną paradę i zablokowałem dosiad do zatrzymania w X. Tym razem nie było nic do zarzucenia dla tego elementu. Utrzymując ją w miejscu ukłoniłem się, po czym dodałem jej łydkę do stępa na długiej wodzy. W ten sposób opuściliśmy czworobok. Na rozprężalni się rozstępowaliśmy w każdym chodzie, co było dobrym momentem na podsumowanie tej próby. Nie mogłem z niej być do końca zadowolony, ale może nie powinienem się spodziewać nie wiadomo czego po pierwszym starcie z obcym koniem. Postanowiłem się skupić na kolejnych próbach. Poza tym jeśli kiedyś przyszłoby nam jeszcze wspólnie startować, wiedziałem nad czym należy jeszcze popracować.


zt

Vemmekeshoeve - 2018-07-02, 16:27



Ogier kolejnego dnia pojawił się na arenie przeznaczonej do próby crossu. Christian postawił na krótką, acz wymagającą rozgrzewką Kauczuka. Wszak czekała go stosunkowo trudna próba, względem jego wytrzymałości. Zatem został rozgrzany odpowiednio w trzech chodach i zostały wykonane elementy, które miały go porozciągać, co się przyda podczas skoków, które miały go czekać. Wszak czekały go skoki na różnorodnym terenie, co mogło go przerosnąć. Nie miał jeszcze takiego doświadczenia, by brać wszystko ze stoickim spokojem. Jeszcze wiele przed nim przecież. W końcu nadszedł czas, by stanąć na starcie. Na sygnał wyskoczył do galopu, a zawodnik posłał go mocno do przodu. Wszak miał długi odcinek, który powinni porządnie przegalopować. Był ustawiony nieco wyżej w ustawieniu, aniżeli miałby prezentować się na czworoboku. Stąd miał pole do manewru, by się nieco rozciągnąć. Ze względu na jego rozmiary, nie musiał szybko przebierać nogami, wszak dobrze krył teren. W dodatku wciąż było widać okrągłość chodu. Jednak klimat zawodów, jak i długa prosta rozochociła nieco gniadosza przez co był nieco trudniejszy do prowadzenia. W takim tempie dojechali do jedynki, kiedy tylko znalazła się ona w zasięgu wzroku, Christian mocniej wsiadł w siodło, domykając go. Ogier początkowo stracił zapał, widząc przeszkodę. Jednak jego pan go skutecznie zachęcił. Więc odbił się w optymalnym miejscu, wyskakując nieco wyżej nad przeszkodą. Wszak była straszna, dwa.. lepiej skakać wyżej nad strasznymi przeszkodami. Po lądowaniu tempo, które prezentował wcześniej wróciło na salony. Oleee. W końcu przed nimi pojawiła się dwójka, która zdawała się być zwyczajną przeszkodą, choć ten worek, który leżał na samym środku był stosunkowo rozpraszający. Sygnał do skoku był czytelny na tyle, że ogier odbił się odpowiednim momencie, składając się do skoku. Nie była zbyt wymagająca, ale z powodu worka postanowił skoczyć ciut wyżej tak na wszelki wielki, a nóż widelec jeszcze coś z tego worka wyskoczy?! Wylądował, utracił na moment równowagę z racji nierównego terenu pod kopytami. Wyciągnął głowę do przodu, wychodząc z ustawienia. Jak tylko odzyskał, mógł powrócić do wcześniej narzuconego ustawienia, które było optymalne nie tylko dla jeźdźca, ale także i dla niego. Kiedy tylko wyjechali z lasu, czekała ich kolejna przeszkoda z numerem trzecim. Była obudowana krzakiem nadając jej taki.. egzotyczny wygląd. Na szczęście nie zrobiło to na nim wrażenia i pokonał tą przeszkodą ekonomicznym, acz poprawnym skokiem. Wylądował amortyzując miękko swoimi pęcinami. Dalej kontynuowali kolejny odcinek trasy galopem, pozostając w równowadze koń-zawodnik. Mieli przed sobą kawałek, aż dojechali do czwórki. Już z daleka przeszkoda intrygowała swoim wyglądem. Zatem jak tylko podjeżdżali, ogier zadarł głowę do góry, by obejrzeć to z czym miał do czynienia. Gdyby nie zrobił tego, pewnie się mocno zdziwił wyglądem "krzywego pudła". Jednak Christian dostatecznie go przygotował, a to pozwoliło na odbicie się w dostatecznym momencie, złożeniem się do skoku, wyciągając głowę do przodu, rozciągając się nad przeszkodą. W końcu wylądował na ziemi, by kontynuować przebieg trasy. Do przeszkody numer pięć nie było tak daleko. W dodatku była żółta, zbudowana z plastikowych beczek. Spiął się widocznie okazując swoje niezadowolenie, że zawodnik postanowił go nakierować na tą, a nie inną przeszkodę. Jednak pewność jeźdźca przemówiła mu do rozumu, że nawet jak mu się ta przeszkoda nie podoba, to zawsze może ją pokonać, wszak to Christian jest tu stróżem i w razie czego nakopie tej przeszkodzie, jeśli będzie chciała go przypadkiem zjeść. Prawda? Przeskoczył nad nią wyskakując wyżej niż powinien, ale ją pokonał bez zbędnego rozwodzenia się. Zatem nic nie stało im na przeszkodzie, by dalej pokonywali ten odcinek do kolejnej przeszkody. Czekała ich teraz przeszkoda wodna, która już z daleka krzyczała "o cholera". Zeskok nie był daleki, jednak ogier jak tylko wskoczył do wody, nie zdawał sobie sprawy, że jest tu tak płytko, a zakładał zupełnie co innego. Nie widział dna, zatem jak tylko jego kopyta dotknęły dna, wówczas utracił równowagę. A jako, że woda powodowała opór, nie był w stanie się pozbierać i upadł wraz z Christianem do wody. Upadł, jednak zawodnik szybko się ewakuował, bo najpewniej zostałby pod nim. Vemme po zimnym spotkaniu z wody, zerwał się ponownie na nogi, próbując się z niej oswobodzić, jednak jego pan za wszelką cenę próbował go uspokoić. Na szczęście udało mu się go okiełznać, by spokojnie wyjść z tej wodnej przeszkody na spokojnie, bez paniki, choć czaiła się ona gdzieś w jego sercu. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Było to zupełnie nowe dla niego doświadczenie. Opuścili cross o własnych nogach, a potem odwiedzili po drodze weterynarza, jak i lekarza. To by było na tyle.

KONIEC PRÓBY CROSSOWEJ

Elizabeth White - 2018-07-03, 01:53

PRÓBA UJEŻDZENIOWA


Start w owych zawodach był dla Elizabeth bardzo emocjonujący, nawet pomimo klasy tak niskiej, jak entry. W końcu Despacito sama wyhodowała, wychowała i wytrenowała, a teraz zamierzała go również sama wprowadzić w świat sportu. Co prawda potomek jej kochanej Petit był jeszcze bardzo młody, ale Pannie White zależało, by jak najszybciej oswoić go z nerwową atmosferą zawodów, co miało oczywiście zaprocentować w późniejszym czasie.
Finalnie miała startować tylko na nim, co było dużym plusem w kwestii przygotowań. Mogła mu bowiem poświęcić całą swoją uwagę, nawet przez moment nie wyręczając się pomocnikiem. Z tego tytułu, w stajni zjawiła się odpowiednio wcześniej, by porządnie wyczyścić ogiera i ubrać go w cały odświętny rząd jeździecki, który przygotowała sobie dnia poprzedniego. Dopieściła każdy, najmniejszy szczegół zarówno w wyglądzie kopytnego jak i swoim, by ostatecznie udać się na rozprężalnie.
Na początek zaoferowała Despacito sporą dawkę stępa, testując jego reakcją na otoczenie i obecność dużej ilości obcych koni. Dopiero wyczuwszy sobie grunt pod nogami, przeszła do treściwszej formy rozgrzewki, zapewniając podopiecznemu rozruch we wszystkich trzech chodach. Popracowała również nad reakcją na pomoce i powyginała go na wszystkie strony, nie zapominając również o rozluźnieniu. Sam przejazd nie był sam w sobie trudny, chociaż El była przygotowana na to, że nie wszystko może pójść po jej myśli. Ostatnie chwile na rozprężalni spędziła stępując do momentu, aż wreszcie zostali wyczytani przez spikera, co miało obwieścić nadejście ich kolei. Sama w sobie nie była zdenerwowana czy spięta i to właśnie ten wewnętrzny spokój starała się przekazać ogierkowi.
Na czworobok wjechała kłusem roboczym, automatycznie zamykając Despacito w korytarzu z łydek oraz wodzy, co miało pomóc w wytyczeniu precyzyjnej linii, bez spływania na boki. Doszli w tej sposób do C, gdzie odbili w prawo, by następnie już w M zejść na zmianę kierunku przez przekątną. W tym przypadku – podobnie jak chwilę wcześniej – Panna White starała się nie dopuścić do wężykowania, jednocześnie dbając o stałą, ale nie przesadną dążność do przodu. Miękko wysiadywała przy tym kroki ogiera, nie dając rzucać sobą po siodle. Jednocześnie utrzymywała wyprostowaną sylwetkę, nie garbiąc się, ani przesadnie nie odchylając do tyłu.
Po powrocie na ścianę nie zabawili na niej długo, bo od A Kanadyjka wjechała na kolejną figurę, którą była serpentyna o trzech brzuszkach. Jako doświadczona zawodniczka nie miała problemu z nakreśleniem sobie ów figury w głowie, więc teraz pozostało jedynie zadbać o prawidłowe wygięcie na łukach i wyprostowanie pomiędzy nimi. W tym celu śmiało używała łydek, okręcając gniadego wokół tej wewnętrznej, a zewnętrzną pilnowała zadu. Przez cały ten czas prowadziła go na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną pulsacyjnymi ruchami prosząc o zgięcie i zarazem nadając odpowiedni tor ruchu. W ów sposób dotarli do przeciwległej ściany, by w H po raz drugi zejść na przekątną – tym razem z wydłużeniem wykroku. Elizabeth automatycznie zaczęła mobilizować podopiecznego do poszerzenia swoim ram, robiąc mu odpowiednią ilość miejsca z przodu. Sama zaś starała się jeszcze bardziej rozluźnić dolny odcinek kręgosłupa, nie zapominając o wytyczeniu precyzyjnej, prostej linii do F. W tej literce wrócili na ślad i jednocześnie do roboczej formy kłusa, ale amazonka już teraz skupiła się na kolejnym zadaniu, jakim było zagalopowanie w A. Przygotowała Despacito kilkoma półparadami, by przeznaczonym do tego miejscu, zsynchronizowanym działaniem bioder oraz łydek zachęcić go do ruszenia określonym chodem. Wyszła również subtelnie z rękoma do przodu, nie chcąc by ogier na wstępie nadział się na wędzidło, co naturalnie mogło go zdemotywować. Wtedy od pierwszych chwil starała się wyegzekwować odpowiednie, zdrowe tempo, biodrami miękko podążając za foulą.
Na środku długiej ściany – w E – czekało ich dwudziestometrowe koło. Po wejściu na ten łuk, brunetka od razu zabrała się za prawidłowe wpisanie kopytnego, chociaż początkowo napotkała z tym pewne problemy. Na szczęście dzięki jej zawziętości i doświadczeniu, udało się skorygować uciekającą łopatkę, choć sam rysunek i tak pozostał zaburzony, czego cofnąć już niestety nie mogli. Potem czekał ich dłuższy kawałek swobodnego galopu, podczas którego White nie próżnowała, starając się w subtelny sposób uzmysłowić swojemu wierzchowcowi, do czego służy dupka. Ze ściany zeszli dopiero w M, gdzie w X zgodnie z założeniem mieli wrócić do kłusa. Amazonka napotkała tu pewien opór, przez co zmuszona była do zastosowania mocniejszych pomocy hamujących, a samo przejście niestety nie było lekkie i przyjemne, jakoby mogłoby być. Zagalopowali po raz wtóry w A, a dziewczyna ustawieniem swojego ciała starała się nakłonić Despacito do dobrej nogi, bo o samo przejście raczej się nie bała. Wtedy powtórzyli koło i przegalopowali się aż do C, gdzie czekał ich powrót do kłusa. Do tego manewru zaczęła przygotowywać konia już kawałek przed, teraz na szczęście wiedząc, czego powinna się spodziewać. I nie da się ukryć, że tym razem poszło im lepiej, a gniadosz poprawniej odczytał jej polecenie, choć do ideału w dalszym ciągu trochę im brakowało.
Teraz – dla odmiany kłusem – już po raz trzeci znaleźli się na kole. W tym wypadku jednakże Eizabeth od pierwszych chwil zaczęła rytmicznie i miękko anglezować, pulsacyjną pracą wodzy zachęcając podopiecznego do wyciągnięcia i obniżenia szyi, oraz żucia wędzidła. Nie zapomniała oczywiście o pilnowaniu kształtu figury, by przed jej domknięciem podebrać wodze i na nowo wrócić w siodło.
Przed dojechaniem do A, zaserwowała swojemu wierzchowcowi kolejnych kilka półparad, chcąc wymóc na nim pełne skupienie i odpowiednio przygotować go do zatrzymania. Ostatecznie zablokowała dolny odcinek kręgosłupa i domknęła rękę na wodzy, mocniej działając wodzą, jeżeli zaszła takowa potrzeba. Zgodnie z programem, w nieruchomości mieli wytrwać okrągłe trzy sekundy, podczas których zawodniczka siedziała nieruchomo, nie chcąc w żaden sposób nakłonić gniadego do zrobienia chociażby kroczka. Dopiero po upływie tego czasu posłała go stępem do przodu, w F schodząc na pół koła do K. W K natomiast posłała Despacito do kłusa, by właśnie tym chodem wkrótce wjechać na linię środkową. Dalej zatrzymali się w X, gdzie – upewniwszy się, że kopytny nie jest skory do ruchu – El złożyła ukłon przed jury i wtedy sprowadziła ogiera stępem na długiej wodzy z czworoboku.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group