To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Diego Montana - 2016-08-23, 20:39

Długo się zastanawiał nad tym, dlaczego kupił właśnie tą klacz. Posiadał dwa nieco szalone hanowery, a teraz padło na zupełnie inną rasę i charakter. Choć dla niego nie tylko charakter jest ważny, patrzył na rodowód konia jego predyspozycję do sportu. Gniada do tej pory, głównie trenowała z dziećmi, więc nie posiadała zbyt dużego obycia na zawodach. On jednak planował to zmienić, pokładał w niej ogromne nadzieje, jak i w każdym swoim koniu. Klacz była córką sławnego Była w pełni świadomym kupnem ze względu na rodowód, była córką słynnego Chacco Blue, a jej matka była Lady Cornetta, więc córka słynnego Cornet Obolensky. Bardzo skokowy rodowód, ale z zadatkami do innych sportów. Jakby dobrze poszperać w tej stajni, to doszukalibyśmy się jej ciotki tutaj, która jest dobrym skoczkiem. Co wyjdzie z gniadej? Z czasem się okaże. Właściciel poprzedni opisywał ją, jako spokojną i zrównoważoną, idealną dla każdego. Po 1 wspólnych zawodach i krokach poza stajnią, przyznawał mu 100% rację. Co prawda dopiero przeszli kilometr może dwa, ale klacz zachowywała się wzorowo. Wypad w tereny bywał różny w skutkach dla koni i jeźdźców, którzy ich dosiadali. W końcu w lesie mogło się wszystko stać, a nie na wszystko miało się wpływ. Nie wnikam w szkołę życia, ale chyba cieszył go fakt, że dzieci nie tylko na niej wesoło patatajały. Ona miał wobec niej ambitniejsze plany, ale co wyjdzie? Okaże się z czasem. Tutaj też czekały ich na pewno kłus i galop, może jakieś skoki. Kto wie? Jemu imponowała na razie, więc chyba była zadowolona z tego faktu. Pochwalił ją od czasu do czasu, skupiając się na drodze, lesie, zachowaniu swoim, jak i konia. Wolał być przezorny i przygotowany na wszystko, bo jak to mówią: przezorny zawsze ubezpieczony. On był na razie na jednym rajdzie, a teren w sumie nie licząc rajdu, to też jego pierwszy - chyba. Zawsze stawia dobro zwierząt na pierwszym miejscu, jego konie są dla niego ważne. Ich zdrowie, samopoczucie i życie było dla niego naprawdę czymś ważnym. Też się lubił bawić <3 Bo kto tego nie lubi, jednak trzeba było znać umiar. To były ich pierwsze i pewnie nie ostatnie zawody, ale znali się krótko. Miał nieco ograniczone zaufanie do klaczy, ale wierzył, że dojadą cało nad morze. Doświadczony jeździec, jak to wspaniale brzmi <3 :lol2: Wolałby chyba nie mieć konia z inteligencją 3 letniego dziecka, bo ten fakt by go nieco przerażał. Stępowali jeszcze kawałek po wybranej ścieżce, by po upewnieniu się, że nic im nie grozi - Diego zdecydował się na za kłusowanie. Utrzymując dłuższe wodze, ale kontakt z jej pyskiem, ścisnął lekko jej boki i wypchnął z krzyża w wyższy chód. Kiedy kłusowali po prostej, to po prostu po niej kłusowali. Natomiast podczas zakrętów podpierał ją w łydkach, wyraźnie nimi pracując i lekko działał wodzą. Po przekłusowaniu sporego kawałka dociążył jej zad i lekko ściągnął wodzę, by powrócić do stępa. Nie zrobił tego bez powodu, bo widział w oddali jakiś uskok - nie wielki ale jednak. Wolał nie ryzykować pojechaniem tego na szybko, tylko podejść do tego na chłodno.
Latte Macchiato - 2016-08-25, 15:13

Dzieci bywają różne, konie z ich inteligencją też XD. Latte była jednym z tych koni o których mógł śmiało pomarzyć. Inteligentna, co objawiało się swojego rodzaju przestrogą, opiekuńczością. Nie ufała dzieciom od początku, ale nie była wobec nich niebezpieczna.
Wiesz, mój tata ma takie dość prawdziwe powiedzenie, tylko dokładnie nie pamiętam treści. Chodzi mniej więcej o to, że koń i jego właściciel są jak para, dopóki nie przekroczą granicy w kłótni wszystko będzie dobrze. I tutaj możesz mnie kochać, bo Latte zawsze ustępuje doświadczonym jeźdźcom, więc kłótni być nie powinno. Wie, że takie osoby lepiej się znają i może im zaufać. Inaczej z dziećmi, tam często narzucała swoje ,,ale''. Ostatnio było to w momencie, gdzie dziewczynka chciała się sama nauczyć kłusować. Nie szło jej to, obciążała jedną stronę co mogło spowodować upadek. Klacz mimo kopania, wrzasków i bicia batem nie przeszła w kłus, jedynie szybko stępowała. CZYŻ TO NIE CUDOWNY KOŃ?
Przechodząc w kłus uaktywniła kłus skupiając się na pomocach mężczyzny lecz uszami i wzrokiem wciąż kontrolowała wszystko wokół. Na zakrętach ładnie wyjeżdżała, lecz nie robiła jednej ze stałych czynności - nie zaokrąglała szyi. Głowę miała w górze, i po jednym z zakrętów zauważyła uchybienie na drodze, lecz spokojnie na nie zareagowała. Zwolniła oczywiście po obciążeniu zadu zwolniła do aktywnej stępa. Wtedy wyciągnęła szyję niosąc ją deczko niżej, lecz wciąż obserwowała uważnie okolicę.
Na drzewie pojawiła się wiewiórka, stąd mężczyzna mógł zauważyć ruch uszu, lecz nie zareagowała na nią niczym innym niż prychnięciem. Zwierzę jak to zwierzę, do innych zwierząt lgnęło stąd wszelkie inne zwierzątka mile widziane!

Diego Montana - 2016-08-25, 21:19

Nie pracował z dziećmi i sam ich nie posiadał, więc trudno mu się o nich wypowiadać. Podobno z wiekiem się mądrzeje, choć nie zawsze tyczy się to facetów. Choć wiele osób się z tym kłóci, to on nigdy nie zagłębiał się w szczegóły. Nie da się ufać tak od razu, zaraz i teraz na już. On wychodził z założenia, że na zaufanie trzeba sobie zapracować. Dlatego też do ludzi, podchodził z pewnym dystansem, nie pewnością i ostrożnością. Często przekładało się to na jego problemy w relacjach z ludźmi, ale nie przejmował się tym zbytnio. Miał garstkę osób - przyjaciół i z tym było mu dobrze. Wolał się chyba obracać w świecie koni, bo tu się czuł zdecydowanie lepiej i bezpieczniej. Koń i jego właściciel to więcej niż para, to związek prawie że. Kiedy chcemy aby dobrze funkcjonował, to trzeba się starać, a dokładniej mówiąc, to obie strony muszą się starać. Idealnie zgrany team - para, potraf naprawdę zdziałać cuda na zawodach, treningach i w życiu codziennym. Posiadał obecnie trzy konie z czego najdłużej był z nim Dragon, bywają między nimi zgrzyty i nie porozumienia, ale spisują się dość dobrze na wspólnych występach. Ruda była dziwnym i nie odgadnionym jeszcze dla niego stworzeniem, ale również nie mógł narzekać na współpracę z nią. Natomiast Latte? Podbiła jego serce doskonałym występem na zawodach skokowych, idealnym wyglądem i jak na razie charakterem też. Dzieci to dzieci, wiecznie zabiegane, nie okrzesane i mające własne zdanie na każdy temat. Teraz każdy na nie narzeka, ale na dobrą sprawę wszyscy zapominają, że kiedyś też byli dziećmi. Boże konia mu pobili ;-S Witki normalnie opadają. Była cudowna w każdy calu <3 8-) Za pewnego Diego też je zauważył, ale skoro były drobne to nie wpadał w panikę. Nie usłyszał hałasu, więc także i nie zauważył wiewiórki, która gdzieś skakała po drzewach. No może nie wszystkie, nie wszystkie. Bo np. dzikich psów czy innych podobnych, to spotkać chyba tu nie chcieli :lol2: Po przestępowaniu sporego kawałka, Diego ponownie poprosił klacz o kłus. Raz dołożył łydki do jej boków, lekko je do nich dociskając i wypychając z krzyża. Przekłusowali kolejnych kilka zakrętów, aż dostrzegł kolejne rozwidlenie dróg. Zwolnił klacz wpierw do stępa, a potem do stój i rozejrzał się po obu drogach, jakby analizując którą wybrać. Prawo czy lewo? Ostatnio pojechali w prawo, więc może teraz w lewo? Jak pomyślał tak też zrobił, prosząc zaraz klacz łydką o stęp. Skierował ją na lewo tym razem, poruszając się na razie najniższym chodem. Rozglądał się po okolicy, analizując czy może pojechać np. szybciej i gdzie ta droga prowadzi.
Latte Macchiato - 2016-08-26, 18:05

Wiatry pięknie szumiał nad ich głowami a liście z chorego drzewa sfrunęły wprost przed nich. Kobyłka skupiła na nich wzrok oraz słuch by na chwilę zwolnić i przyjrzeć się im. Lubiła wiatr, bo wbrew pozorom był on bardzo przydatny. Ciężej było wtedy o ugryzienie owada, a ich wprost nienawidziła. Mężczyzna zapewne też wiedział, w końcu potrzebna dla niej siatkowa derka i specjalne preparaty zostały mu dane, a sam też zapewne je kupił. Kiedy była młodym, bo zaledwie rocznym koniem odkryto u niej uczulenie powodujące nadmierne puchnięcie ugryzionego kawałka skóry, powodujące w dużych ilościach gorączkę.
Ostatnio taką sytuację miała jakiś rok temu, gdy sierota ze starej stajni zapomniała założyć jej odpowiednią derkę. Pogryziona kobyła trafiła do weterynarza z 39 stopniami gorączki :'( Biedactwo!
Wiesz, teraz tak sobie pomyślałam, że zachowanie kobyłki może być uwarunkowane śpiewaniem stajennego z polski, który upatrzył sobie tekst piosenki ,,Nie dokazuj, miła nie dokazuj,
Przecież nie jest z ciebie znowu taki cud,
Nie od razu , miła nie od razu,
Nie od razu stopisz serca mego lód!'' w momencie, gdy od źrebaka Latte była niegrzeczna, bo przecież też miała swój okres buntu. Podobnie groził jej sprzedażą na mięso, brakiem trawy, śmiercią matki, brakiem wody, chorobą czy innymi okropnymi dla konia rzeczami. A najgorsze to to, że groził jej zabraniem siatkowej derki! A to patafianek głupi! Oczywiście klacz nie rozumiała co mówił, lecz no cóż... nie da się ukryć, że te groźby magicznym cudem działały. Już jako 2 latka była bardzo spokojnym koniem a przy zauczaniu pod siodło można ją było nazwać w porównaniu z innymi aniołkiem.
Przejście w kłus poszło gładko. Jej chód był miarowy, lekki a jej oczy i uszy patrolowały wszystko wokół. Zad chodził aktywnie, szła po równej linii dwa razy zaledwie delikatnie odchodząc aby ominąć dołek i kamień, w innych warunkach szła niczym ujeżdżeniowec na konkursie.
Przejście w stęp i stój wyglądało podobnie, bardzo delikatnie, lekko i właściwie natychmiastowo po daniu pomocy. Sama również obejrzała obie drogi, lecz kusiła ją bardziej prawa. Dlaczego? Dochodził stamtąd piękny zapach skoszonej trawy a to konie przecież uwielbiają! Niestety, musiała posłusznie skręcić w drugą drogę, po której rozejrzała się uważnie i spięła czując dziwny, deczko nieprzyjemny zapach zgnilizny. A po kilku krokach mogli zauważyć na poboczu martwego, rozjechanego ptaka o niemożliwym do rozpoznania rasy wyglądzie. Pewnie nie powinno Diega to zdziwić - klacz dawała sygnały jak tylko to wyczuła, i choć nie robiło to ogromnego wrażenia, to Latt ten zapach skojarzył się z niebezpieczeństwem. Mijając padlinę ominęła ją szerokim łukiem odchodząc na półtora metra od ptaka a po kilku krokach wracając na stare miejsce.

Diego Montana - 2016-08-26, 21:21

Że niby jesień? Nie za wcześnie jeszcze? Anglia bywa deszczowa, ponura i tak dalej, ale lato bywa tu całkiem przyjemnie. Choć w porównaniu do innych państw Europy, była najbardziej ponurym i deszczowym miejscem. Kiedy klacz niespodziewanie zwolniła, Diego delikatnie zachęcił ją jednak do szybszego stępa. Dobrze wiedzieć, że była uczulona na ugryzienie owadów :lol2: Tego chyba poprzedni właściciel nie wspominał, albo on nie pamięta tego. Pamięć miał raczej dobrą, a to chyba zostało zatajone - nie dobrze. Znali się zbyt krótko i chyba nie przekopał wszystkich jej rzeczy, albo czegoś nie doczytał w jej papierach. Hugo go wie, Diego czasem był nie ogarnięty, bo zawody, stajnia i życie prywatne. Pewne rzeczy w tym wypadku, były prawie niemożliwe. Bo jazda w tereny, przebywanie na padokach/pastwiskach, cross i inne rzeczy były ryzykowne. Chyba, że wyleje wcześniej na nią tonę specyfików. Jakiego stajennego z Polski? Chyba faktycznie nieco dokładnie, będzie musiał przeczytać jej papiery :lol2: Wydawało mu się, że urodziła się w Niemczech, ale on faktycznie bywa czasem nie ogarnięty. Co wy z tym okresem buntu? Nie każdy go przechodzi :lol2: Przecież konie nie rozumieją, co ludzie rzucają pod ich adresem. Jedynie ton wypowiedzi po którym wnioskują, o co mniej więcej chodzi. Większość koni i tak sobie nic z tego nie robi, bo w większości przypadków się to nie sprawdza. Swoją drogą myślę, że nie które konie słyszały gorsze groźby pod swoim adresem :lol2: Magicznym cudem? Wróżki i te sprawy? Istnym aniołkiem powiadasz, a może nawróconym diabełkiem? 8-) Kiedy klacz po skręceniu w lewo, zaczęła się dziwnie zachowywać, Diego się rozejrzał bacznie po okolicy. Spodziewał się chyba wszystkiego: dzika, ludzi, ludzi na koniach, napalonego mustanga, ale nie zdechłego ptaka. Nie ruszał go zapach zgnilizny, a raczej go nie wyczuwał. Ludzie mają słabszy węch od koni, więc nic dziwnego. Nie znał się na ptakach, albo może rozpoznawał kilka podstawowych gatunków typu: gołąb, wróbel, sroka etc. Kiedy klacz minęła resztkę ptaka łukiem, co najmniej jakby mijała wóz jakiś, Diego się cicho zaśmiał.
-Już dobrze dobrze. - powiedział do gniadej. Poklepał ją po szyi, by pojechać dalej na wprost. Idąc stępem naprzód, zauważył lekki uskok przed nimi. Nie szło go ominąć bokiem, trzeba było albo przejść albo przeskoczyć. Zbliżając się do owej przeszkody, Diego zdecydował się ją przeskoczyć. Była to nie wielka dziura w podłożu, klacz powinna spokojnie sobie z nią poradzić. Delikatnie ją popędził w tempie, by dojechać do idealnego miejsca i poprosić ją o delikatny skok. Kiedy znaleźli się po drugiej stronie, pochwalił ją klepiąc po łopatce. Droga była nadal przyzwoita, mało było na niej zakrętów, więc znów zdecydował się na kłus. Dlatego po minięciu przeszkody i zrobieniu kilku kroków, wypchnął Latte do kłusa i skierował dalej przed siebie lasem.

Latte Macchiato - 2016-08-28, 09:44

Zapach zgnilizny i krwi kojarzy się koniom z zagrożeniem. W końcu z natury roślinożercy uciekają jak najdalej od zagrożenia. Ale są też inne ciekawe rzeczy. Na przykład Latte, jak wiele innych koni panicznie boi się krów i wielbłądów. Tak, z tym drugim miała do czynienia w starej stajni, gdyż obok prowadzono małe zoo. Cytując z jakiejś strony ,,Konie nie znoszą zapachu wielbłądów i w ich pobliżu wpadają w panikę, co wykorzystał cesarz Klaudiusz, szykując się do podboju Brytanii w 43 r. n.e. Kiedy na spotkanie rzymskich legionów przybyły oddziały konnicy, wystarczyło postraszyć je wielbłądami. Podobnie stało się wiele lat wcześniej podczas wielkiej wojny między Persją a starożytnym królestwem Lidii. W 547 r. p.n.e. perski król Cyrus Wielki po raz kolejny stanął do walki z królem Krezusem. Przed bitwą pod Thymbrą Cyrus włączył do swojej armii specjalny oddział wielbłądów i one jako pierwsze pojawiły się na polu walki. Lidyjskie konie oszalały ze strachu i uniosły swoich jeźdźców hen, w nieznane. Król Cyrus Wielki triumfował.'' Dopiero po przeczytaniu mniej więcej takiego tekstu postanowiono owe dwa wielbłądy zabrać, lecz i tak wiele koni miało sporo problemów zdrowotnych. Nerwice i te sprawy.
Po słowach na uspokojenie klacz odetchnęła cicho i skoncentrowała się na drodze aby chwilę potem zauważyć dziurę w drodze. Nie była jakaś przestraszona, bardziej zdziwiona jej obecnością lecz nie dało się tego specjalnie odczuć. Skupiony wzrok i słuch na niej pozwolił na gładkie przeskoczenie jej, za co powinna być sowicie pochwalona! :p No i następnie poproszona o kłus przeszła w niego aktywnie pracując koniczynami jak to mówi mój bratanek i zadem. Lubiła się ładnie prezentować, co już mówiłam, więc nawet w terenie starała się zachować najwyższą klasę. W tym przypadku nikt prócz Diega jej nie widział, a i on mógł tylko wyczuć jak klacz idzie lecz kto wie? Może gdzieś niedaleko spotka jakąś dziewczynkę zachwyconą jej ruchem i dostanie od niej smakołyk? Phi! Wiem wiem, to niemożliwe ale warto próbować XD! Kłus miała lekki mimo skupiania się na wszystkim wokół. Szczególnie ciekawe były dziś te liście. Uszy klaczy pracowały za każdym razem gdy jakiś pojedynczy spadnie z drzewa na ziemię, bądź gdy poderwie się z niej i pofrunie dalej. Jako źrebak lubiła je obserwować, spędzała sporo czasu stojąc przy ogrodzeniu i patrząc w kierunku sadu na jabłonie, a raczej ich liście i owoce.

Diego Montana - 2016-08-28, 13:34

To, że było czuć zapach zgnilizny i krwi, nie oznaczało wcale, że za zakrętem jest zagrożenie. Czasem strasznie go wkurzało to, że ktoś wyolbrzymiał pewne fakty, aż za nad to. Do pewnych faktów trzeba było podchodzić na zimno, a nie od razu zachowywać się jak spanikowana, pusta dziewczynka. Nie znosił takich ludzi, a i konie o takim charakterze go irytowały. Dlatego szukając wierzchowca dla siebie, szukał w zrównoważonych, sprawdzonych i w miarę normalnych koniach, a nie w jakiś dzikusach. Jakie ma to znacznie, że boi się wielbłądów i krów? Tu raczej ich nie spotka, a historia czy poezja w wykonaniu konia, słabo pasuje tu. Wielbłąd czy krowa, to zwierze jak każde inne. On chyba nie zrozumie tego, co w nich jest takiego dziwnego-strasznego, dla niego zwierzę jak każde inne. Lubił czytać, ale nigdy z tym nie przesadzał, a w ostatnim czasie po prostu nie miał na to zbyt wiele czasu. Historia zwycięstwa całkiem dobra, szkoda tylko, że odniósł je bo użył podstępu. Wiadomo, że w tamtych czasach to było coś normalnego, ale on wolał uczciwą walkę i godne zwycięstwo, a nie tak. Uważał, że to hańba i brak godności, a zwycięstwo nie godne owego króla. Lepie wygrać z godnością i honorem, a nie jak ostatnia łajza. Współczucia biednym koniom, ale to nie one są tu najważniejsze. Na szczęście gniada przeszła od razu do spokoju umysłowego, to bardzo ułatwiło ich dalszą drogę - na razie. Dobrze, że nie musiał z nią walczyć o to, by przejść przez tą cholerną dziurę w drodze. Dziury w drodze to norma, przynajmniej w nie których miastach w Europie i nie tylko. Jasne za wszystko od razu po 20 razy będzie chwalona :lol2: On nie chwali ciągle i za byle co, co krok i takie tam. Nie pochwala takich metod, bo konie się potem robią rozlazłe i łase na wszystko. Czym? Koniczynami? To to chyba w trasie rośnie, a nie porusza się jako kawałek ciała konia. Teoretycznie nie byli tu sami, jednak inne pary chadzały własnymi ścieżkami. Patrz na pewno Diego się na to zgodzi, by ktoś dokarmiał jego konia. Tu oglądanie się na boki czy do góry, było nieco ryzykowne. Dbał o to, by klacz szła skupiona i zaangażowana. W końcu nie chciał kłopotów dla siebie, jak i dla gniadej. Znowu przejechali spory kawałek, by zwolnić do stępa i znów wybrać drogę na rozwidleniu. Tym razem wybrał drogę na prawo, okazała się z wyglądu idealna do galopu. Jednak wszystko w swoim czasie, w swoim czasie.
Elizabeth White - 2016-08-28, 14:16

Każdy potrzebuje dopieszczenia i miłości, o czym Elizabeth doskonale wiedziała. Ona sama czasami aż za bardzo dopieszczała swoje kopytne, przynosząc im co rusz nowe smakołyki i miziając godzinami. Starała się również chwalić za każde pozytywne zachowanie, aczkolwiek jednocześnie ganiła za równego pokroju wybryki. Trzeba było być konsekwentnym, ot co.
A wracając jeszcze do skakania, to gdyby nadarzyła się odpowiednia okazja, to El z pewnością by ją wykorzystała. Chociaż z natury była pingwinem, to pofruwać też lubiła, o ile były do tego odpowiednie warunki. A póki co te kłody naprawdę się do tego nie nadawały.
Spodziewała się, że Hanky może ucieszyć się z możliwości galopu. W związku z tym energiczniejszy foul wcale jej nie zraził. Trzymała się kolanami, miała dobrą równowagę i takie drobne incydenty nie były w stanie wysadzić jej z siodła. Po za tym była dobrym obserwatorem i na bieżąco rejestrowała zachowanie kasztanki. Czuła gdy się spina, widziała gdy ożywia się na widok czegoś, lub gdy jest znudzona. W końcu jakby nie patrzeć tworzyły zespół i Amazonka nie mogła patrzeć tylko na siebie, ale również na dobro kopytnej. Obydwie miały czerpać z tej przejażdżki przyjemność i Brunetka starała się żeby tak właśnie było.
Przegalopowały całkiem spory kawałek, podczas którego Panky mogła spalić nadmiary energii i nieco się wyszaleć. Niestety dobra droga zaczęła się kończyć i musiały zwolnić. W owym celu kobieta usiadła w siodło dociążając tym samym grzbiet klaczy i zaczęła ją wyhamowywać. Pozwoliła jej jeszcze kawałek przekłusować i wtem wróciła do stępa. Jak na pierwszy raz taka wycieczka powinna im wystarczyć. Elizabeth skierowała się w kierunku pastwisk, by tamtędy występować klacz w drodze do stajni.
z/t

Hanky Panky - 2016-08-28, 20:36

O tak miłość i pieszczoty są wskazane <3 Była bardzo towarzyskim, przyjaznym i kochającym koniem. Była idealna dla każdego, starego czy młodego, baby czy faceta. Swoje kopytne :lol2: Szkoda, że nie cudze dokarmia i pieści, choć ona nie mogła narzekać. Odkąd przyjechała do Orchardu, to nie mogła narzekać na brak zainteresowania. Ciągłe treningi, zawody i teren, klacz ciągle była w ruchu i podobało jej się to. Zawsze w parze z jednym idzie drugie, to jakby nie uchronione. Klaczy rzadko się zdarzały wpadki i naganne, ale była tylko zwierzęciem i wszystko mogło się wydarzyć. Konsekwencja w wychowaniu i opiece nad końmi, była bardzo wskazana. W innym wypadku można było się liczyć z tym, że koń wejdzie ci na głowę. Powiadasz, że pingwin? To ciekawe biorąc pod uwagę fakt, że bywa chyba na wszelakiego rodzaju zawodach i to skokowych, jak i ujeżdżeniowych. Klacz lubiła i to i to, nie lubiła czegoś bardziej, a czegoś mniej. O tam, że się nie nadawały od razu. Wszystko się mogło nadać, o ile ktoś miał dobrą wyobraźnię. Pod sufit to ona nie skakała, ale nie mogła narzekać na to, że mogła sobie pogalopować przed siebie. Potrzebowała się nieco rozruszać, bo nie wiadomo kiedy znów opuści boks. Starała się angażować w pracę i uważnie słuchać poleceń kobiety, co na razie przynosiło dobry rezultat. To nie odkryła wcześniej, że chodzenie w kółko ją nieco nudziło? A może jednak? Bo potem nieco urozmaiciła jej życie. Dobro kasztanki na razie nie cierpiało, a wręcz cała się radowała. Trochę się ożywiła po tym nudnym stępie i nieco mniej nudnawym kłusie, ale i tak mało się tu działo. Przegalopowały jeszcze spory kawałek, czerpiąc ze wszystko co się tylko dało. Niestety w końcu dobra droga dobiegła końca i musiały zwolnić. Najpierw jeszcze kawałek w kłusie, a potem w stępie. Potem skierowała się z El na pastwiska, by po rozstępowaniu udać się do stajni.

z.t

Latte Macchiato - 2016-08-29, 21:28

A warto wiedzieć o tych krowach i wielbłądach! Krowy są zapewne łatwe w spotkaniu niedaleko stajni, a wielbłądy to kto wie... może kiedyś mu się przydarzy. Ona nie była nieprzewidywalna czy coś, ale zapach drażniący to jednak coś, co woli omijać. Grzecznie zeszła nic złego. Ona lubiła przytulani i inne pieszczoty, w końcu to łączyło się z szanowaniem jej zachowania.
Na przykład podczas treningów często była pieszczona, rozumiała wtedy, że wszystko robi dobrze i z czasem nauczyła się, że potrafi sama z siebie coś wykonać. Na przykład zawsze stara się o ładną pracę zadem, gdyż zawsze ją po tym chwalono. Podobnie we wszystkich innych sytuacjach, jak ustawienie szyi, ruch nóg czy pokonywanie przeszkód z uwagą na konsekwencje.
W kłusie pracowała aktywnie, nogi wyrzucała równo w przód jak i do góry co ślicznie wyglądało, nie ukrywajmy. Cały czas również jej radary pracowały, teraz już mniej koncentrowała się na liściach gdyż poczuła zapach innego konia. Nie był pewnie blisko, lecz wystarczy otarcie o gałązkę czy prychnięcie ze śliną aby zapach został, a tak być nie może! Prychnęła niezadowolona po czym po zwolnieniu do stępa idąc spięła się deczko zwalniając i unosząc swój ogon aby załatwić potrzeby. No co?! Co tu jakiś inny będzie zostawiał zapach! Jak inni to i ona musi!
Oczywiście po tym westchnęła i ruszyła dalej aktywnym tempem zdecydowanie bardziej zadowolona. Oczywiście w stępie również ładnie pracowała, lecz głowę miała w górze oglądając wszystko wokół. Nie chciała, by osobie na niej coś się stało, lecz ważne jej było też jej osobiste bezpieczeństwo. Po zauważeniu tamtego trupa bała się, że w pobliżu są drapieżniki przez co jej czujność jeszcze bardziej wzrosła.

Diego Montana - 2016-08-30, 22:17

Tu krowy? Tu chyba nie było aż takiej wsi, choć kto to wiedział. W sumie widywał kiedyś krowy, ale to za dawnych lat, kiedy był jeszcze dzieciakiem lub nastolatkiem. Teraz no nie ma co ukrywać, że pierwszej młodości to on nie był. Jednak czego on to wtedy nie widział ! Co do wielbłądów, widział pewnie jakieś w zoo. Jednak po wielu wielu latach, uznał że to miejsce, to zło wcielone. Jak można więzić zwierzęta w klatkach, często gęsto w warunkach w ogóle nie zbliżonych do tych naturalnych i mało tego, wystawionych na wiecznie gapiących się ludzi. Nie rozumiał co jest fajnego w gapieniu się na zwierzęta w klatkach, samotnych, sfrustrowanych. Nic fajnego, a na pewno nie dla tych zwierząt. Fakt to nic złego, ale czasem przesadna reakcja też nie jest dobra. Kto by się nie lubił przytulać czy być pieszczonym? Poważnie, to się łączyło z szanowaniem je zachowania? W życiu bym chyba na to nie wpadła. Rozumiał pieszczotę w formie nagrody, bo często ją stosował i była bardzo pomocna. To był doskonały sposób na zacieśnianie więzi w relacjach końsko-ludzkich. Taki gniady mistrz <3 Sama z siebie robiła, gdzie takie konie są? Czasem w tym kompleksie stajennym, takich właśnie koni zdecydowanie brakowało. Co jednak mógł na to poradzić? Nic tylko się dostosować do tego, co jest. Koń jak koń, no przynajmniej dla niego. On na widok czy zapach innego człowieka, nie reagował tak jak ona. Uważał, że zachowanie nieco przesadzone, no ale cóż. Elka z Hanky już nawet wyjechały z lasu, oczywiście oni o tym nie wiedzieli, no bo skąd? Jednak nie przejął się tym zbytnio, ani zachowaniem klaczy też nie. Skwitował je jedynie, przewróceniem ostentacyjnie oczami. Co z tego, że zaznaczy teren? Co jej to da? Nic. Wolał aby klacz patrzyła bardziej przed siebie, niż w chmury. Nie chciał wylądować w rowie :lol2: W końcu dotarli do kolejnego rozwidlenia dróg, skręcili w przeciwną do tej, co przed momentem. Wiedział, że idąc tą konkretną drogą, wrócą z powrotem do stajni, tylko inną drogą. Żeby jednak nie umarli z nudy po drodze, to kłusowali i stępowali na zmianę, poruszając się dość aktywnie naprzód. Podpierał ją w łydkach na zakrętach, a wolnych chwilach podziwiali przyrodę 8-) Teraz idąc już z powrotem do stajni, chyba nie pozostało im nic innego.
Latte Macchiato - 2016-08-31, 15:03

Jak to nic? Bardzo dużo, ale ludzie tego nie rozumieją! Każdy koń chce rządzić, to jak awans w pracy. Im wyższe stanowisko, tym lepiej (przynajmniej tak mi się wydaje). Zaznaczanie terenu było coś naturalnym, i większość koni tak robiło, aczkolwiek klacz, która kiedyś była przywódczynią stada a teraz jest nikim robiła to o wiele częściej. O tak tak! Jeździsz właśnie na królowej starej stajni! Pokłony poproszę XD! Mimo swojego spokojnego charakteru potrafiła z innymi końmi walczyć, a że większość z nich tam to były kuce nic trudnego było zwyciężyć, i tak oto zdobyła poszanowanie. Jak przechodziła - ustępowali miejsce, jak jadła - odchodzili. Czyż to nie cudowne?
Ona sama z siebie, powiem Ci, że miałam do czynienia z takim koniem raz w życiu i się wprost zakochałam, a teraz kobyłka jest taka jak on. Uczy się na błędach niczym człowiek i rozumie, że potrzeba się dobrze prezentować. Jest cholernie inteligentna, lecz to nadal zwierzę. Na przykład panicznie boi się kotów, i jak tylko jakiś stajenny wpadnie w pobliże jej boksu drży i nieruchomieje. Głównie dlatego, że jako źrebak jednego kota wąchała, a ten ją udrapał w chrapki. Oj bolało niemiłosiernie a do tego krew spływała do pyszczka. Aż mi się łezka w oku kręci :'(.
Na rozwidleniu spokojnie poszła tam gdzie kazał, ładnie odstępowała również od łydki a po przejściu w kłus nadal uważnie skupiała się na otoczeniu. Czuła unoszący się w powietrzu zapach innych koni, i w pewnym sensie chciała by je dognać, lecz nie przyśpieszała. Po prostu te miejsce było i dla niej obce a to nie napawało optymizmem. Bała się, lecz ufała mężczyźnie i jak na razie się nie zawiodła.
Jej ruch był płynny, szyja zaokrąglona w zad w pracy. Nogi delikatnie wyrzucała, lecz nie można tego nazwać kłusem wyciągniętym. Po prostu miała bardzo energiczny, pokazowy chód co często gęsto ludzie w niej lubili.
Podziwiali przyrodę mówisz? Ona tam tylko jeża oglądała, ale jakiś niemrawy to zignorowała po chwili jego obecność idąc dalej dziarskim krokiem i co rusz spoglądając na mężczyznę poprzez zgięcie szyi.

Diego Montana - 2016-08-31, 22:25

Jasne ! Oni nigdy nic nie rozumieli, bo to przecież taka mało inteligentna rasa :lol2: Latte była przywódczynią stada? Przecież nie ma takiego charakteru, to z reguły twarde i charakterne konie, które potrafią pokazać na co je stać. Gdyby postawić Latte na pastwisku z np. ISB czy Bremen, zginęłaby tam marnie. To trochę jak u ludzi, im wyższe stanowisko tym lepiej. Jednak oni nie srają gdzie popadnie, a przepraszam - nie zaznaczają terenu. Chociaż kto tam ich wie :lol2: Pewnie umarłby ze śmiechu, słysząc że ta klacz, była królową w innej stajni. Nie wyglądała na taką, a jej charakter zaprzeczał sam sobie. Chyba, że była królową wśród koni jej pokroju, to fakt z tym by się zgodził. Jasne no patrz ! Już pada ci do stóp, sorry kopyt. Z kucami to wiesz, nie liczy się. Co innego dobrze zbudowany, silny fizycznie i psychicznie koń, a co innego kucyk. To jakby nie wiem, porównywać chihuahue do doga niemieckiego, bo w sumie na to samo by wyszło. Wygrana nad kucami, to żadna wygrana. Serio, nie ma się czym chwalić :lol2: To jakby nastolatek pobił przedszkolaka, raczej no dość prymitywne, by nie powiedzieć żałosne. Co w tym cudownego? Fajnie jest mieć władzę, rządzić i etc. Jednak może nad kimś swojego pokroju, a nie nad takim, co się bronić sam nie umie. Kotów? Co strasznego w kotach? Każdy ma swoje dziwactwa, ale ta klacz to istna zagadka. To że była inteligentna, dało się zauważyć i to niezaprzeczalnie. Biedulka współczucia ;( On ma nie najlepsze wspomnienia z świnką morską, ale to nie ważne. Czego się bała? Nie było tu obecnie nikogo poza nimi samymi, a Diego na pewno nie dopuściłby do tego, by coś się jej stało. Lepiej niech patrzy przed siebie ! Idąc ową ścieżką mogli zauważyć w końcu, kilka kłód leżących na drodze. Niby nic, ale jednak coś. Pierwszą z nich sprawnie ominął, Natomiast druga z nich była dość szeroka, podjechał do niej bliżej, by ocenić szansę minięcia jej, ale nic z tego. Wyglądała na dość bezpieczną, jeśli chodziło o skok. To trochę tak, jakby cross jechali. Cofnął klacz na odpowiednią odległość, by zawrócić ją ostatecznie na przeszkodę. Odetchnął głęboko zaraz wypychając ją kolejno do kłusa, a potem galopu. Dociążył nieco jej zad i uniósł przody, by równym tempem dojechać do "przeszkody". W odpowiednim miejscu dodał łydkę do boku, by zgrać się z nią nieco w locie i sprawnie minąć kłodę. Po lądowaniu po drugiej stronie, poklepał ją po szyi i zwolnił wpierw do kłusa, a potem stępa i pojechał dalej naprzód.
Latte Macchiato - 2016-09-01, 19:50

Przejścia były u niej lekkie, gładkie i przyjemne. Kłoda równomiernie pracowała z zadem a wędzidło non stop było żute. Początkowe ominięcie przeszkody nie było ani trochę problematyczne, jedynie skupiła się trochę na niej wzrokiem i słuchem lecz następna była gorsza. Przejście w galop z ładnym, mocnym uniesieniem z delikatnym osłabieniem pracy zadu. Skok oddała podczas dodania łydki i wyciągając się nad nią z odbicia z przodów. Po pokonaniu jej ledwo przeszła w kłus kiedy w krzakach coś się poruszyło. Radary klaczy skierowały się tam lecz sama z siebie nie zwolniła, nie czując zbytniego zagrożenia.
Poczuła je dopiero, kiedy z drzew wyskoczyły 3 sarny, które widząc klacz przebiegły przed nią, dosłownie metr przed nią i przeleciały na drugą stronę drogi. Raptowne zahamowanie a następnie cofnięcie się do stój poprzez podniesienie na kilkanaście centymetrów przednich kopyt mogło wysadzić faceta z siodła, lecz wątpię.
A ta z desperacji i niepewności prychnęła cofając się dosłownie od razy i nastawiając na nie zaciekawiony wzrok i słuch. Była wręcz gotowa biec za nimi, przez co skręciła w tamtą stronę jednocześnie prychając z niezadowolenia i rżąc do nich.
Konie lgnęły do zwierząt leśnych, choć niektórych się bały. Tym razem kobyłka sama właściwie nie wiedziała co robić. Oddychała głośno drżąc i prychając, a po chwili zaczęła tupać nogą o ziemię. Nawet jeśli mężczyzna chciał ją pogonić to raczej mu się nie udało przez pierwsze próby. Stała jak wryta nie ruszając się ani trochę do czasu gdy nie czuła się wystarczająco bezpieczna. Każda cząstka ciała kobyłki trzęsła się niemiłosiernie. Omalże miała czołowe spotkanie z sarną, nie dziwić mi się!

Diego Montana - 2016-09-03, 14:39

Ona w ogóle była lekka i przyjemna, nic tylko kochać <3 Diego był na razie bardzo zachwycony z faktu, że zdecydował się na kupno klaczy. Jej ruch i ogólna prezencja, była doskonała. Z jednej strony aż dziwne, że poprzedni właściciel zdecydował się ją sprzedać, to istny anioł i ideał w jednym ciele. Każdy miał własne wizję dotyczące hodowli, sprzedaży i użytkowości swoich koni. Diego też takie miał i pomału realizował swoje cele. Jakie one były? Trudno powiedzieć jednoznacznie, ale na pewno rozwijanie siebie i koni w zawodach, częste trening i może z czasem hodowla? Raczej nie przewidywał tego na masową skalę, ale jakieś źrebaki się na pewno pojawią. Ominięcia przeszkód, raczej rzadko kiedy bywają problematyczne. No chyba że koń, albo człowiek jest dość nie ogarnięty. Jednak chyba to nie w tym przypadku, albo przynajmniej tak mu się wydawało. Kiedy przeskoczyła kłodę, Diego się uśmiechnął pod nosem. Poklepał ją krótko po szyi, kiedy znaleźli się po drugiej stronie kłody. Jednak nagle usłyszał szelest w pobliskich krzakach, by natychmiast zareagować. Nie wiedział co to jest, więc nie chciał ryzykować. Dość raptownie ściągnął wodzę, dociążył jej zad i zablokował miednicę, by zatrzymać klacz w miejscu - teraz zaraz, a nie za chwilę. Miał nadzieje, że klacz zareaguje odpowiednio na pomoce i się zatrzyma. Kiedy tak się stało, praktycznie w tej sekundzie z krzaków, wyskoczyły 3 sarny. Skoro już stała, to raczej w miejscu się już nie zatrzymywała bardziej :lol2: Kiedy się cofnęła, to on zablokował ten ruch, bo zaraz by wpadła na kłodę, którą chwilę wcześniej skoczyła. Dał radę utrzymać się w siodle ze względu na to, że wcześniej przygotował się do ewentualnych problemów. Kiedy klacz nagle skręciła, Diego ją przytrzymał i powstrzymał od dziwnych zapędów. Nie była sarną, więc sory memory :lol2: Trudno, by się przyjaźniła np. z niedźwiedziem. Z kopytnymi miała jednak więcej wspólnego, ale no bieg z sarnami odpada. Trzymał ją krótko i mocno, nie chciał wylądować na drzewie, jak Leon w terenie. O tam od razu zderzenie z sarną, było do tego jeszcze daleko.
-Nie histeryzuj Latte. - powiedział do klaczy, by mimo jej łagodnego charakteru, postąpić stanowczo i wypchnąć ją do dalszej drogi. Długo jechali jeszcze przed siebie, a kiedy klacz się nieco uspokoiła, pokłusowali co nieco jeszcze. Minęli jeszcze dwa rozwidlenia dróg, kierując się tymi, które prowadziły do stajni. Idąc już na ostatniej prostej, dużo stępowali, by klacz się rozstępowała i odetchnęła. W końcu wyjechali z lasu i skierowali się do stajni, teren można zaliczyć do udanych <3

z.t



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group