Odalco - 2019-01-06, 19:56 Branie pod swoje skrzydła takiego konia wymagało ogromu cierpliwości i jeszcze więcej samozaparcia w pracy z nim. Pomocna i równie ważna była świadomość tego, że postępy przyjdą dopiero z czasem i będąc wynikiem konsekwencji i ciężej pracy, której ten wierzchowiec zdecydowanie wymagał.
Kłusując w miarę równym tempem, poruszał się nieco swobodniej niż na początku, ale sam kłus nadal pozostawiał wiele do życzenia. Był sztywny i nieco bujający na boki przez to, że ogier słabo radził sobie z prawidłowym utrzymaniem równowagi i kontrolowaniem własnego ciała.
Zaproszony do galopu przeszedł do niego dopiero, gdy rozbujał się w kłusie, co mogło świadczyć o tym, że poprzedni właściciel nieumiejętnie wganiał go w galop tuż po tym jak osiągał zawrotną prędkość w kłusie.
Sam galop ogiera był chyba najprzyjemniejszy, Odalco niósł miękko i posiadał okrągłą dużą foule, dzięki czemu miło bujał jeźdźca w siodle. Na szczęście Oliver był świadom słabej kondycji konia i zwyczajnie nie pozwalał mu galopować zbyt długo. Przy przejściach z galopu do kłusa znów pojawiał się problem z zadzieraniem głowy i uciekaniem od kontaktu, ale było to zwyczajne dramatyzowanie ze strony kasztana, który bronił się nawet, gdy Oliver nie nabierał wodzy.
Zagalopowywał z kłusa całkiem nieźle, ale potrzebował chwili na rozpęd nie będąc nauczonym płynnego zagalopowywania ani z kłusa, ani z stępa.Oliver Pelerieux - 2019-01-06, 21:28 Zgodnie z przypuszczeniami, z zagalopowaniami był spory problem, nad którym jednak nie mogłem się teraz pochylić. Po prostu nie mogłem naprawić wszystkiego na raz, bo było to niewykonalne... Galop Odalco sam w sobie nie był zły, co było pocieszające w tej sytuacji. Za drugim zagalopowaniem również nie kręciłem niepotrzebnych kilometrów, tylko po pokonaniu całej, długiej ściany parkuru sprowadziłem konia z powrotem do kłusa, a potem do stępa, dając mu odpocząć przed zmianą kierunku. Podejrzewałem że jego zmęczenie wynikało w dużej mierze ze stresu, więc skromnie dawkowałem mu ruch, zwyczajnie nie chcąc mu dokładać.
- Dobry koń - odezwałem się miłym dla ucha tonem, znowu głaszcząc konia po szyi, choć nawet nie zrobił teraz nic specjalnego. Po prostu chciałem go przyzwyczaić do dotyku i głosu.
Po odpoczynku zmieniłem stronę i ponownie poprosiłem o kłus, a potem znowu o galop, tak jak ostatnim razem robiąc dwie krótkie próby zagalopowania, po których wróciliśmy do kłusa. Gdy koń uspokoił się po przejściu w dół, zabrałem go na pierwsze koło w kłusie, duże, niewymagające od Odalco znacznego zgięcia. Chciałem się upewnić jak tam kierownica przed przejściem do ostatniego elementu wymagającego sprawdzenia, czyli skoków, odnośnie których już teraz podskórnie czułem, że będzie wesoło. W negatywnym tego słowa znaczeniu...Odalco - 2019-01-06, 21:54 Naprawianie kilku rzeczy na raz w zasadzie mogłoby przynieść odwrotny efekt, dlatego należało pracować z ogierem na zasadzie małych kroczków. Na dzisiejszym treningu i tak nastąpił już mały progres bo Odalco całkiem swobodnie przechodził z kłusa do stępa, nie uciekając mężczyźnie spod tyłka ani nie zmuszając do wręcz chamskiego domykania rąk na wodzach.
Sam kłus stał się swobodniejszy i nieco pewniejszy, a Odalco wyraźnie poczuł się bardziej komfortowo chyba po raz pierwszy pod siodłem nie odczuwając tak wielkiego lęku jak dotychczas.
Pochwalony parsknął cicho i trochę jakby nieśmiało, nadal bojąc się całkowicie rozluźnić i poddać człowiekowi.
Po chwili odpoczynku był gotowy do dalszej pracy i chętnie ruszył kłusem, po chwili przechodząc do galopu, który właściwie skupiał się na samym przepracowaniu zagalopowań, do których ogier coraz mniej się rozpędzał zwyczajnie zaczynając rozumieć pomoce, których używał Oliver.
Szybko skojarzył, że przyłożenie obu łydek w odpowiednich miejscach i ruch bioder były zaproszeniem do przejścia w galop. Przechodząc znacznie spokojniej niż na początku z galopu do kłusa wszedł na koło, na którym pozostawał sztywny, ale próbował mimo wszystko giąć się i utrzymywać równowagę.
Kierownica nie była najlepsza, ale mimo to była jakakolwiek, bo ogier reagował na pomoce, chociaż dość opornie.Oliver Pelerieux - 2019-01-08, 21:27 Pokręciłem jeszcze kilka kół w kłusie zanim dałem Odalco kolejną przerwę w stępie, poprzedzającą skoki. Postawiłem dosłownie dwie przeszkody - krzyżaka oraz stacjonatę, obie nie wyższe niż 80cm, bo bardziej niż możliwości Odalco interesowały mnie inne rzeczy. Myśląc o dzisiejszej jeździe miałem w głowie kilka scenariuszy odnośnie skoków i byłem bardzo ciekaw, który z nich ostatecznie się sprawdzi.
Jeżdżąc stępem nawet przejechaliśmy parę razy obok wspomnianych przeszkód, ale nie sądziłem by sam ich widok miał stanowić dla Odalco problem, bo stały tu przecież od samego początku i jak dotąd nie wykazywał nimi większego zainteresowania, choć może odczuwał związany z nimi stres. W każdym razie po przerwie ponownie zakłusowałem, a potem poprosiłem konia o galop, po ogarnięciu którego naprowadziłem go na wspomnianego krzyżaka. Sam najazd sprawdzał moje wyczucie na ekstremalnym poziomie, bo starając się zapewnić ogierowi komfort, nie mogłem na niego położyć za dużej presji, a jednocześnie musiałem być zdecydowany i gotów na każdą ewentualność, a przy tym rozluźniony tak, jakbym miał pewność, że wszystko pójdzie jak po maśle. Jadąc pełnym siadem wciąż obejmowałem konia łydkami, nie cisnąć go do przodu, ale też nie pozwalając mu się wycofać, choć głównym problem była prawdopodobnie natychmiastowa ucieczka od ręki i ogólne spięcie. Pokorne zachowanie Odalco powinno mi jednak umożliwić podjechanie do przeszkody, a wtedy także wskazanie mu miejsca, z którego powinien skoczyć, choć tu spodziewałem się, że jego poprzedni "jeździec" nigdy mu nie pomagał i kazał zielonemu koniowi samemu szukać takiego miejsca... Jednak jaki by ten skok w wykonaniu Odalco nie był, to przede wszystkim starałem się pójść z jego ruchem, na pewno nie spodziewając się tego, że będzie używał w skoku szyi czy pleców. Byłem niemal w 100% że nie ciągnie szyją i jest całkiem spięty, ale ciekawa mogła być kwestia siły odbicia czy zachowania po skoku. Na pewno ciężko było mi w ułamek sekundy właściwie zareagować, ale chyba niezależnie od biegu wydarzeń, nierozłącznie znaleźliśmy się po drugiej stronie. Odalco - 2019-01-08, 21:48 Po ostatecznym dogrzaniu na kołach obaj byli gotowy do dalszych wyzwań, a właściwie jednego głównego wyzwania, jakim były skoki. Z pewnością Oliver nie spodziewał się rewelacji ani też tego, że wszystko pójdzie gładko. Niemniej nie wiedział w jak dużym stopniu koń miał uraz w psychice i w jaki sposób wcześniej go jeżdżono.
Widok oraz obecność przeszkód była dla konia normą, bo wcześniej jego praca pod siodłem zawężała się tylko i wyłącznie do skoków. Nikt nie pracował z nim, ujeżdżeniowo dlatego z jazdy na jazdę skakał, skakał i jeszcze raz skakał, o ile można było nazwać ten koszmar skokami. Ogier od zawsze był wganiany w przeszkody przez swojego właściciela, który nawet nie miał pojęcia, czym jest dokładnie wymierzenie miejsca odbicia. Na dodatek za każdą zrzutkę czy odmowę skoku dostawał batem, nic więc dziwnego, że skoki nie kojarzyły mu się z niczym dobrym.
Poproszony do kłus, a następnie galop ruszył nim znów odrobinę gwałtownie i chaotycznie nadal gubiąc się trochę w tym wszystkim. Opanowanie i zrozumienie pomocy stosowanych przez bruneta z pewnością miało mu zająć jeszcze sporo czasu, ale przecież nie od razu Rzym zbudowano.
Nakierowany na krzyżaka galopował początkowo spokojnie, ale na parę kroków przed przeszkodą zaczął niekontrolowanie przyśpieszać i wręcz w ostatniej chwili oddał skok spod krzyżaka mocno idąc w górę. Złożył się bardzo precyzyjnie w locie, zupełnie tak jakby drągi miały go poparzyć. Bał się jednak wyciągnąć nos do przodu i samym grzbietem pozostawał sztywny. Skok został oddany siłowo i bardzo gwałtownie, przez co brakowało w nim elastyczności, swobody i lekkości. Po wylądowaniu wręcz spanikowany uciekł od przeszkody zupełnie tak jakby zaraz miało stać się coś złego. Nie brykał ani nie ponosił, a jedynie zaczął oddychać płyto będąc wyraźnie zestresowanym, chociaż tak naprawdę nic się nie działo.Oliver Pelerieux - 2019-01-08, 23:22 Nie powiem, żeby było to łatwe ani komfortowe do wysiedzenia, ale nie był to pierwszy raz, kiedy spotykałem się z podobnym problem w pracy z końmi. Zdarzyło mi się już pracować z końmi, które reagowały tak silnym strachem na skoki jak Odalco, że skacząc zamykały prawie stojaki, ale w rzeczywistości nie było w tym nic dobrego ze względu na pośpiech, spięcie i nerwy.
Po skoku nie próbowałem go zatrzymać, wręcz przeciwnie, zostałem w półsiadzie i zadbałem tylko o to, żebyśmy zjechali na ścianę. Dałem Odalco szansę na to by uspokoił się sam, a gdy już zaczęło do niego coś docierać, stopniowo zwolniłem do stępa.
- Wszystko dobrze - zapewniłem go spokojnym tonem głosu, choć też odczułem jakieś mimowolne napięcie w ciele, może dlatego, że było mi tak zwyczajnie po ludzku szkoda tego biednego zwierzaka. Mówiąc to, głaskałem ogiera po szyi, nie tyle, co go chwaląc, co próbując uspokoić i wybić z tego schematu, jaki znał. Gdybym próbował ciągiem oddać kilka skoków niczym bym się nie różnił od człowieka, który go tak skrzywdził, choć nie biłem go ani nie terroryzowałem w żaden inny sposób.
Mimo to nie mieliśmy poprzestać na tym jednym skoku. Chciałem sprawdzić czy po którymś skoku z rzędu Odalco się uspokoi i przestanie reagować taką paniką, nie liczyłem jednak na to, że poza tym zmieni się coś więcej, bo jego problemy wymagały długiego, żmudnego odpracowywania.
Wkrótce ponowiłem podejście do krzyżaka, znowu zagalopowując przez kłus i raz jeszcze, spokojnie i w skupieniu dojeżdżając do przeszkody, tym razem będąc gotowym na nagłe zerwanie się do skoku i wysoki lot, co zdecydowanie wpłynęło na moją równowagę w skoku. Chyba nic się nie zmieniło, więc po znowu spróbowałem trochę wyciszyć konia, schodząc chociaż do kłusa i dopiero potem proponując mu oddanie skoku raz jeszcze, dalej na tej samej przeszkodzie.Odalco - 2019-01-08, 23:32 Uspokoił się dopiero po dwóch okrążeniach galopu, dostrzegając fakt, że nikt na niego nie krzyczał i nikt nie wganiał go od razu w kolejną przeszkodę. Było to coś nowego i dziwnego, przez co ogier zaczął odrobinę się uspokajać i wyciszać jednocześnie analizując zachowanie nowego jeźdźca.
Głos mężczyzny ponownie sprawił, że zaczął słuchać i bardzo powolutku uspokajać oddech, dzięki czemu odczuwany przez kasztana stres powoli odchodził. Zdecydowanie można było powiedzieć o nim, że został skrzywdzony i to bardzo, ale był tylko koniem, według poprzedniego właściciela, zwykłym narzędziem mającym zaspokajać ludzkie zachcianki.
Z każdym kolejnym razem ogier znów robił to, co za pierwszym, wpadał gwałtownie w pędzący galop i oddawał skok z ogromnym zapasem, zupełnie tak jakby coś goniło go do przeszkody, którą miał za zadanie pokonać.
Jedyną zmianą, jaka zaszła, chociaż w bardzo niewielkim stopniu było to, że po wylądowaniu Kasztan zaczynał potrzebować coraz mniej czasu na uspokojenie się. Szybciej się wyciszał i odzyskiwał spokój, głównie dzięki temu, że Oliver dbał o to, aby zeszły z niego wszystkie negatywne emocje i stres przez oddaniem każdego kolejnego skoku.Oliver Pelerieux - 2019-01-12, 23:10 Nie brakowało mi cierpliwości więc nie miałem problemu z tym, żeby po każdym skoku robić taką przerwę. Może było tak dlatego, że miałem jeszcze zapał i wiarę w to, że uda mi się ogarnąć tego konia. Nie dzisiaj, nie jutro, może dopiero za kilka miesięcy, ale w końcu się uda. Czasem nie wychodziło i wtedy faktycznie czuło się zwątpienie i bezsilność, ale póki co nie miałem podstaw by sądzić, że tym razem koniec będzie taki.
Jedno jest pewne - ten trening "skokowy" był jednorazowym wyskokiem w najbliższym czasie bo wciskanie skoków w stały harmonogram nie miało na razie większego sensu.
W końcu zamiast na kopertę skierowałem Odalco na stacjonatę, zachowując się dokładnie tak samo, może tylko trochę bardziej pilnując konia w dojeździe do przeszkody, bo jej budowa była odrobinę mniej zachęcająca. Ponownie wskazałem mu miejsce odbicia i postarałem się zgrać z nim w skoku, przede wszystkim po to, żeby nie obić mu grzbietu ani nie szarpnąć za pysk. Jeśli się udało, pochwaliłem konia i znowu przeszedłem do kłusa przed ponownym zagalopowaniem, po którym dla odmiany spróbowałem oddać dwa skoki pod rząd - jeden przez krzyżaka, drugi przez stacjonatę.Odalco - 2019-01-12, 23:24 To cierpliwość była kluczem do sukcesu w pracy z Odalco, ale oprócz niej potrzebne były też chęci i wiara w to, że w końcu się uda. Po długiej męczącej drodze, koń wreszcie zacznie normalnie pracować pod siodłem i traktować człowieka jak partnera, a nie zło konieczne.
Oliver miał prawo chcieć sprawdzić jak koń sprawuje się podczas skoków, co jednocześnie sprawiło, że na wierzch wyszły inne dodatkowe problemy, które z pewnością podczas jazdy po płaskim nawet by się nie pojawiły.
Poruszając się galopem po krótkiej chwili odpoczynku został w końcu nakierowany na kolejną z przeszkód. Uważnie przyjrzał się stacjonacie już z daleka, ale nawet przez chwilę się nie zawahał ani nie zwątpił. Nie był koniem, który by się zatrzymał, co więcej był gotów wyratować jeźdźca z każdej sytuacji, bo wcześniej właśnie tego wymagał od niego właściciel.
Z bardzo szybkiego tempa oddał skok z znacznie większej odległości niż było to koniecznie jednocześnie biorąc solidny zapas. Był złotym koniem, który naprawdę fruwał nad przeszkodami, ale przez to, że tak go potraktowano, teraz nie miał żadnej przyjemności z skoków.
Po chwili przerwy pokonał kolejne przeszkody dość chętnie, ale z pewnością przysporzył brunetowi problemów podczas wyjeżdżania zakrętów, w których wyraźnie kładł się do środka nie panując do końca nad własną równowagą. Mimo to zarówno krzyżak jak i stacjonatę pokonał z ogromnym zapasem cały czas jednak pędząc jak poparzony na stojące przeszkody.Oliver Pelerieux - 2019-01-13, 00:13 Po ostatnim skoku zjechałem na ścianę i zacząłem stopniowo zwalniać. Po dłuższej chwili kłusa przytrzymałem ogiera do stępa, dając mu czas na to, by porządnie odetchnął. Widziałem w nim duży potencjał, ale jeszcze więcej problemów, przez które czułem się teraz wręcz zmęczony. Nic dziwnego, bo zapanowanie nad Odalco nie było wcale łatwym zadaniem.
Tyle skoków wystarczyło mi by przekonać się o umiejętnościach konia i nie zamierzałem dziś więcej skakać, nie licząc jeszcze jednego ćwiczenia, które jednak z prawdziwymi przeszkodami nie miało wiele wspólnego. Spodziewając się tego, że Odalco nie będzie ciągnąć szyją w skoku, przygotowałem coś w rodzaju leżącej, niedużej beczki. Budowa tej "przeszkody" prowokowała do oddania okrągłego skoku i wyciągnięcia szyi, na co oczywiście nie liczyłem w tym momencie, ale wierzyłem, że regularne trenowanie w ten sposób wreszcie zachęci konia do skakania w prawidłowy sposób. Przeszkoda nie była duża, a nawet nie przypominała przeszkód, które Odalco znał, więc być może miała wywołać też mniejszy stres.
Pierw pozwoliłem mu obejrzeć ją z bliska, podjeżdżając w stępie i zatrzymując się, jeśli tylko miał ochotę zbadać owy obiekt. Potem standardowo wróciliśmy do pracy i po zagalopowaniu, spokojnie starałem się najechać na ową beczkę, zachęcając konia do ruchu naprzód, jeśli zwątpił na jej widok i nie był pewien, co ma zrobić. Potem posłałem go do skoku i w miarę zgrałem się z jego ruchem, po wszystkim chwaląc i wyciszając w kłusie. Ciągle powtarzałem ten sam schemat, nie widząc póki co innego rozwiązania.
Po oddaniu 4-5 takich podskoków, rozkłusowałem konia i zwolniłem do stępa, całkowicie oddając mu wodze. Pogłaskałem go po szyi, po czym zsiadłem, nie widząc potrzeby wożenia na nim dupy dłużej, niż to koniecznie. Chciałem żeby odpoczął, psychicznie i fizycznie. Przełożyłem wodze przez jego głowę i rozstępowałem go w ręku, od czasu do czasu coś do niego mówiąc albo głaszcząc po szyi. W końcu udaliśmy się w drogę powrotną do stajni. ztOdalco - 2019-01-13, 00:45 Zjeżdżając na ścianę zaczął powoli się uspokajać, ale nie przychodziło mu to łatwo. Skoki wzbudzały w nim naprawdę wiele emocji, z których prawie żadna nie była tą pozytywną. Był zmęczony podobnie jak Oliver i na dodatek mocno zestresowany tymi wszystkimi zmianami, nowym jeźdźcem oraz zasadami, które wprowadzał mężczyzna po prostu jeżdżąc prawidłowo, co dla Odalco było nie do końca zrozumiałe.
Zerkając czujnie w stronę beczki wyraźnie zaczął się jej przyglądać, być może nawet trochę obsesyjnie, ale zdecydowanie było to coś nowego, z czym nigdy wcześniej nie miał do czynienia. Podprowadzony do beczki zaczął nadymać nozdrza i oddychać coraz głośniej, co po chwili przerodziło się w głośne furczenie, ale mimo to Odalco wyciągnął w jej stronę nos, aby móc powąchać obiekt.
Na szczęście Oliver długo go tym nie stresował i już po chwili wrócili do pracy, dzięki czemu ogier zdążył odrobinę ochłonąć tuż przed tym jak został galopem naprowadzony wprost na beczkę. Z początku czuł spory respekt przed przeszkodą, ale mimo to galopował na nią i oddał skok. Sam skok wyglądał tak, że Odalco odbił się z ogromną siłą i wręcz wystrzelił w górę i w przód korzystając z siły swojego zadu. Z każdym kolejnym razem ogier coraz chętniej podchodził do zadania i coraz swobodniej skakał zaczynając korzystać też z szyi i grzbietu.
Na sam koniec jego kłus wyglądał najlepiej, podobnie jak stęp, który był wyraźnie swobodniejszy niż na początku treningu. Oddana wodza sprawiła, że ogier rozluźnił się i opuścił swobodnie głowę wiedząc, że na dzisiaj jest to już koniec pracy.
Gdy mężczyzna z niego zsiadł spojrzał na niego czujnie, ale już po chwili stępował posłusznie u boku Olivera korzystając z takiej formy rozstępowania.
/ztOliver Pelerieux - 2019-01-13, 16:17 Wróciłem na maneż razem z Shockiem i towarzyszącym nam luzakiem, który miał się zająć ustawianiem przeszkód. Ja w tym czasie zająłem się jazdą, pierw oczywiście musząc porządnie rozgrzać siwego przed skokami. Zaczęliśmy oczywiście od stępa, w którym prowadziłem konia na lekkim kontakcie, niestety nie mogąc mu w pełni zaufać i jeździć na rzuconej wodzy, co może z czasem miało się zmienić. Póki co jeździłem po ścianach, co jakiś czas zmieniając kierunek przez przekątną lub półwoltę, wymagając od konia aktywnego, równego tempa. Jednocześnie chciałem go nakłonić do niesienia długiej, opuszczonej i lekko zaokrąglonej szyi, dojeżdżając go do ręki dosiadem i łydkami.Shockwave - 2019-01-13, 16:30 Przychodząc na maneż ogier rozejrzał się uważnie i już po chwili zarżał donośnie jak na samca przystało Stępując poruszał się obszernym krokiem, stawiając duże kroki. Od samego początku pracował wydajnie grzbietem i zadem, od razu chętnie wchodząc na kontakt, który zaoferował mu brunet. Była to z pewnością miła odmiana po pracy z Odalco, ale mimo to Oliver powinien mieć się na baczności. Shock był nieprzewidywalny i na dodatek bywał po prostu wredny zwłaszcza, gdy dopiero kogoś poznawał. Było to trochę jak chrzest bojowy, który musiał przejść każdy, kto z nim pracował.
Zgodnie z założeniem koń stępował rześko i swobodnie, z długą uformowaną w swobodny i delikatny łuk kierujący się ku dołowi. W pewnym momencie zaczął też żuć wędzidło nie broniąc się przed kontaktem. W pracy ujeżdżeniowej był całkiem przyjemny i do tego niebrzydko się ruszał, ale i tak skoki były jego najmocniejszą stroną.Oliver Pelerieux - 2019-01-13, 16:54 Z Shockiem pracowało się naprawdę dobrze i faktycznie mogłem to uznać za miłą odmianę, ale znałem na tyle ogiera by wiedzieć, że różnie z nim bywa. Nie byłem z tego powodu spięty, bo i nie miałem podstaw by sądzić, że za chwilę coś się wydarzy. Po prostu liczyłem się z tym, że Shock ma różne pomysły.
Po rozstępowaniu ogiera zaprosiłem go do kłusa, po chwili zaczynając anglezować. Tak jak w stępie, stawiając na aktywne tempo kręciłem się po maneżu, jeżdżąc po dużych kołach i zmieniając kierunki przez przekątne. Wyginałem lekko konia wokół łydki, cały czas pracując nad jego rozluźnieniem i nie zapominając też o momentach wyprostowania czy przestawieniu pomocy przy zmianie kierunku. Ceniłem jego zaangażowanie i chęć do współpracy, dzięki którym przynajmniej początek treningu można było nazwać udanym i przyjemnym dla obu stron. Żeby dobrze przygotować Shocka do skoków, z czasem zacząłem wplatać w jazdę ustępowania od łydki na krótkich odcinkach.Shockwave - 2019-01-13, 17:36 Czujność w trakcie pracy z ogierem była tak naprawdę pierwszą z zasad bezpieczeństwa, ogier bardzo często lubił sprawdzać swoich jeźdźców i Oli już nie raz się o tym przekonał. Do tego dochodził jeszcze temperament Siwka, który rzadko miał dobre dni.
Zaproszony do kłusa ruszył nim energicznie od samego początku idąc równym tempem, które mężczyzna podtrzymywał aktywizując go działaniem dosiadu oraz łydek. Giął się przyjemnie utrzymując przy tym prawidłową równowagę, co pozwalało jeźdźcowi na jego grzbiecie jeździć w dowolnie obranym kierunku i czerpać z tego przyjemność.
W trakcie jazdy po rozmaitych kołach oraz serpentynach ogier nawet przez chwilę nie położył po sobie uszu, skupiając się na żuciu wędzidła, rozluźnieniu i pomocach stosowanych przez bruneta. Podobnie było w trakcie ustępowań czy łopatek, które ogier wykonywał w skupieniu bardzo się do tego przykładając.
Odpowiadała mu taka praca pod siodłem, gdy nieustannie zajmowano go czymś nowym, co wymagało skupienia i precyzji.