Watchman - 2014-08-27, 18:09 Uspokajał się stopniowo z każdym krokiem stępa. Może i nie chciał za bardzo współpracować, ale z ludźmi przeważnie nie ma zmiłuj i odbębnimy co trzeba. Może potem pojawi się coś, co autentycznie chwyci go za serce i w czym będzie pracował z prawdziwą pasją i zacięciem. Ale taka praca z ziemi? Na razie nie za bardzo mu to podpasowało.
Jedno ucho skierował w stronę Jessie, czujnie wyłapywał wszystkie słowa, jakby mimowolnie się starając. Coś jak opcja wbudowana. Elektrycznie zareagował na samo jej ruszenie w kierunku zadu i momentalnie przeszedł w kłus, tuląc uszy na bat i co chwilę posyłając mu mordercze spojrzenia - na tyle na ile mógł. Jeszcze zniszczy drania! Mimo mocno impulsywnej reakcji karusa przejście było raczej płynne, w wyższym chodzie szybko znalazł równowagę, tak. Z automatu zszedł trochę łbem, zaokrąglając wątłą na razie szyję i równym, energicznym tempem frunął do przodu, choć co przyznać trzeba - raczej ze średnią akcją nóg. Może w tym objawił się tym razem jego bunt czy tam brak dbałości.Jessie - 2014-09-07, 12:01 Po przejściu do kłusa pilnowała jednakowego tempa, nie pozwalając ogierowi na samodzielną decyzję odnośnie zmiany chodu czy na ociąganie się. Po paru minutach poprosiła o przejście do stępa, a następnie do stój. Zwinęła wówczas lonżę i podeszła do karusa. Pogłaskała go po szyi, a następnie skróciła nieco wypinacze. Wewnętrzną "wodzę" zrobiła krótszą o dwie dziurki niż zewnętrzną, co miało pomóc koniowi w wygięciu się, a także podpowiadać, na którą nogę powinien galopować, gdy już do tego przejdą. Nie było to mocne wypięcie, wszakże to dopiero początek pracy na wypinaczach, ale już uniemożliwiało Watchowi zadzieranie łba do góry. Z powrotem posłała go na koło (już w drugą stronę) i pierw dała chwilę na stępa i oswojenie się z nową sytuacją. Nie pozwalała ogierowi na zatrzymywanie się czy cofanie, cały czas wymuszała ruch do przodu, aż ten w końcu się podda i zobaczy, że przyjemniej się idzie z opuszczonym łbem.Watchman - 2014-09-08, 20:37 Tu akurat z utrzymaniem tempa nie było żadnego problemu. Można powiedzieć, że ogier zaczynał nawet powoli współpracować. Płynnie przeszedł w stęp, mniej chętnie przeszedł do stój, bo jednak miał ochotę trochę się poruszać - zatrzymało go dopiero porządniejsze ostrzeżenie batem, bo jak głuchy szedł dalej do przodu, jak mu się podobało. Samo zejście do środka uznał za labę! A do domu już może... Albo na pastwisko - to by było! Ale Jessie przepięła lonżę i do tego te paski po bokach o których zdążył zapomnieć sprawiły, że nie mógł unieść wyżej łba. Zadreptał niespokojnie w miejscu, cofał się jeszcze przed wejściem na koło. Coś tu jest nie tak! Próbował zarzucić łbem, żeby pozbyć się owych sznurów, ale skutecznie go przyhamowały i Watch zaczął próbować zamachy na dół. Stanowczo odesłany na koło bryknął praktycznie z miejsca i przez chwilę kłusował nerwowo. No, kilka głębokich oddechów! Przeszedł do stępa, wyginał się co prawda trochę bardziej na łuku... Ale jego chód kompletnie stracił na rytmie i sprężystości, bo karosz użerał się cały czas z bocznymi wodzami i skupiony całkowicie na tym zwracał mniejszą uwagę na sygnały wysyłane mu przez amazonkę.Jessie - 2014-09-10, 20:50 Postanowiła nie przejmować się buntowniczym nastawieniem ogiera. Wiedziała, że ten prędzej czy później ulegnie; zmęczy się i zobaczy, że gdy się podporządkowuje, to jest mu zdecydowanie wygodniej. Szczególnie, że nie wymagała od niego takiego ustawienia, jak u koni, które były już w pełni rozwinięte i w ciągłym treningu. Widząc, że koń przestał się skupiać na jej osobie, zaczęła od niego wymagać kolejnych rzeczy. Pierw kazała mu się zatrzymać, później znowu ruszyć, zatrzymać, ruszyć stępem, a następnie kłusem. Potem znowu zatrzymanie do stępa, do kłusa i do stępa. Za każdym razem było to zaledwie parę kroków. Co ważne - wymagała natychmiastowej reakcji. Jeśli Watchman nie reagował na słowną komendę i mowę ciała, nie powtarzała się w kółko, tylko od razu egzekwowała batem - "strasząc" za zadem albo lekko pukając w tyłek gdy chciała, aby przeszedł do wyższego chodu, albo hamowała z przodu, gdy miał się zatrzymać.Watchman - 2014-09-11, 23:42 Na samym początku nie zwracał praktycznie uwagi na kolejne jej pomoce... Dopóki przy pierwszej z nich nie użyła bata. Wtedy spróbował naraz wykonywać co każe i próbować pozbyć się wypinaczy... Ale nici z tego! Zbyt wymagające miał przed sobą zadania i w końcu musiał wybrać między jednym a drugim. A bliższe spotkanie z batem mu się nie uśmiechało... Westchnął więc głęboko, ze zrezygnowaniem i skierował jedno ucho w stronę Jessie. Robił co prosi, ale szyję miał na razie sztywną, łeb uniesiony i ograniczony sztywnymi wypinaczami. Trochę to pomogło nie tylko na jego bryki, ale i rozumienie słów amazonki - trochę ich się tu przemieliło przy takim zagęszczeniu ćwiczeń. I teraz kojarzył już właściwie stęp, prr i zaczynał ogarniać co to kłus. Tylko wiedzę tę i tak trzeba utrwalić. Skupił się w końcu tak na zadaniu, że nieświadomie rozluźnił trochę szyję i czarne łebsko zeszło odrobinę w dół. No i dyskomfort odczuwany przez karego zmniejszył się wyraźnie.Jessie - 2014-09-12, 20:49 Pozostawała nieugięta w swoim działaniu, nie zwracając najmniejszej uwagi na niezadowolenie ogiera. Cóż, w tym fachu trzeba być twardkim, a nie miętkim, jak to mawiają. Zgodnie z jej oczekiwaniami karus wreszcie odpuścił, puszczając nieco w potylicy. Załóżmy, że wówczas kłusował, więc pozwoliła mu przejść do stępa, nie zwalniając go jednak z pracy. Pomasowała jego język wędzidłem, wykonując ręką półparadę, zachęcając młodzika do żucia wędzidła i jeszcze głębszego wypuszczenia głowy do dołu. Jeśli podążył za ręką, pochwaliła go entuzjastycznie, tym samym nagradzając i akcentując pozytywne zachowanie. Wtedy, po paru okrążeniach stępa w takim ustawieniu, zatrzymała konia i podeszła do niego, aby przepiąć lonżę na drugą stronę (zmieniła również długość wypinaczy, w sensie znowu zewnętrzny był dłuższy, a wewnętrzny krótszy) i przy okazji dać Watchowi jakiegoś smakołyka. Puściła go z powrotem na koło, na drugą stronę, znowu prosząc o stęp, a po chwili (po paru okrążeniach) o kłus.Watchman - 2014-09-13, 19:32 Odetchnął głębiej po przejściu do stępa i zmiękł trochę. Odpuścił. Przynajmniej na dłuższą chwilę. Zareagował obojętnie na półparadę, podążając z wędzidłem w dół. Wziął się zaraz za mielenie pyskiem i odzyskał trochę animuszu - w końcu został pochwalony, a to nie bez znaczenia. Powoli przyzwyczaja się do pracy, niedługo może nie będzie trzeba się już z nim tyle kłócić o najprostsze rzeczy... Szedł aktywnie, podstawiając lekko zad i w miarę możliwości zginając swe sztywne cielsko na łukach. Uznał, że nie ma co się użerać, a jak już coś robi to nie będzie odwalał fuszerki. No właśnie, a zdecydował się na razie współpracować. Zszedł do środka, zerkając na Jessie. Uszy miał postawione, spojrzenie czujne. Stanowczo, a nawet można powiedzieć, że trochę brutalnie, zgarnął smakołyk z jej dłoni. Wrócił na koło i sytuacja się powtórzyła - aktywne tempo, jego rytm jeszcze niepewny, niewypracowany, ale początki zebrania - na półparadę schodzenie łbem i trochę bardziej rozluźniona szyja. Na pomoce do przejścia w kłus strzelił z miejsca w wyższe tempo, wyrywając lekko w galop wręcz. Zupełnie bez płynności, jakoś tak impulsywnie mu te przejście wyszło. Czyżby do przećwiczenia?Jessie - 2014-09-13, 22:45 Natychmiast zwolniła ogiera półparadami, także wychodząc nieco w stronę jego przodu. Chwilę po uspokojeniu tempa, co być może nastąpiło, poprosiła o powrót do stępa. Chciała, żeby raz jeszcze zakłusował, tym razem płynnie przechodząc do wyższego chodu, bez "fajerwerków". Dała mu chwilę na wyciszenie myśli i ponowiła próbę. Jeżeli wyszło, od razu nagrodziła głosem, jeżeli nie, postąpiła jednakowo jak wcześniej, aż do skutku. Wówczas utrzymała kłus na czas paru okrążeń, aż wreszcie nastąpiło przejście do stępa.
- No, świetnie się spisałeś! Oby tak dalej - pochwaliła go i zatrzymała. Podeszła, aby całkiem poluźnić wypinacze w ramach nagrody i z powrotem puściła ogiera na koło, już na końcowego stępa. Dzisiaj bez galopu, ale i tak był zapewne zmęczony. Gdy już uspokoił oddech i trochę ochłonął, zwinęła lonżę, pogłaskała karuska po szyjce i wyprowadziła go do stajni. /ztWatchman - 2014-09-14, 11:57 Po dynamicznym przejściu przeszedł w końcu w bardziej stonowane tempo. Przejścia do niższych chodów miał okej... Ale przyspieszenia nadal były problemem. Dojść do oczekiwanego efektu udało się dopiero za piątym razem. Wpłynęło na to też zmęczenie Watcha. Wymęczony już trochę karus nie dał rady wycisnąć z siebie odpowiednio energicznego tempa i trochę szurał kopytami przy ziemi, oddychając głęboko. Milcząco przyjął pochwałę i rozprostował trochę szyję, gdy puściła go już na stęp. Przystawał co jakiś czas, nie czując konieczności ruszania się naprzód... Ale szybko przestał, bo zapewne Jessie skłoniło go do ruchu naprzód. Ruszył za amazonką do stajni.
[z/t]Jonah Wrens - 2014-09-16, 22:53 Prowadząc Vesia na luźnym uwiązie po prostu wszedłem do lonżownika i zamknąłem go za zadem ogiera. Zerknąłem w jego stronę i odpiąłem uwiąz puszczając go luźno.
-Pobiegaj sobie, masz chwilę.
Odezwałem się i rzuciłem końcówką uwiązu w stronę siwka. Chciałem żeby trochę się poruszał, zaś sam stanąłem na środku. Przyglądałem się folblutowi uważnie, chcąc wyłapać odpowiedni moment na zawołanie go i wymyślenie czegoś..bardziej kreatywnego niż samo wsiadanie i trening.Vesiputous - 2014-09-17, 16:30 Wlókł się trochę za Jonahem, nawet go po drodze specjalnie nie zaczepiając. Tylko spojrzenie miał rozbiegane, co w tej chwili mocno kontrastowało z jego oporną postawą. Wszedł tak więc do lonżownika, trochę teraz podnosząc wyżej łeb. Nie znał dobrze tego miejsca, nie bywał tu często. Obejrzał się na człowieka, kierując także ku niemu uszy. Jo odpiął mu uwiąz, ale ogier na to przesadnie nie zareagował. Dopiero gdy ni do niego machnął, to siwy stulił mocno uszy, schylił łeb do przednich nóg rolując szyję i podrzucił lekko zadem. Nie kopnął tyłami, tylko od tak sobie kicnął i zaraz ruszył przed siebie. Najchętniej pobiegłby gdzieś przed siebie, daleko po prostej, ale niestety lonżownik ma to siebie, że zwykło się go budować na planie okręgu. Psia mać, nie? Przez to Vesi musiał zaraz skręcić, coby nie wpaść na ścianę. Zrobił przy tym lotną i wyrwał mocno w prawą stronę, galopując w jak największym oddaleniu od człowieka. Wyciągnął szyję i głowę mocno do przodu, rozszerzając chrapy.Jonah Wrens - 2014-09-18, 00:20 Obserwowałem uważnie zryw ogiera i mimo wszystko pozostałem spokojny. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że takie rajdy są niebezpieczne, jednak koń bez jeźdźca ma o wiele więcej możliwości. Nie zrobi sobie krzywdy, bynajmniej nie tak łatwo i nie w ten sposób. Po prostu czekałem, aż siwek wbiegł na koło i wtedy zacząłem się odzywać do Księżniczki.
-Spokoojnie, zwolnij chłopczyku. Nikt Cie nie goni.
Mój ton należał do tych kojących, uspokajających. Nie było w nim krzty rozkazu, ani żalu bo koń sobie popatatajał. Po prostu chciałem go uspokoić, pobawić się z nim po prostu. Żeby oderwał się od tych cholernych schematów treningów. Mały wyskok na luz, spędzenie aktywnie i miło czasu, bez większego wysiłku. Tak więc zaokrągliłem ramiona i wbiłem spojrzenie w ziemię. Nie zamierzałem go ganiać z wyciągniętą ręką w jego stronę. Po prostu mową ciała zachęcałem go do podejścia no i trochę głosem.
-Chodź Vesi.Vesiputous - 2014-09-18, 17:27 To racja, koń wariujący bez jeźdźca ani osprzętu na sobie ma mniejsze szanse się skaleczyć czy uszkodzić. No i na pewno człowiek nie jest narażony na uszczerbek na zdrowiu, o ile rozpędzonemu rumakowi pod nogi nie wejdzie. A więc zarówno Jaszczur jak i Jonah byli bezpieczni, a z resztą siwy teraz też tak szybko nie biegł. Miał spore rozciągnięcie, ale na takiej powierzchni nie mógł dać pełnego opisu, toteż i nie popylał ile fabryka dała. Po dwóch okrążeniach natomiast jeszcze bardziej zwolnił, wchodząc w tempo, które już bardziej można określić jako robocze. Po drodze też strzelił małego barana, przy tym machając wesoło głową do góry. Ale w tym momencie wujek Dżo zaczął do niego mówić. Vesi na początku po prostu odwrócił tylko do niego ucho na chwilę i biegł dalej. Po kolejnych paru chwilach opuścił znów szyję, rozluźnił ją i przemielił raz pyskiem. Po tym jednak poderwał ryj wyżej, speszony najpewniej po prostu tym, że mu jedna z zadnich nóg troszkę gorzej podbiegła pod kłodę. No i po tym znowu jakiś czas mniejszą uwagę zwracał na człowieka, ale w końcu opuścił mocno głowę, trochę poniżej klatki piersiowej i zaczął rozdymać nozdrza. Skierował radar ku Jonahowi, nasłuchując. Jeszcze trochę tak biegł, po czym przeszedł do kłusa. Przemielił pyskiem, jeszcze pośpiesznie truchtając, a jeśli Jo współpracował dalej i dawał mu przyzwolenie na przyłączenie się to po paru sekundach ogier zatrzymał się, pomijając etap stępa. Stanął, wbijając się sztywno w ziemię. Stał tak z opuszczoną głową i mielił powietrze w pysku, obserwując bardzo uważnie Jonaha. Myślał sobie i rozumował, ale nie rozluźnił się zupełnie. Jak przyczajony tygrys gotów był na wszystko, jednakże dając mężczyźnie szansę na podjęcie właściwej decyzji.Jonah Wrens - 2014-09-18, 19:24 Mimo wszystko po przyjęciu pozycji "chodź do mnie" obserwowałem ruchy ogiera do momentu, aż znikał za moimi plecami. Nie zamierzałem się za nim obracać i na siłę zmieniać ustawienie, by go w jakiś sposób przymusić do podejścia. Nie wywierałem na nim presji, więc jeśli go nie widziałem to słuchałem jak biegnie, oddycha. Nawet doczekałem się momentu zwolnienia, taktu kłusa, aż wreszcie usłyszałem mocne stąpnięcie, charakterystyczne ze stójką. Nie obróciłem się tak od razu, najzwyczajniej w świecie dalej będąc otwartym na Księżniczkę. Powoli odwróciłem się na pięcie i spojrzałem na siwka. Nie wykonując podejrzanych ruchów, leniwie podnosiłem jedną z rąk, by podsunąć ją w stronę ogiera. Rzecz jasna wysiłek miał być z mojej i jego strony, zatem Vesi musiał wyciągnąć trochę szyjkę, aby móc dotknąć mojej dłoni.
Nie odzywałem się, w końcu i tak mowa ciała odgrywała tutaj najważniejszą rolę, zatem jeśli tygrysek nie uciekł wesoło brykając, a pozostał przy mnie i dotknął mojej skóry ja powoli przesunąłem się tak, by pogładzić jego szyję. Pieszczotliwie, acz nie mógł się zbytnio rozmarzyć, gdyż trwało to krótko. Odwróciłem się i zrobiłem kilka kroków tym samym oddalając się od ogiera i stanąłem. Znowu zaokrąglając ramiona czekałem, aż podejdzie. Jeśli podjął takową zabawę, obróciłem się i klepnąłem go po klatce zaraz uciekając w drugą stronę. A co, ja też ruszyłem swoją dupę, tym razem uważnie obserwując folbluta, gdyż ten mógł uciec w drugą stronę zamiast ruszyć za mną. No trochę inaczej chciałem go zaprosić do zabawy, niż zrobiłby to inny koniowaty.Vesiputous - 2014-09-18, 20:35 Doceniał spokój bijący od człowieka. Rozluźnił się trochę, nie odczuwając żadnej zbytecznej presji. Zobaczywszy jak Jo wyciąga doń rękę parsknął cicho i podszedł do niego bliżej. Głowę trzymał nisko, falując swobodnie grzbietem i zgrabnie machając kształtnym zadem. Wydawał się być oazą spokoju i rozluźnienia, ale w jego oczach wciąż błyszczały te żywe, rozbawione iskierki. Ślepia siwego bacznie wpatrywały się w chłopaka. Wyciągnął chrapy w stronę jego dłoni i zaraz oparł na niej pysk. Stał sobie tak póki Jo nie zaczął się odwracać do niego. Spiął się troszeczkę, świecąc z podekscytowania oczami. Na razie nie w głowie mu była ta powolność i oczekiwanie na kolejny ruch! Tak więc gdy tylko wujek Dżo dotknął jego szyi, ogier gwałtownie przeniósł ciężar ciała do tyłu i żwawo się wycofał, wzbijając kurz z podłoża w powietrze. Zatrzymał się zaraz, choć przebierał niecierpliwie nogami w miejscu. Nie zerwał się do biegu, jeszcze nie. Dał teraz Jonahowi czas na jego posunięcie. Jeśli ten oddalił się i stał tak, czekając aż koń podejdzie, to cóż, nie mógł się teraz tego doczekać. Vesi nie zamierzał przychodzić. Stał sobie tam tak, patrzając bystro na chłopaka i nie zmierzając w żadną stronę. - I'm still standing! - parsknął wesoło w rytm piosenki Eltona Johna.