Hayley - 2016-04-21, 19:56 Że jest spóźniona, wiedziała już wychodząc z zajęć. Zajęcia przedłużyły się o 45 minut pod wpływem niezapowiedzianego spotkania z liderami wspieranej przez uczelnię partii politycznej i chcąc nie chcąc, niemal wszyscy studenci udali się na aulę. Posiedzenie nie było obowiązkowe, jednak rzutowało na ocenę końcową z agrometeorologii, która dla Hayley niemal od początku wydawała się czarną magią. Między innymi dlatego, że niekoniecznie interesowały ją zjawiska zachodzące w roślinach w zależności od warunków pogodowych i ciężko było przyswoić wiedzę na temat budowy bądź właściwości atmosfery czy bilansu energetycznego Ziemi. Udział w spotkaniu gwarantował jednak trójkę, tak ukochaną przez wszystkich, nieco mniej ambitnych studentów, a blondynka nie chciała pozwolić sobie na stracenie takiej szansy. Oczywiście do egzaminu miała zamiar podejść i walczyć o piątkę, jednak nie była pewna swojej wiedzy i zrozumienia profesora. Był to tak zwany dziadziuś, którego większość uczniów lubiła, acz nie krążyły o nim przychylne opinie. Podobno na egzaminie zmieniał się w kata sypiącego dwójkami jak z rękawa, ale zdecydowana większość nie wierzyła w ów teorie. A jednak Hayley wolała zabezpieczyć swoją przyszłość na egzaminie i zagwarantowała sobie tę minimalną ocenę właśnie przez udział w przynudnawym zebraniu. Nie przewidziała tylko, że potrwa ono tak długo, dlatego dzisiaj nawet nie zaszła do domu od razu kierując się do pubu. Takie rozwiązanie nie przyniosło jednak pożądanych rezultatów, kiedy na miejscu zjawiła się dość wyraźnie spóźniona, niemal biegiem przekraczając próg lokalu i już z większym spokojem, ruszyła na zaplecze oddychając przy tym głęboko. Niemal od razu spotkała się z nieprzyjemnym spojrzeniem szefa, który na szczęście był na tyle wyrozumiałym człowiekiem, że ograniczył się do pokiwania kilkakroć palcem w ramach ostrzeżenia. Przeprosiła szybko, pokrótce tłumacząc swój powód.
Wyszła na salę wciąż zgrzana i lekko roztargniona, ale po szybkim rozeznaniu uzmysłowiła sobie, że szef już wykonał część zmówień samodzielnie. Większość ograniczała się do nalewania piwa, ale to Hayley pozostało zebranie zamówień. Wzięła więc notesik i podeszła do stołu Harrego stając tuż obok.
- Dobry wieczór, coś dla pana? – spytała miłym dla ucha tonem, przekrzykując nieco podpite, towarzystwo.Jasper Nowell - 2016-04-21, 20:06 Mężczyzna parsknął śmiechem tak bardzo, że gdyby miał w ustach choć łyk whisky, to z pewnością oblałby nią nie tylko towarzyszącą mu brunetkę ale także całe stadko osób, które znajdowało się przy barze tuż za nią. Pokręcił głową, jeszcze przez dłuższą chwilę nie mogąc opanować porywów swego ciała, a kiedy w końcu mu się to udało, wciągnął mocno powietrze, aby w jakiś sposób wyregulować zdecydowanie przyspieszony oddech. Jeśli dziewczyna właśnie zaserwowała mu żart, to zdecydowanie jej się udał; jeśli natomiast jej słowa zawierały prawdę, to Jasper sam nie wiedział czy powinien jej zazdrościć czy współczuć. Rodzinka często potrafiła nastręczać problemów, o czym sam doskonale wiedział, ale nigdy wcześniej nie spotkał się z tego typu zachowaniem. Nie zamierzał nikogo oceniać, niemniej nie lubił kiedy w jego towarzystwie kogokolwiek obrażano, toteż odrobinę współczuł Delphine, że musiała być głównym przedmiotem żartów w szkolnych etapach swego życia. Niemniej jednak imię miała barwne i niezwykłe, co zdecydowanie przypadło blondynowi do gust.
- Twój wujek ma bardzo ciekawe postrzeganie świata – puścił jej oczko i ponownie wziął do ust whisky, choć wcześniej upewnił się, czy ta nie wyląduje jedynie w jego żołądku a także na zupełnie obcych ludziach. Póki co nie zapowiadało się na kolejną salwę śmiechu, toteż ze spokojem napił się trunku, w chwilę później odstawiając opróżnioną szklankę na blat.
Kolejne słowa towarzyszki nieco go zaskoczyły. Spodziewał się wprawdzie, że jej decyzja jest bardziej przemyślana, ale w tej kwestii ponownie nie zamierzał nikogo krytykować. Jeśli taki miała na siebie pomysł i właśnie w ten sposób chciała decydować o jego życiu, to przyjmował to z aprobatą, nie zamierzając prawić jej morałów – nie znał jej i nie czuł obywatelskiego obowiązku, aby za wszelką cenę służyć jej dobrą radą.
- Brzmi interesująco – odparł, choć w jego głosie nie było zbyt dużego przekonania – I jak się czujesz ze swoją decyzją? Dobrze Ci tu, czy wolałabyś wrócić? – zagaił, zainteresowany czy dopadły ją jakiegoś rodzaju rozterki z tytułu nieprzemyślanej przeprowadzki. Ciekaw był czy dziewczyna dobrze odnajdowała się w roli świeżo upieczonej obywatelki Anglii i czy ta rola pasowała jej w życiu.
Właściwie większość osób, którą znał Jasper zaskoczona była tym, w jaki sposób prowadzi swoje życie. Nie nadużywał wszelkiego rodzaju używek – nie palił papierosów, rzadko pił alkohol, a od narkotyków stronił w zupełności, będąc czystym już od kilku ładnych lat. Nigdy także nie ciągnęło go do zbajerowania dziewczyny w klubie i zostawieniu po jednej, wspólnie spędzonej nocy, więc jeśli Delphine właśnie tego oczekiwała, to zdecydowanie marnowała czas. Miała do czynienia z gentlemanem, którym ostatnimi czasy groziło wymarcie i których bardzo rzadko można było gdziekolwiek spotkać. Jego samego również – gdyby nie wyzwanie, które przed sobą postawił, teraz z pewnością siedziałby w domu i czytał dobrą książkę. Wyjścia jednakże nie żałował – póki co bawił się nadzwyczaj dobrze.Delfinek - 2016-04-21, 20:29 Czy wolałabyś wrócić?... no właśnie. Czy wolałaby wrócić do wspomnień i żyć w miarę cywilizowany sposób, czy uciekać od nich walcząc o przetrwanie. Zdecydowanie jej dusza buntowniczki popierała drugi tok myślenia, co też potwierdziła słowami:
-Jestem typem kota. Chodzę własnymi ścieżkami, i gdziekolwiek pójdę sama, jest lepiej niżeli poszłabym za kimś.-westchnęła teatralnie biorąc łyk Amaratto, które pierwszy raz od wielu lat tak dobrze jej smakowało. W ciągu tych ostatnich kilku minut jej plany kompletnie się zmieniły. Owszem, nadal chciała się upić, jednak wolała wrócić po tym do swojego królestwa, i wszystko przemyśleć. Bo czy było jej tu źle? Może i tak, bez pracy, żyjąc z małych dopłat od rodziny ojca, które z resztą ledwo starczały jej na opłacenie czynszu i kupienie jedzenia. Ale była wolna, sama pisała swój los, i była królową własnej bajki. Już nikt nie mówił jej co ma robić, nikt nie krzyczał, że Ren do rzeka w Niemczech, nie w Bułgarii. I nikt nie mówił jej, że się do czegoś nie nadaje. Bo ona nadaje się do wszystkiego! Migiem znajdzie pracę, męża. Kupi dom, zasadzi ogródek, urodzi dzieci i będzie szczęśliwa... a może nie? W sumie nic z tego jej nie pasuje. To marzenia jej koleżanek, które dla dobra ich znajomości przejęła. Bo nie chciała męża, nie chciała dzieci, nie chciała monotonni. To nie było to co lubiła.
Delph lubiła takie momenty jak ten. Alkohol w miłym towarzystwie, zapomnienie o troskach i problemach i oddanie się chwili. Czy to poprzez taniec, czy sen czy cokolwiek innego. Wszystko jest lepsze od szarej, nudnej rzeczywistości do której nie pasowała. Bo mieniła się wszystkimi kolorami tęczy, od bordowych włosów, przez błękitne tęczówki, na czarnym charakterze kończąc.
-Wiesz, właściwie nie mam gdzie wracać. W tej mojej kawalerce zalęgły się myszy, i zjadają mi co noc płatki owsiane. A w sumie tylko je mam.- cichutko zachichotała znów zakrywając usta ręką. Właściwie, po co mu to mówiła? Jej słowa zawsze miały jakiś sens, nigdy nie paplała co jej ślina na język przyniesie. A tu proszę, bez ładu i składu dodała kompletnie bezsensowny komentarz. A nie zapowiadało się by na jednym takim komentarzu skończyła. Chciała spędzić ten wieczór jak najlepiej, nie zważając na konsekwencje. Przynajmniej odhaczy na swojej kartce ,,Zaliczyć kac na rozmowie o pracę''.Harry Suborski - 2016-04-21, 22:52 Bezustannie wodził niepochlebnym spojrzeniem po pomieszczeniu i wszystkim innym, co było w jego zasięgu. Ludzi również raczył tym bardziej pogardliwym spojrzeniem, czując się od nich znacznie wyżej usytuowany w hierarchii, co było kompletną bujdą. Być może miał spore fundusze, a cała jego rodzina była znana w rodzinnym mieście, jednak to nie czyniło go kimś ważnym, a właśnie za taką osobę się uważał. Niejednokrotnie wpędzało go to w kłopoty, lecz ten osobnik poniekąd był niczym natrętna wsza, która koniecznie musi przedstawić swój pogląd, jednocześnie często narażając się innym, na co kompletnie nie zwracał uwagi. Na szczęście nie był mięczakiem i choć wydawać by się mogło, że bogaty i rozpieszczony dzieciak tylko udaje ważniaka, to Harry potrafił pokazać na co go stać, stosując na swoją obronę nie tylko słowne potyczki, bowiem był zdolny posunąć się do rękoczynów. Zdecydowanie nie był żadnym słabeuszem, ale też na takiego nie wyglądał, choć jego twarzy nie zdobiły żadne blizny i inne ślady, które mógłby odnieść w potyczkach.
Z każdą chwilę niecierpliwił się coraz bardziej. Nie był typem osobnika, który jest w stanie długo na coś wyczekiwać, jedynie w niektórych aspektach był zdolny do utrzymania się w ryzach, jednak ten zdecydowanie do takich nie należał. Skoro płacił to wymagał, a tutejsza obsługa najwidoczniej nie robiła sobie zbyt wiele z klienta. Westchnąwszy ciężko, przeczesał dłonią włosy, opadające nieco na czoło. Noga mężczyzny zaczęła podrygiwać, manifestując tym swoje znudzenie i zniecierpliwienie, które z każdą chwilą było coraz większe. W końcu na horyzoncie pojawiła się kelnerka, od razu zauważona przez bruneta. Przyjrzał się jej dokładnie, choć nie na tyle, by zapamiętać każdy szczegół jej urody.
-Whisky z lodem.- odparł chłodnym tonem, nawet nie kusząc się o reakcję na powitanie czy jakikolwiek milszy gest. Spoglądał na dziewczynę jeszcze przez chwilę, po czym spuścił z niej wzrok i całkowicie ignorując jej osobę, sięgnął do kieszeni, z której wyjął telefon.Hayley - 2016-04-22, 09:49 Nie miała w zwyczaju oceniać ludzi po pozorach, choć jak każdy odnosiła jakieś pierwsze wrażenie. Harry nie zaprezentował się szczególnie korzystnie, wzbudzając w Hayley odrobinę antypatii, ale mimo tego uśmiechnęła się, przytakując. To była jej praca i niezależne od tego jak zły dzień miała, musiała być miła, radosna i uczynna, bo to przyciągało klientelę. Niestety wyraz jawniej ignorancji ze strony mężczyzny nie umknął jej uwadze, poniekąd sprawiając przykrość. Oczywiście miała prawidłowe mniemanie o sobie, nie czuła się gorsza przez wzgląd na protekcjonalne podejście ciemnowłosego, ale też to, co zrobił nie było ani trochę kulturalne. Bo czy można się dziwić, że wymagała do siebie szacunku, którego brak Harry wręcz rażąco pokazał? Ba! W tej chwili miała ochotę uświadomić mu szczeniackie zachowanie, z jakim się do niej odnosił, aczkolwiek wiedziała, że nie ma do końca prawa.
- A słomkę podać czy pan sobie z butów wyciągnie? – odezwała się mimo wszystko, nie oczekując odpowiedzi. Takie odzywki nie były wprawdzie do końca w jej stylu, ale jak każdy, miewała gorsze dni. Pracowała tu już od jakiegoś czasu, wypruwając sobie żyły i doprawdy czasami atmosfera panująca w tym miejscu przytłaczała ją swoim brakiem...ogłady. Zresztą, dzisiaj od rana miała zły dzień; bolała ją głowa, wszystko leciało z rąk, poza tym nieszczęsnym spotkaniem i spóźnieniem do pracy. Miała prawo, w którymś momencie wylać swoją frustrację i tak się właśnie stało, że padło na Harrego. Nie bez powodu, swoją drogą.
Nie czekając aż chłopak zdąży udzielić odpowiedzi, odwróciła się tyłem, zmierzając w kierunku baru. Nie była z siebie dumna, że dała się sprowokować, ale nie przypuszczała nawet, że mężczyzna mógłby chcieć wyciągać z tego tytułu konsekwencje. Poza tym... miała świętą rację i nie zamierzała przepraszać.
Dość szybko zrealizowała zamówienie, na tacę kładąc jeszcze dwa kufle z piwem dla sąsiedniego stolika. Najpierw jednak udała się do Harrego, pragnąc jak najszybciej mieć to za sobą, jednak kiedy na blacie kładła ozdobną szklankę, ktoś potrącił ją z tyłu. Zachwiała się niebezpiecznie, z przerażeniem zauważając jak jeden kufli przeciąża szalę i zasuwa się na podłogę przy okazji plamiąc rękaw Soborskiego. Zaraz później w barze rozległ się głuchy trzask tłuczonego szkła, jakieś komentarze ludzi przy sąsiednich stolikach i cichy jęk dezaprobaty Hayley. Zdecydowanie powinna odpocząć...
- Przepraszam – szepnęła zauważając mokry od piwa rękaw, który niemal instynktownie chciała wytrzeć lekkim przyłożeniem niesionej ze sobą ściereczki.Harry Suborski - 2016-04-22, 14:36 Niestety ten osobnik taki już był i nie sposób było go zmienić. Nie przejmował się opinią pierwszych napotkanych osób, wiedział bowiem, że ich zdanie i tak nie zachwieje sposobu postrzegania go przez innych. Gdyby blondynka była wyżej sytuowaną panią, albo jedną z jego nielicznego, doborowego grona znajomych z pewnością nie spotkałaby się z tak chłodnym podejściem i ignorancją w czystej postaci. Dla swoich bliskich był bardzo ciepły i nie wstydził się tego w żadnym wypadku, łączyły go bardzo zażyłe relacje z rodziną oraz przyjaciółmi, których traktował niemal jak członków swojej wielkiej rodziny. Potrafił zachować się w towarzystwie, jeśli tylko owe towarzystwo przyjmowało te same, albo podobne wartości i z obcowania w tym gronie mógł czerpać korzyści. Nie był jawnym materialistą, ale czasem wykorzystywał osoby i sytuacje na swoją korzyść. Osoby z wysoką rangą mogły mu przynieść taką korzyść, lub całkowicie zrujnować opinię o nim, dlatego w ich towarzystwie był ostrożny i pozostawał nad wyraz uprzejmy. Jednak dla obcych, zwyczajnych, szarych ludzi nie miał krzty litości. Był przekonany, że to słabe ogniwo, które w życiu cierpi wystarczająco duże katusze, by dodatkowe opryskliwości i wrogie nastawienie nie zrobiło na nich żadnej różnicy. W dodatku triumfował, mając tyle pieniędzy, by móc zrobić z nimi, co tylko zechce, choćby przekupić stronników, jednocześnie czerpiąc z nich większą pomoc w razie ewentualnych kłopotów. W te mieszał się niejednokrotnie, głównie przez swoje podejście, ale o tym już chyba wspominałam...
Usłyszawszy ironiczne pytanie, które padło z ust dziewczyny, uśmiechnął się krzywo, co nie świadczyło o niczym dobrym. Powoli odwrócił głowę, po chwili wbijając z Hayley najbardziej nienawistne spojrzenie, jakie tylko kiedykolwiek ktoś mógł na sobie poczuć. Zmierzył ją wrogo, zaciskając usta w cienką linię tym samym ułatwiając sobie powstrzymanie się od rzucenia opryskliwego komentarza. W mniemaniu mężczyzny nikt nie miał mieć prawa posiadania złego dnia, jedynie on mógł posiadać taki przywilej i z niego korzystać. W jego przekonaniu blondynka, mimo wszystko miała być uśmiechnięta od ucha do ucha i nie targająca się na takie odzywki. Dopiero teraz przyjrzał się jej uważnie, jeszcze zanim bez słowa odeszła. Choć nie zapamiętał wszystkich szczegółów jej wyglądu to ogół wyraźnie wbił się w pamięć. Nie zapomni o tym, gdyby przyszło mu przed wyjściem z lokalu złożyć skargę na pracownicę. Jak najbardziej był do tego zdolny i przekonało się o tym już wiele osób.
Marszcząc brwi, odprowadził dziewczynę wzrokiem. Kiedy całkowicie zniknęła z jego pola widzenia, westchnął ciężko i kręcąc głową, oparł się wygodniej. Nie mógł znieść tego, co powiedziała mu blondynka, jej słowa wciąż obijały się po jego głowie głośnym echem, choć z początku zaznaczyłam, że Harry nie przejmuje się opinią innych. Tym razem poczuł się tym mocno... znieważony. Może to wynik złego samopoczucia, które trzymało się go od pewnego czasu, albo stresu - przy takim zajęciu, jakie wykonywał stres towarzyszył mu często. Tak czy inaczej przyczyna tego nie miała większego znaczenia.
Oczekiwał na swoje zamówienie, nadal się niecierpliwiąc. Kątem oka spostrzegł zbliżającą się kelnerkę, lecz nie uraczył jej bardziej otwartym spojrzeniem. Swój wzrok skupił raczej na szklance, która zawisła tuż nad blatem stolika i tylko czekał, aż zostanie sam i będzie mógł delektować się smakiem drogiego alkoholu. Nie rozglądając się po bokach, nie zauważył całej tej niewygodniej sytuacji, jedyne co zdołał spostrzec, to lecący w jego kierunku kufel piwa i sam alkohol, nieuchronnie zbliżający się do jego osoby. Nie miał szans na reakcję, wszystko zadziało się zbyt szybko, by jakkolwiek uniknąć tego, co się stało. Czując jak rękaw koszuli doszczętnie przemacza się piwem, zmarszczył mocno brwi, a na jego twarzy pojawił się wyraz dużego niezadowolenia. W swojej złości zdawał się nie zwracać uwagi na panujący dookoła chaos, powstały w wyniku tej akcji. Strzepnął z ręki nadmiar płynu, dopiero teraz patrząc na dziewczynę, która w swoim pierwszym odruchu zapragnęła przetrzeć rękaw ściereczką. To na pewno by nie pomogło, ale cóż...
-Przepraszam?!- warknął, wbijając chłód spojrzenia prosto w niebieskie oczy Hay. -Patrz co narobiłaś. Najpierw te odzywki, a teraz to!- syczał w jej kierunku tonem tak bardzo nieprzyjemnym dla uszu. Wstał po chwili, teraz już mając oczy dziewczyny mniej więcej w podobnej wysokości. -Kto w ogóle wpadł na pomysł, żeby taka nieudacznica była kelnerką?- warknął, gestykulując żywo rękoma, robił to zawsze, kiedy zdenerwowanie sięgało zenitu.Jasper Nowell - 2016-04-22, 17:21 - Samotność nie zawsze jest rozwiązaniem, wiem co mówię – puścił dziewczynie oczko i zamówił dla siebie kolejną porcję whisky. W tym momencie uznał, że właściwie jej śladowa ilość w szklance powinna być zabroniona, a sprzedawanie jej za taką cenę było niczym rozbój w biały dzień. Któż to widział wlewać klientom alkoholu na trzy łyki za kolosalną kwotę, która co prawda nie stanowiła dla Jaspera większego problemu, ale którą i tak szkoda było mu rozwalać w ten sposób. Niemniej, odpychając sobie wszelkie tego typu myśli, złożył zamówienie, zwracając się w tym momencie także do Delphine, której zaproponował drinka na swój koszt. Jeśli takowego dla siebie wybrała, uiścił opłatę za obojga, w oczekiwaniu na trunek ponownie przenosząc wzrok na dziewczynę, do której łagodnie się uśmiechnął.
Kolejne słowa Francuzki właściwie zdziwiły go bardziej niżby mógł się tego spodziewać. Delphine nie wyglądała na osobę biedną – całą swoją drobną osóbką prezentowała klasę i styl, którego mogłyby pozazdrościć niektóre kobiety mające problem z dobieraniem sobie ubrań i z pewnością obracało się za nią większość mężczyzn, którzy w tym momencie znajdowali się w pubie. Kawalerka i myszy jedzące płatki owsiane zdecydowanie nie pasowały do tego obrazka toteż mężczyzna uznał, że brunetka zwyczajnie sobie żartuje. Równie dobrze mogła jej się całkiem porządnie podwinąć noga w rodzinnym kraju i dlatego właśnie zdecydowała się na wyjazd za granicę mimo braku środków do życia. Nie wnikał jednak – ich znajomość była na etapie zalążka, podczas którego rozwoju nie powinno się wnikać w tego typu kwestie. Mógłby wydać się zbyt ciekawski a ona najzwyczajniej w świecie nie mieć ochoty o tym rozmawiać.
Dla niepoznaki zaśmiał się jedynie i pokręcił głową.
- Chodziło mi o powrót do Francji, nie do kawalerki – oświadczył wesoło, chcąc zatrzeć ślad wprowadzania niezręcznego i smutnego nastroju. W tym momencie także podano im drinki, a Jasper niemal od razu przysunął swoją szklankę do ust, z pociągnięcia łyka rezygnując niemal w ostatniej chwili. Podniesiony głos siedzącego nieopodal mężczyzny skutecznie rozproszył jego zainteresowanie drinkiem i sprowokował go do zmiany obiektu zainteresowania i powiedzenia tęczówkami w stronę źródła krzyków. Uważnie przyjrzał się Harry’emu aby w chwilę później zwrócić uwagę na jego ofiarę. Nie słyszał słów; docierały do niego jedynie podniesione dźwięki, toteż nie mógł nawet domyślać się co takiego było w stanie go sprowokować. Bardziej zmartwił się jednakże widząc w jego towarzystwie Hayley, na której widok zmarszczył brwi. Nie zareagował jednakże – pozwolił sytuacji rozwijać się we własnym tempie, choć nie ukrywam, że był w stanie interweniować, jeśli nastałaby taka potrzeba. Nie ważne jak skończyło się ich ostatnie spotkanie – wciąż zależało mu na Hayley i ostatnimi czasy często zastanawiał się nad odezwaniem się do dziewczyny. Brakowało mu jednak odwagi, która napłynęła doń dopiero w tym momencie.Hayley - 2016-04-22, 17:53 Widząc spojrzenie bruneta, wytrzymała je z godnością również wbijając w niego wzrok lazurowych tęczówek. Wbrew temu co chciał osiągnąć, na jej twarzy malował się spokój i wyciszenie, jakby nawet nie zwróciła uwagi na to, co chciał jej przekazać. Nie robiła tego jednak w sposób wyniosły i nieprzyjemny. Przeciwnie, postawa Hayley nie wyrażała ani grama wrogości, a jedynie odrobinę starannie skrywanej niechęci. Wkrótce jednak sytuacja przybrała zupełnie nieoczekiwany obrót, co przyprawiło Hayley o gęsią skórkę na całym ciele. Stojąc przed nim ze ściereczką i na, nie ukrywajmy, straconej pozycji, czuła jak w gardle rośnie potężna klucha zwiastująca płacz. Na ogół raczej nie była typem kobiety, która pozwalała emocjom przejąć kontrolę, ale dzisiaj... już miała serdecznie dość. Z całych sił pragnęła znaleźć się w łóżku, odpocząć i zapomnieć o otaczającej ją rzeczywistości, ale przecież dopiero zaczęła pracę. Musiała się uspokoić, podnieść głowę i stanąć twarzą w twarz z rozwścieczonym obliczem mężczyzny. Tym razem nie odważyła się jednak wysunąć żadnej odzywki, zwyczajnie przyznając się do własnego błędu. Taka sytuacja nie powinna się zdarzyć i dobrze o tym wiedziała, ale jej skrucha nijak nie działała na mężczyznę.
- To się więcej nie powtórzy – odparła przyciszonym głosem, niemal natychmiast słysząc obelgę. Niejednokrotnie zdarzało jej się słyszeć od gości wyzwiska czy aluzję, ale za każdym razem w jakimś sensie dotykały ją one, szczególnie w takich chwilach jak te. Najgorsze jednak było to, że nie miała zupełnie nic na swoją obronę, czym choćby bardzo chciała, przekreśliła swoje szanse na zrehabilitowanie się Soborskiemu. Zaprzestała więc na chwilę wycierania jego rękawa, spinając wyraźnie mięśnie w geście obronnym. W obliczu tej sytuacji, zaczęła żałować wcześniejszej odzywki, mając nadzieję, że nie zostanie zarzucone jej umyślne oblanie alkoholem klienta. Nie wiedziała jednak czego się spodziewać, więc cofnęła dłoń delikatnie zaciskając palce na materiale serwetki i westchnęła bezgłośnie.
- Ja...pokryję koszty prania – zaoferowała cicho, choć doskonale wiedziała że nie stać jej na pralnie i inne tego rodzaju przywileje. Oczywiście w tej sytuacji nie miała innego wyjścia i wywiązałaby się z obietnicy, acz to z kolei rzutowało na odmówienie sobie kilku nielicznych w ostatnim czasie przyjemności. Była jednak gotowa zgodzić się na takie konsekwencje swojej nieuwagi, choć przyznajmy, nie była to do końca jej wina. Niestety Prawie nikt nie zwracał na to uwagi, dlatego nawet nie liczyła na żadne ulgi czy pomoc osób trzecich. Nie zauważyła też siedzącego nieopodal starego znajomego, choć może to i lepiej. Poczułaby się jeszcze mniejsza w obliczu ostatniego spięcia i świadomości, że teraz mogłaby pracować u niego, gdyby tylko nie uniosła się dumą. Nic też dziwnego nie było w tym, że jej pewność siebie spadła niemal do zera. Sytuacja zdawała się tragiczna w swojej prostocie, choć niejedna osoba nie robiłaby żadnych problemów w zaistniałej sytuacji lub też starała się po prostu nie zaszkodzić. Niestety, względem tego typu ludzi, Hayley nie miała absolutnie żadnej pewności i nie umiała przewidzieć prawdopodobnych reakcji. W dodatku poprzednia odzywka mogła nieco pogrążyć ją w oczach szefa, jeśli oczywiście o takiego poprosiłby Soborski. Czuła niestety, że jest do tego zdolny.Delfinek - 2016-04-22, 18:04 Z oferty drinka oczywiście skorzystała, w końcu po to by się napić przyszła. Jednak na stwierdzenie o samotności jedynie wzruszyła ramionami. To właśnie samotność była dla niej jedną z najlepszych opcji. Od lat dziecięcych, kiedy matka przychodziła ze znajomymi do domu, dziewczynka przesiadywała dniami w swojej sypialni na poddaszu rozmawiając do figurek koni. A jeśli do poddasza dostępu nie miała, uciekała do stajni siadając w boksie jednego z najniebezpieczniejszych koni, który jedynie jej i jej rodzicielce dał się dotykać. Był to schron idealny, nikt nie odważyłby się wejść do jego boksu, a Julia i tak miała córkę gdzieś. Niestety Delphine była jej odzwierciedleniem, co nie rokowało jej znajomościom nic dobrego. Prędzej czy później każdy się o tym przekonywał, uciekając od niej i paląc za sobą mosty. Jednak, nie ważne jak się zachowywała, i kim była, Julie była dla Delphine najlepszą mamą na świecie. To ona odprowadzała ją do szkoły, uczyła jeździć konno i podstaw sztuk walki. To ona wprowadziła ją w świat mody i to ona zapewniła jej dobry byt. Mimo imprez, zawsze była przy niej kiedy rzucił ją chłopak, a kiedy oblała egzamin na prawo jazdy kupiła jej motocykl. Często zapominała o swoich potrzebach, tylko po to by jej córka miała wszystko. Zapomniała o nich również 5 lata temu i zamiast jechać na badania została z Delphine, powtarzając z nią materiał na studia. A teraz, przez tą jedną rzecz Delph już nigdy jej nie spotka, nie przytuli, nie poprosi o radę.
Wracając do świata żywych wzięła łyk alkoholu.
-W sumie w kawalerce mam taką małą Fran...- ucięła widząc brak zainteresowania jej osobą. Odwróciła więc głowę w stronę, w którą patrzył mężczyzna i cicho westchnęła widząc sytuację. Po sekundzie wróciła znów do stałej pozycji i wbiła wzrok w szklankę z której co chwilę brała łyk trunku. W sumie nic zbytnio nie słyszała z krzyków, toteż niezbyt ją to interesowało lecz skoro blondyn był zaaferowany tą sytuacją to pozwoliła mu wszystko zaobserwować usuwając się i zajmując sobą.
Przypomniała sobie kilka sytuacji gdzie potencjalne szefostwo miało się odezwać, z tego też powodu wyjęła telefon z kieszeni zerkając czy nie ma jakiejś wiadomości, bądź nieodebranego połączenia. Niestety, pusto przez co kobieta jęknęła i schowała znów telefon opierając głowę na łokciu i przymykając oczy. Nie przyjęli jej jako sprzątaczki do szkoły- za młoda, nie pozwolili na podjęcie pracy jako kasjerka- angielski nie w pełni opanowany. Do firmy budowlanej też jej nie przyjmą, bo za niska. Zostało więc czekać na wiadomość od wydawnictwa. W końcu francuskim posługuje się świetnie.Jasper Nowell - 2016-04-22, 18:23 Ucieczka w samotność także dla Jaspera zawsze była odpowiednim i jedynym możliwym wyborem. Często chował się przed innymi ludźmi, zdecydowanie woląc własne towarzystwo w obecności książki, skrzypiec czy aparatu. Te trzy rzeczy gwarantowały mu całkowite odprężenie i odsunięcie od siebie czarnych myśli, które ostatnimi czasy towarzyszyły mu nader często. Wiedział co Delphine czuła, doskonale ją rozumiał, ale ostatnia rozmowa z Hayley (mimo, że doprawdy niezbyt udana) uświadomiła mu, że nie powinien zamykać się na ludzi, którzy ostatnimi czasy byli dla niego brzytwą, której chwytał się ku lepszemu samopoczuciu czy w próbie ucieczki od szaleństwa. Coraz gorzej czuł się w samotności, obarczony wszelkimi swoimi problemami i postawiony w sytuacji, w której sam musiał się z nimi uporać. Nie było mu łatwo, szczególnie, kiedy kolejny raz życie wymknęło mu się spod kontroli i kiedy kolejny raz brakowało mu kogoś, z kim mógłby podzielić się swymi problemami.
Mimo, że Jasper wyraźnie zauważał napięcie pomiędzy kłócącą się dwójką, to póki nie doszło do rękoczynów czy zbytniej agresji ze strony mężczyzny, nie zamierzał interweniować. Wrócił wzrokiem na swoją towarzyszkę, postanawiając co jakiś czas kontrolować sytuację, w jakiej znajdowała się Hayley. Nie zamierzał pozwolić aby spadł jej choć jeden włos z głowy, toteż czuł się zobligowany obserwować ją, przynajmniej dopóki krzyczący na nią mężczyzna się nie uspokoi.
- Wybacz – powiedział do Delphine i tym razem pociągnął łyk whisky ze swojej szklanki, ponownie koncentrując się na swojej rozmówczyni. Nie chciał by wyszło tak, że ją olał, ale zwyczajnie nie mógł zareagować inaczej. Instynkt i znajomość kelnerki zwyczajnie mu na to nie pozwalały. – Co masz w kawalerce? – uśmiechnął się do niej łagodnie, powtarzając jej słowa jakby na dowód tego, że mimo pozornej nieuwagi, dokładnie słyszał co do niego powiedziała. Pociągnął dziewczynę za język, aby wróciła do tematu, choć jego uwagę przykuł także wyraz jej twarzy po zerknięciu w ekran telefonu.
- Złe wieści? – zagaił, ponownie pijąc łyk whisky, a kiedy już go przełknął, oparł szklankę na udzie, wciągając w płuca nieco większą ilość powietrza. Powoli przestawał dobrze się czuć, a bursztynowa ciecz jedynie potęgowała ból, który zaczynał odczuwać. Nie chcąc dawać znać o swoich słabościach tuszował je dyskretnie pod maską zadowolenia i wykrzywionych w grymasie bólu, acz przyozdobionych pozornym uśmiechem wargach. Najprawdopodobniej zaraz mu przejdzie – musiał jedynie przetrwać falę bólu, która zawsze dopadała go znienacka i w najmniej odpowiednim momencie.Delfinek - 2016-04-22, 18:36 Słysząc słowa mężczyzny nie oderwała wzroku od szklanki, jedynie opuściła ręce na kolano zakładając nogę na nogę. Wymieniła w głowie pozycje listy p.t ,,Nie daj po sobie poznać klęski'' i poprawiła się na siedzeniu. Co raz zerkając na swoje paznokcie postanowiła w końcu mu odpowiedzieć.
-Szczerze? Nic nie mam, nawet łóżka- zaśmiała się, lecz ewidentnie było widać, że nie jest jej do śmiechu - Wiesz może kto potrzebuje sprzątaczki, niani czy coś w ten deseń?-upiła łyk i spojrzała na mężczyznę. Zaklinała się w duchu za te wypowiedzi. A co jeśli wyjdzie, że robi z siebie ofiarę? Nie tak miało to wyglądać, ale cóż. Jak już wcześniej było powiedziane- tego wieczoru będzie dużo zbędnych komentarzy. A to był jeden z nich, i gdyby nie fakt, że to niemożliwe dziewczyna zapadłaby się teraz pod ziemię. Właściwie nie było wcale tak źle, ale przywykła do życia księżniczki, więc brak gotówki i życie za ostatnie grosze było dla niej katastrofą. W tym momencie zaczęła żałować, że zaczęła z nim rozmawiać. Złamała jedną ze swoich świętych zasad: ,,Nigdy nie gadaj o swoim życiu po alkoholu''. A nie miała też żadnego pomysły by zmienić temat. Zagryzła więc wargę i wbiła wzrok w punkt na blacie starając się nie uciec z pubu. W głowie miała już plany jak to zrobić, i najkorzystniejszym było: A- powiedzieć, że musisz iść do toalety, a wtedy zwiać drzwiami dla personelu, jednakże było by to tchórzostwem, na które nie pozwalała jej duma. Przyjęła po raz kolejny pozycję pewnej siebie i spojrzała na mężczyznę uśmiechając się szeroko.
-Koniec o mnie, opowiedz coś o sobie.Jasper Nowell - 2016-04-22, 19:02 Właściwie nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Nim jej przerwał, dziewczyna zdawała się mieć na myśli coś zupełnie innego, niż powiedziała kiedy pociągnął ją za język. Zmarszczył czoło na wieści, które mu przekazała i ponownie wciągnął większą ilość powietrza w płuca. To nie tak, że nie zamierzał jej wesprzeć – miał w sobie naprawdę ogromną ilość empatii – ale doprawdy ciężko było współczuć komuś, kiedy samemu przeżywało się koszmar. Zamknął na moment powieki i ręką sięgnął do kieszeni spodni, z których wyciągnął małą, tajemniczą pigułkę. Co prawda nie powinien mieszać jej z alkoholem, ale w tej sytuacji nie miał dużego wyjścia – tylko ona mogła pomóc mu przebrnąć przez ten niewielki atak, który nie zamierzał przejść tak gładko, jak mógłby się tego spodziewać. Zacisnął szczęki i dał sobie kilka sekund na unormowanie oddechu, aby dopiero w chwilę później podnieść powieki i ponownie spojrzeć na dziewczynę. Białka w jego oczach zaczerwieniły się nieco, ale poza tym jego twarz nie wyrażała już bólu, który udało mu się opanować i ponownie ukryć pod przybraną maską.
- Ja.. nie wiem co Ci powiedzieć – odparł, doprawdy nie umiejąc się zachować w takiej sytuacji. Gdyby dopiero co nie poznał Delphine to z pewnością zaproponowałby jej możliwość przespania się u niego w domu. Teraz, jednakże, uważał, że było zbyt wcześnie na takie propozycje. Nie znał jej przecież ani w żadnym stopniu nie ufał, toteż normalnym było zachowanie dystansu z jego strony i próba rozwiązania jej problemu w nieco inny sposób. – Mogę się rozejrzeć, ale nic nie obiecuję. Ostatnio potrzebowali jednej osoby u mnie w pracy, ale to stanowisko jest już obsadzone – dodał w chwilę później, przesuwając górną linią zębów po swojej dolnej wardze. I kiedy już miał mówić, że jest mu bardzo przykro, nagle do głowy wpadł mu pewien pomysł i choć nie miał pojęcia czy to w jakikolwiek sposób pomoże towarzyszce i nie urazi jej honoru, postanowił wyjść z propozycją – Mam w domu materac. Mi się on na pewno nie przyda, ale moglibyśmy go przenieść do Twojego mieszkania, jeśli byś chciała – oznajmił, powracając wzrokiem na buzię kobiety i zgiął się pod lekkim kątem, aby zwalczyć uczucie bólu, które jeszcze w jakimś stopniu mu towarzyszyło. Znów zamknął oczy, prosząc w myślach by tabletka zaczęła działać i choć powrócił do rozmowy, to z tonu jego głosu wyraźnie można było wyczytać, że coś jest nie tak jak powinno.
- Nie jestem zbyt interesujący, ale spróbuję odpowiedzieć na Twoje pytania – wymusił na ustach delikatny uśmiech, zachęcając Delphine do kontynuowania rozmowy. Być może za chwilę to on będzie musiał udać się do łazienki i po prostu stąd uciec. Czuł się.. naprawdę niezbyt dobrze.Delfinek - 2016-04-22, 19:17 -Spokojnie, kanapa jest wystarczająco dużo by pomieścić moje obfite gabaryty-teatralnie zarzuciła włosy do tyłu i przyjrzała się mężczyźnie. W sumie nie dziwiła się, po jego wyglądzie można było stwierdzić, że był bogaty. Różnił się od większości towarzystwa tutaj, nie tylko ubiorem, lecz i zachowaniem.
-Z pewnością bardziej interesujący niż ja-czyżby miał niską samoocenę? A może to przez to, że nie czuje się chyba zbyt dobrze. Delph spojrzała na niego, kiedy się nachylił, a na zmianę tonu zareagowała delikatnym skrzywieniem. Następnie położyła mu rękę na ramieniu i nachyliła się spoglądając niepewnie.
-Jasper? Co jest?-wydusiła przyglądając się mu dokładnie. W końcu była lekarzem, nie ważne ze od zwierząt- ale lekarzem. Przesunęła dłonią po jego ramieniu i znów w górę, chcąc jakby dodać mu otuchy, jednocześnie stale mu się przyglądając. Na pierwszą myśl stwierdziła, że pewnie alkohol mu zaszkodził, ale to raczej niezbyt możliwe, bo gdyby tak było, już dawno by dawał jakieś objawy. Nie chciała coś dalej mówić zauważając, że nie jest to dla niego bułka z masłem. Postanowiła więc poczekać na jego wytłumaczenie, i ewentualnie wtedy interweniować. Mężczyzna wyglądał raczej na zdrowego, lecz po tylu latach doskonale wiedziała, że 90% chorób to ataki wewnętrzne. Może był cukrzykiem? W takim razie od razu powinien wyjąć sobie coś słodkiego, co powinien mieć w kieszeni. Albo ma astmę? Tutaj też pierwszym odruchem jest specjalny lek. On jednak starał się zgrywać zdrowego, co ostatecznie się nie udało. Niezbyt się to Delphine podobało, skoro coś mu się dzieje, powinien od razu reagować. Zwłoka do niczego nie prowadzi. Ale nie jej było to oceniać, sama była zdrowa jak ryba, a to że przyjmowała porody od samic świń nie czyni z niej specjalistki.
To jednak nie zmienia faktu, że postara się mu pomóc, o ile da radę, i on jej na to pozwoli.Jasper Nowell - 2016-04-22, 20:02 Niestety w przypadku Jaspera choroba była nieco bardziej poważna, nie umniejszając astmie czy cukrzycy. On ze swojej miał już nigdy się nie wyleczyć, a ataki – choć rzadkie – kiedy już się zdarzały, były bardzo ciężkie do przetrwania. Niemniej jednak tabletka, którą podobnie jak cukrzyk batonik, miał zawsze przy sobie powoli zaczęła działać, budząc w Jasperze nieco lepsze samopoczucie, choć ból wciąż towarzyszył mu w każdej sekundzie. Przez cały wieczór to Delphine nie chciała okazać słabości, a tymczasem jedyną osobą, która właśnie ją pokazywała był Jasper – silny mężczyzna w ćwierćwieczu swego życia.
Faktycznie mogła pomyśleć, że chodziło o alkohol. Ten z pewnością przyczynił się poniekąd do wzmożonego bólu, który aktualnie odczuwał, ale zdecydowanie to nie on był jego głównym prowodyrem. Poczuwszy drobną dłoń brunetki na swoim ramieniu wyprostował sylwetkę i wejrzał dziewczynie w twarz smutnym, pozbawionym życia spojrzeniem. To, czego teraz naprawdę potrzebował miał w domu, ukryte w jednej z sypialnianych szuflad. Zastrzyk, którego nie mógł wygonić z myśli mógł dać natychmiastowe zbawienie, ale był teraz kilka ładnych kilometrów od niego. I tak właśnie kończą się wieczory, w które Jasper chciałby się zabawić i zapomnieć o swoich troskach.
- Nie to… – przerwał, kiedy na jego twarzy wymalował się kolejny grymas – nic mi nie jest – dokończył już w chwilę później, nie zamierzając obarczać dziewczyny informacjami na temat swojego zdrowia. Nie zwykł mówić o tym wielu bliskim osobom, a co dopiero nowo poznanej kobiecie? Być może byłoby to dla niego swoistym rodzajem zbawienia – zupełnie bez zobowiązań zwierzyć się komuś ze wszystkiego co leżało mu na sercu i ciele – ale nie zamierzał wprowadzać tego pomysłu w życie. To nie był odpowiedni moment ani odpowiednie miejsce na tego typu rozmowy.
- Przepraszam, zaraz mi przejdzie. Naprawdę – zdobył się nawet na przywdzianie delikatnego uśmiechu na twarzy i odetchnął głęboko, znów zamykając oczy. Sam nie wiedział czemu, ale złączone ze sobą powieki koiły jego ból i pozwalały nieco trzeźwiej myśleć.Delfinek - 2016-04-22, 20:26 Właściwie jego słowa i zachowanie wcale jej nie uspokoiło. Widziała jak osoby chore często udawały, że nic im nie jest tylko po to by nie wzbudzać litości. Było to jak dla niej trochę tchórzostwem, lecz jak postanowiła- tak też robiła. Nie komentowała jego zachowania i nie dała po sobie poznać, że uważa inaczej. Odsunęła od niego dłoń i usiadła jak wcześniej delikatnie się uśmiechając.
-Jak coś to pomogę a nie zabiję.-zdmuchnęła kosmyk włosów opadający jej na nos i przyjrzała się mężczyźnie. Jaka to może być choroba, nie miała bladego pojęcia. Lecz po jego zachowaniu upewniła się, że alkohol nie był jedyną przyczyną. Gdyby tak było organizm chciałby się pozbyć trucizny. Właściwie chętnie by mu powiedziała co o tym sądzi, i wypytała o przyczyny jego słabości lecz się powstrzymywała z całych sił. Interesowało ją to bardzo, nie przez podmiot który ją nosi, lecz fakt cóż to może być. Podobnie jak matka była powołana do medycyny. Tak samo obie nie lubiły obcowania z ludźmi nie mogąc zachowywać się wobec nich szczerze- z tego też powodu obie wybrały weterynarię. Właściwie podstawową wiedzę z zakresu medycyny posiadała, ludziom w jakimś stopniu by pomogła. Ale właśnie, jak wspomniałam wcześniej- po co go wtajemniczać? W tym momencie wyszła by na samochwałę, co jest nie dość, że wredne gdyż mężczyzna obok ma gorszy problem niż słuchanie zadufanej w sobie księżniczki; to jeszcze idiotyczne, bo ona również nie chciała się dokładnie z wszystkiego zwierzać obcej osobie. Miała wręcz nadzieję, że nie będzie konieczności, gdzie by się dowiedział. Byłby to też uchyłek na jej honorze. Kobieta z ukończonymi dwoma kierunkami studiów nie może znaleźć pracy nawet jako sprzątaczka. Ale to w tej chwili nie ważne, najważniejsze jest, że z każdą minutą widać polepszenie się stanu blondyna co powoduje też mniejsze obawy Delph. Rozluźniła deczko ramiona i bacznie go obserwowała, nie chcąc by umknął jej choćby najmniejszy szczegół w jego zachowaniu.