Lisa - 2018-04-02, 20:14 Wczorajsze niepowodzenia na torze crossowym bynajmniej nie zniechęciły Lisy, wręcz przeciwnie - zmotywowały do działania i wzięcia się w garść. Obie dziewczyny widocznie musiały się dotrzeć i poznać, a w gruncie rzeczy druga połowa próby terenowej wypadła im całkiem pomyślnie. To pozwalało mieć nadzieję, że dzisiejsze skoki pójdą znacznie lepiej. Amazonka więcej wiedziała już o kasztance i postanowiła bardziej dopasować do niej styl jazdy.
Podczas rozgrzewki pamiętała, że po dwóch dniach zmagań Valkyria może być już nieco zmęczona, dlatego postanowiła na rozluźnienie i rozciągniecie klaczy oraz oddała kilka skoków, z którymi żadna z nich nie miała problemów. Kiedy tylko Brytyjka usłyszała swoje nazwisko, wypływające z głośników skierowała się na parkur. Wjechała na niego stępem na kontakcie, półparadami zachęcając swojego konia do żucia wędzidła i obniżenia szyi. Atmosfera towarzysząca skokom bardzo jej odpowiadała, czuła się też dużo pewniej niż wczoraj. Ukłoniła się w kierunku sędziów, zataczając następnie ciasną woltę i prosząc o zagalopowanie Valky na lewą nogę. Dała sobie czas, lekko dodała i skróciła w celu sprawdzenia reakcji, a potem szerokim najazdem skierowała się na pierwszą stacjonatę. Oceniła odległość i równym, okrągłym galopem podprowadziła kasztankę, akcentując miejsce odskoku łydką. Płynnie przeszła do półsiadu, prezentując nienaganną sylwetkę, oddała też odpowiednią ilość ręki. Kiedy wszystkie cztery kopyta dotknęły już ziemi wróciła w siodło i skorygowała szerokość fouli, tak aby kolejny odskok wypadł w dobrym miejscu. Zasygnalizowała klaczy, aby pozostała w galopie na lewą stronę, równo przegalopowala zakręt, owijając ją wokół wewnętrznej łydki. Prowadziła łuk na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną natomiast działała półparadami, lekko rozluźniając i niwelując ewentualne spięcie czy zagryzanie wędzidła. Znalazła optymalny najazd na trójkę, wyprostowała klacz w korytarzu z pomocy i rozjechała na trzy foule lekko w przód, zamykając w łydkach i podpierając każdy krok łydką. Dzięki dobremu oparciu nogi w strzemieniu, wypracowanej przez lata równowadze i ręce działającej z wyczuciem sama amazonka prezentowała się wzorcowo, a współpracująca dzisiaj z nią Valkyria wcale nie gorzej! Podyktowała lądowanie na przeciwną nogę (to jest prawą), już podczas lotu obserwując trasę i wybierając dogodną linię do oksera. Wzięła klacz nieco na siebie, pozwalając jej skumulować trochę energii i wypuściła ją dwie foule przed kiedy już znalazły się prostopadle do czwórki. Dzięki dobrej reakcji z jej strony skok wyszedł płynny i pełny.
Podczas ciaśniejszego zakrętu w prawo Lisa zadbała aby odpowiednio wygiąć kasztankę i wypisać ją w łuk, wewnętrzną łydką podpierając galop i mobilizując zad do pracy. Przed szeregiem usiadła w siodło, cofnęła ramiona i równo wprowadziła ją w pierwszy człon, następnie w dystansie do oksera domknęła dołem, jednocześnie pilnując aby nie wciągnęła jej za szybko w owy drugi człon. Ułożeniem ciała i pomocy zasugerowała lądowanie na lewo, szybko upewniając się, że klacz spełniła jej oczekiwania i pozwoliła sobie na delikatne ścięcie zakrętu do oksera z numerem 6, tym samym nadrabiając kilka sekund. Dobry galop z zakrętu nie wymagał większej korekty i jedynie kilkoma półparadami Lisa skróciła foulę, aby odskok nie wypadł spod samej przeszkody. Półsiad dopasowała do paraboli lotu, wychodząc naprzód z ręką,obserwowała już też siódemkę, szukając odpowiedniego najazdu. Zdecydowała się na skrócenie łuku i rozjechanie kilku fouli w przód, pilnując jednocześnie aby nie stały się one zanadto płaskie.
Po skoku usiadła głębiej w siodło, przygotowując zakręt, wyjechała na przekątną i prostopadle naprowadziła kasztankę na stacjonatę 8, podczas lotu podyktowała lądowanie na prawo. Zakręt do ostatniej przeszkody wyjechała natomiast głębiej, zostawiając sobie równe 3 foule na wprost do oksera. Domknęła Valky dołem i zmobilizowała do mocniejszego galopu, jednocześnie sama pozostała wycofana ramionami. Ręka utrzymywała kontakt z pyskiem konia i nie pozwoliła na wciągnięcie się w przeszkodę. Przechodząc do półsiadu zgrała się z klaczą w locie, a po lądowaniu zmobilizowała ją do przyspieszenie i szybszego przekroczenia celowników końcowych.
Na koniec poklepała ją i udała się na rozprężalnie w celu rozstępowania konia.Oliver Pelerieux - 2018-04-03, 14:00
Nie stresowałem się dzisiejszą próbą terenową, bo na tym poziomie nie powinniśmy spodziewać się niespodzianek. Byłem zadowolony, że ośrodek od czasu do czasu organizował takie treningowe zawody, pozwalające zielonym koniom nabrać doświadczenia i odwagi na torze, który był wręcz idealnie stworzony do tego typu nauki. I naprawdę wszystko byłoby świetnie, gdyby nie to, że od rana bolały mnie plecy. Bardzo. Na tyle mocno, że ciężko było mi się skupić i byłem przeszczęśliwy, że mam tylko jednego konia do jazdy.
Po rozprężeniu i krótkim odpoczynku udałem się z Socialem w kierunku startu, jadąc kłusem. Kiedy pojawiliśmy się na linii startu, dano nam pozwolenie na rozpoczęcie, więc z kłusa od razu przeszedłem do galopu z lewej nogi. Przeszedłem w półsiad, pozwalając Socialowi na energiczny start. Ciężko powiedzieć, czy bardziej cierpiałem w pełnym siadzie czy półsiadzie, ale nie bardzo miałem teraz czas by użalać się nad swoim pospinanym kręgosłupem. Nie zauważyłem by miało to większy wpływ na konia, mimo że również w skoku (jak się za chwilę okazało) byłem nieco sztywny w barkach. Niemniej pierwszą przeszkodę pokonaliśmy bez wahania, po skoku przyjmując tempo sprzed niej i kierując się na drugą, pomalowaną farbami kłodę. Dojazd do niej wymagał delikatnego poszerzenia, na które pozwoliłem ogierowi na ostatnie 3 foule galopu, pilnując jednak by przy tym manewrze pozostał lekki na ręce. W wymierzonym miejscu posłałem go do skoku, przechodząc w półsiad i oddając kasztanowi wodze. Po wylądowaniu pozostałem w półsiadzie i wyrównałem tempo galopu, nie chcąc przesadnie szarżować mimo tego, że dzielił nas do trójki spory dystans.
Zbliżając się do niej wróciłem w siodło i oceniłem pozostałą odległość, po czym podniosłem ogiera do góry i pozwoliłem mu równo dogalopować do przeszkody, która tak naprawdę nie różniła się niczym od standardowego oksera. Przypilnowałem lądowania na prawą nogę, po czym dalej jechałem w półsiadzie, nie przesadzając z prędkością. Jadąc wyznaczoną trasą starałem się omijać wszelkie niedogodności w postaci kamieni czy dziur, tak żeby nie doprowadzać do niepotrzebnych potknięć. Wkrótce namierzyłem wzrokiem czwórkę, półparadą skupiłem uwagę Sociala i podjechałem pod przeszkodę, cofając ramiona i siadając w siodle. Za chwilę posłałem go do skoku, w którym zgrałem się z jego ruchem, pomimo sztywności pleców. Póki co zagryzłem zęby i skupiłem się na robocie, zwłaszcza, że kombinacja przeszkód 5ab mogła wywołać w młodym emocje. O ile pokonanie pierwszego członu nie przysporzyło nam najmniejszych kłopotów, to przed wodą wyczułem lekki opór ze strony ogiera. Usiadłem w siodle, zamknąłem go w łydkach i przyłożyłem lekko ostrogi, jednocześnie prowadząc konia na dwóch równych wodzach. Tym przekonałem go, że moją intencją jest przegalopowanie przez wodę, jakkolwiek absurdalne by mu się to nie wydawało. Kiedy już wyszliśmy na brzeg, krótko pochwaliłem konia, na chwilę przechodząc w półsiad by odciążyć jego zad. Zaraz jednak musiałem z powrotem się wycofać, a także podnieść lekko konia, by ułatwić mu skok nad szóstką.
Po nim ponownie mogłem pewnie wejść w półsiad i rozgalopować młodego w dystansie do siódemki, cały czas trzymając oparcie w strzemionach i wzrokiem uważnie śledząc trasę. Kilka foule przed wysłałem koniowi półparadę, wróciłem w siodło i ściągnąłem łopatki. Przypilnowałem go podczas najazdu, aktywnie jadąc dołem i podpierając łydką, by przypadkiem nie odmówił skoku. Przeszkoda niby była standardowa, ale jej kolory mogły zniechęcić Sociala. Ten na szczęście chętnie oddał skok, po raz kolejny zasługując na krótką pochwałę, którą ode mnie otrzymał.
Natomiast nie miałem podobnych obaw przy pierwszym członie kombinacji 8ab, do którego ogier chętnie szedł od momentu, w którym go ujrzał. Poskutkowało to dynamicznym, ładnym skokiem, dopiero po którym nadszedł drobny moment zawahania. Wiele koni miało obiekcje względem rowów, dlatego uspokoiłem galop i pozwoliłem młodemu przyjrzeć się, jednocześnie podpierając go w łydkach. Przy odbiciu przyłożyłem ostrogi do boków, motywując konia do skoku, który prawdopodobnie był lekko chaotyczny, ale pozwolił nam przedostać się na drugą stronę. Nieco łatwiej poszło z dziewiątką, do której Social ponownie nie miał żadnych zastrzeżeń, naprawdę dzielnie dzisiaj pracując.
Po skoku ponownie pozwoliłem sobie na zmianę nogi. Tak naprawdę większość trasy była pozbawiona zakrętów i było wszystko jedno, na którą nogę będziemy galopować, dlatego chciałem równomiernie obciążać obie strony konia. W dystansie do dziesiątki ponownie pozwoliłem mu żywiej galopować, ale na kilka foule przed usiadłem z powrotem w siodło, wyregulowałem tempo i równo, pewnie doprowadziłem kasztana pod przeszkodę, miejsce wybicia zaznaczając wyraźnym sygnałem od łydki. Zgrałem się z ruchem konia, przechodząc do półsiadu i oddałem mu rękę, nie tracąc kontaktu z pyskiem. Do jedenastki, kolejnego oksera udało nam się podjechać płynnie i bez wymyślania, co poskutkowało kolejnym udanym skokiem.
Następnie spotkaliśmy się ze sporym zagęszczeniem przeszkód. O ile pierwszy człon kombinacji 12ab ponownie był po prostu łatwy, to później musiałem nieco wziąć konia na siebie i wskazać mu, że kolejna przeszkoda polega polega na skoczeniu w dół. W razie wahania podparłem go łydką, po czym odchyliłem się, by nie przeszkodzić koniowi w tym manewrze. Do kolejnej, 13 przeszkody nie zostało nam już wiele miejsca, toteż jedynie przypilnowałem konia by się niepotrzebnie nie skrócił i zamknąłem go w korytarzu z pomocy żeby uniknąć wyłamania. Po skoku znaleźliśmy się już na ostatniej prostej zawierającej dwie, chyba najcięższe wizualnie przeszkody. Pozwoliłem Socialowi sfiniszować na jego mocniejszą nogę, do samego końca dodając mu otuchy i nie tracąc czujności. Ogier jednak spisywał się dziś doprawdy świetnie, więc obie te przeszkody wkrótce zostawiliśmy za sobą, mijając celowniki. Od razu zwolniłem do kłusa i zanim zatrzymałem konia do stępa, rozkłusowałem go porządnie po galopie, chwaląc za bardzo fajny przejazd. Później już zaskoczyłem z jego grzbietu by nie dobijać pleców i rozstępowałem go w ręku.
KONIEC
James Levrull - 2018-04-03, 14:56
PRÓBA TERENOWA
Kolejnego dnia już na wejściu w stajni widział zmęczenie w oczach małego Szatana W Kropki, co nieco zaniepokoiło Jamesa, ale ostatecznie "złośliwości" w trakcie przygotowania go do startu w crossie utwierdziły go w tym, że jakieś siły jednak ma. Mimo to postanowił w trakcie rozprężenia zanadto go nie przemęczać skupiając się na szybkiej, ale efektywnej rozgrzewce w trzech chodach, zakończonej oddaniem paru skoków na przeszkodach. Pod koniec przeszedł z ogierem do stępa i dał mu chwilę odetchnąć przed samym startem.
Po chwili zostali zawołani na linię startu, by na sygnał ruszyć mocnym tempem przed siebie. Od samego początku starał się wyregulować galop ogiera, tak by go nie zajechać, ale dojechać w normie czasu. Częściej musiał go pchać niżeli przytrzymywać, ale ostatecznie jechali w miarę regularnym tempem. Do jedynki prowadził go pewnie nie dając mu możliwości spłynięcia spod przeszkody, pewnie i głęboko usiadł w siodło tworząc korytarz z pomocy, by pod przeszkodą posłać go do skoku. Po wylądowaniu wszedł w półsiad od razu skupiając się na dalszym mocnym galopie do dwójki.
Widząc przed sobą kolorową kłodę i czując, że ogier cofa się niebezpiecznie od razu wspomógł się bacikiem/ostrogą w dojeździe nie dając mu pretekstu do zastanawiania się. Będąc pod przeszkodą domknął go dołem posyłając do skoku i samemu wchodząc w półsiad w równowadze, oddając mu odpowiednią ilość kontaktu. Po lądowaniu znów nieco poszerzenie fouli i znów dłuższy odcinek galopu.
Widząc przed sobą trójkę ponownie zamykając go w pomocach podjechał w odpowiednie miejsce wybicia i posłał go do skoku, znów mocno go pilnując w trakcie dojazdu. Dość szybko i tą przeszkodę mieli za sobą, by po chwili galopu pojawić się przed czwartą przeszkodą może nieco dziwną wyglądem, ale nie na tyle, by spłoszyć ogiera. Mimo to pilnował go do samego końca w razie czego pomagając sobie ostrogą/bacikiem.
Już po chwili znaleźli się przed 5B i wodą – którą nieco się obawiał. No, ale pewnie prowadził go do kłody z kwiatkami czując jak pływa w dojeździe, ale ostatecznie udało mu się go wyprostować i naprowadzić na środek przeszkody oddając czysty, bezproblemowy skok. Po wylądowaniu poczuł jak ten nagle wycofuje się chcąc uciec sprzed wody – choć James wiedział, że ogier z wodą był obyty. Tym razem jednak chyba zapomniał jak wygląda, mimo to udało mu się dogalopować do jej brzegu i… byłoby na tyle.
Ogier po wgalopowaniu do wody zaczął zamiast robić foule to przez nią skakać, przy trzeciej takiej próbie skoku przy lądowaniu podłoże pod wodą uniemożliwiło mu dobre wylądowanie i glebnął wraz z jeźdźcem do wody. Levrull od razu w wodzie usunął się z siodła trzymając jednak nadal wodze i jak wstali we dwójkę uniemożliwił mu tym samym ucieczkę. Od razu zaczął uspokajać ogiera stojąc z nim w wodzie i gładząc po szyi, by chwilę pochodzić z nim w ręku w tej „dużej kałuży”. Kiedy woda przestała go stresować udał się z nim do punktu medycznego, by sprawdzić czy wszystko z nim ok, bo on sam czuł się w porządku. Kiedy weci potwierdzili, że jest ok, udał się z nim do stajni i porządnie się nim zajął osuszając zarówno siebie jak i niego.
KONIEC PRÓBY
Stranger Thing - 2018-04-03, 15:23
PRÓBA TERENOWA
Dotychczas Stranger Thing zbytnio się nie przemęczał mieszkaniem w Orchardzie. Od czasu do czasu był ruszany, ale nie było to nic ponad jego możliwości, a więc też nie robiło na nim wielkiego wrażenia. Wczoraj jednak brał już udział w konkursie ujeżdżeniowym, a dzisiaj ponownie ktoś chciał go wytargać w boksu, a ogier nie chciał sobie na to za bardzo pozwolić.. Cóż, miewał różne humorki, a akurat dzisiaj zdawał się wstać.. lewymi nogami i wcale nie miał ochoty na jakąkolwiek współpracę. Już ujeżdżenie było wystarczająco męczące, czyż nie? Fikał więc odrobinę, gdy James próbował doprowadzić go do ładu i podobnie zachowywał się w trakcie rozgrzewki, gdzie pokazywał różki. To może być ciekawy cross! Szykujcie aparaty!
Wywołany do startu ruszył tam wraz z Jamesem i puścił się naprzód galopem, na samym początku niczym mała torpeda, by po chwili zdecydowanie zwolnić. Jeździec faktycznie musiał go nieco pchać do przodu, ale ostatecznie Stranger zgodził się na oferowane przez Levrulla tempo. Postawił uszy na sztorc widząc przeszkodę numer jeden i pewnie na nią najechał. Właściwie pewnie zawahałby się, gdyby nie ograniczenia ze strony osobnika na jego grzbiecie, ale ostatecznie nie miał wątpliwości i zwyczajnie skoczył przeszkodę. Nie musiał się jakoś specjalnie wysilać – bo nie była wysoka – toteż styl nie był do końca idealny, ale przynajmniej cel został osiągnięty.
Jego uszy i oczy wyłapywały każdą możliwość do potencjalnego wyłamania czy szybszego zakończenia przejazdu, ale póki co James był zawsze dwa kroki przed nim i uprzedzał wszelkie możliwe zachowania ciapka. Teraz nie było inaczej – mimo, że zarówno serce i głowa nie chciały iść naprzód, bacik wywarł na ogierze duże wrażenie, dzięki któremu bez szwanku udało im się pokonać dwójkę, mimo jej wielu kolorów i ogierzej niechęci. Podobnie kombinował także przed trójką, ale i tutaj James nie pozwolił na żadne zdarzenia, które miałyby umożliwić ogierowi podążanie nie tą trasą, co trzeba. Zamknięty w korytarzu z pomocy nie opierał się zanadto, już w chwilę później mając i tę przeszkodę za sobą. Czwórka także przebiegła w podobny sposób – jeździec wprawdzie musiał użyć bacika żeby zachęcić taranta do wybicia się w powietrze, a ten oddał nieco zbyt wysoki skok, bez problemu jednak pokonując to zmaganie.
Następna przeszkoda nie rokowała już tak dobrze jak poprzednie i mimo, że jeździec się starał Stranger chciał mu pokazać kto więcej waży i jest zdecydowanie silniejszy od drugiego członka pary. Migał się więc lekko od skoku nad piątką, raz próbując uciec w lewo, raz w prawo, i w ten sposób zmylić jeźdźca, ale ten nie dał sobą tak „pomiatać”. Mimo, że ogier parskał głośno i nie był zbyt chętny do współpracy, przeskoczył przeszkodę z kwiatkami, zaraz po niej wydając z siebie głośny kwik na widok wody. Nie miał ochoty się kąpać, no ludzie święci... ;/ Dajcie żyć!
Przed wodą zdecydowanie uciekał na prawo, nie mając najmniejszej ochoty dotykać tego tworu. Był on mokry i sprawiał, że koń był mokry jak do tego wszedł, a to już nie nadawało się na dzisiejszą granicę tolerancji.. wszystkiego. James jednak był uparciuszkiem i pchał go nadal do wody... więc wszedł, ale na własnych zasadach. Wiedzieliście, że woda parzy? Trzeba więc było oddawać w niej susy niczym kangur i czym prędzej wydostać się z odmętów znienawidzonego płynu.. No i masz Ci los. Nie chciał zmoczyć nóg, a przy trzecim skoku musiał zmoczyć całe ciało... podłoże było bowiem mokre (!) i śliskie, więc mając w głowie chęć ucieczki, ogier zwyczajnie przestał nad sobą do końca panować... i po prostu się przewrócił, fundując kąpiel zarówno sobie jak i jeźdźcowi. Od razu dźwignął się na nogi, próbując zwiać, ale Levrull ponownie wyszedł przed szereg i trzymał go mocno, nie pozwalając na zbytnie oddalenie się. Chwilę trwało zanim się uspokoił, ale taka „oprowadzanka” w wodzie i głaski ze strony mężczyzny zdecydowanie mu pomogły. Zaraz po tym, cały szczęśliwy, że to koniec skoków, udał się do weterynarza, aby w kilka minut później odejść do stajni. Wszystko było z nim w porządku.Christian Levrull - 2018-04-03, 23:10
PRÓBA SKOKOWA
Wiedział, że trzeciego dnia ogier będzie zmęczony, bo jeszcze nie wpadł w kondycję typowo pod zawody, ale wierzył, że mimo wszystko poradzą sobie, jakoś. Ze względu na zmęczenie nie przeginał za bardzo z rozgrzewką, rozprężył go w trzech chodach, sporo na łukach i w przejściach i oddając trochę skoków, na adekwatnych do startu wysokościach kończąc. Czując, że ogier już jest fajny na ręce po cichu liczył, że będzie nieco bardziej karny niż przez ostatnie dni. Kiedy mieli się przygotować ze stępa w którym się poruszali ruszył z ogierem kłusem na parkur na kontakcie okrążając niektóre przeszkody w oczekiwaniu na swój start, a do tego starając się nie przeszkadzać parze, która startowała w tym momencie.
Pod dzwonku zatrzymał się kłaniając się, by następnie z ogierem zagalopować na lewo i zanim dojechali do pierwszej przeszkody skupił się, by Karosz zaokrąglił foulę przyszedł do ręki w lekkim ustawieniu, domykając go dołem rozluźniał go na przodzie w razie potrzeby siadając na moment w siodło i przerabiając go w pełnym siadzie, co by skorygować co trzeba było. Czując, że zrobił się fajny, okrągły rozpoczął najazd na jedynkę aktywnie jadąc do stacjonaty. Parę fouli przed usiadł w siodło domykając go dołem, z wodzy tworząc korytarz, który akurat w jego przypadku nie miał ograniczyć mu ucieczki spod przeszkody, a nakierować go na jej środek. Lekko cofnął ramiona w wybranym miejscu odbicia posyłając ogiera do skoku, a samemu opierając nogi w strzemionach robiąc niespóźniony półsiad z idącą za jego ruchem ręką. Lądowanie w strzemiona i wzrok już utkwiony w dwójkę.
Po lądowaniu na wprost poprowadził go do dwójki, licząc foule do samego końca, siedząc w siodle i starając się mieć w dojeździe kontrolę nad każdą foulą do końca, oczywiście bez przesady, nie majzlował mu w ryju do samego końca, raczej w dojeździe nie robiąc na pysku nic, bardziej biorąc go na siebie/domykając dołem, ewentualnie przymykając nieco na wodzy, ale nie później niż 3 foule przed. Udało mu się go doprowadzić w idealne miejsce wybicia, pokonując i tą przeszkodę na czysto. Od razu wrócił w siodło wycofując się wraz z ogierem bardziej na zad.
Postanowił nie robić hektarów do trójki decydując się na ścięcie zakrętu i z dość wąskiego łuku dojazd do następnej przeszkody. Konieczne w tym wypadku było odpowiednie zgięcie od wewnętrznej łydki przy oparciu się na zewnętrznej wodzy i braku straty w tempie, co pilnował zamykając go dołem, po naprostowaniu mieli zaledwie 2 foule do skoku, ale ogier nie miał czasu myśleć, a fizycznie taki skok nie był dla niego problemem. Weszli idealnie w "punkt" wybicia pokonując spektakularnie stacjonatę nr 3. Lądowanie w strzemiona i wzrok już utkwiony w czwórkę, do której prowadził go po łuku, nie liczył fouli, jako, że odległość była na tyle duża, że należało liczyć od początku, a odskok szukać w dojeździe. Będąc już prostopadle do przeszkody znów głębiej usiadł w siodło czekając w nim do samego końca, póki ogier się nie wybił w odpowiedzi na jego łydkę. Po chwili i tą przeszkodę mieli za sobą na czysto.
Znów zdecydował się na krótki najazd na piątkę - szereg. W trakcie zakrętu skupił się więc dość mocno na rozluźnieniu ogiera i na takim luzie doprowadzeniu go do przeszkody. Będąc w miejscu wybicia posłał go do skoku, płynnie pokonali człon A, od razu wracając w siodło po skoku Zawodnik bez wypuszczania go z ręki domknął go dołem wracając do dobrego rytmu i tym samym po fouli pokonali na czysto człon B.
Do szóstki pojechał między przeszkodami 3 i 9, parę fouli przed okserem znów siadł głębiej w siodło wycofany trzymając już stabilny kontakt i tylko podpierając go dołem siedział tak do końca dojazdu, gdzie następnie posłał ogiera do skoku, wchodząc w półsiad, a w trakcie lotu skupiając się na siódemce która była w linii z obecnie pokonywaną przeszkodą. Wracając przy lądowaniu w siodło dojechał ogiera dołem nieco podnosząc go i "pokazując" przeszkodę doprowadził go lekko wycofany do miejsca wybicia, chciał, by odskok nie był z czapy. Na szczęście ogier zaakceptował jego dojazd i udało im się w bardzo ładnym stylu pokonać na czysto i tą przeszkodę.
Do ostatniej linii pojechał nieco skróconym łukiem celując w środek przeszkody nr 8, w ostatnich foulach skrócił go siadając bardziej w siodło i cofając ramiona z lekkimi sygnałami na pysku doprowadzając go do wymaganego miejsca odskoku, z którego posłał go nad stacjonatę, samemu wchodząc w niespóźniony półsiad. Po lądowaniu po łagodnym łuku w równym tempie dojechali pod ostatnią przeszkodą spod której posłał go z dalszego wybicia, zostawiając po chwili nieruszony okser za sobą.
Lądowanie w strzemiona i po przekroczeniu mety przejścia wpierw do kłusa, a po wyjściu w parkuru stępa, porządne rozstępowanie go, będąc naprawdę zadowolony z tych trzech dni, a tym bardziej czystego parkuru. Rozstępował go i porządnie się nim później zajął.
KONIEC PRÓBY
Christian Levrull - 2018-04-03, 23:44
PRÓBA SKOKOWA
Dziś czekał ich ostatni dzień, wiedział, że klacz jest już zmęczona tymi zawodami, choć w trakcie rozgrzewki aż tak nie dała tego po sobie poznać. Chętnie szła do przodu, pozostając w pełni "posłuszną" jego pomocą. Dlatego korzystając z tego, że ma tyle energii postanowił pozostawić jej trochę na przejazd, co by podjąć się jakichś skrótów w trakcie przejazdu. Porozgrzewał ją w trzech chodach, na sam koniec oddając parę skoków. Następnie w oczekiwaniu na ich kolej pochwalił klacz, by słysząc swoje imię roboczym kłusem ruszyć w stronę parkuru.
Po wjeździe chwilę pokręcili się między przeszkodami, kiedy para przed nimi kończyła przejazd. Widząc, że klacz zbytnio nie przejmuje się przeszkodami po ukłonie zagalopował jako, że sygnał dzwonka oznaczał, że nie mają za dużo czasu na minięcie celowników. Rozgalopował ją od początku, nie mając z aktywnością galopu zbytnich problemów, skupił się na rozluźnieniu klaczy i okrągłości galopu. Z lewej nogi jadąc na jedynkę nieco wycofał się w siodle siadając głęboko i domykając ją dołem z wodzy stworzył korytarz, z którego nie mogłaby umknąć. Na szczęście klaczy nie w głowie były wygłupy, czuł wręcz, że ciągnie chętnie do przeszkód w czym starał się jej nie przeszkadzać, zachęcając do takiego zachowania. w miejscu wybicia posłał ją do skoku samemu wchodząc w półsiad. Przy lądowaniu już obserwował dwójkę rozjeżdżając ją na wcześniej wymierzoną ilość fouli, klacz nadal pozostawała chętna do prowadzenia, co jak najbardziej mu odpowiadało, odpowiedni odskok był tylko formalnością. W punkt wybicie, czysty skok i po nie za szerokim łuku galopada do trójki.
Wspomógł ją sugestiami na tym zakręcie, skracając go maksymalnie. Mocno jechał na zewnętrznej wodzy i wewnętrznej łydce swoją równowagą dodatkowo pomagając jej siadając głęboko w siodło. Technicznie dobrym galopem podjechał pod stacjonatę spod której pewnie posłał klacz do skoku samemu wchodząc w półsiad. Po lądowaniu w trakcie długiego dystansu jaki im zaoferował do czwórki skorygował jej galop. Siedział w siodle w dojeździe do czwórki rozluźniając klacz i nie dając jej ani dodać ani się przesadnie skrócić czekał na miejsce odskoku, klacz ponownie nie walczyła z jego wyborem, więc udało im się wejść w równy odskok i dokrywając całość oksera pokonać i tą przeszkodę na czysto.
Uniemożliwił klaczy po naprostowaniu na szereg przesadny atak na pierwszą przeszkodę, udało mu się skrócić ją i tak jak planował skoczyć z wolniejszego tempa człon A. Po lądowaniu Zawodnik wycofał ramiona, chcąc by klacz usiadła bardziej na zadzie i tym samym nieco się skondensowała przed oddaniem kolejnego skoku. Klacz poprawnie zareagowała na sugestie Kanadyjczyka i pokonał również człon B na czysto. Po wylądowaniu Chris od razu pochwalił głosem kobyłę szukając wzrokiem szóstki.
Zdecydował się tak jak w przypadku Cameleona na najazd między przeszkodą 3 i 9. Zaczęli ciasny zakręt na oksera, w trakcie zakrętu stale podpierał go w łydce, nie chcąc stracić dynamiczności Imag, prowadząc ją na zewnętrznej wodzy stale obserwował następną przeszkodę, tak, by w razie, gdyby widział, że zakręt jest za trudny dla klaczy móc nieco poszerzyć łuk. Na szczęście klacz dobrze odpowiedziała na jego pomoce w równowadze pokonując cały zakręt, pod koniec którego Zawodnik naprostował ją na stacjonatę, którą pewnie zaatakowali, gdzie Zawodnik wszedł w dynamiczny, ale w równowadze półsiad. Lądowanie, po którym Kanadyjczyk od razu wycofał ramiona, wiedząc, że mają przed sobą do rozjechania linię, nie przesadzał w powstrzymywaniu jej na pysku skupiając się, by ciałem osadzić ją na zadzie. Na szczęście poprawnie wycofała się, przez co książkowo wpisali się w linię wchodząc w płynny skok, dzięki dobremu miejscu odbicia. Udało im się pokonać kolejną przeszkodę na czysto, do tego w dobrym stylu.
Następnie zakręt w lewo za czwórką na kolejną linię po łuku. Jadąc okrągłym łukiem skupił się na prostym i dobrym dojeździe do stacjonaty, pierwszy człon linii był bardzo istotny by wyszła reszta. Na szczęście klacz dała się doprowadzić aktywnym, acz nie atakującym galopem do oksera co znacznie ułatwiło poprawne wybicie się nad przeszkodę, nad którą Christian nie spóźnił się ciałem w skoku. Po ladowaniu lekko wziął ją na siebie, by równym galopem dojechać do ostatniej przeszkody i ją również zostawić nienaruszoną.
Wylądowali i dogalopowali do mety, gdzie po jej minięciu Zawodnik z uśmiechem pochwalił klacz, która spisała się przed te trzy dni rewelacyjnie. Opuścił parkur stępem, nagradzając klacz smakołykami w trakcie rozstępowania.
KONIEC PRÓBY
James Levrull - 2018-04-04, 00:36
PRÓBA SKOKOWA
Nastał trzeci dzień zawodów, którego może nieco się obawiał po wczorajszym upadku na crossie, ale był dobrej myśli. Wpierw zajął się odpowiednią prezencją ich dwójki, a następnie, gdy już wszystko było dopięte na ostatni guzik skierował się z ogierem w stronę rozprężalni, już siedząc w siodle. Po wjeździe pilnując jego ogierzych zapędów skupił się na pracy w dole i rozluźnieniu. Spodziewał się, że dalej może mu odbijać, więc w razie „w” był gotowy na pobrykiwania i inne dziwne sytuacje, a jeśli był grzeczny, no cóż, chętniej go chwalił za poprawne wykonywanie jego woli. Ostatecznie zakończyli rozprężenie bez ofiar, oddając na koniec parę soczystych skoków – musiał przyznać, że ogier naprawdę dobrze skakał, mimo pewnych trudności w prowadzeniu związanych z jego brakiem formy. Na koniec przeszli do stępa (na kontakcie!) czekając na swoją kolej.
Wreszcie słysząc swoje imię udał się z ogierem w stronę parkuru pewnie prowadząc go w kierunku wejścia. Nie zauważył by był tchórzem, bardziej rozrabiaką, która szuka byle wymówki, by utrudnić swojemu jeźdźcowi, choć nie zauważył, by skoku odmawiał czy wyłamywał, już prędzej po lądowaniu bryknął niżeli zrezygnował z pokonania przeszkody. Dlatego po wjechaniu na parkur kłusem oczywiście chwilę po lawirował między przeszkodami pokazując mu kątem oka „nowości”, ale bardziej skupił się na rozjechaniu go w galopie blisko publiczności, jakby chcąc sprowokować do niegrzecznego zachowania, które mógłby powstrzymać – wolał powalczyć teraz niżeli później.
Ostatecznie (chyba?) jakoś się dogadali, ale na sygnał dzwonka skinął głową w stronę sędziów, by następnie zagalopować na lewo, od samego początku pewny kontakt, gdzie czasami posyłał półparady, a w razie ewentualnych jego „dziwnych pomysłów” starał się pozostać luźnym i w równowadze, by np. wysiedzieć bryknięcie. Udało mu się osiągnąć docelowy galop, dlatego ostatecznie skierował się na przeszkodę numer 1. Była to zachęcająca do skoku stacjonata, stąd dość wcześnie James usiadł w siodło prostując go na przeszkodę i starając się by nie pływał w dojeździe zamknął go na równych wodach tworząc niejaki korytarz i tak samo robiąc z łydkami, które równo przyległy po obu stronach. Pewnie dojechali do jedynki, gdzie posłał go do skoku jak na razie z miejsca, które obrał na wybicie, oddali dość dobry skok, by po lądowaniu wrócić w siodło i rozjechać go łydką do kolejnej przeszkody, tak by utrzymać równe tempo w linii, udało im się to dość płynnie i również drugą przeszkodę pokonali na czysto.
Do trójki nieco skrócił łuk, tak by nadrobić trochę czasu, ale nie prowokować konia do wydziwiania. Mimo, że chwilowo zagryzł wędzidło w ramach buntu wyjechali w miarę poprawnie zakręt, prostopadle dojeżdżając do trójki, posłał go do skoku, samemu wchodząc w lekki półsiad w równowadze. Po lądowaniu jednak od razu skupił się na tym, że w linii mają przeszkodę nr 4. Licząc w myślach liczbę fouli starał się nie zmieniać tempa, tak, by dobrze wyjechać całą linię tym bardziej, że była po łuku. Z mocnym przytrzymaniem, ale się udało i weszli w skok nad okserem, który ostatecznie zakończył się również na czysto.
Po lądowaniu skupił się na tym, by dobrze przejechać zakręt na szereg, gdyż od wjazdu zależny był wynik obu skoków. Na szczęście ogier poprawnie odpowiedział na pomoce prowadzące, a ograniczająca go zewnętrzna łydka i wodza doprowadziły do tego, że w równowadze wpisał się w cały zakręt. Następnie naprostował go na kombinację przeszkód głęboko siedząc w siodle z lekko cofniętymi ramionami. Aktywnie i pewnie jechali do członu A, a dzięki temu, że ogier pozostał jednak pod kontrolą James podprowadził go w dobre miejsce wybicia wchodząc z nim do skoku nad stacjonatą. Udało mu się w miarę poprawnie siedzieć w skoku i wrócić w siodło bez przeszkadzania Ciapkowi, do tego skupił się nad tym, by mimo wszystko ręką podążać za jego ruchem, coby go nie zniechęcić. Do drugiego członu nieco go wycofał, może za przesadnie, gdyż ściągnął jednego drąga z oksera, kończąc szereg ową jedną zrzutką.
Do szóstki nie ryzykował i poprowadził go za 9. Jechał lekkim łukiem dostatecznie szybko prostując go otrzymując tym samym przyjemny, prostopadły najazd, w którego trakcie ponownie siadając w siodło wziął ogiera na siebie nie przesadnie jednak wycofując go, wiedząc, że taka walka może się źle skończyć. Na szczęście ogier doszedł do jego ręki bez problemu uzyskując tempo, które pozwoliło im pewnie dojechać do przeszkody i wejść w skok z odpowiedniego miejsca wybicia. Niespóźniony półsiad, a później pewne lądowanie w strzemiona. Po lekkim łuku dojechali do siódemki, tu odbyło się bez niespodzianek, jako, że dobrze rozjechali całą linię na czysto pokonując również i stacjonatę.
Okrągły zakręt na ostatnią linię, gdzie James zaczął kręcić na stacjonatę już wtedy wsiadając w siodło i stopniowo biorąc go na siebie, zamykając w korytarzu z wodzy wycofał ramiona już teraz utrzymując prostopadły najazd. James nie walcząc jedynie wybrał odpowiednie miejsce wybicia posyłając go do efektownego skoku o dziwo na czysto i do tego z lekkim zapasem. Po wylądowaniu wziął go na siebie konkretnie go skracając. Jako, że po łuku mieli niewiele czasu do ostatniej przeszkody po dogadaniu się kierując się na nią po odpowiedniej ilości fouli posłał go spod przeszkody do skoku znów bez utraty kontaktu wchodząc samemu w półsiad.
Po minięciu mety od razu przeszedł do kłusa chwaląc ogiera, mimo pewnych niepowodzeń ukończyli trzy dni zmagań, a z jakim efektem się okaże.
KONIEC PRÓBY
Cameleon - 2018-04-04, 10:21 Ostatniego dnia zawodów ogier był już zmęczony. Nie miał ochoty na wychodzenie z boksu, a co dopiero na kolejne skakanie przez przeszkody. Przynajmniej na rozgrzewce był spokojniejszy, rozgrzał się w trzech chodach, po czym już tylko czekał na swoją kolej. Obserwował przeszkody, czasami zerkając w stronę pary kończącej przejazd. Parsknął cicho, opędzając się ogonem, bardzo mu się nie chciało. Najchętniej by się zawrócił i stąd poszedł.
Przyszła kolej na niego, z głośnym parsknięciem ruszył galopem na lewą nogę, a zanim dojechał do pierwszej przeszkody jeszcze chwilę się pomęczył ze swoim ustawieniem. Zrobił się bardziej okrągły, rozluźniając się na przodzie. Dopiero po tym nakierował się na pierwszą przeszkodę, stawiając na moment uszy na sztorc. Te, w porównaniu z tymi wczorajszymi już go nie straszyły, więc nakierowany na środek przeszkody oddał czysty skok, lądując za nią i czekając już na dwójkę.
Poprowadzony na wprost do dwójki nie uciekał nigdzie na boki, facet na jego grzbiecie rządził się tak bardzo, że nie mógł zrobić nic co by mu się nie podobało. Poza tym, nie miał już ochoty na swoje szaleństwa. Można powiedzieć, że się poddał. Wybił się przed przeszkodą i wylądował za nią, szastając energicznie ogonem. Po lądowaniu znacznie się skrócił, żeby zakręt do trójki ściąć, by zaoszczędzić dzięki temu na czasie i na kilometrach, które były w tym momencie zbędne. Najazd był więc z dość wąskiego łuku, który zdaniem ogiera był dla niego kolejnym testem. Nie, żeby mu się to nie podobało, musiał tylko trochę bardziej uruchomić swoje szare komórki. Albo i nie, bo skakanie bez zastanowienia też mu wychodziło. Idealnie wbił się w punkt do skoku i pokonał tą przeszkodę bez kłopotów. Do czwórki mieli kawałek, więc jechał do niej po łuku. Trzymał cały czas to samo, aktywne tempo, żeby nie tracić na czasie. Będąc prostopadle do przeszkody, czekał już tylko na sygnał od jeźdźca, a gdy już takowy dostał do wybił się do góry, pokonując przeszkodę bez większego rozdrabniania się nad nią. Szybko mieli ją za sobą, utrzymując swoją dobrą passę. To było aż dziwne, że tak dobrze mu szło. Patrząc na to, że właściwie nie miał żadnej ochoty, aby tutaj być.
Krótki najazd na piątkę nie sprawił mu kłopotów, podobnie jak za pierwszym razem ogier pozostał skupiony w swoim tempie, w dodatku znacznie się rozluźnił, więc mężczyzna mógł nim bez problemów manewrować. Wybił się do skoku nad pierwszym członem, po czym kiedy tylko wylądował skupił się już na drugim, który również nie był dla niego problemem. Szereg więc szybko mieli już za sobą, co go cieszyło, im mniej tych przeszkód, tym lepiej dla niego. Przejechał między innymi przeszkodami, poparskując cicho. O dziwo w ogóle nie skupiał się na otoczeniu, a jedynie na przejeździe. Chris mógł być z niego dumny, nawet ewentualnych ozdób się nie obawiał, ani sędziów. Albo zwyczajnie był zbyt zmęczony, żeby w ogóle na nich patrzeć. Przeskoczył przez szóstkę, w małej odległości mając siódemkę, więc uniósł łeb wyżej, przyglądając się jej już z daleka. Przygotowany w taki sposób oddał kolejny skok nad siódemką, szukając teraz wzrokiem ósemki.
Dojechał do ósemki, również po lekko skróconym łuku, celując w sam jej środek. Wybił się w odpowiednim miejscu, chowając nad przeszkodą przednie nogi pod siebie i wyciągając do przodu nos. Uraz po tych krzakach chyba mu zostanie, dalej go trochę szczypało. Wylądował, po czym już tylko przekroczył linię mety. Powoli zwolnił do kłusa i stępa, w środku ciesząc się, że to już koniec. Chociaż kto wie, czy znowu mu czegoś nie wymyślą. Po rozstępowaniu wrócił do stajni.
ztImagination ST - 2018-04-04, 18:03 Owszem, Imagination pierwszy raz miała za i przed sobą tak wyczerpujące zawody, wymagające od niej kilkugodzinnego, codziennego ćwiczenia, lecz jak to młode - miała naprawdę sporo werwy. Pracowała pod Chrisem z przyjemnością, głównie dlatego, że po prostu wiedziała co mężczyzna od niej chce - jego pomoce były rzetelne i czytelne, tym samym klacz także czerpała przyjemność z pracy.
Podczas rozgrzewki była niesamowicie grzeczna wykonując polecenia najlepiej jak potrafiła. Oby zostało jej to do przejazdu, który właśnie czekał parę. Ruszyła wraz z właścicielem na parkur skupiając się na nim maksymalnie i mijając ze stoickim spokojem. Przystanęła grzecznie na ukłon jeźdźca i przeszła płynnie w galop, uaktywniając zad i mieląc spokojnie wędzidło w pysku. Nie boiła się przeszkód, gdyż nie miała z nimi żadnych przykrych wspomnień. Skoki kojarzyły jej się z nagradzaniem, czymś oczywiście bardzo pozytywnym.
Unosiła wysoko przody jednocześnie pracując zadem i rozluźniając tułów. Galop jak zawsze miał atrakcyjny z wyglądu, podobnie z resztą jak skok nad jedynką. Nie potrzebowała wiele sygnałów, jedynie pomocy z odpowiednim wymierzeniem odległości, kiedy ma się wybić. Ładne wybicie z tyłów, zaokrąglenie kłody oraz wyciągnięcie szyi z późniejszym płynnym wylądowaniem wskazywały na umiejętności klaczy, choć właściwie nie były one wybujałe. Po prostu miała młode stawy, werwę i źrebięcy zapał a do tego odziedziczyła po rodzicach wszystko to, co najlepsze. Dwójkę pokonała równie dobrze, można by tu się przyczepić o delikatne spłaszczenie, lecz byłoby ono tylko dążeniem do perfekcjonizmu, którego od tak młodziutkich koni się nie wymaga. Na zakręcie posłusznie ostro zakręciła podąrząjąc płynnie zadem za ugiętym przodem i nakreślając aktywne, chętne tempo, które zdecydowanie wsparło jej silne wybicie i czyste pokonanie trójki. Z niej skierowali się na czwórkę, przed którą klacz zastrzygła lekko uszami i skuliła się w sobie, zachęcona jednak pomocami meżczyzny wybiła się z tyłów rozciągając nad przeszkodą i w miarę płynnie lądując.
Szereg był wyzwaniem, którego jednak się nie bała - zgodnie z pomocami Chrisa najechała na pierwszy człon zdecydowanie spokojniej, zaś przed drugim zastosowała się do otrzymanych pomocy aby oddać płynny skok z odpowiednim baskillem i równym lądowaniem. Pochwała zdecydowanie się należała, Imagination nie narzekała a jedynie poprychała uwalniajac nagromadzone emocje i odpowiadając na przyjemny głos właściciela, kierując się na ostry zakręt i kolejną przeszkodę. Nie miała problemów z równowagą, ba! Radziła sobie na takich zakrętach od dziecka, na coś się przydały te dziecięce gonitwy po padoku B).
Przed stacjonatą nastawiła w jej stronę uszy i momentalnie zareagowała na pomoce mężczyzny wybijając przednie kopyta i odpychając się z tylnych, by rozciągnąć skok i wpisać się w linię i płynnie wylądować. Po zakręcie w lewo, który lekko ścięła zadem, w końcu to nie ujeżdżenie, skierowała się pod właścicielem na najazd do stacjonaty. Jechała narzuconym przez niego tempem - aktywnym, mimo to nie była tutaj wspomnianym agresorem, galopując zdecydowanie grzeczniej niż w niektórych wcześniejszych przypadkach. Podobnie było z następną, lecz tutaj baskill wyszedł dobry mimo jej przyśpieszeniu, które w pierwszej fouli miało za zadanie uwolnić nagromadzoną energię. Finalnie poddała się równemu galopowi i pomocom Christiana do wybicia i ładnego skoku. Po skoczeniu nie pozwoliła się spowolnić, choć wątpię by Christian to robił. Lekko zarzuciła tyłem, nie przeszkadzając jednak dla jeźdźca - po prostu sama wyczuwała koniec przejazdu i nadchodzący spokój. Ten także otrzymała a prócz tego były najcenniejsze - pochwały i smakołyki!
/z.tStranger Thing - 2018-04-04, 18:22
PRÓBA SKOKOWA
W dniu dzisiejszym Stranger był już w nieco lepszym nastroju niż wczoraj. Podczas zamieszania na korytarzu, stał nawet przy drzwiach boksu z nosem wlepionym w jego kraty, oczekując nadejścia mężczyzny, który zabierał go w ciągu poprzednich dwóch dni. Uderzał wprawdzie kopytem o wejście, ale nie trwało to zbyt długo – Levrull pojawił się bowiem wkrótce i dał ukojenie znudzeniu Strangera. Podczas rozprężania ogier zachowywał się całkiem przyzwoicie. Był bardzo zaangażowany w pracę i chętny do wykonywania poleceń James’a. Podczas próbnych lotów również nie sprawiał żadnych problemów – była to dyscyplina, w której czuł się zdecydowanie najlepiej i w trakcie której prezentował pełnię swoich umiejętności. Przebywanie dzisiejszego dnia na końskim grzbiecie musiało być dla James’a niezwykłą odmianą względem dnia wczorajszego, no ale.. każdy ma jakieś wzloty i upadki.
Po wejściu na parkur Stranger angażował się jeszcze bardziej. Aktywnie kłusował między przeszkodami, mocno wyrzucając nogi do przodu, niemalże tańcząc w trakcie oglądania parkuru. W galopie także prezentował się nienagannie, mocno wciągając zadnie nogi pod kłodę i utrzymując ogólną tendencję „pod górkę”. Na razie nie w głowie były mu wybryki – widząc ustawione drążki chciał już nad nimi latać i teraz nie dekoncentrowało go niemal nic. Biegnąc obok publiczności stulił jedynie uszy i dwa razy mocniej zamachał ogonem, ale ogólnie w jego postawie nie było nic zwiastującego kłopoty. Po dzwonku i ukłonie jeźdźca, ponownie wszedł w galop, poruszając się w takim tempie, jakiego zażyczył sobie James. Z początku wprawdzie próbował trochę kombinować z przyspieszaniem, ale upomniany przez mężczyznę poddał się jego woli. Kiedy na linii wzroku pojawiła się pierwsza przeszkoda, Stranger nastawił mocno uszu, podniósł nieco głowę i zaczął mocniej wbijać kopyta w nawierzchnię. Przez moment „galopował niemal w miejscu”, by dopiero upomniany przez Levrulla, ponownie wejść na odpowiednie obroty i dojechać do stacjonaty. Nie próbował nawet spływać z linii, tak bardzo chciał znaleźć się w powietrzu, aczkolwiek łydki mężczyzny upewniały go w tym przekonaniu. Zupełnie jakby dodawały ten brakujący 1%, który miał pomóc podjąć ostateczną decyzję. W końcu, poszuwszy ściśnięcie swych boków, odbił się od ziemi i gładko przeleciał nad jedynką, zupełnie jakby nic sobie nie robiąc z jej wysokości. No dobrze – może nie była zbyt wysoka, ale mimo wszystko sprawiała wrażenie bycia bułką z masłem dla ogiera. Zaraz po wylądowaniu ponownie zwrócił uwagę na przesyłane przez jeźdźca sygnały, a jego myśli skupiały się teraz już tylko wokół, stojącej w tej samej linii, dwójki. Do tej przyspieszył odrobinę, ale nie było to nic, co mogłoby zagrozić w jakiś sposób przejazdowi. Oddał ładny, nieco nieekonomiczny skok i już w chwilę później mógł puścić ten punkt programu w niepamięć.
Tak bardzo spodobało mu się jechanie po parkurze, że w łuku, który Levrull chciał sobie odrobinę skrócić, wykonał nieśmiałego baranka. Nic szkodliwego zarówno dla ogiera jak i jego jeźdźca, ale po prostu oddał z zadu, wcześniej unosząc nieco przednią partię swego ciała. Machnął łbem i zagryzłwszy wędzidło kontynuował przejazd. Dlaczego jeszcze nie było kolejnej przeszkody? To zdecydowanie denerwujące...
Ta jednak wkrótce pojawiła się na linii wzroku Strangera, z którego to powodu ogier bardzo się ożywił. Ponownie nie próbował spływać na żadną ze stron, choć w tym przypadku miał zdecydowanie więcej możliwości i wkrótce wybił się do lotu. Nad stacjonatą nie musiał balansować zbyt długo. Podciągnął wysoko nogi, zupełnie jakby drągi mogły go oparzyć i wkrótce już wraz z jeźdźcem znaleźli się na ziemi, by dojechać, po lekkim łuku, do kolejnego oksera. Ten szybko puścili w zapomnienie, gdyż Stranger pokonał go bez większych problemów i już teraz mogli skupić się na szeregu, który będzie zdecydowanie trudniejszą kombinacją. Ciapek miał jeszcze problemy z pokonywaniem tak blisko siebie stojących przeszkód, a James zdołał się już o tym przekonać, na treningach przed zawodami. W łuk poprzedzający szereg ogier wpisał się bez problemu, chętnie korzystając z możliwości oparcia się na serwowanych przez James’a pomocach, a wkrótce już prostopadle najeżdżali na dwie, ustawione jedna po drugiej, przeszkody. Wyprostowany, całkowicie skupiony i chętny, najeżdżał na człon A, który pokonał bez problemów, ale w dystansie obu Panom przestało coś pasować. James wycofał go nieco zbyt mocno, ogier chwilę z nim powalczył, a gdy ostatecznie lecieli nad przeszkodą, tarant pociągnął za sobą jeden drążek. Coś mu te przeszkody 5B nie pasowały zarówno w crossie jak i skokach.
W dużym łuku ogier galopował bardzo aktywnie i chętnie, nie tracąc równowagi ani na moment. Dzięki pomocom jeźdźca, gładko wpisywał się w zakręt, przez co łatwo uzyskali prostopadły i pozbawiony trudności najazd do kolejnej przeszkody. Ogier rześko przebierał nóżkami, już w chwilę później znajdując się przy okserze. Zastrzygł uchem, gdy James wykonywał jakieś manewry w siodle, ale ostatecznie bez problemów pokonał szóstkę, już w chwilę później kierując się do następującej stacjonaty. Nie tracąc skupienia, aktywnie podążał do przeszkody, a gdy się przy niej znaleźli, poszybował w powietrze, może delikatnie wyrzucając zadnie kopyta w górę, gdy znajdowali się w powietrzu, ale zaraz wylądował miękko na podłożu, zamaszyście podrzucając łeb w górę. Nadal jednak znajdował się pod pełną kontrolą jeźdźca, a „wybryki” te mogły świadczyć o powolnej utracie energii. Kondycja miała się naprawdę kiepsko i choć dokończenie parkuru nadal było w jego możliwościach, to 3 dni zawodów już zdecydowanie dawało się we znaki.
W zakręcie ponownie poddał się działaniom jeźdźca, bez problemu wpisując się w łuk i galopując nieco spokojniej. Wyczerpana energia dawała swoje rezultaty, a ciapaty stał się niemal tak potulny jak baranek. Podczas najazdu skorzystał ze wskazówek Levrulla, szedł na wprost, nie próbując kombinować ze spłynięciem w którąkolwiek ze stron. Otrzymawszy sygnał do wybicia się w powietrze, zareagował niemal natychmiastowo. Mocno wbił kopyta w ziemię, a następnie odbił się efektownie i pokonał przeszkodę ze sporym zapasem. Teraz już czekał ich ostatni etap przejazdu, po którym w końcu nadejdzie wolność!
Wyciszył odrobinę tempo galopu, gdy został o to poproszony, a w chwilę później lądował już za przeszkodą numer dziewięć, w efekcie prezentując, nie taki najgorszy, wynik 4 punktów karnych. Cóż, jak na wczorajszą akcję z wodą, dzisiaj poszło im naprawdę nieźle. Po zakończeniu parkuru grzecznie pozwolił się rozstępować, a następnie zniknął w stajni.Unbridled Life - 2018-04-04, 21:39
PRÓBA SKOKOWA
Pierwszy dzień i próba na czworoboku nie należała do udanych, przez towarzyszące im spięcie i walkę o tempo i lepszą pracę. Dzień drugi i cross wiązał się z punktami karnymi, więc też nie mógłzostać uznany za udany. Jeśli mieli więc zabłysnąć, to kiedy jak nie dziś? Ostatni dzień zawodów i próba na parkurze. Ponownie Alexander pojawił się pod boksem swej podopiecznej i ponownie został przywitany dość przyjacielsko. Unbridled Life nie sprawiała mu szczególnie dużych trudności , gdy wyprowadził ją z boksu na korytarz, a potem na myjkę. Tam jedynie trochę się wierciła, ale ostatecznie została oporządzona i osiodłana, a mężczyzna zaprowadził ją na rozprężalnię. Tam rozgrzali się we wszystkich chodach i pokonali kilka skromnych przeszkód ustawionych tutaj. Następnie krążyli w stępie na luźnej wodzy w oczekiwaniu na swoją kolej.
Kiedy przyszła ich wyczekiwana chwila Alexander pozbierał ją do ustawienia i stępem skierowali się na parkur, gdzie pokazał jej co trudniejsze przeszkody, któ®e ewentualnie mogły budzić jej wątpliwości lub obawy. Skierował ją pod budkę sędziowksą, gdzie się zatrzymała, a Alex ukłonił, po czym ruszyli kłusem, a kawałek dalej klacz zareagowała na pomoce przechodząc do żwawego, ale zrównoważonego galopu z lewej nogi. Po drodze przejechali koło szóstki i wykręcili za siódemką, by w pobliżu ogrodzenia ruszyć do pierwszej przeszkody. Alex naprostował ją do ów przeszkody, zamknął w pomocach i doprowadził pod nią, gdzie po otrzymaniu łydki siwa wybiła się nad przeszkodę, zabaskilowała ładnie i nieźle zgrała się z właścicielem. Po lądowaniu ruszyli do drugiej przeszkody, oksera, który stał w linii prostej względem pokonanej stacjonaty. Alex osadził ją bardziej na zadzie i podniósł do przeszkody, by doprowadzić ją do miejsca wybicia, gdzie oderwała się od ziemi na przeszkodę, w ten sposób pokonując ją na czysto. Wylądowała bardziej na lewo i pojechali po obszernym łuku za dziewiątką, na trójkę. Spokojnie dotarli pod przeszkodę i w płynny sposób ją pokonali, by wylądować na prawo i pogalopować na czwartą z kolei przeszkodę. Najpierw kawałek po prostej, po czym skręcili na prawo do czwórki, przed która Wine ją naprostował, ale najpierw jeszcze na łuku została podniesiona do przeszkody, a po naprostowaniu zamknięta w pomocach i doprowadzona do oksera wybiła się we wskazanym miejscu energicznie, ładnie układając się w skoku. Po lądowaniu podjęła galop na prawo, zmierzając do szeregu 5ab po obszernym zakręcie i w zrównoważonym tempie. Wyjechali za siódemką i naprostowali do 5a, jeszcze w zakręcie została podniesiona do przeszkody, po czym doprowadzona do niej w pomocach oderwała od ziemi przody, potem tyły, zaprezentowała baskil i zgrała się z Amerykaninem w skoku. Wylądowali blisko za pierwszym członem co było okolicznością korzystną, spokojnie zmieścili się do 5b, by i tą przeszkodę na czysto i w ładnym stylu pokonać. Tym razem lądowanie na lewo i Niemka pogalopowała na szóstkę nieco przyspieszając w tempie, kierując się na przeszkodę po obszernym najeździe za przeszkodami numer 3 i 9. W końcowej fazie zakrętu Alexander wziął ją bardziej na siebie, regulując tempo, potem naprostowali i zamknął ją w pomocach doprowadzając do przeszkody, gdzie czterolatka wbiła się dynamicznie we właściwym punkcie i zgrała z nim w ruchu, by wylądować na lewo i ruszyć do siódmej przeszkody. Po lekkim łuku udali się na stacjonatę, by bezpiecznie do niej dotrzeć i pomyślnie ją pokonać. Ponownie lądowanie na lewo i pogalopowali po szerokim łuku za czwartą przeszkodą na ósemkę, również pokonując ją na czysto.
Pozostała im ostatnia przeszkoda. Tym razem obrali lądowanie na prawo, pogalopowała po szerokim łuku, po czym Alex ją naprostował do oksera i osadził bardziej na zadzie, zamykając ją w w pomocach i doprowadzając do przeszkody, gdzie dodał jej łydkę. We wskazanym miejscu Unbridled wybiła się z siłą z zadu, ładnie ułożyła w skoku i zgrała z Alexem, by wylądować za przeszkodą, utrzymując obecne tempo do minięcia celowników. Po ich przekroczeniu zwolnili najpierw do kłusa, potem do stępa. Opuścili parkur, by rozstępować się i wrócić do stajni. No przynajmniej ta próba wyszła im naprawdę dobrze.
ztValkyria - 2018-04-04, 23:10
PRÓBA SKOKOWA
Faktycznie, jak w przypadku każdego konia, trzeba było do niego "dotrzeć". Tym bardziej, że młoda, była jeszcze mało doświadczonym gówniarzem i sama poznawała się i swoje możliwości, stąd często mogła być nieprzewidywalna. W trakcie rozprężenia dość szybko odpuściła zmęczona nie tylko po 2 dniach rywalizacji, ale również stałą walką. Lisa wiedziała co robi i to irytowało klacz, bo nie mogła sobie pozwolić na to co ona chciała... W trakcie skoków pływała do przeszkód, ale ostatecznie pokonywała je na czysto, raczej szanując drągi o ile łaskawie wjeździe w przeszkodę. Nie spłynęła jednak ani razu, po prostu się starając, o dziwo.
Kiedy stępem udała się z Zawodniczką w stronę parkuru położyła po sobie uszy nerwowo trzaskając ogonem na boki. Do przeszkód niechętnie podchodziła, patrząc na nie z dystansem czy wręcz chęcią ucieczki. Zapowiadało się źle, ale miało wyjść im to całkiem nieźle.
Furknęła cicho, by następnie zagalopować tak jak zachciała. Na początku galopady na ewentualne pogonienie jej przez Lisę reagowała podrzuceniem zadu, dopiero widząc, że to nic nie daje zaczęła równo galopować, jednakże w spięciu, które było widoczne gołym okiem. Prowadzenie jej szerokim łukiem było dobrym rozwiązaniem, gdyż jeszcze brak rozjeżdżenia i ogłady z jej strony często doprowadzał do tego, że albo wciągała w przeszkodę albo panikowała za bardzo, dojeżdżając do niej. Tym razem próbowała wciągnąć dziewczynę, choć nieudolnie, gdyż ta konsekwentnie trzymając ją uniemożliwiała rozciągnięcie się w galopie. Klacz parsknęła nerwowo mimo wszystko napierając wędzidło jakby szukając jakiejś luki w mocnym kontakcie dziewczyny. Nie udało się, dlatego klacz odreagowała to dynamicznym wybiciu w górę mocno baskilując zrobiła naprawdę spory zapas nad przeszkodą i od razu brawo dla Zawodniczki, że zabrała się z tym oszołomem w skoku, klacz po wylądowaniu mocno otworzyła zad co zapewne również nie ułatwiało łapania równowagi.
Ruda po raz kolejny odreagowała sobie foulę po lądowaniu bryknąwszy soczyście, by po lekkiej karze na pysku jednak skupić się na dalszej galopadzie. Widząc przed sobą dwójkę postawiła uszy znów próbując wyjść spod kontroli Lisy, ale ta nadal kurczowo trzymała kontakt uniemożliwiając wesołą galopadę. Valky jednak dała się doprowadzić na spokojnie do przeszkody podejrzliwie obserwując ją, następnie wybijając się z mocnego zadu weszła w skok ekonomicznej, starannie jednak składając przody na mostek i nurkując nosem w locie dobrze zaokrągliła szyję i plecy, którymi starannie zapracowała w skoku. W końcowej fazie znów spektakularnie otworzyła zad prezentując naprawdę dobrą technikę.
O dziwo teraz równo parła do przodu prowadzona przez dziewczynę, w zakrętach czasami wychodził jej brak równowagi gdyż potykała się, ale prócz tego ciężko było zakłócić jej balast. Naprostowana na trójkę postawiła nań uszy, aktywnie galopując do stacjonaty i nie atakując jej. Weszła w silny skok znów prezentując spory zapas nad przeszkodę przy jednoczesnym zachowaniu poprawnej techniki. Po lądowaniu dość szybko odnalazła równowagę, a sugestia dziewczyny w locie o lądowaniu na prawo była na tyle czytelna, że na bez problemu wylądowała na dobrą nogę, nie zgadując. Dzięki sugestii i stałej kontroli Lisy klacz nie zmieniła tempa równo galopując pod samą czwórkę, która znów czujnie obserwowała, by ostatecznie wejść w ekonomiczny, ale staranny skok nad okserem.
W trakcie zakrętu na szereg udało jej się zachować równowagę i nie stracić przy tym aktywnego tempa, może na moment próbowała znów przesadnie wyrwać, ale trzymająca i pewna ręka dziewczyny uniemożliwiła jej to. Naprostowana na szereg nieco spanikowała na chwilę zwalniając, gdyż szeregi były jej zmorą, przynajmniej na razie, ale zachęcona aktywnymi pomocami dziewczyny ostatecznie zaatakowała człon pierwszy z łatwością pokonując go na czysto i z lekkim zapasem, skrócona między przeszkodami niechętnie przeniosła się na zad, by jakby w obawie przed tym, że wpadnie przeszkodę mocno wystrzeliła w górę składając się tak, że prawie wrzuciła sobie przednie nogi za uszy.
Półparady faktycznie doprowadziły do tego, że klacz stała się uważniejsza, a widząc szóstkę postawiła uszy nie walcząc z pomocami dziewczyny i pokonując i tą przeszkodę na czysto. W linii znów korzystając z sugestii dziewczyny dość mocno galopowała w równowadze - przede wszystkim równo, co ułatwiło dojechanie do przeszkody na 7 i pozostawienie jej nienaruszonej.
W zakręcie na 8 korzystając z pomocy dziewczyny utrzymała równowagę płynnie go pokonując. Widząc ósemkę znów nie szarżowała do niej przesadnie zostając na pomocach dziewczyny by mocno odbić się. W trakcie lotu znów poskładała się, a idąca za jej ręka tylko zachęciła ją do poprawnego baskilu. Jako, że Lisa nie przeszkadzała w locie swoją równowagą - nie denerwowała się. Po wylądowaniu nadal energicznie galopowała przed siebie, może nieco zmęczona, w końcu nie miała jeszcze idealnie wyrobionej kondycji. Poprowadzona po łagodnym łuku nie traciła z galopu, równo podjeżdżając pod ostatnią przeszkodę i pokonując ją na czysto.
Po wylądowaniu i minięciu mety, czując pochwały wiedziała, że zrobiła dobrze, a patrząc na ten przejazd zrobiła się znacznie bardziej "pod kontrolą" niż ostatnimi czasy. Przechodząc do stępa wyciągnęła nosa opuszczając parkur i stępując zmęczona już spokojnie i bez głupich pomysłów.
KONIEC PRÓBY
Russian Roulette - 2018-04-04, 23:25
PRÓBA SKOKOWA
Ostatniego dnia odbywała się próba skokowa, gdzie klacz odczuwała tego dnia już zmęczenie i stres. Była mocno poddenerwowana i jakaś w nie humorze, co pewnie da im się we znaki na parkurze. Mimo że skakała dobrze wszystkie przeszkody, to miała swoje zdanie i narzucała je za każdym razem kobiecie.
Po rozgrzewce zapoznała się wraz z kobietą z parkurem, by na moment się zatrzymać przed jury. Po ukłonie kobiety przeszła do energicznego galopu z zadu, jadąc koło szóstki i czwórki na linię startu i z niej skierować się na pierwszą przeszkodę. Dojechała do miejsca wybicia, wyszła w nim do skoku, złożyła i wyciągnęła się w locie nad przeszkodą. Lądowanie miękkie, ale klacz zaparła się na widok drugiej przeszkody. Dziwnie wygięła się w najeździe do niej, sprawiając tym kobiecie nie małe problemy. Udało im się jednak względnie szybko naprostować do przeszkody akurat w odpowiednim miejscu, by wyjść zaraz do skoku i przefrunąć nad okserem na czysto. Po lądowaniu na lewo pojechali za dziewiątką, szybkim tempem i ostrzejszym zakrętem na trójkę. Dojechała do miejsca wybicia do przeszkody, by w nim wyjść do skoku i wykonać w locie baskil. Lądowanie na prawo, by pojechać po łuku na 4 przeszkodę. Po drodze jednak oczywiście wystąpiły obiekcję i problemy ze strony siwej. Nieco energiczniej najechały na przeszkodę, którą pokonały nieco na płasko ale bez większych trudności. Lądowanie i znowu dyskusja o władze w "związku", ale była to krótka rozmowa. Teraz czekał ich do pokonania szereg, gdzie szybszym tempem podjechały do członu 5a nad który wyszły do skoku. Klacz pofrunęła wyżej, lądując blisko i w tempie dojeżdżając do drugiego członu którego pokonała w dobrym stylu. Zmieniła nad nim jeszcze nogę, a po lądowaniu delikatna dyskusja. Po łuku najechały na okser numer 6, który stał na długiej ścianie. Spokojnie i z energią do niego dojechały, wybijając się w stosownym do tego miejscu. Przefrunęła nad nim na czysto, by wylądować na lewo i krótka dyskusja do 7. Jednak nie wpłynęła ona na jakoś skoku nad przeszkodą, a ten sam problem zaistniał przy najechaniu na 8. Jednak i ta przeszkoda pozostała nienaruszona przez nie. Po lądowaniu czekała ich ostatnia przeszkoda - dokładniej okser. Naprostowała się odpowiednio wcześnie do przeszkody, najeżdżając na nią aktywne. Wyszła ostatni raz do skoku nad ostatnią przeszkodę, składając nogi pod siebie i wyciągając cielsko w locie. Czysty skok, a po lądowaniu aktywne przekroczenie linii mety. Po wszystkim wróciły ponownie do stajni ostatni raz.Unannounced Pleasure - 2018-04-04, 23:30 Ostatniego dnia czekały go tylko ulubione skoki - od początku dnia wchodził za blondyną fucząc na nią i pokazując jaki to on jest lepszy.. bo jest. Rozgrzewka minęła we względnym spokoju, by finalnie został poproszony o ruszenie kłusem na parkur. Zapoznał się tam z przeszkodami i tylko pofuczał na nie, by zatrzymać się przy budce sędziowskiej, gdzie amazonka się ukłoniła i pogoniła go dalej. Na dźwięk dzwonka został poproszony o galop w który przeszedł i skierowany na bramki zaczął przejazd.
Przed jedynką skoncentrował na niej wzrok i na syknał kobiety wybił się ładnym, okrągłym baskillem. Płynne lądowanie i popędzili na okser, który pokonali równie gładko. Zakręt koło dziewiątki i czekała ich trójka, przed nią znów zebrał się w sobie, wystrzelił ku górze przy lądowaniu opadając na inną nogę. Dzięki temu bez problemu pokonał czwórkę by przygotować się na szereg - stacjonatę i okser.
Te stanowiły wyzwanie, lecz nie dla niego! W końcu to mistrz świata, serio! Przed pierwszą przeszkodą zaokrąglił się, skupił by silnie wybić się na wysokość i wylądować płasko tuż za stacjonatą. Tam skrócił swoje foule by pokonać drugą część szeregu i skierować się ze zmianą nogi na szóstkę. Przed 6 znów skupił się na pomocach kobiety i wybił się całkiem przyzwoicie, choć trochę spłaszczył owy skok, podobnie z resztą jak siódemkę. Tutaj wydłużył lot i wylądował płynnie trochę dalej, kierując się całkiem ostro na ósemkę. Takie zagrania były niebezpieczne, lecz ogier świetnie sobie poradził wykonując ładny skok i gnając szybko na okser z numerem dziewięć. Przed nim znów skrócił foule i zebrał się w sobie wybijając silnie i pokonując przeszkodę z ładny baskillem i bez zrzutki. Zaraz po tym minął linię mety i w blondi wyjechał z parkuru.Social Security - 2018-04-04, 23:44
Drugi dzień zawodów przywitał go próbą terenową. Cóż, ogier uwielbiał wyzwania i tereny, otwarte przestrzenie i lasy, więc był bardzo zaabsorbowany wyczekiwaniem na swój start. Ponadto Social był dzisiaj oznaką energii i żywotności, wszędzie było go pełno, chciał już, teraz, zaraz wyjść i biec przed siebie. Dzieciak.
Po rozgrzewce i kilku chwilach rozluźnienia wreszcie udali się na start, niby to Oliver chciał od niego kłusu, Security starał się za to ten kłus maksymalnie przyspieszyć, byle tylko do startu. Po dojechaniu do linii od razu ruszyli galopem z lewej nogi, Social pokazał na co go stać i chętnie wytorpedował wprzód czując, że ma odciążony kręgosłup i nikt go po nim nie "klepie", co tylko go zachęciło do działania. Dojechał do pierwszej przeszkody i niemal zachłannie pokonał ją susem, nie zwracając uwagi na to, że z jeźdźcem coś się działo, ba, nie odczuwał za bardzo jeszcze jego dolegliwości, zamiast tego po wylądowaniu ruszył dalej zachowując pełną energiczność sprzed skoku. Kilka zdecydowanie dłuższych chwil zajęło im dojechanie do drugiej kłody, jednak Social w tym czasie mógł się na spokojnie wyszaleć, niby bez przesady, ale zawsze była to dla niego niezła rozrywka na łonie natury. Sama przeszkoda była kolorowa, jednak nie na tyle pstrokata i jaskrawa, by ogier się czegoś w niej wystraszył, zobaczył ją dużo wcześniej i wcale nie wyglądała ona niczym strach na wróble. Dlatego z wielką ochotą podszedł do skoku, wspierany pomocami jeźdźca, mając niemal podyktowany najazd i przefrunął nad nią bez większego problemu, w końcu tor był również skonstruowany dla takich żółtodziobów jak on. Dalej ustabilizował swoje tempo, zrównał je z oczekiwaniami jeźdźca i szedł śmiało naprzód do kolejnej przeszkody.
Owszem, trójka była może inna niż dwie poprzednie, jednak ogier widział już wiele podstawowych przeszkód i ta wydawała mu się znajoma, to też nie miał zawahań przed samym najazdem. Ogier wyrównał przed tym dzikim okserem i wybił się w stosownej odległości, pilnując ułożenia kończyn, bo tak jak uważał, były one zdradliwe i lubiły wszystko zachłannie tykać i zrzucać, a tego dzisiaj zdecydowanie nie chciał, uczucie dla niego całkowicie niedobre i zdecydowanie niepożądane. Wylądował na prawą nogę i leciał dalej, widząc po prowadzącej go drodze, że musi wykonać niemal pętlę, żeby dostać się do czwórki. W międzyczasie starał się ustabilizować tempo na łuku, by się nie poślizgnąć, czy względnie oszczędzić sobie cierpienia w postaci jakiegoś ostrego kamienia, zdecydowanie jeździec lepiej to widział, więc może udawało mu się obierać taką trasę, żeby nic się nie zadziało. Po takiej przebieżce dostanie półparady od Olivera było niemal otrzeźwiające, ogier od razu skupił na nim swoją uwagę i najechał na przeszkodę czujnie słuchając swojego człowieka. Czwórka nie sprawiła im większego problemu, ogier standardowo przeleciał nad przeszkodą, z zadowoleniem po wylądowaniu strzelił ogonem i poleciał dalej. Zatoczył łuk by dostać się do dalszych wyzwań na swojej trasie, obecnie szło mu całkiem nieźle i był zadowolony z przebiegu swojej wędrówki. Dojechali do do dwuetapowej przeszkody i o ile ogier chętnie pokonał pierwszy człon, dość lekko wybijając się do skoku z racji, że tę odległość potrafił sobie wymierzyć, o tyle po wylądowaniu i zobaczeniu, że jednak naprawdę ma wgalopować w wodę, zaczął się buntować i zręcznie wyrywać umykając w bok, byle dalej od wody. Dopiero po bardziej stanowczej ingerencji ze strony jeźdźca, zamknięciu go w pomocach, ogier ruszył niechętnie galopem przez wodę, dając znać o swoim niezadowoleniu wielokrotnie podczas tej przeprawy. Wychodząc na brzeg próbował jeszcze zerwać kontakt, odmówić współpracy, jednak dalsza otwarta przestrzeń szybko zniechęciła go do podejmowania dalszych kroków ku tej destrukcji i wyrwał przed siebie do przeszkody z numerem szóstym, która znajdowała się już tuż tuż. Była to dość niska przeszkoda, która mogła nieźle zmylić, ze względu na swój kształt i tym razem jego skok mógł mieć spory zapas wzdłuż i wzwyż, końcowo jednak i za tą przeszkodą udało mu się bezpiecznie wylądować. Do siódemki dzielił ich spory dystans, dlatego też ogier pozwolił sobie na szybsze tempo nie widząc protestów ze stroju jeźdźca. Zresztą, to pozwalało mu się w pełni odstresować po poprzednim starciu z wodą, dlatego też ochoczo leciał dalej, byle najdalej od tamtego miejsca. Z racji, że zbliżali się do siódemki, a ogier był po dłuższej gonitwie bez większych poleceń, odczuł półparadę i powrót jeźdźca w siodło, zastrzygł w jego kierunku uchem i zaczął najazd na przeszkodę. Nie była ona jakaś specjalnie straszna, choć kolejna kolorowa, a w tym przypadku niekoniecznie przypadła Socialowi do gustu. Nie marudził jednak, skupiając się na tym, by ją wyjechać i lecieć dalej, dlatego też oddał dokładny skok nad przeszkodą, lądując dość miękko po drugiej jej stronie bez żadnego uszczerbku, czy ruszenia czegokolwiek co wiązało się z przeszkodą.
Dojeżdżając do ósmej przeszkody nie widział jeszcze zbytnio co go czeka, oczywiście prócz pierwszej części przeszkody, która nie wydawała mu się wcale straszna, czy jakaś przejmująca. Elegancko wykonał najazd i przeskoczył ósemkę, by zaraz dojechać do jej drugiej części, która okazała się rowem, tutaj pojawił się moment zwątpienia i wielkiej nieufności względem tego co miał przed sobą. Oczywiście, miał jeszcze chwilę na "zaprzyjaźnienie się" z tym dziwactwem, jednak już był niemal u jej krawędzi. Wspierany przez jeźdźca końcowo oddał skok, pokonując rów, jednak był to dość koślawy i nieumiejętny wyskok, który jednak zaowocował wylądowanie na płaskim po drugiej stronie, a to dla ogiera było w tej chwili najważniejsze. Dobił jeszcze na szybcika do dziewiątki, która teraz była dla niego miłą przeszkodą względem której nie miał żadnej obiekcji, dlatego też i nad nią oddał skok, przelatując wyżej, ale za to krócej, gdyż sama przeszkoda specjalnie wydłużona nie była.
Po dziewiątce zmienił nogę za sprawą Olivera, co dało mu niejakie wytchnienie, gdyż mógł równomiernie dociążyć drugą, pozwalając poprzedniej trochę odpocząć w prowadzeniu, na co wpływ też miała jedna strona ciała. Nie robiło to ogierowi znacznej różnicy na którą nogę teraz leci, jednak było to niejakie urozmaicenie i odciążenie. Kolejny raz do następnej przeszkody mieli całą masę czasu, więc pozwolono ogierowi się trochę rozhulać na trasie i lecieć niemal wedle uznania. Dopiero przy zbliżaniu się odczuł próby zwolnienia go i w sumie nie kłócił się, a zwolnił i wyrównał tempo, tak, by łatwiej było im pracować i najechać na dziesiątkę. Bodyquard szedł żwawo i chętnie, wyskok wykonał od łydki, wymierzając dłuższy niż wyższy sus, aby po chwili znaleźć się po drugiej stronie przeszkody wracając do poprzedniego rytmu. Trasa do jedenastej również nie była jakoś specjalnie długa, to też ogier niezbyt wiele zmieniał w swoim tempie. Sama przeszkoda okazała się dla niego już dobrze znana, najazd wykonał chętnie, sam skok przebiegł płynnie, a po ogierze widać było pewność siebie przy przeskakiwaniu owej przeszkody. Tak to już jest, że gdy coś się dobrze zna, to i nie jest to ani trochę straszne.
Im dalej w las tym więcej przeszkód zaczęło pojawiać się na ich drodze. Do dwuetapowej dwunastki dojechali szybko, jednak ogier na widok ilości przeszkód z automatu zrobił się trochę nieufny, dzisiaj już dwa razy z takimi miał nieciekawą sytuację. Wykonał najazd na pierwszą dwunastkę i dynamicznie oddał nad nią skok, standardowo utrzymując nogi w kombinacji najpierw podkurczone przody, wyciągnięte tyły i odpowiednia w czasie, płynna zmiana z wyciągnięciem przodów do lądowania i podkurczeniem tyłów, by nie zostały na przeszkodzie, kolejne miękkie lądowanie w jego karierze zostało zaliczone. Dojeżdżając do drugiej części przeszkody wsparł się na jeźdźcu, któremu musiał po prostu zawierzyć, lub zacząć panikować. Jednak po zobaczeniu, że ma po prostu odskoczyć w dół uznał, że jednak nie jest to aż tak straszne jak wcześniejsza woda, czy rów, więc tym razem chętniej pokonał i tę trudność stojącą mu na drodze. Trzynasta przeszkoda zbliżała się nieubłaganie, zresztą mieli do niej bardzo mały dystans, dlatego też ogier najechał pewniej dopiero po zamknięciu go w pomocach, inaczej mogłoby się to skończyć wyłamaniem z jego strony, gdyż nie za bardzo widział mu się skon nad tą przeszkodą. Mimo wszystko dzięki podyktowanemu najazdowi udało mu się i tę przeszkodę przeskoczyć, tym samym będąc już na ostatniej prostej do mety. Zaczął lecieć wprzód na pewniaka mając przed sobą czternastkę, która była po prostu przeszkodą stworzoną bardziej na skoki wzdłuż. Ogier widział ją już dużo wcześniej, więc w jego głowie zdążył powstać plan na jej pokonanie i tak własnie się stało, odbił się niezbyt wysoko, stawiając w pełni na wydłużeniu sylwetki i lecąc tak, byle nie dotknąć żadnego elementu, byle się nie wystraszyć. Dopiero po wylądowaniu z zadowoleniem zaczął gonitwę do ostatniej już na dzisiaj zmory i ze względu na jego szybsze tempo, znalezienie się w jej pobliżu nie zajęło mu wiele czasu. Ogierowi przypominała ona jakiś dziwaczny krzak, jednak nie miał zamiaru długo się nad tym zastanawiać, tylko zobaczyć co jest po drugiej stronie. Z mocną ekspresją najechał na przeszkodę i w kilka chwil wylądował na ziemi tuż za nią i zaczął wyrywać się wprzód, galopując już tylko do samej mety, zostawiając za sobą wszystkie dzisiejsze trudy i zmagania. Minął celowniki i z zadowoleniem strzelił z tyłów na sam koniec swojej pracy.
Za sprawą Olivera zwolnił do kłusa i pochodził tak przez dłuższy czas, żeby mięśnie zdążyły przestawić się z trybu bardzo wymagającej pracy w ciągłym galopie. Dopiero, gdy był porządnie rozkłusowany przeszedł w stęp, a następnie zatrzymał się całkowicie, by jeździec mógł z niego zejść i rozstępować go w ręku na sam koniec dzisiejszego dnia.