To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Biegalnia - Biegalnia

Abaddon - 2019-03-21, 23:00

Naturalną koleją rzeczy było to, że w końcu zaczął ignorować ruszające się pod wpływywem jego ruchu ciała strzemiona, niezależnie od tego, co robił i w jakim chodzie się poruszał.
Zwolnił do stępa i jeszcze bardziej obniżył łeb, dwukrotnie przy tym parskając. Zmiana trzymającego lonże nie umknęła uwadze ogiera, któremu jednak było wszystko jedno w tej kwestii. Chętnie zatrzymał się, traktując to jako chwilę na odetchnięcie. Był młody i pełny energii, ale nie miał wypracowanej kondycji, przez co już w tym momencie odczuwał małe zmęczenie.
Zatrzymał się i wzrokiem podążał za Oliverem, któremu zwracał zdecydowanie więcej uwagi jak pomocnikowi. Opuszczanie strzemion nie zrobiło na nim większego wrażenia, więc w spokoju stał, rozkoszując się przez chwilę smakołykiem. Nie za bardzo wiedział jeszcze, co kombinował mężczyzna, ale nie stresował się tym, że stał obok niego na schodkach. Dopiero na ucisk zareagował skierowaniem uszu w tył, nasłuchując co takiego robi Oliver.

Oliver Pelerieux - 2019-03-22, 10:19

Kolejnym krokiem było wsadzenie stopy w strzemię. Oczywiście nie wsadziłem jej za głęboko, żeby w razie potrzeby móc szybko wyjąć nogę. Lekko nacisnąłem na strzemię, oswajając konia z kolejną nowinką i cały czas do niego mówiąc, co jak zauważyłem, dotąd przynosiło całkiem dobre efekty. Jeśli stał w miarę spokojnie, choćby spięty, w końcu odepchnąłem się drugą nogą od schodków, ostrożnie przełożyłem ją nad zadem konia i za moment znalazłem się w siodle, lekko w nim zasiadając i szybko odnajdując strzemię po drugiej stronie.
Pewnie można było to rozbijać na jeszcze mniejsze kroki, ale Abaddon zachowywał się na tyle dobrze, że nie miałem oporów przed robieniem szybkich postępów. Jeśli nie "wybuchł" w tej chwili, to od razu zacząłem go nagradzać, głaszcząc go z siodła po szyi, a nawet dając mu smakołyk, choć ręką pomocnika, bo wolałem się tak mocno nie wychylać i nie kręcić w siodle. W stój zaakceptowanie jeźdźca chyba nie było ciężkie, tym bardziej, że kasztan nie miał zbyt dużego pola manewru - pomocnik wciąż trzymał go krótko i nie pozwalał za bardzo na to, by gdzieś poszedł, ale za chwilę poszliśmy krok dalej, czyli pomocnik odesłał Abaddona na koło, zupełnie tak, jakby chciał go lonżować. Ja póki co tylko siedziałem, trzymając wodze tylko po to, żeby nie wisiały luźno z końskiej szyi. Nie dawałem na razie koniowi żadnych łydek, jedynie podążałem biodrami za jego ruchem w stępie, który egzekwował pomocnik. Dobrze wiedział, co robić - jego głównym zadaniem było zadbanie, by koń szedł cały czas do przodu i pod żadnym pozorem się nie zatrzymywał, ani tym bardziej nie cofał, w czym pomagał mu bat.

Abaddon - 2019-03-26, 17:54

Czując nacisk na strzemię, Abbadon przeniósł swój ciężar ciała w taki sposób, jakby chciał już ruszyć naprzód, ale w ostatnim momencie jakby zrezygnował z tego posunięcia, decydując się na dalsze stanie w miejscu. Nieco zniecierpliwiony podrzucił łbem, przeżuwając po tym wędzidło. Podczas procesu wsiadania dalej nasłuchiwał Olivera, jeszcze niekoniecznie wiedząc, że ten planuje zasiąść na jego grzbiecie.
Kiedy to już nastąpiło, kasztan spiął się, co tak prawiony jeździec z pewnością wyczuł. Nie miało to jednak nic wspólnego ze strachem, przez pierwsze chwile ogier powoli zaznajamiał się z zaistniałą i jak dotąd obcą dla niego sytuacją. Jego trema zmniejszyła się, gdy zaczął być chwalony, a przed przyjęciem smakołyka westchnął głośno, spuszczając z siebie sporo powietrza. Bez oporów ruszył, kiedy tylko pomocnik rozwinął lonże i wysłał na koło, nieśpiesznie i ostrożnie stawiając kroki.

Oliver Pelerieux - 2019-03-27, 10:52

Zrobiliśmy w stępie ze trzy koła, po których kiwnąłem porozumiewawczo głową w stronę pomocnika. Ten po chwili poprosił Abaddona o kłus, wydając komendę głosową, a także mową ciała zachęcając konia do ruszenia wyższym chodem, tak, jak miało to miejsce ostatnim razem. W tym samym momencie dałem koniowi lekką łydkę, powoli zaczynając go uczyć właściwego związku z owym sygnałem, a z komendami wydawanymi z ziemi, dzięki czemu kasztanowi powinno być łatwiej zrozumieć sens łydek. Gdy ruszył, zacząłem anglezować. Oczywiście nie zapomniałem też pochwalić konia, jeśli jego reakcja była dobra. Podobnie jak w stępie, razem z pomocnikiem oczekiwaliśmy tylko paru, naprawdę niewielu okrążeń kłusem. Jeśli Abaddon pozostał grzeczny, szybko się z tym uwinęliśmy; jeśli jednak znowu zerwał się galopem z baranami, albo zaczął się cofać, co mogło się przecież wydarzyć, to zarówno moim, jak i pomocnika celem było wymuszenie na Abaddonie ruchu do przodu, co generalnie zawsze zapobiegało niebezpieczeństwu w postaci wywrotki z koniem czy baranów nie do wysiedzenia. To ostatnie już leżało w mojej kwestii, ale z pomocą z ziemi, która w takiej sytuacji konia poganiała, miałem trochę większe szanse. Choć może wcale nie musiałem testować swojej przyczepności. :lol:
Abaddon - 2019-03-28, 19:49

Podczas tych trzech kół spokojnie stępował, czasami decydując się delikatnie łbem. Wzorowo zachowywał się w tych pierwszych chwilach pod jeźdźcem, nie tracąc jednak czujności. Dzięki jego wyczuleniu ogier momentalnie zareagował na wydaną przez pomocnika komendę połączoną z dodaną łydkę, może nawet zbyt gwałtownie przechodząc do kłusa. Być może właśnie ściśnięcie jego boków spowodowało, że zrobił to nieco chaotycznie. Niezbyt przyjemnie wybijał chłopaka, będąc cały spięty u góry z wiadomych przyczyn. Kasztan zdawał się wyjątkowo opanowany, nie zapowiadało się nawet na to, że znowu zacznie wariować jak bez jeźdźca, choć ich trening nie dobiegł jeszcze końca i wszystko było możliwe.
Oliver Pelerieux - 2019-03-29, 00:02

Po trzech okrążeniach kłusem pomocnik zwolnił ogiera do stępa, wydając mu stosowną komendę. Wspomogłem ją swoim głosem, a gdy ogier zmienił chód na niższy, usiadłem spokojnie w siodle i pogłaskałem go po szyi. Czułem, że był okropnie spięty, ale mimo wszystko byłem zadowolony z jego reakcji. Jeszcze przez chwilę gładziłem go po szyi z uśmiechem na twarzy, po czym zmieniliśmy kierunek, by w drugą stronę również chwilę postępować i pokłusować. Ponownie były to dosłownie trzy okrążenia w obu tych chodach, bo dzisiaj i tak zrobiliśmy ogromny krok do przodu w temacie zajazdki. Kolejnym razem chciałem dodać do tego galop, a następnym prawdopodobnie wsiąść już samemu, bez lonży.
Jeśli tym razem również nie wydarzyło się nic "ciekawego", to po skończonym kłusie i pochwale zaczęliśmy stępować wzdłuż ścian. Wciąż siedziałem w siodle, a pomocnik prowadził konia, choć udawałem, że to ja "steruję", cichaczem wprowadzając kolejny element, który nie przeszkadzał w rozstępowywaniu konia, czyli reakcję na łydkę. Dlatego też podczas stępa zatrzymywaliśmy się parę razy (póki co wyłącznie z inicjatywy pomocnika), ale o ruszaniu decydowałem już ja, dając koniowi lekką łydkę w połączeniu z komendą głosową.

Abaddon - 2019-03-31, 18:12

Tym razem już w miarę płynnie i sprawniej przeszedł z powrotem do stępa, zachęcony do tego przez dwóch mężczyzn. Jak na takiego młodego konia był wyjątkowo karny, wynikało to pewnie z systemu nagradzania go, który go w pełni satysfakcjonował i motywował do współpracy z ludźmi. Dotyk Olivera koił stres, który powoli opadał, ale dalej towarzyszył ogierowi.
Po zmianie kierunku jazdy, wszystko szło zgodnie z planem, pomijając jedno potknięcie konia podczas kłusowania, które na moment wybiło go z rytmu, ale nie miało jakiś poważniejszych skutków. Stępując wzdłuż ścian, również zachowywał się przyzwoicie, wzrokiem ogarniając wnętrze hali. Jego uwadze nie umknęła też praca łydek mężczyzny, która w przyszłości miała stać się nieodzownym elementem podczas treningów. Powoli nawet zaczynał kojarzyć, że przy ruszeniu ze stój Oliver ściskał jego boki, chociaż by w pełni reagować na tę pomoc musiało minąć jeszcze dużo czasu.

Oliver Pelerieux - 2019-04-02, 18:33

Pochwałami pomagałem Abaddonowi w zrozumieniu łydki i na tym spędziliśmy kolejne minuty, aż wreszcie przy kolejnym zatrzymaniu zdecydowałem się zsiąść. Zrobiłem to sprawnie, nie chcąc niepotrzebnie kusić losu i pogłaskałem konia po szyi, po czym przejąłem go i wyprowadziłem z powrotem do stajni. /zt
Abaddon - 2019-04-02, 20:20

Ta wstępna zajazdka była chyba najnudniejszą w karierze Olivera, ale najważniejsze, że nie było żadnych niebezpiecznych sytuacji.
Ostatnie minuty na biegalni spędził stępując skupiony na swoich towarzyszach, bo w sumie nic innego nie było na tyle interesujące, by zwracać sobie tym głowę. Finalnie zatrzymał się i po zejściu mężczyzny od razu chciał ruszyć przed siebie, przed czym powstrzymał go pomocnik. Po pogłaskaniu go po szyi, we trójkę opuścili budynek. zt/

Adele - 2019-05-16, 20:52

W związku z tym, że do stajni zawędrowała w godzinie szczytu, podczas której wiele par trenowało w najróżniejszych miejsach obiektu, nie chcąc nikomu przeszkadzać swoim luźnym treningiem z ziemi, udała się z Naughty Boy'em na biegalnię. Wcześniej naturalnie uprzedziła i zapytała stajennych, czy jest to możliwe, ale otrzymując informację, że nie istnieją żadne przeciwwskazania, to właśnie tą pustą halę wybrała jako miejsce na ich wspólny czas. Po dojściu na miejsce, wprowadzeniu izabelowatego do środka i szczelnym zamknięciu drzwi i bandy, trochę zmieniła standardową procedurę, nie ruszając w trasę z Gortatem u boku celem oprowadzenia go, a zwyczajnie odpięła lonżę od jego ogłowia i odeszła kawałek, pozwalając, by sam trochę poeksplorował (raczej?) nowe miejsce. Nie przeszkadzała mu za bardzo w zwiedzaniu, no chyba, że potrzebował zachęty - wówczas cmoknęła doń zachęcająco, licząc, że to wystarczy aby przekonać go do zainteresowania się dalszymi częściami niewielkiej hali.
Naughty Boy - 2019-05-16, 21:04

Biegalnia nie była dla niego nowym miejscem, ponadto kojarzyła mu się na ogół z błogim lenistwem i możliwością wyszalenia się, więc z radością odebrał przyjście właśnie tutaj. Byli sami, co dodawało mu jeszcze więcej uwagi - po spuszczeniu z lonży, tylko popatrzył chwilę na Adele, jakby upewniwszy się, że mama potem nie będzie krzyczeć, by po chwili ruszyć sprężystym kłusem dookoła hali z nosem przy ziemi, po zaledwie kilkunastu metrach puszczając się galopem, w trakcie którego nie szczędził wszelkich szaleństw, baranków, podskoków i co mu tam jeszcze do głowy przyszło.
Adele - 2019-05-16, 21:14

Nie przeszkadzała kucykowi w szaleństwach, pozwalając wybiegać się do woli i w ogóle nie ingerując w jego herezje i swawole - z początku jedynie wnikliwie mu się przyglądała, uśmiechając lekko w związku z tym pociesznym widokiem. Wkrótce jednak sama się czymś w końcu zajęła, rzucając na ziemię dwa pojedyncze drągi wraz z koziołkami, nie wiedząc jeszcze sama, do czego zmierza, ale uznając że może w którymś momencie treningu im się one przydadzą. W każdym razie, kiedy minęło już trochę czasu i Adele zaczęła zauważać, że kucyk powoli zaczyna się uspokajać, zagwizdała na niego najgłośniej jak tylko potrafiła, przy okazji wyciągając w jego kierunku otwartą dłoń z całą marchewką. Nie była pewna, czy taka prymitywna metoda na przywołanie go zadziała, ale miała dużo czasu, więc była gotowa równie dobrze cierpliwie czekać na niego tyle, ile miało to być konieczne.
Naughty Boy - 2019-05-16, 22:34

Z kolei jemu nie przeszkadzało spojrzenie Adele, o której momentalnie zapomniał, obiegając całą halę w zawrotnym tempie. Na razie nie w głowie było mu przypominać sobie o właścicielce; kiedy zmęczył się galopem, czy momentami może nawet cwałem, zwolnił do kłusa, z wysoko uniesionym u nasady ogonem krążąc wokół siedemnastolatki, której poczynania bacznie obserwował. Na gwizdanie nastawił uszu, by na widok marchewki wręcz przygalopować do niej. W porę zahamowawszy, zgarnął delikatnie warzywo i zjadł je pospiesznie, w następnej kolejności ciekawie podejść do ułożonych drągów, jeden z nich trącając kopytem tak, aby spadł z koziołka na ziemię.
Adele - 2019-05-16, 22:39

Wyraźnie rozbawiona zachowaniem kucyka, któremu najwyraźniej energii nie brakowało pomimo powrotu do regularnych i dość intensywnych treningów, przyglądała mu się uważnie. Momentami obawiała się, że ją staranuje, zwłaszcza, gdy w ostatnim momencie zdecydował się wyhamować celem zgarnięcia warzywa z jej dłoni, ale była całkiem bezsilna wobec tych jego wygłupów, tak więc nijak nie reagowała, gotowa w razie czego iść z nim na solo, bo co innego miałaby zrobić z ogierem pędzącym na nią w prostej linii. Zaraz jednak ruszył w stronę drągów, co również bacznie obserwowała.
- Aha, dzięki? - rzuciła z wyrzutem w głosie, marszcząc brwi. Gwizdnęła raz jeszcze. - No chodź tu, Wardęga - zaapelowała, cofając się o krok lub dwa, pewnie tylko po to, żeby zostać olana, ale nadzieja umiera ostatnia, już trudno, najwyżej znów dojdzie do przekupstwa jedzeniem.

Naughty Boy - 2019-05-16, 22:55

Energii raczej przed długi czas nie miało mu zabraknąć. Co prawda nie był już najmłodszy, ale dalej posiadał jej wielkie pokłady, których teraz mógł wyzbywać się w najbardziej beztroski sposób. Miał w końcu całą biegalnię dla siebie i aż głupio byłoby tego nie wykorzystać!
Spojrzał tylko na nią, kiedy ta zaczęła mu robić wyrzuty. Zapewne, gdyby tylko zrozumiał, w jaki sposób go określiła, strzeliłby teatralnego focha i jeszcze wypiął się na nią, ale na szczęście nie był w stanie zrozumieć, o co jej chodziło i naiwnie podszedł do niej w reakcji na gwizdanie, pysk zaraz wciskając w dłonie w poszukiwaniu jakichś smakołyków. No, przyszedł, gdzie nagroda? Przecież zasłużył!



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group