Licorne - 2019-10-05, 13:09 Po wejściu na halę zauważyła, że nikogo poza nimi na niej nie ma, ale to na szczęście nie był czynnik, który mógłby im przeszkadzać w pracy. Licorne była dosyć niezależna, a poza tym po prostu pewnie czuła się przy swoim właścicielu, więc niczyje towarzystwo więcej nie było jej podczas treningu potrzebne.
Cierpliwie dała się dosiąść, po czym ruszyła stępem w odpowiedzi na łydkę. Chociaż był jej mocną stroną, to i tak potrzebowała chwili na rozruszanie się pod siodłem. Stąd też jej początkowe kroki nie były tak wydajne i elastyczne jak normalnie, ale pozytywne zmiany zaczęły nadchodzić bardzo szybko, bo Licorne miała bardzo dobrą wewnętrzną równowagę, to jest równowagę ducha, dzięki czemu nie rozpraszała się zanadto otoczeniem i nie przeżywała wszystkiego po stokroć. W sumie niedziwne biorąc pod uwagę geny. Noszenie jeźdźca na grzbiecie również nie było dla niej już niczym dziwnym, więc mogli się skupić na pracy samej w sobie.
Po paru okrążeniach sama z siebie opuściła lekko szyję, rozluźniając się, gdy już nabrała przekonania, że na hali na pewno nie dzieje się nic interesującego. Stępowała aktywnie, tym bardziej, że jeździec zachęcał ją do tego dosiadem i łydkami, które dodatkowo pomagały jej pokonywać zakręty. Z łagodnymi łukami nie miała problemów, właściwie "ujeździła" się dość szybko i bezboleśnie, natomiast pracy wciąż wymagała jej równowaga i siła, dzięki którym Licorne mogłaby lepiej wydłużać krok, swobodniej poruszać się w kontrgalopie czy płynniej wykonywać ustępowania, z czym na ten moment spotykali się na czworobokach.Luke - 2019-10-11, 00:28 Rzecz jasna miał pewien plan na Licorne i jej rozwój treningowy, ale próżno było w nim szukać pośpiechu każącego jak najszybciej wchodzić do coraz wyższych klas pod kątem wykonywanych elementów. "Robił" ją dla siebie i wiązał z nią duże nadzieje sportowe, a zarówno doświadczenie, jak i opinie największych jego autorytetów w świecie ujeżdżenia mówiły mu, że naprawdę trzeba dużo czasu, aby młody koń mógł dorosnąć fizycznie i psychicznie, aby właśnie powoli nabierał siły mającej w przyszłości pozwolić mu na odnalezienie się w trudniejszych zadaniach. Stąd też rzeczywiście nie uczył jej na razie niczego nowego, za to dbał o dobrą gimnastykę ułatwiającą odnalezienie równowagi i szlifował przejścia oraz znane elementy w różnych kombinacjach. Dzięki temu, a także lonżowaniu, wyprawach w teren i odpowiedniej ilości dni przerwy w tygodniu najlepiej dbał o zrównoważony rozwój podopiecznej - a przynajmniej takie miał właśnie intencje.
Jak zwykle na początku nastawiał ją na odbiór subtelnych pomocy do zatrzymania po półparadzie. Działał w głównej mierze dosiadem, dociążając karą i zatrzymując przepływ ruchu, co tylko wykańczał elastycznym i krótkim zamknięciem wodzy. Powtarzał je z początku często, jeśli trzeba było obudzić uwagę kopytnej na przygotowanie i później paradę, kiedy zatrzymania wychodziły płynnie pojawiały się już rzadziej, a przy tych eleganckich, co kontrolował zerkaniem w lustra w stój, chwalił ją głosem i klepał. Aby czymś jeszcze wypełnić czas stępa, kilka razy poprosił ją o krótkie ustępowanie, zawsze z linii ćwiartkowej w stronę ściany. Zwracał uwagę na prawidłowy balans u siebie i brak napięcia przy przesuwaniu przeciwnej do kierunku ruchu łydki za popręg, miał też przy tym już troszkę wyraźniej nabrane wodze choć to dopiero po podciągnięciu popręgu rzeczywiście je skrócił do takiej optymalnej na początek długości. Jego następnym ruchem był lekki acz zdecydowany impuls do zakłusowania. Mężczyzna od razu zaczął anglezować, kontrolując poprawność nogi. Miał wyprostowaną postawę, elastyczne, stabilne ręce i pewne oparcie w strzemionach, a mimo to jego nogi swobodnie oplatały boki Licorne. Łydką wewnętrzną najeżdżał ją na prowadzenie na pewnym kontakcie, jednocześnie motywując zadek do pracy. Mięśnie krzyża pomagały mu w kontrolowaniu tempa, podobnie jak półparady. Do początku rozkłusowania jak zwykle należały wszelkie łuki i zmiany kierunku, podczas których starał się jechać Księżniczkę do przodu, otwartą i możliwie lekką, przy tym zachęcając ją do zaokrąglania sylwetki - pchania się zadem, uwypuklania pleców i wypuszczania okrągłej szyi w dół i nieco do przodu.Licorne - 2019-10-18, 20:46 Ze względu na to, że Licorne niemal od początku współpracowała wyłącznie z Luczkiem, to właśnie na jego sygnały potrafiła odpowiadać najlepiej. Niewątpliwie była to zaleta tego układu, bo kara doskonale wiedziała, co jej jeździec miał na myśli, natomiast Luke nie musiał szukać "klucza" do Licorne, bo sam najlepiej wiedział, co i jak działa. Nie zmienia to jednak faktu, że kara była początkującym koniem, więc nie sprawiało to, że mieli mniej pracy. Była po prostu trochę łatwiejsza.
W związku z powyższym nie potrzebowała odświeżenia reakcji na pomoce do zatrzymania - już za pierwszym razem wykonała je od razu, choć może niezbyt starannie, czasem po prostu jeszcze stając krzywo, głównie ze względu na budującą się równowagę. Dobre jednak było to, że cierpliwie czekała w miejscu na wznowienie stępa, nie próbując robić tego na własną rękę. Nie było to też ćwiczenie, które by ją denerwowało, więc zachowywała spokój i relaks, nie usztywniając się ani nie komplikując tego zadania.
Bardziej kłopotliwe okazały się wspomniane już ustępowania, co wynikało stąd, że Licorne po prostu dość opornie chwytała ten rodzaj działania łydki - wiedziała już, o co mniej więcej chodzi, lecz jej odpowiedź/reakcję trudno było nazwać stabilną. Czasem była zbyt słaba, a czasem wręcz przeciwnie, zbyt mocna, co brało się stąd, że przy większej ilości czynników wchodzących w wykonanie zadania, zdarzało jej się znikać z kontaktu czy pływać między pomocami. Oczywiście przy odpowiednim dopilnowaniu tego, cierpliwości i konsekwencji, te ustępowania miały ręce i nogi.
Do kłusa natomiast przeszła ochoczo, mając w sobie taką wewnętrzną chęć do ruchu naprzód, więc Luke nie musiał się siłować by uzyskać dobre, bazowe tempo. Jako, że było to niewymuszone, to szła przy tym lekko i swobodnie, naprawdę starając się wykonywać swoje zadanie dobrze, a więc podążała za sugestiami jeźdźca i w efekcie dążyła do niższego ustawienia na długiej, lekko zaokrąglonej szyi, przy czym angażowała zad.Drew Pascail - 2019-11-10, 21:17 [quote="Volano"].../quote]
Drew zauważył, że w miarę wykonywania ćwiczeń w kłusie Volano nie tyle bardziej się uspokaja, co bardziej skupia i angażuje w ćwiczenia, co zaowocowało większą plastycznością podczas wykręcania figur, a co dawało Drew powody do zadowolenia. Nie podejrzewał, że Volano planuje jakąś zemstę, tylko ze względu na wcześniejsze zwolnienie do stępa. Po odpowiedniej rozgrzewce w kłusie Drew posłał mu pomoce do zagalopowania, przygotowując się jednocześnie, do ewentualnego przytrzymania Volano w tempie, jeśli zaistniałaby taka potrzeba. Przez pierwsze dwie foule po zagalopowaniu było wszystko okej, potem jednak karosz podrzucił zadem, oddając z niego, skutecznie burząc równowagę Drew, aby pogalopować energiczniej galopem, podczas gdy Drew starał się odzyskać tę równowagę. Chociaż faktycznie nim zabujało udało mu się dość sprawnie odzyskać równowagę w siodle. Usiadł głębiej w nim, żeby mieć większą kontrolę nad ogierem i ułatwić sobie zachowanie równowagi, gdyby Volano znowu coś szalonego przyszło do głowy, po czym skoncentrował się na zwolnieniu go do nieco spokojniejszego tempa, w razie potrzeby zabierając go na mniejsze koło. Nie kazał mu się wlec, galop miał być aktywny, ale w pewnych granicach. Volano miał swoją zemstę, Drew swoją, pytanie czy kary nadal chciał się w to bawić?
Kręcąc się dalej pod ścianami Drew dał Volano nieco więcej luzu na wodzy, pilnując go jednak z pomocą łydek i dosiadu, chcąc, aby Volano się rozluźnił, a przy tym zachowywał to aktywne, ale spokojniejsze od poprzedniego tempo. Dla urozmaicenia zmieniali kierunek jazdy przez przekątną, a kiedy Drew uznał, że Volano jest wystarczająco rozluźniony w galopie stopniowo nabrał wodzy na kontakt, wchodząc z nim na wyższe ustawienie. Wkrótce też zaczęli wykręcać figury, zaczynając od większego koła, na którym Pascail cofnął zewnętrzną łydkę za popręg, aby pilnowała zadu, wyginając hanowera od wewnętrznej, zewnętrzną wodzą działał stabilizująco i ograniczająco, wewnętrzną wodzą zapewniając miękkie ustawienie ogiera do wewnątrz. Po zamknięciu tego koła, i zjechaniu wkrótce potem pod krótką ścianę hali tam rozpoczęli wykręcanie mniejszego, a później wykręcili jeszcze serpentynę, aby zmienić kierunek jazdy przez przekątną i powtórzyć ćwiczenia na figurach na drugą stronę.Luke - 2020-01-06, 17:37 Chociaż nie wydawało się to czymś szalenie ciekawym i urozmaiconym, Luke lubił jeździć swoje młode konie. Podchodził do nich zawsze z ogromną cierpliwością i nigdy nie stawiał ich przed zbyt trudnymi zadaniami. Na co dzień jeździł z nimi też sporo w tereny, kondycyjnie i po górkach, tak aby ich mięśnie jak najlepiej się rozwijały w sposób efektywny, a bez ciągłej nudy robienia tych samych rzeczy na hali. Oczywiście ćwiczenia na płaskim także odgrywały ogromną rolę, ale dzięki właśnie częstym urozmaiceniom nie stawały się dla kopytnych nużącą, szarą codziennością, która mogłaby być zniechęcająca.
Po kilkuminutowym, standardowym rozruszaniu się w kłusie na łukach o różnej średnicy i obowiązkowo na obie strony, zaczął bawić się z Licorne w rozkładanie pomocy do ustępowania na części pierwsze. Wiedział, że klacz nie była jeszcze taka pewna w tym ćwiczeniu i czasem gubiła się przy jego wykonywaniu - o czym przypomniały mu pierwsze próby dzisiaj w stępie. Dlatego też chciał zadbać o to, aby na pewno rozumiała każdą ze składowych, do czego wykorzystał mogłoby się wydawać tak proste koło. Mając wyjściowo przyjemne do pracy tempo kierował ją po łuku, którego położenie na hali zmieniał w przebiegły sposób - po półparadzie jednej bądź dwóch działał albo wzmożoną wewnętrzną łydką na popręgu, wyraźnie spychając klacz do zewnątrz, na co z utrzymaniem wygięcia do wewnątrz pozwalała zewnętrzna wodza; albo też w drugą stronę, czyli ciężarem i zewnętrzną łydką, pozostającą z kolei za popręgiem, działał na rzecz przesunięcia się Licorne do wewnątrz łuku, przy czym jednak musiał ją uprzednio ustawić przeciwnie do zgięcia łuku, bo na takie pseudociągopodobne rzeczy mogło być jeszcze trochę wcześnie, szczególnie, że wtedy nie powinien mieć jej wygiętej i odchodzącej od zewnętrznej łydki. No nieważne.
Tak czy siak starał się takimi krótkimi "przesunięciami" tych fragmentów koła skupić się na jej odbiorze tego działania łydki proszącej o ruch do boku. Ważnym był fakt, że mężczyzna nie wymagał długich ruchów z krzyżowaniem nóg, wręcz dbał o to, aby trasy pokonane w takim oszukanym ustępowaniu były jak najkrótsze. Do tego zawsze liczyła się dla niego przede wszystkim dążność do przodu, dążenie do równowagi i kontaktu, o które niemal machinalnie wręcz zabiegał pracą łydek i dosiadu, dlatego jeśli cokolwiek miało się zachwiać, wolał przystopować z tym wstępem do bocznych chodów i od razu wracał do podstaw na prostych i łukach.Licorne - 2020-01-07, 23:32 Jak na to, że miała dosyć krótki staż pod siodłem, to była zaskakująco stabilna podczas pracy. Swoją cegiełkę do tego z pewnością dokładały stosowane metody treningowe, dzięki którym Licorne utrzymywała raczej pozytywne nastawienie do kolejnych treningów, ale też miała szansę popracować nad siłą i równowagą w innych okolicznościach niż hala. Dzięki temu wszystkiemu było ją stać na energiczny kłus w stałym rytmie i zachowanie przeważnie stabilnego kontaktu. W związku z tym "kłus na rozruszanie" przyniósł oczekiwany skutek; ciało Licorne, dzięki rozgrzewce, było gotowe na bardziej ambitne zadania. Jak już wspomniałam, spychające działanie łydki nie było jej zupełnie obce, więc Luke powinien być zadowolony z jej reakcji po rozpoczęciu ćwiczenia na kole, na którym pozostali po wstępnym rozruszaniu się na prostych i łagodnych łukach. Półparady przygotowały ją na zmianę, ale dopiero przesunięcie łydki i zmiana jej ułożenia zadziałały prawdziwie alarmująco. Uwaga karej natychmiast skupiła się na łydce wywierającej nacisk, od którego natychmiast ustąpiła, teoretycznie powiększając średnicę koła. Zrodziło to jednak nowe problemy - równowaga zakpiła z niej sobie, sprawiając, że mimo starań jeźdźca, wypadła łopatką na skutek usztywnienia się, którym zrekompensowała sobie utratę równowagi po wykonaniu jednego kroku ustępowania za dużo. Musiała sobie na spokojnie rozkminić ten ruch i przekonać się, że angażując mocniej zewnętrzną tylną nogę podczas jego wykonywania, będzie jej prościej utrzymać równowagę i unieść kłodę, która podczas tego ćwiczenia była delikatnie wygięta w żebrach. Niby nic wspólnego z ustępowaniem, ale z pewnością miało jej to pomóc, jeśli już metodą małych kroczków skoordynuje swoje ciało podczas ustępowania od nacisku. Jazda po kole pomagała jej zresztą w rozluźnieniu się, więc Luke mógł na bieżąco zaradzać temu problemowi, który stosunkowo często pojawiał się przy pierwszych próbach wykonania tego ćwiczenia, niezależnie od kierunku - zewnątrz/wewnątrz - w którym miała postawić wspomniany krok. Szczęśliwie była w miarę pojętną i cierpliwą uczennicą, więc odpowiednio zachęcona nie zrażała się tymi niepowodzeniami i zaczynając od pojedynczych kroków, z czasem pewnie była w stanie zrobić ich więcej. W końcu nie był to pierwszy raz, gdy robili te ustępowania; nie była już w procesie nauki, tylko doskonalenia, więc te skoki postępu były dość znaczne.Luke - 2020-01-08, 00:40 Oprócz tego, że ćwiczyli te zejścia do boku od łydki, przy okazji też gimnastykowali się dzięki dość częstym zmianom ustawienia. Może Luczek nie prowadził karej zygzakiem, bo czasami, jeśli nie znajdowali się przy przeszkodzie w postaci ściany, krótkie "ustępowanie" w tę samą stronę powtarzali dwa, nawet trzy razy, tak, aby pomiędzy była chwila właśnie na złapanie równowagi i w razie czego szybkie działanie rozluźniające ze strony jeźdźca. Z resztą mężczyzna zdawał się nie przejmować drobnymi zachwianiami i spięciami, cierpliwie wskazując dobrą drogę i odpowiednio przygotowując do powtórzeń. Ostatecznie po kilku minutach takich ćwiczeń subtelnymi acz precyzyjnymi sygnałami zwolnił podopieczną do stępa i przez chwilę pozwolił iść po prostu przed siebie, byle aktywnym tempem. Dopiero po momencie przygotował ją do krótkiego zatrzymania, by po paru sekundach wypchnąć ją znów do stępa na wprost. Po zjechaniu zaraz ponownie na koło powtórzył te same pomoce co wcześniej w kłusie do tego prawie-ustępowania, i o ile tylko wejście w ruch po skosie przebiegło pomyślnie, zdecydował się podtrzymać prośbę o ruch w przód-bok na kilka kroków więcej, niż robili to wcześniej w wyższym chodzie. W stępie w końcu wszystko działo się nieco spokojniej, dzięki czemu była szansa na lepsze zachowanie równowagi. Na zakończenie wyraźnie "wyrównał" swoje pomoce do standardowego ich działania po prostu podczas jazdy po kole by już niebawem ustawić Licorne w odwrotną stronę i zaprosić ją do wykonania zadania w drugim kierunku. Aby zadanie nie zrobiło się nudne, wraz z przebytą optymalną według Sugarmana liczbą kroków, podczas których nie zaniedbywał swojego działania na rzecz ruchu do przodu, niemal od razu wypchnął klacz do kłusa, w którym zagarnął ją na coś w stylu połowy niedużego koła, którego kontynuacją była linia prosta kierująca ich po przekątnej do zmiany kierunku. Zmieniwszy stronę raz jeszcze przykmnął Księżniczkę w pomocach by przeszła do stępa i rozpoczął powtórkę całej sekwencji - aktywny marsz do przodu, zatrzymanie, pilne ruszenie i koło z "ustępowaniami", przy czym po tym drugim znów zainicjował przejście do kłusa. Później postarał się o połączenie wszystkich elementów w dynamicznie zmieniającą się całość, tak, aby w niewinny sposób challenge'ować skupienie i równowagę karej, przy tym dbając też o małą gimnastykę. Przejść było już więcej, chociażby w stępie prosił o ustąpienie od łydki na łuku tylko w jedną stronę, by przykładowo zaraz po tym zakłusować, zmienić ustawienie lub kierunek i zainicjować to samo w wyższym chodzie i na drugą stronę. Jednocześnie miał na uwadze, aby w razie czego znaleźć trochę więcej czasu pomiędzy na przywrócenie rozluźnienia i może nawet chwilowe rozciągnięcie, choć miał nadzieję, że właśnie ta gimnastyka z przejściami pomoże jego podopiecznej bardziej się wyluzować i uelastycznić.Licorne - 2020-01-09, 12:01 Ze względu na to, że niemal każdy krok w bok był poprzedzony chwilą przerwy, Licorne zdołała utrzymać koncentrację przez całe ćwiczenie. W takich warunkach zresztą nie mogłoby być inaczej - nie tylko sprzyjała im pusta hala, ale też Licorne była wyczulona na łydki, więc ciężko by jej było je ignorować czy reagować na ich działanie z opóźnieniem. W związku z tym ćwiczenie przebiegało sprawnie, zarówno pod kątem ustępowań, jak i zmian ustawienia. Zakończywszy je po paru minutach, przeszła do stępa i od razu z cichym parsknięciem wyciągnęła lekko nos do przodu, traktując ten czas jako przerwę. Niemniej w dalszym ciągu stępowała aktywnie, tym bardziej, że wcześniejsze ćwiczenia jeszcze pogłębiły rozluźnienie, w efekcie pozwalając karej na większą swobodę ruchu. Poproszona o zatrzymanie, wykonała ten ruch, co prawda nie ustawiając nóg idealnie prosto, ale za to wykazując się szybką reakcją. Cofnęła ucho, znowu skupiając się na jeźdźcu, zaś po paru sekundach ponownie ruszyła stępem w odpowiedzi na jego ruch bioder i działanie łydki. Za chwilę ponownie wjechali na koło, gdzie powtórzyły się pomoce sprzed chwili. W stępie rzeczywiście było Licorne prościej zachować równowagę i przeanalizować cały ruch, co pozwoliło im na wydłużenie ruchu w bok do kilku kroków, co wychodziło klaczy całkiem dobrze. Po wstępnym odświeżeniu wiadomości na temat spychającego działania łydki, była w stanie zaoferować Luczkowi całkiem przyzwoite ustępowanie w stępie, choć jego faktyczną jakość mogliby ocenić dopiero po wyjściu na prostą.
Także po zmianie ustawienia, a więc podczas wykonywania tego samego ćwiczenia, ale w drugą stronę, szło jej całkiem dobrze, mimo że na jedną z tych stron była nieco mniej elastyczna. Teraz jednak nie skupiali się na zakresie ruchu podczas krzyżowania nóg w ustępowaniu, więc ta kwestia mogła jeszcze poczekać.
Zakończywszy ćwiczenie na drugą stronę, ruszyła kłusem i po zmianie kierunku, wraz ze wskazówkami Sugarmana, zwolniła do stępa by powtórzyć całą sekwencję raz jeszcze. Stopniowe zwiększanie wymagań spotkało się raczej z pozytywnym odbiorem, bo Licorne nie była koniem, który szybko się zniechęca i gotuje w środku, więc skoro miała dobrą bazę w postaci dobrze wykonanej rozgrzewki i wsparcie w postaci ciągłego dbania o rozluźnienie, to była w stanie temu sprostać. Naturalnie wiązało się to z większym wysiłkiem, a że nie mogła się jeszcze pochwalić żelazną kondycją, to nawet bez galopów jej sierść stała się mokra, a oddech nieco szybszy. Może żadne z tych dłuższych ustępowań, szczególnie w kłusie, nie było bardzo dobre, ale większość szła w dobrym kierunku, bo Licorne mimo wszystko dobrze reagowała i odchodziła od łydki, tylko czasem nie mogła przeskoczyć pewnych rzeczy i przeginała się na zewnątrz zawsze wtedy, gdy traciła oparcie na zewnętrznej wodzy. Były to jednak rzeczy, które miały zostać wyeliminowane z upływem czasu i nabraniem doświadczenia, na pewno nie podczas jednego treningu. Licorne na szczęście była skłonna do współpracy i o dziwo dawała z siebie więcej, niż można było się spodziewać, bo warto wspomnieć o tym, że poza wspomnianymi trudnościami, musiała się też zmagać ze swoim dość ekspresyjnym ruchem, a radziła sobie z nim całkiem dobrze. Liczne przejścia wręcz zmotywowały ją do tego, by cały czas używać zadu, więc miała szansę zaprezentować ten kłus, jedynie podczas ruchu w bok nieco wymiękając. Nie była też bierna jeśli chodzi o ten problematyczny momentami kontakt, bo stale z nim kombinowała, ale w tym pozytywnym sensie, czyli pracowała z ręką, a nie znikała z niej.Luke - 2020-01-09, 16:28 Po wszystkim nagrodził Licorne zasłużoną przerwą w stępie, w końcu czuł, jak angażuje się w wykonywanie dyktowanych przez niego ćwiczeń i było po niej widać pierwsze oznaki zmęczenia. Dał jej więc odsapnąć dłuższą chwilę, szczególnie, że miał nadzieję na trochę konstruktywnej pracy w galopie. Oczywiście nie planował przesadzać i wyciskać z podopiecznej ostatnich potów, aczkolwiek od mądrze rozplanowanego wysiłku jeszcze nikt nigdy nie umarł.
Po tych kilku okrążeniach stępa z wyczuciem nabrał wodze, nie zaniedbując dojechania klaczy do krótszego kontaktu. Mając już połączenie z jej pyskiem uprzedził ją półparadą przed impulsem do zakłusowania, ale w tym chodzie nie mieli zostać długo. Luczek, do tej pory także anglezując w tym dwutaktowym chodzie, poprowadził Księżniczkę wzdłuż pierwszego śladu, niby od niechcenia nieznacznie ją skracając i po chwili rozjeżdżając w krótkich odstępach czasu, zanim nie zjechali na koło mniej więcej dwudziestometrowe. Wtedy już skupił się na utrzymaniu równego, rześkiego rytmu, w czym miało mu pomóc przejście do pełnego siadu. W połowie koła, czyli jakby wciskać literki na tą niewymiarową halę, to przy X, dwoma półparadami przygotował ją na następujące chwilę później zagalopowanie, które zainicjował wprawionym wypchnięciem bioder i impulsem od wewnętrznej łydki. Zaczynali na lepszą stronę Licorne, a mężczyzna najpierw nadał jej najbardziej optymalny, aktywny rytm w pełnym siadzie, wyjeżdżając dosiadem każdą foule do zamknięcia koła i potem wyjechania z krótszej ściany - wówczas przeszedł do siadu lekko odciążającego i choć nadal oddziaływał ciężarem w strzemionach oraz pracą kolan i łydek, kara mogła się poczuć swobodniej, zwłaszcza, że łydką zachęcał ją do trochę bardziej żwawego galopu, jednocześnie oferując nieco więcej miejsca na wodzy. Koniec dłuższej ściany hali zwiastował powrót do pełnego siadu i na tyle wyważone dociążenie zadu, aby Licka powróciła do stanu wyjściowego bez utracenia impulsu i przejścia do kłusa, o co dbało podtrzymanie od wewnętrznej łydki. Półparady i wygięcie w narożniku prawdopodobnie pozwoliły uzyskać mężczyźnie mniej więcej pożądany efekt, a sytuacja z tym małym dodaniem w lekkim półsiadzie powtórzyła się kiedy wyjeżdżając kolejny narożnik znów wkraczali na długą ścianę. To zadanie powtórzył jeszcze ze dwa-trzy razy na stronę, by w końcu zwolnić kopytną do kłusa a następnie stępa, dać jej w nim moment wytchnienia a następnie zabrać się do tego samego na drugą stronę, z każdym kolejnym powtórzeniem starając się uzyskać bardziej dynamiczną, płynną zmianę.Licorne - 2020-01-11, 13:28 Odpoczynek w stępie na pewno jej się przydał, jednak nie powiedziałabym, żeby wykorzystała go w stu procentach tak, jak trzeba. Nieco przesadnie interesowała się otoczeniem, a właściwie dźwiękami dobiegającymi spoza hali, przez co jej umysł i zmysły wciąż działały na pełnych obrotach. Nie potrafiła się jeszcze wyłączyć i zrelaksować, tym bardziej, że przecież jeszcze do niedawna sama obecność człowieka na grzbiecie była nie lada atrakcją. Jak to świeżak, musiała się jeszcze oswoić z wieloma rzeczami.
Ale wracając do rzeczy; zaproszona z powrotem na kontakt przez chwilę "dyskutowała" z nim, szukając sobie łagodnego oparcia na ręce, po czym płynnie zaklusowala od zaledwie lekkiego przełożenia łydki. Trzeba przyznać, że poza usposobieniem miała też taki dziewczęcy, lekki ruch, którym w przyszłości zapewne miała dostarczyć Luczkowi wiele frajdy, gdy już nadejdzie pora na rozwijanie tego "drugiego" kłusa czy poruszanie się pasażem. Póki co nie miała wsparcia w postaci podków, a szkoda, bo wówczas pewnie miałaby więcej odwagi by się bawić swoim ruchem i śmielej by szła do przodu, a nie zdawała się myśleć nad każdym krokiem tak, jak teraz, choć podłoże było przyjemnie elastyczne.
Zaplanowanie zagalopowania na kole z pewnością pomogło jej w ruszeniu z adekwatnej nogi, ale też ukróciło problem rozpędzania się w kłusie, co jeszcze czasem się jej zdarzało podczas zagalopowań na prostej. Nie było to w zupełności lekkie przejście, lecz jak się miało później okazać, to na gorszą stronę było o wiele bardziej problematyczne. Zanim jednak do niego doszło, klacz zamknęła koło w galopie i wróciła na ścianę, gdzie zachęcona przez jeźdźca nieznacznie wydłużyła krok w galopie. W oczy zdecydowanie rzucał się fakt, że skromne miała te dodania póki co, zupełnie jakby coś blokowało ją w łopatkach, choć po zbadaniu sprawy palpacyjnie okazywało się, że miała tam spory luz, w związku z czym musiała to być kwestia jej widzi mi się albo, mimo wszystko, za małej ilości galopad w terenie, bo na własną rękę na pewno nie pociła się na pastwisku. Na pewno nie służyły jej też skromne wymiary na hali, na której ciężko było jej się bezpiecznie rozpędzić, a że jeszcze nie zawsze ufała sobie w kwestii zakrętów, to może właśnie stąd brało się to zachowawcze zachowanie podczas wydłużeń kroku w galopie.
W związku z tym wszystkim głównym problemem, jaki teraz przed nimi stanął, nie były płynne przejścia między skróconym, a wydłużonym galopem, tylko uzyskanie widocznej różnicy między nimi. Wpływało to w końcu na odbiór galopu w jednym i drugim przypadku, choć podczas powrotu na krótką ścianę być może nieco mocniej się zaokrąglała, do czego też prowokowało ją galopowanie po łuku, gdy wchodzili w zakręt.
Na drugą stronę natomiast sytuacja miała się jednakowo z tym, że zanim udało im się wejść w galop z dobrej nogi, to Licorne ten jeden raz zagalopowała ze złej, mimo iż było to dla niej w tamtym momencie nieszczególnie wygodne. Ta sytuacja jednak się już nie powtórzyła, zupełnie jakby wtedy było za to odpowiedzialne lekkie przepalenie styków. Luke - 2020-01-12, 00:21 Czując, jak kara wychodzi ze złej nogi, postarał zareagować się jak najszybciej z wprowadzeniem przejścia w dół, jednak nie za wszelką cenę, bo pierwszorzędną kwestią było zachowanie spokoju i klarowności sygnałów, a więc mężczyzna zrobił wszystko po kolei aby bez zgrzytu przywrócić Licorne do kłusa. Dał jej chwilę na przetrawienie zajścia i skierował ją na większą woltę. Jeśli szybko doszła do siebie, zainicjował ponowne zagalopowanie już pod koniec figury, jeśli jednak nie, powtórzył cały proces z nieznacznymi skróceniami i rozjeżdżaniem, aż dotarli do połowy dużego koła gdzie po kilku półparadach zaprosił ją do wyższego chodu. Zdawał sobie sprawę, że hala nie była największa, niemniej jednak to on tu był od myślenia, planowania kolejnych kroków i wystarczająco wczesnego wprowadzania zmian - chociażby skróceń jeszcze przed samym zakrętem. I Licorne mogłaby w to w końcu uwierzyć. Tak czy siak starał się ją bardziej rozbujać i wyważonym stuknięciem bata za łydką miał nadzieję zwiększyć reakcję podopiecznej na swój impuls do wydłużenia. Skłonny był nawet nieco wcześniej przed narożnikiem wyciszać tempo, biorąc poprawkę na wszystkie ewentualnie niesprzyjające okoliczności, choć przecież do tej pory wszystko odbywało się naprawdę bezpiecznie. Nie męczył jej jednak długo, tylko proporcjonalnie do pierwszego podejścia na drugą stronę, tak, aby rozwój klaczy był jak najbardziej równomierny i symetryczny. Zdawał sobie sprawę, że jeszcze nie ma tyle siły, tyle kondycji, no i bose nóżki, ale dopiero na wiosnę planował częstsze wyjazdy w dłuższe trasy po terenach wokół Orchardu jak i pierwszą parę butów dla córeczki.
Kiedy i to ćwiczenie uznał za zakończone (czyli po odpowiedniej ilości okrążeń ze zmianami, gdzie ze swojej strony działał jak najbardziej wspomagająco, aby różnica wypadała bardziej widocznie), dał jej ponownie moment na ostatnią już przerwę w stępie. Jeszcze tylko jedną rzecz miał w głowie na dzisiaj do przepracowania "ciągiem", a później miało być już po płaczu... Chociaż zaraz, nikt tu nie płacze, świetnie bawimy się na treningu przecież! W każdym razie Luczek na pewno.
Ostatnie na tapetę miały wejść zagalopowania - i nie wynikało to z faktu, że karej zdarzyło się przed kilkoma minutami zacząć od złej nogi. Jak wiadomo przejścia odpowiednio wykonane zarówno rozluźniają, jak i przyczyniają się do budowania siły mięśni zadu i przede wszystkim szybkiej reakcji na pomoce. Stąd po ponownym nabraniu wodzy na kontakt już po paru krokach wypchnął Księżniczkę do kłusa, skierował na koło, możliwie niedochodzące z żadnej strony do żadnej ze ścian - tak dla drobnego zaledwie utrudnienia. Wypracowaszy optymalny u Licki kłus z okrągłą sylwetką według jej obecnych możliwości, odczekał na ten moment, kiedy będą na zamykającej się części koła, by następnie ze spokojem oraz precyzją wypchnąć ją do galopu, naturalnie po skupieniu za pomocą półparady. Oczywiście dbał o to, by od pierwszej foule dociążać jej zadek, tak, aby to nim się pchała i pozostawała okrągła. Jednak to nie sam galop był tutaj celem, choć rzeczywiście jego jakość musiała być najpierw przynajmniej zadowalająca, aby jeździec zdecydował się na kolejny krok, czyli przygotowane przejście w dół. Optymalnym odcinkiem pokonanym do którego dążył była połowa koła w galopie. Dzięki temu miał dwie opcje - albo po powrocie do kłusa zadecydować o dość szybkim ponownym impulsie do galopu, albo przekłusować pół koła, unormować wszystko i zacząć ponownie. Po kilku powtórzeniach w kłusie zmienili stronę i powtórzyli schemat. Rzecz jasna musiało przyjść jeszcze coś trudniejszego na następną rundę, bo po kolejnej zmianie strony doszedł jeszcze stęp, do którego Sugarman zwalniał klacz z kłusa i z którego do tego kłusa ją zapraszał, by dopiero następnie zagalopować. Cel miał w tym taki, aby pod koniec na daną stronę, a zaczynali standardowo od tej lepszej u karej, spróbować po kilku półparadach wypchnięcia jej do galopu ze stępa. So let's try. Licorne - 2020-01-13, 12:33 Bez pośpiechu wróciła z powrotem do kłusa, żeby w niedługim czasie powtórzyć zagalopowanie po wejściu na nowe, większe koło. Tym razem udało jej się zagalopować poprawnie, wychodząc z prawidłowej nogi, co pozwoliło parze na powrót do ćwiczenia. Spostrzeżenie, że Licorne brakowało zaufania, było całkiem słuszne, bo rzeczywiście stąd mogły się brać niektóre problemy, w tym właśnie opór przed wydłużeniem galopu. Licorne już jednak taka była - powściągliwa i ostrożna, do tego stopnia, że nawet właścicielowi nie ufała bezwarunkowo i w stu procentach. Nie rzucało się to jednak w oczy, jako że swoją nieufność Licorne zdradzała jedynie poprzez zastanowienie, rzadko kategorycznie czegoś odmawiając czy brutalnie się sprzeciwiając.
Nie była jednak zwolenniczką jakichkolwiek środków przymusu, a za taki traktowała nawet dotknięcie bata za łydką, w reakcji na co rzeczywiście przyspieszyła, ale też stuliła uszy i wręcz wciągnęła Luczka w galop wraz z kolejną foulą. Co więcej, obudziła się w niej krew Lockharda - o której chyba wszyscy zapominali na co dzień - i spróbowała zanurkować nosem między nogi, a więc wyciągnąć jeźdźca z siodła, z niemal stuprocentową pewnością, że było to nieskuteczne. Ot, nie robiła tego maksymalnie złośliwie - nazwałabym to raczej daniem upustu swoim emocjom, które w sobie tłumiła. Bacik najwyraźniej skutecznie je wyzwolił.
Kolejnym razem lepiej, ale wciąż nie doskonale ani nawet nie bardzo dobrze, wydłużyła galop na długiej ścianie, mimo wszystko pozwalając jednak dostrzec jakąkolwiek różnicę między nim, a galopem roboczym, jakim poruszali się po krótkich ścianach.
W przerwie pozwoliła sobie na odpoczynek. Z racji tego, że nie była w nie wiadomo jak ciężkim treningu, to nie była golona po całości i z tego względu, przy chwilowym skoku temperatur na zewnątrz, zrobiło jej się trochę gorąco w hali. Parując i puszczając parę nosem, stępowała spokojnie po hali do czasu aż Luke ponownie nabrał wodze na kontakt i zaprosił ją do kłusa. Mimo wszystko wciąż poruszała się w nim z energią, która przejawiała się w każdym kroku. Lekko się zaokrągliła i przy sprzyjających temu warunkach, zagalopowała na kole, radząc sobie i bez oparcia w postaci ściany. Pierwsze zagalopowanie wyjątkowo było bardzo dobre - przeszła w wyższy chód niemal od razu, nie wypadając przy tym z ustawienia ani nie tracąc równowagi. W rezultacie powrót do kłusa też do najgorszych nie należał, ale próba szybkiego ponownego zagalopowania prawdopodobnie ostudziła entuzjazm jeźdźca, ponieważ jakość tego przejścia nie była już tak rewelacyjna. Krótko mówiąc, ich jakość była zmienna, choć większość zaliczała się do udanych i dobrych, choćby z tego względu, że Licorne była pilną uczennicą i wbrew tym wcześniejszym wzmiankom o braku zaufania, była chętna do współpracy. Naturalnie więcej "zabawy" było podczas przejść na jej gorszą stronę, wymagała wówczas staranniejszego pilnowania, ale zdecydowanie nie opuszczały jej chęci.
Dodanie do tego stępa niewiele zmieniło. Licorne na szczęście nie odziedziczyła po ojcu chęci do ciągłego biegu, więc bez oporu zwalniała z kłusa do stępa, przy przejściu w górę także nie wykazując większych trudności.
Luke zaskoczył ją natomiast prośbą o zagalopowanie ze stępa, co dla Licorne było absolutną nowością. Starała się jak zawsze, ale że była jeszcze słabo związana i "zebrana", a także nie miała jeszcze tyle siły, to w przejście wkradło się parę - dwa, może trzy - kroki kłusa. Mimo wszystko zasługiwało to chyba na pochwałę. Niestety, ponownie okazało się, że pierwsza próba była lepsza, niż kolejne, bo podczas następnych Licorne albo przechodziła do kłusa, albo wychodziła ze złej nogi. Była to jednak kwestia powtórzeń, bo jeśli tylko Luke dał jej szansę, z pewnością w którymś momencie zaskoczyła go bardzo udanym przejściem ze stępa do galopu.Luke - 2020-01-15, 01:59 Nie spodobała mu się reakcja Księżniczki na użycie bata - i tak przecież bardzo znikome. Co prawda wychodził właśnie do lekkiego półsiadu, kiedy to się stało, więc w rzeczy samej trochę go wyciągnęła, ale na swoje szczęście Luczek machinalnie oparł ręce przy kłębie i odepchnął się do tyłu, wracając do siodła i zaraz stamtąd zagarniając karą do góry z pyskiem za pomocą działania w górę obiema wodzami. Nie mógł jej nawet pochwalić za lekką poprawę w tempie, jako że swoim podopiecznym zawsze starał się wybijać takie zachowania z głowy. Na przekór Licorne powtórzył impuls od bacika jeszcze kilka razy, oczywiście delikatnie, i bez przechodzenia w dosiad odciążający, tak aby w razie czego o wiele szybciej zareagować, a jeśli ona nie ustawała ze swoim małym buntem, mówiąc bez ogródek przy kolejnym razie pozwolił, by sama nadziała się na wędzidło podczas takiego wyciągania, co uzyskał przez wypuszczenie jednej i stanowcze przytrzymanie drugiej wodzy. Ale miejmy nadzieję, że do tego dojść nie musiało.
Czasem dawał się jeszcze zaskoczyć tą nierównością w wykonywaniu poszczególnych elementów, ale na szczęście zamiast się denerwować po prostu schodził na ziemię, przypominając sobie, że przecież ma pod tyłkiem mimo wszystko dość młodego i niewyrobionego konia, którego nie powinien przeceniać i wymagać, by zawsze wszystko wychodziło. O ile nie robiła nic wyraźnie po złości, jak w przypadku wyżej, zwyczajnie przymykał na to oko, zachowując jednak dla siebie notatkę w głowie, co powinien jeszcze z nią utrwalać, na jakich obszarach treningu się mocniej skupiać. A zatem przejścia, z resztą ich nigdy nie było za wiele.
Nie omieszkał za pomocą entuzjastycznej pochwały dać karej do zrozumienia, że prawidłowo zinterpretowała jego intencje i mimo, że wdarły się pomiędzy stęp a galop kroki kłusa, był zadowolony z efektu. Rzeczywiście zainicjował jeszcze kilka powtórzeń, do każdego z nich podchodząc z czystą głową i bez oczekiwań mogących rodzić frustrację. Zrozumiałą sprawą był fakt, że ćwiczenie to stanowiło dla Licorne nowość i stąd nie musiała go w pełni załapać na pierwszym treningu. Niemniej jednak na jej dobrą stronę miał nadzieję wykonać chociaż te dwa prawie-zagalopowania ze stępa, a następnym krokiem miała być zmiana strony. Zamiast zacząć od zera i robić najpierw przejścia kłus-galop, kłus-stęp-stęp-galop i w końcu stęp-galop, mężczyzna odwrócił kolejność, wiedząc, że kopytna poniekąd może być nastawiona właśnie na to zadanie, nawet, jeśli nie wychodziło perfekcyjnie. Dlatego tutaj też popełnili kilka prób, za każdym razem z jasnym przygotowaniem na pomoce do zagalopowania, by w najgorszym razie po jednym jako-takim zagalopowaniu "ze stępa" zrobić jeszcze jedno albo dwa zwykłe, z kłusa, tak aby zakończyć na czymś, co wychodziło już pewniej. No a do tego mamy tu jeźdźca pedanta w kwestii wykonywania ćwiczeń w miarę możliwości symetrycznie.
W końcu przyszedł upragniony czas luźniejszego, niedługiego rozkłusowania, po którym nastąpił już odpowiednio długi stęp na równie długiej wodzy. Mimo, że nie było bardzo mroźno, po kilku okrążeniach zatrzymał ją tylko przy bandzie by zarzucić jej derkę i dalej z derką, mającą pomóc w odprowadzeniu potu, kontynuować rozstępowanie, aż po wystarczającej liczbie minut w końcu zsiadł i w ręku zaprowadził podopieczną do stajni.
[ zt ]Licorne - 2020-01-21, 01:38 Nie była skłonna zaakceptować bata, tym bardziej, że jakby poczuła, że Luke celowo go używa, by oduczyć jej takiej gwałtownej reakcji. Co prawda gdy siedział w pełnym siadzie ciężej jej było powtórzyć ten sam manewr, ale i tak wyrażała swoje niezadowolenie i przyspieszała w mało kontrolowany sposób, co skończyło się dopiero z chwilą, w której za sprawą działania jeźdźca nadziała się na wędzidło.
Odniosło to oczekiwany skutek, ale też nie obeszło się bez echa, bo oczywiście - jak na Księżniczkę przystało - Licorne musiała dodatkowo podkreślić swoje niezadowolenie i na jakiś czas zraziła się ostentacyjnie do ręki. To z pewnością utrudniło współpracę, ale nie trwało jednak wiecznie - mimo wszystko dała się przekonać i ułaskawić, wszystko za sprawą konsekwencji i pracy.
Chociaż praca z Licorne, jak widać na załączonym obrazku, nie zawsze była usłana płatkami róż, to z Luke z powodzeniem uzyskał od klaczy parę w miarę udanych przejść. Szybko załapała, o co właściwie chodzi i chociaż wciąż momentami wplatała w to przynajmniej jeden czy dwa kroki kłusa, to wszystko wskazywało na to, że z czasem opanuje tę sztukę w dobrym stopniu.
Nie próbowała też zgadywać zamiarów jeźdźca, więc gdy ten odwrócił kolejność wykonywanych ćwiczeń po zmianie strony, to nie powinien odnotować większej częstotliwości błędów.
Na koniec treningu została rozkłusowana na nieco dłużej wodzy, z której ochoczo skorzystała, wypuszczając szyję i rozciągając się. Następnie przeszła do stępa, okrycie derką skwitowała lekkim wzdrygnięciem, po czym porządnie się rozstępowała pod jeźdźcem by ostatecznie wrócić do stajni. zt
/Kupa post, bo co chwilę ktoś mnie od niego odrywał Quentin - 2020-02-04, 17:46 Normalnie nie upierałby się przy tym, aby potencjalne miejsce treningu było puste, ale ponieważ Quentin dosiadał całkiem nieznajomego ogiera, za dobry pomysł uznał skorzystanie z hali rekreacyjnej, na której akurat nie odbywał się żaden trening. Liczył na to, że będąc sam na sam z Unexem łatwiej będzie mu zabiegać o jego uwagę i tym sposobem bez żadnych nieprzyjemności przeprowadzić trening. Z racji, że na halę przyjechał wierzchem, o zamknięcie za sobą drzwi poprosił przebywającego nieopodal pracownika, w ten sposób zapewniając sobie i ciemnogniademu stuprocentową prywatność. Choć zarówno po drodze na halę, jak i w pierwszych minutach na samym obiekcie proponował raczej dłuższą (choć na tym etapie jeszcze nie całkowicie luźną) wodze, to miał wobec Unexpected swoje oczekiwania - rytmiczną pracą łydek zabiegał o aktywny stęp, prowadząc ogiera wzdłuż drugiego śladu, często wplatając zmiany kierunków. Na razie nie ingerował w ustawienie, nie kręcił również żadnych konkretnych figur, chcąc dać dziesięciolatkowi szansę na rozstępowanie się, pamiętając również, że w ostatnim czasie rzadziej chodził pod siodłem i starając się mieć to na uwadze w trakcie rozgrzewki.