Judith - 2013-05-18, 15:08 Dobra, nie żeby coś ale ją wkurzyło jak podszedł do nich wysoki brunet i tak patrzył na Jud jak na ćpuna. Podniosła się z ziemi i bez chwili zwątpienia przysadziła mu z pięści w nos. Chociaż w sumie... ładny był. Przeprosiła go, poklepała po plecach i kazała odejść. Zaproponowała nawet pożyczenie kluczyków do jednorożca.
-Masz 1300, powinno wystarczyć.
Wyciągnęła kasę z portfela i podała Kate. Chyba jej czegoś dosypali do tych drinków bo na chwilę ciemno jej się przed oczami zrobiło i nie myśląc kompletnie podeszła do swej ofiary.
-Kate, popatrz, jaki śliczny!
Co do ludzi, zdążyli już wyjść. Prócz chłopaka, do którego to się Judith postanowiła przykleić. Zachwiała się wbijając w niego nieprzytomne spojrzenie. Coś tam niby gadał, oferował pomoc. Zostawiła numer do Kate i sobie poszła A że coraz bardziej uderzało jej do pustego łba wywaliła się obok pierwszego lepszego stołu. Z nosa puściła się krew, którą szybko otarła. Chłopak przerażony stanął nad nią i przestała cokolwiek pamiętać. Odpłynęła. Upicie się nie wiadomo czym można skreślić z listy rzeczy, których nie chciała zrobić, a zrobiła. Kate - 2013-05-18, 17:42 gdy przyjaciółka przywaliła brunetowi w nos, Kate gwałtownie podniosła się i odsunęła krok w tył. Jud, ogarnij się! Jeszcze bardziej zdziwiła się, gdy dziewczyna przeprosiła mężczyznę i kazała mu odejść. Takiej jej nie znała. .__. A kluczyki do jednorożca były chyba szczytem wszystkiego. Kate w osłupieniu wpatrywała się w całą sytuację. Ocknęła się dopiero, gdy Jud zaproponowała pożyczenie jej kasy.
Na pytanie Jud nic nie odpowiedziała, a jedynie popatrzyła na pieniądze leżące na stole, których oczywiście nie ruszyła. Na razie nie była aż tak biedna, aby pożyczać od przyjaciółki. Za to na pochwałę wyglądu bruneta już zareagowała.
- Taak. - szepnęła do siebie i rozejrzała się wokół. Ludzie powychodzili, a w pubie zostali tylko kelnerzy, przyjaciółki i oczywiście chłopak, do którego to przykleiła się Judith. A w sumie, to wcale brzydki nie był... Widząc, jak Jud całuje owego chłopaka, Kate nie zareagowała, bo szczerze, to nie wiedziała jak. Nie często widzi się takie zachowania, no! W końcu, gdy dziewczyna wywaliła się obok stołu, a z jej nosa zaczęła płynąć krew, Kate podeszła do niej i stanęła obok bruneta nachylającego się nad koleżanką. Była równie przerażona, jak on. W końcu do dziewczyny podszedł też jeden z kelnerów zainteresowany sytuacją. Może lepiej też się upić? Limonkowe drinki jeszcze stoją na stole... Judith - 2013-05-18, 18:18 KOBIETO, BIERZ KASĘ! PO TO SIĘ SPOTKAŁYŚMY!
Pij, fajnie będzie. Dobrze, że wyimaginowany ładny chłopak ją podniósł i wziął do łazienki bo inaczej leżałaby do rana. W każdym bądź razie poprosił kelnera o lód, przyłożył jej do nosa i nadal trzymając na rękach umył twarz. Jak ona to przeżyje jak się obudzi? Taki ładny, kochany chłopak! 0.0 Ocknęła się na ziemi z czymś twardym pod głową. Co nie zmienia faktu, że nadal była upita. Zerwała się gwałtownie i podniosła z ziemi. Chwiejąc się powiedziała Kate by ta zabrała sobie kasę i zwyczajnie pobiegła na plażę.
/ztKate - 2013-05-18, 18:57 Gdy chłopak zaniósł Jud do łazienki, Kate została, tam gdzie aktualnie się znajdowała, a po chwili wróciła do stolika, na którym przyjaciółka zostawiła spoko kasy. Chwilę patrzyła na nią nie ruszając banknotów. Zaraz jednak zobaczyła chwiejącą się na nogach Jud, która coś bełkotała pod nosem. Kate zrozumiała jedynie, że ma wziąć sobie kasę. Jak usłyszała, tak zrobiła. No może trochę inaczej, bo kasy sobie nie wzięła, a jedynie schowała ją do torby, aby później oddać ją koleżance. Po chwili już biegła za Jud w kierunku plaży. Brunet także postanowił wyjść z dziewczynami, bo poszedł, a raczej pobiegł za nimi.
zt/Pan X - 2013-06-05, 22:27 Pojawił się po jakże długiej nieobecności. Pijus, seksoholik i prostak. Uroczy nicpoń, czyż nie? Jakże dawno go tu nie było, a dlatego też wypadałoby przyjść, zagościć i pokazać, że się jeszcze żyje. Co jak co, ale X'a nikt się nie pozbędzie, ha.
Przyszedł powoli zaraz to wchodząc do środka, jak gdyby się czegoś obawiając. Strach? Już dawno uszedł w nieznane.
Wszedł więc i rozejrzał się wokół. W zasadze nic ne uległo zmianie od momentu, gdy był tu po raz ostatni. A może wódka jedynie zwiększyła na wartości? Zaraz się przekonamy.
Tradycyjnie usiadł przy barze, a po drodze ani śmiał zerknąć na wszystkich obecnych, którzy mimo wszystko, kojarzyli punka. Tak, tak, miał zamiar się odizolować i zerwać co poniektóre kontakty, choć wiedział doskonale, że nie jest to możliwe.
Skinął do barmana, aby ten uraczył go kieliszkiem. W międzyczasie mężczyzna zatopił palce w swej "krasnalej brodzie". Owszzem, znów się zapuścił. Znów zarósł, a do tego znów miał na sobi słynne kraciaste spodnie. Pod tym względem ni trochę się zmienił. Gdy otrzymał zamówienie, łapczywie powziął kieliszek, by szybko opróżnić jego zawartość, a kiedy poczuł jak trunek ogrzewa jego wnętrze, aż drgnął kilkakroć z podniecenia. Ach, wrócił stary łajdak.Grace - 2013-06-05, 22:43 I jej nie mogło tu zabraknąć. Jakby odczuwała w głębi ducha fakt, że X będzie właśnie tutaj, że znów przyjdzie i znów nakryje go na łapczywym opróżnianiu kieliszka, z tą zarośniętą mordą, którą tak ubóstwiała pomimo tego, że nigdy nie tolerowała zarostu. A mimo to...
Weszła. Krokiem pewnym, na szpilkach, z obcisłymi dżinsami zaciągniętymi na tyłek i zarzuconą na ramiona skórzaną kurtką. Włosy spływały blond falą po ramionach, podrygując jedynie za każdym razem, kiedy stawiała kolejny krok. I oczywiście - nie myliła się wcale.
Oto właśnie siedział przy barze, jak zwykle, wzrokiem jakby próbując przed czymś uciec. Uśmiechnęła się więc kątem pomalowanych czerwoną pomadką ust, by zaraz podejść do niego i lodowato zimne dłonie położyć mu na karku, zaraz to nachylając się nad jego uchem, by szepnąć doń:
- Znów chlejesz. W końcu przez to zdechniesz, X.Pan X - 2013-06-05, 23:23 Może to i lepiej, że nie do końca świadom był jej nadejścia. Jakoś niespecjalnie chciałby w tym momencie śledzić jej ruchy niczym wygłodniałe zwierzę, bacznie obserwujące swoją ofiarą. W efekcie ozwany zostałby obrzydłą świnią, która zamiast wnętrza widzi tylko kobiece walory. Nie oszukujmy się, mężczyźni to obserwatorzy i walory ponad wszystko. Wnętrze? A pal je licho!
Skinął do barmana, by ten znów polał. Ostatnio zarobił i najwidoczniej zapomniał co oznacza "oszczędność"...Mimo wszystko, na gorzołę był wydać ostatnie grosze, by tylko móc zaspokoić jedną z potrzeb. A co z kolejną - potrzebą seksu? Spokojnie, to również ulegnie zaspokojeniu - z czasem.
Opróżnił kolejny kieliszek, który odstawił z impetem z powrotem na blat. nagle na swym karku uczuł jej zimne, aczkolwiek delikatne dłonie. Były dla punka poezją. Czymś niesamowitym.
I nagle do jego ucha dotarł głos Grace. Uwielbiał go. Nawet czasami rozbrzmiewał iście w jego głowie. Aż nim wzdrygnęło z podniecenia.Uwielbiał tę kobietę. Na każdy sposób.
-Na każdego kundla przychodzi pora.
Ochrypły, wręcz nieprzyjemny dla ucha głos opuścił gardziel punka.
-Mam nadzieję, że na moim pogrzebie zdasz się na choćby łzę.
Dodał z wychwytywanym dla ucha przekąsem. Chyba nie do końca pojmował powagę sytuacji. A może chciał po prostu obrócić wszystko w żart? Niezbyt zgrabnie wyszło.Grace - 2013-06-05, 23:28 - Zatańczę na Twoim grobie. - szepnęła mu bez chwili zastanowienia ponownie do ucha, muskając je przy tym delikatnie wargami. Nie zostawiła jednak na małżowinie śladu szminki, a jedynie delikatnie ukąsiła go weń, by zaraz paznokciem przejechać wzdłuż jego szyi. Ani się obejrzał, a siedziała już naprzeciw niemu, z nogą założoną na nogę, swoim zgrabnym zwyczajem. I już niepoprawnie błękitne ślipia po chwili świdrowały jego sylwetkę, podczas gdy lodowata, acz zgrabna, dłoń pochwyciła go za nadgarstek, kiedy ten sięgał po kolejny kieliszek. Dość sprawnie wysunęła mu go z dłoni, by samej wypić owe obrzydlistwo duszkiem, nie krzywiąc się jednak, ani nie wołając po popitę. Czyżby i ona powoli zatracała się w nałogu?
Pusty kieliszek wsunęła ostrożnie w jego dłoń, uśmiechając się przy tym kącikiem ust, by po chwili z kieszeni skórzanej kurtki wyciągnąć papierosa i przytknąć go do ust.Pan X - 2013-06-05, 23:50 -Już ubolewam, że tego nie zobaczę.
Odparł na jej słowa. I faktycznie żałował, bo z pewnością pokazałaby na co ją stać. Co jak co, ale znał jej możliwości. Grace mogła stać, a już samo stanie wywoływało w mężczyźnie nie wiedzieć jakie myśli. Prawda była bolesna, aczkolwiek znana, nawet tejże kobiecie - owinęła sobie punka skutecznie wokół palca, jednak nie można się było dziwić.
Syknął pod nosem, kiedy uczuł na swej szyi jej paznokieć. Cóż, bardzo przyjemne uczucie, musiał przyznać. I nagle znalazła się naprzeciwko, co zdecydowanie ucieszyło alkoholika. Nawet na jego zarośniętej twarzy pojawił się nieudolny uśmiech. Z uwagą obserwował każdy ruch blondynki, a gdy usiadła, jak to miała w zwyczaju, niemalże poderwał się, jednak szybko opanował. Tak, za wszelką cenę musiał opanować wszelkie żądze, choć przy takiej personie, nie było to łatwe przedsięwzięcie.
Nie spodobało mu się, kiedy powzięła kieliszek i wypiła jego zawartość.
-Na zdrowie.
Wymamrotał uprzednio nachylając się, ażeby owe słowa móc wypowiedzieć wprost do ucha Grace. Zaraz to wyprostował się skinając do barmana, by znów napełnił kieliszek, ale i podał drugi.
-Znikasz, a kiedy się odzwyczajam i zaczynam nad sobą panować, znów się pojawiasz.
Rzucił jakby z wyrzutem, choć nie były to typowe wyrzuty. Tak naprawdę to gdzieś tam rad był, że znów może napawić swe ślepia jej obliczem.Grace - 2013-06-05, 23:55 - Znudziłbyś się mną, gdybyś miał mnie codziennie. - odparła, ni to z prawdziwą, ni to z udawaną obojętnością. Jak gdyby samą siebie przekonać chciała, że taka była prawda. Że te jej zniknięcia są dobre dla nich obojga. O ile w ogóle można było nazwać tę więź "ich obojgiem".
Skinęła kelnerowi, który na polecenie punka podał jej kieliszek, by zaraz odpalić wetkniętego wcześniej w usta papierosa. Nie rozejrzała się nawet wokoło w poszukiwaniu znaku głoszącego "zakaz karmienia nowotworu", jak gdyby naprawdę obojętne jej było to, że mogą ją z tego przybytku wyrzucić. I może rzeczywiście tak byłoby lepiej, zważając na fakt, że sama nigdy by tutaj nawet nie przyszła?
Zaciągnęła się dymem papierosowym, by zaraz wypuścić go z płuc, rozkoszując się przy tym delikatnie wyczuwalną nutą wiśniową. O tak, miała chajs, to mogła sobie na takie smakowe papieroski pozwolić.Pan X - 2013-06-06, 13:07 -Masz rację.
Rzucił uprzednio wzruszając ramionami. Może faktycznie by się wtedy znudził? Częste spotkania nigdy nie były jego mocną stroną, ani też dobrze nie wpływały. Nigdy. Na nikogo.
-Tak więc, dzięki za troskę.
Dodał nagle unosząc kieliszek w akcie toastu. A jak to z nimi było? Toksyka i nic więcej. Czasem seks i wspolne picie, czy tak? Wszystko, rzecz jasna, bez zobowiązań. A później każdy szedł w swoją stronę nie patrząc na drugiego i tak się to ciągnęło. Dla wielu może być absurdalne, jednak dla samego X'a był to idealny układ. Zresztą, dla Grace chyba też, bo nie protestowała jakoś specjalnie. Prawda była jednak inna, bo tak naprawdę oboje żyli w symbiozie i byli od siebie uzależnieni, ale zawzięcie to ukrywali i niechże tak pozostanie.
"Wiśniowe gówno" i nic więcej, dla wyrafinowanych kobiet. Cóż rzec? Grace była wyrafinowana, więc to jak najbardziej do niej pasowało, a on się na to zgadzał.
Uniósł więc kieliszek, jak zostało wspomniane wcześniej. Toast? Owszem.
-"Za nas" brzmi zbyt banalnie, więc toast zostawiam do indywidualnego wyboru.
Tak, on pomyśli, ona pomyśli, nikt nie powie głośno, ale wypiją. Zapewne w czerepie punka zagościła myśl: "Kurwa, nie znikaj więcej".Grace - 2013-06-06, 20:04 Niby właśnie byli niezależni, a z drugiej strony byli sami sobie narkotykami. Nie potrafili bez siebie żyć, bo jedno było dla drugiego pewnego rodzaju odpoczynkiem od rzeczywistego świata, w którym odstawali od siebie. Skrajności. On punk, ona modelka. I może właśnie te różnice sprawiały, że ich tak do siebie ciągnęło?
Zaciągnęła się ponownie papierosem, by jego niedopałek zgasić o podeszwę swojej szpilki. Kiedy usłyszała słowa X'a, to marne "za nas", jedynie uśmiechnęła się kącikiem ust, pozostałą częścią twarzy dalej pozostając niezmiennie obojętną. Uniosła więc kieliszek i kiedy ten skończył swój wywód, szybko go opróżniła, wzroku błękitnych ślipiów nawet na moment z niego nie ściągając.Joseph - 2013-07-26, 19:49 Userce, aż się serce kraja jak na to wszystko patrzy. A nie.. może jednak nie. Może wariat Joseph znowu powstał jak felix z popiołów i ot po raz setny się wskrzesza. Nic nie wie, nic nie pamięta. Ja też już nic nie pamiętam, ani nie mam pomysłów (dziwne, co nie?) na wymyślanie kolejnej ckliwej historii, aczkolwiek wszystko do nadrobienia.
Ok, także jazda!
Jozek podjechał swym motochłystkiem pod pub. Zaparkował, schował kask i wszedł do środka. Od razu narzekał na ilość schodów. KTO, pytam się, K T O wymyślił pub na tej wysokości !?
- Przecież to można zęby połamać - mruczał coś niezadowolony.
Miał brodę, wyglądał staro, chociaż w pod slipkami nadal te prężne 19 lat gotowego na wszystko. Ten to ma ikrę nie powiem.
Usiadł gdzieś w kącie z widokiem na... na najebanych kolesiów, panie też były chociaż może bardziej świadome.
Westchnął pijąc sobie piwko i patrząc za okno.Robert - 2013-07-26, 20:00 Jprd
No więc Robercik tego wieczoru również postanowił zawitać w pubie. Podjechał pod budynek swoją BMW'icą, zatrzymując się obok motoru Józka. No, oczywiście nie wiedział, że to motor jego przyjaciela, tzn nie rozpoznał go, ale po głębszym przyjrzeniu się, wydał mu się jakiś znajomy
Już na wejściu zapalił szluga i zaciagając się mocno, zaczął wchodzić z wielkim wysiłkiem po schodach w górę. Kiedy znalazł się na miejscu, z lekką zadyszką otworzył drzwi, przeczesując niedbale rozczochrane włosy. Skierował się do baru, gdzie postanowił zamówić sobie piffko <3Joseph - 2013-07-26, 20:06 JózeWW z impetem postawił piwo widząc, że jego lalunia go nie zobaczyła, a on ją tak.
Namierzał go oczami tak, że gdyby miał lasery to dupcia Robiego.. a nie, głowa zostałaby spalona!
Podniósł się gwałtownie, krzesło zazgrzytało.
Czaił się na przeciwnika i dzięki swoim długim nóżkom już po chwili stał za Robim. Gdy tylko barman odszedł kawałek po piwko, Józek zaatakował Robigo od tyłu hahah.
Zaciągnął go do tyłu wywijając łepek tak, by zdezorientowany nie mógł wyzwolić szyi od mosiężnego uścisku swojego braciszka i kochanka za razem. Usadził go z rozbiegu na krześle i zaskowytał jak pies.
- ROOOBCIUUU!!