Stardust - 2013-04-03, 21:00 /przepraszam za zniknięcie :d
- Och, onieśmiela mnie pan! - zaśmiała się - Wszakże liczy się dusza, a nie wygląd, szanowany panie!
Poetycko, nie ma co. Stardust rzeczywiście była niczym końska arystokratka, momentami rozkapryszona i po prostu głupiutka. W sumie posiadała małą wiedzę o realnym, otaczającym ją świecie.
- A cóż to za waćpanna siedzi na panu?
"Szalona klacz" przez chwilę, zajęta rozmową z kucem, szła tak jakby na pilota, jako tako reagując na pomoce Cariny. Mimo to nie protestowała na nic, a cała sytuacja wynikała z jej małego rozkojarzenia, które spowodowane było między innymi tym, że pierwszy raz była na tym szlaku.
- Och, jakże dobrze, że pan tu jest przy mnie, bo bym chyba sama nie dała rady!
Stardust szła obok kuca, starając się złapać jakiś kontakt z juniorką.Villemo - 2013-04-03, 21:08 Villemo uśmiechnęła się i poluźniła wodzę. Modliła się w duchu, by przez to kuc nie stał się agresywny w stosunku do klaczy, ale na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Poczochrała go pieszczotliwie po grzywie.
- Kłusujemy? - zaproponowała zerkając na dziewczynę i ścisnęła nieco Witkowe boki, wypychając go do kłusa z krzyża. Z powrotem zwiększyła kontakt.
- Od dawna jeździsz? - zagadnęła rudowłosą. Mięciuchno anglezowała, nie obijając delikatnego grzbieciku kucyka, żeby nie mógł na nią narzekać, o - Sport? Rekreacja? - Łydką i wodzą zepchnęła siwka w lewo, gdy dojechały do rozwidlenia. Nie omieszkała także uprzedzić o skręcie swojej towarzyszki. Ścieżka skierowała je na chwilę na obrzeże lasu. Po ich lewej stronie rozciągała się wielka łąka. Vilek z chęcią pogalopowałaby po niej, jednak roztopowe błoto do tego nie zachęcało. Miała nadzieję, że w lesie znajdą jakiś suchy szlak.Lasimaalaus - 2013-04-03, 21:25 - Toż też racja - przyznał po chwili namysłu komentując słowa Star. Furkotnął wesoło, odchodząc od niej, gdy Vils nagle zarządziła kłus. Witek odwrócił wtedy łeb ku towarzyszce i zarzucił główką, odrzucając grzywkę z oczu.
- Pani kochana, dodajemy! - zarżał do niej raźno i ruszył przed siebie najpierw dość szybkim tempem, wyraźnie wyciągniętym. Jeśli jednak dziewczynki zostały z tyłu, to zwolnił, nawet bez pomocy instruktorki na jego grzbiecie. I jej ciężar jakoś mu nie przeszkadzał, dosiad miał pewnie bardzo dobry i tak dalej, toteż tak.
brak weny. ;-;Stardust - 2013-04-04, 18:14 Zareagowała, była nauczona, że ludzi trzeba słuchać. Rozluźniona klacz szybko złapała odpowiedni rytm i równowagę pod człowiekiem, kłusując przed siebie tempem nadanym przez amazonkę. Przy rozwidleniu niechętnie zwolniła, przeszła do stępa tudzież zatrzymała się (dokładnie nie wiem, jakie sygnały były dane), następnie wjechała za kuca zgodnie z zaleceniami Cariny.
- Lasimaalausie, kłusuję za panem!
Końska milejdi gnała przed siebie, raz na jakiś czas przyspieszając. Mało obchodziło ją to, że coraz bardziej zbliża się do zadka kuca. ;3 Reagowała jednakże na ewentualne pomoce wstrzymujące juniorki, o ile takie następowały, chociaż zwalniała na krótko.Villemo - 2013-04-04, 19:06 Vilek złapała wodze w jedną rękę i odwróciła się do tyłu, spoglądając, czy rudowłosa nadal za nią podąża. Jeszcze by jej się oberwało, jakby zgubiła kogoś w terenie.
- Yyyy - zaczęła dość kulawo, robiąc zamyśloną minę - Jak miałam 6 lat zaczęłam jeździć regularnie - stwierdziła - Po prostu miałam szczęście, bo mój wujek ma stadninę - uśmiechnęła się lekko - Ale w Norwegii - dodała. Na chwilę zamilkła. Tęskniła za domem i za rodziną, tęskniła za ukochanym wujkiem i za jego stajnią, za przyjaciółmi... Sama jednak zdecydowała o wyjeździe do Anglii i o studiach...
- Jeśli chodzi o kierunek, to trenuję sportowo, ale ubóstwiam wprost jeździectwo naturalne i jazdę rekreacyjną. Nie jestem jednak zawodnikiem, startuję w zawodach sporadycznie - wzruszyła ramionami i odwróciła się do przodu by nakierować kuca na szeroką drogę, skręcającą do lasu. Po kilku minutach łąką zniknęła za plecami dziewczyn.
- No to co, galopik - wyszczerzyła zęby do Cariny. Grunt był tutaj dość suchy i wygodny do galopu - Jak chcesz, możesz mnie wyprzedzać, jeśli Star okaże się szybsza, ale nie znikaj mi z oczu - poprosiła i ścisnęła łydkami boki Witka, jednocześnie wypychając go do galopu z krzyża. Pozwoliła mu się rozpędzić, pochyliwszy się w półsiadzie. Widząc leżący gdzieś z boku przewalony pień, najechała na niego, łydką zachęcając siwka do skoku. Po wylądowaniu zerknęła na rudą, która miała obok drzewa dość miejsca, by przejechać nie skacząc.Lasimaalaus - 2013-04-04, 19:32 Czując jak Vilsowa dupka się na nim kręci, ten chamsko zrobił małą falę - ot, taki bryczek. Niegroźną wprawdzie, bardzo delikatną. Taki komunikat - Siadaj prosto, głąbie!
Zapomniał na razie na dłuższą metę o Stardust i Carinie słysząc, jak z ust instruktorki padło słowo galop. Doprawdy, piękne słowo! <3 Nie wyrywał jednak, pozostając grzeczniutkim kucem. Za to pomachał łbem z podekscytowania. Ooo, może nawet kicną coś? O ile on się uniesie z nią na jakaś sensowną wysokość Nie no, dobra, Vils chyba ciężarna taka nie jest! *userka chowa sie przed Vilsową*
Czując wyraźna łydkę i sygnał do galopu, ruszył najpierw ładnym, roboczym tempem. Nawet się pozbierał chwilkę. Ale zaraz jednak stwierdził, że nie jest to konieczne, skoro są w terenie i może się wyluzować. Dlatego też gdy ujrzał jak ruszają za nimi dziewczyny, bo pewnie ruszyły, dodał mocno, najwyraźniej nie chcąc zostać dogonionym, a zwłaszcza przegonionym
A jak się ucieszył, widząc gdzie go Vilka skierowała! <3 Owy zwalony pień nie był jakąś wytrawną przeszkodą dla niego, toteż z ładnie najechał, wyregulował tempo, trochę skrócił wykrok i niestety podszedł pod przeszkodę. Za to lot był ładny i czysty, chociaż z jakimś półmetrowym zapasem. Wylądował trochę ciężko, bo zastany nieco. Ale był w pełnej gotowości na dalsze skoki!
Jeeeej, tereny z Vilsową rządzą! <3 On sie w niej normalnie zakocha teraz no. x3 Nie odpędzisz się potem od niego !Stardust - 2013-04-05, 13:43 Zareagowała na sygnał, o dziwo nie wyrywając się prędko do przodu, ale startując jak na razie spokojnym tempem. Samo przejście zresztą było bardzo płynne. Zresztą, Stardust po części dodała automatycznie, widząc, jak jej towarzysz to robi. Widziała, że kuc przyspieszał, więc również to robiła, bo nie chciała zostać (prawie) sama w tyle. W sumie z ulgą przyjęła to, że nie musi skakać, bo nie lubiła tego. Jasne, umiała przeskakiwać przez proste przeszkody, ale zdecydowanie wolała ujeżdżenie.
Stardust miała miękki galop, żadnego wybijania. Jakoś tak odechciało jej się zbytniego nadganiania, więc (zapewne wbrew przypuszczeniom Cariny) jeżeli już to zwalniała.Villemo - 2013-04-05, 19:35 Roześmiała się.
- Wbrew powszechnemu przekonaniu nie leży tam cały rok - stwierdziła i skupiła się na jeździe. Była troszkę zaskoczona tak ambitnym skokiem kuca. Poklepała go z entuzjazmem i poluźniła wodze, pozwalając mu się wyciągnąć i rozluźnić.
Na ich drodze pojawił się rów. Dziewczyna zignorowała szeroką, drewnianą kładkę i najechała na niego ze swym wierzchowcem, zamykając go przed przeszkodą w pomocach, gdyby nagle odwidziała mu się chęć do skoku. Po lądowaniu przejechała kilka fouli i wstrzymała Witka do kłusa, a potem do stępa.
- Możemy jechać w parze - zaproponowała Carinie uśmiechając się wesoło. Po pierwszym galopie była w bardzo dobrym humorze.Przejechała sobie dłonią po włosach, przygładzając je w miejscach, gdzie zwichrzył je wiatr.
- Myślałaś nad kupnem konia? - spytała zerkając na dziewczynę. Ona sama aktualnie poszukiwała dla siebie wierzchowca. Była już właścicielką kilku, ale tak wyszło, że musiała się z nimi rozstać... Kupno następnego chciała dobrze przemyśleć, ale tęskniła za posiadaniem podopiecznego. Jest w tym coś szczególnego, czego nie ma, gdy po prostu opiekujesz się jakimś koniem w stajni...Lasimaalaus - 2013-04-05, 20:10 Gdy został poklepany z rozochoceniem podrzucił łbem. Na chwilę sie potem zdekoncentrował, nasłuchując, czy Star nie została w tyle. I pewnie wjechałby w ten rów, gdyby nie Vilsowa. Dlatego, też w ostatniej chwili skupił się i oddał ładny skok, podkulając ambitnie podwozie. Znowu trochę zapasu, ale jednak sporo mniej.
Wylądował zgrabnie i z dość duża dozą niechęci, ale jednak zwolnił posłusznie. Zatrzymał się jeszcze szybciej, bo przypomniał sobie o istnieniu pozostałej dwójki. Odwrócił łeb ku nim i zafurkotał w kierunku Stardust. - A panienka skakać nie lubi? - nastawił puchate uszka ku niej i dalej zaraz skupił sie na Villemo, jednak dalej uważając czy aby kopytna towarzyszka nie odpowiada.
ale gniot ;-;Stardust - 2013-04-05, 20:47 - Och, pani na mym grzbiecie chyba nie życzy sobie, bym skakała - odpowiedziała. - Aczkolwiek to musi być bardzo ciekawe zajęcia, nieprawdaż?
Nie ma to jak myśleć co innego i mówić co innego. ;3 Skierowała uszy w kierunku wałacha, niezadowolona z tego, że musi być za nim. Ucieszyła się więc, gdy poczuła odpowiednie sygnały i wystrzeliła przed siebie, słuchając jednak poleceń dziewczyny. Trzymała się Lasimaalausa, obserwując go kątem oka, ale będąc z drugiej strony wrażliwą na sygnały ze strony Cariny. Słysząc słowo stęp przez kilka kroczków drobiła kłusem, w końcu jednak przeszła do stępa i parsknęła raźno, machając ogonem na boki.
/jakość powala ;dVillemo - 2013-04-05, 22:03 Kącik jej ust uniósł się ku górze i utkwiła spojrzenie w Carinie.
- No tak, zwykle kupuje się konia którego trochę się zna - mrugnęła do niej i w pewnym momencie skręciła ze ścieżki w las. Czasem lubiła pojeździć nie tylko po wytyczonym szlaku. Było to trochę ciekawsze urozmaicenie konnej wyprawy. Znała już te tereny i jej celem była teraz łąka, położona kilkaset metrów od miejsca, w którym się znajdowały. Kobieta zaczęła metodycznie omijać drzewa i wybierać dogodną do przejazdu drogę. Teren to łagodnie wznosił się, to opadał. Drzewa nie były rozmieszczone bardzo gęsto. W powietrzu rozlegał się ptasi świergot i kobieta długo w milczeniu rozkoszowała się tą cudną chwilą. Szum gałęzi, wiosenny śpiew, cichy stukot kopyt i parsknięcia ich wierzchowców... Czegóż można chcieć więcej od życia?
Naraz przypomniała sobie o rozmowie jej i Cariny.
- Czy ja wiem czy masz rację... Nie jest powiedziane przecież że będziesz musiała jeździć tylko na własnym koniu - zauważyła - Poza tym jeśli chcesz myśleć o poważnym treningu sportowym to będziesz się musiała liczyć z kupnem podopiecznego. - wzruszyła ramionami. Nie chciała do niczego namawiać dziewczyny, czy jej zmuszać. Po prostu takie luźne rozmyślanie.
Teren zaczął wznosić się nieco stromiej ku górze i Vils pochyliła się nieco w siodle.
- Jeśli chciałabyś ze mną trenować - choć nie namawiam - to wolę, pracować z parami... - stwierdziła - Oczywiście nie mówię, że musisz od razu się ze mną umówić na jazdy - wyszczerzyła do niej zęby. Teren podniósł się ku górze przy ostatnim, bardzo krótkim podejściu i Villemo złapała się grzywy Lasa i spięła go łydkami, by wygramolił się na górę bez większego wahania. Ich oczom ukazała się rozległa łąka, która - o dziwo - była całkiem sucha. Na to właśnie liczyła instruktorka. Jechały spokojnym tempem już dobre kilkanaście minut, czas wypuścić konie, by mogły pokazać na co je stać.
- Wygląda zachęcająco, co? - spytała wpatrując się z zapałem w teren wprost idealny do galopu. Opadał nieco w dół, jednak pod małym kątem, ziemia była sucha. - Galopujemy do przeciwległej ściany lasu, chyba że nam wcześniej konie wysiądą - zaśmiała się cicho. Poluźniła wodzę i dodała łydkę, popędzając siwka do najwyższego chodu. Pochyliła się w półsiadzie, dając mu pełne pole do wykazania się, jak bardzo potrafi wyciągnąć te swoje kucykowate nogi.Lasimaalaus - 2013-04-06, 01:27 - Musi mieć jakiś powód, by tego ie robić - skomentował słowa Stardust. - Bo szkoda tak bez wyraźnego powodu nie skakać. To naprawdę fajne uczucie! - dodał i machnął raźnie łbem.
Ogarnięty szedł dalej zgodnie z wolą Vilsowej, przysłuchując się uważnie ich rozmowie, chociaż i tak nie mógł nic zrozumieć, pomijając jakiś podświadome skojarzenie kilku słów. Kupno, koń, dzierżawa... Te słyszał często całkiem, chociaż nie był pewien, co oznaczają. Wiedział tylko, że mają coś wspólnego z właścicielem. A właściciel dla niego to w żadnym wypadku tylko ktoś kto za niego zapłaci, niee! Z resztą, dla którego konia? To jest po prostu osoba która kocha cie najbardziej ze wszystkich i to zwykle ona na tobie jeździ, praktycznie zawsze. I poświęca ci dużo czasu.
Taki właśnie powinien być właściciel, o!
Zauważając wzniesienie, napiął mięśnie, które w międzyczasie zdążył całkowicie rozluźnić. tereny poprawiały znacznie humor, zwłaszcza jemu. Toteż zaczął z pełnią optymizmu wdrapywać się na górkę, czując zachętę instruktorki i to, że coś go szarpnęło za grzywę Złapała się pewnie, żeby tam gdzieś nie zlecieć podczas gdy on odwala czarną robotę. ;-;
Zaczął dzielnie wspinać się, jednak gdzieś na końcu noga mu się omsknęła. Cudem chyba tylko znalazł ponownie punkt zaczepienia dla kopyta i wybił się gwałtownie na górę, lądując dość niepewnie. Był nieco zdezorientowany, ale najwyraźniej zadowolony z tego, że się udało bez większych problemów.
Spojrzał na pozostała dwójkę ciekaw jak sobie radzą. Potem Vils powiedział to magiczne słowo - galop! Gdy zaraz potem kuc poczuł łydkę, tylko zarżał cichutko do andaluzyjskiej koleżanki i pobiegł przed siebie łąką. Teren ciągnął troch w dół, więc musiał szybciej przebierać nóżkami ale dla niego to żaden problem. Jak kiedyś jeździł z dużymi końmi to żeby nadążyć w kłusie musiał nieźle kopytami wymachiwać, bo niestety kończyny nieco krótsze niż u dużych kolegów.
Teraz znacznie zwiększył wykrok i wyciągnął lekko szyję, chcąc poczuć ja najbardziej wiatr w grzywie. Zauważył, że Vilsowa sie podnosi, dając mu pełną samowolkę - i super! Popruł przed siebie, chyba szybciej niż kiedykolwiek. <3
W takim kucyku wbrew pozorom mieści się naprawdę sporo energii. I szybki też jest, nie ma co!Stardust - 2013-04-06, 10:10 Klaczy slalom między drzewami bardzo się spodobał, lubiła takie formy rozrywki, które kształtowały w niej zwinność i szybkość reakcji. Parskała wraz z każdym wygięciem się, mając na celu zakomunikowanie, że chciałaby częściej robić takie rzeczy. W jej główce pojawiła się wesoła myśl, że w najbliższym czasie chciałaby zrobić coś ryzykownego i szalonego, oj tak.
Usłyszała nagle, jak dziewczyna coś nuci, co zadziałało na nią jak najbardziej pobudzająco, gdyż wcześniej niejako rozmyślała, zatracając się w świecie fantazji. Lubiła śpiew, uwielbiała muzykę towarzyszącą jej czasem przy przejeździe na czworoboku. Stardust skierowała swe radary na dziewczynę, wyczekując jakiegoś zadania. Minęło trochę czasu, a takowe nie nastąpiło, co jako tako przeżyła. Tym razem skupiła się na drodze, którą miały do pokonania, a miały wjechać pod górę.
Ogółem mówiąc szło jej się łatwo, wspinała się, wyciągając łeb przed siebie, a przy okazji wdychając jakieś nowe zapachy, które poczuła niemalże znikąd. Troszeczkę rwało ją do nowo poznanego siwego kolegi, bo rzecz jasna dla konia lepiej w dwójkę niż w pojedynkę pokonywać "dzikie tereny" głównego szlaku.
Stardust reagowała zazwyczaj na nawet najlżejsze sygnały dawane przez jeźdźca, a zapas sił ów jeździec musiał zwiększyć dopiero wtedy, gdy ta miała go gdzieś. Cariny gdzieś nie miała, więc się jej słuchała, po prostu. Więc zgodnie z jej zaleceniami przeszła do galopu, który był jak najbardziej rytmiczny. W sumie cieszyła się, żę ma szansę się wyszaleć i w duchu dziękowała jej za to, że wybrała ją na swego wierzchowca na przejażdżkę. Skróciła nieco wykrok, rozluźniając przy tym grzbiet i resztę ciała. A tak przy okazji tego rozluźnienia... a właśnie, że jej ten półsiad nie przeszkadzał! Odciążał grzbiet i była bardzo zadowolona z tego faktu.
Podczas tego galopu nie wysiądzie, o nie. Będzie biegła do końca, pomimo, że troszeczkę się już spociła.
Klacz podczas tego wyjazdu w teren odpuściła sobie z grubsza wszelkiego rodzaju zebrania, ponieważ uznała go raczej za formę relaksu i odpoczynku, a nie pracy czy też treningu.
Ps. jeźdźca się nie wybiera, ale zawsze może go zrzucić, no nie?
- Jak tam przejażdżka? - spytała z sielanką w głosie. - Jak dla mnie jest bardzo przyjemna. Villemo - 2013-04-07, 15:58 Villemo skrzywiła się nieznacznie słysząc, że dziewczyna ma problem z kolanem. Współczuła jej. Ona sama chyba by nie wytrzymała, gdyby musiała powstrzymywać od jeździectwa, czy niektórych jego elementów przez jakąś chorobę.
Vils poklepała z entuzjazmem kucyka, ze zdumieniem obserwując jak pruje do przodu niczym rakieta. Szczerze mówiąc wcale nie spodziewała się tego po jego niezbyt długich nóżkach. ;-D
Kiedy wreszcie wstrzymała go przy wspominanej krawędzi lasu była dość zdyszana. Bandana opadła jej na szyję,a fryzura była ułożona w yy... 'lekkim' nieładzie. Dziewczyna zdjęła gumkę i przeczesała włosy palcami, próbując zrobić coś z tym misz maszem. Nie było już aż tak źle, ale to coś do ładu można było doprowadzić tylko szczotką (i pomocą dwóch wykfalifikowanych fryzjerów ).
Jeśli zaszła taka potrzeba, Vils poczekała na Carinę z Witkiem, po czym ruszyły sobie ścieżką na wprost. Odkąd jeździły minęła już pewnie około godzina, więc zaraz miała zamiar wrócić. Po paru minutach znów wjechały w las. Dziewczyna puściła się z kucem spokojnym kłusem, metodycznie omijając co większe błotniska. Jak zwykle na zimę było dość grząsko. Topniejący śnieg sprawiał, że ziemia namakała, a końskie kopyta były po powrocie trudne do doczyszczenia...
Na ich drodze stanęła rzeka. Była dość szeroka, ale płytka. Żaden zdrowy na umyśle koń nie przymierzał by się do skoku przez nią. Dziewczyna wjechała w rzekę i zaczęła się przemieszczać wraz z jej nurtem, mocząc nie tylko końskie, ale i swoje własne nogi. Uniosła nieco łydki w górę, by woda miała mniejszą możliwość ich ochlapania.
Odwróciła się do Cariny, która jechała za nią.
- Możemy się jeszcze kiedyś spotkać jak chcesz - zaproponowała z uśmiechem. Bardziej podchodziła do rudowłosej jako do znajomej, a nie uczennicy. Nadal nie mogła do końca odnaleźć się w roli instruktorki, ale może z czasem to minie... Cari była prawie w jej wieku, więc to, co do niej mówiła, traktowała raczej jako przyjacielskie rady. Zresztą pewnie kobieta nigdy nie stanie się pewnym siebie trenerem, który jest dość arogancki w stosunku do jeżdżącej. Vils pozostanie taka jak zawsze. Niemal zawsze miła i uprzejma, raczej prosząca niż karząca...
Jadąc rzeką kobieta starała się wyszukać jakieś dogodne miejsce do podejścia, jednak na razie takiego nie dojrzała. Koryto otaczały dwie wysokie skarpy. Miejsce było naprawdę urokliwe. Przejrzysta woda lśniła od refleksów słonecznych. Promienie prześlizgiwały się przez dość gęsto zawieszony nad ich głowami baldachim gałęzi. Malutkie, wiosenne listki podrygiwały na wiosennym wietrze, a wokół nich rozlegał się głośny szum drzew, który przyjemnie pieścił swą nutą ich uszy. W rowie, w którym przebywały wiatr ich nie dosięgał, więc było im względnie ciepło. Dziewczyna zaczęła delikatnie masować siwy kark Lasimaalausa.Lasimaalaus - 2013-04-07, 22:40 //rzucę gniotem, bo nie mam sił po książce którą właśnie skończyłam. minusy identyfikowania się z głównym bohaterem przez całe 7 części wspaniałej serii. ;-;
Dość żwawo pokonał dystans całej łąki i o ile dostał taka możliwość, rozpędził sie w pewnym momencie do swojego maksimum, przebierając gwałtownie swoimi krótkimi nóżkami. Zmęczył się finalnie trochę, zwłaszcza, że nie woził dzisiaj na grzbiecie żadnego juniora tylko osobę dorosłą. A takie chcąc czy nie chcąc i wyższe i cięższe i niewygodniejsze.
Z powodu tego zmęczenia posłusznie całkiem dał sie zwolnić gdy tylko skończyli ten bieg. Przeszedł do kłusa łagodnie i całkiem szybko najpierw szedł, ale w końcu stwierdził, że nie ma co gonić, skoro nie popędzają.
Obejrzał się na Stardust. - Miły to był bieg, prawda? - zwrócił przyjaźnie uszy w jej stronę. Grzecznie potem wyczekał odpowiedzi jeśli tylko klacz się z nim zrównała, to przyjacielsko szturchnął ją pyskiem gdzieś po mordzie, tudzież szyi, Potem na powrót skupił się na Vilsowej, która właśnie skierowała ich na wodę. Ale to jest kucyk-pedant! On za żadne skarby nie wejdzie do wody, kopytka zamoczy! ;-;
No i tak było, cóż. Przed wejściem przez dłuższą chwilę instruktorka musiała z nim powalczyć. W sowim samoobronnym repertuarze Lasimaalaus odnalazł między innymi chody boczne, cofanie się, zarzucanie łbem i dosyć niskie wspinanie sie. Nie lubił wody i już! I na nic nie pomogło tutaj mizianie go po karku. ;-;
Ale w końcu złamał się, możliwe, że po tym jak zobaczył, że jego andaluzyjska koleżanka wtargnęła w nurt rzeki. Podejrzewam, że dziewczęta mogły wpaść na taki plan, gdy zobaczyły, że Witek nie przepada za wilgocią. W takiej sytuacji jednak nie mógł być gorszy i w końcu wlazł do wody, w sumie wjeżdżając tam prawie z galopu, wyrywając się, coby jak najszybciej wyjść. Trudno, że przez to bardziej chlapał, on tego nie załapał. ;-;
Unosił kopytka wysoko, chcąc je możliwie jak najdłużej utrzymać ponad taflą wody, ale nie było zbyt takiej możliwości. Zestresowało go nieco bezsensowne szukanie wyjścia z rzeki i w końcu zignorował Vilsową i popędził przez wodę ku jednej z tych skarp na brzegu. jednak faktycznie, wszystkie były zbyt wysokie. Miał jakiś odruch skokowy, chciał się wybić, ale zauważył, że raczej nie doleci. Dlatego jakoś wierzgnął w miejscu, ale zaraz uspokoił się trochę. Przebierał w niemożliwym stresie kopytami w miejscu, uszy kładąc po sobie i troszkę wytrzeszczając oczy, którymi wodził bacznie dookoła. Ba, wodził - latał nimi naokoło jak szalony! A dyszał przy tym lekko, rozszerzając mocno chrapy. O ile został zmuszony do ruchu, poruszał się teraz niesamowicie powoli, z wielkim oporem, nie chcąc się bardziej ochlapać - chodził jak na szpilkach.
Wstrętna woda, wstrętna!