Szerker - 2013-03-16, 20:35 No, akurat ten koń miał takie podejście do każdego, aczkolwiek mogło być lepiej, bynajmniej gdyby spojrzało się, jak chodził pod Riley'em, czy też Jacksonem. Chociaż już w ostatnich jazdach miał nieco gorszy humor, a później miał okres, gdzie w ogóle nie chodził. Przejście do stępa było natychmiastowe, gniadosz chętnie wykonał owe polecenie. Nie przedłużając, gdyż userka nie ma weny, ogier korzystał z luźnej wodzy, bujając swobodnie łbem na boki. Przede wszystkim rozluźnił się pod koniec całkowicie, co przyniosło swego rodzaju ulgę jego mięśniom. By dostać smakołyka rozciągał się odpowiednio, ot co. Zadowolony z traktowania, puknął delikatnie jeźdźca pyskiem, gdy ten z jego zszedł i zjadł podarowany owoc. Wyszedł z Harrym, w każdym bądź razie.
ztChristian Levrull - 2013-03-16, 21:00 Skinął Harr'emu, który zresztą już ulotnił się z Szerkerem i dobrze, nie koniecznie lubił towarzystwo innych koni podczas treningu, na którym koń miał być definitywnie skupiony. Nie chodziło o izolację, ale czasami, a przynajmniej przy pierwszych razach należałoby owy spokój koniu zaoferować.
Gdy poczuł reakcję Fat na pomoce nieco rozluźnił działający blokadą krzyż, nie odpuszczając zamknięcia w łydkach, ale za to dał jej możliwość wypuszczenia się do dołu. Czuł dość sztywny grzbiet, dlatego nie pilnował jej ustawienia, bardziej skupiając się na tym, by chętnie zeszła w dół, chcąc tym osiągnąć rozluźniony grzbiet i szyję. Łydką zachęcił ją do poszerzenia kroku, wymagał tego tym bardziej, że ustawienie w tym momencie było po prostu luźne, bo to właśnie o tempo tu chodziło. Miała się rozejść, rozluźnić i na początek dawał jej tą możliwość.
Na takim swobodnym ustawieniu co jakiś czas pracą dosiadu i łydek nakierowywał ją na wolty, koła różne serpentyny i inne takie nie koniecznie ciasne zakręty. Kręcił się z nią tak przez dłuższy czas, dając jej swobodę jeśli chodzi o rozgrzanie i rozruszanie zastałych mięśni.
Jeśli wreszcie osiągnął to co proponował klaczy ustawieniem, zamknął ją znów w łydce dając sygnał do kłusa. Znów to samo - aktywizująca łydka proponowała, a wręcz wymagała konkretne tempo, ale za to luźne wodze (które i tak miał w razie wypadku przygotowane do skrócenia, gdyby Fatce się odwidziało) znów zachęcały do niskiego ustawienia, podstawienia zadu i szerokiego wykroku. Na dodatek wymagał tylko tempa, czekał więc na odpowiednią reakcję klaczy, czyli odpuszczenie na przodzie i jego swoboda, przez co szło również rozluźnienie szyi i grzbietu - czyli de facto praca tych ważnych elementów jej ciała. Na razie wymagał tylko jazdy pod śladzie ewentualnie czasem lekkimi pomocami sugerując wjazd na sporej średnicy koło.Yasmine - 2013-03-17, 13:33
Jessie napisał/a:
- Nie wątpię! Ale chcesz skakać więcej, prawda? - zadała jej retoryczne pytanie, po którym już zamilkła by obejrzeć kolejne dwa przejazdy przez szereg. Każdy następny był lepszy od drugiego, zmianę głównie dostrzegała w klaczy, choć i tak pozostawało wiele do życzenia. Jeżeli istniała taka potrzeba, Jess zwracała delikatnie uwagę na błędy postawy, bo każdemu się one zdarzają, nawet tym zaawansowanym, a tylko osoba z ziemi jest w stanie zauważyć pewne rzeczy.
Ruchem ręki poprosiła Yasmin o skierowanie Semblance na ścianę.
- Bardzo dobrze. Postawię jeszcze jedną przeszkodę i to byłby koniec na dziś, w porządku? Zagalopuj w najbliższym narożniku, zrób po okrążeniu na każdą stronę, nogę zmieniaj przez kłus. A potem dawaj na stacjonatę. - powiedziała i od razu ruszyła do ustawiania wspomnianej stacjonaty, była wysokości 0,85m, ze wskazówką przed.
Potem wróciła z powrotem na bok i obserwowała stamtąd dziewczynkę.
- Zrób dwie powtórki, raz z lewej nogi i raz z prawej! - poprosiła, po czym zajęła się obserwacją poleconego zadania. Gdy juniorka skoczyła prawidłowo przeszkodę, Jess 'pochwaliła' (to dziwnie brzmi w stosunku do ludzi xD) ją i poprosiła jeszcze o koło galopu wokół maneżu, potem o koło kłusa, aż w końcu stęp - parę minut na krótkiej wodzy, a potem na długiej, już w ramach rozstępowania ...
edit.
Jak zrobiły to wszystko, to pożegnała sie i wyszła /zt
Jaśmin przewrócił oczami, słysząc uwagę Jess, ale zaraz zrekomendował się wielkim uśmiechem posłanym do kobiety. Kiedy dostała polecenie galopu, przed narożnikiem zrobiła półparadę, zewnętrzną nogę przesunęła za popręg i wypchnęła konia z bioder do galopu starając się, by wcześniej Semb się nie rozpędzała. Była uczulona na to, że galop nie ma następować po rozpędzeniu konia, lecz po wyraźnych sygnałach. Zrobiła z Semb okrążenie, po czym najechała na środek i skręciła w przeciwną stronę, zmieniając - tak jak powiedziała Jess - nogę, przez przejście do kłusa. Poprowadziła klacz po ścianie na przeszkodę, zamykając ją przy ścianę i kierując na sam środek stacjonaty. Wypchnęła ją do skoku, by nad przeszkodą unieść się kilka centymetrów nad siodłem w półsiadzie. Wylądowała miękko w siodle i zmieniła kierunek przez półwoltę. Powtórzyła skok w drugą stronę. Po okrążeniu w galopie, przeszła do kłusa, a potem do stępa. Po kilku minutach wyjechała na Semb z maneżu, kierując się w stronę budynku stajni.
z.tAnonymous - 2013-03-21, 21:21 Przyszła z siwą na maneż, po drodze pilnując by się nie wywróciła, zastanawiając czy aby przypadkiem nie miała problemów z równowagą, idąc od sprawy głowy, zapalenie ucha wewnętrznego ? czy cokolwiek innego ? choć na boksie nie było takiej informacji.
Oprowadziła ją wkoło miejsca treningu, zatrzymując się przy schodkach, z których po dopięciu popręgu i uregulowaniu długości puślisk, zasiadła na jej grzbiecie. Dała jej sygnał do stępa, opierając się na strzemionach, łapiąc wodze, acz jeszcze nie wymagając od niej niczego innego niż żwawego stępa po ścianie, między przeszkodami itd.Faint Fairy - 2013-03-21, 21:29 Przylazła totalnie rozluźniona za Jamie. Nie miała problemów żadnych z zapoznawanie nowych miejsc, a tym bardziej żadnych chorobowych w związku z jej równowagą. Po prostu taka była...
Trochę pomachała łbem na pokaz przy podpinaniu popręgu, ale to raczej dlatego, że zauważyła jakąś klacz na maneżu. Dopiero wczoraj przyjechała - okej, jazda nie stoi niczemu na przeszkodzie. Ale nieznajomy jeszcze koń? Żadnego w sumie nie zdążyła poznać. A tutaj już wspólna prawie że jazda! Ona jeszcze przecież będzie przez jakiś tydzień czy dłużej pachniała inną stajnią Ciekawe, jak im to powychodzi w takim razie.
Gdy poczuła na sobie nagle ciężar jeźdźca, cofnęła sie parę kroków niespokojnie, ale gdy tylko dostałą sygnał do stępa dała do kłusika. To raczej z przestrachu, bo jakoś sie nie skupiła na dziewczynie i nie wiedziała, że wsiada. Oczywiście potknęła sie o coś, toteż po takowym incydencie uspokoiła się i przeszłą posłusznie do stępa. Szła żwawo, chód miała w miarę możliwości równy, ale nie jakiś prawdziwie elegancki. Ale za to grzbiecik dobrze w miarę wysiedzony, całkiem wygodny. Ponadto starała się go uwydatnić, zaokrąglić się, cokolwiek zrobić. Miała z tym jednak kłopoty, bo nigdy jakoś nikt jej tego nie zdołał nauczyć. Ganasze to jej szczególnie słaba strona.
Kroczyła więc tak w miarę możliwości skupiona, przeżuła czasem wędzidło, starała sie coś zrobić ciekawego i pomocnego jeźdźcowi z łbem i ogólnie cała reszta ciała, ale potrzebowała wyraźnej pomocy.Anonymous - 2013-03-21, 21:44 Umknęła mi druga para na maneżu, także uprzednio przywitała się z nią i gdyby zorientowała się kto siedzi na kasztance oczy wyskoczyłyby jej poza orbity ze zdziwienia.
Póki co chciała aby klacz rozchodziła się i zapoznała z terenem, próbując dostosować do jej ruchu. Po kilku okrążeniach, woltach, kołach, zmianach kierunku, przy których miała po prostu się wstępnie rozgrzać, zaczęła delikatnie ją przepuszczać coby otrzymać zgięcie w potylicy, w miarę średnie ustawienie. Rękę miała elastyczną, z każdą reakcją współgrała łydka. Starała się nieco zaangażować zad, chcąc na lekkim kontakcie poprowadzić arabkę.Faint Fairy - 2013-03-21, 21:53 Wyłapywała wszelkie znaki otrzymywane przez kobietę, ale nie bardzo je ogarniała. Starała się jakoś instynktownie współgrać z jej ręką, ale pierwsze co jej przychodziło go głowy do wyciąganie łba do przodu albo tonalna dezorientacja. To wszystko sprawiło też, że zapomniała o nogach i jakoś tak nagle krzywo stanęła, po czym straciła równowagę i runęła na klęczki. Mam nadzieję, że Jamie była na to przygotowana, bo Fairy ma jak najlepsze zamiary, ale chęci to czasem za mało, prawda?
Tak czy siak, czy spadła czy nie spadła, Wróżka speszyła się, podniosła i odskoczyła na bok. Zaczęła kłusować gdzieś na bok, niekoniecznie przodem, okropnie poruszona tym zajściem. Zatrzymała się zaraz i odwróciła wzrok ku jamie. O ile jednak spadła i została na ziemi, to wróciła się do niej i wyciągnęła łebek. Spojrzała na nią przepraszająco. O ile utrzymała ię w siodle, to i tak usiłowała ja przeprosić za te niechciane atrakcje wzrokiem. Ona tak bardzo się stara. ;<Anonymous - 2013-03-21, 22:03 Rzuciła kurwą, kiedy klacz znalazła się na klęczkach, czekając na niej, aż ta się podniesie. Gdy tylko wstała, poklepała ją, chcąc ją nieco uspokoić.
Zmieniła diametralnie taktykę, którą musiała na prędko objąć, coby się do niej przekonać. Łapiąc równy kontakt, nie wymagając zgięcia, jedynie żwawego tępa, elastyczną ręką podjeżdżała łydką do niej.
Jeśli oparła się, tak przestępując pewną chwilę, w razie mienia jej, aż za bardzo, zrzucając. Jeszcze popracuje nad jej zgięciem i przepuszczalnością, lecz nie dzisiaj. Gdy minęło 10 min. dała jej sygnały do zakłusowania, kierując się tym samym co w stępie, równy, elastyczny kontakt, za każdym razem z łydeczką, opierając nogę na strzemieniu, trzymając ramię i rozgrzeweczka. Wolty, zmiany kierunku, półwolty. Miała utrzymywać aktywne tempo, jedynie prostując się i w miarę wyginać ciałem na wszystkich łukach, coby nie wpadać i nie wypadać, czego brunetka konsekwentnie pilnowała.Faint Fairy - 2013-03-21, 22:14 Poczuła sie dużo pewniej na krótszej wodzy i stanowczym kontakcie. O ile ręką była jak najbardziej elastyczna, to siwuska znacznie się poprawiła. Od razu skupiła sie dużo bardziej, głownie z poczucia winy. Czuła się nieco przygnieciona przez Jamie, bo czuła, że tamta jest niespokojna i pewnie już troszkę zdenerwowana. Toteż nie była to dla niej już taka większa przyjemność, bo bała się, ze jak jeszcze coś zepsuje, to kobieta nie wytrzyma i coś zrobi niefajnego. Przez to wszystko zrobiła się nieco sztywniejsza, ale za to patrzyła uważnie jak stawia nogi, nawet nieco postąpiła ku zganaszowaniu się, ale leciutko. W sumie to było takie chowanie łba na sekundę i zaraz wyciąganie go - totalna niepewność tym co robi. Znalazła jednak wygodne oparcie na wodzy i ręce Jamie, toteż ośmieliła się trochę po jakichś dwóch kolach i śmiało ruszyła kłusem po sygnale wydanym jej przez dziewczynę. Nie chcąc się mazgaić starała sie iść żwawo i nie wypadać z kontaktu, nadal uważała na nogi i kroki, toteż póki co bez żadnych potknięć. Ale najmniejszy niespodziewany ruch dłonią i pewnie by się zdekoncentrowała... no i dalsza część historii w przybliżeniu znana, prawda?
//zw - idę się umyć, jbc.Anonymous - 2013-03-21, 22:32 Była jak najbardziej spokojna i ani trochę zła, zdecydowanie zaskoczona niezdarnością arabki. Kiedy tylko na ułamki sekundy schodziła z mordką w dół, od razu odpuszczała jej, pokazując, że tam na dole jest dobrze.
Krążyła po maneżu dobre kilkanaście minut, dodając po nich przejścia z kłusa do stępa i na odwrót, za każdym razem chwaląc, gdy odpowiadała. Swoją drogą znów poczuła się jak rekreantka
Po kilku razach na obydwie strony, albowiem przejścia wplecione były w całą pracę, czując odpowiednie odpowiadanie siwej jak i również, rozluźnienie i minimalne odpuszczenie, przeszła do stępa, pracując z nią subtelnie nad zgięciem, wówczas kiedy tylko schodziła w dół od razu zatwierdzając ją w fakcie, że jest tam miło.
Gdy minęło kilka minut zebrała ją na wyższy kontakt jak na początku, o ile w ogóle zeszła w dół, przykładając pomoce do zagalopowania.
Jeśli załapała, usiadła miękko w siodle, biodrem blisko z przodu, opierając się na strzemionach. Starała wpasować się w Arabii galopik po okrążeniu zaczynając pomalutku wolty.Faint Fairy - 2013-03-21, 23:25 Na początku totalnie nie rozumiała tego całego odpuszczania wodzy w nagrodę Przecież dobrze jest, jak jest mocno i elastycznie.. o co chodzi? Raz nawet znów się potknęła, gdy pierwszy raz została w ten sposób pochwalona. Nie, nie, nie. To nie jest najlepsza metoda by ją ogarnąć do ganaszu, bo to odpuszczanie to odbiera zgoła inaczej.
W końcu jednak chyba troszkę podłapała o co chodzi i poszła w zebraniu jakieś dwa kroki, ale zaraz znów rozluźniła się. Więcej już nie reagowała zbytnio na to, bo jej się tam trochę pomieszało w główce od tego. Musi to sobie na spokojnie przekalkulować i przemyśleć, o.
Gdy dziewczę podebrało jej wodzę jeszcze bardziej, siwuska trochę się wzburzyła i wypruła nagle wyciągniętym kłusem. Jasne, jej sie bardzo przydaje elastyczny i stały kontakt coby równowagę załapała, ale jeszcze większy jest zupełnie niepotrzebny, bo ona ma wyjątkowo delikatnego pysia. Toteż żywię nadzieję, że Jamie zrozumiałą przekaz klaczy i odpuściła jej trochę, jednak nadal ściśle ją trzymając. Faint uspokoiła się i przy sygnale do zagalopowania najpierw nieco nie ogarnęła i zadrobiła kłusem w miejscu, ale zaraz potem ruszyła ładnie, o ile otrzymała pomoc od Jamie.
Jej galop był wyjątkowo ładny i współgrający z jeźdźcem - najlepiej jej chyba szło w tym chodzie. W kłusie za ciężko, za szybko, dziwnie jakoś. W stepie za wolno i za dużo czasu na rozmyślenie się i dekoncentrację. A w galopie, zwłaszcza jej galopie, wszystko było... jak najbardziej o! Lepiej być nie mogło po prostu. Tempo nie robocze, a żwawe, chociaż nie zbyt szybkie. Niezmienna prędkość, grzbiet działał jej trochę jak sprężyna co prawda co akurat w galopie przy pełny siadzie może wygodne nie jest, bo tzreba wbić się mocno w siodło. W kłusie to jednak pomagało, bo anglezowanie stawało się łatwiejsze. Ale jest taki myk - w kłusie to ten jej grzbiet był póki co zawsze spięty i efekt sprężynki zanikał okropnie.
Ponadto, Wróżka miała dobre predyspozycje na długodystansowca, co w sumie nie est dziwne dla jej rasy. Ze względu na niezmienność tempa, jakość stawianie przez nią kroków i finezję, z jaką starała się to robić, zużywała mało energii. Oszczędzała ją przykładowo bardzo przykładając się do sposobu stawiania kopyta - nie dudniła nimi płasko, tylko z jednego końca na drugi, delikatnie. Nie opadała na ziemię powoli, chociaż fazę lotu miała wyraźnie zaznaczoną i często dobrze wydłużoną, widoczną. Po niej jednak o ziemię uderzała energicznie, przez co cała energie wracała do niej i tak samo dobrze odpychała ją znów w górę, dając jej lepszy efekt wypchnięcia i wyskoku.
Z woltami był jednak większy kłopot - nikt nigdy nie starał się z nią nich robić. Toteż na początku non top przechodziła przy skrętach do kłusa, a jak już po tysiącpięćsetstodziewięćsetnym razie załapała, że to ma być galop, to nagle ten jej wspaniały chód stawał się okropnie chaotyczny. Gubiła nogi, uciekała z kontaktu, przez co potem sama szarpała się za pysia, gdy szybko wracała pod rękę Jamie. Przez to wszystko tylko denerwowała się bez sensu.Anonymous - 2013-03-22, 07:59 Przede wszystkim nie złapała jej mocniej, a jedynie skróciła wodze, po uprzednim ich wydłużeniu, dlatego też arabka nie miała powodów do takiego zachowania. Oczywiście, kiedy ono miało miejsce, zatrzymywała ją i pewnie nie umiała się cofać, dlatego też tylko sadzała na tyłek.
Choć nie była za dobrze ujeżdżona, a w zasadzie to w ogóle musiała być choć trochę w kontroli.
Przeszła z nią do stępa, zmieniła kierunek, zagalopowała na drugą robiąc dwa koła, kolejno znów przeszła z nią do stępa, założyła derkę, rozstępowała i zaprowadziła do stajni gdzie rozsiodłała, odprowadziła do boksu a sama wyszła.
/ztFaint Fairy - 2013-03-22, 15:55 Co do skracania wody i wszystkich twoich sygnałów - odpisałam ci na pw, toteż nie będę tutaj o tym dyskutować. Co dalej:
Że to wypruwanie do przodu w kłusie po skróceniu wodzy to była z mojego punktu widzenia tylko wina nieścisłości w poście Jamie, to po prostu ta kara z cofaniem klaczy była bez sensu. Nie buntowała się bo miała humorki, tylko dlatego, że pomoce zostały niewłaściwie na niej użyte - w końcu każdy koń inny, a Faint jednocześnie potrzebuje elastycznego oparcia jak i żadnego sztywnego kontaktu. Ale cofania, błagam cię, umiała. Bez przesady. Jednak totalnie nie wiedząc za co to, zwyczajnie jej oddała zadem, bo sie zdenerwowała. Potem, o ile nie została maksymalnie skrócona, oczywiście szla bardzo dobrze. do stępa przeszła nienagannie, a potem do galopu trochę opornie, ale poszła. Galop znów miała równy i bardzo wygodny, a jeśli teraz Jamie dodała wolty i pilnowała jej odpowiednio elastycznym kontaktem i pomogła jej łydami, to Faint udało się skupić i pocisnąć ze dwie takie w miarę dobre wolty.
Potem grzecznie zwolniła, rozluźniła się w stepie, przyjęła dereczkę ładnie i wróciła do stajni za dziewczyną.
W związku co do tego bryknięcia przy cofaniu i innych kwestii:
Pozwolę sobie wykorzystać niepisane prawo "niezrozumiale opisujesz - nie ma współpracy". Może faktycznie nie załapałam twoich postów, ale wszystkie uwagi masz na pw. W związku z niezrozumieniem i (z mojego punktu widzenia) w tym wypadku winą Jamie, powalam sobie na takie zachowania klaczy. Tyle w temacie.
zt.
Villemo - 2013-03-22, 20:21 Villemo wprowadziła Visyonera na pusty maneż. Było zimno, ale miała nadzieję, że na końskim grzbiecie szybko się rozgrzeje. Po drodze wzięła leżące przy bramce schodki. Może i mogłaby wsiąść na ogiera ot tak, z ziemi, ale wolała na wsiadanie poświęcić kilka sekund, a nie godzin. o.o Dopięła popręg i wyregulowała sobie strzemiona. Wspiąwszy się po schodkach, włożyła nogę w strzemię i wyskoczyła w górę, by wylądować w siodle. Wsunęła stopy w strzemiona i poklepała delikatnie Viska po szyi. Bat jak na razie pozostał w cholewie buta. Nie miała zamiaru wyjmować go stamtąd wcześniej, niż będzie to potrzebne.
Sądząc po wcześniejszym nabuzowaniu Visyonera, konia nie trzeba było dwa razy prosić o stęp. Jeśli wystrzelił do przodu, Villemo skróciła szybko wodze i przytrzymała go, oddziałując zarówno dosiadem, jak i delikatną wodzą. Najechała z ogierem na ścianę aktywnym stępem, jak na razie nie wymagając od niej jakiejś ambitniejszej pracy. Dzisiaj chciała go tylko rozruszać po dłuższym staniu w boksie... Po kilku okrążeniach skręciła przed narożnikiem, by zmienić kierunek przez przekątną. Dojeżdżając do przeciwległej ściany docisnęła wewnętrzną wodzę do jego szyi, delikatnie oddziałując równocześnie prawą. Wewnętrzną łydką dopchnęła go do ściany i ponownie zrobili kilka okrążeń.Visyoner - 2013-03-23, 19:16 Wraz z Vil zawitał w tymże miejscu nie będąc po części zadowolony z jej wyboru.Teren w miarę neutralny, lecz jak dla niego za przestrzenny i pusty.
Podczas gdy kary zapoznawał się z otoczeniem lustrując je wzrokiem ona znienacka docisnęła mu popręg na co on odpowiedział błyskawicznym prychnięciem i swobodnym,lekkim odskokiem na prawo.Zaraz potem oczywiście dał dokończyć jej czynność wiedząc dobrze, na czym polega i co gwarantuje je.
Hm..jeśli myślała że ot tak Vis podejdzie do schodków to chyba jej sie konie poprzestawiały.Vis był zbyt głupi i płochliwy.Musiała zatem nieźle sie nagimnastykować i popracować w ręku by ogiera jakoś sobie dogodnie ustawić.Toż to szajbus, no przecież.
Fakt faktem Visa ubiegła i nim on sie zorientował to miał ją już na grzbiecie, lecz należy też wspomnieć, że uprzedził stęp nie czekając wgl na jej sygnał.Ruszył mechanicznie. ;-D
Przytrzymany na pysku rozwarł szeroko szczęki błyskając wtenczas wędzidłem, które dzis mu przeszkadzało.Nie było mowy o takim naturalnym przyjęciu wędzidła czy już wyrafinowanej pracy nad nim.Visu próbował raczej raz po raz je wypluwać co oczywiście miało skutki w głośnym mlaskaniu czy brzdęku.
Stępując wpadł w taki zarys swojego stylu stepu aczkolwiek raczej poruszał się dość nierówno, dynamicznie jak to on.Dopiero po dwóch pełnych okrążeniach zaczął pracować aktywnie na nogach i zaangażował zad, jednak nie było to ani widoczne ani zbytnio odczuwalne.Pysk ustabilizował na linie kłębu prostopadle do podłoża.Wędzidło dalej wypluwał a na zakrętach nie kusił sieo większe wygięcia czy prace balansem.Cud, ze jeszcze nie zechciał przejść w szybszy chód.To wynika z tego, że jest pod formą a na zrywy trzeba mieć siłę i nerwy.On na razie raczej zachowuje sie jak zrelaksowany, niesforny koń który przyszedł się pokręcić w kółko.