Co podkusiło Lucasa żeby wystartować w zawodach UJEŻDŻENIOWYCH? Tego chyba nawet najstarsi indianie nie wiedzieli, ale dość szybko zaczął żałować tej decyzji, mniej więcej wtedy, kiedy zaplatał Upleaserowi koreczki. Przecież on się do tego nie nadawał i doskonale o tym wiedział! Potrzebował skoków, adrenaliny, a nie deptania kapusty na czworoboku. Po za tym miał fatalną pamięć do tych wszystkich programów i zapamiętanie całego praktycznie graniczyło z cudem. Ale skoro powiedział A to musiał i powiedzieć B.
Po rozgrzewce stępowali sobie na luźnej wodzy, czekając na swoją kolej. Lucas nie czuł się w ogóle zestresowany. Może tylko co jakiś czas ogarniała go chwilowa irytacja, ale mijała równie szybko, co się pojawiała. Gdy wreszcie spiker ich wyczytał, posłał ogiera do kłusa roboczego, poświęcając chwilę na poprawienie jego sylwetki, choć kopytny był tego dnia wyjątkowo sztywny i ogółem zdawał się mieć muchy w nosie. To wszystko sprawiało, że brunet już teraz był świadomy tego, że nie pójdzie im najlepiej, ale tak jak już wspominałam - mało go to obchodziło.
Wreszcie wprowadził Upka na linię środkową, ograniczając go łydkami oraz wodzami na boki. Posłał mu kilka krótkich półparad, by wreszcie przestać podążać za ruchem kasztana, zamknąć rękę i sprowadzić go do pełnej parady, choć oczywiście nie obyło się bez wstawki stępa. I choć Luc siedział w siodle prosto, a pomoce były równomiernie rozłożone na obie strony, to ogier stanął krzywo. A gdy mężczyzna chciał to dyskretnie poprawić, wtedy koń skrzywił się na drugą stronę, więc Vaugier westchnął w myślach i się po prostu poddał. Ukłonił się bez entuzjazmu i wtedy z półparady na nowo zainicjował kłus roboczy. W C skręcili w lewo i mieli kawałek luźnego kłusa, aż do E. Na tym odcinku Lucas znowu podjął próbę poprawienia sylwetki Upleasera, ale raczej bez efektu. Wkrótce na środku długiej ściany skręcili znowu w lewo, by po dojechaniu do X zacząć kręcić koło w lewo, o średnicy dwudziestu metrów. Vaugier prowadził, a raczej starał się prowadzić kasztana na zewnętrznej wodzy, wewnętrzną pulsacyjnie rozluźniając i nadając kierunek jazdy. Łydki również nie pozostawały bierne, choć od samego początku wypadali łopatką i pomimo włożonego wysiłku, nie udało się tego poprawić do samego końca. Po domknięciu figury, wykręcili w analogiczny sposób drugą, w prawo. Dalej w B skręcili w prawo i teraz pomiędzy A i K mieli zagalopować. Brunet poprzedzi to półparadą, by dalej zarówno za pomocą łydek jak i dosiadu wypchnąć kopytnego do wyższego chodu, choć tutaj również nie poszło to tak gładko, jakby sobie zażyczył. Przejście było ciężkie, sztywne, ogier uwalił się na przodzie a początkowy galop był bardzo słaby. Jego problemy z równowagą wychodziły praktycznie przy każdym elemencie programu i Luc powoli przestawał się już o to złościć, bo w praktyce nie było to z winy konia. Powiedzmy, że trochę udało mu się go rozkręcić, chociaż nawet nie próbował się męczyć z ogólnym zaokrąglaniem, rozluźnieniem i uaktywnieniem zadu. Chciał po prostu dojechać do końca, bo wynik i tak zapowiadał się fatalny. W E wykręcili kolejne dwudziestometrowe koło i teraz ujawniła się skleroza mężczyzny, bo zamiast zrobić przejście pomiędzy E i H, to do kłusa przeszedł dopiero w C. Ale przynajmniej nie musiał się z Upkiem siłować, więc zadowolony z tego faktu wprowadził go na przekątną od M do K, na której to zaczął rytmicznie anglezować. W siodło wrócił dopiero w K, na nowo próbując się rozluźnić i wpasować w kroki kasztana. W A natomiast znowu po półparadzie go zblokował, tym razem do stępa w którym to od razu zaczął aktywizować swojego kompana, usiłując uzyskać stęp pośredni, choć to wydawało się prawie nierealne. Na szczęście nie musieli się nim poruszać długo, bo ze ściany ponownie zeszli w F, jadąc do X a potem do M i prezentując stęp swobodny. To poszło im zdecydowanie lepiej, bo ogier ochoczo się rozluźnił i skorzystał w długiej wodzy, o dziwo nawet nieźle respektując łydki Vaugiera. W M co prawda wrócili do stępa pośredniego, ale znowu nie na długo, bo w C nastąpiło zakłusowanie. Na środku długiej ściany (znowu w E!) weszli na kolejne koło, tym razem z żuciem z ręki. W tym celu Luc zaczął stopniowo oddawać wodze, zachęcając Upleasera do obniżenia i rozluźnienia szyi. Na kontakt wrócił przed domknięciem figury i zagalopował ponownie, pomiędzy A i F. Teraz powtórzyła się cała sekwencja, którą już robili, czyli koło o średnicy dwudziestu metrów, powrót do kłusa (tym razem w dobrym miejscu) i zmiana kierunku kłusem anglezowanym. Wjeżdżając finalnie na linię środkową, Lucas był naprawdę szczęśliwy, bo wreszcie mogli zakończyć to pasmo porażek. Zatrzymał ogiera w X, ukłonił się i sprowadził go stępem na długiej wodzy.
Quarantino nie był złym koniem. Owszem, czasami lubił sobie poogierzyć albo zapominał o swoich rozmiarach no i jeszcze dość łatwo się rozkojarzał, ale po za tym był kompletnie niegroźny i wręcz przyjacielski. Jemu oczywiście było kompletnie obojętne pod kim wystartuje na tych zawodach i czy w ogóle w nich wystartuje. Zdążył jednak przez te kilka dni polubić Adele i chyba nawet pokazał się przed nią z tej lepszej strony, bo młoda amazonka mimo wszystko nie zmieniła swoich planów w ostatniej chwili.
W dzień zawodów nie świrował, choć był dość mocno pobudzony i ogółem interesowało go wszystko dookoła. Podczas rozgrzewki kilka razy mocniej się rozkojarzył, choć zazwyczaj jedno mocniejsze upomnienie wystarczało, by sprowadzić go na ziemię. Gdy wreszcie zostali wyczytani, zakłusował płynnie, miękkim i sprężystym krokiem poruszając się w kierunku czworoboku. Nie należał do strachliwych koni, więc nic w najbliższej okolicy nie wzbudziło jego niepokoju. Niestety nadal wykazywał spore zainteresowanie końmi na rozprężalni, ale szedł chętnie do przodu i był dość podatny na wszelakie pomoce.
Wchodząc na linię środkową zafurkotał chrapami, utrzymując wyprostowaną sylwetkę i aktywny kłus. Nie próbował nawet zbaczać z precyzyjnie wytyczonej linii, bo zarówno łydki jak i wodze skutecznie mu to utrudniały, a on nie lubił robić sobie pod górkę. Przez to jednak, że był dzisiaj taki ''hop do przodu'' wszelakie zatrzymania, zmiany chodów na niższe, szły mu dość opornie. Co prawda od razu załapał o co chodzi dziewczynie, choć ta musiała użyć ciut więcej siły, a samo przejście zaliczyło kroczek stępa. Zatrzymał się jednak równiutko, nie odstawiając żadnej z nóżek. Zrolował jeszcze na sekundę szyję i skubnął się w pierś, aczkolwiek po za tym nie kręcił się, gdy Adele się kłaniała. A o ponowne zakłusowanie wcale nie trzeba było go długo prosić, bo wyrwał przed siebie już od pierwszej łydki, kilka pierwszych kroków pokonując nawet zbyt ochoczo. To jednakże udało się sprawnie skorygować i wtedy na końcu linii skręcili w lewo. Quarantino dość łatwo dał się wpisać w ów zakręt jak i następny narożnik, aż wkrótce dojechali do E. Cofnął lekko ucho w reakcji na półparadę i wtedy bez obiekcji zszedł ze ściany, kierując się ku środkowi placu. Tam zgodnie z wolą amazonki wszedł na koło, poruszając się po nim chętnie, choć z początku wpadając łopatką do środka. To jednak udało się skorygować gdzieś w drugiej połowie koła, a wtedy siwek był już pięknie wpisany w narzucony mu łuk, ale nie na długo. Chwilę później mieli bowiem powtórzyć figurę na drugą stronę, a wtedy dla odmiany zaczął wypadać zadem, w dalszym ciągu mając mniejsze lub większe problemy z zachowaniem równowagi na łukach. Tutaj z ''naprawą'' tego uchybienia poszło gorzej, więc rysunek też został zaburzony a całość wypadła dość przeciętnie.
Na szczęście Quarantino żył bez stresu, nie przejmując się tymi durnymi punktami w programie i ich zapamiętywaniem. Ogółem mało go to wszystko obchodziło i tylko ze względu na dobre maniery i szacunek do człowieka, dawał się prowadzać Adele wedle jej uznania. Oczywiście nie zauważył też błędu, który popełniła, bo niestety - albo stety! - nie miał takich umiejętności. Zagalopował dokładnie tam, gdzie mu kazała, całkiem ochoczo i płynnie wskakując na wyższy bieg. Pozostał przy tym lekki na przodzie i nie usztywnił się jakoś zauważalnie, choć początkowo galopował wręcz zbyt energicznie. Jego entuzjazm został jednak szybko ugaszony, bo chwilę po zagalopowaniu znaleźli się na kole. Cóż, na pewno nie było to najlepsze koło dzisiaj, bo było pełne niedociągnięć, a ogólny rysunek został zaburzony. Ale był tego wszystkiego jeden poważny plus - siwy wyciszył się ciutkę i rozluźnił, więc teraz tworzyli całkiem ładny obrazek, który może choć na chwilę odwrócił uwagę jury od ich drobnych porażek. A przygotowany odpowiednio wcześniej, następne przejście wykonał w punkt, nie zawodząc młodej amazonki pod żadnym aspektem. W końcu chcieć, to móc.
Ładnie dał upchnąć swoje pstrokate cielsko w narożniku i wtedy bez obiekcji wyszedł na przekątną do K, idąc w dalszym ciągu chętnie do przodu, miękko i sprężyście. Usztywnił się dopiero, gdy Adele próbowała sprowadzić go do stępa pośredniego. Ów przejściu brakowały sporo płynności i lekkości, a i stęp pośredni okazał się wcale nie najlepszy, bo ogier po prostu chciał za bardzo i był gotowy w każdej sekundzie przejść do galopu. Ale żeby nie było, że wszystko bee i źle, to stęp swobodny był całkiem przyzwoity. Siwy ładnie się rozluźnił, opuścił szyję, przy zachowaniu swobody łopatek i dążności do przodu.
W C zakłuował płynnie, w E wchodząc na kolejne koło. Zachęcony do żucia z ręki, stopniowo zaczął obniżać i rozluźniać szyję, schodząc przy tym na tyle nisko, na ile pozwoliła mu blondynka. Co prawda sam zapewne rozciągnąłby się niżej, ale wtedy jego równowaga na pewno by ucierpiała, a tego przecież nie chcieli. Przed domknięciem rysunku wrócił sprawnie na kontakt, gotowy do dalszego działania. A teraz nastąpiło powtórzenie całej sekwencji, niczym druga szansa dla wszystkich uchybień w sylwetce i kwestiach technicznych, które dotychczas zaliczyli. Tym razem zagalopowanie wypadło w dobrym miejscu, a ogier nie tracił swojego entuzjazmu ani na sekundę. Szedł chętnie, ładnie się przy tym zaokrąglając i zachowując tendencję ''pod górkę''. Dalej pojechali koło o średnicy dwudziestu metrów i wtedy gładko wrócili do kłusa. Na koniec czekała ich jeszcze jedna zmiana kierunku, po której ponownie znaleźli się na linii środkowej, gdzie wykonali pełną paradę w X. Następnie opuścili czworobok, a Quarantino z przyjemnością oddał się wszystkim pochwałom.
Zaraz po przejeździe z Armanim i rezygnacji na Heniu, czekała ją rozgrzewka z Rudą. Kobietki znały się dłużej niż wcześniej wspomniani agenci, tym samym wszystko przebiegało o wiele spokojniej, bez słów, dosłownie i w przenośni. Już na rozprężalni, pięknie ubrane dziewczyny poćwiczyły w stępie i kłusie różne wolty i serpentyny, następnie trochę galopu i zmian tempa, by na znak od sędziów, kobieta wyjechała z rozprężalni, objeżdżając czworobok w kłusie roboczym. Elastyczny kontakt z pyskiem, zamknięcie w łydkach i dociążenie w dosiadzie, pozwoliły na idealne równą drogę do X, jak i późniejsza paradę, gdzie Ruth wykonała ukłon do sędziów. Wypchnięciem miednicy, zamknięciem w dosiadzie i łydką skłoniła klacz, aby kontynuować ruch w kłusie roboczym, zarówno przez C, gdzie z pomocą łydek i dosiadu udało im się uzyskać ładny skręt, jak i na półwolcie w lewo i w prawo po ścianie do B. Cały czas działała silniejszą łydką zewnętrzną niż wewnętrzną, mając jakiś problem ze zrównoważeniem tego, dlatego łuki wyszły dość kanciaste. Skręciwszy w B na ścianę, ustabilizowała tempo, aby klaczka jednak nie szła tak powoli, tym samym w ruch wchodziły aktywizujące łydki. Na narożnikach wewnętrzna łydka wyginała kłodę, zaś zewnętrzna zad i tym razem to nawet wyszło. Następnie dojeżdżając do V Ruth wykonała kilka półparad, przesuwając odpowiednio łydki, lekko napinając wodze, zaś dosiadem mobilizowała klaczkę do stałego ruchu podczas ustępowania.
W I wróciły na ścianę chwilę po tym kierując się na wprost, by w C zjechać na prawo i stamtąd skierować się na przekątną. Na niej przejście do anglezowania było dość przyjemne, ruch kobiety narzucił aktywne tempo, zaś wzmocnienie kontaktu i praca łydek poprosiły Chilli o wydłużenie kroku, co też się udało i pokonały przekątną z niezbyt atrakcyjnym, ale jednak wydłużeniu kroku. Zaraz po paradzie w K wróciły do kłusa roboczego, by w nim skierować się przez ściany aż do P. Traciły czasami na stałości tempa, szczególnie na zakrętach, gdy Ruda nie do końca była pewna swojej równowagi, ale ogólnie nie szło to tak źle. W P ponownie jedna łydka spłynęła za popręg, zaś wodze napięły się, skłaniając Rudą do ruchu jednocześnie w bok jak i do przodu. Dało się jednak zauważyć, że na lewą stronę idzie jej zdecydowanie gorzej.
Dojeżdżając do I ruszyły na wprost, jak w odbiciu lustrzanym teraz kierując się na lewo i przez przekątną, wydłużając wykrok w kłusie, ponownie poprzez zamknięcie jej w łydkach, mobilizując ruchem głębszego dosiadu i zamknięciem w wodzach. Półparady i wróciły do kłusa roboczego poprzez zamknięcie w pomocach kobiety. Dalej po prostu kierowały się po liniach, na których priorytetem Ruth było utrzymanie stałego tempa, co się nawet udało. Później pojawił się problem z paradą, gdyż wyszła dość spóźniona, mimo tego klaczka odczekałą te pięć sekund, aby po tym ruszyć stępem pośrednim. W nim miała dociążony zad i była zamknięta w łydkach, tym samym będąc zmuszaną do aktywacji zadu ale i utrzymanie stałego tempa. Przed K półparada, aby pewnie przejść na swobodny stęp. Ten to w ogóle wyszedł im koślawo i późniejsze przejście do stępa pośredniego, naprawdę było zbawieniem dla rozkojarzonej światłami kobyłki.
Dopiero w M Ruda mogła się naprawde rozbudzić, bowiem doszło do kłusa roboczego a z niego, w C, do galopu na lewą nogę. Wszystko prezentowało się płynnie i ładnie wyzualnie. Klacz unosiła przody, miała aktywny zad i okrągłą foulę. Trafiając do S wjechały na koło o średnicy 15 metrów w lewo, na którym lewa łydka uzywskiwała łuk kłody, prawa dopełniała rysunek zadu, zaś wodze kontrolowały odpowiednie zgięcie szyi. Z S zjechały w stronę K, a na tym odcinku z pomocą wzmocnienia kontaktu i pracą dosiadu, wydłużenie kroku wyszło całkiem przyzwoicie. Po tym znów poleciała półparada a za nią przejście do galopu roboczego w którym przez F do X zmieniły kierunek. Wspomaganie z łydek pozwoliło na uzyskanie wpierw ładnego łuku, następnie zaś równej linii ruchu. Przed X kolejna półparada a za nim przejście do kłusa, aby po pokonaniu odcinka od X do H znów z pomocą półparady i wypchnięcia z miednicy przejść do zagalopowania na prawą nogę. W galopie pokonały koło o średnicy 15 metrów by po zjechaniu z niego znów wydłużyć krok w kierunku F. Nie wyszło to klaczy tak źle, chociaż było widać, że była dalej lekko niepewna o swoją równowagę. W F przygotowały się do przejścia, by od razu spowolnić do galopu roboczego z lekkim zawachaniem, lecz nie kolidowało to z późniejszym ładnym ruchem i odpowiednim uginaniem się na zakrętach, jak na tym po zjechaniu na przekątną. Przed dojazdem do M otrzymana półparada pozwoliła na płynniejsze przejście do kłusa, tak samo zadziałały silniejsze pomoce. Kierując się do E czekało je koło, na które wyjechały dokładnie w E. W żuciu z ręki Chilli znów nie chciała współpracować, uzyskując niepełne zejście, zaś powrót na wędzidło był nerwowy. Wjeżdżając do E skierowały się po całkowicie prostej linii w stronę A. Narożnik z pomocą wewnętrznej łydki przed popręgiem i zewnętrznej za wszedł idealne wyjechany, podobnie jak wjazd na środkową linię. W X wykonana pełna parada, następnie ukłon aby wyjechać z czworoboku na długiej wodzy. ztLuke - 2019-08-29, 03:41
Kierując w kłusie ogiera na konkursowy czworobok prowadził go równo między łydkami i na obu wodzach, oferując miękki, stabilny kontakt i rozluźnionymi biodrami podążał za jego ruchem, nadając mu rytm i aktywność odpowiednie dla dobrego, roboczego tempa. Wskazał Heisenowi jasno drogę do wjazdu na czworobok w A i dalej zatrzymał go wyprostowanego na linii środkowej, tak aby dotrzeć do jej połowy. Tam też, ma się rozumieć, po serii półparad, zamknął go od dosiadu, wykańczając paradę zaciśnięciem palców na wodzy do momentu, aż ten w pełni się zatrzymał. Wówczas w stój utrzymał go napiętymi mięśniami krzyża i nóg by móc się swobodnie ukłonić i dopiero po tym energicznym impulsem zaprosić skaroogniadego do zakłusowania. Na wprost prowadził go aż do C gdzie przyszła pora na wygiętcie i zagarnięcie na zakręt w lewo, podczas którego zewnętrznymi pomocami owinął go sobie wokół podpierającej, wewnętrznej łydki. Podobny manewr przeprowadził w narożniku i później na środku długiej ściany, tyle, że już w lżejszym stopniu, tak, aby płynnie pokierować go na łuk wolty dziesięciometrowej. Trochę z opóźnieniem podparł go od obu stron do krótkiego wyprostowania w połowie okręgu, z którego mieli odbić w drugą stronę na kolejną połowę wolty. W efekcie jej kształt wyszedł wyraźnie krzywo, niemniej i tak doprowadził ich do powrotu na długą ścianę na jej środku. Od tego momentu podtrzymując aktywność kłusa przeprowadził go wzdłuż białego ogrodzenia przez prawie połowę czworoboku by przed V przygotować ogiera na zejście z pierwszego śladu w ustępowaniu. Po kilku półparadach ustawił go do zewnątrz, prędko przychodząc z działaniem zewnętrznej łydki mającej najechać ujeżdżeniowca na prawą wodzę by ta mogła zaraz poprowadzić jego łopatkę w przód-bok kiedy mijali V. Do działania dołączyła się lewa łydka spychająca za popręgiem wyprostowane ciało konia, skłaniając tylne nogi do krzyżowania. Przy tym ciężar jeźdźca wyraźnie zagarniał ruch wierzchowca w stronę literki I, na wysokości której, znalazłszy się na linii środkowej, zawodnik wyraźnie wyrównał działanie pomocy i tym samym wypchnął Heisenberga do ruchu naprzód "w górę" czworoboku, czyli do C. W tym miejscu zewnętrzną wodzą zagarnął ogiera do zakrętu w prawo a w najbliższym narożniku zaczął go półparadami przygotowywać na wydłużenie wykroku. Schodząc z nim na przekątną MXK zaczął płynnie anglezować i przy tym otwierać się dosiadem, wyraźniej go aktywizując łydkami do stawiania bardziej dynamicznych, dłuższych kroków. Przy tym umiarkowanie przesunął rękę w stronę jego pyska, robiąc mu więcej miejsca na szyję, która miała się wydłużyć wraz z ramami skarogniadego. Kiedy zbliżali się do końca przekątnej Luczek kolejnymi półparadami postarał się skupić wierzchowca przed następującymi pomocami dociążającymi mającymi pomóc mu skrócić się z powrotem do kłusa roboczego kiedy też ręka zawodnika zaprosiła go z powrotem do krótszego ustawienia. Małego spięcia i przy tym utraty impulsu nie udało się co prawda uniknąć, ale na szczęście po powrocie na ścianę w K brunet od razu przepracował to wewnętrzną łydką i tak, kiedy przejechali krótką ścianę już w wyważonym roboczym, mógł przygotować go do ponownego ustępowania od P do I. Znalazłszy się na powrót na linii środkowej wyrównał ogiera między łydkami i wodzami by podążył prosto do C. Tam też zagarnął go na zakręt tym razem w lewo i po narożniku i serii półparad skierował wierzchowca na przekątną, podobnie jak wcześniej zaczynając rozwijać jego kłus do wydłużonego, przy czym pozostał w pełnym dosiadzie. Mając nadzieję na bardziej płynny powrót do roboczego tempa ostrzeganie półparadami zaczął odpowiednio wcześniej przed powrotem na ścianę. Mimo że powinien był pamiętać o zstrzymaniu na środku krótkiej ściany po powrocie na ślad, niestety znowu o tym zapomniał, po pomyłce podczas przejazdu z Licorne i tak mu się pomajtało, że w tym miejscu jest po prostu przejście do stępa, o które poprosił skarogniadego dociążając go dosiadem i przymykając w ręce, co dostatecznie podparł łydką aby nie doszło ani do spięcia, ani zatrzymania. Pracą bioder starał się uzyskać należytą aktywność stępa i przekraczanie tyłami, podczas gdy łydki działały wspomagająco na aktywizację (choć nieprzesadnie) a ręką niosła się miękko przed siodłem. Po wyjechaniu narożnika Luczek skierował ogiera na przekątną od K do R by tam oddać mu wodze do stępa swobodnego. Niestety, mimo prób utrzymania go na pozostałych pomocach, oddanie wodzy poskutkowało wykorzystaniem okazji do rozglądania się, w efekcie zabrakło niezbędnego rozluźnienia. Wracając na ścianę zawodnik postarał się, nabierając wodze z powrotem na kontakt, zażegnać spięcie w górnej linii wyraźnym jechaniem ogiera od tyłu do przodu, ale tak naprawdę dopiero zakłusowwując w M zdziałał coś więcej. Półparady zadziałały jakby sprawniej, z resztą całe szczęście, bo już po wyjechaniu narożnika cofnął zewnątrzną łydkę za popręg by w C posłać impuls od wewnętrznej, przy tym, wypychając kopytnego biodrami do galopu na lewą nogę. Przy literce S płynnie zagarnął go na koło, starając się nadać mu odpowiedni rozmiar jak na średnicę piętnastu metrów. Podczas powrotu na ścianę znów zadziałał najpierw skupiająco półparadami i skoro tylko wyprostował ogiera na pierwszym śladzie, krzyżem wyraźnie zaczął go wyjeżdżać mocno do przodu, dając też więcej łydki i miejsca na wodzy. Przed K skupił go półparadami by przy tej literce przywrócić pomoce do normy po krótkim wyraźniejszym dociążającym działaniu ciężaru w siodle. Za krótką ścianą, na której jeszcze ewentualnie starał się o poprawę jakości chodu, zabrał skarogniadego na przekątną FXK, próbując nie dopuścić do rozhulania się konia w galopie. Przed środkiem posłał mu kilka półparad aby w X móc zwolnić go do kłusa. Pozostając w równowadze i rozluźnieniu głęboko wysiedział przejście i doprowadził do końca linii, by wraz z jej zakończeniem na śladzie przestawić Heisena na prawo, przygotować półparadami na nowe zagalopowanie i to zagalopowanie jeszcze w narożniku zainicjować. Następnie w R znów zainicjował zjazd na piętnastometrowe koło, po czym, kończąc je, zaprosił wierzchowca do wydłużenia galopu aż do literki F. Analogicznie jak wcześniej skierował go też na przekątną po przegalopowaniu na powrót w roboczym krótkiej ściany, tym jednak razem o przejście do kłusa poprosił pod sam koniec przekątnej. Już w niższym chodzie, po dotarciu do E, e wystarczającym stopniu wygiął go do wewnątrz i tym samym zagarnął na pełnowymiarowe koło w lewo. Zaczął też miękko anglezować i chwilę później także wydłużać wodze, do dojścia do wędzidła i przy tym wyciągnięcia się w dół zapraszając kopytnego łydką. Nie przesadzał z tym zejściem w przód-dół, nie chcąc aby koń utracił równowagę czy tempo. Za trzema czwartymi koła sprawnie nabrał wodze z powrotem na kontakt i kończąc figurę w E także przeszedł do wysiadywania kłusa. Dbając nadal o dążność do przodu z pierwszego śladu zjechał już dopiero na środkową linię w A, by znowu postarać się o równe zatrzymanie w X po przebyciu prostej drogi i przygotowaniu półparadami na pełną paradę. Już w stój ukłonił się elegancko i oddawszy ogierowi długą wodzę wypchnął go też lekko do stępa, w nim kierując do wyjścia z czworoboku.
Zakłusował płynnie, od razu prezentując się w równomiernym, aktywnym chodzie z lekką, prawie taneczną akcją nóżek. Nie rozglądając się nawet na boki objechał czworobok by wjechać do jego wnętrza po przedłużeniu linii środkowej w A i dalej kierował się na wprost, oparty wyraźnie na pomocach amazonki, przyjemnie zaokrąglony zarówno ogólnie w swojej sylwetce jak i konkretnie szyi, swobodnie niesionej i trwałej na elastycznym kontakcie z ręką. Czując działanie półparady zmobilizował się do wzmożonej koncentracji by razaz poddać się zamknięciu w dosiadzie, łydkach i wodzą, dzięki czemu pewnie stanął na czterech nogach, ustawiając je równo parami. Odczekawszy chwilę poświęconą na ukłon przeżuwał delikatne wędzidło by zaraz ruszyć bezpośrednio kłusem. Po linii prostej przemieścił się niemal do samego C, przed literką już wyginając się w prawo aby w następnym ruchu w tę wejść w zakręt. Nie stracił impulsu na ciasnym łuku poparty wewnętrzną łydką zarówno teraz, jak i w najbliższym narożniku. Zaraz też odbił od ściany na przekątną MXK. Niejednoznaczne pomoce, bo nie mógł ich w tym momencie dobrze odczytać, sprawiły że zrobił się lekko zdezorientowany i w efekcie rozpadł się, przyspieszając. Wynikało to też poniekąd z przyzwyczajenia do częstych dodań na przekątnych, które gniadosz sobie domniemał przy małej konsekwencji w prowadzeniu. Spiął się też znacząco i choć w okolicy środka zwolnił, pozostał na razie sztywny. Dopiero łuki serpentyny zaczęły pomagać mu się na nowo rozluźniać, zawsze łatwiej mu było się oprzeć na pomocach w wygięciu i tym razem nie było inaczej, szczególnie, że łuk, przejście do stępa, nowe ustawienie, zakłusowanie i kolejny łuk to dość zajmująca głowę kombinacja, przynajmniej w przypadku łba Hell'o. Gniady odzyskał więcej zaangażowania zadu co pozwoliło mu na dalszy ruch w bardziej swobodnym, rozluźnionym zaokrągleniu. Tak dojechał do pierwszego śladu na którym pozostał do zjazdu na następną przekątną. Tam, jakby lekko zrażony po tym, co miało miejsce przed chwilą, co prawda poszerzył się, ale właściwie nieznacznie, niedynamicznie, po prostu miernie. Do roboczego pod koniec linii też zszedł jakby topornie, robiąc się ciężki na ręku i w ruchu. Przejście do galopu wykonał z delikatnym opóźnieniem, a w wyższy chód wszedł jakby w zwolnionym tempie, potrzebując wyraźnej pracy dosiadu i łydek, aby zacząć się pchać do przodu. Wtedy rzeczywiście zaczął sobą prezentować okrągły, przyjemny dla oka galop roboczy, w którym też bardziej widocznie uniósł przednie nogi, niosąc się bardziej na tylnych. Miękko odbił na koło i nie zauważył spóźnienia w oddaniu wodzy, bo przecież nie mógł wiedzieć, kiedy miało nastąpić. Co za to odczuł, to zniknięcie kontaktu, na które nijak nie zareagował, po prostu dalej się niosąc, za to zbyt szybkie nabranie zakończyło się krótkim spięciem. Niebawem jednak przeszedł z powrotem przez wędzidło i dalej galopował, kończąc figurę i po narożniku wychodząc na długą ścianę, by tam, w reakcji na aktywizujące pomoce zacząć się wydłużać w sylwetce i przez to w galopadzie. W tym chodzie o wiele płynniej się skrócił na powrót do roboczego tempa, pozostajac oparty na pomocach i obecny głową. Na kolejne koło odbił równie miękko co wcześniej, wygnając się od łydki i przeżuwając wędzidło, na którym się opierał a nie wieszał. Do kłusa przeszedł prawie lekko, pozostając spokojny i czuły na sygnały, dzięki czemu ładnie przestawił się na drugą stronę i bez zwłoki zagalopował, odbijając przy tym na połowę koła po drugiej stronie czworoboku niż ta pierwsza. Po dojechaniu do środka krótkiej ściany pozostał wygięty aby pozostać na okręgu na pełną rundę, na końcu której, wracając na ślad, zszedł dość harmonijnie do kłusa, w którym przemieszczał się dookoła czworoboku do literki B, w której, trochę tracąc impuls, wygiął się w ciasnym zakręcie do środka. W punkcie środkowym zaparkował w równowadze, choć nie całkiem równo stawiając nóżki, po czym doczekał nieruchomo do momentu, w którym otrzymał sygnał do ponownego zakłusowania. Całkiem energicznie ruszył na wprost i w E podążył w lewo i do stępa zwolnił na środku najbliższej krótkiej ściany. Kroczył nim aktywnie i sprężyście, pozwalając ruchowi przepływać przez własne ciało. Oparty na wodzy dzięki pracy łydki nie blokował się w ustawieniu i bez oporów przedstawił się do zewnątrz tuż przed tym, jak w F ruszył w ustępowaniu do środka. Zachowując rytm chodu krzyżował całkiem obszernie nogi, pozostając jednak wyprostowanym w kłodzie. Dotarłszy do linii ćwiartkowej wyprostował się na chwilę aby chwilę później zacząć w odwrotnym ustawieniu powracać ponownie w ustępowaniu do ściany. Na tę stronę miał wyraźnie większy zakres ruchu krzyżujących się kończyn więc ćwiczenie wypadło znacznie lepiej, bo po prostu rzeczywiście szedł też wyraźnie do boku. Powróciwszy na ścianę podążył wzdłuż niej by po wyjechaniu narożnika w C chętnie i żywo zakłusować. Aktywne tempo utrzymywał w harmonii, teraz elegancko i z lekkością odbijając się od podłoża na czworoboku. Doszedł aż do środka długiej ściany w E i tam spłynął, w oparciu o pomoce właścicielki, na kolo w lewą stronę. Czując odciążenie pleców oraz łydkę dojeżdżającą do robiącego z przodu miejsce kiełzna, zaczął wycoągać szyję schodząc pyskiem w przód-dół. Podniesione plecy przepuszczały ruch i nie zmieniło soę to nawet przy nabraniu wodzy, kiedy to Holly zaczął powracać do wyższego ustawienia, figurę kończąc już w klasycznym wydaniu roboczego kłusa. Pozostając w równym tempie szedł wyprostowany i chętny do ruchu naprzód. Tendencja ta utrzymała się nawet w ciasnym zakręcie wyprowadzającym ich na linię środkową. Podparty równomierne od obu stron nie spływał na boki i prosto doszedł do X, w którym płynnie się zatrzymał uprzedzony półparadami. Odczekawszy czas potrzebny Ruth na ukłon ruszył zaraz stępem na długiej szyi i spokojnie pomaszerował do wyjścia z czworoboku.
Start w tych zawodach był dla Unbridled kolejną okazją do zdobycia doświadczenia i obycia. Przetrwała jakoś podróż, Alexander zostawił ją w tymczasowym boksie, aby powrócić następnego dnia. W dniu zawodów klacz ciut niespokojnie i nieco nerwowo kręciła się po boksie, ale nadejście właściciela ją ucieszyło. Podczas prowadzenia na myjkę, a potem na niej czyszczenia i siodłania okazywała pewien spokój, tylko czasem się niecierpliwiąc i spinając nieco, z nadmiaru energii. Odesłana na rozprężalnię zajęła się utrudnieniem pracy luzakowi, i było tak, dopóki nie pojawił się Alex i gdy już był na jej grzbiecie siwa powoli zaczęła się rozlużniać, jednocześnie rozgrzewając i przygotowując do startu. Rozgrzali się we wszystkich chodach, wykręcając liczne figury, a potem przejścia, wyciągnięcia i skrócenia. Po takiej rozgrzewce również w galopie zwolnili stopniowo do stępa, na odpoczynek i w oczekiwaniu na ich kolej.
Stępowała nawet dość spokojnie, chociaż aktywnie, rozgrzewka spuściła z niej odrobinę pary, ale sił jej nie zabraknie. Wywołano ich w końcu więc najpierw Alex postarał się o powrót do wcześniej wypracowanego ustawienia, i pomimo wcześniejszych lekkich problemów, klaczy udało się skupić i odpowiednio podstawić zad, ruszyli aktywnym stępem w pobliże czworoboku, ustalając sobie póki co bez problemów tempo w stępie, w kłusie, do którego przeszli jednak po chwili było trochę inaczej, ale finalnie osiągnęli pewien tymczasowy kompromis. Zaraz z resztą zamknęli to okrążenie wokół czworoboku, wjeżdżając między szranki na linię środkową, podążając w stronę przeciwległej krótkiej ściany. Na linii środkowej starała się zachować stałe tempo, trzymając się linii prostej, po czym zatrzymała się w X chociaż krzywo, pomimo raczej szczerych chęci. Na to już jednak nic nie można było zrobić. Kiedy Alex się ukłonił ruszyła ochoczo dalej kłusem, może nawet aż za bardzo ochoczo, co mogło wpłynąć nieco na ich tempo. Zjechali w C pod krótką ścianę, gdzie Unbridled dokładnie i precyzyjnie wygięła się w lewo, zjeżdżając pod krótką ścianę, a po kilku chwilach wyjeżdżając również narożnik. W ten sposób znaleźli się pod długą ścianą, aby w E po odpowiednim przygotowaniu zakręcić w lewo i ruszyć do X. Również i ten zakręt spod ściany nieźle im wyszedł, a siwa przez większość czasu trzymała równe tempo. W X rozpoczęli koło o średnicy 20 metrów w lewo, na którym siwa dość ładnie się wyginała, jednak znowu mając problemy z równym tempem, zaczęła nieco przyspieszać, co miało swój wpływ, na efekt końcowy. Po zamknięciu tego koła zmieniła nogę i dość sprawnie, nadal w X, rozpoczynając kręcenie identycznego koła, tylko, że w drugą stronę, w między czasie Alexowi udało się ją jako tako ogarnąć, przynajmniej na chwilę obecną, przez półparady, więc drugie koło wyszło im lepiej, a przynajmniej na początku, bo potem znów zaczęła przyspieszać, mimo to próbując jak najdokładniej wykonać koło, Alexander jednak szybko zareagował, a na dostanie wędzidłem po pysku, przez mocniejsze dopilnowanie jej, podrzuciła łbem, spinając się, co ich figurze też nie pomogło. Zamknęli i to koło, wracając pod ścianę w B. Na długiej ścianie wciąż pozostawała nieco spięta, a tempo nieco nieregularne, ale nie aż tak jak na kołach. Wyjechała kolejny narożnik, zjeżdżając pod krótką ścianę, po czym na niej, po minięciu A dość płynnie zagalopowała z prawej nogi, potem już jednak tak wesoło nie było, bo pięciolatka wciąż była spięta. co widać było zarówno w jakości galopu jak i kolejnego wyjęczanego narożnika, po którym znaleźli się na długiej ścianie. Kontynuowała na niej galop do E, gdzie Alex sprowadził ją na koło o średnicy 20 metrów, w prawo, jak się jednak łatwo można było pomyśleć, klacz wciąż była spięta, niedostatecznie wyginając się na kole, burząc jego rysunek. Zamknęli koło z powrotem w E. Ruszyli następnie pod ścianą po prostej, aby kawałek dalej, przed H zwolnić do kłusa roboczego. To przejście wyszło im już lepiej, pomimo tego, że siwej wciąż trochę towarzyszyło spięcie. Następnie wygięła się na narożniku, przejeżdżając pod krótką ścianą, aby znowu to powtórzyć, tzn. odpowiednio pokonać narożnik. Zaraz po narożniku właściwie i po odpowiednim przygotowaniu klacz odbiła od M na przekątną i zmianę kierunku, początkowo trzymając się linii prostej i odpowiednego tempa, jednak zbliżając się do X i mijając tę literkę zaczęła znowu przyspieszać, na co Alex odpowiednio zareagował, ale efekty nie były zachwycające, ponieważ siwka znowu się spięła. To spięcie nadal się u niej utrzymywało po powrocie pod ścianę, gdzie kontynuowała kłusem roboczym, zaraz z resztą zakręcając na narożniku, aby znaleźć się pod krótką ścianą, gdzie w A zwolnili do stępa. Stęp pośredni, w którym mogła wykorzystać skumulowaną energię wyglądał w jej wykonaniu całkiem dobrze, chociaż były drobne niedociągnięcia, ale koniec końców ten element wychodził im nie tak żle. Znowu wygięła się na narożniku, ruszając dalej pod długą ścianą, chociaż niezbyt daleko, bo w F rozpoczęli wyjeżdżanie przekątnej ze zmianą kierunku, jednocześnie Alexander zaczął jej popuszczać wodze do stępa swobodnego na co jednak Unbridled nie zareagowała do końca tak jak powinna, przez spięcie, które nie pozwalało na prawidłowe rozluźnienie. Przy zjeździe pod ścianę w H Alexander nabrał wodze na kontakt, wracając do poprzedniego ustawienia, jednak i w tym punkcie klacz była tak spięta, że wymagało to drugiego podejścia, w końcu ruszyła kawałek dalej stępem pośrednim wyjeżdżając dość dokładnie następny narożnik. Na krótkiej ścianie w C Unbridled pomimo wciąż towarzyszącego jej w mniejszym lub większym stopniu spięcia przeszła płynnie do kłusa roboczego, przez pierwszy kawałek utrzymując nadaktywne tempo, ale nie miało to wpływu na jakość chodu i chwilowo dała się sprowadzić do ciut bardziej wyważonego tempa, aby ładnie wyjechać narożnik, znajdując się pod długą ścianą.
Ruszyła dalej po prostej pod długą ścianą, przez większość czasu utrzymując tempo z jakiego Alex mógłby być raczej zadowolony. W E zaczęli kręcić koło o średnicy 20 metrów w lewo. Początkowo Unbridled wykręcała to koło aktywnie i z zaangażowaniem, a kiedy właściciel zaczął oddawać wodze podążyła za jego ręką, przeżuwając wędzidło i zachowując wygięcie na kole i wszystko było dobrze, dopóki Alexander nie zaczął nabierać wodzy na wcześniejsze ustawienie, przy czym klacz znowu się spięła, a facet musiał podjąć drugą, zakończoną sukcesem próbę. Zamknęli koło, wracając pod ścianę w punkcie, w którym zaczęli. Spięcie towarzyszyło jej jeszcze na długiej ścianie, ale raczej poprawnie wyjechała narożnik, znajdując się pod krótką ścianą, gdzie po minięciu A przeszli do galopu roboczego z lewej nogi. I tym razem przejście wyszło nam bardzo dobrze, gorzej być może z tempem w galopie, bo znowu mogło być nieco nadaktywne. Wygięła się na kolejnym narożniku, zjeżdżając pod długą ścianę, gdzie w B odbili na kolejne, ale ostatnie w tym przejeżdzie koło, o średnicy 20 metrów w lewo. Koła, w przeciwieństwie do przejść nie były jej mocną stroną dzisiaj, z powodu spięcia i konieczności przyspieszenia. Pierwsza połowa koła wyglądała naprawdę dobrze, na drugiej zaczęła przyspieszać, a gdy Alex uniemożliwił jej to przez mocniejsze pomoce, siwa spięła się, co figurze też nie pomogło. Zamknęli ją w B, ruszając dalej pod ścianą.
Po zamknięciu tego niezbyt udanego koła i ruszeńiu pod ścianą, jeżdziec od razu przygotował ją na kolejny punkt programu, przed M przechodząc dość płynnie do kłusa.. Zaraz Unbridled wygięła się ładnie na narożniku, przejeżdżając pod krótką ścianą i w podobny sposób pokonując drugi narożnik, kłusując dalej pod długą ścianą, ale trwało to chwilę bo w H zjechali na przekątną, na której Alex zaczął anglezwoać, trzymając ją w linii prostej. No właśnie, tego trochę nie dopilnował, a że siwa była spięta, to sama też nie mogła tak prostej rzeczy dopilnować, spływając nieco z prostej linii na boki, dopóki nie wrócili pod ścianę w F. Zaraz, trzymając na razie względnie równe tempo, wyjechali dokładnie narożnik, by znależć się pod krótką ścianą i tam w A zakręcić na linię środkową. Tym razem lepiej trzymała się prostej linii, pomimo tego, że wciąż była spięta. Alexander posyłał jej półparady, a w końcu pomoce do zatrzymania w X, gdzie właśnie to jej spięcie dało o sobie znać, bo klacz zareagowała odpowiednio, ale stanęła krzywo. Znowu. Kiedy Alex się ukłonił stępem na długiej wodzy opuścili czworobok.
W dzień zawodów dość skrupulatnie zajął się Momem przed startem, tak by we dwójkę prezentowali się w dniu dzisiejszym nienagannie. Na czworobokach zaczęli rozumieć się na tyle dobrze, że w jakimś stopniu przestał się obawiać startu z ogierem pod względem behawioralnym, a zaczął z tego czerpać nie małą satysfakcję. Tym bardziej, że nie był koniem od samego początku obdarzonym rewelacyjnym ruchem - udało się to wyciągnąć treningiem, który poprawnie ukierunkowany dał oczekiwany efekt i spokojnie potrafili zebrać ósemki za element. W trakcie rozgrzewki długo pracował nad elastycznością, lekkością i gibkością ogiera, a gdy się dotarli, w stępie oczekiwał na ich kolej. Mimo, że ogier spokojnie mógł zacząć już starty w C, to zdecydował się tym razem treningowo przejechać konkurs kl. P w celu sprawdzenia się, nic więcej.
Kiedy zostali wywołani Zawodnik pozbierał nieśpiesznie wodze na kontakt od razu domykając Kasztana w łydkach. Będąc już przy szrankach zakłusował wraz z ogierem od razu głęboko siadając w siodle w celu szybkiego, ponownego zsynchronizowania się z ogierem. Gładko dogadali się na kontakcie uzyskując niewymuszone zebranie, które Zawodnik kontrolował przede wszystkim za pomocą domkniętej i napychającej na wędzidło łydki. Okrążył z nim czworobok dwukrotnie, by usłyszeć dzwonek, a następnie roboczym kłusem pewnie wjechać w literze A na linię środkową. Przed literą X przysiadł Momka mocniej z lekką półparadą przytrzymując go na wodzy, by ostatecznie równo się zatrzymać. W trakcie ukłonu trzymał wodze w jednej ręce, by sprawnie wrócić na wcześniej uzyskany kontakt, by zakłusować do przodu na wprost. Pewnie działając łydkami dojechali równą sylwetką ogiera do litery C, by następnie zakręcić w prawo. W trakcie tego zakrętu jak i narożnika konsekwentnie prowadził go na zewnętrznych pomocach, wewnętrznymi uzyskując poprawne zgięcie do środka.
Następnie wracając do prowadzenia go na dwóch równych wodzach - jak i reszcie pomocy wjechał z nim na przekątną w celu zmiany kierunku jazdy. Pilnował szczególnie jego prostej sylwetki w razie czego korygując go na pomocach. Po zmianie kierunku i płynnym wyjechaniu zakrętu rozpoczął w A z ogierem serpentynę o 3 łukach. W trakcie przejazdu przez linię środkową domykał go na pomocach przechodząc do stępa pośredniego, a w trakcie tych 2/3 kroków zmieniał ustawienie do wewnątrz zgodnie z kierunkiem jazdy i dopiero wtedy przechodził do kłusa od razu wracając do roboczego. Po powrocie na krótką ścianę wjechał ponownie na przekątną, gdzie prowadząc go w równo działających pomocach poszerzył wykrok ogiera domykając go czytelnie dołem, a sememu dosiadem nie utrudniając mu poszerzenia ram.
Wracając na ścianę po minięciu narożnika cofnął nieznacznie zewnętrzną łydkę wypychając go z biodra i domykając dołem zagalopowali. Od samego początku delikatną pracą wszystkich pomocy zaokrąglił jego galop od razu kierując się na koło 20m w prawo, sumiennie podpierając go w łydce egzekwował aktywność, a działaniem na ręce zaokrąglił jego przód i podniósł, by poprawić jakościowo galop pod górkę. Po minięciu X oddał mu na 3 foule wodze, pozostałych pomocy nie zmieniając w żaden sposób, chwilę później wrócili na wcześniejszy kontakt, wracając również na ścianę. Po wyjechaniu na długą ścianę poszerzył foulę domykając ogiera w łydkach i wypychając z biodra blokował przesadne przyśpieszenie na lekko działającej ręce.
Odpowiednio działając półparadami starał się zachować aktywność i dynamiczność galopu połączoną z galopem pod górkę - czyli zaokrągleniu w owym, aktywnym tempie. Przed H wrócili do roboczego, by następnie po minięciu litery C wjechać na duże pół koła w prawo, pilnując zgięcia do wewnątrz celował w przekroczenie litery X, by następnie przed literą zamknąć ogiera nieco za mocno, przez co przeszli płynnie do stępa, wykonując tym samym pomyłkę w tym punkcie programu. Nie było czasu na myślenie nad tym, gdyż Zawodnik płynnie zmieniając ustawienie na lewo zagalopował z nim kontynuując tera drugie pół koła.
Wracając na ścianę w literze A skierował Moma na duże koło analogicznie jak wcześniej tylko, że w drugą stronę po minięciu litery X oddając wodze na 3 foule, resztą pomocy pilnując by się nie "rozpadł" w trakcie tego elementu. Przed powrotem na ścianę wrócił do wcześniejszego ustawienia, by zamykając go na pomocach przejść płynnie do kłusa. Aktywizując go łydką i dosiadem konsekwentnie wyciągał maksimum z jego ruchu. W B skręcili w lewo, by na równych pomocach zatrzymać się w X z uprzednio posłaną półparadą ze strony Zawodnika. Po chwili bezruchu ruszyli na wprost kłusem roboczym, by w E zakręcić w lewo. Chwilę pozostali na ścianie, po drodze w A przeszli płynnie do stępa, by po zbliżeniu się tym chodem do F Zawodnik ustawił ogiera na prawo spychając również prawą łydką i tym samym zaczął ustępowanie aż do linii ćwiartkowej, gdzie następnie zmienił jego ustawienie na odwrotne i spychając go lewą łydką rozpoczął ustępowanie aż do M. Cały czas pilnował, by przesadnie nie odchodził od łydki poprawnie krzyżując nogi przy zachowaniu aktywności stępa.
Na ścianie wyprostował go ustawiając delikatnie do wewnątrz, by zbliżając się do C posłać "ostrzegawczą" półpardę i następnie w literze zakłusować. Zbliżając się do E zjechał z ogierem na koło rozpoczynając anglezowanie i tym samym przy domkniętej łydce zachęcił go pulsacją na wodzy do przeżucia i odpuszczenia w szyi w celu wykonania poprawnego żucia z ręki. W razie czego korygował go, choć był to jeden z lepiej wychodzącym im elementów. Pilnując zgięcia do wewnątrz wrócili na ścianę, gdzie Zawodnik wrócił w siodło wracając do poprawnego roboczego. Chwilę poruszali się po ścianie, by następnie wjechać na linię środkową i równo poruszając się aż do X (czego pilnował konsekwentnie Christian), by po posłaniu lekkiej półparady równo zatrzymać się z Rudym w literze. Ukłonił się dając ogierowi chwilę później luźną wodzę i opuścił z nim czworobok porządnie chwaląc go za rewelacyjny czworobok. Zasłużył!
Ogier dopiero zaczął startować w zawodach, więc zdobywanie doświadczenia na wszystkich płaszczyznach mu pomoże w tej kwestii i zdobywać obycie z zawodami. W ostatnich zawodach poszło mu nieźle, więc kto wie jak będzie teraz. Z Nadyą mieli okazję się już poznać, a jego dość przyjemny charakter pozwalał mu na szybkie złapanie kontaktu z każdą osobą nową czy starą. Podróż zniósł dość dobrze, nie mając problemu z zachowaniem się koło drugiego ogiera. Zaaklimatyzował się dość szybko w nowej stajni, by dnia kolejnego być dość rześkim i wypoczętym. Kiedy kobieta pojawiła się pod jego boksem, przywitał się z nią i dał się wyprowadzić na myjkę. Tam dość szybko i sprawnie dał się wyczyścić oraz osiodłać, by udać się z luzakiem na rozprężalnie. Nie uprzykrzał facetowi życia, więc pewnie on był z tego zadowolony i kobieta w sumie też. Mało kto w zasadzie mógł narzekać na niego i jego charakter, ponieważ na prawdę był do rany przyłóż. Kiedy kobieta do niego dołączyła i po chwili go dosiadła, zabrali się za porządną rozgrzewkę przed swoją próbą na czworoboku. Przećwiczyli wszystkie trzy chody, wykręcając masę figur i wykonując sporo przejść między chodami. W końcu zwolnili do stępa w którym oczekiwali wezwania na czworobok konkursowy.
W końcu nadszedł ich czas na przejazd konkursowy. Powrócił z Nadyą na kontakt, akceptując go bez problemu i wraz z jej kolejnymi pomocami przy anagażował zad w pracę - wchodząc nim mocniej pod kłodę. Powróciwszy na wcześniej wypracowane ustawienie, skierowali się w okolice czworoboku i okrążyli go dookoła. Mieli w tym czasie na zapoznanie się z miejscem i atmosferą zawodów, co miało im na pewno później pomóc podczas przejazdu. Starał się jak najlepiej prezentować w stępie, by po krótkiej chwili przejść płynnie do kłusa. Wyjechali w końcu na linię środkową, która prowadziła do środka czworoboku na który wjechali przez otwarte szranki w A. Udało mu się po linii prostej skierować do X, gdzie pozostał wyczulony na pomoce przez półparady wysłane przez Nadyę. W połowie czworoboku wraz z pomocami od kobiety zatrzymał się w punkt, pozostając z nim na kontakcie i równo ustawiając wszystkie cztery kończyny. Zachował nieruchomość w pełni do momentu otrzymania kolejnych pomocy, gdzie wraz z nimi przszedł dość płynnie z powrotem do kłusa. Pojechal w nim dalej na wprost w kierunku krótkiej ściany, gdzie ustawił się pod nią na lewo, by zakręcić zaraz w tamtą stronę. Wyjechał w podony sposób narożnik, by znaleźć się na długiej ścianie i pod nią dojechać do E. Tam wygiął się na lewo i pojechał w kierunku X, gdzie zeszli na 20m koło. Starał się jak najlepiej wygiąć od jej wewnętrznej łydki, a pilnowany zewnętrzną nie wypadał z ustawienia. Zginał się dobrze w potylicy i dawał się prowadzić po kole bez większego problemu, aż do czasu gdzie kobieta nieco zmniejszyła nacisk pomocy. On był jeszcze za młody i zbyt niedoświadczoy, by samemu to uratować. Lekko utracił na impulsie przez to, spłaszczając chcąc nie chcąc rysunek koła. Dojeżdżając do X naprostował się, by wygiąć się na drugie koło od lustrzanych pomocy kobiety w prawo tym razem. Tym razem lepiej udało im się zarysować te koło, by po jego zamknięciu pojechać do B i zakręcić tam na prawo. Pojechali pod ścianą na wprost, starając się zachować równe tempo oraz utrzymać jednakowe ustawienie. Większości był cały czas skupiony na kobiecie, ale widownia i hałas czasem dekoncentrowały ogiera. Wyjechali narożnik pod którką ścianę, gdzie pozostał skupiony przed nowym zadaniem które na niego czekało. Wraz z pomocami od Nadyi przeszedł dość płynnie do galopu z prawej nogi, poprzez wysunięcie prawej zadniej nogi bardziej do przodu, wychodząc z impulsu od zadu w w galop. Z początku się trochę spieszył, bo energia go roznosiła. Dopiero w zakręcie udało się kobiecie go ogarnąc na tyle, że te tempo było bardziej równe i pod górkę. Jednak wyjechali dość sztywno przez to narożnik, by dojechać do środka długijej ściany gdzie w E zeszli na 20m koło w prawo. Koło wyszło znowu nieco spłaszczone, bo tempo dalej było nieco za mocne i ogier miał problem z zarysowaniem właściwego ryunku elementu. Zamknęli koło w punkcie gdzie zaczęli, by w dojeździe do H przygotować się do zmiany. Przed ów literką zwolnił dość płynnie do kłusa, by wyjechać dwa narożniki na ich drodze i wyjść przy tym na długą ścianę czworooku. Dojeżdżając do M był już skupiony na nowym zadaniu, by w ów punkcie zejść na przekątną czworoboku. Pozostał w jednym tempie, ale przez słabe dopilnowanie kobiety go na linii spływał z niej lekko na boki. W K zetknęli się ponownie ze ścianą, by pojechać dalej na wprost przez kolejny narożnik na krótką ścianę. Ogier nie znał programu na pamięć, więc nie wiedział o pomyłce. Po przejechaniu przez krótką ścianę i kolejny narożnik na długą, zeszli w F na przekątną czworoboku. Tam najpierw dość chaotycznie zszedł do stępa, by podążyć za ręką kobiety i się rozluźnić. Jendak nie bylo to zbyt idealne, bo wraz z spływaniem na boki dawało słaby efekt. Dojechali tak do X, by odbić dalej do M pod ścianę. Z końcem ów przekątnej na szczęście dość dobrze wrócił do wcześniejszego stępa na wyższym ustawieniu, gdzie zaczął w dystansie do C wraz z wyjechaniem narożnika przyspieszać nieco w tempie. Po dojechaniu do C wraz z pomocami od kobiety przeszedł dość płynnie do kłusa, gdzie walczył nieco z kobietą o te tempo. Wolał jechać nieco szybciej, a ona wolniej. Był jeszcze zbyt młody i głupkowaty, żeby czasem zrozumieć wszystko. Wyjechali narożnik na długą ścianę, by w jej połowie w E zjechać na 20m koło w lewo. Wygiął się na nim od wewnętrznej łydki kobiety, a pilnowany zewnętrzną starał się nie wypadać zadem z ustawienia. Jednocześnie poprawnie zginał się w potylicy, dając się prowadzić na zewnętrznej wodzy i w sumie pomijając ważną część tego programu. Jednak to nie było jego winą, on wykręcił poprawnie swoje koło i zamknął je w punkcie gdzie zaczął. Pojechali po powrocie pod scianą dalej na wprost, by wyjechać narożnik kolejno na krótką ścianę i tam przed zacząć się przygotowywać do kolejnego elementu. Po minięciu A a przed F czyli mniej więcej w narożniku przeszedł do galopu, by dalej skierować się na wprost do B. Tam zszedł na ostatnie w programie koło, gdzie starał się jak najlepiej wpisać w okrąg wyginając się od wewnętrznych pomocy. Jednak nie dokładnie przypilnowany przez kobietę, wypadał zadem nieco z ustawienia. W końcu zamknęli koło i przygotowali się do kolejnej zmiany, by jeszcze przed M zwolnić do kłusa. Udało im się to zrobić dość płynnie, a także kolejno wyjechać narożnik na krótką ścianę i potem kolejny na długą. Tam w H zszedł na przekątną czworoboku, wyjeżdżając ją nie najgorzej bo z zachowaniem tempa oraz linii prostej do M przez X. Po zetknięciu się ze ścianą pojechali dalej na wprost, wyjeżdżając narożnik i w A na linię środkową czworoboku. Na niej pojechał na wprost do X, gdzie wraz z pełną paradą się zatrzymał. Jednak znowu zabrakło odpowiednich pomocy, ponieważ tym razem było ono krzywe. Jednak odczekał spokojnie swoją nieruchomość, by zjechać w stępie z czworoboku na rozprężąlnie.
Mimo, że nie było to jego pierwsze spotkanie z Achałem to jednak mieli dziś swój debiut jako już oficjalna "para", gdyż jakiś czas temu Zawodnik zdecydował się na kupno ogiera w związku z jego dalekosiężnymi planami. Oczywiście kolejnym argumentem zakupu Kraka było to, że całkiem nieźle mu się współpracowało ze Złotym, czego dowodem były ostatnie ich wspólne zawody. Tym razem również podszedł do startu z dużą dozą optymizmu, licząc na to, że i tym razem uda im się coś "ugrać", a przede wszystkim dobrze bawić, w końcu Krak był znacznie lepiej wyszkolony niż tylko P-klasa. Na rozgrzewkę poświęcił tyle czasu ile potrzebował Złoty, nie śpieszył się, dając mu na spokojnie dojść samemu do rozluźnienia z jego pomocą z siodła. Czując, że są gotowi pogładził ogiera po szyi dając mu chwilę oddechu na dłuższej wodzy i stępując w oczekiwaniu na szybko powtórzył sobie przejazd, nie chcąc zrobić podobnej gafy jak na przejeździe z Momentum.
Wreszcie usłyszał, że zostali wywołani, więc zbierając nieśpiesznie wodze na kontakt skierował się z ogierem w stronę czworoboku. Korzystając z tego, że dzwonek jeszcze nie zadzwonił zakłusował od razu starając się wrócić do wcześniej uzyskanego zebrania, pilnując, by nie złamał się w potylicy, ani nie schował za wędzidło co szyja ogiera znacznie ułatwiała - była to w końcu bolączka tej rasy, mimo, że naturalnie niosą łeb dość wysoko. Siedząc głęboko w siodle wziął go nieco na siebie chcąc dograć się z nim i wejść w poprawny roboczy. Gdzieś po dwóch okrążeniach mogli usłyszeć dzwonek, po których Zawodnik pewnie wjechał między szranki prowadząc ogiera na równych wodzach i w równo działających po obu stronach łydkach, co uniemożliwiało mu spłynięcie czy krzywienie się jego ciała. Przed literą X zamknął go na pomocach przymykając również na wodzy z lekką pulsacją, by równo zatrzymać się z nim w literze. Kłaniając się w stronę sędziów stwierdził, że jak na razie ogiera prowadzi mu się rewelacyjnie już od rozpoczęcia rozgrzewki, teraz oby nie zapeszyć! Łapiąc wodze obiema rękami ruszył z nim ze stój wracając do wcześniej uzyskanego roboczego, którego stale aktywizował łydkami, tak by ogier nie stracił na dynamice i kadencji. Przed literą C zakręcili w lewo, a w trakcie tego zakrętu jak i każdego kolejnego skrupulatnie prowadził ogiera na zewnętrznych pomocach, wewnętrznymi jedynie prosząc i sugerując zgięcie do wewnątrz.
W E rozpoczął 10-ęcio metrową półwoltę dalej pilnując wewnętrznego ustawienia ogiera, by następnie w literze X płynnie zmienić ustawienie Kraka na prawo i pilnując by nie stracić tempa (łydką i dosiadem) wjechać na drugą półwoltę, którą wrócili na ścianę w prawo. Następnie kontynuując roboczy do ścianę dojechali aż do litery V, gdzie zostawiając mu ustawienie na lewo zaczął spychać go lewą łydką, prawą ograniczając przesadną ucieczkę w bok, jak i również włączając w to prawą wodzę w celu utrzymania odpowiedniego, nie przesadnego zgięcia w trakcie ustępowania. Na szczęście ogier gładko odpowiedział na pomoce, a sam Zawodnik starał się równo dociążyć jego grzbiet ułatwiając mu chód boczny. Dojeżdżając do I sprawnie wyprostował go na literę C dalej już jadać roboczym na wprost, przed sędziami zakręcili w prawo, gdzie jadąc na budkę dodawał ogierowi odwagę w łydce, by po wyjechaniu narożnika wjechać na przekątną. Pilnując, by ogier nie rozciągnął się przesadnie dodał w kłusie od łydki cały czas systematycznie rozluźniając go na ręku, przy zachowaniu odpowiedniej dynamiki poszerzyli ramy, gdzie Christian w trakcie przekątnej wszedł w anglezowanie. Przed narożnikiem zwolnili widocznie, ale za to płynnie, by Zawodnik wracając w siodło wrócił na ścianę w lewo.
Analogicznie jak wcześniej dojeżdżając do litery P ustawił ogiera do zewnątrz czyli na prawo, a następnie zepchnął prawą łydką do środka, zewnętrznymi pomocami ograniczając przesadny krok w bok jak i przesadne zgięcie w trakcie samego ustępowania, które wykonali aż do litery I, gdzie sprawnie wyprostował ogiera ponownie posyłając go na wprost przy równo działających po obu stronach pomocach. Następnie przed sędziami zakręcili w lewo, gdzie w trakcie tego zakrętu, a kolejno narożnika ograniczył go sprawnie na zewnętrznych pomocach stale pilnując, by nie stracił aktywności. Skierował go po narożniku na przekątną, by pozostając w ćwiczebnym wypchnąć go wraz z łydką do wyciągnięcia kroku w kłusie. Cały czas pozostawał domknięty na ręce, na której w razie czego mógł wyczuć pulsację zamykającą całą półparadę. Przed narożnikiem wziął go na siebie z wyczuciem i skrócił do roboczego, by po powrocie na ścianę przed literą A posłać zwracającą na jeźdźca uwagę półpardę, następnie zatrzymując się wraz z ogierem w literze.
Odczekali chwilę unieruchomieni, by następnie ruszyć stępem pośrednim. Dalej stali podpierał go w łydce nie chcąc, by ten zgasnął, po przejechaniu narożnika wjechali na krótką przekątną, gdzie stopniowo wydłużając szyję ogiera przy pomocy wodzy i napychającej na wędzidło łydce zaprezentowali stęp swobodny. Dopiero w literze R wrócili do pośredniego, by w M ruszyć kłusem roboczym po ścianie. Przed literą C niezauważalnie wręcz podniósł ogiera, by cofnąć zewnętrzną łydkę i zamykając go w obu zagalopować na prawo. Od samego początku konsekwentnie poprawiał jego galop, tak by pozostać w samoniesieniu się dzięki czemu z łatwością przyjdzie im galop pod górkę. Zachęcał go "molestującą" łydką, którą nie napastował go, a używał tylko wtedy, kiedy zaczął tracić na tempie.
W literze S wjechał z nim na ciasną woltę, uważnie pilnując przy zachować poprawny rysunek jak i sylwetkę Złotego. W razie ewentualnych spięć posyłał rozluźniającą go półparadę chcąc wykrzesać z niego 1oo% jego możliwości ruchowych. Po powrocie na ścianę zamykając go na łydce poszerzył foulę ogiera aż do litery K, by w literze wziąć go subtelnie na siebie i bez walki wrócić do roboczego po ścianie. Następnie skierowali się na przekątną, gdzie Zawodnik utrzymując zgięcie na lewo pilnował, by ten nie spróbował choćby z przypadku wykonać lotną. Na szczęście ogier dziś bardzo dobrze odbierał sygnały od Zawodnika, więc o czymś taki nie było mowy. Zgodnie z planem w X przeszli do kłusa, gdzie Christian od razu przestawił jego ustawienie na prawo, a następnie przed C wrócił z ogierem do galopu roboczego znów pracując pomocami nad powrotem do efektowanego galopu pod górkę.
Odbiciem lustrzanym w R ponownie wjechał z ogierem na ciasną woltę mocno pilnując jego zgięcia, tempa oraz rysunku po jakim go prowadził. Wracając na ścianę posłał go czytelnie do wyciągnięcia fouli, by w F bez walki wrócić do roboczego w lekkim zebraniu. Następnie skierowali się po minięciu narożnika na przekątną, gdzie w ustawniku na prawo dojechali aż do X, dopiero po minięciu litery zmienili ustawienie na lewo wracając już na ścianę w lewo. Czekała ich chwila jazdy po ścianie roboczym, aż dojechali do E, gdzie Zawodnik wprowadził ogiera na duże koło w lewo rozpoczynając anglezowanie co na pewno powinno go zachęcić do podniesienia pleców. Dodatkowo zachęcił go do opuszczenia szyi pracując półparadami do dołu, mimo to nadal utrzymując świadomy kontakt, by w razie czego poprawić rysunek czy też sylwetkę ogiera. Ten jednak wykonał żucie wzorowo, więc nie zostało im nic innego jak wrócić na ścianę już w roboczym i ćwiczebnym.
Po powrocie na ścianę objechali kawałek po niej, by w A wjechać na linię środkową. Równo dociążając plecy ogiera jak i równo pracując pomocami po obu stronach (no chyba, że zaszła potrzeba korekcji ciała ogiera) wyegzekwował prostą sylwetkę Kraka, by przed literą X posłać półparadę, a następnie zamknąć w pełną paradę w literze. Ukłonił się równo stojąc z Achałem, by chwilę później dać mu luźna wodzę i opuścić nieśpiesznie czworobok. Pochwalił go bardzo entuzjastycznie, bo spisał się rewelacyjnie! Oby tak dalej!
Choć o tym, z czym wiązała się nerwowa atmosfera Hell zdążyła siłą rzeczy zapomnieć, zwyczajnie na długo odcięta od możliwości treningowych inne, niż niezobowiązujące ruszenie przez stajennego, zdawała się bardzo dobrze odnajdywać w tej nie do końca nowej sytuacji; oczywiście, samo rozprężenie musiało skutkować masą nerwów - kara niezmiennie miała problem z przebywaniem w otoczeniu tak wiele koni, sporo energii tracąc właśnie na złośliwościach kierowanych w stronę nieznanych jej wierzchowców. Może to i lepiej - energii wcale jej nie brakowało, a dzięki temu wjazd na czworobok przebiegał już w nieco bardziej pokojowej atmosferze. Bez większych emocji spojrzeniem obrzuciła czworobok i najbliższe otoczenie, będąc już na tyle wybiegana podczas samego rozprężenia, aby tym razem nie szukać w mijanym nasty raz banerze powodów do tańca. Kłusowała aktywnie, pomimo odrobinę cięższej budowy prezentując przyjemną dla oka lekkość, nie tracąc na równowadze ani w zakręcie, ani na linii prostej, którą dzięki czytelnym pomocą zdolna była szybko złapać. Zatrzymała się w X, w trakcie ukłonu kilkukrotnie mieląc kiełzno w pysku, niemniej zachowując nieruchomość i oczekując kolejnego sygnału; na reakcję czekać nie trzeba było długo - od łydki odpowiedziała natychmiast, ochoczo ruszając naprzód, uszy uważnie kierując w stronę budki sędziowskiej. Nadal mając sporo pary, wkładała w każdy krok sporo energii, nie tracąc na niej nawet w obliczu ciasnego zakrętu w prawo - choć ten nieznacznie wpłynął na jej równowagę, zdołała zachować odpowiednie ustawienie, po narożniku wyprowadzona na przekątną. Ekspresyjnie kłusowała wzdłuż wyznaczanej przez Luke'a linii, nie tylko zadem nadając siły i lekkości każdemu krokowi, ale w pewnym stopniu otwierając również łopatki, tym samym prezentując bardzo subtelną, przyjemną akcję przednich nóg. Choć istotnie miała do tego tendencję, w porę powstrzymania nie podjęła próby przyspieszenia - taką chęć mogły zdradzić dwa lub trzy obszerniejsze kroki które wykonała, ale w ostateczności nie uciekała się do nadmiernego przyspieszania i wchodzenia w kiełzno, do powrotu na ślad zachowując już całkowitą jednostajność tempa. Nie straciła na koncentracji ani aktywności nawet po powrocie na ślad, z tą samą, charakterystyczną płynnością rozpoczynając serpentynę, wyraźnie wpisując się już w pierwszy łuk; przy tym w zakręcie wyraźnie angażowała grzbiet, przy zaokrąglonej szyi nie pozostając w niej prosta i obojętna wobec tego łuku. Z lekkim zawahaniem zareagowała na zainicjowane przejście, z początku zdając się w lekki sposób opierać wstrzymującemu działaniu i w efekcie rzeczone przejście wykonując przez wyraźne, raczej mało poprawne zwolnienie, dopiero w ostateczności przechodząc na stępa - szczęśliwie, Luke odpowiednio wcześniej zaczął przygotowywać ją do tego manewru, w innym wypadku pod znakiem zapytania stanęłoby to, czy w ogóle zdążyliby zmieścić te kilka kroków stępa pomiędzy jednym fragmentem kłusa a drugim. Ten subtelny opór objawił się dość widoczną i rażącą niechęcią do ruchu i sztywnością - nie zmieniło się to również za kolejnym łukiem serpentyny; Hell, niezmiennie zafiksowana na swojej własnej wizji, negatywnie odbierała tak częste zmiany tempa, okazując to mało dobitnie, ale na tyle wyraźnie, aby bez wątpienia wpłynąć na całokształt wykonywanej figury. Szczęśliwie, ta nie miała trwać w nieskończoność i już za chwilę wrócili na ślad, w pierwszej kolejności mijając narożnik, gdzie w pracy karej widać było jeszcze efekty wyraźniejszego usztywnienia sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu sekund - nie minęło jednak kilkanaście kroków, a już powoli wracała do poprzedniego stanu rzeczy, co objawiało się coraz większym rozluźnieniem przekładającym się bezpośrednio na jakość jej chodu. Już chwilę później ponownie została wyprowadzona na przekątną; skumulowana wcześniej energia i czytelne przygotowanie w zupełności wystarczyły, aby Notesique delikatnie poszerzyła na prostej ramy, nie mając większych kłopotów z zachowaniem równowagi. W zasadzie, jedynym problemem jaki mógł pojawić się podczas tego elementu mogła być nadmierna chęć do ruchu naprzód - już wcześniej objawiała swoją nadpobudliwość na pierwszej przekątnej, teraz więc tym bardziej jeździec musiał dużo wagi przyłożyć do tego, aby nie pozwolić jedenastolatce przesadzić w drugą stronę i na fali ekscytacji zrobić o jeden ruch za dużo czy podgalopować. Istotnie, znów bez większego zachwytu przyjęła konieczność zwolnienia, za pierwszy odruch biorąc naturalnie lekkie, charakterystyczne usztywnienie i nieco mocniej zagryzając się wówczas na kiełźnie, jakby z chęcią zablokowania jego działania, choć była to reakcja na tyle mechaniczna i wypracowana w ramach lat pracy z jeźdźcami za mało konsekwentnymi i doświadczonymi, że nietrudno było się z nią uporać - mimo tej niewielkiej niesubordynacji, do zagalopowania została przygotowana na tyle, aby wykonać je nie tylko na czas, ale i po prostu poprawnie, mimo własnej ekscytacji nie popadając w skrajności i wykonując okrągły pierwszy skok galopu. Tak jak i w kłusie, nie zapominała o własnym zadzie, dzięki efektywnej jeździe mężczyzny będąc w stanie samodzielnie odnaleźć w tym chodzie należytą równowagę i wyraźnie, choć bez zbędnego impetu, pchać się zadem. Mimo, że powodów do dekoncentracji było wiele, a Hell należała do koni, które w zwyczaju miały wykorzystywać na swoją korzyść większość momentów nieuwagi, oddania wodzy przez Luke'a nie można było jako taką nieuwagę sklasyfikować - kara wówczas pozostała skoncentrowana, w niezmiennie aktywnym, przyjemnym dla oka galopie w pewnym stopniu zachowując wypracowane przez właściciela ustawienie, szyję dość delikatnie wyciągając w dół ale i do przodu, na tyle, na ile tylko umożliwiała jej to długość wodzy; wbrew pozorom, spięcie związane z powrotem na kontakt nie miało miejsca - Nos przyjęła tą konieczność bez większych oporów, za chwilę wracając na ścianę. Otworzenie w galopie, tak jak i w kłusie, nie było dla karej większym kłopotem: zadziwiająco, tym razem nie pojawił się kłopot zbyt mocnego wchodzenia w rękę i nadmiernej aktywności. Samo skrócenie przyjęła ze spokojem, nie oponując przeciwko przybraniu nieco spokojniejszego tempa galopu, rzeczywiście potrzebując nieco konkretniejszego wsparcia aby nie stracić całej tej energii, której nagle było skrajnie dużo. Niemniej zarówno połówka koła wykonana na wysokości C, jak i zmiana nogi wykonana przez kłus przebiegła w pełni pomyślnie - Hell pozostała czuła wobec sygnałów jeźdźca, zachowując pełną karność i płynnie zmieniając ustawienie podczas samej zmiany, równie satysfakcjonująco zachowując się na bliźniaczej do pierwszej połówce koła. Dopiero koło wraz z oddaniem wodzy, analogiczne do tego, które mieli okazję wykonywać chwilę temu, przysporzyło nieco problemów - na lewo z zasady była gorsza, a takie odpuszczenie przy raczej dość niedokładnym przepracowaniu wynikającym z braku czasu na czworoboku na tą nogę sprawiło, że w oddaniu spięła się, nie podążając płynnie za ręką w poszukiwaniu stabilnego kontaktu, a zwyczajnie utykając na pewnej wysokości, bez wyrażania jakichkolwiek chęci do pójścia dalej nosem. Wkrótce wrócili do kłusa, gdzie Hell, nieco zbita z pantałyku w związku z niefortunnym kołem zdawała się jeszcze nie do końca uważna wobec tego, co działo się na jej grzbiecie, nieco zgubiła wcześniej wypracowany rytm kłusa, dopiero po chwili odpowiedniej pracy ze stronę jeźdźca nabierając na aktywności i odnajdując złoty środek pomiędzy dwoma końcami spektrum. Bez oporu, choć widocznie nierówno zatrzymała się w X, nieco niecierpliwie wyczekując luźnej wodzy, bo to właśnie z tym kojarzyły się tego typu zatrzymania - zdawała się więc nieco zaskoczona koniecznością ruszenia, w efekcie rzeczywiście przechodząc w wyższy chód, ale z widocznym zawahaniem, dopiero po dwóch czy trzech krokach nabierając odpowiedniej dynamiki. Była istotnie nieco rozkojarzona i słuszną decyzją było zbombardowanie jej delikatnymi półparadami: tak naprawdę wyłącznie dzięki temu przeszła do stępa na czas i bez żadnego "ale", w trakcie samej zmiany nieco wyraźniej przeżuwając wędzidło w geście rozluźnienia, teraz jakby już nieco bardziej neutralnie nastawiona wobec przejść w dół i skróceń, które jeszcze chwilę temu nie wypadały najlepiej. Płynnie zmieniła ustawienie, bez większego kłopotu wchodząc w delikatne zgięcie i pomimo jego zainicjowania utrzymując linię prostą, co więcej, nie wytraciła też przy tym tempa, wbrew wszystkiemu zachowując naturalną swobodę ruchów; za chwilę weszła w ustępowanie, tutaj znów nie tracąc na samej aktywności stępa, z początku dość symbolicznie krzyżując nogi i idąc bardziej naprzód niż w bok, ale wkrótce odnajdując balans pomiędzy tymi dwoma kierunkami, po drodze istotnie raz po raz zapominając się w kwestii zadu. W wypadku drugiego ustępowania sytuacja wyglądała bliźniaczo, z tymże tu problem był całkiem odwrotny i Hell zamiast iść naprzód, za podpowiedzią nauczonego poprzednim podejściem jeźdźca nieco wyraźniej kroczyła w bok, ostatecznie na śladzie lądując jeszcze przed M, w dodatku odrobinę nieco nieobecna i w efekcie dziwnie ospała, jakby myślami jeszcze przy ustępowaniu. Skorygowana na nowo się ożywiła, tak samo chętnie jak i wcześniej wchodząc w wyższy chód i za chwilę na koło, gdzie stopniowo przepracowywana i wypuszczana zaczęła wyraźniej puszczać mięśnie pleców, w efekcie takiej roboty nie tylko schodząc więc głową w dół i naprzód, ale i również zaokrąglając własny wykrok i furkocząc cicho w geście rozluźnienia; nawet uszy, które cały przejazd żywiołowo obracały się na wszystkie strony albo chowały się w grzywie, co było dla niej charakterystyczne, wyrażały teraz jakiś stopień relaksu. Płynnie wróciła do ręki, aktywnym kłusem krocząc wzdłuż śladu, a za chwilę również wzdłuż linii środkowej, na której odpowiednio przez Luke'a przygotowana zatrzymała się w X do ukłonu, wyczekując końca nieruchomości. Z ulgą ruszyła aktywnym stępem, pomimo zmęczenia związanego z przejazdem w lekkim ożywieniu opuszczając czworobok z mężczyzną na grzbiecie.Shamrock - 2019-08-29, 19:42
Ogier ostatnio został mocniej rozruszany, co go cieszyło i był teraz pełny energii oraz zapału. Ta para nie znała się od wczoraj, więc ich relacja oraz praca nie była dla nikogo żadną niespodzianką. Mieli swoje wzloty i upadki, ale w większości szło im na prawdę dobrze.
Odbyli stosowną rozgrzewkę przed startem, podczas której ogier nie sprawiał jej większych problemów. W stępie oczekiwali wezwania na czworobok, które w końcu nadeszło i wraz z pomocami od Elki Shamrock przeszedł płynnie do energicznego kłusa. Pojawili się w nim na placu konkursowym, gdzie okrążyli czworobok dookoła i dopracowali ostatnie szczegóły oraz oswoili się z tym miejscem. W końcu zatoczył łuk na linię środkową czworoboku, by wjechać na niego przez otwarte szranki. Udało mu się ładnie wyjechać linię prostą do X, gdzie pozostał w pełni skupiony na kobiecie i nadchodzącym zadaniu. Wraz z pełną paradą i jej pomocami ogier się zatrzymał, ustawiając równo wszystkie kończyny, mając podstawiony zad i pozostając na kontakcie z ręką kobiety. Odczekał pełną nieruchomość, by wraz z kolejnymi pomocami od kobiety powrócić do kłusa roboczego. Udało im się poprawnie wyjechać linię prostą do krótkiej ściany, gdzie pod nią zakręcił na prawo pod nią i wyjechał pierwszy narożnik. Wyjeżdżając na długą ścianę i w M zjechał na przekątną czworoboku, starając się na niej również pojechać w linii prostej do K bez utraty rytmu. Dojeżdżając do końca przekątnej wrócił na ścianę, wyjechał narożnik i pod krótką ścianą w C odbili na nową figurę. Utrzymywał odpowiednie zgięcie na brzuszkach od pomocy kobiety tych wewnętrznych, a pilnowany zewnętrznymi nie wypadał z ustawienia. Udało mu się zachować przy tym równe tempo, aż do linii środkowej i tam wraz z jej pomocami zwolnił do stępa na kilka kroków. Ogier jednakże zszedł do niego dość niechętnie z lekkim opóźnieniem, spinając się przy tym. Jednak już jakość jego stępa była dobra, bo kroczył aktywnie przed siebie z wyraźnym poszerzeniem swoich ram. Jednak dość szybko wrócił do kłusa, by zakończyć rysowanie figury i wrócić pod ścianę. Po zamknięciu figury wyjechali narożnik, by od H odbić na przekątną czworoboku przez X do F. Ogier mimo wyraźnych sygnałów od amazonki był oporny przed wydłużeniem kroku, wysuwając tylko nieco nos w przód i wydłużając nieco swoją sylwetkę i kroki. Jednak nie poszerzył do końca swoich ram i nie wykonał tego elementu zbyt poprawnie, bo zbrakło mu dobrego impulsu. Skrócił się do roboczego tempa wraz z dojechaniem do końca przekątnej, by wyjechać narożnik i przygotować się do zagalopowania. Mocniej wchodząc przy tym zadem pod kłodę, odepchnął się od podłoża i płynnie wszedł w najwyższy chód z prawej nogi. Jednocześnie zeszli na 20m koło, gdzie Shamrock ponownie wygiął się od jej wewnętrznych pomocy i ograniczony zewnętrznymi nie wypadał niczym z ustawienia. Wraz z oddaniem wodzy nie wyszedł z ustawienia, ładnie galopując pod górkę dalej. Wraz z nabraniem wodzy wrócili zaraz na ścianę, by wyjechać narożnik i K wydłuż krok do H. Udało mu się tym razem poprawnie wejść zadem pod kłodę, otworzyć się na łopatkach i wydłużyć krok wraz z wysunięciem nosa w przód. Dojeżdżając do H skrócił się poprawnie do roboczego tempa, by kontynuować galop do C i tam zjechać na półkola o średnicy 20m w prawo. Wygiął się na nim od wewnętrznej łydki kobiety, a pilnowany zewnętrzną nie wypadał niczym z ustawienia. Zgiął się odpowiednio w potylicy od wewnętrznej wodzy, by dać się prowadzić zewnętrzną wodzą. Dojeżdżając do X naprostował się i zwolnił wraz z pomocami kobiety do stępa, robiąc to dość płynnie. Jednakże samo przejście było błędem, bo miał być tu kłus. Jednak on sam o tym przecież nie wiedział. Powrócili za moment do galopu tylko na drugą nogę i wykręcili drugie półkola na drugą stronę, wyginając się od lustrzanego odbicia pomocy na nim. Po zamknięciu jednego koła wykręcili od razu drugie w tym samym punkcie, gdzie zarysował je najlepiej jak mógł i podczas oddania wodzy przez kobietę nie posypał się w ustawieniu. Idąc cały czas pod górkę na ów kole i wraz z zamknięciem koła po chwili będąc przygotowany wcześniej do zmiany, zwolnił do kłusa i pojechał dalej na wprost. Dojechał dalej do B, gdzie skręcił w lewo do środka czworoboku. Wyjechał równo linię do X, gdzie po pełnej paradzie a uprzedzony wcześniej półparadami się zatrzymał w punkt. Zatrzymał się ponownie prosto, równo ustawione nogi, podstawiony zad i pozostał z nią na kontakcie. Spokojnie odczekał nieruchomość, by wraz z sygnałami od kobiety ponownie ruszyć kłusem choć z lekkim zapłonem. Dojeżdżając do E skręcili ponownie w lewo, by powrócić tym samym na ścianę. Następnie dojechali do A, gdzie zwolnił do stępa i postarał się znowu o jak najlepszą jego jakość. Wyszło mu to na prawdę dobrze, dlatego o ustępowanie na lewo raczej martwić się nie powinni. Wyginając się poprawnie od pomocy kobiety, zaczął się aktywnie poruszać w przód i bok z poprawnym krzyżowaniem nóg. Tak dojechali do linii ćwiartkowej, gdzie się na moment naprostował wraz z pomocami od kobiety. Wtedy przestawił się też na drugą stronę i wykonał zaraz ustępowanie od łydki tym razem na prawo. Wykonali je znowu dość dobrze, by zakończyć je w M i zetknąć się tam ze ścianą. Kolejno dojechali do C, gdzie ogier płynnie z impulsu z zadu przeszedł do kłusa. Następnie wyjechali kolejny narożnik, by znaleźć się pod długą ścianą i tam dojechać do E. W owym punkcie zeszli na ostatnie w programie koło, gdzie ogier ponownie poprawnie się na nim wygiął od jej pomocy. Jednocześnie wraz z oddaniem wodzy, zszedł głową w dół i przód z żuciem z ręki. Wrócił dość spokojnie na wcześniejszy kontakt, by zamknąć koło w punkcie gdzie zaczął i pojechać dalej po ścianie do A. W tym punkcie zakręcił na linię środkową, wyjeżdżając jak najbardziej prosto się dało. Po dojechaniu do X wraz z pełną paradą się zatrzymał, robiąc to znowu bezbłędnie. Po ukłonie kobiety zjechał z czworoboku na rozprężalnie stępem w rozluźnieniu.
Po odpowiedniej rozgrzewce, para wyczekiwała na swoją kolej. W końcu nadszedł ten czas, by powrócić do wypracowanego ustawienia. Skierowali się stępem w okolicę czworoboku, by go objechać w pierwszej kolejności. Gniadosz szedł stosunkowo rozluźniony, uważny na pomoce. Choć z ich interpretacją różnie bywało. W połowie długiej ściany, przeszli do kłusa. Objechali dokładnie narożnik i w odpowiednim momencie wjechali na linię środkową. Został należycie przygotowany, więc wiedział, że za chwilę kobieta poprosi go wykonanie polecenia. Więc w punkcie X zatrzymał się, choć nie równo. Ponieważ jedna z zadnich kończyn nie była w odpowiednim miejscu, przez co dociążenie kończyn nie było równe. Niemniej po ukłonie kobiety, przeszli do kłusa kontynuując przejazd. Tempo miał aktywne, choć można było powiedzieć, że nader aktywne. Dojeżdżając tak do literki C, wjechali na krótką ścianę, a po dokładnym wyjechaniu narożnika pojawili się na długiej ścianie. W punkcie E skręcili na literę X, gdzie rozpoczęli rysowanie pierwszego koła tego przejazdu. Z racji nadmiernego tempa, koło to wyszło nieco spłaszczone. Choć starał się wpisać w figurę. Po zamknięciu koła został na chwilę wyprostowany, by za chwilę wykonać drugie koło, ale tym razem na drugą stronę. Samo wykonanie ze strony ogiera wiele się nie zmieniło. Tempo zabijało precyzję, więc i tutaj koło wyszło spłaszczone, mimo usilnych prób Anny, by zrekompensować to. Zamknąwszy i to koło, skierowali się do B, gdzie powrócili na ścianę. Po wyjechaniu narożnika, para zagalopowała. Przechodząc do wyższego chodu płynnie. Jedynie wypłynął kobiecie spod kontroli, bo kilka pierwszych foule mocno wyciągnął się do przodu. Mimo to powrócił pod jej kontrolę, uspokajając swoje tempo. Niemniej za późno, by wyjechać odpowiednio narożnik, w który wyjechali praktycznie jak deska. Dopiero w punkcie E, ponownie zjechali na koło. Niestety wciąż kłócił się z blondynką, starając się zrobić to koło po swojemu, przez to znowu sędziowie mogli zauważyć "jajko", zamiast porządnego rysunku koła. Był dosyć charakterny, trzeba przyznać. Dojeżdżając do końca koła został już przygotowany do przejścia do niższego chodu, które nastąpiło w momencie powrotu na ścianę. Zotał poprowadzony przez dwa kolejne narożniki, a wraz z pojawieniem się na długiej ścianie i dojechaniem do M, wjechali na przekątną. Na przekątnej szedł o stosunkowo prostym ciele, nie klucząc na prawo czy lewo. Dopiero w punkcie A, dojeżdżając tam w nader aktywnym tempie, przeszedł do stępa. Dosyć niechętnie, ale nie posłuchał się i wykonał polecenie w odpowiednim momencie. W stępie widocznie poszerzył ramy i zaznaczał swe kroki. Idąc tak, został wprowadzony na narożnik na długą ścianę i w F wjechali na przekątną. Tam mógł zaprezentować stęp swobodny, z racji, że uzyskał całą długość wodzy. Jego krok był regularny, a sam ogier rozluźniony w swoim stylu. Nie za bardzo potrafił się odnaleźć w tej sytuacji, nikt go nie prowadził "za rączkę". Niemniej zadnimi kończynami przekraczał ślady przednich kopyt, które pozostawiał na ziemi. Jednakże pokonali całą przekątną, gdzie wraz jej końcem powrócili do ustawienia. W punkcie C przeszedł płynnie do kłusa, ale i tutaj jego tempo budziło wątpliwości. Szedł zdecydowanie za mocno do przodu. Wjechali w narożni, by pojechać do środka długiej ściany, a w punkcie E zejść na kolejne koło. Tym razem rysunek koła był nieco lepszy. Zamknąwszy koło, para zaczęła wykonywać żucie z ręki na kole. Unn zszedł z głową w dół i zaczął mocniej przeżuwać wędzidło, bawiąc się nim. Jednak w pewnym momencie ponownie się spiął przez co ogólny obraz stracił na wartości. I znowu rysunek koła został zaburzony. Po jego zamknięciu, para wróciła do poprzedniego ustawienia, ale spięcie na jego ciele nie zniknęło. W punkcie F zagalopowali w pełnej kontroli i równowadze. Podążyli do B, gdzie zjechali po raz ostatni na koło. Gniadosz śpieszył się, przez co rysunek koła nieco stracił na jakości, ale całokształt nie był zły. Po zakończeniu koła, w puncie M przeszedł do kłusa, bujając swobodnie ogonem na boki. Przejechali przez kolejne dwa narożniki i w literze H wjechali na przekątną. Będąc w korytarzu pomocy, szedł o stosunkowo prostym ciele. Tam wyjechali na prostą linię, a potem został poprowadzony na linię środkową. W punkcie X zatrzymał się na rozkaz. Zatrzymał się w punkcie, lecz znowu z jedną odstawioną nogą, co niszczyło balans równowagi. Blondynka ukłoniła się i para zjechała z czworoboku.Prescription Boy - 2019-08-29, 22:33
Ogier nie mógł narzekać na brak zainteresowania ze strony kobiety, a dodatkowo cieszył się na każdą możliwość ruchu czy to trening czy zawody. Podróż na miejsce zawodów zniósł świetnie, a przy tym towarzystwo Game zniósł świetnie. Aklimatyzacja w nowym miejscu też odbyła się wzorowo, a w dniu zawodów był pełny energii i wigoru. Przywitał Nadyę dość radośnie na myjce, gdzie czekał na nią po jej poprzednim przejeździe. Dał się się sprawnie wyczyścić oraz osiodłać, by pójść z kobietą na rozprężalnie. Tam dokładnie rozgrzali się do zawodów, przerabiając wszystkie trzy chody. Wykręcili masę figur, ćwicząc dodania i skrócenia, przejścia między chodami oraz zatrzymania. W końcu zwolnili do stępa w którym czekali na wezwanie na czworobok konkursowy.
W końcu zostali wywołani na ów czworobok, więc trzeba było się wziąć w garść i zabrać do działania. Wraz z zebraniem przez kobietę powrócił do wcześniej wypracowanego ustawienia, by pojechać w okolice czworoboku na którym się mieli zaprezentować. Poruszał się energicznym stępem jak na tą chwilę, pozostając na kontakcie z kobietą i angażując zad w pracę. Okrążyli czworobok jadąc wokół szranek, dając sobie czas na oswojenie się z miejscem i atmosferą zawodów. W końcu wraz z pomocami od kobiety przeszedł do kłusa, by w odpowiednim tempie najechać po łuku na linię środkową. Wjechali na czworobok w A, poruszając się po ów linii na wprost. Przed X uprzedzony przez kobietę był wyczulony na zmianę, by zatrzymać się w punkt. Minimalnie krzywo miał ustawione zadnie nogi, ale przody dobrze stały, podstawiony zad i kontakt był zachowany. Odczekał nieruchomość do otrzymania kolejnych pomocy, by ruszyć ponownie kłusem przed siebie w kierunku krótkiej ściany. Pod nią ustawił się na lewo, by w tamtym kierunku zakręcić pod krótką ścianą i za moment wyjechali narożnik na długą ścianę. Tam dojechali do E i zeszli na półwoltę 10m w lewo. Starał się jak najlepiej wygiąć od jej wewnętrznej łydki, a ograniczony zewnętrzną nie wypadał z ustawienia. Dawał się gładko prowadzić na zewnętrznej wodzy, a przy tym poprawnie zginał się w potylicy. Dojeżdżając do X usłyszał jakiś dziwny dźwiek z widowni co go rozkojarzyło, a przez to wypadł z dobrego rytmu. Po naprostowaniu się w X przestawił się na pomoce na drugą stronę, a także zacząć rysować owe półwolty o średnicy 10m w prawo. Początek był dość chaotyczny i urwany, dopóki nie odnaleźli jednego rytmu i nie ogarnęli się trochę. Po zakończeniu wolty w B, pojechali dalej pod ścianą na wprost. Dokładnie wyjechali dwa narożniki oraz krótką ścianę, by znaleźć się ponownie na długiej i po dojechaniu do V zacząć nowy element - ustępowanie od łydki na prawo. Wyginając się stosownie od pomocy Nadyi, nadał swojemu ciału odpowiednie ustawienie i zaczął płynnie poruszać się w przód i bok z krzyżowaniem nóg. Początkowo szło im dość dobrze, by w końcowej fazie przed dojechaniem do I ogier niespodziewanie przygasł w tempie. Stracenie impulsu do ruchu naprzód skończyło się nie dokładnym krzyżowaniem nóg przez ogiera i słabą końcówką elementu. Po dojechaniu do I naprostował się i pojechał na wprost pod krótką ścianę, gdzie ustawił się na prawo a potem skręcił pod ścianę w tym kierunku. Dość dokładnie wyjechali narożnik na długą ścianę, by przygotować się po drodze do kolejnego elementu programu. W M zjechali na przekątną czworoboku, gdzie wraz z pomocami kobiety na początku poprawnie wyciągnął krok. Wszedł przy tym mocniej zadem pod kłodę, poszerzył swoje ramy i wysunął nos do przodu. Jeddnak z czasem zaczął znowu gasnąć, więc kobieta musiała go popędzać co nieco. Dojeżdżając do K skrócił się z powrotem do roboczego tempa, by wyjechać kolejny narożnik na krótką ścianę. Potem kolejny narożnik i znaleźli się tym samym na długiej ścianie, przygotowując się do kolejnej zmiany. Po dojechaniu do P Prescription ponownie zaprezentował ustępowanie od łydki, tym razem na lewo. Pilnowany przez kobietę wykonał ten element ponownie dość dobrze, minimalnie gdzieś się tam spiął ale przynajmniej nie utracił tempa jak poprzednio. Dzięki temu po dojechaniu do I znowu się naprostował, by pojechać dalej na wprost pod krótką ścianę. Tam zakręcili na lewo i wyjechali zaraz narożnik na długą ścianę, by w H zejść na przekątną czworoboku przez X do F. Tutaj ponownie wydłużył krok, wykonując to tym razem znacznie lepiej niż za poprzednim. Nie tracił tempa, co dobrze wpływało na jakość elementu. Wraz z dojechaniem do F skrócił się do roboczego tempa, by wyjechać narożnik i przed A przygotować się do kolejnego elementu. Wraz z pełną paradą w A się zatrzymał, stawiając równo wszystkie kończyny, majac podstawiony zad i pozostając z ręką kobiety na kontakcie. Niby cierpliwie czekał na kolejne pomoce, ale coś go rozproszyło i ruszył nieco szybciej przed siebie stępem na szczęście. Poruszał się energicznie przed siebie, zachowując poprawną jakość ów stępa. W nim wyjechali narożnik, by na długiej ścianie w K odbić na krótką przekątną czworoboku. Wraz z oddaniem wodzy przez kobietę ogier niechętnie zszedł główą w dół i przód, jednak spiął się przy tym i stracił energię a także zaburzył nieco swoją równowagę. Jednak najgorsze było to, że zszedł tą głową ledwo co do niższego ustawienia. Dojeżdżając do R wrócili na poprzednie ustawienie, wracając również pod ścianę i jadąc dalej na wprost do M. Tam uprzedzony przez kobietę dość poprawnie przeszedł do kłusa, by wyjechać kolejny narożnik i przed C przygotować się do kolejnej zmiany. Wraz z jej stosownymi pomocami mocniej wszedł zadem pod kłodę, by z odpowiednim impulsem przejść w wyższy chód z lewej nogi. Trochę przy mocno galopował przed siebie, ale bez tragedii jeszcze. Wyjechali narożnik w tym chodzie, by w S zejść na 15m koło w lewo. Ponownie wygiął się od wewnętrznych pomocy kobiety, a ograniczony i prowadzony zewnętrznymi rysował dość nieźle te koło. Jednak koło pozostawiało trochę do rzeczenia, bo mogło by być lepsze. Przy zamknięciu koła w punkcie gdzie zaczęli, przygotowali się od razu do kolejnego elementu programu. Ogier wraz z pomocami od kobiety wydłużył krok, co na początku wyszło mu dobrze. Jednak z czasem stracił na energii i kobieta musiała go poganiać, co dało i tak średni efekt. Dojeżdżając do K poprawnie skrócił się do roboczego tempa, by wyjechać dwa narożniki i po dojechaniu do F zejść na przekątną przez X do H. Udało mu się dość poprawnie wyjechać linię prostą do X, gdzie zwolnił do kłusa. W tym że chodzie pojechali w kierunku H, gdzie po zetknięciu się ze ścianą przygotowali się do zmiany. Przed C wszedł zadem mocniej pod kłodę, by z mocniejszym impulsem z niego wejść w wyższy chód z prawej nogi. Przejechali w tym chodzie pod krótką ścianą, by wyjechać kolejny narożnik i znaleźć się na długiej ścianie. Dojechali do R gdzie zeszli na 15m koło w prawo, gdzie ogier ponownie wygiął się od wewnętrznych pomocy kobiety i ograniczony zewnętrznymi nie wypadał z ustawienia niczym. Element wyszedł im na prawdę nieźle, by po zamknięciu koła wrócić pod ścianę i tam wydłużyć krok. Ponownie początek był dobry, by z dojeżdżaniem do F czyli końca elementu nieco znowu przygasnąć. W ów punkcie skrócili się do maksimum do roboczego tempa, by wyjechać kolejne dwa narożniki i dojechać tym samym do K. Tam zjechali na przekątną czworoboku, gdzie postarał się o równe wyjechanie linii i utrzymanie stałe tempa. Wraz z dojeżdżaniem do M przygotowali się do przejścia, by zwolnić się ze zetknięciem się ze ścianą do kłusa. Jednakże ogier pomimo przejścia nieco uciekł z tego miejsca w przód, bo widownia go rozproszyła. Dojechali dalej przed siebie do E, gdzie zeszli na ostatnie koło w ich programie w lewo. Poprawnie się wpisał w rysunek koła, by zejść głową za wodzą w dół i przód wraz z żuciem z ręki. Bez większego problemu wrócił na wyższe ustawienie, by zamknąć koło i pojechać dalej przed siebie kłusem. Kolejno wyjechał narożnik i łuk na linię środkową w A, by po niej skierować się na wprost do X. Uprzedzony o tym punkcie pozostał skupiony na Nadyi, by zatrzymać się wraz z pełną paradą w punkcie. Udało im się zatrzymać równo, a Boy miał podstawiony zad i pozostał z ręką kobiety na kontakcie. Odczekał nieruchomość dość spokojnie, by zaraz zjechać w stępie na długiej wodzy z czworoboku na rozprężąlnie.
Mimo, że start pod właścicielką nie miał być dla Papillon pierwszą stycznością z atmosferą zawodów, zmiana otoczenia i przytłaczająca ilość nowych bodźców nie zdawała się jej służyć - mimo, że kilkukrotnie była już oswajana z otoczką sportowej rywalizacji, w dalszym ciągu była koniem młodym i niedoświadczonym. Właśnie dlatego jej nerwowość bez wątpienia była dla właścicielki odczuwalna; mimo stresu i rozlicznych obaw, pozostała karna i posłuszna, dzięki dobrej rozgrzewce mając okazję spuścić z siebie część nerwów i energii i tym samym nieco spokojniej podejść już do samego przejazdu.
W reakcji na zebranie wodzy natychmiast uniosła się lekko potylicą, kilkukrotnie przeżuwając wędzidło z charakterystycznym, głuchym dźwiękiem. Wkrótce ruszyła kłusem, niezmiennie nieśmiało mieląc kiełzno w pysku i intensywnie rozglądając się wraz ze zbliżeniem się do czworoboku, z widocznymi obawami wpatrując się w mijane banery i dekoracje, zdecydowanie jeszcze nieoswojona z myślą pracy w pobliżu rzeczy, które budziły w niej tak intensywny lęk. Nie było jednak czasu na roztrząsanie tych obaw - rozproszona, zdawała się nieco zaskoczona tym pierwszym zakrętem, w efekcie nieznacznie "płynąc" przez te pierwsze kilka kroków, dopiero po kilku sekundach za wsparciem Mii zdolna na nowo złapać równowagę, tym razem skupiona już w większej mierze na właścicielce. Bez żadnego opóźnienia odpowiedziała na zatrzymanie, równo stając na wysokości litery X i zachowując nieruchomość, doskonale zapoznana z tą procedurą - na tyle, aby dokładnie wiedzieć o nadchodzącym ruszeniu kłusem. Na sygnał łydką odpowiedziała więc momentalnie, natychmiast ruszając sprężystym, żwawym krokiem, nieco wyraźniej wchodząc w rękę; mnogość bodźców, stres i wyraźny sygnał w zupełności wystarczał, aby sprowokować w niej pośpiech, ten na szczęście nie był trudny do opanowania - raz przyhamowana, już do zakrętu zachowała jednostajność własnych kroków, w samym zgięciu nieco mocniej przygryzając wędzidło, jakby w stresie czy reakcji na jego działanie. Choć rozproszona wszystkim tym, co otaczało ich dwójkę, pozostawała czuła wobec sygnałów właścicielki; zbędne były więc wielokrotne zabiegania o jej uwagę, bowiem kilka półparad w zupełności wystarczyło, aby przywołać ją do porządku i tym samym zainicjować w pełni poprawny zjazd na linię przecinającą literę X, w której raptem chwilę temu stały. Wykazywała duże zaangażowanie nawet na tych delikatniejszych łukach, gnąc się nie tylko w szyi, ale również i grzbiecie, w efekcie mogąc w bardzo przyjemny dla oka sposób prezentować najlepszy ze swoich trzech chodów. Nie inaczej było na kole, gdzie również wykazywała się pełnym zaangażowaniem, po prawdzie nie będąc w stanie uniknąć drobnych niedociągnięć związanych z intensywnym zapatrywaniem się w kolorowe, cicho trzepoczące na wietrze banery - ten krótki, charakterystyczny dźwięk zaalarmował Papillon na tyle, aby już pod sam koniec koła podskoczyła nieznacznie, zachowując rysunek, ale wychodząc na kilka kroków z wypracowanego ustawienia. Oczywiście, ta subordynacja nie pociągnęła za sobą dalszych problemów: wparcie się tak gwałtownie w kiełzno samo w sobie było na tyle bolesne, aby izabelowata nie próbowała oponować przeciwko powrotu do pierwotnego ustawienia, już bez żadnych niespodzianek mając szansę przymierzyć się do drugiego, bliźniaczego koła, gdzie choć posłuszna, nadal zdawała się spięta w związku z zaistniałą przed momentem sytuacją, zwłaszcza, że na prawą stronę była naturalnie nieco gorsza. Nie tylko dla Mii, ale i również dla Papi był to bardzo stresujący start, co w połączeniu nie miało szans dać aż takiego dobrego połączenia, jakie stanowiły na treningu, niestety. Ulgą był więc powrót na linię prostą, którą izabelowata tym razem złapała już bez większego trudu, nie mając jednak okazji długo cieszyć się tą chwilą - zaraz znów płynnie wpisała się w ciasny łuk, aktywnie krocząc wzdłuż szranek czworoboku, zadem wyraźnie pracując celem napędzenia chodu w odpowiedni sposób. Mimo pojedynczych sztywności, które musiały być na bieżąco przepracowywane, prezentowała się bardzo przyzwoicie, wykazując się dużym zaangażowaniem i bardzo przyjemnym dla oka ruchem. Oczywiście, ten wypadłby w oczach sędziów dużo lepiej, gdyby tylko warunki nieco bardziej sprzyjały całkowitemu rozluźnieniu się, ale Papillon bez dwóch zdań swoim lekkim, dynamicznym ruchem na prostej bez dwóch zdań rehabilitowała się po średnio udanych kołach. Półparada wzmogła jej czujność, choć nie na tyle, aby perfekcyjnie odpowiedzieć na sygnał do galopu - intuicyjnie przyspieszyła, o wiele bardziej komfortowo czując się w kłusie aniżeli galopie, dopiero w ostateczności wykonując pierwszy krok i przystając na nadany przez właścicielkę rytm, w pierwszych kilku metrach zdecydowanie nie tak swobodna jak w niższym chodzie. Niestety, koło nie wystarczyło, aby wbrew wszelkim wcześniejszym niesubordynacjom uporać się z odpowiednim pozbieraniem Papi - choć ta była czujna i ewidentnie dawała z siebie swoje sto procent, nerwy i strach przed powiewającym na wietrze materiale wziął górę, sprawiając, że izabelowata na pewnym etapie zwyczajnie odmówiła dojechania do przeciwległej od E szranki, nerwowo podskakując w miejscu, choć błyskawicznie dając się spacyfikować. Przynajmniej sukcesem była próba przekonania jej do odciążenia przodów, co przy delikatnym zgięciu związanym z końcem koła i sugestią ze strony jeźdźca wystarczyło, aby Papi subtelnie zaokrągliła plecy, a w efekcie również wykrok, wreszcie galopując nieco bardziej pod górę. Nie na długo, bo za chwilę czekał powrót do kłusa, a w nim przekątna. W M intuicyjnie miała ochotę spróbować poszerzyć ramy, z tego elementu czerpiąc zazwyczaj najwięcej przyjemności i nie obyło się w zasadzie od próby zgadnięcia - na szczęście, ta była tak subtelna, że równie dobrze mogła umknąć oku nieczujnej sędziny, a w porę powstrzymanej Papillon nie w głowie były przepychanki i nachalne próby wyrwania naprzód. Zdawać by się mogło, że przejście po powrocie z przekątnej było kobyle jakby na rękę: bez najmniejszego oporu zwolniła, prezentując spokój, który można byłoby odmówić niejednemu wierzchowcowi podchodzącemu do tego programu. Niestety, nie trwało to zbyt długo, bo wkrótce nadszedł czas na piętę achillesową Rouge, stęp swobodny. Choć nie odpaliła w panice wrotek i nie wyskoczyła zza szranek, wypuszczanie wodzy nie było zabiegiem, który pomagał jej w rozluźnieniu: nieco mechanicznie opuściła łeb, cały czas jednak okazując delikatne napięcie w szyi, wypatrując uważnie morderczych reklamówek i innych znienawidzonych atrakcji. Właśnie stąd Mia mogła zostać zaskoczona delikatnym spięciem w literze M; to, jak i każde inne, szczęśliwie nie było aż tak trudne do przepracowania, choć do całkowitego rozluźnienia również było Papillon dość daleko. Niemniej, wkrótce na nowo ruszyły kłusem, zaraz raz jeszcze mierząc się z dwudziestometrowym kołem, tym razem nieco ubarwionym. Jak się okazało, żucie z ręki okazało się strzałem w dziesiątkę jako lek na całe zło tego przejazdu, chociaż na chwilę pomagając Papi złapać samodzielnie równowagę i puścić przede wszystkim mięśnie szyi, wyraźnie zaokrąglając grzbiet. Nie była to krótka chwila, ale przynajmniej tym jednym mogły błysnąć! Płynnie wróciła na kontakt, delikatnie opierając się na zewnętrznej wodzy, za chwilę znów poproszona o zagalopowanie, tym razem nauczona poprzednim błędem na tyle, aby odpowiedzieć natychmiast, wręcz odrobinę gwałtownie i wyrwać przed siebie z wyraźnym impetem, wykonując wysoki, okrągły pierwszy skok. Choć nie był to najmocniejszy aspekt jej ruchu, aktywnie pracowała zadem, prezentując się nienagannie, przynajmniej do czasu koła - tam nieco straciła na rytmie w związku z zaburzonym rysunkiem, ale tak jak i Mia, myślami była już odrobinę dalej, wreszcie zaczynając odczuwać bojowe nastawienie właścicielki, szkoda tylko że tak późno. Płynnie zwolniła do kłusa, na kilka krótkich sekund chowając się lekko za kiełznem i tym samym burząc przyjemny obrazek jaki prezentowały przed przejściem, ale szybko sama na nowo znalazła równowagę, czego najlepszym świadectwem była bezbłędnie pokonana przekątna; aktywnie, żwawo i z wyraźną pracą zadów przemierzyła te kilkadziesiąt metrów, za chwilę postawiona przed dwoma ciaśniejszymi zakrętami, o dziwo mimo wcześniejszych problemów śpiewająco radząc sobie ze znalezieniem w nich równowagi. Po wjeździe na linię środkową nie traciła na dynamice, w zasadzie do ostatniego kroku przed zatrzymaniem pozostając lekka i chętna do pracy, mimo nagłego przypływu energii nie oponując przeciw pełnej paradzie i półparadom ją poprzedzających, zatrzymując się równo. Zachowała nieruchomość, by za chwilę znów ruszyć stępem, z ulgą przyjmując wydłużenie wodzy i kierując się w stronę rozprężalni, gdzie w towarzystwie luzaka spędziła kolejne kilkanaście minut na rozstępowaniu.Lucas - 2019-08-29, 23:56
Co prawda po pierwszym przejeździe jego resztka entuzjazmu zmalała do zera, ale nadal musiał wystartować jeszcze z ITS w klasie wyżej. Gdy nadszedł na to czas, odebrał rozstępowaną siwą z rąk luzaka i dokończył rozgrzewkę, skupiając się też na tym, co nie wyszło mu z Upkiem. Gdy wreszcie zostali wezwani, Vaugier nie pchał się od razu na czworobok, a poświęcił jeszcze chwilę na zewnątrz szranek by dokonać ewentualnych poprawek w sylwetce klaczy jak i jakości chodu. Wtedy już bez przedłużania wprowadził ją na linię środkową, od pierwszego momentu zamykając w szczelnym korytarzu utworzonym z łydek oraz wodzy. W ten sposób zapobiegał ewentualnemu spływaniu na boki, usiłując wyrysować prostą linię do X. Dojeżdżając do tej litery, posłał ITS półparadę, by dalej zblokować miednice, napiąć brzuch, cofnąć ramiona i domknąć rękę, sprowadzając ją do pełnej parady. Wtedy jeszcze łydką ''mechanicznie'' zadbał żeby zostawiła zadnie kończyny pod kłodę i upewniwszy się o absolutnej nieruchomości, zebrał wodze w jedną dłoń i oddał ukłon przed jury. Wtedy na nowo ułożył sobie oba paski pomiędzy palcami i z półparady zaprosił kopytną ponownie do kłusa, w który wskoczyła co prawda bez zawahania, ale zrobiła to wręcz nadto entuzjastycznie, usztywniając się przy tym i niepotrzebnie nakręcając. Vaugier naprawił to jeszcze przed dojechaniem do C, gdzie skręcili w prawo, a brunet już teraz dbał o prawidłowe wyjeżdżanie wszelakich łuków/zakrętów, podpierając siwą łydkami i prowadząc na zewnętrznej wodzy.
Na sam początek mieli do pokonania zamianę kierunku przez przekątną, od M do K. Nie było tu żadnych dodatkowych utrudnień, zmień tempa, oddawania wodzy czy innych cudów, więc mężczyzna skupił się po prostu na wyrysowaniu równiutkiej, precyzyjnej linii aż do samego końca. Wracając na ścianę znowu upchnął klacz w narożniku, choć nie pozostali na długo bezczynni, na środku krótkiej ściany zaczynając kręcić serpentynę o trzech brzuszkach. Vaugier omiótł czworobok spojrzeniem, starając się zaplanować rysunek w głowie, co by wszystkie brzuszki wyszły mniej więcej podobne rozmiarowo. Tutaj również skrupulatnie giął Spotlight w zakrętach i prostował ją na odcinkach pomiędzy, choć o przejściu do stępa początkowo kompletnie zapomniał. No pięknie Panie Vaugier! Tabletki na pamięć potrzebne natychmiastowe, bo to już druga pomyłka tego dnia! Dobrze, że w ogóle sobie to uświadomił, bo resztę przejść wykonał już tak, jak należy, chociaż ten stęp pośredni był dość marny i ogółem to nie było się czym chwalić. Serpentynę zakończyli w lewo, teraz mając się zmierzyć z kolejną zmianą kierunku przez przekątną, ale dla odmiany z wydłużeniem kroku w kłusie. Luc w H sprowadził siwą ze ściany, od razu zaczynając ją mobilizować do poszerzenia ram i obszerniejszego kroku, jednocześnie starając się zapobiec ewentualnemu zagalopowaniu. Nie był z tego powodu najszczęśliwszy, choć miękko wysiadywał każdy, stawiany przez klacz krok, nie klepiąc jej bestialsko tyłkiem po plecach. Dojeżdżając do F, mężczyzna poskracał konia, chcąc znowu uzyskać roboczą formę chodu. Myślami był już jednakże przy zagalopowaniu, które mieli wykonać w A. Swoje zamiary uprzedził półparadą, by w danej literce wygiąć klacz lekko do wewnątrz, ale nie przeginając jej szyi i zastosować zsynchronizowane działanie łydką oraz dosiadem. Wtedy od razu poprowadził ją na koło mające zawadzić o X, dbając o dobre wygięcie i impuls, a także rozluźniająco bawiąc się wewnętrzną wodzą, podczas gdy zewnętrzna pozostawała napięta i nie dawała się zbyt mocno przegiąć. Po minięciu połowy figury, zmuszony był oddać wodze, po czym na nowo je nabrać na kontakt. I trzeba przyznać, że nie poszło im to najgorzej, bo ITS zdawała się nie przejąć chwilową utratą kontaktu, ani nie wykorzystała tego na swoją korzyść. Po tym manewrze wrócili na ścianę, a od K do H znowu czekało ich wydłużenie kroku, ale tym razem w galopie. Lucas zadziałał podobnie jak w kłusie, wspomagając się również dosiadem, ruchami bioder dłużej rozjeżdżając siwą do przodu. Nie dał jej się jednak zatracić w ów galopadzie, bo przecież w końcu musieli zwolnić i to całkiem niedaleko. Powrót do galopu roboczego odwlókł im się troszkę, ale zważając na dzisiejszy humor, Vaugier nie przejmował się takimi ''drobnostkami''. Teraz na środku drugiej krótkiej ściany - w C - wprowadził kopytną na połowę koła, znowu używając pomocy by dobrze ją wygiąć i zapobiec wpadaniu lub wypadaniu jakąkolwiek częścią ciała. Dojeżdżając do X, wyprostował ją na chwilę, od razu zablokowując i sprowadzając do kłusa. Trwało to jednak tylko chwilę, bo szybko przestawił pomoce na drugą stronę i wtedy poprosił o jeszcze jedno zagalopowanie, by wtedy wykręcić kolejne pół koła od X do A. Nie pozwolił jej jednak wrócić na ścianę, bo musieli wykręcić jeszcze jedno, analogiczne koło z oddaniem i ponownym nabraniem wodzy, podczas którego po raz drugi się nie zawiódł, otrzymując niezaburzony rysunek i całkiem fajnego konia. A powrót do kłusa w końcu nastąpić musiał i miał miejsce dokładnie wraz z powrotem na ścianę. I choć klacz trochę się rozsypała podczas tego przejścia, to mężczyźnie udało się dość łatwo pozbierać ją do kupy. W B natomiast kręcili w lewo i Luc kilkoma krótkimi półparadami zaczął przygotowywać klacz do zbliżającego się zatrzymania w X. Dalej zastosował standardowy szereg pomocy, siedząc w siodle prosto i nie nakłaniając swoją postawą do choćby odstawienia nogi. W tej nieruchomości odczekali pięć sekund, po czym ruszyli kłusem roboczym i w E skręcili w lewo. Kolejne przejście miało miejsce w A - do stępa pośredniego, z którym mieli dzisiaj największy problem. Oczywiście Vaugier starał się to naprawić, ale bezskutecznie, więc skupił się na ustępowaniu. Dojeżdżając do F cofnął zewnętrzną łydkę, działając nią spychająco. Wewnętrzna pozostała na popręgu i pilnowała impulsu zarówno do przodu jak i w bok. Po za tym wygiął szyję kopytnej lekko do zewnątrz, dłonie przesuwając zaś do wewnątrz i w ten sposób jakby ‘’pokazując’’ kierunek jazdy. Tak dojechali do linii ćwiartkowej, gdzie na chwilę wyprostował Spotlight. Wtedy zmienił pomoce na drugą stronę i zaprezentował jeszcze jedno ustępowanie, ale tym razem w prawo – do M. No dobrze, poszło im to całkiem sprawnie, więc zakłusowali w C, mając przed sobą już tak naprawdę ostatnie zadanie. Weszli więc na koło od E do B, na którym to brunet zaczął rytmicznie anglezować, odnajdując w tym całkiem przyjemną odmianę. To jednak nie istotne. Istotne były, by zachęcić siwą do żucia z ręki, więc zaczął stopniowo oddawać wodze, zachęcając ją do rozluźnienia i opuszczenia szyi. Nie pozwolił jej jednak zejść zbyt nisko, by po pierwsze nie straciła równowagi, a po drugie by zdążyć wrócić na kontakt przed dojechaniem do E. Tak też się stało, więc wjechali na linię środkową, zatrzymali się w X, a Lucas złożył ukłon i stępem swobodnym na długiej wodzy sprowadził ITS z czworoboku.