To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Mistrz Gry - 2015-05-17, 18:21
Temat postu: Taylor Crack & Deadia vel Duma
TAYLOR CRACK & DEADIA VEL DUMA



    46; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu.
    Opis
    Niedługo po rozpoczęciu waszego przejazdu doszło do oberwania chmury. Podłoże stało się jeszcze bardziej błotniste i śliskie, przez co Taylor została zmuszona do nieco wolniejszego galopu, aby nie dopuścić do nieprzyjemnego w skutkach upadku. To niestety wpłynęło na wasz czas.



    105; Zgubienie strzemienia; W trakcie przejazdu bądź skoku jeździec gubi strzemię bądź dwa, co wpływa na jego równowagę, najczęściej zakłócając ją.
    Opis
    Po pokonaniu księżyca Taylor zgubiła jedno ze strzemion, co było początkiem szeregu przykrych wydarzeń. Koń podczas zbiegania w dół zaczął się ślizgać, aż wreszcie jednym, dalekim susem zeskoczył ze 'skarpy'. Tym samym równowaga Taylor została mocno zaburzona. Deadia nie będąc zamkniętą w pomocach, na widok niewątpliwie strasznej przeszkody jaką było słońce, w ostatnim momencie odmówiła skoku sprawiając, że zawodniczka wyleciała z siodła i przeleciała przez przeszkodę na jej drugą stronę. Nic poważnego się nie stało, ale niestety przejazd musiał zostać przerwany z powodu eliminacji na wskutek upadku zawodnika.



    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-05-17, 18:28
Temat postu: Taylor Crack & Saver
TAYLOR CRACK & SAVER



    89; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.
    Opis
    Od początku Saver był bardzo przyjemny w prowadzeniu. Oddawał precyzyjne skoki, bez cienia zawahania, reagował na najsubtelniejsze pomoce ze strony Taylor, przy tym wszystkim zachowując dobre tempo.



    40; Bolesny skurcz; Koń odczuwa skurcz w którejś z kończyn/w parze kończyn/ w większości kończynach/grzbiecie/szyi bądź w innej części ciała.
    Opis
    W pewnym momencie, a dokładnie po pokonaniu rowu 5a, konia złapał bolesny skurcz u nasady szyi. Mimo to udało mu się wskoczyć na podwyższenie i oddać kolejny skok, aczkolwiek niski, co poskutkowało mocnym przeczesaniem hyrdy. Po skoku skurcz ustąpił, jednak odebrał wam trochę na płynności ruchów i tym samym prędkości.



    85; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważny
    Opis
    Saver z powrotem wrócił do swojej doskonałej formy i z łatwością pokonywał kolejne przeszkody, zapominając o tamtej chwilowej niedyspozycji. Jak na razie szło wam bardzo dobrze!


    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-05-17, 19:27
Temat postu: Sergei Chernienko & Petit Coeur
SERGEI CHERNIENKO & PETIT COEUR



49; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura)
Opis
Kapryśna pogoda na ten moment uspokoiła się. Przestało padać i z powrotem wyszło przyjemne słońce, któremu towarzyszył lekki wiatr, delikatnie osuszający powierzchnię. Temperatura była przeciętna, natomiast powietrze rześkie. Pomimo błotnistego podłoża koń bardzo dobrze sobie radził.



101; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
Opis
Początek waszego przejazdu okazał się być bardzo efektowny. Pomimo szybkiego tempa i trudności przeszkód para radziła sobie bardzo dobrze. Koń odważnie szedł na przeszkody, pokonywał je dzielnie, nie zrażając się. Jeźdźcowi także nie brakowało odwagi.



86; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.

Opis
W miarę kolejnych skoków koń 'rozkręcał się' coraz bardziej, skacząc jeszcze chętniej i efektowniej, zupełnie tak, jakby były to najzwyklejsze w świecie przeszkody, a nie straszaki. Tym samym pierwsze osiem przeszkód pokonaliście idealnie, wciąż trzymając dobre tempo.


UWAGA:
Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!
[/list]

Mistrz Gry - 2015-05-17, 21:04
Temat postu: Christian Levrull & Lockhard
CHRISTIAN LEVRULL & LOCKHARD



    81; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca) lub ślizga się; Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
    Opis
    Dzisiejsze obfite deszcze sprawiły, że podłoże momentami było bardzo śliskie, szczególnie na różnego rodzaju wzniesieniach czy spadkach terenu. W tych miejscach koń dość mocno się ślizgał, więc w celu zachowania równowagi, nie galopował tak szybko jakby mógł, co poskutkowało pogorszeniem czasu.



    110; Wolta przed przeszkodą; jeździec zostaje zmuszony do wykonania wolty przed przeszkodą ze względu na niebezpieczną, zbyt dużą prędkość, niepasujący najazd czy inne czynniki tego typu.
    Opis
    W trakcie pokonywania kompleksu przeszkód 4abc doszło do nieporozumienia między koniem a jeźdźcem, które zmusiło zawodnika do wykonania wolty między elementami 4a i 4b, aby prawidłowo pokonać przeszkodę. Ten manewr jednak kosztował go 20 punktów karnych.



    92; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierzę dzięki pomocy spisuje się znakomicie.

    Opis
    Nie licząc wcześniejszego nieporozumienia, w dalszym ciągu koń spisywał się znakomicie, bez wahania pokonując kolejne przeszkody, nadrabiając wcześniej utracone tempo.



    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-05-17, 21:19
Temat postu: Christian Levrull & Orchid of Rohan
CHRISTIAN LEVRULL & ORCHID OF ROHAN



    88; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym.
    Opis
    Początek przejazdu okazał się bardzo dobry; pierwsze kilka przeszkód Orchid pokonał bez większego zawahania, poddając się woli jeźdźca, którego pomoce były precyzyjne i poprawne.



    33; Upadek; upadek konia ma miejsce, kiedy jego biodro i łopatka dotknęły jednocześnie podłoża lub przeszkody i podłoża.

    Opis
    Po przeskoczeniu przeszkody 7b, gdzie koń nie widział, co czeka go po drugiej stronie, niedoświadczony w crossie wierzchowiec w trakcie stromego zeskoku całkowicie stracił równowagę. Chociaż do samego końca próbował się uratować, to niestety w pewnym momencie przewrócił się na przód. Fakt, że upadł przede wszystkim na zgiętą szyję i podkurczone nadgarstki sprawił, że ostatecznie zakończył upadek leżąc na boku, co niestety równa się eliminacji. Jeździec wyszedł z tego cało, o ile zdążył się w porę ewakuować, nie dając przygnieść sobie nogi. Koń również wstał oszołomiony po paru sekundach, ale zdecydowanie powinien obejrzeć go weterynarz!



    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-05-17, 21:31
Temat postu: Jessica Reese & Terra Insostenible
JESSICA REESE & TERRA INSOSTENIBLE



    27; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową.
    Opis
    Niedługo po rozpoczęciu przejazdu Jess złapał skurcz niewiadomego pochodzenia w nodze, co utrudniało jej płynne powodowanie koniem oraz pokonywanie przeszkód. Wymusiło to na dziewczynie nieco ostrożniejszą jazdę, lecz jak na razie kontynuowaną z powodzeniem.



    59; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.
    Opis
    Skurcz ustąpił po pierwszych trzech przeszkodach, zwracając zawodniczce pełną mobilność. Momentalnie zaowocowało to piękną, odważną jazdą. Para była ze sobą wyraźnie zgrana i niestraszne były im tego rodzaju przeszkody. Pytanie jak długo potrwa ich dobra passa?



    94; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.

    Opis
    Pierwsze osiem przeszkód para pokonała bez najmniejszego zawahania. Insostenible chętnie i odważnie szła na kolejne przeszkody, nie dziwiąc się ich wymyślnej konstrukcji. Wyraźnie była w formie, tak samo jak zawodniczka.


    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-05-17, 23:33
Temat postu: Jonah Wrens & Desperado
JONAH WRENS & DESPERADO



    41; Szybko zmieniające się warunki pogodowe;poprawa pogody (zwiększenie widoczności/komfort jazdy/wyższa, przyjemniejsza temperatura)
    Opis
    Deszcz padał nieprzerwanie od paru minut, ale nie mieliście innego wyjścia jak wystartować.Zła pogoda jednak nie okazała się wam straszna, bo od początku bez problemu trzymaliście tempo pomimo niezbyt korzystnego podłoża.



    56; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.
    Opis
    Jak na razie nie napotkaliście żadnych problemów w pokonywaniu przeszkód pomimo ich konstrukcji oraz kiepskiego, błotnistego podłoża. Ogier bez wahania skakał wszystko, co pokazywał mu jeździec, który wyraźnie nie miał żadnych problemów z prowadzeniem wierzchowca.



    82; Poprawa techniki; koń podczas zawodów, widocznie poprawia technikę swoich skoków/baskilu, co może mile zaskoczyć jeźdźca. Sprawia mniej problemów w prowadzeniu, będąc bardziej samonośnym, bardziej precyzyjnym i odważnym. Od
    Opis
    Desperado z coraz większą chęcią pokonywał kolejne przeszkody, nie zdradzając po sobie już żadnych obaw. Wciąż utrzymał mocne tempo galopu, jak na razie mając bardzo dobry czas. Jeździec także wykazywał się ponadprzeciętną odwagą i doświadczeniem.


    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Jessie - 2015-05-18, 20:54

W crossie było coś emocjonującego. Prawdopodobnie z tego powodu Jess nie mogła sobie odpuścić tych zawodów, bo byłoby to najzwyczajniejsze w świecie przegapienie okazji. Szczególnie, że miała do tego konia i w dodatku czuła się na siłach aby sprostować temu trudnemu torowi, którego sama propozycja mogła budzić w większości wątpliwości.
W dniu zawodów wstała stosunkowo wcześnie aby dociągnąć wszystkie przygotowania i należycie rozgrzać Insostenible przed startem, tuż po tym jak przeszła kontrolę weterynaryjną. Rozgrzewka była szczegółowa, ale zostało w niej uwzględnione także to, że czekało na nie niecałe pięć kilometrów szybkiego galopu i ponad trzydzieści skoków. Tak więc nie przemęczała klaczy zanadto przed startem, ale po samej rozgrzewce też nie dała jej zbyt wiele odpoczynku.

Gdy nadeszła ich kolej, wierzchem wjechała w 'boks' startowy, skąd po usłyszeniu dzwonka ruszyła galopem, od samego początku przechodząc w półsiad służący odciążeniu zadu Insostenible. Trzymając kontakt na wodzy, od razu poprosiła o szybki galop, wiedząc jak cenna była tu każda sekunda. Dosłownie na samym starcie czekała je pierwsza przeszkoda - podkowa - która nie powinna być dlań żadnym wyzwaniem. Co prawda jej wygląd był nietypowy, ale sama w sobie trudna nie była, toteż Jess bez żadnych obaw, nie zmieniając tempa, nakierowała siwkę na wprost owej przeszkody. Mimo to nie zrezygnowała z zasady ograniczonego zaufania i wbrew temu, że była pewna powodzenia, do samego końca prowadziła klacz zamkniętą w pomocach, dopiero na ostatnie dwie foule siadając w siodle aby mocniej pojechać ją do przodu i w momencie wybicia nadążyć za jej ruchem i przejść w półsiad. Skok mógł być płaski, pozwoliła na to klaczy wiedząc, że jeśli przeczesze nogami żywopłot to nic się nie stanie. Przy lądowaniu wycofała się, pomagając hanowerce w zachowaniu równowagi, by w dystansie ponownie jechać w półsiadzie. Niestety w pewnym momencie odczuła bolesny skurcz w nodze, na co zareagowała szpetnym przeklęciem. Czując całkowitą sztywność w lewej nodze i nasilający się ból, który całkowicie odwracał uwagę, siłą rzeczy zwolniła trochę galop, musząc chwilowo usiąść w siodle. W pełnym siadzie jechała aż do kolejnej przeszkody, tym razem decydując się na nieznaczne wycofanie Inso i uniesienie jej przodu, aby włożyła w skok więcej siły niż prędkości albowiem miały do czynienia ze stałą przeszkodą. Ponownie poprowadziła ją możliwie najbliższej przeszkody, swoim sposobem jazdy i zdecydowaniem nie dając jej czasu na myślenie ani wahanie się. W wymierzonym miejscu dała mocniejszą łydkę, po czym poczekała na skok, by w momencie wybicia podążyć za ruchem Insostenible. Niestety skurcz nieco zachwiał jej równowagę, przez co odrobinę przesadnie 'położyła się', co na szczęście nie miało zbyt dużego wpływu na skok. Bezpiecznie wylądowały po drugiej stronie i tym razem Jess postanowiła zacisnąć zęby i zignorować ból na rzecz wyraźnego dodania w galopie, który zwyczajnie trudno byłoby wysiedzieć w pełnym siadzie. Tak więc mocnym galopem zmierzały w stronę trzeciej przeszkody, która wymagała od konia odrobinę więcej wysiłku niż przy wcześniejszych dwóch przeszkodach. Przede wszystkim domek był szerszy i swoim wyglądem mógł wzbudzać wątpliwości, ale do momentu gdy w zawodniczce nie wzbudzał obaw, w dosiadanym koniu również nie powinien. W odległości trzech foule od przeszkody usiadła w siodle i "rozmawiając" z Inso poprzez półparady, skupiła jej uwagę na kolejnym zadaniu, znowuż przenosząc część ciężaru na zad i tym samym wymuszając jego większe zaangażowanie. We wskazanym miejscu umożliwiła klaczy swobodne oddanie skoku, podczas którego tym razem nie straciła równowagi, znajdując oparcie w strzemionach i mocno trzymając się kolanami. Po wylądowaniu pozostała w półsiadzie z ulgą zauważając, że skurcz ustąpił w międzyczasie. W dystansie ponownie dodała, zwalniając dopiero po zbliżeniu się do kolejnej przeszkody, a raczej ich szeregu. Tym razem zdecydowała się na mocne skrócenie galopu bez utraty jego dynamiki, a więc sprowokowała Inso do robienia sprężystych, okrągłych skoków galopu. Zebraną energię pozwoliła jej uwolnić na odskoku, celując w sam środek tej wąskiej, ponad metrowej przeszkody. Dużą wagę przykładała do tego aby się nie pomylić, zawsze skakała tak, aby czerwone flagi były po stronie prawego ramienia. Przy pokonywaniu tych trzech przeszkód postanowiła mocno zaryzykować, decydując się na bardzo ścięte, krótkie najazdy - a więc oszczędzające czas, ale też wymagające dużej precyzji i zwinności. Szczęście im jednak sprzyjało, bo gdy zaatakowała drugi człon wychodząc z zakrętu niemal przed nim, Inso sprostała zadaniu. Pochwaliła ją krótko, po czym powtórzyła ten sam manewr na trzeciej przeszkodzie, skacząc ją z tej samej strony co pierwszą. Po pokonaniu tego slalomu, wyprowadziła hanowerkę na wprost i znowu pogoniła do szybszego galopu, w którym natarły na rów oznaczony numerem 5a. Nie tracąc prędkości, odpowiednio wcześnie zwróciła uwagę klaczy na owy element, po czym dała jej łydkę zachęcając do wykonania dalekiego i płaskiego skoku. Łatwizna, już niejedną taką przeszkodę razem pokonały. Trochę po skosie, który miał jej ułatwić zadanie, wprowadziła ją na wzniesienie, pochylając się do przodu aby w pełni odciążyć zad. Zaraz po wejściu na górę czekała ich hyrda, przed którą Jess dała siwce kolejną łydkę i zaraz przeszła w półsiad, oczywiście nie zapominając o oddaniu wodzy. Pierwsze parę kroków galopu po owej przeszkodzie wykonały w dość spokojnym tempie, kierując się na wąski front 5c. Tutaj przede wszystkim skupiła się na precyzyjnym najeździe, aby zmieścić się w przeszkodzie, która sama w sobie nie była trudna. Po jej pokonaniu znowu dodały na prostej prowadzącej do przeszkody, która zdecydowanie budziła największe wątpliwości. Zbliżając się do szóstki, odpowiednio wcześniej usiadła w siodle, nie przytrzymując jednak klaczy dosiadem. Jedynie uniosła lekko jej przód, zachęcając do otwarcia łopatek i przeniesienia ciężaru ciała na zad. W razie gdyby wyczuła jakiekolwiek zawahanie, mocniej pojechała ją do przodu, mobilizując do walki. Trzeba przyznać, że w niej samej owa przeszkoda budziła respekt, ale kto nie ryzykuje ten nie wygrywa, prawda? I chociaż najchętniej by się przeżegnała, to dzielnie doprowadziła Inso pod samą przeszkodę, gdzie dała mocną łydkę do odbicia połączoną z palcatem po łopatce, który mógł się tu okazać nieoceniony. Skok miał być wysoki i przede wszystkim daleki, do złudzenia przypominający te, które oddawało się przy tripplebarrach - z tą różnicą, że ta przeszkoda była o wiele bardziej imponująca,a pod nią był dodatkowo rów. Tak czy inaczej czekając na klacz, zgrała się z jej ruchem i w trakcie lotu przeszła do stabilnego półsiadu, mając mocne oparcie w strzemionach, jednocześnie oddając dostatecznie dużo wodzy aby siwa mogła zapracować szyją i grzbietem. Po skoku zdążyła ją zaledwie pochwalić, a praktycznie po paru krokach już czekał ich kolejny szereg. Uspakajając odrobinę galop i siadając w siodle, postanowiła nie tyle co szybko, co precyzyjnie przeprowadzić Inso przez te trzy przeszkody. Pilnując jej, aby nie wyłamywała, raczej bez większych trudności pokonała zarówno pierwszy jak i drugi człon. Procedura za każdym razem była taka sama. Dopiero lądowanie po drugim członie było zaskakujące, bo bardzo strome, toteż mocno odchyliła się w siodle aby nie zaburzyć równowagi Inso ani nie spaść. W zasadzie to nakłoniła ją do zeskoku, po którym mocno dodała w galopie do ósmej przeszkody, którą było słońce. Tutaj już podeszła do sprawy całkiem na luzie, jedyne co to przypilnowała klaczy by nie przyszło jej nic głupiego do głowy, bo skok sam w sobie trudny nie był. Ponownie wskazała jej miejsce odbicia, po czym umożliwiła oddanie skoku przez "obręcz".

Jonah Wrens - 2015-05-18, 20:57

Poprzedniego dnia na spokojnie zająłem się całym osprzętem konia, włączając w to napierśnik, ochraniacze crossowe. Wypastowałem, odłożyłem na miejsce i zapewniłem koniu odpowiedni posiłek na wieczór i poranek. Tym razem trafiłem na konia, adekwatnego do mojego wzrostu, więc byłem spokojniejszy. W końcu cross był już większym wyzwaniem niżeli skoki na parkurze. Wracając jednak do tematu przygotowań, również dla siebie wyciągnąłem białe bryczesy, niebieską koszulkę, czarną kamizelkę, rękawiczki i wypastowałem oficerki. Oczywiście nie zapomniałem o palcacie i najważniejszym - zegarku.
W dzień zawodów zająłem się przygotowaniem konia, czyszcząc go i siodłając. Zrobiłem mu krótką rozgrzewkę, oszczędzając jego siły.

Przejazd
Na moje nieszczęście, zanim wystartowałem pogoda wyraźnie się pogorszyła. Czekałem, ostatecznie nastawiając sobie zegarek. Musiałem dotrzeć do danych punktów tak jak sobie zaplanowałem, więc niezbędne było idealne nastawienie zegarka. Dlatego też nie czekając dłużej pojawiłem się na początku trasy. Będąc gotowym, od razu poprosiłem Desperado o galop, kierując go w stronę pierwszej przeszkody. Różniły się one od tych parkurowych, jednak zachowałem spokój. Skupiałem się głównie na podłożu, które w obliczu pogody stało się bardzo zdradzieckie, dlatego też do pierwszej przeszkody zostałem w siodle. Zamykając ogiera w łydkach, zwężając też korytarz wodzy. Jak na powitanie dali porządną przeszkodę, no ale. Miałem nadzieję, że prócz wzrostu, ogier ma do zaoferowania coś więcej. Wykorzystując to, że mam palcat po doprowadzeniu ogiera do przeszkody, dałem mu sygnał wraz z puknięciem wcześniej wspomnianym przedmiotem w łopatkę Despa. Wraz z półsiadem oddałem mu wodzę tyle ile potrzebował. A po wylądowaniu za podkową byłem dość pozytywnie nastawiony. Nie wsiadając w siodło, trochę podkręciłem tempo ogierowi, wykorzystując tutaj jego wymiary. Chciałem, żeby swoją dużą foulą zgarniał trochę więcej terenu, tym samym dając dużą przewagę nad osobami z niższymi końmi. Wracając jednak do meritum, prowadziłem obecnie ogiera po zakręcie w dystansach dając mu możliwość wykazania się. Jednak zaraz po wyjechaniu na prostą stanęła przed nami jeszcze przyjemniejsza wizualnie przeszkoda. Była zdecydowanie niższa od tej wstępnej, jednakże wolałem nie ryzykować w tych zawodach i doprowadzić konia w szczelnie domkniętych pomocach. Cofając się w siodło, wziąłem ogiera bardziej na siebie zwalniając go odrobinę i dociążając tył, aby skok był oddany bardziej sensownie i nie płasko. Kolejny sygnał i oddanie wodzy wraz z półsiadem. A zaraz po lądowaniu pocmokałem trochę do ogiera i dałem mu łydkę, żeby podkręcić tempo w dystansie. Wiedziałem, że to będzie ogromny wysiłek dla Anglika jednak wierzyłem, że sobie poradzi. Zapewniłem mu ogrom energii tylko po to, by teraz to wszystko wykorzystać. W dystansie do trójki zerkałem na zegarek, orientując się mniej więcej jak z czasem. Musiałem dość intensywnie myśleć, by wiedzieć czy przez całą trasę mogę utrzymać takie tempo, czy zostawić coś na końcówkę. Wbrew pozorom nie było to łatwe, nie znając możliwości konia, na którym się startuje. A jednak postawiłem mu ciężkie zadanie i zapłacę jeśli okaże się to głupotą.
Widząc już trójkę, zrobiłem krótką półparadę by po tym krótkim maratonie biegowym, przypomnieć ogierowi o swoim istnieniu. Z powrotem go wycofałem i usiadłem w siodło. Nie zwracając uwagi na rodzaj przeszkody, po prostu doprowadziłem Despa do końca i dałem mu sygnał do skoku. Robiąc półsiad ponownie oddałem wodzę na tyle, na ile ogier sobie tego życzył, a po przeszkodzie znowu pompa do przodu. Zostając w półsiadzie, możliwie najbardziej odciążałem grzbiet folbluta, by mógł swobodnie lecieć do przodu. Zerkając w stronę zegarka, pędziliśmy do przodu, do kolejnej przeszkody. Jednak gdy zobaczyłem zamiast jednej trzy to odechciało mi się. Robiło się coraz ciekawiej, a to była dopiero czwarta przeszkoda.
Zebrałem się w sobie i poprowadziłem Despa do pierwszej z nich wycofując go nieco. Zgodnie z ustawieniem chorągwi zacząłem tak, by zawsze po stronie lewego ramienia znalazła się biała. Tak jak wcześniej wsiadłem w siodło i dałem mu sygnał do skoku, w czasie lotu, od razu przygotowując go na galop w stronę kolejnej z przeszkód. Powtórka z rozrywki, jak najbliższe doprowadzenie konia do drugiego członu czwórki i sygnał do skoku, w czasie którego znowu dałem Despowi sygnał do zakrętu na ostatni człon tej przeszkody. Oczywiście brałem pod uwagę podłożę, czując jak koń stąpa po ziemi. Czy robi to pewnie, czy jednak gdzieś noga mu ucieka i zależnie od tego dobierałem drogę do przeszkód. Więc po ostatnim członie znowu cmokanie, półsiad i ręka do przodu, aby ogier mógł lecieć do następnej przeszkody.
Widząc już w bliskiej odległości piątkę, wycofałem ogiera, by mieć nad nim i jego tempem pełną kontrolę. Zrobiłem pół półsiad nie do końca dociążając jego zad. Zrobiłem krótką półparadę jeszcze przed rowem i wtedy dałem mu sygnał do skoku. Przeszkoda sama w sobie nie była straszna, jednak bliska odległość górki i hyrdy była już niejakim wyzwaniem. Musiałem oddać mu tył do wskoczenia na górę, ale też nie mogłem całkowicie obciążyć przodu, by mógł pokonać hyrdę, oddając bezpieczny skok. Dlatego w połowie dociążyłem jego zad, dając mu sygnał do wskoczenia na górę i od razu po tym, kolejny sygnał wraz z palcatem na łopatce. Pogłębiłem półsiad i oddałem mu wodzę poruszając się zgodnie z ruchem konia w skoku. Tutaj najważniejsze było to, aby nie zaburzyć jego równowagę, lub ostatecznie zrobić to w minimalnym stopniu. Po tej trudnej kombinacji, ruszyliśmy dalej na prawo na wizualnie trudną przeszkodę, gdyż kusiła konie, żeby odskoczyć na bok. Dlatego tutaj wróciłem do większej kontroli, jaką było zamknięcie w pomocach i doprowadzenie ogiera w pełnym siadzie do końca. Przy samej przeszkodzie dąłem mu sygnał i oddałem wodzę wraz z półsiadem. Po piątce od razu puściłem go luźno, dając mu się rozpędzić w dystansie.
Zerkając ukradkiem na zegarek, odetchnąłem spokojnie i skupiłem się na trasie, gdyż zaraz pojawiła się kolejna przeszkoda. Tutaj podjąłem krótką decyzję, lekko wycofałem konia gdyż na pewno leciał z zawrotną prędkością i nie zrobiłem nic więcej. Jedynie domknąłem jeszcze ogiera w pomocach i tak w półsiadzie doprowadziłem go do szóstki. Tutaj bardziej liczył się daleki skok, niżeli wysoki, więc mogłem sobie pozwolić na więcej luzu.
Mimo tego, podczas oddania skoku wycofałem się w siodło wypuszczając trochę z palców wodze, by nie pociągnąć zbytnio folbluta za pysk. Mimo wszystko musiałem go wycofać, by przygotować go do lądowania na "niższym" podłożu. Po tym od razu zrobiłem półsiad i puściłem go dalej do przodu.
Po wyjechaniu z lekkiego łuku, zakląłem pod nosem i wycofałem konia. Przysięgam, że kiedyś zabiję tego co wymyślał trasę. Przy tej przeszkodzie musiałem ogarnąć maksymalnie tempo Despa, wziąłem go na siebie i pilnowałem prostego ruchu do samego końca. Przeszkoda wyglądem nie zachęcała, ale. Pomogłem mu dając sygnał połączony z palcatem na łopatce. Kilka fouli po wysiedzianych w siodle i kolejny sygnał, by przeskoczyć drugą przeszkodę szeregu. Przyjemniejszą do skoczenia, niżeli ta poprzednia. Po wylądowaniu znowu mocny sygnał do przodu i półsiad. Przy okazji kontrolowałem trochę oddech konia jak i jego chęć do lecenia do przodu, gdyż dopiero kończyliśmy pierwszą część przejazdu.
Musiałem się nieco wycofać by i zwolnić Anglika by szczęśliwie zejść z górki. Rzecz jasna nasz zjazd polegał bardziej na zeskoku, niżeli galopie w dół. Wpuściłem go jedną foulę w dół, a następną już był zeskok na podłożę i dalszy galop w stronę ósemki, która leżała już pod delikatnym wzniesieniem. Przypilnowałem jedynie Despa i lekko dociążyłem jego zad tzw. pół półsiadem, by dać mu sygnał do skoku. Po tym, od razu głosowo zachęciłem go do wyciągnięcia kroku i zerknąłem na zegarek, który w idealnym momencie dał o sobie znać.

Desperado - 2015-05-19, 09:50

Ogier miał ze sobą pewien bagaż doświadczeń w kwestii crossu, toteż wybranie go spróbowania swoich sił było całkiem dobrą decyzją. Po otrzymaniu pozwolenia do startu ruszył ze stępa galopem, szybko rozwijając przyzwoitą prędkość. Błoto rozbryzgiwało się spod jego kopyt, ale mimo to nie ślizgał się. Ba, zdawał się tego nie zauważać. Na widok pierwszej przeszkody z zaciekawieniem nastawił uszy na sztorc, nie mając wobec podkowy najmniejszych obiekcji. Raczej ciekawiła go ta konstrukcja aniżeli straszyła. Skupił się jednak przede wszystkim na miękkiej części przeszkody, a nie na całej jej otoczce. Znając hyrdy i wiedząc, że nie trzeba się zanadto przykładać do ich pokonania - bo śmiało można było spłaszczyć na nich skok - nie zmieniając tempa galopu we wskazanym miejscu odbijając się odpowiednio mocno. Skoczył jednak przede wszystkim daleko, przeczesując nadgarstkami hyrdę i lądując bezpiecznie po drugiej stronie. Od razu dodał w galopie, rzeczywiście kryjąc olbrzymi kawał terenu w momencie, gdy zaczął się wyciągać. Cechy typowe dla rasy miały tu swoje znaczenie, gniadosz pomimo nieprzeciętnego wzrostu miał predyspozycje do szybkiego galopu m.in dzięki skośnej łopatce i rozwiniętej muskulaturze, silnym ścięgnom.
Desperado był wyraźnie bardzo pewny siebie, bardzo chętnie utrzymywał szybkie tempo galopu, z którego był gotów oddawać płaskie skoki. Po cóż tracić czas? I tak miał sporą siłę wybicia, a przede wszystkim był na tyle doświadczony, żeby pomimo ściętych lotów bezpiecznie pokonywać przeszkody. Mimo to zareagował na pomoce, nieco zaokrąglił galop, wciąż odważnie idąc na dwójkę. W reakcji na łydkę odbił się, mocno podkurczając przody i daleko wyciągając szyję. Wylądował szybko i w odpowiedzi na cmokanie i łydkę, wypruł przed siebie galopem, przy pierwszym kroku lekko ślizgając się zadem. Emocje i wysiłek robiły swoje, ogier dość szybko zaczął się pocić i pienić, ale wciąż był pełen energii i siły. Swoją kondycją w zasadzie mógł zmiażdżyć konkurencję, czyż nie? Kondycją i szybkością, po prostu nie miał sobie równych dopóki szczęście mu sprzyjało.
Już z daleka obejrzał uważnie przeszkodę, w reakcji na półparadę skierował jedno ucho na Jonaha. Wycofał się trochę na tyły pod wpływem działania dosiadu, po czym w wyznaczonym miejscu odbił się prężnie bez problemu przelatując nad przeszkodą, nie tracąc równowagi. Skakał ekonomicznie, nie bał się przeszkód, nie 'parzyły' go. Ze stłumionym ni to kwiknięciem, ni parsknięciem wywołanym mocniejszą łydką poszedł do przodu, znowu rozwijając dużą prędkość. Przed pierwszym członem czwartej przeszkody skrócił się nieco i celując w sam środek wąskiej przeszkody, zaraz odpowiedział na sygnał do skoku i oddał kolejny, poprawny skok. Zaraz po nim wszedł w zakręt w prawo do drugiego członu. Trochę się ślizgał, ale nie tracił pewności siebie ani nie zaczął galopować ostrożniej. Radził sobie z tymi warunkami ot co. Odbił się spod przeszkody, ponownie składając wyraźnie w skoku. W zakręt do ostatniego członu wszedł ciut bardziej asekuracyjnie, by samą przeszkodę pokonać równie efektownie co dwie poprzednie. Spod przeszkody znowu ruszył szybszym galopem, w którym nie zwolnił nawet w trakcie pokonywania rowu, chociaż oczywiście zareagował na wysłaną półparadę, zwracając uwagę na przeszkodę. W odpowiedzi na łydkę odbił się od ziemi i płasko przeleciał nad rowem, co bardziej przypominało szerszy skok galopu aniżeli skok. Znajdując się przed górą, uniósł wyżej łeb, po czym śmiało wspiął się na szczyt wzniesienia dwoma susami galopu, zaraz oddając skok nad hyrdą, którą także mocno przeczesał nadgarstkami. Emocje wzrastały w ogierze z każdą chwilą, ale dawał im ujście w bardzo korzystny sposób - pracą. Jak na razie wystarczało mu jedynie aby Jonah wskazywał mu kolejne przeszkody, na które szedł bez wahania, zupełnie jakby się waliło i paliło. Niekoniecznie zwracał uwagę na samego jeźdźca, ale dopóki ten się trzymał i nie tracił zanadto równowagi, to było dobrze. Galopując w stronę wąskiego frontu, nie próbował spływać na boki. Skoro jeździec prowadził go prosto na ową przeszkodę to znaczy, że trzeba ją skoczyć. Odbił się przed przeszkodą, celując w sam środek wąskiej przestrzeni i przefrunął nad nią, kopytami lekko hacząc o miękką część. Parsknąwszy głośno, wylądował i znowu mocno przyspieszył w galopie idąc na kolejne przeszkody. Im więcej miał przed sobą dystansu, tym większą prędkość osiągał, co szybko doprowadziło do tego, że na całym jego ciele ukazała się siateczka żył.
Przed szóstką wycofał się odrobinę zgodnie z oczekiwaniami jeźdźca i zaraz oddał skok, dosyć wysoki ale i szeroki. Po prostu miał respekt do stałych części przeszkód, wiedząc, że te nie rozbudowywały się jak przeszkody na parkurze. Dlatego też dość mocno wybił się przed szóstką, niejako robiąc sprawdzian równowagi Jonahowi. W trakcie lotu rozciągnął się, naraz składając przednie nogi i otwierając się zadem, pracując szyją i grzbietem. Później, po skoki, znowu dodał i po lekkim skróceniu oddał skok, choć odrobinę bokiem, jakoby nagle podczas skoku planeta go wystraszyła. To jednak nie wpłynęło znacząco na równowagę konia, który już bez żadnych, nawet skrytych obaw poszedł na drugi człon szeregu. Księżyc nie wyglądał już strasznie, chociaż pewne wątpliwości budził w ogierze fakt, że nie widział co znajduje się po jego drugiej stronie. Furkocząc chrapami, nieco okrąglejszymi foule zbliżył się do księżyca i przeskoczył go, decydując się oddać ten skok w "nieznane". Znajdując się na spadku terenu, błyskawicznie wycofał ciężar ciała na zad, przodami nieco się zapierając aby nie zlecieć na łeb na szyję po błotnistym podłożu. Zaraz jednak odbił się od ziemi, po prostu zeskakując z tej "skarpy". Lądowanie było mocne, podłoże by mu nie służyło toteż niemalże przyklęknął, ale zdołał w porę odzyskać równowagę i pogalopował w stronę ósmej przeszkody. Lekkie wzniesienie sprawiło, że nie tylko mocniej zaangażował zad, ale też odrobinę przyspieszył, by zaraz bez problemu pokonać słońce, bez najmniejszych obaw.

Mistrz Gry - 2015-05-19, 10:04

JONAH WRENS & DESPERADO



    100; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierzę dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
    Opis
    Współpracami między wami wciąż rozwijała się w najlepsze. Koń miał jeszcze dużo energii, także pokonywanie kolejnych przeszkód nie było dla niego kłopotem. Wciąż bardzo przyjemnie się prowadził, nie stwarzając niebezpiecznych sytuacji. Jeździec z kolei doskonale rozkładał trasę w czasie, wciąż mając bardzo dobry czas. Kolejne cztery przeszkody pokonaliście bez problemów.



    59; Świetna forma; Niczym nie zakłócony przejazd, zero błędów, zero komplikacji.
    Opis
    Wasza dobra passa ciągnęła się także w trakcie pokonywania następnych czterech przeszkód, w tym całego szeregu.



    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Taylor - 2015-05-19, 18:09

Stępując po łące znajdującej się nieopodal bramki startowej zajmowała się nastawianiem swojego zegarka, poprawianiem kamizelki i ewentualnym uspokajaniem swojego wierzchowca; nie współpracowałyśmy nigdy wcześniej, a więc nie była pewna, jak im pójdzie - mimo wszystko to nadal pozostawała rozluźniona, lustrując każdego startującego zawodnika. Tych, którzy spadali nie witała wzrokiem pełnym współczucia, mówiąc kilka słów otuchy, ale kiwała im z aprobatą głową, że o własnych siłach wrócili na rozprężalnię. Grunt to nie dac się zabic - poza tym, niech się dzieje co chce. Słysząc swoje nazwisko niespiesznie skróciła wodze, kierując się w jednymym właściwym kierunku - w stronę bramki. Tam we właściwy sposób ustawiła Deadię, kierując ją pyskiem w stronę toru przeszkód, który zaraz miały pokonac. Skinięciem poinformowała pracownika placówki o swojej gotowości, a dostając sygnał do startu, zagalopowała, wpędzając konia w typwe 'crossowe' tempo. Mimo wszystko pilnowała, by Deadia 'nie pędziła', bo niedługo po starcie czekała ich pierwsza przeszkoda, dosyc powszechna na torach. Nie znała swojego konia za dobrze, a więc mogła tylko liczyc na to, że jej wnioski, wyciągnięte z rozprężenia, będą słuszne. Kierując się w stronę jedynki, mianowicie - przeszkody olimpijskiej - na dwóch równych wodzach prowadząc karuskę, sugerując, że nie ma innej drogi ucieczki, utrzymywała jedno, równe, dosyc aktywne tempo. Znajdując się już kilka foulee przed wskazaną przeszkodą mocniej usiadła w siodło, wszystkimi pomocami ograniczając konia i jasno komunikując mu, że nie ma się czego bac. Starała się byc bardziej przewodnikiem, sugerowac hanowerce skok - ale jeśli ta nie potrafiła odczytac takiego komunikatu, w co ciemnowłosa wątpiła, nieco bardziej stanowczo dała jej do zrozumienia, że chcą obie znaleźc się po drugiej stronie. Teraz. We właściwym miejscu, czyli wyliczonym przez siebie, posłała Deadii łydkę, prosząc ją o odbicie się. Czując, że klacz odrywa się od ziemii cofnęła biodra, nadgarstkami podążając za pyskiem konia i delikatnie składając się do lotu, robiąc to oczywiście ze sporym wyczuciem. Wiedziała, że nie może przesadzic w żadną stronę - ani wyprzedzac konia, ani zostawac z ciałem; na całe szczęście radziła sobie ze znalezieniem złotego środka. Zaraz po lądowaniu znów weszła w dosyc mocne tempo, ale pogoda pokrzyżowała jej plany - nagłe urwanie chmury spowodowało, że na torze zrobiło się ślisko. Taylor wolała nie ryzykowac swojego, a przede wszystkim końskiego zdrowia, więc zwolniła klacz do tego stopnia, że nie groziło im pośliźnięcie się o wilgotną ziemię. Mimo wszystko do Sofy Lamberta, drugiej w kolejności przeszkody, podjechała równie pewnie, co do pierwszej, bez kłopotu odnajdując właściwy dystans i pomagając karusce na odbiciu łydką. Powtórzyła cały schemat półsiadu - lekko podążyła za ruchem konia, oddając tylko konieczną ilośc wodzy i przenosząc wzrok na obrany punkt w oddali, nieopodal schowanych za zakrętem przeszkód. Niestety po oddaniu skoku nie mogła przyspieszyc, bo groziła to upadkiem - starała się nadrabiac w dystansie, omijając wyjeżdżony ślad i podejmując rozsądne decyzje, robiąc wszystko, by uniknąc kontaktu z ziemią. Choc mówią, że nieuniknionego nie unikniesz, prawda? Sama miała się o tym przekonac juz za kilka chwil...
Trzecia przeszkoda była sporo oddalona od poprzedniej, więc gdy szczęśliwie przegalopowały cały dzielący je dystans, podczas którego Taylor pozwoliła sobie kilkukrotnie poklepac karuskę, ponownie siadła w siodło (w dystansie obowiązywał ją lekki siad), pilnując, by w dojeździe do domku Deadia nie 'pływała' ani nie myślała o ewentualnym wyłamaniu. Los i instynkt jeździecki Taylor im póki co sprzyjały, bowiem dystans, dokładnie jak przedtem, pasował idealnie. Ten sam schemat: miejsce odbicia - łydka, półsiad, na lądowaniu lekkie odchylenie się do tyłu. Między trzecią a czwartą przeszkodą też miała kawałek dystansu, a więc i czasu, dlatego też spojrzała na swój zegarek - galopowały za wolno. Ciemnowłosa nie mogła jednak nic na to poradzic, nie chcąc ryzykowac krzywdą - konia czy też swoją. Nie będę może dokładnie opisywac pokonywania każdej przeszkody z osobna, a więc ujmę to tak: na ciasno ustawionych płotkach wykonywała ścięte, ale precyzyjne łuki, utrzymując właściwe tempo i nie zaburzając równowagi konia w skoku. Podobnie było z niejaką Doliną Odkryc, w której to Taylor bardzo spokojnie i rozważnie prowadziła karą klacz, nie pędząc, ale też starając się nadrobic nieznacznie czas za sprawą mocnego galopu w lekkich, mało ryzykownych już łukach. Warto wspomniec, że na skoku 'w górę' do 5b oddała Dumie prawie całą długośc wodzy, łydkami jednak odcinając jej ewentualną możlwiośc ucieczki od przeszkody. Kolejna, szósta przeszkoda znów była sporo oddalona, a więc dwudziestolatka galopując mocno, ale niezbyt szybko w dystansie, zerkała co jakiś czas na zegarek. Podejrzewała, że przekroczą normę o maksymalnie kilka sekund - mimo wszystko nie była zadowolona. Nie rezygnując z kontynuowania przejazdu, pewnie podjechała do szóstki - pułapki na słonia, trzymając konia na pomocach i wraz z nim zabierając się do lotu. Po wylądowaniu odszukała wzrokiem kolejnej przeszkody, do której poprawiła tempo, o ile to się zmieniło, a następnie przygotowała karą. Pierwszy człon szeregu był dosyc nietypowy, na co na szczęście klacz nie zareagowała, ale Taylor odczuła, że w wypadku księżyca Duma się nieco waha. Starała się naprawic sytuację i na jej szczęście - albo nieszczęście... - Deadia oddała skok, niestety przedwczesny, na co nie była przygotowana. Zgubiła strzemiona, starając się jednak znaleźc równowagę na własnych nogach, lecz nagły skok ze skarpy nieco jej to utrudnił. Dalej trzymała się dzielnie w siodle, mimo wszystko już powoli tracąc siły. Nie miała czasu na to, by w dojeździe do ósmej, dosyc strasznej przeszkody właściwie przypilnowac Deadię, co zaskutkowało - rzecz jasna - zatrzymaniem.
Wypadając z siodła znalazła się po drugiej stronie przeszkody, uderzając o ziemię plecami i turlając się jeszcze dwukrotnie.
- Jasna cholera! - mogła usłyszec najbliższa publicznośc. Po tych słowach Taylor zamarła w bezruchu, przez chwilę nie mając najmniejszej ochoty wstawac. To ściągnęło do niej ratowników medycznych, których niemal odepchnęła, wstając o własnych siłach i wkurzonym wzrokiem lustrując odbiegającą klacz. - Pomóżcie mi lepiej złapac konia, będziecie bardziej pożyteczni...
Rozwścieczona - na siebie, nie na konia - ruszyła w stronę Deadii, by po pewnym czasie ją złapac. Następnie skróconą drogą ruszyła w stronę rozprężalni i stajni, po drodze otrzepując się i co jakiś czas łapiąc się to za plecy, to za głowę: upadek był niegroźny, ale napewno dwudziestolatka w pewnym stopniu się poobijała. Mając na głowie jeszcze jednego konia oddała hanowerkę w ręce stajennego, który ją rozstępowac, sama zaś ruszając do stajni w celu osiodłania drugiego wierzchowca, Savera i licząc na to, że ich przejazd będzie nieco lepszy.

Mistrz Gry - 2015-05-20, 19:50
Temat postu: Mia Alight & Contendro Boy
MIA ALIGHT & CONTENDRO BOY



    26; Bolesny skurcz; Jeździec odczuwa bolesny skurcz w nogach, rękach lub plecach, który dekoncentruje go lub upośledza mechanikę ruchową.
    Opis
    Niedługo po rozpoczęciu startu Mia odczuła w boku nieprzyjemne kłucie, które w pewnym stopniu uniemożliwiało jej swobodne powodowanie ciałem oraz mocno dekoncentrowało. Mimo to poradziła sobie z bólem, który ustąpił po około minucie.



    100; Najlepszy jeździec; jeździec wyróżnia się niebywałą szybkością działania, reakcją. W niebywały sposób komunikuje się ze zwierzęciem, prowadząc go gładko i w miły dla oka sposób. Zwierze dzięki pomocy spisuje się znakomicie.
    Opis Kiedy ból ustąpił, już nic nie stało na waszej przeszkodzie. Z powodzeniem pokonywaliście kolejne przeszkody.



    110; Wolta przed przeszkodą; jeździec zostaje zmuszony do wykonania wolty przed przeszkodą ze względu na niebezpieczną, zbyt dużą prędkość, niepasujący najazd czy inne czynniki tego typu.
    Opis
    Niestety w trakcie pokonywania kompleksu przeszkód 5abc, przed członem 5c najazd całkowicie wam nie pasował, co zmusiło Mię do wykonania wolty i poskutkowało 20 pkt karnymi.


    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Mistrz Gry - 2015-05-20, 20:46
Temat postu: Caroline Hathaway & On the Angel's Wings
CAROLINE HATHAWAY & ON THE ANGEL'S WINGS



    80; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca) lub ślizga się; Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
    Opis Błotniste podłoże wyraźnie wam dzisiaj nie sprzyjało. Koń mocno ślizgał się na nim, momentami potykał, ale to nie wpłynęło na jakość pokonywania przeszkód, co wciąż robił bez problemu.



    46; Szybko zmieniające się warunki pogodowe; Nagłe wahania pogodowe w postaci; urwania chmury/opady śniegu;
    Opis Po pokonaniu trzeciej przeszkody zaczęło padać, przez co ziemia stała się jeszcze bardziej grząska i Caroline musiała zwolnić galop, aby uniknąć nieszczęśliwego wypadku na wskutek poślizgnięcia sie.




    80; Koń potyka się przez bruzdy/kamienie/muldy itd (nie wywraca) lub ślizga się; Koń zahacza kopytami raz /kilkukrotnie o nierówności na parkurze, przez co wypada z rytmu/ustawienia, dekoncentruje siebie jak i jeźdźca.
    Opis
    Jak w poprzednim przypadku.


    UWAGA:
    Od tego momentu proszę o nie edytowanie swoich kolejnych postów!

Brian - 2015-05-21, 11:21

Na dzień przed czekającymi go zawodami crossowymi Brian przygotował wszystko, zaczynając od sprzętu dla konia, po strój i zapoznanie z koniem. Ponieważ nigdy wcześnie nie miał do czynienia z Integrity Promise była to dodatkowa trudność, wyzwanie, którego się podjął. Miały to być jego pierwsze zawody crossowe od kilku lat. Wcześniej oczywiście pieczołowicie zapoznał się z torem, by stwierdzić, że nie należny do łatwych: dużo przeszkód, mało czasu. I właśnie dlatego podjął się wyzwania. W dniu zawodów wstał wyjątkowo wcześnie i udał się do stajni, by sprawdzić, czy wszystko jest przygotowane. Przebrał się w strój do crossu, osiodłał Promise po wyczyszczeniu jej sierści i byli gotowi. Udali się na łąkę, gdzie brunet poprowadził rozgrzewkę, dostosowaną do czekającego ich wyzwania, nie chciał przemęczać Integrity.
Kiedy przyszedł już czas na rozpoczęcie zawodów brunet poprowadził siwkę na linię startu. Po sygnale do wystartowania szybko poprosił Promise o przejście do dynamicznego galopu, wchodząc z nią na kontakt, cały czas jechał półsiadem, utrzymując równowagę na grzbiecie siwki. Wiedział, że liczył się czas, starał się jednak dostosować galop, do czekających ich przeszkód. Już po starcie zapomniał o zjadającym go stresie, skupił się i zaangażował maksymalnie, prosząc o to samo klacz. Poczul jednocześnie przyjemny zastrzyk adrenaliny.
Pierwsza przeszkoda - olimpijska podkowa znajdowała się blisko startu, więc Brian precyzyjnie nakierował na nią pięciolatkę, trzymając ją zamkniętą w pomocach wsiadając w siodło. Przed przeszkodą nieco przyspieszył, w odpowiednim miejscu dał Integrity sygnał do wybicia, oddał wodze zostając na kontakcie, przechodząc z powrotem do półsiadu, zgrywając z klaczą w skoku. W efekcie wyszedł im skok płaski, lecz pokonali podkowę na czysto. Zostało jeszcze 29 przeszkód.
Podczas najazdu na drugą przeszkodę zwolnił tylko trochę zostając w galopie, bo odległość między przeszkodami 1 i 2 nie była duża. Przyspieszyli znowu przed drugą przeszkodą, gdzie wszystko odbyło się podobnie: Brytyjczyk nakierował pięciolatkę na sofę Lamberta trzymając ją zamkniętą w pomocach, przed wybiciem usiadł w siodło, po czym w odpowiednim miejscu dodał łydki do wybicia, oddał wodze, na kontakcie i przeszedł w półsiad. Nad przeszkodą numer dwa również udało im się przeskoczyć gładko. Najazd na przeszkodę numer 3 był dość długi, więc Brian dał trochę luzu Integrity, cały czas jednak utrzymując ją w szybkim galopie, wiedząc, że czas nieuchronnie płynie. Precyzyjnie nakierował siwkę na chiński domek, trzymając ją zamkniętą w pomocach, podczas najazdu usiadł na powrót głębiej w siodło, ocenił miejsce do wybicia zaznaczając je dodaniem łydek, a po wybiciu się pięciolatki oddał jej wodze na kontakcie i przeszedł do półsiadu. Po lądowaniu pochwalił klacz i ruszyli ku kolejnym czekającym na nich przeszkodom.
Podczas najazdu na czwartą przeszkodę utrzymywał Integrity w aktywnym galopie, nadrabiając trochę czasu przyśpieszając i prosząc klacz o zaangażowanie. Sam cały czas był maksymalnie skupiony. Dostosował prędkość gdy zbliżyli się ku płotkom i zastosował precyzyjny najazd na pierwszą z przeszkód, oznaczoną jako 4a. Lekkie zamknięcie w pomocach, powrót w siodło na 2 foule przed płotkiem, wypchnięcie na przeszkodę, dodanie łydki do wybicia, oddanie wodzy i powrót do połsiadu. Po lądowaniu wrócił w siodło i po lekkim łuku precyzyjnie naprowadził Promise na przeszkodę 4b. Podobnie pokonali pozostałe płotki. Brunet został w półsiedzie i nakierował siwkę na następne przeszkody, które znajdowały się blisko.
Pojechali ku kolejnym przeszkodom w dość wyrównanym, aktywnym galopie, który pozwalał im na jak najwiekszą oszczędnosć czasu, bez przemęczania Integrity. Dojechali do kolejnego szeregu przeszkód. Najpierw precyzyjny najazd na przeszkodę 5a, rów. Na 2 foule przed przeszkodą wrócił w siodło, cały czas będąc na kontakcie. Zamknął Promise w pomocach dodając łydki w odpowiednim miejscu. Oddał wodzę wracając do półsiadu, po czym po wzniesieniu nakierowali się na 5b, przeszkodę na kółkach, gdzie wszystko odbyło się podobnie. Dalej wykręcili z precyzyjnym najazdem prostopadle do 5c, zamknięcie w pomocach, lekkie wypchnięcie na przeszkodę, dodanie łydki do wybicia, oddanie wodzy podczas skoku i przejście do półsiadu, w którym po lądowaniu pozostał, kierując siwkę na przeszkodę numer 6, nie zapominając krótko pochwalić siwkę za dotychczasowy wysiłek.
Brunet cały czas prosił Promise o skupienie i zaangażowanie, sam będąc maksymalnie skupionym na zadaniu. Zbliżyli się do przeszkody szóstej, do której dostosowali tempo galopu. Tak jak wcześniej dwudziestosześciolatek nakierował klacz precyzyjnie na przeszkodę, zamykając w pomocach i wracając w siodło. W odpowiednim miejscu dał sygnał do wybicia, Zapowiadało się, że i tę przeszkodę pokonają na czysto, ale wtedy wiele rzeczy zdarzyło się w bardzo krótkim czasie.
Podczas najazdu na przeszkodę zgubili strzemiona, a mocne wybicie Promise sprawiło, że stracił równowagę w siodle. Starał się zachować zimną krew i utrzymać w siodle podczas skoku, bo jednak głupio byłoby spaść, jednak mu się to nie udało i spadł z konia, nie odnosząc poważniejszych obrażeń, poza zranionym ego. Dość szybko się pozbierał, będąc jednak w ciężkim szoku, że spadł z konia, co mu się od dawna nie zdarzyło. Na szczęście nic mu nie było, jedynie trochę się obił. Spojrzał za klaczą, która pogalopowała kilka metrów i zatrzymała się, obecnie zawal się nią pracownik stajni. Masując trochę obolałe ramię i próbując przetrawić jakoś całe to zdarzenie opuścił tor razem z Promise.

zt



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group