To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Tor crossowy

Anonymous - 2013-10-17, 21:34

Fiord galopował dalej najeżdżając na kolejną przeszkodę. Blisko niego przeleciał ptak. może nie aż tak by go spłoszyć ale mimo wszystko zwrócił tylko na niego uwagę i nie zauważył że jest już blisko niej. Zahamował gwałtownie, był nie cały metr od niej i stał ułamek sekundy po czym skoczył z miejsca i ledwo udało mu się ją przeskoczyć. Wylądował w wodzie. Wałach nie wiedział co robić, w ogóle nie zwracał uwagi na jeźdźca bryknął zaraz po tym kiedy wyszedł z wody. Po tym wszystkim przeszedł do kłusa i wjechał do środka toru.
Elliot - 2013-10-17, 21:40

Wiedziałam, koń się spłoszy. Zostałam cała ochlapana wodą... Pociągnęłam za wodzę, by Neapol się zatrzymał i uspokoił. Przełożyłam luźne teraz wodze do lewej ręki i prawą pogłaskałam szyję konia by ten się uspokoił.
Anonymous - 2013-10-19, 18:40

Neapol przeszedł do stępa i szedł wolnym krokiem, czasami przyśpieszając. Uspokoił się na chwilę i zatrzymał się. Może Ell dała łydkę, bo koń zagalopował z miejsca. Ale ponieważ Elliot to zaawansowany jeździec to pewnie zahamowała jego zapędy. Więc koń się zatrzymał i znowu zaczął stępować.

// Możemy zacząć powoli kończyć?

Elliot - 2013-10-19, 20:30

- Chyba już koniec na dzisiaj, co ? - powiedziałam spokojnym głosem i poklepałam bułanka po szyi. Skierowałam go na wyjście z toru i gdy już byliśmy przy bramie, zeszłam z siodła i złapałam za wodze przy jego pysku.
Anonymous - 2013-10-22, 20:24

Neapol szedł tam gdzie kazała mu Elliot bez żadnych buntów. Stał spokojnie gdy schodziła z niego. Chciał się o nią wytrzeć ale ruszyli i nie miał jak. Teraz tylko do stajni odpocząć.

z/t

Elliot - 2013-10-23, 17:44

// Wracamy do stajni ?
Anonymous - 2013-10-23, 17:47

// nom
Matthew - 2013-10-23, 20:46

Przejmujemy ten teren, rachciachciach! :lol2:
Matt przed stajnią pochodził trochę w ręku z Indo uważając czy aby jakichś tam humorków nie dostała, aż w końcu uznał, że jest git i podpiął poprę, poprawił wszystko i sprawdził, wskoczył lekko i łatwo siodło. Usadowił się w nim, przytrzymał klacz coby poczekała chwilkę i poprawił szybko strzemiona. Po tym poprosił Indo coby ruszyła stępem drogą, która wiodła na tor crossowy. Na początku nie zależało mu na szybkim tempie, a i jeśli siwa nic nie kombinowała tylko grzecznie szła, to Bella pozwoliła się sobie porozciągać i rozruszać trochę na siodle. Gdy jednak dzieliła ich już tylko połowa odległości od celu ich tej niedługiej podróży, zachęcił łydkami podopieczną, coby troszkę się obudziła i żywszym stepem poszła No chyba że już takowym szła, to on się nie mieszał :lol: !
Dotarli na tor, gdzie Matt począł zbierać wodze, pulsując nimi już od początku coby klacz nabrała chęci do zebrania się i nie widziała jakiejś specjalnej zabawy w wieszaniu się na wędzidle. No i sobie tam tuptali na razie aktywnym stepem, podczas którego Matt kreślił z dziewuszką wolty, zygzaki i inne przeróżne figury. Używał przy tym subtelnie pomocy wodzy, ale skupiał się jednak na działaniu dosiadem - łydki i biodra, krzyż, i takie tam.
Oczywiście pełna gotowość na wszelkie bryki, bunty, czy nadmiary energii - reakcje konkretną opiszę jednak już jeśli (jak) coś się wydarzy, ale generalnie Bellamy psychicznie i fizycznie przygotowany na łapanie się siodła i odnajdywanie równowagi. :lol:

Anonymous - 2013-10-24, 20:03

Przed stajnią tam trochę pochodziła w ręku jeszcze, potem popręg i zaraz Matt znalazł się w siodle. Siwa czując ciężar mężczyzny od razu skuliła uszyska, lecz przytrzymana nie ruszyła, choć taki zamiar miała. Chwilę postała, gdy właściciel poprawiał strzemiona, by po otrzymaniu sygnału do stępa ruszyć szybkim kłusem podbijając zadem na powitanie i po chwili przechodząc do galopu. Tutaj również zaserwowała mężczyźnie serię baranków, jazdę miał urozmaiconą, siwa nie dopuści dzisiaj do nudy! :lol: Przytrzymana, co zapewne miało miejsce, na koniec ostatni raz strzeliła barana i ostatecznie zwolniła do stępa kontynuując drogę już w tym chodzie. :<
Na miejscu już klacz z początku niechętnie zabrała się za wykonywanie wolt i innych figur nie skupiając się na nich za bardzo. Pospiesznie, niestarannie kreśliła je szastając ogonem, ot.

Matthew - 2013-10-26, 23:07

Gdy misiek ruszył kłusem, Matt już mentalnie przygotował się na to, że za zaraz przejdzie do jeszcze wyższego chodu. I już wtedy widać jego prośby o zachowanie tempa nie dały rady przytrzymać upierdliwca. Zaraz i poczuł jak ciało klaczy się od nim wygina i siwus oddał serię baranków. Mefjem troszkę zarzuciło i po ostatnim wylądował przytulony z boku do jej szyi [czyt. prawie spadł], ale udało mu się szybko dźwignąć na siodło i spiął siwą tyłkiem i z krzyża, coby się opamiętała. Przy tym tez mocno zablokował ją na wodzy i ściągnął na siebie, coby nie odebrała tego jako sygnału do popierniczenia cwałem przed siebie. :lol:
Jakoś dobrnęli potem na tor, gdzie dziewuszysko się jakoś ogarnęło. Ambitnym jednak nie było i wolty jej się trochę rozłaziły. Dlatego też Matt z miejsca bardzo się zajął zbieraniem klaczy - obniżył mocniej łapki, zaczął pulsować wodzami szukając odpowiedniej metody. Raz naprzemiennie, raz tylko wewnętrzną, albo obydwoma naraz. Różne konie działają rożnie, nie? A gdy tylko siwa zeszła z głową odpuszczał troszeczkę, ale nadal masował jej pysk wędzidłem, coby nie kusiło jej znów zadzieranie ryjka w niebo. Kierunek nacisku starał się kierować jak najbardziej ku ziemi i w pewnym stopniu do siebie, coby siwej było łatwiej załapać, o co chodzi. Dopingował ją tez odpowiednio łydkami, dalej ćwicząc ją na rożnych zakrętach. Na zakrętach konie z reguły łatwiej schodzą z pysiem, nie?

Anonymous - 2013-10-28, 20:27

Z początku siwej opornie szło choćby z tym obniżeniem pyszczka, ale w końcu, na reszcie, po jakimś czasie młoda powoli zeszła nieco w dół wciąż ćwicząc wolty itd. Stopniowo coraz bardziej angażowała się w pracę. Wciąż jednak te figury, czy co tam jeszcze robili pozostawiały wiele do życzenia, ciężko by było wymagać od niej idealnej pracy po takiej przerwie. Postało się trochę w boksie, postało. :lol:
Cóż, siwa kontynuowała pracę tutaj z Mattem co jakiś czas podbijając zadkiem, czy coś. W każdym razie większość roboty wykonywała bez wygłupów, nie miała ochoty szaleć, zrzucać jeźdźca itd. Nie dzisiaj. O ile nie pozostali na etapie wygięć zbyt długo młoda pozostawała ogarnięta, jeśli nie - zaczynała nieco świrować, szybko się nudziła i rozpraszała.

Devon Heir - 2013-10-31, 16:43

Spokojnie i dumnie kroczył za Ewą, może nie był żadnym takim typowym koniem sportowym ale czemu nie miał by spróbować? To że nieczysta krew nie znaczy przecież że się nie nada! Uważnie obserwował nowe otoczenie, ekwipunek toru i widoki. Kolorowe flagi na przeszkodach i inne taki różne. Był tak omamiony nowym miejscem, że nawet nie spostrzegł kiedy dziewczyna podciągnęła popręg, dopiero jej w pewnym sensie pieszczota obudziła go. Przesunął się w bok, kiedy to jedna stopa Ewy znalazła się w strzemieniu, nie sprawiło jej to jednak trudności, dalej stał spokojnie. Ruszył stępem nadal bacznie oglądając miejsce. Widząc kątem oka zmagania dziewczyny z regulacją strzemion, instynktownie zwolnił nieco z dość żwawego stępu w spokojniejszy, bardziej delikatny. Teraz już uważnie wykonywał polecenia, skupił się na jeździe, a przede wszystkim na swoim jeźdźcu. Każdy zakręt czy łuk wykonywał, może nie z gracją baletnicy ale na pewno nie wyglądało to jak próba przejścia przez ulicę pijanego robotnika. Zgrabnie stawia nogi, wyrównując swoje tempo, on sam próbował dopasować się do tempa Ewy. Szczerze mówiąc za pierwszym razem nie poczuł łydki dziewczyny, dopiero przy mocniejszej ruszył w kłus. Nie musiała nawet zbyt mocno napinać wodzy, był spokojnym koniem i nie w głowie mu były wygłupy, szczególnie pod siodłem. Już początkowo w wyższym stopniu szybkości niż stęp, można było dostrzec że w jego żyłach płynie po części krew hanowerska. Szyję zawinął ładnie, nogi zaczął unosić jakby nieco wyżej i zgrabniej niż w stępie, częściej też machał ogonem. Skupił się na tym co robi. Prychał cobie cicho od czasu do czasu, raczej z większymi przerwami. Uszy nie były już tak sztywno postawione, pochyliły się w stronę potylicy, lecz całkowicie do niej nie przyległy.
Devon Heir - 2013-11-01, 13:11

Wszystkie ćwiczenia nawet dobre mu wychodziły, nie próbował żadnych wyskoków, nie rwał się ani nie zachowywał jakoś niestosownie. Czując zabawę wędzidłem prychnął cicho, chyba nikt nie chciałby mieć w ustach jakieś blaszki, która na zmianę luzuje się albo napina. Językiem próbował jakoś zniwelować poruszanie się narzędzia, którego z głębi serca nie cierpiał. Nie udawało mu się to za dobrze. Obracał lekko łeb w miarę pociągania wodzy, nic poza tym, dalej kłusował po okręgu. Zwolnił wraz z prośbą o tę właśnie czynność, raczej wykorzystywano go do mizernych przejażdżek, nie jakiś konkretnych treningów ale nawet mu się to podobało. Z początku nie potrafił załapać jak skrócić ten swój kłus, lecz z drobną pomocą nawet nieźle sobie poradził. Z wyciągniętym kłusem poszło już nieco łatwiej. Z łatwością przyszło mu poruszać się w tej odmianie kłusa. Nagrodzony za swe starania zwrócił lekko łeb w tył i położył uszy po sobie. Czując wyraźną pomoc w przejście do stępu, przeszedł bezproblemowo. Nie stąpał tak jak początkowo, niby żwawo lecz ze spuszczonym łbem, teraz jego chód był nieco mniej skoczny ale sama jego postawa dużo bardziej dostojna. Odetchnął nieco, a jego tętno nieco się uspokoiło. Przechodząc znów do kłusa zarzucił lekko łbem, niemal niewyczuwalnie dla Ewy. Zbierając te ostrzejsze zakręty przechylał się lekko, tak aby nie stracić równowagi i żeby czasem nie zgubić dziewczyny... Byłoby mu wtedy głupio. Posłusznie wykonywał kolejne ćwiczenie jakie ufundowała mu dziewiętnastolatka. Przechodzenie z kłusa do stój i odwrotnie było dla niego dość prostym zadaniem, sam zdążył zorientować się co należy robić, jakby przewidywał dalsze komendy Ewy w tym zadaniu, lecz nie wykonywał ich sam, wolał czekać na rozkaz jeźdźca. Oczywiście do stępa zwolnił od razu, w gruncie rzeczy był dość wyczulony na jakiekolwiek bodźce kierowane od jeźdźca do niego, w końcu dzieci, które nie raz jeździły na jego grzbiecie nie mają wystarczającej siły żeby dać mu mocną łydkę. W najniższym chodzie odetchnął nieco, wyrównał swój oddech i uspokoił się. Bez wahań przeszedł do kłusa, a potem do galopu. Pozwolił nagrodzić się lecz to nie wybiło go z rytmu czy wykonywanego treningu. Nie rwał się jakoś specjalnie do przodu, jak każdy koń jednak podczas szybkiego galopu nieco szarpał wodzami, ale nie robił tego umyślnie. Całą swoją uwagę skupił teraz na Ewie i jej poleceniach, poznał już widoki więc to nie rozpraszało go szczególnie.
Devon Heir - 2013-11-01, 14:25

Starał się aby wszystko dobrze wychodziło. Sam siebie pilnował ale jednak pomoc Ewy okazała się niezbędna do dalszych ćwiczeń. Zwolnił zaraz po tej czynności do kłusa, na prośbę oczywiście. On nie jest jak inne konie, on to Calm, a Calm jest jedyny w swoim rodzaju! Nie miał zamiaru zwalniać do stępu, ale może nawet lepiej że Ewa temu jakoś zapobiegła. Poklepany prychnął cicho i wydał z siebie pewnego rodzaju stęk. Zmienił kierunek bezproblemowo, jak wszystkie zadania które kazała mu wypełnić dziewczyna. Posłuszny to on był przyznać trzeba. Ta rozgrzewka zmęczy go chyba bardziej niż sam dalszy trening. Sapnął dość głośno jednak przyśpieszył zaraz, znów do galopu. Zgrabnie przebiegł tym chodem pewną drogę. Oczywiście starał się pilnować swoich kończyn, coby ich nie zmienić czasem. Czując prośbę o zwolnienie zaczął stopniowo hamować, zaraz znajdując się w stępie. Oddech jego stał się nieco cięższy, głośniejszy. Nie ta sama forma co kiedyś. Ze spuszczoną głową kroczył powoli, dając Ewie chwilę do zastanowienia, nie miał zamiaru wyrywać się. Za każdą pochwalę w postaci dotyku jakby dziękował dziewiętnastolatce, po prostu wydobywał z siebie ciche i krótkie rżenie. Sapnął znów lecz bez wahań przeszedł do kłusa, który w pewnym momencie zmienił się w galop, nie taki dziki galop jak wcześniej, raczej spokojniejszy już nieco. Z początku nie spodziewał się e będą skakać przez jakieś przeszkody, ale nawet go to ucieszyło. Uważnie przyjrzał się przeszkodzie do pokonania i na wyraźny sygnał Ewy wybił się z tylnych kończyn, niemal perfekcyjnie przeskakując kłodę, jakby robił to od lat. Może wyszło mu dla tego że nie była ona wysoko usadowiona? Ucieszony sam z siebie bryknął lekko, lecz nie ukrywajmy dziewczyna mogła poczuć lekkie wybicie. W końcu zarzucił zadem i wydał z siebie rżenie. Z zapałem czekał na kolejne komendy.
Devon Heir - 2013-11-02, 12:47

Prychnął i zaraz ruszył w kłus, na prośbę Ewy oczywiście. Pochwała w formie dotyku bardzo mu odpowiadała. W kłusie nieco odsapnął, lecz nadal jego oddech był ciężki. Spokojnie krążył sprężystym krokiem do puki dziewczyna nie zwolniła jego tępa jeszcze bardziej, do stępa. Wzdychnął głęboko i ze spuszczoną głową nabierał chłodne powietrze w rozszerzone chrapy. Stępem przemierzył jakąś odległość, nawet nie do końca wiedział jaką, lecz jednego był pewny. Na jednej przeszkodzie się nie skończy, właśnie kierują się do następnej. Czując wyraźną prośbę o przejście do kłusa, tak też zrobił. Instynktownie przyśpieszył zaraz do galopu i będąc już o włos od przeszkody z pomocą Ewy wybił się wysoko dość. Bez problemów przeskoczył żywopłot. Dopiero przy schodzeniu na ziemię jedna jego przednia kończyna poślizgnęła się, wygiął więc swoje ciałko w dziwaczny sposób, żeby tylko nie upaść. Tą inną pozycję można było wyczuć a nawet zobaczyć. Wyszedł bez szwanku lecz dalszy odcinek galopem sprawił mu trudność. Z ulgą wielką przeszedł do kłusa, nie trzymał go jednak i powoli zaczął zwalniać. Dotyk dziewczyny troszkę go uspokoił. Po chwili dość wolnego, ale jednak kłusowania rozruszał bolącą kończynę, która nie sprawiała mu takiego bólu.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group