To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Archiwum - Czworobok

Anonymous - 2013-10-08, 00:06

Rozgrzewka nie jest ważna ( titititi! ) więc opiszę bardzo w skrócie

Nieco buchał się i chuchał kiedy znalazł na czworoboku a dookoła tyle innych koni, ludzi, w ogóle zagęszczona atmosfera. Rżał, caplował, ale uspokajał się z każdymi sygnałami, coraz dalszym rozgrzaniu i spuszczeniu pary, aż całkowicie skoncentrował. Wówczas wszystko wykonywał na tip - TOP. Świetnie się ruszał, karnie ogarniał ćwiczenia et cetera.

Emily - 2013-10-09, 22:07

Początkowo Em przeszła w półsiad, prowadząc konia wzdłuż ściany. Po dwóch okrążeniach, wprowadziła go na przekątną, w zakrętach przywiązując wagę do zgięcia. Foule przed dojechanie do ściany, przekazała mu pomoce do lotnej, uprzednio wycofując się z pleckami. Tutaj także zadała mu dwa okrążenia, po czym doszły różnorakie wolty i duże ósemki. Po niedługim czasie, zadała ogierowi kontragalop. Dogalopowali do ścianki, przy której Emily sprawnie zaczęła spychać konia do wewnątrz. Pozostała w tej samej pozycji, przez cały czas obciążając tę samą stronę, coby jej konik nie wykonał lotnej i powróciła do spychania go, tym razem w stronę ściany. Powtórzyła to jeszcze w drugą stronę, skróciła ogierowi galop, rozlewając w ten sposób przejście i oddała bardzo konkretny rozkaz przejścia w stęp. Poklepała rudzielca, oddając mu na razie wodze, dopóki ich nie wywołają.
Przejazd.
Kiedy para została wreszcie wywołana, Emily zaczęła ponownie ustawiać konia na pomocach. Stopniowo zbierała wodze, podpierając to łydką, aż do momentu w którym koń nie był ładnie zebrany. Wypchnęła konia z bioder, oraz użyła nóg, prosząc o zakłusowanie. Em przez cały czas siedziała w kłusie ćwiczebnym, ładnie wyjeżdżając konia biodrami. W tym chodzie wjechali na czworobok, kierując się na wprost do punktu X. Przed nim, zafundowała dla konia półparadę, chcąc go na sobie skupić. Spięła krzyż, zamknęła ogiera w łydkach i biodrach, w tenże sposób narzucając mu przejście. Ukłoniła się dla sędziów, po czym złapała wodze ponownie w dwie ręce. Posmyrała konia delikatnie po bokach, po momencie działając łydkami już nieco konkretniej. Doszły do tego także biodra i tak sobie kłusowali, w razie wypadku pomocy używając zdecydowanie mocniej. Po dojechaniu do C, dała rudemu porządne sygnały wewnętrzną łydką. Prawe ramie podążało w kierunku zewnętrznym, a lewa łydka pilnowała, żeby koń niczym nie wypadał. Wprowadziła go na przekątną, wdrażając w pracę obydwie łydki. Plecy cofnęła nieco do tyłu, chcąc w miarę porządnie wysiedzieć fazę wyciągania kroku, do której dołączyła nieodzowne pomoce.
W K Topcio ponownie został ograniczony, coby przeszedł z powrotem do roboczego. Od P wprowadzono go na woltę, o oznaczonej średnicy. Pilnowała tutaj zgięcia, tak jak z resztą przy narożnikach. Potem od B do E zmiana kierunku po połowie, przy S ponowne pomoce do wolty, o tych samych wymiarach co poprzednia.
Po dojechaniu do C, Em znów zadziałała pomocami, używanymi przy przejściu do stój. Oczekiwała reakcji natychmiastowej, więc było to bardzo konkretne, coby koń jej nie zaspał. Po pięciu sekundach, które w główce sobie odliczyła, sygnał do stępa. Wprowadzenie od M, na wprost do V, w czasie którego dziewczę oddało ogierowi wodze, coby sobie mógł swobodnie maszerować. Przy V ponownie pozbierała go na kontakt, działając odpowiednio dosiadem i rączką. Przy K pomoce do przejścia w kłus, z uprzednim powiadomieniem, w postaci półparady.

Anonymous - 2013-10-10, 20:06

...

Przejazd

Ponownie wszedł w ustawienie, ładnie się zebrał oraz płynnie zakłusował. Tudzież tymże kłusem znalazł się na czworoboku. Zmierzył bystrymi oczyma wszystko to, co dookoła ich otaczało, a następnie od razu zatrzymał się, gdy go o to poproszono. Wszystkie kończyny postawił równolegle do siebie, na domiar rozbrzmiał sobie rżeniem.
Kolejno już skupił się, tak na cito i ruszył lekkim, zgrabnym kłusem. Prowadził tam, gdzie nakazywała Emily, wszystko wyjeżdżał, aktywnie, niczym nie wpadał, na zadzie, swobodnie, pięknie.
Na przekątnej wydłużył nieco wykrok, efektowniej, choć tylko nieco, wyrzucał przednie kończyny, zawieszał je w powietrzu, w równowadze etc. W K płynnie do roboczego, następnie precyzyjna wolta, zmiana kierunku B - E bezproblemowa, S kolejna wolta, również dopracowana. Przyszła pora i na C, gdzie zatrzymał się, również doskonale równie i karnie.
M - V, które uprzedziło płynne ruszenie do stępa, luźno, morda w dół, na zgiętej potylicy, długa rama. Od V wrócił do ustawienia, z kolei przy K podręcznikowo wszedł w wyższy chód.

Emily - 2013-10-10, 20:44

Po dojechaniu do A, przysiadła w siodło, mocno wypychając konia z bioder i układając łydki do zagalopowania. Na początku długiej ściany, zaczęła mocniej wyjeżdżać konia biodrami, dołączając do tego sygnały łydkami, żądając wydłużenia kroku. Przy końcówce ściany, zaczęła używać pomocy ograniczających, z powrotem prosząc o galop roboczy. Od C wprowadziła konia na woltę, w czasie której pilnowała z ogromnym wyczuciem zgięcia. Od H, zaczęła spychać rudego do środka. Kiedy dojechali do X, pomoce zmieniły się, tym razem wymagając powrotu do ściany. Ciężar ciała pozostał jednak w tej samej pozycji co uprzednio, coby ogier nie wykonał lotnej. Wprowadziła ogiera na przekątną, od F zaczynając, na H kończąc. Przed dojechaniem do X, przysiadła głębiej w siodło, prosząc o przejście w kłus. W narożniku ponownie zadziałała pomocami do zagalopowania. Na ścianie znów prośba o wydłużenie kroku. F skrócenie do roboczego, ponowne koło, tyle że z udziałem przeciwnych pomocy. Po dojechaniu do K, przesunięcie konia do wewnątrz, od X ponownie spychanie na ścianę. Przekątna, w X przejście w kłus. Do F roboczy, z konsekwentnym pilnowaniem narożników. Przekątna do H, w czasie której wystąpił wymóg wydłużenia kroku. Od H powrót w roboczy, po którym nastąpiło koło w B, przy którym Em zaczęła anglezować, stosując pomoce do żucia. Zazwyczaj Top robił to bardzo chętnie, więc się nie musiała zbytnio wysilać. Przed B zaczęła zbierać stopniowo wodze w łapki, podpierając to łydeczką. Dojechała roboczym do A, od którego dała ogierowi sygnał do zakrętu, na środkową. W X zatrzymanie, ponowny ukłon. Poklepała konia, dała mu sygnał do stępa i oddała mu luźno wodze.
Postępowała go jeszcze jakieś 10 minut i ruszyli na parkur.

Anonymous - 2013-10-11, 21:49

edit. /zt
Noa - 2013-10-13, 22:35

ROZGRZEWKA:

Tutaj bardzo krótko opiszę, ale załóżmy, że była dokładna. Wprowadziła ogiera na rozprężalnie, wsiadła na niego sprawnie i od razu lekko łydka i wypchnięcie z bioder do stępa. Podciągnęła też przy okazji popręg i teraz po paru swobodnych kółkach skróciła wodze, dała pomoce do niskiego ustawienia i zaczęła wykonywać z nim różne figury ujeżdżeniowe, wolty,pół-wolty, ósemki itp. Po paru minutach takiej jazdy pomoce do kłusa i te same czynności jak w stępie. Ileś tam okrążeń i pozbieranie ogiera, następnie zagalopowanie, jedno koło w galopie i przejście do kłusa, tutaj nieco rozluźniła kontakt, by mógł iść we własnym, naturalnym ustawieniu.

PRZEJAZD:

Wjechała na czworobok (litera A) wraz z ogierem, utrzymując go w zamkniętych pomocach. Kłus roboczy, kontakt z pyskiem konia stały, pewny lecz elastyczny i miękki; dłonie były trzymane na równej wysokości, kilka centymetrów nad kłębem, podążały za ruchem głowy Weltstara. Plecy proste, łopatki lekko ściągnięte w tył, ciało rozluźnione, natomiast od wędzidła do łokcia biegła linia prosta. Delikatnie przed punktem X lekkie odchylenie się do tyłu, zadziałanie wodzami i dosiadem, by kary się zatrzymał. Wodze w jedną rękę, ukłon, ponowne wejście na kontakt z pyskiem konia i zaraz po tym mocniejsza łydka, kontakt zachęcający do ruszenia do przodu, wypchnięcie z bioder, czyli pomoce do ruszenia kłusem. Jak na razie roboczym, pilnowała tylko aktywnego tempa, jednak koń miał się poruszać naturalnie i w równowadze. Dojechanie do punktu C, tam skręt w prawo i dojechanie do punktu R. W narożniku zewnętrzna łydka i wodza ograniczały, a wewnętrzne pomoce nadawały ustawienie i kierunek. W literce R mocniejsza łydka, by ogier delikatnie przyśpieszył i wydłużył wykrok, czyli przejście do kłusa pośredniego. Od P do F ponownie kłus roboczy (w literce P ponowne przejście do kłusa roboczego). W F skierowanie ogiera na półwoltę o średnicy 10m, do literki D, a w D usiadła dokładnie pośrodku siodła; grzbietu konia; zewnętrzna łydka na popręgu, wewnętrzna za popręgiem, zewnętrzna wodza ma stały nacisk, a wewnętrzna lekko pulsuje. Krótko pisząc - pomoce do ustępowanie od łydki i tak do literki B, a od literki B do H ponownie kłus roboczy. W S przejście z kłusa roboczego do pośredniego i tak do V, a w V ponowne przejście z pośredniego w roboczy aż do K. W literce K natomiast półwolta o średnicy 10m do literki D (zewnętrzne pomoce ograniczają, wewnętrzne nadają ustawienie i kierunek) i po w jechaniu na ścianę po raz kolejny pomoce do ustępowania. W literce E ponowne przejście do kłusa roboczego i teraz tak przez literki S,H,C. W C zewnętrzna łydka za popręgiem, wewnętrzna przed, kontakt zachęcający do ruszenia, mocniejsza łydka i zadziałanie dosiadem... wszystkie owe pomoce do zagalopowanie nastąpiły równo w odpowiednim czasie. Jednocześnie wejście na koło o średnicy 20m, a po powrocie na ścianę galop roboczy aż do literki R. W R przejście do galopu pośredniego (tempo nieco szybsze, wykrok poszerzony) i tak przez literkę B i do P, a w P przejście do galopu roboczego (naturalny krok Welta).

Weltstar - 2013-10-13, 23:16

Rozprężenie

Przyszedł na miejsce dzisiejszej odznaki u boku brunetki, gdzie po wszelakich zabiegach i oczywistym znalezieniu się kobiety w siodle ruszył z miejsca żywym stępem. Wszystko to co miał, w odpowiedniej kolejności wykonywał, angażował się itd.

Przejazd

W odpowiednim ustawieniu, rytmie, impulsie wjechał na czworobok. Kary ogier skoncentrowany na tym, czego w danym momencie oczekuje od niego zawodniczka, płynnie, odpowiednio szybko zatrzymał się, gdzie równo postawił kończyny. Tudzież po ukłonie równie harmonijnie ruszył z miejsca, od razu przechodząc do kłusa roboczego. Kroczył swobodnie, rozluźniony, od zadu. Elastyczny krok, wolna, nieskrępowana łopatka, luźny grzbiet. W żadnym razie spięty, skrępowany a widocznie efektowny.
Całkowicie skrętny skręcił tam, gdzie pomocami prowadziła go Noa, wyjeżdżał narożniki, i podczas znalezienia się w literce R 'gładkie' dodanie do kłusa pośredniego, wydłużenie wykroku, nabranie obszerności, zaznaczenie pracy nadgarstka, nieco mocniejszego jego wyrzutu oraz fazy zawieszenia.
Od P do F znów roboczy, w F odbił na półwoltę, następnie w D rozpoczęcie wykonania ustępowania, które precyzyjnie wraz ze wskazówkami przyszło zrobić ogierowi. Ciało było równoległe do kierunku, w którym się poruszali, przednie kończyny delikatnie wyprzedały zad, nie tracił rytmu i ruchu naprzód, jak również nie usztywniał szczęki, zbytnio zginał szyi co mogłoby spowodować wypadanie łopatką.
Od B do H przebył w roboczym, z S do V płynnie z roboczego do pośredniego, V - K Welt przeszedł ponownie do roboczego, kolejno tudzież w K starannie wyjeżdżona 10 m półwolta. Na ścianie znowuż ustępowanie, które odbyło się tak samo jak poprzednie. E - kontynuacja roboczego sprzed ruchu bocznego, przez S, H, C. Wówczas w C płynnie zagalopował od zadu, aktywnie do przodu, właśnie z tyłem pod sobą, luźny grzbiet, obszerna, kryjąca dużo terenu fula, wysoka akcja przednich kończyn oraz odpowiednie ustawienie przyniosły dopracowanie wyjechane koło. Po powrocie na ścianę, do R roboczy, kolejno w tejże literze przejście do pośredniego, szybsze tempo, poszerzenie wykroku, miękkie. Wkrótce przez B, do P, w którym wejście w roboczy, tudzież niemal finezyjne poruszanie się Weltstara.

Noa - 2013-10-14, 11:58

Kontynuacja przejazdu


Teraz w punkcie F wejście na półwoltę o średnicy 10m do D, a powrót na ślad w literce B. Przez to aktualnie kontr galop, Noa nie pozwoliła karemu zmienić nogi, a jedynie utrzymała go w takim chodzie przez literę R do M. W M przejście do stępa (lekkie odchylenie się do tyłu, wstrzymujące działanie wodzy i dosiadu), a już w C ponowne pomoce do zagalopowania i odbicie na koło o średnicy 20m. Zewnętrza łydka i wodza ograniczają, a wewnętrzne takie pomoce nadają ustawienie, wszystko też i z resztą połączone z dosiadem. Powrót na ścianę i aż do literki S galop roboczy, następnie przejście do pośredniego, pilnowała, by wykrok Welta nieco się wydłużył. I tak przez literkę E do V, potem ponowne przejście do galopu roboczego. Cały czas pozostawała w nim w stałym, ale elastycznym kontakcie i podążała za ruchami jego wodzy. Nie klepała tyłkiem o siodło, a dopasowywała się do ruchu konia, zachowując odpowiednią pozycję sylwetki. W K półwolta o średnicy 10m do litery D, a powrót na ścianę w punkcie E. Teraz ponownie kontrgalop, przez S aż do H. Tam pomoce do przejścia do kłusa, a w C do stępa pośredniego i w tym chodzie do literki M. ME, zmiana kierunku jazdy stępem swobodnym, na długiej wodzy. Od E do V stęp pośredni, a potem, pomoce do zakłusowanie i kłusem roboczym do literki A. Nieco przed nią ograniczyła go zewnętrzną wodzą, wewnętrzną nadała kierunek (to samo zrobiła z łydkami), obciążyła mocniej wewnętrzną stronę Welta dosiadem, by skręcił na linię środkową. W G zamknięcie łydek, zaprzestanie podążeniem za ruchem konia, odchylenie się do tyłu i zadziałanie wstrzymującą wodzą. Wodze w jedną rękę, ukłon i opuściła wraz z ogierem czworobok na długiej wodzy.
zt

Weltstar - 2013-10-14, 12:57

W F wszedł na woltę o odpowiedniej średnicy do D, a następnie powrócił na ślad - B. Tudzież w kontrgalopie karnie i rozumnie nie zmienił nogi przez R -M, a w M płynnie przeszedł do stępa. C gładko od zadu do galopu, wraz z odbiciem na koło 20 m, kolejno na ścinę, do S roboczy, później czas na pośredni E - aż po V, w którym znowuż roboczy. K półowlta 10 m, nie wypadał, wpadał niczym i do D. Powrót na ślad w p. E. Tutaj z kolei któryś z kolei kontrgalop przez S - H. H przeście w kłus, w C stęp pośredni po M. ME zmiana kierunku, swobodnie, wyciągnął się, morda w dół, zgięta potylica. E - V pośredni, wkrótce kolejne zakłusowanie, do A. Skręcił na linię środkową, uważne zatrzymanie gdy jego nadszedł czas.
Po tym wszystkim opuszczenie terenu czworoboku. /zt

Sergei - 2013-10-16, 16:59

(W jednym poście, by nie przeciągać)

ROZPRĘŻENIE:


Sergei wbrew każdemu swojemu czynowi nie był samobójcą, nie zamierzał od razu wsiadać na konia, który wyglądał, jakby od dawna nie czuł na swoim grzbiecie siodła. A rodeo centralnie przed odznaką chyba również nie jest zbyt dobrze widziany, tak więc mężczyzna pożyczył od jakiejś milszej osoby lonżę i podczepił ją odpowiednio do ogłowia karusa. Przeszedł w miejsce, gdzie nikomu nie przeszkadzał, rozwinął ją nieco i wprowadził hanowera na koło. Tutaj wiadomo, staranie się, by stępował, chociaż zapewne wpierw ogier nieco poszalał, no ale cóż, nie wiadomo. W każdym bądź razie po wszelkich barankach (albo i nie) parę okrążeń stępa, sygnał do kłusa, potem zmiana kierunku, znowu kłus, galop... wiadomo, starał się uspokoić konia, jeśli szalał, jak nie, chwalił go głosowo. Zeszło jakieś piętnaście-dwadzieścia minut i dopiero po tym sprawnie "wspiął się" na grzbiet Visa. Od razu kontakt, półparada i pozwolenie, by ogier "wyżuł wodze z ręki", czyli prośba o niskie ustawienie. Nie zareagował za pierwszym razem, powtórzenie pomocy i tak aż do skutku, ewentualnie naprzemiennie przez okres paru sekund poruszał delikatnie wodzami, potem delikatne jej odpuszczenie i dojechanie łydkami, czyli żucie z ręki, a potem ponowna próba, by ogier zszedł do niskiego ustawienia. To w sumie jest bardzo podobne, no ale nic. Już skrótowo pisząc, robienie wolt, półwolt, ósemek w celu rozciągnięcia konia, potem przejścia stęp-kłus-stój itp, by uwrażliwić go na pomoce. Nieco kłusu, nieco galopu i nieco stępa. Przed wjazdem postarał się nieco pozbierać ogiera, ale nie wymagał jakiegoś majestatycznego ustawienia. Raz, hanower był zastany, dwa, na Boga, to był brąz, a nie złoto.

PRZEJAZD:


Utrzymując stały, pewny, ale elastyczny i miękki kontakt z jego pyskiem wjechał wraz z Visyonerem na czworobok stępem pośrednim; pilnował, by chód był nieco wyciągnięty. Plecy wyprostowane, łopatki nieco ściągnięte do tyłu, ciało rozluźnione. Od wędzidła do łokcia można było poprowadzić linię prostą. W punkcie X zaprzestanie podążania za ruchem konia, lekkie odchylenie się do tyłu i użycie wstrzymującego działania wodzy, inaczej sygnał do stój. Wodze w jedną rękę, ukłon i ponowne ruszenie stępem pośrednim. Dojazd do ściany na wprost, skręt na prawo (prawa ręka podąża do lewego biodra, ale nie przekracza linii szyi, lewa ręka lekko naciska na szyję ogiera plus ograniczająca łydka zewnętrzna i nadająca kierunek wewnętrzna). W punkcie M zamknięcie łydek, kontakt zachęcający do ruszenia, jeśli to nie wystarczyło, wypchnięcie z krzyża, nie chciał w ogóle używać palcatu, ale wziął go, by w razie czego samym faktem, że go ma, motywować ogiera... używać używał tylko i wyłącznie wtedy, jeśli naprawdę musiał. W każdym bądź razie pomoce do zakłusowania i tak do punktu B (w kłusie anglezowanym, na poprawną nogę rzecz jasna) a w tym miejscu odbicie na prawo na woltę o średnicy 20m (BEB). W E usiadł w siodło w celu kłusa ćwiczebnego. Nie obijał tyłkiem o siodło, zgrywał się z ruchami Visa. Nieco przed powrotem na ścianie zewnętrzna łydka ułożyła się za popręgiem, wewnętrzna przed plus nieco luźniejszy kontakt; sygnał do zagalopowania. I tak przez literkę BFAKEH. Między H a C odchylił się mocniej do tyłu, zamknął łydki i zadziałał wstrzymującą wodzą - prośba o przejście do kłusa. W razie czego, pomoce nieco mocniejsze. Kłusem roboczym anglezowanym aż do M i stamtąd odbicie na przekątną. Na środku, w X zmiana nogi, a potem dalej do ściany do literki K. Wejście na ścianę i w A odbicie na woltę ponownie o średnicy 20m, pomoce takie same jak wcześniej. W czasie tego koła półsiad mocne ciągnięcie pięt w dół, bardzo lekkie oderwanie pupy od siodła, wodze w dalszym ciągu napięte, ale jak koń schodził nieco głową w dół, podążały za nim... rzecz jasna do pewnej granicy. Po powrocie na ścianę kłus ćwiczebny,roboczy i tak do F,B, a następnie odbicie na półkoła, od B do E... nieco przed E sygnał do zagalopowania. Mocne podpieranie ogiera łydkami, jeśli był oporny, bądź lekkie wstrzymywanie, jeśli zbyt mocno szedł do przodu. I tak aż do literki M, a między M a C przejście do kłusa z Visem, co mam nadzieję, że się udało. Pomoce Rusa były delikatne, ale stanowcze. Wpierw kłus anglezowanym, potem przejście do ćwiczebnego, pilnowanie, by ogier z rozpędu nie zagalopował. Tak do literki E, a nieco przed nią przestał podążać za ruchem konia, zamknął łydki i odchylił się do tyłu; zatrzymanie. Postaranie się, by kary stał nieruchomo przez 5s, potem ruszenie stępem pośrednim. Mocniejsza łydka, wypchnięcie z bioder, by hanower wykonał owe polecenie. W K pomoce do kłusa, wyjechanie narożnika i wejście na linię środkową. W X zatrzymanie, ukłon i opuszczenie czworoboku na luźnej wodzy.
zt

Visyoner - 2013-10-18, 22:38

Zjawił się w towarzystwie człeka w owym miejscu i od razu nakierowany w jakieś ustronne miejsce nerwowo zacinał ogonem po bokach jak jakiś opętaniec chcący się biczować.Asceta sie znalazł.
Rozejrzał się odruchowo, bardzo pobieżnie i niedbale.Nie wiedział gdzie jest, ale atmosfera nie byłą najlepsza.Czuł presje ze strony otoczenia.Czuł swoistą niepewność co do Rusa z którym na codzień nie obcował.
Gdy tylko został oswobodzony na wodzy od razu zagalopował tak agresywnie i dynamicznie, że Rus trochę musiał się pomęczyć by na koło go wprowadzić.Bo i Vis na lonży nie chadzał.Nie pokusił sie o jakieś dodatkowe wrażenia typu baranki czy podskoki z czterech.Ni pasowało mu podłoże, grząskie i wymagające a przecież on ma problem z stabilizacją kończyn.Gdy pierwszy szok minął ogier posłusznie przeszedł w żywy stęp z widoczną, równą akcją nóg i nerwowo parskał na Serga, pewnie było to coś w rodzaju ludzkiego przekleństwa.Był zły, że go tu przyprowadził.Tak niegotowego.I nie pewnego.Bo sam Vis nie był już koniem, który rwał się do jazdy 'dla oka' , na potrzeby jeździectwa.Nie prezentował już swej klasy, nie trzymał się w czołówce.Skakał jednak długo.Tego się nie zapomina a adrenalina robi swoje.Nie miał pojęcia, że brunet będzie wymagał od niego gimnastyki, nie oszukujmy się, kary zbyt elastycznym czy gumowym koniem nie jest.Nie ten temperament.
Wracając.Okrążenie wykonywane po okrążeniu.Równe tempo.Podtrzymywany własny styl.Mięśnie w miarę przystępnie rozluźnione chociaż to jeszcze nie to aczkolwiek ogier uspokojony, zgaszony w pewnym sensie.Tak, jego słomiany zapał jeszcze się nie uaktywnił.
W chwili gdy mężczyzna go dosiadł ogier nerwowo przysiadł na zadzie i chciał ustać lewadę, ale jakoś równowaga była zbyt zachwiana więc uszedł jedynie o dwa kroki w bok przysiadając mocno na zadnich.Przeżuł agresywnie żelastwo w pysku i zerknął na czworobok z lekką kpiną i ignorancją.Na wszelkie próby niskiego ustawienia kary był odporny.Nie do końca jest na tyle pojętnym koniem by zrezygnować z swego stylu poruszania się.No ale pod wpływem dosiadu jakoś zaczął sam się przestawiać i w efekcie nawet nie wiedział kiedy a juz był w prawidłowym ustawieniu z nisko osadzoną szyją i obniżonym zadem oraz wydajnie zaokrągloną sylwetką.Po przebrnięciu przez wszystkie wolty gdzieś tam nawet refleks sie pojawił, bo z początku szło opornie.Teraz ogier czytał jazdę Rusa a i sam należycie współpracował. Rozciągnięty i naprowadzony w miejsce kulminacyjne w pełni wszedł w kontakt z ręką wyrażając swe zaangażowanie i... nie, gotowy nie był.Ale nigdy nie jest siew stu procentach gotowym.Zatrzymał się jeszcze wbrew woli chłopaka, sztywno stanął w miejscu w martwej pozie i przekręcił szlachetny łeb na lewo patrząc posępnym wzorkiem po sędziach. Owy gest wzbudził w nich dziwnego rodzaju odczucia.Jednym koń wydał się być bardzo dumny i wręcz gwiazdorski, innym niepewny swego i rozkojarzony.
Jakkolwiek było to i tak tuż po impulsie od łydki ruszył z gracją dalej, przed siebie.Do przodu...
PRZEJAZD
Pod wpływem działania ręki po raz enty przeżuł na spokojnie wędzidło tym samym brzdękając na nim.Lubił ten dźwięk.Uspokajał go w pewien sposób.
Stępując dostojnie akcentował należycie każdy z kroków,wyregulował wedle zalecenia wykrok a że był niecałkowicie skupionym to łypał raz za razem na jeźdźca.Na sygnał 'stój' zareagował pewnie i stanowczo.Kopyto przy kopycie w jednej linii się spotkało i na trochę z sobą sąsiadowało.Ogier w kamiennej pozie nie wytrzymał by długo wiec wprawiony w ruch postawił uszy do pionu zadowolony z pozwolenia na stęp.
Płynnie zaangażował wnet cielsko do działania i zaprezentował z niebywałą gracją, miły dla oka stęp z dokładnie opanowaną techniką chodu.Nie zabrakło subtelności,lekkości, elastyczności acz także dynamiki w ruchu.
Vis to koń, którego palcatem poganiać czy kontrolować nie trzeba.Jest modelem funkcjonującym na bazie 'do przodu' nie 'nad siebie' i to było jedynym mało efektywnym aspektem w jego prezentacji.Widać było, że ogier nie do końca zdatny na wyższe sztuczki dresażowej jazdy.
Zwrotny za to był pod każdym względem. Żywe sreberko, na każdym z zakrętów wyginało się elastycznie czy nawet wyciągało jeśli zaszła potrzeba.
Kłus i wszystko co z tym związane to poezja u tego konia.Bo to koń przede wszystkim techniczny więc odpowiednio okiełznany potrafi wydobyć z siebie naturalną a zarazem nabytą finezję ruchu.Czytał doskonale jazdę Rusa.Wiedział, czego od niego oczekuje i odpowiadał mu równolegle na każdy z sygnałów.Nie było znowu ich ogrom, przez co koń charakteru Visa i tak potrafił odczytać bezbłędnie zalecenie i sie dostosować.To właśnie robił.Nie ingerował w jazdę, współpracował mądrze, choć korciło go czasem o jakiś durny podrzut czy zarzut łbem.Bo tam na pysku on musiał czuć opór.Tak był nauczony.Na ogół walczył z kontaktem choć teraz utrzymywał go i znosił nienagannie.Spełniał oczekiwania bruneta jakkolwiek pomocami dał mu je poznać.Z zagalopowaniem pojawił sie nikły problem, gdyż koń ten poprzedza sam galop naskokiem, wyuczonym i już bardzo zapamiętanym na tyle, że eliminacja go nie jest możliwa.Przy dobrym zgraniu da się go jednak nieco załagodzić. I właśnie w chwili owego wypchnięcia ogier niemalże mechanicznie wprawił w wyższy chód cielsko podtrzymując niskie ustawienie i równowagę ugruntowaną w kłusie.
Podbił nieznacznie przednią prawą parskając zaraz głośno.Galopując angażował zad, by pracował na pełnych obrotach.Zresztą koń z akcją do przodu robi to bez zastrzeżeń.Galop był umiarkowany, krył dużo terenu a przede wszystkim nad wszystkim panował Rus.Visowi pozostało tylko buntownicze szastanie czy strzelanie ogonem.Robił to często, trzeba przyznać, lecz nie miało to wpływu na przebieg jazdy.
Płynnie wraz z ograniczeniami zwolnił raptownie do kłusa poparskując sobie w klatę.Był już spocony w pożądanych miejscach a i sieć żył, która zdobiła jego cielsko efektywnie się gromadziła obejmując większą powierzchnie jego cielska.Przyszła kolej na wykonywanie wolt. Odbębniając swoje nerwowo marszczył chrapy.Nie chciało mu sie już nawet przeszkadzać.Nie miał siły na zrywy.Kondycja rzecz ważna a Vis był pod formą.Pan Rus wybaczy.Kiedy indziej poprzestawia kary szyki.
Wykonywał końcowe polecenia z mniejszą ochotą acz z dokładną precyzją i solidnością. To niemiecki koń; solidny i sumienny.Nawet w momentach krytycznych dla siebie.Bo jemu to wcale wszystko nie odpowiadało.Ta atmosfera.Ten cały pokaz.Stale trzymał dobry kontakt z jego ręką, przeżuwał wędzidło i obniżał łeb gdy trzeba było wykazać sie tą zdolnością.
Na kolejne wypchniecie do galopu zareagował nieco opornie, bo był już zmęczony.Przeszedł mało energicznie, jakby galopował pod górkę.Był jednak zebrany i trzymał się swego stylu, który gwarantował swoistą swobodę ruchu.Kłusował już bardzo swobodnie, był aż nadto 'przegimnastykowany' jak na siebie.Brakowało jedynie kondycji więc parskał i rozwierał szczęki łapiąc głębszy oddech.Był już w transie więc wszelakie wcześniejsze i późniejsze przejścia wykonywał płynnie, zgodnie z zaleceniami.Nic z pamięci.Nic od siebie.
Doczekał sie wreszcie zatrzymania.Równo z wpychającym go w ziemie dosiadem zamarł w stójce na pełnych czterech w jednej linii i w zaokrąglonym, wydajnie dotychczas pracującym cielsku.
Opuścił niżej łeb by wypuścić z świstem pare, ubił także pianę w pysku i takim oto sposobem postał 5s nawet nie wiedząc, że minęły .Myślał, że to koniec,ale nic bardziej mylnego.Znowu wprawił się w ruch.Kłusując wyjechał narożnik i dotarł narzuconym tempem na środek hali.
Zgodnie z wolą jeźdźca opuścił czworobok wielce zmęczony i nieco rozregulowany. :lol2:

Jonah Wrens - 2014-02-25, 21:55

Napiszę to w jednym, żeby szybciej było.

ROZGRZEWKA
Jonah przyszedł tutaj w towarzystwie Winning Mood'a. Pierwszy raz miał do czynienia z siwkiem, toteż wziął go gdzieś na bok chcąc sprawdzić z jakim koniem ma okazję zmierzyć się z egzaminem. Osobiście uważał, że to jedynie "formalność", chociaż kto wie jak pójdzie mu na ogierze. Podciągnął popręg i ustawił sobie z ziemi strzemiona w razie jakiegoś 'ale'. Chwycił za wodzę i skrócił je, chwytając kosmyk grzywy Mood'a. Wsadził stopę w strzemię, chwytając wolną ręką za tylny łęk po czym wsiadł na ogiera dość miękko. Ustawiając odpowiednio swoją sylwetkę i dał delikatną łydkę, by zaraz ruszyć biodrami za ogierem. Nie wyprzedzał go, a jedynie podążał za nim. Dając ogierowi luz na wodzach chciał by ten odpowiednio się rozgrzał, rozciągnął a nie od razu został zmuszony do wysiłku. Po 10 minutach stępa - o ile nie było żadnych problemów, brunet podebrał wodzę i naparł na nie, prosząc konia o podążenie szyją w dół. Innymi dążył do jego podstawienia. Następnie półparadą oznajmił przejście do wyższego chodu, a następnie dał łydkę sygnalizując zmianę. Rozbujał nieco siwka, do aktywniejszego kroku, przy czym anglezował na zewnętrzną nogę. Robiąc dużo wolt, wszelkiej maści zygzaków, chciał nieco rozluźnić wierzchowca i nie dać mu powodu do nudy. Po jakimś czasie poprosił o zagalopowanie, robiąc to na wolcie o średnicy 20m. Następnie oddał ogierowi wodzę, robiąc półparady kolejno do niższego chodu. Dał mu sporą ilość stępa, ażeby uspokoił oddech.

PRZEJAZD
Brunet ogarnął wodzę, prosząc konia o 'ucieknięcie' do ustawienia, przy czym sam poprawił dosiad. Podwinął kość ogonową, ustawiając odpowiednio kości kulszowe. Cofnął nieco łydki i ułożył ręce na szerokości swoich bioder, mając swobodę ruchu, a także ułatwiając sobie ustawienie Mood'a. Jo odetchnął spokojnie i dał ogierowi łydkę, aby ruszył stępem pośrednim. Po dojechaniu do wyznaczonego punktu osadził się w siodle jak i oparł na strzemionach, tym samym dając znać by siwek się zatrzymał. Jeśli nie reagował na dosiad, mężczyzna pomógł sobie delikatnie wodzami. Jonah pochylił głowę i wyrzucił rękę do tyłu kłaniając się, a kiedy wrócił dłonią do wodzy, uniósł kącik ust w uśmiechu. Kolejna łydka i poproszenie o przejście do stępa takiego jak na samym początku. Prowadził ogiera prosto, po wyznaczonej przez siebie ścieżce i jej się trzymał, przez co szli prosto, a nie jakimś szlaczkiem. Zamykał ogiera w łydkach, by przypadkiem mu nie uciekł w bok. Dojeżdżając do literki C, po delikatnym łuku wygiął konia i skręcili w prawo. Na tym krótkim odcinku między C, a M zrobił półparadę i w momencie, gdy ramie Jo było równoległe do M, mężczyzna dał łydkę ogierowi wymagając od niego przejście do kłusa roboczego. Samemu anglezował na zewnętrzną nogę konia, utrzymując równy rytm, bez żadnych zawahań. Kontrolował swoje "opadanie" w siodło, nie pozwalając ściągać się grawitacji, a tym samym przeciążając grzbietu ogiera. W punkcie B wygiął ogiera na dużą woltę prowadząc go równo po kole i pilnując, aby zad nie wkroczył mu do środka, czy też łopatka. Jadąc w odpowiednim wygięciu od B, poprzez L do E, Jo poluzował nieco wodzę i usiadł w siodle, zmuszając do pracy miednicę. Nieco odchylił plecy do tyłu, ułatwiając sobie ruch bioder zgodnie z krokiem konia. Przy powrocie na ścianę czworoboku kolejna półparada, a brunet pozwolił sobie nieco zaokrąglić zjazd i wypchnąć do przodu prawą kość kulszową co było analogiczne do tego, iż jego lewa noga cofnęła się, a prawa pozostała w miejscu. Dał ogierowi sygnał do przejścia, do wyższego chodu jakim był w tym wypadku galop. Po wejściu na ścianę w galopie na prawą nogę Jonah utrzymywał równe tempo konia przejeżdżając praktycznie cały czworobok w takim rytmie. Przed H mężczyzna zrobił kolejną półparadę, a następnie mocniej osiadł w siodle zmuszając Winning'a do zejścia w niższy chód. Dojechali kłusem roboczym do M, skąd Jo poprowadził konia po lekkim łuku do zmiany kierunku poprzez środek czworoboku. W punkcie X zrobił widoczną zmianę nogi, na którą anglezował po czym poprowadził konia prawie że do samej ściany. Zostawił mu trochę miejsca, by za pomocą łydek poprosić go o delikatny łuk, po którym skręcili w lewo wracając na ścianę. W punkcie A Portugalczyk skrócił wodzę i zrobił półsiad równo opierając swój ciężar na udach, i strzemionach. Poprowadził konia po kole, pilnując go łydkami. Zahaczył o punkt P, który był odbiciem do X, a następnie podążyli do V i wrócili do A. Między tymi punktami mężczyzna pilnował, aby Mood pozostał w delikatnym wygięciu i szedł równym tempem. Będąc na ścianie, oddał trochę wodzy siwkowi, a sam wsiadł w siodło do ćwiczebnego. Utrzymywał takie tempo do punktu B, gdzie znowu odbił w lewo, tyle że teraz był to jedynie łuk, a nie całe koło. Przed punktem E, zwrócił na siebie uwagę przez zrobienie półparady, po czym wypchnął do przodu lewą kość kulszową i dając łydkę poprosił o zagalopowanie na lewą nogę. Znowu przegalopowali w równym tempie prawie cały czworobok, a przed M ogier mógł poczuć kolejną półparadę, a zaraz po niej mocniejszy dosiad jeźdźca z zatrzymaniem do kłusa roboczego. Od C mężczyzna oddał mu nieco wodzy wsiadając w siodło, zmuszając do ruchu miednicę, która miała za zadanie pomóc wysiedzieć krok konia i go nie pomylić w tempie. Gdy dojechali do punktu E, siwek mógł poczuć nieco mocniejszą półparadę, a następnie zatrzymanie, aż do stój. Delikatnym ruchem ręki, Jonah podrapał ogiera po kłębie, samemu licząc do pięciu. Po tym czasie dał mu delikatną łydkę do stępu pośredniego, a od K łydka i ruszenie kłusem roboczym z anglezowaniem. Przed punktem A, delikatnym łukiem nakierował Mood'a na linię środkową rozciągającą się między A i X, przy czym przed X'em zrobił kolejną półparadę, a następnie zatrzymał ogiera do stój. Ponownie się uśmiechnął i ukłonił przez lożą. Oddał ogierowi całą wodzę i poklepał go po szyi schodząc z czworoboku.
/zt

Winning Mood - 2014-02-26, 10:47

ROZGRZEWKA

Siwy był spokojny zarówno przy oporządzaniu, siodłaniu jak i wsiadaniu mężczyzny na swój grzbiet. Już to powinno być dlań wskazówką, że z ogierem nie będzie większych problemów i może się nieco rozluźnić. Oczywiście, zdawanie odznaki na koniu, na którym siedzi się pierwszy raz w życiu może być stresujące, ale prócz tego Winning nie dawał mu więcej powodów, którymi powinien zaprzątać sobie głowę.
Stał spokojnie, pozwolił mężczyźnie ogarnąć się na swoim grzbiecie, a ruszył dopiero kiedy dostał odpowiedni sygnał. Wraz z nim wykonywał wszystkie, wydane mu, polecenia. Od samego początku szedł aktywnym stępem, rozochocony jakby atmosferą zawodów. Uszy postawione do przodu, niczym radary "obserwowały" całą okolicę, ale koń był w pełni skupiony na tym o co prosi jeździec. Przeszedł do kłusa, ładnie wykonywał wszystkie figury, a gdy został poproszony o zagalopowanie ruszył przed siebie spokojnym, majestatycznym krokiem. O ile pomoce były trafne, wszystko wykonywał w jak najlepszym porządku.
W końcu po jakimś czasie przeszedł do kłusa, a następnie do stępa i czekał na moment, w którym poproszony będzie o trochę więcej zadań.

PRZEJAZD

Kiedy usłyszał, że ktoś wywołuje jego imię zastrzygł uszami i już wtedy wiedział, że teraz następuje jego kolej. Z ludzkich słów kojarzył dosłownie kilka, ale akurat "Winning Mood" było dlań oczywiste. Zawsze ktoś się tak do niego zwracał, a na zawodach zawsze po wymówieniu tych dwóch słów wchodziło się na parkur. Czy to nie oczywiste, że chodziło o niego? Przynajmniej koń tak rozumował.
I stało się dokładnie tak jak myślał - wraz z mężczyzną weszli na czworobok. Jego uszy cały czas skierowane były do przodu, a koń w pełni skupiony na swoim zadaniu. Poproszony o zejście głową w dół, uczynił to po krótkiej chwili, a pilnowany przez łydki jeźdźca szedł do przodu, zdaje się że po dość równej linii.
Zatrzymał się w wymaganym miejscu, opuszczając łeb nieco niżej, a kiedy otrzymał kolejne łydki, ponownie ruszył przed siebie. Prowadzony przez jeźdźca sprawnie skręcił w prawo, ładnie wpisując się w zakręt, a gdy po łuku dostał sygnał do kłusa, poderwał się nieco i przeszedł w wyższy chód.
Niedługo pozwolono mu cieszyć się krokiem naprzód, gdyż już po chwili mężczyzna "wygonił" go na woltę. Poprawnie wygiął się ku środkowi, starając się jednak do niego nie schodzić, a pozostawać na ścieżce, którą prowadzi go jeździec. Po połowie wolty poczuł nieco większe obciążenie na swoim grzbiecie, ale i tym razem nie dał się zwieść pozorom. Wręcz przeciwnie - skądś pamiętał ten cały układ. W przeciwieństwie do innych jego występów na czworoboku, ten wykonywał dużo więcej razy w życiu. Nie wiedział dlaczego i po co, a także nie pamiętał może kolejnych figur, ale z pewnością nie jechał tego przejazdu pierwszy raz. Szkoda, że nie rozumiał słowa "odznaka". Wtedy na pewno coś by mu zaczęło świtać.
Na końcu wolty poprawnie zagalopował, poprzedzony poprawnymi pomocami, a pilnowany przez Jonaha utrzymywał równe tempo. Miał wielką ochotę wykorzystać jego nieuwagę i nieco napędzić się na prostej, ale o ile mężczyzna przykładał się do pilnowania tempa, siwy nie robił z tym większych problemów, a po jakimś czasie przeszedł do kłusa. Wyjechawszy ładnie narożnik zmienili kierunek, a następnie ponownie wjechali na woltę. Następnie półwolta, wszystko wykonywane w poprawnym wygięciu, a po półparadzie i sygnale do galopu nie było większych problemów z przejściem do tego chodu. Równym tempem przegalopowali niemal cały czworobok, a gdy uwaga konia ponownie została skupiona na jeźdźcu ten już domyślił się, że chodzi o przejście do kłusa. Otrzymawszy pomoce, wykonał posłusznie zadanie, a po chwili zatrzymał się do stój. Teraz mógł złapać trochę oddechu, więc opuścił nieco niżej łeb. Ruszył stępem, a następnie kłusem, kiedy został o to poproszony i wjechał na środkową linię, gdzie zatrzymał się równo w punkcie X.
Długie wodze i poklepanie po szyi były dlań nagrodą za dobrze wykonany przejazd, a już po chwili wraz z mężczyzną opuścili czworobok.

zt.

Christian Levrull - 2014-03-11, 23:01

Stwierdził, że tym razem na odznakę weźmie kogoś innego niż Ruta, a jako, że ostatnimi czasy zaczął pracę z Lock'iem to spróbuje z nim sił w Złocie, w końcu powinien przejechać to bez problemu, na takim poziomie był wyszkolony. W stajni zajął się nim porządnie, wyczyścił, zajmując się też ogonem, kopytami jak i całą resztą. Założył biały czaprak, podkładkę z naturalnego futerka, siodło wszechstronne, by mieć jedno i na skoki i na ujeżdżenie, bo nie będzie czasu na przesiodłanie. Ochraniacze skorupki, ogłowie z nachrapnikiem meksykańskim, wędzidło podwójnie łamane, miedziane z wąsami. Do tego napierśnik z wytokiem.

R O Z G R Z E W K A


Wstępowała już na karoszu na halę wyznaczoną do rozgrzewki. Już wcześniej wsiadł na niego, wszystko podpiął i wyregulował, postępował z nim na długiej wodzy po okolicy, ale tak, by cały czas mieć nad nim kontrolę, pilnując zarówno w dosiadzie jak i w łydkach. Przy wejściu na halę nieco skrócił wodze, biorąc go na kontakt i ustawienie. Były tu jeszcze jakieś dwa konie, więc nie będzie problemu z pomieszczeniem się na hali. Poprawił swoje schludne "ubranie", wiadomo, biało czarne, czyste etc. Wjechał z ogierem na ścianę, gdzie bardziej obciążył go dosiadem, tym samym starając się o większą kontrolę nad nim, automatycznie pozostawił go na kontakcie, na razie czekając, aż dojdzie do ręki, poprzez pracę dosiadu i konsekwentne działanie łydek. W tym momencie wplótł w to jeszcze wolty, półwolty, wszędzie wymagając od niego wygięcia, a działające półparady miały go zachęcić do zejścia na rękę jeźdźca. Pilnował tempa jak i dobrej pracy zadu, by przypadkiem nie zawisł mu na ręce. Teraz mógł wyczuć z jego strony liczne półparady i od tego momentu zaczął z nim sporo wolt, kół, łuków, by się trochę wygimnastykował. Oczywiście ciągle pilnowany w pomocach i na nich ustawiony w razie czego korekta i automatyczne poprawienie ćwiczenie lub elementu, które sprawiało problem. Trochę go w tym stępie pomęczył, by wreszcie dać sygnał do kłusa, tu na początku praca nad rytmem i mocną pracą idącą od zadu i swobodnym przodem, by przypadkiem nie zawisł, bo na czworoboku będzie problem. Potem wdrożył przejścia, koła, wolty, zmiany kierunku, które licznie występowały tu na rozgrzewce i oto chodziło. Gdy zwolniło się miejsce, dał sygnał do galopu, 2/3 kółka na lewo i prawo z lotną zmianą nogi i oczywiście woltami. Do tego powtórzył na długich kontrgalop, by sprawdzić jego uwagę na pomoce, w razie czego, by coś skorygować. Przejście do kłusa, ustępowanie, by sprawdzić działanie na łydki (jego uwagę na nie) i resztę pomocy. Następnie przejście do kłusa, jeszcze trochę pracy w dodaniach i skróceniach, również na kołach i łukach, następnie żucie z ręki i przejście do stępa na luźniejszej wodzy w oczekiwaniu na naszą kolej.

P R Z E J A Z D


Pojawił się przy wjeździe na czworobok na karym już w ustawieniu i uwadze, którą osiągnął podczas rozgrzewki. Wjechał na środek już od początku kontrolując, by jego ciało było proste; wodze, dosiad, łydki, wszystko miało uniemożliwić mu ewentualne spłynięcie z linii. Ukłonił się przed komisją, by następnie rozpocząć prezentację swojego przejazdu. W ocenie oczywiście najważniejsza była technika, ale liczyła się też logika przejazdu, stąd zamknąwszy go w łydkach ruszył stępem wypuszczając karosza na dłuższą wodzę, jako skróconą wersję rozgrzania go, zrobili koło w takim ustawieniu, by następnie chłopak zaczął skracać wodze i brać go ponownie na kontakt w ustawieniu. Ponownie karosz mógł poczuć jego działanie elastycznego dosiadu, łydki kontrolującej tempo i ustawienie jego ciała w zakrętach i na wprost, jak i wodze, gdzie działał półparadami, starając się o jak najbardziej elastyczną i przyjemną dla niego rękę. W trakcie stępa jak najczęściej robił z nim wolty, ciaśniejsze, szersze, wężyki jak i również ustępowania w stępie, ponad do łopatką do wewnątrz/zewnątrz. Po jakiś 2/3 minutach zakłusował z karym tu również wolty, zmiany kierunku, ustępowania, łopatki. Po 2 minutach jeszcze przejścia kłus-stęp, stęp-kłus, zatrzymania oraz cofania. W to również wplótł zmiany tempa: zebrany, roboczy, wyciągnięty etc., jak i żucie z ręki. Wszystko to na jak najbardziej elastycznym i giętkim Loczku, starał się przez cały czas o jego rozluźnienie przez działanie pomocy i jak najszybszą reakcję w momencie, kiedy musiał go skorygować. Wiadomo, jeszcze nie znał go aż tak bardzo, ale przez rozgrzewkę starał się do niego dostosować, by współpraca była jak najlepsza. Gdy minęło te ok. 8/9 minut sygnał do zagalopowanie i podobnie jak wcześniej, dodania/skrócenia, sporo wolt, kontrgalopy, lotne, zatrzymania jak i z galopu cofanie. Minęło gdzieś 13 minut ich przejazdu, więc przejście do kłusa, praca w niskim ustawieniu na kołach, z wejściem na żucie z ręki i znów niskie ustawienie. Przejście do stępa luźna wodza i akurat zmieszczenie się w 15 minutach, gdyż usłyszał dzwonek. Wjechał na środkową na lekkim kontakcie, zatrzymanie przede wszystkim działaniem dosiadu, ukłon i wyjazd z czworoboku na długiej.
Z uśmiechem poklepał karego, który według niego spisał się idealnie, w końcu nie był jedno-kierunkowcem, cóż więc się dziwić. Skierował się z nim do wyjścia, by stępować z nim na dworze w oczekiwaniu na próbę skokową.

{zt}

Lockhard - 2014-03-11, 23:03


R O Z G R Z E W K A


Żwawym stępem wszedł na plac przeznaczony na rozprężenie. Stępując dookoła na luźnej wodzy, nie zbaczał z wyznaczonego kursu ani nie wykonywał żadnych niespodziewanych ruchów - nie uskakiwał, nie zmieniał samodzielnie tempa, ani nawet nie próbował interesować się pozostałymi końmi bardziej niż to dopuszczalne. W reakcji na stosowane pomoce przyszedł do ręki, wchodząc na kontakt i angażując zad, którym wyraźnie wkraczał pod kłodę, co zaokrągliło jego grzbiet. Z czasem doszły do tego różnego rodzaju wygięcia na figurach, z początku ogier robił drobne błędy, ale im więcej zrobił powtórzeń, tym wychodziło mu to lepiej. Wreszcie stał się całkiem giętki i elastyczny, gotowy na dalsze zadania. Jednocześnie nieustannie kontynuował pracę nad ustawieniem, nie ociągał się ani nie wieszał na wędzidle, znał już trochę schemat postępowania Christiana dzięki czemu szybko był w stanie spełnić jego oczekiwania i zadowolić go wykonywaną pracą.
Wreszcie nadszedł czas na kłus, ogier ochoczo zmienił chód i zaczął aktywnie kłusować, nie wypadając z ustawienia. W zadzie odnajdował energię i siłę do ruchu przed siebie, przód natomiast pozostawał lekki, pracując z wyraźną akcją kończyn. Tym razem wyginanie się przychodziło mu z łatwością, został juz odpowiednio porozciągany w stępie, toteż wykonywanie tych samych figur w kłusie było tylko formalnością. Później przyszła para na galop, ten ruch u Lockharda również był bardzo efektowny, w ustawieniu zdecydowanie był okrągły, w żadnym wypadku płaski. Lotne zmiany nogi robił gładko, bez pomyłek. Jeżeli chodzi o kontrgalop to trochę się pogubił z początku, jako że rzadko wykonywał to ćwiczenie. Przypilnowany przez Christiana zaczął przywiązywać większą uwagę do pomocy, dzięki czemu w końcu wykonał wspomniane ćwiczenie. Potem przeszedł do kłusa, jako że był już w pełni skupiony na jeźdźcu to był czujny na sygnały, toteż wykonał ustępowanie. Później zrobił parę przejść w tempach wyraźnie skracając bądź poszerzając ramy, aż wreszcie dostał upragniony sygnał do żucia z ręki, dzięki czemu mógł wypuścić pysk daleko do dołu i rozprostować szyję. Przeszedł do stępa.


P R Z E J A Z D


Przed wejściem na czworobok wrócił do poprzedniego ustawienia. Na linię środkową czworoboku wszedł sprężystym krokiem, wyprostowany, bez zbędnych zgięć w ciele. Zatrzymał się w literce X, czyli po środku czworoboku. Następnie ruszył stępem, nieco wyciągając szyję za sprawą oddanych wodzy. Po pełnym okrążeniu pokonanym w ten sposób, z powrotem został pozbierany.


W trakcie stępa jak najczęściej robił z nim wolty, ciaśniejsze, szersze, wężyki jak i również ustępowania w stępie, ponad do łopatką do wewnątrz/zewnątrz. Po jakiś 2/3 minutach zakłusował z karym tu również wolty, zmiany kierunku, ustępowania, łopatki. Po 2 minutach jeszcze przejścia kłus-stęp, stęp-kłus, zatrzymania oraz cofania. W to również wplótł zmiany tempa: zebrany, roboczy, wyciągnięty etc., jak i żucie z ręki. Wszystko to na jak najbardziej elastycznym i giętkim Loczku, starał się przez cały czas o jego rozluźnienie przez działanie pomocy i jak najszybszą reakcję w momencie, kiedy musiał go skorygować. Wiadomo, jeszcze nie znał go aż tak bardzo, ale przez rozgrzewkę starał się do niego dostosować, by współpraca była jak najlepsza. Gdy minęło te ok. 8/9 minut sygnał do zagalopowanie i podobnie jak wcześniej, dodania/skrócenia, sporo wolt, kontrgalopy, lotne, zatrzymania jak i z galopu cofanie. Minęło gdzieś 13 minut ich przejazdu, więc przejście do kłusa, praca w niskim ustawieniu na kołach, z wejściem na żucie z ręki i znów niskie ustawienie. Przejście do stępa luźna wodza i akurat zmieszczenie się w 15 minutach, gdyż usłyszał dzwonek. Wjechał na środkową na lekkim kontakcie, zatrzymanie przede wszystkim działaniem dosiadu, ukłon i wyjazd z czworoboku na długiej.
Z uśmiechem poklepał karego, który według niego spisał się idealnie, w końcu nie był jedno-kierunkowcem, cóż więc się dziwić. Skierował się z nim do wyjścia, by stępować z nim na dworze w oczekiwaniu na próbę skokową.

{zt}



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group