Gustavo - 2013-04-23, 20:57 Pochwalił go najpierw głosem po szeregu, coby nie tracić na wszelki wypadek wodzy. Wyjechali na ścianę, siwy dostał luz, wtedy też został obficie poklepany po szyi w nagrodę.
Przy rozpędzie przed kolejną, szeroką/długą przeszkodą nic nie robił. Dobrze,że ogier sam wie, co robić. Nie każdy jeździec wiedziałby, że trzeba koniowi dodać trochę tempa przed takim skokiem, no i jeszcze nie miałby dość rozpędu i wylądowałby w środku. Nie za bardzo ciekawa wizja, ale raczej nieistotna przy zapale Logana. Zaraźliwym wręcz, rzekłabym, bo i Chamfortowi humor sie poprawił gdy odkrył głębokie pokłady entuzjazmu drzemiące w ogierze.
Po wszelkich skokach Gabryś pochwalił jeszcze parę razu ogiera klepiąc go i mówiąc spokojnym, ciepłym głosem doń. Ze względu na to, że stosunkowo dawno jak na niego siedział an koniu i jakkolwiek ciężej ćwiczył to szybciej sie zmęczył. Przez to po przejściu do kłusa nie od razu ustawił się w jakieś dobre anglezowanie, tylko trochę pokracznie mu to wyszło. Jakoś równowagę na chwile utracił, ale sie ogarnął prędko.
Pokłusowali sobie ze dwa kółka na każdą stronę w ramach odpoczynku. Potem pocisnęli jeszcze parę niskich skoczków z tego tempa. Albo taki niski szereg gimnastyczny - cały na skok-wyskok. Na jakieś trzy przeszkody wysokości maksymalnie pół metra.
Po tym wszystkich atrakcjach i urozmaiceniach skierowali sie znów na ścianę, tam Gustavo zwolnił Logana do roboczego kłusa, bardzo powolnego, a sam usiadł w ćwiczebnym. Pracował bioderkami cały czas, coby nie walić w siodło jak piłka tylko opadać w nie, amortyzując te ruchy wypychaniem bioder w przód, jakby chciał wysunąć spod siebie siodło. Dał przy tym siwemu luźną wodzę, całkowicie wypuszczając ją z rąk i opierając na szyi ogiera. Jednak pilnował coby dalej nie spadła, gdyby koń przykładowo pochylił głowę. Jechał sobie tak na luzie, z rękami opuszczonymi do dołu, pracując nad dolnymi partami ciała w szczególności, coby sobie tam trochę te mięśnie brzuszka wypracować. Kaloryferek może zarobimy tak kiedyś lepszy, kto wie? Anonymous - 2013-04-24, 11:35 A to bardzo miło! Choć było to czestym przypadkiem, że siwy zarażał zapałem a jazda na nim wręcz poprawiała humor jeźdxcowi. Ale o to chyba chodzi, prawda? O to by obie strony czerpały jak największą frajde i przyjemnośc ze współpracy. Wiadomo, są lepsze i gorsze dni, kiedy nic sie nie chce, ale wystarczy zrozumienie b znaleźć jakąs inną formę treningu, lub pokusić się o relaks w terenie.
Przy obfitych pochwałach, konisko odchylało uszy ku brunetowi, następnie je stawiając w pion. Oj tak, był ucieszony, choć u konia cięzej to zauważyć niż chociażby u psa, którego ruchliwy ogon zdradza wszytsko. U konia, w ten sposób pracowały uszy oraz mimika pyska - rozluźnienie warg, bystre oko, piana w pysku.
Skok-wyskok poszły mu dobrze. Wszystkie o jednakowym zapasie, z impulsem i dobrze technicznie o złozonych kończynach, mimo że pot pojawił się na ciele Logana.
W roboczym szedł luźno, ale w ręku, kołysząc ogonem w rytm chodu. Parskał głośno co jakiś czas, oddychając głeboko. Czując luz na wodzy, zszedł pyskiem do dołu, niemal do samych nadpęć, odpuszczając łopatki i potylicę. Mimo to, nadal pracował mięśniami, trzymając zady zaangażowane pod kłodą.
A jak, Gustavo kaloryfer a Logan mięśnie ze stali. Będą niczym marmurowe, greckie posągi!Gustavo - 2013-04-28, 22:40 //Wiesz, jak skończę, by mi cię głupio tak trzymać, a coś mi drętwo idzie. ;x
Znów pochwalił siwego za ostatnie bardzo udanego skoki i ucieszył czując, jak koń aktywnie nadal pracuje zadem, gdy przeszli do kłusa. Gustavo sobie tka pojeździł w tym ćwiczebnym bez rąk. W sumie do końca już tak jeździli. Ładna praca bioderek i brzucha, jakieś obszerne wolty na łydkach i przy dosiadzie. Po jakimś dłuższym czasie takiego powolnego rozluźniania przejście do stepa. Rozchodzenia Logana, rozluźnienie. Potem jeszcze powyginanie mu szyi z siodła. Metodą smakową, oczywiście - Gabryś wziął w łapkę jakieś dobre jedzonko i kusił nim ogiera, coby głowę wyginał na wszystkie strony po smaka, żeby się porozciągać.
Po ogólnym wychłodzeniu ciała konia itd. Chamfort raźno zeskoczył z Logana, jednak z duża nadzieją, że jeszcze potrenują. Dobry koń.
Podciągniecie strzemion, rozluźnienie popręgu.
Poszli do stajni.
zt.
Anonymous - 2013-04-29, 22:28 {nie ma prawy i nie gadaj bo trening bardzo fajny!}
Czując ćwiczebny, nie tracił na impulsie, mimo stopniowego, bardzo przyjemnego dla oka rozluźnienia ciała, a co za tym idzie, minimalnie wybijał z siodła w kłusie. Zapieniony szedł z pyskiem w dole, pozwalając mięsniom górnych partii na chwilę relaksu.
Przeszedł w stęp gładko, parsknąwszy solidnie. Oj tak. Był zmęczony, ale w ten przyjemny sposób. Przy kuszeniu, chętnie i bez oporów wyginał szyję robiąc z niej rogala. No ale oczywiście koń jak to koń - troche próbował kombinować, czyli jak najmniej szyję wygiąc a i tak smaka dostać, capiąc wargami powietrze w dośc zabawny sposób. No niestety, nie działało, więc musiał mocno się porozciagać, co na dłuższą metę było przyjemne.
Gdy brunet stał już na ziemi, siwek szastnął bujną kita zadowolony, przyjmując pochwałę niemo, a jedynie radary stawiając. Nie omieszkał otarcia się kącikiem zapienionej mordy o bluzę Gabriela Takie milutkie zakończenie współpracy.
Spokojnym krokiem wyszedł za chłopakiem.
/ztKate - 2013-05-02, 13:09 Weszła na parcour prowadząc Vivance. Obok niej szedł także stajenny, którego poprosiła o ustawienie kilku niskich przeszkód. Kate zaś podeszła z klaczą na środek, gdzie się zatrzymała, dopięła popręg i spuściła strzemiona. Zaraz potem podeszła do schodków i wsiadła w siodło, z którego w razie potrzeby wyregulowała strzemiona i wysłała klacz na ślad dosiadem. Na razie stęp na luźnej wodzy. Kate wymagała od skarogniadej jedynie żywego tempa. W międzyczasie kontrolowała także, jakie przeszkody ma ustawić stajenny, a gdy już to zrobił, podziękowała mu i spojrzała na szyję klaczy.
- Popracujemy trochę, co? - odezwała się do Vivance i uniosła głowę całkowicie skupiając się na dzisiejszej jeździe.Vivance Roscoe - 2013-05-02, 13:39 Weszła na halę razem z dziewczyną, kątem oka spoglądała także na stajennego, którego widziała dzisiaj rano w stajni, kiedy nakładał śniadania koniom. Zastrzygła uchem, kiedy jednak zaczęła się rozglądać po parkurze. Zatrzymała się na środku tego placu, jak poprosiła ją o to blondynka. Zawirowała uchem, kiedy podpinała popręg. Odwróciła łeb, kiedy to postanowiła wsiąść na nią ze schodków. Po czym po krótkim sygnale Vivance Roscoe weszła na ślad. Głowę miała luźno spuszczoną na linii kłębu. Bujała się ona w rytm jej kroków, to samo działo się z jej ogonem. Utrzymywała żwawe tempo. Zadnie nogi przekraczały ślad przednich, więc tempo było takie jakie trzeba - aktywne. Słysząc jej głos, klaczka odwróciła ucho w jej stronę. Na chwilę rozszerzyła chrapy i parsknęła przeciągle, jakby nigdy nic. Póki mogła rozglądała się na boki. Patrzyła na przeszkody, jak i ogólne otoczenie w jakim się znalazła.Kate - 2013-05-02, 14:25 Po 5 minutach stępa w obie strony Kate stopniowo zebrała wodze na na razie delikatny kontakt i pokonała w stępie jeszcze po 3 okrążenia również w obie strony. Następnie zaczęła wykonywać wolty, serpentyny i ósemki, coby dobrze porozciągać klacz przed skokami. Wszystkie figury wykonywała tyle razy, aż skarogniadej wychodziły one niemal idealnie. Oczywiście nie miała na nie całego dnia, więc jeśli Vivance te figury nie wychodziły nawet po kilku razach, dziewczyna zmieniła kierunek i ponowiła wykonywanie wolt oraz serpentyn i ósemek. Przed kłusem sprawdziła popręg i w razie potrzeby dociągnęła. Następnie przejechała jedno okrążenie w stępie i wypchnęła biodrami klacz do kłusa pomagając sobie lekką łydką. W razie potrzeby wzmocniła pomoce, ale miała nadzieję, że takiej konieczności nie będzie.
Po za kłusowaniu od razu zaczęła anglezować na dobrą nogę. Ręce równo, pięta w dół, palce skierowane lekko do konia. Postawa dwudziestolatki była niemal książkowa.
W kłusie dziewczyna pokonała 3 okrążenia w każdą stronę, po czym ponowiła wolty i serpentyny w obie strony.Vivance Roscoe - 2013-05-02, 14:42 Po tych magicznych pięciu minutach, gdzie przemierzyły stępem w dwie różne strony. Klacz zaczęła czuć, jak wodze miarowo zaczynają się napinać, a na wędzidle czuje lekki kontakt. Mając takie, a nie ustawienie ręki, klacz mimowolnie zaczęła zaokrąglać lekko szyję, układając pod odpowiednim kątem swoją potylicę. W takim stanie rzeczy wykonały trzy okrążenia, a następnie czas zacząć ćwiczenia gimnastyczne. Więc zaczęła na polecenie wykonywać wszelakie wolty, gdzie wchodziła sprawnie. Ciało miała lekko wygięte. Zad nie wpadał, ani nie wypadał, to samo się tyczyło jej łopatki. Stawy skokowe mocniej pracowały w wygięciu. Następnie serpentyny, jak i ósemki. Wykonywała je bez zająknięcia. Kiedyś Lisa pracowała nad wszystkimi jej wygięciami. Włożyła w to sporo pracy i się opłaciło. A kiedy była w zakładzie treningowym przez chwilę przed przyjazdem tutaj to również nad tym pracowano. Po zmianie kierunku wykonała poprzednie figury jeszcze raz. W tą stronę nieco gorzej szło jej wygięcie, ale to z przyczyn fizycznych. Każdy koń ma słabszą jedną stronę, więc to nie było tak, że nie potrafiła. Tylko po prostu jej coś tam uniemożliwiało, nie pytaj co, bo nie wiem <3 Czując lekkie wypchnięcie klacz elastycznie przeszła do kłusa, bez utraty równowagi. Szła aktywnym, lecz miękkim kłusem. Strzeliła ogonem i parsknęła raz jeszcze, tylko nieco głośniej. Oczyściła w ten sposób swoje chrapiska. Czując taki kontakt, a nie inny - to wciąż szła w dobrym ustawieniu. Grzbiet miała uniesiony, szyję długa, potylicę nisko, nos był delikatnie schowany za linię pionu, ale dawała poczucie, że szuka kontaktu z wędzidłem. Następnie wykonała trzy okrążenia w takim kłusie, a potem powtórzyła figury, które wykonywała w stępie, czyli wolty, serpentyny, czy ósemki. Wykonywała je poprawnie, lecz nie idealnie. Jednak umożliwiało to dobrze rozgrzanie jej mięśni.Kate - 2013-05-02, 15:31 Za poprawne wykonanie figur klacz została poklepana. Prawdę mówiąc skarogniada pozytywnie zaskoczyła Kate swymi umiejętnościami i nie tylko. Zobaczymy jak skacze. ;>
Po pochwaleniu klaczy dziewczyna zebrała wodze na konkretniejszy kontakt, aczkolwiek nie za mocny i zmieniła kierunek jazdy przez pół woltę, po czym zaczęła pracę nad przejściami kłus - stój i stój - kłus. Kilka razy wykonała te ćwiczenie i zmieniła kierunek. Podczas jazdy w przeciwną stronę także poćwiczyła troszkę nad przejściami, a jeśli po kilku próbach wychodziły one w miarę dobrze zaprzestała takowym ćwiczeniom i nakazała skarogniadej pokonanie jeszcze kilku okrążeń w kłusie. Następnie nakierowała ją na drągi. Przed nimi zamknęła klacz w pomocach, aby przypadkiem nie ominęła sobie tych drągów, a gdy Vivance najechała już na nie Kate uniosła swój zadek odciążając grzbiet holsztynki i nad każdym drągiem dawała jej aktywizującą łydkę. Dziewczyna cały czas pilnowała, aby dziewięciolatka nie zagalopowała. Po pokonaniu cavaletti Kate najechała na nie jeszcze raz i zmieniła kierunek. Poruszając się w tą stronę także najechała dwa razy na drągi, a po ich pokonaniu naprowadziła klacz na ślad.
- To co? Galopujemy? - odezwała się do Vivance i przejechała jeszcze 3 okrążenia kłusem. Następnie w zakręcie wypchnęła skarogniadą do galopu. <3Vivance Roscoe - 2013-05-02, 15:50 Czując klepanie po szyi, klaczka jedynie zastrzygła uszkami na boki. Lubiła wszelkie pochwały, może dlatego tak chętnie pracuje z człowiekiem, bo wie, że wtedy jest doceniana? Możliwe, możliwe. Po zmianie kierunku poprzez półwoltę, klacz zaczęła odczuwać konkretne pomoce. Z kłusa płynnie przeszła do stój, zatrzymując się w jednej linii. Nogi wszystkie były równo poustawiane. Następnie elastycznie ze stój, po kilku sekundach bezruchu, przechodziła do kłusa, bez zaburzeń równowagi i harmonii ruchu. Pozostawała w takim samym ustawieniu. Wykonywała owe zmiany chodów kilka razy mniej więcej tak samo, no chyba, że się nie dogadały co do równości sygnałów przy stój, wówczas jedna tylna noga odstawała w tyle. Ale zazwyczaj wychodziło tak, że wszystkie stały w jednej linii. Po zmianie kierunku powtórzyło się to ćwiczenie, więc podobnie starała się je wykonać. Przynajmniej nie musi ciągle biegać w kółko, a to by szybko ją znudziło. Została naprowadzona na prosta, gdzie leżały drągi. Vivance postawiła uszy na sztorc, po czym najechała na nie na sam środek. Nad nimi unosiła wysoko swoje nogi, tak jakby te drągi parzyły. A szyję lekko wyciągnęła do przodu. Szła aktywnym tempem nad nimi, jakby nigdy nic. Wszystko płynnie, tak jak trzeba. W końcu nie jest jakimś super narowistym koniem, lubi pracować i jest chętna do pracy. Za chwilę znowuż na nie najechała i pokonała w podobny sposób. Po zmianie kierunku klacz znowu została naprowadzona na te drągi, tylko tyle, że od drugiej strony. Wykonała to w podobny sposób - wysoka akcja nóg, z szyją lekko wyciągniętą z nosem do przodu. A nad samymi drągami, za pomocą aktywizującej łydki, dobre tempo. Aż wjechały w łuk parkuru, gdzie czując odpowiednie wypchnięcie przy pomocą łydki, i innych pomocy - skarogniada wyskoczyła płynnie do galopu.Kate - 2013-05-02, 19:20 Po przejściu do nad wyraz miękkiego galopu Kate pochwaliła klacz i utrzymywała tempo, które nadała jej Vivance. Na razie mogła sobie popędzić trochę szybciej, choć dziewczyna uważała, aby te tempo nie było za szybkie. Bądź, co bądź, ale parcour nie jest przeznaczony do wyścigów, a skoków, więc popędzić na 100% nie można. Po kilku okrążeniach dwudziestolatka wyregulowała tempo skarogniadej.
- No, starczy mała! - powiedziała do holsztynki z bananem na ustach. Co, jak co, ale ten trening zdecydowanie sprawił przyjemność Kate.
Po kolejnych 2 okrążeniach dziewczyna zmieniła kierunek jazdy w kłusie, a gdy poruszały się już na śladzie, Kate ponownie wypchnęła Vivance do galopu pomagając sobie łydkami. Na dzisiejszej jeździe palcat nie był potrzebny. Skarogniada z zapałem wykonywała wszystkie polecenia. ;>
Tym razem Kate nie pozwoliła klaczy na odrobinę szaleństwa i pilnowała jej tempa. Po pokonaniu 4 okrążeń nadszedł czas na skoki.
- No, Vivance. Pokażesz co potrafisz? - dziewczyna i tak była niemal pewna, że klacz potrafi wiele. Zależało jej jednak na tym, aby skarogniada swe umiejętności pokazała. Wtedy z treningu wyszedłby cod, miód i orzeszki. <3
Na pierwszy ogień Kate obrała sobie niski 50-centymetrowy krzyżak. Niby nic, ale jednak skoczyć trzeba. Dwudziestolatka pewnie naprowadziła skarogniadą na przeszkodę, przed którą zamknęła ją w pomocach, coby się nie wyłamała. Niby szanse na to małe, ale od ostrożności jeszcze nikt nie umarł. W odpowiednim miejscu przed przeszkodą dziewczyna dała sygnał klaczy do odskoku, uniosła swój zadek do pół siadu i oddała trochę wodzy. Nie za dużo, ale trochę. <3 Chwilę przed lądowaniem łagodnie usiadła w siodło. Po lądowaniu zaś pochwaliła głosem klacz, jeśli skok się udał i naprowadziła na ślad. Teraz coś trudniejszego. ;>Vivance Roscoe - 2013-05-03, 12:39 Czując pochwałę, albo ją słysząc klaczka parsknęła cicho pod chrapami. Szła swoim aktywnym tempem, acz spokojnym tempem. Takim wyważonym, iście parkurowym. Przy takim tempie można doskonale wyliczyć foule optymalne miejsce odbicia przed przeszkodą. Przy odrobinie finezji może się dobrze zsynchronizować z jej tempem, a percepcją skoków. Użytkowniczkę cieszy, że owy trening sprawił przyjemność amazonce. Czyżby kolejna osoba zmęczona nad wyraz trudnymi końmi? ;> Następnie przeszła swobodnie do kłusa, zachowując odpowiednie ustawienie. Po dwóch okrążeniach w tym chodzie, zmieniły kierunek i chód o jeszcze jeden w dół. Teraz szła w jednym śladzie, będąc cały czas skupioną i w jednym kawałku. Za chwilę jednak wyczuła pomoce mocne i wyraźne, które sprawiły, że klacz jakby nigdy nic ruszyła ze stępa galopem. Nie, nie potrzeba bata. Pewnie, gdyby użyła go, to klacz włączyłaby tryb wyścigowy. Można by rzec, że ona się tego przedmiotu boi, albo wrażliwie na niego reaguje. Jej ruch w galopie był skaczący, wykonywanym na trzy takty. Vivance stawiała najpierw jedną kończynę tylną, potem drugą tylną i tuż po niej przeciwstawną przednią i jako ostatnią - pozostałą przednią kończynę. Ustawiła jedne ucho w stronę dziewczyny, kiedy zaczęła coś mówić. Niedługo później na jej horyzoncie stanął krzyżak. Na momencie postawiła uszy na sztorc, wykazując zainteresowanie. Pomoce płynące ze strony dziewczyny mówiły jedno "skaczemy to!". Dojechała do przeszkody w miarę równym tempie, w optymalnym miejscu odbicia po prostu odbiła się dość mocno, za mocno jak na taką przeszkodę, ale widocznie się obawiała ewentualnej styczności z drągami, ale to tylko chwilowe. Wylądowała amortyzując na pęcinach, po skoku strzeliła lekkiego baranka co pomogło jej w zrzuceniu napięcia i wyrażenia radości w wykonanego skoku. Wjechała na ślad, co jakiś czas przeżuwając wędzidło i pieniąc się tym samym na pysku.Kate - 2013-05-03, 14:28 //Zdecydowanie wolę pracować z łagodniejszymi. ;>
Dziewczyna zbytnio nie przejęła się małym barankiem. Dopóki nie jest niebezpiecznie, nie ma się czego bać. Skoro klacz zostawiła trochę miejsca nad krzyżakiem, to nie powinna mieć problemu z wyższym o 15 centymetrów okserem, który był obrany za kolejną przeszkodę. Po pokonaniu jednego okrążenia dziewczyna naprowadziła klacz na ten właśnie niebiesko-biały okser. Pilnowała, aby najazd był prosty, a skarogniada nie wyłamała się. W tym celu przed przeszkodą zamknęła ją w pomocach. W miejscu odbicia dała Vivance mocniejszą łydkę i uniosła tyłek do półsiadu. Oddała też trochę wody, coby holsztynka mogła wyciągnąć lekko szyję. Podobnie jak poprzednio, przed lądowaniem Kate miękko usiadła w siodło, zaś kawałek po tym, jak wszystkie kopyta klaczy dotknęły ziemi, dwudziestolatka nakazała klaczy skręt w lewo na kolejną przeszkodę. Tym razem nie naprowadzała skarogniadej na ślad, a od razu naprowadziła na następną przeszkodę, którą była 60-centymetrowa, żółto-biała stacjonata.
Przed tą przeszkodą podobne działania, jak poprzednio. Mocniejsza łydka przy odbiciu, półsiad itp. Po skoku, jeśli się oczywiście udał, na co mamy nadzieję dziewczyna naprowadziła Vivance na ślad i poklepała utrzymując tempo galopu. Następne będą dwa krzyżaczki na skok-wyskok. ;>Vivance Roscoe - 2013-05-03, 15:40 Owy baranek był tylko oznaką radości, a nie chęcią zwalenia jeźdźca z jej grzbietu. Co to to nie <3 Po pełnym okrążeniu Vivance już szła, aktywnym, acz miarowym tempem na niebiesko-biały okser, który był wyższy o 15 cm od stacjonaty. Najechała na środek przeszkody, o prostym ciele. Przed przeszkodę poderwała lekko głowę do góry, jak i nasadę ogona. Potem wybiła się w odpowiednim miejscu, wraz z pomocą mocniejszej łydki ze strony dziewczyny. Następnie nad przeszkodą złożyła się odpowiednio. Wyciągnęła swoją szyję do tyłu. Podciągnęła przody pod mostek, a zadnie lekko podgięła. W powietrzu strzeliła z ogona. Potem tylko ją grawitacja ściągnęła do ziemi, więc wylądowała amortyzując na pęcinkach. Następnie skręciła w lewo i natarła na kolejną stacjonatę koloru żółto-białego. Najechała jak trzeba, wybiła się zdecydowanie i przeleciała nad przeszkodą pokazując podręcznikowy baskil. A kiedy już wylądowała, to została naprowadzona na ślad. Utrzymywała wciąż to swoje równe tempo. Galop miała miękki, lekko bujający, ale wciąż przyjemny.Kate - 2013-05-03, 20:08 Nie no, takiego przyjemnego treningu, to się dawno nie miało.
Po udanym skoku klacz została poklepana. No, no. Takiego konia, to ona jeszcze nie dosiadała. ;>
Kate po dwóch okrążeniach po raz kolejny naprowadziła skarogniadą na przeszkodę. Tym razem były to dwa niebiesko-czerwono-białe krzyżaki ustawione na skok-wyskok o wysokości 60-centymetrów.
- No mała. Pokaż, co potrafisz. - powiedziała do holsztynki. Choć nie była to trudna kombinacja, to jak każda przeszkoda wymagała choć odrobiny wysiłku.
Przed skokiem zamknęła dziewięciolatkę w pomocach, a w miejscu odbicia Kate dała klaczy mocniejszą łydkę i uniosła się do półsiadu. Zaraz przed lądowaniem miękko usiadła w siodło, aby zaraz znów dać skarogniadej sygnał do odskoku i unieść tyłek do półsiadu. Jeśli szereg został pokonany bezproblemowo, na co mamy dużą nadzieję, dwudziestolatka naprowadziła klacz na ślad, gdzie poklepała ją i zmieniła kierunek uprzednio zwalniając do kłusa. Po zmianie kierunku w zakręcie zdecydowanie wypchnęła biodrami Vivance do galopu i pokonała w tym chodzie 3 okrążenia. Następnie naprowadziła holszynkę na ostatnią, nieco ambitniejszą przeszkodę. Teraz musiały przeskoczyć zielono-białą stacjonatę o wysokości 75-centymetrów. Przed przeszkodą dziewczyna zamknęła klacz w pomocach, a zaraz potem, w miejscu odbicia dała jej sygnał do skoku, zaraz potem unosząc się w półsiadzie.
Po skoku naprowadziła klacz na ślad i pokonała w galopie jeszcze 3 okrążenia, aby następnie przejść do kłusa. ;>