Lysander - 2013-03-17, 23:10 Wykonywał wolty, a na długich ścianach przyśpieszał i wyciągał krok, żeby przy krótkich ponownie go skrócić. Ciekaw był, kiedy jeździec straci cierpliwość do ciągłego zmieniania długości wykroku. Wykonał wężyk w mocno skróconym kłusie, by przejść do pośredniego, a następnie do wyciągniętego. Jaka to świetna zabawa~Dean Smith - 2013-03-18, 00:28 Zatrzymał go w literze C i tak stał, o.Lysander - 2013-03-18, 15:29 Kłusował właśnie energicznym chodem wyciągniętym, gdy poczuł hamujące go pomoce. Zatrzymał się idealnie w tym miejscu, w którym on chciał. Gdy tylko wyczuł, że odpuszcza pomocami ruszył stępem, przeżuwając przy tym wędzidło.Dean Smith - 2013-03-18, 15:48 Dobra, załóżmy, że odpuścił. Chwilę tak stępowali stepem swobodnym, żeby to dojść do litery E a tam zakłusować i po przebyciu aż do litery A skręcić Lysanderem do środka, na literę C i od razu pomocami nakazał mu truchtać kłusem wyciągniętym. a następnie w lewo i pasaż.Robert - 2013-05-09, 22:45 Hihi ;3 Zatem przyszedł z Orchidem i bez większych ceregieli podpiął mu popręg oraz podciągnął strzemiona, zanim oddalił się od jego boku i nakierował rudego w lewą stronę trzymając go na lonży. Pilnował wykroku bacikiem, a gdyby ten coś już się wyrywał do przodu starał się go spowalniać. Nie szarpał jednak ogiera wiedząc, że ten długo nie chodził. Chciał kłusować, niech kłusuje i się wybiega. Robert tylko stal w środku pogwizdując pod nosem i kontrolował sytuację.Orchid of Rohan - 2013-05-09, 22:56 Wszedł na czworobok wraz z Robertem. Zatrzymał się we wskazanym miejscu i po dopięciu popręgu (przy czym tradycyjnie stulił uszy), wszedł na koło. Zrobił parę kroków stępem, następnie kątem oka ślepia dojrzał bat i fiu bździu zrobiło mu się w głowie <3 Czyli kuląc uszka, przeszedł do kłusa, początkowo szarpiąc przy tym ryjem, jak gdyby chciał spłynąć na zewnątrz koła. Po chwili jednak przyciągnęło jego uwagę zupełnie co innego, mianowicie cała okolica. Dawno nie był na lonży na zewnątrz, więc zaraz coś go zaabsorbowało. Wciąż kłusując, nad wyraz sprężyście, niósł wysoko głowę z postawionymi na sztorc uszami i parskał krótko, próbując dojrzeć w oddali "czegoś". A jeżeli chodzi o to, jak wyglądało poruszanie się po okręgu... cóż, nie wyglądało Robert - 2013-05-10, 12:43 Sorki za brak polskich znakow ale pisze z telefonu :c
Och no powiedzmy, ze Robert nie spodziewal sie, ze bedzie latwo Pacnal Orchida lekko bacikiem w zadzik i cmoknal,odchylajac w lewo dlon w bok, aby ten zszedl na wieksze kolo. Mozna uznac, ze Robert wzial ze soba wypinacze wiec kiedy Rudy w koncu przeszedl do stepa, chlopak podpial go do kolek wedzidlowych, zachecajac go do zejscia nosem w dol. No i potem ruszenie stepem, zaklusowanie i galop na obydwie strony. Robert stal na srodku i kontrolowal tempo i ruch ogiera. Milo bylo patrzec jak ten strzelal baranki Miejmy nadzieje, ze Hartnett dzis nie spotka sie z ziemia. Orchid of Rohan - 2013-05-10, 12:52 W odpowiedzi na pacnięcie batem, oddał z zadu, z jakże wielką gracją! Pomimo tego nie przeszedł do galopu, a wciąż poruszał się po kole kłusem niczym baletnica, furkocząc przy tym chrapami. Zgodnie z oczekiwaniami, zszedł na większe koło. Wkrótce kłusowanie mu się znudziło, więc dobrowolnie przeszedł do stój. Postawił uszy na Roberta widząc, że ten się zbliża. Po dopięciu wypinaczy, wrócił na koło od początku próbując zadrzeć wysoko łeb, ale gdy okazało się, że to niemożliwie, z frustracji podbił lekko zadem i dalej stępował, chowając uszy w grzywie i od czasu do czasu zgryzając wędzidło </3 Pogoniony do kłusa płynnie przeszedł do wyższego chodu, poruszał się jednak mniej efektownie niż poprzednio, więcej było w tym ruchu agresji, ot co. Spotka się z ziemią jak nic! A jeżeli chodzi o galop... galop jak galop, bez rewelacji czy tragedii, bo po prostu przestało mu się chcieć. Słaba kondycja, albo raczej zjawisko zwane ciszą przed burzą.Robert - 2013-05-10, 13:02 Robercik zbyt dlugo pracowal z tego typu konmi, dlatego postanowil jeszcze nie odpuszczac Cwaniakowi, popedzajac go batem, ktorym pykal go po zadzie, aby zostal zaangazowany przez Rudego. Praca, praca, praca i budowanie kondycji, ktorej rzeczywiscie brakowalo Orchidowi.
Po mniej wiecej 15 minutach Robert odpial wypinacze oraz lonze. Poprosil o pomoc krecacego sie niedaleko stajennego, aby ten przytrzymal Rohana podczas wsiadania. Mial on juz Roberta na swym grzbiecie wiele razy, ale kto go tam wie co sobie ubzdural Raz, dwa, trzy i juz siedzial na ogierze. Nabral wodze i na razie z pomoca osoby z ziemi dal sygnal do ruszenia stepem.Orchid of Rohan - 2013-05-10, 13:37 Za każdą próbą pogonienia denerwował się jeszcze bardziej, jeżeli irytacja sięgała apogeum to ostrzegawczo wyrzucał jedną z zadnich nóg w powietrze, w stronę Roberta rzecz jasna <3 Niemniej galopował dzięki temu aktywniej, ciężko przy tym parskając co foule i mocno stawiając kopyta na kwarcu. Gdy zakończyli lonżowanie, rudzielec chcąc nie chcąc był już miejscami zlany potem. Przytrzymywany podczas wsiadania przez stajennego, zadzierał łeb do góry parę razy próbując odejść w bok krzyżując nogi, zwłaszcza gdy Robert doczepił się jego boku. Jednak "szarpnięty" raz czy dwa w końcu znieruchomiał, pozwalając się brunetowi dosiąść. W reakcji na łydkę, ruszył energicznym stępem, na razie dość sztywno, napierając na wędzidło.Robert - 2013-05-10, 13:46 Och, mrau, te jego nozki <3
Chlopak poklepal ogiera i zrobili jeszcze taki dwa kola stepem ze stajennym u boku. Robert kierowal ogiera lydkami oraz dosiadem, trzymajac wodze napiete na kontakcie. Kiedy Orchid napieral, dostawal mocniejsza lydke, aby szedl energiczniej do przodu. Dopiero wtedy, gdy Rudy uspokoil swoj oddech, chlopak zatrzymal go i podpial popreg ku niezadowoleniu swego rumaka. Poprosil stajennego o podpiecie lonzy tym razem z Robertem na grzbiecie No i sygnal do zaklusowanie. Chlopak pomogl sobie wypchnieciem bioder oraz cmoknieciem, trzymajac z koniem elastyczny kontakt. Anglezowal na zewnetrzna noge, pilnujac rownego tempa oraz prawidlowego kola. Chwalil ogiera za kazde dobrze wykonane cwiczenie, ew komende.Orchid of Rohan - 2013-05-10, 20:34 Rzeczywiście, gdy otrzymywał ponaglającą łydkę, zaprzestał napierania na rzecz energiczniejszego ruchu w przód. Po uspokojeniu oddechu, zatrzymał się na chwilę by Robert mógł pociągnąć popręg, przy czym oczywiście rudzielec się na niego powkurzał, czemu dał wyraz poprzez uniesioną na chwilę do góry tylną nóżkę <3 Po dopięciu lonży, "sterowany" przez bruneta, wszedł na koło, na którym zakłusował. Z początku kłócił się jednocześnie z Robertem i stajennym, wypadając nieco z koła i bez konkretnego powodu się rozpraszając. Młode to to, więc i niezbyt ogarnięte. Z czasem jednak znudziło mu się wymyślanie i poruszał się po kole w miarę porządnie, pilnowany przez Roberta nie ociągał się tak, jakby miał na to ochotę.Robert - 2013-05-11, 19:10 Och <3
Co tu dużo pisać. Przekłusowali kilka kółek, zmienili stronę. Chłopak cały czas jechał równo ogiera, ponaglająco działając łydką, która miała zachęcić go do podstawiania zadu i wchodzenia do ręki. Delikatnie pomagał ruchem wędzidła zejście nosa w dół, trzymając równy kontakt.
W pewnym momencie Robert siadł w siodło i odchylił się delikatnie do tyłu, działając półparadą i paradą przy przejściu do stępa. Odpuścił Orchidowi na wodzy i poklepał za postępy >D Chwila przerwy, ponowne nabranie wodzy i zakłusowanie od łydeczki i dosiadu. Tym razem chłopak tylko przez chwilę anglezował po czym usiadł w siodło i z cmoknięciem, wypchnął rudego z bioderrr do galopu. Lekki półsiad i utrzymanie jednego rytmu.Orchid of Rohan - 2013-05-11, 19:50 Konsekwentność w działaniu wkrótce zaowocowała pierwszymi efektami; rudy zaczął iść chętniej, aktywniej do przodu, angażując w tym celu zad. Przestał się ociągać i oczekiwać momentu nieuwagi, w którym mógłby zwolnić. Leniuch z niego, ale czego innego oczekiwać po kimś, kto miał takie dłuuugie wolne?
Opuścił lekko ryj, równo "opierając" się na obu wodzach, koncentrując się wyłącznie na jeźdźcu. Do stępa przeszedł od razu po otrzymaniu stosownych sygnałów, czując, że Robert oddaje mu wodze z przeciągłym parsknięciem wypuścił pysk do dołu, na tyle, ile mógł. Szastając ogonem, stępował żwawo po kole, a gdy brunet ponownie poprosił go o zakłusowanie, przeszedł do owego chodu bez dyskusji. Parę kroków kłusa i zagalopowanie, tak jak życzył sobie tego mężczyzna; zagalopował energicznie, pod górę, przez pierwsze parę foule mocno bijąc przodami o ziemię, dopiero później nieco uspokoił galopik >3Robert - 2013-05-11, 20:01 I tak przegalopowali kilka kół równym tempem. Przejście do kłusa, wyrównanie oddechu i przejście do stępa oraz do stój. Stajenny przepiął ogiera na drugą stronę, po czym Robert nawet nie puszczając wodzy, znowu wypchnął Orchida do kłusa i do galopu. Półparada przed pędzeniem i oparcie ciężaru ciała w półsiadzie, żeby nie obciążać kręgosłup młodego. I tak znów przez kilka kółek, aż Hartnett uznał, że wystarczy na dziś tej lonży. Stajenny odpiął Rohana i teraz już zostali sam na sam, Robert z Orchidem >3 Chłopak skierował go na zewnętrzną linię i stępem pokazał cały czworobok.