Hayley - 2019-06-24, 21:52 - Myślę, że to nie jest kwestia złośliwości - Odpowiedziała zgodnie z prawdą, spoglądając w kierunku truchtającego psiska. Jego sierść błyszczała w słońcu i chociaż roztaczał wokół siebie niezbyt przyjemną woń mokrego futra, nikomu tutaj zdawało się to nie przeszkadzać. Tak samo zresztą było z Hayley, która jeszcze zanim Sevastien zdążył się odezwać wyciągnęła rękę do zwierzaka i pogłaskała jego ogromny łeb.
- Myślę, że nie będzie mi to przeszkadzać. Jeszcze nigdy nie głaskałam niedźwiedzia - zaśmiała się radośnie i ukucnęła, by zmniejszyć dystans między sobą a nowofundlandem. Natychmiast zaczęła go głaskać i zaczepiać, mniej więcej w okolicach uszu, cały czas sprawdzając czy jego reakcje świadczą o zainteresowaniu czy może o irytacji. Roześmiana mordka i merdający ciągle ogon wskazywały jednak na to, że Miś był zachwycony poświęcaną mu uwagą.
- Ciekawe kiedy Rubens zrobi się zazdrosny - zaśmiała się znowu, spoglądając krótko w stronę rozbawionego bulteriera.
- Zawsze pcha się pomiędzy mnie, a inne psy, chociaż dzisiaj chyba ma znacznie lepsze towarzystwo - zaśmiała się znowu, nie przestając głaskać mięciutkiego łba.Sevastien Sheremetyev - 2019-06-26, 16:49 - Na pewno nie - zgodziłem się, nawet przez chwilę nie myśląc, że Miś mógłby to robić złośliwie. - Raczej uważa to za dobry żart... O ile psy mają poczucie humoru - dodałem, spoglądając na nowofundlanda, który dosłownie znalazł się w siódmym niebie z chwilą, w której Hayley zaczęła go pieścić.
Miś wyraźnie się rozsiadł, z każdą sekundą rozluźniając się jeszcze bardziej, aż wreszcie oparł się o Hayley, mrużąc oczy i ciągle dysząc. Jeśli nie przewróciła się pod jego naporem na tyłek, to nie została przygnieciona. Jeśli jednak do tego doszło, Misiek osunął się na ziemię chwilę później i lekko przygniótł Hayley swoim ciężarem. - Właśnie to miałem na myśli - uśmiechnąłem się pobłażliwie, ale dopóki dziewczynie to nie przeszkadzało, to nie próbowałem jej ratować z łap niedźwiedzia, który choć wielki, brudny i mokry, to dziwnym trafem idealnie potrafił wpasować się na kolana.
Także ukucnąłem obok i podrapałem go za uchem.
- Nie wiem czy Rubens ci to wybaczy - zaśmiałem się. Misiek całkowicie się sprzedał, ale wcale mnie to nie dziwiło.Hayley - 2019-06-26, 23:37 Z każdą kolejną chwilą napór psa rósł, aż do chwili w której faktycznie poleciała do tyłu, miękko lądując na trawie. Szybko okazało się, że zwierzak wykorzystał moment i układając się na kolanach, łypnął tylko białkami oczu z zadowoleniem wyrzucając język. Jego ogon bił o podłoże rytmicznie, na co Hayley zaśmiała się z rozbawieniem, dłonie wsuwając w miękką sierść. Starała się pomijać mokre rejony, które już i tak brudziły jej nogi i część spodni, ale zamiłowanie do wody sprawiło, że zwierzak niemal całkowicie zmoczył swoje ciało.
- W porze karmienia wybacza mi wszystko - zaśmiała się szczerze, nie przejmując się zbytnio samym Rubensem. Od czasu do czasu zerkała w jego stronę, oceniając czy nie jest potrzebna jej interwencja, ale na szczęście nie dochodziło do żadnych spięć z innymi psami.
- On chyba waży więcej ode mnie - zaśmiała się radośnie, póki co nie szukając pomocy z zepchnięciem czworonoga, aż do momentu pojawienia się białego bulteriera obok. Już w chwili, w której zauważył niebezpieczne zainteresowanie innym psem, wyrósł dosłownie spod ziemi obok Hayley. Zaraz potem bez najmniejszego skrępowania zaczął pchać się na kolana przed nowofundlandem, najwyraźniej wychodząc z założenia, że dla niego miejsce znajdzie się zawsze. Wcale nie przeszkadzało mu to, że deptał dziewczynie po brzuchu, a Misiowi niebezpiecznie blisko głowy.
- O nie, Rubiii... - jęknęła cicho, czując się dosłownie przygniatana. W odpowiedzi zwierzak zamerdał radośnie ogonem, bardzo zadowolony ze swoich poczynań i cofnął przyjaźnie sterczące uszka.Sevastien Sheremetyev - 2019-07-01, 16:50 - Cześć, kolego - rzuciłem do białego bullteriera, którego udało mi się pogłaskać w przelocie, zanim całkowicie mnie zbył i wepchnął się na kolana Hayley, mało subtelnie próbując z nich zepchnąć nowofundlanda. Misiowi zupełnie to nie przeszkadzało, spojrzał jedynie z lekkim zdziwieniem na Rubensa, po czym po chwili namysłu wstał i usiadł obok, znowu wywalając język na wierzch. Był pokojowo nastawiony do całego świata, dlatego nie robiło na nim wrażenia, że chodził po nim całkiem obcy pies.
Zachęciłem go żeby do mnie podszedł i żeby nie było mu smutno, zacząłem go głaskać zamiast Hayley. - Wyglądasz jakbyś pływała razem z nim - zauważyłem żartobliwie, patrząc na jej nogi, które były całe mokre, pokryte sierścią i piaskiem. Jednak mało kto wokół wyglądał lepiej. Z psami chyba nie dało się inaczej...
- Umie jakieś sztuczki? - Zapytałem, przypominając sobie o konkursach rozgrywanych w parku. Może moglibyśmy spróbować swoich sił z naszymi psami w którymś z nich. Na większą kompromitację już chyba nie mogliśmy się narazić. Hayley - 2019-07-02, 12:36 Odruchowo spojrzała na własne nogi mocno wyciągając szyję, by zobaczyć coś poza grzbietem zadowolonego psiska. Wszystko było brudne, oślinione, oblepione tak samo mocno pisakiem, co sierścią, ale przejęła się tym tylko połowicznie. Na szczęście miała krótkie spodenki i mały plecaczek, przygotowany na takie sytuacje, ale dopóki na kolanach dyszał Rubens nie miała niemal żadnej możliwości pozbyć się brudu. Na dokładkę bulterier rozłożył się całkowicie, wyciągając tylne łapy jak żaba.
- Często tak wracasz ze spacerów? - zaśmiała się, drapiąc zwierzaka za uchem. Wygiął łeb, zamerdał ogonem i naparł jeszcze mocniej na Hayley, by w chwilę później dostrzec piłkę kilkanaście metrów przed sobą. Niemal natychmiast wybił się do biegu, co przyprawiło Hay o ciche jęknięcie.
- Umie, przynajmniej w teorii - uśmiechnęła się i dopiero teraz zsunęła z ramion plecak, z którego wyjęła chusteczki nawilżane.
- Chwała damskim torebkom - westchnęła, choć nie do końca wiedziała od czego powinna zacząć.Sevastien Sheremetyev - 2019-07-03, 23:57 - Raczej unikam tarzania się z nim po ziemi - odparłem z pobłażliwym uśmiechem. - Ale w domu nie jest dużo lepiej. - Spojrzałem za bulterierem, który zerwał się nagle do biegu. Odruchowo się skrzywiłem, wyobrażając sobie, że musiało to być wyjątkowo nieprzyjemne dla Hayley. - Teoria może nie wystarczyć - stwierdziłem rozbawionym tonem i przestałem głaskać Misia, który postanowił się po prostu położyć obok z głośnym westchnieniem.
- Idziemy zobaczyć co tu jest ciekawego? - Zapytałem, gdy Hayley już względnie doprowadziła się do porządku. Nie chciałem siedzieć przez cały czas w jednym miejscu.
Jak się okazało, poza konkursami znalazło się tu też parę stoisk, ale nawet nie zdążyliśmy im się dobrze przyjrzeć, gdy zadzwonił mój telefon. Był to telefon ze szpitala, a właściwe wezwanie z powodu kryzysowej sytuacji. Chociaż miałem mieć teraz zasłużone wolne bo wielogodzinnym dyżurze, nie miałem innego wyjścia niż się zgodzić. Hayley już z moich odpowiedzi mogła wywnioskować, że chodzi o coś poważnego, zwłaszcza że od razu przestałem się uśmiechać.
- To ze szpitala - wyjaśniłem, naraz oglądając się na Misia, którego do siebie przywołałem. - Muszę tam natychmiast pojechać, był jakiś wypadek i potrzebują więcej rąk do pomocy - dodałem, spoglądając na psa tak, jakby mi teraz przeszkadzał. Nie mogłem go przecież zabrać ze sobą, a nie miałem czasu na jechanie w korkach do domu, żeby go tam zostawić.
- Wiem, że to wiele, ale może mogłabyś się nim zająć przez parę godzin? - Zapytałem z nadzieją w głosie i oczach, widząc w Hayley jedyną deskę ratunku, choć zostawienie jej z wielkim nowofundlandem ani trochę nie wyglądało na dobry pomysł.Hayley - 2019-07-04, 14:02 W odpowiedzi na delikatny przytyk mężczyzny usta Hayley wygięły się w lekki, może nieco zawstydzony uśmiech. Niespiesznie wyjęła pierwszą chusteczkę i chociaż początkowo brud zdawał się bardziej rozmazywać na kolanach niżeli ścierać, ostatecznie udało jej się zapanować nad sytuacją. Całą garść brudnych, brązowych już ściereczek wyrzuciła do kosza po drodze i podeszła do pierwszego stoiska z obrożami. Od razu rzuciły jej się w oczy kolorowe, wzorzyste paseczki, ale właśnie w tym momencie w kieszeni jej towarzysza zadzwonił telefon. Początkowo nie zwróciła na niego uwagi, w przeciwieństwie do nagłej zmiany tonu Sevastiena. Spoważniał tak bardzo, że zupełnie przestał pasować jej do obrazu, który widywała na co dzień w kawiarni.
- Wszystko w porządku? - odezwała się nieco niepewnie, natychmiast poważniejąc. Z tonu rozmowy i rzucanych pośpiesznie haseł wnioskowała, że dzwonił ktoś z pracy i chociaż teoretycznie nie powinno jej to obchodzić, żołądek zacisnął się nieprzyjemnie.
- Nim się nie przejmuj - odparła uśmiechając się lekko, choć wcale nie tak wesoło jak jeszcze chwilę wcześniej. Miała nadzieję, że sytuacja tylko brzmiała tak poważnie.
- Gdybyś nie dał rady wrócić zanim to wszystko się skończy, zabiorę go do siebie - dodała jakby to nie był żaden problem, choć w istocie nie miała pojęcia jak miałaby zapanować nad Rubensem i Misiem jednocześnie.Sevastien Sheremetyev - 2019-07-04, 21:49 - Nie sądzę, że potrwa to tylko tyle - uśmiechnąłem się smutno, może trochę bezradnie. Nie dlatego, że żałowałem swojego wolnego, tylko przez świadomość, że ileś ludzi walczyło teraz o swoje życie. - Możesz dać mi swój numer albo adres? - Poprosiłem, musząc się dowiedzieć, gdzie mógłbym później odebrać psa i podziękować Hayley za taką, jakby nie patrzeć, wielką przysługę. Nie pamiętałem teraz o tym, że kiedyś już mi dała swój numer, ale to zignorowałem. Nie miałem teraz głowy do takich szczegółów, więc nawet jeśli na twarzy Hayley ukazało się zakłopotanie, to nie powiązałem faktów. Jakoś musiała mi to wybaczyć.
Zapiąłem psa na smycz i oddałem ją dziewczynie, nie chcąc, by Misiek przypadkiem spróbował pobiec za mną. Zapisałem otrzymany od Hayley kontakt, po czym raz jeszcze spojrzałem jej prosto w oczy. - Jeszcze raz dziękuję. Mam nadzieję, że szybko wrócę - mówiąc to, pogłaskałem psa po głowie, po czym dosłownie pobiegłem do zostawionego na parkingu auta. /ztHayley - 2019-07-05, 08:06 Kiedy poprosił ją o numer przez chwilę walczyła z zakłopotaniem, ale starając się nie dać niczego po sobie poznać podyktowała następujące kolejno cyfry. Tak naprawdę nie przywiązywała zbyt dużej wagi do jego zachowania, doskonale wiedząc, że sytuacja w której się znalazł jest poważna i stresująca. Od tej chwili każda minuta mogła decydować o cudzym życiu, dlatego starała się nie przeciągać niepotrzebnie i nie zagadywać, by jak najszybciej mógł ruszyć do samochodu. Pewnie chwyciła smycz, pożegnała się krótko i przytrzymała mocniej Misia, kiedy lekarz ruszył biegiem. Potężny pies szarpnął, w pierwszym odruchu próbując pobiec za właścicielem, ale na szczęście była silna i udało jej się powstrzymać jego zapędy. Rubens w tym czasie też zainteresował się biegnącym człowiekiem, zrobił stójkę i przez dłuższą chwilę czujnie nasłuchiwał co działo się wokół. Na szczęście kiedy tylko zorientował się, że wszystko jest w porządku, wrócił do radosnej zabawy.
Kilka godzin później piknik zaczął dobiegać końca i chociaż Hayley od dłuższego czasu czuła chęć powrotu do domu, miała nadzieję, że Sevastien zdąży wrócić. Sama przyszła tu na piechotę i zabranie się z dwoma bardzo silnymi psami wydawało się niemożliwe do przeskoczenia, ale od czego ma się Jess. Wyjęła telefon i wystukała numer, jednocześnie zachęcająco rzucając kilka haseł dotyczących Sevastiena i sprytnie pomijając temat rasy psa. Jess nie znosiła nowofundlandów Jessie - 2019-07-05, 22:57 Odebrała telefon jeżdżąc na koniu, ale mimo tego, że teoretycznie była zajęta, znalazła chwilę dla przyjaciółki. Zwłaszcza, że temat rozmowy okazał się nad wyraz interesujący...
Hayley musiała jednak poczekać na Jess dłuższą chwilę, ale brunetka wreszcie pojawiła się w parku. Przyjechała swoim autem, prosto ze stajni, specjalnie się nie przebierając, gdy usłyszała o psim pikniku. Lubiła psy. Facetów z psami również. Ta miłość miała jednak swoje granice, a były nią nowofundlandy. Nie spodziewała się jednak ujrzeć Hayley z jednym z tych potworów. Zauważyła go nadchodząc i już z daleka zrzedła jej mina, a właściwie spojrzała się na przyjaciółkę jak na wariatkę, z daleka jej pokazując, że chyba ją coś boli.
- Co TO jest? - Zapytała z bezpiecznej odległości, nie zamierzając podchodzić bliżej, dopóki to nie będzie konieczne. Naprawdę nie lubiła tych psów i miała ku temu powód, bo jej mąż miał takiego i Jess miała to nieszczęście go poznać na początku randkowania. Nie wspominała tego dobrze.Hayley - 2019-07-05, 23:26 - Przedstawiam ci Misia - Uśmiechnęła się szeroko, wciąż wierząc, że to jedno z najmilszych zwierząt na świecie. Chodził za nią krok w krok nawet kiedy jakiś czas po odjeździe Sevastiena zdecydowała się puścić go ze smyczy, a dodatkowo co chwilę domagał się pieszczot, pływał i spał na zmianę. Czasami jednak odnosiła wrażenie, że nawet teraz jest dziwnie zagubiony i zwyczajnie szuka wzrokiem swojego pana...
- Sevastien musiał mi go zostawić, bo dostał jakieś nagłe wezwanie do szpitala - wyjaśniła pokrótce i westchnęła cicho.
- Problem tylko w tym, że nie zabiorę się z nim i Rubensem do domu, więc pomyślałam, że może dałabyś radę wziąć chociaż Rubiegio? Zresztą, to naprawdę miły pies. - dodała pokrzepiająco, głaszcząc ciągle mokry łeb. Jakby nie spojrzeć ponad połowę swojego czasu na pikniku ptrzesiedział w wodzie.Jessie - 2019-07-05, 23:36 - To jego imię? - Spojrzała na psa krzywo, w myślach dochodząc do wniosku, że to strasznie kiepskie imię dla takiego psa. To znaczy, faktycznie wyglądał jak niedźwiedź, ale spodziewałaby się jednak większej kreatywności. Poza tym "Miś" brzmiał słodko, a ten zwierzak w żadnym razie nie był słodki.
- Przyjechałam autem, bo myślałam, że to jakiś mały pies i że po prostu was podwiozę, ale zapomnij, że ten futrzak tam wejdzie - podeszła trochę bliżej, marszcząc lekko brwi i krzyżując ręce na piersi. Hayley oczywiście mogła jeszcze próbować zmienić zdanie Jess, bo jej auto jednak nie lśniło nowością jak auta Jonaha - było już stare, a w środku jeździły końskie rzeczy, kiedyś nawet jakieś psy, no i JJ.
Mimo wszystko przywitała się pierw z Rubensem, jego bardzo lubiąc, a potem przemogła się i pogłaskała Misia, czego jednak szybko pożałowała. Nawet nie zauważyła gdy obślinił jej całą rękę.
- Fuuuuuuuuj! - Jęknęła. - Właśnie o tym mówiłam - zaczęła się wycierać o bryczesy. - W ogóle o co chodzi? Nie miałaś go unikać? - Zapytała, lekko się uśmiechając, bo specjalnie się z nią droczyła. Wiedziała, że ta znajomość się nie skończy tak szybko.Hayley - 2019-07-05, 23:57 - Chyba tak. W każdym razie na pewno tak do niego mówi - Odparła, sama nie mając problemu z imieniem zwierzaka. Nie było brzydkie ani długie, a do tego oddawało charakter nowofundlanda. Czego chcieć więcej?
- W takim razie jesteśmy skazane na spacer - odparła radośnie, doskonale wiedząc, że tylko w ten sposób ma szansę ostatecznie ją przekonać. Wizja spędzenia z nim więcej czasu niż to konieczne z całą pewnością nie podobała się Jess, ale kto powiedział, że będzie łatwo. Zresztą naprawdę na to się nie zanosiło, bo Miś widząc nową twarz podekscytował się na tyle, że tym razem skutecznie pociągnął Hay w stronę Brunetki.
- Nic wielkiego się nie stało, mam chusteczki nawilżane - zaśmiała się, widząc niezadowoloną twarz przyjaciółki i faktycznie wyjęła opakowanie z mokrymi ściereczkami.
- Nie wychodzi. Przedwczoraj miałam migrenę na ognisku u wujka, więc Aiden zabrał mnie do szpitala - wzruszyła ramionami, naprawdę nie mówiąc tego z żadną nadzieją czy podekscytowaniem. Wraz z odmową, naprawdę odpuściła :<Jessie - 2019-07-06, 00:09 Westchnęła ciężko, ale nie zaprotestowała. Nie mogła ani nie chciała zostawić Hayley z tym problemem samej, więc w końcu wyciągnęła rękę po smycz, oczywiście tą, do której przypięty był Rubens. Chociaż był trochę nieokrzesany, to go lubiła, ciesząc się jednak, że nie ma takiego psa na co dzień.
- Weź się owiń tą smyczą w pasie albo coś, żeby ci nie uciekł - powiedziała, mówiąc pół żartem, pół serio. - Chyba ci nigdy nie mówiłam, że Jonah też miał nowofundlanda? - Dodała, powoli kierując się z przyjaciółką i psami w stronę wyjścia z parku. - Był taki sam, tylko czarny. Kiedyś musiałam z nim wyjść i jak zobaczył Jo, to mnie przewrócił i pobiegł do niego jak głupi - opowiedziała jej jedną z historii, których miała wiele z udziałem tego psa. Wszystkie były podobne, a Jess ZAWSZE była w nich tą poszkodowaną.
- I przyjął cię akurat Sevastien? No nie gadaj - w przeciwieństwie do Hayley, brzmiała na podekscytowaną, ale to normalny stan rzeczy. - Ale dzisiaj spotkaliście się tutaj i wybacz, ale nie widzę związku. Musisz mi wszystko dokładnie opowiedzieć!Hayley - 2019-07-06, 09:25 - Jess, ja lubię swoje zęby - zaśmiała się cicho, wcale nie walcząc z wyobrażeniem własnego ciała sunącego po ziemi za goniącym kota psem. Misiu był na tyle silny, że zapewne bez problemu mógłby zignorować opór jej ciężaru, chociaż może gdyby w coś wpadła, zauważyłby jej obecność. Tak czy owak zmarszczyła lekko brwi na wzmiankę o nowofundlandzie i uśmiechnęła się zaraz szeroko, jakby zasłyszana informacja była wspaniała.
- Naprawdę? One są takie urocze... - Rozczuliła się znowu, sięgając jedną dłonią w okolice łba psiska. Pogłaskała go między uszami, szybko zauważając że pies zamerdał przyjaźnie i podniósł łeb spoglądając gdzieś w okolice twarzy Hayley. Przez chwilę znów miała ochotę ukucnąć i zacząć go głaskać, ale Jess raczej nie przyjęłaby tego dobrze.
- Na pewno, już Rubens daje radę mnie czasami przewrócić, a taki smok to już w ogóle - pokiwała twierdząco głową, równając się z przyjaciółką ramionami. Wbrew pozorom Misiu szedł bardzo grzecznie, dosłownie synąc łapami z opuszczoną głową... w przeciwieństwie do bulteriera, który znowu ciągnął.
- No, ale tak mnie bolało, że nawet o tym nie myślałam - dodała, lekko wzruszając ramionami - potem w kawiarni zapytał jak się czuję i zgadało się o psach. - odparła w skrócie, chyba nie satysfakcjonując brunetki dość lakonicznymi odpowiedziami. W gruncie rzeczy nie chciała znowu nakręcać jej na swaty, jeśli nie potrzebowała jej nigdzie potem wabić do pomocy