To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Roundpen

Luke - 2016-12-05, 16:56

Pancio stał na środeczku i okręcał się wokół własnej osi, podążając tym samym za ruchem ogiera. Kiedy ten ruszył z kopyta Luczek opuścił nieco bat, jednakże nie zmieniał kąta pod jakim jego przedłużenie "trafiało" za zad Lavarda. Brykanie mu nie przeszkadzało bo przecież średnica roundpena była wystarczająca na takie dokazywanie, do tego karus po prostu zapewne nie miał okazji się wylatać. Niestety do dębów miał już zastrzeżenia i wraz z uniesieniem przodów przez smolistego panicza Luke stanowczym acz nie zbyt gwałtownym ruchem nadgarstka napiął lonżę i tym samym wzmocnił nacisk wywarty przez kantar na nos w takiej jego pozycji. Wraz z opuszczeniem nóg na ziemię nacisk z jego strony ustał a brunet cmoknął zachęcająco unosząc przy tym bat znów ponad poziom i w razie czego wykonując nim szybki ale niewielki ruch w stronę zadu. Kłus "od niechcenia" trochę go zdziwił ale przejście do galopu nie kazało na siebie długo czekać. Sugarman uśmiechnął się lekko wyciągając nieco dłoń trzymającą lonżę do przodu aby karus mógł pohasać sobie trochę swobodniej, w końcu w pierwszej kolejności chodziło o zużycie części energii, która musiała się skumulować w sporych ilościach podczas stania w boksie.
Lavard Sontesique - 2016-12-05, 22:31

Musiał wyładować nadmiar skumulowanej energii, ostatnio co raz rzadziej wychodził na pastwisko ze względu na nieprzyjemne warunki atmosferyczne. Stał chłopak i tylko przybierał na masie, w końcu najpierw masa, a później rzeźba.
Galopował spokojnie, ale powoli zaczynał nabierać co raz bardziej tempa, którego i tak nie mógł w pełni rozwinąć. Roundpen skłaniał go do mocniejszego podstawienia zadu co dodatkowo pozwoliło na uzyskanie lekkości przodu u ogiera. Prezentował niezwykle efektowny galop z charakterystycznym dla koni ujeżdżeniowych uphillem, opuszczając niżej głowę powoli zaczynał się rozluźniać i poparskiwać krótko.
Po paru kółkach intensywnego galopu przeszedł do kłusa, niosąc nisko łeb, nie zaprezentował pełni swoich możliwości w tym chodzie, ani też nie miał jeszcze okazji zachwycić swojego właściciela swoim efektownym ruchem. Ale na wszystko przyjdzie czas, chwilowo łapał oddech przed kolejnymi popisami. ;>

Luke - 2016-12-06, 00:03

Planował jeszcze bardziej go rozładować aby później mieć szansę na chociaż chwilę "pracy". Kiedy ogier przeszedł do kłusa Luczek zapragnął ponownie podziwiać zapierający dech w piersiach galop bo w niższym chodzie się młody tak nie postarał! Po jednym-dwóch okrążeniach cmoknął wyraźnie by następnie głośno i z entuzjazmem powiedzieć "hop!" do czego przyzwyczaił się już na początku swojej poważniejszej przygody z końmi. W razie czego zaznaczył sygnał batem. Przez kilka okrążeń to cmokał, to żywo powtarzał słowo "galop" aby następnie zacząć próbować wyciszać go głosem, chcąc aby przeszedł najpierw do kłusa, później do stępa. Nie spieszyło mu się więc był cierpliwy i cały czas głosem starał się go spowolnić, ewentualnie lekko pulsując nadgarstkiem na lonży lub nabierając ją bardziej i zmniejszając tym samym koło, aby komenda głosowa miała szansę być skojarzona z koniecznością zwolnienia. Jeśli panicz przeszedł do stępa Luke zachęcał go do podejścia do środka poprzez dalsze skracanie lonży, opcjobalnie jeśli się zatrzymał to brunet sam do niego podszedł. Wówczas wyciągnął magiczny przysmak z kieszeni i po wręczeniu go karusowi zręcznie acz spokojnie przepiął lonżę na kółko po drugiej stronie, aby za chwilę puścić Lavarda w przeciwną stronę niż dotychczas i znów zachęcał go do rozładowania nadmiaru energii. Dopiero później mogli coś próbować "na serio" .
Lavard Sontesique - 2016-12-06, 00:31

Rozluźniał się w kłusie poparskując głośno, lekko opadająca w dół zaokrąglona szyła pracowała swoimi mięśniami w rytmie kroków karego. Dopiero, gdy Luke zacmokał Lavard podniósł łeb do góry, stawiając ogon niczym antenę, zmotywowany do nabrania tempa nie ruszył galopem, ale za to otworzył się w kłusie. Mocno i efektownie zagarniając przodami podłoże, wyrzucał nóżki z nadgarstków mając fazę zawieszenia w powietrzu. Rozdęte ciemne nozdrza furkały co chwilę, aż do akcji ponownie wszedł bat. Kary wyrwał do przodu jak z procy, strzelając kilkakrotnie z zadu i kwicząc przy tym głośno. Próbował tyłami strzelić w bandę, niestety bezskutecznie.
Wyciszenie go było o wiele trudniejszym zadaniem, jak już się rozbrykał to nie chciał tak chętnie przejść do kłusa. Dopiero po paru minutach ciągłego uspokajania i wyciszania, diabełek przeszedł do stępa, a następnie dał się złowić na wędkę. Zatrzymał się na środku, zmuszając właściciela do ruszenia czterech liter w jego stronę.
Zjadając przysmak ze smakiem obejrzał się tylko za mężczyzną i zapewne ku zdziwieniu pana Cukra wcale nie pozwolił się wrócić na ścianę. Podrzucając łbem dopominał się cukierków, a w dodatku liczył na jakąś zabawę.
Kłapnął zębami w powietrzu, próbując zaczepić kumpla.

Luke - 2016-12-06, 16:44

Wiedział że nie może mu pozwolić na wciągnięcie się w zabawę, miał bowiem wrażenie, że ogier jest typem "daj palec a wpieprzę całe ramię" i na pewno wykorzysta na swoją korzyść chwilową uległość bruneta. Wobec tego pozostał nieugięty i złapawszy karusa przy kantarze poprowadził go na koło aby ten już szedł po łuku i po kilku/kilkunastu krokach, które z nim przeszedł, spróbował wydłużyć lonżę i batem odprowadzić go na zwiększony promień koła. Jeśli bat skierowany za zadem był niewystarczająco wyraźną sugestią, wówczas Luke wypróbował machnąć batem na wysokości kłody przed łopatką aby go "odgonić' od środka, w którym stał Sugarman. Ponawiał takie próby w razie potrzeby a później bardzo się pilnował, aby ramię w którym trzymał bata było zwrócone do zadu pod kątem nie większym niż 45 stopni (no tak na oko). Także tym przedłużeniem ręki i cmokaniem oraz krótkimi i szybko wymawianymi komendami typu "idź", "stęp", "dalej" etc dbał o to, by panicz mu nie przystawał i nie próbował zawrócić albo podejść do środka. Ponownie spróbował wprowadzić go w kłus i następnie galop, bo niewyżyty koń to najczęściej nieposłuszny koń, a on chciał wykrzesać z niego coś grzeczniejszego.
Lavard Sontesique - 2016-12-08, 13:59

Lavard był jeszcze młody i jedyne na czym mu zależało to dobra zabawa i żarcie, inteligentna bestia próbowała przechylić szalę na swoją korzyść za wszelką cenę. Niezadowolony z powrotu na ścianę szedł u boku mężczyzny, co chwilę próbując go podskubywać i zapierać się, gdy ciągłe próby nie przynosiły żadnego rezultatu ogier zrezygnował z zaczepek. Pozostał na ścianie i ruszył przed siebie czując bat za sobą, wciąż bystrym spojrzeniem analizował sytuację na każdy z możliwych sposobów.
Słuchał z uwagą wypowiadanych słów, choć niewiele z nich rozumiał i był w stanie pojąć. Przechodząc do kłusa, a następnie w galop ponownie dał upust swojej energii, ganiając po okręgu obszernie prezentującym się chodem. Napinał grzebień szyi, a nawet wciąż podejmował próby brykania, a przynajmniej bawił się w ten sposób jeszcze przez parę minut. Zziajany uspokoił się na tyle, że samodzielnie przeszedł do kłusa, z rozluźnioną szyją schodząc na sam dół.

Blanca McRuben - 2016-12-08, 20:11

//powiedzmy, że was tu nie ma :lol2:
Blanca nieźle natrudziła się z pintoszką. Zwariowała przy prowadzeniu, ale mimo wszystko czarnowłosa cieszyła się, że nie założyła jej kantara... to mogłoby skończyć się źle.
Wpuściła klacz na roundpen, zama idąc na środek z liną w ręku. Na razie nic od klaczy nie wymagała - oprócz tylko odrobiny szacunku do jej strefy osobistej, ona zaś nie zamierzała na razie naruszać jej. Miała nadzieję, że pinto stępuje, wtedy nie musiałaby jej poganiać.
Po rozstępowaniu pozwoliła klaczy na chwilę swobodnego kłusika, na rosprostowanie kości i zastanych mięśni. Po tym pogoniła klacz do galopu.
Ustawiła się równolegle do jej kłody, podnosząc prowadzącą rękę z lekko rozcapirzonymi palcami nad głowę. Kiedy klacz próbowała coś z malować albo zwolnić, podchodziła do niej, zwiększając presję. Jeśli robiła coś dobrze, lizała czy cokolwiek - zostawała nagradzana mniejszą presją.

Bleeding Sweetheart - 2016-12-08, 21:12

Pomimo niemałych trudności jakie sprawiała Sweetheart, opierając się przed pójściem za kobietą, Blance udało się zaprowadzić ją na roundpen. Sam roundpen nie był jej obcy, ale na orchardowskim roundpenie jeszcze nigdy nie była, zwykle siedziała w boksie, albo korzystała z chwili wolności na padoku. Nadal nabuzowana i niezadowolona dokładnie rozglądała się po obiekcie i tuląc uszy do potylicy. Zerkała nerwowo na kobietę, jakby się zastanawiała czego ta w ogóle od niej oczekuje. Przez moment stała w miejscu, szastając ogonem i przypatrując się kobiecie. W końcu ruszyła się, ale, że nadal była nabuzowana jej krok był nierówny, chaotyczny i za szybki jak na stęp. Sprowadzenie na ziemię, czy choćby zbliżenie się do łaciatki sprawiło, że zatrzymała się w miejscu i dopiero po chwili znowu ruszyła, tym razem w stępie. Nie miała nic przeciwko ruchowi, potrzebowała go jak każdy inny koń, to obecność Blanki rozpraszała ją. Starała się wykorzystywać całą dostępną jej powierzchnię, by zachować jak największy dystans do kobiety. Zapewne znowu udało się Blance ją skorygować przez zwiększenie presji i Bleeding kroczyła stępem, mniej więcej po kole, czego nie robiła już dawno. Co prawda do jej stępa można by mieć wiele uwag, krok był nadal trochę chaotyczny a tempo nierówne, bo więcej uwagi poświęcała kobiecie.
Dostając możliwość do zakłusowania nie skorzystała z niej od razu. Mogłaby dalej stępować, ale w końcu niezgrabnie przeszła do kłusa, radząc sobie w nim dokładnie tak jak w stępie, czyli w najlepszym razie średnio. Nadal poświęcała więcej uwagi temu co robi Blanca niż własnej "pracy", przez co była bardziej rozkojarzona i nieco spięta, cały czas czujna. Następnie w podobny sposób przeszła do galopu, jej rok i tempo nadal były chaotyczne. Nie przesadzała z tempem, nie czuła się w obecności Blanki na tyle swobodnie, chociaż kobieta nie była wyjątkiem. Można nawet powiedzieć, że zaszła z pięciolatką dalej niż ktokolwiek jak dotąd w Orchardzie.

Luke - 2016-12-08, 22:59

Mając nadzieję, że tym razem już się karosz wyskakał wystarczająco, Luke zaczął próbować wpływać głosem i lonżą na tempo ogiera - prosząc go o uspokojenie chodu mówił głębokim głosem słowa w stylu "hoola" czy "spokojnie", jednak nie przeciągał ich zbytnio aby kary nie mylił ich z prośbami o zejście do niższego chodu, które były właśnie takimi przeciąganymi, głębokimi wypowiedzeniami nazw tych chodów. Czasem cmokał delikatnie i lekko unosił bata chcąc wyciągnąć więcej z chodu, w którym Lavard się akurat znajdował. Za każde udane mniej lub bardziej przejście chwalił go entuzjastycznie, ze stępa to nawet próbował prosić go o zatrzymanie jednak bez zejścia do środka, czego uważnie pilnował. Dopiero jak się tak trochę pobawili (także z galopami podczas których brunet starał się korygować ewentualne zagalopowania na złą nogę przejściem w dół i ponownym rozpoczęciem galopu, przy czym starał się go w niego wysyłać w odpowiedniej fazie kłusa) zmienili stronę, a przy zmianie karus został zmotywowany przez właściciela kawałkiem marchwi. I na drugą stronę próbujemy bawić się podobnie, cel był taki aby panicz po pierwsze przyzwyczaił się do głosu Sugarmana i po drugie zaczął się powoli wprawiać do dłuższego i zróżnicowanego w intensywności ruchu.
Lavard Sontesique - 2016-12-08, 23:08

Jako, że wciąż nasłuchiwał, wyłapanie uspokajającego głębokiego głosu nie było dla niego żadnym problemem. Podświadomi zaczynał reagować wyciszając się i poparskując głośno, rozgrzane cielsko parowało, a zmęczony wybrykami Lavard jakby zmądrzał? Potrząsając łbem poruszał się wciąż kłusem z niezwykłą lekkością i elastycznością rozciągając i zaokrąglając swoją sylwetkę.
Do stępa przeszedł chętnie, krocząc aktywnie zadem i wyraźnie przekraczając nim ślady przednim kopyt. O ile poruszanie się po ścianach i przejścia wychodziły mu w miarę dobrze to z zatrzymaniem wciąż miał problemy. Nie potrafił bezczynnie stanąć jak słup soli i stać, ciekawość świata i gorąca głowa nie pomagały mu w tym zadaniu.
Owszem zatrzymywał się ale zaledwie na kilka sekund, po których ponownie ruszał stępem bystro strzygąc czarnymi radarami na boki. Poczęstowany marchwią gryzł ją i żył intensywnie cały się przy tym pieniąc w pysku. Po zmianie kierunku ruszył kłusem, w którym chyba czuł się najswobodniej i to w nim miał najlepszą równowagę. Obszerny galop wymagał wciąż jeszcze korekty i nauki posługiwania się swoim cielskiem, które owszem gwarantowało mu ogromny potencjał i widowiskowe chody ale na chwilę obecną nie bardzo sam był w stanie je opanować.

Luke - 2016-12-09, 00:04

Na chwilę obecną karosz i tak zachwycał Luke'a ruchem, który już teraz był o niebo lepszy od wielu koni, jakie widział pod siodłem. Czuł że po szlifach pod siodłem ogier może zyskać jeszcze więcej i tym samym stać się w przyszłości gwiazdą czworoboków, chociaź i skokowy potencjał miał ponoć niezły, co w najbliźszym czasie chciał sprawdzić na korytarzu.
Wracając jednak do teraz postarał się go zwolnić ponownie do kłusa. Karus nie mógł mieć jeszcze wyrobionej równowagi bo po pierwsze był zwyczajnie młody a po drugie dysponował naprawdę sporymi chodami co było cięźkie do ogarnięcia i wymagało czasu, pracy, treningu. Trening miał też opierać się na budowaniu kondycji więc brunet musiał też uwzględnić czas na przerwy dla podopiecznego. Pięknych zatrzymań i wyczekiwania w nieskończoność w nieruchomości tym bardziej nie wymagał, jednakże chciał ćwiczyć po prostu samo hamowanie aby później w szkoleniu posiłkowanie się głosem było efektywniejsze i czytelniejsze dla rumaka. Teraz pochwalił go z wyraźnym zadowoleniem i obserwował z radosnym uśmiechem piękny, swobodny stęp bestii. Po kilku luźniejszych okrążeniach zacmokał i mową języka oraz ciała zaprosił go do kłusa by po kilku do kilkunastu kroków znów zapytać go o przejście do stępa. Tak spróbował zagrać kilka razy by finalnie znów zaprosić go do środka, nagrodzić warzywkiem i w stępie odesłać ba drugą stronę w stępie, oceniając wówczas, czy młody jak to młody, już wyzbył się sił, czy jeszcze mu się trochę chciało.

Lavard Sontesique - 2016-12-09, 00:15

W jego żyłach płynęła zarówno krew ujeżdżeniowa, a dodatkowym atutem był faktycznie potencjał skokowy, które skrywały te długie i umięśnione nogi. Jak na trzylatka był dość dobrze rozwinięty, z odpowiednio wykształconą muskulaturą i tkanką mięśniową. Dojrzewanie przez trzy lata na pastwiskach w otoczeniu rówieśników i ogromu przestrzeni usianej trawą teraz przyniosło rezultaty. Kruczoczarna sierść lśniła w świetle lamp dodatkowo uwodząc obserwatora swoim lekko granatowym połyskiem.
Stępując prezentował rozluźnioną sylwetkę, otwartość łopatek i elastycznie bujający się grzbiet, którego mięśnie wyraźnie rysowały się pod skórą. Choć nie były jeszcze odpowiednio wyćwiczone to już teraz Lavard całym sobą pokazywał naprawdę doskonały materiał do rzeźbienia, mogący w przyszłości przynieść zaskakujące rezultaty. Jedynym jego mankamentem był charakter, który póki co był do ujarzmienia, chociażby właśnie poprzez zmęczenie gagatka i uwolnienie nadmiaru skumulowanej w nim energii.
Przechodząc do kłusa, ruszył miękko i płynnie prezentując przyjemny dla oka i niezwykle swobodny kłus. Głowę niósł nisko, poprzez rozdęte nozdrza wydmuchując gorące powietrze, którym rozwiewał drobinki kwarcu na hali. Nie miał problemu z załapaniem o co chodziło mężczyźnie, sprawnie przeszedł w stęp, z powrotem do kłusa i znów do stępa w zależności o ilości powtórzeń ćwiczenia.
Schodząc do środka, nosem popchnął rękę Luke'a, który nagrodził go ukochaną marchewką. Znów wymagał odprowadzenia na ścianę, której później trzymał już się samodzielnie i grzecznie stępował. Zmęczył się, w czym nie pomagała mu słaba kondycja, latem było o wiele lepiej, gdy ganiał z kolegami po pastwiskach. Teraz stał w boksie, od czasu do czasu wychodząc na zewnątrz i pasąc brzuch sianem.

Luke - 2016-12-09, 14:44

Trochę go wymęczył ale jednocześnie starał się go za mocno nie spocić, stąd przyszedł czas na krótką przerwę, nawet jeśli następne ćwiczenie miało być powtórzeniem przejść stęp-kłus. Wiedział, że wprowadzając różnorodność wysiłku lepiej w ten sposób wpływał nie tylko na kondycję, ale i rozwój mięśni. Na razie te dwa aspekty nie bardzo miały jak gwałtownje skoczyć w górę ale dobrze by było, by jego nowe kare oczko w głowie się przyzwyczajało do takiego systemu od samego początku.
Po kilku okrążeniach w których po prostu pilnował, by młody szedł stępem po kole, ponownie obudził go kilkoma cmoknięciami i poprosił o kłus, jednocześnie go w niego nie wpędzając żeby chód miał szansę zachować poprzednią swobodę. Nie chciał go zanudzić na śmierć tylko po prostu zrobić przejścia na obie strony i utrwalić reakcję na głos oraz ewentualnie lonżę czy bata. Po powtórzeniu kilku manewrów z przejściami zostawił go w stępie na kilka minutek by podejść do niego i zacząć prowadzić osobiście po kole gdy ten tylko zaczął się nudzić albo upłynął po prostu jakiś czas. Mając go w ręku najpierw poklepał i nagrodził smakołykiem a następnie, łącząc komendy głosowe z bardzo delikatnym naciskiem na lonżę oraz włas ym zatrzymywaniem, chciał wymusić na nim zatrzymanie. Nie na długo, dosłownie kilka sekund i znów stęp. To również powtórzył razy kilka na każdą ze stron by finalnie dać mu ostatnią marchew jaką miał pod ręką i wyprowadzić do stajni.

Blanca McRuben - 2016-12-09, 17:05

Teraz chciała w końcu przejść do poważniejszej pracy. Zarzuciła liną za nogami klaczy, karząc jej przyspieszyć, albo chociaż wyrównać tempo. Nie pozwalała jej na jakies ociąganie się albo roztrzęsienie - wtedy po prostu albo rzucała linę, albo podnosiła do góry napiętą bardzo mocno rękę. Czekała na jakikolwiek znak uległości, albo chociaż pogodzenia sie z zaistniałą sytuacją u klaczy - przelizanie, skierowanie ucha w jej stronę, cokolwiek. Przecież musi kiedyś zrozumieć, że nie ma jak uciec od człowieka, prawda? Jeżeli któreś z tych zachowań wystąpiło, kobieta była gotowa w każdej chwili odpuścić nieco klaczy, aby zrozumiała, że właśnie o to jej chodzi.
Utrzymywała tempo, a sama oglądała klacz. Jej mięśnie, choć dawno nie używane, były widoczne. Wspaniała budowa jak na konia westowego przystawało, mogła być dla klaczy sporym potencjałem i atutem. Gdyby tylko nie ten charakter...

Bleeding Sweetheart - 2016-12-09, 20:01

Nie była zadowolona z kolejnych poczynań kobiety, jednak siłą rzeczy Bleeding przynajmniej wyrównała krok, nadal korzystając z całej dostępnej jej powierzchni. Od dawna nie miała okazji do ruchu poza pastwiskiem, więc także tym można było tłumaczyć jej problemy z tempem, poza tym oczywiście nadal skupiała się bardziej na tym co robi Blanca, przez co też trochę się dekoncentrowała. Na razie nie pokazywała po sobie żadnych oznak uległości, chyba to, że galopowała po roundpenie nie świrując całkowicie w obecności kobiety było jakimś sukcesem. Można powiedzieć, że powoli przyzwyczajała się do obecności Blanki na hali, ale do pełnego sukcesu, czy choćby połowicznego było jej jeszcze daleko, na razie nadal była bardzo czujna.
Czy to tak do końca była kwestia jej charakteru? Kiedyś człowiek niechcący w pewien sposób ją skrzywdził i to miało negatywny wpływ na pinto, zdziczała i straciła zaufanie do ludzi, przez co zachowuje się jak się zachowuje.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group