- Jakbyś dalej miał ochotę to śmiało możesz go brać. Moje konie są Twoimi końmi – uśmiechnęła się, właściwie zaskoczona, że tak łatwo prowadziło jej się rozmowę. Ona także cieszyła się, że udało jej się odnowić kontakt z Harłakiem, przy którym czuła się bardzo swobodnie i z którym mogła porozmawiać dosłownie o wszystkim. W kwestii zazdrości o Sarę.. cóż. Właściwie już dawno przyjęła do siebie wieści o ich związku i cieszyła się szczęściem przyjaciela, nie mając zamiaru przy tym ingerować w łączącą ich więź. Mimo tego, że ostatnimi czasy się pogorszyła, co mieli okazję poruszyć podczas wypadu na lodowisko, w tym akurat przypadku nie chciała pakować się z butami w jego życie. Gdyby tylko miała taką ochotę mogłaby rozwalić wiele innych związków, ale ten, w którym znajdował się najlepszy przyjaciel był dla niej świętością, której nie odważyłaby się naruszyć. Dobrze wiedzieć, że w jej życiu panowały jeszcze jakiekolwiek zasady, których kurczowo zamierzała się trzymać. W innych kwestiach pobłażała sobie zbyt bardzo, ale żyła w sposób wygodny dla niej samej, którego nawet nie śniło jej się zmieniać.
- Nie dziękuję – puściła chłopakowi oczko kiedy wspomniał o starcie w zawodach i pożegnawszy się z nim poczuła delikatne ukłucie w sercu. To nic dziwnego, że tęskniła za czasem spędzanym w towarzystwie przyjaciela i miała nadzieję, że uda im się spędzić choć odrobinę razem po dotarciu nad jezioro.
Teraz jednak, kiedy brunet już odszedł w stronę swojej grupy, dziewczyna skupiła się całkowicie na Gerardzie, niemal od razu zauważając, że jego koń nie był tak tolerancyjny względem ogiera, jak Friskas wobec niego, toteż aby uniknąć zbędnych spięć odsunęła się od nich na bezpieczną odległość. Jeżeli Casello i w takim przypadku nie będzie w stanie znieść obecności Siwka, dziewczyna będzie musiała podjąć inne kroki, przynajmniej na czas dojazdu do jeziora. Póki co była wdzięczna oldenburgowi, że ten zachowuje się jak anioł i nie mogła mieć do niego żadnych zastrzeżeń.
Słysząc wieści w temacie syna czterdziestolatka kiwnęła jedynie głową, nie zdradzając w swej minie aby odrobiny zaskoczenia. Domyślała się, że sprawy mają się właśnie w ten sposób – w końcu Gerard miał już trochę lat i mógł mieć na swym koncie wiele doświadczeń, zobowiązań i właśnie dzieci. Nie zniechęcało jej to w żaden sposób – gdyby wszyscy mieli przejmować się przeszłością innych to nikt nigdy w życiu nie byłby w stanie stworzyć żadnej zdrowej relacji. Nie rozejrzała się także w poszukiwaniu młodszej wersji mężczyzny – istnienie i wygląd Tonego nie interesowały jej na tyle by teraz chciała zawracać sobie nim głowę. Jeżeli mieli się poznać to i tak poznają się w trakcie wieczornego ogniska, o ile Gerard w ogóle będzie sobie tego życzył.
- To chyba dobrze, że macie wspólne pasje – zagryzła delikatnie swoją dolną wargę, bo choć zdawała się być przygotowana na tego typu rewelacje, nijak nie wiedziała jak ma się zachować i co powiedzieć. Rzuciwszy więc jedynie tę skromną uwagę zamilkła na moment, uważnie prowadząc siwka do przodu. Ciszę wykorzystała także na zwrócenie się w stronę pozostałych uczestników ich grupy, aby sprawdzić czy gdzieś się przypadkiem nie zapodziali.Cecile Chaptal - 2016-05-08, 12:09
Grupa 6
Uśmiechnęła się do Noy, kiedy dziewczyna do nich dołączyła.
- A podobno to kobiety się spóźniają i zawsze trzeba na nie czekać. Tymczasem na horyzoncie nie ma chyba naszego rodzynka – uśmiechnęła się nieco wymuszając na wargach ten mały gest. Nigdy nie czuła się swobodnie w towarzystwie innych ludzi, a teraz kiedy ich liczba była tak duża, czuła się nieco przytłoczona. Cieszyła się w zasadzie, że zostali podzieleni na grupy – być może stała obecność kilku konkretnych osób doda jej odrobinę animuszu i będzie w stanie składnie prowadzić rozmowy, o ile ktoś w ogóle będzie nimi zainteresowany. Cecile całe swoje życie spędzała w towarzystwie koni, toteż ciężko było jej się przestawić na jakiekolwiek zdrowe relacje z dwunożnymi osobnikami.
Sięgnąwszy ręką ku szyi Wavantosa poklepała go po niej delikatnie, dziękując za to, że w pierwszym kontakcie z tak dużym zastępem zachowywał się grzecznie. Cóż, jeśli w trakcie rajdu będzie pokazywał różki, to.. Cecile sama sprawiła mu takie okoliczności. Grunt to jechać w tak długą trasę na koniu, na którego temat nie ma się zielonego pojęcia! Na razie nie miała zastrzeżeń do jego zachowania i nie podejrzewała nawet, że gniady będzie chciał uprzykrzyć jej życie. Mimo wszystko, zachowując resztki zdrowego rozsądku, trzymała go na w miarę elastycznym kontakcie i ograniczała w łydkach, w ten sposób nie pozwalając mu iść w żadnym wybranym przez niego kierunku.Jessie - 2016-05-08, 12:16 Grupa 1
- Jak to sprawdzałaś? - Odwróciła się w stronę Hayley, patrząc na nią pytająco. Aiden uprzedził ją z kolejnym pytaniem, dlatego czekała na odpowiedź, nie kryjąc zainteresowania. Wtem poczuła, jak Strawberry gwałtownie zabiera się galopem, w reakcji na co odwróciła się do przodu, odruchowo odchylając się do tyłu, co jednak na niewiele się zdało. Złośliwość kucyka przerosła dziś wszelkie granice, nie dając Jessice większych szans na utrzymanie się w siodle. Dlatego gdy kasztanka nieoczekiwanie schowała łeb między nogi, jednocześnie oddając z krzyża, Jess dosłownie wyleciała przez szyję, z impetem lądując przed koniem. Ten upadek mógłby się skończyć różnie, gdyby nie to, że brunetka nie puściła wodzy. Dzięki temu nie tylko uniknęła ucieczki konia, ale też zdecydowanie ukróciła swój tor lotu, przypłacając to niemal zerwaniem ogłowia, które na szczęście pozostało na głowie konia. Oszołomiona tym nagłym obrotem spraw, czym prędzej podniosła się z ziemi, nie biorąc pod uwagę tego, że mogło jej się coś stać.
- Czy ten koń musi być taki jebnięty? - jęknęła, kurczowo trzymając wodze w jednej dłoni, zaś drugą zaczęła otrzepywać się z ziemi. Przynajmniej będzie miała to uwiecznione na nagraniu! Podniosła wzrok na Mię, która podkłusowała w ich pobliże, zapewne tym samym ciągnąc za sobą resztę zastępu. Jess przeciągnęła się krótko, po czym uspokoiwszy tych, którzy się ewentualnie przejęli upadkiem, jakby nigdy nic kontynuowała wcześniejszy temat.
- No bo okazało się, że facet, z którym mogłoby coś wyjść Hayley, jest gejem! Pokażę Ci go później - wyjaśniła Anais, po czym nie chcąc, by dłużej na nią czekano, z powrotem dosiadła grzbietu Strawberry. Gdyby przy wsiadaniu zamierzała się kręcić, Jess w pogotowiu krócej trzymała wewnętrzną wodzę, tym samym doprowadzając do okręcania się konia wokół własnej osi, jeżeli tylko zamierzał kombinować. Jakby nie było, z powrotem znalazła się na grzbiecie kasztanki i krótko trzymając wodze, dała jej łydkę do stępa, ignorując jej humory. Na podbijanie zadem reagowała mocniejszą łydką, zaś na ruszanie kłusem mocniejszym działaniem dosiadu i wyraźnymi półparadami. Gdyby jednak koń nie zamierzał się uspokoić mimo to, w pewnym momencie zachowała się równie chamsko, naraz dając klaczy kopniaka i jednocześnie robiąc tzw. plombę po pysku, w czego efekcie koń zapewne przysiadł na zadzie, niemiłosiernie wkurwiony. Powinno to jednak poskutkować choćby chwilą spokoju, a może nawet respektu - Jess najwyraźniej nie dawała się zastraszyć, ani tym bardziej pokonać.Sensationet - 2016-05-08, 12:30
Grupa 5
Klacz nie jechała jeszcze w rajdzie, więc nadarzała się jej, pierwsza okazja. Trafiła do dziwnej grupy, Strad, Iśka, Loczek i Jim, tak się przedstawiał, skład grupy 5. Na widok właściciela, parsknęła krótko, bez problemów dała się wyprowadzić i zaprowadzić, na myjkę. Podczas siodłania i czyszczenia stała grzecznie, wiedziała, że to nie będzie zwykły wypad poza teren stajni, coś się szykowało. Na widok tłumów, skuliła uszy i parskała nerwowo, nie koniecznie lubiła takie przygody, ale nie miała zbytniego wyjścia. Kiedy się na niej usadowił, podrzuciła łbem, nie chciała być w tyle, więc za pewne szybko dogonili pozostałą część grupy, szczególnie nie zadowolona była, z prowadzenia korowodu, przez drugą klacz.Francesca - 2016-05-08, 12:54
Grupa 4
Kasztan sory Dobrze, że był profesorem i nie zareagował negatywnie, na takie wtargnięcie do boksu. Kobieta na razie, nie miała zastrzeżeń co do konia, wałach spisywał się idealnie. Mniej my nadzieje, że szczęśliwie dojadą do końca trasy z tymi tobołkami. Co jakiś czas, smyrnęła jego szyję dłonią i powiedziała coś, w ramach pochwały. Był taki uroczy <3 Trzymała go na dłuższej wodzy, ale jednak na kontakcie i pod kontrolą. Utrzymywała raczej raźny, równy stęp, idąc w miarę na równi z koniem Delp. Była od niej młodsza, może to dlatego, ciężko się przestawić
-Cześć, ja Francesca, ale może być Fran. - odparła, do kobiety, uśmiechając się. W towarzystwie starszej osoby, czuła się nieco pewniej, niż tak sama. W siodle czuła się dość pewnie, ale jednak to jej pierwszy samotny rajd.
-Ładnego ma pa, znaczy ładnego masz konia. - na szczęście zdążyła się poprawić na czas Nie znała wszystkich ras koni, może te podstawowe, ale gniadosz na prawdę był urodziwy. Tak to wałach, kasztanowaty :DGerard Wayford - 2016-05-08, 13:09 Grupa 7
Wzruszył obojętnie ramionami, odpuszczając przy tym koniowi na zewnętrznych pomocach, skoro Vi zwiększyła dystans między końmi.
- Wspólne pasje nie są gwarancją dobrego kontaktu - skomentował, krótko spoglądając przed siebie. Jeździectwo było jednym z kilku wspólnych hobby Gerarda i Tonego, ale jako jedyne było zaszczepione w obu przez matkę młodego Wayforda. Stąd też wiązało ich ze sobą najsłabiej, w przeciwieństwie do tatuażu i muzyki, o czym mało kto wiedział. O ile tatuaże rzucały się w oczy, to nikt by nie pomyślał, że obaj mieli muzyczny talent - Gerard niegdyś był muzykiem, natomiast Tony całkiem dobrze śpiewał. - Tony mieszka w Eastbourne już od sześciu lat, więc sama rozumiesz, że niewiele nas łączy - najwyraźniej nie przeszkadzało mu drobne skrępowanie Vi, czy raczej niewiedza wobec tego, jak powinna się zachować. Niepytany nie zamierzał bardziej rozwijać tego tematu, który pewnie powróci przy ognisku, jako że spodziewał się tam spotkania z synem, którego nie zamierzał ukrywać ani przed Vi, ani przed nikim innym. Oboje mieli na siebie haka, stąd żaden z nich nie powinien drugiemu narobić kłopotu. Nie ma to jak rodzina...
- Jedziemy kłusem? - Zapytał, zwracając się też do ogółu. Załóżmy, że minęli już miejski odcinek, dlatego mogli pozwolić sobie na chwilę żwawszej jazdy, co powinno też uspokoić lekko konie. Obejrzał się na towarzystwo, oczekując podjęcia przez nich decyzji, a jeżeli wszyscy przystali na propozycję czterdziestolatka, ten ścisnął boki wałacha łydkami, prosząc go o ruszenie kłusem.Drew Pascail - 2016-05-08, 13:12 Grupa 3
Co z tego, że był w stajni od przyjazdu ledwie kilka razy i nikogo nie znał. Co z tego, że miał jechać na oniu, którego nie znał i który w dodatku był wyścigowcem? Dlaczego to miałoby go powstrzymać przed zgłoszeniem się na rajd?
Tak więc Drew zabukował sobie dzień wolny, spakował tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Nie chciał obciążać niepotrzebnie swojego wierzchowca, a sam przecież swoje ważył. W dzień rajdu przyszedł do stajni, zostawił rzeczy i ruszył pod boks Soul'a. Poświęcił nieco więcej czasu na zapoznanie się z karoszem, po czym zabrał go na myjkę, gdzie go oporządził i osiodłał. Prawdę mówiąc był ciekawy jak ogier będzie się zachowywał podczas rajdu. W końcu był młodym koniem specjalizującym się w wyścigach. umieścił swoje sakwy na grzbiecie anglika, upewnił się, że wszystko ma i ruszył do swojej grupy. Wcześniej przejrzał listę, ale prawdę mówiąc były to dla niego tylko nazwiska, które nic kompletnie mu nie mówiły. Gdy stawili się na zbiórkę, Drew przywitał się z resztą członków, poprawił sprzęt i dosiadł Eater'a, kierując go za swoją grupą. Prowadził go na lekkim kontakcie, mając nadzieję, że ogier nie będzie nic kombinował. Chociaż w takiej sytuacji też pewnie by sobie poradził, był w stanie zrozumieć niewybieganego konia.Elizabeth White - 2016-05-08, 13:21
Grupa 2
Nie chcąc jechać sama, podgoniła Izabelowatego w celu zbliżenia się do Sebastiana. Przywitała się, ale w dalszej rozmowie przeszkodziła im Caroline, która zjawiła się tuż obok. Kanadyjka posłała jej uśmiech, ciesząc się, że będzie mogła poszerzyć grono swoich znajomych.
- Koń Sebastiana ma dzisiaj chyba humorki - stwierdziła żartobliwie, zawieszając wzrok na gniadym kopytnym, który najwidoczniej miał swój pomysł na przejechanie rajdu. W owym momencie zaczęła dziękować Bogu, że jej Bułeczka nie robiła takich rzeczy i jak na razie (co by nie zapeszyć) zachowywała się wzorowo.
- Jestem Elizabeth - przedstawiła się po chwili, przypomniawszy sobie, że jeszcze tego nie uczyniła.
- Fajny rudzielec - pochwaliła, zerkając na urodziwą klacz, na której poruszała się nowo poznana dziewczyna. Całe szczęście, że Devon nie był napalonym ogierem i nie próbował odstawiać swoich tańców godowych, bo mogłoby być ciekawie. Od zawsze była fanką kasztanowych koni, aczkolwiek nigdy takiego nie posiadała. Głupie zrządzenie losu sprawiało, że kopytne na które trafiała były ubarwione inaczej, aczkolwiek nie mogła narzekać na brak różnorodności w swoich szeregach. Oczekując na odpowiedź, po raz kolejny zerknęła w kierunku swojego przyjaciela, chcąc upewnić się jak wygląda sytuacja z Chaosem. No cóż, typowy ogier (pamiętaj Bastian, nic nie obcinamy! ).
O ile Devon szedł w dalszym ciągu bez zarzutów, Brunetka dała mu nieco więcej swobody, nieustannie pilnując jednak by się nie ociągał. Zdrowy marsz był fundamentem rajdu, a El nie chciała go co pięć minut upominać.Soul Eater - 2016-05-08, 13:30
Drew Pascail napisał/a:
...
3
Nerwowo kręcił się w boksie, co jakiś czas łypiąc jednym okiem na korytarz. W stajni było zamieszanie, sporo koni gdzieś wychodziło, a on był tu uwięziony. Z racji, że nie miał właściciela, ani nawet jakiegoś stałego jeźdźca zaczepiał każdego kto obok niego przeszedł żeby zwrócić na siebie uwagę. Był w tym wyjątkowo upierdliwy, więc parę razy oberwał po pysku. Nie zraził się jednak, tylko dalej uparcie wypatrywał jakiegoś zagubionego jeźdźca który do niego przyjdzie.
W końcu się doczekał, gdy mężczyzna podszedł pod jego boks i do niego wszedł, on wycofał się trochę by zrobić mu miejsce. Nie znał go, ale mu to nie przeszkadzało. Większość ludzi z którymi pracował była dla niego obca. Wyszedł na myjkę, gdzie został wyczyszczony i osiodłany. Inne siodło na jego grzbiecie zwiastowało jakąś dłuższą wycieczkę. Nawet nie pamiętał kiedy ostatnio miał siodło rajdowe na sobie, choć w tej stajni już raz był na rajdzie. Wyszedł ze stajni wraz ze swoim jeźdźcem i uniósł wysoko łeb, wydając z siebie dość głośne rżenie. Tyle koni w jednym miejscu i jak on miał się zachowywać spokojnie? Kiedy mężczyzna usadowił się na jego grzbiecie ogier ruszył za resztą swojej grupy dość żywym stępem. Dobrze, że niedawno miał trening bo w przeciwnym wypadku mógłby zachowywać się całkiem inaczej.Naomi Eaton - 2016-05-08, 13:33 Grupa 4
Naomi przygotowaniem konia do rajdu zajęła się niewiele później niż reszta jej grupy, ale przez to, że póki co z nikim się nie witała, mogła zostać uznana za nieobecną lub spóźnialską. W każdym razie spokojnie wyczyściła i osiodłała ogiera, po czym wyprowadziła go przed stajnię, gdzie dosiadła grzbietu Szerkera. Dopiero wtedy odnalazła swoją grupę, podjeżdżając w jej pobliże stępem.
- Witajcie - przywitała się, a jej twarz natychmiastowo rozświetlił przyjazny uśmiech. - Naomi - przedstawiła się, nie znając w tej grupie ani jednej osoby, co nie było jednak szczególnie dużym problemem.
Gdy wszyscy ruszyli, blondynka zajęła miejsce na samym końcu zastępu, przynajmniej na ten moment. Niejako poczuwała się do odpowiedzialności, mając w grupie dwie juniorki. Chociaż jeździły samodzielnie, pewnie nie bez powodu znalazły się w grupie razem z instruktorką.
Szerkera prowadziła na elastycznym kontakcie, zamkniętego w łydkach, tym samym nie wymagając nic ponad aktywny stęp do przodu. Gdyby był zdenerwowany, opuszkami palców muskała jego szyję, mówiąc przy tym coś uspokajającego.Chaos Amir - 2016-05-08, 13:40
Grupa 2
A jednak Sebastian czegoś się nauczył. Brak ciągnięcia gniadego na pysku jedynie zwiększało prawdopodobieństwo, że ten nieco się uspokoi. Co prawda zatrzymanie go dosiadem wcale nie należało do najłatwiejszych, ale ciężar mężczyzny i jego bagaż skutecznie dociążały grzbiet Achała. A jemu brew pozorom wcale nie chciało się przemęczać. Poruszanie się po najlżejszej linii oporu stawało się jednak z każdą minutą coraz trudniejsze, co wyjątkowo nie podobało się ogierowi. Nie zmieniało to jednak faktu, że pozostawał dość pesymistycznie nastawiony do reszty koni. Uszy przez większość czasu położone wzdłuż potylicy same w sobie odzwierciedlały jego aktualny nastrój. Jakby było mało, do jego chrap docierał słodkawy zapach świadczący o rui którejś z klaczy. Sprawiało to, że jego ogierze zapędy stawały się jeszcze mocniejsze.
Poruszał się dosyć nerwowo. Stawiał urywane kroki, co jakiś czas podkłusowując. Głowa zadarta była ku górze, a bystre ślepia z przeraźliwą dokładnością lustrowały otoczenie. Miał chłopak szczęście, że gniadosz nie był zwierzęciem płochliwym, bo przy takim napięciu znaleźliby się na mecie szybciej niż ustawa przewiduje. Niestety Panie Collinsie, chyba Pan sobie dzisiaj nie porozmawiasz...Alexander Sahajev - 2016-05-08, 13:40 Grupa 3
Alexander ciągle uważnie zwracał uwagę na zachowanie Daiqiuriego, wolał aby ten nagle nie wpadł na genialny pomysł wyciągnięcia do przodu, bo mimo, że konie wyścigowe są w miarę łatwe do opanowania gdy mają na sobie wyścigowe wodze, tak ciężkie kiedy nie ma podobnego siodła. Owszem, wyrównał go z ogierem, ale co z tego? W bramkach startowych ćwiczy nie z takimi, chociaż zresztą... nic nie powinno się stać. Oczywiście, nie powinno. Poklepał go lekko po szyi, co parę minut też miziając go przyjemnie przy grzebieniu.
Zerknął na Leona, wydawał się sympatyczny, wiec czemu nie miałby wdać się z nim w pogawędkę? Rozglądał się po ludziach stąd, połowy nie znał. Ba! Trzech czwartych.
- Hm, myślę, że możemy tak zrobić. - stwierdził w odpowiedzi. - Hm, chyba dołączają kolejne osoby od nas? - mruknął, wskazując ruchem podbródka na Michaela i Drew. Chyba zebrała się im dość męska ekipa.Nathalie Wheller - 2016-05-08, 13:53 Grupa 7
Zaspała! Zaspała na rajd! No co z niej za jeździec! W sumie, każdy może mieć gorszą chwilę, ale czemu akurat dzisiaj? Zerwała się pędem z łóżka i ogarnęła w 15 minut co było jej rekordem rekordów, a później pędem 150km/h leciała do stajni. I jeszcze nie było gdzie zaparkować, bo na rajd jechali praktycznie wszyscy. W końcu dała radę i pędem poleciała szukać boksu swojego konia, który stał jako jeden z kilkunastu. Taka cisza, taka pustka.
Zaczęła nawiązywać kontakt z Blue zaraz od razu gdy klacz dostrzegła ją w zasięgu swojego wzroku. Poczekała chwilę, aby zwierzę odwzajemniło, a następnie poszła po cały sprzęt i swój i dla konia. W momencie kiedy ogarniała wszystko, poprosiła stajennego aby wyprowadził zwierzę i je dokładnie wyczyścił, a gdy wszystko poszło w miarę sprawnie ruszyła nogi klaczy rozciągając je, jako że była wyścigowcem, to była najlepsza opcja przed jakimkolwiek treningiem. Powoli zaczęła ją ubierać, kończąc na komplecie ochraniaczy, a następni sama zarzuciła kask i rękawice, po czym założyła plecak i chwytając klacz za lejce poczęła prowadzić ją w kierunku wyjścia. Należy wspomnieć, że ciągle utrzymywała z nią kontakt, to przez pomizianie, to pogłaskanie czy poklepanie. Gdy dotarły do wyjścia dosiadła konia i powoli skierowała się tam, gdzie reszta która ruszyła nieco później niż domniemany czas startu. Gdy już postępowały dobry kawałek, dała jej znak do kłusa, coby dogonić grupę siódmą. Zapewne była ostatnia.
Kiedy już udało się dotrzeć do grupy domniemanej, dopasowała klacz do tempa jakie narzuciła reszta.
- Wybaczcie spóźnienie. Witajcie, Nathalie. - stwierdziła, jakby to były jakieś ważne zawody. No cóż, nigdy się nie spóźniała, to był ten jednarazowy przypadek. Szkoda, że nikogo stąd nie znała, ale miała szczerą nadzieję, że reszta grupy okaże się w miarę otwarta.Sara - 2016-05-08, 13:53
Grupa 3
O rajdzie dowiedziała się stosunkowo późno, a i decyzja o uczestnictwie w nim była bardzo spontaniczna. Tak czy inaczej do tego przedsięwzięcia zamierzała przygotować się jak najlepiej, toteż dzisiejszego dnia pojawiła się w stajni dość wcześnie. Na spokojnie mogła zahaczyć jeszcze o boksy swoich podopiecznych i podrzucić do ich żłobów kilka przysmaków. Ostatnio z każdym z nich spędzała wystarczającą ilość czasu, dlatego zdecydowała się na wybranie konia, którego wcześniej nie miała okazji poznać. Jednak stajenni przekonywali, że Amaretto nie jest kłopotliwym koniem i choć blondynka nie miała zbyt dużego zaufania do tych mężczyzn, to nie polemizowała. Nie mając w sobie żadnych obaw, wkrótce zjawiła się pod boksem andaluza, którego powitała krótkim cmoknięciem. Wziąwszy jego kantar i uwiąz, weszła do boksu i od razu przyodziała kopytnego. Następnie wyprowadziła go na myjkę, gdzie rozpoczęła zorganizowane zabiegi pielęgnacyjne. Przyłożyła dużą uwagę do czystości ogiera, a kiedy był już przygotowany zabrała się za siodłanie. Na jego ciele nie zabrakło rzeczy odpowiednich do okazji rajdu. W kwestii wędzidła zaufała stajennym i użyła takiego, polecanego przez nich. W końcu wsunęła na dłonie rękawiczki i niechętnie włożyła kask na głowę. Wyprowadziła ogiera z boksu, w międzyczasie zerkając na rozpiskę. O ile niektórych mężczyzn ze swojej grupy zdążyła poznać choćby z widzenia, to pozostali byli jej całkowicie obcy. Jednak nie przejęła się tym zbytnio i stanąwszy przed budynkiem stajni, zaczęła rozglądać się za znajomymi twarzami. Poklepała Amaretto po łopatce, chwilę później wsiadając na jego grzbiet. Od razu wzięła go na elastyczny kontakt, by mieć nad nim większą kontrolę i dla wstępnego rozgrzania rozstępowała go odrobinę, przy okazji sprawdzając, jak się sprawuje pod siodłem. Przy okazji wciąż uważnie rozglądała się dookoła, co w końcu poskutkowało namierzeniem jednej znajomej twarzy. Podjechała nieco bliżej Leona i Alexandra, już z daleka witając ich delikatnym skinieniem głowy. -Sara.- przedstawiła się krótko, jak zwykle się nie rozdrabniając. -Chyba ktoś się spóźnia.- rzuciła nieco ironicznym i równie żartobliwym tonem, kusząc się o zawadiacki uśmiech. Zwykle nie była taka otwarta, lecz nie miała zamiaru spędzić tych kilku godzin w zesztywniałym towarzystwie, toteż wyszła z inicjatywą rozluźnienia atmosfery.Lockhard - 2016-05-08, 13:56 5
Spodobał mu się pomysł wyjścia na przód, czy raczej zrównania się z I So Bad, na którą - przynajmniej na ten moment - nie zwracał większej uwagi. Nie lubił, gdy inny koń szedł mu za ogonem, dlatego do momentu w którym jechali w zastępie, nieustannie kulił uszy. Wystąpiwszy z zastępu natychmiast postawił je na sztorc i jakby nigdy nic kroczył raźno u boku klaczy, w tym amoku najwyraźniej nie mając czasu na podjaranie się tym faktem. Był wyraźnie podminowany, ale mimo to stosunkowo grzeczny; szyję niósł wygiętą w łuk, intensywnie mieląc wędzidło w pysku. Luźno kołysał ogonem, zwracając uwagę na wszystko, tylko nie na siedzącą na nim kobietę. Nie powinno jej to jednak przeszkadzać. Wszakże lepiej tak, niż gdyby miał chodzić na dwóch nogach i się pieklić, do czego naprawdę był zdolny.