To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Maneże - Arena zewnętrzna

Warlike Stradivarius - 2015-02-13, 09:24

.....Ośmiolatek jest bardzo zrównoważonym zwierzęciem, więc nie wiem czemu Diego trzęsie przed nim tyłkiem. :lol:
.....Ogier bezproblemowo, bez wyrywania do przodu, bez trzęsenia, bez uciekania na boki, generalnie w dobrym ustawieniu i stosując się do wszystkich zaleceń jeźdźca przejechał po trzy okrążenia zarówno na prawo jak i na lewo, bezproblemowo też wykonał zmiany kierunków. Wyginał się na zakrętach właściwie, nie próbując ani ścinać łuków, ani ich rozciągać. Pilnował sam siebie, żeby wszystko było perfekcyjnie, idealnie, pięknie. Zarówno stęp wyciągnięty, stęp zebrany jak i przejścia z nich również wyszły siwkowi bez problemu. Ładnie się angażował nawet bez zachęty do tego. Pozostawał na kontakcie, ale nie wieszał się na wędzidle. Po prostu szedł jak koński ideał, dając prowadzić się lekko i przyjemnie.
.....Zakłusował jak Diego chciał, gdzie zrobili dokładnie to samo. Ogier tak samo się zachowywał, ani ucho mu nie drgnęło. Był maksymalnie skupiony i zaangażowany w ćwiczenie, reagował błyskawicznie na najdrobniejsze pomoce. Myślę, że po najechaniu na ścianę robili kłus wyciągnięty i zebrany, bo stęp przecież już był. :lol2: Tak więc zakładając, że to tylko błąd userki - Stradivarius kłusował wyciągniętym i zebranym chodem równie gładko co stępował.
.....Zagalopował, wykonał po trzy koła na jedną stronę, zmiany kierunku. I tutaj chyba się userka pomyliła, bo stęp wyciągnięty i zebrany już był. I to zdanie ogółem też już było i to dwa razy. :lol: W każdym razie jakiekolwiek przejścia się nie znalazły, takie wykonał bez problemu. Wrócił w kłus i stęp bez marudzenia, nie protestował, mimo że według ogiera tego galopu to mogło być więcej.
.....Stępował spokojnie, ale z zaangażowaniem wokół czworoboku i czekał, aż pan Montana zechce w końcu zacząć z Warlike'em ćwiczyć, a nie się rozgrzewać. Siwkowi naprawdę to się nudziło, ale nie okazywał tego za bardzo. Nadal dążył do perfekcji, nawet przy nudzie.

Diego Montana - 2015-02-15, 14:20

No userka starał się szybko pisać i widać efekty :lol2: W końcu przygotowywali się do wjazdu nie? Chłopak ostatecznie zebrał konia i przeszedł z nim do wyższego ustawienia, prosząc go o przejście do kłusa roboczego jak na razie. Wjechali na prowizoryczny czworobok przez linie środkową gdzie zatrzymał go, jak na zawodach prawdziwych. Odczekali kilka sekund po czym wypchnął go wraz z odpowiednimi pomocami do kłusa zebranego, lekka ustawił ogiera na lewą stronę by gdy zjechali na ściankę od razu skręcił w tą właśnie stronę. Zamknął go delikatnie w pomocach co by dobrze pracował zadem oraz odpowiednio się wyginał na zakrętach, ostatecznie po zjechaniu na dłuższą ścianę dał koniowi pomoce do pojechania łopatką do wewnątrz, przez co odpowiednio obciążył wewnętrzną kość kulszową, zewnętrzną łydkę wycofał co by ogier zadem nie uciekł, wewnętrzną nadawał mu odpowiednie wygięcie prowadząc ogiera aktywnie do przodu i w bok.
Warlike Stradivarius - 2015-02-18, 10:06

/Wybacz ewentualne literówki, pomylone słowa, jestem z telefonu i rozumiesz - autokorekta i takie tam... :/ \

.....Warlike posłusznie się zebrał i przeszedł bezproblemowo w wyższe ustawienie. Przeszedł też do kłusa roboczego, nie robiąc z tym najmniejszego problemu. Jak wiadomo, Stradivarius był łatwy we współpracy i chętny do wykonywania wszystkich ćwiczeń, którymi nagminnie się ekscytował. Radośnie wkłusował na czworobok, zatrzymując się natychmiast po otrzymaniu odpowiednich pomocy. Kopyta ustawił równo, wystał spokojnie tyle ile mu kazano, po czym ponownie ruszył.
.....Zakłusował chodem zebranym, aktywnie angażując zad i ogółem aktywnie angażując całego siebie w ćwiczenie. Skręcił w lewo, w kierunku nibyścianki, wyginając się we właściwy sposób. Otrzymawszy odpowiednie pomoce zaczął iść na dłuższej ścianie łopatką do wewnątrz.
.....Wychodziło mu to średnio na jeża, mimo że naprawdę się starał. Brakowało mu trochę doświadczenia, trochę treningów, aby wykonać chód prawidłowo. Ujeżdżenie ogier trenował znacznie krócej niż skoki, mimo że predyspozycje miał do obu tych dyscyplin.

Diego Montana - 2015-02-20, 21:04

W końcu jak to kiedyś ujęłaś był pracoholikiem także na pewno podobał mu się każdy rodzaj pracy. Oj dopracują, chłopak zamierzał z nim dużo trenować i ogólnie wziąć się za niego. Kiedy dojechali do przeciwległej "ścianki" ustawił konia już prosto i jechali kłusem roboczym. Przejechali tym sposobem pół czworoboku, chłopak oczywiście dosiadem oraz łydkami pilnował wygięcia konia a wodzą nakierowywał go w odpowiednią stronę. W odpowiednim miejscu zrobił to samo co wcześniej czyli wygiął konia ale w przeciwnym kierunku kierując go znowu do przodu i w bok. Znowu zjechali na ścianę, przejechali zwykłym kłusem pół długości by dojechać do narożnika i odbił z koniem w bok wchodząc na przekątną w tym momencie również przeszli do kłusa pośredniego.
Warlike Stradivarius - 2015-02-20, 21:20

.....Warlike dojechawszy do przeciwległej nibyścianki zaczął iść kłusem roboczym, w którym przejechał pół czworoboku. Przykładał się maksymalnie, był maksymalnie skupiony i zainteresowany, nawet robiąc coś tak banalnego. Uwielbiał trenować, nie ważne co i nie ważne jak, byle trenować. Nawet bez jeźdźca poradziłby sobie całkiem nieźle angażując się samemu, ale nikt nie był jeszcze na tyle genialny, aby zorganizować indywidualną dyscyplinę dla koni, bez jeźdźców, więc siwek nie miał gdzie się sprawdzić. :lol2:
.....Stradivarius wyginał się właściwie, również tutaj przykładając do treningu najbardziej jak się dało. Kolejny raz wykonał ustępowanie od łydki, tym razem nieco lepiej niż poprzednio, nadal jednak z dużymi ubytkami jeśli chodziło o idealizm. Konia wyraźnie taki stan rzeczy frustrował, bo ogier parsknął z dezaprobatą sam na siebie, kiedy ustępowanie już się skończyło. Przykładał się i starał maksymalnie, mimo to jednak nie miał szans wykonać ćwiczenia poprawnie, bo brakowało mu doświadczenia.
.....Zjechawszy ponownie na ścianę, hanower kłusował kłusem roboczym, a w narożniku bezproblemowo wszedł na przekątną po dość ostrym zakręcie. Po otrzymaniu odpowiednich pomocy zaczął też iść kłusem pośrednim, starając się aby wyszedł on maksymalnie idealnie.

Diego Montana - 2015-02-20, 21:41

No nie człowiek do czegoś jednak mu był potrzebny do pokazywania co gdzie, jak po co i na co. Po przejechaniu przekątnej zrobili do końca koło w kłusie roboczym i zjechali do środka, zatrzymanie ukłon i poszli do stajni.

z.t


Userka straciła chęć do dalszego pisania. ;/

Warlike Stradivarius - 2015-02-23, 19:19

.....Poszedł do stajni.
Alexander - 2015-04-30, 20:31

Przyszedł tutaj z wałachem, oprowadził ogiera raz czy dwa jeśli potrzebował wokół areny, podprowadził go ostatecznie pod schodki gdzie wspiął się by dosiąść zaraz ogiera. Poprawił jeszcze strzemiona, postawę, wodzę wchodząc na delikatny kontakt z jego pyskiem by ostatecznie nadać im ruch po śladzie stępem, utrzymywał aktywny chód nie za szybki nie za wolny.
Windsor - 2015-05-01, 14:03

'Przyszedł z wałachem, oprowadził ogiera', srsly? :lol2:

Przyszedłszy w całkiem nowe dla siebie miejsce, zastrzygł naprzemiennie uszami, nie wykazując jednak większego zainteresowania areną. Gdzie nie spojrzał, dookoła widział same znane sobie widoki, więc nie było powodu, dla którego miałby się stresować pobytem tutaj. Wciąż był na terenie stajni. Tak więc obejście areny dookoła dwa razy poskutkowało jedynie tym, że można było podciągnąć popręg jeszcze o jedną dziurkę już teraz. Zakładając, że Alex pamiętał o tym, przy wsiadaniu nie wydarzyło się nic szczególnego; siwek stał spokojnie przy schodkach, pozwalając się dosiąść. Po otrzymaniu łydki ruszył stępem, idąc normalnie, ani się nie ociągając, ani też nie wyciągając nóg tak, jak powinien to robić.

Alexander - 2015-05-01, 22:54

Ogarnięcie userki tak bardzo :lol2:

Jednak on wychodził z założenia że lepiej pokazać wszystko koniowi by nie było większych problemów później choć siwek wyglądał na mało problematycznego. Na razie szli na rozluźnieniu więc mógł kroczyć jak chciał, obmyślał nie jako plan ich treningu prowadząc konia nadal po śladzie. I tak gdzieś przez 3 koła wokół areny by pomału podebrać wodzę by wałach wszedł na prawidłowe ustawienie, angażując zad jako mototek jednocześnie będąc z nim na kontakcie. Przy najbliższej przekątnej odbili do środka hali jadąc po niej prosto bo utrzymywał stan prosty :lol2: Zaczęli wpierw rozgrzewać potylicę to w prawo to w lewo, później kręcić koła na których pilnował tempa, wygięcia, oraz odpowiedniego kierunku, wężyki, serpentyny.

Windsor - 2015-05-03, 18:10

Czasami problemy powstały w miarę upływu czasu. Bo kto powiedział, że - przykładowo - ten sam stojak, który mija się setny raz, za sto pierwszym razem nie wzbudzi w koniu wątpliwości?
Wałach jak na razie nie interesował się otoczeniem, jakoby dawał szansę kolejnemu, nowemu jeźdźcowi. Niestety im więcej chodził pod różnymi osobami, tym bardziej był skłonny do wynajdowania sobie nowych atrakcji. Zaczął sprawdzać, po prostu. Póki co jednak kroczył naprzód spokojnym krokiem. Po zebraniu wodzy zgiął nieco szyję, ale nic więcej się nie wydarzyło. Nieruchoma ręka nie zachęcała go do żucia, a zebrana wodza nie powodowała, że automatycznie podstawiał zad. Niestety tak to nie działało, to byłoby zbyt proste.
Później wszedł na przekątną areny, a następnie wrócił na ścianę. W odpowiedzi na próbę zginania w potylicy zacinał ogonem na boki, zdradzając swoje poddenerwowanie, a także na zmianę otwierał i zamykał pysk, dając jeźdźcowi wyraźny znak, że nie pasuje mu to w tym momencie. Daleki był od terminu "giętkość" i póki co nie zamierzał oddać Alexandrowi swojej potylicy, odpuścić w niej.
Dopiero na woltach jakby coś ruszyło, choć od początku szedł po łuku opornie. Upominany zewnętrzną łydką o utrzymanie tempa, szastał ogonem, lekko kuląc uszy. Takie "dziubanie" naprawdę było irytujące, a siwek najwyraźniej postanowił zobaczyć na ile stać tego konkretnego mężczyznę. Przy tym wszystkim pozostawał opanowany i z grubsza nawet spełniał polecenia Alexandra, niemniej na pewno nie wyglądało to dobrze.

Alexander - 2015-05-03, 18:29

Z pojęciem userki o jeździectwie może być ciekawie :lol2: Znowu skończy się nie najlepiej ale może nie zakładajmy najczarniejszych scenariuszy? To strach na niego juniorów puszczać skoro przerzucał się na testowanie jeźdźców, miał za sobą bat ale nie koniecznie mówiąc szczerze kochał go używać. Widząc "problemy" z odginaniem potylicy odpuścił przy wykręcie na jedną i drugą stronę bo nie wiedział czy pojawiały się na tą konkretną czy na obie. Po powrocie na ślad zrzucił wodzę na luz, zrobił koło półtorej koła na luzie planował po prostu zacząć jeszcze raz jakby od nowa. Jedyne co pilnował podczas tego koła to tempa ogiera, po dojeżdżaniu do końca drugiego koła lekko począł pracować nadgarstkiem lekko ściągając wodzę by wejść na podstawienie, ewentualnie nie chętnie pacnął zad ogiera batem ale nie jakoś przesadnie informując go jedynie o co prosi. W razie dalszego nie dogadania się odpuszczą sobie prawdziwy trening pojadą w teren może basen?
Windsor - 2015-05-03, 19:17

Dlatego też juniorzy wsiadali wyłącznie pod okiem doświadczonej osoby, która umiała powiedzieć, co zrobić w danej sytuacji. Wałach zresztą nie był złośliwy, tak więc nie sprawiał problemów nikomu, kto rozsądnie podchodził do treningu. W tym przypadku ustawianie samej głowy i nazywanie tego zebraniem było absurdem, zresztą bardzo niewygodnym dla Windsora.
Po oddaniu wodzy wyciągnął łeb niemal do samej ziemi, później uniósł go na wysokość kłębu i wciąż szedł tym samym, oszczędnym krokiem. Po przejściu dwóch okrążeń i po zebraniu wodzy znowu wycofał lekko uszy, niechętnie zaczynając przeżuwać wędzidło w odpowiedzi na działanie ręki. Skrzywił łeb, tym samym nie opierając się równo na obu wodzach. Alex znowu zabrał się za ustawianie samej głowy, co nie miało żadnych pozytywnych skutków. Wałach w odpowiedzi na pacnięcie batem podkulił lekko zad, gwałtownie zadzierając łeb do góry i tym samym psując nawet to misternie uzyskane "ustawienie". Nie miał nic przeciw odpuszczeniu, aczkolwiek to najgorsza z możliwości. Można być pewnym, że ewentualna, kolejna próba będzie opłakana w skutkach.

Alexander - 2015-05-03, 20:42

Będę pamiętać następnym razem weznę instruktora albo trenera może nie zabije ani siebie ani konia przypadkiem :lol2: On nie ustawiał głowy bardziej chodziło mu o większe zaangażowanie zadu, w pysku miał tylko pracować na wędzidle. Kiedy dotknął zad i wałach nerwowo zareagował wycofał przedmiot z tamtych okolic.
-Łoo spokojnie. - przemówił spokojnym głosem do ogiera, poluzował ponownie wodzę próbując przywrócić ogiera do niższego ustawienia działając ręką delikatnie, subtelnie ale nie ustawienia pod kłodę ale nie puszczając ich całkowicie na luz jak po poprzednim odpuszczeniu zostawił je na kontakcie ale nie żeby siwek się spinał czy wymuszając na nim te podstawienie. Zakładając że nie pozabijali się jeszcze nadal jechali po śladzie spokojnie ale nie opierdalając się przynajmniej starał się by tak było. Może rzeczywiście lepiej jak pojadą np. w teren? Albo w ogóle nim zabije siebie albo jego :lol2: Jednak chyba się nie podda tak łatwo albo ich zabije albo do czegoś dojdą zbyt łatwo nie ma ! Może dostał olśnienia? No nie ważne ostatnia próba i pójdzie w cholerę :lol2: Pierwsze co zrobił postarał się ponownie wejść na kontakt zaczął pracować nadgarstkiem następnie przeniósł swój ciężar bardziej do tyłu odchylając się w siodle starając się odciążyć przód wałacha, jednocześnie pogłębił pracę bioder bardziej w przód.

Windsor - 2015-05-04, 10:25

Prowokując konia do samej zabawy wędzidłem, właśnie nie robił nic innego, jak ustawiał mu samą głowę, co być może ładnie wyglądało dla laika, ale z samym zebraniem nie miało nic wspólnego. Zacznijmy od tego, że wałach nawet nie szedł aktywnie, więc same podstawy w tym momencie leżały i kwiczały!
Podkulenie zadu w reakcji na bat wcale nie było tak mocne, niemal nie zszedł z wcześniej wyznaczonego śladu. Właściwie wspomniane puknięcie batem nie wywarło na nim większego wrażenia, zadziałało może na kilkanaście sekund, po których Windsor dalej szedł jak wcześniej. Nie czuł przymusu, tak więc robił co dusza zapragnie. Długość wodzy nie miała większego znaczenia, dopóki pozostawały napięte - były na kontakcie, co jeszcze nie oznaczało, że siwek akceptował rękę jeźdźca. Co prawda szedł 'zganaszowany' i w reakcji na pracę nadgarstka wręcz chował pysk za pion, ale jego łopatki wciąż pozostawały zamknięte, grzbiet zapadnięty, a zad nieaktywny. Dopiero praca dosiadu, dojeżdżanie do ręki, która jak dotąd jedynie majzlowała mu w pysku, sprawiło, że coś ruszyło do przodu. Belgijczyk zaczął kroczyć jakby raźniej, wyraźnie wyciągając nogi, co świadczyło o otwierającej się łopatce. Powoli też zaczął pchać się tylnymi nogami, tj. wkraczać zadem pod kłodę, więc można mówić o niewielkim postępie. Teraz Alexander powinien dalej iść w tym kierunku, aby nadrobić utracony czas na wcześniejsze nie wiadomo co.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group