To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Miasto - Pub "Na strychu"

Sara - 2016-03-29, 14:29

Wymowne spojrzenie mężczyzny jednoznacznie wskazywało na to, o co mu chodzi, więc blondynka uśmiechnęła się delikatnie i mimowolnie poruszyła ramionami w niemal niezauważalnym geście. -Któraś prędzej czy później przetestuje go na tej jednej, konkretnej płaszczyźnie.- odparła luźno, a w jej tonie sprytnie ukryła się nuta ironii, którą doskonale można było wyczuć, choć była niewielka. Niestety prawda jest taka, że dziewczynie ciężko szło nawiązywanie nowych znajomości, głównie z powodu właśnie tego zdystansowania w stosunku do obcych. Nigdy nie była zbyt wylewna, nie mówi o sobie za dużo nawet znajomym i raczej jest oszczędna w słowach. Trzeba ją dobrze podejść, żeby mówiła bez zamykania ust chociaż na chwilę.
-Doceniam to posunięcie. Kłamania w żywe oczy nie cierpię bardziej niż ktokolwiek.- ukończywszy wypowiedź zaśmiała się pod nosem, a w chwilę później posłała Chrisowi wymowne spojrzenie. To było swego rodzaju ostrzeżenie i ważny fakt dotyczący usposobienia jasnowłosej, o którym koniecznie musiał pamiętać jeżeli chciał nawiązać z nią jakikolwiek kontakt. Następnie również sięgnęła po swoje szkło, lecz nie opróżniła go jeszcze w całości.
-Być może...- przyznała jak zwykle się nie rozdrabniając. -Na szczęście nie samą stajnią człowiek żyje i na mieście spotkać też się można, choćby przypadkiem.- uśmiechnęła się delikatnie, mając na myśli owe ich spotkanie, które bądź co bądź było nieplanowane. Dziewczyna odwiedzała stajnię głównie w celu spełniania swoich zawodowych obowiązków, więc również nie miała zbyt wiele czasu na nawiązywanie nowych znajomości i zacieśnianie więzów. No chyba, że mowa o uczniach... A zaglądając do kompleksu prywatnie była nastawiona na pracę z wybranymi końmi, więc obcowanie z innymi jeźdźcami również odpadało.
-Oj nie... Nie zaprosił, nawet nie odezwał.- westchnęła cicho i znów lekko się skrzywiła. Po chwili znów upiła większy łyk swojego trunku i będąc lekko poirytowana z impetem odstawiła szkło na blat. Przez spożyte dotychczas procenty czuła jedynie przyjemne rozluźnienie, była jeszcze bardzo daleka od upojenia i niekontrolowania swoich zachowań. Poza tym, w przeciwieństwie do niektórych, blondynka potrafiła zachować umiar i dobrze wiedziała, kiedy przerwać.
-Noo...- mruknęła, wlepiając pusty wzrok w jakiś martwy punkt, umiejscowiony gdzieś w przestrzeni. Po chwili zdołała wyrwać się z chwilowego zamyślenia i ożywiła się znacznie, znów przenosząc wzrok na rozmówcę. -Konkretnie od kilku dobrych miesięcy jest tak chujowo. Najwidoczniej dla niego ważniejsze są wyjazdy i praca w stajni, a ja poszłam w odstawkę. Już nawet nie pamiętam, kiedy się ostatni raz widzieliśmy.- rozwinęła swoją wypowiedź, dziwiąc się samej sobie, że zdobyła się na ten czyn. W końcu, jak wspominałam, nie była zbyt rozmowna, a tym bardziej nieskłonna do zwierzeń.
-Teraz ten pseudo-związek to chyba już tylko przyzwyczajenie...- dodała po upływie kilku chwil i założyła za ucho niesforny kosmyk jasnych włosów.

Christian Levrull - 2016-03-29, 17:55

Uśmiechnął się mimowolnie, przy okazji zerkając w stronę towarzysza, który obecnie przysiadł się do ich wspólnej paczki znajomych, którą już jakiś czas temu we dwójkę zauważyli.
- Wątpię, by go już nie przetestowały.
Tymi słowami właściwie skończył temat swojego przyjaciela i niedoszłego towarzysza Sary. Co do podchodzenia... Mają czas, a do znajomości z dziewczyną podszedł kompletnie na luzie, wpierw jednak (nie ma co ukrywać) przyciągnięty jej atutami fizycznymi, których nie dało się nie zauważyć.
- Zapamiętam.
Kiwnął przy tym głową z powagą, którą utrzymał parę sekund, póki ta się śmiała, choć jej poważna mina i wymowne spojrzenie rozbawiło go na tyle, że jej zawtórował śmiejąc się z jej obecnej mimiki. Nie żeby ją wyśmiał czy coś w tym stylu, po prostu, rozbawiło go to, zresztą dało się zauważyć, że nie śmieje się z jej słów.
- Można, można, mam nadzieję, że taki przypadki z Twoją osobą zdarzą mi się częściej.
Lekko się uśmiechnął, by po chwili dodać z rozbawieniem.
- Wydajesz się sympatyczna i w miarę normalna. No i da się na Ciebie patrzeć. ( :lol2: )
Zaśmiał się, by od razu po tych słowach zasłonić się w geście obrony rękami, gdyby jednak zamierzała sprzedać mu jakiegoś soczystego kuksańca w twarz. Potrafił się bronić, a co! A tak na serio po chwili opuścił ręce puszczając jej oko. Następnie poprawił się na krześle barowym, prostując sylwetkę i na chwilę wracając do wcześniejszej, poważniejszej postawy.
Słuchał jej słów i uważnie obserwował, widział, że obecna sytuacja jej ciąży, ciężko było tego nie zauważyć. Dał jej chwilę ciszy, by mogła kontynuować, on sam w tym czasie podniósł szkło i by zająć dłonie zamieszał alkoholem w szkle, trzymając je w powietrzu dłuższy czas. Wzroku jednak nie spuszczał z dziewczyny.
- To faktycznie sporo... Hm, to się stało nagle czy jakieś konkretne zdarzenie miało na to wpływ, jak myślisz?
Zagaił aczkolwiek sam skrzywił się nieco, nie był lepszy, w jego przypadku było podobnie, choć w sumie spotykał się z Lorien to czuł, że we dwójkę się wypalili, chciał z nią o tym porozmawiać, ale jakoś ostatnimi czasy nie było okazji, tym bardziej, że ponownie wyjechała na zdjęcia. No trudno, przy następnej okazji dowie się na czym stoi, jak na razie starał się o tym nie myśleć.
- Przyzwyczajenie... Tak ono jest zgubne, często uniemożliwia racjonalne myślenie "no bo przecież zawsze tak było". Przyznam się, że chyba jestem w podobnej sytuacji. Czegoś po prostu brakuje i nie tylko uwagę mam tu na myśli.
Odparł nadal zostając przy poważnym wyrazie twarzy, nie tracąc kontaktu wzrokowego z dziewczyną o ile zwróciła się w jego stronę. Przy okazji dokładniej przyglądał się jej twarzy, cholera, koleś chyba zapomniał co traci, hm.

Sara - 2016-03-29, 18:52

Powoli kiwnęła kilkakrotnie głową, chcąc w ten sposób potwierdzić swoje słowa i dać do zrozumienia, że zapamiętując tę uwagę robi dobrze. Obserwowała mężczyznę uważnie i choć jej mina przez pewien czas była poważna i wymowna, to rejestrując rozbawienie na twarzy towarzysza, sama parsknęła krótkim śmiechem, który ostatecznie powstrzymała i odchrząknęła krótko.
-Nie pogardziłabym kolejnym takim spotkaniem... tylko może na drugi raz bez głupich tekstów kolegi.- odparła uśmiechając się lekko, lecz całkiem szczerze, co nie zdarzało się jej zbyt często. Jego kolejne słowa ponownie nieco ją rozbawiły, acz hamując wszelkie tego oznaki nabrała powietrza do ust, jakby chcąc głośno zaprotestować, czego koniec końców nie zrobiła, widząc jak towarzysz osłania się rękami coby przypadkiem nie zarobić po twarzy. Nie była aż tak brutalna. Zresztą jego słowa w żaden sposób jej nie uwłaszczały i były wypowiedziane wyraźnym żartobliwym tonem, więc tak też to odebrała. -Uznam to za komplement, a w szczególności to, że wydaję się w miarę normalna.- mruknęła z wyraźnym rozbawieniem. Chyba powoli zaczynała się rozluźniać i już tak bardzo nie ważyła słów, wyrzucając z siebie niemal wszystko, co przeszło jej przez myśl. To jeszcze ewidentnie nie ten etap, by mówić głośno, co ślina na język przyniesie. Pokręciła lekko głową, upijając niewielki łyk zimnej whisky.
Cóż, nie dało się tego ukryć. Zawsze, gdy zaczynała ten temat stawała się znacznie pochmurniejsza, a szczególnie teraz, kiedy stan w jakim się znalazła sprzyjał takim zwierzeniom i przemyśleniom. Musiałaby wlać w siebie zdecydowanie więcej alkoholu, by znaleźć się w tym przyjemniejszym stanie, dzięki któremu wszystkie zmartwienia odchodzą gdzieś w kąt.
-Stopniowo... Jak na moje oko nie wydarzyło się nic, co mogłoby spowodować taki stan, ale... kto wie? Może według niego jest coś na rzeczy.- odpowiedziała nawet zbyt długo się nad tym nie zastanawiając. Wszystkie informacje dotyczące swojej marnej sytuacji miała w tej chwili w głowie i nie musiała odgrzebywać ich spod gór innych myśli. Bolało ją to, że nie miała osoby, której mogłaby się zwierzyć, wprost opowiedzieć co leży jej na sercu. Jednak dużo bardziej irytował ją fakt, że nie mogła tego powiedzieć Harleyowi, którego nie widziała już od dłuższego czasu. Chciała wiedzieć, co on o tym sądzi, poznać się z jego zdaniem, bo ona nie czuła się pewnie i tego nie ukrywała.
-Sama nie wiem czego mi brakuje... Chyba wszystkiego...- mruknęła niemrawo, przenosząc wzrok na bruneta. -Pocieszę się faktem, że nie tylko u mnie jest tak bardzo do dupy.- odparła nieco żartobliwym tonem, uśmiechnęła się krzywo, chcąc jakoś rozluźnić napiętą atmosferę, która nagle powstała.
-Bo wiesz...- zagaiła, unosząc rękę, jakby chciała nią coś zaprezentować. -Może to ja się nie staram?- dodała i oparła łokieć owej wspomnianej ręki. Uchyliła lekko usta i ciężko wypuściła z nich powietrze, zerkając gdzieś w bok i minimalnie kręcąc głową. -Nie wiem. Jestem aż tak zła?- niemal warknęła, a gdy uświadomiła sobie, o co właśnie zapytała, raptownie wyprostowała sylwetkę. -Zresztą, co Ty wiesz...- mruknęła machnąwszy ręką, znów sięgając po swój trunek.

Diego Montana - 2016-04-02, 16:00

Brian napisał/a:
[...]


Tak, popieram, nuda to nie dobry kompan do ich życia. W ogóle to życia kogokolwiek, siedzenie wiecznie w domu i nic nie robienie, jest kurewsko męczące. Nie takim starym :lol2: Jednak faktycznie znali się dość długo, trzeba przyznać. On też miał już tylko połowę swojego trunku, pewnie się jeszcze napiją, byle się nie ululać :lol2:
-O masz psa, ciekawe. Ja mam tylko siebie, co do koni, trzeba się wybrać kiedyś w teren. Może być ciekawie, poza tym tak dawno nie byłem, że zapomniałem jak to chyba jest. - odparł cicho się śmiejąc, w sumie jeździł tylko parkur - czworobok i tak w kółko.
-Musimy też się kiedyś umówić w czyimś domu, na głębszą popijawę. - odparł, o tak, trzeba kiedyś umówić się na jakiś męski wieczór, to będzie właśnie to.

Brian - 2016-04-02, 20:22

No tak, tak, chluśniem bo uśniem, jak to stare polskie porzekadło mówi.
- Też dawno nie byłem na żadnej przejażdżce w teren, dobry pomysł. - powiedział. Od pewnego czasu myślał wybrać się w teren, jednak zawsze jakoś to przekładał, bo były ważniejsze sprawy. Chyba w sumie nie potrzebnie, bo byłaby to jakaś odskocznia. Chociaż Brian i tak się starał by jak najbardziej ubarwić sobie życie.. na różne sposoby.
[b]- Popijawie nigdy nie odmawiam.[/b\ - odpowiedział, zgodnie z prawda, po czym jakby na potwierdzenie swoich słów uniósł swoją literatkę i opróżnił jej zawartość. Dobrze, dobrze, chociaż za mało, żeby mu chociaż w głowie zaszumiało, a przecież bez tego się nie liczy. W ońcu człowiek pije, żeby się upić. No, chociaż może nie zawsze. mimo swojego zamiłowania do (prawie)wszystkiego co uzależniające nie zawsze uśmiechała mu się perspektywa urwanego fimu. Wtedy włączał "hamulce", rzadko używany zdrowy rozsądek.

Brian - 2016-04-02, 20:23

No tak, tak, chluśniem bo uśniem, jak to stare polskie porzekadło mówi.
- Też dawno nie byłem na żadnej przejażdżce w teren, dobry pomysł. - powiedział. Od pewnego czasu myślał wybrać się w teren, jednak zawsze jakoś to przekładał, bo były ważniejsze sprawy. Chyba w sumie nie potrzebnie, bo byłaby to jakaś odskocznia. Chociaż Brian i tak się starał by jak najbardziej ubarwić sobie życie.. na różne sposoby.
- Popijawie nigdy nie odmawiam. - odpowiedział, zgodnie z prawda, po czym jakby na potwierdzenie swoich słów uniósł swoją literatkę i opróżnił jej zawartość. Dobrze, dobrze, chociaż za mało, żeby mu chociaż w głowie zaszumiało, a przecież bez tego się nie liczy. W końcu człowiek pije, żeby się upić. No, chociaż może nie zawsze. mimo swojego zamiłowania do (prawie) wszystkiego co uzależniające nie zawsze uśmiechała mu się perspektywa urwanego filmu. Wtedy włączał "hamulce", rzadko używany zdrowy rozsądek.

Jasper Nowell - 2016-04-20, 19:59

Właściwie rzadko bywał w tego typu miejscach, ale dziś humor dopisywał mu na tyle, że postanowił w końcu wyściubić nos zza swoich czterech ścian i choć odrobinę otworzyć się na ludzi. Jego życie towarzyskie legło w gruzach wraz z ponownym wyjazdem Lisy, która dając mu odrobinę nadziei, znów zostawiła go na pastwę losu, gdy zdążył przyzwyczaić się do myśli, że w końcu wszystko zacznie się układać. Cóż było lepszego od możliwości utopienia smutków w alkoholu i zajęcia myśli innymi ludźmi?
Stojąc pod pubem zawahał się przez moment – w myślach trawił pobudki wybrania się do pubu i margines tolerancji na pijane osoby, ale ostatecznie odetchnął głośno i wszedł do środka, usilnie starając pozytywnie się nastawić do panującej atmosfery i wszechobecnego, unoszącego się nad stolikami dymu. Już sam jego swąd sprawił, że miał ochotę opuścić to miejsce, ale całą siłą woli skierował swoje kroki ku barowi, przy którym zajął miejsce, siadając na jednym z hokerów. Ułożywszy łokcie na blacie przejrzał menu i już po chwili złożył u barmana zamówienie na whisky. Nic nadzwyczajnego. W swoim stanie rzadko pozwalał sobie na picie alkoholu, ale dziś był dzień, w którym łamał swoje postanowienia, pozwalając sobie na chwilę relaksu i odcięcia od wszelkich problemów.
W oczekiwaniu na kwadratową szklankę wypełnioną upragnionym trunkiem rzucił pobieżnie wzrokiem po stojących wokół stolikach, zupełnie jakby wypatrywał kogoś znajomego. Dawno nie miał już żadnego kontaktu z siostrą, której obecność z pewnością najbardziej by mu się teraz przydała. Nic z tego. Melanie już dawno przestała dawać jakiekolwiek oznaki życia, a spotkanie jej w pubie było chyba mniej prawdopodobne niż wygrana w totolotka. Uśmiechnąwszy się gorzko na tę myśl, ponownie obrócił się w stronę baru, z którego zgarnął nalany alkohol. Szklane naczynie przysunął do swoich warg i pociągnął z niego pierwszy łyk, z ulgą przyjmując pieczące uczucie w gardle i mocny smak upragnionej whisky.

Delfinek - 2016-04-20, 20:11

Kiedy po kolejnej porażce w poszukiwaniu pracy kobieta kompletnie się załamała jedynym ratunkiem dla niej był alkohol. Kiedyś były nim papierosy, ale teraz, kiedy ciągle pali nie dają żadnej ulgi. Wstała więc od laptopa i ruszyła do kuchni w poszukiwaniu procentów. Niestety, ostatnie zapasy jakie jej zostały to puszka piwa, którego swoją drogą nie lubi. Cóż więc jej pozostało, niż iść do baru, upić się i zapomnieć o smutkach? No właśnie, nic. Taki też tok myślenia doprowadził ją do korytarza gdzie założyła ulubione szpilki, bo cóż innego mogłaby założyć taka kobieta jak Delph i wkładając do kieszeni jakieś banknoty wyszła ze swojej kawalerki, przy okazji zakładając ulubioną skórzaną kurtkę. Ulubione ciuchy, alkohol i zapach studiów- mieszanka potu i dymu papierosowego to to, co właśnie potrzebowała. A miała na wyciągnięcie ręki, bo dosłownie kilka kroków od jej małego królestwa na 8 piętrze znajdował się pub.
Kobieta przekroczyła jego granicę terytorialną, i od razu właściwie poczuła utęskniony zapach. Westchnęła cicho i dziarskim krokiem ruszyła pomiędzy ludźmi do baru, gdzie wspięła się, na zdecydowanie za wysokie jak na jej 150 siedzenie i zamówiła Amaretto, a czekając na swój trunek rozejrzała się po pubie.

Jasper Nowell - 2016-04-20, 20:27

Podczas gdy większość osób spędzająca czas w pubie była otoczona gronem znajomych, uwagę Jaspera przykuła osóbka, która zdawała się przybyć tu zupełnie sama. Podobnie jak on usiadła przy barze, a jej mina wiele potrafiła powiedzieć dobremu obserwatorowi, do których grona blondyn zdecydowanie się zaliczał. Sam nie wiedział co nim powodowało – przed wyjściem z domu, co prawda, postanowił sobie zapoznać kilka nowych osób, aby nie być w tym mieście sam jak palec, ale już w trakcie drogi nabrał wątpliwości co do swojego pomysłu. Przywrócone przy pomocy alkoholu chęci i samozaparcie sprawiły, że już w chwilę później przesiadł się kilka krzesełek dalej by zająć miejsce obok brunetki. Nigdy nie był dobry w zagadywaniu do kobiet, a tym bardziej w podrywaniu ich – choć po prawdzie tego drugiego nie zamierzał nawet próbować – wyszedł z wprawy już kilka ładnych lat temu i w pierwszej chwili nie miał zielonego pojęcia co właściwie powinno się powiedzieć. Przekręcił oczyma, już w tym momencie żałując, że w ogóle się przysiadł, lecz wziąwszy głęboki wdech postanowił wziąć się w garść i ponownie spojrzeć w stronę drobnej kobiety.
- Zły dzień? – mruknął, nie kwapiąc się na żadne oficjalne przywitanie czy przedstawienie. Jeśli będzie miała ochotę go olać to zrobi to w tym momencie, a on przynajmniej będzie mógł usprawiedliwić się przed samym sobą – próbował nawiązać kontakt; nie jego winą było, że coś poszło nie tak.
W oczekiwaniu na reakcję dziewczyny ponownie schwycił szklankę w swoje długie palce by w chwilę później przechylić ją przy ustach, opróżnić do samego końca i zamówić kolejną porcję. Przy tych wszystkich rzeczach, które robił dziś przeciwko sobie, ta jedna wyjątkowo go zaskakiwała – alkohol smakował nader dobrze i coś mu podpowiadało, że dzisiejszego wieczora nie poprzestanie na dwóch drinkach.

Delfinek - 2016-04-20, 20:39

Kiedy wzięła swoje zamówienie, i zauważyła, że obok niej usiadł mężczyzna w sumie się nie zdziwiła. Zwykle w barze ktoś do niej zagadywał, najczęściej podpity i chcący spędzić z kimś noc. Ten jednak był stosunkowo trzeźwy, bądź świetnie się maskował. Wzięła łyk alkoholu czekając na jego reakcję. Bo skoro się przysiadł, to w jakimś celu? Kiedy dobiegły ją słowa blondyna spojrzała na niego i delikatnie się uśmiechnęła.
- Mhm... gorszy być nie może- westchnęła i wzięła kolejny łyk znów zerkając na towarzysza rozmowy- A u Ciebie?- w sumie liczyła na jakąś odpowiedź ,,żona mnie rzuciła'', ,,straciłem pracę marzeń'' czy coś podobnego. To by ją w miarę pocieszyło, przynajmniej mogłaby sobie wmawiać, że można być w gorszej sytuacji niż ona... choć właściwie nie można. Długi matki, brak pracy, były narzeczony nie dający jej żyć i uciążliwi sąsiedzi. Czasami przychodziło jej na myśl, że to dlatego że nie przepuściła wtedy tej starszej babci w kolejce. Może ta babcia to było ludzkie wcielenie jakiejś bogini, albo samego Boga.
Po tych przemyśleniach znów spojrzała na mężczyznę; nie wyglądał na kogoś, kto jest częstym bywalcem barów. Wręcz przeciwnie, biła od niego taka... wyższość? Sama nie wiedziała dlaczego, ale nie czuła się przy nim pewnie, mimo że, to ona była tutaj zadufaną w sobie i swoich pieniądzach księżniczką. No może już nie pieniądzach, bo w tej kwestii była biedna jak mysz kościelna.

Jasper Nowell - 2016-04-20, 20:53

Gorzki uśmiech ponownie zawitał na ustach mężczyzny, który uderzywszy kilkukrotnie palcami o blat baru całą swoją uwagę skupił na siedzącej obok brunetce i wypowiadanych przez nią słowach. Nie mylił się – była w równie podłym nastroju jak on, a z tej sytuacji mieli dwa wyjścia. Pierwszym z nich było rozmyślanie i dzielenie się problemami by zakopać się w jeszcze większą depresję, natomiast drugim możliwość miłego spędzenia czasu w swoim towarzystwie i zapomnienie o wszelkich troskach. Bardziej atrakcyjną dla Jaspera (o dziwo) okazała się dziś opcja numer dwa, którą skrzętnie postanowił zacząć realizować, gdy tylko kolejna pełna szklanka wylądowała tuż obok niego.
- Uwierz mi, że może – tym razem kącik jego warg uniósł się ku górze w szczerym, choć nieco prześmiewczym wyrazie, podczas gdy blondyn wskazał palcem jedną z osób spędzających czas w pubie i zachęcił Delphinę by również powiodła w to miejsce wzrokiem. Punktem, na którym skupił się Nowell, był pijany mężczyzna, który wyraźnie zataczając się przy jednym ze stolików próbował swoim „wdziękiem osobistym” uwieść jedną z kobiet. Tego typu zachowania i brak hamulców zawsze zastanawiały Jaspera i wywoływały w nim odruchy wymiotne. Nienawidził przedmiotowego traktowania kobiet i w tej kwestii był bezwzględny wobec każdego, kto to robił. Pomijając swoją chorobę, nawet przed tym jak zaczęła towarzyszyć mu w życiu codziennym nie pozwalał sobie na tego typu zachowania i nie zdarzyło mu się zaciągnąć do łóżka dziewczyny na jedną noc by później wyśliznąć się w środku nocy i nie dawać już żadnego znaku życia. Pokręcił głową, nie zamierzając przejmować się tamtymi ludźmi i ponownie pociągnął łyk whisky, tym razem denko szklanki opierając o swoje udo. Obrócił się w stronę towarzyszki, aby mieć na nią lepszy widok i zastanowił się przez moment nad jej kolejnym pytaniem. Co u niego? Właściwie zaczynało być już wszystko jedno.
- Podobnie. Ale wiesz, że dwa minusy dają plus? – tym razem jego twarz została rozświetlona nieco większym uśmiechem, a mężczyzna uznał, że skoro „pierwsze koty za płoty” już minęły, a brunetka jeszcze od niego nie uciekła, to warto byłoby się przedstawić – Jestem Jasper.

Delfinek - 2016-04-20, 21:06

,,Uwierz mi, że może'' właściwie te słowa ją nieźle podbudowały. A szczególnie gdy powędrowała wzrokiem za nim, spoglądając na sytuację. Wzdrygnęła się lekko, bo doskonale wiedziała jak trudno takiego kolesia spławić. Nie raz sugestie, i te miłe, i te niezbyt nie pomagały. I dopóki nie dostał porządnego, cielesnego udowodnienia to trzeba było wąchać jego odór z bliskiej odległości. Zwykle groziła takim typom kastracją, którą wykonywała na studiach (i zwierzętom, i ludziom gdy byli zbyt natarczywi, a szpilki uwierały) albo jej dokonywała. Ten kontakt z mężczyzną tego nie zapowiadał, co było miłą perspektywą spędzenia czasu. Jeszcze milszą się okazała gdy jej uszu dobiegły kolejne słowa przez niego wypowiedziane. Uśmiechnęła się wtedy szeroko i spojrzała na mężczyznę przegryzając wargę. Nie czuła się nadal pewnie, lecz skoro się jej przedstawił to nie wypada zignorować.
-Delphine. Miło mi poznać- wypowiedziała swoim śpiewnym głosem, a do tego jej francuski akcent dodał deczko uroku. Kiedy wypowiedziała swoje imię poczuła się znacznie lepiej; było ono rzadkie, przez co dziewczyna czuła się wyjątkowa i jej pewność siebie rosła. Od razu dało się to zauważyć, wyprostowała się i głęboko odetchnęła.
-Cóż, czas uczynić ten wieczór plusem- podniosła swoją szklankę i skierowała w stronę mężczyzny na znak by stukną swoim trunkiem, o jej. Taki mały gest, ale jest nieodłącznym warunkiem zawarcia przez Delph nowej znajomości. Nowej, dłuższej znajomości, bo liczyła, że taka będzie i w końcu pozna w tym mieście kogoś sensownego.

Jasper Nowell - 2016-04-21, 18:14

Akcent dziewczyny dało się wychwycić już w słowach, które mówiła chwilę wcześniej, aczkolwiek nie zaskakiwało go to tak jak jeszcze jakiś czas temu. Zdążył nauczyć się, że Eastbourne stało się swego rodzaju centrum Europejskim pod względem gromadzenia ludzi różnych narodowości, a ilość języków, którymi posługiwali się jego mieszkańcy była niemal niezliczona. Uśmiechnął się jednak słysząc imię kobiety, które faktycznie było dość rzadkie – a przynajmniej miało taki wydźwięk względem tych, które dane było mu poznać do tej pory. I choć francuskie pochodzenie niezbyt go interesowało to jednak imię zasłużyło na odrobinę uwagi.
- Kryje się za tym jakaś historia? To dość niezwykłe imię – kąciki jego warg wciąż uniesione były ku górze, a kiedy dziewczyna wyciągnęła swoją szklankę do toastu, Jasper przypieczętował rozpoczęcie ich znajomości czemu towarzyszył charakterystyczny dźwięk obijanego się o siebie szkła. Chętnie przystał na propozycję wspólnego rozpoczęcia wieczoru, choć wprawdzie niezupełnie wiedział jak dokładnie to wykonać. Nigdy za bardzo nie ciągnęło go na parkiet, a w tym miejscu czas mogli spędzać jedynie w towarzystwie trunków i solonych orzeszków, choć ta perspektywa przestała wydawać mu się niezbyt trafna. Miał ochotę dostarczyć swojemu ciału dużej ilości procentów i coś mu podpowiadało, że Delphine będzie do tego idealną kompanką.
- Czego dziewczyna z Francji szuka w naszym małym Eastbourne? – zagaił, pociągając kolejny łyk whisky ze swojej kwadratowej szklanki i ponownie wpatrzył się w buzię kobiety, którą obdarzył zachęcającym uśmiechem. Zawsze zastanawiało go podejmowanie tego typu decyzji szczególnie przez osoby młode i rozpoczynające dopiero dorosłe życie. Poniekąd podziwiał także ich odwagę ucieczki z kraju, w którym się urodzili – w jego oczach był to bardzo duży krok, choć przez wielu nie zawsze do końca przemyślany.

Harry Suborski - 2016-04-21, 18:53

Choć dla mężczyzny największym priorytetem był osobisty rozwój i pięcie się po szczeblach doświadczenia oraz kariery, to czasami zwyczajnie musiał od tego wszystkiego odsapnąć. W swoim napiętym grafiku nie znajdował zbyt wiele czasu na wypady ze znajomymi, a nawet na samotne leniuchowanie, jednak ten wieczór zupełnie odbiegał od wyrobionej normy. Jutro miał wolne, więc nie musiał przejmować się wczesną pobudką i całodniowym pobytem w szpitalu. Mógł pozwolić sobie na chwilę relaksu we własnym towarzystwie, bowiem doskonale wiedział, że jeśli zaprosiłby ze sobą przyjaciół to wspomniany relaks na pewno by nim nie został, a spotkanie zamieniłoby się w alkoholową libację. Harry na pierwszy rzut oka wyglądał na bardzo poukładanego i dystyngowanego, jednak pod tą skorupą krył się przeciętny obywatel, który lubił sięgnąć po kieliszek wódki i paczkę papierosów, niespecjalnie przejmując się konsekwencjami. Zmierzając do pubu nie oczekiwał w nim żadnych atrakcji, chciał się po prostu napić jakiegoś trunku i dać odpocząć wyczerpanemu organizmowi oraz umysłowi, który podczas pracy bezustannie pracował, pełniąc ważniejszą rolę niż mięśnie. Pod lokalem zjawił się, idąc pieszo. Nieodpowiedzialnym byłoby przyjeżdżanie samochodem, a taksówkę zamierzał zamówić dopiero potem. Poza tym chciał się odrobinę przewietrzyć zanim zacznie nabijać swoje ciało procentami, a mieszkając w centrum miasta miał ten komfort i jego podróż nie była zbyt długa ani męcząca.
Przeszedłszy próg pubu, znajdującego się na strychu, niemal od raz zaciągnął się specyficzną, ale jakże swojską atmosferą. Rozejrzał się przelotnie, nikogo nie racząc swoim spojrzeniem przez choćby kilka sekund dłużej, niż to było potrzebne. Powolnym krokiem ruszył w kierunku wolnego stolika, przy którym kolejno przysiadł, wydając z siebie bezgłośne westchnienie. Wewnątrz temperatura diametralnie różniła się od tej, panującej poza budynkiem, dlatego nadmiar ciepła od razu dał się mężczyźnie we znaki. Bez zbędnych zastanowień zdjął skórzaną kurtkę, którą odwiesił na oparciu miękkiego fotela, następnie usadawiając się w nim wygodniej. Wzrok Harrego ponownie przeczesał okolicę w poszukiwaniu osoby pracującej jako kelner, jednak nie był w stanie namierzyć nikogo takiego. Nieco zniecierpliwiony obił palcami o blat stolika, czekając na swoją kolej.

Delfinek - 2016-04-21, 19:09

Kiedy dźwięk stuknięcia szklanki wybił ją z natłoku myśli uśmiechnęła się szeroko i wzięła łyk trunku, następnie odstawiając go na blat. Usłyszawszy natomiast pytanie mężczyzny zaśmiała się cicho, zakrywając ręką usta.
-Miałam się nazywać Daniele, lecz mój wujek, właśnie pod wpływem Amaretto stwierdził że takie nowo narodzone dziecko jest jak delfin, łyse i brzydkie. No i tak wyszła Delphine.- skwitowała bacznie przyglądając się mężczyźnie. Oczywiście zapomniała pominąć fakt o docinkach wobec jej matki, a mianowicie że ,,taka kobieta nie może urodzić nic normalnego''. W sumie Delph nie była tworem normalnym, co wskazywała odpowiedź na kolejne pytanie blondyna.
-Znalazłam się tu właściwie przez przypadek, wydrukowałam sobie mapę Anglii i rzucałam na oślep do niej. I tak trafiło na Eastbourne. Ogólnie to celowałam w Londyn, ale po kilku kieliszkach wina niezbyt mi się udało- wzruszyła ramionami przypominając sobie tą chwilę. 7 kieliszków wina, planowanie zemsty na byłym i opowieści matki o tym jak podróżowała motorem po Europie. Miała wtedy 20 lat, a rok później zmarła jej rodzicielka. Rzucała wtedy do mapy i trafiwszy na Eastbourne wysłuchała opowieści mamy o tym, jak chciała ukraść komuś kuca szetlandzkiego, bo we Francji jest ich mało. Była taka radosna, pełna życia. Nikt się nie spodziewał, że siedzi w niej cichy zabójca. A siedział, i kiedy Delphine miała praktyki zadzwonił do niej telefon z wiadomością, że zabójca zaczął swe żniwo.
Z myśli wyrwał ją aromat alkoholu który miała. Sięgnęła więc znów, upijając łyk i wracając myślami do teraźniejszości. A raczej do blondyna imieniem Jasper. Właściwie nie miała pojęcia czemu w ogóle z nim rozmawia. Powinna tu przyjść, upić się, dać się komuś zaliczyć i zapomnieć. Tak zresztą przez ostatnie lata często robiła. Był to schemat idealny, do czasu kiedy przypominała sobie słowa jej mamy ,,Nie idź w moje ślady''. A właśnie szła; brak pieniędzy, długi, złe towarzystwo z przeszłości i pociąg do lekkomyślnych czynów. Teraz jednak siedziała w barze z mężczyzną kompletnie innym, niż zwykle poznawała, czego w najbliższym czasie w ogóle się nie spodziewała.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group