To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Las - Główny szlak

Hell No - 2016-07-17, 21:18

Panika, w którą wpadł Dominik, zdecydowanie nie służyła zatrzymaniu klaczy. Czując jego lęk i brak kontroli tym bardziej nabrała przekonania, że ucieczka jest słusznym rozwiązaniem i dalej ogromnymi susami pokonywała łąkę, nie zważając na własny dyskomfort związany z obijającym się o grzbiet jeźdźcem. Cud, że go nie zgubiła! Ocuciło ją dopiero pociągnięcie wodzy do boku, które sprawiło, że skręciła łeb i chcąc nie chcąc nie tylko zwolniła, ale również zboczyła z trasy. Od Dominika zależało czy pogalopowali dalej w lewo, czy jednak kazał jej iść po kole, co ostatecznie sprawiło, że przeszła do kłusa, cała nafukana.
Randolph Varmus - 2016-07-31, 17:35

Nadeszła długo oczekiwana chwila - chwila, w której klacz w końcu miała zacząć pracę; na delikatnym kontakcie, prowadzona głównie z dosiadu, kierowana za pomocą łydek i pracy lędźwi mężczyzny.
Jakie Randolph miał plany? Rozpoczęcie treningu wytrzymałościowego. Klacz była wyścigowcem, tym samym praca nad jej kondycją, była sprawą kluczową.
Varmus pozwalał klaczy spokojnie stępować, rozglądać się, zapoznawać z terenem w okół niej samej. Wiedział, że pierwsze wyjście po długim czasie może być dla niej dosyć interesującym przeżyciem. Dlatego też, przezornie, pozwalał jej stępować w swoim tempie. Jeżeli jednak ekscytowała się zbyt mocno, przypominał jej osobie kulistym ruchem łydek, głębszym dosiadem, przechodząc z lekkiego w pełen. Pracę z wędzidłem zaczął dopiero po kilku dłuższych minutach stępowania po głównym szlaku. Nadgarstki pracowały równomiernie, pobudzając łagodne przeżuwanie.
Ciało zaklinacza było niezwykle rozluźnione. Kołysał się wraz z ruchem ciała Hek. Nie przytrzymywał jej, pozwalał energicznie iść do przodu. Utrzymywał ją jednak cały czas w stępie roboczym.

Hekate - 2016-07-31, 17:55

W zasadzie przez całą drogę żywo rozglądała się wokół, jednocześnie coraz bardziej przyzwyczajając swój grzbiet do ciężaru jeźdźca. Strzygła uszami na wszystkie strony, wychwytując nawet najcichsze szmery dobiegające zza drzewa oddalonego o kilka metrów. Mimo wielu bodźców, które teraz były w stanie ją rozproszyć, jedno ucho kierowała do tyłu, będąc gotową przyjąć jakiekolwiek pomoce bez większego zająknięcia. Lekki kontakt był w tej chwili sprawą kluczową, ponieważ pewnie inaczej klacz poczułaby się osaczona i zaczęłaby się buntować.
Nadal nie wiedziała, jakie konkretnie może posiadać plany co do tego wyjazdu. Na razie połowę swojej uwagi zdecydowanie skupiała na otoczeniu, pełną piersią wdychając świeże, letnie powietrze. Czuła się nad podziw dobrze, co nie omieszkała mu oznajmić żywym stępem, a jedynie głębszy dosiad Varmusa w pewnym momentach słabości przypominał o tym, żeby nie przechodziła do kłusa bądź do galopu na pełnej szybkości z marszu. Gdyby tak się stało, pewnie nabawiłaby się niechybnie jakiejś poważniejszej kontuzji, która wykluczyłaby ją z bardziej odważnych eskapad na kilka tygodni, biorąc pod uwagę to, w jakim stanie znajdowała się przez dłuższy czas. W pewnym momencie zaczęła chętnie przeżuwać wędzidło, w zasadzie nie poznając siebie samej. Przechyliła pysk nieco w bok, kątem oka spoglądając na kołyszącego się rytmicznie na grzbiecie mężczyznę.

Randolph Varmus - 2016-08-04, 12:05

Ran nie pamiętał kiedy ostatni raz wybierał się w teren. Fakt faktem, więcej czasu spędzał na ziemi niż w siodle. Czy było w tym coś złego? I tak i nie. Wszystko miało swoje plusy i minusy. Nie istniało na świecie nic, co byłoby tylko i wyłącznie pozytywne lub negatywne. Szczeniaczki były kochane, ale gryzły, sikały w miejsca w których nie powinny sikać i były niesforne. Nie tylko w ten szczeniaczy sposób. Prawda?
Mężczyzna powoli wykonał barkami kolisty ruch w tył, kolejno w przód, chcąc mocniej rozluźnić spięte kaptury. Czuł, że pomimo świetnej formy, niektóre mięśnie potrzebowały odpoczynku i masażu. Nie prosił o to jednak Hek, choć powinien - klacz musi się w końcu odwdzięczyć za masaż, który wykonał Varmus!
Cały czas jadąc równym, kołyszącym się rytmem stępa roboczego, Kanadyjczyk zaczął podśpiewywać sobie pod nosem jedną z francuskich kołysanek, Au clair de la lune, którą zasłyszał pewnego dnia na jednej ze stacji telewizyjnych. Tak, takiej, która puszcza bajki dla dzieci. Tak, dla tych poniżej trzeciego roku życia.
Kiedy klacz wysunęła swoją prawą, przednią kończynę do przodu, aby docisnąć ją w miarowym kroku do gruntu Randolph, docisnął swoją prawą łydkę i kolano, mocniej siadając na prawej kości siedzeniowej. Kiedy lewa przednia noga zwierzęcia przesunęła się w tył usiadł na lewej kości siedzeniowej, przyłożył mocniej lewą łydkę, przestając automatycznie wysyłać jakiekolwiek pomoce z prawej strony. Powtarzał całą procedurę w takt naturalnego ruchu Hekate, pomagając jej zwiększyć akcję tylnych kończyn, aby odpychała się bardziej energicznie, robiąc dłuższe kroki. Zaklinacz zajął się wyciąganiem jej chodu. Siwa miała wydłużać swój krok, ale nie przyśpieszać. Mężczyzna pilnował, aby zadnie nogi, głowa i szyja konia sięgały dalej w przód. Pogłębił również kontakt na wędzidle.
W między czasie zerknął na tarczę zegarka na nadgarstku, kontrolując upływający czas. Czasami zastanawiał się czy nie nosi w sobie jakiejś cząstki zespołu aspergera, z tą swoją pedantycznością, miarowością, niejednokrotnie schematycznością. Na samą myśl o tym, wydął policzki, przewracając na swoje myśli bursztynowymi oczyma.

Hekate - 2016-08-04, 13:09

Może zabrzmi to egoistycznie, ale przez pierwszych kilka minut praktycznie nie zwracała uwagi na to, że ktoś siedzi na jej grzbiecie. Strzygła uszami na wszystkie strony, wychwytując nowe, nieznane dźwięki. Ciekawość klaczy brała się z długiego przestoju od jakiejkolwiek pracy pod siodłem, nie mówiąc dopiero o wyruszenie gdzieś poza tereny stajni, gdzie praktycznie całe otoczenie było dotąd niezbadane. Od momentu, kiedy tu była, nie postawiła swojego kopyta na tym szlaku. Ślepia uważnie śledziły cały świat dookoła, włącznie z najmniej znaczącymi szczegółami. Pragnienie poznania wszystkiego osobiście hamowała w zalążku, nie chcąc zostać w jakiś sposób skarcona albo chociażby upomniana nawet w delikatny sposób. Również ten wypad miał swoje negatywne i pozytywne strony. W końcu mogła zaczerpnąć świeżego powietrza, poczuć się lepiej, a jednocześnie mogła popaść w zbyt duże podekscytowanie i w konsekwencji nie uważać na polecenia Randolpha. Każdy medal posiada dwie strony.
Niestrudzenie parła naprzód, ostatecznie rozluźniając znacznie swoje mięśnie nieświadoma tego, że w zasadzie mężczyzna robi to samo. Po raz pierwszy w obecności człowieka - dodatkowo siedział on na jej grzbiecie, co i tak było nie lada wyczynem - potrafiła być spokojna, aczkolwiek swoich przyzwyczajeń wobec innych nie zamierzała wykorzeniać. Może i on był wyjątkiem, ale co z resztą? A jeśli już mówimy o jakiejkolwiek wdzięczności, to może czuć się doceniony, bo jeszcze siedzi na jej grzbiecie. :lol: Na razie jednak porzuciła jakiekolwiek rozmyślania, nie chcąc psuć przyjemnego czasu spędzonego w lesie, którego szum wpływał kojąco na zszargane nerwy. Skierowała jedno ucho do tyłu w momencie, kiedy z ust Varmusa wydobył się głos, tym razem również tak miłego dla siwej. Lubiła go słuchać, o czym mogło świadczyć skupienie się tylko na tym aspekcie. Podrzuciła łeb ku górze, napinając wodze, kiedy na swoim prawym boku poczuła przynajmniej dla niej niespodziewany nacisk łydki. Taką reakcję mogła tłumaczyć raczej gapiostwem niż ogólną niechęcią do podążania wskazówkami nadawanymi przez jeźdźca. Nie wydłużyła kroku od razu, ponieważ najpierw o zgrozo nie potrafiła prawidłowo odpowiedź na pomoce. Dopiero po pewnej chwili zaczęła mocniej wyciągać swoje kończyny tak, aby tylne nogi znacznie przekroczyły ślady przednich. Odruchowo w miarę wzmocnienia kontaktu zaczęła przeżuwać wędzidło, już bardziej skupiając się na pracy niż otoczeniu.

Randolph Varmus - 2016-08-04, 13:44

Kiedy siwa załapała, dał jej chwilę na uzyskanie swobody w ruchu. Nie wymagał od niej na tę chwilę wbijania się w schemat i poprawną pozycję w trymiga niczym robot, albo maszyna. Nie chodziło przecież o to. I nie to było celem ich wyjazdu a zarazem treningu.
Mężczyzna utrzymywał klacz przez kilka minut w stępie wyciągniętym, pozwalając jej mięśniom harmonicznie współpracować ze sobą nawzajem. Po krótkim podjeździe, na niewielki pagórek, Kanadyjczyk dołożył wszelkich starań, aby Hekate vel Hektor vel siwa szczurząca się paskuda, przeszła gładko i płynnie w swobodny kłus.
Ran wyrównał swój oddech, pamiętając o tym, że znajdowali się na delikatnym zjeździe. Suma summarum nie na taki, coby klacz w pierwszym ruchu przewróciła się ryjąc czołem po ziemi. Był rozsądny i wiedział, że delikatny opad, połączony z lekkim, bardzo naturalnym kłusem, jest świetnym ćwiczeniem. To jak schodzenie z góry - człowiek angażuje do pracy przy zejściu więcej mięśni, niż przy wspinaniu się na górę.
Dopiero teraz tak naprawdę rozpoczynała się praca. Uroki treningu wytrzymałościowego - rozciągliwość w czasie. Nie była to praca ,,naraz" i po sprawie, umywamy rączki i niech dalej każdy sobie jeździ na koniu jak chce i jak mu się jawnie podoba. Nie.
Ran wsłuchiwał się w motorykę ruchu zwierzęcia. Wczuwając się w ciało Angielki, w sygnały jakie wysyłało, sam dostosowywał natężenie impulsów. W kłusie od razu złapał rytm, anglezując płynnie, odciążając grzbiet Hek. Gdyby teraz zabrano mu strzemiona - nie widziałby w tym, żadnego problemu.
Co jakiś czas zwracał uwagę na własne ciało. Od niego zależało równie dużo jak od Hekate. Głupotom było myśleć, że człowiek nie ma wpływu na ruch zwierzęcia, poza dłońmi i nogami, które ,,sterują" zwierzęciem. Kolejny absurd z którym bardzo często się spotykał.
Aktywizował klacz przy każdym uniesieniu się nad siodło, prosząc ją o mocniejsze zaangażowanie zadu i tylnych nóg.
Dłoń, przeguby oraz barki stały się swoistego rodzaju oparciem dla klaczy, tak, aby ta poczuła się pewniej i stabilnej przy długich fazach kłusa. Zaklinacz nie wiedział jak dawno temu chodziła pod siodłem i jaką miała przerwę. Przezorniacha z niego.
Plan na dzisiaj - 12km. Na początek. Łagodniej, jedynie na ostatnim odcinku wprowadzi zapewne 2, góra 3 minutową przebieżkę w galopie.
Zaraz po pokonaniu zjazdu z niewielkiej górki, nadal utrzymywał ją w kłusie, wyrównując biodrami jej tempo, nie pozwalając przyśpieszać. Jakie tempo przy zjeździe - takie tempo na płaskim.
Randolph doskonale wiedział, że potrzeba 2-3 miesięcy systematycznej pracy tego typu, aby ciało klaczy zaczęło to odczuwać i pokazywać efekty. Wiedział jednak, że siedmiolatka ma wszelkie predyspozycje do stania się naprawdę wysokiej klasy koniem, o którego będą się biły zazdrosne mordy jeźdźców.

Hekate - 2016-08-04, 15:20

Była mu za to wdzięczna. W zasadzie bardzo różnił się od wielu jeźdźców, którzy jeździli na niej jeszcze w czasach świetności. W większości właśnie traktowali ją jako maszynę uległą człowiekowi, która na śmignięcie batem, bez większych wskazówek miała niestrudzenie przed do przodu po jak najlepszy wynik. Przez bardzo długi czas uważała to za normalność aż do krótkiej przeprowadzki na tory w USA, gdzie z resztą nie zabawiła długo. Przynajmniej tam większą uwagę zwracano na stan psychiczny, a dla niej stanowiło to dużą różnicę. Jednak z czasem porzuciła swoje dobre przyzwyczajenia, o czym mogła świadczyć obecność Randolpha w jej życiu.
Z każdym swoim krokiem starała się odpowiednio wyciągać swoje kończyny, tym samym próbując zrehabilitować swój początkowy błąd. Po pewnym czasie poczuła, że wpada w prawidłowy rytm i dalej zaczęła się nim kierować, zaczynając odczuwać z tego pewnego rodzaju przyjemność. Głównie wynikało to jednak z tego, jaki jeździec siedział na jej grzbiecie, aczkolwiek pewnie niedługo powinna zaczynać ją odczuwać z powodu dobrze wykonanej pracy. Raczej zdążyła się domyślić, że nie będzie to rekreacyjny teren, ale coś bardziej wymagającego. Była ciekawa nieznanego wyzwania, które stanowiło dla niej odskocznię od codziennej rutyny. Zastrzygła uchem w stronę mężczyzny, w miarę gładko przechodząc w wyższy chód, jednocześnie robiąc to w sposób dynamiczny. Na początku zjazdu spięła mięśnie nie bardzo wiedząc, jak ma zareagować na obniżenie terenu, aczkolwiek postanowiła zadziałać swoim instynktem i takie wyjście okazało się najlepsze. Zaangażowała je wszystkie do wysiłku, mimo, że nie był on na razie zbyt intensywny. Ale w końcu trzeba od czegoś zacząć, prawda? Nie obijała się, więc swoim skupieniem pokazywała się mężczyźnie z swojej najlepszej strony. Nie chciała w żaden sposób polecieć na łeb do przodu, więc z początku starała się pilnować swojego grzbietu, a dodatkowo ułatwiało to klaczy umiejętnie wysyłane pomoce. Podstawiła tylne kończyny bardziej pod kłodę, zaczynając bardziej aktywną pracę zadu. Dynamika nadal pozostawała taka sama, chcąc, aby wyszło jak najlepiej, chociaż do doskonałości jeszcze daleka droga. Z przyzwyczajenia pewnie przeszłaby prędko do galopu, jednakże być może podświadomie wiedziała, jak źle może taki zryw się skończyć. Przynajmniej jedno ucho było cały czas skierowane w jego kierunku, kiedy drugie nadal wyłapywało mniej znaczące niż wcześniej charakterystyczne odgłosy lasu. W wieku siedmiu lat powinna powoli myśleć o zakończeniu kariery wyścigowej, ale kto wie, co jeszcze w niej drzemie...?

Randolph Varmus - 2016-08-04, 16:24

Po około 3 minutach spokojnego kłusa, wsiadł głębiej w siodło, nie anglezując już. Delikatnie pracował z biodra, dokładając łydki. Ich masującym ruchem, poprosił klacz o przyśpieszenie chodu, aczkolwiek nie wychodzenie z kłusa. Jeżeli ruszyła galopem, cofnął się, zwalniając ją do odpowiedniego tempa. Nie mogła przekroczyć 12km/h. Tym bardziej, że mieli zróżnicowany teren przed sobą. Mężczyzna tak planował trasę w głowie, aby spotykali i górki i odcinki płaskie. Piach, oraz mocniej ubitą ziemię.
Varmus pomocami kontrolował, aby siwa nie wypadała zbyt głęboko do przodu, nie trafiła impulsu od tyłu, tak niezbędnego do wytwarzania dodatkowego pchnięcia.
Po około 6 minutach na prostej drodze, tym samym tempem, z tą samą dynamiką, parę minęła góra 15 latka pomykająca na rozkosznym, łaciatym kucyku. Kuc jak to kuc, drobił śmiesznie, zarzucając małą główką góra-dół-góra-dół. Dziewczę natomiast starało się za wszelką cenę nadgonić małego towarzysza i klepało tyłskiem o skórzane siodło. Dźwięk klepania niósł się przez leśną ciszę, rozdzierając ją niczym tani niemiecki chippendales koszulę na swoim owłosionym, niedźwiedzim torsie. Dźwięk trochę jak w tanim amatorskim pornosie. Tak czy siak; Ran wiedział jaki Hek ma stosunek do innych koni i ludzi. Zajął ją od razu pracą nadgarstków, sunąc łagodnie w jej pysku rolkowym wędzidłem. Subtelnie przytrzymał ją w tunel dłonie - dosiad - łydki, uśmiechając się mimowolnie na widok skaczącego, różowego toczka i rumianych z wysiłku policzków, które teraz stały się drgającymi i podskakującymi plecami.

Hekate - 2016-08-04, 17:17

Parsknęła głośno, jednocześnie do płuc pobierając większą ilość czystego powietrza. Odruchowo, czując mocniejszy dosiad, przyszykowała się do galopu, aczkolwiek chwilę potem zauważyła, że wcale nie chodziło o przejście do wyższego chodu. Intensywnie żując wędzidło zwiększyła aktywność kłusa, strzelając ogonem jak z bicza. Musiała chociaż w tak niewyraźny sposób wyrazić swoje niezadowolenie z tego powodu, aczkolwiek nie zamierzała nadwyrężać ich relacji z powodu swojej chęci do zrobienia czegoś, o co w tej chwili nie była proszona. Jednocześnie wbiła wzrok w trasę szlaku przed sobą, w żadnym wypadku nie mając ochoty na wpakowanie się kopytem w jakąś dziurę albo natrafienie na kamień, chociaż było to naprawdę mało prawdopodobne. W miarę upływu czasu potrafiła sama w odpowiedni sposób rozróżniać nawet najbardziej delikatne impulsy, tym samym ukazując Randolphowi naturę bardziej spokojnego konia, który niestety został zakłócony poprzez niespodziewanych towarzyszy jazdy.
Na znak dezaprobaty wobec nieznajomej osoby obok schowała uszy w gęstej, lśniącej od odżywki grzywie, momentalnie spinając wszystkie mięśnie. Nie potrafiła czuć się rozluźniona w sytuacji, kiedy spotykała kogoś nowego. Do innych czterokopytnych w stajni zdążyła się przyzwyczaić, bo najzwyczajniej w świecie starała się ignorować ich jakiekolwiek zaczepki. Nie dążyła do zawierania nowych znajomości, co dobitnie potwierdzała reakcja siwej. W momencie mijania kucyka odrzuciła łeb ku górze, mocno napinając wodze, jednocześnie odskakując w bok. Na nic nie zdały się sygnały wysyłane przez jeźdźca, ponieważ Hekate postanowiła zaatakować niewinnego kucyka swoimi zębami. Jeśli w odpowiednim momencie mężczyzna nie zareagował, siwa bezczelnie pociągnęła go za grzywę, ale oderwała się od niego czym prędzej. Widniał dla niej jako potencjalne zagrożenie na równi z młodą dziewczyną na jego grzbiecie. Zarżała nisko, próbując znów się uspokoić.

Randolph Varmus - 2016-08-04, 17:52

Akcja-reakcja. Czując tylko subtelny ruch jej ciała, wyczuwając rosnące spięcie, wsiadł mocno w siodło, wypychając ją w przód z krzyża, zamykając dłonie na wodzach. Ciało mężczyzny nie spięło się, a jedynie zgrało z odskoczeniem klaczy w bok, kolejno całą swoją masą nakierował ją w drugą stronę, oponując wszelkim ,,nie" z jej strony. Wysłał Hekate pomoce jak do galopu roboczego, zamykając ją w ustawieniu, nie pozwalając wyjść, wychylić, nawet na milisekundę wykroczyć z niego. Przed pomocami użył półparady, przygotowując siwą, wyostrzając jej otępiałe teraz zmysły na kolejne sygnały z jego strony. Respekt i szacunek - to nimi kierował się w pracy z końmi Zaklinacz. Zawsze pamiętał o tym, kogo ma pod sobą. Nie zapominał z kim przychodzi mu pracować i to w jaki sposób. Pomimo rozluźnienia spodziewał się zawsze wszystkiego - nigdy nie przestawał być uważny i skupiony. Momentami wiedział, że gdyby nie jego tak zwana ,,uważność" jeździłby na wózku, bez zębów, z jednym okiem i ze zmiażdżonymi jądrami.
Nie pozwolił za żadne skarby tego świata, aby łopatowate zęby konia zatopiły się w Bogu winnemu kucu i dziewczynce. Co prawda para pognała szaleńczo, widząc jak siwa traci nad sobą kontrolę, ale Ran wiedział, że ta była gotowa nawet puścić się za nimi. Jak pies na listonosza. Uczepiłaby się ogona szetlanda i sunęła za nim niczym diabeł tasmański.
Hek była wyścigowcem, stąd też rozwiązanie Varmusa - galop. Była rozgrzana, nie pozwalał jej na szaleńczy bieg, a raczej rozsądny galop. Sam wyjeżdżał ją po prostu od tyłu, mocno pracując miednicą, stosując półparady, kiedy ta zaczynała znowu się samoistnie podniecać niedoszłą sytuacją. Dojeżdżając ją, rozpoczął zbieranie w galopie, kontrolując zgięcia w potylicy i stałej linii prostej ciała siedmiolatki.

Hekate - 2016-08-04, 18:23

Z ochotę przyjęła niejako wymuszona decyzję do przejścia w wyższy chód, gdzie prędko będzie mogła rozładować powstałe napięcie. Niestety jej przyzwyczajenia wzięły górę, a poczucie beznadziejności wychyliło się z swojego ukrycia. Przez dłuższą chwilę tępo podążała za danymi wskazówkami Randolpha, nie reagując na inne bodźce. Zamknęła się w sobie, analizując całe zajście od początku do końca. Całkowicie wybiła się rytmu, nadal nie rozluźniając poszczególnych partii mięśni, jednocześnie nie wypadając z odgórnie narzuconego ustawienia. Oddychała głęboko, nerwowo pobierając przez rozszerzone chrapy olbrzymie dawki powietrza. Serce siwej biło jak oszalałe, a ona wydawała się wyjątkowo roztrzęsiona całym zajściem, ledwo skupiając się na pomocach. Przymknęła powieki, dając się ponieść swoim kończynom naprzód, w całkowitym wyciszeniu odnajdując odpowiedni rytm, a chód z każdą chwilą stawał się coraz bardziej równomierny. Rozkładała swoje emocje na czynniki pierwsze, nie mając już żadnej ochoty na szaloną galopadę za uciekającym w popłochu kucykiem, który przecież nie zawinił, czego nie można było powiedzieć o niej. W końcu wyłoniła swoje chyże uszy z grzywy, odkręcając je w stronę mężczyzny. Znów słuchała. Być może w pewien sposób nawet chciała się zrehabilitować, ale miała swoje powody, aby dostrzec w nieznajomym kolejne zagrożenie skłaniające się do tego, że za chwilę może ona poczuć ból. Wolała zapobiegać, niż potem żałować nieuchylenia się od uderzenia. W pewnym momencie nie musiał stosować żadnych upomnień, ponieważ zdołała w miarę się uspokoić. Nie wracała myślami do tego, co się stało, całkowicie skupiając się na odbywanym treningu.
Randolph Varmus - 2016-08-05, 08:47

Po krótkiej chwili zaśmiał się mimowolnie, brzegiem prawej dłoni przecierając nagromadzony na linii włosów pot. Tak, jemu ciśnienie też na chwilę się podniosło - mimo całego opanowania, poczuł mrowienie w udach i rosnącą adrenalinę.
- Ty głupia Ty... wiesz Ty co... Nie ładnie tak podrywać mniejszego. Nawet nie wiem czy to była klacz czy ogier, Ty, Ty, Ty... - zamachał lekko wskazującym palcem - Zbereźniku jeden. - dodał na odchodne i zaczął powoli spowalniać klacz do kłusa. Pozwalając jej przy tym swobodnie kroczyć do przodu. Wbijając się w równe tempo zaczął zniżać jej łeb, rozciągając ją, wyginając delikatnie w potylicy. Musiała ochłonąć, spuścić troszkę pary z siebie, rozluźnić spięty grzbiet. Mężczyzna sam anglezował zgodnie z ruchem jej kończyn, odciągając ją przy tym.
Cieszył się, że zobaczył klacz w akcji, choć może jedni powiedzą, że nie powinien. Dało mu to jednak wiele, poszerzyło obraz zachowania Hek. Wiedział z kim pracuje - tak jak wspominałam wcześniej, zawsze brał pod uwagę to, kim jest koń. Jaką ma osobowość, co można w nim zmienić, a czego nie wolno ruszyć. Siwka była bardzo dominująca, ale nie z powodów terytorialnych, bo była mentalnym ogierem i ogierzyła ile wlezie. Nie. Ze strachu. Gdyby to nie on był winny jej zachowania, byłaby z siebie dumna i zaatakowałaby ponownie, a nie pierzchła i odskakiwała.
Widząc przed sobą pagórek, Ran ponownie złapał mocniejszy kontakt z pyskiem siedmiolatki. Wsiadł głębiej w siodło, przyłożył subtelnie łydkę, prosząc klacz o łagodne przyśpieszenie w kłusie. Sam przytrzymywał rytm i stałe tempo. Na podjazd wprowadził ją pod delikatnym kątem, aby nie utraciła prędkości, a zarazem, aby nie forsowała zbytnio swojego kręgosłupa i mięśni. Przy zjeździe ta sama procedura co wcześniej - stała prędkość, równy rytm, identyczne rozłożenie ciężaru ciała na kończyny. Tak, aby praca mięśni byłą synchroniczna.

Hekate - 2016-08-05, 10:21

Boki klaczy mimo ogólnego spokoju nadal unosiły się w zastraszająco szybkim tempie. Próbowała przywrócić puls do normalnego rytmu, zwalniając tempo galopu. Nadal słyszała szum swojej własnej krwi w uszach, a przed oczami miała obraz przerażonych ślepi łaciatego kucyka i jego właścicielki. Pewnie gdyby pojawili się przed nimi w tej chwili, być może nie byłaby taka lekkomyślna i mimo ogólnego spięcia nie rzuciłaby się na niego z swoimi zębami. Adrenalina nagromadzona w jednej sekundzie powoli ją opuszczała, pozostawiając po sobie poczucie przyjemnej pustki. Zarżała głośno z widocznym oburzeniem, ponieważ po tonie jakim posłużył się mężczyzna mogła się domyślić, że nie są to raczej słowa pochwały względem teatrzyku, który odegrała. Zgrabnie przeszła do kłusa, stąpając wyjątkowo miękko, co mogło być opcjonalnie wygodniejsze niż wcześniejsza niezaplanowana galopada. Mając pozwolenia wyciągnęła szyję przed siebie, nie zwijając jej w rulon, jak miało to miejsce kilkanaście sekund temu, ale pozwoliła spiętym mięśniom swobodnie się rozluźnić. I tak zapewne jutro rano będzie odczuwała skutki tego treningu, więc po co przysparzać sobie jeszcze więcej dyskomfortu? Zerknęła kątem oka na mężczyznę, chcąc zobaczyć wyraz jego twarzy.
Wydaje mi się, że jeszcze tak naprawdę nie widział jej w akcji. Jeśli chciałby to zobaczyć, musiałby puścić ją luzem po stajennym korytarzu i sprawdzić, w jaki sposób potrafi zmasakrować stajennych. Co prawda podobno tylko dwóch z wszystkich, którzy pracują w stajni trafili przez nią do szpitala z zmiażdżonymi kośćmi przedramienia i od bardzo dawno nie pokazywali się w przy jej boksie, o ile wrócili do zdrowia. Nie była pewna, czy przypadkiem całkiem zrezygnowali z swoich posad w obawie o własne życie. Nienawidziła ich z całego serca. Nie wyobrażała sobie w tej chwili, aby zajmował się nią ktokolwiek inny niż Randolph, chociaż z tego pewne zdawał sobie sprawę. Nie tylko w stajennych, ale w praktycznie każdym oprócz niego widziała potencjalne zagrożenie. Nie miało to znaczenia, kim są, czym się zajmują... Nie chciała poniżać się przed nikim, tym bardziej przed tym kucem.
W odpowiedzi na mocniejszy kontakt zaczęła intensywnie przeżuwać wędzidło, w końcu zachowując się jak należy. Po dodaniu kolejnych pomocy ani myślała o przejściu w galop, jedynie zgodnie z życzeniem czyniąc kłus bardziej dynamicznym i idącym do przodu, jednocześnie obijając ogonem po bokach. O dziwo nie odczuwała jeszcze zmęczenia, ale w zasadzie powinno się to zmienić już niedługo. Ochoczo pokonała zarówno podjazd i zjazd delikatnego wzniesienia, tym razem przerzucając wysiłek na odpowiednie partie ciała, nie przeciążając grzbietu.

Randolph Varmus - 2016-08-05, 11:48

Mężczyzna doskonale wiedział, że praca z klaczą dopiero się zaczyna; a droga do jej pełnej resocjalizacji będzie długa i niezwykle zawiła. Nie przeszkadzało mu to jednak, był gotów na każde poświęcenie, chcąc doprowadzić Hekate do ustabilizowania się, do osiągnięcia wewnętrznego spokoju, zharmonizowania się. Była tego warta.
Po przejechaniu prostej, zaraz za zjazdem, plus minus po 10 minutach ciagłego, niezmiennego w tempie kłusa, naprowadził siwa na jedna z bocznych ścieżek, które prowadziły wąskim skrótem przez las. W połowie dreptania po nierównym, naznaczonym przez liczne muldy i rowki gruncie, zwolnił klacz do stępa, pozwalając jej ochłonąć. Na start nie mogli pokonać więcej niż 16/18km. Chcąc trzymać sie założonego wczesniej planu, Ran musiał rozrysować sobie drogę powrotna, tak, aby móc przeprowadzić klacz przez krótki odcinek kontrolowanego bardziej, tym razem, galopu.
Kanadyjczyk przymknął na chwile bursztyny, rozkoszując sie letnimi promieniami słońca, które przedzierały sie krzywymi smugami przez gęste korony drzew i zbite igliwie.
Po około 3 minutach marszu, zaklinacz ponownie zamknął klacz w pomocach, poddając ja działaniu półparady. Wszelkie pomoce do aktywnego kłusa na niewielkim łuku, który utworzył się na wyjeździe ze ścieżki. Naprowadził siedmiolatkę na pewniejszy grunt, prowadzący linia prostą do kompleksu Orchard.
Kiedy zauważył ze na horyzoncie w oddali maluje sie zarys głównej stajni, poprosił klacz o przejście w płynny galop. Po dwóch minutach, zwolnił ja do kłusa, anglezując aktywnie. Po kolejnej minucie zwolnienie do stępa i wolnym tempem juz do samej stajni. Znajdując się od niej rzut beretem, Varmis zluzował kontakt z pyskiem klaczy, wyciągając ja do przodu, pozwalając na człapanie.
/zt.

Hekate - 2016-08-05, 13:25

Była jednak bardzo ciekawa, czy się nie zniechęci. Nie zostawi tak jak spore grono przed nim, po prostu zacierając ją w swojej pamięci. Żywiła jednak cichą nadzieję na zobaczenie go po raz kolejny po tym terenie, ponieważ naprawdę go... polubiła? Można to i nazwać w ten sposób. Dużo też zależało od nastawienia klaczy, ale mimo wszystkich zabiegów mających na celu uświadomienie jej kilka rzeczy na zawsze będzie miała przeświadczenie o tym, jak niektórzy potrafią skrzywdzić i nie będzie do nikogo nieznajomego podchodzić z odpowiednią dawką zaufania. Na to już było stanowczo za późno, przynajmniej tak uważała ona.
Z ulgą przyjęła fakt wstąpienia na bardziej osłoniętą od promieni słonecznych ścieżkę. Mogła chociaż na chwilę od nich ochłonąć, parskając z zadowolenia. Żółty dysk na niebie wręcz bezlitośnie padał na ciało klaczy, kiedy jeszcze chwilę temu jechali główną trasą szlaku. Starała się utrzymywać kłus stale na tym samym poziomie, ale w pewnym momencie jednak stał się on nieco bardziej ospały niż na samym początku. Bez zakłóceń i z wyraźną przyjemnością przeszła do stępa, wyciągając w nim maksymalnie szyję do przodu, zniżając ją trochę pod linią grzbietu. Ospale strzygła uszami, chcąc zachować czujność w nieznanej części lasu nawet w takich warunkach. Oddychała głęboko, pobierając odpowiednia porcje powietrza, które pomagały jej chociaż trochę zregenerować utracone siły. Pozwoliła sobie na leniwie przeżuwanie wędzidła, jednocześnie marszcząc chrapy, kiedy to docierał do nich ledwo wyczuwalny zapach nieznanego zwierzęcia, które jakiś czas temu musiało przecinać pośpiesznie ten teren. Nieznacznie ożywiła się po otrzymaniu półparady, która miała przecież na celu pobudzenie jej uwagi na wydawane pomoce tym razem względem ponownego przejścia do kłusa. Szła odważnie do przodu, odpowiednio wyginając swój kręgosłup w łuk, aby po wyjściu z ścieżki mogła na własne oczy ujrzeć kontury stajni. Nie spodziewała się, że czas spędzony z jeźdźcem - nie zrzucając go przy tym ze swojego grzbietu - może być spędzony w tak przyjemny sposób. Z niewielką o dziwo niechęcią przeszła do galopu, tym razem zgarniając więcej terenu, jednocześnie czyniąc go lepszym do wysiedzenia dla Varmusa. Rżąc cicho po raz kolejny względnie gładko przeszła do kłusa, a następnie wolnego stępa, pokonując nim już resztę trasy pozostałej do stajni.

z/t



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group