Saver - 2014-06-20, 19:46 Potrafił wykorzystać atut jakim była wielkość ogiera, co prawda sprawiała nieco trudności przy trudnych manewrach ale i z tym ogier potrafił sobie doskonale radzić. Nie potrzebował przypominania tempa, zawsze robił to co od niego wymagano i na tym w większości polegał bo zbyt ufał ludziom. Zwolnił na chwilę do stępa, zmiana kierunku i znowu kłus, idealnie powtarzając wszystko jak poprzednio.
dłuższe zw.Lionel - 2014-06-20, 20:00 Super, że ogier tak fajnie współpracował z człowiekiem. Coraz bardziej zachęcał go również swoim zachowaniem do jakiegoś wspólnego treningu pod siodłem.
Przyszedł czas na zagalopowanie. Ponownie poprzez zacmokanie zażądał od niego przejścia do jeszcze wyższego chodu. Lionel nie chciał wymagać od niego zbyt wiele na lonży. Zwracał tylko uwagę na energiczny i równy krok w przód. Chciał aby ten stopniowo się rozgrzał, aby nic złego nie przytrafiło się podczas skoków.Saver - 2014-06-20, 21:11 Ogier szukał ludzi którzy będą zabierać go na treningi, no i właściciela przecież. Ogier na cmoknięcie zareagował nie wielkim barankiem i przeszedł płynnie do galopu, rozpierała go energia cóż poradzić? Galop był równie płynny co kłus, ciało w idealnym tempie poruszało się do przodu po okręgu wyznaczonym przez lonżę, co jakiś czas zerkał na chłopaka.Lionel - 2014-06-20, 21:39 Może żeby już nie przeciągać, widząc, że Saver idealnie reaguje na głos, użył go aby koń przeszedł do kłusa. Chłopak zebrał nieco lonżę, zmniejszając promień okręgu po którym poruszał się koń. Chciał go w ten sposób zmusić do nieco większego zgięcia. Jeśli wszytko powiodło się po jego myśli, przejście do stępa i całkowite zebranie lonży w celu zmiany kierunku. Jeśli ogier posłusznie się przy nim zatrzymał, ten poklepał go po szyi i podarował mu smakołyk.
No i ostatnia rzecz na lonżowniku- galop w drugą stronę i idziemy poskakać. Znów jak poprzednio doprowadził do zagalopowania.Saver - 2014-06-20, 22:00 Ogier zastrzygł uchem słysząc głosową zmianę tempa do której po dwóch krokach przeszedł. Kiedy skrócił mu lonże zmniejszając koło ogier musiał nieco bardziej się wygiąć by odpowiednie tempo,chód oraz wygięcie trzymać. Później stęp,stop,zmiana kierunku i smakołyk który pochłonął z przyjemnością. I znowu galop w drugi kierunek, ogier wyładowywał nadmiar energii więc w korytarzu będzie spokojniejszy.Lionel - 2014-06-20, 22:06 Lionel stwierdził, że już wystarczy tej rozgrzewki. Delikatnie przeprowadził go do kłusa i zawęził koło poprzez delikatne zebranie lonży. Normalnie biorąc konia tylko na lonżownik, popracuje z nim intensywniej nad zgięciami i rozluźnieniem. Dzisiejsza lonża była jednak tylko wprowadzeniem do korytarzu, wiec już wystarczy. No to na spokojnie do stępa, chwila najniższego chodu i tyle w tym miejscu. Poczęstował go ponownie smakołykiem i wyszedł na korytarz.Saver - 2014-06-20, 22:19 Ogier ponownie zwolnił przez kłus do stępa, smakołyk zjadł ze smakiem. Wybył za chłopakiem.
z.tAnonymous - 2014-06-21, 09:33
Diego Montana napisał/a:
Widząc jak ogiera rozpiera energia postanowił ją spożytkować inaczej. Skoro rozruszał się już odpowiednio chyba może go zabrać na korytarz skokowy by sprawdzić jego potencjał skokowy.
-Masz ochotę poskakać?
Oczywiście mówił o prawdziwych skokach, miał nadzieję że jak jeszcze go pomęczy to może uda mu się do dosiąść nie robiąc sobie i jemu krzywdy.
Jakby w odpowiedzi, srokacz wykonał spektakulatnego baranka. Jeszcze więcej ruchu? On jest za!
Wtedy na lonżownik wszedł inny ogier w towarzystwie człowieka. Fiery zatrzymał się gwałtownie i zastrzygł uszami. Słysząc rżenie karego, odpowiedział tym samym. Pinto obserwował przez chwilę tę parę, ale widząc, że nie przejmują się ich obecnością, Spark ruszył kłusem.Diego Montana - 2014-06-21, 11:37 Skinął łbem chłopakowi który wszedł tutaj z hanowerem, skrócił nieco lonżę by konie nie wpadały na siebie. Zauważył że pinto był nieco nimi zainteresowany ale szybko wrócił do poprzedniej czynności. Skrócił lonżę tak by ogier był koło niego i zatrzymał go klepiąc po szyji czule.
-To idziemy szalony.
Powiedział i ruszył w obranym kierunku, ponownie trzymał konia blisko tak by nikomu się nic nie stało.
z.tAnonymous - 2014-06-21, 16:39 Ogier posłusznie się zatrzymał, a kiedy Diego poklepał go po szyi, Spark trącił go nosem w ramię.
Ruszył za mężczyzną w stronę wyjścia, tradycyjnie próbując go wyprzedzać. Nie robił tego z czystej złośliwości, po prostu chciał jak najszybciej dojść do kolejnego miejsca. Poza tym świeże powietrze dodawało mu wigoru.
z.t.Harley Davidson - 2014-07-17, 12:17 Z ogierem na zwiniętej lonży i bacikiem w zanadrzu wkroczył na round pen... Tak na start to rzucił bacik na bok i wziął się za wywalanie stąd co większych kamieni, starając się przy tym zachęcić gniadego do podążania za sobą czy to przez cmoknięcia, czy jakieś zaczepki. Ogółem to zaraz potem wziął bacik z powrotem, stanął na środku koła i stopniowo zaczął rozwijać lonżę. Ciekaw był, czy gniady w ogóle to kiedyś robił.Mershevy - 2014-07-17, 12:31 Z dużym zapasem kroczył powoli za mężczyzną, lecz nie sprawiał innych problemów. Nie szarpał się, ani nie zatrzymywał, nie caplował, ale trochę się wlókł to prawda. Zastrzygł zainteresowany uszami, gdy bat upadł na ziemię, ale szybko stracił nim zainteresowanie. Niechętnie, jednak bez sprzeciwów podążał za Harleyem i bacznie przyglądał się temu co robił. Strzelał od czasu do czasu ogonem, czy parskał przeciągle być może chcąc zwrócić na siebie uwagę Davidsona? Wrogie spojrzenie zawiesił ponownie na baciku, który tym razem znalazł się ponownie w dłoni mężczyzny. Stulił na kilka krótkich chwil uszy, lecz szybko ponownie postawił je na sztorc. Sam był ciekaw, co teraz Harley wymyśli. Zabujał masywnym łbem cofając się nieznacznie o krok.Harley Davidson - 2014-07-17, 21:22 Chwila ulgi! Harley ucieszył się nawet, że już mu takich problemów nie sprawia. Może takie fochy i groźby to tylko przy innych koniach? W każdym razie znów pogładził jego szyję. Podsunął bacik pod nos gniadosza, żeby się mógł się z nim zapoznać i może trochę spuścić z wrogości czy strachu. Potem będzie umiał dla bacika wybudować respekt, więc nie ma co pomijać kroku z akceptacją jego istnienia. Po chwili na zapoznanie, nacisnął delikatnie na łopatkę gniadego, cmokając. Na razie na krótszej lonży, planował z pierwszym ruchem naprzód zacząć stopniowo ją rozwijać, żeby w końcu dojść do odpowiedniej wielkości koła. Jeśli naciśnięcie łopatki nie zadziałało, zacmokał raz jeszcze, zbliżając bat do boku gniadego, co by się oddalił.Mershevy - 2014-07-17, 21:38 Problemów nie sprawia na razie, co przyjdzie mu do głowy za minutę, czy pół godziny to zupełnie inna sprawa. Nigdy nic nie wiadomo, prawda?
Towarzystwo koni swoją drogą, po prostu wiedział, że z Harleyem nie ma żartów i, że traktuje swoją pracę całkiem poważnie. Spojrzał na mężczyznę, gdy ten gładził go po szyi i ledwo powstrzymał się od chęci skubnięcia go w ramię. Widząc przed swoją mordką bat cofnął nieznacznie łeb, lecz łapczywie pociągnął powietrze licząc na zdobycia zapachu przedmiotu. Nie obawiał się bacika, bynajmniej jeszcze nie teraz. Kiedyś pracował już z ów przyrządem, lecz nie miał z nim złych skojarzeń, traktował go... W sumie to nijak go traktował, nie bał się go, ale też nie zwracał na niego dużej uwagi z czego rodził się kolejny kłopot. Gdy odczuł nacisk na swojej łopatce parsknął przeciągle i nie miał zamiaru się przesunąć. Dopiero cmoknięcie zadziałało na niego niemal hipnotyzująco i przestępując z nogi na nogę oddalił się nieco.Harley Davidson - 2014-07-17, 22:01 Takie drobne zaczepki jak skubnięcia chociażby, mężczyzna traktował z przymrużeniem oka, gorsze porządne chapnięcia... A takie mu już dzisiaj Mershevy zaserwował. Czasami Harłak dziękował Bogu, że nie urodził się ciepłą kluchą i swoje wie. Bo inaczej to większość koni w tej stajni już dawno załatwiłaby mu kontakt z ziemią, szpitalnymi lekarzami albo po prostu cwanie oszukała. On wie, jakie tu gagatki mieszkają!
Ten problem - mam nadzieję - będzie łatwiejszy do naprawienia. Harley zauważył, że Mersh nie przyjmuje tego przedmiotu jako czegoś całkiem nowego - i tym lepiej, nie boi się go. Tylko trochę mało było do niego respektu. Oddalił się tylko nieznacznie, więc mężczyzna zaświszczał batem koło jego boku (tak jednak, żeby go nie tknąć) i miał nadzieję, że ten dźwięk chociażby da efekt.