Oliver Pelerieux - 2018-05-24, 12:52 Na początek ustawiłem dla Inso łatwą, krótką kombinację przeszkód, która miała jej posłużyć za rozgrzewkę. Korytarz ustawiłem wzdłuż ogrodzenia, które tworzyło jedną z jego ścian. Druga była bardzo prowizoryczna, ale siwa mimo wszystko powinna ją respektować.
W każdym razie na siwą czekały przeszkody ustawione w następujący sposób: stacjonata 80 cm ze wskazówką, dwie foule i okser 80cm wysokości i 90cm szerokości, potem kolejne dwie foule i stacjonata 90 cm, za którą także znajdował się drąg pomocniczy, nie tylko pozwalający wyregulować tempo galopu, ale również umożliwiający wejście w korytarz z drugiej strony.
Gdy skończyłem ustawianie przeszkód, obejrzałem się na Inso i biorąc bat do ręki, zacząłem iść w jej kierunku w taki sposób, aby mową ciała niejako zagonić ją w otwarty korytarz. Pogoniłem ją do galopu.Insostenible - 2018-05-24, 19:52 Widząc jak Oliver podchodzi do niej z batem w ręku, siwa z początku przyspieszyła, zrobiła kilka kroków w kłusie i przeszła w dynamiczny, wręcz za szybki galop. Uniosła znacznie ogon i potrząsnęła kilkakrotnie łbem. Dopiero, gdy znalazła się bliżej korytarzu, klacz zebrała się do kupy, lekko unosząc łeb, tak aby mieć dobry widok na stojące przed nią przeszkody i wyregulowała stanowczo tempo, tak aby nie wpaść w drągi. Ostatnie kroki zrobiła z deka większe, zbierając przy tym siłę, która uwolniła przy wyskoku, który zrobiła tuż przed przydatną wskazówką. Bezproblemowo wylądowała w odpowiednim miejscu, dzięki czemu mogła spokojnie zmieścić się w dwóch foulach i oddać następny skok. Tutaj przyłożyła się nieco bardziej, tak aby należycie dokryć okser, jednocześnie przy tym rozciągając się prawidłowo. Nie robiła jakiś oszałamiających zapasów, które szczerze mówiąc mogłaby robić przy takich przeszkodach, za to zostawiała sobie rezerwę kilku, kilkunastu centymetrów, tak aby nie trącić żadnego z drągów, które od zawsze darzyła szacunkiem. Skoczyła daleko, także musiała się nieco skrócić i mocniej obciążyć zad, co umożliwiło jej wykonanie ostatniego skoku, po którym Inso parsknęła przeciągle i stopniowo przeszła do stępa, poruszając się wzdłuż ogrodzenia.Oliver Pelerieux - 2018-05-26, 23:16 Pochwaliłem Inso głosem, wyrażając swoje zadowolenie, po czym zagoniłem ją w ten sam korytarz raz jeszcze. Za pierwszym razem dobrze sobie poradziła i wybrnęła, gdy odległość przestała jej pasować, ale teraz, gdy już znała ustawienie przeszkód, oczekiwałem że drugie podejście będzie bardziej harmonijne.
Jeżeli zgodnie z moimi przypuszczeniami wszystko poszło dobrze - a powinno, bo takie wysokości nie były dla Inso żadnym wyzwaniem - to dałem jej chwilę przerwy, podczas której podniosłem wszystkie przeszkody o 10 centymetrów. Gdy były gotowe, ponownie zainteresowałem się siwą i zagoniłem ją w korytarz, pilnując by w porę przeszła w galop.Insostenible - 2018-05-27, 13:09 Ruszyła galopem po śladzie, tym razem zachowując cały czas takie same tempo, bez konieczności regulacji, tak jak wcześniej. Uszy postawiła na sztorc i lekko uniosła łeb, postępując identycznie tak jak przy poprzednim razie. Różnica była w tym, że tym razem lepiej sobie poradziła z wyliczeniem odległości i już bez żadnych komplikacji sprawnie pokonała korytarz, starając się tworzyć obrazek jak najmilszy dla oka.
Mając chwilę przerwy, klacz postanowiła podejść bliżej Olivera, spoglądając na niego ukradkiem. Chciała w sumie mu trochę poprzeszkadzać w podwyższaniu przeszkód, jednak odpuściła sobie, odchodząc i skupiając swoją uwagę na terenie za ogrodzeniem.
Ponownie przeszła w galop, kierując się pewnie kierunku "ulepszonych przeszkód. Zauważyła różnicę wysokości, jednak wciąż nie było to coś, co mogło sprawić jej jakikolwiek problem. Podczas podchodzenia do skoku zebrała trochę więcej energii, odbijając się w dobrym momencie i lądując w równie dobrym miejscu. Trzeci raz pokonywała już te same ustawienie, więc doskonale wiedziała jak ma postępować. Dała sobie rade z pozostałymi dwoma członami, a przy powrocie na ziemię parsknęła przeciągle i kawałek dalej przeszła do kłusa i stępa, w którym została, oczekując na kolejne zmiany lub działania zawodnika.Oliver Pelerieux - 2018-05-27, 20:57 Ponownie pochwaliłem klacz, uważając, że warto nagradzać konie ilekroć coś robiły dobrze. Byłem świadom tego, że takie przeszkody to dla niej nic, jednakże za nic nie chciałem pominąć rozgrzewki, a takie podskoki były właśnie jej częścią.
Jednocześnie nie chciałem marnować jej energii na takie "nic", więc ponownie podniosłem przeszkody - pierwsza stacjonata mierzyła teraz 110 centymetrów, okser 110 na 100 centymetrów szerokości, zaś ostatnia stacjonata mierzyła dokładnie 120 centymetrów.
Puściłem siwą w korytarz, podejrzewając, że także z tym zadaniem sobie poradzi. Pomijając siłę i skoczność, miała też doświadczenie, które pozwalało jej mierzyć odległości.
Jeżeli zgodnie z moimi przypuszczeniami poradziła sobie z tym zadaniem, to po pochwale dołożyłem za ostatnią stacjonatą jeszcze jedną (również 120 cm), w odległości jednej foule, zabierając pomocniczy drąg, który tam dotąd leżał.
W tak ustawiony korytarz zagoniłem Inso raz jeszcze, uważnie obserwując przebieg tego wejścia.Insostenible - 2018-05-27, 22:41 Jego pochwały głosowe nie umykały jej, wiedziała o co chodzi ze względu na ton głosu, przez tyle lat rozpoznawała kiedy ktoś ją nagradzał, a kiedy karcił za coś złego. W jakimś stopniu zachęcało ją to do ciągłego zaangażowania i zatwierdzało w tym, że dobrze się sprawuje.
Jeszcze przed kolejnym podejściem, przyjrzała się z boku przeszkodom, tracąc nimi zainteresowanie gdy zawodnik skończył ustawiać ostatni drąg. Wyczekiwała momentu, w którym dostanie od niego wyraźne pozwolenie na galop, który wnet nastąpił.
Zważywszy na to, że wysokość wychodziła już poza metr, kobyła starała się jak najlepiej dostosować się do skoków, wyraźnie bardziej wkraczając zadnimi kończynami pod kłodę, niż w przypadku jej pierwszych dzisiejszych skoków. Ostatnie dwa foule były znacząco większe, dzięki czemu wraz z przybraniem odpowiedniego ustawienia w locie jak i przy lądowaniu, siwa podręcznikowo poradziła sobie z pierwszą stacjonatą. Okser dokryła, rozciągając się ponad nim i chowając podwozie. Najwyższą stacjonatę pokonała nieco bardziej siłowo się odbijając. Nadgarstki hanowerki spisywały się świetnie, amortyzując każde z jej lądowań. Nawet z szczęścia podrzuciła jednorazowo zadem, chociaż rzadko jej się to zdarzało.
Płynnie przeszła z stępa do galopu, poparskując co foule. Podchodząc do najazdu poruszała się równie dynamicznie co wcześniej, z dużą precyzją robiąc trzy kolejne skoki. Dodana przeszkoda nie była dla niej zaskoczeniem, była na tyle inteligentna, żeby zauważyć jak Oliver dobudowuje ją podczas przerwy. Bardzo szybko podjęła decyzję o zrobieniu tylko jednej fouli pomiędzy trzecim a czwartym członem, odrzucając możliwość zrobienia w tym miejscu dwóch kroków. Inso była jednocześnie zdolną i bardzo dobrze wytrenowaną bestią, wykorzystywała w pełni swoje umiejętności. Wylądowała i znów skorzystała z chwili odpoczynku, spokojnie stępując. Trochę się spociła, a jej oddech był przyśpieszony przez wysiłek.Oliver Pelerieux - 2018-05-27, 23:17 Uśmiechnąłem się mimowolnie widząc, jak Insostenible po raz kolejny z powodzeniem pokonuje wszystkie przeszkody. Takiego konia mogłem tylko pozazdrościć Jessie, i pewnie nie ja jeden...
Tym razem dałem klaczy nieco dłuższą przerwę. Z kieszeni wyjąłem smakołyk i znęciłem nim Inso, zachęcając do tego, żeby do mnie podeszła. Jeśli tak się stało, podsunąłem smakołyk pod jej pysk, a drugą ręką pogłaskałem klacz po czole. - Dobry koń - rzuciłem przyjemnym dla ucha tonem, jeszcze przez chwilę miziając Inso po łbie, po czym wróciłem do przeszkód, tym razem nie po to, żeby je podnieść, tylko żeby poprzestawiać.
Po przebudowie korytarz zawierał jedynie trzy przeszkody - dwa nieduże krzyżaki, które dzieliła jedna foule galopu, oraz okser 130x100. Pierwsze dwie przeszkody miały pomóc siwej w złapaniu rytmu, zaś ostatnia wymagała już po prostu skoku na wysokość, z którą Inso miała szansę się oswoić podczas poprzednich skoków. Na tym też mieliśmy powoli kończyć i w założeniu miał to być jeden z ostatnich skoków.
Ponownie zagoniłem Inso w korytarz, patrząc jak sobie poradzi z takim zadaniem.Insostenible - 2018-05-29, 12:19 Smakołyk zadziałał na nią jak magnes, klacz szybko zjawiła się u boku mężczyzny. To, w jaki sposób ją traktował wyjątkowo jej się spodobało, zapewne będzie go dobrze kojarzyła.
Przed zjedzeniem podarunku, siwa dmuchnęła w jego dłoń rozgrzanym powietrzem, dopiero wtedy porywając smaczka, który szybko znalazł się w jej żołądku. Kiedy skończył ją miziać nie dała mu jeszcze odejść, bo zaczęła się o niego ocierać łbem, akurat coś ją zaswędziało.
Spodziewała się zmiany po tym, jak zaobserwowała plączącego się przy przeszkodach Olivera, więc nowe ustawienie nie zaskoczyło ją. Pewnie, i bez żadnych wątpliwości udała się w stronę krzyżaka, celując w jego środek, zapewniając sobie dobry najazd. Płynnie pokonała dwie pierwsze przeszkody, nie wysilając się zbytnio przy skokach nad nimi, za to trzeba była bardziej wymagająca, co klacz wzięła pod uwagę i oczywiście mocniej odbiła się, w locie wyciągając szyję i maksymalnie podciągając kończyny. Skończywszy przeszła do stępa i chodziła gdzieś w pobliżu Olivera, w razie jakby znowu chciał poczęstować ją czymś dobrym.Oliver Pelerieux - 2018-05-29, 17:10 Tym razem Insostenible musiała zadowolić się pochwałą, którą udzieliłem jej głosem. W końcu nie mogłem pozwolić na to, żeby ją rozpuścić dokarmianiem.
Przedostatni raz podniosłem przeszkodę o 10 centymetrów, po czym odwróciłem się do Inso, chyba już samym ruchem ręki z batem będąc w stanie ją zagonić w korytarz, bo zapewne doskonale już wiedziała o co chodzi. Jeżeli pokonała przeszkodę na czysto, pochwaliłem ją głosem entuzjastyczniej niż dotąd, po czym podniosłem ją ostatni raz - tym razem o jedną dziurkę, czyli pięć centymetrów, a przy okazji rozszerzyłem też nieznacznie okser, na koniec stawiając przed Inso takie właśnie zadanie, najcięższe z dotychczasowych, choć w gruncie rzeczy nie sądziłem, aby miała odczuć różnicę.
W każdym razie puściłem siwą w korytarz, a gdy pokonała przeszkodę, odłożyłem już bat i przywołałem klacz do siebie. Poczęstowałem ją kolejnym smakołykiem, jednocześnie klepiąc po umięśnionej szyi. Następnie zostawiłem klacz na chwilę samą, ale już nie podnosiłem przeszkód, tylko rozmontowałem korytarz, zostawiając po sobie porządek. W międzyczasie cmokaniem kontrolowałem kątem oka co robi klacz, a gdy skończyłem, podpiąłem do kantara lonżę i wyszedłem z Inso z placu.
Udałem się z nią do stajni, energicznie maszerując i od czasu do czasu smyrając palcami chrapy błękitnookiej, jeżeli była skora do zaczepek. /ztInsostenible - 2018-05-29, 18:20 Nie pozostało jej nic innego jak cierpliwie zaczekać aż Oliver podwyższy okser. Aktualna wysokość może zdawała się już być konkretna, jednak dla niej był to w dalszym ciągu pikuś. Na znak ręką wróciła na ślad i stopniowo przeszła w galop, mimo pojawienia się zmęczenia, to klacz nie odpuszczała, ciągle zachowując aktywne tempo. Z łatwością poradziła sobie z dwoma pierwszymi przeszkodami i również z trzecią, wiedząc gdzie i kiedy ma się odbić no i z jaką siłą.
Ostatnie skoki były dla niej tylko formalnością, przy nich siwa również zaprezentowała dotychczasowy wysoki poziom, z łatwością radząc sobie z dzisiejszymi wyzwaniami.
Ochoczo zjadła smakołyk i odeszła, dając mu w spokoju rozmontować korytarz. Zmęczona połaziła sobie po maneżu, co jakiś czas parskając i podnosząc łeb, reagując tak na niektóre elementy otoczenia. W drodze do stajni domagała się od niego uwagi i pieszczot, więc często go zaczepiała.Oliver Pelerieux - 2018-06-20, 00:21 W sezonie stroniłem od jazdy na hali jak tylko się dało, wychodząc z założenia, że na świeżym powietrzu jest przyjemniej i ciekawiej. Zabrałem Glorię na jeden z zewnętrznych placów, trafiając akurat na taką godzinę, w której byliśmy na maneżu zupełnie sami. To pozwoliło mi na to, żeby trochę się porządzić - spacerując po maneżu z Glorią u swego boku, zagospodarowałem przestrzeń rozstawiając drągi i przeszkody, przy temperamencie klaczy mogąc sobie pozwolić na coś takiego bez obaw, że ją wystraszę na śmierć noszeniem drągów. Nie zajęło mi to długo, bo nie potrzebowałem wiele żeby dobrze się "bawić", więc wkrótce dosiadłem kasztanki, wsiadając na nią ze schodków tuż po tym, jak podciągnąłem popręg. Jeżeli stała grzecznie podczas wsiadania, poczęstowałem ją kostką cukru, a potem nabrałem wodze na kontakt i dałem rudej łydkę do stępa. Tym razem chyba nie musiałem zabiegać o aktywność, ale nie do końca wiedziałem, czy był to wynik treningu, czy jednak energii niewiadomego pochodzenia, która krążyła dziś po ciele Glorii. Tak czy inaczej, na początek zarządziłem 10 minut aktywnego stępa w obu kierunkach, zmieniając je przez półwolty lub przekątne. Póki co oferowałem klaczy wygodne, niskie ustawienie, pozwalając jej nieść szyję niemal wyprostowaną. Prowadziłem ją przede wszystkim w łydkach, dosiadem dojeżdżając do ręki, co miało jej pomóc w wejściu na kontakt i wdrożeniu się w rytm pracy.
/Fabuła zawieszona.Ruth - 2018-11-27, 22:12 Na dzisiejszy, dość luźny trening wybrała nic innego, jak pracę w kłusie, aby podszkolić i swoje umiejętności, jak i dopracować wspólny język z Hollywood'em. Koń tak plastyczny i podatny na pomoce to świetny materiał do pracy, gorzej jednak, gdy nie jest się specjalistą w ujeżdżeniu, co było z Ruth. O wiele lepiej radziła sobie z crossem czy zwykłymi skokami, kupując jednak Hell'o stwierdziła, że może czas wyjść ze strefy komfortu i zrobić coś pod konia, nie pod siebie. Miał ruch, grację i ciało, nadające się świetnie ujeżdżenia, zaś brakowało mu odwagi i hmmm lwiego serca? Chyba obie wiemy o co chodzi.
Przybywając na mały maneż poprawiła popręg i stając nim w roku, wskoczyła prędko na jego grzbiet, prowadząc go na pierwsze, dość luźne kółko w stępie, coby go wstępnie rozchodzić i rozgrzać, przed zdjęciem derki. Nie padał deszcz, temperatura była na plusie, wolała jednak chuchać na zimne, nie chcemy przecież, by rozchorował się tuż przed zawodami. Sama zabezpieczona szalikiem i ciepłą kurtką zdawała się być początkowo niczym słup - zero współpracy z ciałem konia, po kilku krokach jednak rozluźniła się lekko, prowadząc go na lekkim kontakcie i delikatnych łydkach, nie wymagając na razie cudów - miał po prostu STĘPOWAĆ do PRZODU. XDHollywood Hell'o - 2018-11-27, 22:25 Wszystko przychodzi z wiekiem i z częstym treningiem - gdyby codziennie musiał pracować, prędzej czy później odechciałoby mu się dziwnych akrobacji inspirowanych Timonem z Króla Lwa 3 - "podbieg, niuch, wzdryg!" także może po prostu trzeba wziąć tego pana w obroty treningowe... >:)
Rozglądał się po drodze bardzo obficie, ale póki co nie dało się powiedzieć, był jakiś przestraszony. Jego dzisiejszy nastrój i nastawienie do pracy pod siodłem w ogóle miały się świetnie i nawet za dużo nie kombinował podczas gdy ciemnowłosa zajmowała się jakże niezdarnym wdrapywaniem na jego grzbiet. Otrzymawszy sygnał ruszył stępem i dopóki Ruth nie zaingerowała dosiadem i łydkami, ciężko było mówić tu o bardzo aktywnym stępie, niemniej jednak przy uruchomieniu tych pomocy zaczął w stępie bardziej pchać się zadkiem i dzięki temu mógł też dość swobodnie wejść na lekki kontakt. Póki co bez rewelacji ale hello, dopiero zaczynamy. Ruth - 2018-12-07, 21:48 Ojj, na tyle lubię Timona, że nie wiem, czy jednak brać go w te obroty. Zaczynała się trochę angażować z dosiadem, pchając go na kontakt, prowadząc po ścinach maneżu. Na razie bez konkretnego wyjeżdżania narożników, czy idealnej linii, wpierw musiał się trochę rozchodzić.
Po dwóch kołach zmieniła kierunek przez przekątną, aby pokonać kolejne dwa koła. Dopiero wtedy określiła go lekko w łydkach, prowadząc na mniejsze koło z mobilizującym dosiadem, aby poszerzył ramy stępa. Koło wyszło gdzieś ze zgubą w zadzie, dlatego Węgierka skierowała go na przeciwne koło, prowadząc go na ósemkę, aby na drugim poprawić pracę łydek, ograniczając ucieczkę zadem, czy łopatką.
Po kolejnym kole sprowadziła go ponownie na ścianę maneżu, wypychając z miednicy do kłusa, zaczynając nisko anglezować, przy tym już nie pozwalając mu na aż tyle luzu, co we wczesniejszym stępie. Ograniczyła go w łydkach i kontakcie, starając się utrzymać równą linię jego ruchu, ale różnie bywało, nie ukrywajmy.Hollywood Hell'o - 2018-12-08, 15:28 Im ona bardziej świadomie wyjeżdżała jego ruch, tym gniadosz więcej uwagi poświęcał podstawianiu tylnych nóg pod środek ciężkości, stopniowo poszerzając dzięki temu zakres ruchu kończyn w stępie i co nieco się rozluźniając. O dziwo nie zapowiadało się, by miał się tu czegoś przestraszyć, praktycznie cały sezon wakacyjny spędził na treningach na zewnątrz i póki pogoda była taka a nie inna, nawet nie połapał się, że właściwie rozpoczęli sezon halowy. No halo, nikt mu nie powiedział.
Wraz z powoli rosnącym zaangażowaniem zadu był w stanie nieśmiało oprzeć się na wędzidle, idąc równo między łydkami Węgierki. Jak nie Holly, bez sprzeciwu kierował swoje kroki tam, gdzie go nakierowywała, sprawiając tym samym pozory naprawdę wyluzowanego konia. Niepilnowany jednak nie próbował mimo wszystko być nadgorliwym i wykonywać czegoś poprawnie, bo jakby nie do końca miał rozeznanie, że na łuku zawsze powinien iść w ten łuk wpisany. Po prostu wykonywał to, co podpowiadała mu mowa ciała jeźdźca, stąd poprawnie zaczął się wyginać dopiero, kiedy Ruth bardziej przypilnowała samą siebie w pilnowaniu jego. O.
Do kłusa przeszedł bez pośpiechu, będąc mimo wszystko dość skromnie rozruszanym no i jeszcze z tą derką na zadzie, która dość szybko zaczęła się przemieszczać raz w jedną, raz w drugą stronę, finalnie zsuwając się bardziej do wewnętrznej strony obiektu i obijając się mu o delikatne nóżki - i tego było już za wiele. Biedny pięciolatek uskoczył żywo przed siebie, przysiadając przy tym na zadzie, a skoro to nie pomogło, powtórzył czynność jeszcze raz, tym razem zadem wywalając się na zewnątrz, tak aby uciec od wewnętrznego zaczepiania materiału o kończyny. Jeśli ciemnowłosa zareagowała zbyt późno, zdążył po tym wszystkim zagalopować, podnosząc się przy tym mocno przodem (o co by go pewnie nigdy nie podejrzewała, ha!) i zachowując się jak koń skaczący wysokiej klasy parkur i o wiele za mocno przytrzymany przed przeszkodą, do której miał jeszcze sporej odległości najazd i tak się na nią napalał, że walczył z trzymającym go człowieczkiem przez takie... dziwne bardzo galopowanie, którego nie umiem opisać.