To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Cameleon - 2018-03-31, 11:43

Nie był zachwycony z tego, że gdziekolwiek próbowano go teraz wyciągać. Najchętniej zostałby u siebie. Dawno go nigdzie nie ruszano i wolałby, żeby tak zostało, jednak jego właściciel miał inne plany. Już po wyjściu z boksu odstawił cyrk, rżąc, parskając i generalnie pokazując jaki to z niego straszny, dojrzały ogier. Na myjce był równie mocno pobudzony, ale nie niebezpieczny bo ostatecznie udało się go przygotować do występu. Był jak rozkapryszone duże dziecko. Chciał robić to co mu się podobało, więc jak znaleźli się na rozprężalni, to potrzeba było trochę czasu zanim całkiem się ogarnął. Ilość będących tutaj koni ani trochę w tym nie pomagała. Ciągle się spinał i rozpraszał. Przynajmniej nie wierzgał i nie zachowywał się jakby całkiem siadło mu na łeb. Później już posłusznie wykonywał polecenia jeźdźca, całkiem odpuszczając. Skierowali się w stronę czworoboku, który wzbudzał w nim takie emocje, że mało znowu się nie rozproszył. Miał dość szybkie tempo kłusa, ale dla Chrisa nie było ono najwyraźniej żadnym problemem. Szybko go ogarniał z powrotem, dzięki czemu ogier jakoś się prezentował. Przeżuł wędzidło w pysku, uspokoił się na tyle, by współpraca z nim nie była bardzo problematyczna.
Kłusując skierował się na sam czworobok, wjeżdżając na niego po linii środkowej. Dalej trzymał kłus, który udało im się wypracować. Poparskiwał cicho i szastał ogonem na boki, kłusując po linii prostej i ostatecznie zatrzymując się w wyznaczonym do tego punkcie. Przeżuł ponownie wędzidło, ruszając zaraz kłusem na wprost. Zachowywał się dość swobodnie, nawet jeśli miał w swoim zasięgu sędziów, których trochę się obawiał. Zakręcił w prawo, wpisując się w łuk swoim ciałem, dojechał do M, gdzie zaczęła się serpentyna. Kary cierpliwie przetrwał całą figurę, wyginając się na niej tak jak powinno to wyglądać. Zdecydowanie miał dobry dzień. Wyszedł z serpentyny, szykując się teraz na przejście w wyższy chód. Ruszył galopem, na prawą nogę. Poszukiwania Christiana skończyły się tak, że zaraz ogier pokazywał swój galop 'pod górkę', wcale się nie popisywał w ogóle. Zaokrąglił się cały, dojeżdżając tak do E, gdzie zaczął wykonywać koło. Oparł się na zewnętrznej wodzy, wpisując się całym ciałem w kształt figury, nie wypadając niczym na zewnątrz. Dobrze mu szło, co było aż dziwne. Po tym wrócił na ścianę i przed literą H przygotowanie się na zejście w dół. Tak też zrobił, przechodząc w kłus.
Przejechał trochę po ścianie, by w B zjechać no koło. Zachowywał się jak poprzednio, jednak tym razem musiał zejść głową w dół i wykonać żucie. Tak też zrobił, mając małe problemy z własną równowagą, ale dzięki jeźdźcowi niczego nie udało mi się spieprzyć. Wrócił na ścianę i kłusował dalej, by w A przejść do stępa pośredniego. Zjechał na przekątną, przechodząc tam w stęp swobodny, wyciągając szyję przed siebie. Wyszło mu to trochę nerwowo, ale zawsze coś. W C ponownie zakłusował, jadąc dalej. Tutaj ponownie do pokonania miał serpentynę, która wyglądała u niego podobnie jak ta pierwsza. Przed A poczuł, jak mężczyzna cofa łydki, więc zagalopował prezentując galop dobrej jakości. Zaokrąglony i pod górkę. W B wjechał na duże koło na lewo, opierając się na zewnętrznej wodzy, starał się ogarniać własne ciało, by poprawnie wpisać się w kształt figury. Po powrocie na ścianę przeszedł do kłusa. Zostając na ścianie, w E przeciął czworobok, by w B zakręcić w prawo i idąc dalej po ścianie. W trakcie E-B pilnował się, żeby niczego nie popsuć. Następnie wszedł na linię środkową, zatrzymując się w X. Po wszystkim opuścił czworobok, wracając do stajni. Wyluzowany i zmęczony, nawet nie miał siły pokazywać rogów.

zt

Oliver Pelerieux - 2018-03-31, 11:53



Poproszony o przygotowanie się, ruszyłem anglezowanym kłusem wokół czworoboku, dając sobie ostatnie chwile na lepsze wyczucie konia. Wreszcie usiadłem w siodle, starając się nie usztywnić i tym samym amortyzować wybijający ruch konia. Obejmując jego boki łydkami, ale nie "dziubiąc" go po nich bezsensownie, podtrzymywałem ruch do przodu. Tak samo jak podczas rozprężenia, łydką po wewnętrznej stronie "zepchnąłem" Sociala na zewnętrzną wodzę. Oferowałem mu stały, przyjazny kontakt, ale wciąż i wciąż spotykałem się z jego średnią akceptacją. Widocznie ogier musiał jeszcze trochę dorosnąć, bo póki co wszystko wokół było dla niego ciekawsze i chłonąć bodźce z otoczenia jak gąbka.
Niemniej wreszcie skręciliśmy na linię środkową czworoboku przez podniesione szranki w literze A. Prostując konia, utkwiłem wzrok w przeciwległym punkcie, umiejscowionym w budce sędziego w literze C. Prowadziłem konia na dwóch równych wodzach i równo przyłożonych łydkach, nie pozwalając mu pływać między pomocami. Zatrzymałem go w literze X, przejście poprzedzając paroma półparadami. Pełną paradę rzeczywiście udało nam się wykonać w punkt, ale podczas ukłonu dało się we znaki zniecierpliwienie młodego, który próbował ruszyć z miejsca. Zamknąłem rękę i zablokowałem go dosiadem, ale to poruszenie nie umknęło uwadze sędziów. Nie mogąc już nic z tym faktem zrobić, ukłoniłem się, złapałem wodze oburącz i po półparadzie ponownie ruszyłem kłusem, uzyskując niezwłoczne przejście.
W literze C skręciłem w prawo, zarówno w zakręcie jak i najbliższym narożniku prowadząc konia na zewnętrznej wodzy, pilnując jego zadu zewnętrzną łydką i wyginając go wokół wewnętrznej łydki. Na długiej ścianie poprowadziłem Sociala po serpentynie o jednym łuku, co nie było szczególnie trudnym zadaniem, nawet na takim "podlotku". Generalnie uważałem, że to dobry koń, który jednak potrzebuje jeszcze czasu i cierpliwości. Wróciwszy na ścianę w F, przygotowałem Sociala do zagalopowania z prawej nogi w najbliższym narożniku. Uprzedziłem go półparadą, po czym przesunąłem zewnętrzną łydkę za popręg i docisnąwszy obie do boków ogiera, biodrami pchnąłem go w galop. Ogier miał spore możliwości i starałem się je teraz zaprezentować i podkreślić, pomagając mu znaleźć równowagę w galopie, otworzyć się przodem i lepiej wykorzystać pracę zadu. W połowie długiej ściany, czyli literze E, zabrałem go na koło w galopie. Skupiłem się nie tylko na wpisaniu ogiera w łuk, ale również na właściwym rysunku koła, co było równie istotne. Niemniej nasze koło nie należało do najbardziej kształtnych, ale nie miałem teraz czasu tego analizować, bo tuż po jego zamknięciu musiałem przygotować konia do przejścia w dół. Przytrzymałem go do kłusa, od razu wyciszając paroma półparadami i starając się go choć trochę podebrać łydkami i zaokrąglić, bo wyraźnie "rozbujał" się po galopie i trochę za mocno ciągnął do przodu.
Kiedy znaleźliśmy się na przeciwległej długiej ścianie, w jej połowie ponownie zabrałem kasztana na koło. Od razu zacząłem anglezować, pilnując się, by robić to na dobrą nogę. W dalszym ciągu trzymałem wewnętrzną łydkę na popręgu, wyginając wokół niej konia. Wewnętrzną wodzą ewentualnie prosiłem go o mocniejsze wygięcie, natomiast na zewnętrznej trzymałem oparcie i pilnowałem średnicy koła, które tym razem miało znacznie lepszy rysunek. Kłusując po kole, zacząłem też wypuszczać konia do dołu w ślad za ręką, do której dojeżdżałem go łydką, zachęcając do wyżucia wodzy. Zacząłem stopniowo nabierać wodze przed dojechaniem do litery B, skąd dalej jechałem na wprost. W literze A zwolniłem do stępa, przejście planując odpowiednio wcześniej, żeby nie było dla ogiera zaskoczeniem. W rezultacie wykonaliśmy je zgodnie z planem. Z najbliższego narożnika zabrałem konia na długą przekątną, przez którą zmieniłem dotychczasowy kierunek ruchu. Jadąc po niej, w łydkach pilnowałem ruchu naprzód po wyznaczonej linii i jednocześnie oddałem koniowi wodze, trzymając je podczas stępa niemal za samą sprzączkę. Dosiadem "bujałem" konia, zachęcając go do stawiania obszernych, swobodnych kroków. Wróciwszy na ścianę w M, nabrałem wodze na kontakt i po starannym wyjechaniu narożnika, zakłusowałem w literze C. Na długiej ścianie po raz drugi wykonałem serpentynę o jednym łuku, pilnując wygięcia do środka podczas jazdy po łuku, po czym zagalopowałem w narożniku z lewej nogi. Wjeżdżając na koło w B, starałem się nie popełnić wcześniejszego błędu i wykonać lepszy rysunek, przede wszystkim pilnując swojej własnej postawy w siodle. Starałem się siedzieć prosto, nie przechylać się do środka koła ani tym bardziej nie usztywniać w biodrach, żeby nie blokować ruchu konia. Zamknąwszy koło, kawałek za literą B zwolniłem do kłusa, tym razem dokonując nieco spokojniejszego przejścia, co też znacznie ułatwiło mi zachowanie swobodnego dosiadu. Jechałem kłusem wzdłuż szranek aż do E, gdzie skręciłem do środka czworoboku w celu zmiany kierunku ruchu przez środek "ujeżdżalni". Kolejno skręciłem na linię środkową, w której połowie zatrzymałem Sociala. Przygotowała go do tego paroma półparadami, a następnie usiadłem głębiej w siodle, zablokowałem ruch bioder, zamknąłem konia w łydkach i wykończyłem zatrzymanie poprzez domknięcie ręki. Ukłoniłem się sędziom, po czym zjechałem z czworoboku na długiej wodzy, głaszcząc konia po szyi.

KONIEC

Clair de Lune - 2018-03-31, 15:17

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Pierwszy dzień zawodów był dla Clair niewątpliwie wyzwaniem - dynamiczna i łatwo fiksująca w momencie wystąpienia napięć na linii koń-jeździec mogła mieć problem z wyciszeniem i zaprezentowaniem swoich możliwości. I chociaż natura obdarzyła ją dość dobrym ruchem, to wrodzona nerwowość nie pozwalała w pełni tego zaprezentować. Vivianne znała już z wcześniejszej współpracy i nawet polubiła jej osobę, dlatego też rozprężenie obyło się bez większych scen czy fochów. Oczywiście zdarzały się nerwowe zagryzienia wędzidła, czy oddania z zadu na bata ale żadnych poważniejszych buntów na pokładzie nie zanotowano.
Poproszona o zakłusowanie, ruszyła energicznie, prawidłowo wchodząc na kontakt i zaokrąglając szyję oraz grzbiet. Poruszała się dynamicznie, z dość wyczuwalną fazą zawieszenia, dobrze pracując zadem. Miała jednak momenty kiedy próbowała sama narzucić tempo i zaczęć biec przed siebie, Viv jednak skluczenie i spokojnie jej to utrudniła. Pokierowana przez Kanadyjkę wjechała na linię środkową, strzygąc uszami na boki. Początkowo odbijała się pomiędzy lewymi i prawymi pomocami, nie do końca idąc w dwóch śladach, ale przypilnowana wyprostowała się i zatrzymała w wytyczonym miejscu, nieznacznie wychodząc przy tym z ustawienia. Na pomoce aktywizujące zareagowała niemal od razu, wystrzelając do przodu i dopiero po chwili regulując tempo. Pokierowała się do krótkiej ściany i skręciła w prawo, w zakręcie prezentując dobre zgięcie w linii żeber oraz wzorcowo pracujący zad. Pozostała oparta na kontakcie, z zaokrągloną szyją i uniesionym grzbietem. Wyjechanie wężyka nie stanowiło dla niej problemu, chociaż po swojemu próbowała przyspieszać. Nie szarpała się jednak przy tym i pozostała oparta na pomocach, znacznie uprzyjemniając Vivianne prowadzenie. Wjechała dobrze wpisana w narożnik i od delikatnego muśnięcia łydką podniosła się do galopu. Miała zdecydowanie inne zdanie na temat tempa jakim powinny się poruszać i chwilę zajęło dziewczynom dojście do porozumienia, ale kiedy już to nastąpiło kasztanka zaprezentowała ładny, okrągły galop. Upust swoim emocjom dawała szastając wściekle ogonem na boki.
Wprowadzona na koło wygięła się w prawo, mocniej wkraczając wewnętrzną zadnią nogą pod kłodę i przyjmując prowadzenie na zewnętrznej wodzy. Pozostała też w dość niskim ustawieniu, prawidłowym dla tej klasy z widocznie pracującą szyją i grzbietem. Sygnał do zmiany chodu na niższy powitała niechętnie, przez co całe przejście się trochę rozpadło, a Clair wyszła z nosem przed pion. Skorygowana przez amazonkę powróciła szybko do odpowiedniego rytmu, głowę niosąc teraz prostopadle do podłoża. Podczas żucia z ręki chętnie podążyła nosem w dół, pozostając zaangażowana zadem i nie zmieniając narzuconego tempa. Bez oporów powróciła też do góry, nie wykazała przy tym żadnego spięcia, wręcz przeciwnie - współpracowała z ręką jeźdźca, w tej chwili zupełnie ją akceptując. Zaowocowało to dobrym przejściem, bez utraty ustawienia a następnie ładnym poszerzeniem ram w stepie, podczas którego Clair wyraźnie wydłużyła sylwetkę i kroki, wyciągając szyję do przodu, ale pozostając luźną. Małe napięcie pojawiło się w momencie powrotu na kontakt, bo klacz już najchętniej przeszłaby do wyższego chodu. Nawet po powrocie do pośredniego stępa i skróceniu sylwetki napierała na wędzidło, przez co samo zakłusowanie odbyło się później niż było to przewidziane w programie. Jednak z chwilą zakłusowania uspokoiła się względnie, powracając na pomoce. Podczas wężyka płynnie przechodziła pomiędzy pomocami, wpisując się w wytyczony przez brunetkę łuk. Entuzjastycznie podniosła się do galopu i znowu spróbowała szczęścia w ustaleniu dogodnego tempa, szybko odpuszczając po skutecznej korekcie. Koło wyjechała galopując równą foulą, układając całe ciało w lewym zakręcie. Z opóźnieniem zareagowała na przejście do kłusa, ale nie wykazała oporu na rękę jeźdźca. Poruszała się energicznie po śladzie, a skierowana na linię EB bez napięcia przeszła z lewego na prawe ustawienie. Wjechała na linię środkową, tym razem rezygnując z wężykowania i zatrzymała się równo, tylnymi nogami wkraczając w ślad przednich. łypnęła okiem na sędziów a opuszczając czworobok rzucała wściekłe spojrzenia w kierunku innych koni, które jeszcze oczekiwały na swoją kolej.

Vivianne Feron - 2018-03-31, 15:20

PRÓBA TERENOWA


Zachęcona udanym startem w próbie ujeżdżeniowej, pełna optymizmu Vivianne pojawiła się drugiego dnia w stajni, aby zabrać klacz na próbę terenową. Oczywiście ta była dużo bardziej skomplikowana, a nawet niebezpieczna, w porównaniu z dniem pierwszym, ale dziewczyna miała mimo wszystko dobre przeczucie. Sprawnie przygotowała klacz do konkursu, a następnie udała się wraz z nią na rozprężalnię, żeby odpowiednio wprowadzić ją w cross, który był bardziej obciążający dla nóg. Zadbała o rozciągnięcie i rozluźnienie konia, skoczyła z nią kilka próbnych przeszkód i pozwoliwszy odpocząć, oczekiwała na ich kolej.

Ta nadeszła już wkrótce, więc Vivianne ponownie wróciła na kontakt z klaczą i rozgalopowała ją jeszcze przed linią startu. Od razu starała się ustalić z koniem odpowiednie tempo, którym, bez pędzenia, powinny poruszać się w trakcie startu, a gdy uznała, że jest już gotowa, skierowała się na linię rozpoczynającą konkurs. Pierwsza z przeszkód znajdowała się dość blisko startu, więc Vivianne już od samego początku koncentrowała na niej uwagę klaczy, przesyłając jej półparady. Nie kombinowała nic ze skróceniem czy podkręceniem tempa, gdyż to wydawało jej się być odpowiednie do oddania tego niewielkiego skoku, a jeśli o tym mowa, to właśnie znajdowały się na trzy foule przed nim. Kanadyjka przygotowała się do oddania susa i w odpowiednim miejscu przekazała klaczy mocniejszą łydkę, wysyłając ją tym samym w powietrze. Sama podążyła za jej ciałem swoim, przechodząc przy tym w półsiad i delikatnie oddając jej rękę, a gdy lot się już skończył, wróciła miękko w siodło, od razu skupiając się na kolejnym skoku. Do tego dzielił ich kawałek dystansu, w którym amazonka pozwoliła na przyspieszenie, obierając przy tym jak najkorzystniejszą drogę ku dwójce. Starała się przy tym wychwycić wszelkie nierówności terenu i wybierać dla nich jak najbardziej optymalną drogę przejazdu.
Skróciła klacz dopiero na kilka foule przed dwójką i półparadami ponownie skupiła jej uwagę na skoku. Cały czas prowadziła ją w korytarzu stworzonym z pomocy, by przypadkiem Clair nie spłynęła jej na którąś ze stron, ale klacz zdawała się nie mieć żadnych wątpliwości co do oddania skoku. Wkrótce amazonka posłała ją więc w powietrze, a dwójka szybko poszła w zapomnienie obu Pań, które teraz skupiały się na kolejnym dystansie i kolejnym skoku. Ten do trójki ponownie był bardzo długi, więc brunetka pozwoliła klaczy na przyspieszenie, podtrzymując ją skrupulatnie w łydkach, gdy wchodziły we wszelkie łuki. Nadal starała się wychwycać wszelkie niedogodności, a gdy znalazły się pod trójką, ponownie skupiła uwagę Clair na przeszkodzie. Tutaj jeszcze bardziej upewniła się, że klacz ma niewielką możliwość na ucieczkę w którąś ze stron, i naprawdę mocno skupiała się na prowadzeniu jej zamkniętej w pomocach. Skróciła ją delikatnie tuż przed samym skokiem i posłała klacz w powietrze, mocniej ściskając jej boki łydkami. Ponownie zaparła się w strzemionach, przeszła w półsiad i głębiej oddała jej rękę aby w kilka sekund później wprawnie wrócić w siodło i poprowadzić klacz do 4.
W obszernym łuku ponownie oferowała jej swoje łydki jako gwarancję utrzymania równowagi, a gdy wyszły na prostą tuż przed przeszkodą, znów przesłała jej kilka półparad. Zwracała jej tym samym uwagę na nieco węższym skoku, który w tym momencie na nich czekał, ale to nie zdawało się robić na klaczy żadnego wrażenia. Szła pewnie, bez żadnego zawahania i już wkrótce miękko lądowała za czwórką. Póki co przejazd szedł im naprawdę rewelacyjnie!
Droga do piątki nie była już jednak tak dobra, jak wszelkie pozostałe. Po chwili galopu Vivianne poczuła jak klacz się spina, a jej galop nieco pogarsza pod względem jakości. Odrobinę spanikowała, choć już nie raz miała do czynienia z takimi sytuacjami i wiedziała, że owy skurcz może szybko przejść. Nie chciała jednak by klaczy cokolwiek się stało, więc obserwowała jej zachowanie na tyle uważnie, że niemal nie zauważyła kiedy znalazły się przy przeszkodzie numer 5. Clair, mimo skurczu, nadal szła na nią dość chętnie, więc Vivianne bez zastanowienia posłała ją do skoku, zaraz po lądowaniu kierując się... no właśnie. Nie tam gdzie powinna. Zaaferowana wydarzeniami poprzestawiała plan przejazdu i zamiast wjechać do wody, skręciła z trasy poprowadziła klacz na zupełnie inną przeszkodę. Super, że udało im się ją skoczyć bez żadnych problemów, ale już mniej super, że zaskutkowało to eliminacją z konkursu... Vivianne przekręciła oczyma, zła na samą siebie i przeklęła kilka razy w myślach. Szło im naprawdę dobrze i gdyby nie to wydarzenie, może udało by się dokończyć próbę bez większych problemów. Mimo wszystko podziękowała klaczy za skoki i skierowała się wraz z nią na rozprężalnię. Tam rozluźniła konia i rozstępowała po tych kilku oddanych skokach, a następnie odprowadziła kasztankę do stajni. Cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.. jutro też jest dzień!

Clair de Lune - 2018-03-31, 15:25

PRÓBA TERENOWA


Clair zaczeła drugi dzień zawodów tak jak każdy inny - wściekłą miną i rzucaniem się na kraty boksu. Nic w jej nastawieniu do swiata nie uległo zmianie, chociaż w obejsciu czy pod siodłem była o wiele bardziej przystępna po odbytej próbie ujeżdżeniowej. Podczas rozprężenia widocznie denerowowała ją bliska obecność innych koni, ale chętnie skakała wszystko co jej Vivianne zaproponowała.
Widok przeszkód na torze i otwarta przestrzeń spowodowały, że aż rwała się do galopu. Dlatego start i początkowy odcinek był trochę walką między dziewczynami - wlaką, którą ostatecznie wygrała Vivianne. Clair w końcu podporządkowała się swojej amazonce i obrała narzucane przez nią tempo, nadwyżkę swojej energii wkładając z mocną pracę zadu i okrągłą foulę. Nastawiła uszy widząc pierwszą przeszkodę i poddała się sugestii Kanadyjki co do miejsca odbicia, w sam skok wkładając trochę zbyt dużo siły i pokonując kłodę ze sporym zapasem. Bardzo chętnie przyspieszyła po lądowaniu, mocno wyciągając nogi przed siebie, ale pozostała pod kontrolą i w odpowiednim momencie skróciła foulę. Bez zawachania podjęła skok, bowiem mało która przeszkoda wzbudzała w niej strach. Należała do koni odważnych, chętnie skaczących wszystko, czasem tylko brakowało jej dokładności. Dobrze zapracowała szyją i grzbietem, chociaż do poprawnego stylu brakowało jej więcej złożenia nadgarstków.
Natychmiast odpowiedziała na prosbę o kolejne dodanie, czerpiac wyraźną przyjemność z tych odcinków kiedy mogła się wykazać szybkością. Gdyby nie była kontrolowana przez Viv to pewnie gnałaby na złamanie karku i wpadała w przeszkody, zamiast oddawać pełne skoki. Kobieta jednak zdawała się dobrze zdawać sprawę z wad Clair i skróciła ją, dzięki czemu foula stała się bardziej okrągła, a co za tym idzie skok nie wypadł płaski. Po ladowaniu schyliła głowę, strzelając niegorźnego baranka i dając upus swoim emocjom, szybko jednak powróciła na konatkt i skupiła na kolejnym zadaniu. Pewnie dotarła do przeszkody numer 4, na dwie foule pociągnęła Kanadyjkę trochę w przód, przez co odbicie wyszło bliskie, ale to nie sprawiło klaczy problemu. Musiała mocniej zapracować grzbietem i złożyć nadgarstki, ale nawet na moment się nie zawachała przed oddaniem skoku. Chyba właśnie ten skok, wymagajacy więcej wysiłku z jej strony spowodował skurcz w jednej z zadnich nóg. Kasztanka pomimo do galopowała dalej, chociaż jej ruch nie był już tak płynny, a jeździec mógł odczuć sztywność i gorsze prowadzenie. Pomimo to Clair chętnie podeszła do kolejnego skoku, tym razem oddając płynnego, ekeonomicznego susa. Następnie została poprowadzona na inną przeszkodę i dość szybko opuściła tor crossowy. Na rozprężalni nie wykazywała już żadnych symptomów skurczu, bo ten zwyczajnie minął. Koniec końców udała się do stajni aby oczekiwać kolejnego dnia zmagań.

Vivianne Feron - 2018-03-31, 15:27

PRÓBA SKOKOWA


Niezrażona wczorajszym dniem Vivianne pojawiła się pod boksem Clair także ostatniego dnia. Skoro miały już zapłacone wpisowe na zawody, brunetka chciała wykorzystać możliwość przetestowania klaczy w każdych warunkach, więc próbując wymazać wczorajszy dzień z pamięci, pozytywnie nastawiła się do próby skokowej. Dla pewności, kilkukrotnie przetestowała jeszcze swoją znajomość parkuru, a następnie przygotowała i zabrała klacz na rozprężalnię. Tutaj ponownie sporo czasu poświęciła na rozgrzanie jej, a także na oddanie kilku niewysokich skoków, po czym czekała na ich kolej na liście startowej.

Do momentu wyczytania swojego nazwiska pozwoliła klaczy stępować, choć cały czas dbała by tempo było aktywne, a kasztanka nazbyt się nie rozleniwiła. Gdy ich kolej w końcu nadeszła, brunetka wróciła na kontakt z koniem i wprowadziła go na parkur, starając się pokazać Clair wszelkie przeszkody, które jej zdaniem mogłyby ją w jakiś sposób wystraszyć. Podchodziła pod drążki, zbliżała klacz do kwiatów czy innych, stojących nieopodal udziwnień, a w końcu ukłoniła się i rozgalopowała konia, szykując się do startu w konkursie. Dźwięk dzwonków dotarł do niej w kilka sekund później, więc Vivianne zaczęła ustalać z klaczą odpowiednie tempo galopu i upewniła się, że ten następuje na lewą nogę. Gdy wszystko wskazywało na to, że mogą rozpocząć przejazd, amazonka po obszernym łuku naprowadziła kasztankę na przeszkodę numer jeden. Starała się jak najdłużej prowadzić ją wzdłuż krótkiej ściany parkuru, spychając na linię prowadzącą do przeszkody dopiero w momencie, gdy ta była prostopadła. Miały tutaj jeszcze kilka foule zapasu, ale mimo wszystko amazonka już półparadami skupiała uwagę klaczy na jedynce. Upewniwszy się, że tempo, którym się poruszają, daje im możliwość oddania udanego skoku, Vivianne czekała w siodle, wysyłając klacz w powietrze dopiero w momencie do tego odpowiednim. Ścisnęła łydkami jej boki, a gdy końskie ciało zaczęło poruszać się ku górze, ona sama powiodła tuż za nim, zapierając się w strzemionach, przechodząc w półsiad i oddając koniowi tyle ręki, ile potrzebował do wyciągnięcia się nad stacjonatą. Chwilę później odchyliła się i wprawnie wróciła w siodło, od razu skupiając uwagę kasztanki na przeszkodzie, która stała w tej samej linii. Nadal nie zmieniwszy tempa (przeszkody były na tyle niskie, że z pewnością nie potrzebowały jakiegoś specjalnego rozpędzenia) prowadziła klacz na okser, wybierając nieco dalsze miejsce wybicia, aby skok nie był płaski. W wybranym punkcie ponownie posłała klacz w powietrze, tym razem oddając jej nieco więcej ręki i już w chwilę później, ponownie wraz z kasztanką znalazła się na ziemi. Prowadziła ją teraz po obszernym łuku, ku kolejnej przeszkodzie, skrupulatnie podpierając klacz w łydkach po wejściu w zakręt. Miało to za zadanie nie pozwolić by Clair wypadła z ustawienia, a także zapobiec utracie tempa, które do tej pory sobie wypracowały.
W najeździe na przeszkodę Vivianne ponownie zadbała o prostopadły najazd, a także zamykała klacz w korytarzu z pomocy, nie chcąc pozwolić by kasztanka spłynęła na którąkolwiek ze stron. Stacjonata nie sprawiła im większych problemów i już w chwilę później puściły ją w zapomnienie, w trakcie lotu zmieniając tym razem ustawienie pomocy w taki sposób, aby wylądować na prawą nogę. Jeśli panna de Lune nie porozumiała się w tej kwestii dobrze z Amazonką (była koniem początkującym, więc mogła jeszcze nie łączyć ze sobą wszystkich pomocy), to nogę starały się zmienić zaraz po wylądowaniu. Już teraz poprawnie poruszały się w stronę czwórki, do której trasa prowadziła po delikatnym łuku. Tutaj także Kanadyjka spróbowała poprowadzić konia maksymalnie na wprost, dopiero w ostatniej chwili odbijając na odpowiednią trasę do czwórki. Ponownie do oksera wybrała nieco wcześniejsze miejsce odbicia, już w chwilę później lądując miękko za przeszkodą. W obszernym łuku ku piątce dziewczyna ponownie oferowała klaczy podparcie w pomocach, aby nie wypadła z ustawienia i nie wytraciła tempa.
Ponownie miały zagwarantowany prostopadły najazd, w trakcie którego amazonka skupiała uwagę klaczy półparadami na nadchodzącym skoku, a także podniosła nieco jej łeb ku górze, by kasztanka była świadoma, że po członie A, dość szybko czeka je także skok nad członem B. Tym razem także do stacjonaty wybrała nieco dalsze miejsce odskoku, które miało im zagwarantować bezproblemowe zmieszczenie się w dystansie do oksera, a gdy dotarły do tego punktu, dziewczyna posłała pięciolatkę w powietrze. Zaparłszy się w strzemionach przeszła w półsiad i oddała jej delikatnie rękę, chwilę później odchylając się i sprawnie wracając w siodło. Wzięła ją nieco na siebie, posłała do przodu i ponownie we wcześniejszym miejscu odskoku wypuściła Clair w powietrze, już w tym momencie szybując nad okserem. W trakcie balansowania ciałem przeniosła jego ciężar na lewo i połączyła go ze zmianą ustawienia pomocy, które miało być dla holenderki sygnałem do wylądowania na lewą nogę prowadzącą. Już w tym momencie prowadziła klacz do szóstki po obszernym łuku, ponownie znajdując się na prostopadłej linii do stacjonaty. Zarówno skok nad przeszkodą numer 6 jak i 7 nie sprawił obu paniom żadnych problemów, choć te zaczęły się w momencie wylądowania za stacjonatą. Vivianne poczuła nieprzyjemny skurcz w plecach, który chwilowo zdekoncentrował ją i nie pozwolił skupić się na dalszej części przejazdu. Brunetka syknęła krótko, pozwalając przy tym by KWPNka zwolniła nieco. Dobrze, że na ich drodze w tym momencie nie znajdowała się żadna przeszkoda, bo mogłoby się to skończyć dość nieciekawie.
Dopiero po kilku sekundach Vivianne odzyskała władanie nad swoim ciałem. Ponownie starała się wejść na odpowiednie obroty galopu wraz z klaczą i po obszernym łuku poprowadziła ją do kolejnej stacjonaty. Nadal odczuwała ból, ale nie zamierzała rezygnować z przejazdu na dwie przeszkody przed końcem. Nieco pokracznie siedziała więc dalej na klaczy (ale siedziała, to najważniejsze!) i starała się jak najmniej przeszkadzać podczas skoku nad ósemką, który właśnie wykonywały. W trakcie jego lotu ponownie zmieniły nogę galopu, poprzez przeniesienie ciężaru ciała amazonki oraz zmianę ustawienia pomocy i już w tym momencie kierowały się na przeszkodę, która miała być ostatnim skokiem podczas tego konkursu.
Do oksera prowadziła klacz równie aktywnie co do wszelkich poprzednich przeszkód, półparadami skupiając jej uwagę na nadchodzącym wyzwaniu. W delikatnym łuku ponownie podpierała klacz w łydkach i prowadziła ją dokładnie na zewnętrznej wodzy,a gdy znalazły się naprzeciw dziewiątki, odliczyła w myślach i w odpowiednim miejscu odesłała ją w powietrze. Znów zaparła się w strzemionach, przeszła w półsiad i oddała klaczy głębiej rękę, już w chwilę później miękko wracając w siodło za przeszkodą. Szkoda jej było tego incydentu ze skurczem, ale było to coś nad czym nie do końca mogła zapanować. Najprawdopodobniej będzie musiała zażywać więcej magnezu!
Podziękowała klaczy zaraz po przekroczeniu linii fotokomórek i stopniowo przeszła z nią do kłusa, a następnie do stępa. Gdyby nie ta wczorajsza pomyłka to mogłyby być naprawdę udane zawody, a ona przekonała się, że klacz naprawdę posiada w sobie duży potencjał. Jej przyszły właściciel na pewno będzie z niej zadowolony.
Po wyjściu z parkuru skierowała się wraz z nią na rozprężalnię, gdzie poświęciła sporo czasu na rozstępowanie konia, a następnie odprowadziła go do stajni.

Clair de Lune - 2018-03-31, 15:41

PRÓBA SKOKOWA


Po dwóch dniach zawodów w końcu można było powiedzieć, że Clair zachowywała się w miarę dobrze. Co prawda konie na ujeżdżalni dalej jej przeszkadzały swoją obecnością, ale ograniczała się tylko do kulenia uszu. Za to jej prowadzenie było nienaganne, reagowała na wszelkie sugestie amazonki, bez problemu dawała się skrócić i ogólnie była bardziej jezdna.
Stępowała luźno, wyczekując momentu kiedy będzie mogła rozpocząć przejazd. Bez oporów weszła na kontakt i zaokrągliła szyję oraz uniosła plecy. Wchodząc na parkur jeszcze dodatkowo się "nastroszyła", mocniej pracując zadem i niosąc wysoko szyję wygiętą w łuk. Posłusznie podeszła do wszystkich wybranych przez Vivianne przeszkód, ale nie wykazywała żadnych objawów lęku, raczej żywe zainteresowanie. Na sygnał do galopu poderwała się, zostając w ustawieniu, szybko też poddała się sugestii Kanadyjki co do tempa jakim miały się poruszać. Galopowała okrągłą foulą, z zaangażowanym zadem i szyją wygiętą w łuk, pozostała też oparta na kontakcie. Widząc przed sobą pierwszą przeszkodę nastawiła uszy i uniosła głowę, jednocześnie też lekko odciążyła przód. Dzięki pomocy ze strony Viv odbicie wypadło w dobrym miejscu, a sama kasztanka mogła zademonstrować dobrą technikę skoku, jednocześnie pozostając ekonomiczną i prześlizgując się ponad drągami. Po lądowaniu chciała przyspieszyć i pociągnąć do oksera, ale po półparadzie opanowała się i pozostała w równym tempie, które niewątpliwie ułatwiło jej zadanie. Lekko jednak przyatakowała okser na ostatnią foulę i oddała nie najgorszy, aczkolwiek siłowy skok.
W zakręcie kontynuowała dobry galop, wpisując swoje ciało w łuk i nie zmieniając rytmu. Na kilka kroków nawet zaokrągliła szyję i przeżuła wędzidło, rozluźniając przy tym bardziej plecy. Dopiero po namierzeniu trójki uniosła głowę i zaczęła mocniej wbijać kopyta w ziemię, nieco skracając przy tym foulę. Skoki w konkursie nie wymagały od niej dużego zaangażowania, dlatego w ten lot akurat nie włożyła szczególnie dużo serca. Co prawda nie dotknęła drągów, ale nadgarstki wisiały jej luźno zamiast złożyć się. Przy lądowaniu poddała się sugestii o zmianie nogi - co prawda nie miała wielkiego doświadczenia, ale akurat lądowania były jej dobrą stroną. W linii po łuku wygięła się delikatnie w prawo i pozostała oparta na zewnętrznej wodzy co niewątpliwie ułatwiało prowadzenie. Odpowiednio zareagowała na łydkę do odskoku, odbijając się nieco dalej, ale nie mając przy tym problemów z dokryciem przeszkody.
Podczas pokonywania zakrętu pozostała przyjemnie luźna, galopowała równo parskając w rytm kroków. Zad dość mocno wkraczał pod kłodę, szczególnie wewnętrzna tylna noga. Uważnie podeszła do szeregu, obserwując już z daleka oba człony. Stacjonatę pokonała na czysto ale niechlujnie, zrobiła szybką i dość sporą foulę i wysoko poleciała nad okserem, baskilując przy tym mocno i składając nadgarstki. Decyzja Kanadyjki co do dalszego odbicia na członie A była jak najbardziej słuszna, bo Clair siłą rzeczy trochę wciągnęła ją w drugi człon i sama z siebie poszerzyła krok. Zgodnie z sugestią wylądowała na lewą nogę.
Pozostała w równym, okrągłym galopie i oddała dobre technicznie skoki nad przeszkodami numer 6 i 7. Chociaż poddawała się półparadom Kanadyjki i nie zmieniała tempa, to wprawne oko na pewno mogło dostrzec, że Clair bardzo chciałaby rwać się do przodu i narzucić własne tempo. Cały obrazek był zaburzony przez jej dość nerwowe zachowanie, które jednak nie wpływało w znaczącym stopniu na wynik przejazdu. Po lądowaniu za siódemką napotkały drobne przeszkody w postaci skurczu amazonki. Kasztanka poproszona o zwolnienie posłusznie to uczyniła, przenosząc przy tym mocniej ciężar ciała na zad. Przez drobną niedyspozycję Viv, klacz została trochę pozostawiona sama sobie, ale podjęła mądrą decyzję o miejscu wybicia i płynnie przeszła do skoku. Zapracowała przy tym ładnie plecami i wylądowała na prawo. Utrzymując aktywne tempo pozostała oparta na zewnętrznych pomocach i dała się bez problemu poprowadzić w łuku. W odpowiednim miejscu wzbiła się w powietrze a potem przegalopowała jeszcze kawałek, aż do momentu kiedy amazonka nie zasygnalizowała przejścia. Stępem opuściła parkur i skierowała się na rozprężalnię.

Anna Ross - 2018-03-31, 19:13

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA

U Anny ostatnio poczyniły się pewne zmiany, ale zmiany na te lepsze można by tak powiedzieć. Start w zawodach miał być w sumie trochę takim powrotem do rutyny. Postanowiła na nie zabrać jednocześnie jeszcze młody narybek, ale nieco bardziej doświadczony z stawki dwóch jej koni. W dniu pierwszego dnia zawodów pojawiła się w stajni, by przygotować Unna do zawodów. To był jej jedyny przejazd więc mogła poświęcić mu sporo czasu i uwagi, której z pewnością potrzebował. Przywitanie i dużo czasu spędzonego w stajni, a potem na rozgrzewce na rozprężalni. Sowicie przygotowała go do tego przejazdu, przykładając wagę do wszystkiego nawet najmniejszych szczegółów. Po wszystkim czekali w stępie na wywołanie na czworobok konkursowy.

W końcu usłyszała jak ich wołają, więc pozbierała ogiera do wcześniej wypracowanego ustawienia i po poproszeniu o przejście do kłusa skierowała w tamtą stronę. Okrążyli raz czworobok dookoła, dając sobie czas na przyzwyczajenie się do miejsca i otoczenia, hałasów. Starała się zachować owe ustawienie oraz aktywne tempo kłusa, acz nie przesadzone bo miało być w końcu robocze. Ogier mimo swojego trudnego charakteru nie specjalnie się teraz spierał z kobietą, akceptując względnie narzucone przez nią zdanie. Pochwaliła go za to w myślach, bo na głos niestety nie mogła. Po półparadzie skupiającej skręciła z nim na linię środkową czworoboku, by wyjechać w A przez szranki na niego. Prowadziła go przed siebie w kierunku C, prowadząc w zamkniętych łydkach po jego bokach i korytarzu z pomocy. Jedna półparada przed X i jedna pełna parada w punkt, zblokowanie ruchu miednicą oraz ściągnięcie wodzy. Podparte dopychającą nogi ogiera pod kłodę łydką kobiety. Udało się jej zachować konia w pełnej nieruchomości podczas ukłonu, by po półparadzie ponownie ruszyć kłusem. Udało im się płynnie do niego przejść, by dojechać do C i skręcić w prawo. Za równo łuk jak i kolejno narożnik wyjechali wpisując się jak najlepiej nie, gdzie Anna odginała ogiera od wewnętrznej łydki i pilnowała zadu zewnętrzną. Prowadząc jednocześnie go na wodzach, by po zjechaniu na długą ścianę zacząć kolejny element. Była to serpentyna o jednym łuku, nie powinna sprawić im większych problemów ale jednak. Prowadziła ogiera tak jak poprzednio po łukach, ale jednak coś gdzieś im nie wyszło tak jak powinno. Annie wydawało się że odpowiednio pilnowała zad ogiera zewnętrzną łydką, a on jednak niewiele bo niewiele ale jednak wypadał z ustawienia. Burzyło to zarys ów figury, co z pewnością odbije się na ich ocenach. Wrócili na ścianę w F, gdzie przygotowali się do kolejnej zmiany. Po półparadzie w najbliższym narożniku przeszli do galopu z prawej nogi. Odpowiednio przy tym przesunęła zewnętrzną łydkę za popręg i docisnęła jednocześnie obie łydki do boków Unna. Nie zapominała tutaj o równie ważnym wypchnięciu z krzyża w wyższy chód. Udało im się to bez większych przeszkód, a Anna starała się by jakoś prezenetowanego przez ogiera galopu była naprawdę wysoka. Dojeżdżając do połowy długiej ściany czyli E, zjechali na koło. Postarała się o znacznie lepsze jego zarysowanie niż wcześniej serpentyny, co udało się na szczęście im wykonać. Mogło być jeszcze ciut lepsze, ale ten łuk był zdecydowanie lepiej zarysowany niż przed momentem. Nie było zbyt dużo czasu na rozważania, bo jeszcze na kole przygotowała go do kolejnego zejścia. Przytrzymała go po zejściu z koła do kłusa, starając się od razu o ładny poprawny kłus roboczy. Chwilę później ponownie znaleźli się na długiej ścianie, a po dojechaniu do B ściągnęła go na kolejne koło. Anna od razu zaczęła anglezować w rytm kroków ogiera, pilnując się by robić to na dobrą nogę. Wyginała go jednocześnie od wewnętrznej łydki zostawionej na popręgu, wewnętrzną wodzą nadając wygięcie. Natomiast zewnętrznymi pilnowała odpowiedniego rysunku koła i samego ogiera. Utrzyując kłus zaczęła stopniowo oddawać mu wodzę, zachęcając ogiera do zejścia za jej ręką w dół i przód. Jednocześnie także zachęcała do żucia z ręki, które aktywizowała. Dojeżdżając do końca koła zaczęła stopniowo nabierać wodzę, by po zamknięciu figury pojechać dalej na wprost. Dojeżdżając do A uprzedziła go półparadą o nowym zadaniu, by zwolnić go odpowiednio zaraz do stępa. Dojeżdżając do narożnika zjechała z Unnem na przekątną, gdzie zmienili przez nią kierunek ruchu. Wraz z zejściam na nią przytrzymała go w łydkach pilnując ruchu naprzód, a jednocześnie oddała mu wodzę pozwalając na swobodny stęp. Wracając na ścianę w M nabrała ponownie wodzę na kontakt, by powrócić do wcześniejszego stępa w ustawieniu. Wyprowadziła go przez narożnik i po dojechaniu do C i półparadzie, poprosiła go o przejście do kłusa. Kolejny narożnik i tym samym pojawili się na długiej ścianie, gdzie ponownie wykonali serpentynę o jednym łuku. Podobnie jak wcześniej mieli jakiś problem z zarysowaniem tej figury odpowiednio, niby niewielki problem ale jednak. Anna przynajmniej wiedziała co mają poćwiczyć na treningach w najbliższym czasie. Po zakończeniu ów figury dojechali do narożnika, gdzie zagalopowali ale z lewej nogi. Jak w lustrzanym odbiciu czekało teraz na nich koło w B, gdzie kobieta ponownie postarała się o jak najlepsze wygięcie Unna na figurze. Zamknąwszy koło w punkcie gdzie zaczęli, przytrzymała go do kłusa po półparadzie i pojechali dalej wdłuż szranek do E, gdzie skręcili do środka czworoboku w celu zmiany kierunku przez środek. Kolejno w B skręcili w prawo i pojechali do A, gdzie zjechali na linię środkową. Przytrzymała go w korytarzu z łydek i wodzy, by nie spływał jej z linii prostej. Dojeżdżając do X wysłała mu półparady i idealnie w punkt jedną pełną, kolejno zblokowanie ruchu miednicą oraz ściągnięcie wodzy. Podparte dopychającą nogi ogiera pod kłodę łydką kobiety i zachowanie nieruchomości podczas ukłonu. Po wszystkim zjechała z nim z czworoboku na długiej wodzy, a wkrótce wrócili do stajni.

z.t

Lisa - 2018-03-31, 19:55

Próba ujeżdżeniowa


Plusem posiadania własnego konia było to, że można się było zgłosić na wszystko na co się miało ochotę - przy zachowaniu zdrowego rozsądku oczywiście. I chociaż Lisa nie planowała ani dla siebie, ani dla Devo kariery WKKWisty to w ramach urozmaicenia treningu i szlifowania formy, a przede wszystkim lepszego poznania się postanowiła wystartować na niej także w tej konkurencji. Próba ujeżdżeniowa była tym, czego w teorii mogła się obawiać najbardziej, bo skarogniada ze względu na swoje humorki mogła być ciężka do zaprezentowania. Dlatego poświęciły trochę więcej czasu na rozstępowanie i rozluźnienie, starając się nieco wyciszyć i uspokoić przed startem.
Podczas zliczania punktów pary przed nimi dziewczyny już kłusowały wokół czworoboku. Brytyjka miała wówczas czas aby dokładniej pokazać Dev płotki, stoliki sędziowskie czy stojące nieopodal kwiatki. Poruszały się roboczym tempem, Lisa siedziała miękko w siodle, jej łydki spoczywały luźno opuszczone wzdłuż boków klaczy. Prezentowała prawidłową postawę, z cofniętymi aczkolwiek rozluźnionymi ramionami i uniesioną głową. Starała się nieco poprawić ustawienie i rozluźnienie w plechach oraz szyi, a po otrzymaniu sygnału skierowała swoją podopieczną na linię środkową, tym samym wjeżdżając na czworobok. Prowadziła ją równo w dwóch wodzach i łydkach, równomiernie rozkładając swój ciężar ciała. Kilkoma półparadami przygotowała klacz do przejścia, aby ostatecznie zablokować dosiad, docisnąć obie łydki, zamknąć dołem i zatrzymać się na środku. Na moment przejęła wodzę w jedną rękę i ukłoniła się sędziom, następnie poprawiła się w siodle i wypchnięciem bioder oraz delikatnym przyłożeniem łydek poprosiła Dev o zakłusowanie. Przy dojeździe do krótkiej ściany przygotowała zakręt w prawo, poprzez wygięcie wokół prawej łydki. Zewnętrzna wodza prowadziła i wytyczała kierunek ruchu, wewnętrzna dbała natomiast o rozluźnienie. Wykorzystując uzyskane zgięcie wyjechały narożnik, a na długiej ścianie skierowały się na serpentynę o jednym łuku. Lisa obserwowała obrany punkt na środku ujeżdżalni, aby zachować dobry rysunek figury. Jednocześnie prowadziła klacz po zaplanowanej trasie, łydkami zapraszając zad do aktywnego kroczenia. Starała się nie utracić rytmu i miękko przejść do lewego a następnie znowu prawego ustawienia. Pomimo iż program L klasy pozwalał na dosiad dowolny zdecydowała się na kłus ćwiczebny - pozwalało jej to na większą kontrolę i lepsze oddziaływanie pomocami.
Wjeżdżając w narożnik wpisała Devocatis w łuk, a po uprzedzeniu półparadą cofnęła zewnętrzną łydkę, wewnętrzną łydką i biodrem podnosząc ją do galopu. Poprawiła delikatnie ustawienie, nie pozwalając się skarogniadej rozpędzić, cofnęła przy tym ramiona aby łatwiej było jej zachować spokojne tempo. Starała się zaprezentować okrągłą foule, ale wiedziała, że jej podopieczna o wiele chętniej spożytkowałaby energię w bardziej parkurowym tempie. Kontynuowały jazdę wzdłuż śladu, aż do E gdzie Lisa oderwała łopatki klaczy od ściany, zginając ją wokół prawej łydki, która jednocześnie podpierała galop, następnie wpisała ją w łuk odpowiedni do 20 mterowego koła i starannie wyjechała figurę, zachowując odpowiedni rysunek. Po powrocie na ślad wyprostowała ją, napinając krzyż i mięśnie brzucha, cofnęła się ciałem, tym samym prosząc o powrót do kłusa. Bezpośrednio po przejściu zarówno ustawienie jak i tempo wymagało korekty, co dziewczyna niezwłocznie uczyniła, dbając jednak aby nie było to mocno widoczne dla obserwatora. W dobrym zgięciu wyjechały oba narożniki, na środku długiej ściany skierowały się na woltę. Zachowując ustawienie do środka Lisa zaczęła wypuszczać Dev w dół, jednocześnie zaczęła też anglezować, swoim rytmem siadania w siodło narzucając klaczy rytm kłusa. Przed powrotem na ścianę nabrała wodze i powróciła do kłusa wysiadywanego. Już w narożniku zaczęła przygotowywać przejście w dół, delikatnie cofając ramiona i zamykając łydki, ostatecznie stosując kilka półparad i miękko przechodząc do stępa. Od razu też przypilnowała aby zachować odpowiednie rozluźnienie przy jednoczesnym dążeniu do ruchu naprzód. Po wyjechaniu narożnika skierowała Devocatis na przekątną, niemal od razu stopniowo oddając wodze, jednocześnie łydkami i biodrami zachęcając ją do wydłużenia wykroku i sylwetki. Pilnowała przy tym aby nie była nadgorliwa i nie chciała przejść do kłusa, a przed dojazdem do M nabrała wodze, wracając do pośredniego tempa. Na krótkiej ścianie wpisała ją w łuk, dokładnie w C prosząc o ruszenie kłusem poprzez przyłożenie obu łydek. Następnie skierowały się na serpentynę o jednym łuku, podobnie jak w poprzednią stronę zachowując ładny rysunek i miękkie przejścia między pomocami. W narożniku amazonka cofnęła prawą łydkę, lewą podnosząc klacz do galopu. Podczas jazdy wzdłuż śladu starała się ustabilizować tempo i zachować dobre rozluźnienie. W B wykonała woltę, podczas której podtrzymywała równy galop, prezentując prawidłowe zgięcie w lewo, a po wyjechaniu na ścianę i dwóch foulach na wprost poprosiła o przejście do kłusa, głównie poprzez oddziaływanie dosiadu i tylko lekkie przymkniecie ręki. Ustabilizowała tempo, dokładnie wyjeżdżając narożniki, nastepnie skierowała się na tzw. zmianę przez ujeżdżalnie, podczas której zadbała o regularność i rytm kłusa, powoli zmieniając pomoce z lewych na prawo, starając się przy tym zachować ustawienie i rozluźnienie. Pozostało tylko jeszcze skierować się na linię środkową, gdzie Lisa zamknęła Dev w korytarzu z pomocy, w X poprosiła o zatrzymanie i po ukłonie wykonanym w kierunku sędziów opuściły czworobok.

Devocatis - 2018-03-31, 20:02


Obecność Devocatis na zawodach WKKW wcale nie była nieporozumieniem, bo choćby ze względu na rodowód była wszechstronnym koniem, który po prostu najlepiej sprawdzał się w skokach. Klacz była zajeżdżona pod okiem znanej zawodniczki z Orchardu, toteż zyskała solidne podstawy, a dopiero później trafiła w kolejne ręce. Lisa była kolejną osobą, która miała wystarczająco doświadczenia i umiejętności by wyłuskać z Devocatis wszystko co najlepsze. Jednak jak wiadomo, czasem to nie wystarcza...
Pierwszy dzień zawodów jednak zapowiadał się pomyślnie dla pary. Klacz była dobrze nastawiona i chętna do współpracy. Tym samym nie przysporzyła Lisie problemów podczas rozprężenia, które przebiegło w pokojowej atmosferze.
Wreszcie skręciła w kłusie do środka czworoboku w literze A. Po wyjściu z zakrętu wyprostowała kłodę, sugerując się rozłożeniem ciężaru ciała oraz pomocy Lisy i nie zmieniając tempa szła przed siebie, nie bojąc się budki sędziowskiej z naprzeciwka. Zanim jednak się przed nią znalazła, była zmuszona zatrzymać się w połowie linii środkowej. Przygotowana do tego przez Lisę, nie była zaskoczona w momencie wykonania pełnej parady. Ustawiła się równo i cierpliwie poczekała aż amazonka się ukłoni, po czym w odpowiedzi na łydkę ponownie ruszyła przed siebie energicznym kłusem. Nie spieszyła się, cała ta energia brała się stąd, że uczciwie pracowała zadem, co dodatkowo pozwalało jej rozluźnić i podnieść plecy, przez co jej chód był wygodniejszy do wysiedzenia.
Zbliżywszy się do ściany, weszła w zakręt w prawo, wyginając się wokół wewnętrznej łydki Lisy i pozostając opartą na zewnętrznej wodzy. Podobnie zachowała się w narożniku, z którego wyszła na długą ścianę, na której program przewidywał wykonanie serpentyny o jednym łuku. Nie było to trudne zadanie, wymagało zaledwie dochowania właściwego rysunku i płynnej zmiany ustawienia z prawego na lewe i z powrotem. Program nie był trudny, z całą pewnością obejmował umiejętności Devo i nie przekraczał jej możliwości. Jej i Lisy przejazd zresztą od początku był stosunkowo harmonijny, pomimo krótkiego stażu znajomości.
Wchodząc w narożnik między F i A, przeżuła krótko wędzidło w reakcji na półparadę, po czym ruszyła galopem z prawej nogi w odpowiedzi na łydkę, którą Lisa docisnęła do jej boku. Rzeczywiście przejawiała nie tylko skłonności, ale również chęci do nieco szybszego galopu, niż taki, który był mile widziany na czworoboku, ale z drugiej strony nie zamierzała dyskutować z Lisą w tej kwestii i przyjęła narzucone przez nią tempo. Utrzymując taki galop, w połowie długiej ściany weszła na koło o średnicy dwudziestu metrów. Nie miała problemu z utrzymaniem galopu, nieco gorzej wypadała w zupełnie innej, skrajnej kwestii - czyli konieczności zredukowania chodu. Przejść do kłusa przeszła, ale jego pierwsze sekundy były nieco chaotyczne, bo zapragnęła się w nim spieszyć. Umiarkowanie zadowolona koniecznością podporządkowania się, uczyniła to, po czym znalazłszy się na przeciwległej długiej ścianie ponownie weszła na koło. Sprawdzające ćwiczenie, które miała wykonać w tym punkcie programu, było jej jak najbardziej znane. Potrafiła "wyżuć" wodze w taki sposób, żeby nie przenieść ciężaru ciała na jego przód, toteż podczas żucia z ręki pozostała właściwie zrównoważona i lekka przodem. Bez walki wróciła do poprzedniego ustawienia wraz z powrotem na ścianę, po której poruszała się kłusem tylko do litery A, gdzie zgodnie z oczekiwaniami wykonała przejście do stępa. Z najbliższego narożnika wyszła na długą przekątną czworoboku, na której swobodnie wyprostowała szyję i nieznacznie ją obniżyła, korzystając z oddanej wodzy. Jeżeli chodzi o aktywność w danym chodzie, była ona zadowalająca, bo Devocatis generalnie nie miała problemu i stale wykazywała dążność do ruchu naprzód. Wykazując sporą swobodę w łopatkach, przekraczała ślady przednich kopyt tylnymi, "bujając" grzbietem podczas raźnego kroczenia naprzód.
Wracając na ścianę, wróciła do poprzedniego ustawienia i niebawem, w połowie krótkiej ściany, ponownie ruszyła kłusem. Od tego momentu czworobok się powtarzał, tj. po wyjściu na długą ścianę Devocatis z pomocą wskazówek Lisy wykonała serpentynę o jednym łuku, płynnie zmieniając ustawienie i pozostając rozluźnioną w kłusie. Kolejno przeszła w narożniku do galopu z lewej nogi, nie wykazując znacznych dysproporcji między prawą, a lewą stroną. W połowie długiej ściany, czyli literze B, ponownie weszła na koło, ładnie wpisując się ciałem w łuk i utrzymując stały stopień zgięcia wokół wewnętrznej łydki Lisy, a także w szyi. Zamknąwszy koło, po dwóch foule galopu na wprost zwolniła do kłusa, tym razem mniej napierając na rękę amazonki i szybciej poddając się jej woli. Znalazłszy się na wysokości litery E, skręciła do środka czworoboku celem zmiany kierunku przez środek ujeżdżalni. Następnie skręciła na linię środkową, w której połowie zatrzymała się, odpowiadając na zmiany zachodzące w dosiadzie Lisy. Równo ustawiła nogi, nie uciekając z ustawienia i cierpliwie poczekała aż będzie mogła ruszyć do przodu. Gdy otrzymała łydkę, ruszyła stępem i opuściła nim czworobok, wyciągając nos do dołu.

KONIEC

Lisa - 2018-03-31, 20:59

Nie znały się z Valkyrią bardzo dobrze, ale taki urok bycia jeźdźcem, że nie zawsze miało się okazję gruntownie przygotować do startu na nieswoich koniach. Pomimo to Lisa chciała jak najlepiej zaprezentować zarówno klacz, jak i siebie, nie oczekując przy tym jakiś spektakularnych wyników.
W dniu pierwszej próby postawiła na dobre rozprężenie, podczas którego zadbała o dobre rozluźnienie klaczy, wprowadziła dużo przejść i przerywników typu żucie z ręki. Starała się ją uspokoić i nakłonić do współpracy, pomimo, iż Valky nie zawsze miała ochotę słuchać.
W końcu nadszedł moment kiedy mogły znaleźć się na terenie wokół czworoboku. Lisa skierowała ją kłusem po zewnętrznej stronie płotków, przejeżdżając obok sędziów i sprawdzając reakcję kasztanki. Jednocześnie spożytkowała ten czas na uzyskanie rozluźnienia w szyi oraz grzbiecie i poprawnego ustawienia. Po otrzymaniu sygnału startowego wprowadziła klacz na linię środkową, prostując pomiędzy pomocami, prowadząc w dwóch równych wodzach i łydkach. Przed Xem zablokowała dosiad, poprzez napięcie krzyża, wycofała się ramionami, domknęła łydki i ostatecznie posłała kilka półparad w celu zatrzymania się, po którym to nastąpiło szybkie ukłonienie się w kierunku sędziów i ponowne ruszenie kłusem. Przed dojazdem do krótkiej ściany wygięła Valkyrię wokół prawej łydki, lewą nogą powstrzymując zad przed wypadnięciem. Lewa wodza wytyczała kierunek ruchu, jednocześnie ograniczając łopatki, wewnętrzna ręka z wyczuciem stosowała półparady pilnując rozluźnienia i pozostanie w dole. Po wyjechaniu narożnika skierowały się na serpentynę o jednym łuku. Lisa płynnie zmieniała pomoce, w X wpisując kasztankę w lewy łuk, a następnie miękko i stopniowo wracając do prawego ustawienia. Dbała przy tym o zachowanie rytmu kłusa i odpowiednią pracę zadu, w razie konieczności stosując mocniejsze pomoce aktywizujące. W narożniku zastosowała półparadę, następnie cofnęła lewą łydkę, prawą podnosząc klacz do galopu. Zachowała przy tym dobrą równowagę, ramionami pozostając z tyłu i prezentując cały czas prawidłową sylwetkę. Ustabilizowała tempo, półparadami starając się utrzymać rozluźnienie przy jednoczesnej aktywacji zadu. Na środku długiej ściany skierowała się na woltę, poruszając się po z góry wytyczonej trasie, dzięki czemu uzyskała dobry rysunek figury. Podczas wykonywania koła zadbała o wewnętrzne ustawienie, poprzez owinięcie wokół prawej łydki, prowadzenie na lewej wodzy i posyłaną od czasu do czasu półparadę rozluźniającą. Po powrocie na ścianę kontynuowała jeszcze przez chwilę jazdę na wprost, aby przed literą H poprosić o przejście do kłusa. Standardowo już jechała cały przejazd w kłusie ćwiczebnym, pomimo dowolności jaką dawała L klasa, dzięki temu zyskując większą kontrolę nad sytuacją. W narożnikach przypilnowała ustawienia i odpowiedniego zgięcia, skupiając się również na zaprezentowaniu równego rytmu, bez zmian tempa. Na środku kolejnej długiej ściany (B) wjechała na koło, podczas którego przeszła do anglezowania na dobrą nogę i zaczęła wypuszczać Valky do żucia z ręki, starając się pokazać jej kierunek dążenia nosem w dół i do przodu. Przed powrotem na ślad nabrała wodze, poprawiając nieco ustawienie i wracając do ćwiczebnego kłusa. Pierwszy narożnik krótkiej ściany wyjechały kłusem, ale już podczas jego pokonywania amazonka rozpoczęła przygotowania do przejścia, poprzez cofniecie ramion i wstrzymujące działanie dosiadu, aby dokładnie w A zastosować półparadę i jednocześnie domknąć klacz dołem, prosząc o przejście do stępa i od razu ten stęp podpierając łydką. Działała z wyczuciem, chcąc uniknąć szarpania się, ale przez to całe przejście wyszło im trochę spóźnione.
Stępem wyjechały na przekątną, po wyprostowaniu Lisa rozpoczęła stopniowe oddawanie wodzy, podążając ręką do przodu, a łydkami zachęcając zad do aktywnego wkraczania pod kłodę i poszerzenia ram. Przed M nabrała wodze, nadając kasztance ustawienie i zgięła ją w lewo, wpisując w narożnik. W C wypchnęła ją biodrem i łydkami do kłusa, następnie powtarzając serpentynę o jednym łuku, tym razem ze zgięciem w X w prawo. Tak jak poprzednio, tak i tym razem skupiła się na płynnych przejściach pomiędzy lewymi i prawymi pomocami oraz zachowaniu rytmu. W narożniku zastosowała pomoce do zagalopowania, a po ustabilizowaniu tempa kontynuowała jazdę wzdłuż śladu aż do B, gdzie wyjechała 20 metrowe koło, starając się uzyskać odpowiednie zgięcie do środka bez utraty tempa. Przed M napięła krzyż, działając powstrzymująco dosiadem i kilkoma półparadami poprosiła o przejście do kłusa. Musiała wziąć Valky nieco na siebie, aby zapanować nad tempem, dopiero kiedy to się udało mogła skupić się na ponownym rozluźnieniu i zaprezentowaniu ładnego kłusa. Następnie wykonały zmianę kierunku przez ujeżdżalnię od E do B. Rudowłosa płynnie przestawiła klacz pomiędzy pomocami, najpierw wyjeżdżając lewy łuk, następnie jadąc chwilę na wprost, następnie pokonując łuk w prawo. Podczas tej zmiany starała się aby nie wystąpiły żadne spięcia, a ruch odbywał się bez zakłóceń. Kończąc czworobok skierowała się na linię środkową, w X posyłając paradę do zatrzymania. Ukłoniła się i opuściła plac konkursowy na luźnej wodzy.

Lisa - 2018-03-31, 22:20

Próba terenowa


Dzień drugi oznaczał próbę terenową, czyli coś w czym Lisa z kolei czuła się najmniej pewnie. Trasa nie była jednak zbyt skomplikowana, a wysokość przeszkód nie stanowiła wyzwania, dlatego była dobrej myśli, a do całości podchodziła raczej treningowo niż z jakąś większą nadzieją na podium. Pomimo to chciała się zaprezentować jak najlepiej, bo jak to miała w zwyczaju zawsze dawała z siebie maksimum możliwości.
Swój start rozpoczęła od nadanie galopowi odpowiedniego tempa. Klacz była wcześniej odpowiednio rozprężona, dzięki czemu dogadywały się w kwestii prowadzenia - przynajmniej na razie. Rudowłosa przeszła do półsiadu, zachęcając Dev do aktywnego galopu, jednocześnie pozostała cofnięta ramionami i kontrolowała sytuację. Bez problemów zbliżyły się do pierwszej przeszkody, zachowując rytm Lisa wróciła w siodło na kilka fouli przed, domykając skarogniadą łydkami i pomagając w doborze miejsca odskoku. Dopasowała się do paraboli lotu, wyszła z ręką do przodu i wydawać by się mogło, że wszystko idzie zgonie z planem. Dystans do 2 powinny wykorzystać i zyskać kilka sekund przewagi, ale pogoda tego dnia postanowiła im utrudnić zadanie. Deszcz jaki się zerwał znacznie utrudnił widoczność amazonce, jednocześnie podłoże stało się bardziej śliskie. To zmusiło Lisę to wybrania bardziej racjonalnego tempa.Tak też zbliżyły się do przeszkody numer 2. Najazd wymusił też delikatne poszerzenie, więc Brytyjka na 3 foule rozjechała Dev do przodu, pilnując aby przy tym nie poleciała w przód i pozostała lekka na ręce. Płynnie przeszła do półsiadu, a po lądowaniu pozostała w nim i ustabilizowała tempo. Deszcz zdawał się słabnąć więc Lisa zaryzykowała lekkie dodanie, jednak dalej była ostrożna w swoich decyzjach. Zbliżając się do trójki wróciła w siodło, oceniając odległość, delikatnie podniosła klacz do góry i pozwoliła jej równo dogalopować do oksera. Teraz czekał je zakręt w prawo, który mogły pokonać już mocniejszym tempem ze względu na słabnący deszcz. Bezpośrednio przed samym skokiem Lisa jednak trochę cofnęła Dev, aby nie wpadła szaleńczym pędem w przeszkodę. Pomimo cofnięcia aktywnie podpierała galop łydką, starając się swojej podopiecznej stworzyć optymalne warunki do odskoku. Wyszła z ręką do przodu, oddając jej tyle wodzy ile potrzebowała, a po lądowaniu zachęciła przyłożeniem łydek i cmoknięciem do nabrania tempa. Podczas tych momentów kiedy galopowały mocniej rudowłosa starała się nie stracić kontroli i pilnować aby nie przerodziło się to w dzikie harce. Dojeżdżając do przeszkody 5A ustabilizowała tempo, wiedząc, że z pokonywaniem wody jaka ich zaraz czekała różnie może być. Skok nad pierwszym członem nie sprawił im trudności, jednak amazonka poczuła lekki opór przed wjazdem do wody. Zamknęła skarogniadą w łydkach, równo prowadziła w obu wodzach i przyłożyła ostrogi do jej boków, utwierdzając ją w przekonaniu, że ma kontynuować galop. Wyraźnie czuła jednak, że coś jest nie tak i powstało jakieś małe spięcie między nimi. Zapewne te lekkie nerwy były powodem, dla którego Devocatis poczuła się gorzej. Wyczuwając zdenerwowanie ze strony klaczy Lisa pozwoliła jej zwolnić podczas pokonywania wody, a nawet przejść do kłusa, następnie pozostały w równym, aczkolwiek dalej bardzo spokojnym galopie. Dziewczyna w dalszym ciągu czuła, że jej klacz odczuwa jakiś dyskomfort, bo ta okazywała to napięciem grzbietu i zdecydowanie gorszym prowadzeniem. Pomimo to skok nad szóstką okazał się w miarę bezproblemowy, a niewielkie tempo nie zrobiło różnicy przy takiej wysokości przeszkody. Dystans do siódemki starała się wykorzystać na ponowne dogadanie się z klaczą, jednak niezbyt jej się to udawało. W efekcie pokłóciły się dość mocno przy najeździe, czego skutkiem było wyłamanie. Lisa starała się zachować spokój i nie dać się porwać emocjom, więc po chwili zapanowała nad klaczą i dając jej spory najazd nakierowała ponownie na czerwoną siódemkę. Tym razem uważniej domknęła ją dołem i doprowadziła do samego końca, miejsce odskoku podpierając przyłożeniem ostrogi. Może w nie najlepszym stylu, ale udało im oddać skok i pogalopować dalej. Poklepała w międzyczasie Devocatis, dodając jej otuchy i nagradzając za podjętą próbę współpracy.
Lisa miała wrażenie, że te problemy jakie napotkały są spowodowane jakimś bólem u klaczy i nawet przez chwilę rozważała rezygnację z przejazdu, jednak po chwili spokojnego galopu wszystko zaczęło ustępować, a Dev pozwalała się już lepiej prowadzić. Spokojnie dojechały więc do numeru 8 i po dobrze oddanym skoku czekał je niski wskok na bankiet i niewielki dystans do 9. Całość przebiegła płynnie i bez komplikacji, chociaż rudowłosa dalej nie zdecydowała się na drastyczne zwiększenie tempa. Jednak po pokonaniu dziewiątki stopniowo poszerzyła foule, sprawdzając na ile jej podopieczna czuje się lepiej. Okazało się, że jest już całkiem dobrze, pozostały więc w aktywnym galopie, którym zbliżyły się do 10. Na kilka foule przed Brytyjka wróciła w siodło, wyregulowała tempo i równo doprowadziła Dev do końca, akcentując miejsce wybicia mocniejszą łydką i płynnie przechodząc do półsiadu. Obserwowała już znajdującą się w linii prostej jedenastkę, dystans do niej pokonując w półsiadzie, pilnując zachowania równej fouli pomiędzy, dzięki czemu kolejny odskok również wypadł w dobrym miejscu.
Podczas kolejnego dłuższego odcinka galopu dziewczyna zadbała o rozluźnienie swojej klaczy i upewnienie się, że wszystko jest w porządku. W tym celu pozwoliła sobie kontrolnie dodać i skrócić, ostatecznie pozostając w aktywnym galopie, ale bez szaleństw. Wiedziała, że czasu końcowego już nie wyrównają, a stawiała komfort Dev na pierwszym miejscu. Przed przeszkodą numer 12 musiała podjąć decyzję i zdecydowała się na rozjechanie w przód, zostawiając cztery trochę szersze foule, natomiast bezpośrednio po skoku wzięła skarogniadą na siebie i zwolniła znacznie, jednocześnie podpierając dalej galop łydką i szykując się do zeskoku na członie 12B. Pozostało im teraz niewiele miejsca do trzynastki, ale dogalopowały do niej równym tempem, płynnie pokonując kombinację.
Lisa ustabilizowała tempo przygotowując się do przedostatniego skoku, stawiając przede wszystkim na równe, stabilne tempo. Bez problemów oddały skok i dodały lekko do 15. Podczas tego dodania Brytyjka przypilnowała jednak, aby Dev się nie rozciągnęła i nie przeniosła ciężaru na przód. Upewniła ją w miejscu odskoku podparciem łydki, unosząc biodra lekko w górę i cofając miednicę, ręka powędrowała do przodu. Po lądowaniu pokonały jeszcze kawałek dystansu galopem, podczas którego dodały nawet kosztem rozciągnięcia się, a następnie mogły zakończyć próbę i udać się na zasłużony odpoczynek.

Valkyria - 2018-03-31, 22:22

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Valky była mało doświadczonym koniem jak na swój wiek, a to za sprawą dość późnego zajeżdżenia jej. Dopiero teraz stopniowo nabierała nowych umiejętności, przy okazji sama mając coraz więcej równowagi, rozluźnienia, wygimnastykowania. Stąd w trakcie rozprężenia sporo dało jej to, że dziewczyna skupiła się przede wszystkim na rozluźnieniu jej, podstawieniu i zaangażowaniu jej ciała. Często jednak Ruda przycinała się, to zagryzając wędzidło, to stając jak wryta… Ostatecznie jednak dogadały się kończąc rozprężenie w dobrym tonie.
Mimo dobrego rozprężenia klacz była zauważalnie i wyczuwalnie spięta. Mimo przejazdu obok sędziów bez problemu jakościowo straciła bardzo dużo na chodzie. Klacz na próby rozluźnienia może i reagowała przeżuciem wędzidła, ale jakoś znacznie nie polepszał oto jej chodu. Jak na razie rzadko dawała z siebie 1oo% robiąc wszystko by się nie narobić, mimo ogromnych predyspozycji.
Skierowana na teren czworoboku położyła po sobie uszy zostając w miarę poprawnym ustawieniu, szła nieco odgięta plecami, ostatecznie z kroku na krok coraz bardziej odpuszczając. Po linii środkowej szła równo raczej nie odbijając się od pomocy. Przygotowana półparadą zatrzymała się w X, w trakcie ukłonu cofając się o krok do tyłu mieląc nerwowo wędzidło. Nie była świadoma, że za takie niesubordynację zostaną ukarane. Następnie nieco jak poparzona ruszyła kłusem dalej nerwowo mieląc wędzidło. Poprawnie wpisała się w zakręt w prawo, by następnie zostać wprowadzoną na serpentynę. Była na tyle „plastyczna”, że bez problemu zmieniała zgięcie do wewnątrz w każdym punkcie serpentyny. Coraz bardziej się rozluźniała, choć nie można było powiedzieć, że dalej nie widać po niej spięcia.
Nie miała problemu z aktywnością, mając spore zasoby energii. Przygotowana do zagalopowania chętnie weszła w galop od razu zaokrąglając długą szyję, ale na początku galopując nieco płasko. Dopiero po dłuższej korekcji Lisy klacz ostatecznie mocniej wkroczyła zadem pod kłodę, oswobadzając przód i tym samym prezentując dobry galop pod górkę. Nie straciła go nawet po wjeździe na woltę, utrzymywała galop w równowadze w poprawnym zgięciu do wewnątrz przy aktywnej pracy zadu. Po powrocie na ścianę nieco się wycofała, by na przytrzymania zareagować lekkim spięciem, ale z przejściem do kłusa. Zaczęła pokazywać bardziej sprężysty kłus, nadal jednak nie prezentując swoich normalnych możliwości.
Równym tempem jechała po ścianie bez problemu gnąc się w narożnikach. Skierowana na woltę popranie zgięła się do wewnątrz, a czując pulsację i jednoczesne domknięcie dołem zaczęła stopniowo obniżać szyję przeżuwając wędzidło i jeszcze bardziej plując się po nogach podniosła grzbiet, bez utraty pracy zadu i prezentując naprawdę obiecujące żucie. Płynnie i bez problemu wróciła do wcześniejszego ustawienia na ścianie. Przygotowana do przejścia w dół płynnie weszła w stęp od razu z mocnym zadem. Wjechała na przekątną przeżuwając dalej wędzidło, by następnie wyciągając nosa nieco bardziej się uaktywnić i bujając się swobodnie dobrze wchodziła zadem pod kłodę, przekraczając o min. 2 ślady. Po powrocie na ścianę skróciła się na prośbę i pomoce Lisy, by w C zakłusować.
Ponownie nakierowana na serpentynę nie sprawiła problemów dalej poprawnie zmieniając ustawienia w punktach serpentyny i nie tracąc rytmu i jakości kłusa. Po wyjeździe z serpentyny zagalopowała nie wychodząc z ustawienia i płynnie okrągłym galopem poruszała się po ścianie. Strzygąc uszyskami kątem oka patrzyła poza obszar czworoboku, by następnie skupić się znów na Lis. W B wjechała na koło, poprawnie zginając się do wewnątrz i nie tracąc ani na galopie ani na tempie. Po wyjeździe z wolty wycofana przeszła do kłusa znów nieco go spłaszczając. Brakowało dziś Rudej serca w tym przejeździe.
Poprowadzona przez połowę czworoboku poprawnie wyginała się w zakrętach, dość szybko również prostując sylwetkę i równo jadać przed siebie bez odbijania się od pomocy. Pozostając na ścianie dalej nie prezentowała się za dobrze w kłusie, ale skierowana na linię środkową równo na nią wjechała. Odpowiednio przygotowana tym razem równo zatrzymała się w X nawet nie drgnąwszy. Po ukłonie czując luźną wodzę wyciągnęła nosa opuszczając z Lisą czworobok.

KONIEC PRÓBY

Devocatis - 2018-03-31, 22:39



Próba terenowa była największą niewiadomą zawodów, bo tak naprawdę mogło wydarzyć się podczas niej dosłownie wszystko. Devocatis na treningu przygotowującym do zawodów poradziła sobie bardzo dobrze, ale to niekoniecznie oznaczało, że dzisiaj będzie równie kolorowo.
Start zwyczajowo rozpoczął się od nabrania słusznego tempa w galopie. Ta część zdecydowanie przypadła gniadej do gustu, jako że mogła się bez przeszkód rozpędzić i poczuć przysłowiowy wiatr w grzywie. :lol: Wkrótce znalazła się przy pierwszej przeszkodzie, której wysokość oceniła już z daleka, nie dopatrując się niczego, co mogłoby ją potencjalnie zaskoczyć. W rezultacie równo dogalopowała do kłody i skoczyła ze wskazanego miejsca, jak zawsze sadząc z niemałym zapasem i zaokrąglając się w skoku.
Niestety pogoda postanowiła im dzisiaj poprzeszkadzać. Również Devo "cierpiała" ze względu na zacinający deszcz i niepewne podłoże, ale to nie wpłynęło znacząco na jej chęci. Do dwójki dogalopowała równie odważnie, po czym weszła płynnie w odskok, kolejną przeszkodę zostawiając za sobą. Wkręcone w podkowy hacele dawały jej sporą przyczepność, więc mimo błota nie bała się dodać w dystansie do trójki, dopiero przed którą nieznacznie uspokoiła galop. Pewnie wyszła do przeszkody, ponownie wysoko podnosząc nogi w skoku, a także wyciągając szyję i uwypuklając grzbiet.
Po skoku, zgodnie z intencjami Lisy zwiększyła tempo galopu do czwartej przeszkody, korzystając z tego, że na tym odcinku podłoże zdawało się być mniej rozmiękłe. Namierzywszy wzrokiem kolejną przeszkodę, w odpowiedzi na działania amazonki klacz weszła zadem mocniej pod kłodę, tym samym dając sobie większą swobodę w łopatkach. Idąc wyraźnie "w ręce", uważnie wpatrywała się w przeszkodę, by we właściwym miejscu oderwać się od ziemi i z powodzeniem przefrunąć na drugą stronę. Na typ etapie nie potrzebowała zachęt do szybkiego galopu, bo jak to zwykle bywa na starcie, miała jeszcze mnóstwo sił i była bardzo podjarana tym, co się dzieje. Mimo to Lisa cały czas miała nad nią kontrolę, co było widać chociażby podczas najazdu na 5a, gdy dostosowała się do jej wskazówek.
Nieco mniej chętna była do wejścia do tej nieszczęsnej wody, która także podczas treningu dała się jej lekko we znaki. Wyraźnie zwolniła i się usztywniła, ale nie odmówiła Lisie wejścia do zbiornika i ostatecznie przebrnęła przez niego. Po wyjściu na brzeg pozostawała jednak spięta, jakby w międzyczasie wydarzyło się coś, co teraz nie pozwalało jej się otworzyć. Z nietęgą miną dogalopowała do szóstki, którą pokonała pomimo wolnego tempa galopu, którego zresztą nie chciała zmienić podczas galopu w dystansie. Opornie reagowała na próby dodania, kuląc uszy i nawet podbijając lekko zadem; te nerwy nie minęły jej aż do kolejnej przeszkody, gdzie po prostu odmówiła Lisie skoku, wyłamując w ostatniej chwili. Wciąż wielce niezadowolona, od razu weszła na koło, z którego ponownie została naprowadzona na środek przeszkody. Tym razem skoczyła, ale pod "przymusem", przez co niezbyt ładnie.
Jej spięcie, chwilowy ból i foszki rzeczywiście nie brały się znikąd. Devo miała to nieszczęście by zmagać się z szalejącymi hormonami, które powodowały bolesne ruje i na co dzień także dawały jej w kość. Na szczęście dzisiaj nie trwało to długo, więc gniada jako tako zapanowała nad sobą i swoimi emocjami, odpuszczając Lisie. Dała się doprowadzić do 8a, przez którą przeskoczyła bez wahania, "patrząc" dopiero na drugi człon kombinacji, który jednak także pokonała po uzyskaniu stosownej motywacji. Równie sprawnie poradziła sobie z 9tką, a po niej już odważyła się dodać w galopie, co w krótkim czasie pozwoliło jej się znaleźć przy 10tce. Skoczyła nad nią szeroko, daleko, korzystając z nabranej w najeździe prędkości, po czym trzymając się linii prostej, galopowała ku 11stej przeszkodzie. Z pomocą Lisy poprawnie weszła w odskok, znowuż chwaląc się siłą odbicia. Pomimo zmęczenia dalej skakała z zapasem, chyba nie potrafiąc inaczej na tych "dziwnych przeszkodach".
Wszystko wskazywało na to, że chwilowy kryzys został zażegnany, bo Devo dała się odpowiednio rozjechać/skrócić przed oddaniem skoku na 12a, do której musiała lekko poszerzyć foule. Tuż po wylądowaniu zaokrągliła lekko galop, nieco się cofając, po czym z uwagą, ostrożnie skoczyła z bankietu w dół. Trzynasta przeszkoda nie wzbudziła w niej już takich wątpliwości, toteż pokonała ją prężnym susem, po którym pozostała w aktywnym galopie do czternastej, przedostatniej przeszkody. Zarówno z tą, jak i ostatnią poradziła sobie doskonale, nie wahając się nawet przez chwilę.
Minąwszy celowniki, po chwili galopu zwolniła stopniowo do kłusa i stępa, w którym udała się na zasłużony odpoczynek.

KONIEC

Social Security - 2018-04-01, 01:05



Młody był podekscytowany już od samego początku dnia dlatego też dzisiejsze zawody z góry zapowiadały się ciekawie. Oczywiście, ruszył kłusem, gdy dostał do niego sygnał, w końcu było to ostatnie przygotowanie się przed przejazdem, jednak co jakiś czas dawał znać, że niechętnie przyjmuje do siebie bycie na kontakcie z jeźdźcem, ba, najchętniej sam by wyjechał ten przejazd, wiadomo jakby to mogło wyglądać. Cóż, obecnie Social zachowywał się jak szczeniak z milionem pomysłów na zabawę jedną piłeczkę, ale jego ruch był aktywny i sprężysty, choć dla jeźdźca mógł być to niewygodny i mocno wybijający kłus, ogier do miękkich nie należał.
Mimo niedogodności szedł "za ręką" Olivera i tym samym zjechał na linię środkową idealnie w punkt litery A. Sylwetkę wyprostował względem trasy i poruszał się cały czas równo i energicznie, dzisiaj prawdopodobnie nawet nie trzeba będzie go do tego zachęcać, gdy nie miał wielu wymagających zadań sprawnościowych uaktywniał się w nim syndrom pięcioletniego dziecka, które chce być wszędzie, choć mówią mu "nie". Czuł pomoce otrzymywane od jeźdźca, ba, nawet skupił na nim swoją uwagę przez moment, gdy charakterystycznie skierował jedno ucho w tył, a drugim zastrzygł przed siebie, jednak z tym kawalerem długo to nie potrwa. Zatrzymał się równiutko w punkcie X i chwilę wytrzymał nieruchomo, cały czas jednak był zniecierpliwiony, aż w końcu nieznacznie, lecz widocznie się poruszył. Jeździec zablokował jego ruch momentalnie, choć Social tak naprawdę nie wiedział co niby takiego zrobił źle, dla niego to tylko zwykły przejazd i w ogóle nie wiedział o co człowiekowi chodzi, wiadomo, było to jeszcze do wypracowania u młodego w przyszłości. Dostał jasny sygnał do ruszenia kłusem, więc koniec końców i tak się stało, a ogier był niezwykle zadowolony, że może wrócić do ruchu.
W punkcie C zakręcił w prawo, gimnastykując się i zaokrąglając sylwetkę proporcjonalnie do skrętu jaki wykonywał, tym samym wspierany podstawiał się dodatkowo lepiej niżeli sam miałby tę czynność wykonać. Idąc wzdłuż dłuższego boku zaczął wyjeżdżać serpentynę, szedł żwawo i chętnie wykonywał to ćwiczenie, bądź co bądź było dla młodziaka interesujące. Zakończywszy ćwiczenie w ostatnim punkcie F zostało mu już tylko dojście do narożnika, otrzymał wsparcie, przez półparadę przeniósł również część uwagi na jeźdźca mocniej "wsłuchując" się w otrzymywane sygnały, przez co przejście w galop nie powinno stanowić dla niego większego problemu, zachował równowagę, jak i jakość przejścia była jak na niego naprawdę dobra, zresztą jemu najlepiej było w jasnych przekazach, które bez problemu mógł wykonać. Będąc w połowie dłuższego boku odszedł w koło aktywnym tempem galopu, starając się cały czas utrzymywać jednostajne tempo na kole, tym samym też mając możliwość wyjechania tego niemal od szablonu, jednak z tym jak z pierwszym naleśnikiem, do wyrzucenia. Wyszło trochę kanciasto, a może bardziej precyzyjnie - "falująco", co pewnie było widać przy samym zamknięciu. Zaraz potem zwolnił do kłusa za sprawą prośby Olivera, której tym razem również nie za bardzo chciał spełnić i zapierał się na wędzidle idąc za bardzo "do przodu", odczuł jednak półparady, więc poddał się w końcu, a i przystał na inne sygnały jeźdźca, tym samym zgrabnie się zaokrąglając i doprowadzając do porządku.
W połowie przeciwległej ściany ogier został poproszony o kolejne już dzisiaj koło, więc odbił w prawo i szedł za pomocami swojego jeźdźca, zaokrąglając się wedle łydki, czy też w zależności od sytuacji podążając za ręką. Starał się wyjechać w miarę poprawny kształt, co by koło było kołem niekanciastym. W trakcie tej figury zaczął też przyjmować popuszczanie wodzy, wyciągając w ślad za nią szyję i zaczynając żuć z ręki, co obyło się bez oporów z jego strony jako całkiem rozluźniające ćwiczenie. Tym samym nie zatracił też swojego tempa, cały czas idąc równo i żywo. Przed punktem B złapał już wcześniejszy kontakt z jeźdźcem, który nabrał wodze i dalej, kończąc koło, pojechali prosto. Dopiero w literze A ogier zwolnił płynnie do stępa, samo polecenie było dla niego jasne i nie rozczarowało go, ot po prostu zmiana chodu. W narożniku zjechali energicznym stępem na przekątną, tym samym zmieniając również kierunek. Social cały czas szedł w prostej linii, podtrzymywany przez Olivera łydkami, co na szczęście tym bardziej nie zachęcało go do odstąpienia od swojej trasy. Na luźnej wodzy czuł się na tyle swobodnie, by mocno wydłużyć swój krok, tym samym kryjąc dużo więcej terenu niż poprzednio, a jednocześnie widać było po jego sylwetce, że nie jest ani trochę spięty. W literze M wrócili na ścianę, ogier ponownie złapał kontakt z jeźdźcem, wyjechał narożnik i już w literze C przeszedł w kłus. Na długiej ścianie wyjechał serpentynę, uważnie stawiając kroki i wciąż poruszając się odpowiednim tempem. W narożniku luźno zagalopował na lewą nogę i tym tempem poruszał się już zdecydowanie chętniej, jako młodzieniaszek lubił dużo galopować, dlatego też ten chód najbardziej mu przypasował, choć potrzebował większych starań przy zachowaniu równowagi, jednak coś za coś. W punkcie B odbił w lewo na kolejne koło, jako, że było to już dzisiaj trzecie, ogier mniej więcej zdążył się przyzwyczaić do oceniania odległości i łuków, jakie ma wykonać, żeby figura mogła wyjść lepiej niż poprzednio, co również próbował wykorzystać, tym bardziej, że teraz miał zapewnioną jeszcze większą swobodę niż przy poprzednich dwóch próbach. Zamknął koło, zostawiając te nieszczęsne figury za sobą i już po chwili ponownie zwolnił do kłusa, utrzymał swój środek ciężkości, przez co samo przejście wyszło zadowalająco jak na jego możliwości. Kolejno pojechał wzdłuż szranek do punktu E, gdzie odbił na środek, tym samym zmieniając kierunek ruchu, a dopiero później, prowadzony przez jeźdźca, skręcił na samą linię środkową.] Odczuł półparady, jak i zmianę w dosiadzie jeźdźca, oraz w resztach pomocy, zatrzymał się i pozwolił jeźdźcowi w spokoju ukłonić się sędziom, po czym swobodnie zjechał z czworoboku na luźnej wodzy, w pełni spokojny, że dzisiejsza próba już się skończyła.




Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group