To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Jim Beam Rye - 2019-03-03, 11:54

Galopując po hali w obecności człowieka noszącego drągi byłem lekko rozkojarzony, bo siłą rzeczy wspomniana osoba nie mogła się bez przerwy znajdować w moim polu widzenia. To mnie niepokoiło, ale byłem na tyle opanowany, że nie pozwalałem dojść temu lękowi do głosu. Objawiał się za to minimalną sztywnością w ciele, która prawdopodobnie miała zaraz minąć, bo mimo wszystko nie byłem koniem wielce strachliwym. Wręcz przeciwnie.
Skręciłem do środka hali, gdy Nadya wskazała mi pierwszą przeszkodę. Uniosłem lekko łeb, przekrzywiając go w charakterystyczny dla mnie sposób, który ułatwiał mi ocenę wysokości przeszkody. Nie przeszkadzało mi to w wykonaniu całkiem prostopadłego najazdu - nawet z wygiętą szyją mógłbym galopować na wprost, dopóki Nadya nie pozwalała mi się wygiąć w kłodzie. Minąwszy ustawione po bokach przeszkody na moment położyłem po sobie uszy, by zaraz nastawić je z powrotem na sztorc i po kolejnej, równej fpule na wprost odbiłem się ze wskazanego miejsca. Przeszkoda nie była wysoka, ale dla mnie wystarczająco poważna, żebym się przyłożył do jej pokonania - skoczyłem więc z lekkim zapasem, podnosząc nogi, ale nie składając ich maksymalnie. Szyją pociągnąłem w znikomym stopniu, bo lot nad stacjonatą był krótki, w przeciwieństwie do tego nad okserem, na który pojechaliśmy po pokonaniu pierwszej przeszkody. Oczywiście nie była to zniewalająca różnica, ale budowa przeszkody wymagała wydłużenia fazy lotu i rozciągnięcia się w skoku. W odbicie włożyłem podobną ilość siły, ale to mi w zupełności wystarczyło, żeby zostawić przeszkodę nienaruszoną. W locie Nadya mogła poczuć, jak wyraźnie mocniej wyciągnąłem szyję w skoku, łapiąc w ten sposób równowagę. Skok po raz kolejny wykończyłem lądowanie na prawą nogę, z której kontynuowałem galop na wprost po odejściu spod przeszkody. W kwestii tempa Nadya musiała się jedynie obawiać o zachowanie aktywności, bo niewielkie rozmiary hali oraz stosunkowo niska zwrotność sprawiały, że nie byłem skłonny do galopowania w sposób mocny i pewny. Musiałem mieć jednak z czego skakać, więc jedynym zadaniem amazonki było tak naprawdę rozbujanie mnie w rzeczonym galopie. Skierowany na kolejną przeszkodę sam bezbłędnie oceniłem miejsce odbicia, które pokryło się ze zdaniem Nadyi, a więc w efekcie poskutkowało zgraniem się w trakcie skoku i kolejną przeszkodą pokonaną na czysto.

Krakatau - 2019-03-06, 00:54

Doczłapał się za właścicielką na hale, nie wykazując większego pobudzenia czy zainteresowania otoczeniem. Podczas jej nieobecności chłopak zdążył się porządnie rozleniwić i był teraz jeszcze większym miśkiem niż przedtem - tak, to jest możliwe! Po prostu zatrzymał się we wskazanym miejscu i stał tak bez ruchu, wyglądając na lekko ospałego. Raz tylko się odkręcił i spojrzał na Sarę jakby mówiąc: ''Naprawdę mamo? Czy to jest konieczne? W stajni było nam tak dobrze!''. A gdy finalnie otrzymał sygnał do stępa, ruszył niczym pociąg towarowy - powoli, ospale, nigdzie się nie spiesząc.
Nadya - 2019-03-15, 21:14

Po lądowaniu i lekkim odjeździe spod przeszkody pochwaliła Jima za dotychczasową pracę, bo naprawdę nie miałaby się za bardzo tu do czegoś doczepić. Po pokonaniu stacjonaty pogalopowali kawałek po prostej w stronę ściany, po czym rozpoczęli zakręt po łuku w lewo, okrążając w zasadzie dopiero co pokonaną przeszkodę, aby dotrzeć pod czwartą przeszkodę. Pilnowała aktywnego tempa, nie wymuszając w żaden sposób na Jimie szczególnie mocnego tempa, ze względu na rozmiary hali, starając się jednak o optymalny galop. Na łuku wyginała go od łydki, chcąc uzyskać ładne wpisanie się w zakręt. W łuku jeszcze podniosłą go do oksera, pozwalając mu na to, aby jak najwcześniej mógł sobie obejrzeć przeszkodę. Następnie naprostowali do czwórki, kierując się na środek oksera 110x115 cm. Usiadła z powrotem w siodło, biorąc go bardziej na siebie, następnie zamykając w pomocach i doprowadzając do czwórki, gdzie wsparła gniadosza, sugerując mu odpowiednie miejsce do wybicia, dodając łydkę. Wybili się na przeszkodę w dość dobrym miejscu, po czym Nadya oddała mu wodze zostając na kontakcie, uniosła się z jego grzbietu w półsiadzie i ponownie dość udanie zgrała z nim w skoku, przy lądowaniu obciążając tym razem prawą stronę i tak przestawiając pomoce. Następnie dość płynnie, utrzymując aktywne tempo, o co cały czas się starała pogalopowali najpierw po prostej, w stronę długiej ściany, aby tam lekko zakręcić na piątkę. Po naprostowaniu przygotowała ogiera do pokonania przeszkody z pomocą podobnego szeregu pomocy, kiedy Jim się potknął ni z tego ni z owego. Wydawało się, że nie będzie to miało dalszych konsekwencji, niestety zadziałała z pewnym opóźnieniem i wybili się co prawda na stacjonatę, jednak z takiego miejsca, że trącenie drąga było nieuniknione. Właściwie łut szczęścia zadecydował o tym, że ten drąg nie spadł na ziemię. Zachowała lądowanie na prawo, chętnie korzystając z obszerniejszego najazdu, bez jakiegoś większego dodania w tempie, bo dziś nie siliła się na pokonanie ustawionych przeszkód w określonej normie czasu. W ten sposób bez jakichkolwiek przygód po drodze dotarły pod przeszkodę, gdzie tym razem wszystko zagrało. Wcześniej podniosła oldenburga do przeszkody, usiadła w siodle, wzięła go bardziej na siebie i zamknęła w solidnych pomocach, aby znów dość dobrze zgodzić się z nim co do miejsca wybicia i koniec końców pokonać kser na czysto i w dość ładnym stylu. Przy lądowaniu obciążyła z kolei lewą stronę. Następnie dość wcześnie skręcili na łuk, zmierzając na siódmą przeszkodę. Pilnowała dość uważnie aktywnego równego tempa, na łuku wyginając go od swojej łydki, przez co udało im się ładnie w ten zakręt wpisać, zachowując na nim równowagę. Naprostowali do najwyższej na parkurze przeszkody, stacjonata miała bowiem 120 cm, mimo to jak miało się okazać pokonali ją na czysto i bez problemów: wróciła w siodło, zamknęła Jima w pomocach, doprowadzając pod przeszkodę i dodając mu łydkę do wybicia w najodpowiedniejszym miejscu, co zaowocowało udanym skokiem, przy lądowaniu przestawiając pomoce do ruszenia z lewej nogi.
Sara - 2019-03-28, 20:27

Spojrzenie ogiera rozczuliło blondynkę, ale nie mogła się dać omotać. :lol:
Była przyzwyczajona do tego, że Krakatau nie zawsze miał tyle energii, ile od niego by wymagała, jednak dzisiejszego dnia zaskoczył ją. Nie spodziewała się, że nawet ruszenie niespiesznym marszem sprawi mu tyle kłopotu i nie będzie zamierzał ruszać się chociaż minimalnie żwawiej niż obecnie. Nie spodobało jej się to, dlatego wzięła sprawy w swoje ręce, motywując go do troszeczkę dynamiczniejszego kroku. Póki co bez użycia bata, wyłącznie krótkie, pobudzające sygnały łydką. Bat poszedł w ruch dopiero wtedy, kiedy impulsy od łydki nie dawały żadnego efektu. Nie wymagała od ogiera nader aktywności, ale nie pozwalała na to, by nadto się ociągał. Maszerowali tak kilkanaście minut, w międzyczasie zmieniając kierunek i wprowadzając achała na niewymagające łuki, podczas których wspomagała wierzchowca subtelnymi pomocami. Jeśli do tej pory udało jej się odpowiednio zmotywować konia do tego, by nie musieć co chwilę go poganiać, to pochwaliła go poklepaniem po łopatce. Należała mu się pochwała. Byle tylko przez to znów się nie rozlazł... :lol:
Tak czy inaczej, gdy już wstępnie się rozruszali, jasnowłosa zaczęła powoli nabierać wodzę i wchodzić z kopytnym na coraz to mocniejszy kontakt. Miało to ułatwić pracę na nieco bardziej wymagających figurach, m.in. trochę ciaśniejszych kołach i łukach, a także ósemkach i serpentynach. Amazonka chciała porządnie porozciągać zastanego Krakatau, cały ten trening poświęcony miał być gimnastyce. Po tak długiej przerwie na pewno się to kopytnemu przyda, a już kolejne spotkanie poświęcą na coś innego.
Podczas kół, łuków i ósemek wyginała Kraka wewnętrzną łydką, dając mu na niej stabilne oparcie, znów zewnętrznymi pomocami ograniczała karego w taki sposób, aby nie wypadał z figury ani zadkiem, ani łopatką.

Jim Beam Rye - 2019-03-30, 18:40

Zastrzygłem uchem, wychwytując krótką pochwałę, jaką Nadya rzuciła mi po ostatnim skoku. To zdecydowanie było motywujące, więc odpowiedziałem cichym parsknięciem i kontynuowałem galop na lewo, za chwilę wchodząc w zakręt, którym okrążyliśmy ostatnio pokonaną przeszkodę. Tym samym znaleźliśmy się naprzeciw czwartej przeszkody, oksera, któremu zacząłem się przyglądać już z daleka, krzywiąc łeb w charakterystyczny dla siebie sposób. Ostatnio miałem wrażenie, że ocenianie odległości i wymiarów przeszkód stało się jeszcze trudniejsze, zupełnie jakby moje jedyne oko też zaczęło mnie zawodzić... Mimo to bez wahania dogalopowałem do wspomnianej przeszkody i odbiłem się w odpowiedzi na łydkę, wyciągając się w skoku, tym bardziej, że przeszkoda była stosunkowo szeroka. Wylądowałem po drugiej stronie z cichym stęknięciem, nie zapominając o zmianie nogi w skoku, po czym kontynuowałem galop we wskazaną stronę. Ponownie zapatrzyłem się na przeszkodę, na tyle mocno, że nie zauważyłem jakiejś nierówności w podłożu i niefortunnie się potknąłem, co wybiło mnie z rytmu. Lekko spanikowałem, bo nagle przestałem widzieć odległość i w lekkim popłochu wybiłem się do skoku, trącając w nim drąg. Pozostał na swoim miejscu, ale nie było to najmilsze uczucie. Dosyć szybko o tym zapomniałem, ale jeszcze przed dłuższą chwilę byłem spięty czując, że nie jest to moja szczytowa forma. Miałem też swoje lata i spory bagaż doświadczeń... Zużywałem się jak wszystko inne. Takie życie. Mimo to do kolejnej przeszkody galopowałem równo, czysto, by w odpowiednim momencie wybić się i tym razem przedostać się na drugą stronę bez przeszkód. Tą i kolejną - najwyższą przeszkodę - pokonałem poprawnie, nie tylko wybierając dobre miejsce odbicia, ale też w samym skoku starannie podnosząc nogi i pracując grzbietem. Lekko wyciągałem nos, tym samym prosząc o oddanie wodzy i ogólnie harmonijnie pokonywałem kolejne przeszkody wraz z Nadyą, nie dając jej większych powodów do zmartwień niż to, że momentami polegałem na niej bardziej niż zwykle, jakby ze wzrokiem faktycznie było coś nie tak. Na szczęście miałem ją, więc mogłem zaufać i teoretycznie nawet na ślepo coś przeskoczyć. W końcu nie takie rzeczy dzieją się na świecie...
Krakatau - 2019-04-01, 00:46

Nie, nie, nie. Tutaj trzeba sprecyzować jedną, bardzo istotną rzecz. Krakatau miał w sobie dużo energii! Ale nie na to, czego od niego w danym momencie wymagano :lol: Tutaj najistotniejszą rolę odgrywała konsekwencja, bo inteligencja Kraka w porównaniu ze słabą wolą jeźdźca nie prowadziła do niczego dobrego. Ot, był za mądry, nieustannie testował swoich jeźdźców, próbując ich zdominować. A po tak długiej przerwie - i po treningach z osobami, które czasami pozwalały mu na zbyt wiele - musiał na nowo nauczyć się respektować polecenia Sary.
Pobudzenie łydką przyniosło efekt na chwilę, ale cremello w dalszym ciągu sprawdzał na ile może sobie pozwolić. W końcu złotą zasadą było ''pracować tak, żeby się nie przepracować''. Niestety dopiero smyrnięcie batem po zadzie zdołało go porządniej zaktywizować. Co prawda chłopak zirytował się takim posunięciem, ale jednocześnie zobaczył, że dzisiaj nie ma żartów i jednak - niestety - będzie musiał włożyć nieco wysiłku w tę współpracę.
Po łukach poruszał się wzorowo, bardzo miękko gnąc się pod wpływem działania pomocy amazonki. Był dość gibki i miał dobrą równowagę, więc ani łagodne łuki, ani te trochę ciaśniejsze nie sprawiły mu najmniejszego problemu. Pod tym względem nie był złośliwy i nie próbował uciekać z wyznaczonego toru. Może gdzieś w międzyczasie jeszcze raz próbował zwolnić, ale wystarczyło kolejne upomnienie, żeby uświadomić mu, że lenistwo jednak dzisiaj nie przejdzie.

Nadya - 2019-04-01, 17:37

Faktycznie zauważyła, że tak jakby bardziej bazował i polegał na jej pomocach niż wcześniej, nie sprawiło to jeszcze jednak, żeby rozdzwonił jej się w głowie dzwonek alarmowy, albo coś w tym stylu. Po prostu dawała Jimowi pewność, że ona tu czuwa. Pogalopowali kawałek po prostej, aby zakręcić w pewnym momencie w lewo na okser z numerem ósmym. Wcześniej podniosła go do przeszkody, tak aby jak najwcześniej mógł ją sobie dobrze obejrzeć. Naprostowali, kierując się na środek przeszkody. Po drodze wysłała mu jeszcze półparady, po czym wzięła go bardziej na siebie, zamknęła w pomocach i doprowadziła bez przeszkód do oksera, gdzie wyraźnie zaznaczyła mu jak najlepsze miejsce do wybicia. Następnie oddała mu wodze na kontakcie, uniosła się z siodła w półsiadzie i zdążyła za jego ruchem, dyktując mu lądowanie na prawo. Przejechali po prostej pomiędzy przeszkodami 9b i 1, kierując się na ścianę, aby pod nią zakręcić. Obrała obszerniejszy najazd, pozwalając przy tym Jimowi na lekkie dodanie w tempie. Poruszali się pod ścianą, dopóki nie znaleźli się na wysokości szeregu 9ab, wtedy na niego zakręcili. I tym razem w zakręcie podniosłą go do szeregu, po czym ruszyli na człon a. Po drodze Jim ponownie otrzymał półparady, wyrównała go też w tempie do przeszkody. Dojechali na środek stacjonaty, gdzie dodała mu łydkę w odpowiednim miejscu. Wznieśli się nad przeszkodę, aby koniec końców pokonać człon a na czysto i w całkiem dobrym stylu. Przy tym wylądowali tak, aby spokojnie zmieścić się do członu b, do którego praktycznie zaraz zaczęła przygotowywać ogiera, wracając w siodło, biorąc go na siebie i zamykając w solidnych pomocach i tym razem pewnie wskazując mu najlepsze miejsce do wybicia. Po wybiciu oddała mu wodze przy szyi, przeszła do półsiadu i wyszła za jego ruchem, zgrywając się z nim w skoku. W ten sposób zostawili za sobą nienaruszoną ostatnią z ustawionych przeszkód. Kontynuowała galop kierując się na ścianę, następnie w ten sposób pokonali pół okrążenia. Nie siliła się na jakieś mocne tempo, skłaniając się raczej ku spokojnemu galopowi. Po połowie okrążenia i półparadzie zwolnili do kłusa, w którym poświęciła kilka minut na rozluźnienie po treningu. Często zmieniali kierunki przez przekątną, wykręcając też czasem jakieś sporych rozmiarów koło, aby w końcu przejść do najniższego chodu i w nim się rozstępować. Kiedy uznała, że już wystarczy zatrzymała Jima w narożniku i korzystając ze schodków wróciła na ziemię, z której poczęstowała go talarkiem marchwi, po czym przełożyła wodze i wyprowadziła go z hali, po drodze nie oszczędzając mu pochwał i miziania.
zt

Sara - 2019-04-09, 17:58

Blondynka sama nie była idealna i dotyczyło to również kwestii jeździectwa, jednak doskonale wiedziała czego wymaga od swoich podopiecznych i na co może sobie pozwolić, a na co kategorycznie nie. To znacznie ułatwiało jej pracę z różnymi końmi. Krakatau znała już wystarczająco długo, by dobrze wiedzieć czego może od niego wymagać i czego może się po nim spodziewać, dlatego ogier musiał szybko dojść do ładu, żeby również sobie umilić to dzisiejsze spotkanie. W końcu liczne nieporozumienia na linii jeździec - koń, wpływały również na samopoczucie zwierzęcia. Dało się to wyczuć chociażby po tym, kiedy amazonka subtelnie, lecz wymownie, musnęła batem zadek wierzchowca. Zirytował się wówczas, a blondynce to również nie było na rękę, gdyż nie przepadała za używaniem takich pomocy. Niemniej nie wahała się przed ich użyciem, kiedy sytuacja tego wymagała. Z dalszej jazdy ogiera była już bardziej zadowolona, aczkolwiek wciąż mocno pilnowała tempa, gotowa zareagować w każdej chwili.
Uznawszy, że kopytny jest już wystarczająco wstępnie rozruszany, dziewczyna wróciła na ślad i tam, na długiej ścianie, zasugerowała mu przejście do kłusa. Szczerze wątpiła w to, że Krakatau nagle wystrzeli jak z procy, ale mimo to przed przyspieszeniem nieco go przytrzymała, tak by bardziej skumulować jego energię i wejść w wyższy chód bardziej dynamicznie. Oczywiście od razu narzuciła mu swoje tempo, nie znosząc jakichkolwiek sprzeciwów i odstępstw od tego, czego wymagała. Równocześnie z przyspieszeniem zaczęła anglezować, tym samym nieco odciążając grzbiet konia i nadając jego ruchom właściwy rytm, gdyby sam miał z tym problem. Jeżeli jednak cremello sam szedł rytmicznie, to blondynka tylko wpasowała się w jego ruchy, by nie zaburzać równowagi. Nadal pracowała nad większym zebraniem i poprawieniem kontaktu, więc znów stopniowo zaczęła nabierać wodze, tym razem także wprowadzając ogiera na różne figury. Wpierw były to łuki i koła, już bardziej wymagające niż te w stępie, ale po chwili dodała też serpentyny i ósemki, żeby porządnie go porozciągać. Zanim jednak do wspomnianych figur przeszła, przez jakiś czas po prostu kłusowała po śladzie, dogadując się z ogierem.
Po parokrotnym wykonaniu każdej z wymienionych figur, jasnowłosa przeszła do kolejnego ćwiczenia, jakim było ustępowanie od łydki. W jednym z narożników zaoferowała pomoce do właśnie tej czynności i rozpoczęła ćwiczenie na przekątnej. Krakatau był na takim poziomie ujeżdżenia, że dziewczyna nie musiała organizować specjalnych wstępów, mogąc rozpocząć ćwiczenie w każdej chwili. Wewnętrzną wodzą nadawała ustawienie głowy konia do wewnątrz, zewnętrzną pilnowała ustawienia ogiera na pomocach i kontrolowała, aby nadmiernie nie zginał się w szyi. Łydkami zaś próbowała nadawać aktywny ruch do przodu, jednocześnie zapobiegając nadmiernemu ruchowi w bok, a także działała na wewnętrzną tylną kończynę konia, starając się właściwie ją ustawić i skłonić do tego, aby prawidłowo się krzyżowała. Jeśli wszystko poszło zgodnie z planem, to po dotarciu do ściany (gdyż wykonywali ustępowanie od narożnika do mniej więcej środka długiej ściany), amazonka wyprostowała kopytnego i pochwaliła go poklepaniem po szyi.

Jim Beam Rye - 2019-04-11, 17:08

Tu będzie zaraz edit, bo chcę zachować jakąś kolejność postów. :lol:

Ukryj: 
Nadya napisał/a:
Faktycznie zauważyła, że tak jakby bardziej bazował i polegał na jej pomocach niż wcześniej, nie sprawiło to jeszcze jednak, żeby rozdzwonił jej się w głowie dzwonek alarmowy, albo coś w tym stylu. Po prostu dawała Jimowi pewność, że ona tu czuwa. Pogalopowali kawałek po prostej, aby zakręcić w pewnym momencie w lewo na okser z numerem ósmym. Wcześniej podniosła go do przeszkody, tak aby jak najwcześniej mógł ją sobie dobrze obejrzeć. Naprostowali, kierując się na środek przeszkody. Po drodze wysłała mu jeszcze półparady, po czym wzięła go bardziej na siebie, zamknęła w pomocach i doprowadziła bez przeszkód do oksera, gdzie wyraźnie zaznaczyła mu jak najlepsze miejsce do wybicia. Następnie oddała mu wodze na kontakcie, uniosła się z siodła w półsiadzie i zdążyła za jego ruchem, dyktując mu lądowanie na prawo. Przejechali po prostej pomiędzy przeszkodami 9b i 1, kierując się na ścianę, aby pod nią zakręcić. Obrała obszerniejszy najazd, pozwalając przy tym Jimowi na lekkie dodanie w tempie. Poruszali się pod ścianą, dopóki nie znaleźli się na wysokości szeregu 9ab, wtedy na niego zakręcili. I tym razem w zakręcie podniosłą go do szeregu, po czym ruszyli na człon a. Po drodze Jim ponownie otrzymał półparady, wyrównała go też w tempie do przeszkody. Dojechali na środek stacjonaty, gdzie dodała mu łydkę w odpowiednim miejscu. Wznieśli się nad przeszkodę, aby koniec końców pokonać człon a na czysto i w całkiem dobrym stylu. Przy tym wylądowali tak, aby spokojnie zmieścić się do członu b, do którego praktycznie zaraz zaczęła przygotowywać ogiera, wracając w siodło, biorąc go na siebie i zamykając w solidnych pomocach i tym razem pewnie wskazując mu najlepsze miejsce do wybicia. Po wybiciu oddała mu wodze przy szyi, przeszła do półsiadu i wyszła za jego ruchem, zgrywając się z nim w skoku. W ten sposób zostawili za sobą nienaruszoną ostatnią z ustawionych przeszkód. Kontynuowała galop kierując się na ścianę, następnie w ten sposób pokonali pół okrążenia. Nie siliła się na jakieś mocne tempo, skłaniając się raczej ku spokojnemu galopowi. Po połowie okrążenia i półparadzie zwolnili do kłusa, w którym poświęciła kilka minut na rozluźnienie po treningu. Często zmieniali kierunki przez przekątną, wykręcając też czasem jakieś sporych rozmiarów koło, aby w końcu przejść do najniższego chodu i w nim się rozstępować. Kiedy uznała, że już wystarczy zatrzymała Jima w narożniku i korzystając ze schodków wróciła na ziemię, z której poczęstowała go talarkiem marchwi, po czym przełożyła wodze i wyprowadziła go z hali, po drodze nie oszczędzając mu pochwał i miziania.
zt

Tate - 2019-05-04, 13:55

Słuchając Lucasa starała się dojechać ogiera do aktywacji zadu, dociążając go i dociskając łydki. Następnie przytaknęła i pchnęła ogiera na kolejną ósemkę. Od początku próbowała go dojechać dosiadem, dodając aktywizującą łydkę, zaś jeśli to nie pomagało, dodała mu lekkie stuknięcie batem. Na łuku tak jak mówił Lucas, starała się o rozluźnienie i stałość tempa. Cały czas miała problem z jego pyskiem, nie do końca potrafiąc się z nim dogadać. Ogier w całej ich karierze często się usztywniał, ginął na kontakcie, czy wręcz przeciwnie - uciekał do niego, czy to do ganaszowania, czy ciagnąc głowę w przedziwne, inne strony. Problem nie leżał w wędzile, które było zmieniane na różne kombinacje, właściwie Tatka była pewna, że nie umie się z nim dogadać ręką, może dlatego, że umie jeździć, ale na koniach już wyrobionych?
Starała się stymulować go wewnętrzną wodzą, rozluźniać, ale czy to wychodziło to już gorzej powiedzieć. Jednocześnie łydkami i ruchami dosiadu kontrolowała stałość tempa, starając się uspokoić ogiera.
Następnie, po kilku próbach na wskazanie Lucasa zwolniła, dając ogierowi odetchnąć, sama skupiła się na tym co robił Lucas, aby później posłuchać konkretnych zaleceń, na które przytaknęła i przejechała wzrokiem tor jazdy, po tym zaś objechała mężczyznę, wchodząc wpierw w kłus wypchnięciem z miednicy, by mocniej przyciskając uda i kolana do ciała, pchnąć ogiera do galopu, następnie dodając silniejszą łydkę, stopniowo przesuwaną w celu uzyskania pomocy na łuku. Przysiadła głębiej w siodle i stałą pracą dosiadu starała się utrzymać tempo. Mimo to ogier gdzieś próbował przygasać, dlatego obudziła go lekkim smyrnięciem batem, aby ogier w miarę słuchał się na dalszej części koła, aż do drągu. Przed nim dodała silniejszą łydkę i wyprostowała ogiera na stacjonatę, w odpowiednim momencie przechodząc w delikatny półsiad z przesunięciem rąk wzdłuż szyi i łydką. [edit pozostałe 3 próby, ide karmic konie]

Volano - 2019-08-09, 22:29

Czego jak czego, ale Volano dostarczał Drew sporo atrakcji. Mimo swojego charaktery, cechował się też wysoką inteligencją i zaangażowaniem w pracę, brnięciem do przodu oraz motywacją do pracy czy nie spożytkowaną wiecznie energią. Nudziłby się z samymi spokojnymi końmi w typie Hanky, bo z nim to zawsze się coś dzieje i bywa wesoło. Oni się jeszcze do końca nie dotarli, ale kiedyś z czasem jeszcze się zdziwi jak dobrą parę będą tworzyć i zaskoczą nie jednego. Jak zwykle na początku był zbyt podekscytowany, taki hop do przodu i najchętniej zrobiłby wszystko na raz i teraz zaraz. Starał się pozostać skupiony i zaangażowany w wypełniane zadania, ale przychodziło mu to zdecydowanie z różnym skutkiem. Kiedy Drew chciał go zwolnić z kłusa do stępa, ogier niechętnie się temu poddał. Starając się na początku uciec od jego działań, ale chcąc nie chcąc musiał się poddać i to zaakceptować. Skulił jednakże przy tym uszy, prychając nerwowo i obmyślając plan zemsty. Początki treningu zdecydowanie nie były łatwe, ale w miarę wykonywania kolejnych ćwiczeń się to zmieniło. Ogier się stał bardziej plastyczny, chętniej wpisując się w kolejne figury i z każdym powtórzeniem wykonując je lepiej. W końcu po wykręceniu masy figur na obie strony, przeszli do upragnionego kłusa. Mocniej odpychając się z zadu przeszedł dość płynnie w wyższy chód, poruszając się aktywnie do przodu. Pozostał w energicznym tempie, ale nie pędził choć w głowie gdzieś tam na dnie ciągle majaczyła mu wizja zemsty. Był jaka taka cisza przed burzą, gotowy wybuchnąć w każdej chwili. Zmienili kolejno kierunek przez przekątną, by zacząć wykręcanie na nowo figur. Na początku koła średniej wielkości, następnie nieco ciaśniejsze, by finalnie wykręcić jakąś serpentynę. Po kolejnym okrążeniu znowu zmienili kierunek i mniej więcej powtórzyli figury na drugą stronę. Udawało się ogierowi robić to nawet bez większego zarzutu, może od czasu do czasu się nieco spieszył. Na łukach jak najlepiej starał się wygiąć od wewnętrznej łydki chłopaka, a ograniczony zewnętrzną nie wypadał zadem z ustawienia. Poprawnie zginał się w potylicy i dawał się prowadzić na zewnętrznej wodzy, by po wykonaniu figur na obie strony wrócić pod ścianę. Tam wraz z kolejnymi pomocami od Drew, ogier zasadniczo przeszedł do galopu. Jednocześnie po dwóch pierwszych foule uniósł podrzucił zadem ku górze, oddając przy okazji z niego. Miał nadzieję że facetem przy tym porządnie bujnęło, ale nie zabiło :lol2: Kiedy on łapał równowagę, to ogier wesoło pełnym swoich sił i możliwości galopem popędził naprzód. Przy okazji wyglądając przy tym dość uroczo, bo uniósł wysoko kary łeb i ogon u nasady, paradując niczym arab.
Caroline Hathaway - 2019-08-09, 22:41

Większość z natury twardszych koni nie ma aż takiej tendencji do płoszenia się, nie mówię że ona wcale nie występuje jednak ryzyko jest mniejsze. Konie zdecydowanie delikatniejsze jak Nearly Perfect, a dodatkowo po przejściach to mają nieco ją większą jednak. Nie mniej kobieta kochała ją taką, jaka była i koniec kropka. Ruda i tak była dość bezproblemowa, miała jakieś schizy ale kto ich nie miał? Nawet jak na początku im nie szło za dobrze, to nie było co się zrażać. Z każdym kolejnym powtórzeniem trzeba było mieć nadzieję, że będzie lepiej i tak faktycznie z czasem było. Kobieta przy tym nie zapominała o pochwałach dla klaczy, które również wbrew pozorom były ważne. Na początek kłusa pozwoliła jej na zrzucenie nieco energii i nawet jeśli tempo było mocniejsze, to nic nie szkodzi. Zmieniły przy tym kierunek, co by nie było im za nudno i w końcu po jakieś chwili ściągnęła rudą na pierwszą z figur. Podobnie jak wcześniej w niższy chodzie, tak i teraz wykręciły kilka razy duże koło z czasem zmniejszając średnicę. Serpentyna czy wężyk również się pojawił, a przy tym zmiana kierunku przez środek hali i jazda tego samego na drugą stronę. Caroline skrupulatnie wyginała klacz od wewnętrznej łydki pozostawionej na popręgu, zewnętrzną przesuwała za i pilnowała zadu. Wewnętrzną wodzą nadawała jej zgięcie w potylicy, prowadząc ją na zewnętrznej wodzy. W to wszystko wplotła także przejścia między chodami kłus-stęp-kłus oraz zatrzymania, by po którymś z przejść pozostać w stępie i oddać klaczy nieco wodzy. Chciała aby klacz odpoczęła, ale i złapała oddech przed kolejnymi zadaniami. Natomiast Caroline w tym czasie nakazała stajennemu ustawić kilka drągów na hali oraz dwie stacjonaty i okser.
Nearly Perfect - 2019-08-11, 12:20

Otóż to, kto nie miał schiz, albo jakichś innych problemów? Nearly co prawda płoszyła się i wymyślała sobie strachy, tam gdzie ich wcale nie było, ale poza tym była oddanym konikiem, zaangażowanym w pracę z właścicielką, o ile właśnie te strachy jej nie przeszkadzały. Kiedy po przejściu do kłusa ruda dostała niejako zielone światło, aby nieco przyspieszyć ochoczo tak właśnie zrobiła, nie przekraczając jednak pewnych granic, jak ramy kłusa, wyciągnęła w nim wykrok, dodając w tempie i ciesząc się z możliwości spuszczenia z siebie nieco pary. Oczywiście nie za dużo, b pewnie jeszcze jej ta para i energia będzie potrzebna na treningu. Zmieniały też kierunki jazdy, po czym Caroline zabrała ją na pierwszą figurę w kłusie, po niej wykręcając kolejne. Na figurach to tempo było ciut spokojniejsze, w ten sposób dość równym tempem i w równowadze klaczy udawało się odpowiednio wyginać na kołach, a potem serpentynach i wężykach, aby zmienić kierunek jazdy i wyjechać to samo na drugą stronę. W to wszystko zostały wplecione też przejścia, z którymi selle francais radziła sobie dość dobrze, płynnie je wykonując, a jej tempo pozostało nadal energiczne, co jednak w przejściach i zatrzymaniach jej nie przeszkadzało. W końcu po którymś przejściu pozostały w stępie, co Perfect przyjęła dość spokojnie, zniżając łeb, jednak pozostała czujna, zwłaszcza gdy na horyzoncie pojawił się stajenny.
Oliver Pelerieux - 2019-08-22, 16:09

/Nie spodziewam się tu za szybko postów, także wbijam zakładając, że jest pusto.

Na pierwsze wsiadanie zdecydowanie potrzebowałem specyficznych warunków - spokoju, ciszy i samotności, żeby nie utrudniać tego przeżycia Soldatowi. Co prawda nie spodziewałem się po nim tego, by przeżywał moją obecność na grzbiecie, ani żeby świrował, ale jak to mówią - przezorny zawsze ubezpieczony.
Pierw jednak chciałem przelonżować konia, przypomnieć mu komendy głosowe i oswoić na nowo ze sprzętem. Przed odesłaniem ogiera na koło sprawdziłem popręg i w razie czego podciągnąłem go lekko, po czym rozpocząłem lonżowanie od stępa na lewą stronę, zamykając konia w tzw. trójkącie. Od początku egzekwowałem energiczny ruch do przodu, pilnując by koń angażował zad.

Soldat - 2019-08-22, 17:13

Będąc wciąż jeszcze pod wrażeniem ochraniaczy nie bardzo przejmował się siodłem na swoim grzbiecie. Na halę wszedł zainteresowany i zarżał donośnie, gdy tylko drzwi do jej wnętrza zamknęły się za nimi.
Krocząc stępem przez chwilę pozostawał skupiony na wszystkim, co działo się wokół. Dopiero po paru minutach załapał, że ma na grzbiecie siodło, co spowodowało mały błąd systemu. Obecne na nogach ochraniacze także mu nie pomagały, dlatego chcą odreagować zerwał się do galopu i z cichym wręcz źrebięcym kwikiem zaczął strzelać barany. Musiał spuścić sam z siebie trochę pary, bo w tej chwili frustrowało go dosłownie wszystko.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group