Vivianne Feron - 2016-02-10, 21:43 Już od chwili przygotowywała się do skoku, a gdy poczuła, że Duma przyspiesza, jej serce chciało wprost wyskoczyć z piersi. Poczuwszy, że nogi konia idą ku górze wbiła stopy w strzemiona i uniosła się wraz z klaczą, starając się nie zaburzać jej równowagi. Oddychała głośno przez otwarte usta, które z każdą kolejną sekundą rozciągały się w lekkim uśmiechu. Ponownie odkryła frajdę jaka płynęła ze skoków, mimo że warunki nie były dość sprzyjające i bezpieczne dla powrotu do tej dyscypliny.
Przeżyły jednak a Vivianne była pod wielkim wrażeniem skoku. Nie samej techniki a bardziej tego, że pozwoliła klaczy na ten wyczyn i radowała się z niego tak jak ona. W czasie lądowania odchyliła swe ciało do tyłu i zaparłszy się na strzemionach gładko wylądowała w siodle, wzrokiem prędko ogarniając czy przed nimi nie ma niebezpiecznych konarów, o które kara mogłaby się potknąć. Szybko okazało się jednak, że ścieżka jest dość płaska, a więc swobodnie mogły kontynuować jazdę kłusem – a jeśli klacz po skoku naturalnie przeszła w galop, została przytrzymana i przekonana, że jednak powinna zachować średnią prędkość.
Vivianne poklepała hanowerkę po szyi, mówiąc do niej kilka słów pochwały. Właściwie spodobało jej się tak bardzo, że chętnie powtórzyłaby tę małą głupotę i już w tym momencie rozglądała się za kolejnym przewalonym drzewem… ale niestety, nie znalazła żadnego w zasięgu wzroku. Póki co!Fleau de Baian - 2016-02-10, 21:55 Po wylądowaniu rzeczywiście miała chęć zagalopować, ale tym razem nie walczyła już tak zawzięcie z kobietą i pozostała w kłusie, zaokrąglając szyję i rozglądając się bacznie na boki tak, jakby również szukała kolejnego obiektu do pokonania w podobny sposób. Nie miała wielkich okazji do jazdy crossu, niemniej również ta dyscyplina sprawiała jej niemało radości - tak jak skoki. Skierowała w stronę brunetki radary, kiedy ta poklepała ją po łopatce, jednocześnie parskając w jej stronę. Nie dało się ukryć, że już nie mogła doczekać się kolejnego skoku, choć zarazem również zaczęła na nowo się interesować widokami wokół. Ścieżka była łatwiejsza, więc nie musiała już tak uważać pod nogi.Vivianne Feron - 2016-02-11, 09:28 Po kilku kolejnych minutach kłusa, Vivianne przytrzymała klacz aby ta przeszła w niższy chód. Nie chciała zamęczyć hanowerki na jej pierwszej jeździe po długiej przerwie, toteż resztę spaceru zamierzała przejść z nią tylko w stępie, przy okazji mogąc rozkoszować się otaczającym je krajobrazem. Poklepała Dumę po szyi ciesząc się, że ich wyprawa była całkiem udana i dziękując klaczy za to, że panowała nad rozpierającą energią.
Jeszcze nie zamierzała iść do stajni, aby przez kilka kolejnych minut prowadzić klacz pomiędzy drzewami. Las był magiczny o każdej porze dnia i nocy i każdą pora roku, a szatynka zamierzała się nim rozkoszować póki jeszcze mogła. Wiedziała, że zaraz trzeba będzie wrócić do szarej rzeczywistości, ale w tym momencie oderwała się od świata i liczyła się tylko ona i dziesięcioletnia hanowerska klacz. Swoją drogą – może będzie ją odwiedzała częściej? W zasadzie dobrze się dogadywały, więc Vivianne brała pod uwagę częstszy kontakt z Deadią.
Otrząsnąwszy się z letargu wyciągnęła telefon z kieszeni swojego bezrękawnika. Uniosła w górę brew widząc, która jest godzina i przeklęła w myślach. Trochę się zasiedziała, a była już umówiona w innym miejscu. Bez zastanowienia tym razem ruszyła do Orchardu, aby oporządzić klacz i nie spóźnić się na spotkanie.
Zt.Fleau de Baian - 2016-02-11, 16:22 Bardzo niechętnie zwolniła do stępa, wpierw reagując na to poprzez skulenie uszu. Co prawda energie nie roznosiła ją już tak jak na początku, ale dalej była małą tykającą bombą, która w każdej chwili potrafiła puścić się szalenie szybkim galopem. Niemniej jednak pozostawała pod kontrolą, głośno oddychając i czując jak kare cielsko paruje pod wpływem wcześniejszego wysiłku. Kręciła się między drzewami, zniżając łeb możliwie nisko i zwieszając uszy na boki. Przyjemna namiastka wysiłku fizycznego był dla niej odprężający i rozluźniający, choć wyjątkowo chętnie zawróciła w stronę Orchardu, kiedy tylko Vivianne zdecydowała się na to.
ztHarley Davidson - 2016-03-24, 23:29 Ooo, można w końcu wrzucić na luz, bo są z dala od ciekawskich spojrzeń w mieście. Przez pierwsze piętnaście minut prowadził ogiera przez najprostszy odcinek na szlaku. Tak w ramach rozgrzewki... Tak sobie szli między gałęziami, drzewami, po wytartej, piaszczystej ścieżce. Mężczyzna rozluźnił biodra, by kołysać się w rytm kroków wierzchowca. Pozornie był całkowicie rozluźniony, ale w rzeczywistości tylko czekał na jakąś sarenkę, co spłoszy Tiritha i sprawi, że przez kolejne kilka godzin będzie myślał tylko o tym, by z niego nie spaść i jakoś wrócić do stajni...
Pochylił się w siodle, by zerwać jakieś dłuższe źdźbło trawy, zaczął je żuć przednimi zębami. Delikatnie wypchnął Darka z biodra, wspomagając się sygnałem łydek. Teren zaczął delikatnie się podnosić, Harłak poprosił o skręt w boczną, znacznie węższą ścieżkę. Pozostawał na lekkim kontakcie z pyskiem konia. Przez kilka metrów musieli zmierzyć się z nieuprzątniętym szlakiem - zaścielonym wyschłymi liśćmi, igłami czy szyszkami. Mężczyzna prowadził go tak, by nie zaszarżował na żadne większe gałęzie, kamienie czy jakiekolwiek inne przeszkody. Na szczęście to ujeżdżeniowiec, więc nie powinien jak dziki lecieć na wszystko co można przeskoczyć!
-Co wolisz, kochaniutki, jakieś łąki do pogalopowania czy szuranie się po lesie?Dark Tirith - 2016-03-25, 00:12 Kary strzygł uszami od kiedy zdążyli wjechać na szlak, pamiętając dobrze, że jego ostatnia wizyta w tym miejscu nie skończyła się zbyt dobrze. Przez jakąś szyszkę pognał przed siebie, gubiąc przy tym swoją właścicielkę. Ale cóż, w końcu się odnaleźli, aczkolwiek najedli się trochę strachu.
Ostrożnie stawiał każdy krok, jakby nie był pewien, czy gdzieś w pobliżu nie ma jakiejś dziury, w którą przez pomyłkę mogło utknąć jego kopyto. Dla mężczyzny ten stęp ogiera mógł być nieco dziwny. Dopiero po dłuższej chwili pozwolił sobie na rozluźnienie, ponieważ uznał, że raczej nic takiego nie powinno się wydarzyć. Wyciągnął szyję przed siebie, mieląc leniwie wędzidło w pysku. Co chwila odwracał głową w stronę gęstwiny drzew, gdy tylko dochodził stamtąd jakiś podejrzany dźwięk. Spojrzał na Anglika, jakby chcąc w nim ujrzeć zapewnienie, iż nic strasznego przynajmniej nie powinno go tutaj czekać. Przemielił ogonem powietrze, strzelając nim prawie jak z bicza. Czekał na jakiś wyraźny sygnał ze strony jeźdźca, aby szybko przejść do szybszego chodu. Harłak bez problemu mógł wyczuć zniecierpliwienie karusa i targającą nim od środka energię. Kiedy tylko poczuł ledwo wyczuwalne łydki, ruszył pośpiesznym kłusem przed siebie. Aczkolwiek, co dziwne, posłusznie skręcił w lewo, nie przejmując się jednak tym, że jak na razie jego chód nie był zbyt przyjemny dla człowieka. Starał się to skorygować, ale nie mógł nic poradzić na to, że przez tyle tygodni bezczynnie stał na pastwisku. Jakby w odpowiedzi na słowa Davidsona szarpnął wodzami do przodu, strzygąc leniwie uszami w stronę jeźdźca, nasłuchując kolejnych poleceń.Harley Davidson - 2016-03-25, 14:23 Nie miał nigdy okazji sprawdzić, czy Dark jest koniem płochliwym, więc nie wiedział w co się pakuje, jadąc samotnie w teren. Mogło go nawet czekać rozstanie za karę za zgubienie konia Sary.
Starał się zagadywać do hanowera, by go trochę uspokoić. Ton jego głosu był przyjemny dla ucha, słowa lekko przeciągane - z pewnością taka miękkość pozytywnie wpłynie na zachowanie wierzchowca, jeśli w ogóle jest czuły na dźwięk. Niewygodny stęp jakoś przeżył, ale kłusa nie miał zamiaru znosić, więc zamiast grzania dupy w siodle przeszedł w półsiad, który skutecznie chronił go od dodatkowych wstrząsów i nagłych zmian tempa. Uznał, że to pewnie kwestia nadmiaru energii, więc przytrzymał go w tym chodzie dłuższą chwilę i przeciągnął go jeszcze przez kilka wzgórz z łagodniejszymi zjazdami, by ostatecznie usiąść głęboko w siodle, ściągnąć wodze i poprosić o chwilę stępa. Zbliżali się do pewnej polanki, gdzie może pozwolić karusowi na swobodny galop, ale najpierw musi dać mu chwilę na odpoczynek i wzięcie oddechu. Przez dłuższą chwilę prowadzał go po prostu wokół tej polanki, wybierając trasy, z których nie można było jej dostrzec przez gęstsze zarośla... I dopiero wtedy, gdy Dark już od kilku minut oddychał równo i był wyraźnie rozluźniony, poprosił o zakręt w mniej gęste krzaki. Pochylił się nisko nad siodłem, by nie dostać w pysk gałęzią i ta dam! Polana! Zalana polana. Gdy tylko trafili na miękką trawę, stanowczo wypchnął ogiera z krzyża, dodając do tego impuls z łydek. Ciekawe jak tam u niego z zagalopowaniami ze stępa? Przeszedł na luźną wodze, pozwalając na razie karusowi na wybór trasy. Na razie pilnował tylko tempa i w sytuacjach kryzysowych miał zamiar szybko wrócić do kontaktu z wędzidłem i naprawić co trzeba.Dark Tirith - 2016-03-25, 14:49 Cóż, może Dariusz jednak postąpi łaskawie i go nie zrzuci przy najbliższej sposobności.
Strzygł uszami niemal na wszystkie strony, aczkolwiek teraz przede wszystkim słyszał w nich tylko uspokajający głos Harleya. Lekko odwrócił łeb, móc spojrzeć na niego kątem oka. Zafurkotał chrapami, chwilę po tym mniej pośpiesznie stawiając kroki, tym samym czyniąc je bardziej miękkimi i wygodniejszymi dla jeźdźca. Studził swój młodzieńczy zapał i skupił się na tym, aby dobrze czuć wszelkie pomoce, którymi raczył go Anglik. Uniósł szyję nieco wyżej, aby móc pysk wyciągnąć bardziej do przodu, tak najlepiej czując kontakt. Śmiało pokonywał nieznaną mu ścieżkę, wspinając się na łagodne wzgórza z typową dla siebie werwą, która była umiarkowana ze względów na siedzącą na jego grzbiecie postać. Komu jak komu, ale akurat jemu nie chciał zrobić przykrości, o ile koń może mieć o czymś takim pojęcie. Był jednym z nielicznych, który doznał poznania zasadniczo lepszej strony karego. Pamiętał jeszcze ich pierwszą jazdę, która dla Harleya mogła przypominać rodeo z Dzikiego Zachodu. Gdy schodzili w dół, Dark spinał swoje mięśnie, zwłaszcza zadu i częściowo przednich nóg, nie chcąc polecieć na ziemię, robiąc przy tym niezłego rabanu. Szarpnął niecierpliwie wodzami, czując ich natychmiastowe ściągnięcie, aczkolwiek przeszedł do stępa po krótkim buncie. Czuł się niepewnie wędrując obok gęstych krzaków, ponieważ nie był w stanie dojrzeć, czy coś przypadkiem mu stamtąd nie wyskoczy. Ochoczo jednak skręcił za wcześniej wspomniane krzewy w bardziej przystępnym miejscu, szeroko otwierając swoje ciemne ślepia. Przed nimi otwierała się szeroka, wolna przestrzeń zielonej trawy. Podrzucił gwałtownie pysk ku górze, unosząc się delikatnie na przednich kopytach, aby wystrzelić jak z procy. Davidson musiał się naprawdę na początku mocno trzymać, a zwłaszcza przy samym starcie. Dopiero po kilku minutach hanower ogarnął się na tyle, aby galopować z umiarkowaną prędkością brzegami polany.Harley Davidson - 2016-03-25, 17:54 Zacznijmy od tego, że Harley ma w sobie coś z kleszcza i nie da się zrzucić.
Przysiadł w siodło, trzymał się mocno, w cięższych sytuacjach odchylając się trochę do tyłu. Przez wieloletnią pracę w skokach miał niezwykle wypracowane poczucie równowagi, więc nie miał najmniejszego problemu z trzymaniem się na grzbiecie Darka. Szczególnie, że przewidział, że tak ogier zareaguje na rozluźnienie na wodzy. Przez kilka minut zachęcał go do galopu, nie pozwalając na zwolnienie. Zamierzał trochę go wymęczyć, żeby potem nie fikał mu baranów i nie miał ochoty nigdzie uciekać. Kiedy uznał, że już wystarczy, przysiadł głębiej w siodło, tym razem dodając do tego stanowcze, pulsacyjne ściągnięcie wodzy i krótkie 'prr'. Zwolnił go aż do stępa i nagrodził, jeśli przejście nadeszło od razu i karus nie stawiał się jakoś szczególnie. Już w tym tempie zaczął delikatnie masować jego język wędzidłem, zachęcając do żucia i wejścia w ustawienie. Przez krótką półparadę doprowadził do porządku także jego zad. Taki wyciągnięty galop z pewnością doprowadził do przeniesienia się ciężaru bardziej na przody, trzeba było to jakoś skorygować! Harłak nie przepadał za zjeżdżaniem z górki, więc postanowił pokierować się na bardziej płaskie tereny, w okolice takiego opuszczonego domu, chatki. Kołysał biodrami wraz z krokami ogiera, rytmicznie działając na niego łydkami. Na razie musieli omijać zarośla i krzaczory. Najwyraźniej dawno nikt się tą trasą nie zajmował... Będzie musiał tu podjechać niedługo, żeby trochę uprzątnąć. Albo nie. Zleci to jakiemuś stajennemu albo leśniczym. Zapłaci z kieszeni stajni. Ciekawe czemu ludzie omijają to miejsce!Dark Tirith - 2016-03-25, 20:12 Idąc dalej tropem kleszcza... Chwileczkę, czyli Harley to bezczelny pasożyt?
Hanower był nieco zdumiony, że mężczyzna tak naprawdę bez większych problemów zdołał się na nim utrzymać, zwłaszcza na samym początku, gdy pozwolił sobie na większą swobodę. Szarżował jak szalony, rozdymając chrapy dla lepszego pozyskania powietrza. Adrenalina spowodowana takim nagłym wyskokiem rządziła nim przez dłuższy moment, aż nagle jego galop stał się spokojniejszy i bardziej wyważony. Biegł prawie z gracją, na jaką stać jest ujeżdżeniowca. Kopyta ogiera miarowo wybijały rytm na nieudeptanej ziemi, ten zaś cały czas furkał chrapami. Nadal jednak parł do przodu, odpowiadając na zachęty kierowane ku niemu ze strony Harleya. Zwiesił nieco szyję, tym samym napinając wodze, kiedy poczuł już ledwo wyczuwalne dla jeźdźca zmęczenie. Aczkolwiek postanowił nie dawać za wygraną i nadal uparcie galopował, chcąc pozbyć się złudzeń, które mówiły mu o jego stanowczym braku kondycji. Mimo lekkiego niezadowolenia prawie natychmiast przeszedł do stępa, potrząsając przydługą grzywą. Już dawno powinny trafić pod nożyczki... A może Anglik pobawi się w fryzjera i trzaśnie mu jakąś fajną fryzurę? Zarżał krótko, aczkolwiek dość donośnie w podzięce za pochwałę, przy okazji jakby chcąc poinformować innych, że tutaj jest. Skutecznie zachęcony zaczął powoli przeżuwać wędzidło, strzygąc radarami na wszystkie strony, aby móc skontrolować otoczenie. Jedno ucho skierował do tyłu, czekając cierpliwie na kolejne polecenia, które zaraz po otrzymaniu zaczął starannie wykonywać. Było to co najmniej dziwne, że wykonuje je bez większego oporu, ale dawno nie miał okazji się zmęczyć. Przeniósł swój ciężar na zad, tym samym jego tylne kończyny wkroczyły bardziej pod kłodą niż normalnie. Odetchnął głęboko, z niejakim zawodem, gdy wyjechali z polany. Aczkolwiek kilka minut później jego bystrym oczom ukazała się jakaś drewniana chatka, przez co znacznie się ożywił. Spoglądał na nią wyraźnie zaintrygowany, jakby wcześniej nie widział niczego podobnego. Wiesz, mogą to wyremontować razem z Darkiem i będą mieli tam swoją kryjówkę po obfitym w alkohole wieczorze, żeby Sara nie mogła ich znaleźć. Joy - 2016-03-26, 09:49 Joy często towarzyszyła Harleyowi w stajni, ale gdy ten jechał dziś konno, zwykle była zbyt leniwa, aby za nim podążać. Wolała pozostać na terenie stajni, czy nawet w jej budynku, gdzie zawsze było jakieś ciekawe zajęcie. Przeważnie bawiła się z przypadkowymi ludźmi, wygrzewała w słońcu, zaczepiała stajenne koty lub psy, albo po prostu uganiała się za muchami, co mogła robić godzinami.
Dzisiaj też do samego końca mogło się wydawać, że zostanie w stajni. Znudzonym wzrokiem obserwowała Harleya siodłającego konia, ale nie czekała na niego. Gdy odjechał, nie była łaskawa ruszyć się z miejsca. Dopiero jakiś czas później strzeliło jej do głowy, aby jednak - wyjątkowo! - potowarzyszyć właścicielowi. Wolnym truchtem udała się śladem jego konia, wkrótce docierając do lasu. Tutaj sytuacja się skomplikowała, głównie ze względu na galopadę, jaką odbył Harley - ale żeby go dogonić, po prostu puściła się biegiem, z pewnym opóźnieniem wreszcie go odnajdując. Zamajaczył jej w oddali, toteż z powrotem przeszła do truchtu, nie zdradzając swojej obecności, choć pewnie Dark zauważy ją o wiele szybciej niż Harley.
Tak, niestety smutną prawdą jest, że Harley jest pasożytem. Miejmy nadzieję, że po zagłębieniu się dalej w analizę "kleszcza" nie dojdą do wniosku, że jeszcze do tego może być wampirem!
Z uśmiechem spojrzał na karosza, no, skoro to przeżył, to już na tym terenie przeżyje wszystko! Miał tylko trochę obite krocze, bo ten galop nie należał wcale do najprzyjemniejszych i najłatwiejszych do wysiedzenia. Uchylał się przed kolejnymi gałązkami i zwieszonymi nisko liśćmi, nie do końca pewien, czy Dark cokolwiek widzi. Że też nie zwrócił uwagi, że karus wygląda jakby mieszkał w jakimś buszu bez kontaktu z człowiekiem! Sam nożyczek na pewno nie tknie, bo on co najwyżej może go zgolić na łyso. A to chyba niemodne teraz? Ale doradzi Sarze zarówno golenie, jak i strzyżenie ujeżdżeniowca. Na szczęście hanower był zasłuchany w pomoce, więc nie było z tym problemu. Rozluźnił trochę wodze, pozwalając mu unieść łeb i przyjrzeć się opuszczonej chatce. Może przerwa na kanapki? Chociaż trochę za wcześnie na to... Ale nie, nigdy nie jest za wcześnie na kanapki! Zaczął grzebać po kieszeniach, by sprawdzić czy nie ma przy sobie nic do jedzenia. Jak na złość tylko smakołyki dla koni i miętusy! Westchnął. Jak on nie zje, to Dark też nie. Trudno. Zaczął powoli kierować się krętą ścieżką ku chatce.
Ni stąd ni zowąd tknęło go pewne przeczucie... Odwrócił się, by spojrzeć na gąszcz z lekkim zaniepokojeniem. Miał jakieś takie niejasne wrażenie, że ktoś ich obserwuje. W życiu nie spodziewał się, że to Joy podąża jego śladem. Kilkakrotnie zachęcał owczarzycę do wybierania się na wspólne wycieczki w las, ale ona chyba nie przepadała za tak sporym wysiłkiem, więc w końcu odpuścił... Zresztą postanowił nie przyzwyczajać jej do ciągłego podążania za nim, kiedy pracuje z końmi - wejście z psem na halę mogło skończyć się tragicznie, szczególnie, że niektóre wierzchowce dość mocno bały się szczekających czworonogów. Zachęcał ją za to do włóczenia się do socjali, siodlarni, na brzegi pastwisk... We wszystkie miejsca, gdzie jedynym zagrożeniem dla niej były kleszcze! Jak na razie Harley obstawiał, że spotkanie z wilkami albo innym drapieżnikiem było znacznie bardziej prawdopodobne niż spotkanie tu Joy. Więc trochę się obawiał, bo jak Dark zginie, to on też zginie, bo Sara go zabije! Wilki raczej go nie zjedzą, wybiorą bardziej mięsistego konia... Dalej jednak zbliżał się do chatki, z pewnym dystansem ominął opuszczone domostwo, zastanawiając się czy niebezpieczeństwo nie skrywa się może pod zawalonym dachem? Zagryzł lekko wargę, wykręcając karusa na wschód, z tej ścieżki mogli szybko odbić na główny szlak i wrócić do stajni.Dark Tirith - 2016-03-26, 19:19 To w takim razie powiem tak : Joy, strzeż się swojego pana, bo możesz przypłacić to życiem! I Sarę też wypadałoby ostrzec w razie czego...
Nie byłabym taka pewna, czy przeżyje. Dariusz jest jeszcze w stanie wykrzesać z siebie głęboko położone pokłady energii, które są przechowywane specjalnie na takie właśnie okazje. I niech Harley będzie spokojny o jego oczy, ponieważ czasami miał wrażenie, jakby więcej niż jakikolwiek ludź. Potrząsnął pyskiem, grzechocząc przy okazji przeżywanym wędzidłem, aby pozbyć się jakiegoś natrętnego owada, który postanowił usiąść gdzieś na środku czoła ogiera. Obił ogonem po bokach, wyczuwając ostry zapach jakiejś rośliny, który kojarzył mu się tylko z cukierkami. Wyczekująco spojrzał kątem oka na jeźdźca, jakby miał nadzieję, że zaraz nadarzy się okazja do zasmakowania przysmaku. Mimo gorącej chęci nic takiego się nie stało, więc nieco zawiedziony wrócił do obserwowania ścieżki. Obserwował coraz bardziej zbliżającą się i wyraźnie opuszczoną chatkę z zainteresowaniem, nadymając chrapy. Czuł z niej zatęchły smród zgniłego drewna i jakiegoś dziwnego zwierzęcia, którego nie potrafił teraz konkretnie zidentyfikować. Korzystając z tego, że Anglik pozostawił mu luźne wodze w podzięce za bezproblemowe przyjmowanie pomocy, wyciągnął szyję w kierunku tego tajemniczego obiektu. Nadal jednak byli zbyt daleko, aby Dark mógł ją chociażby musnąć. Jakby chciał sprawdzić, czy przypadkiem nie jest jadalna.
Zastrzygł radarami w tył, wyłaniając je na chwilę z kruczoczarnej grzywy. Może... faktycznie coś za nimi szło. Z trudem zmusił się do tego, by iść dalej, a nie zignorować polecenia jeźdźca i pognać zbadać nieznane. Nieznacznie spiął mięśnie, nie wiedząc, czego może się spodziewać. W tych lasach ponoć można było spotkać wilki, ale zazwyczaj wychodził z założenia, że nie chce potwierdzać tej plotki na własnej skórze w postaci zadrapań po pazurach. Pewnie jakby zjadły konia, potem zabrałaby się za jego jeźdźca, chociaż, kto wie. :> Ociągając się nieco skręcił w wybranym kierunku przez Davidsona. Teraz już wyraźnie czuł w nozdrzach zapach nieznajomego zwierzęcia.Joy - 2016-03-27, 13:19 Biegła przed siebie równym, elastycznym kłusem, łeb niosąc opuszczony niemalże do samej ziemi. Bacznie przyglądała się majaczącemu w oddali jeźdźcowi, w pewnym momencie decydując się go doścignąć, niemal ostatnim zrywem energii. Przeliczyła się, jeżeli chodzi o swoje siły - dogonienie Harleya było ogromnym wysiłkiem, ale przynajmniej upewniła się w tym, że decyzja o nietowarzyszeniu mu zawsze była słuszna! W każdym razie, zerwała się do biegu, lecąc w stronę konia z wywieszonym językiem i obłędem w oczach. Mógł się przestraszyć, ale zupełnie nie brała tego pod uwagę - rozpędziła się jak najmocniej potrafiła, angażując w bieg wszystkie mięśnie, które uwydatniły się pod skórą mimo futra. Była bardzo fit, to trzeba jej przyznać.Harley Davidson - 2016-04-11, 18:21 Coś tknęło szatyna - może było to przeczucie, a może po prostu jego mózg właściwie zinterpretował mowę ciała Darka? Odwrócił się, by zobaczyć co go tak zajmuje, jeśli chodzi o tyły i skóra lekko mu ścierpła na karku. Nie, drapieżników się nie bał, ale raczej wściekłości kobiety swojego życia. Co on zrobi, jak zabije Tiritha i Sara się dowie? Nici z kariery i sławy! No nic, trzeba jakoś tego hanowera uratować! Ze wzrokiem wbitym w gąszcz za nimi docisnął łydki do jego boków, wypchnął go z krzyża.
-Dawaj, znikamy stąd!
Niestety, Harleyowi nie było dane zniknąć stąd z hanowerem. Odwrócił się, by zaliczyć bliskie spotkanie gałąź - klata i zsunąć się przez zad ogiera prosto na ziemię. Dobra! Jak on ucieknie, to nie będzie takiej straty... Konie przeważnie pamiętają drogę do domu, więc chyba da radę? Wstał pospiesznie, otrzepał się z gałązek i piachu i podniósł pierwszy lepszy leżący przy ścieżce kij, by się bronić.
-Zapraszam! Nie boję się!
Kątem oka obserwował, czy Dark wziął sobie do serca jego pomoce i ucieka, czy raczej postanowił narazić ich obu na gniew ich kobiety! Mężczyzna napiął mięśnie, zmarszczył czoło. Wilk był bowiem trochę nietypowej budowy - o trochę masywniejszym, inaczej ukształtowanym pysku, zadziwiająco znanej barwie i posturze. Moment. Joy?
-Joy?
Jej to ewentualnie tego kija może rzucić! Opuścił patyk, zagwizdał, by w razie czego odwrócić jej uwagę od ogiera i przygotował się na przyjęcie jej na klatę do powitania! Ale kochana, że pobiegła za nim. <3 Uśmiechnął się szeroko; przez tyle czasu zdążył już poznać jej zwyczaje i naprawdę powinien docenić, że ruszyła się za nim gdzieś dalej! Z daleka faktycznie przypominała wilka - przyczajona nisko przy ziemi, smukła i umięśniona!