To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Tor crossowy - Konkursowy tor crossowy

Peter Pan - 2018-03-27, 23:46



Piotrka nie opuszczał dobry humor. Po pierwszym dniu zawodów był rozluźniony i fajnie rozjeżdżony, co wyglądało bardzo obiecująco w perspektywie dzisiejszej próby terenowej. Vivianne mogła się o tym przekonać już podczas rozprężenia, kiedy ogier był chętny do współpracy, luźny i żywo zainteresowany tym, co działo się dookoła. Atmosfera towarzyskich zawodów, znajome miejsce i niewymagająca trasa tworzyły naprawdę znakomite warunki do zdobywania doświadczenia i dobrej zabawy. Dzisiaj z pełnym przekonaniem można było powiedzieć, że Peter czuł się na zawodach wyśmienicie, naprawdę nie mając żadnych zmartwień.
Kiedy przyszło im skierować się do boksu startowego, dziarskim krokiem udał się w jego kierunku. Jego właściciel zdołał go już przyzwyczaić do tego widoku, toteż bez obaw wszedł między bramki, a na sygnał do startu i łydkę zerwał się galopem, od pierwszego kroku obierając żywe jak na siebie tempo. Pierwsza przeszkoda czekała na niego już po kilkunastu metrach, co odrobinę ostudziło jego entuzjazm. Ojoj, to wygląda trochę bardziej poważnie niż przeszkody na parkurze! Doszedłszy do tego wniosku, w pełnym skupieniu równo dogalopował do kłody i skoczył ze wskazanego miejsca, wkładając w odbicie nieco więcej siły niż zwykle. Poskutkowało to bardziej okrągłym skokiem, w trakcie którego bardziej zaokrąglił plecy i mocniej zanurkował nosem.
Udany skok zdecydowanie dodał mu otuchy, więc chętnie przyspieszył w dystansie do drugiej przeszkody, której widok nie wzbudził w nim już takich gorączkowych przemyśleń. Lekko przytrzymany przez Vivianne, wszedł zadem mocniej pod kłodę, a po paru sekundach ponownie się odbił, w locie starając się równie mocno, co za pierwszym razem.
Póki co Peter był bardzo pobudzony i nie potrzebował zachęt do szybkiego galopu. Pędząc przed siebie, czujnie się rozglądał i głośno oddychał przez szeroko rozwarte nozdrza. Pozostawał jednak pod kontrolą Vivianne i nie ignorował jej pomocy, którymi przypominała mu o sobie, co okazało się szczególnie wskazane podczas najazdu na trójkę. Przemielił wędzidło w pysku i skoncentrował się na przeszkodzie, a za chwilę skoczył przez nią, przykładając się do skoku.
Nie miał pojęcia, gdzie dalej prowadziła ich trasa, co jednak nie przeszkodziło mu w energicznym galopie. Biegł tam, gdzie kierowała go amazonka i nie poddawał tego jakiejkolwiek dyskusji, dzięki czemu ich przejazd od początku był przyjemny dla obojga i bardzo dobrze rokował na koniec. Zostawiwszy za sobą czwartą przeszkodę, po kolejnych X metrach znalazł się przed kolejną, która swoim wyglądem także nie wzbudziła w nim większych emocji. Piątkę także pokonał bez wahania, bardzo się starając, by nie zahaczyć o nią kopytami, po czym odważnie wgalopował do wody. To chyba sprawiło mu sporo radości, bo Vivianne nawet nie musiała go specjalnie pchać; brnąc przez wodę, rozchlapywał wodę pod kopytami z takim zaangażowaniem, jakby co najmniej próbował zmienić maść. Co zresztą częściowo mu się udało, bo jego śnieżna biel sierści już zdążyła się "nieco" przybrudzić. :hahaha:
Wygalopował energicznie z wody, "połowę" bajorka wynosząc ze sobą, po czym odszukał wzrokiem kolejną przeszkodę. Wyglądała inaczej niż dotychczasowe, ale Piotruś zdawał się rozumieć, że w gruncie rzeczy jego zadanie polegało na tym samym - musiał przez nią skoczyć. Ponownie wyczekał sygnału od amazonki, po czym uwolnił skumulowaną w zadzie energię, siląc się na kolejny, okrągły skok, w trakcie którego zaokrąglił plecy i wysoko podniósł nogi, ze wszystkich sił starając się nie uderzyć o drewno. Do kolejnej przeszkody znów dzielił go spory zapas terenu, co cremello wykorzystał do rozciągnięcia się w galopie. Po oddaniu dotychczasowej ilości skoków był już nieco spokojniejszy, ale wciąż nie brakowało mu chęci do pokonywania dalszych wyzwań, toteż skrócenie go przed siódmą przeszkodą rzeczywiście okazało się dobrym pomysłem. Od razu lżej było mu oddać skok, który po raz kolejny zakończył się powodzeniem.
Dalej zagęszczenie przeszkód było większe, ale wciąż było między nimi więcej miejsca niż na parkurze, więc Piotruś dobrze sobie poradził z tą "trudnością". Pierwsza przeszkoda z kombinacji 8ab nie przysporzyła cremello najmniejszego problemu, ale gdy ujrzał drugą, nieźle się zdziwił. Od razu wlepił wzrok w rów, wyglądając na bardzo zaskoczonego. Zauważalnie zwolnił, ale podparty przez Vivianne łydką, nie odmówił skoku. Co prawda odbił się jakby z pewnym wahaniem, przez co mało wygodnie, ale jednak przedostał się na drugą stronę rowu i po chwili mógł go puścić w zapomnienie. Ledwie zdążył odrobić tempo galopu, gdy pojawiła się przed nim kolejna, dziewiątą przeszkoda. Jednocześnie pierwsza, nad którą nie skoczył z zapasem, bowiem przeczesał przodami miękką część przeszkody, ze zdziwieniem spostrzegając, że nic mu się z tego tytułu nie wydarzyło. Do kolejnej przeszkody ponownie dzieliło go sporo przestrzeni, ale dobrze wykorzystał ten czas. Pozwoliło mu to na "przewietrzenie" głowy, dzięki czemu najeżdżając na dziesiątkę, stanowiącą już końcówkę trasy, pozostawał stosunkowo rześki.
Połyskujący, blaszany dach dziesiątej przeszkody lekko go "oślepił", ale mimo to nie zmienił tempa galopu, co poskutkowało szerokim, dalekim lotem nad przeszkodą, po której ogier wciąż trzymał niezmienne tempo galopu. Dopiero w pobliżu jedenastki nieznacznie wycofał się na zad, w reakcji na ruch amazonki, która cofnęła ramiona i wzięła go na siebie. Uniknął dzięki temu władowania się w przeszkodę, a także pozwolił sobie na okrągły skok, średnio ekonomiczny, ale tego musiał się jeszcze nauczyć.
Końcówka trasy przewidywała kolejne zagęszczenie przeszkód, o czym Peter miał szansę się przekonać już po kilkunastu sekundach. Tak jak w przypadku poprzedniej kombinacji, z pierwszym członem kolejnej poradził sobie śpiewająco, ale druga - zeskok - znowu wzbudziła w nim wątpliwości. Prawie się zatrzymał, by skoczyć w dół, ale gdy już tego dokonał, był z siebie bardzo dumny. Za chwilę dostał szansę by ponownie się otworzyć, bo wygląd trzynastej przeszkody zachęcił go do oddania płynnego, energicznego skoku, po którym mógł też nieco podkręcić tempo w galopie. Ostatnie dwie przeszkody rzeczywiście wyróżniały się wyglądem, ale ogierowi było już wszystko jedno. Nie dlatego, że był tak bardzo odważny. Był po prostu zmęczony, a przez to mniej patrzący, wdrożył się w pewien rytm pracy, więc było mu zwyczajnie łatwiej. Toteż bez dokonywania głębszej analizy, we współpracy z brunetką pokonał obie te przeszkody, a następnie zwolnił stopniowo do stępa przez kłus, uspokajając oddech i wyciszając się po tym emocjonującym zadaniu.

KONIEC

Vivianne Feron - 2018-03-28, 16:26

PRÓBA SKOKOWA


Ostatniego dnia zadowów Vivianne ponownie pojawiła się pod drzwiami boksu cremello, którego od razu powitała kilkoma smakołykami. Miała nadzieję, że tego dnia pójdzie im równie dobrze co dwóch poprzednich, dzięki czemu bez problemu zakończą WKKW bez żadnych błędów. Było to jej marzeniem, w szczególności z tego względu, że z Piotrusiem nie znała się tak jak na przykład z White Chocolate i nie miała pojęcia czego dokładnie może się po nim spodziewać. Dwa poprzednie dni rokowały jednak na udany przejazd i choć amazonka była pozytywnie (i dość euforycznie) nastawiona, to jednak ani na moment nie traciła skupienia. Podczas gdy znaleźli się na rozprężalni, zastosowała rozgrzewkę podobną do dwóch poprzednich – z tym, że tym razem wprowadziła skoki przez wyższe przeszkody, aby wypróbować holendra w locie. Nie przemęczała go jednak zanadto – dwa dni na pewno już dały mu w kość, więc chciała by zachował siły na przejazd.

Wkrótce zostali wywołani na start, a Vivianne od razu wróciła z ogierem na elastyczny kontakt i skierowała w stronę parkuru. Tam, zaraz po wejściu na niego, szybko zwiedzili te przeszkody, które amazonka uważała za „mogące wywołać strach”, by kilka chwil później ukłonić się przed jury i rozpocząć przejazd. Rozgalopowała ogiera z lewej nogi, od razu ustalając z nim ładne, aktywne tempo galopu, a gdy była gotowa do startu, poprowadziła go w stronę pierwszej przeszkody. Prowadziła konia po krótkiej ścianie tak długo, aż odbicie z niej do pierwszej stacjonaty pozwalało na prostopadły najazd i już w tym momencie zaczęła przekazywać mu półparady, chcąc skupić uwagę Piotrka na skoku. Wyliczyła w myślach, że tempo którym się poruszają jest odpowiednie do oddania prawidłowego skoku, więc nie próbowała niczego kombinować. Wkrótce przejechali przez linię fotokomórek, a Vivianne ściśnięciem boków cremello odesłała go w powietrze. Gdy tylko jego ciało uniosło się ku górze, brunetka powiodła za nim swoim własnym, zaparłszy się w strzemionach przechodząc w półsiad i oddając mu delikatnie rękę. Przez moment balansowała swym ciałem w powietrzu, aby kilka chwil później odchylić się i miękko wrócić w siodło. Na tym jednak nie kończyła się ich jazda po długiej ścianie, gdyż już kilka foule później czekała na nich przeszkoda w tej samej linii. Brunetka ponownie skupiła więc uwagę ogiera kilkoma półparadami i znów wyczekiwała na skok, w myślach analizując odległość do oksera. Równe, aktywne tempo nie wymagało jednak wprowadzenia zmian, toteż Kanadyjka swobodnie mogła wybrać dalsze miejsce odskoku i ponownie wypuścić konia w powietrze. Nieco dłużej balansowała tym razem w powietrzu i oddała ogierowi mocniej rękę, nie chcąc ani na moment zakłócić jego równowagi. Cały czas trzymała się przy tym lewej strony, coby Piotruś nadal kierował się na lewą nogę, gdy tylko znajdą się z powrotem na ziemi.
Zaraz po miękkim lądowaniu poprowadziła konia po szerokim łuku ku kolejnej przeszkodzie. W zakręcie podpierała konia w pomocach, nie chcąc pozwolić na utratę równowagi czy wytracenie tempa podczas skręcania, a gdy ponownie znaleźli się na prostopadłej linii prowadzącej ku trójce, wyprostowała go i równo naprowadziła do trójki, wysyłając konia w powietrze w wybranym przez siebie miejscu. Piotrek zdawał się być cały czas skupiony na przejeździe i podobnie jak wczoraj, ani przez moment nie zawahała się w skokach – przynajmniej do tej pory. Trójkę więc pokonali bez żadnych problemów, a w trakcie lotu nad nią, Vivianne zmieniła ustawienie pomocy i obciążyła bardziej prawe strzemię, chcąc by tym razem cremello wylądował na inną nogę niż tą, którą kierowali się cały czas, do tej pory. Jej plan powiódł się bez żadnych problemów, więc teraz już zmierzali po łuku ku kolejnemu okserowi. Ten także szybko odszedł w niepamięć, a para mogła skupić się na najeździe na szereg, którego Vivianne ponownie najbardziej się obawiała. Takie ciasne kombinacje (cóż, dla początkujących koni takie właśnie były) czasem mogły sprawić dużo więcej kłopotów niż wszystkie pozostałe, ustawione na parkurze, toteż brunetka musiała dobrze przygotować zarówno siebie jak i konia. W łuku, który prowadził ku piątce, ponownie wspomagała konia nie tylko łydkami, ale także rękoma, dziarsko prowadząc go opartego na zewnętrznej wodzy, a gdy znaleźli się na prostopadłym najeździe, wyprostowała go i podniosła nieco jego łeb ku górze. Chciała pokazać mu, że skok 5A kryje za sobą również drugą część szeregu i, że szybko będą musieli się skupić zaraz po wylądowaniu na ziemi. Do stacjonaty wybrała nieco wcześniejsze miejsce wybicia, które miało zagwarantować im swobodne zmieszczenie się w dystansie do oksera, a gdy w nie dotarli, posłała ogierowi mocniejszą łydkę i tym samym wypuściła go w powietrze. Znów zaparła się w strzemionach, przeszła w półsiad i po krótkim balansowaniu na jego grzbiecie, sprawnie i szybko wróciła w siodło. Tu amazonka wykazała się naprawdę dużym refleksem, od razu przekazała ogierowi kilka półparad i ponownie wysłała go w powietrze, już w tym momencie utrzymując równowagę w trakcie dłuższego lotu nad okserem. W jego trakcie ponownie zmieniła ustawienie pomocy i obciążyła bardziej lewe strzemię, by to na tę nogę kontynuowali przejazd.
Zaraz po znalezieniu się na ziemi, pokierowała go po obszernym łuku do przeszkody numer sześć. Ponownie podpierała go w pomocach w zakręcie, nie pozwalając na wytracenie prędkości czy utratę równowagi, a gdy tylko znaleźli się na długiej ścianie, przekazała ogierowi półparady. 3.. 2.. 1.. hop i już po chwili puścili przeszkodę numer trzy w zapomnienie. W niedalekiej odległości po wylądowaniu za tą, po niewielkim łuku, droga prowadziła ich ku kolejnej stacjonacie. Vivianne już właściwie od momentu lądowania zwracała uwagę ogiera na kolejnej hopce, by wkrótce ścisnąć mocniej jego boki i tym samym odesłać go w powietrze. Kiedy tylko jego ciało podążyło ku górze, ona sama wyszła ze swoim, zapierając się w strzemionach i przechodząc w półsiad. Delikatnie wysunęła swoje ręce do przodu, nie chcąc ciągnąć ogiera na pysku, a w chwilę później wycofała ciało i wróciła w siodło, by ponownie wprowadzić konia na długą, łukowatą ścieżkę do przedostatniej przeszkody. W zakręcie znów wspomagała ogiera jak tylko mogła, ostatecznie lądując na niewymuszonym, prostopadłym najeździe do stacjonaty. Przyspieszyła do niej delikatnie, a w miejscu odskoku ponownie przycisnęła mocniej nogi do jego boków, już wkrótce szybując nad ósemką. W trakcie lotu, poraz ostatni zmienili nogę galopu, a więc wylądowali na prawo, i teraz już kierowali się do ostatniej przeszkody, która jawiła się w postaci oksera.
Ogier szedł pewnie, równo, bez żadnego zawahania – właściwie zarówno przez cały przejazd jak i w tym momencie nie dawał jej żadnych wątpliwości na to, czy skok uda się czy nie. Sprawiał wrażenie bardzo ambitnego, toteż Vivianne nie obawiała się, że na ostatniej przeszkodzie cokolwiek miałoby się zmienić. Skoncetrowana, zarówno amazonka jak i ogier, para parła więc naprzód ku finalnej przeszkodzie, w chwilę później przelatując nad nią i lądując na ziemi by przekroczyć fotokomórki. Świetny, trzydniowy występ właśnie się zakończył, a para wyszła na tym bez szwanku! Świetny wynik!
Podziękowała ogierowi za wspólny przejazd, kilkukrotnie klepiąc go po szyi, a następnie pozwoliła mu przejść do kłusa i stępa. Wkrótce udała się wraz z Piotrusiem na rozprężalnię, gdzie porządnie rozstępowała konia, a następnie odprowadziła go do stajni, gdzie otrzymał drugą porcję podziękowań i nagród.

Alexander - 2018-03-28, 21:51

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA

Alex oczywiście nie mógł sobie odmówić startu w zawodach. W końcu raczej rzadko miał okazję w nich brać udział ze względu na młodą stawkę koni i jednocześnie mało doświadczoną. W dniu zawodów pojechał pod stajnię autem, by zaraz pojawić się najpierw w socjalu a potem kolejno pod boksem swojej siwej klaczy. Przywitał się z podopieczną, by ją krótko później ogarnąć na myjce i zabrać na rozprężalnie. Tam rozgrzał ją we wszystkich chodach, starając się przetrenować trudniejsze elementy. Jednak tu się nie pojawiało nic szczególnie trudnego, a przynajmniej tak mu się wydawało. Klacz była dość spięta i mogłaby lepiej współpracować, ale tragedii też nie było. Po wszystkim przeszedł z nią do stępa i czekała na wezwanie na czworobok konkursowy.

W końcu zostali wywołani, więc pozbierał klacz do wcześniej wypracowanego ustawienia i poprosił ją o przejście do kłusa. Mieli drobne problemy z utrzymaniem kłusa roboczego, którym mieli się poruszać. Okrążyli mimo wszystko czworobok dając sobie czas na oswojenie się z otoczeniem, by obszernym łukiem najechać na linię środkową czworoboku. Wjechali na niego przez szranki w A, prowadząc ją w zamkniętych łydkach po bokach i korytarzu z wodzy. Nie chciał aby klacz spływała mu z linii prostej. Wysłał jej kilka półparad skupiających, by po dojechaniu do X wysłać jej jedną pełną paradę. Dociążył jej zad i ściągnął wodzę, by łydkami dopchnąć jej nogi pod kłodę. Zatrzymanie nie było najgorsze, acz klacz była widocznie spięta i pewnie nie umknęło to sędziom. Ukłonił się w ich kierunku, by wysłać Unbri do kłusa z powrotem. Powrót nie był zbyt płynny, ale co poradzić? Trzymając ją w tych samych pomocach poprowadził ją do C, gdzie wygiął ją na łuku i kolejno w narożniku na długą ścianę. Odginając ją od wewnętrznych pomocy, a zewnętrznymi pilnował jej. Na długiej ścianie od razu rozpoczęli wykonywanie serpentyny o jednym łuku, która w teorii nie powinna im sprawić im większych problemów. O ile udało im się zachować prawidłowy kształt łuków na serpentynie, to były drobne problemy z zachowaniem jednostajnego tempa. Klacz mu nieco gasła, więc co nieco ze sobą walczyli. Wrócili na ścianę w F, gdzie przygotowali się do kolejnej zmiany. Po półparadzie wysłał jej pomoce do zagalopowania z prawej nogi. Dołożył łydki do jej boków i jednocześnie zewnętrzną sekundy wcześniej przesunął za popręg. Podparł to wszystko wypchnięciem z krzyża. Nastąpiło to w narożniku, a samo przejście było mało płynne. Przez spięcie galop przez pierwsze foule był nieco spłaszczony, a oni sami walczyli o poprawienie tego stanu rzeczy. Klacz miała dobre geny i powinna je wykorzystać, a także ogromny potencjał który w niej drzemał. Dojeżdżając do połowy długiej ściany w literze E, zabrał klacz na koło 20m w prawo. Zostawiając wewnętrzną łydkę na popręgu, wyginał siwą klacz od niej. Zewnętrzna przesunięta lekko za niego pilnowała zadu klaczy. Prowadził ją wewnętrzną wodzą, a zewnętrzną domykał całości. Koło wyszło im nieco płaskie, a Alex w między czasie postarał się jeszcze o poprawę ale bez większego rezultatu. Zamykając koło już wysłał jej półparadę, by zaraz przytrzymać ją do kłusa. Postarał się o lepszą jakość kłusa, który na początku nie był wcale taki ładny. Kłusując dalej naprzód by zaraz znaleźć się na przeciwległej długiej ścianie, gdzie w jej połowie znowu zeszli na koło. Od razu zaczął anglezować w siodle w rytm jej kroków, starając się jak najlepiej wygiąć ją od pomocy. Jednocześnie popuścił wodzę w przód i dół, zachęcając ją do zejścia w tamtą stronę i do żucia z ręki do którego ją namawiał. Klacz jednak się spięła i zaburzyła równowagę, a co za tym poszło również rysunek koła. Próba podebrania wodzy też nie skończyła się tak idealnie jak mogło by się wydawać, bo jeszcze po powrocie na ścianę walczyli o dobre ustawienie. Po zamknięciu koła pojechali dalej na wprost, by dojechać do A. Tam odpowiednio po półparadzie przytrzymał klacz do stępa, gdzie sam stęp nie był najgorszy. Jednak przejście nie obyło się bez drobnego zgrzytu w postaci spięcia. Z najbliższego narożnika wyjechał z klaczą na długą przekątną, gdzie oddał jej całkowicie wodzę i zachęcał tylko poprzez dotyk łydkami do ruchu naprzód. Na szczęście sam stęp swobodny był naprawdę dobry, by wrócić na ścianę w M. Tam po półparadzie zebrał klacz do poprzedniego ustawienia, co wyszło im również naprawdę dobrze. Wyjechali kolejny narożnik i po dojechaniu do C po półparadzie dołożył łydki do jej boków i wypchnął z krzyża do kłusa. Tam czekała ich druga serpentyna o jednym łuku, którą wykonali podobnie jak tamtą. Napotkali również te same problemy co wcześniej, przynajmniej było wiadomo co należy jeszcze poprawić na treningach. Po powrocie na ścianę zaraz przygotowali się do kolejnego zagalopowania tym razem z lewej nogi w narożniku. Wysłał jej te same pomoce co poprzednio i uzyskał tym samym galop. Podobny jak tamten dość płaski na początku, który starali się oczywiście poprawić. Dojeżdżając do B wyjechali na kolejne koło, które podobnie jak początek galopu wyszło im dość płasko. Zamknęli niedługo koło w tym samym punkcie co zaczęli, by zaraz za literą B zwolnić ją do kłusa. Przejście z lekkim spięciem, ale sam kłus nie najgorszy. Pojechali tak do E, gdzie skręcili do środka czworoboku zmieniając kierunek przez środek czworoboku. W B skręcili w prawo, by pojechać do A i tam zejść na linię środkową. Pojechali w kierunku X, gdzie wysłał jej kilka półparad i jedną pełną w punkt. Zatrzymał ją idealnie w punkt, dociążył jej zad i ściągnął wodzę, by łydkami dopchnąć jej nogi pod kłodę. Zatrzymanie mogłoby być lepsze, ale co poradzić. Ukłonił się sędziom i zjechał na długiej wodzy z klaczą z czworoboku na rozprężalnie. Potem trafili do stajni.

z.t

Unbridled Life - 2018-03-28, 21:55

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Rzeczywiście Unbridled była zarówno młoda wiekiem, jak i doświadczeniem. Miały to być jej trzecie zawody, a drugie WKKW. Przynajmniej jednak Alexander był jej znajomą personą i miała ten komfort, że startowała pod znanym jeżdżcem. Od rana w stajni panowałą szczególna atmosfera, któ®a sprawiała, że siwka nieco nerwowo kręciłą się po boksie, wiedząc, że coś się szykuje. Nadejście włąściciela niezbyt jej zdziwiło, ale dość ucieszyło. Przywitałą się z nim domagając się smakołyków, po czym dałą się wyprowadzić na korytarz, a następnie na myjkę, po drodze starając się nieco ubarwić mu życie, przez drobne psoty. Przywiązana na myjce stałą już spokojniej, dała się oporządzić, dzięki czemu wszelki brzydki brud zniknął z jej siwej sierści. Następnie Alexander ją osiodłał i zaprowadził na rozprężalnię. Tam rozgrzali się w każdym chodzie odpowiednio, trenując potencjalnie trudniejsze elementy programu. Ogólnym minusem było to, że klacz była nieco spięta, ale może gdy rozpoczną swój przejazd zmobilizują się i to się zmieni. Na koniec przeszli do stępa, którym krążyli po rozprężalni, oczekując na swoją kolej.

W końcu ich wywołano, więc Alex pozbierał ją do ustawienia i wjechali na obiekt kłusem roboczym. Okrążyli czworobok, aby zapoznać się z otoczeniem, klacz strzygła uszami na wszystkie strony i ogólnie mieli nieco problemów z utrzymaniem się w kłusie. Ostatecznie w A wjechali na czworobok i linię środkową, na której chłopak pilnował jej łydkami, po czym otrzymała od niego półparady, a następnie paradę i zgodnie z jego pomocami zatrzymała się w X, przyzwoicie podstawiając zad, jednak widocznie byłą spięta i nabuzowana. Alexander się ukłonił, po czym odesłał ją z powrotem do kłusa, przy czym to ruszenie nie wyszło im zbyt płynnie. Kontynuowali kłus po linii środkowej, dopóki nie skręcili w prawo pod ścianę, a kawałek dalej na narożniku, zjeżdżając z kolei pod długą ścianę. Tam rozpoczęli wykręcanie serpentyny. Niemka dość dobrze prezentowała się na łuku, prawidłowo się wyginając, gorzej było jednak z tempem, przez co pod koniec nieco przygasła, a to z kolei spowodowało „przepychankę“ o lepsze tempo. Powrócili pod ścianę w F, gdzie otrzymała od Wine’a półparadę i pomoce do zagalopowania z prawej nogi. Zagalopowała od narożnika, jednak samo przejście do wyższego chodu wyszło trochę chaotyczne. Z początku galop wyszedł im trochę płasko, więc ponownie próbowali się dogadać co do jego polepszenia. Faktycznie Unbri mogła się pochwalić dobrym rodowodem, a jej potencjałowi niech nikt nie zaprzecza. Ale jak pech to pech, a do tego dochodzi fakt, ż były to zaledwie jej trzecie zawody. Wyjechali narożnik i zjechali pod długą ścianę, gdzie w E Alex zabrał ją na koło o średnicy 20 metrów. Pomimo starań czterolatki, by spisać się jak najlepiej, nadal była spięta i koło wyszło im za płaskie, pomimo prób jeżdżca, żeby to zmienić. Wrócili pod ścianę, gdzie od razu przygotował ją przez półparadę, do nowego punktu programu, czyli kłusa roboczego. Przejście wyszło im chyba nieco lepiej od poprzednich, ale pomimo tego przynajmniej z początku ich kłus nie prezentował się najlepiej. Przejechali pod krótką ścianą, ścinając po drodze prawidłowo narożniki, by finalnie znaleźć się pod drugą długą ścianą. Tutaj znowu zeszli na koło o średnicy 20 metrów. Gdy zaczęła się na nim wyginać wedle pomocy Alexandra z początku wyszło jej to nawet dobrze, przynajmniej lepiej niż ostatnio, dopóki chłopak nie zaczął popuszczać jej wodzy, zachęcając do zejścia za jego dłonią i żucia wędzidła. Tu Life znowu się spięła, zaburzyła równowagę, a przez to także rysunek koła. Powrót™ do poprzedniego ustawienia też nie wyszedł do końca tak jak powinien, co sprawiło, że już po zamknięciu koła i powrocie pod ścianę walczyli o dobre ustawienie. Zostawili za sobą kolejny narożnik, podążając do A, gdzie po półparadzie właściciel odpowiednio przytrzymał ją do stępa. Samo przejście znowu nie było najlepsze, bo klacz ponownie się spięła, potem jednak prezentowała się w tym chodzie całkiem przyzwoicie. Ponownie wygięli się na narożniku, po czym odbili na przekątną, przechodząc ze stępa pośredniego, do swobodnego, w którym Alex oddał jej wodze na całkowitym luzie, jedynie łydkami pilnując ruchu naprzód. W stępie swobodnym po przekątnej siwka zaprezentowała się bardzo dobrze. Po powrocie pod ścianę wracając do poprzedniego ustawienia – co pomyślnie się udało. Po wpasowaniu się w narożnik w pobliżu C ponownie otrzymała półparadę i pomoce do zakłusowania, po czym Alex ponownie zabrał ją na serpentynę o jednym łuku, która wyszła im podobnie jak poprzednia. Unbridled prawidłowo wyginała się na łuku, ale ponownie nie mogli się dogadać do tempa. Po powrocie pod ścianę Alexander przygotował ją do kolejnego zagalopowania, które wyszło im od narożnika. Niemka poprawnie zagalopowała z lewej nogi. Chociaż przejście było niczego sobie, znowu spotkali się z podobnym problemem: galop był za płaski, co potem starali się skorygować. Przejechali pod krótką ścianą, ścięli narożnik i znaleźli się pod długą, gdzie po przygotowaniu odbili w B na kolejne koło, które ponowie wyszło im nieco za płaskie. Unbri starała się prawidłowo wyginać i prezentować przyjemny dla oka obserwatora galop, ale ciągłe spięcie robiło swoje. Zamknęli koło wracając do ściany, po czym zwolnili do kłusa. Przejście ponownie wyszło im ze spięciem, ale potem prezentowała nie najgorszy kłus. Kontynuowali kłus przez krótką ścianę, na środku długiej skręcając w lewo, by przejechać przez środek czworoboku i zmienić kierunek, w B skręcili w prawo. Znaleźli się pod przeciwległą długą ścianą, ruszając ku krótkiej. Kolejny narożnik, na którym się prawidłowo wygięli, by w A skręcić na linię środkową, której się trzymali dojeżdżając do X. Unbri otrzymała kilka półparad, po czym pełną paradę do zatrzymania, do którego podstawiła zad pod kłodę. Chociaż zatrzymanie wyszło im w punkcie, to mogłoby prezentować się lepiej. Alex ukłonił się sędziom, po czym stępem na długiej wodzy opuścili czworobok, by na rozprężalni się rozstępować i wrócić do stajni.

zt

Christian Levrull - 2018-03-29, 00:21

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Standardowo na pierwsze zawody z Cameleon'em wypchał Jamesa, któremu średnio poszło z nieco rozkapryszonym po matce ogierem. Liczył się z tym, że koń z jego papierem może być... problematyczny, ale również bardzo utalentowany. Trzeba mu jedynie dać czas nieco dojrzeć, dlatego nie spinał się jakoś mocno do obecnych zawodów również podchodząc po prostu na luzie. Po odpowiednim przygotowaniu go wizualnie jak i siebie do tej próby udał się z karoszem na rozprężalnie gdzie odpowiednio rozgrzał go w trzech chodach, sporo przejść, które miały go nieco uaktywnić oraz takie elementy jak np. żucie z ręki, które później mieli zaprezentować. Cała rozgrzewka odbyła się w rozluźnieniu, eliminując spięcia półparadami czy rozmową pomocami z ciałem ogiera. Na koniec przeszli do stępa, by odetchnąć przed startem.
Słysząc, że zostali wywołani Christian udał się w stronę czworoboku, a pod dojechaniu do niego od razu zakłusował od samego początku egzekwując od Kamcia aktywność i samoniesienie, niekoniecznie przez stałe jego pobudzanie, wymagał od niego przede wszystkim podporządkowania nie gasząc jego ogromnego potencjału i ruchu. Otrzymując od niego docelowe tempo roboczego korzystając z chwili zrobił parę przejść kłus-stęp, stęp-kłus. Cały czas dojeżdżał go łydką, pilnując aktywności zadu i jego zaangażowania. Pulsacja wewnętrznej wodzy miała go zachęcić do akceptacji wędzidła i jego przeżucia, a wraz z działaniem zewnętrznej zachęcić i utrzymać odpuszczenie w potylicy i odpowiednie jej ustawienie do lekkiego zebrania w roboczym. Po chwili udało im się uzyskać przyjemny dla oka, sprężysty kłus w dobrej kadencji, który Zawodnik swobodnie wysiadywał dobrze czując się na grzbiecie ogiera, który był całkiem wygodny.
Po dzwonku dokończył okrążenie wokół szranek, by ostatecznie wjechać na linię środkową, gdzie od samego początku pilnował ogiera w jeździe na wprost działaniem po obu stronach pomocy w lustrzanym odbiciu – chyba, ze była potrzebna korekcja, wtedy ewentualnie już takie podobne nie były, ale dalej pilnowały prostej sylwetki Cama. Przed X posłał półparadę, by następnie lekko przyblokować biodra i przytrzymać ogiera do pełnej parady, uzyskując równe zatrzymanie w literze, ukłonił się trzymając jedną ręką napięte wodze, a następnie domykając go łydką i wypychając z biodra zakłusował od razu wracając do wcześniejszego kłusa, udało im się to bardzo płynnie, dlatego Levrull skupił się na jeździe na wprost. Dodał mu odwagi łydką zbliżając się do sędziów, by się nie wahał - czego najbardziej się obawiał, na szczęście ogier miał całkiem niezły dzień dając się płynnie przepchać obok litery C, by następnie zakręcić w prawo opartym na zewnętrznych pomocach, wewnętrznymi rozluźniając.
Dojeżdżając do M rozpoczął serpentynę o jednym łuku z "czubkiem" w X, pilnował wewnętrznego ustawienia ogiera, płynnie je zmieniając w newralgicznych punktach takich jak łuczki serpentyny. Stale podpierał go łydką chcąc osiągnąć równe tempo przez całą figurę. Po minięciu F, gdzie wrócili z serpentyny przygotował go półparadą do przejścia w wyższy chód chcąc też, by przy okazji się rozluźnił. Następnie zainicjował zagalopowanie na prawą nogę z wypchnięciem biodrami od razu podpierając go łydką szukał jego okrągłego, znacząco pod górkę galopu - który miał o ile łaskawie chciał go zaprezentować. Dlatego Christian skupił się na zachęceniu go czytelnymi i aktywizującymi pomocami.
Po dojechaniu dobrym galopem do E wjechał z nim na duże koło, gdzie zachęcając go do oparcia się na zewnętrznej, prowadzącej wodzy pokazywał mu kierunek i ustawienie wewnętrzną, przy okazji zewnętrzną łydką pilnując zadu, a wewnętrzną zgięcia. Czując dziś niezłą karność ogiera przyłapał się na tym, że jak na razie dobrze jechało mu się program, czego postarał się nie spieprzyć. Następnie powrót na ścianę i przed literą H lekkie przytrzymanie z półparadą i podparciem w łydkach w ramach płynnego przejścia w dół. Od razu głęboko siadając w siodło znów szukał dobrego kłusa ogiera w razie czego korygując go pomocami.
Przejechali trochę po ścianie, by następnie w B zjechać ponownie na duże koło, prowadził go na początku tak jak wcześniej, by następnie anglezując, działaniem półparad na wydłużających się wodzach zachęcić go do opuszczenia szyi i zaprezentowania żucia. Wiedział, że jego równowaga nie jest jeszcze idealna, ale w trakcie wykonywania elementu wysyłał mu pomocne sygnały mające na celu w razie czego skorygowanie go. Powrót na ścianę już w roboczym ćwiczebnym, z docelowym tempem i dobrą kadencją (na pewno wyczuwalną).
Przed A znów posłał półparadę, by w A przejść płynnie do stępa, gdzie w trakcie przejścia podpierał go skrupulatnie łydką dając impuls do wejścia w dobry, pośredni stęp. Następnie wjechali na przekątna, gdzie w towarzystwie aktywnej pracy dosiadu i łydki zaczął na kontakcie wydłużać wodze prezentując może nieco spięty, ale i tak mocno poszerzony swobodny. Przed zakończeniem przekątnej nabrał wodzy, by w C zakłusować co uprzedził półparadą i czytelnym działaniem łydek.
Analogicznie jak wcześniej wjechali znów na serpentynę z czubkiem w X, gdzie Christian skupił się przede wszystkim na poprawnym, wewnętrznym zgięciu i jego płynnych zmianach, wszystko w towarzystwie aktywnego kłusa, którego pilnował łydkami. W razie czego jak chciał przesadnie lecieć lekko przytrzymywał go impulsami na dwóch wodzach.
Przed A cofając zewnętrzną łydkę zagalopował z ogierem trzymając się ściany i znów dobrze współgrając pomocami pilnował dobrej jakości galopu. W B wjechali na duże koło w lewo, gdzie znów prowadząc go na zewnętrznych pomocach wewnętrznymi pilnował zgięcia, w razie czego działając pomocami "indywidualnie" w razie potrzeby skorygowania jego ciała np. wpadania/wypadania zadu. Po powrocie na ścianie po chwili przeszli do kłusa, gdzie Christian pilnował przy przytrzymaniu aktywnego przejścia mocną pracą dosiadu i łydek.
Zostając na ścianie w E zakręcili w lewo przecinając czworobok, by następnie w B zakręcić w prawo i jechać dalej po ścianie. W trakcie E-B pilnował prostej sylwetki ogiera, starając się, by nie odbijał się od pomocy, a je zaakceptował. Następnie wjechali na linię środkową, gdzie dalej pilnował prostej sylwetki karosza, by posłać przed X półparadę, którą następnie domknął w pełną półparadę równo zatrzymując w literze. Ukłonił się, dając długą wodzę i opuszczając szranki.
Jak na ich debiut był przeogromnie zadowolony, że mimo tykającej bomby pod czachą ogiera zaprezentował prawie swoje 1oo%. Pochwalił go, skarmiając smaczkami i następnie udał się z nim do stajni.

KONIEC PRÓBY

Christian Levrull - 2018-03-29, 13:34

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Z Imag również wiązał spore nadzieje, biorąc pod uwagę fakt, że klacz była po jego byłych, najlepszych koniach. Niestety finanse tez muszą się zgadzać, dlatego rodziców klaczy sprzedał, ale „geny” tej dwójki sobie zostawił. Nie bał się próby ujeżdżeniowej, jako, że w zawodach z deptania kapusty brali już udział i poszło im całkiem nieźle.
Skupił się więc na porządnej rozgrzewce, gdzie po pracy w trzech chodach zaczął wplatać sporą ilość przejść nie tylko do chodu wyższego/niższego, ale również zmieniając rodzaj każdego z chodów. Pod koniec w ramach rozluźnienia zaoferował jej jeszcze parę razy żucie z ręki, by ostatecznie zakończyć rozgrzewkę dając jej chwilę odpoczynku na luźniejszej wodzy i gładząc po szyi za dobrą rozgrzewkę.
Słysząc, że zostali wywołani pozbierał wodze od razu prosząc ją o odpuszczenie w potylicy i lekkie zebranie. Kiedy znaleźli się przy czworoboku od razu ruszył roboczym kłusem szukając docelowego kłusa. Pilnował, by nie straciła na jego jakości chodu podpierając ją skrupulatnie łydką przy asyście swobodnego, głębokiego i dobrze pracującego wraz z każdym jej krokiem dosiadu. Nie zostawał również bierny na ręce rozluźniając ją wewnętrzną wodzą, a prowadząc zewnętrzną i tym sposobem tymi wszystkimi pomocami domykał półpardę, posyłaną raz na jakiś czas w ramach korekcji. Czując, że klacz stała się fajna na ręce i podniosła plecy dobrze angażując zad po dzwonku wjechał na czworobok między szrankami.
Od samego początku linii środkowej pilnował jej, by nie odbijała się od jego pomocy, a żwawo szła na wprost, prezentując prostą sylwetkę, bez zbędnych zakrzywień, w razie czego korygował ją łydką/ręką, co by ją wyprostować, ale robił to z takim wyczuciem, że zdawać by się mogło to niezauważalne. Przed X posłał jej półparadę, by ostatecznie domknąć ją na wodzy, lekko cofając ramiona i podpierając przy zatrzymaniu łydką, by dobrze weszła zadem, równo stając. Trzymając wodze w jednej dłoni ukłonił się, by następnie ruszyć przed siebie kłusem. Dodawał jej odwagi przed C, by nie bała się jadać na sędziów, by następnie zakręcić w prawo i na ścianie przez moment zostać.
W M poprowadził ją na serpentynę z brzuszkiem w X, gdzie we wszystkich trzech literach (M, X, F) pilnował dobrego ustawienia do wewnątrz i płynnie je w literach zmieniał, eliminując ewentualne spięcia półparadą. Skupił się również na dobrym, aktywnym tempie, by nie stracić na jakości kłusa. Przed A siadając głębiej w siodło posłał klaczy półpardę, by wraz z łydką i wypchnięciem biodra zagalopować i od razu szukając rozluźnienia aktywnie podpierał ją łydką w celu zaprezentowania okrągłego galopu, który miała po Bad. W E wjechał z klaczą na duże koło pilnując odpowiedniego zgięcia do wewnątrz i rysunku, bez utraty tempa i zebrania. Po wyjeździe z wolty przytrzymał ją podpierając łydką i przechodząc do kłusa.
W B skierował się z nią na duże koło, rozpoczynając anglezowanie i przy podparciu łydki i dobrej równowadze zaczął wydłużać jej szyję oddając coraz dłuższy kontakt w trakcie żucia. W razie czego na owej długiej wodzy wysyłał impuls mający na celu zachęcenie jej od odpuszczenie w potylicy w dolnym ustawieniu. Przed zakończeniem koła pozbierał wodze, wracając do roboczego, by w A przejść z klaczą do stępa, od razu pilnując aktywności.
Wjechał z nią na przekątną stopniowo wydłużając wodze przy asyście łydki i pracy dosiadu, prezentując całkiem niezły swobodny. Mógł się przeczepić, że w dzisiejszym przejście słabo pracowała plecami, ale prócz tego jak na razie był zadowolony. Pozbierał wodze wracając do pośredniego pod koniec przekątnej, by w C ponownie ruszyć kłusem roboczym.
Na długiej ścianie ponownie wykonali serpentynę, płynnie wchodząc w łuczki serpentyny. Po zakończeniu serpentyny zagalopował wraz z klaczą od samego początku jednocześnie rozluźniając ją i aktywizując w celu zaokrąglenia galopu. W B wjechali na duże koło, nie tracąc tempa, ani dobrej galopady. Po wyjeździe z koła płynnie udało im się wrócić do kłusa roboczego przy zachowaniu wcześniejszej kadencji. W E rozluźniając klacz zakręcił w lewo jadąc uważnie na wprost, bez pływania po linii prostej, następnie w B zakręcił w prawo, by na sam koniec wjechać na linię środkową.
Jadąc na komisję ponownie pilnował prostej sylwetki klaczy, by przed literą posłać półparadę i równo zatrzymać się w X. Ukłonił się i opuścił czworobok na długiej wodzy chwaląc klacz, która mimo spięcia całkiem dobrze się zaprezentowała. Poczęstował ją smaczkami udając się po rozstępowaniu do stajni.

KONIEC PRÓBY


Imagination ST - 2018-03-29, 23:19

To prawda, Imagination miała świetnych rodziców i wiele po nich odziedziczyła i nie mowa tu tylko o ruchu. Wygląd czy sama opinia dawały w jej karierze dużo, lecz sama klacz oczywiście nie zdawała sobie z tego sprawy. Mimo to wiedział o tym jej właściciel, który postanowił zabrać Karą na kolejne zawody - tym razem WKKW. Mimo wyraźnych predyspozycji klaczy do ujeżdżenia była zdecydowanie wszechstronna, co, przynajmniej teraz, warto było wykorzystać.
Pierwsze umiejętności pokazywała już na rozgrzewce pierwszego dnia, kiedy to współpracowała świetnie z właścicielem, wręcz wychodząc poza program licznymi bonusikami jak niesieniem głowy w lekkim zebraniu przy luźnej czy płynności ruchów. Starała się, lubiła być chyba jak każdy doceniana w postaci pochwał, którymi Christian nie sypał jak z rękawa, tym samym były zdecydowanie cenniejsze. Poklepywanie po rozgrzewce widocznie napełniło klacz zadowoleniem, prychnęła głośno i łypnęła za siebie starając się dostrzec mężczyznę, co jej się nie udało ale wyglądało komicznie i przesłodko.
Na sygnały ze strony Christiana zareagowała odpowiednim ułożeniem ciała i pełnym skupieniem by skierować się na czworobok. Polatała uszkami w każdą stronę namierzając dźwięki piszczących dzieci i odgłosy powiewających na wietrze folii. Nie zareagowała na nie w pełni skupiając się na mężczyźnie, po którego prośbie przeszła w kłus. Niosła się z widoczną gracją unosząc nogi wysoko i uaktywniając zad. Utrzymywała stałe tempo, choć miała skłonności do przyśpieszania - była młodym koniem pełnym energii, chciała ją rzecz jasna spożytkować, lecz przed tym bronił ją mężczyzna. Uciekała od łydek przy swoim boku tym samym lądując na idealnej, równej linii w stronę X. Zatrzymała się stosunkowo równo, utrzymała zad bez zbędnego lądowania pod tułowiem, nogi ułożyła w równej linii a łeb utrzymała w stałej pozycji jedynie lekko przeżuwając wędzidło. Doczekała się momentu, kiedy po tych wszystkich ceregielach mężczyzna znów poprosił ją o ruch w kłusie, do którego przeszła stosunkowo płynnie jedynie z lekkim problemem ze strony wędziła, które w momencie samego ruchu do przodu lekko zagryzła kierując uszy na budkę sędziów. Po chwili jednak uspokoiła się i pozwoliła w pełni kierować. Przy literze C wykręciła się wokół łydki Chrisa, podążając tyłem ciała za idealnie wygiętym przodem tym samym wykonując prawidłowy skręt.
Przy M ustąpiła dla pomocy jeźdźca kierując się na serpentynę, gdzie przy X miał być brzuszek. Tak też wyszło, warto też uwzględnić, że klacz nie traciła tempa czy żadnych zgięciach i a jej ciało ładnie uciekało od łydki Christiana tym samym układając się zgodnie z tym, co jej wskazywał. Dostarczona półparada przygotowała ją do galopu, w który przeszła z pełną gracją unosząc pięknie przody i aktywnie pracując wyćwiczonym zadem. Żuła cały czas wędzidło dając się z niesamowitą łatwością prowadzić - każda pomoc miała odpowiedź w jej ruchu. Między innymi dlatego koło wyszło idealnie krągłe i z odpowiednim tempem.
Po kole przeszła do kłusa, z lekkim niedociągnięciem w postaci wpadnięcia tylnymi kopytami pod kłodę, lecz momentalnie to naprawiła. Kłus był płynny z pięknymi fazami lekkiego zawieszenia nóg oraz pełnym żuciem wędzidła przy stałym utrzymaniu ułożenia nogi. Kolejne koło czekało ich w B, gdzie trzymała się tempa kłusa narzuconego przez anglezowanie Christiana. Schodziła głową zgodnie z popuszczaną wodzą, cały czas lekko mieląc wędzidło w zębach i kierując uszy w stronę jeźdźca. Równie płynnie jak zejście był powrót do ponownego zebrania, przy czym klacz wręcz pchała się do starego ułożenia łba.
Zwolniła w A do stępa usztywniając kłodę, która i tak była w tyle za pracą reszty ciała, mimo to widoczne szczególnie było to przy przejściu z kłusa do stępa. W drugą stronę mniej to działo, albo po prostu tak jej się udało podczas następnego przejścia czyli przejścia ze stępu swobodnego do pośredniego oraz następnie, przy C do kłusa roboczego. W nim pokonała serpentynę na której wiła się wokół łydek mężczyzny, przy okacji drepcząc kopytkami w stałym tempie. Nie zmieniło się to podczas następującego galopu, który znów wykonała najlepiej jak potrafi zaokrąglając go i utrzymując idealne, narzucone tempo nawet na kole, gdzie prócz tego starała się sprostać odpowiedniemu łuku. Udało jej się to, choć Christian mógł zobaczyć jej lekkie spięcie przy samym wejściu na koło. Po kole znów zwolnili do kłusa aby przy E ładnie wygiąć się wokół łydki jeźdźca by skręcić w lewo, następie tak samo udało jej się skręcić w prawo, pomiędzy czym z pomocą Chrisa utrzymywała idealnie równą linię ruchu. W stronę komisji jakby wyczuła starania Chrisa, w końcu to jeden z ważniejszych punktów. Posłusznie zareagowała na paradę w X stając idealnie równo i nieruchomiejąc do momentu, gdy miała znów wyjechać z czworoboku. Spuściła łeb przy dostaniu luźnej wodzy i wręcz prychnęła odprężająco kierując jedno ucho na Chrisa a drugie kładąc lekko po sobie ze zmęczenia. Następnie przyjęła ze smakiem przekąskę i podążyła za jeźdźcem.

James Levrull - 2018-03-30, 11:23

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Postanowił, że tym razem na zawody weźmie coś ze stawki Orchradwoskich koni. Zdecydował się na Strangera, ze względu na to, że go… Zaintrygował. Rzadko na zawodach spotyka się konie tej rasy, a wiedział, że radzi sobie całkiem nieźle, do tego jest wszechstronny. Czemu więc by nie zaryzykować i nie wypróbować Ciapka na WKKW?
Przybył wraz z ogierem na rozprężalnie od samego początku utrzymując długi kontakt, który umożliwiał mu sporą swobodę, ale za to James'owi również sporą kontrolę nad Ciapkiem w razie czego, tym bardziej, że parę treningów przed zawodami nie starczyło na jego poznanie. Pilnując tempa do przodu skierował się z nim na ślad, na którym najmniej będą przeszkadzać. Na początek niewiele wymagał, dając swobodę ruchów i możliwość ochłonięcia głowie. Dopiero po jakimś czasie, lekko skrócił wodze, na razie nie przymuszając do ustawienia, chyba, że sam go chętnie szukał. Zakłusował objeżdżając plac przez jakiś czas, utrzymując równe aktywne tempo do przodu, po jakimś czasie zaczął go skracać (bez utraty aktywności), w międzyczasie wplatał w to ćwiczenia rozluźniające i rozciągające: liczne wolty, półwolty, serpentyny, zmiany kierunku, później również przejścia kłus-stęp, stęp-kłus, kłus-stój, stój-kłus etc. Wprowadził też ustępowania od łydki w ramach rozprężenia uczulając tym samym reakcję na łydkę przesuwającą potrzebną do prawidłowej pracy w łukach. Następnie galop tu również po paru okrążeniach wprowadził ćwiczenia analogiczne do tych z kłusa, nie licząc ustępowania. Kiedy poczuł, że ogier jest gotowy udał się w stronę czworoboku.
Słysząc swoje imię zakłusował w ustawieniu, które udało mu się osiągnąć w trakcie rozgrzewki. Zdecydował się jechać w ćwiczebnym mimo dowolności dosiadu lepiej czuł się jadąc ujeżdżenie ze stałym kontaktem z plecami konia. Jadąc wokół szranek rozluźniał ogiera przez półparady, skupiając się na zachowaniu impulsu, aktywności oraz pozostaniu w ustawieniu. Po usłyszeniu dzwonka przed A przygotował ST do wjazdu na teren czworoboku. W zakręcie pilnując ogiera w korytarzu z wodzy, przy prowadzącej zewnętrznej, a działającej pulsacyjnie i rozluźniająco wewnętrznej. Analogicznie zachowywały się łydki mężczyzny, które dodatkowo pilnowały pozostawienia w aktywności w kłusie. Przed X posłał mu półparady przygotowując go do zatrzymania, by później posłać czytelną paradę. Siedział głęboko w siodle w trakcie zatrzymania ułatwiając mu równoległym działaniem pomocy proste zatrzymanie. Ukłonił się z lekkim uśmiechem w stronę komisji, by utrzymując stałe ustawienie ruszyć kłusem na wprost.
Przed C ponownie półprada ułatwiająca mu przez wpisanie się w zakręt w prawo bez utraty tempa oraz równowagi. Następnie wjechali na serpentynę, gdzie pilnował odpowiedniego zgięcia do wewnątrz i zmiany ustawienia w trakcie łuków. Zauważył, że ogier jest mało „plastyczny” jeśli chodzi o ustawienie do wewnątrz za co mogą pójść punkty również w przypadku wolt.
Przed A zagalopowali, przed zagalopowaniem znów mógł poczuć rozluźniającą półparadę, która miała pomóc w płynności i lekkości zagalopowania, bez uwalania się na przodzie. W E wjechali na koło, gdzie skupił się nie tylko na wygięciu ogiera po łuku, ale również nad jakością galopu (starał się utrzymać widoczny i wyczuwalny galop pod górkę) przy zachowaniu samoniesienia ze strony ogiera. Po zakończeniu koła wyprostował go przy wjeździe na ścianie, nie wychodząc z wcześniejszego ustawienia.
Kiedy minęli E znów mógł poczuć półpradę po której przeszli do kłusa roboczego od razu skupiając się na aktywności i impulsie w kłusie, James głęboko usiadł w siodło, wracając do prawidłowej sylwetki w kłusie. Następnie wjechali na koło w B, gdzie zachęcając go impulsami na wodzy rozpoczął żucie stopniowo wypuszczając go do dołu, tu podpierając się łydką i anglezowaniem starał się, by w między czasie poprawnie wygiął się do środka na kole. Przed powrotem na ścianę pozbierał wodze, by wracając w siodło lekko wycofać ramiona, miało to ułatwić przejście w A, przed którym przygotował ogiera odpowiednim działaniem pomocy, w trakcie przejścia nie odstawiał pilnującej łydki, która miała "dopiąć" płynne i energicznie przejście.
Podążając stępem pośrednim starał się działać delikatnie niżeli siłowo, oczywiście jak trzeba było wzmacniał sygnał, ale w ramach zachęty przy dobrym zachowaniu zelżał na sile w pomocach - co nie zmienia faktu, że pomoce nadal były czytelne. Po minięciu narożnika, w którym skupił się nad wpisaniem ogiera w zakręt naprostował go na przekątną prowadząc w równych pomocach. Starając się zachować aktywność ze stępa pośredniego, rozpoczął pracę pomocami do stępa swobodnego, zachęcał ogiera łydką i dosiadem do głębszego wejścia pod kłodę, przez lekką pulsację wodzy, która miała go rozluźnić, by ten zachował swobodną szyję jak i resztą przodu. Pulsacja wodzy miała również na celu zachęcenie go do szukania jego ręki tak, by ten nosem wyszedł chętnie przy jednoczesnym opuszczeniu szyi. Pod koniec przekątnej zaczął go skracać wracając ponownie do stępa pośredniego.
Przed C posłał półparadę, która przygotowała ogiera do płynnego zakłusowania, swobodnie siedząc w siodle mężczyzna wypchał go od zadu. Ponownie wjechali na serpentynę poprawnie wpisując się w jej rysunek. Przed A zagalopowali na lewo, by w B wprowadzić ogiera na duże koło, analogicznie jak wcześniej pilnując zachowania odpowiedniego rysunku, zgięcia ogiera i jego impulsu do przodu, tak by galop jakościowo robił wrażenie. Powrót na ścianę przy utrzymaniu wypracowanego już galopu, a po powrocie na ścianę z półparadą płynne przejście do kłusa. Również przypilnował swój dosiad, by aktywnie wejść z ogierem w roboczy, nie spóźniając też rozluźniającą go ręką. Zmienili kierunek przejeżdżając litery E-B, gdzie przypilnował popranego wpisania się w zakręty i prostej sylwetki na wprost.
Po powrocie na ścianę w A przypilnował odpowiedniego zgięcia na linię środkową, skupiając się następnie na równolegle działających pomocach, tak by ogier prosty poruszał się do X, przed którym posłał półparadę, biorąc nieznacznie go na siebie, blokując dosiad i przytrzymując obie wodze z lekką pulsacją pomiędzy, by ten w trakcie zatrzymania odpuścił w potylicy. Ukłon w stronę komisji, a następnie luźna wodza, na której opuścili czworobok.
Zadowolony mężczyzna pochwalił ogiera, który całkiem nieźle się spisał, choć jeszcze sporo pracy z nim kogoś czeka. Porządnie go rozstępował i udali się do stajni.

KONIEC PRÓBY


Christian Levrull - 2018-03-30, 12:51

PRÓBA TERENOWA


Po udanym starcie pierwszego dnia Christian nie miał żadnych większych obawa związanych z próba terenową. Przed startem rozprężył klacz w trzech chodach, nie przemęczając jej jednak za bardzo, tak by miała siły na dystanse, którą ją czekają. Pod koniec rozgrzewki oddał parę skoków na zwykłych przeszkodach oraz terenowych, które stały na rozprężalni, przy czym przeszkody zwykłe – oksera – skoczył znacznie szerszego niż powinien tak, by nieco otworzyć klacz w skoku, by była gotowa swobodnie dokryć wszystkie terenowe przeszkody. Następnie na chwilę przeszli do stępa łapiąc oddech.
Wywołany udał się wraz z karą na start, by na sygnał ruszyć mocnym, energicznym galopem ze wzrokiem utkwionym w pierwszą przeszkodę, która już była na horyzoncie. Dojeżdżając do jedynki, którą była sporych rozmiarów kłoda wycofał się ramionami, nie dając klaczy pretekstu do kombinowania – domknął ją dołem wspomagając się w razie czego biodrem, a z wodzy tworząc ograniczający ją korytarz uniemożlwiający spływanie. Na szczęście Imag miała dziś nawet ciąg do przeszkód przez co płynnie dojechali pod jedynkę z łatwością ją pokonując. Od razu po wylądowaniu Zawodnik poszerzył jej galop wchodząc w lekki półsiad i mocnym tempem jechał do kolejnej przeszkody.
Po minięciu pół minuty znaleźli się pod kolejną kłodą, tym razem nieco bardziej kolorową, ale ze względu na swój wygląd przypominający zwykłą przeszkodę z parkuru, nie powinno sprawić problemów klaczy pokonanie jej. Parę fouli przed wrócił w siodło z półsiadu głębiej siadając, tak by z mocnego galop nieco wycofać klacz na bardziej okrągłą foulę, która była lepsza do skakania, niżeli spłaszczony galop. Klacz fajnie została na ręce przez co skok okazał się tylko formalnością. Po wylądowaniu i powrocie w siodło Zawodnik znów nieco poszerzył foulę jako, ze mieli sporo dystansu do kolejnej przeszkody.
Podjeżdżając pod trójkę ponownie wycofał klacz bardziej na zad, by spod przeszkody posłać ją do skoku, wcześniej prowadząc ją w korytarzu z wodzy. W locie łapiąc odpowiednią równowagę w strzemionach oddał jej tyle z ręki ile potrzebowała, nie utracając przy tym kontaktu z jej pyskiem. Po wylądowaniu w strzemionach znów wszedł w lekki półsiad, by rozpocząć galopadę do kolejnej przeszkody. Po jakimś czasie pojawiła się przed nimi czwórka, do której pewnie prowadził klacz dodając ją odwagę w łydkach i robiąc precyzyjny najazd na środek.
Po chwili galopu na widoku zaczęli mieć już wodę. Jako, że nie musieli skakać 5A od razu skierował się z klaczą w stronę lustra wody pewnie galopując do samego końca w pełnym siedzieć, by w razie czego wspomóc jej swoją równowagą w trakcie pokonywania tak niepewnego „gruntu”. Mimo lekkiej niechęci, którą wyczuł klacz na szczęście odpowiedziała na jego pomoce i pewnie przegalopowała całą wodę. Po wejściu na ląd od razu czekała ich 6, do której poprowadził ją pewnie na środek nie dając przyglądać się dziwnym okienkom domku, którego skakała. Wiedział, że klacz jest jeszcze mało doświadczona w crossie, mimo treningu, dlatego też nie wywierał za duże presji na niej, by się nie zniechęciła. Na szczęście dobrze odpowiadała na jego pomoce, na razie nie bojąc się pokonywać przeszkód.
Do siódemki znów czekał ich spory odcinek galopu, w trakcie którego odciążał jej plecy, chcąc by w owym galopie się otworzyła. Mimo, ze chciał ukierunkować klacz na ujeżdżenie, to według nie wszechstronny start konia mógł wnieść wiele dobrego. Tym bardziej poprawę chodów, ze względu na różnorodność ternu w przypadku crossu czy też wysiłku związanymi ze skakaniem nad dziwnymi przeszkodami. Już po chwili mieli przed sobą „wóz”, który płynnie przeskoczyli, wracając w równowadze do galopu.
Dojezdżając do potrójnej kombinacji znów wycofał się nieco z klaczą celując wpierw w 8 (czyli 8a), prowadząc ją na środek przeszkody pewnie zamknął ją w pomocach posyłając do skoku. Po lekkim łuku po lądowaniu naprowadził ją później na „dziurę w ziemi” nie dając jej zanadto patrzeć w dół. Od razu po pokonaniu dziury zostały im 3/4 foule do dziewiątki, do której znów prowadząc ją w środek pewnie domknął na pomocach uniemożliwiając zawahanie czy spłynięcie. Klacz bez zawahania pokonała i tą przeszkodę, gdzie Christian dość szybko odnalazł się w jej płynnych skokach w dobrym półsiadzie, nie przeszkadzając jej.
Do dziesiątki znów czekało ich trochę galopu, który mimo, że poszerzał regularnie to starał się przy pomocy półparad nieco zaokrąglić, tak, by klacz nie galopowała na odgiętych plecach. Już po jakimś czasie pojawił się przed nimi „domek”. Do którego aktywnie galopując nie skracał przesadnie klaczy, tylko pewnie prowadził do końca proponując daleki i okrągły skok, na który odpowiedziała prezentując naprawdę „prawdziwie crossowy” skok. Po chwili przed nimi pojawiła się 11’nastka, która zachęcała do skoku w miarę normalnym wyglądem. Siadając w siodło nakierował ją na środek następnie posyłając do skoku.
Po chwili galopu pojawiła się przed nimi potrójna kombinacja. Nie tak źle wyglądające domki były raczej chętnie skakane przez konie, dlatego nie obawiał się nieco agresywnie wprowadzić ją w całość. Pewnie galopując do członu A mieli go już po chwili za sobą, następnie pokonali człon B, którym była przerwa w ziemi i uskok. By po chwili pojawić się pod 13’nastką, spod której posłał ją z dalszego odbicia do skoku, nie spóźniając się samemu półsiadem w locie.
Chwila galopu i przed nimi pojawił się stół, Christian znów siadając głębiej w siodło wziął klacz na siebie, by spod przeszkody posłać ją z odpowiedniego odbicia do skoku – nie pozwalał urywać fouli czy tupać, gdyż przeszkoda bądź co bądź była szeroka. Klacz dalej odważnie parła naprzód i ta przeszkodę „biorąc na klatę”. Po wylądowaniu pochwalił ją głosem kierując się na ostatnią przeszkodę. Ta zachęcała bardziej wyglądem, choć klacz nie wiedziała jeszcze, że takie „krzaczki” spokojnie ugną się pod nią, stąd skok na ostatniej był efektowny – klacz mocno wybiła się prezentując bardzo dobry skok z zapasem. Zawodnik starał się jej w tym nie przeszkodzić łapiąc równowagę w półsiadzie i oddając jej niespóźniony rękę. Po wylądowaniu galop do mety, a po jej minięciu powolne przejście do kłusa.
Kiedy klacz w kłusie wyregulowała oddech przeszedł z nią do stępa na luźnej wodzy chwaląc co rusz i co jakiś czas podsuwając z siodła smaczki w nagrodę. Zasłużyła, a co! Następnie udał się do stajni oferując jej SPA przed jutrzejszymi startami. Czas na regenerację.

KONIEC PRÓBY


Imagination ST - 2018-03-30, 13:14

Tak, ujeżdżenie wyszło im dobrze. Podobnie rokował się cross, przed którym odbyła się satysfakcjonująca rozgrzewka. Klacz popracowała we wszystkich chodach, dodatkowo pokonywała kilka przeszkód na czysto, tym samym pokazując klasę i pełne przygotowanie.
Na sygnał ze strony Christana wybiła się z tyłów wykonując lekko przesadzony sus szybkiego galopu. Nastawiła uszy w kierunku przeszkody numer jeden, przed którą zebrała się w sobie, by bardzo silnie, lekko wręcz za mocno wybić się nad nią i pokonać ją przy mocno zaokrąglonej kłodzie. Nie wyszło to jednak źle - w końcu na czysto. Z przyjemnością zaś zareagowała na rozszerzenie galopu, coby nie powiedzieć że sama z siebie wyrzucała nogi silnie w przód i uniosła łeb ku górze. Skróciła wykrok by unieść przody i zaokrąglić galop przed samym wybiciem przed dwójką, co jej się udało i nieproblematyczna przeszkoda została pokonana bez problemów. Zaraz po dwójce ruszyła jeszcze szybszym galopem z ogromną przyjemnością. Położyła lekko uszy po sobie i wyciągnęła szyję pędząc na następną przeszkodę, tym razem z numerem trzy. Trójka nie była gorsza od pozostałych - odbicie przodem, wzmocnienie tyłem, rozciągnięcie i płynne lądowanie nie wskazywały, by w dalszych skokach miały pojawić się jakieś komplikacje - klacz była w świetnej formie. Czwórka sprawiała wrażenie bardziej problematycznej, głównie przez lekki stres ze strony klaczy. Mimo to wcale taka nie była - w końcu pokonali ją na czysto.
Wjazd do wody był problematyczny, klacz była bardzo nieufna co do niej a to właściciel na pewno wyczuł. Mimo to weszła do wody mimo wszystko trochę zwalniając i idąc z lekkim spięciem. Co ciekawe kierowali się na szóstkę, która sprowadzała na klacz już mniejsze obawy - mimo postawionych uszu i wysoko niesionej głowy skok wydał się bardzo spokojny i przemyślany, zarówno ze strony jeźdźca jak i konia, jeśli można to tak nazwać.
Przed siódemką za sprawą pomocy poszerzyła ramy galopu uaktywniając w pełni zad i ładnie pracując przednimi. To prawda, wszechstronność dawała jej umiejętności wykorzystywane w ujeżdżeniu a dodatkowo skoki jak i galopada po równinach toru crossowego sprawiały klaczy niezmierną radość.
Wóz będący następną przeszkodą był pokonany zgrabnie, nie był także specjalną przeszkodą - klacz prócz zauważenia go i oddania skoku nie emocjonowała się na jego widok, jedynie zastrzygła uszami, jakby jeździec nie zauważył, iż coś jest przed nimi. Inaczej było zaś z następną kombinacją, przed którą musiała się trochę postarać, podobnie w sumie jak na niej. Pierwszy człon, dokładniej 8 okazała się dla klaczy bezproblemowy, zaś przed dziurą postawiła wysoko uszy oraz spięła się zagryzając wędzidło, by wykonać skok nad wyraz silny i nerwów. Nie przeszkodziło to jednak w ostatnim skoku, który był podobnie płynny i prawidłowy jak pierwszy.
Galopada do dziesiątki zakończyła się zaokrągleniem pleców, co zdecydowanie poszło klaczy na rękę, gdyż prócz zdecydowanie naturalniejszego dla niej ruchu, wyglądała doprawdy pięknie, w sumie jak zawsze. Sama przeszkoda była pokonana tak, jak zażyczył sobie tego właściciel. Mężczyzna mógł zobaczyć zdecydowaną poprawę zarówno na tej dziesiątce, jak i na kolejnej przeszkodzie. Klacz zaokrągliła swój skok, skoczyła ''na czuja'' ale za to prawidłowo, wręcz sama rwąc się do dalszych perypetii. Była lekka i skoczna, jak każdy młody koń.
Następna kombinacja wzbudziła uwagę Imag - nastawiła uszy i rozszerzyła oczy obserwując małe domki, coby nie powiedzieć mikroskopijne. Nie przeszkodziło jej to w wykonaniu prawidłowych skoków.
13nastka i stół pokonane były znów z samej chęci klaczy - pomoce otrzymała, lecz potrzebowała ich tylko częściowo - zaczynała jak gdyby rozumieć czym rządzą się takie skoki. Inaczej było z roślinami, które były dla Imagination nowością. Nastawiła uszka i cicho prychnęła, jakby mówiąc dla swojego właściciela, że ta przeszkoda jest jakaś specjalna. Obawiając się lekko silnie odbiła przednie kopyta, zaś tylnymi dodała skokowi wysokości i mocy. Podczas baskillu obniżyła nieznacznie głowę zaokrąglając skok a następnie łagodnie zeszła na przednie kopyta nabierając susa galopu zaraz po wylądowaniu tylnymi kopytami. Pędziła do mety już zmęczona, lecz wypruła by sobie serce oby dokonać tego, o co ją proszą. W nagrodę otrzymała sporo smaczków i głaskania a przecież to liczy się najbardziej, czyż nie?

Peter Pan - 2018-03-30, 13:21



Możliwości sportowe Piotrusia może nie były ogromne, ale też bez przesady. O wiele większe od niego "dzieciaki" tu startowały, więc czemu on miałby sobie nie poradzić? W dwa pierwsze dni zawodów pokazał już swoją wartość, zyskując we współpracy z Vivianne całkiem dobre wyniki. Nie był szczególnie zmęczony, bo na tym poziomie cross i parkur były raczej niewinną zabawą, niż prawdziwym wyzwaniem. Dał zresztą temu dowód podczas rozprężenia, gdzie nie zabrakło mu energii i motywacji. W swoim tempie nabierał doświadczenia oraz pewności siebie. Te zawody prawdopodobnie miały być tymi decydującymi, jeżeli chodzi o awans do wyższej klasy, szczególnie że niebawem miał osiągnąć dojrzałość do trudniejszych konkursów.
Wywołani na parkur, przeszli na niego z rozprężalni aktywnym stępem. Piotrek, oparty miękko na wędzidle, szedł w ustawieniu i spoglądał niebieskimi ślepiami na przeszkody i ludzi, którzy zajmowali trybuny, choć niezbyt gęsto. Chwilę później zatrzymał się we wskazanym miejscu i po ukłonie ze strony zawodniczki, został odesłany do galopu z nieszczęsnej lewej nogi, na co jednak odpowiedział pozytywnie, nie myląc się. Wraz ze zwiększeniem tempa nabrał większej pewności siebie i zaczął galopować chętniej, odważniej, z ciekawością wyglądając pierwszej przeszkody. Bo nie miał żadnej wątpliwości co do tego, po co się tutaj znalazł.
Kiedy wyszedł na wprost pierwszej przeszkody, postawił uszy na sztorc i podniósł lekko głowę. W odpowiedzi na półparady przemielił wędzidło, skierował uszy w kierunku Vivianne i nieznacznie zaokrąglił galop. W uzyskanym tempie dogalopował do stacjonaty, po czym skoczył ze wskazanego przez Vivianne miejsca. Sam jeszcze nie najlepiej oceniał odległości, dlatego jej wskazówki były nad wyraz pomocne. Wychodząc do skoku, podciągnął nogi i wyciągnął lekko szyję, nie przesadzając jednak z ambicjami. Nigdy się idealnie nie składał i prawdopodobnie szybko nie miało się to zmienić, ale nie było czym się martwić, bo Piotruś od początku nie rokował na duży sport. Szczęśliwie trafił w takie ręce, którym nic a nic to nie przeszkadzało.
Po skoku utrzymał dotychczasowe tempo galopu i natarł w nim na drugą przeszkodę w linii. Ponownie bezbłędnie wszedł w odskok, tym razem mocniej podciągając nogi w skoku i dalej sięgając nosem, co miało mu ułatwić pokonanie przeszkody i zachowanie równowagi. Skok wykończył lądowaniem na lewą nogę, z której to kontynuował galop do kolejnych przeszkód. Był dzisiaj - i w ogóle - przyjemny w prowadzeniu, nie próbował forsować swojego zdania i współpracował z Vivianne, co pomogło im w porządnym wykręceniu zakrętu, na którym cremello nie stracił przesadnie tempa i w którym podstawił się z pomocą amazonki. To znacząco ułatwiło mu dogalopowanie do przeszkody w tempie, a także odbicie się, w które dzięki temu nie musiał włożyć przesadnie dużo siły. Tym razem zmienił w skoku nogę, tym samym po wylądowaniu galopując już z prawej, a nie lewej; była to jego pewniejsza strona, toteż wygiął się na łuku nieco swobodniej, niż miało to miejsce dotychczas. W dalszym ciągu galopował swobodnie, nie spłaszczając przesadnie galopu, ale też nie wymagając od Vivianne rozjeżdżenia go w przód celem zyskania wystarczającej energii. Czwarta przeszkoda wreszcie znalazła się w ich zasięgu, ale Piotrek czekał do ostatniej chwili na sygnał ze strony amazonki, który wreszcie pozwolił mu na oddanie wyczekiwanego skoku. Ponownie nad okserem postarał się "bardziej", najwyraźniej bardzo chcąc, żeby przeszkody pozostały w niezmienionym stanie. Brak talentu nadrabiał chęciami, co jak na razie wychodziło mu bardzo dobrze.
Po udanym skoku wszedł w zakręt prowadzący ich na szereg. Udało mu się nie "położyć" w zakręcie, jako że znalazł podparcie w wewnętrznej łydce dziewczyny, a także cały czas miał oparcie na zewnętrznej wodzy, którą go prowadziła. Podparty w łydkach i pchany dosiadem, w galopie po łuku mocniej wkroczył zadem pod kłodę, co zaowocowało bardzo dobrym galopem w najeździe do szereg. Nie bał się, co pozwoliło mu podejść pod pierwszą przeszkodę bez zawahania. Odbił się ze wskazanego miejsca, w odbiciu uwalniając skumulowaną w zadzie energię, po czym śmiało wyciągnął się w locie, podnosząc nawet nogi w zadowalającym stopniu. Takie energiczne wejście w szereg sprawiło, że pod drugim członem znalazł się szybciej, niż by tego chciał, ale odpowiednio zmotywowany i przypilnowany przez Viviannie, nie wyłamał, ale skoczył kiedy było trzeba.
W skoku ponownie zmienił nogę, co miało mu pomóc w zachowaniu równowagi podczas galopu po obszernym łuku, który prowadził go w kierunku szóstej przeszkody, również będącej okserem. Skorzystał z dłuższego dystansu pozbawionego przeszkód, momentalnie wyciągając nieco galop i przede wszystkim otwierając się w nim. Od razu podniósł plecy, obniżył nieco szyję i parokrotnie przeciągle parsknął, całkowicie odpuszczając.
Oczywiście gdy na jego trasie pojawiła się wspomniana szóstka, skoncentrował się w pełni na swoim zadaniu. Podniósł się, z pomocą Vivianne głębiej wszedł zadem pod kłodę i po paru sekundach energicznie odbił się od podłoża, z powodzeniem przechodząc na drugą stronę oksera. Po wylądowaniu dalej galopował z lewej nogi, szybko odzyskując tempo sprzed przeszkody, w którym to wykonali najazd na siódemkę, sukcesywnie zbliżając się coraz bardziej do końca parkuru. Skok nad siódemką także należał do udanych, bowiem ogier od początku (czyli najazdu) był w pełni zgrany z Viviannie i ani myślał o przerwaniu tej współpracy.
Kolejno galopował z lewej nogi w przód, by wkrótce zatoczyć wyraźny łuk w kierunku ósmej, przedostatniej przeszkody. W dalszym ciągu nie opuszczały go chęci, chociaż był już trochę zmęczony, nie tyle co dzisiejszym konkursem, co faktem, że był to już trzeci dzień zawodów. Mimo to nie zabrakło mu energii w odbiciu do stacjonaty, nad którą oddał okrągły, czysty skok, po którym wylądował na prawą nogę i w paru równych foule dopadł oksera kończącego przejazd. Szerokość przeszkody ponownie wymusiła na nim oddanie szerszego skoku, w który włożył całe swoje serce. Czy był ambitny? Tak bym tego nie nazwała. Niemniej na pewno się starał, czemu dał dowód, wyciągając się nad przeszkodą i starannie podnosząc nogi. Po dalekim lądowaniu i przekroczeniu fotokomórek zaczął stopniowo zwalniać aż do stępa, w którym opuścił parkur, potrząsając łbem i parskając.

KONIEC

Alexander - 2018-03-30, 20:50

PRÓBA TERERENOWA

Drugiego dnia zawodów przyjechał pod stajnię, by stanąć do próby terenowej. Ujeżdżenie może nie poszło im zbyt idealnie, ale nie należało się poddawać tylko walczyć do końca. Przyjechał drugiego dnia do stajni, by po chwili zatrzymać się pod boksem swojej podopiecznej. Krótkie przywitanie, szybkie ogarnięcie na myjce i kierunek rozprężalnia. Tam rozgrzał ją do przejazdu we wszystkich trzech chodach, skacząc kilka próbnych przeszkód i po wszystkim czekali w stępie na wywołanie na trasę konkursową.

Po wywołaniu na trasę poprosił klacz od razu o przejście do kłusa, skierował się z nią na linię startu w nim i wypracowanym wcześniej ustawieniu. Po otrzymaniu sygnału do startu od razu wypchnął klacz z krzyża do galopu. Przeszedł od razu do półsiadu w którym odciążył siwą klacz. Postarał się o od razu aktywne tempo acz nie przesadzone, bo mieli w końcu mieć siłę dojechanie do mety. Do pierwszej przeszkody wcale nie było tak daleko, a ona sama nie była jakoś wielce skomplikowana. Lekko podniósł klacz do przeszkody, pokazując ją jej i zamykając w korytarzu z pomocy. Wymierzył miejsce odbicia i w nim odesłał łydką ją do skoku, przechodząc do półsiadu i oddając jej wodzę podczas lotu. Po lądowaniu powrócił do półsiadu, utrzymując jednostajne tempo galopu do drugiej przeszkody. Wyglądała ona jak kawałek kłody, a Alex podszedł do niej jak do poprzedniej przeszkody. Siadł w siodło na 4 foule przed, zamknął w korytarzu z pomocy, podniósł lekko do przeszkody i doprowadził do miejsca wybicia. Podczas skoku zgrał się z jej ruchem w locie, by po lądowaniu wrócić do półsiadu i poprzedniego tempa. Poprowadził ją spory kawałek na wprost, by skręcić w lewo na trzecią przeszkodę. Jeszcze pewien kawałek do niej przegalopowali, ale pokonanie czegoś na kształt oksera nie sprawiło im większego problemu na szczęście. Po lądowaniu czekał ich średniej długości najazd na czwartą przeszkodę, jadąc po dość obszernym zakręcie na przeszkodę wyglądającą jak murek z drewna. Po naprostowaniu Unbri do przeszkody starał się wycelować w jak najlepszy moment do skoku, gdzieś po środku przeszkody. Pokazał ją klaczy, doprowadzając tymi samymi pomocami co poprzednie. Skutkowało to naprawdę dobrym najazdem oraz skokiem, a Alex był z niej cholernie dumny. Po lądowaniu pojechali na lewo po kolejnym zakręcie do piątej przeszkody, dokładnie szeregu 5ab. Trzymał półsiad do momentu wyprostowania się na przeszkodę 5a, wtedy siadł w siodło i zamknął ją w korytarzu z pomocy. Lekko podniósł ją do niej i doprowadził do miejsca wybicia, gdzie łydką odesłał ją do skoku nad nią. Podążając za jej ruchem przeszedł do półsiadu i oddał jej stosowną ilość wodzy, ale coś nie do końca poszło tak. Alex nie wiadomo jak spóźnił się z wyjściem do półsiadu choć wydawało mu się że wszystko jest ok. Tym samym podczas lądowania klacz nie mogła znaleźć równowagi i musieli o nią powalczyć krótką chwilę. Udało im się nie wywrócić i bezpiecznie przegalopować przez wodę, skupiając się jednocześnie na dojechaniu i pokonaniu w niedalekiej odległości 6 przeszkody. Wyglądała jak domek, który mimo wszystko trzeba było skoczyć. Na kilka foule przed siadł w siodło, podniósł siwkę do niej i doprowadził do miejsca wybicia. Tam ponownie odesłał ją do skoku łydką, by zgrać się z jej ruchem w locie. Po lądowaniu wróciła do półsiadu i pozwolił jej jednocześnie nieco przyspieszyć do kolejnej siódmej przeszkody. Jednak jednocześnie nie pozwalał jej pędzić na łeb na szyję. Po delikatnym łuku najechali na ów przeszkodę, prostując się do niej na kilka metrów dosłownie przed. Ponownie siadł w siodło, przymknął ją w pomocach i doprowadził do miejsca wybicia. Już kilka sekund później galopowali za nią w kierunku następnej ósmej przeszkody. Tutaj nie rozpędzali się w dystansie, bo przeszkoda stała dość blisko poprzedniej. Udało im się sprawnie dojechać do przeszkody i ją pokonać, a przynajmniej w pierwszej kolejności człon A. Po lądowaniu wysłał jej kilka półparad i lekko ją przytrzymał, by dodać łydkę w odpowiednim miejscu zachęcając do wskoczenia na wzniesienie. Udało im się to na szczęście zrobić, więc utrzymując stałe tempo pojechali do 9. Tutaj posadził klacz na zadzie, uniósł na przodach i wysłał jej kilka półparad. Po doprowadzeniu do miejsca wybicia wysłał ją łydką do skoku, zgrywając się z jej ruchem w locie. Do dziesiątki pozwolił się jej nieco rozpędzić, co miało się niebawem okazać dla nich zgubne. Przeszkoda była szeroka i wygląd wcale nie zachęcał, a Alex poszedł na siłę zamiast iść w stare nawyki. Klacz mu gwałtownie odmówiła skoku na owej przeszkodzie, co w sumie go zaskoczyło. Był jednak pewny że da sobie radę z najazdem i skokiem, ale jednak przeliczył ich możliwości. Na szczęście pozostał w siodle, więc tyle dobrze. Wycofał ją nieco i odesłał przez kłus do galopu, robiąc najazd po łuku ponownie na przeszkodę. Narzucił jej aktywne ale tym razem nie przesadzone tempo, podniósł ją do przeszkody i zamknął w korytarzu z pomocy. Tym razem doprowadził ją poprawnie do przeszkody, co zaowocowało czystym skokiem nad nią. Lądowanie i w stałym tempie galopu poprowadził ją do 11 przeszkody, która wyglądała podobnie do tej co skakali na początku trasy. Po odbiciu się klaczy w wyznaczonym miejscu, przeszedł do półsiadu i oddał jej stosowną ilość wodzy. Lądowanie za przeszkodą i powrót do półsiadu, by energicznym tempem poprowadzić ją po łuku do szeregu 12ab. Domek wyglądał jak ten przed sekundą skakany, więc Alex uprzedzony doświadczeniami sprzed chwili podszedł do tego od razu rozsądniej. Dlatego przefrunęli go za pierwszym razem, a po lądowaniu wysłał jej kilka półparad i w lekkim przytrzymaniu doprowadził ją do zeskoku. Tam zachęcił ją łydką do zejścia w dół, a potem spokojniejszy galop do trzynastki. Była ona po prostej od poprzedniej przeszkody i w krótkiej odległości, więc nie rozpędzali się właśnie z tego powodu. Domek podobnie jak dwa poprzednie pokonany został dobrze i bez większych zgrzytów. Po lądowaniu za nim zostały im już tylko dwie przeszkody i zakończą trasę. Kolejno do 14 i potem do 15 podniósł klacz, osadzając nieco bardziej na zadzie i skupiając na sobie za pomocą półparad. Tak doprowadził dwa razy do miejsca wybicia, by podyktować je łydką i zgrać się z jej ruchem w locie. Między przeszkodami natomiast nie rozpędzał jej w dystansie, bo nie był to spory kawałek terenu między nimi i nie chciał ryzykować wpadką. Potem już dojechanie do mety, a za nią stopniowe zwolnienie do stępa przez kłus. Wkrótce potem trafili do stajni.

Unbridled Life - 2018-03-30, 20:53

PRÓBA TERERENOWA


Drugiego dnia zawodów czekałą ich próba terenowa. Unbridled byłą jedynie trochę spokojniejsza niż przed próą ujeżdżeniową, któ®a nie wyszłą im najlepiej. Gdy Alexander stanąłprzed jej boksem przywitałą się z nim zaczepnie, chociaż w przyjacielski sposób i dała wyciągnąć z boksu na myjkę, gdzie Amerykanin ponownie zadbał o to by lśniłą czystością, a także osiodłał ją, tym razem w sprzęt dostoosowany do próby terenowej. Potem ruszyli na rozprężalnię, gdzie rozgrzali się w każdym chodzie, pokonali kilka przeszkód i pozostało im kręcić się po obiekcie w stępie na lużnej wodzy, oczekując na wywołanie.

Po wywołaniu ich Alexander poprosiłją o kłus, którym poprowadził ją na linię startu w wypracowanym ustawieniu. Klacz strzygła uszami zaciekawiona, ale ogólnie póki co mniej musiał z nią walczyć. Wszystko przed nimi, ale oby podczas crossu poszło im lepiej niż poprzedniego dnia. Po sygnale do startu otrzymała wypchnięcie do galopu, do którego płynnie i ochoczo przeszła, następnie dogadali się do aktywnego i równego tempa, tak aby nie przesadzić i rozłożyć odpowiednio siły. Pierwsza przeszkoda była niedaleko. Dojeżdżając do niej mężczyzna lekko ją podniósł, pokazując przeszkodę, po czym zamknął ją w pomocach, wyznaczając miejsce do wybicia. Te pomoce z pewnością jej się przydały, Siwa wybiła się we właściwym miejscu, zaprezentowała baskil ładnie układając się w skoku, w zgraniu z właścicielem. Po lądowaniu za jedynką zachowali jednostajne tempo, kierując się do kłodopodobnej przeszkody numer 2, do której Alexander poprowadził ją podobnie jak do pierwszej, zamykając ją w pomocach i doprowadzając pod przeszkodę, z dodaniem jej łydki do wybicia w odpowiednim punkcie, co Unbridled też zrobiła, unosząc najpierw przód, potem tyły. Pokonała dwójkę z niewielkim zapasem, po czym podjęli tempo sprzed przeszkody. Podjęła galop kawałek po prostej, po czym odbili do trzeciej przeszkody. Pomyślnie dojechali pod trójkę, z której pokonaniem nie mieli żadnych trudności, Niemce udało się przelecieć nad „okserem“ w ładnym stylu. Teraz czekał ich nieco dłuższy najazd na czwartą przeszkodę. Po obszernym zakręcie ruszyli na przeszkodę wyglądającą jak murek. Wine naprostował ją do ów murku, pokazał jej przeszkodę i doprowadził do niej w zamkniętych pomocach, by znaleźć jak najlepszy moment do wybicia. Zarówno najazd jak i skok wyszły im bardzo dobrze, co skwitowała zadowolonym parsknięciem.
Po lądowaniu pogalopowała dalej, utrzymując dotychczasowe tempo, potem odbiłą na zakręt, kierując się na pierwszy człon szeregu 5ab. Alexander naprostował ją do przeszkody, usiadł w siodło i zamknął ją w pomocach, podnosząc do przeszkody. Na czterolatce przeszkoda nie wywarłą żadnego szczególnego wrażenia, idąc za intucją i łydką od człowieka wybiłą się dynamicznie we wskaznym miejscu, wszystko wskazywało na to, że spokojnie i bez trudności pokonając człon, kiedy Alex spóżniłsię z wyjściem za nią do półsiadu, przez co po wylądowaniu Life miała problem ze znalezieniem równowagi, więc musieli o nią powalczyć w krótkim dystansie do wody. Udało im się jednak opanować i zostać w równowadze, nie zaliczając żadnej nieprzyjemnej wywrotki, która zakończyłaby ten przejazd. Pomimo początkowego niepokoju klacz przegalopowała do wodę, a jeździec zaczął ją szykować już do szóstej przeszkody, którą po chwili udało im się pomyślnie przeskoczyć. Po lądowaniu chętnie nieco przyspieszyła, kierując się na siódmą przeszkodę po lekkim łuku, po czym na kilka metrów przed nią naprostowali na jej środek, mężczyzna zamknął ją w pomocach i odesłał do skoku we właściwym miejscu. Siwa pomyślnie się wybiła, prezentując niezły baskil i zgranie z jeźdźcem, a po lądowaniu pogalopowali ku szeregowi 8ab, tym razem nie rozpędzając się za bardzo. Najazd do członu a obył się bez żadnych niemiłych wydarzeń i po chwili klacz zostawiła go za sobą, ruszając na człon b. Po drodze Alexander posłał jej kilka półparad, po czym ją przytrzymał, co wystarczyło aby bez oporów wskoczyła na wzniesienie i nic teoretycznie nie stało na ich drodze do dziewiątki. Po drodze ponownie otrzymała kilka półparad, po czym Alex osadził ją bardziej na zadzie, doprowadzając do ósemki w zamkniętych pomocach i odsyłając do skoku. Niemka prawidłowo zareagowała na jego pomoce, odrywając od ziemi przody, potem tyły i prawidłowo układając się nad przeszkodą. Po lądowaniu korzystając z okazji ochoczo przyspieszyła w galopie, podążając do dziesiątej przeszkody, która swym wyglądem nie przekonała Didle do siebie. Poczęła parskać nerwowo i strzyc uszami, co zakończyło się tym, że odmówiła skoku gwałtownie hamując przed przeszkodą. Alex ją wycofał i przez kłus wrócili do galopu, po czym ponownie nakierował go na dziesiątkę, z czego nie była zadowolona. Tym razem obrali aktywne, ale rozsądniejsze tempo, Alexander podniósł ją do przeszkody i solidnie zamknął w pomocach, dzięki czemu za drugim razem nie wyłamała przeszkody i chcąc nie chcąc pokonała ją.
Po lądowaniu za dziesiątką, pogalopowała na kolejną z przeszkód, zostając w stałym tempie, po czym wybiła się energicznie w wyznaczonym tempie, pokonując na czysto i tą przeszkodę. Tym razem drugie podejście nie było potrzebne. Pogalopowali następnie po łuku na szereg 12ab, energicznym tempem. Człon a znowu wyglądał jak domek, ale czterolatce nie był już straszny, doprowadzona pod przeszkodę i odesłana do skoku, na czysto i w ładnym stylu przeskoczyła i tą przeszkodę. Następnie otrzymała kilka półparad i znowu została przytrzymana, po czym dwudziestoośmiolatek zachęcił ją do zeskoku i nieco spokojniejszym tempem udali się do trzynastki, która leżała po prostej, w niedużej odległości i była dość podobna do poprzednich przeszkód, więc nie sprawiła im kłopotu. Klacz przeskoczyła ją i ruszyli dalej, na czternastą przeszkodę, gdzie Alex posłał jej półparady i osadził bardziej na zadzie, po czym odesłał do skoku. Siwa wybiła się dynamicznie i w dobrym stylu pokonała tą przeszkodę. Do piętnastej przeszkody właściciel przygotował ją w podobny sposób, również osadzając bardziej na zadzie, co zaowocowało kolejnym udanym skokiem, chociaż oczywiście odmowa na dziesiątce byłą ujmą dla ich próby. Utrzymała tempo galopu do minięcia celownika, potem zwolnili przez kłus do stępa, wrócili na rozprężanie. Tam się rozstępowali i Alexander odprowadził Unbridled do stajni.

zt

Alexander - 2018-03-30, 21:04

PRÓBA SKOKOWA

Trzeci dzień zawodów WKKW Entry szybko nadszedł. Jak na razie całe zawody nie szły zbyt dobrze ani po ich myśli, ale może jeszcze im się poszczęści - może. Trzeciego dnia pojawił się pod stajnia, by przystąpić z klaczą do próby skokowej. Pojawił się szybko pod boksem klaczy, by się z nią przywitać i zabrać na myjkę. Tam ją oporządził i stamtąd wylądowali na rozprężalni, gdzie rozgrzali się we wszystkich trzech chodach i skoczyli kilka próbnych przeszkód. Po wszystkim czekali w stępie na wywołanie na parkur konkursowy.

Kiedy usłyszał że ich czas, pozbierał klacz do wcześniej wypracowanego ustawienie i w stępie skierował w tamtą stronę. Pokazał jej co trudniejsze przeszkody, by w końcu zatrzymać pod budką sędziowską. Tam ukłonił się w kierunku jury, by zaraz przejść z siwą do kłusa. Po kilku foule poprosił ją o galop na lewą nogę, przechodząc od razu do półsiadu. Pojechali koło przeszkody numer sześć i za siódemką, by blisko ściany najechać na pierwszą stacjonatę rozpoczynającą parkur. Jeszcze w zakręcie siadł w siodło, regulując tempo i prostując zaraz klacz do 1. Zamknął ją wtedy w korytarzu z pomocy i doprowadził do miejsca wybicia, gdzie łydką odesłał ją do skoku nad przeszkodę. Podążając za jej ruchem przeszedł do półsiadu i oddał jej wodzę, by podczas lądowania wrócić w siodło. Po wylądowaniu w nim pozostał, by zachować pełną kontrolę nad klaczą w dojeździe do dwójki która stała po prostej od pierwszej przeszkody. Podniósł klacz osadzając ją na zadzie i unosząc na przodach, by doprowadzić ją kolejno do miejsca wybicia. Tam odesłał ją ponownie do skoku, zgrywając się z jej ruchem w locie. Lądowanie na lewo, by pojechać obszernym zakrętem za dziewiątką do na trójkę która była stacjonatą. Udało im się poprawnie dojechać i pokonać ją na czysto, a podczas lądowaniu dociążył prawą stronę siodła. Po lądowaniu pojechali kilka foule na wprost, by zakręcić w ową stronę na którą wylądowali na okser numer cztery. Pojechali łagodnym łukiem, nie skracając sobie drogi do przeszkody. Jeszcze w zakręcie podniósł ją ponownie do przeszkody, zamykając w korytarzu z pomocy i doprowadzając do miejsca wybicia. Tam odesłał ją łydką do skoku, by przefrunąć na czysto nad przeszkodą. Lądowanie na prawo nadal pozostawało, a teraz czekał ich do pokonania szereg 5ab. Alex był ostrożny i rozważny w najeździe do niego, nie chcąc mieć wpadki i skutków nie pożądanych w postaci punktów karnych. Obszernym łukiem wyjechali za siódemkę na pierwszy człon, gdzie Alex jeszcze w zakręcie podniósł ją do przeszkody i pokazał dwu członowy szereg. Jednak skupił ją na sobie za pomocą półparad, by wybrać dalsze miejsce do wybicia i w nim wyjście do skoku nastąpiło. Lądowanie wyszło bliżej nastąpiło za przeszkodą, więc mieli więcej miejsca do oddania skoku nad drugim członem. Po lądowaniu jednak za pierwszym podniósł ją od razu i dopchnął do oksera 5b, gdzie po odesłaniu do skoku i zgrywając się z jej ruchem w locie. Lądowanie na lewo przez zmianę pomocy i pokierowanie się na 6 przeszkodę. Pojechali obszernie przy przeszkodach 3 i 9, minimalnie dodając w tempie. Jeszcze w zakręcie z półsiadu siadł w siodło i wziął klacz na siebie, regulując tempo w najeździe. Zamknął ją w pomocach i doprowadził tak do miejsca wybicia, a po pokonaniu tej przeszkody i wylądowaniu skupili się już na przeszkodzie numer 7. Lądowanie wypadło na lewo, a po lądowaniu pojechali na stacjonatę po lekkim łuku. Szybki lot nad nią i lądowanie na lewo, by po szerokim łuku pojechać za czwórką na ósemkę. Ta przeszkoda również nie sprawiła im problemów, dlatego po lądowaniu na prawo i najechaniu po szerokim łuku wyjechali na prostą do oksera kończącego parkur. Naprostował ją do niego, zamknął w pomocach i podniósł do przeszkody. Po doprowadzeniu do miejsca wybicia odesłał ją w nim do skoku, przechodząc do półsiadu i oddając jej stosowną ilość wodzy do skoku. Po lądowaniu popędził ją do celowników, by po ich przekroczeniu zwolnić klacz do stępa przez kłus. Po wszystkim i po jakimś czasie trafili do stajni.

Stranger Thing - 2018-03-30, 22:04

PRÓBA UJEŻDŻENIOWA


Stranger Thing istotnie mógł intrygować zarówno swoim wyglądem jak i charakterem. Wprawdzie nie był najgrzeczniejszym koniem, na którego można byłoby się zdecydować na wypróbowanie w zawodach, ale nie był też istnym diabłem.. kiedy akurat miał dobry nastrój. James natrafił akurat na połowiczne znudzenie i ignorancję, ale stan ten był i tak dużo lepszy niż całkowite pobudzenie. Można było więc dziękować losowi, że właśnie tak ubrał ten dzień dla ciapka. Podczas rozgrzewki na rozprężalni Stranger niczym się właściwie nie wyróżniał, oprócz tego, że na początku poruszania się wyższymi chodami wyraźnie ciągnęło go do przodu. Jego zapał szybko jednak został ostudzony przez spadek kondycji, a tym samym brak ochoty na tego typu zabawy. Nie wiedział wprawdzie ile jeszcze dziś przed nim, ale dość szybko wyluzował i zaczął jako-taką współpracę z jeźdźcem. Jego problemem niestety było także to, że zaprzestano z ogierem regularnej pracy, toteż jego umiejętności i chęć starania się póki co zanikła... co z pewnością odbije się na wynikach taranta.
Podczas wprowadzania go na wszelkie wyginające ćwiczenia ogier z początku był spięty i wykonywał ćwiczenia bardzo kwadratowo, cały czas przy tym głośno prychając. Dopiero z czasem, do znudzenia powtarzając te same ćwiczenia oraz przejścia, zaczął rozluźniać swoje ciało. Mimo, że nadal niezbyt zadowolony, zaczął prezentować się nieco ładniej. Jego sylwetka uległa zaokrągleniu, a on sam stał się bardziej podatny na wszelkie sugestie kierowane ze strony jeźdźca. Wkrótce obaj udali się na czworobok.
Poproszony o zakłusowanie chętnie wszedł w wyższy chód i dostosował się do narzuconych przez jeźdźca wymogów. Poruszał się w ustawieniu, w kontakcie z ręką jeźdźca i raz po raz łypał okiem na boki, jakby bacznie rozglądając się po, nie do końca sobie znanym, otoczeniu.
Szedł dzielnie wzdłuż linii czworoboku, zakręcając po wyjechaniu za jego krawędź i wchodząc na czworobok. Ograniczony przez jeźdźca nie spływał na żadną ze stron, ani nie wężykowął, idąc prosto przed siebie, w jednakowym tempie. Nastawił uszy przed literką X, kiedy jeździec przesłał mu półparady, a w odpowiednim miejscu zatrzymał się, ustawiając przy tym nogi we w miarę równych liniach. Po chwili, w której jeździec robił coś na jego grzbiecie, ponownie ruszył kłusem, choć prawdopodobnie wplótł w to odrobinkę stępa.
W C wraz z jeźdźcem skręcił w prawo, korzystając z oferowanych mu do tego pomocy, a następnie wjechał na serpentynę o jednym brzuszku. Nadal szedł nieco kwadratowo, choć nie było tak źle jak podczas rozgrzewki. Wpisywał się w zakręt i zginał delikatnie do wewnątrz, choć z pewnością nie był to taki obrazek, jaki chcieli oglądać sędziowie. Po powrocie na długą ścianę chętnie zagalopował, z początku trochę pędząc przed siebie, ale szybko wyciszając się pod względem działań jeźdźca. Następnie wprowadzony na koło, ponownie wyginał się pod względem pomocy James’a i choć aktywizowany do galopu pod górkę odrobinę się pogubił, to ostatecznie udało im się wykonać figurę, a ogier wyszedł z niej bez szwanku, głównie opierając się w łydkach jak i na zewnętrznej wodzy jeźdźca.
Chętnie wyprostował się zaraz po powrocie na ścianie, a tam już poczuł kolejne zwrócenie uwagi płynące od jeźdźca, które wkrótce przeistoczyło się w płynne przejście do kłusa. Był on stale aktywny, bo ogier był wyraźnie pobudzony wcześniejszym galopem, ale nie tak, by nie dało się tego wysiedzieć. W kilka sekund później z pewnością zgrał się z Levrullem i już teraz poruszali się w kompromisowym tempie. W literce B ogier ponownie znalazł się na kole w środku czworoboku, a tam poczuł przesuwające się w jego pysku wędzidło. Stopniowo obniżał swoją szyję, wysuwając ją także odrobinę do przodu i przemielił metal w pysku, starając się przy tym także odpowiednio przebierać nogami. Jeździec bardzo pomagał mu we wpisaniu sylwetki w łuki i poruszaniu się po odpowiednim kształcie figury.
Przy zakończeniu koła zaczął podnosić z powrotem szyję ku górze i wrócił do wyprostowania, by w chwilę później przygotować się do przejścia w stęp. Do aktywnego tempa nie trzeba było go wcale zachęcać, bo ogier odpowiednio zachęcony był wcześniejszym podążaniem w kłusie i galopie, toteż teraz myślał wyłącznie o przejściu na wyżsże obroty. To z kolei sprawiło, że jego stęp był nieco niedbały, ale nie na tyle, żeby nie można go było opanować czy zaliczyć do poprawnych. Po przejściu przez narożnik wszedł na przekątną czworoboku, gdzie prowadzony przez jeźdźca na poprawnych pomocach, starał się nie wężykować i nie zbaczać z trasy przejazdu. Wyczuwszy nowe komendy, które dobiegały go ze strony jeźdźca, przeszedł do stępa swobodnego, co jawiło się w głębszym wsuwaniem nóg pod kłodę oraz przekraczaniem swoich śladów, a także wydłużeniem sylwetki. Obniżył odrobinę swój łeb i podążał w ten sposób do końca przekątnej, dopiero w tamtym miejscu ponownie przechodząc do stępa pośredniego, a następnie do kłusa, w wybranym przez James’a miejscu. Ponownie z przejściem do wyższego chodu nie było żadnego problemu, a samo ono było dość płynne i przyjemne dla oka. Serpentynę wykonał niemal z taką samą poprawnością jak za pierwszym razem, nie do końca ładnie wpisując się w jej łuk – zdecydowanie trzeba byłoby z nim nad tym popracować, ale też nie było na tyle kwadratowe by uniemożliwiało dalsze poruszanie się naprzód. Po powrocie na długą ścianę ponownie zagalopował, aby w chwilę później wejść na koło o średnicy dwudziestu metrów. Tutaj ponownie występowały delikatne problemy z wycięgiem, ale ogier szedł niezmiennym tempem, chętnie prąc naprzód i korzystając z łydek jeźdźca, które ładnie trzymały go w ryzach, łącząc się w tym wszystkim z działaniem rąk Levrulla.
Po zamknięciu koła ponownie przygotował się do nadchodzącej zmiany by wraz z kolejnym sygnałem jeźdźca, gładko przejść do kłusa roboczego. W tym przemaszerował aż do literki E, w której został skierowany ku środkowi czworoboku, aby następnie w B zmienić kierunek jazdy. Już teraz czekało go wyłącznie przejechanie przez narożnik i na linię środkową, gdzie ponownie korzystał z pomocy jeźdźca, prąc przed siebie po równej linii, z której starał się nie spływać nawet małym kroczkiem. Postawił uszy na sztorc, otrzymując kolejne sygnały do skupienia, a wkrótce zatrzymał się ładnie, mieląc przy tym w pysku wędzidło. Po wykonanym przez jeźdźca ukłonie chętnie przyjął dłuższą wodzę i wyciągnął się do dołu, leniwym krokiem schodząc z czworoboku. W trakcie rozstępowania poruszał się niczym żółw, wyraźnie okazując w ten sposób brak kondycji, która tak go zmęczyła, że poruszał się wyłącznie na oparach energii. Szybko musiał coś zjeść!
Wkrótce wraz z jeźdźcem udał się do stajni.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group