To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Orchard Stable
Najlepsze jeździeckie forum PBF!

Hala - Hala rekreacyjna

Tate - 2019-02-09, 17:34

Lucas napisał/a:
....


- Hej, Tate. - Rzuciła, podjeżdżając do mężczyzny, obdarzając go szerokim uśmiechem. Pogłaskała wtedy także Fallinga, pozwalając mu na chwilę odetchnienia.
- Przeszliśmy do rozgrzewki w galopie. No próbowaliśmy się jakoś rozbudzić, ale Falling nie jest do tego skory.- Odparła na jego pytanie, zaraz zaś uśmiechnęła się lekko, gładząc ogiera po szyi.

Lucas - 2019-02-09, 18:13

Lucas uśmiechnął się tylko i zaczął rozglądać się za drążkami.
- Zaraz go obudzimy - puścił Tate oczko - Rozgalopujcie się na drugą stronę - poprosił po chwili, maszerując już w kierunku jakiejś przeszkody z zamysłem jej rozbrojenia.
Ustawił na środku hali kwadrat z drążków, chcąc póki co sprawdzić jak Tate dogaduje się ze swoim rumakiem i gdzie leży rzeczywisty problem, o ile takowy był.
Gdy para była gotowa, podszedł trochę bliżej i zaczął tłumaczyć główny zamysł ćwiczenia, które ogólnie prezentowało się TAK.
- Zagalopuj i pojedź sobie to w ramach ósemki. Najpierw te dwa drążki, a potem te z od tej strony - zaczął objaśniać, gestykulując przy tym rękoma, co by dziewczyna nie miała problemu ze zrozumieniem go. Przypomniał jeszcze o stałym, energicznym tempie i zmianie nogi, co w tym przypadku nie było trudne, bo para z każdym najazdem miała na to dwie szanse.

Nearly Perfect - 2019-02-10, 14:20

Caroline Hathaway napisał/a:
…


To prawda, że konie generalnie bywają płochliwe, ale to też nie całkiem tak, że jej tendencji do płoszenia się nie dało się zmniejszyć, bo zniwelować pewnie nie. Grunt w tym, żeby te jej tendencje nie zwiększały się, a pozostawały na tym samym poziomie, chociaż oczywiście idealnie byłoby, gdyby się zmniejszały. Perfect nadal dość spokojnie, ale przy tym aktywnie stępowała po hali, zmieniając kierunki zgodnie z zamysłem właścicielki, na razie nie znajdując wokół żadnych powodów, aby się właśnie na przykład spłoszyć. Po kilku minutach porządnego rozstępowania klacz bez problemu i nawet chętnie się zaangażowała, podstawiając przy tym nieco zad pod kłodę. Jej stęp pozostał aktywny, a jeśli przyspieszyła, to nieznacznie Chęci do pracy jej nie brakowało, co objawiło się też w tym, że chętnie skręciła na sporą woltę, starając się właściwo wyginać od jej łydki i wpisać w rysunek figury. Tak więc chęci i zaangażowania jej nie brakowało, natomiast gimnastyki owszem, ponieważ na pierwszej wolcie nieco odstawała, nie było to jednak coś czym trzeba byłoby się martwić i czego nie załatwiłaby praca na kolejnych figurach. Tak też zrobiła Caroline i kasztanka miała okazję się poprawić na dwóch kolejnych woltach, już z późniejszym wężykiem nie mając kłopotów. Kontynuowały wykręcanie figur też na drugą stronę, przy czym selle coraz lepiej radziła sobie z właściwym zgięciem nawet na mniejszych woltach, stopniowo wracając do takiej formy, na jaką mogła sobie w tej chwili pozwolić, w miarę trwania rozgrzewki. Kilka metrów po zjechaniu pod ścianę z kolejnej figury dostała sygnały do kłusa, płynnie i od razu energicznie wchodząc w kłus, przy tym jednak pozostała w tempie, które powinno być satysfakcjonujące dla nich obu i nie wymagało wiele korekt ze strony Caroline.

Charlotte - 2019-02-11, 13:32

King Dice napisał/a:
Charlotte napisał/a:
...



Kiedy się zatrzymał stwierdziła, że to koniec. Zdecydowanie. Przetrzymała ogiera na kontakcie i spokojnie pchnęła do do stępa miednicą, przetrzymując się kolanami, w razie gdyby chciał gdzieś uciec w kosmos czy coś. Pozwoliła mu postępować na spokojnie, stwierdzając, ze takie lekkie skoki mogą jej pozwolić na zapoznanie sie z ogierem, jemu z nią a na poważny trening pójdą, gdy będzie przygotowana na to mentalnie.
Mimo to pozwoliła sobie na jeszcze kilka skoków, tym samym poprosiła ogiera do galopu wypchnięciem z miednicy i łydką, by następnie poprowadzić ogiera na jedną ze stacjonat. Przed nią rzuciła ogierowi półparadę, mocniej łapiąc się kolanami, by w odpowiednim przejść w półsiad i wypchnąć ogiera do skoku. Bała się trochę skoków po jego ''drobnym wybryku'' lecz wiedziała, że jedyną opcją na pokonanie lęku były treningi, treningi i treningi. Jest trenerem personalnym, no błagam.
Po stacjonacie skłoniła ogiera do wylądowania na lewą nogę, kierując go tym samym na mały krzyżak i kolejną stacjonatę, który nie był problematyczny... do czasu. Przez złe nakierowanie przed samą stacjonatą ogier wyhamował, zaś Lottie poleciała przez szyję. Jedyne co zdążyła pomyśleć, to ''trzymaj wodze'' i tak tez się stało. Zawisła na szyi ogiera, który zaczął się wycofywać, tym samym zaś spadła na nogi na ziemię, zatrzymując go silnym szarpnięciem wodzy. Emocje wzrosły do maksimum, rozsądek do minimum, ale mimo to udało jej się zatrzymać ogiera i na drżących nogach wyprowadzić go w stronę stajni. zt

King Dice - 2019-02-11, 18:14

Ogier po tym wszystkim delikatnie się zdziwił, że Lottie odpuściła i jedynie nakazała przejście do stępa. Czuł także, że w jakiś sposób ją złamał, wyczuwając, że przez ten wybryk uniknął dalszej pracy. Stępował w miarę spokojnie, korzystając z tej chwili jak ze zwyczajnej przerwy, czasami jeszcze bijąc w wędziło.
Chcąc sprawdzić jeźdźca, z początku nie reagował na jej pomoce, jedynie przyspieszając. Po krótkiej chwili zrozumiał jednak, że w tej kwestii mu nie odpuści, więc przeszedł do galopu, akcentując to małym baranem. W odpowiednim tempie skierował się na stacjonatę, a zamknięty w korytarzu pomocy śmiało podszedł do skoku, który wyszedł mu w miarę dobrze. Wylądował miękko na lewą nogę wedle jej wskazówek i kontynuował galop w kierunku krzyżaka, po drodze nie sprawiając jej w prowadzeniu większych problemów. Zostawił go za sobą, podbijając dupką i galopując do jak się okazało, ostatniej stacjonaty. Charlotte obrała najazd pod złym kątem, co zdecydowanie nie pasowało Kingowi, który z małym bagażem doświadczeń jeszcze nie wiedział jak ratować się z takich opresji. Zarył więc zadnimi nogami w podłożu, automatycznie obniżając szyję, co nie polepszało sytuacji właścicielki. Czując jej ciężar na szyi, zaczął się wycofywać, do czasu jak zeszła i szarpnęła wodzami. Podrzucił niezadowolony łbem, błyskając białkami ślep, ale ostatecznie się zatrzymując . Wyszedł u jej boku, również tym wszystkim nieco poddenerwowany.

Tate - 2019-02-12, 12:44

Przytaknęła i uśmiechnęła się szerzej, zaraz zaś przybierając pokerface, by wykręcić Fallingiem lekki łuk w lewo, w kierunku ściany, coby dodać mu łydkę i wykonać ruch z miednicy, prosząc o zagalopowanie na lewą nogę. Poprowadziła go wpierw wzdłuż ścian, trzymając w łydkach aby szedł po równej linii, przy czym dosiadem skłaniała do utrzymania tempa, gdy przygadał z nudów. Po połowie ściany w narożniku zjechała na przekątną, z niej zaś na mniej lub bardziej regularne koło w lewo, znów wracając na ścianę. Na łukach pilnowała się odpowiedniego ruchu ciała z pomocą łydek i wodzy, które blokowały nadmierne zginanie szyi. Jeśli ogier przygadał rzucała mu półparadę i zmieniając figurę.
Następnie podjechała do Lucasa i obserwując uważnie wszystko co pokazywał i tłumaczył przytaknęła, zbierając ponownie wodze Fallinga, prosząc go o przejście do galopu na lewą nogę, by zacząć rysować ósemkę od krótkiej ściany, właściwie jej połowy. Spróbowała zarzucić w miarę aktywne tempo, kontrolując wewnętrzną łydką zarys łuku, zewnętrzną to, by nie tracił zadu, zaś wodze przybierały odpowiedni kształt szyi. Na foulę przed drągiem przesunęła lekko łydki, wyrównując tym samym ciało ogiera, aby dodać je delikatnie przesunąć wodze wzdłuż szyi. Następnie przetrzymała go w szeregu pomocy, by nie uciekł przed kolejnym drągiem i dodała podobne pomoce, przy okazji skłaniając do zmiany nogi na prawą. Następnie już z dobrą nogą pokonała kolejny łuk, tracąc trochę na stałości tempa, skupiając się na ładnym zaokrągleniu ogiera, tym samym Lucas musiał ją upominać, ale to chyba na tym polegało i wręcz odbierała to bardzo pozytywnie.
Przed kolejną parą dragów ponownie wyprostowała ogiera na foulę przed przeszkódką, w odpowiednim miejscu dodając łydkę, przenosząc lekko ciężar ciała do przodu i pozwalając mu wyciągnąć szyję, by subtelnie zebrać wodze, dodać aktywizującą łydkę i skłonić do pokonania kolejnego drąga, na którym nastąpiła zmiana nogi na lewą.

Nadya - 2019-02-12, 18:26

Ukryj: 
Jim Beam Rye napisał/a:
W odpowiedzi na półparady coraz chętniej i częściej przeżuwałem wędzidło, tym samym stając się coraz lżejszym i bardziej plastycznym w pysku. Nadya musiała jednak zwrócić uwagę na to, by przy tym wszystkim porządnie dojechać mnie łydką, bo tak samemu z siebie, to nie bardzo mi się chciało angażować zad. W rezultacie moja sylwetka była dość rozwleczona i chociaż wartko przebierałem nogami, to od pracy zadu można by oczekiwać jednak więcej.
Częsta jazda po kołach zaczęła przynosić oczekiwany skutek, a mianowicie stawałem się coraz luźniejszy, a mój ruch swobodniejszy, szczególnie jeśli chodzi o zakres ruchu w łopatkach czy o pracę grzbietu. Mimo to jazda po ciaśniejszych woltach wymagała od Nadyi używania wyraźniejszych pomocy, jeśli chciała, by zadanie zostało wykonane poprawnie; dopiero na taką wyraźną prośbę odpowiadałem tak, jak powinno to wyglądać, zwyczajnie nie mogąc się rozluźnić w 100% na pstryknięcie palcem.
Liczne przejścia zauważalnie wpłynęły na szybkość, z jaką odpowiadałem na poszczególne sygnały, a także na zad, którego siłą rzeczy zacząłem efektowniej używać, wreszcie odnajdując właściwy środek równowagi. Był to jednak chwilowy postęp, bowiem jak na konia byłem dosyć cwany i nie lubiłem się przemęczać, od zawsze będąc raczej koniem, który idealnie sprawdziłby się jako profesor czy koń rodzinny, aniżeli krewkim sportowcem. Dlatego gdy podczas zagalopowania Nadya przesunęła nadgarstki do przodu, moja równowaga znowu się rozsypała - przeniosła się na. przód ciała, w czego efekcie galop był ciężki i płaski. Potrzebowałem bardzo stabilnego kontaktu z ręką, więc gdy go niespodziewanie traciłem podczas przejść, od razu było to widać. Mimo to galopowałem, nie za szybko, bo w przeciwieństwie do otwartego terenu, hala nie wyzwalała we mnie dzikich pokładów energii, zwłaszcza tak mała, jak ta. Kondycję miałem dobrą, pomimo spadku formy, więc kręcenie "kilometrów" po hali nie było dla mnie szczególnie męczące, za to trochę monotonne. Same półparady nie miały większego wpływu na to, że galopowałem nijako, czasem tylko zwracałem uszy ku Nadyi i dalej "patatajałem" bez większego celu. W rezultacie wykonywane w galopie koła nie były wybitnej jakości, podobnie jak lotne podczas zmian kierunku (?), ale już kolejne zagalopowania, podczas przejść, były trochę lepsze, pod warunkiem, że amazonka nie bała się konkretnie wsiąść w siodło i utrzymywała wyraźny kontakt z pyskiem. Musiała uświadomić sobie przede wszystkim to, że byłem duży i ciężki, i nie wszystko chciałem robić od samego proszenia, co nie oznacza, że nasze relacje wymagały diametralnej zmiany. Po prostu odrobiny więcej stanowczości.



Podczas tej ich wstępnej rozgrzewki wychodziły pewne niedociągnięcia, które Nadya starannie notowała sobie w głowie, aby wiedzieć nad czym trzeba popracować, z resztą próbowała to robić od razu, gdy tylko na takie niedociągnięcia napotykali, wiedząc, że wynikały również z jej błędów. Po takiej niezbyt długiej rozgrzewce w galopie zwolnili stopniowo do kłusa, a następnie do stępa. Miała to być chwila odpoczynku przed dalszą, intensywniejszą częścią treningu. Przy tym jednak od razu po zwolnieniu do stępa Nadya zaznaczyła mu wyraźnie, że oczekuje aktywnego stępa, co chyba powinno być Jimowi na rękę. Podczas tego krótkiego "zwolnienia obrotów" w stępie starała się też aby przez ten czas ogier był chociaż w pewnym stopniu zaangażowany i skoncentrowany na tym co trzeba, o co też dbałą posyłając mu czasem półparady. Też jednak nie dopuściłaby do sytuacji, w której ogier zanudziłby się tą chwilą odpoczynku, z resztą wkrótce najpierw posłała mu półparadę, następnie siedząc głęboko w siodle, tak aby mieć nad nim nieco więcej kontroli dodała mu obie łydki i lekkie wypchnięcie z bioder do kłusa, z zachowaniem pewnego, regularnego kontaktu. Jak zwykle po przejściu do kłusa roboczego, w którym na razie pozostała w pełnym siadzie najpierw skupiła się na wypracowaniu tempa, które odpowiadałoby im obu, powoli też jednak zaczęła mu sygnalizować, aby zwrócił uwagę na to, co dotąd było tylko ozdobą i wcześniej starała się raczej, aby się na nich nie skupiał. Na razie były to dwa zestawy drągów na kłus właśnie. Po pokonaniu połowy okrążenia skierowali się najpierw na pierwszy, wcale nie taki skomplikowany zestaw. Były to cztery drągi leżące płasko na ziemi, w naturalnej od siebie odległości, z którą Jim nie powinien mieć nawet tycich trudności, przynajmniej w założeniu. Najpierw zaczęła anglezować bez problemu znajdując właściwy rytm, przy tym starając się o zachowanie wypracowanego wcześniej aktywnego, ale równego tempa, prowadząc oldenburga prosto na pierwszy z drągów, tak aby przejechali przez ich środek, wzrokiem "celując" również w takim kierunku. Po przejechaniu przez drągi nadal anglezując zwróciła jego uwagę na drugi zestaw, który wyglądał już jednak nieco inaczej, były to naprzemiennie podwyższone drągi, a prezentowały się tak. Przed najechaniem na nie wysłała mu jeszcze półparadę, po czym ponownie skierowała go po linii prostej, najeżdżając na środek pierwszego z drągów. Po ich pokonaniu pochwaliła go krótko, po czym odjeżdżając kawałek naprowadziła go z powrotem na dopiero co pokonany zestaw, tak aby przejechać przez ustawione drągi również z drugiej strony, zachowując dotychczasowe, stanowcze pomoce i czujność względem jego tempa, siadając znowu w siodło, gdy zostawili za sobą oba zestawy i wrócili pod ścianę. Przejechali pod krótką ścianą, po czym znajdując się chwilę później pod długą Jim otrzymał półparadę, a następnie Nadya zabrała go spod ściany na większe koło. Tak jak zwykle wyginała go od wewnętrznej, wyważonej łydki, zewnętrzną, cofniętą nieco za popręg pilnowała jego zadu, wewnętrzną wodzą pilnowała miękkiego ustawienia do wewnątrz, a zewnętrzną ograniczała wypadanie łopatką i nadmierne zgięcie, przy tym uparcie starając się o aktywne, ale równe tempo. Przy tym jednak gdy rozpoczęli wykręcanie figury Nadya weszła z nim na mocniejszy kontakt i zamknęła solidnie w łydkach, motywując go do oparcia się na wędzidle. Następnie zaczęła powoli oddawać mu wodze, zachęcając go, aby poszedł w dół za wędzidłem, obniżając szyję. Cały czas na kole podczas żucia z ręki pilnowała go w tym równym tempie, by przed zamknięciem figury stopniowo zebrać wodzie i wrócić do poprzedniego ustawienia. Jeszcze pod tą ścianą, le nieco dalej po przygotowaniu go do tego cofnęła zewnętrzną łydkę nieco za popręg, dodała obie do jego boków, wypychając go z bioder do galopu, od razu skupiając się na optymalnym tempie, na które przeznaczyła pół okrążenia i tym razem jednak powoli zwracając uwagę Jima na ustawione przeszkody.


/z góry przepraszam, że ten post to taka kupa i że musiałaś na nią tyle czekać, ale musiałam go pisać od nowa, czego szczerze nie znoszę :oops:

Falling Away - 2019-02-12, 20:51

Na pojawienie się na hali Lucasa początkowo nie zwrócił najmniejszej uwagi, co jednak zmieniło się, kiedy do niego podjechali i Falling się zatrzymał, obrzucając jego osobę już uważniejszym wzrokiem i cichym parsknięciem, jakby pytał "a ktoś ty?". Ten krótki odpoczynek zniósł nawet dobrze, rozluźniając się bardziej niż jeszcze przed chwilą, gdy byli w ruchu, nie zdając sobie sprawy, że w rozmowie z Lucasem go obraża. Tadek, Tadek bo jak się rozbudzę, to pożałujesz.
Mimo wszystko ochoczo ruszył się z miejsca na lekki łuk w lewo, następnie nie bez chęci, ale z wdziękiem wskoczył w galop z lewej nogi, jednak świadectwem, że nie do końca jeszcze się obudził było to, że i tym razem nie usiłował dyktować mocniejszego tempa, dostosowując się na ogół do tego sugerowanego przez Tate, poza krótkimi momentami, w których nieznacznie zwalniał i ciut przysypiał, nie na tyle jednak, aby ignorować sygnały od Tate dlatego w okolicach połowy ściany, na której się poruszali odbił na przekątną, trzymając się przynajmniej linii prostej i mniej więcej aktywnego tempa, następnie po zejściu z przekątnej włożył dość starań, aby przy prawidłowym wyginaniu się od jej łydki wpisać się w rysunek figury. Po tym rozgalopowaniu znowu podjechali do mężczyzny i tym razem zatrzymanie przyjął z mniejszym entuzjazmem, ciut się wiercąc, gdy Tate i Lucas obgadywali sposób przejechania przez drągi. Po uzyskaniu porozumienia pomiędzy tą dwójką Falling znowu zagalopował z lewej nogi, aby dalej rozpocząć wyjeżdżanie ósemki spod krótkiej ściany, gdzie Tate odniosła zwycięstwo - ogier osiągnął pożądane tempo i ani nie próbował się wyrywać do przodu, ani zostawać w wolniejszym tempie, jak na razie wyjeżdżając ósemkę równym tempem, czy to jednak potrwa? Jak na razie również poprawnie i z pewnym zaangażowaniem wpisywał się w zarys figury. Kiedy jednak dostrzegł blisko drągi ożywił się, nieco przyspieszając - co w jego wypadku normalnie byłby to sukces. Przed drągami wcale nie próbował uciekać, ale przynajmniej przeszedł nad nimi, zamiast na przykład przeskakiwać, bezproblemowo zmieniając nogę na prawą przed następnym łukiem, gdzie ze stałością tempa było już nieco gorzej, chociaż poprzednie zaangażowanie nie zniknęło całkiem, co pozwoliło mu na przyzwoite zaokrąglenie. Kiedy przed nimi pojawiła się druga para drągów Falling podszedł do niej znowu aż nazbyt ochoczo, ale też można powiedzieć profesjonalnie, bez trudu przechodząc nad drągami ze zmianą nogi na lewą.

Naomi Eaton - 2019-02-13, 16:01

Długość wodzy była problemem, który ciągle wracał, podobnie jak oddawanie zewnętrznej wodzy. Także na to Naomi zwracała Lucii uwagę, ilekroć wodze nieświadomie wysuwały się spomiędzy jej palców i zaczynały radośnie dyndać przy szyi wałacha, któremu jednak zdawało się to nieszczególnie przeszkadzać. Blondynce przeszło przez myśl, że może powinna zasugerować ojcu dziewczynki zakup wodzy z kolorowymi stoperami, które ułatwiałyby jej zapamiętanie, w którym miejscu ma trzymać wodze, ale zaraz powróciła uwagą do tego, co działo się na hali.
Gdy haflinger-leniuszek ruszył wreszcie kłusem, Nao z uwagą spojrzała na Lucię, która w ogólnym rozrachunku radziła sobie całkiem dobrze.
- Wszystko pięknie, tylko ręce trochę niżej i kciuki do góry! - Przypomniała jej, jednocześnie podnosząc pierwszy z drągów, które zamierzała jakoś ułożyć na hali w ramach urozmaicenia. Gdy dziewczynka rozpoczęła drugie okrążenie, Naomi poprosiła ją o przejście do półsiadu, od razu zwracając uwagę na to, żeby nie wychylała się przesadnie do przodu. Po tym, jak pokonała długą ścianę, mogła wrócić do anglezowania, by już na początku długiej ściany ponownie zrobić półsiad, podczas gdy Biscotti dreptał w kółko. Na niego Naomi także miała oko, bo gdy zwalniał, prosiła Lucię, by obudziła go łydką, bądź sama cmoknięciem pobudzała wałaszka do żywszego kłusa. Po tym, jak dziewczynka zrobiła łącznie 3 okrążenia na lewo, Naomi poprosiła ją o zmianę kierunku z przejściem do stępa na przekątnej, a potem o ponowne zakłusowanie i powrót do ćwiczenia z jazdą w półsiadzie, na przemian ze zwykłym, anglezowanym kłusem.

Jim Beam Rye - 2019-02-15, 20:00

Po przejściu do stępa nie mogłem za bardzo mówić odpoczynku, przynajmniej ze swojej perspektywy, bowiem stały kontakt i powtarzające się półparady utrzymały mnie w rytmie pracy. Nie wyszedłem więc z dotychczasowego ustawienia i energicznie stępowałem przed siebie do momentu, aż Nadya dała mi łydkę do kłusa, na którą odpowiedziałem niezwłocznie, przechodząc do wyższego chodu. Po galopie poruszałem się znacznie lepiej, w tym sensie, że swobodniej, co było skutkiem rozgrzanych mięśni i stawów. Mój kłus automatycznie był lżejszy i luźniejszy, co na pewno przełożyło się też na wygodę, szczególnie podczas kłusa wysiadywanego, do którego przeszła Nadya na moment przed tym, jak pokazała mi pierwszy zestaw drągów. Gdy już szedłem na wprost "przeszkody", poruszyłem od niechcenia uchem, nie widząc w drągach niczego ciekawego, ani tym bardziej trudnego. Gdy leżały płasko na ziemi, praktycznie nie wymagały ode mnie zaangażowania, więc po prostu przez nie przeszedłem, po czym zwróciłem się ku kolejnym drążkom. Idąc na ich środek, przekrzywiłem lekko łeb, tak, jak robiłem to podczas najazdów na przeszkody, chcąc się dobrze przyjrzeć. Zmienna wysokość, na której stały drągi, wymagała ode mnie więcej uwagi, tym bardziej, że ciężko było mi niekiedy wychwycić takie różnice za sprawą słabego wzroku. Mimo to poradziłem sobie z tym zadaniem bardzo dobrze, po prostu trochę wyżej podnosząc nogi podczas pokonywania drążków i nie zmieniając tempa. Podobnie miała się sprawa przy kolejnym podejściu, po którym wróciłem kłusem na ścianę. Po przejściu kilkunastu metrów wzdłuż ściany, na długiej zszedłem na koło, które wskazała mi Nadya. Wygiąłem się wokół jej wewnętrznej łydki, tym samym wpisując się ciałem w łuk, co nie przeszkodziło mi w zachowaniu dotychczasowego tempa kłusa i elastyczności kroków. Podążyłem nosem za oddającą ręką, wypuszczając go w dół i w przód, w efekcie czego rozciągnąłem górną linię, gimnastykując grzbiet. Wróciwszy na ścianę, powróciłem do poprzedniego ustawienia i jeszcze przez chwilę kontynuowałem kłus, by niebawem wejść w galop.
Nadya - 2019-02-19, 19:29

Była jak najbardziej zadowolona z jego pracy w kłusie, który był swobodniejszy i lżejszy, a dla niej wygodniejszy. Drągi nie sprawiły Jimowi żadnego problemu pomimo, że drugi zestaw wymagał od niego większej uwagi ze względu na ograniczone pole widzenia. Zdawała sobie z tego sprawę, i również dlatego wybrała taki zestaw, aby jeśli to możliwe z czasem zwiększyć chociaż trochę pewność siebie Jima na takim ustawieniu. Kiedy przeszli do galopu i stracili przynajmniej chwilowo zainteresowanie drągami stajenny, który w pewnej chwili pojawił się na hali został przez nią poproszony o sprzątnięcie zestawu pierwszego. Po połowie okrążenia zaczęła zwracać uwagę Jima na te kilka ustawionych na hali przeszkód, aby finalnie przejechać pomiędzy nimi, wskazując jego uwagę na być może trudniejsze elementy. Przy zjeździe pod ścianę poprosiła go o zmianę nogi, aby ruszyć już kawałek pod ścianą, pilnując aktywnego, optymalnego galopu, korzystając od czasu do czasu z półparad. W końcu odbili na pierwszą z przeszkód. Tor wyglądał tak. Pierwsza była stacjonata o wysokości 115 cm. Udali się na nią przejeżdżając dość ciasno między przeszkodami 8 i 9a, kierując się prosto na jej środek. Nadya siedziała pewnie i głęboko w siodle, nadal dyktując okrągły, aktywny galop, aby do przeszkody najpierw go wyrównać, następnie zamknąć w pomocach i zasugerować miejsce do wybicia stanowczą łydką. Po wybiciu oddała mu wodze zostając na kontakcie, zgrabnie przeszła do półsiadu, prezentując odpowiednią sylwetkę na jego grzbiecie i zdążyła za jego ruchem, usiłując się z nim zgrać, przy lądowaniu obciążając bardziej prawą stronę. Ten pierwszy skok nawet im wyszedł, przynajmniej w ocenie kobiety, toteż krótko pochwaliła Jima. Po lądowaniu, zostawiając za sobą nienaruszoną przeszkodę pogalopowali kawałek po prostej, aby następnie skręcić pod ścianą na drugą przeszkodę i udać się na prawo. Przy tym pozwoliła mu nieco przyspieszyć jeśli tylko miał na to ochotę, bo też nie siliła się na to, by pokonać ten parkur w określonym czasie. Był to ich pierwszy trening skokowy od pewnego czasu, więc zdecydowanie miała luźniejsze podejście. Łuk na drugą przeszkodę też był raczej obszerny, starannie wyginała go na nim od łydki. Przy tym jeszcze przed naprostowaniem podniosła go do oksera, aby miał jak najwcześniej możliwość przyjrzenia się przeszkodzie, wskazując mu gdzie ona się znajduje. Wcześniej też wróciła w siodło i wzięła go bardziej na siebie, aby po naprostowaniu na dwójkę zamknąć go w pomocach i znowu odesłać do przeszkody, dodając mu łydkę w odpowiednim miejscu i o ile nie wystąpiły tu żadne problemy i się wybili, oddała mu wodze przy szyi, powróciła do półsiadu i wyszła za jego ruchem, pozostawiając lądowanie i późniejsze zagalopowanie na prawą nogę. Po pokonaniu na czysto i tej przeszkody pogalopowali najpierw kawałek po prostej, Nadya tym razem dyktując nieco wolniejsze niż poprzednio, ale nadal aktywne tempo, aby odbić nieco w prawo do trzeciej przeszkody - stacjonaty 110 cm, gdzie powtórzyła dotychczasowe pomoce, o ile na poprzednich przeszkodach były skuteczne, posyłając mu też półparadę i w ten sposób gładko pokonując trójkę i tym razem przestawiając pomoce na lądowanie na lewo.
Whatever Impossible - 2019-02-24, 18:12

Friedrich napisał/a:
[...]

Wyjechali okrążenie wokół hali, gdzie ogier skorzystał z luzu i wydłużył szyję oraz obniżył łeb. Jednak nie obijał się, a kroczył dalej dość żwawo przed siebie. Ogier jak na razie skakał i tak niewielkie przeszkody i krótko, bo nadal stosunkowo był dość młody i wszystko przed nim. Po rozstępowaniu zatrzymał się, by Friedrich mógł z niego zejść i ruszył za nim do stajni po chwili.

z.t

Lucia - 2019-02-26, 14:30

Naomi zdecydowanie powinna zasugerować tatkowi tęczowe wodze! Och przecież to pięknie komponowałoby się z tymi wszystkimi kolorowymi komplecikami, które miała przygotowane dla swojego kucola <3 Nie ma co, Valentino ją rozpieszczał.
Zgodnie z poleceniem, z łatwością obniżyła łapki i przekręciła dłonie tak, że znajdowały się teraz w prawidłowej pozycji. Przy okazji sama nabrała trochę wodzy, bo przez ten manewr znowu stały się luźniejsze. No, chyba zaczynała łapać, ale wszystkie upomnienia ze strony instruktorki były bardzo pomocne.
Poproszona o przejście w półsiad, zrobiła to bez zastanowienia. A trzeba przyznać, że to wychodziło jej całkiem nieźle. Blondyneczka bowiem ani nie kładła się Biszkopcikowi na szyi, ani nie traciła równowagi wisząc mu na wodzach. Ot, przybrała formę zgrabnej kaczuszki, trzymając się kolanami i wypinając pupę dla lepszej stabilizacji. Przez cały ten czas, gdzieś z tyłu głowy miała te nieszczęsne wodze, a że była dość zawzięta i ambitna, to teraz dla odmiany sama siebie pilnowała, skrócając je gdy tylko stały się za długie. A wróciwszy do anglezowania, od razu upewniła się, czy aby robi to na dobrą nogę. Po za tym starała się pobudzać wałaszka jak tylko mogła, ale było to dużo trudniejsze, niżeli mogłoby się wydawać. Tak czy siak, dawała z siebie wszystko, wkrótce zmieniając stronę i powtarzając ćwiczenie na drugą.

Lucas - 2019-02-26, 15:44

Stojąc gdzieś w optymalnym miejscu, obserwował parę podczas wykonywania ćwiczenia, które swoją drogą raczej dobrze zobrazowało mu na czym będą musieli dzisiaj popracować.
- Obudź go trochę na tym łuku! Jeśli łydka nie wystarcza to daj mu jeden mocny impuls na ożywienie, ale ma iść. Pilnujemy stałego tempa, pamiętaj! - komentował w międzyczasie, mówiąc na tyle głośno, by dziewczyna bez problemu na bieżąco go słyszała. Oczywiście pochwalił za pierwszą prawidłową zmianę, przy drugiej zauważając, że ogier jeszcze bardziej się nakręcił. A przyspieszanie do przeszkody - i to na dodatek tak nie pozornej! - również nie zaliczało się do utrzymania równego tempa.
- Nie daj mu się rozpędzać! Pogadaj z nim trochę na pysku, wewnętrzna wodza rozluźnia! - powiedział i poprosił o jeszcze jeden najazd, mając nadzieję, że ten wyjdzie najlepiej z całej trójki. Jedno było pewne - ze zmianą nogi nad przeszkodą póki co problemu nie mieli. Ale pozostawało kilka innych rzeczy do doszlifowania.
Jeśli trzecia próba wyszła zadowalająco, zarządził przerwę w stępie i pochwalił parę, by samemu znowu zabrać się za modyfikacje. Kolejne ćwiczenie nie miało być skomplikowane, ale na pewno w dalszym ciągu trzymające się pracy nad tempem. W pierwszym momencie na hali pojawiła się niewielka stacjonata, ot załóżmy te 60 centymetrów, bo nie o bicie rekordów wysokości tutaj chodziło. Przed jak i za przeszkodą Lucas położył płasko leżący drąg w odległości trzech metrów od stacjonaty. Gdy to było gotowe, przeszedł do objaśnień.
- Zagalopujcie sobie na prawo i jedziemy tą przeszkódkę po dwudziestometrowym kole. Przede wszystkim skupiamy się na tempie. Tutaj będzie mu ciężej dodać tuż przed, więc masz przewagę. Ale ty musisz za to pilnować, by jazdy po łuku nie wykorzystał pretekstu do zwalniania - objaśnił, na koniec prosząc o dwukrotne powtórzenie na jedną stronę, a potem również na drugą.

Sara - 2019-03-02, 21:43

// Uznam, że jest pusto, bo zgubiłam się w nadmiarze postów :lol:

Jasnowłosa przyprowadziła swojego podopiecznego na halę rekreacyjną, nie planując raczej żadnego złożonego treningu, a coś lekkiego i przyjemnego. W głowie układała plan treningu mocno gimnastykującego i rozciągającego, ale bez zbędnych przemęczeń i nadwyrężeń. Stanąwszy przy jednym z narożników, amazonka włożyła na głowę kask, uprzednio gładząc ogiera po szyi. Następnie wsunęła stopę w strzemię i odbiwszy się od podłoża, po chwili opadła miękko w siodło. Na wypadek, gdyby koń próbował od razu ruszyć, Sara przytrzymała go lekko, pozwalając ruszyć dopiero po stosownym sygnale. Nim jednak taki miał miejsce, usadowiła się wygodnie i upewniła że strzemiona mają odpowiednią długość. Dopiero potem wypchnęła Krakatau do stępa, starając się o to, aby jego tempo od samego początku było aktywne.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group